Mądry Ruch Broniarza

25/04/2019 36 Komentarzy


Czyli jednak zawieszenie strajku. Nie koniec strajku a zawieszenie. Pomysł, aby zawiesić strajk jest mądry z kilku prostych powodów. Po pierwsze, jeśli nie jesteś w stanie utrzymać jedności, oddziały strajkowe ci się łamią, to lepiej jest zawiesić strajk teraz, niż patrzeć, jak powoli dogasa. W tym sensie Broniarz i ZNP zmitygowali o wiele większe ryzyko, jakim były walki frakcyjne u samych strajkujących, co oczywiście goebbelsjada w TVP by wykorzystała. 

Po drugiej zawieszenie strajku tuż przed wakacjami, co z jednej strony oczywiste (na cholerę strajkować latem bez pensji), z drugiej odebrane byłoby jako wyjechanie nauczycieli na wakacje. Zostawiliście nas na maturach, a teraz w lipcu jedziecie na urlopy – tak to by wyglądało i trudno byłoby tę narrację przełamać. Przy zawieszeniu w kwietniu nikt o tym nie pomyśli. 

Po trzecie, zawieszenie strajku tuż przed „maturą wójtów” wytrąca rządowi z ręki argument o dobrym wujku ratującym maturzystów. Teraz maturzystów uratowali nauczyciele, co jest o tyle ważne, że spór w społeczeństwie dotyczył już nawet nie tyle strajku, co jego formy podczas matur. Sprytne.

Po czwarte, zawieszenia strajku wywołuje okrzyki radości i tryumfalizmu. Im bardziej nauczyciele są teraz gnojeni pisowskim tryumfalizmem, im bardziej się im pisowcy śmieją w twarz, tym bardziej nauczyciele będą postrzegani jako ofiary chciwego Kaczyńskiego. Do tej pory to nauczyciele w odczuciu społecznym byli sprawcami zagrożenia dla dzieci, teraz to oni dzieci uratowali, a wyśmiewanie ich za to jest trochę jak kopanie ratownika, co uratował biednego kotka. Jest takie, całkiem trafne, dziecięce powiedzenie, że głupiemu się ustępuję. Ustępstwo w obliczy chciwości i siły jawi się cnotą. Nauczyciele teraz postrzegani są więc jako ci, którzy zostali skrzywdzeni. Mówi to nawet ten łajdacki beton PiSowski, który się autentycznie cieszy, gdy PIS krzywdzi swoich wrogów. Problem w tym, że elektorat zmienny krzywdzenia nie lubi, stąd łzy i przeprosiny tak często beton rozjuszają, a wyborców umiarkowanych znowuż wzruszają. Dlatego nauczyciele wizerunkowo wygrali, jak wygrywa każdy będący obiektem drwin i szykan. Gdyby jeszcze pacjenci zrobili kukłę Broniarza z pejsami… 

Po piąte, zawieszenie strajku, o wiele skuteczniej wrzuca temat płac na agendę. Do tej pory nie mógł się za bardzo przebić w opinii publicznej argument, że nauczyciele miesiącami prosili Morawieckiego o rozwiązanie problemu. Teraz moment postawienia ultimatum (zawieszenie strajku) i moment jego przekroczenia (wrześień) zauważy nawet ślepy, więc trudno będzie rządowi wmawiać, że nie widział o wrześniowym strajku. Cała Polska wie i każdy rodzic spyta: czy dogadacie się z nauczycielem, czy mam znowu brać urlop, która już mi nie przysługuje? Mało tego, teraz każda partia (słyszysz, Schetyno!) powinna przedstawić swój pomysł na reformę edukacji, bo to może być tematem nr 1 wrześniowej kampanii. W ten sposób polityka powoli wraca na swoje miejsce.

Po szóste, koniec strajku to koniec stanu wyjątkowego. Ten stan był bardzo korzystny dla PIS, bo stan wyjątkowy zawsze jednoczy w zagrożeniu oraz odrywa uwagę od całej reszty problemów PIS. Koniec strajku to głód newsów w mediach, może wreszcie się dowiemy, czy PISowscy politycy współżyją z ukraińskimi gimnazjalistkami w podkarpackich burdelach? Wraca temat kampanii wyborczej i kolejnych skandali. Stan wyjątkowy te tematy zamroził.

Po siódme, problem edukacji jako problem wciąż nierozwiązany wiąże trochę PIS ręce w jednej wielkiej propagandzie dobrobytu. Skoro jest tak dobrze, dlaczego nie dają na nauczycieli? – tak będzie za każdym razem, gdy znowu Kaczyński z Morawieckim będą grali przyjaciela ludu. 

Po ósme, wreszcie, nauczyciele nauczyli się strajkować. Odebrali też swoją lekcję. Teraz już wiedzą, jak się przygotować, na co zwracać uwagę, kto jest konfidentem (zwykle katecheci) i przede wszystkim, że w następnym strajku muszą iść na przeczekanie. Lekcję tę odebrali także rezydencji, opiekunowie niepełnosprawnych, pracownicy sądów. Wszyscy oni wiedzą, że ten rząd ma całkowicie wyjebane na prawa pracownicze i ma ich za ludzkie śmieci. Na ich miejscu kumulowałbym akcje strajkową na wrzesień. Solidarnościowy strajk lekarzy i nauczycieli, to byłby wspaniały pokaz siły polski urobionej po łokcie i wiecznie dymanej przez milionerów Morawieckich i ministrów Dworczyków z dziećmi w prywatnych szkołach, leczonych w rządowych klinikach i wożonych limuzynami. 

Największy jednak problem z oceną strajku jest wieczne rozpieszczenie, wedle którego wszystko ma się rozstrzygać natychmiast tu i teraz, każdy każdego orze na zawsze i nikt się już nie podniesie. Nie, podniesie się. Spokojnie, ci ludzie zasmakowali strajkowego crafta i nie tak łatwo będzie ich teraz z powrotem zagonić do boksów z zimnym Lechem. Zwłaszcza zagnić nowej władzy, jeśli ta zmieni „prospołecznego” hehe Kaczyńskiego.

Reklamy

Sprytny ruch rządu

24/04/2019 30 Komentarzy


Trudno nie docenić sprawności, z jaką rząd właśnie zyskuje na strajku nauczycieli. Samo trwanie w uporze nieprzyznawania nauczycielom podwyżek, wbrew pozorom, nie jest wcale żadnym politycznym majstersztykiem, ale działaniem, mimo wszystko, obarczonym dość dużym dla rządu ryzykiem. Albowiem, nawet w przypadku wygranej, na dłuższą metę może przylgnąć do tego rządu dość antyspołeczny wizerunek. Widać to po oburzeniu akurat tej części lewicy, która bardziej była wrażliwa na sprawy ekonomiczne i zwykła PIS za prospołeczność chwalić w kontrze do o wiele bardziej nielubianej Platformy. To nie jest oczywiście jakaś wpływowa grupa, ale fakt, że nawet oni mają już dosyć, trafnie pokazywać może pewne zmienne nastawianie osób, które bardzo letnio, ale jednak PIS medialnie wspierały. Teraz mają ich trochę jak mieli PO za czasów strzelania do górników. Owszem, rodzice mogą PIS na krótką metę polubić, ale świat budżetówki patrzy i swoje myśli. Dla dołów Solidarności ta władza, nie tyle za żadną konstytucję, a właśnie za stosunek do protestów społecznych, może być powoli niestrawna. Bo tak jak rodzice wczuwają się w sytuacje dzieci, tak ci pracownicy wczuwają się w sytuację protestujących. I już wiedzą, że w razie czego potraktują ich jak śmieci

Nie zmienia to jednak faktu, że sam pomysł z szybką ścieżką legislacyjną jest świetny, tego właśnie się obawiałem. Docenić też trzeba timming, zaczekał PIS na odpowiedni moment i sprytnie skontrował nauczycieli. Ma bowiem ten rząd dwie przewagi nad nauczycielami, które spokojnie można sobie zdyskontować. Po pierwsze, ma ten rząd całkowicie w rzyci interes uczniów i ich rodziców, edukacji i nauczycieli. Gdyby nie miał nie zaczynałby reformy skutkującej podwójnym rocznikiem. Każdy inny rząd trzy razy by się zastanawiał nad taką reformą, ten sobie ze wzruszeniem ramion reformę wprowadził, a do wyborów wystawia Zalewską, której pracownicy mieli okradać kontenery dla bezdomnych. Ot, tak wygląda kładzenie lachy na intelekt wyborców. W rzeczywistości to nauczycielom, nie rządowi, zależy, więc to nauczyciele przeżywają te matury, a Morawiecki może sobie na luziku pograć w pingponga. Po drugie, ważniejsze, największa broń tego strajku, jakim jest nieprzeprowadzenie matur, okazała się największą jego słabością. Można wymyślać najróżniejsze taktyki, ale trzeba mieć do niej wykonawców. W przypadku nauczycieli ciężar użycia tej broni atomowej niestety jest dla nich psychicznie bardzo trudny od udźwignięcia, o czym rząd wie i dlatego pcha nauczycieli na skraj tej przepaści. Oczywiście taka ścieżka legislacyjna jest pluciem w twarz jakiemukolwiek państwu prawa i robi z Polską taki mały, kieszonkowy Neverland, ale akurat w tym przypadku zostanie to uznane jako usprawiedliwione działanie w imię wyższej konieczności. 

Bitwę tę rząd wygra, natomiast, czy wygra całą wojnę? Cóż, jest na dobrej drodze. Zdrada Koalicji Europejskiej, rosnące napięcie psychiczne po stronie protestujących, brak wynagrodzeń… Jedyne co może strajkującym pomóc to ten cyrk na stadionie narodowym, który, jeśli zostanie przeprowadzony, może zniwelować to, co rząd zyska nowelizacją. Główna bitwa rozegra się jednak o matury ustne, tych już bowiem wójtowie i strażnicy więzienni przeprowadzić nie mogą, aczkolwiek z tym rządem możliwe jest dosłownie wszystko.

Ale nawet matury mogę strajku nie skończyć, albowiem, o ile prospołeczny wizerunek Kaczyńskiego ten strajk pogarsza, o tyle jednocześnie odwraca uwagę od pisowskiego korkociągu wielomiesięcznych afer. Więc bilans wciąż może wychodzić na plus i wciąż może się opłacać ten strajk przeciagać.

W sprawie wiadomej: podłość Pereiry

23/04/2019 29 Komentarzy


Z pewnym zdziwieniem, by nie powiedzieć: nawet niesmakiem, patrzyłem, jak, zwłaszcza liberalny obóz antyPIS, ma swoje świąteczne schadenfreude, ciesząc się, co spotkało małżeństwo Pereirów, a zwłaszcza co spotkało Marię Pereirę (teraz już, jak rozumiem, faktycznie Mackiewicz).

Przypomnijmy w Wielką Sobotę Maria Pereira (czarna baronowa) napisała:

Dziś Policja spisała protokół, już trzeci. W sprawie utrudniania mi kontaktu z dziećmi.

Nie pozostaje mi nic innego niż prosić by Samuel Pereira, który wywiózł dzieci trzy tygodnie temu, odpowiedział gdzie są i nie utrudniał mi spotkania z nimi w sądowo uregulowanym czasie.

Czarna baronowa

Dla jednych to powód do radości i swoistej politycznej zemsty (dobrze im tak), dla drugich to pomysł na ekstrapolację własnych doświadczeń oraz biedawnioskowania (dlaczego dzieci są przy ojcu), dla jeszcze innych dowód na moralność całego obozu PISu.

Tymczasem sprawa wydaje się prosta. Dwoje ludzi się rozchodzi, trwa proces, jedno, na przykład posiadające lepsze warunki mieszkaniowe, dostaje dzieci pod opiekę i zaczyna utrudniać widzenia. To naprawdę nie jest skomplikowane. Tak jak nie jest skomplikowane, że sąd jeszcze nie orzekł, jak rozumiem, o rozwodzie i sprawa jest w toku i tak jak nie jest skomplikowane to, że dziećmi nie powinno się grać w sprawach rozwodowych. Chyba, że komuś bardzo się to opłaca. Proste, a zarazem dla wielu tak trudne. 

Na pudelku Samuel Pereiera, który, rzecz jasna, brzydzi się plotkami (chyba że dotyczy życia erotycznego Roberta Biedronia) kontruje w rozbrajająco bezczelny sposób:

Sąd przyznał mi opiekę nad dziećmi, które od dwóch lat mieszkają u mnie, bo Matka je porzuciła. Dzieci potrzebują leczenia klimatycznego i w związku z tym przyjechały na Święta Wielkanocne do rodziny Matki (Marii) nad morzem – tłumaczy Samuel Pereira.

Pełnomocnik Marii nie wnosił w sądzie o uregulowanie Świąt Wielkiej Nocy. Matka wie o wyjeździe, miejscu przebywania dzieci, jednak mimo moich próśb nie chciała przyjechać; jest z nami w stałym kontakcie telefonicznym – dodaje.

Pudelek

Znaczna część czytelników tego bloga pewnie ma dzieci. Albo zna osoby, które mają dzieci. Ile znacie przypadków, gdy trzeba było dzieci wywozić, być może nawet nie pierwszy raz, bo dzieci wymagają leczenia klimatycznego? Ile razy w swoim życiu opuszczaliście Poznań, Kraków Wrocław, Warszawę i pędziliście z dziećmi w inne miejsce, bo dzieci potrzebują leczenia klimatycznego? Ile razy lekarz, zamiast inhalacji ze sterydami, mówił Wam: proszę wziąć urlop albo rzucić na trzy tygodnie pracę i wyjechać z dziećmi na trzy tygodnie w góry albo nad morze? No właśnie.

Bajki o tym, że na czas świąt dzieci potrzebują akurat trzytygodniowego leczenia klimatycznego w innym, co za przypadek, odległym miejscu należą do klasyki utrudniania drugiemu rodzicowi kontaktów z dziećmi. Jest to zagrywka tyleż klasyczna co podła. Najpierw chcesz tego rodzica upokorzyć, potem zdenerwować, na koniec czekasz aż roztrzęsiony zrobi coś głupiego, a ty to wykorzystasz w sądzie. A gdy sąd spyta, czemu akurat na święta wyjechałeś z dziećmi gdzieś daleko, gdzie pewnie jeszcze złośliwie zmieniasz miejscówki, to się zastawisz „potrzebami klimatycznymi”. Chodzi o wpychanie tego drugiego w depresję, chodzi o rozpacz, chodzi o to, żeby go torturować psychicznie, bo dla rodzica dzieci często są wszystkim. Szczególnie, gdy, jak to czasami bywa, jedziesz z jednej części Polski na drugą i akurat znowu nie możesz ich zobaczyć, bo tatuś, pewnie dla jakiś nowych potrzeb klimatycznych, znowu zmienia miejscówkę? Albo tatuś wywozi dzieci daleko, bynajmniej nie spędzając tego czasu z nimi, tylko pozbywa się obowiązków przerzucając je na jakąś ciotkę albo wujka, przy okazji robiąc piekło rozstania żonie.

Ludzie, którzy się śmieją albo cieszą, powinni sobie zadać pytanie, co zrobili w podobnej sytuacji i jak podłym trzeba być człowiekiem, żeby zmuszać, niechby i znienawidzoną żonę, do publicznego domagania się kontaktu z dziećmi niewidzianymi od kilku tygodni. 

Pół warszafki o tym plotkuje, nawet na twitterze pojawiają się odpryski tych plotek, pół warszafki widzi tę przemoc na matcę, nieraz półgębkiem powtarzało, co się tam działo w domu, ale nikt z koleżeństwa prawicowych dziennikarzy słowa nie powie, bo przecież TVP Pereiry daje zlecenia, czyż nie, panowie rycerze wyklęci? O ile jednak od polskiej prawicy nie wymagam niczego, bo dla mnie zawsze była zakłamaną i przemocową patologią, o tyle jednak obóz antyPIS mógłby postarać się chociaż o odrobinę empatii. Podobno tym właśnie ma się różnic od tych strasznych barbarzyńców z PIS, prawda?

Czy polski prawicowiec może być dobrym rodzicem?

20/04/2019 7 Komentarzy

Wiele obecny strajk szkolny nam pokazuje, wiele otwiera furtek, wiele razy musimy przecierać oczy, nie tylko ze zdumienia, ale też z plwocin, którymi przeciwnicy strajku częstują ludzi zarabiających po 2000 na rękę. Ale to, co być może najbardziej zdumiewające w obliczu tego strajku, to pytanie, czy polska prawica w ogóle potrafi wychowywać własne dzieci? Czy mogą być dobrymi rodzicami?

Przez cała lata słyszeliśmy, jacy to rodzice lewicowi są tymi gorszymi, jak to lewacki relatywizm rozkłada młodzież, jak to tylko prawicowe wychowanie pozwoli na wychowanie dumnych Polaków. A tu kilka dni strajku i co? Dowiadujemy się, że uczeń gimnazjum, z którym na skutek strajku nie przerobiono czegoś w podręczniku, jest niemal bezradny i nie wie, biedaczyna, jak sobie poradzić. Więcej, u niektórych prawicowych publicystów możemy nawet wyczytać, że uczniowie nie potrafią przygotować się do matury, gdy przez ostatni tydzień nie miał kto z nimi powtarzać materiału?  Przyznam, że to trochę przerażające. Jeśli dziecko prawicowego rodzica, dziecko, które jest w pełni zdrowie na umyśle, nie potrafi przeczytać kilku stron w podręczniku, niechby przy pomocy prawicowego rodzica, to, w jaki sposób jest ono wychowywane? Jeśli maturzysta, wychowywany w duchu polskiego patriotyzmu, kultu wyklętych i prawicowych wartości na kilka tygodni przed maturą nie potrafi sam powtórzyć materiału, to pytanie, czy prawicowe wychowanie nie odbiera wręcz jakiś mocy intelektualnych? I czy nie jest po prostu szkodliwe?

Czytaj dalej na stronie Super Ekspressu

Jak liberałowie sprzedają strajk za kilka procent w sondażach

19/04/2019 24 Komentarze


Gdy kilka dni temu napisałem dla Krytyki, że odbycie się egzaminów gimnazjalnych może strajkowi pomoc, wielu komentatorów, zwłaszcza na stronie Krytyki, stwierdziło, że to głupota, bo strajk powinien zaboleć. Zdanie swoje podtrzymuje z małą glossą wyjaśniająca.

Otóż należy odróżnić idee strajku, czyli pewien sposób dochodzenia własnych praw od konkretnego strajku w danym momencie. Idea strajku, pozytywny wizerunek strajku jest konieczny, żeby wymazać z polskich umysłów neoliberalne brednie o tym, że strajk równa się terror. Dlatego w Polsce strajk nie może przebiegać tak jak we Francji, nie może też zostawiać gimnazjalistów na lodzie, bo mentalne Balcerowicze, Warzechy i Gowiny tego świata wciąż będą trzymały rządy dusz Polaków. To ważne w dłuższej perspektywie.

Ale to nie znaczy, że dany strajk ma nie być dyskomfortem dla rodziców. Ba, nie znaczy, że ten dyskomfort nie może wzrastać. Wreszcie, nie oznacza, że w pewnym momencie rodzice nie mogą się od strajku odwrócić. Istotą tego konkretnego strajku jest bowiem zmuszenie rządu do ustępstw. Rząd, jak wiemy, sam się wyżywi, więc jedyną możliwością jest nacisk rodziców, czyli wyborców na rządzących. A żeby był nacisk, to rodzice muszą strajk na własnej skórze odczuć. 

W tym właśnie cały paradoks: z jednej strony strajkować tak, żeby oderwać łatkę terroru, z drugiej tak, żeby rodzice zaczęli przeklinać rząd, że ten nie pomaga. To nie jest łatwe, ale póki co się nauczycielom udaje. Teraz powoli przestaje się udawać, bo liberałowie zaczynają płakać. Płaczą jednak nie nad losem nauczycieli, ale nad losem swojej partii matki, która przegrywa w sondażach. Zaczynają więc obwiniać nauczycieli i nakazują im strajk zawiesić, bo ich zdaniem każda sprawa ma iść na drugi plan, gdy trzeba pokonać PIS.

Sęk w tym, że dla nauczycieli to nie jest sprawa drugorzędna, a pierwszorzędna i nie strajkują dla obalenia Kaczora-dyktatora, tylko dla podwyżek. A jeśli te podwyżki dostaną, to powinni stanąć razem do zdjęcia i się uśmiechać, a nie krzyczeć wolne siondy!

Mało tego fakt, że coraz mniej osób popiera nauczycieli jest, dla całej idei strajku może nie za bardzo korzystny, ale zaczyna być korzystny dla tego konkretnego strajku. Dlaczego? Ano dlatego, że za kilka tygodni, jeśli nauczyciele wytrzymają, ciężar wściekłości może być przerzucony na rząd, który wszystkim innym rozdaje miliony.

Poszczególne fazy poparcia konkretnego strajku są więc dość łatwo przewidywalne: entuzjazm, zaniepokojenie, marazm, zrezygnowanie, wkurw i presja na rząd. Strajkujący nie mają wyboru, muszą przez te kolejne fazy przejść, czyniąc dyskomfort koniecznym, ale nie maksymalnie intensywnym. Jeśli teraz się poddają, to nie tylko przegrają własną sprawę, ale sama idea strajku zostanie wyrzucona do kosza. Każda następna władza zrobi to, co „prospołeczny” Kaczyński, czyli wzruszy ramionami i szyderczo powie, że da, ale nie swoje i nie na nauczycieli, ale na krowę. A potem zarechocze i cyk kilkaset baniek dla kolejnej spółeczki.

Problem z sondażami bynajmniej nie wynika jednak z obniżenia poparcia dla strajku ZNP, bo on wciąż ma większe poparcie niż Koalicja Europejska i Wiosna Biedronia razem wzięte. Problem wynika z politycznej amatorki Schetyny, któremu liberalny elekotrat nie stawia nawet tak niskiej poprzeczki jak to, że partia powinna mieć JAKIKOWLIEK program polityczny.  Zostawcie więc nauczycieli i zacznijcie coś wymagać od swoich politycznych idoli, którzy od trzech lat na kartce nie potrafią w pięciu punktach napisać, co chcą zmienić w tym kraju. I dlatego są non stop dymani przez Kaczyńskiego. 

Czego nas uczy pożar katedry Notre Dame?

18/04/2019 7 Komentarzy


Jako społeczeństwo jesteśmy podzieleni tak mocno, że wydaje się niemożliwe budowanie jakiejkolwiek wspólnoty. Ogromną rolę odgrywają w tym dziennikarze, bo to oni pierwsi podkładają ogień i hejt w dyskusji, który potem żarzy się niczym dach paryskiej katedry. Tak było i ostatnio, clickbait i fejm na soszial mediach zabija polską publicystykę.

Śmietnik, jaki zrobił nam w głowach dostęp do internetu, jest tak niewyobrażalny, że nie potrafimy już w Polsce wyjaśnić niczego i nikomu zaufać. Stąd wysyp speców od altmedu, Smoleńska, a dziś gaszenia gotyckich katedr z powietrza. Każda kolejna katastrofa, jaka może się przecież jeszcze wydarzyć, będzie z definicji niewyjaśnialna, bo nie da się niczego wyjaśniać bez minimalnej chociażby dozy zaufania. To z kolei nie pozwoli zaproponować dobrych rozwiązań.

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Oferta pomocy Republice Francji

17/04/2019 16 Komentarzy

Szanowny Panie Macronie

Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o pożarze katedry Notre Dame, a jeszcze większym cichą zapowiedź zbudowania na jej miejscu meczetu Paris Saint Germain.

W tym celu, jako strona Polska, chcemy zaoferować coś więcej niż tylko zwyczajowe życzenia śmierci dla muzułmanów, to jest zaoferować realną pomoc w odbudowie tej pięknej katedry.

Owszem, musimy Pana i innych Francuzów przeprosić, że kilka miesięcy temu wysłaliśmy Wam kaplicę polską z polską Matką Boską. Powierzenie jej opiece podczas tzw. ślubów lwowskich w XVII wieku nie było naszym najlepszym projektem inwestycyjnym, albowiem od tego momentu trapiły nas rozbiory, okupacja hitlerowska, okupacja radziecka i rząd Ewy Kopacz. Dlatego przepraszamy za podsunięcie tego trefnego obiektu i obiecujemy go zabrać ze sobą, o ile się metafizycznie nie spalił.

Przechodząc do projektu jako kraj, w którym spadł samolot zabijający całą generalicję, a także spadł samolot zabijający prezydenta i wszystkich VIPów, a spadający śmigłowiec niemal nie zabił premiera, dysponujemy wyspecjalizowanym zespołem fachowców do wyjaśniania katastrof. Zdarzały się u nas również podpalenia mostów, kościołów, a zwłaszcza kamienic z najbiedniejszymi lokatorami komunalnymi, czasami nawet z lokatorami w środku, więc i tutaj mamy poniekąd pewne doświadczenie, by nie rzec: dorobek.

Proponujemy więc zespół uznanych śledczych w składzie: Stanisław Janecki, Krzysztof Stanowski, detektyw Rutkowski, Mariusz Max Kolonko, Jan Zięba, Eliza Michalik oraz Cezary Gmyz, aczkolwiek w tym ostatnim przypadku prosimy o nieużywanie odczynników chemicznych na spirytusie. 

Dodatkowym wsparciem będzie zespół ekspercki podkomisji Smoleńskiej z szerokim interdyscyplinarnym wachlarzem umiejętności. Uwaga: Zespół jest na tyle kosztowny w utrzymaniu, że nie chcąc narażać Państwa na koszty, proponujemy pracę w trybie home office, w ramach której nasi eksperci, badając za pośrednictwem laptopa marki Asus, przekrój drewna z dachu katedry, stężenie helu oraz odsłuchując dobijanie rannych z filmu Mustafa-Koli dokonają, na bazie Monstera o smaku mango, rekonstrukcji katedry w skali 1:69. To powinno wystarczyć do wyjaśnienia przyczyn tej największej tragedii od czasów zburzenia World Trade Center.

W ramach potrzeb aprowizacji na miejscu budowy dysponujemy zespołem potrafiącym okradać kontenery bezdomnych, przez co jesteśmy w stanie niemal do ręki zapewniać śpiwory i kurtki puchowe, a w przypadku odbudowy sklepienia katedry, dysponujemy także poważnymi zasobami symetrystów, aczkolwiek z doświadczenia prosimy, mimo wszystko, dociążyć lewą stroną. 

Jako formę zawarcia umowy proponujemy umowę ustną. Po wykonaniu zlecenia pozwiemy Was przed sąd, a Wy wtedy przed sądem formalnie zeznacie, że prace zostały wykonane i uznajecie nasze roszczenie. To zwyczajowy sposób rozliczania projektów w Polsce, zwłaszcza projektów developerskich.

Z chrześcijańskim pozdrowieniem

Rzeczpospolita Polska

%d blogerów lubi to: