Najważniejsze sprawy 2018 roku – podsumowanie

01/01/2019 3 Komentarze

Liczba roku – siódemka. Tyle razy bowiem w roku 2018 dokonano nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. Powiadają, że Polska to państwo na niby, a przecież siódemka oznacza pełnię i doskonałość.

Wydarzenie polityczne roku – Kler Smarzowskiego. Film, którego obejrzenie było demonstracją polityczną mającą wiele zmienić, a nie zmieniającą niczego. Bo polityki nie da się robić w ciepłym fotelu zajadając popcorn.

Deal roku – 43 miliony dla Fundacji Lux Veritas na muzeum Jana Pawła II za przekazanie nagrań o losach Polaków i Żydów. Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło tak niewiele, by dostać tak wiele.

Prawicowy bajer roku – Staszek Pięta podrywający na Smoleńsk, szóstkę dzieci, ginekologa i pracę w Orlenie. Wszystko z Bogiem na ustach i znajomościami w kieszeni.

Tekst roku – Lewico, czas na współpracę z PiS autorstwa Rafała Wosia. Tekst, który pokazał, jak bardzo dopuszczalna jest otwarta dyskusja w liberalnych mediach. Podpowiedź: jest niedopuszczalna.

czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Na koniec jeszcze osobiste, niepolityczne podsumowanie roku

Książki – czytam coraz więcej, ale jednocześnie coraz mniej. Bo czytam głównie w ramach różnego typu riserczów albo dociskania tematu (rewolucja w Rosji) do końca. A to takie trochę inne czytanie. Złapałem się nawet na tym, że zazdroszczę tym, co sobie po prostu siadają i biorą najróżniejsze książki i bezkarnie skaczą z tematu na temat. Ja tak nie mogę (nie potrafię?) więc nie przeczytałem: Psów rasy drobnych, Krótkiej wymiany ognia, Legendy o Samobójstwie, Sprzedawczyka, Dziennika Si, Historii Przemocy, Instrukcji dla Pań sprzątających, ani też Błota słodszego niż miód, Ziemi Jałowej, Nie hańbi, czy Alei Włókniarek. Mądrzy ludzie mówią, że warto i ja im wierzę. Z top list przeczytałem chyba tylko Mikrotyki kolegi Sołtysa i muszę powiedzieć, że to piękna i okrutna książka. Czytajcie, najlepiej kawałek po kawałeczku.

Coś tam jednak przeczytałem i gdybym miał polecać, to z fiction przede wszystkim Dzieciństwo Gorkiego. Pewnie słyszeliście nie raz, że już nikt tak nie pisze. No więc to prawda. Tak, nikt tak już nie pisze. Nikt nie pisze tak, jak Gorki pisał o swojej babci i dziadku. Wstrząsająco i dziko. Ale dla tych, co jednak biel wolą od czerwieni polecam Nieszczęsne dni Iwana Bunina w przekładzie Renaty Lis. Mój Boże cóż to jest za dziennik, można zapomnieć lirycznego Bunina z najlepszych, nabokopodobnych, białych opowiadań, ale tego dziennika zapomnieć nie sposób. Arcydzieło dla mnie na równi z Bablem.

Z non fiction wahałbym się więcej. Na pewno Tragedia narodu Figgesa o historii Rosji z ciekawą, bo wreszcie zróżnicowaną klasowo, narracją. Książki historyczne, pisanej nawet najbarwniejszą polszczyzną (Bazylow) ale wyłącznie z perspektywy władców, carów, cesarzy i ministrów są nudne jak historia Polski pisana z perspektywy Nowogrodzkiej albo Rozbrat. Jednak nie warto. Z niehistorycznych Metafory w naszym życiu Lakoffa i Johnsona. Są jak klucz, który otwiera tyle drzwi na raz. Aha, z polskiego non-fiction moim małym odkryciem jest Sylwia Frołow a z zagranicznego wczesne pozycje Charlesa Tillego, szkoda że nie przetłumaczone na polski.

Audiobuki – jeśli dobrze pamiętam chyba dopiero w tym roku skończyłem komicznego Don Kichota, ale koronę zdobyć może tylko powieść wszech czasów, najlepsze, co kiedykolwiek napisano o Polsce i Polakach, czyli Chłopi Reymonta. Mam do nich stosunek bardzo osobisty, cała moja rodzina pochodzi z tych okolic, w języku Reymonta słyszałem wszystko to, czym mówiła do mnie babka niecałe sto lat później. Słuchajcie Reymonta, usłyszycie geniusza. 

Filmy – festiwalowo rok ten był słabszy, byłem tylko na jednym, ominąłem nawet festiwal warszawski, co mi się nie zdarza, a do czego skutecznie zachęciło mnie buractwo Laudyna. Polski film roku? Rzutem na taśmę Cicha noc z tamtego roku, bijąca, mimo wszystko, przehajpowaną Zimną wojnę. Zagraniczniakiem roku? Nie widziałem jeszcze Romy, więc albo Zama albo Trzy bilbordy. Chyba jednak Trzy bilbordy… nawet podobne ciut do Cichej Nocy. Z animacji oczywiście Coco, ale Młodzi tytani ostro deptali po piętach. A jednak można zrobić film o superbohaterach, który da się obejrzeć w zachwycie.

Seriale – z nowości serialowych oglądam tylko te ulubione, przemocowe. Niestety Wikingowie są coraz gorsi, nie udźwignęli nie tylko śmierci Ragnara, ale kastrują nawet mu synów. Podobnie Peaky Blinders – serial, którego pierwszy sezon zapowiadał wreszcie gangsterkę robotniczą przeistoczył się w kolejną błahostkę o bijących się między sobą milionerach. Ziew, który ratuje tylko parodiowanie Ojca Chrzestnego przez Brody’ego, czego fani różnych lol-Narcosów chyba nie wyłapali. Last Kingdom momentami i przede wszystkim Gomorra trzymają poziom. Gomorra nawet go przeskoczyła. To już momentami jest świetne, choć inne, jak najlepsze momenty The Wire. Ale moim serialem roku jest pierwszy sezon Opowieści Podręcznej. Tyle się pisze, tyle krzyczy, tyle opowiada, ale jeśli się chcecie przekonać, czym w istocie jest faszyzm, obejrzyjcie Opowieści Podręcznej. Myślicie, że najgorsze już było, ale ta faszystowska dystopia serio może Was przestraszyć, że niekoniecznie. 


Reklamy

Karnowscy z pasem mistrzowskim

31/12/2018 4 Komentarze

Dziwnie, delikatnie mówiąc, musieli się poczuć pracownicy TVP Republika, gdy kolejny raz domagając się zaległej wypłaty, tuż przed Wigilią, usłyszeli, jakoby spółka Fratria braci Karnowskich i Appeli S.A. (dawniej SKOK holding) z siedzibą w rdzennie polskim Luksemburgu, miała kupić Radio Zet. Dziwnie nie dlatego, że Fratria przynosząca niecały czteromilionowy zysk, ma ponoć dostać kredyt na 51 milionów Euro (kto tyle nie dostał, niech pierwszy rzuci kamieniem!), ale dlatego, że w pojedynku Karnowscy vs Sakiewicz vs Lisicki, to ci pierwsi wygrywają nokautem, a przecież powszechnie uchodzą za najmniej bystrych.

czytaj dalej na stronie Super Ekspressu

Pomnik z błota dla Pieronka

28/12/2018 2 Komentarze


Wbrew pozorom lewica, a być może nawet antyklerykalni liberałowie, potrafiliby się wstrzymać z głośną krytyką zmarłego biskupa Pieronka. Daliby sobie na wstrzymanie, jak lewica dała sobie chociażby przy śmierci Busha seniora albo Zbigniewa Brzezińskiego, którzy zrobili przecież naprawdę wiele, żeby zapoczątkować ten fundamentalistyczny, islamski burdel, którego skutkiem jest także faszyzująca się dziś Europa. Ale nie mogli sobie dać na wstrzymanie w momencie, gdy z Pieronka robi się człowieka dialogu, miłości, człowieka, którego mowa była wolna od nienawiści. Otóż to wierutne kłamstwo. Jego mowa pełna była nienawiści, na co jest masa cytatów, czasami cytatów wręcz obrzydliwych.

Co jednak najsmutniejsze, przynajmniej dla pamięci samego Pieronka, owe cytaty utonęłyby gdzieś w odmętach internetu, mało kto by je dziś sobie przypomniał, no może poza tym nieśmiertelnym, i na swój sposób fascynującym, cytatem o Jarudze Nowackiej.

Ale nie, trzeba było Pieronkowi zbudować pomnik z marcepanów, biszkoptów i lukrowanych pierniczków. I to tylko dlatego, że powiedział kilka banałów na temat PISu. Tylko tyle trzeba: kilku oczywistych banałów o PIS, aby szubartowizm przyjął Pieronka w poczet błogosławionych mężów stanu. Tak jak przyjął Dorna, Marcinkiewicza, Giertycha, Migalskiego i każdego, kto poczuł liberalne konfiturki atencji, po tym jak Kaczyński wymierzył mu sążnistego kopa.

Tyle tylko, że Pieronek takim mężem nie będzie. Im bardziej bowiem jest przez liberalny przemysł połyku chwalony, tym bardziej te wszystkie cytaty uwierają, tym bardziej go kompromitują. W życiu już tak jest, że kontrasty najłatwiej jest zapamiętać. 

Chcieliście mu wystawić pomnik trwalszy niż ze spiżu, a mimowolnie wystawiacie mu pomnik z błota. I najgorzej, że następnym razem zrobicie tak samo, bo inaczej przecież nie potraficie, prawda? 

Co Lech Wałęsa powinien zrobić w kontekście Rosji?

27/12/2018 6 Komentarzy

Wobec idiotycznego, jak to bywa u Lecha Wałęsy, wywiadu dla rosyjskiego Sputnika, wydaje się, że po tym, jak Lech powiedział A, powinien też powiedzieć B i wreszcie być w swoim działaniu konsekwentny. Innymi słowy powinien więc:

  • obrazić Niemcy, Francję, UK, Ukrainę, Litwę, Szwecję, czyli wszystkie kraje, którym, przypadkowo, nie po drodze z Rosją
  • naruszyć interesy amerykańskich korporacji, izraelskich historyków, tak żeby cały obóz transatlantycki musiał aż tupnąć nogą i dawać klapsy
  • wydawać czeczeńskim gangsterom uchodźców uciekających do Polski obawiających się tortur i utraty życia
  • zacząć masowo sprowadzać węgiel z Donbasu
  • zrezygnować ze smoleńskiego wraku, miesięcznic i zamrozić śledztwo smoleńskie
  • zawrzeć poddańczy sojusz z krajem, który wetuje wszystkie sankcje wobec Rosji
  • storpedować największe kontrakty wojskowe z unijnymi sojusznikami

Niestety, głupia sprawa, ale ten starszy pan z wąsem niczego takiego zrobić nie może, albowiem, co za pech, jednak mim wszystko nie rządzi. A dziś, jak bardzo brutalnie to nie zabrzmi, traktowany jest raczej jak miś z Krupówek do fotki niż jakikolwiek decydent. Rządzą bowiem inni i właśnie ci inni to wszystko powyżej punkt po punkcie realizują. Drodzy PISowcy, Wy nie chodzicie na pasku Putina, Wy chodzicie na pasku węgierskiego kundla Putina, co ma PKB wielkości Mazowsza. A ojciec Waszego premiera jest jawnym, ruskim propagandystą, mającym dzień i noc dostęp do ucha najważniejszej (po Kaczyńskim) osoby w kraju. Dlatego Wasz pisk na temat oczywistych, putinowskich idiotyzmów Lecha Wałęsy tym bardziej dziś śmieszy. I nudzi. 

Czy tego chcecie czy nie, realizujecie kremlowski scenariusz rozbicia UE od lat i szczekacie dokładnie tak, jak Was z ruskiej rezydentury w Budapeszcie do szczekania podjudzają. Hau, hau i szczęśliwego Bożego Narodzenia, u Waszych prawosławnych „Sojuzników” z Moskwy i Petersburga już za kilka tygodni, prawda?

W hołdzie Niedzielskiemu: Obroni ten, kto nie czuje strachu

21/12/2018 9 Komentarzy

Zmarł Bartosz Niedzielski – chłopak, którego postrzelono, gdy skutecznie próbował powstrzymywać islamskiego zamachowca w Strasburgu. Długo walczył o życie, ale się nie udało. Umarł pięć dni później. Pracownik Parlamentu Europejskiego, lewicowy aktywista, działacz LGBT, homoseksualista.

Miał zagrać w filmie dokumentalnym o Dąbrowszczakach, ale życie powiedziało mu najpoważniejsze „sprawdzam”. I owszem, zagrał, ale prawdziwego Dąbrowszczaka. Bo tak jak Dąbrowszczacy szli walczyć z prawicowym i religijnym fanatyzmem ówczesnych faszystów, tak teraz rzucił się Niedzielski na religijnych fanatyków współczesnych, których państwo ISIS przypomina przecież nic innego jak faszystowską utopię religijnego wykluczenie i upodlenia. I tak jak Dąbrowszczacy oddawali życie za innych, często nieznanych, gdy ruszali tysiące kilometrów by na śmierć i życie bić się za innych, tak i Niedzielski bił się za innych. I też przypłacił to życiem.

Wiele na to wskazuje, że żył, jak lewicowiec i umarł jak lewicowiec. Bo lewica… czytaj dalej na stronie Super Ekspressu

Czy PO z PiS zrobią mijankę?

19/12/2018 20 Komentarzy

Nietrafnymi analizami wybrukowane jest piekło politycznych przepowiedni, a zapowiedzi kolejnych przełomów, ostatecznych klęsk i nieodwołalnych upadków złośliwie wypominane są każdemu domorosłemu futurologowi. Niemniej jednak takie analizy warto robić z dużym wyprzedzeniem: ryzyko nietrafienia z polityczną prognozą jest dość wysokie, ale tym większa za owe ryzyko premia. Cóż nam bowiem po prognozach, które spełniają się w momencie ich wypowiadania? Wtedy przestają być przecież prognozami przyszłości, a stają się zwykłym opisem tego, co jest.

Dlatego właśnie teraz pora sobie zadać pytanie, czy aby Platforma Obywatelska nie wykona w najbliższym półroczu sondażowej mijanki z PiS-em i nie zastąpi partii Jarosława Kaczyńskiego? To pytanie, na które odpowiedź nie musi być wcale zero-jedynkowa, możemy natomiast spróbować oszacować prawdopodobieństwa takiej mijanki. Otóż, moim zdaniem, prawdopodobieństwo takie jest naprawdę spore.

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Jak Lech Kaczyński SKOKi chciał nadzorować

14/12/2018 9 Komentarzy

Trudno nie mieć wrażenia, że zatrzymanie byłych pracowników KNF, w tym Wojciecha Kwaśniaka, to nie tyle wizerunkowy strzał w stopę, ile tej stopy odrąbanie. Do niedawna bowiem, poza garstką najbardziej zainteresowanych, nikt nie wiedział, kim jest Wojciech Kwaśniak i że ktoś od SKOK Wołomin zlecił jego brutalne pobicie. Teraz trąbi o tym cała Polska, były szef KNF robi tournée po mediach, a minister Ziobro z senatorem Biereckim swoimi niezbyt empatycznymi wypowiedziami tylko napędzają mu popularności i współczucia.

Obóz władzy zrobił w ten sposób coś kuriozalnego, to jest stworzył męczennika opozycji. Do tego w sprawie SKOK-ów, które od kilku lat nie wzbudzały już większych emocji. Od kilku tygodni jest o nich znów głośno, krok po kroku wyjaśniania jest cała afera związana z ich nadzorem i takoż, krok po kroku, pokazywane są dowody na osobiste powiązania polityków, w tym zdjęcia ze wspólnych imprez. Brakuje tylko grafów i strzałek w TVP Info.

Rykoszetem trafiony może zostać nie tylko rząd. ale także ten, któremu ostatnio wzniesiono pomnik, dzień i noc pilnowany przez policję… czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

%d blogerów lubi to: