Czy Tusk wejdzie w KOalicję z Konfederacją?

20/07/2021 67 Komentarzy

Ostatnią siłą, którą Tusk widzi w swym planie na odsunięcie PiS od władzy, jest Konfederacja. Tak, ta sama Konfederacja, ultrakonserwatywna, antyunijna, momentami antyszczepionkowa, która odrzuca wielu wyborców Platformy Obywatelskiej. Z analizy Tuska wynika jasno, że wzmacniająca się Konfederacja powoduje osłabienie PiS. Plan polityczny Tuska ma więc opierać się na współpracy z PSL i Polską 2050 oraz życzliwości wobec Konfederacji, z którą otoczenie Tuska ma niezłe, poufne kontakty. Na boczny tor odsunięta ma zostać Lewica, której Tusk nie ufa.

„Plan polityczny Tuska nie zakłada negocjacji z nikim z Platformy. W projekcie politycznym Tuska Platforma Obywatelska jest ważna, ale nie jest decydująca. Decydująca ma być współpraca z innymi formacjami anty-PiS. […]

Po pierwsze Lewica jest podzielona, a jej część orbituje coraz bliżej PiS. Po drugie – Lewica nie pasuje Tuskowi światopoglądowo i gospodarczo. Część lewicy razem z PiS może podnieść podatki, co pozwoli obozowi władzy na kolejne programy socjalne przed wyborami – a to nie jest w żaden sposób w interesie Tuska”.

Powyższy cytat nie pochodzi z wypowiedzi żadnego lewicowego publicysty, który śmie krytykować powrót pana Donalda. Nie pochodzi z Krytyki Politycznej ani nie są to słowa lewicowych posła czy posłanki. Autorami ujawniającymi plan PO i Donalda Tuska są Agnieszka Burzyńska i Andrzej Stankiewicz – znani dziennikarze, o których można powiedzieć pewnie wiele, ale raczej nie to, że są dziennikarzami działającymi na rzecz tej strasznej Lewicy. Nie można więc też na Lewicę zrzucić, że oto sobie coś ubzdurała i kręci aferę wokół niczego. Albowiem pomysł, aby wchodzić w sojusz z partią antysemitów, homofobów, antyszczepionkowych szurów i ludzi, którzy organizują marsze, na których pojawiają się neonazistowskie znaki, podpalane są mieszkania i demolowane squaty, jest skandalem.

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Do liberalnych mediów: nie szafujcie polexitem

17/07/2021 84 Komentarze

Dawno, dawno temu, gdy byłem jeszcze młody (i miły), codziennie o 19.30 siadałem do słuchowisk w Polskim Radiu. Czasami opowiadali tam bajki. Na przykład tę Stanisława Jachowicza, jak to młody pasterz co chwila nawoływał pomocy, że niby mu zły wilk owieczkę porwał, a gdy się reszta pasterzy zjawiała, to drwił sobie z nich i śmieszkował. Aż w końcu pewnego razu wilk naprawdę owce porwał, tyle że wtedy na kolejne wołania reszta pasterzy już tylko wzruszyła ramionami.

Bajeczka ta przypomina mi się za każdym razem, gdy słyszę o polexicie. A słyszę niemal do początku objęcia rządów przez Kaczyńskiego.

Tyle że Kaczyński żadnego Polexitu nie chce.

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Za raj podatkowy Hurkacz nie powinien być sponsorowany

12/07/2021 124 Komentarze

Pośród fantastycznych meczów na Euro2020, wygranej Wimbledonu przez Djokovicia i finałów NBA przemknął nam w mediach Hubert Hurkacz. Nie, nie tylko dlatego, że pokonał wielkiego Rogera Federera, aby później odpaść. Także, a może przede wszystkim dlatego, że, jak się okazało, Hubert Hurkacz przenieść miał swoją rezydencję podatkową do Monako. A więc do raju podatkowego.

Szczegółów nie znamy. Nie wiemy, gdzie Hurkacz tak naprawdę mieszka. Czy na Florydzie, na której, jak wiadomo, bywał miesiącami, aby przygotowywać się pod okiem trenera, czy może już od jakiegoś czasu w Monako, notabene obok Matteo Berrettiniego, jak donoszą inne media.I co ważniejsze, czy Hurkacz przeniósł swoją rezydencję podatkową do Monako z Florydy, czy może jednak bezpośrednio z Polski. W tym drugim przypadku jest to o tyle ważne, bo oznaczałoby, że Hurkacz, rozbijając się po świecie, wciąż mógł przez kolejne lata płacić podatki w Polsce i nic prawnie nie stoi na przeszkodzie, by płacił je dalej. Tymczasem nagle, latem 2021 pojawiała się rezydencja podatkowa w Monako. Akurat wtedy, gdy Hurkacz zaczął odnosić ogromne sukcesy, a wraz z tym – zarabiać ogromne pieniądze.

Przenosiny, a de facto ucieczka do raju podatkowego, bo tak to się nazywa, rzecz jasna, znalazły swoich obrońców. Argumenty obrońców milionerów w Monako są niemal zawsze te same – można od biedy oskarżać o ucieczkę do rajów podatkowych korporacje, ale już naszego sportowca, gdzie tam.

Przede wszystkim podnoszone jest to, że Hubert Hurkacz do wszystkiego doszedł sam i pomagali mu tylko rodzice. To jeden z najczęściej powtarzanych argumentów w sporcie, zwłaszcza indywidualnym. Problem w tym, że nie jest tak do końca.

Przede wszystkim sama możliwość trenowania w relatywnie zamożnym i bezpiecznym kraju jest już ogromnym wsparciem. Nie trzeba przywoływać kazusu Palestyny i zastanawiać się, dlaczego nie ma tam aż tak wielu szans na karierę. Można poczytać wywiady z Djokoviciem, co czuł, gdy na Belgrad spadały amerykańskie bomby.

W przypadku Hurkacza, wbrew rojeniom wielu kibiców, wsparcie poszło jednak o wiele, wiele dalej. Nie tylko mógł sobie układać program zajęć szkolnych pod swoje treningi, nie tylko trenował na polskich kortach, ale przede wszystkim otrzymał wsparcie finansowe. „Związek pomagał nam w jakiejś części, na przykład przy wyjeździe na mistrzostwa Europy, częściowo pokrywając koszty podróży na turnieje indywidualne – przyznaje Krzysztof Hurkacz, ojciec tenisisty, aby zaraz dodać – od KGHM otrzymaliśmy w krótkim okresie dwa granty, z kolei Siemens prowadził tenisowy team, do którego w pewnym momencie Hubert dołączył”. Owszem, wsparcie rodziców jest kluczowe, ale to nie jest przypadek, w którym sprzedawać należało kolekcję obrazów, jak dziadek sióstr Radwańskich, albo sklepy, jak ojciec Jerzego Janowicza. Pogląd, że akurat Hurkacz wszystko zawdzięcza sobie i rodzicom, a nic państwu polskiemu, jest po prostu bzdurny.

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Wrócił stary, nagi Tusk

06/07/2021 179 Komentarzy

Jeśli ktoś się zastanawiał, a ja się na przykład zastanawiałem, czy powrót Donalda Tuska oznacza, że wróci polityk, którego lata obcowania z polityką europejską czegoś nauczyły, to właśnie dostaje odpowiedź. Otóż wygląda na to, że nie nauczyły go niczego. Dostaliśmy bowiem Tuska odmrożonego, jakby przez te lata trzymano go w politycznej chłodni i nagle wyskoczył, żeby zacząć mówić rokiem 2010. Na jego tle taki Rafał Trzaskowski, nie mówiąc o pośle Franku Sterczewskim, wydają się kompletnie nową wyborczą jakością na centroprawicy.

Pierwsze bowiem, co powiedział Tusk, zanim oświadczył, jak bardzo za nim tęskniono, to że PiS jest złem. Nowe, prawda? Pewnie tego nie słyszeliście dotychczas.

Ale mało tego, że jest złem. Tusk dodał, że „może PiS jest zły, ale parę rzeczy… – furii dostaję, jak to słyszę, bo to zło, które czyni PiS, jest tak ewidentne, bezwstydne i permanentne. Ono się dzieje każdego dnia w każdej właściwie sprawie”.

Cóż, po sześciu latach dostaliśmy więc diagnozę na poziomie absolutnego PO-wskiego politycznego betonu, bo czym jest oświadczenie, że PiS robi zło w KAŻDEJ właściwie sprawie?

Żeby było jednak śmieszniej, następnego dnia Tusk oświadczył, że 500+ i wszystko, co władza dała, zostanie zachowane. Skoro więc PiS robi zło w każdej właściwie sprawie, to chyba 500+ też jest złem, a jak jest złem, to czemu Tusk chce owo zło zostawić? Chyba nie chce znowu dostać ataku furii? Powie ktoś, że to łapanie za słówka, ale to nie jest żadne łapanie za słówka, tylko typowe platformerskie zaplątanie, bycie za, a nawet przeciw. Obserwowaliśmy tę ideologiczną pulpę przez lata i w pierwszym wystąpieniu Tusk tylko ją potwierdził.

Zresztą w swoim przemówieniu wspominał też o drożyźnie, długu publicznym, rozdawnictwie, co znowuż wydaje się zabawne w zestawieniu z zachowaniem 500+. Bo właściwie to nie wiem, czy Tusk będzie ciął wydatki, żeby ratować nas przed tym okropnym długiem, czy jednak będzie zostawiał zdobycze socjalne PiS.

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Ryszard Bugaj na Rzecznika Praw Obywatelskich?

01/07/2021 45 Komentarzy

Wydaje się, że jesteśmy w przededniu całkowitej marginalizacji funkcji RPO. A pomysł mianowania Lidii Staroń był ostatnią ręką wyciągniętą do opozycji przez PiS. W przypadku akceptacji tej kandydatury opozycja otrzymałaby bowiem możliwość wygrania wyborów uzupełniających do Senatu, a tym samym umocnienia swojej większości. Ba, być może nawet mogłaby obsadzić Senat jakimś mocnym politykiem, a do gry wejść by mógł nawet Hołownia.

Odrzucenie kandydatury Lidii Staroń wszystko to przekreśla, a PiS wychodzi z tego sporu wzmocniony. W końcu, po przesłuchaniu Staroń w Senacie, stosunkowo tanim kosztem senatorkę czasem niezależną pozyskał jako senatorkę PiS-owską. Dlatego kolejnej, w miarę umiarkowanej kandydatury już raczej PiS nie wystawi, a dzięki orzeczeniu swojego Trybunału Konstytucyjnego na telefon będzie mógł obsadzić komisarza pełniącego obowiązki RPO.

Dlatego tym bardziej trzeba spróbować zrobić wszystko, aby przedstawić taką kandydaturę, która byłaby dla Sejmu i Senatu do przełknięcia. Pojawia się medialna kandydatura Jana Śpiewaka i moim zdaniem byłby to całkiem dobry Rzecznik. Tyle że nie za bardzo wierzę, że poprze go PiS. Skoro już nie poparł Piotra Ikonowicza, z którym ma o wiele mniej na pieńku niż ze Śpiewakiem – ten miał procesy także z PiS-owcami z Warszawy. Tym bardziej nie poprze go PO, która jest przez Śpiewaka atakowana za proceder reprywatyzacji w Warszawie. Być może więc warto zastanowić się nad innym kandydatem, który mógłby być do przełknięcia przez obie strony.

Takim kandydatem wydaje się prof. Ryszard Bugaj. Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

%d blogerów lubi to: