First to fight!

24/07/2016 7 uwag

Jeszcze nigdy tak wielu nie używało kredek przeciw tak niewielu, kredki kredkom zgotowały ten los, chcesz pokoju – gotuj kredki do wojny – tego rodzaju heroiczne heheszki odważni Polacy wmawiają tchórzliwym Francuzom, wiadomo nie ma bardziej żałosnego kraju niż „pedalska” Francja. Bo jak oni walczą, jak te tchórzliwe Francuziki żałosne.

Otóż te tchórzliwe Francuzizki walczą z ISIS od dłuższego czasu. I dlatego są atakowani. Nie, nie Wy, odważni Polacy, co nie potraficie zmienić zapasowej opony w prezydenckiej gablocie, a Francuzi. Tak, to tchórzliwi Francuzi do walki z ISIS rzucili (i to już dawno) fregaty, lotniskowce, myśliwce, i bombowce. Tak, Francuzi. A Wy, Polacy, co zrobiliście, gdy okazało się, że dwie Polki w Nicei zostały zabite? Ano prezydent się rozpłakał. I wzruszył. Kilka tygodni wcześniej podpisał udział, aż czterech F16 w koalicji antywojennej. Ale polskie samoloty nie zostały wysłane do walki. Dlaczego? Bo tam nie jest bezpiecznie! Tak, proszę państwa, nie jest bezpiecznie, a przecież armia polska nie jest po to, żeby walczyć tam, gdzie jest niebezpiecznie. Od tego jest francuska straż miejska.

Zresztą, co ja piszę, Nicea.  A co ze Smoleńskiem? Co z wymordowaniem polskich „elit”, polskiego prezydenta, jego małżonki, ministrów, posłów, posłanek. Bo to był mord, prawda? Cóż z tym zrobiliście, odważni Polacy. Co przewielebna Poland first to fight uczyniła w odwecie sprawcom? Co husarze wyklęci zrobiliście Tuskowi, co Putinowi? Ano nic. A nie przepraszam, kładliście kredki tulipany. Zresztą te tulipany i tak Wam Gronkiewiczowa kazała zabrać, więc staliście ze spuszczoną główką, łkając, że zakazane kwiaty, zakazane znicze. Co zrobiliście z wrakiem, gdzie wasza odwaga synowie Batorego i Matki Boskiej Pancernej? Przeczołgali Wam w błocie całą delegację, drugi Katyń Wam ponoć zrobili – a Wy co? Stoicie i prosicie o wrak. Ba, jakie prosicie, ile razy od ostatnich wyborów usłyszeliście o zwrotu wraku? Ile razy Macierewicz krzyczał na Putina, żeby oddał wrak? Ano właśnie. I krzyczeć nie będzie, bo jak otworzy buźkę, to Orban za smycz pociągnie i zostaniecie w UE sami. No może z Turcją, którą tydzień temu do UE wprowadził Drebin Waszczykowski.

Nicea, Smoleńsk… Barak Obama przylatuje do Polski, polskie małpeczki klaszczą, bo przywiózł obietnice tysiąca żołnierzy. Tysiąca żołnierzy. Całe trzy autokary. Odważna Polska odetchnęła – mamy teraz garść marines i to nie jest nasze ostatnie słowo. Bójcie się! I przylatuje Barak Obama – facet, który co wtorek przy kawie wydaje rozkazy bombardowania dronami, cywilów nie cywilów, na ch…olerę drążyć temat. I ten facet staje na mównicy, i niczym Chruszczow, obsztorcowuje Waszego plebana na oczach całego świata, a ten pokornie schyla głowę, bo, fakt, to akurat potrafi najlepiej. Gdzie Wasz honor, gdzie schowaliście swojego Pyzika, komu się potraficie postawić. I Wy śmiecie pouczać Francję? Ile razy Obama opieprzał Sarkozego, Hollanda, ile razy Rosjanie innym krajom wraku nie oddali, ilu polityków francuskich leżało w smoleńskim czy innym błocie? I czy francuski Macierewicz przy narodowej katastrofie też uciekał pociągiem?

Wszystko, co potraficie, to prosić się w UE o pieniądze, umywać od wszystkiego katolickie rączki, i pouczać, pouczać, pouczać, zwłaszcza te narody, które w przeciwieństwie do Was, nie dawały się dymać przez trzy ostatnie stulecia.

Tabloidowe podwyżki

19/07/2016 1 komentarz

Prawicowa-lewicowa radość, jaka zapanowała po ogłoszeniu podwyżki zarobków dla władzy, jest dosyć smutnym obrazkiem, nawet jeśli  obie strony inną mają motywację. Dla nie-anarchistycznej lewicy (a tylko taką mamy w PL) wzmacnianie służb publicznych i (paradoksalny) postulat  konkurowania z wynagrodzeniami na rynku, zawsze były priorytetem. Ale też zawsze powiązane to miało być z etosem służby i niezależnością (o tym na końcu notki). Dla polskiej prawicy z kolei, uzasadniona podwyżka dla rządu, to po prostu kolejna mądrość etapu, tak jak mądrością etapu było państwo z dykty (dziś już kwitnące, wręcz tytanowe) albo tragiczny stan budżetu (dziś już, jak widać, starcza na wszystko).  I tylko liberałowie głośno cmokają, że pensja powinna przecież zależeć od wyników. Wszak wiadomo, że jak polski liberał we firmie wynik roczny osiąga słabszy, to, rzecz jasna, sobie samemu, a nie pracownikom robi obniżkę pensji, prawda?

Wszystko to dość oczywiste, bo polska polityka nie tak znowu jest zawiła, jakby chcieli niektórzy. Ciekawszą rzeczą jest natomiast reakcja tabloidów. Robocza teza brzmi bowiem: następuje zmiana modelu biznesowego polskich brukowców. Poprzedni zakładał zmasowaną krytykę rządu, bez względu na to, kto rządził i czy była ona słuszna. Obecny zakłada życie w pewnej symbiozie. Krytyka ani nie jest już tak histeryczna, ani tak częsta, pozytywny przekaz częściej gości na pierwszych stronach, tabloidy już nie walczą, a układają się z władzą. I właśnie podwyżka dla władzy jest najlepszym tego dowodem, te dwie, poniższe jedynki Faktu same mówią za siebie. Zważywszy na nomen omen fakt, jak bardzo władza przez lata bała się dawać sobie podwyżki i kupować samoloty – bo tabloidy nas rozszarpią. Dziś już nie szarpią, co najwyżej lekko rączki kąsają. Albo po prostu liżą jak Tata Madzi swoje tricepsy.

podwyzka1-640x665

CnrPnbgWEAIgF0Y.jpg large

Kąsa za to Newsweek (wraz z okopress), wSieci, Do Rzeczy, które przejęły rolę tabloidów nowego typu – tabloidów udających tygodniki opinii. Wystarczy spojrzeć na kolejne okładki. W przypadku podwyżki dla rządu, kąsanie będzie dosyć przewidywalne, ale spróbujmy stanąć na moment w prawdzie i odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście te podwyżki są uzasadnione.

Po pierwsze, mają być podwyżki dla ministrów zasadne, bo trudno do polityki sprowadzić fachowców. A fachowcy jak już są to mogą do biznesu uciekać. Ten znany na świecie argument z tzw. fenomenu drzwi obrotowych, w przypadku rządu jest dość kuriozalny. Czy serio ktoś uważa, że teraz, jak już będzie podwyżka Jarosław Kaczyński zacznie do rządu wybierać menadżerów z rynku? Ludzi potrafiących przeprowadzić jakiś projekt, ludzie nie z politycznego zaplecza, nie z partyjnego klucza? Ba, czy serio ktoś uważa, że Mariusz Błaszczak czy Patryk Jaki są fachowcami tego kalibru, że ktoś, ktokolwiek, zatrudniłby ich dla ich wiedzy, kompetencji, doświadczenia? Że rząd musi się bronić przed ucieczką Jakiego – ja wiem – do jakieś kancelarii prawnej? No więc podwyżka nic tu nie zmieni. Poza tym, że kolejne Błaszczaki dostaną więcej.

Po drugie, koniec z dziadowskim państwem, jak ktoś zarządza ogromnym majątkiem powinien mieć wysoką pensję. Ten argument w myśl prostego „tyle wynagrodzenia – ile odpowiedzialności” mógłby być brany na serio, gdyby nie fakt, że PIS jednocześnie pensje menadżerów w spółkach Skarbu Państwa zmniejsza. Czyli  mamy schizofrenię, gdy kluczowe polskie spółki giganty obsługujące miliony polskich klientów dostają polityka spadochroniarza z obniżoną pensją, a poseł czy minister, który i tak zrobi, to co Jarek mu powie, dostanie podwyżkę. Ma sens, prawda?

Po trzecie, nie do końca jest prawdą, że ministrowie zarabiają po 6 tysięcy, ponieważ duża część z nich jest jednocześnie posłami, więc dostają 25 % diety to jest jakieś niecałe 3 tysiące netto. Plus dodatki za wysługę lat. Przykładowo Bieńkowska zarabiała ponad 12 tysięcy. To nie jest 6-7 tysięcy, jak się przedstawia w mediach.

Nie oznacza to oczywiście, że pensje nikomu i w ogóle nie powinny wzrosnąć.

Mieszane uczucia mam co do Pierwszej Damy, nie dlatego że nie zasługuje, ale dlatego że sam ten koncept jest jakimś strasznym patriarchatem. Czemu żona prezydenta nie może sobie po prostu pracować, maż Szydło  pracuje, też jest pewnie chroniony, nie tylko przez dotacje i subwencje. Przede wszystkim pensje powinny jednak wzrosnąć pracownikom operacyjnym ministerstwach, bo to od ich pracy często zależy jakość końcowych „produktów”. Ministrowie i ich zastępcy zwykle już tylko podpisują, prawdziwa jakość wykuwana jest niżej. Ale żeby tym ludziom (wyzywanych łajdacko od biurew) dać podwyżki trzeba najpierw zapewnić im względną niezależność i przede wszystkim bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia. A tego ta władza akurat nie robi, wciskając, gdzie się tylko da, gimbazę z twittera. Dlatego cały sens tych podwyżek, to po prostu kolejny transfer socjalny dla uprzywilejowanych.

Prolegomena do desakralizacji

16/07/2016 4 uwag

 

 

Działo się to w Belgii dobre ponad 6 lat temu. Dwa pociągi z przeciwka, na jednym torze, gwałtowne szarpnięcie. Osiemnaście martwych osób, mnóstwo rannych. I ten sam miesiąc, orkan Xynthia, w Belgii „tylko” jednak osoba, w sąsiedniej Francji martwych osób blisko 60.  Jest głęboka prawda w tym, że, być może tylko w obliczu śmierci, wszyscy jesteśmy sobie tak naprawdę równi. Ale okazuje się, że jednak śmierć śmierci nierówna. I to nie tylko śmierć bohaterska, śmierć z poświęcenia, ale również i śmierć przypadkowa. Śmierć, która okazuje się mieć własną hierarchię: od „zwykłego” wypadku, gdy komuś drzewo spadnie na głowę, do śmierci, na świecki sposób sakralizowanej. Śmierci w zamachu. Śmierci z własną, świecką liturgią żółtego paska, świeckim obrządkiem zatroskanych min redaktorskich. I świeckimi kapłanami od bezpieczeństwa. Śmierć na swój sposób mityczna. Śmierć tak bardzo zakorzeniona w języku. Mówimy wszak o ofiarach zamachu, ale już nie ofiarach nowotworu.

A przecież – pomijając, fakt, że dla zmarłego koniec (przynajmniej tutaj), to zawsze koniec, a dla rodziny i bliskich nagłe, przypadkowe odejście zawsze jest równie  bolesne – w  dzisiejszych czasach  w Europie o śmierć w zamachu jest trudno. Bardzo trudno. Ba, było też trudno w Europie lat 70tych, Europie o wiele bardziej krwawej, Europie z ETA, IRA, Czerwonymi Brygadami. Śmierć czy zranienie w zamachu w Europie to promile promilów. Wystarczy policzyć, ile w ostatnim roku zmarło w Brukseli czy Nicei osób od zamachów, a ile od przyczyn nie-zamachowych? „Western Europe is safer now than it has been for decades and is far safer than most other parts of the world‚ – powiedział nawet jeden pan profesor, dodając, że Western Europe is perhaps more peaceful now than at any point in modern human history.  Czemu więc śmierć zamachowa taki wywołuje popłoch, którego skutkami są histeryczne wołania o zawieszanie praw, fala barbarzyńskiego odwetu i kiełkujący rasizm? Czemu, skoro jadąc polskimi drogami na nieporównywalne większe niebezpieczeństwo się narażamy?

Po pierwsze, śmierć w zamachu to wyjątkowość i niezarządzalność. Jest zamach zdarzeniem traktowanym w kategoriach nadzwyczajnym przez co, dopóty w aurze wyjątkowości się pławi, dopóty nie może być traktowany  kategoriach zwyczajnych. Tedy, skoro zamach jest wyjątkowy to i śmierć w zamachu jest wyjątkowa, tedy owa śmierć nie może być „zwyczajnym wypadkiem”. Jest też zamach zdarzeniem niezarządzalnym, całkowicie poza (niechby i złudną) kontrolą. Jadąc autem, ufasz, że tak wiele od ciebie zależy, czując wybuch bomby na swej kamizelce zahamować nie możesz, nie masz też pasów bezpieczeństwa. A współczesne społeczeństwo lubujące się w kontroli na tyle, że samo się karnie odhacza na fejsie, nie lubi mieć czegoś, czym nie da się w ogóle sterować. Umysł ludzki zresztą nigdy tego nie lubił. Ewolucja zaprogramowała go pewnie właśnie po to, by wykrywał i przede wszystkim redukował zagrożenia. By kontrolował otoczenie.

Po drugie, paradoks nawyku. Człowiek ponoć nawyknie do wszystkiego, co w wersji radykalnie tragicznej pokazuje choćby wstrząsający Syn Szawła (ewidentnie oparty na prawdziwych zapiskach). A w wersji współczesnej powszechne, nie tylko w Polsce, wzruszenie ramion na wieść, o kolejnej strzelaninie w amerykańskiej szkole. Sami wzruszacie ramionami, prawda? Człowiek nawyknie więc i do zamachów, a strach powoli ustąpi. Jest więc tedy strach przed zamachem owocem braku nawyku, przyzwyczajenia, co znowuż musi rodzic paradoks,  że bardziej boimy się zamachów, gdy jest nich mniej, niż gdy jest ich więcej. Albowiem im większa liczba zamachów, tym bardziej siła nawyku kompensuje nam lęki. Dlatego nie boimy się żniwa kolejnych ofiar w wypadkach samochodowych, a boimy wysadzenia jednego budynku w czterdziestomilionowym kraju.

Przestać się bać,  możemy więc też na dwa sposoby. Raz poprzez nawyk, ale że nabierania nawyku praprzyczyną jest wzrost zamachów, przeto rozwiązanie to, zdaje się, okrutnie niedopuszczalnym. Dwa, dokonując swoistej desakralizacji zamachów. Odzierając je z kategorii wyjątkowości. I traktując śmierć w zamachu jak śmierć każdą inną. Czy w pewnym sensie, nie tego właśnie najbardziej boją się zamachowcy? Nie naszego strachu, nie naszej wściekłości, a stoickiej obojętności, racjonalizującej ofiary, ich liczby, i wreszcie zapewniającej równość w obliczu ostatecznego?

Jak Zaremba debunkuje newsy?

19/06/2016 3 uwag

Prostowanie prawicowych publicystów, a już prostowanie prawicowych publicystów piszących wsieci, jest tyleż zajęciem banalnym, co niezwykle męczącym. Wszak w stachanowskim tempie z taśmy fabrycznej spływają (i spływać muszą) mądrości etapu, partia nigdy nie śpi, to też i jej żelazna gwardia spać nie może też.  Brak owego prostowania jest też jedną z przyczyn przegranej szeroko pojętego obozu liberalno-lewicowego, który przez wiele lat z propagandy Żołnierza wolności i innych tzw. psychiatryków sobie dworował, żeby nagle ze zdziwieniem odkryć, że, zwłaszcza młode Krysztopy publicystami wsieci mówią, publicystami wsieci myślą, wymazami publicystów wsieci ozdabiają sobie wyklęte ramionka (i łydki). Od wielu lat marzy mi się dobry portal debunkujący nie tyle Brudzińskich, co właśnie Zaremby, Ziemkiewiczów a nawet Karnowskich – zajęcie, jak mówię, banalne, ale niezwykle męczące. Toteż by trzeba prawdziwych, nie śmieciówkowych etatów.

Ale do rzeczy. Nie zajmowałbym się nieogarnięciem rzeczywistości przez redaktora Zarembę, gdyby nie padł tam mój nick, co do pewnego podanego przez mnie newsa. Pisze Zaremba:

Jak się produkuje niusa? Polska jest podobno za karaniem homoseksualistów – razem z Iranem i Rosją. Skąd to wiemy?

Ja wiem, że w świecie szybkiej internetowej informacji zdarzają się wpadki, kiksy i przekłamania. Jednak ta akurat historia jest modelowa.

Z portalu Gazeta.pl i NaTemat można się było w ostatnich dniach dowiedzieć, że Polska ręka w rękę z Iranem, Rosją i kilkoma krajami arabskimi sprzeciwiła się na forum ONZ uchwale dotyczącej dekryminalizacji homoseksualizmu.

Byłoby to o tyle ciekawe, że od kiedy Polska miała własny kodeks karny (zastąpił on ostatecznie przepisy państw zaborczych w roku 1932), nie groziła żadnymi karami za związki z osobami własnej płci. Choć praktykowało to w swoim czasie i jeszcze wiele lat później wiele wzorcowych demokracji, na czele z Anglią. Taka nadgorliwość była jakoś łagodnym z natury Polakom obca.

Co się więc stało teraz? No tak, prawicowy czy jak czytam nacjonalistyczny, rząd tchnął w polską naturę nowego ducha. Ale skąd to właściwie wiemy?

Już punkt wyjścia budzi niepokój. Media, które o tym powiadomiły, przedstawiły bowiem dwie sprzeczne wersje. Zdaniem NaTemat Polska sprzeciwiła się zabiegom o uchylenie dekryminalizacyjnej uchwały ONZ z roku 2010 – co jest kompletnym nonsensem. Z kolei Gazeta.pl pisała o uchwale dotyczącej zapobieganiu AIDS. Zapisy potępiające karanie za homoseksualizm miały być jedynie jej częścią.

Ale skąd właściwie wiadomo o stanowisku Polski? Gazeta.pl nie podała żadnych faktów ani wypowiedzi. Z kolei Wyborcza.pl podająca te wieści w ostrożniejszym tonie („podobno”, „według Gazeta.pl”) powołała się na… Radio Wolna Europa, które tym samym zaistniało w naszej świadomości chyba po wielu latach przerwy. Ale to Radio także nie przedstawiło zdaje się żadnych faktów, w każdym razie nam ich oszczędzono.

Równocześnie już Gazeta.pl podała, że rzecznik MSZ zaprzecza tej informacji, twierdząc, że w sprawie dekryminalizacji homoseksualizmu Polska ma – obecnie! – takie samo stanowisko jak Unia Europejska. Na zdrowy rozum w jaki inny sposób nasz rząd miałby wyrażać swoje stanowisko jak nie przez oświadczenia MSZ?

Może miały jednak miejsce jakieś zakulisowe wystąpienia, przetargi, kuluarowe sugestie? Ale w żadnej z inkryminowanych relacji nie dostajemy nawet cienia informacji na ten temat. Skąd więc właściwie wiadomo, że maszerujemy pod rękę z islamistami i Putinem? Wiadomo, bo… wiadomo. Bo tak chcą wymienione media, całkiem przypadkowo obecnemu rządowi nieprzychylne.

Nie przeszkadzało to prowadzić na ten temat masom ludzi w Internecie niezliczonych tasiemcowych debat. Uznawano w nich podstawową informację za aksjomat. Kolejne tytuły powiadamiały nas, że oburzony jest bloger Galopujący Major albo dziennikarka Polsatu Agnieszka Gozdyra. No tak, ale opatrywali swoje pełne gniewu komentarze pozbawionymi konkretów tekstami NaTemat czy Gazety.pl. A ich następcy powoływali się z kolei na nich.

Z tekstu Zaremby nie wiem dokładnie, co napisała gazeta.pl i natemat, bo Zaremba nie dał do nich linków. W tekście, tylko na pierwszej stronie, jest 8 (słownie: osiem) linków sponsorowanych, ale nie ma linków do tekstów, które omawia Zaremba. To po pierwsze. Po drugie, wbrew temu co pisze Zaremba, zarówno Gazeta.pl, jak i natemat nie napisały, że Polska jest podobno za karaniem homoseksualistów. Gazeta. Pl napisała, że:

1.ONZ chciało przyjąć rezolucję dekryminalizującą homoseksualizm
2. Sprzeciwić się temu miały m.in. Rosja, Watykan, Iran i Polska
3. MSZ zaprzeczyło tym informacjom: Nasze stanowisko jest takie, jak UE

W Nowym Jorku odbyło się posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Dotyczyło walki z HIV/AIDS. Próbowano przyjąć rezolucję, mającą dekryminalizować homoseksualizm i zażywanie narkotyków. Dzięki temu łatwiej byłoby leczyć osoby zarażone wirusem. Sprzeciwiły się temu m.in. Rosja, Iran, Watykan i Polska.

 Z kolei natemat.pl, a konkretnie Anna Dryjańska, napisała:

Polska wraz z m.in. Rosją żąda od Organizacji Narodów Zjednoczonych, by ze swojej rezolucji wycofała zapis o wezwaniu do dekryminalizacji homoseksualizmu.

Zaremba więc bzdurzy. Media nie twierdzą, że Polska jest podobno za karaniem homoseksualistów. Media twierdzą jedynie, że rząd nie chciał dekryminalizacji homoseksualizmu wpisać do rezolucji. To oczywiście coś innego. Zaremba, nie mówię, że jako dziennikarz, ale niechby i jako konserwatysta, powinien zrozumieć różnicę między chęcią karania w prawie krajowym lub międzynarodowym, a niechęcią do wpisywania w prawie międzynarodowym określonych postulatów legislacyjnych. Jeśli nie rozumie, niech sięgnie po teksty swych kolegów o konwencji antyprzemocowej.

Dlaczego rozpisuje się o mediach. Bo z dużą dozą prawdopodobieństwa media powtórzyły owego newsa po Galopującym Majorze. Powtórzyła go Anna Dryjańska dobę po tym jak dostała od Majora informację na twitterze, i być może, też dobę później, powtórzyła go Gazeta.Pl. Nie, nie chodzi tu o to, żeby się chwalić, ale żeby pokazać, kolejną bzdurę Zaremby.  Pisze Zaremba:

Kolejne tytuły powiadamiały nas, że oburzony jest bloger Galopujący Major albo dziennikarka Polsatu Agnieszka Gozdyra. No tak, ale opatrywali swoje pełne gniewu komentarze pozbawionymi konkretów tekstami NaTemat czy Gazety.pl. A ich następcy powoływali się z kolei na nich.

Znowu bzdura, żeby nie powiedzieć kłamstwo. To nie Galopujacy Major opatrywał swoje pełne gniewu komentarze pozbawionymi konkretów tekstami NaTemat czy Gazety.pl., tylko natemat opatrywał swój tekst oburzonymi twittami Galopującego Majora. Zaremba, pisząc tekst o riserczu (hehe), nawet nie zajrzał na twittera Majora. Ba, Zaremba bzdurzy nie tylko o tym, czym opatrywał swoje komentarze Major, ale także o tym, że nie było tam konkretów. Otóż były. Galopujacy Major podał skrina do newsa z do newnownest.pl a potem, na prośbę zainteresowanych, rozsyłał link do tekstu

Russia, Iran, Poland, and several Gulf states successfully got the wording removed from the statement.

by Dan Avery 6/14/2016

Russia led efforts to remove language calling for the decriminalization of homosexuality worldwide from a UN resolution last week.

As world leaders, activists and medical experts gathered at the High-Level Meeting To End AIDS, the push is to reframe the pandemic as a human rights issue as part of the campaign to stop AIDS globally by 2030.

Autor tekstu – Dan Avery powołał się na informacje z Radia Wolna Europa. Radia Wolna Europa, jak wskazuje tekst na końcu newsa, bazowała na depeszach AFP, AP, and dpa. Gazeta.Pl w swoim tekście powołała się na aktywistę Matthew Kavanagha, którego informacje powtórzyła wspomniana  agencja AP.

Tak więc, panie redaktorze Zaremba, nie dość, że nie rozumiał Pan o czym jest rezolucja, nie dość, że nakłamał Pan, co miał podawać Galopujacy Major, to na koniec okazało się, że informacje bazują na depeszach agencyjnych i aktywistach, śledzących te sprawy na miejscu. Piękna szkoła debunkowania wnewsa wsieci.

Czy rzeczywiście tak było, czy Polska w zakulisowych gierkach, popierała Rosję i państwa islamskie? Nie wiem, bo mnie tam nie było. Ja podałem tylko agencyjnego newsa. ONZ, mimo wszystko, to nie restauracja Sowy, żeby były jakieś nagrania. O tym, że toczyły się jakieś rozmowy świadczyć może wystąpienie Australii:

Disappointed the text did not call to end stigma violence facing lesbian, gay, bisexual, transsexual and transgender people globally, she condemned any efforts to interpret HIV/AIDS transmission as a criminal issue.

Oświadczenie MSZ (za linkowanym tekstem GW) po części poświadcza jedynie, że MSZ nigdy nie wykładał w Poznaniu:

 Stanowisko Polski podczas negocjacji zostało uwzględnione w ramach wspólnego stanowiska unijnego. Polska na forum ONZ nie występowała w charakterze narodowym (indywidualnie) w sprawie przedmiotowej deklaracji.. Osoby homoseksualne oraz transpłciowe należą do szczególnie narażonych na zakażenie HIV, a także na wykluczenie społeczne z powodu zakażenia. Fakt ten odzwierciedlony został w stanowisku UE (w tym Polski) podczas negocjacji deklaracji politycznej”

Nie ma tu ani słowa o tym, czy Polska poza poparciem stanowiska UE, popierała jednocześnie wycofanie zdań o dekryminalizacji z rezolucji.  Bo stanowisko UE nic o dekryminalizacji de facto nie mówi.

I jeszcze jedna rzecz na koniec tego banalne i męczącego wpisu (a nie mówiłem?). Pyta Zaremba w swoim tekście:

Pani redaktor Gozdyra, Galopujący Majorze, nie zastanowiło was choćby już to, że w papierowych wydaniach „Gazety Wyborczej” o tych przerażających was faktach nie ma mowy? No przecież koalicja Beaty Szydło z Putinem i ajatollahami byłaby gratką godną komentarza Adama Michnika? A jednak redakcja z Czerskiej w swoim najbardziej opiniotwórczym segmencie milczy.

Zawsze podejrzewałem prawicowych publicystów o ukryty podziw dla Gazety Wyborczej. Ale pomysł, że prawicowy publicysta używa domniemania prawdziwości co do danych faktów, bo fakty te opisała Gazeta Wyborcza przeszedł jednak moje najbardziej kwikliwe wyobrażenia.

500+ przepijo

11/06/2016 3 uwag

Po pierwsze, ciągle chleją

Owszem chleją, sam widziałeś. Albo czytałeś. W natemat albo serfując po innym opiniotwórczym portalu internetowym. Ale jak oni, ta patologia znaczy, ciągle chleją, to chyba nie zaczęli dzisiaj. Albo w kwietniu. Chleją ciągle. Czyli, czy by dostali te 500, czy nie to i tak by chleli, prawda? No dobrze, ale oni teraz te 500+ na jeszcze więcej alkoholu wydadzą. No bo jak ciągle chleją, to chyba ciągle są pijani, prawda? A jak ciągle są pijani, to jak mają chlać więcej? Przeca to nie Alf, nie mają ośmiu żołądków. Jasne, jasne, ale teraz nie będziesz słyszał „panie kierowniku, panu koszyk odniosę”. Bo nie będą się musieli starać. Teraz dostaną wszystko na tacy. I się zachlają. Trzy przypadki na 110 tysięczne miasto to nie tak mało – pisze pani w natemat. No właśnie. No ale jak teraz mocniej zachleją, zachleją tak, że nie będzie co zbierać, to da się ich zidentyfikować. Czujni redaktorzy i działacze KODu opiszą, a MOPS czy inne służby – trach i odbiorą im dzieci. Więc te 500+zadziała jak polewanie czerwoną farbą. Od razu wyłowimy gagatków! A jak nie wyłowimy, to się sami wyłowią, bo przeca jak dużo piją, jak bardzo, bardzo dużo piją, to szybciej umrą! I nie będziesz musiał na nich płacić. Czysty zysk, prawda!

Po drugie, co to da gospodarce

Alkohol się nie bierze z powietrza. Trzeba go albo zrobić albo kupić. Zwykle kupują, prawda? Nie raz, nie dwa, sam widziałeś. Kupowali i stali pod sklepem. Ty akurat w tym sklepie, w piąteczek na przykład, trochę jak Vienio – po oligocen mamie, ale oni wino, piwo, wino, piwo. Aż Cię zemdliło. Ale jak oni kupują, to za pieniądze, prawda? A jak za pieniądze, to znaczy że wydają i jak oni wydają to ktoś zarobi. Na przykład sprzedawca, hurtownik, producent alkoholi. Czyli oni zwrócą te pieniądze z powrotem do gospodarki. Czyli gospodarka ruszy! Wiesz coś o tym, przecież popierasz inwestycje! Popierasz, no popierałeś, wielomiliardowy plan inwestycji Platformy. Fundusze unijne na fryzjerskie portale dla psów. Albo 400 tys. na lubczasopisma dla Igora Janke  Aha, oni, te rodziny znaczy, chleją tylko tani alkohol, czyli alkohol polski. Czyli ta kasa trafi do polskich producentów, a nie tych, co sprzedają wina na tydzień francuski w Lidlu. A jak ruszy polska gospodarka, to chyba dobrze, bo u ciebie też ruszy. Bo jak ruszyła gospodarka za PO, to się Tobie polepszyło, nie mów, że nie. Chyba nie jesteś aż tak niezaradny?

Po trzecie demografia

Przecież to miał być program demograficzny! No właśnie. A jak chleją to się dymają, zwłaszcza że na każde kolejne dziecko jest 500 stów. Pij, dymaj, pij, dymaj! Na pewno tak robią, bo przecież nie oglądają Ale Kino. Wszak telewizor przepity. Ani nie czytają książek. Czy ty wiesz, ile osób w Polsce w życiu książek nie czytało?  A ty, na przykład czytasz, fińskie kryminały na przykład. No więc jak się będą mnożyć, to z punktu demograficznego lepiej, bo będzie lepiej ze stopą zastąpienią, czy jak to tam nazywają. I będzie więcej rąk do pracy na Twoją emeryturę, którą ci ukradli w OFE. Więc demograficznie to chyba ok?

Po czwarte, ja na nich płacę

Tak, Ty na nich płacisz. Ale oni chyba też płacą na Ciebie. Tak, tak oni na Ciebie płacą. Na przykład kupując flaszkę taniego wina mają VAT wliczony w cenę. A tego wina, kupują, dość dużo prawda? Sam przecież tak sądzisz. A ten VAT to podatek, a z podatku budowane są drogi. Drogi, po których jeździsz. Ty i Twoja niechlejąca rodzinka. Tak działa budżet państwa: wszyscy podatki (pośrednie) wkładają i coś w zamian otrzymują. Zaraz, zaraz – powiesz – ale ja płacę więcej niż te menelstwo i otrzymuje mniej. Bilans mam o wiele bardziej na minus. Hmm, czy rzeczywiście? Oni przecież tylko chleją – sam tak mówisz. A skoro tylko chleją, to im wiele poza flaszką do życia nie potrzeba, prawda? A więc nie potrzeba im używanych przez Ciebie, tak Ciebie, dróg, lotnisk, uniwersytetów, stacji paliw, stacji kosmicznych, pomników smoleńskich i innych Bartoszewskich, mostów.  Oni z tego nie korzystają, oni to maja w dupie. To Ty z tego korzystasz. I oni ze swoich podatków płacą, żebyś se mógł ze swoją niechlejącą rodzinką podróżować po Polsce i wysyłać dzieci na uniwersytety, latać do Londynku. Więc kto tu, kurwa, na kim żeruje?

Dlaczego PiSowi nie spada?

08/06/2016 20 uwag

Ciekaw jestem, co jeszcze musi się wydarzyć, żeby do nas dotarło, że straszeniem Kaczyńskim nie wygrywa się w Polsce wyborów. I że każda krytyka tej władzy abstrahująca od rzeczywistych podstaw jej wyborczych sukcesów de facto tę władzę utrwala. PiS wygrał wybory dzięki obietnicy większej troski i programu socjalnego (do tego dodał trik z łagodnymi twarzami Szydło i Dudy). Teraz PiS próbuje przekonać obywateli (na razie skutecznie), że jako jedyny widzi problemy, o których na co dzień rozmawia polska prowincja i klasy niższe.
My natomiast tych problemów nie widzimy albo traktujemy jako drugorzędne. Uśmieciowienie zatrudnienia i złe stosunki w pracy (dla wielu Polaków demokracja kończy się po przekroczeniu bramy zakładu), nierówny dostęp do służby zdrowia, niesprawne sądownictwo (wybitny prawnik prof. Tomasz Koncewicz mówi, że polscy sędziowie są mistrzami w tłumaczeniu obywatelom, dlaczego sąd nie może się ich sprawą zająć), skandal dzikiej reprywatyzacji w Warszawie (i wielu innych miastach), brak mieszkań komunalnych. Wszystkie te sprawy łączy jedno – państwo od lat wysyła obywatelom komunikat, że w razie kłopotów zostaną na lodzie

Grzegorz Sroczyński

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,20097985,jak-zostalem-pomagierem-pis-polemika-z-aleksandrem-smolarem.html#ixzz4A7hRnNXf

Powtarzana do zasapania przez Sroczyńskiego teza, że PIS wygrał dzięki socjalowi i obietnicy szeroko rozumianej opieki nad zwykłym Kowalskim, jest tyleż wygodna, co nietrafiona. Wygodna, bo daje lewicy alibi na obecne wtopy i nadzieję na przyszłą wygraną, w myśl, że nasze, lewicowe, postulaty dają władzę, tylko Jarek nam je ukradł, jak je odzyskamy to wygramy niczym Kaczyński ho ho ho. Nietrafna, o tyle, że Stroczyński 15789 razy powtarzając coś o śmieciówkach, nie zadał sobie pytania: skoro tak bardzo socjal się liczy, to czemu, do jasnej cholery, Platforma wygrała wybory 8 razy? Nie 2, nie 3, ale 8 (słownie: osiem razy)? A przecież problem śmieciówek, dostępu do służby zdrowia, czy w ogóle do usług publicznych, nie pojawił się nagle, ba, być może w ostatnich latach nawet zmalał wraz z dosyłaniem eurasów przez imigrantów, uwaga, imigrantów ekonomicznych. W polityce jest trochę jak w legendzie o futbolu angielskim – że liczy się tylko ostatni mecz. W prognozowaniu jest z kolei zupełnie odwrotnie: liczy się przeszłość, bo tylko na podstawie obserwacji tego, co było możesz modelować prognozy tego co będzie (dlatego prawica nie rozumie Globalnego ocieplenia).

A zatem czemu Platforma za 9 razem przegrała?

Po pierwsze dlatego, że straciła lidera. Teflonowego Donalda, który nie miał z kim przegrać, którego Polacy po prostu lubili. W przeciwieństwie do Jarka, którego, nawet wrogowie, na swój sposób szanują, ale na piwo by go nikt raczej nie zaprosił. I oto na miejsce Tuska przyszedł ktoś, kto przegrywa debatę nawet z mięśniakiem z ONRu. Syndrom sieroctwa leczony ludźmi o charyzmie Beaty Kopacz, czy Tomasza Siemoniaka to podręcznikowa recepta na katastrofę. Ograł ich nawet Petru, ten sam Petru który prawdopodobnie oblałby pierwszy lepszy test gimnazjalny z historii.

Po drugie dlatego, że PO się zużyła, stała się symbolem nawet nie tyle zastraszającej korupcji (nie miała swego ministra Lipca), co przede wszystkim arogancji. Bo arogancji dotyczyły taśmy kelnerów z Sowy. A tego opinia publiczna nienawidzi. Dlatego na ustach wszystkich były ośmiorniczki, choć gdzie ośmiorniczki do faktu, że, dajmy na to, Adam Hofman miał wspólne konto bankowe z biznesmenem. PO zasiedziała w Polsce oplatająca kraj masą nieformalnych układów i układzików niczym meksykańska partia rewolucyjno-instytucjonalna. Zadowolona i syta, zajmująca się sobą.

Po trzecie dlatego, że PO była bardzo, ale to bardzo leniwa. Czego, rzecz jasna, oczywistym dowodem kampania zaspanego niedźwiedzia Komorowskiego, co to ją prowadził w przerwach między polowaniami. A Dudzie się chciało, bardzo chciało, zdaje się, że nawet zrobił przerwę na niewykładania w Poznaniu.

Po czwarte dlatego że PO że została całkowicie rozjechana przez media i w mediach tych była kompletnie nieogarnięta. Jeśli Kurski załatwia temat senatora Biereckiego jednym zdjęciem u Lisa (tego Lisa, co to ponoć sekował PiS hehe), jeśli partia z wielomilionowym budżetem nie potrafi ogarnąć przekazu na twitterze, jeśli – co czyni dziś PIS – nie potrafi rozdać synekur swoim własnym Paczuskim, to o czym my mówimy?

Po piąte, dlatego że sorry, ale taki mamy klimat. Ciepła woda w kranie nie była idiotycznym politycznym pomysłem – jak to się dziś ahistorycznie heheszkuje. Ciepła woda w kranie była trafnym pomysłem, ale na tamte czasy. Czasy po szaleństwach IV RP. Ale dziś czasy są inne. Czasy są takie, że nie tylko Polska (ale cała Europa) się radykalizuje. Po 8 latach platformowej mortadeli, wyborcy chcą rokitowego szarpnięcia cuglami. Bo mimo zamknięcia Macierewicza w szafie, przecież wszyscy głosujący na PIS doskonale wiedzieli, że jakąś fuchę biesiadnik smoleński dostanie. Ludzie może i są głupi, ale nie aż tak naiwni.

To są głównie powody przegranej PO, nie kwestie socjalne, czy szerzej mówiąc lewicowe. Gdyby tak nie było, gdyby dla wyborców liczyła się lewica, to PO zdyskontowałaby niewątpliwy lewicowy sukces, jakim był sprawa OFE. Tego samego OFE, w sprawach którego PiS (podobnie jak w 2008 r.przy frankach) mówił językiem Centrum Adama Smitha. Zdyskontowałaby sukces z budową przedszkoli, z których teraz wyrzuci się 3latków czekających na miejsce po 6latkach. Zdyskontowałaby in vitro, ustawę o zmianie płci i kilka innych lewicowych pomysłów, których rozpaczliwie się łapała pod koniec kadencji. No i ciągle rosłoby partii Razem, bo przecież po wyborach Razem jest już obecne w mediach, a pro-Razemowi publicyści występują w reżimowych mediach, bo każdy reżim potrzebuje listków figowych.

Nie oznacza, to że elektorat socjalny się zupełnie politycznie nie liczy. Ten elektorat, owszem jest ważny, daje PIS pewnie 15-20% stałego poparcia, ale ten elektorat nie jest zbytnio mobilny.  Nie miał do tej pory za bardzo gdzie uciec? Wbrew tezie Sroczyńskiego, cokolwiek PO by dla lewicy zrobiła, elektorat socjalny raczej Kaczyńskiego by nie opuścił. Bo jak go przelicytować, bez odpływu wyborców wolnorynkowych? A nawet gdyby, to zaraz PIS wysuwałoby wolnorynkowe pomysły, jak obniżka podatków (dla wszystkich ofkors) mniejszy CIT, PIT, VAT itd. Elektorat socjalny, choć z punktu widzenia lewicy najważniejszy, to nie jest elektorat, który decyduje o wynikach wyborów. Tak jak od lat nie decyduje już np. elektorat wiejski, bo to miasta są języczkiem u wagi. I to właśnie ten miejski elektorat krok po kroku Kaczyński odzyskiwał, właśnie przez Dudę, Szydło, czy zorganizowane hejt-festy wśród głupiutkiej studenciarni. Innymi słowy, źródłem wygranej PIS jest uwiedzenie biurowej klasy średniej, aparatu urzędniczego, drobnych przedsiębiorców, a nie sprzątaczek na śmieciówkach, bo one, nawet jeśli w ogóle głosują, to nigdy na PO.

No dobrze, skoro jest tak dobrze, – w sensie – że kluczowa jest nadbudowa, to czemu obecnie PIS nie spada? Przecież nadbudowę totalnie spieprzyli.

Otóż niekoniecznie. PiS przede wszystkim nie spada, bo po pierwsze PIS się jeszcze nie zużył, a po drugie, bo PIS spełnia swój program wyborczy. Tak, moi drodzy, PIS spełnia program wyborczy. Nawet jeśli uznać, że 500+ oparto na łgarstwie, że każdy rodzic dostanie, to jednak pieniądze zaczęły płynąć. I to są niebagatelne kwoty, również dla klasy średniej. Nawet jeśli uznać, że o Trybunale nie było mowy w kampanii, to PiS realizuje program szarpnięcia cuglami, dla którego to programu – jak to w stabilnych demokracjach – sądy konstytucyjne są największą przeszkodą. Nawet jeśli uznać, że szabrownictwo majątku wspólnego odbywa się na niespotykana dotychczas skalę, to elektorat nie ma z tym problemu. Dajcie im się nachapać, PO tyle się nażarła, niech i oni mają. Na zdrowie.

To nie jest wiec tylko socjal, to jest przede wszystkim wiarygodność. PIS w spełnianiu obietnic jest wiarygodny, PO nie jest. Nie jest też partia Razem, bo ona nie jest decydentem, więc jest traktowana (niestety) jak narwana młodzież obiecująca Niderlandy. Zabawne, że mamy bodajże pierwszy polski rząd, który nie płacze, że nie ma pieniędzy. W każdym rządzie minister Finansów był kutwą, sypiąca grosze tuż przed wyborami. W tym jest w hierarchii niżej, zdaje się nawet od ministerski edukacji, a rząd co rusz ogłasza ile ma miliardów do wydania. I, paradoksalnie lub nie, jest w tym wiarygodny, bo transfer 500 PLN już się rozpoczął. Owszem, co najwyżej jakiś prof. Bugaj zaprotestuje, ale elektorat karmiony comiesięczna łapówką w postaci 500+ żadnych oporów mieć nie będzie. Skoro PIS dokonało, czegoś ogromnego, ba wydawałoby się wręcz niemożliwego, i rzeczywiście na pęczki rozdaje realną kiełbasę wyborczą, to mogą zrealizować wszystko.

Bo 500+ zostało pomyślane jako łapówka, i działa jako łapówka. Dlatego samotne i biedne matki płacą na małżeństwa lekarzy i architektów. Wszak owe małżeństwa z definicji dysponują większą ilością głosów, a w swoich socjalnych kręgach są o wiele bardziej opiniotwórcze. To oczywiście nie znaczy, że 500+ jest całkowicie do wyrzucenia. Ba, to nadal rewolucyjny program. Ba, to pierwszy socjalny transfer aż na tak wielką skalę. Ten program, po poprawkach, jak na przykład bardziej sprawiedliwa redystrybucja połączona z przerzuceniem części środków na usługi publiczne (masowa budowa przedszkoli i przede wszystkim żłobków, opieka lekarska w szkołach) nadal ma sens. Nadal ma sens po takich poprawkach jak na przykład zmniejszenie z 500 do 300 PLN, w przypadku gdy się budżet nie spina. Bo 500+ jest jak wieloryb w akwarium. Nie pozwoli już popływać innym, mniejszym socjalnym rybkom, zablokuje wszelkie inne pomysły socjalne. Macie 500+ czego chcecie więcej? A jak nie zablokuje, jak będzie pchany mimo braku kasy, to skończy się dla lewicy katastrofą. Bo to lewica będzie ponosiła ideową odpowiedzialność za „rozdawnictwo” i na każdy, trafny postulat redystrybucyjny Razem słychać będzie rechot: haha PIS już rozdawał, i zobaczcie jaka jest dziura. Przerabialiśmy to już przy dziurze Bauca. Przerobi to Razem jako „socjalistyczny bliźniak PiS”. Ale przy tych wszystkich poprawkach powyżej, 500+ przestanie działać jako łapówka, a zacznie jako klasyczny mechanizm wsparcia dla najbardziej potrzebujących. Tyle tylko, że potrzeba łapówki. Bo klasę średnią trzeba jakoś utrzymać. Dlatego pomocy nie dostaną pożyczkodawcy w chwilówkach, ale dostaną frankowicze, z których ogromna większość nie ma żadnych problemów ze spłatą raty, ale z całkowitym kapitałem, więc nie mogą, biedaczki, mieszkania zamienić na większe (sam tak mam).

Kiedy więc PIS zacznie spadać? Robocza teza jest taka, że spadać zacznie, gdy przy wzroście arogancji władzy (a ta wzrasta zawsze) jednocześnie 500+ się wyborcom opatrzy. I przyjmą to już nie jako – mimo wszystko – nieoczekiwany prezent, ale jako coś oczywistego. Tak jak opatrzyło się becikowe, jak opatrzyły się orliki czy – co najważniejsze – tak jak opatrzyły się autostrady. Autostrady, których zbudowanie było głównym paliwem wyborczym Platformy. Jak opatrzyło się wejście do Unii Europejskiej, co było głównym paliwem rządów SLD. Od autostradowego szoku milionowego elektoratu kierowców (a jednak można zbudować 1000km) po autostradowe prychnięcie (i co z tego, że zbudowali, i tak zdupy). Tak też się stanie z 500+, zwłaszcza że lada moment, mimo wszystko, zaczną ściągać mikropodatki ze wszystkiego, co się rusza, żeby domykać budżet. A strajkujących grup społecznych będzie przybywać, a księcia Radziwiłła ubywać.

Istotą powojennej polityki, państwa mniej lub bardziej ale jednak opiekuńczego jest – w czym akurat racją mają neoliberałowie – jedno wielkie, niezaspokojenie elektoratu. Albowiem nie ma jednego punktu granicznego, w którym wyborcy powiedzą droga władzo, daliście nam tak dużo, że teraz jest ok, trwajcie i trwajcie. Wyborcy zawsze chcą więcej i więcej. Obalenie komunizmu radykalnie poprawiło los polskiej klasy pracującej, ale ona za punkt odniesienia bierze nie dawniejszą a obecną klasę średnią, czy też obecną zagraniczną klasę pracującą. I trudno im się dziwić. Ludzka percepcja nie bierze pod uwagę postępu historycznego (weselmy się, bo niewolnicy to mieli życie zdupy),  ale sygnały z otaczającej ją współczesności (syn bogatego tatusia właśnie ma nowe auto w leasingu).

Tyle tylko, że nawet przy niewielkim spadku poparcia (pamiętajmy, że zjazd PO to, licząc razem z Petru, nadal 30%), ba nawet przy relatywnie wysokim spadku, zmiana ordynacji wyborczej pozwoli PIS nadal trzymać władzę. Bo również po to został sparaliżowany Trybunał. I również dlatego tak bardzo podziwiany jest Orban. Program 500+ spowszechnieje, budżet się przestanie spinać, środki z UE się skończą, ale paraliż władzy sądowniczej i pełzający autorytaryzm zostanie.  Dlatego głosowanie na PIS tylko z powodu 500+ uważam za brzydki egozim. Bo jeśli mam się wściekać na egoizm klasy średniej, która w dupie ma całą resztę, i tylko chce dla siebie więcej i więcej, to mogę się także wściekać na egoizm klasy pracującej. Jeśli klasa pracująca ma być traktowana podmiotowo, to należy również i od niej wymagać. Na przykład wymagać zrozumienia dobra wspólnego jakim jest demokratyczne państwo prawa. Bo jeśli tego od nich nie wymagać, to czymże w swej mentalności różnią się od wszystkich odstręczających Kulczyków i Gudzowatych?

Radek, Muppet i ja

18/05/2016 3 uwag

Z Radkiem wszystko byłoby jak najbardziej okej, gdyby nie smród Muppeta. Muppet to ukochany pies Radka. Dostał go pięć lat temu z okazji magisterki na politologii i teraz się nim nie rozstaje. Radek gdzieś łazi i pies łazi za nim. Radek siku i pies za nim siku. Radek do kuchni i pies też do kuchni.  Jak para bosych stóp Cejrowskiego.

Do tego stopnia, że gdy pierwszej nocy wylądowaliśmy u niego, znaczy u Radka, w kawalerce na Retkini, to pies też wylądował z nami.

— Chyba nie będziemy tego robić przy nim?! — wskazałam Radkowi Muppeta, który właśnie pakował się nam do łóżka, a właściwie to materaca całego w sierści.

O tym, co się stało z Radkiem, Muppetem i resztą, dowiedzie się, moje świnki, kupując najnowsze wydanie kwartalnika Arterie (nr 22). (dostępne w empikowym Sauronie). Autora będzie można jutro spotkać podczas targów książki w Warszawie. Nie będzie nic podpisywał.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 6 761 obserwujących.

%d bloggers like this: