Pancerna brzoza – kilka uwag krytycznych

01/11/2019 11 Komentarzy

 

Jako że zebrało się już trochę uwag krytycznych, co do Brzozy, poniżej kilka odautorskich uwag, w końcu zrezygnowaliśmy ze spotkań autorskich, więc uwagi się czytelnikom należą.

Po pierwsze, to jest książka dedykowana przede wszystkim osobom spoza politycznego netu. Dla tych, co siedzą w necie, książka będzie banalna, bo oni te hasła nie tylko znają, ale mają na ich temat własne teorie. Więc siła rzeczy dla nich lektura może być trochę tak atrakcyjna jak wycieczka do własnego zakładu pracy. Widać to zresztą po reakcjach, albowiem, jeśli w ogóle, to  książka podoba się tym, którzy są spoza banieczki twitterowej.

Po drugie, ta książka ma w zamyśle być pewną fotkę dnia dzisiejszego. Wartość, jeśli można o niej w ogóle mówić, takich pozycji najlepiej widać po kilkudziesięciu latach jako kieszonkowe świadectwo epoki. 

Po trzecie, to jest słownik, a te są nużące. Przyznam się, że nigdy nie przeczytałem żadnego słownika na raz i pewnie nigdy nie przeczytam. Lepiej sobie czytać hasła wyrywkowo i skakać po nich, ale czytać ileś haseł pod rząd? Współczuję czytelnikom, którzy rzucają się na całość. 

Po czwarte, to książka krytyczna o prawicy, więc siłą rzeczy prawicy się nie spodoba. I siłą rzeczy nie jest to książka o języku lewicy albo libków. Co nie znaczy, że lewica i libkowie swojego języka nie mają. Mają oj mają, wszyscy wiemy, że mają.

Po piąte, owszem, stylistyka mogła być lepsza. Język popularnonaukowy, często w zamyśle ironiczny, na dłuższą metę (patrz punkt 3) może być dla czytelnika nużący oraz irytujący. Do tego zdania zbyt długie i zbyt pokrętne. Drugi tom, który jest w dalekich planach, napiszę krócej i ciut mniej poważnie. Obiecuję.

A dla tych, którzy całkowicie się nie zniechęcili, na deserek wywiad w Polska Times i w wersji rozszerzonej w Gazecie Pomorskiej.

W obronie Śpiewaka i Ziemkiewicza

26/10/2019 38 Komentarzy

Gdybym był klaso ludowo lewicowo złośliwy, to na wyjątkowe fatalne pytanie Rafała Wosia o to, czy bardziej grzeje tęczowy piątek, czy wyrok na Śpiewaka spytałbym, czemu ma mnie bardziej grzać wyrok na celebrytę Śpiewaka pochodzącego z uprzywilejowanej elity Warszawskiej niż bitego w szkole geja nołnejma? Czemu mam współczuć klasom posiadającym wyposażonym w ogromny kapitał kulturowy, znajomości, wsparcie medialne na przykład od popularnego redaktora piszącego w Tygodniku Powszechnym? Niech się elity kłócą między sobą, co mnie prostemu człowiekowi ludu te kłótnie mają obchodzić?

Na szczęście taka bieda-machajewszczyzna jest mi dość obca, na szczęście potrafię współczuć więcej niż jednej osobie, na szczęście jestem lewicowy.

Ba, jestem tak empatycznie lewicowy, że oburzam się nie tylko na wyrok na Śpiewaka, ale także na wyrok na Ziemkiewicza w sprawie, która mu wytoczyła Anna Dryjańska.

Nie, nie chodzi o to, że w obu tych przypadkach kwestionuje fakt przegranej czy to Śpiewaka, czy Ziemkiewicza. Chodzi o to, że w obu przypadkach mają oni przepraszać w mediach, co generować może ogromne koszty.

Przypomnijmy, że w polskim systemie prawnym nie ma, ani zadośćuczynienia karzącego za doznanie krzywdy, ani odszkodowania karzącego za spowodowanie strat materialnych. W obu przypadkach przy naruszeniu dóbr osobistych sąd powinien jedynie krzywdę zrekompensować i straty materialne wyrównać. Tymczasem w orzeczeniach zmuszających do kosztownych przeprosin w mediach nie ma żadnego wyrównania krzywdy, tylko jest kara ekonomiczna. I co najbardziej smutne kara, dzięki której bogacą się media a nie pokrzywdzeni. W najsłynniejszym przypadku, jak przypomina redaktor Wikariak, koszty przeprosin Dody przez rapera oszacowano na… 32 miliony złotych i dopiero Sąd Najwyższy zatrzymał te szaleństwo.

Doprawdy, nie rozumiem, czemu za naruszenie dobrego imienia kogoś tam kogoś należy płacić gruby hajs na przykład onetowi. Czemu, jeśli Śpiewak, czy Ziemkiewicz naruszył czyjeś dobra osobiste, nie powinna być krzywda wyceniona i orzeczona na rzecz pokrzywdzonych, a ewentualne przeprosiny umieszczone na twitterze, fejsie czy na wykupionej domenie po jak najniższych kosztach.

Tymczasem mamy sytuacje taką, że sąd może Ci przyznać racje, wycenić krzywdę na kilka tysięcy złotych, a potem zasadzić opublikowanie przeprosin warte kilkadziesiąt a nawet kilkaset tysięcy PLN. Pokrzywdzony dostaje kilka tysięcy, pozwany zostaje z ogromnym długiem być może na całe życie, a najbardziej zadowolony jest taki Onet.

I to jest moim zdaniem prawdziwy skandal. Można by to zmienić ustawowo, można orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, ale władza jest właśnie skupiona na szczuciu na LGBT, których rzekomo powinna porzucić prawdziwa lewica przymilają się do PiSu.

Po co PiSowi awantura o głosy w Senacie?

25/10/2019 60 Komentarzy

Doprawdy trudno odgadnąć. W dodatku decyzję o ponownym przeliczeniu głosów – a być może nawet samego przeliczenia – dokona akurat ta Izba Sądu Najwyższego, która sobie sam wybrał PiS. Dla jednych stoi za tym zamysł uwiarygodnienia owej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która, odrzucając protesty PiS, zostanie uznana przez opinię publiczną za niezależną. Dla innych chodzi o delegitymizację samego Senatu i poszczególnych senatorów, których ewentualne weto będzie publicznie podważane jako senatorów podejrzanych. Dla jeszcze innych jest to rodzaj desperacji pisowskiego dworu po fiasku podkupywania senatorów i sposób na udobruchanie chmurnego cara Kaczyńskiego. Wreszcie dla wielu, a nawet bardzo wielu, za całym pomysłem stoi faktyczna chęć sfałszowania wyborów przez pisowski Sąd Najwyższy.

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Kamienica na Nabielaka, czyli jak PIS pomógł lokatorom

23/10/2019 16 Komentarzy

Miało być tak pięknie, miał PiS kolejny raz zadać cios tej hydrze III RP i miał pomóc lokatorom. I pomógł, jeszcze jak pomógł. Pomógł po pisowsku.

Najpierw powołali komisję, o której wszyscy wiedzieli, że nie ma ani za bardzo prawnych podstaw, ani jej decyzje raczej nie utrzymają się w sądzie. Ale powołali, bo pomagają!  

Komisja wydała ileś tam decyzji, na widok których prawnicy czyścicieli tylko zacierali ręce. No ale PIS pomagał.

Potem komisja przestała działać, bo akurat Patryczek Jaki miał kampanię wyborczą w Warszawie. Potem Patryczek miał kampanię kolejną, tym razem rzuciło go do małopolski, więc Komisja dalej nie działała. Na koniec kampanię miał Seba Kaleta. I po komisji.

Dziś, jak podaje Rabiej, na 21 decyzji Komisji, sąd uchylił 17 decyzji. I lokatorzy znowu mają przegwizdane. Ale PIS pomógł i problem rozwiązał. 

Teraz jeszcze tylko klasyczne hurr durr hurr durr złe sądy, zła kasta i koniec pomocy. 

Jak ze wszystkim. Jak z frankowiczami, jak z niepełnosprawnymi, jak zakupem helikopterów, jak z ujawnieniem majątków polityków, jak z lichwiarzami. 

W tym samym czasie lewica postulowała: uchwalić ustawę reprywatyzacyjną i dać właścicielom do 10% zwrotu w gotówce. Owszem, być może właściciele latali by po międzynarodowych trybunałach, ale wtedy problem miałoby już bardziej państwo polskie, a nie lokatorzy. Ale do tego potrzeba mieć odwagę. Odwagę przeciwstawienia się silniejszym, w tym także Izraelowi, zwłaszcza Izraelowi prawicowemu. 

A na to, ludzie merdający ogonem na każde skinie Tel Aviwu i Waszyngtonu odwagi nie mają, więc wszystko co zrobią, to popyskują do sędziów i żadnej ustawy nie uchwalą.

A czyściciele nadal będą w twarz nam wszystkim rechotać

Lewico, nie unikaj wojny kulturowej (i innych wojen też)

22/10/2019 42 Komentarze

Jako osoba o lewicowych poglądach z pewnym jednak zaskoczeniem przeczytałem apel mojego felietonistycznego kolegi Rafała Wosia o tym, aby lewica odpuściła wojny kulturowe. Zaskoczeniem, albowiem mimo iż poglądy Rafała znam i szanuję, to jednak akurat ten apel wydał mi się kompletnie nietrafiony. 

Czytaj dalej na stronie Super Ekspressu

Prawica ma język, lewica ma dyskurs

19/10/2019 89 Komentarzy

Wbrew pozorom „Pancerna brzoza” wciąż jednak jest do kupienia i wciąż można o niej sobie porozmawiać, a nawet poczytać. Na przykład w wywiadzie, który udzieliłem Krytyce Politycznej.

Agnieszka Wiśniewska: Przygotowałeś Słownik prawicowej polszczyzny, ale przecież język żyje i wciąż pojawiają się nowe frazy, o które powinieneś swój słownik poszerzać. Coś ciekawego ostatnio ci wpadło w oko, co powinno się znaleźć w suplemencie i kolejnym wydaniu?

Galopujący Major: „Klaudia Jachira to zdzira”. Przepraszam za słowo. Ale ostatnie wzmożenie wokół Jachiry świetnie pokazuje stosunek prawicy do kobiet, które ośmielają się podjąć działalność prowokacyjno-polityczną. No i jeszcze hasło „Greta”, jako metahasło, które skupia w sobie inne pojęcia ze Słownika prawicowej polszczyzny

Co to znaczy? To „meta-”?

Słownik to z jednej strony niekończący się rezerwuar zwrotów i haseł, ale z drugiej widać, jak pewne formy się w różnych hasłach powtarzają i jak jedno hasło potrafi zawierać w sobie wiele haseł szczegółowych.

I Greta się właśnie powtarza?

W tym sensie, że dzięki istnieniu pewnych schematów myślowych prawica nie musi się w ogóle zastanawiać, jak zaatakować Gretę Thunberg, nastoletnią aktywistkę na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi.

Jak to działa?

W prosty sposób…

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

A na deser, przy okazji komicznych dyskusji o „Jesieni Średniowiecza”, podrzucam jedno z moich ulubionych haseł z Pancernej Brzozy.

Średniowiecze nie było czasem ciemnoty i zabobonu – zaprzeczenie dotyczące okresu średniowiecza, mające poprzez jego naiwną mitologizację stanowić krytykę czasów współczesnych. O ile samo obalenie argumentu o ciemnocie i zabobonie jawi się na prawicy jako przykład erudycji demaskatora, o tyle same kategorie, w jakich prawicowy dyskurs ujmuje średniowiecze, są dość znaczące. Prawica uznaje je nawet nie tyle za czasy owiane czarną legendą – co jest dość oczywiste – ale czasy wręcz godne naśladowania. W rzekomo zobiektywizowanej, popularnonaukowej ocenie średniowiecza pomija się bowiem takie elementy, jak wysoka śmiertelność noworodków, krótki średni czas życia, brak higieny i opieki medycznej, powszechny analfabetyzm, niewolnictwo, tragiczne warunki mieszkaniowe, podrzędny status kobiet, a wychwala się fakt założenia uniwersytetów z królującymi nań teologią i medycyną oraz popkulturowo rozumiany etos rycerski. W myśl tych kryteriów rozstrzygające o świetności średniowiecza ma być więc idealizowane życie niewielkiego promila najbogatszych i najbardziej uprzywilejowanych w skrajnie zhierarchizowanym społeczeństwie, co znowu zestawiane jest z życiem przeciętnego obywatela współczesnego państwa. Postrzeganie średniowiecza przez pryzmat życia elit, których obyczaje, choćby wedle Norberta Elliasa, dziś wydają się szokujące (publiczne wymiotowanie i defekacje szlachty), wynika z utożsamiania się polskiej prawicy z elitami i pomijania życia tzw. motłochu. O ile w przypadku oceny współczesnych prawica nie jest w stanie za reprezentatywnego dla czasów współczesnych uznać życia najbogatszego 1% procenta rentierów mogących nawet latać w kosmos, o tyle w przypadku średniowiecza oczywistym dla prawicy jest, że większość społeczeństwa nie składała się z rycerzy i oczytanych mnichów i nie wszystkim kobietom oddawano szacunek jak damom. Oni sami zaś zapewne nie urodziliby się jako niewolnicy lub niepiśmienni chłopi z kilkoma już pogrzebanymi dziećmi, którzy nie dożyliby nawet trzydziestki, ale rzecz jasna jako członkowie owych rycersko-dworskich elit.

Drodzy liberalni aktorzy, zagrajcie coś wreszcie w szafie

18/10/2019 35 Komentarzy

Za każdym razem to samo. Za każdym jednym razem. Przychodzi aktor albo aktorka do liberalnych mediów i nagle zaczyna sączyć. Sączyć jad pogardy, nienawiści albo totalnej ignorancji.

A to, że wyborcy PiS to potomkowie chłopów pańszczyźnianych, a to, że się wyborcy PiS sprzedali się za 500+, a to, że zaraz PiS zabierze wszystkim internet. Potem aktorzy jeszcze wracają i na swoich wallach na fejsie dopisują, że wyborcy PiS skaczą po pieniądze albo są prostytutkami. Robią to liberalni aktorzy i aktorki non stop i ciągle jest to nagłaśniane. A im bardziej wyborców PiS wyzywają, tym bardziej PiS rośnie.

Wobec tego mam do Was, drodzy liberalni aktorzy, mała prośbę… czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

%d blogerów lubi to: