Gdyby wszyscy byli jak Popiełuszko, to ludzkość by wyginęła

25/06/2019 4 Komentarze

Jako że w mainsztrimie, nawet prawicowym, coraz mniej uchodzi wulgarna krytyka LGBT za samo bycie LGBT, daje się zaobserwować proces produkowania obelg zastępczych, maskujących rzeczywiste intencje, a oficjalnie odwołujących się nie do nienawiści, ale troski o najsłabszych. Takim przykładem jest wiecznie podkreślane dobro dzieci w kontrze do ruchów i działalności LGBT.

Stąd te wszystkie marsze w obronie rodziny, obrony przed LGBT, rzecz jasna. Przy bliższym zapytaniu, zwłaszcza tej nieco dzikiej młodzieży wszechpolskiej, w jaki konkretny sposób LGBT zagraża rodzinie, daje się zauważyć kilka rodzajów argumentacji.

Wedle pierwszej z nich LGBT zagraża dlatego, że gdyby wszyscy byli, jak LGBT, to gatunek ludzki by przestał istnieć. To ciekawy argument, pomijający nie tylko sztuczne zapłodnienie lesbijki nasieniem od męskiego dawcy (na przykład geja), ale przede wszystkim zmuszający do zapytania: czy naprawdę fakt powstrzymywania się przed rozmnażaniem determinuje nam oceny moralne? Jeśli tak, to niestety istnieje druga, bardzo liczna grupa nierozmnażających się, to jest księża katoliccy. Oni jakoś, przynajmniej oficjalnie, się nie rozmnażają i to mimo, iż zakaz rozmnażania bynajmniej nie wynika z tego, co mówi ich Bóg. Wszak pierwsi chrześcijanie jakość celibatu nie mieli, zresztą nie ma ich wiele innych chrześcijańskich religii, w przeciwieństwie do katolicyzmu, rzecz jasna. Gdy więc słyszę, że, gdyby wszyscy byli jak geje, to ludzkość by wyginęła, to do razu muszę dodać, że wedle tej logiki, gdyby wszyscy byli jak Karol Wojtyła lub Jerzy Popiełuszko, to ludzkość naśladując uch także by wyginęła. I to być może nawet szybciej, bo tu przecież oddawania nasienia nie wchodzi w grę, prawda? Byłbym więc ostrożniejszy z tym argumentem.

Ba, żeby tylko księża. Ale przecież liczni politycy też nie mają dzieci i jakoś nikt, przynajmniej na prawicy, nie robi wyrzutów sumienia Kaczyńskiemu, że jest bezdzietny. A przecież gdyby każdy był jak Jarosław Kaczyński, to ludzkość… itd. Ktoś powie, że czepiamy się starszych, ale weźmy najmłodszych. Ile dzieci ma wiecznie rozprawiający na twitterze Krzysztof Bosak. Ile mają ci wszyscy dzielni chłopcy biegający na marszach i pikietach ONR? Przecież oni wszyscy są w stanie przekazywać te swoje zdrowie geny białego człowieka, ale jakoś się nie trapią do ratowania ojczyzny. Dochodzi więc do paradoksalnej sytuacji, gdzie osoby LGBT ukrywające się w heteronormatynych małżeństwach płodzą więcej dzieci niż te wszystkie nacjonalistyczno-faszystowskie brygady samotnych bezdzietnych mężczyzn zamykających się na porntubie.

Wedle drugiej argumentacji LGBT zagraża dzieciom, bo przekazuje negatywne wzorce. O negatywnych wzorcach krzyczą jednak nie tylko ci sami młodzieńcy, rzucający kurwami i biegający z maczetami pod stadionem, ale przede wszystkim ci wszyscy prawicowi politycy i celebryci, którzy w życiu prywatnym jakoś nie mogą własnej rodziny ochronić. Gdy więc o zagrożeniu rodziny przez LGBT pisze Ziemkiewicz, przypominają mi się jego teksty sprzed lat, gdzie wprost opisywał, jak to zdradzał żonę i się musiał rozwieść mimo posiadania wspólnych dzieci. A więc o zagrożeniu rodziny pisze facet, który, wedle prawicowej logiki, sam swoją rodzinę skrzywdził, bo nie łudźmy się, że dla dzieci rozwód rodziców przez zdrady tatusia żadną krzywda nie jest. Podobnie o ochronie rodziny ciągle pisał poseł Stanisław Pięta, podobnie perorują prawicowi politycy, którzy potem hurtowo, zwykle na skutek przyłapaniu na zdradzie, zmuszeni są do rozwodu. Tymczasem, gdyby rzeczywiście zależało na ochronie dzieci, to osoby zdradzające partnerów z którymi mają dzieci, powinni poddani być ostracyzmowi. Mało tego, każdy taki polityk albo polityczka powinna z miejsca wylatywać z partii dbającej o dobro dzieci. Skoro dobro dzieci jest najważniejsze, skoro tak bardzo walczymy z tym złym LGBT, to chyba fakt krzywdzenia dzieci jest sprzeczny z tymi postulatami, prawda? Inaczej, nietrudno zauważyć, że nawet jak prawica zdoła obronić dzieci przed LGBT, to zaraz przyjdzie jakiś Pięta albo Ziemkiewicz, który te dziecko skrzywdzi zdradzając jego mamusię z inną. 

Wreszcie, wedle trzeciego rodzaju argumentacji LGBT stanowi wręcz fizyczne zagrożenie dla dzieci, bo LGBT stosuje homoterror a nawet metody bolszewickie. Przypomnijmy: oznaką tego terroru jest chodzenie o ulicach, trzymanie się za ręce, wyrażenie własnego zdania, a nawet, co najgorsze krytykowanie tych, którzy uważają, że homoseksualistami powinno się palić w piecach albo że homoseksualiści krzywdzą innych. Dzieci trzeba więc chronić wiec przed działaczami LGBT, którzy terroryzują świat, tak jak trzeba chronić przed bolszewikami nazistami. Czy rzeczywiście zbrodnią bolszewików było to, że w stosunku, na przykład do oficerów Katyniu, pozwalali sobie na takie terrorystyczne metody jak parady równości i czy rzeczywiście te doły katyńskie, to były doły po przejeździe różowej platformy kilku lesbijek? Chyba jednak nie, ale załóżmy na chwilę, że dzieci powinny być chronione przed terrorem. Najbardziej zbrodniczym terrorem ma być już nawet nie tyle widok pary homo trzymającej się za ręcę, ale wręcz widok tęczy. Ba, nie tylko widok tęczy, ale ostatnio okazało się, że chłopcy nie mogą sypać kwiatków a 13letnie dziewczynki nie mogą strajkować w sprawie klimatu, bo prawicowe samce rzucą się na nich z taką siłą, z jaką rzucili się na islamskich terrorystów… oczywiście w internecie, bo żaden nie miał tylu jaj jak kurdyjskie kobiety i z ISIS jakoś walczyć nie poleciał. Dzieci takimi tęczami, chłopcy kwiatami mają mieć spaczoną psychikę. Tyle że jednocześnie ci sami prawicowi rodzice nie mają nie tylko nic przeciwko temu, żeby te dzieci w kościołach oglądały faceta z nogami przybitymi do krzyża, ale żeby antyaborcyjne ciężarówki stały przy szpitalach. Co więc bardziej krzywdzi dzieci? Terror tęczy, czy terror wyrywanych flaków? 

No dobrze, powie ktoś, że ów terror to tylko taka przenośnia. Ok, ale przyjrzyjmy się terrorowi, czy raczej terroryzmowi dokładniej.  No więc Paweł R., który próbował wysadzić autobus we Wrocławiu, bynajmniej nie był aktywistą LGBT, ale pochodził ze spokojnego religijnego domu. Bruno Kwiecień, którzy próbował wysadzić Sejm też nie należał do ruchu LGBT, ale wyznawała skrajnie prawicowe poglądy. Podobnie starsze małżeństwo zamordowane przez jednego Polaka, który uważał, że nie zasługują na życie, nie zostało zamordowane przez sympatyka LGBT. Ostatni morderca 22 latek zadający kilkanaście ciosów nożem 10letniej Kristinie chodził nie w koszulkach parady miłości, ale w odzieży patriotycznej. Tak, dzieci trzeba chronić przed terrorem, ale póki co jedyny terror, na jaki narażeni są ze strony LGBT, to czytanie czerstwych żartów o zachowaniu Klepackiej. Ze strony prawicowej działa to trochę inaczej i nigdy nie wiadomo, czy kolejny naśladowca Pawła R., Brunona Kwietnia albo innego w koszulce z wilkiem wyklętym jednak terror swój zrealizuje i w końcu coś naprawdę wysadzi, z dziećmi, rzecz jasna, w środku. 

A wtedy będzie płacz i pytanie: jak to się mogło stać, że znaleźliśmy się w prawicowej strefie szariatu? 

Reklamy

To Wy, dziennikarze, wyhodowaliście Pereirę

24/06/2019 9 Komentarzy

Tak, to Wy. To także, a może przede wszystkim, Wasza wina. To Wy, poprzez bratanie się z nim na twitterze, rozmawianie, spieranie się, słowem: przez traktowanie go jako kolegę po fachu. Może po złej stronie, może infantylnego, ale jednak kolegę. Ale to nie jest Wasz kolega. To nie jest dziennikarz. To ktoś kto się Wami, polscy dziennikarze, karmi. Tymi pyskówkami z Wami, odkręcaniem kota ogonem, wekslowaniem dyskusji i oburzeniem na złamaniem przez was minimalnego standardu, chociaż sam non stop upaprany w całym tym swoim propagandowym łajnie. 

Tak, to Wy, daliście mu zasięgi, to Wy przez interakcje ze zwykłym trollem poniekąd daliście mu robotę. I teraz Was, właśnie Was, polscy dziennikarze, wykorzystuje, żeby dojechać adwokatkę, która za darmo ośmieliła się reprezentować jego żonę. Tak, była żona Bodnara się ośmieliła, bo myślicie, że każdy adwokat tak się pali do walki z gościem, który, jak widzicie, użyje TVP, żeby temu adwokatowi wyciągnąć sprawy syna. Tak, nie każdy chce walczyć ze starymi, dobrymi metodami esbeków szukających haków na rodzinę i nie każdy chce w tym pomagać. Wy pomagacie. Swoim oburzeniem też pomagacie, bo prawicowa tłuszcza tylko czeka na Wasze oburzenie i zaraz robi rettwity. 

I teraz, gdy pewnie dupa się Pereirze pali w sądzie, nawet jak będzie wyrok nie po myśli Pereiry tatusia, to się szybko powie, że to przez żonę Bodnara- matkę nożownika. Rozumiecie już jak to działa na prawicy? Czy trzeba Wam wydrukować? 

Jesteście, drodzy polscy dziennikarze, tak naiwni, jak naiwni byli ci, co dyskutowali z marcowymi dziennikarzami szczującymi na Żydów. Dokładnie tak samo naiwni. Nie nauczyliście się niczego, po szczujni na lekarzy – rezydentów, gdy Pereira zrzucił z sań Ziemowita i nie nauczycie się niczego potem. Nie potraficie zorganizować prostego bojkotu i no platform z gówniarzem, więc będzie Wasze oburzonko wykorzystywał dalej i traktował jak owce, które transportują dalej łajdacki przekaz.

Mee Mee gadajcie z nim dalej…

Dlaczego PISowcy nie potrafią wychowywać własnych dzieci?

21/06/2019 14 Komentarzy

Na kanwie ostatniego materiału o rodzinie Adama Bodnara wreszcie pojawił się argument rozstrzygający, to jest argument z własnego dziecka. Do tej pory mieliśmy argument z resortowego rodzica a nawet resortowego dziadka, rzadko jednak pojawiał się argument z dziecka. Na szczęście Samuel Pereira, w przerwie utrudniania kontaktu własnych dzieci z rodzoną matką, wreszcie odważył się na ten odważny krok. Stańmy więc w prawdzie obok niego, nawet jeśli nos trzeba zatkać.

Wszystko zaczęło się 8 kwietnia, kiedy syn byłego burmistrza Ostródy i posła PiS Zbigniewa Babalskiego, prowadził po pijanemu. Zatrzymała go policja, a alkomat wskazał: 0,39 mg/l alkoholu.

Źródło

W domu syna Ryszarda Czarneckiego miało dojść do awantury – informuje portal Wirtualna Polska. I podaje szczegóły: w sylwestrową noc jeden z uczestników spotkania doznał urazu nożem. Poszkodowany twierdzi, że zaatakował go poseł PiS Przemysław Czarnecki. Ten zaprzecza. Sprawą zainteresowała się prokuratura.

Źródło

Syn posła PiS Jerzego Małeckiego, 18-letni Adam M. uderzył w znak drogowy i odjechał z miejsca zdarzenia. Miał 0,22 promila alkoholu we krwi.

Źródło

Na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata skazał sąd w Malborku 22-letniego Mateusza C., syna posła PiS Tadeusza Cymańskiego, za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu.

Źródło

Eugeniusz Wróbel w piątek nie wyszedł po zamek do pobliskiego sklepu, jak sugerowała rodzina, ani nikt go nie uprowadził. Grzegorz W., syn ministra, tego dnia pokłócił się z ojcem. Poszło o nowy samochód i planowany od dawna kolejny wyjazd do Stanów Zjednoczonych. – Grzegorz W. miał aktualną wizę USA. Chciał tam pojechał, kupić auto, ale ojciec jakoś nie uważał, by to był dobry pomysł. Jest jeszcze jeden trop, prowadzący do ludzi ze światka przestępczego, którym wcześniej sprzedał auto syn ministra. Sprawdzamy wszystkich – mówi nam osoba zbliżona do rybnickich organów ścigania. W pewnym momencie chwycił za nóż i ugodził. Potem poćwiartował ciało piłą elektryczną, popakował w rolki tapet, schował do samochodu. Potem wywiózł nad zalew i szczątki wrzucił do wody. Do wszystkiego przyznał się policjantom podczas przesłuchania.

Źródło

Słowem, co jest nie tak z Wami, PiSowcami? Co powoduje, że Wasze dzieci notorycznie jeżdżą po pijaku, w domu mają awantury z nożami, oblewają ludzi denaturatem i podpalają (to Rzecznik Prawa hehe Dziecka) albo ćwiartują swoich starych. Co jest z Wami nie tak? Czemu nie potraficie wychować swoich dzieci? Może tym pasem lejecie już tak mocno, że rodzone dziecko by wam kosę wsadziło pod żebra? A może po prostu w domu, jesteście takimi samymi jak na twitterze pacjentami? Może psychiatryk wzięliście za dosłownie? 

Ja rozumiem, że dzieci Wasze tępe, te wszystkie Wildsteiny i Czarneckie, co robotę dostają za nazwisko i po znajomości, ale skoro tępe, to może chociaż zróbcie tak, żeby były miłe. Albo empatyczne.

Zacznijcie się opiekować dziećmi, zacznijcie o nich dbać, bo jeśli tego nie zrobicie, przejmiemy Wasze dzieci i oddamy je na wychowanie parom LGBT+. One nauczą ich czułości, empatii i wyobraźni. Wy jakoś nie potraficie, prawicowa patologio, więc może naprawdę czas na wprowadzenie zezwoleń na posiadanie dzieci. I okresów dziesięcioletniej karencji dla prawicowych heteroseksualistów.

Czy morderca Kristiny pójdzie do nieba?

21/06/2019 6 Komentarzy

Jeśli dobrze rozumiem najnowszy #BodnarGate, lud pisowski zachowuje się niczym Lech Kaczyński w stosunku do Tomasza Komendy i życzy jak najgorzej facetowi, który jednak mógłby być najpierw osądzony przez sąd. Oczywiście uznawanie kogoś za winnego mimo braku wyroku sądu to jedna sprawa (patrz morderca Adamowicza), ale traktowanie go z góry jako winnego i wymierzaniu mu już teraz kary upokorzenia jeszcze przed zapadnięciem wyroku, to coś zupełnie innego.  

Adam Bodnar z kolei zachowuje się jak Janusz Kochanowski. Być może Państwo pamiętacie, to był taki prawnik, dziś już na prawicy zupełnie zapomniany, który zginął, zdaje się w jakieś katastrofie lotniczej, którą wyjaśniono budową schodków pod Grobem Nieznanego Żołnierza. Ten Kochanowski, jak jeszcze żył, to też protestował przeciwko kajdankom, ale to, umówmy się, był tylko pisowski profesorek, gdzie mu do Seby Kalety albo doktoranta Jakiego.

Problem z mordercą Kristiny jest jednak o wiele większy. Otóż jest bardzo prawdopodobne, że morderca Kristiny pójdzie do nieba. To dosyć proste. Jeśli dostanie wysoki wyrok, w końcu zmięknie i zacznie mieć wyrzutu sumienia. Czy pierwszy krok już zrobi. Potem tylko żal za grzechy (za kratami sprawa łatwa), postanowienie poprawy itd. A na koniec rozgrzeszenie.

Oczywiście rozumiem wściekłość i chęć ukarania mordercy, ale niestety to nie ja wymyśliłem religię, wedle który morderca Kristiny jedynie leżąc na pryczy w celi, może zasiadać obok pana naszego amen. To nie ja wymyśliłem całą tę religię „ciepłych kluch” – tak to się chyba mówi na prawicy – która każe nadstawiać drugi policzek i która pozwala księdzu rozgrzeszyć mordercę, ale nie pozwala rozgrzeszyć rozwodnika żyjącego w nowym związku.

Rozumiejąc prawicową wściekłość na Bodnara, pragnę jednak tylko powtórzyć: Bodnar oferuje „mordercy” tylko brak „kajdanek zespolonych”, Pan Bóg ofiaruje mu miejsce w raju.

PiS a kwestia zdrady

20/06/2019 1 komentarz

W dniu, w którym okazało się, że chociaż brakuje pieniędzy na nauczycieli, niepełnosprawnych, linie PKS, krowę Plus, wykonawcy schodzą z placów budowy, a w Skierniewicach, niczym w krajach Trzeciego Świata, zaczyna brakować wody pitnej, dowiedzieliśmy się, że jednak mamy pieniądze. A konkretnie mamy całe 45 miliardów, które wrzucimy Amerykanom do kieszeni za ich samoloty i garstkę żołnierzy.

I to Amerykanom, którzy nawet o to za bardzo nie zabiegali, ot widząc jak się Polaki łaszą i na kolanach proszą, aby swoimi nowobogackimi pieniążki zrobili Trumpowi łaskę. Więc się błagani Trumpowie wreszcie zgodzili. Aczkolwiek prezydent USA nie omieszkał wspomnieć, że Polacy są wiecznymi przegrywami i że to oczywiście Polacy za wszystko płacą, i w ogóle są już jakieś pieniądze Amerykanom winni. Słowem, trafił się zakochany w nas frajer, to go skasuj, a na koniec jeszcze lekko upokorz w mediach, to na kolanach przyjdzie po więcej.

Ktoś powie, że taka pochylona poza lokaja ma coś ze zdrady polskiej racji stanu… czytaj dalej na stronie Super Ekspressu

Polaczki znowu lepią z gówna

18/06/2019 35 Komentarzy

Podstawowe pytanie o kolejną awanturkę o Westerplatte nie brzmi „dlaczego”, ale „ile”. A dokładnie: ile znowu chcą nakraść, ile jakiś szwagier ciotki kuzyn znowu nie ma pracy, więc trzeba zajebać mieszkańcom kawałek placu, żeby pracownicy jakieś Szydło znowu bez przetargu dostali zamówienie z wolnej ręki, żeby namnożyć kolejnych etatów, żeby pozlecać ekspertyzy, żeby prawicowi dziennikarze robili za historycznych ekspertów, żeby znowu szwagier polityka PiS był zamieszany w ustawianie przetargu, a inny pisowski urzędnik znowu wymuszała łapówkę. Słowem, chodzi o to, żeby znowu wydymać to Państwo na grubą kasę. 

Gdyby jeszcze robili to w ramach jakiegoś odkupywania, jakiś transakcji, na której skorzystają mieszkańcy miasta. Ale oni robią to przez parlament, bo PiS traktuje parlament jak, za przeproszeniem, kurwę na telefon, która zawsze ci zrobi dobrze, zwłaszcza w nocy. Dwa dni, połyk i na koniec jeszcze przychodzi ten harcerzyk z wiecznie naostrzonym piórem i gardłem głębokim na trzy zdrowaśki.

Dlatego Polaczki nie mogą mieć nic ładnego, dlatego są przedmiotem drwin na całym świecie. Nie, nie dlatego, że przejmują Westerplatte, ale dlatego, że dla ordynarnego zajebania kawałka placu samorządowi wykorzystują Sejm i Senat. Nie, Polaczki są narodem wiecznie dymanych nieudaczników, nie dlatego, że wprowadzają surowy kodeks karny, ale dlatego, że wprowadzają go z pominięciem wszelkich procedur w kilka dni, upychając to legislacyjne gówno kolanem, aż pryska na boki, chociaż można spokojnie wszystko przeanalizować i uchwalić w kilka miesięcy. I wreszcie nie, nie dlatego Polaczki lepią z gówna i śliny, bo zmieniają zasady działania Sądu Najwyższego, ale dlatego, że ustawę o Sądzie Najwyższym nowelizują osiem, kurwa, osiem razy!

Jeśli proces legislacyjny jest procesem, to znaczy, że na koniec mamy jakiś legislacyjny produkt. I legislacja, nad którą panuje w pełni polaczkowy PIS, na nam ten produkt dostarczyć. I PiS dostarcza non stop samą legislacyjne gówno, chociaż ma wszystko, by dać produkt ładny i owinięty w papierek. Na tym właśnie polega ta różnica cywilizacyjna, że jedni produkują produktu, których używa cały świat, a drudzy chowają do piachu swojego prezydenta, bo jebać procesy i jebać normy!

Rządy tych ludzi, którzy potrafią zarżnąć wszystko od stadnin, przez puszczę, budowę autostrad, stoczni, pozyskiwanie funduszy UE, transparentność jest jednym wielkim pasmem okradania i rozpierdalania wszystkiego w tym państwie. Nic, ale to zupełnie nic, nie potrafili w 4lata zbudować, rozdali kasę, są jak antyMidas i wszystko, czego się dotkną zamienia się w gówno, ani jednej reformy, ani jednego społecznego problemu rozwiązanego. Nic kompletnie nic, czym można się pochwalić. wszystko odsuwane w czasie na jakoś to będzie i premier, który mówi do wyborcy jak do niepiśmiennego debila i tak go traktuje. 

Na tym polega dramat państwa polskiego. Do tej pory trzymało się na sznurek ostatnich działających instytucji, teraz ten sznurek przerwano i wszystko trzyma się na ślinę i wiadomo, że jebnie, bo Polaczkom wszystko co chwila musi jebnąć, zbudowanie państwa, nie mówiąc o państwie sprawiedliwym, jest zadaniem cywilizacyjnym, które od zawsze ich przerastało. 

Dlatego znowu się wszystko zapadnie. Nie, nie przez żadną opresję, ale przez to, że wszystko, na co wpływ mają politycy, musi działać „po polsku”, czyli nie działać wcale. Za dwadzieścia lat będzie mieć non stop przerwy prądu, braki wody i chuja kasy z UE, ale za to strefy wolne od LGBT i łuk tryumfalny na Wiśle.

Jak mierzyć opresję państwa PIS? – narzędzie Majora

14/06/2019 39 Komentarzy

Jako że część osób poczuła się dotknięta moim skandalicznym wpisem o tym, że PIS przestał być partią wannabe opresyjną, co zaowocowało klasyczną mową miłości (od wyzywania od zakłamanych chujów po wypominania picia wódki z wrogami ludu), postanowiłem wszystkim nam pomóc i zaprezentować Państwu pomocnicze narzędzie, pokazujące jak powinno się mierzyć stopień opresji PIS oraz jak jednocześnie zachować umiar w histerii i wystrzec się błędu bagatelizowania. Oto ono:

Powyżej mamy więc klasyczną mapa ryzyka (tzw. heatmap), gdzie jako ryzyko rozumiemy ryzyko spotkania przez przeciętnego protestującego obywatela odwetu ze strony władzy. Oś pozioma (Likelihood) to prawdopodobieństwo odwetu (od niskiego do niemal pewnego) a oś pionowa (Significance) to intensywność odwetu (od pouczenia, mandatu po karę śmierci/strzelanie do tłumu).

Jak Państwo widzą na mapę naniosłem kilka okresów historycznych, przy czym, co do niektórych nie byłem pewnym więc są to tylko moje propozycje. Pewny jestem natomiast odnośnie PO i PIS. 

I teraz cały problem w dyskusji dotyczy po pierwsze, co oczywiste, nanoszenia punktów na mapę. Po drugie dotyczy poświaty na naszej mapce. Te kolory to jest bowiem apetyt (w tym przypadku właściwie tolerancja) na na ryzyko odwetu. I tak dla AntyPIS tolerancja to tylko kolor zielony, a poza nim mamy do czynienia już z opresją. Dlatego całą resztę wrzucają do jednego worka i charczą spienioną śliną, gdy ktoś lekceważy wejście na kolor żółty. Dla mnie tolerancja to poświata żółta. Owszem, wolałbym być w zielonym, ale kolor żółty to jednak nie pomarańcz ani czerwony. Dlatego dla mnie wciąż opresji nie ma. Dla symetrystów tolerancja to poświata pomarańczowa. Oni wiedzą, że pomarańcz jest nie do osiągniecia, więc krzyczą, że nic się nie dzieje. Wreszcie dla betonu PISowskiego, czyli circa 25% ich wyborców, tolerancja to kolor czerwony. Oczywiście mapa ta dotyczy postrzegania rządów PIS. Gdyby dotyczyła rządów PO, to wtedy mamy słynne lustereczko i dla AntyPO tolerancja na ryzyko odwetu to kolor zielony, a dla betonu PO tolerancja to kolor, nie tyle żółty, a pomarańczowy (idealnego odwrócenia tu nie ma, psych1 ma większe odjazdy).

Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Oczywiście każdy może nanosić sobie kropki dowolnie, bo to jednak subiektywne ćwiczenie. Jednakże clou sprawy sprowadza się do tego, że AntyPIS krzyczy, że jesteśmy na kolorze mocno pomarańczowym podczas gdy elektorat decydujący o wyborach uważa, że jesteśmy na kolorze zielonym przechodzącym w lekki żółty. Dlatego mają antyPIS za ludzie lekko szurnietych. Można się z tym zgadzać albo nie, ale moim zdaniem ten elektorat tak właśnie myśli. I dlatego antyPIS nie mobilizuje wszystkich umiarkowanych wyborców. 

%d blogerów lubi to: