Awanse synka z Wisły – pamięci Jerzego Pilcha (1952 – 2020)

29/05/2020 2 Komentarze

Umarł Jerzy Pilch. Swego czasu ważny dla mnie pisarz. Jedenaście lat temu napisałem o nim tekst. Dziś pewnie napisałbym o wiele, wiele inaczej. Niech jednak tekst wybrzmi ku pamięci i w imię młodzieńczej fascynacji.

Awanse synka z Wisły – o prozie Pilcha słów kilka

O ogromie sympatii (a może nawet czymś więcej) do prozy Jerzego Pilcha świadczy fakt, że przez lata skutecznie unikałem przeczytania owej prozy w całości. Może się to wydać dziwne, ale było mi po prostu żal, że gdy już ją od deski do deski pochłonę, to będę się musiał rozstać ze Starym Kubica, Wisłą, Czantorią i lodowatą kuchnią, gdzie babka Czyżowa smażyła placki na blasze. Tedy wolałem sobie przyjemność dawkować, tedy, co jakiś czas, chciałem wracać,  do starych znajomych, i znów uśmiechać się czytając o luterskim szale pracowitości, zasłanianiu okien czy zbierania makulatury (przecież absolutnie nic się nie może u lutrów zmarnować). Oczywiście nie znaczy to, że nie widzę u Pilcha pewnych wad, czy może raczej niedoskonałości jego prozy. Zgadzam się, dajmy na to, że Pilchowi nie najlepiej udaje się zawiązywać suspens, prowadzić akcję, że bywa efekciarski, czasami się w swym dryblingu potknie (któż się nie potyka) i kosztem piękna swej słynnej frazy cierpieć może realizm dialogów. Tak, przyznaję to bez oporu, tak jak bez oporu przyznaję, że pisarz się ciągle powtarza.  

Bo też Jerzy Pilch – nie będę w swej uwadze nadmiernie oryginalny – wciąż pisze jedną, tę samą powieść. I sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę mówiąc Barbarze Łopieńskiej że, jest autorem 1 książki, że pisze cały czas to samo i że cały czas obraca się wewnątrz jednego gatunku literackiego. Tyle, że dla mnie akurat to jest zaleta, dla mnie ów pisarz mitów rodzinnych – jak go nazwał Jerzy Gondowicz  – jest ważny właśnie ze względu na to co i jak powtarza, dzięki czemu, wiem czego się mogę u niego spodziewać, oraz, co może ważniejsze, czego na pewno się będzie wystrzegał.

Przykładowo, wiem, że proza Pilcha, co do zasady, składać się musi z trzech głównych wątków: kobiet, alkoholu i luterskiej Wisły. Wiem, że co jakiś czas natrafię na wspomnienie czeskich striptizerek, dawnej rzeźni, poczty, maniakalnego czytania Doktora Faustua, tudzież lektury Schopenhauera w upalne lato. Wiem, że poczuję, dziecięcą wprost, radość narratora
z gadżetów wolnego świata, jak choćby czystego, niezapisanego zeszytu w linie, mlecznej czekolady, czy eleganckiego pióra. Tak jak wiem, że kobiety mają mieć gładką skórę, rzecz jasna, w sensie ścisłym. No i wreszcie wiem, i wam też radzę, to wiedzieć, że Jerzy Pilch – ów zagubiony synek z Wisły, pisze wyłącznie o sobie. Że to lektura dygresyjna, i to dygresyjna zdecydowanie autobiograficznie, że nawet gdy Pilch pisze o kobietach (a pisze o nich ciągle) to w rzeczywistości, robi to tylko po to, by w ich refleksie pokazać siebie – nacechowanego autobiograficznie bohatera swej niekończącej się opowieści. Stąd aktualna kobieta Kohutka miała pokazać kohutkową chwiejność, a Konstancja, wprowadzona jest głównie po to, by wspomnieniami uzupełnić niedoświadczonego (a przez to niewiarygodnego) Pawła Wojewodę. Czy to w powieściach, czy w felietonach, nie pisze więc Pilch o kobietach
z pozycji samca, jak to w, skądinąd błyskotliwej recenzji, mimochodem rzuciła Inga Iwasiów, ale z pozycji swojego i tylko swojego mikroświata. Kobiety o dziwnych imionach i jeszcze dziwniejszych przezwiskach są tu tylko pretekstem, by kolejny raz pokazać zagubienie, nieprzystosowanie, tragizm czy tytułowe utrapienie. Utrapienie niedojrzałego Lutra-odludka zagubionego, trochę na pokaz, ale trochę też i realnie, najpierw w Krakowie, a potem w Warszawie. Lutra, który z luterską wręcz pasją wszystko, co znajdzie się w zasięgu jego wzroku (najpierw ma być obraz) i wyobraźni, musi przetrawić, a potem unurzać w kaskadzie dygresji.

Podobnie jest, jeśli chodzi o alkohol. Banałem jest przypominanie, że dramat alkoholika
w Pod Mocnym aniołem, jest dramatem osobistym pisarza. Warto natomiast zauważyć, że pijaństwo postrzega Pilch w kategoriach pewnej wspólnoty, bractwa, przynależności co cechu  alkoholików. W tym sensie Pod Mocnym Aniołem nie tyle ostrzega przed alkoholizmem, ale daje chwilę wytchnienia tym, którzy już są po drugiej stronie lustra i rzadko wracają z krainy żołądkowej gorzkiej. Uwznioślenie ich upadku, nadanie mu cechy, niechby i pozornej, elitarności jest pełnie rolę terapeutyczną, ma stanowić, być może jedyną, ale jednak odczuwalną ulgę. Należy jednak pamiętać, iż motyw owej przynależności dotyczy nie tylko alkoholizmu, ale powtarza się, i w przypadku cechu felietonistów, i ludzi Tygodnika Powszechnego, kibiców piłkarskich, kibiców Cracovii, czy wreszcie w ogóle zawodu pisarskiego. Chciałem być członkiem cechu pisarskiego – powiedział pisarz w jednym z wywiadów i zdaje się, że nawet jeśli była to typowa pilchowa kokieteria, to ową przynależność musiała być bodźcem na tyle silnym, że do dziś właśnie pod sztandarami  zakonu pisarzy gromi autor swym piórem tabuny grafomanów i gwiazd jednego sezonu. Czasami wręcz wydaje się, że Pilch postrzega bycie w społeczeństwie jako nieprzerwany szereg przynależności i wykluczeń, i być może to najważniejsza lekcja jaką odebrał w Wiśle – tej luterskiej enklawie  rzymskokatolickiej Polski. 

Rzecz jasna, granie w jednej drużynie wymaga pewnej lojalności. Pilch, choć odludek, to jednak drużynowo grać potrafi, w końcu jego ulubiona piłka nożna bynajmniej nie jest gra indywidualną. Nie raz, nie dwa, jadowitą frazą bronił więc „swojego środowiska” tocząc wojny z konserwatystami, czy szerzej, środowiskiem polskiej prawicy (Zmierzch myśliciela, Śmieszna rura, Ciastko z pianą). Bo pisarz jest i był (Wy mi się, kurwa, lutrze, kalwinie, coraz bardziej podobacie– rzec miał do niego ks. Tishner) człowiekiem Tygodnika Powszechnego, co w Polsce Jesieni Ludów oznaczało wejście w samo polityczne centrum z całym bagażem zbiorowej odpowiedzialności. Jeśli Pilch jest więc człowiekiem głównonurtowej, bezsprzecznej racji – jak chce Inga Iwasiów, to jest to racja Tishnera, Michnika, Gazety Wyborczej, Polityki – centrum, którego jak wiemy, już nie ma. Rok 2005 skutecznie pozbawił je quasi-monopolu. Przechodząc do Dziennika, Jerzy Pilch nie stracił nic ze swych poglądów, one nadal są niejako tygodnikowopowszechne – to świat między Odrą a Bugiem się nieco przesunął na prawo. Charakterystyczne, że pilchowy luteranizm, luteranizm, którego kontrapunktem musiał być katolicyzm, nie odznacza się żadną, ale to dosłownie żadną, zajadłością w stosunku do braci w rzymskiej wierze. Wręcz przeciwnie Pilch dobrotliwie kpi z kolejnej szajby swych ziomków, a w przeciwieństwie do babki Czyżowej,  swego wroga sytuuje nie tyle po wszech-katolickiej, co jedynie katolicko-prawicowej stronie. Henryk Bereza uważa, że felietony pisarza przesiąknięte są luteranizmem skażonym katolicyzmem, ja nazwałbym to wychowaniem właśnie w duchu ks. Tischnera (choć o wiele większą rolę odegrał zapewne luterański biskup Wantuła), Tishnera, który publicystyczne razy rozdzielał bynajmniej nie wedle deklaracji wyznania wiary. Nie przypadkiem więc narrator „Marszu Polonia” sytuuje się po stronie Bezeztnego – Urbana, nie przypadkiem gra w meczu po stronie cywilizacji śmierci, do której należeć przecież muszą wszyscy popierający okrągły stół i Unię Wolności.

Ale nie tylko antykatolicką pasja ziomków ze Śląska Cieszyńskiego, nie tylko ich szał pracy, chęć zachowania swej odrębności, ale wszystko co luterskie w Wiśle poddaje autor lekkiej ironii, pobłażliwej drwinie. Drwinie, która, jak przy innych okazjach, bynajmniej nie bywa mordercza, a wręcz przeciwnie, pełni przewrotną role apologii rzekomego „dziwactwa”, przekonuje nas do tych szalonych lutrów, a być może i nawet rodzi nutę zazdrości. Jerzy Pilch poprzez przyjaźnie wykrzywione zwierciadło, staje się więc nie tyle wiślackim sumieniem, co Wisły orędownikiem, a więc poniekąd też orędownikiem odrębności. Zachodzi więc rzecz znamienna, pisarz, który społeczną hierarchię odmierza kolejnymi „przynależnościami”, awansami synka z Wisły, de facto doskonale zdaje (zdał?) sobie sprawę, że pierwszym
i największym jego awansem, darem, bożą łaską, była właśnie owa Wisła z całą panoramą postaci wprost z mannowskiego ducha opowieści. Pieczołowicie tworzone mity, są więc nie tyle skargą na szaloną mikrospołeczność, co próbą ratunku tego co szalenie inne – przede wszystkim we własnej pamięci, ale również w odbiorze u czytelników. I nawet, co zrozumiałe, jako członek religijno-mentalnej mniejszości, czuł się Jerzy Pilch w Polsce XX wieku samotny, zarówno wśród swoich (bo tęskno za normalnością), jak i wśród normalnych (bo tęskno za swoimi), to kolejny raz okazało się, że właśnie pewne nieprzystosowanie może być dla literatury tym doświadczeniem, które się artystycznie okaże kluczowe.  Owa inność – jak to zwykle bywa – zaprowadzić mogła Pilcha zarówno do jałowego epatowania dramatem wyobcowania, jak i mimowolnej próby wynoszenia na piedestał swej odrębności. Tymczasem Jerzy Pilch nie tylko obu pokus uniknął, ale, mówiąc trywialnie, przede wszystkim nie zanudził swoją sagą, co przy rodzinnej mitologii, jest grzechem niestety najczęstszym.

Nie będą nam w obcych językach rozdawać unijnej pomocy załatwionej przez Tuska

28/05/2020 8 Komentarzy

Niestety, przestańcie się łudzić jakąś pomocą z Unii Jewropejskiej. Tych pieniędzy i tak nie będzie. Bo Unia to wyimaginowana wspólnota, więc jak wyimaginowana, to i pieniądze UE też muszą być wyimaginowane. Niech se biorą debile z Czech albo Rumunii, oni serio wierzą, że Unia jest realna. Ciekawe, czy dostaną realne pieniądze ha ha ha.

A nawet, jak się jakieś wspólne pieniądze pojawią, to nie będziemy ich brać. Albowiem wspólnota unijna to baju, baju dla frajerów, a kraj księdza Jankowskiego nie jest żadnym frajerem.

Nie tylko zresztą frajerem nie jesteśmy, ale Polska nie jest też szmatą, którą jest za to flaga unijna. Więc niby co, mamy dostać pomoc, a do sądu nie będziemy mogli powołać do Sądu Najwyższego faceta, co naćpany w szlafroku nad ranem pod Trybunałem biega? Nie ma na to naszej zgody!

Jeśli jednak ktoś chce jednak po to euroobligacje eurokołchozu sięgnąć, to musi wiedzieć, że to oznacza LGBT+ i automasturbację czterolatek przed leżakowaniem i w trakcie. Więc kto weźmie pieniądz, ten od razu pedofil mający na rękach krew marksizmu kulturowego.

Zresztą zgadzając się na euroobligację, zgadzamy się, że Unia w naszym imieniu będzie się zadłużała, czyli pani Merkel będzie teraz decydować, ile mamy współ-długu? To musiał wymyślić tylko ktoś, kto nie rozumie konfederatów barskich i suwerenności narodowej, a więc pewnie Tusk ryży. Nie przypadkiem jest ten zdrajca przewodniczącym nic-nieznaczącej największej partii w Europarlamencie i nie przypadkiem rozmawia z nimi o pomocy w obcojęzycznym jeżyku

A powtarzamy i powtarzaliśmy ciągle, nie będą nam w obcych językach niczego narzucać, więc niech se wsadzą te pieniądze tam, gdzie czterolatki będą wsadzały paluchy na lekcjach, gdy szmata unijna zacznie nam tutaj rządzić nad Wisłą.

#SabatSymetrystów z Radkiem Sikorskim

28/05/2020 1 komentarz

Czy raj podatkowy jest tylko tam, gdzie w ogóle nie płaci się podatków? W tej rozmowie zdania w tej sprawie są podzielone, podobnie jak w kwestii liberalizmu czy symetryzmu. Grzegorz Sroczyński i Galopujący Major spierają się, ale też czasem zgadzają, z europosłem Radosławem Sikorskim.

Do odsłuchania tutaj

PIS spanikowane, czy mózgi z opozycji to spieprzą?

27/05/2020 41 Komentarzy

Tym, którzy wątpią w punditerkę Galopującego Majorka dedykuję notkę sprzed trzech tygodni, w której wieszczyłem awanturkę wyborczą z kolejną datą wyborów. Przy czym wtedy była mowa o 12 lipca, dziś jest mowa o 28 czerwca, a może nawet 21 czerwca. Wszystkie daty, rzecz jasna, kompletnie niezgodne z konstytucją, ale tak to jest, że jak Kaczyński kucnął i na konstytucje defekował, to jak podniesiesz kartę, to już ona zawsze będzie w kolorze ciemnobrązowym. W Polsce takie działanie nazywamy, zdaje się, propaństwowym konserwatyzmem.

Awantura wynika z kilku powodów. Przede wszystkim PIS jest mocno spanikowany. Być może najbardziej do początku władzy. Dowodem tego nie tylko dzisiejsze groźby Kaczyńskiego prawdopodobnie wobec samorządów, które organizują wybory i których Kaczyński nie kontroluje. Dowodem są przede wszystkim zmiany w ustawie o prokuraturze wrzucony do ustawy covidowej. Otóż ten projekt zakłada, że nowy prokurator generalny nie będzie mógł wydawać poleceń swoim zastępcom ich zwalania bez zgody pisowskiej izby SN. Czyli PIS zaczyna bać się już tak bardzo, że przygotowuje sobie ustawy pętające przyszłych nie-pisowskich ministrów. W końcu jak przegrają prezydenta, to Gowin może znowu poczuć wiatr w inną stronę i nagle nad rządem zawiśnie groźba konstruktywnego votum nieufności.

Zresztą dlatego znoszą też lockdown. Nieważne, ile osób może przy umrzeć przy tych weselach d0 150 osób albo mszach. Chodzi o to, że ludowi się nie podoba, więc jebać ich życie i zdrowie.

A to, że PIS bać się ma czego dowodzi najnowszy sondaż Pollsteru. Otóż nie chodzi nawet o to, że Duda ma poniżej 40%. Chodzi o to, że Duda z Bosakiem razem mają całe 45%. W trójkę z Kosiniakiem mają ledwo jakieś 50%. A to już jest gong między oczy. Bo nawet jeśli wszyscy wyborcy Bosaka zagłosują na Dudę, to wyciągnięcie aż 100% wyborców Kosiniaka może się okazać za trudne. Słowem poparcie Dudo-Bosaka topi się w oczach. Dodatkowo PIS jest w kompletnej defensywie, przez całe te tygodnie ofensywny był raz, z filmem Latkowskiego. No ale Borys Szyc pokazał Latkowskiego warsztat i się ofensywa szybciutko skończyła.

Pytanie za 100 punktów brzmi więc: czy opozycja znowu pozwoli PISowi na odbudowanie? Fakt, dostał opozycyjny Senat możliwość kształtowania terminu wyborów. I tomejst powód drugi tej awanturki. Przetrzymując projekt ustawy przez maksymalne 30 dni mógłby termin 28 czerwca czynić niemożliwym do przeprowadzenia. Bo jednak trzeba w kilka dni przygotować wybory, wydrukować karty, zebrać komisje itd. Pytanie tylko czy warto przetrzymywać i jaki termin byłby odpowiedni?

Mimo paniki PiSu, najgorszy jest termin po 6 sierpnia. Owszem z jednej strony PIS może spadać nadal, ale z drugiej gospodarka się może odbijać i pieniądze szerokim strumieniem popłynąć do obywateli. Po prostu Pis rzuci 800+ dla stargetowanego wyborcy i tyle. Robili tak nie raz. Na pewno zdążą z bonem turystycznym.

Termin 28 czerwca z kolei jest terminem, który wydawać się może zbyt szybki. Dudzie jeszcze nie zdąży upaść na tyle, żeby dowolny kandydat opozycji mógł z nim wygrać w drugiej turze. Stąd pomysł wyborów na 5 lipca a nawet 12 lipca. Ten termin ma jednak pewną wadę. Otóż to termin wakacyjny. A to oznacza, że część wyborców po prostu nie zagłosuje. Przy czym akurat na wakacje częściej w domu zostają wyborcy Dudy więc wybory latem to zawsze jest ryzyko. Dodatkowo do tego czasu PIS może jednak wpaść na pomysł jak reanimować słabnącą kampanię Dudy. Owszem, gdy pójdziemy do wyborów 28 czerwca, to druga tura w połowie lipca. Ale chyba lepsze to niż przy zmianach turnusów na przełomie lipca i sierpnia.

Dodatkowo PIS teraz właśnie zbiera baty za wybory majowe. Bo jednak 70 baniek to 70 baniek. Opozycja na tym wygrała. Jeśli jednak zacznie majstrować przy terminie wyborów to opinia uzna, że oboje z PISem są sienie warci.

W tym sensie na miejscu opozycji na pewno przestałbym gadać o 6 sierpnia. Tak, wiem, że ten termin jest forsowany przez opozycyjnych prawników. Ale obracamy się w porządku politycznym, a nie prawnym. Prawny już niemal nie istnieje. Na miejscu opozycji upierałbym się przy terminie 28 czerwca, najpóźniej 5 lipca. Póki żre im kampania. Pod koniec lipca żreć może przestać, zwłaszcza gdyby spłynęła kasa z UE.

Galopujący Major jutro o 9.00 w Halo Radio

26/05/2020 2 Komentarze

Trochę trwała ta przerwa, ale już jutro, dokładnie o godzinie 9 rano, będę gościł na łamach Halo. Radio, którego można sobie za darmo posłuchać tutaj.

PS Nie, nie będzie puszczana lista przebojów Trójki.

Banda politycznych degeneratów

26/05/2020 48 Komentarzy

Nauczyciele proszą o testy, bo widza, że to wszystko zaraz jebnie, to im minister Ardanowski mówi, żeby se poszli truskawki zbierać. To może im ktoś testy zrobi.

Siedemdziesiąt baniek wyjebane do pieca za karty wyborcze, których nawet nie mili prawa drukować, a tu wyłazi Emilewicz i jęczy, że rządowi też ciężko, bo ministrowie nie dostają premii. Fakt, za Szydło lali se te premie do gęby co miesiąc prosto ze szlaufa.

Sanepid napierdala kary szybciej niż Szumowskie zatwierdzają se granty, po 10 tysięcy za jeden transparent, policja biega i siada na mordach demonstrantów za to, że nie zachowują odległości. W tym czasie Duda na spotkaniach tuli się z ludźmi, kozami, jakimiś leśnikami. I zero reakcji. A właściwie to reakcja jest, bo przecież jakiś jego lokaj, z żoną pewnie obstawiającą kij wie ilu spółek, złożył donos, że inni kandydaci „prowadzą kampanię wyborczą”. Że Wam na tych spotkaniach za tę bezczelność ludzie w mordy nie plują.

Ratownik zakażony covidem 440 razy próbował się dodzwonić do Sanepidu, ale co tam, wychodzi Morawiecki i oświadcza, że korzystali ze…sztucznej inteligencji. Ty widziałeś sztuczną inteligencję… Pewnie przyjechała tym autem elektrycznym, to co miał żeglować po przekopanej Mierzei Wiślanej, ciągnąc odzyskany wrak z podatkiem cyfrowym na łuku tryumfalnym na Wiśle.

Ociemniałego gościa z laską pakują policjanci do suki, w pięciu się na jedną dziewczynę rzucają, ale jak im pisowiec Zieliński kazał konfetti wycinać, to na czworakach biegali, wojaki wyklęte.

Czwartą tarczę już uchwalają, w poprzednich przemycali rażenie prądem więźniów, którym od miesięcy zamknęli widzenia i zmuszanie pracowników, żeby im pan pracodawca miejsce odpoczynku wskazywał. Teraz przemycają prawo obniżek dla całej budżetówki, ktoś musi oddać hajs tym informatykom, co to dostali po 5 koła pożyczki za to, że 3 miesiące dalej łaskawie będą zarabiać po 10k miesięcznie na 19% ryczałcie podatkowym.

Dwa lata miało nie być wyborów, jak gadał Szumowski, więc chcą zrobić w czerwcu, tak jak do wynalezienia szczepionki mieliśmy według niego w maseczkach chodzić. Więc już ogłaszają, że chodzić nie będziemy. Pewnie kumple Szumowskiego już tak na hajs ten kraj wydymali, że już starczy tych maseczek. Jeszcze trzeba by uczciwe, bez konfliktów interesów coś zorganizować. Ale przecież Szumowski za bardzo tak nie potrafi, jak nie interesy z jakimiś ludźmi od handlu bronią, to sami se z bratem granty zatwierdzają.

No ale czego się spodziewać po gościach, co majątki na żony poprzepisywali, kłamią na każdym kroku, a całą pandemię traktują jak jedną krowę dojną, której cyca podstawią pod kumpli, żeby sobie mleczka w tym oligarchicznym gównie, zwanym Polską, possali.

Najmniej mądre dla wyborcy Lewicy, to głosowanie w I turze na Trzaskowskiego

26/05/2020 50 Komentarzy

Jedną z ciekawszych egzaltacji wyborczych ostatni dni było ekscytowanie się spadkiem poparcia Andrzeja Dudy aż o 20 punktów procentowych. Andrzejowi Dudzie poparcie aż tak nie spadło. Po prostu nagle do gry wszedł elektorat, który 10 maja miał wybory bojkotować, ponieważ szaleje epidemia, a 28 czerwca wyborów bojkotować już nie chce, mimo iż epidemia się nie skończyła. Czy się to komuś podoba czy nie, Andrzej Duda ma wciąż mocne co najmniej 40 procent poparcia. Ostatni sondaż IBRiSdaje mu nawet 42 procent. Duda ma więc dokładnie takie poparcie, jak Prawo i Sprawiedliwość. Zakładając więc, że wyborcy od niego nie odejdą, tak jak nie odchodzą po kolejnych skandalach wokół władzy od PiS, aby wygrać wybory Andrzej Duda, musi zebrać jakieś dodatkowe 10 punktów procentowych w drugiej turze.

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

%d blogerów lubi to: