Jurek Owsiak jako pewna emanacja

06/08/2017 20 komentarzy

 

Jurek Owsiak znów dał głos. Tym razem nie straszył, że w obronie Lecha Wałęsy da komuś z bańki. Tym razem życzył seksu posłance Pawłowicz. Głośny rechot z jednej strony i faryzejskie oburzenie z drugiej, pokazują trochę, czym jest dziś instytucja Jurka Owsiaka. A jest ona prostą emanacją III RP.

Odniósł bowiem Jurek Owsiak sukces. Ogromny sukces. Tak jak odniosła go III RP. Trudno temu zaprzeczać nawet lewicy. Lewicy, która wciąż chyba nie znalazła odpowiedzi, jak o lewicowości opowiadać w kraju, który w 25 lat tak się wzbogacił.

Odniósł jednak Jurek Owsiak ów sukces kosztem innych. Owszem, nie jego to wina, że niszowy WOŚP trafiła w dziesiątkę i postanowił to wykorzystać. Każdy zrobiłby pewnie tak samo. Ale odniósł Jurek Owsiak sukces kosztem pokazywania innych akcji charytatywnych. Bo to nie jest tak, że istniała tylko WOSP z jednej strony i Caritas z drugiej, a dookoła tylko spalona ziemia. Ale żadna organizacja nie dostała takiego wsparcia medialnego jak Owsiakowa orkiestra. Podobnie było z III RP. Ona także wyrosła na nierówności. Nikt przecież nie kwestionuje, że dzisiejsza Polska może konkurować jedynie niskimi kosztami pracy. A to oznacza, że ceną wzbogacania się III RP ponoszą w głównej mierze właśnie ci, co ową konkurencyjność zapewniają. To jest nisko opłacani pracownicy.

Stał się Jurek emanacją III RP tak jak jej emanacją są goście jego Przystanku: Monika Olejnik, Leszek Balcerowicz, Tomasz Lis.

Stał się Jurek Owsiak emanacją III RP. Tak jak emanacją III RP jest absolutnie bałwochwalczy stosunek do Wałęsy i do faktów w sprawie jego współpracy z SB. Bo tak jak IV RP w sprawie Wałęsy cenckiewiczuje, zarzucając mu absolutnie wszystko co najgorsze, tak III RP w sprawie Wałeśy owsiakuje, każdemu chcąc w obronie naszego Lecha dawać z metaforycznej baśki. Tak jakby nie było miejsca na arcydramat z uwikłanym TW, który latami wygrzebywał się z błota i dał radę, zadziwiając przy tym świat.

Stał się Jurek emanacją III RP, używając języka wykluczenia, szydery, seksistowskich żartów tak ukochanych przez biurową klasę średnią. Tak wiem, co mówi i pisze posłanka Pawłowicz, która status szanowanej profesor prawa zamieniła na wizerunek wulgarnego trolla. Ale, dokładnie taką rolę swego czasu pełnił prof. Niesiołowski i absolwent filozofii Janusz Palikot. I akurat III RP to nie przeszkadzało.

Stał się Jurek Owsiak emanacją III RP, tyle tylko, że III RP już raczej nie wygra. Powoli odchodzi w przeszłość, rodzi się coś nowego. Wygra ten, kto pierwszy potrafi to uchwycić. Próbował udawać to Duda i wygrał wybory, próbuje robić to Biedroń i ma szansę powalczyć o drugą turę. Próbuje to robić Tusk, dlatego jego teksty nie dotyczą, tego czy Jarek to wicie rozumicie ten tego z kotem. Nie robi tego Owsiak, bo wśród bałwochwalczego tłumu nikt mu nie zwróci uwagi, że gra idzie o zupełnie inne punkty, w zupełnie innej lidze.

Neymar za parę Rochembacków

03/08/2017 Dodaj komentarz

 

Z punktu widzenia interesów Neymara wybór, jakiego właśnie dokonał wydaje się oczywisty.

Po pierwsze, wychodzi z cienia Messiego. W Barcy zawsze będzie tym drugim Miauczyńskim, wszystkie splendory trafią do starszego kolegi. To może pasować 30letniemu Suarezowi, ale nie 25 latkowi, który chce się ścigać z największymi legendami swojego kraju.

Po drugie, ucieka z tonącej łajby, jaką staje się Barcelona Bartomeu. Klub, który na ten moment nie potrafi kupować, ani na podwórku lokalnym (Isco, Asensio, Ceballos, Theo, Saul), ani zagranicznym (Veratti, piłkarze Monaco, wschodzące gwiazdy Bundesligi). Klub, który nie potrafi sprowadzić swoich najlepszych byłych wychowanków (Bellerin. Thiago). Klub, który nie potrafi sprzedawać, dlatego ma tabun piłkarzy, których nikt z potentatów nie chce kupić, więc trzeba albo oddawać za darmo, albo żebrać, aby ktoś wypożyczył i chociaż częściowo pokrył ich pensje. Klub, którego dwóch byłych prezesów siedzi w więzieniu. Klub, z którego lada moment odejdzie Iniesta. I być może także Messi, albo z powodów sportowych (kontrakt jeszcze nie podpisany), albo kryminalnych (doniesienia ABC – jako recydywiście grozi Messiemu realne więzienie). Wreszcie klub, który staje przeciwko, być może najsilniejszemu kadrowo, Realowi w historii. Bo gdy późny Perez zaczął naśladować rozwiązania duetu Laporta- Guardiola, zarząd Barcy zaczął naśladować wczesnego Pereza (Zidanes-Pavones).

Po trzecie, przechodzi do mocniejszego klubu. Tak, mocniejszego. Owszem, PSG przegrało z Barcą dwumecz, ale owa historyczna remontada to trochę strzał w totka, który zamącił obraz. Na ziemię Barca zeszła już z Juventusem. Do tego owa remontada odbyła się głównie dzięki Neymarowi, więc teraz PSG z Neymarem będzie jeszcze silniejsze. Mówimy bowiem o drużynie, która nie sprzedaje swoich wybitnych zawodników, ale ich kupuje. Powoli krok po kroku kupuje. Drużynie, która już teraz jest kompletna, w lidze po rozsprzedaży Monaco będzie miała spacerek, więc spokojnie przygotuje się na Ligę Mistrzów. Drużyna, która nie gra w tak fizycznie wymagającej lidzie świata jak liga angielska, więc i sam Neymar spokojnie będzie mógł zakładać sombrera piłkarzom SCO Angers. Barcelona, wykrwawiająca się w najbardziej wymagającym wyścigu ligowym świata, przystąpi zaś do ligi mistrzów z Andre Gomesem i Paulihno, o ile drużyna z chińskiej ligi łaskawie zechce się zgodzić na 40 mln (co za upadek).

Po czwarte, pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Góra pieniędzy, w tym także od Barcy xD.

Po piąte, Złota Piłka dla Ronaldo. Ostatnie sezony Portugalczyka pokazują doskonale, że, co do zasady, możesz grać w sezonie słabo, bylebyś przez dwa kluczowe miesiące grał wybitnie w Lidzie Mistrzów. Resztę zrobi hajp i jaranie się Ligą Mistrzów. Ligi krajowe już się nie liczą, ba mistrzostwa też się nie liczą (kazus Niemców, Hiszpanów, Włochów). Liczy się tylko Liga Mistrzów (sprawdzić czy nie Pepe), a konkretnie liczy się jej 5 meczów w roku.  A tyle nawet chimeryczny Neymar potrafi.

Czy odejście Neymara to straszna strata dla Barcy?

W wersji optymistycznej nie. Potrafiła bowiem Barca wygrywać Ligę Mistrzów grając Pedro i Davidem Villą nie na swoje pozycji. Kluczowa była wtedy pomoc i pressing. Zafiksowanie się na tridente kosztem środka pola powoduje, że Barca strzela wiele bramek, ale dwa lata z rzędu nie potrafiła wejść do półfinału ligi mistrzów. Wpadła słabiej nawet od wyśmiewanego ManCity. Jest więc kasa na wzmocnienia i zwalnia się miejsce w ataku, i mimo wszystko, któż nie chciałby grać obok Messiego? Pojawiają się nazwiska Verratiego, Coutihno, Dembele, Griezmana, Mbape, Di Marii. Jeśli chodzi o tego ostatniego, to pomysł nie taki głupi. Barcy potrzeba gracza, który poszerzałby pole gry, żeby wchodzi w pole karne tacy zawodnicy jak Messi czy właśnie Coutihno. W wersji optymistycznej Barca, korzystając z sarmackiej rozróby Tebasa, sprzedałaby Neymara właśnie za Di Marię i Verratiego. W wersji optymistycznej to PSG jest przyparte do muru, bo jak Neymara w tym roku nie kupi, to za rok będzie problem, bo rodzinka Braylijczyka może być przekonana katalońskimi pieniędzmi.

W wersji pesymistycznej ten transfer odbije się mega czkawką. Zakładając nawet, że PSG celowo nie przeciągnie transferu, a Tebas dostanie po łapach od FiFA, wszystkie kluby wiedzą, że Barca będzie przy kasie, więc automatycznie zawyżą cenę. Zamiast trzech piłkarzy przyjdzie jeden i to przepłacony (najprawdopodobniej Di Maria), Klopp nie puści Coutihno, Borussia Dembele, Monaco użyje Bartomeu do wyciskania pieniędzy z Realu, a legendarna Barca zawalczy o Paulihno i innych Rochembacków, fotografując ich z Mundo Deportivo. Już dziś słychać, że Griezman z klauzulą 100 mln nie będzie kupowany, żeby nie dobijać Atleti, co jest wielkim miłosierdziem, natomiast klub wróci do tego transferu być może za rok, gdy klauzula wzrośnie do … 200 mln. Jakby już teraz nie można się było dogadać na 110 mln i roczne wypożyczenie.

Osobiście obstawiam wersję pesymistyczną, mamy w końcu do czynienia z Januszami biznesu, którzy moment wypłaty premii za przedłużenie kontraktu ustalili na 1 sierpnia, zamiast 1 września tuż po zamknięciu okienka. Wszystko, czego mogą oczekiwać kibice to, że zadziała efekt świeżości Valverde, a zeszłoroczne transfery zatrybią. Na moje jednak nie zatrybią, a Neymara jeszcze nie raz zobaczymy na Camp Nou. Tyle że w barwach Realu.

 

Szacowanie zmian

02/08/2017 3 komentarze

Od lat słyszysz, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. I że nie powinieneś w ogóle ufać politykom. To prawda, ale radykalne przyjęcie tej tezy sprawia, że nie dałoby się głosować na nikogo. Mimo wszystko komuś więc powinieneś zawierzyć. Problem polega na tym, że zaufać masz dziś i to odnośnie rzeczy, które pojawią się dopiero jutro. A podróże do przyszłości wciąż nie są możliwe. Ludzkość radzi sobie z tym w ten sposób, że na podstawie określonych danych dnia dzisiejszego stara się oszacować prawdopodobny kształt jutra. Więc skoro ludzkość z tego korzysta, Ty też możesz.

Skoro na podstawie zachmurzenia przewidują Ci pogodę, na podstawie zarobków szacują, czy spłacisz kredyt, a na podstawie twego zdrowia wyliczają, ile pożyjesz, to Ty na podstawie danych, którymi już teraz dysponujesz, możesz oszacować, co tak naprawdę szykują Ci politycy.

Tak, wiem, danych jest niewiele i są często podłej jakości. Ale czasami trafiają się perełki. W sądownictwie taką perełką jest zreformowany Trybunał Konstytucyjny. Analizując Trybunał Konstytucyjny dnia dzisiejszego możesz bowiem oszacować kierunek zmian w sądownictwie dnia jutrzejszego. Zwłaszcza w sądownictwie najwyższym.

Czytaj dalej na Gazeta.pl

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22179001,zastanawiasz-sie-co-oznacza-pis-owska-reforma-sadownictwa.html#MT2

Czy Wąsik wart jest mszy?

01/08/2017 10 komentarzy

 

Od kilku dni, pewnie nie tylko ja, zastanawiałem się jaka będzie decyzja Sądu Najwyższego ws. ułaskawienia Kamińskiego z Wąsikiem. Na ile Sąd Najwyższy ma instynkt samozachowawczy, na ile potrafi myśleć taktycznie, na ile będzie odporny na podszepty „antypisowskiego betonu”. Okazało się, że kolokwialnie mówiąc, politycznie ma (wreszcie!) łeb na karku.

Nie będę analizował prawej decyzji o zawieszeniu postępowania, specjaliści zaraz zrobią to za mnie. Mówiąc z grubsza, Sąd Najwyższy miał podstawy prawne zarówno, aby wniosek TK o zawieszenie kasacji odrzucić, jak i uwzględnić. Zrobił to pierwsze i z taktycznego punktu widzenia, zrobił dobrze, bardzo dobrze.

Po pierwsze, nawet jeśli na skutek merytorycznej decyzji Sądu Najwyższego sprawa Kamińskiego i Wąsika wróciłaby na wokandę do sądu okręgowego, to w międzyczasie i tak Trybunał orzekłby, że Sąd Najwyższy, ani żaden inny sąd nie ma prawa podważać prezydenckiego weta.

Po drugie, Sąd Najwyższy wytrąca swym przeciwnikom z ręki zarzuty o działaniu na rzecz opozycyjnej sitwy, a jednocześnie kieruje ukłon w stronę prezydenta i jego koncyliacyjnego rozwiązania sporu o sądownictwo.

Po trzecie, Sąd Najwyższy jedynie zawiesza postępowanie, z wyraźną sugestią, że jego zdaniem sporu kompetencyjnego nie ma. Oznacza to, że istnieje, co prawda wąska, furtka do podważenia decyzji Trybunału. Mamy więc do czynienia ze wzajemnym się szachowaniem kilku graczy, z których każdy w zanadrzu ma jakieś asy w rękawie.

Wreszcie, po czwarte nawet jeśli Wąsik z Kamińskim unikną kary, to ich sprawa nie jest aż tak ważna jak przyszłość zagrożonego dziś Sądu Najwyższego.  Zwłaszcza, że prezydent, jeśli tylko zdąży, ułaskawi ich znowu. Dlatego Kamiński z Wąskiem warci są mszy, warci są pełnych baków z paliwem, warci są nawet tego dyskomfortu (o ile naprawdę są winni), że im się upiekło. Zaprawdę powiadam Wam, nie takie osoby unikały kary w tym kraju, w myśl tej patologii, jaką jest proces ułaskawiania przez polskich prezydentów.

Są bowiem sprawy ważne, ważniejsze i najważniejsze. W pierwszej kolejności proponuję się skupić na tych ostatnich. Potem można zająć się całą resztą.

Co dalej po protestach?

26/07/2017 16 komentarzy

Przez moment działo się tak wiele, że można odnieść wrażenie, że dziś żyjemy już w nieco innym kraju. Kraju, w którym po raz pierwszy od wielu, wielu lat mamy nie tylko społeczeństwo rozsadzające monolit władzy, ale społeczeństwo będące samo w sobie politycznym podmiotem. Społeczeństwo dyskutujące, społeczeństwo wysłuchujące, społeczeństwo postulujące. Oto kilka postulatów jednego z jego przedstawicieli.

Po pierwsze, podziękować i dać nadzieję.

Wszyscy to teraz widzimy: entuzjazm powoli gaśnie, tłum się rozchodzi. Nie należy temu przeciwdziałać, nie należy nad tym ubolewać. To naturalne po każdej bitwie, zwłaszcza wygranej. Nawet najlepsze wojska czasami muszą być zluzowane. Trzeba ludziom dać się wyciszyć. Ale trzeba im też dać nadzieję. Bo inaczej wyciszenie zmieni się w trwały bezruch. Dlatego trzeba teraz, tak już teraz, zapowiedzieć, że wszyscy tu powrócimy. Że rodzący się ruch obywatelski wróci i będzie czuwać. Czuwać przy procedowaniu ustaw sądowych decyzjach o ich wolności. Czuwać przy procedowaniu ustaw o mediach, czuwać przy procesowaniu ustaw o ordynacji wyborczej. Owszem, nasze chorągwie na moment zwinięte, ale kto raz poczuł niespotykaną lekkość wolności, ten pod Sejm i pod Pałac wróci. I przyciągnie przyjaciół.

Po drugie…

czytaj dalej na Gazeta.pl

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22152866,co-po-protestach-kilka-postulatow-do-ludzi-ktorzy-staneli.html#MT2

 

Czy Kukiz wejdzie w koalicję parlamentarną?

25/07/2017 9 komentarzy

 

Zostało im tylko darcie japy – mówił kilka dni temu o protestach Paweł Kukiz, aby dziś przechwalać się jak to jego rozmowy przekonały prezydenta. Odebrano to z naturalnym zażenowaniem, podobnie jak teksty Dariusza Rosatiego o niedostatecznej roli lewicy, w tum SLD. Jak wiadomo sukces ma wielu ojców, porażka bywa sierotą.

Nie mniej jednak postawa Kukiza powoli urasta do rangi języczka u wagi, zwłaszcza że opozycji nie zawsze będzie się udało zgromadzić 100% frekwencję. A wtedy szanse na obalanie kolejnych sprzeciwów prezydenta rosną.  Piszę kolejnych, bo gra idzie już nie o ustawę o SN, ale o ewidentną zimną wojnę z Pałacem.

Dlatego moim zdaniem kluczowym zadaniem PiS będzie próba przeflancowania Kukiza na swoją stronę. PIS nawet nie tyle szantażowany, co po prostu niepewny każdej jednej decyzji prezydenta co do kluczowych, tzw. antywolnościowych reform, traci bowiem komfort jednolitej władzy. Za każdym razem bowiem morze nowych świeczek może być zapalane pod Pałacem. Dodatkowo zaczyna stawiać się Gowin, co w dłuższej perspektywie może nawet zachwiać zwykłą większością.

Próba dogadania się z Kukizem będzie o tyle prosta, że wyposzczeni Kukizowcy marzą o władzy. Oczywiście Kukiz ciągle powtarza, że nie myśli o stołkach, ale tak już jest, że im bardziej opowiadasz o swojej cnocie, tym bardziej jesteś podejrzany. Próba dogadania się z Kukizem będzie o tyle trudna, że Kukizowcy wiedzą na jakim musiku jest PiS i mogą licytować grubo, bardzo grubo. Dodatkowo trzeba będzie zbierać głosy sejmowego planktonu, a to też ma swoją cenę.

Jeśli więc konflikt z prezydentem będzie narastał, jeśli puszczona w ruch propaganda ruszy na niego z wściekłością, to kluczowa będzie postawa Kukiza. Jeśli Kukiz się nie dogada z PiSem, a wojna z pałacem wybuchnie na całego, rzeczywiście możemy mieć przyspieszone wybory.

Fatalnie dla partii, znakomicie dla społeczeństwa

24/07/2017 16 komentarzy

 

Nie wiem, czy na pasku TVP prezydent okaże się teraz obrońcą pedofilów, synem Ubeka, pijanym spacerowiczem, astoturferem, czy finansistą od Sorosa. Wiem jedno, ci którzy jeszcze tydzień temu kpili z propozycji grania na prezydenta i wciąć obrażali „Adriana” chyba teraz powinni jednak użyć zakazanego słowa na „p”. Jeśli bowiem wciąż krzyczano, że mamy moment historyczny, to dzisiejsza decyzja Dudy z automatu musi być traktowana jako decyzja na miarę męża stanu. Tak wiem, niektórym trudno to przełknąć, ale bądźmy wobec siebie uczciwi. Inaczej nigdy nie ulepszymy tego kraju.

Weto prezydenta jest oczywiście fatalną wiadomością dla obozu rządzącego. Nie tylko powstaje autonomiczny wobec PISu ośrodek decyzyjny, ale przede wszystkim zagrożony jest dalszy marsz przez kolejne instytucje (uniwersytety, media, ordynacja). To znakomita wiadomość dla społeczeństwa. Że poprzez opór potrafi zatrzymać pisowski Blitzkrieg. PiS ma dziś swój Stalingrad. Wystarczyły świeczki i tłumy, tłumy, tłumy obywateli.

Weto prezydent jest też w pewnym sensie fatalną wiadomości dla opozycji. Owszem dziś można jeszcze świętować, owszem wreszcie pokazaliśmy, jak jesteśmy skuteczni, ale zaraz ten gwiezdny czas się skończy. Zaraz żar młodych wygaśnie. I teraz stoi opozycja przed gigantycznym problemem, jak tę energię tysięcy Polaków wykorzystać. To bardzo trudne, trudniejsze niż protestowanie, maszerowanie i dawanie świadectwa. Ale to też znakomita wiadomość dla społeczeństwa. Oto ono samo na moment stało się podmiotem politycznym. Pokazało swoją siłę. Partie opozycyjne muszą się tym liczyć.

Powtarzałem i będę powtarzał, że kluczem do odzyskania zaufania jest zwrócenie się do obywateli. Wcześniej obywatele byli rozproszeni i w stosunku do opozycji nieufni. Dodatkowo złamani aferą Kijowskiego. Teraz są skupieni, mają określony cel. Wystarczy więc się do nich zwrócić. Wystarczy zorganizować konsultacje społeczne, objechać kraj, rozmawiać i zaprezentować obywatelski, bądź obywatelsko-prezydencki projekt zmian ustawy. To ogromny wysiłek, ale chyba warto. Drugiej szansy może już nie być.

%d blogerów lubi to: