Duda zdjął jarmułkę, czyli sztuczka „na debila”

06/02/2018 12 Komentarzy

 

Z punktu widzenia elektoratu Andrzeja Dudy podpis nowelizacji i skierowanie do Trybunału to rozwiązanie dosyć rozsądne. Elektorat wręcz dyszy chęcią odwetu za oczernianie Polski i na papierze pałkę dostaję. A że w praktyce średnio skuteczną, kto z elektoratu będzie o to pytał? Pyta ktoś o helikoptery, ustawy frankowe, stocznie, asfalty w każdej gminie? No właśnie. Zawetowanie ustawy oznaczałoby dla Dudy ryzyko obchodzenia go od prawej strony. Oznaczałoby, że (znowu) jest zdrajcą. Dodatkowo, ci bardziej centrowi, dostają deserek w postaci TK, czyli odwlekanie rozwiązania na wieczne nigdy. Oj wiele wody w Szprewie upłynie zanim pani Julia się wyśpi, zanim z Berlina zajedzie, zanim przepisy (ze zrozumieniem) przeczyta, Kamińskiego herbatą uraczy, dziennikarzy za drzwi powyrzuca, fragmenty prozy Wildsteina „o zasypianiu z członkiem w ustach przeczyta”. Duda więc podpisuje, ustawa wchodzi w życie, a co dalej, to już się niech Jarek martwi, ja na stok, papa, kochani, i tak się już nagadałem!

Z punktu widzenia polityki zagranicznej to wybór oczywiście fatalny. Po pierwsze w świat idzie prosty przekaz: ustawa wchodzi w życie. Polska ma nasze zdanie w poważaniu. Nie tylko Izrael, nie tylko Ukraina, ale przede wszystkim Departament Stanu USA dowiedział się, ile jego protesty znaczą dla „strategicznego partnera USA”. Odbiją sobie owo „partnerstwo” przy najbliższej okazji. Po drugie, świat dowie się nie tylko o polskim denializmie w sprawie Holocaustu, ale także o polskim „pełzającym autorytaryzmie”. Oczywiście, wie o nim Europa i będzie wiedziała coraz więcej. Ale teraz przy wielu artykułach odnośnie Polski grożącym świadkom Shoah pojawią się także opisy o tym, że mamy marionetkowy sąd konstytucyjny i przypominamy operetkowy autorytaryzm. Ba, lada moment zagraniczne media połączą kropki zaprzeczaniu Holocaustu z naruszeniem art. 7 TUE. I zacznie się presja na państwa UE odnośnie głosowania przeciwko Polsce. Słowem, hop do przodu w przepaść. Powie ktoś, że przecież teraz Jarek ma atut w ręku, bo może „zagrać” uchyleniem ustawy w rozmowach poufnych. Ale to oznaczałoby już przyznanie wprost, że jest Putinem mającym sąd na telefon, co ostatecznie pogrążyłoby wizerunek Polski u strategicznych partnerów.

A przecież można było wpisać do ustawy tylko „polskie obozy śmierci” i upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. Dlaczego tego nie zrobił?

Otóż, PiS ma swoich wyborców za debili, czego dowodem choćby wymiana najlepszej premierki w układzie słonecznym na milionera z banku, czy też kwiaty na lotnisku po przegranej 1:27. PiS doskonale zdaje sobie sprawę, że, poza ordynarnym złodziejstwem oraz popieraniem „wrogów” Polski (wpisz dowolny kraj poza USA Trumpa), ten elektorat wszystko łyknie, co potwierdzają zresztą ostatnie, niepokorne, badania Macieja Gduli. I pod ten elektorat gra także polityką zagraniczną.

Problem jednak w tym, że dyplomaci na świecie to nie są drobnomieszczańscy wyborcy z Miastka. A PIS właśnie taką sztuczką „na debila” ich potraktował.  I za miesiąc PIS znów będzie zdziwiony, czemu sztuczka nie zadziałała, a Polska jest sprawcą Holocaustu.  Otóż nie zadziała, bo światowa dyplomacja nie składa się ze smoków, Pikusiów, Irenek, Mistewiczów i Ryszardów Petru.

Reklamy

Bilans Markowej z rodziną Ulmów w tle

04/02/2018 63 Komentarze

 

Wszyscy Państwo pewnie słyszeliście o rodzinie Ulmów z Markowej. Małżeństwo Ulmów przyjęło pod swój dach ośmioro Żydów w czasie wojny. Spotkała ich za to śmierć z rąk Niemców. To ma być dowód na bohaterstwo Polaków. I jest. Tylko że na Ulmów doniósł polski policjant. Inaczej Niemcy by ich nie znaleźli. Bilans wynosi więc 2:1. Polscy patrioci, krzyczą, że nie żadne 2:1, bo tego POLSKIEGO kapusia – Władysława Lesia zastrzeliła AK, co prawda pół roku później, ale jednak. Więc nadal jest 2:1 albo – nie wiem – 2:0 właściwie. Problem w tym, że, jak przypomina Paweł Wroński, w ekspedycji karnej w domu rodziny Ulmów było 3 Niemców, 1 Czech i 4 Polaków. Więc bilans wynosi 2:4 na niekorzyść. Innymi słowy Polska wybudowała muzeum w hołdzie uratowanym Żydom przez Ulmów, gdzie więcej Polaków współuczestniczyło w mordzie tych Żydów niż im pomagało. Zaiste, prawdziwy to powód do chwały.

Ale to jeszcze nie koniec tej upiornej matematyki.

Jan Grabowski i Dariusz Libonka przypominają kilka innych faktów. Otóż w niedalekiej Gniewczynie Łańcuckiej miała miejsce tzw. zbrodnia w domu Trynczerów, opisana wedle świadka Tadeusza Markiela:

…miejscowi, koalicja, a może lepiej powiedzieć: spółka gromadzkiej elity, mianowicie szef Ochotniczej Straży Pożarnej [OSP] oraz aktywiści straży i zarazem najbliżsi sąsiedzi żydowskiej rodziny Trynczerów (…), urządzili obławę na miejscowe rodziny żydowskie, wyłapując większość osób dorosłych i dzieci z ośmiu rodzin. Wsadzili nieszczęśników na wozy, jak świnie i cielęta wiezione na jarmark, teraz z uzbrojoną obstawą, i dowieźli ich do domu Leiby i Szangli Trynczerów w środku wsi, w bliskim sąsiedztwie kościoła i plebanii, niedaleko szkoły.

Następnie poprzez gwałty, również zbiorowe oraz tortury, przed 3 dni próbowano wymusić zeznania, gdzie ukryto pieniądze, by na końcu powiadomić żandarmów z Jarosławia, którzy Trynczerów rozstrzelali. Innymi słowy, Polska wybudowała muzeum 20 kilometrów od miejsca, gdzie miała miejsce zbrodnia wstrząsająca nawet badaczami, który na co dzień stykają się ze świadectwami Holocaustu. Myślę, że gdy żydowskie wycieczki usłyszą o faktycznym bilansie w sprawie rodziny Ulmów, nie omieszkają ruszyć też do Gniewczyny.

Do bilansu Markowej sprawców z Gniewczyny liczyć nie można, to oddzielne wsie przecież. Oczywiście ktoś może wierzyć, że oddalona o 20 km Markowa była ostoją bezpieczeństwa dla Żydów, podczas gdy Gniewczyna była wcielonym złem. Tylko że nie. Narrację psuje Mosze Weltz, cytowany przez Grabowskigo i Libionkę:

  „wtedy, podczas akcji, część Żydów uciekła, część ukryła się w bunkrach. Wiedzieli o tym Polacy i na własną rękę zorganizowali polowanie na Żydów, aby ich obrabować, a potem zamordować. We wsi pod Łańcutem, Markowa, Polacy znaleźli 28 Żydów i ich zastrzelili, zabrali im wszystko, ofiarom wyrwali nawet złote zęby. Hersztem tej grupy Polaków był Antoni Cyran. Przejął wszystkie żydowskie posiadłości, a dziś żyje wciąż w tej samej wsi. W tej samej wsi, Markowej, w masowym grobie leży ponad 200 Żydów z całej okolicy, którzy przez cały ten czas zastrzeleni zostali przez Polaków”

Dr Szpytma z IPN, współtwórca muzeum Ulmów, który sprawą Markowej zajmował się w ramach kariery naukowej dezawuuje zeznania Weltza, pytając rozbrajająco, jeśli ekshumacja wykazała, że spoczywały tam 34 ciała. Z innych wiarygodnych źródeł wiemy, że to nie Polacy ich rozstrzeliwali, lecz niemieccy żandarmi.

Abstrahując od faktu, że podobnie jak w przypadku rodziny Ulmów, chodzi o to, kto donosił, a nie osobiście rozstrzeliwał, czego doktor IPN nadal chyba nie rozumie, jak zauważają Libionka z Grabowskim:

To, że Weltz podaje nazwiska sprawców, pochodzi z Markowej, zna teren jak własną kieszeń i ukrywał się w 1942 r. w najbliższej okolicy, oraz to, że wiele grobów do dziś nie zostało ekshumowanych, i to, że w aktach sądów grodzkich z 1945 r. mowa jest nie o jednym, lecz o wielu masowych grobach w Markowej i w najbliższej okolicy – to wszystko nie ma dla Szpytmy żadnego znaczenia.

Ale nawet, jeśli w dalszym toku ekshumacji, gdyby do nich doszło, nie znaleziono by ani jednej ofiary, to, głupia sprawa, nadal pozostają ciała 34 zastrzelonych Żydów. Jaki to bilans? Ile Polaków brało udział w polowaniach? Przecież nie jeden, nie dwóch. Trzech, czterech też chyba nie. Pięciu? Niech będzie, że dziesięciu. Więc bilans 2:14? Można by go poprawić, bo rodzina Weltza ukrywała się w Markowej u państwa Szylarów w Markowej, ale, jak wtedy, cholera dać wiarę zeznaniom Mosze? Ale niech będzie, mamy 4:14, Polska „odrabia straty”.

Tylko, że mamy jeszcze zeznania świadka Jakuba Einhorna z Markowej. Początkowo jest dobrze, Einhorn ukrywał się u państwa Barów, więc jest już 6:14, ale sam zeznaje, że widział   jak liczni mieszkańcy Markowej wzięli udział w polowaniu i mordowaniu Żydów. Sąd w 1952 r nie dał mu wiary, bo Einhorn nic nie mógł widzieć z kurnika. Jak dodaje Szpytma

Po co cytować relację Jehudy Ehrlicha o tym, że „następnego ranka [po śmierci Ulmów] na polach odnaleziono dwadzieścia cztery ciała Żydów. Zostali oni pomordowani przez samych chłopów – chłopów, którzy ukrywali ich w ciągu [poprzednich] dwudziestu miesięcy”, jeśli wiemy i o tym piszemy, że po zbrodni na rodzinie Ulmów nie tylko nie mordowano Żydów, ale ich nadal ukrywano (w Markowej do końca okupacji niemieckiej przeżyło ich 21).

Uff jest ok. Szpytma, co prawda nadal nie rozumie, że w tej samej wsi jedni Żydów ukrywali, jedni polowali, a inni jeszcze robili jedno i drugie. Fakt, że całe 21 Żydów przeżyło, ostrożnie licząc jeden Żyd na małżeństwo, co dramatycznie działa na plus dla Polski. Mamy więc 46:14, ale niestety trzeba odjąć policzonych już Barów i Szylarów, a więc 42:14 – prawdziwy nokaut. Sęk w tym, że, jak piszą Grabowski i Libionka:

Polacy z Markowej przyczynili się do śmierci  [Einricha] jego żony, trzyletniej córki, trzech sióstr i dwóch braci. Na jesieni 1942 r. mieszkał w Husowie, tuż koło Markowej. Na wieść o planowanej wywózce Żydów cała rodzina postanowiła się ukryć. Einhorn wraz z żoną i córką, w towarzystwie ok. 40 innych Żydów, uciekł do pobliskiego lasu. Tego samego dnia, przed zachodem słońca, w pościg za nimi wyruszyło 38 polskich strażaków, członków OSP z Husowa, Markowej i okolicznych wiosek.

Dr Szpytma wskazuje jednak, że to nie wcale Markowa, to inna, sąsiednia miejscowość i w ogóle nie wiadomo, więc, dzięki ci Boże, geografia nas uratowała, bo byłoby 42:52 czyli minimalna, ale jednak porażka. Niestety strzela Polsce samobója, bo sam twierdzi, że

Otóż w przeszłości pisałem, że w Markowej policjanci granatowi uwięzili od 17 do 25 Żydów wyszukanych na rozkaz Niemców przez mieszkańców Markowej (dokument o tym mówiący jest umieszczony na wystawie stałej).

A więc, podsumowując tę celowo groteskową matematykę, po licznych bojach, dezawuowaniu świadków, wyrokach sądów grodzkich, bez licznych ekshumacji i dzięki aptekarskiej geografii udaje się Polsce wygrać 42:19 w Markowej, zakładając, że tylko 5 Polaków mogło pomagać wedle badań Szpytmy, bo kto śmiałby powiedzieć, że więcej. Nie wliczamy też licznych mordów na Żydach po wyzwoleniu, o czym wspominają Grabowski z Libionką, nie będziemy bowiem „psuć” bilansu dogrywką.

Mimo iż 20 km obok wytłukli rodzinę Trynczerów, mimo iż w Husowie wytłukli (nie tylko) rodzinę Einricha, mimo iż w Markowej wytłukli od 17-25 Żydów, a świadkowie donoszą o większej skali mordów, porozrzucanych grobach, ciągłych polowaniach na Żydów, polskich libacjach, gwałtach, torturach, to w samym środku tej ziemi przesiąkniętej mordem, państwo polskie zdecydowało się postawić muzeum dla jednej, jedynej polskiej rodziny, którą nota bene zamordowano przez donos Polaka i przy udziale Polaków.

Doprawdy, brawo Polsko, zawsze miałaś fantazję! Czekamy teraz tylko na żydowskie wycieczki czytające w hebrajskich przewodmikch zeznania kluczowych świadków.

 

Gang Olsena spotyka Allo, Allo w sklepie Monty Pythona

02/02/2018 11 Komentarzy

Wbrew pozorom fakt, że BOR wsadził Andrzeja Dudę do limuzyny z trzema starymi oponami, ma wiele, ale to bardzo wiele wspólnego z tym, z czym obecnie mamy do czynienia w obecnej polityce zagranicznej.

Coś, co początkowo miało być tylko małym dyplomatycznym zgrzytem, przeistoczyło się w dyplomatyczny huragan – już nie tylko jesteśmy skonfliktowani z Izraelem, ale też szantażuje nas USA, poucza Ukraina, która rozważa oficjalne uznanie „polskich zbrodni przeciwko Ukraińcom w XX wieku”, głosy oburzenia słychać w Kanadzie, a o polskim antysemityzmie pisze się nawet w gazetach azjatyckich.

Jeśli to nie jest dyplomatyczną katastrofą, to co nią jest? Wejście na krzesło przez Bronisława Komorowskiego?

Mimo to rząd prze do przodu, umawia się z Izraelem na negocjacje, a potem w nocy bezczelnie Senat cichcem wszystko uchwala. W TVP puszczają antysemickie paski, zaś w programie „W tyle wizji” opowiadają żarty o komorach gazowych. Setki antysemickich twittów anonimowych trolli pisanych kaleczoną ziemkiewiczo-angielszczyzną trafia do członków Knesetu, a statystyki wyszukiwania „polish death camps” szybują pod niebiosa (z polskimi wyjaśnieniami, których niepolskojęzyczni oczywiście nie zrozumieją).

Premier dla ratowania sytuacji czyta z promptera przesłanie dla świata, ale automatyczne tłumaczenie na YouTubie zmienia znaczenie słów i okazuje się, że jednak obozy są polskie. Kancelaria próbuje prostować, ale – jak wychwytują internauci – prostuje tak, że mamy „shirt” zamiast „shared”, „dis” zamiast „this” i wreszcie „comes” zamiast „camps”. Być może zareagować powinien prezydent, ale prezydent akurat zwyczajowo na nartach, zresztą on też nie za bardzo „potrafi w angielski”. Potrafi za to Witold Waszczykowski, ale tutaj akurat wszyscy zgodnie się modlą, żeby broń Boże nie zabrał głosu. Na wiceministra MSZ wyznaczają więc faceta nie tylko oskarżanego publicznie o plagiat, ale też rettwitującego znanego antysemitę Międlara.

Jednym słowem: „Gang Olsena” spotyka „Allo, Allo” w sklepie zoologicznym Monty Pythona.

A przecież Izrael jeszcze nie wyciągnął swojej najpotężniejszej broni… czytaj dalej na gazeta.pl

Getto Brudzińskiego

01/02/2018 9 Komentarzy

 

Z każdym złodziejstwem złodziej staje się bardziej nachalny. Nie inaczej jest z ulicami Warszawy. Z początku tylko barierki przed Sejmem, potem wyłącznie Krakowskiego na każdą miesięcznicę, dalej plac Piłsudskiego zarekwirowany dla Błaszczakowców, aż wreszcie  uniemożliwianie prawa zgromadzeń przez blokadę ulicy.

Tyle było sporów o prawo do zgromadzeń, tyle sadowych wyroków, że już się wydawało, iż władza serio rozumie, że musi znosić nieprzechylne sobie demonstrację. I nagle, w tym oligarchicznym operetkowym bardaku zwanym IV RP – wolność demonstracji na pstryknięcie palców przestaje po prostu obowiązywać. Teraz możesz sobie zgłaszać jedną, drugą, trzecią demonstrację, autokary organizować, hotele zamawiać, a wystarczy jeden telefon Brudzińskiego i bach, ulica zapada się w czarną dziurę. Doprawdy trzeba mieć jakieś obywatelsko masochistyczne ciągoty, żeby cieszyć się, że w XXI wieku w Polsce wojewoda może wyrzucić do śmieci wolność konstytucyjną. Bo przecież władza nie jest dana raz na zawsze i po jej zmianie dzisiejsi idioci władzy będą mogli być tak samo szykanowani.

Najgłupsze w tym wszystkim jest zdanie konserwatywnych dziennikarzy, którzy tak klaszczą, że oto PiS nie dopuściło do demonstracji. Bo co świat na obrazki w Polsce by powiedział. Pomijam już hipokryzję, bo dokładnie za to ci sami dziennikarze wyśmiewają pedagogikę wstydu Wyborczej. Warto natomiast podkreślić, że przecież to nie tak, drodzy Państwo, media tak nie działają. Dla izraelskiego przekazu to, czy jest to pod ambasadą czy obok nie ma żadnego znaczenia. Fotki i tak się pokaże, clickbait zaliczony. Jeśli demonstracja odbyłaby się w innym miejscu, to podpowiem: raczej zdołaliby do niej dotrzeć, więc kwestia blokady ambasady jest tu kompletnie zbędna. I tylko wzmacnia przekaz, że Polska boi się swoich antysemitów i jest krajem upodabniającym się do Rosji. Natomiast to, że żadne obrazki nie poszły w świat zawdzięczamy nie Brudzińskiemu, ale Winnickiemu z Bosakiem, którzy zrozumieli, że byłoby to dla nich politycznym samobójstwem. Więc się zwinęli.

A tak między nami, co Wam się, drogi obozie dobrej zmiany, w demonstracjach narodowców nie podoba? Co Wam się nie podoba we flagach ONRu, które tak ochoczo powiewają w kościołach? Co Wam się nie podoba w patriotach, za ściganie których szykanowaliście prokuratorów? Że demonstrację zrobią? Wcześniej te same środowiska też je robiły, i co, wtedy Wam jakoś nie przeszkadzało? Przecież to ci sami organizatorzy tych marszów niepodległości, na których ponoć antysemityzmu nie ma. To, ci sami chłopcy, którym jeden poseł PiS funduje wycieczki, inna posłanka wychwala za pomoc. Jak to, co się stało, że Wasi dawni przyjaciele są dziś dla Was trędowaci?

Przecież Polacy nie są antysemitami, to kłamstwo. Więc dlaczego nie dajecie Polakom z najbardziej proizraelskiego kraju pobratać się ze swoimi przyjaciółmi, tylko ambasadę Izraela zamykacie, w otoczonym policyjnymi sukami, getcie?

 

 

 

 

Czy lex Gross będzie batem na naukowców?

31/01/2018 11 Komentarzy

Aby przerwać spiralę bzdur na temat projektu nowelizacji ustawy o IPN warto wreszcie dać głos jej autorom. Zerknijmy najpierw na sam przepis.

Art. 55a. 1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub

Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz. U. z 1947 r. poz. 367) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.

2. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega karze grzywny lub karze ograniczenia wolności.

3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w ust. 1 i 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej lub naukowej.

Art. 55b. Niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu zabronionego niniejszą ustawę stosuje się do obywatela polskiego oraz cudzoziemca w razie popełnienia przestępstw, o których mowa w art. 55 i art. 55a.”.

A teraz, co na posiedzeniu komisji mówił pan Patryk Jaki o karaniu historyków

Panie przewodniczący, Wysoka Komisjo, odpowiadając na pytanie pana posła, czyli odnosząc się ad rem do tego pierwszego przykładu, który pan podał, to znaczy pana Grossa, to jeżeli pan Gross znajdzie ślady w lesie jakiejś nowej zbrodni i zbuduje sobie całe zaplecze archeologiczne, naukowe i będzie chciał postawić jakąś tezę, będzie ją badał i powie coś, ale będzie badał tę tezę, to właśnie po to jest ten kontratyp. Natomiast jeżeli pan Gross w ramach swojej działalności publicystycznej, tak jak pan mówił, napisze książkę i tak jak stanowi art. 55 powie, że Polacy odpowiadają za Holocaust, przypisze nam odpo-wiedzialność lub współodpowiedzialność, to wtedy będzie podpadał pod ten paragraf. To jest ta różnica, którą chcemy tutaj wyraźnie zaznaczyć i myślę, że to jest oczywiste.

A co mówiła Krystyna Pawłowicz

Przepraszam, jeszcze ja skończę. To wszystko podlega ocenie, natomiast pan mówi o Jedwabnem, a przecież jeśli ktoś sobie chlapie bez podstawy jak pan Gross, jeśli nie czyni tego na podstawie faktów, to są to tylko jego nienawistne emocje wobec Polski. To jest oczywiste, że będzie można go ścigać. Pan nie chce zostawić prokuraturze żadnego margi- nesu oceny i pan myśli, że natychmiast po wprowadzeniu tego przepisu wszyscy rzucą się i będą właśnie, tak jak tu przed chwilą powiedziano, łapać na ulicy osoby i sprawdzać, czy one żartują, czy nie żartują. Od tego jest prokurator, żeby te sytuacje ocenić, a pan podaje jakieś zupełnie skrajne przykłady, żeby pokazać absurdalność tego przepisu. Prokuratura oceni, czy w danej sytuacji zachodzi ten przypadek, czy nie. Dziękuję.

Jeszcze ciekawsze są dyskusje legislatorów, tutaj plegislator Piotr Podczaski

Jak widać, ten przepis budzi emocje. Istnieją pewne wątpliwości co do zgodności tego przepisu z konstytucją. Podobny przepis był już zbadany przez Trybunał Konstytucyjny, aczkolwiek Trybunał nie wypowiedział się merytorycznie co do tego przepisu. To był art. 132 Kodeksu karnego. Trybunał stwierdził niezgodność z konstytucją ze względu na tryb jego uchwalenia. Każdy taki przepis musi być poddany testowi proporcjonalności. Z jednej strony mamy jedną wartość, z drugiej drugą wartość i trzeba uznać, której wartości dać pierwszeństwo. My mamy pewne wątpliwości, jeśli chodzi o ust. 2, mianowicie o typ nieumyślny tego przepisu. Wydaje nam się, że z punktu widzenia kryterium konieczno-ści stosowania sankcji, a takie kryterium, biorąc pod uwagę zasadę proporcjonalności, trzeba brać pod uwagę, to mogą być wątpliwości, czy ten przepis jest zgodny z konstytucją, dlatego że tworzymy typ nieumyślny i dodatkowo usytuowanie tego przepisu powoduje, że typ nieumyślny jest trudny do interpretacji. Mamy typ nieumyślny, czyli można popełnić czyn nieumyślnie, ale jednocześnie mamy kontratyp mówiący, że w ramach działalności artystycznej czy naukowej nie podlega się karze. Jeżeli sprawca weźmie dzieło naukowe, którego twórca w ramach kontratypu nie podlega odpowiedzialności, i na podstawie tego wypowie pewną informację, to czy będzie można mu zarzucić nie-umyślną odpowiedzialność? On powie, ja miałem publikację naukową, w której to było napisane, ja tylko cytowałem, a ta publikacja nie podlegała odpowiedzialności, bo jest kontratyp.

A tutaj Rafał Kierzynka, naczelnik w departamencie legislacyjnym MS

Dziękuję bardzo, panie przewodniczący. Jeżeli chodzi o kwestię dotyczącą tego, o czym mówił pan mecenas, czyli jakiś publicysta kupił książkę, dzieło naukowe, autor książki podlega ochronie przez kontratyp, i na tej podstawie pisze artykuł. Tutaj chciałbym odpowiedzieć na podstawie własnej praktyki, że nie bardzo wyobrażam sobie możliwość skazania go, ponieważ dochował należytej staranności. On tego nie wymyślił, wziął książkę naukową. Oczywiście można powiedzieć, że nie ma bezpośrednio, nazwijmy to, przedłużonego kontratypu, ale jednak oceniając w takich sytuacjach akty, powiedział- bym, że nie może być mowy o odpowiedzialności nawet nieumyślnej.

Podsumujmy dyskusję, wedle tego projektu, jeśli Jan Tomasz Gross, profesor Wydziału Historycznego Uniwersytetu Princeton, napisze książkę publicystyczną, i zdaniem sądu będzie ona „w inny sposób rażąco pomniejszać odpowiedzialność rzeczywistych sprawców”, to może być ścigany na wszystkich kontynentach i dostać nawet 3 lata więzienia. Jeśli zaś napisze podobną książkę w ramach działalności naukowej, na przykład grantu od swojego Uniwersytetu po kwerendzie dokumentów, to odpowiedzialności nie ponosi, nawet jeśli będzie tam kłamstwo na kłamstwie.

Jeśli natomiast w jakiś naukowej książce, a kto wie, może nawet i filmie, czy powieści (Malowany Ptak?), na przykład wydanej w Izraelu, ktoś znajdzie wzmiankę, że Polacy mordowali więcej niż Niemcy, to będzie mógł krzyczeć o tym dowoli. I żadnej odpowiedzialności nie poniesie.

Doprawdy, tęgie umysły nad tym musiały pracować, a ustawa nie jest oczywiście napisana przeciwko historykom piszącym książki publicystyczne. Bo nie ważne, co piszesz, ważne, kto rozstrzyga, czy to publicystyka.

PS Zapis przebiegu posiedzenia odgrzebał Piotr Osęka.

Czy PISowcy muszą być antysemitami?

30/01/2018 4 Komentarze

 

Przez blisko tydzień od princepolowej swastyki oraz promowanego przez narodowców festiwalu z hejlowaniem przekonywano nas, że to wydarzenia całkiem marginalne. Że w Polsce nie ma żadnego antysemityzmu. Życie brutalnie i szybko zweryfikowało tę tezę. Antysemickie szambo przy okazji protestów Izraela eksplodowało z taką siłą, że nie tylko pod niektórymi artykułami wyłączają komentarze, ale doszło do bezprecedensowego apelu pisowskigo ministra, by Polacy się pilnowali, bo „ich wpisy mogą stać się pretekstem do antysemickich ekscesów”. Trudno o bardziej dobitne przyznanie, że część własnego elektoratu jest antysemicka.

Problem jednak w tym, że po trochu polski dyskurs sam sobie winny. Od lat mamy bowiem w mejnsztrimie tylko dwie dopuszczalne postawy: filosemicką albo antysemicką. Polska nie wypracowała, i chyba nigdy wypracować nie chciała, żadnych mechanizmów, w których można trwale, nawet ostro, krytykować Izrael bez bycia okrzykniętym antysemitą.

Filosemityzm odznaczający się nie tylko ogromnymi nakładami na żydowską kulturę, popieraniem w ciemno okupacji Palestyny, ale swoistym, paraliżującym strachem przed Wielkim Izraelem, do którego trzeba podchodzić na paluszkach. Przecież, gdyby takie oświadczenie wydała ambasadorka Niemiec, to byłaby przez polskich, prawicowych polityków wręcz zwyzywana, chociaż to przecież Niemcy a nie Izrael współdecydują o miliardach z unijnych funduszy.

Antysemityzm z kolei polegający nie na przebieraniu się w Bubla, ale przede wszystkim używanym jako ostateczna obraza i potępienie, co spotkało swego czasu Magdę Ogórek, która niekoniecznie piła do pochodzenia, ale na przykład do wstydu za rodzinę przez Marka Borowskiego. Sama prawica zresztą także ochoczo używa tej pałki. Kto pamięta, jak Dawid Wildstein, dziś przykro kończący na propagandowym pigalaku, oskarżał Tomasza Lisa o antysemityzm, bo ten sprofanował okładkę Nesweeka informacją, że Jezus i Maria to … Żydzi. Kto pamięta jak ten sam Lis miał być antysemitą, bo w Newsweeku ukazała się wzmianka, że ojciec Agaty Dudy jest Żydem?  Kto pamięta, jak Ziemkiewicz, tak, tak, oskarżał lewicę o zajadły antysemityzm (innego, wiadomo, nie ma), bo ta śmie protestować wobec izraelskiego muru? Trudno się nie uśmiechnąć, gdy dziś taka sama fala uderza polskich patriotów ze strony Izraela.

Oczywiście działa to także w drugą stronę. Retoryczna bezbronność krytyków Izraela to jedno, a brak nazwanie antysemityzmu antysemityzmem to drugie. Jest czymś zadziwiającym, że gdy wyłapujemy rasizm u biurowej klasy średniej albo klasizm w publicystyce, nie boimy się ogłosić kogoś rasistą, czy klasistą, nie zważając na fakt, że ta osoba oficjalnie do rasizmu/klasizmu się nie przyznaje. W przypadku antysemityzmu jakoś tak się nie dzieje. Widzimy faceta, który kłamie o przedwojennych sitwach żydowskich, rozprawia o nowojorskich parchach żydowskich i lola z krematoriów to antysemitą go nie nazywany, bo antysemitą jesteś tylko wtedy, gdy sam to ogłosisz. W obliczu fruwających w powietrzu zarzutów o bycie pacjentem, zdrajcą, seksistą po wychwyceniu jednego, małego rettwita, zarzut o bycie antysemitą nie zostaje postawiony wprost, nawet gdy mamy antysemicki cytat za cytatem. Tak silna to ekstraordynaryjność.

Jest Polska postkolonialna w swym lokajstwie wobec USA, czy wykrzykiwaniem Niemcom swych żali tylko dla samego krzyczenia. Ale to dopiero ta dziwaczna dychotomia postaw wobec Izraela pokazuje, jak bardzo jesteśmy państwem na niby.

Marzec 68 – program obchodów 50-lecia

29/01/2018 3 Komentarze

9.00 Msza Święta

10.00 „Żydowskie sitwy w przedwojennej Polsce” – wykład dr Rafała Ziemkiewicza

11.00 „Lewacki faszyzm. 500+ jako ostateczne rozwiązanie kwestii wolnorynkowskiej” – panel z udziałem prof. Balcerowicza

12.00  „Żydów 5 987 568 czy 5987 567?” – gaussowska krzywa rozkładu prawdopodobieństwa zgonu wg autorskiego modelu mgr. Janusza Korwina Mikke

13.00 Obiad
Pierwsze danie: Żurek z BIAŁĄ kiełbasą.

Drugie danie do wyboru: wieprzowina ormiańska albo pierogi rosyjskojęzyczne
Deser: prince polo z BITĄ śmietaną

14.30 uroczyste odbieranie obywatelstwa polskiego. Prowadzenie Piotr Nisztor i Danuta Holecka

15.00 „Holocaust w 30 slajdach” – prezentacja premiera Morawieckiego

16.00 „Od Judenratów do Jugendamtów. O tym jak Angela Merkel realizuje program depopulacji narodu polskiego” – oczekujemy na potwierdzenie panelistów

17.00 „Holocaust dzieci nienarodzonych. Czy zygota może zakładać Żegotę?” – dyskusja z udziałem prof. Tomasza Terlikowskiego i prof. Jarosław Gowina

17.30 „Żydowski wywczasy w październiku 1939, czyli o pasiastych kąpielówkach w Otwocku” – prowadzenie Tomasz Panfil z IPN

18.00 „Traf w tytuł Bartoszewskiego” – quiz z nagrodami rzeczowymi

19.00 „Dlaczego Polska powinna przejąć okupację Palestyny” – panel prowadzony przez pisarza Eliego Barbura

19.30 „Czy Żydzi zjeżdżają na nartach?” – zimowe rozważania pana prezydenta Andrzeja Dudy.

20.00 „Jak nazizm uratował Hiszpanię” – prof. Żaryn o kłamstwach na temat generała Franco

21.00 „Ozjasz Szechter – między Chazanem a Czyngis Chanem. O roli jednostki w odbieraniu życia” – dyskusja z udziałem rodziny Wildsteinów

 

%d blogerów lubi to: