Dlaczego Pan Bóg podpalił katedrę Notre Dame?

15/04/2019 8 Komentarzy


Trudno w tym strasznym pożarze nie widzieć ręki Opatrzności Bożej, trudno się nie wzruszyć, trudno nie zapytać Eli lama sabachtani – jak śpiewały Wilki w Księdze Powtórzonego Prawa.

Wydawać by się mogło, że to tylko zwykły przypadek, ale wiemy przecież, że to jest Znak od niego, tam, w Niebiesiech!

Przypomnijmy: u swej potęgi Francja była krajem LGBT friendly, a francuscy królowie z ochotą oddawali się męskiemu fellatio, dzięki czemu stworzyli potęgę, u której stóp wiła się i korzyła Rzeczpospolita postJagiellońska, błagając Walezego, by królem został, a potem Polski nie rzucał. I Bóg to doceniał, i widział, że to jest dobre. Dlatego katedra nie spłonęła.

Przypomnijmy, przez wiele lat, Francja czerwony sztandar jako pierwsza dzierżyła. Lud rewolucji lud komunardów na barykady, które świętym jest słowem francuskim, Francja prowadziła. I Bóg się uśmiechał, bo wiedział, że to owocne. Katedra wciąż nie płonęła.

Aż w końcu nastał czas wzrostu poparcia Le Pen, faszystowskich bojówek, czas, gdy Francja odwróciła się od swojego dziedzictwa, od wrażliwego Victora Hugo, od Honoriusza Balzaca i Emila Zoli, od Marcela LGBT Prousta. Zaczęła być Francją-nieFrancją, parszywą namiastką dawnej świetności upapraną w prawackim bagnie. I Pan Bóg katedrę w Notre Dame podpalił…

Reklamy

Czy Solidarność to łamistrajki?

12/04/2019 18 Komentarzy


Z pewnym jednak niedowierzaniem obserwuję, jak ludzie, którzy przez lata dla strajkującej Solidarności mieli tylko słowa pogardy, a protestujących górników mieszali z błotem, dziś, po wklejeniu kilku strajkujących wykrzykników na profilowym, pouczają i dyscyplinują Solidarność. Otóż, wydaje mi się to, mimo wszystko dość niestosowne, nawet jeśli prawo oceny ma każdy z nas, w tym także ci, którzy nigdy nie strajkowali. Oczywiście, patrząc na to, co zrobił pan Proksa, można zadać pytanie, czy nauczycielska Solidarność to łamistrajki, tyle że odpowiedź nie będzie wcale taka prosta. 

Aby to zrozumieć, należy uświadomić sobie, jakie istnieją możliwe relacje z pisowską władzą. Otóż istnieją tylko dwie takie możliwe relacje: albo stajesz się poddanym i wtedy cię ozłocimy albo jesteś przeciwko nam i wtedy cię zgnoimy. Nie ma żadnej drogi pośredniej, nie ma żadnego partnerstwa. Musisz wybierać. W pierwszym przypadku, obnosić się ze swoim poddaństwem musisz publicznie, non stop hołdy poddańcze powinieneś składać. Wie to Błażej Poboży, wie to prof. Kik, Maga Ogórek, młody Wildstein, wie to Saryusz-Wolski. Jeśli ładnie uklękniesz, jeśli się spodobasz, to dostaniesz nie tylko cukierka, ale kawał tortu nawet. Jeśli natomiast się nie ugniesz, będzie na ciebie szczute, będzie trwała nagonka, będziesz gnojony na wszystkie możliwe, acz zgodne z prawem, sposoby. Taka jest natura tej władzy. 

I teraz, jeśli jesteś Ogórkową, Kikiem, Wildsteinem to dbasz tylko o własną karierę i spokojnie możesz klękać. Jeśli jednak jesteś Solidarnością to znaczy, że masz pod sobą ogromne rzesze ludzi i odpowiadasz za ich przyszłość. A wtedy dylematy moralne są zupełnie inne. Ba, są zupełnie inne również dlatego, że do tej pory ta władza cię ozłacała. Zrealizowała wiele twoich postulatów, w tym ten najważniejszy – niższy wiek emerytalny, podczas gdy władza poprzednia miała cię w poważaniu. Owszem, nie musiałeś jej schlebiać i się przed nią płaszczyć, ale też nic od niej nie dostałeś. I co najgorsze, w przyszłości od tej nowej władzy też za dużo raczej nie dostaniesz, prawda?

Wybór jest więc dosyć trudny. Albo zostajesz z PISem, i on cię wybiórczo w niektórych obszarach pracowniczych ozłaca, ale może to się odbyć kosztem wybiórczego gnojenia w obszarach innych, na co musisz niestety przymykać oczy. Albo idziesz na wojnę z PISem, wtedy on już cię nie ozłaca, tylko wszędzie cię gnoi, a nawet jeśli przegra, to następcy PIS niekoniecznie ciebie ozłacać będą.

Wniosek z tego taki, że oczywiście PIS nie jest żadną władzą propracowniczą, taką są partie lewicowe. Ale wniosek z tego jest taki, że Solidarność powinna robić bilans, a w nim współpraca z PIS nadal wychodzi na plus. Aby Solidarność odkleiła się od PISu, musiałaby mieć pewność lepszego bilansu w przyszłości. Tyle tylko, że takiej pewności przy koalicji KE-Wiosna mieć nie może, nawet jeśli prostrajkowe nastawienie liberałów się zmienia.

Na ten moment stanowisko Solidarności wydaje się więc najlepiej skalkulowane politycznie, a jeśli chcecie, żeby się zmieniło, po prostu naciskajcie na liberałów, żeby pogonili Rzońcę z Balcerowiczem i zaczęli na serio traktować postulaty pracownicze. Wówczas może spodziewany bilans będzie na plus i związki zawodowe się od Kaczyńskiego odkleją.

Strajk rozdmuchiwać powoli

11/04/2019 7 Komentarzy

Zorganizowanie przez prezydentów i burmistrzów miast pomocy w przeprowadzeniu egzaminów gimnazjalnych spotkało się z falą gniewu i oskarżeniami o pomaganie łamistrajkom. Zwłaszcza gdy chodziło o prezydentów wobec rządu opozycyjnych i jednocześnie strajk oficjalnie wspierających, jak prezydent Warszawy czy Wrocławia.Z jednej strony rzeczywiście trudno nie zauważyć, że deklarowanie poparcia strajku nauczycieli z jednoczesnym wysadzaniem jego największej broni, to jest groźby nieprzeprowadzenia egzaminów gimnazjalnych i egzaminów ośmioklasisty, stoją ze sobą w oczywistej sprzeczności. Z drugiej – sprawa nie wydaje się tak oczywista i owa prezydencka pomoc może w dłuższej perspektywie się okazać korzystna. Dlaczego?

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

[Piłkarsko] Świetny Ole Gunnar Solskjær

11/04/2019 6 Komentarzy

Przez cały ten fatalny ćwierćfinał ManUTD vs Barcelona mogliśmy sobie obejrzeć, czym się różni dobry trener od trenera słabego. Kibice niestety rozróżniają trenerów po wynikach, zamiast po stosunku wynik/jakoś zespołu, więc wciąż nie rozumieją, dlaczego Mourihno jest już dziś słabym trenerem, a dlaczego Pochettino jest dziś w top 3 trenerów na świecie. 

Dziś pokaz trenerki dał Ole Gunnar Solskjær i to mimo tego, że przegrał i mimo tego, że jego drużyna nie oddała celnego strzału. Po pierwsze zrozumiał, że dzisiejsza Barcelona nie potrafi wychodzić z pressingu. Kiedyś, owszem, potrafiła, bo miała trójką Xavi-Iniesta-Busgquets, więc po roku albo dwóch już nikt nie próbował. Potem, za czasów Lucho Enrique, znowu rywale aczęli próbować, ale Lucho nauczył grać z kontry, wobec czego, taki Bayern Guardioli dostał kilka punchów z kontry i był na deskach. W przypadku Barcelony Valverde, nie ma ani tego, ani tego, jest głównie Messi i czasami Suarez, wobec czego spokojnie można wysoki pressing zakładać. I tak dziś po stracie gola zrobił Solskjaer i z piłkarzami, momentami wręcz nołnejmami, był po prostu lepszy.  

Po drugie, zrozumiał, zwłaszcza z po słynnym blamażu z Romą, że z Barceloną trzeba gać ostro, a momentami brutalnie. Chodzi o to, żeby wybić ich z wygodnego rytmu, którym się nakręcają. Wtedy przechodzi im cała ochota na grę. Dodatkowo, co dość istotne, Barcelona z Messim sama się sfrajerzyła, opowiadając o Messim i jego przepuklinie, więc teraz spokojnie można w niego wjeżdżać na pełnej. Tak się wyłożyć medialnie mogą tylko amatorzy.

Jedyne, czego Ole nie przewidział to fakt, że Valverde na moment poczuje się o odważny i wprowadzi jednocześnie Sergir Roberto i Vidala do pomocy. To nie tylko równoważyło środek, ale dało trochę głupoty do   gry, głupoty bardzo potrzebnej. Sergi Roberto i Vidal są bowiem graczami nieco głupokowatymi, w sensie takich jedźców bez głowy. Ale tacy jeźdźcy są zwykle najbardziej odważni. Barcelonie, która dziś grała ponowną Romę taka odwaga była potrzebna. I gdy tylko tych dwóch znalazło się na boisku to swoim brakiem ostrożności dodali drużynie odwagi i mecz można było kontrolować. 

Niestety Valverde jest z definicji tchórzliwy, więc wszystko wskazuje na to, że rewanż będzie kolejnym koszmarem odpadnięcia.

Osiem mitów o #StrajkNauczycieli

09/04/2019 13 Komentarzy

Strajk jest polityczny

Tak, strajk jest polityczny. Po pierwsze dbanie o dobro wspólne jest właśnie nazywane polityką. Na przykład dbanie o osoby wychowujące i edukujące młodzież. Po drugie, każdy głośny strajk jest strajkiem medialnym, a wszystko co jest medialne od razu jest polityczne. Nie można zrobić strajku, który jest niepolityczny, bo polityczności wynika z samej istoty strajku. Strajkujący, zwłaszcza ci w sektorze publicznym, występują przeciwko swoim pracodawcom, którzy jednocześnie są politykami. Gdyby strajk sektora publicznego miałby nie być polityczny, nie mógłby zostać zorganizowany. Zarzucać strajkującym polityczność strajku, to jak zarzucać politykom, że prowadzą kampanię wyborczą. Niby można, ale po co?

Jak się nie podoba, nauczyciel może zawsze zmienić pracę

To ważne oświadczenie, mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z jego konsekwencji. Albowiem, głupia sprawa, ale właśnie, jako rodzic ucznia, doświadczasz tego, że nauczycielom się praca nie podoba i nauczyciel zmienił pracę. Dosłownie od wczoraj zmienił pracę w szkole na nie-pracę w szkole i przestał w tej szkole wykonywać swoją pracę.  Ot, siedzi i nie pracuje. Uwaga: na tym właśnie polega strajk. I co się dzieje? Ano płacz i zgrzytanie zębów. Lament i gradobicie. A przecież ten nauczyciel dopiero zmienił pracę na nie-pracę przez jeden zaledwie dzień. A co będzie, jak zmieni pracę na stałe? Jak oni wszyscy, ci nauczyciele, odejdą? Wystarczy, że posłuchają Twojej rady i pracę zmienią? Hmmm, może jednak nie powinieneś za bardzo podpowiadać, bo a nuż wszyscy Cię posłuchają i co wtedy? Dopiero zapłaczesz, wujku dobra-zła rada.

Mógł nauczyciel nie być idiotą i wybrać inną pracę

Owszem, mógł wybrać. Ale, co za pech, Ty też przecież mogłeś wybrać, drogi rodzicu. Mam nadzieję, że masz tego świadomość? Na przykład wtedy, gdy idziesz do szefa po awans albo po podwyżkę. Najgorsze jest jednak pytanie, drogi rodzicu: dlaczego nie wybrałeś pracy, dzięki której możesz jednocześnie i opiekować się dzieckiem, i je edukować, i zarabiać duże pieniądze? Nie pasuje Ci, że nie możesz posłać dziecka do szkoły przez strajk? Ojoj, mogłeś nie być idiotą i wybrać inną pracę, na przykład taką, gdzie nie musisz codziennie jeździć do pracy i nie być zależny od idiotów-nauczycieli. Że nie ma takiej pracy, że o nią bardzo trudno? Ojoj, chyba nie byłeś aż takim idiotą, że nie potrafiłeś jej zorganizować, prawda? Nie jesteś, jak ten idiota-nauczyciel, jesteś kimś lepszym, ty przecież POTRAFIŁEŚ wybrać, prawda? Masz tyle dobrych rad dla innych, więc sam je do siebie stosujesz, czyż nie?

Może i mało zarabiają, ale mają trzy miesiące wakacji

Mają, 6 tygodni latem i 2 zimą. Ale Ty masz 5 tygodni. Do tego możesz sobie robić pomosty i spokojnie wydłużyć na 6 tygodni. To aż taka różnica. Przy czym nauczyciele muszą brać urlop ciągiem letnim, gdzie są najwyższe stawki (zwłaszcza linii lotniczych) i nie mogą sobie brać krótkich wypadów, kacowego, a jak nie przyjdą, to będzie cała klasa miała problem, a nie jakiś kolejny-excel albo kilka maili nie zostanie domkniętych.  Serio uważasz, że to taki luksus, zwłaszcza gdy jesteś samotnym nauczycielem, więc sobie możesz pojechać na 2 tygodnie pod Mielno, a potem całe lato tkwić w betonowym bloku, bo przecież za taką pensję nie polecisz sobie na Maderę w kwietniu, prawda? A tam przecież tak ślicznie, jak pokazujesz na swoim intagramie.

Ta praca jest łatwa

Byłeś kiedyś menadżerem. Zarządzałeś ludźmi? Ale tak naprawdę, a nie że dwa razy wskazałeś palcem, żeby coś ci przynieśli, leniuszku. To teraz wyobraź sobie, że masz 30 osobowy zespół młodocianych, którzy w rzyci mają Twoje polecenia, bo ich nie możesz zwolnić albo postraszyć brakiem premii, a jak się któremuś coś stanie po pijaku, bo na wycieczkach szkolnych, głupia sprawa, chlają trochę i ćpają, to Ty za to bekniesz u prokuratora? Nadal myślisz, że to fajny zawód? To dlaczego prawie nigdy nie zgłaszasz się do opieki nad wycieczkami szkolnymi, przecież to takie łatwe i miłe, użerać się z Twoim roszczeniowym, rozpieszczonym Tymoteuszkiem i jego załogą.

Nie ma pieniędzy dla nauczycieli

Nieprawda. Jest 1,2 miliarda dla mediów publicznych, jest 0,5 miliarda dla Czartoryskich, jest 10 miliardów na lotnisko w Baranowie, są setki milionów ustawione po znajomościach konkursy i dofinansowania ministerialne, jest świetna sytuacja gospodarcza do wypuszczenia dodatkowej transzy obligacji. Nieprawda, że nie ma pieniędzy. Oczywiście, że one są.

Dzieciom dzieje się krzywda

Ale jaka krzywda? Czy Twoje dziecko było kiedyś chore i nie poszło do szkoły? I co, miało traumę? Że dwa-trzy dni nie było w szkole? Słuchaj, zróbmy tak, zapytaj tak bardzo, bardzo uczciwie Twoje dziecko, co czuje ono, nie Ty, ale właśnie ono z tego powodu, że wczoraj nie poszło do wczoraj i nie pójdzie jutro. Zapytałeś? I co, wygląda na skrzywdzone? No właśnie…

Kto nadrobi z uczniami materiał z czasów strajku

No właśnie, kto? Kto nadrabia Podpowiem: rodzice. Jak dziecko jest chore, to kto nadrabia materiał? Jak z innych ważnych powodów (np. pogrzeb) nie może uczestniczyć w lekcjach, to kto nadrabia stracony materiał? Być może jeszcze nie zauważyliście, drodzy rodzice, ale to od Was w dużej mierze zależy, czy dziecko będzie dopilnowane z lekcjami. Może pora mniej czasu spędzać na twitterze, fejsbuku i zając się dziećmi? Tak, wiem, twittujecie i fejsujecie w czasie pracy, bo Wasza praca jest tak straaaasznie trudna, że aż można cały dzień na twitterze przesiedzieć. Co innego, ta łatwa praca nauczyciela. No, ale jak już wrócicie do domu, to może warto się zając własnymi dziećmi, nieprawdaż? Zamist hurr durr w TVP/TVN pokazali hurr durr. Ba, może nawet warto wziąć urlop i zamiast na kaca po weselu przeznaczyć go na spędzenie z dziećmi całego dnia i przerobienie z nim materiału. Powinno to być łatwe i przyjemne, przecież praca nauczyciela jest łatwa, a Wy tak bardzo kochacie dzieci, że nie chcecie ich skrzywdzić, prawda?

Zadłużeniowa hipokryzja

08/04/2019 42 Komentarze

Przy okazji dyskusji o podwyżkach nauczycieli, która – dzięki nienawiści do Kaczyńskiego – chwilowo wzbudza u polskich liberałów empatię, wychodzą na jaw kolejne punkty kanonu ich myśli ekonomicznej. Mieści się ona w poręcznej kieszonce i wyciągana jest zawsze i wszędzie z tym samym poczuciem wyższości i wszechwiedzy. Oczywiście ów kanon liberalnych wierzeń o gospodarce, jak to z wierzeniami bywa, z jednej strony niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, z drugiej im bardziej wierzenia są odrealnione, tym chętniej traktowane są jako żelazne prawa ekonomii, coś jak fizyka Newtonowska.

Najlepszym tego przykładem jest niedawna histeria liberałów, jaka zapanowała po sugestiach premiera Morawieckiego, że nie tylko podwyżki dla nauczycieli, ale w ogóle pomysły socjalne naprędce wymyślone przez Kaczyńskiego będzie trzeba sfinansować z długu. Olaboga! – dało się słyszeć z kręgów liberałów, tych chwilowo współczujących oraz współczujących rzadko lub wcale. A więc Kaczyński zadłuży teraz nasze dzieci i już za chwilę będziemy drugą Wenezuelą. Zostawmy już na boku fakt, że małe dzieci straszy się Koreą Północną lub Wenezuelą, ale jakoś nie – chylącymi się ku upadkowi USA czy rothbardowską Somalią, gdzie przez lata królował wolny, niczym nieregulowany rynek. Najzabawniejszy w tych lamentach jest fakt, że głoszą je zwykle osoby z klasy średniej, które same są zadłużone po uszy.

czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Czy Broniarz powinien zatrudnić ochronę?

07/04/2019 14 Komentarzy


Od początku wiadomo było, że im strajk będzie bardziej prawdopodobny, tym ataki na strajkujących będą silniejsze. Dzieje się tak zawsze. I w 1905 r., gdy księża z ambony potępiali strajki ludzi, którzy pracowali po 12h dziennie i posyłali 12letnie dzieci do pracy, by przeżyć. Działo się tak i w czasach międzywojennych, gdy strajkująca hołota śmiała się czego domagać i w latach 80-tych, gdy Solidaruchy destabilizowały państwo i chciały, roszczeniowe nieroby, socjalnych postulatów od ekipy Jaruzelskiego. Każdy z takich strajków kończył się przemocą. W 1905 roku wysługujący się carowi endecy z bronią biegali i strzelali do strajkujących mężczyzn i kobiet. W międzywojniu pacyfikacja strajków były tak krwawe, że dosłownie padały trupy. W latach 80-tych, UB nękała, zastraszała, tłukła do krwi, a nawet mordowała ludzi. 

Teraz, na szczęście, walka ze strajkującymi przez pisowsko-Ubeckie pomiotki na twitterze, sprowadza się tylko do przemocy słownej, niestety ta również może zbierać spore żniwo. Gdy Kaczyński i jego fani rozpętali nagonkę na emigrantów, co chwila dochodziło do pobić na tle rasowym. Gdy Adamowicz non stop pokazywany był niczym chciwy Żyd w nazistowskiej prasie, pewnego dnia dostał nożem w pierś i już się nie obudził. O tym, że swego czasu można było w Polsce dostać w mordę za samą rozmowę po niemiecku, co prawicowa prasa potrafiła pochwalić, nie chcę już nawet wspominać. Wyobrażacie sobie parę gejów spacerujących dzisiaj pod szkołą za rękę? No właśnie.

Dlatego na miejscu Broniarza, jeśli strajk rzeczywiście zacznie się 8 kwietnia, serio rozważałbym zatrudnienie ochrony. Nie, to nie będzie tak, że Kaczyński z NSDAP-bojówkami wpadnie demolować twarz Broniarzowi. To po prostu może być tzw. kolejny „samotny wilk”, który naczytawszy się całego tego kapitalistyczno-brunatnego syfu w necie, nie wytrzyma i sam pójdzie wymierzać sprawiedliwość, tak jak wymierzają ja w Orlando, Nowej Zelandii, Norwegii czy coraz częściej radykalna prawica w Polsce. 

Umysł ludzki jest bardzo podatny na sugestie, a skala histerii powoli zaczyna przerastać to, co widzieliśmy do tej pory. Naprawdę ktoś może sobie ubzdurać, że ratuje dzieci, których życie wręcz jest zagrożone, bo całe kilka dni nie pójdą do szkoły. Spirala przemocy werbalnej w Polsce narasta, glanowanie każdego, kto śmie nie zgadzać się z rządem, jest w sieci rozdęte wręcz do monstrualnych rozmiarów. Dlatego na miejscu Broniarza serio przemyślałbym sprawę własnego bezpieczeństwa. Ten kraj zapada się pod nienawiścią i bez względu na to ktokolwiek wygra kolejne wybory, będzie tylko gorzej.

%d blogerów lubi to: