Nie tyle narodziny afery Rywina, co pogrzeb afery Amber Gold

14/11/2018 3 Komentarze

Wbrew zacieraniu rączek przez opozycję parlamentarną, pozaparlamentarną, dziennikarską i każdą inną nie uważam, żebyśmy mieli do czynienia z nową aferą Rywina po nagraniu szefa KNF Marka Chrzanowskiego w rozmowie z Leszkiem Czarneckim – właścicielem nadzorowanego przez KNF banku.

Nie stanie się tak z czterech przynajmniej powodów………………………..czytaj dalej na stronie Super Expressu.

Reklamy

To nie narodowcy wygrali 11 listopada

13/11/2018 Dodaj komentarz

Trudno nie zgodzić się z Michałem Sutowskim, który pisze o przegranej PiS-u po niedzielnym Marszu Niepodległości. Porażki, która była przesądzona już w momencie podjęcia kuriozalnej decyzji o wspólnym pochodzie prezydenta i polityków partii rządzącej wspólnie z nacjonalistami i faszystami. Porażki, która była zwieńczeniem całego tygodnia klęsk i upokorzeń, jaki PiS zafundował, zwłaszcza własnym, wyborcom, uwłaczającym wręcz pokazem organizacyjnej nieudolności. Przedmiotowe komentarze prawicowych dziennikarzy mówią na ten temat wszystko. W niedzielę podczas tego komicznego umykania przez marszem Bosaka i w poniedziałek podczas medialnego chowania głowy w piasek PiS może już tylko straty zmniejszać, ale że straty poniósł jest dla wszystkich raczej oczywiste.

Owszem, marsz zabezpieczony był skutecznie, nie doszło do przemocy na dużą skalę i w przekazie rządowym są tylko powielane eufemizmy o„incydentach”. Sęk w tym, że te incydenty to palenie flagi Unii Europejskiej, szarpanie dziennikarki, okrzyki „Morawiecki chcesz Murzyna…”, nazistowskie rzucanie racami w policjantów czy obecność Forza Nuova. Do tego jednoznaczny negatywny przekaz w mediach zagranicznych od Russia Today przed Fox News po Guardiana. Strategia, w ramach której powtarza się, że „to był tylko marsz z dziećmi” konfrontacji ze zdjęciami i nagraniami faszystowskich okrzyków raczej nie wytrzyma. Pytanie tylko, czy i jak długo media i opozycja będą o to PiS maglować, bo o faszystowskich gości jakoś dziwnie nigdy nie pytają i nie drążą tematu.

Nie zgadzam się natomiast z tezą, jakoby wielkim wygranym tego marszu byli narodowcy… czytaj dalej na  Krytyka Polityczna

#Marszniepodległości a marsz KODomitów

12/11/2018 5 Komentarzy

 

Przedstawienie marszu niepodległości jako OLBRZYMIEGO sukcesu, bo nikt nikogo nie posłał do szpitala, przynajmniej w Warszawie, nikt nikogo nie zabił, nie spłonął żaden samochód jest z jednej strony miarą poprzeczki, jaką świat dziennikarsko-polityczny stawia przed polską prawicą, polskim premierem i polskimi narodowcami, których tak liczne grono tefałenowsko-polstowskich gwiazd w studiu gościło. Z drugiej strony, trudno tego marszu nie zestawić z innymi marszami, w tym zwłaszcza marszami KODu, które w swym apogeum potrafiły gromadzić nie aż tak znowu mniej sympatyków, a licząc cyklami, to nawet kwartalnie więcej przez stolicę uczestników maszerowało. Niepoprawne politycznie pytanie, jakie się wiec pojawia, brzmi: jak to się dzieje, że na marszu narodowym rzucają w policję racami, palą flagi, szarpią dziennikarki, heilują, a na marszu KODomitów i KODerastów jedyne naruszenie prawa, to, że ktoś na trawnik nieopacznie nadepnie? Jak to się dzieje, że na jednym marszu zawsze są „incydenty” a na drugim „incydentów” nigdy jakoś, cholera, nie ma? Na jeden marsz żony policjantów zdrowaśki zamawiają, a na drugim proszą o cichcem robioną fotkę Krysi Jandy (z tego gorszego profilu)? Hmmm dlaczego tak się dzieje? Jest na to kilka teorii.

Teoria kiełbasy

Aby zrozumieć, czemu marsz KODomitów mniej incydentów generuje, trzeba zrozumieć, czym jest w ogóle ów incydent. Mówiąc w skrócie: rzucanie racami w policjantów to nie jest kiełbasa. Gdyby bowiem uczestnik marszu niepodległości, niczym jakiś sędzia, kiełbasę ukradł, to automatycznie wszyscy maszerujący, niczym sędziowie, byliby winni. A że racami rzucali tylko nieliczni, toteż nie stosujmy, na Boga, odpowiedzialności zbiorowej. KODomici, co prawda, racami nie rzucają, ale o kiełbasie, czy raczej o drobiu, na swych transparentach piszą, więc mamy tu pewną zbiorową ciągłość.

Teoria sodomity

Niektórzy mogą się bezczelnie pytać, jak to jest, że na marszu KODomitów, nijak gości od sieg heil nie znajdziesz. To jednak wynika z totalitarnego wręcz charakteru KODomizmu. Jak każdy ruch totalitarny są oni bowiem zdecydowanymi przeciwnikami wolnego słowa, wobec czego nie wpuszczają na swoje demonstracje putinofilów, mussolinofilów, hitlerofilów, a nawet pedofilów (sprawdzić, czy nie ksiądz) i nijak nie pozwalają im swoich haseł krzyczeć. To właśnie różni KODerastów od patriotów, którzy, bojąc się grzechu niegościnności, za co przecież spłonęła Sodoma, rozumieją, że tak, jak naucza Pismo, w obliczu naruszenia gościnności, należy córkę oddać do gwałcenia, tak narodowcy ziemię nasiąkniętą krwią walki z faszyzmem, do gwałcenia Forza Nuova oddają.

Teoria Packmana

Jeśli nie przekonują dwie powyższe teorie, trzeba sięgnąć do teorii numer trzy, to jest teorii Packmana. Wszyscy widzieliśmy na marszu narodowców matki z dziećmi, przenośne miejsca do przewijania, tymczasowe punkty przedszkolne, wszechpolskie matki, które na czas marszu ściągały wszechpokarm, rozwożony na (zielonym) sygnale między maszerującymi. Jako że matka z dzieckiem, o ile nie muzułmańskie, jest wartością najwyższą, toteż trudno nie uznać, że jest ważniejsza niż incydentalne „Mariusz chcesz murzyna, to se w domu potrzymaj”. Jedna matka z dzieckiem znaczy więcej niż dwie race, trzy matki z dzieckiem znaczą więcej niż jedno szarpanie, dziesięć matek znaczy więcej niż butelki rzucane w policjantów albo redaktor Gmyz, po bolszewicku, rzecz jasna, cały w zakazanym kolorze czerwonym.  Nie widomo, ile matek z dziećmi znaczy więcej niż pobicie albo spalenie wozu TVN, wiadomo jednak, iż obecność matek z dziećmi, niczym Packman, niejako „pożera” obecność „incydentów”, a im matek więcej, tym incydentów mniej, czego nie rozumieją, rzecz jasna, KODomici. I nie mówcie, że KODomici też maszerują z dziećmi, bo takie dzieci można kupić w każdym sklepie. A nawet burdelu, jak sugeruje ksiądz Oko.

Teoria folksdojcza

Jeśli nawet to do ludzi nierozumiejących prowokacyjnego spokoju na marszach KODemitów, nie dociera, przydana będzie teoria folksdojcza. Wedle tej teorii, marsz KODerastów nie był marszem Polaków, bo wszyscy jego uczestniczy to po prostu Folksdojcze, nawet jeśli ludziom nierozumnych wydaje się, że akurat goście z Forza Nuova to chętnie, swego czasu, na taką autentyczną volkslistę by się wpisali.

Teoria „Byłem i widziałem”

Nawet najlepsze teorie nie mogą się jednak równać z królewskim dowodem z oczu i słuchu, albowiem, skoro takim dowodem da radę prawicowy dziennikarz globalne ocieplenie obalić, to jak ma nie obalić teorii o pokojowym marszu KODoruchańców i kłamstw o rzekomej przemocy na marszu narodowym. Co prawda, skoro maszerowało 250 000 matek z dziećmi, to trudno, żeby prawicowy dziennikarz między tysiącami wózków przepychał się na tyle sprawnie, żeby szkiełkiem (butelkowym?) i okiem uchwycić wszystko. Na szczęście jednak postępowy świat wymyślił video i teraz każdy może sobie marsz KODu do marszu narodowców porównać.

Tutaj pierwszy  odcinek 

Było wspaniale

11/11/2018 3 Komentarze

 

Być może to odświętna atmosfera, być może te trzydniowe crafty, czarne jak smoła, albo kwaśne jak pierwsza miłość, ale wiem jedno: było wspaniale.

Nie wiem, co było lepsze. Ten półnagi Greystoke, który tarzanim krokiem przechadzał się między platformami? Ci znudzeni policjanci, których nikt nie obrzucał pałami i którzy chrzęścili uzbrojeniem jak koń Zawiszy Czarnego? Ta para ubrana na czarno, która w futurystycznych okularach tańczyła techno? A może te flagi, liczone razem, flagi czerwone, flagi fioletowe, flagi KOD, flaga UE, flaga Katalonii. Może ta para uczennic, która z zaciekawieniem wysuwali głowę ponad marsz, ponad sztandary i ponad tych umięśnionych socrealistycznych olbrzymów, którzy znów tak pięknie przypominają nam czym jest praca? Chyb jednak ta starsza pani, któ®a znad placówek IPNu wychyliła się i zaczęła machać tęczową flagą.

Tak, było wspaniale. Lewicowa love parade w listopadowym smogu i te poczucie, że nie idziesz włoskimi faszystami, których opisuje już Russia Today, Guardian, Fukuyama i każdy, kto ma oczy i uszy.

Być może to jest właśnie pomysł na przyszłość. Być może autentyczne świętowanie w rytm tańca i bębnów przyciągnie kilka osób więcej. Ja wiem jedno, za rok będę znowu. To jednak miłe, że w rocznicę niepodległości ktoś wymyślił również coś dla mnie.

Pośmiertny tryumf faszyzmu w Warszawie

11/11/2018 4 Komentarze

 

Tak, to już dzisiaj. Jak co roku, w tym roku nawet bardziej, duchy nawiedzające te ziemie znowu wstają z grobów i znowu będą sobie gratulować. Nie, nie duchy tych prostych chłopców i dziewcząt pomordowanych w cytadeli, ale duchy tych z alei Szucha, tych od garniturów Hugo Bossa, oni też podziwiali pana Benito.

Czy wy, uczestniczy marszu niepodległości, wiecie w ogóle, co dziś się stanie? Czy macie świadomość, w co się pakujecie?

Nie, wy nie jesteście tam gośćmi. Nigdy nie byliście. Gośćmi jest Forza Nuova – faszystowska partia, której lider, został skazany za udział w zamachu terrorystycznym w Bolonii. Ale niczym Roman Polański uciekł zagranicę. Tyle ze Polański skrzywdził jedną dziewczynę, a w Bolonii zginęło 85 osób. Dziś ten pan, niepotrafiący pewnie powiedzieć słowa po polsku, będzie szedł w pierwszym szeregu przed Wami. Bo nawet we własne święto Polaczki muszą znać swoje miejsce, prawda? Faszysta przyjeżdża do miasta, polskie chamy won w dalsze szeregi. Kto wie, może będzie z nim ta jedna ze słynnych działaczek, która w rocznicę faszystowskiego marszu na Rzym założyła wdzięczną koszulkę Auschwitzdreamland stylizowaną czcionką Disneya. Jeśli przyjedzie, będzie mijała księgarnie i dyskonty, w których właśnie sprzedają raport Pileckiego. Jak myślicie, gdyby Pilecki dziś teraz stanął przed Wami, przed całym tym marszem, o co Forza Nuova by go spytała? O to, czy w Auschwitz jadł pączki i watę cukrową. Zresztą Pilecki, co musi myśleć ta garstka powstańców warszawskich, którzy co roku w sierpniu są fetowani, w kampaniach wyborczych ozłacani, a listopadzie znowu dostają placka w ryj i mają łzy w oczy. Ale niech dziadki nie płaczą, niech sobie do snu przeczytają „Hitleryzm jako ruch narodowy” autorstwa Romana Dmowskiego. A potem połączą kropki, czy raczej swastyki.

Oto skala prawicowego upadku. Idziecie w marszu z faszystami, niczym cielaki na postronku Boska, żeby ten mógł się przed zagraniczną wierchuszką pochwalić, tylko dlatego, że Wasza partia znów dała dupy. Mają miliardy z budżetu, prezydenta, premiera, Sejm, Senat, Trybunał, armie, policję, straż, fundacje i fundacyjki, a przez trzy lata nie potrafili nie tylko zrobić filmu o legionach, rejsu Kusznierewicza, ale nawet na czas zmienić godła, bo ktoś nie zdążył na czas sporządzić załączników w pdfie. Rozumiecie, już? Idziecie w marszu, bo Wasza władza jest tak nieudolna, że nie potrafi zrobić głupiej manifestacji, chociaż nawet Mateusz Kijowski to potrafił. Władza, która nie potrafi zaprosić nikogo z ważnych w Europie, bo cała Europa, na czele z Orbanem, traktuje Polskę jak latrynę, do której można jedynie naszczać. Dlatego idziecie dzisiaj w tym marszu. Właśnie dlatego.

Wasz prezydent najpierw łasił się do Bosaka, a gdy ten odkopnął go niczym kundla, znowu próbował narodowcom podgryzać nogawkę. I znowu szarpnęli smyczą. Dziś więc władza po raz pierwszy idzie w marszu narodowców, a prezydent i premier cieszą się i niczym czirliderki klaszczą, że pomaszerują razem z Kalinowskim – gówniarzem z ONR, który na profilowym wklejał sobie zdjęcie belgijskiego nazisty, Leona Degrelle, ukochanego „syna” Hitlera. Oto skala tego sojuszu. Jak myślicie, to że Kaczyński przez lata unikał tego marszu i sojuszu z miłośnikami nazistowskich oficerów SS, to serio była tak zła decyzja? Serio teraz Duda zrobił lepiej?

Idziecie w tym marszu, bo nie macie innego. I to jest właśnie najsmutniejsze. Bo nie jesteście przecież faszystami i owszem, wciąż nie wiadomo, czy marsz jest faszystowski już wtedy gdy jest organizowany przez faszystów czy jest faszystowski dopiero, gdy faszystów będzie w nim większość. Ale gdyby Trynkiewicz urządził marsz w dzień dziecka, to chyba nie mielibyście nic przeciwko, żeby uznać go za marsz pedofilski, prawda?

Najgorsze, że idziecie w tym marszu z dziećmi. W marszu, o którym nawet pisowska policja mówi, że może być niebezpieczny. Ale Wy bierzecie te swoje berbecie na barana i dalej z nimi wprost w tłum facetów w kominiarkach i okrzyków „jebać Tuska”, „jebać czerwonych”. A potem, gdy już kostka brukowa opadnie, znowu będzie płakać, jak to wasze poczciwie bidulki nie mogą znieść tęczowego piątku i widoku dwóch mężczyzn trzymających się za rękę. Otóż mogą, właściwie to wszystko mogą, gdy mają za rodziców osobników, którzy przedkładają ideolo nad bezpieczeństwo własnych dzieci. Jakimi Wy jesteście rodzicami i kogo będziecie obwiniać, jak zbłąkane kamienie rozbiją córeczce czaszkę? Stefana Michnika?

Idziecie w tym marszu, mimo faszystowskich gości, mimo niebezpieczeństwa zadymy, bo tak bardzo, ale tak bardzo chcecie wykrzyczeć „Niech nas zobaczą”! Nie chodzi tu o żadną Polskę, którą zarzygujecie smogiem, okradacie na podatkach i zasrywacie non stop śmieciami. Idzie o to, żeby Was wreszcie zobaczyli i wasz poważali. Respect us, respect us – tym marszem skomlecie i owszem, dane Wam będzie zauważenie. Świat znowu spojrzy na Was z góry, znowu nazwie faszystami, Wy znowu się poplujecie, a oni znowu dadzą foty z nazistami, nawet te sprzed lat, a Wy znowu, znowu będziecie bezradni. Bo nie znacjonalizujecie New York Times’a. Tym razem jednak uwikłacie w to prezydenta i całą resztę, co jest chyba najlepszym prezentem dla opozycji. W końcu marsze, jak choćby te KODu, świata nie zmieniają, ale fotki sojuszu z faszystami, owszem zmieniać go potrafią.

Także do hymnu, naprzód marsz (w kierunku przeciwnym do centrum), a za pięć lat niech Patryk Jaki znowu odzyskuje Warszawę.

Przeproście bolszewików

10/11/2018 6 Komentarzy

 

Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a de facto bronił wspólnoty zachodu przed polityczną barbarią, to miał trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików symbolicznie, kiedy wydobywał z nas to, co europejskie, wolnościowe, to miał trudniejszą sytuację. Ale dał radę. Dlaczego wy nie mielibyście pokonać współczesnych bolszewików? – tak mówił dziś Donald Tusk na jakiejś olimpiadzie czy innym kangurze matematycznym wolności w Łodzi. Tymczasem świat bywał trochę bardziej skomplikowany.

Otóż, Józef Piłsudski zanim pokonywał bolszewików, z bolszewikami był za pan brat. Józef Piłsudski stosował bolszewickie próby zdobycia władzy, a w pewnym momencie był nawet od bolszewików gorszy. Bo Lenin po zjeździe w Londynie zakazał zamachów, a Piłsudski wręcz odwrotnie. Być może Józef Piłsudski  w ogóle doczekał niepodległości, bo rodzony brat największego bolszewika, czyli Lenina, swego czasu wziął na siebie całą winę za zamach carski współorganizowany także przez braci Piłsudskich. I przypłacił to karą śmierci.

Nie, Polska nie powstała w 1918 dzięki temu, że Piłsudski miał swoje legiony. I tym bardziej nie powstała, bo Dmowski coś tam na konferencji mówił przez 5 godzin. Jakim trzeba być debilem, żeby wierzyć, iż ktokolwiek w polityce da komukolwiek cokolwiek po jednym przemówieniu jakiegoś Polaka?

Polska powstała, bo akurat to było na rękę mocarstwom. I ogromną rolę odegrali tu właśnie bolszewicy. Bo to bolszewicy, czy szerzej bolszewicy, mienszewicy, eserowcy, rozłożyli Rosję od środka i uwikłali się w tak krwawy konflikt z białymi, że carska Rosja nie dał rady upilnować Polski. I to bolszewicy stanowili tak wielkie zagrożenie, że zwycięskie mocarstwa zażyczyły sobie strefę buforową nad Wisłą w postaci niezależnego państwa. Bez bolszewików świat wyglądałby zupełnie inaczej i Polska mogłaby w ogóle nie powstać. Nie wierzycie? Spytajcie tego Waszego guru, prof. Nowaka, dlaczego Piłsudski jego zdaniem słusznie wstrzymał się z pomocą białym, tym samym pomagając swym dawnym braciom, bolszewikom.

Oczywiście to nie znaczy, że należy bolszewikom stawiać dziś pomniki, zważywszy zwłaszcza ilu Rosjan reżim ten wymordował. Ale akurat w stulecie niepodległości, gdy faszystowskie falangi zaleją Warszawę, warto sobie uświadomić, że to nie tyle prawicowym chłopcom, co właśnie chłopcom od Lenina w dużej mierze ten kraj zawdzięcza niepodległość.

 

 

 

 

 

Wolne siondy u pani Ewy

09/11/2018 11 Komentarzy

Wyobraźcie sobie, że pracodawca przez lata zapomina potrącać Wam z pensji na składkę ZUS. Owszem, ZUS Wam opłaca, ale ma taki burdel w papierach, że na konto wypłacał Wam prawidłową pensję netto + składkę ZUS. W pewnym momencie się jednak pokapował i mówi, hej, przecież ja z Waszej pensji powinienem potrącać połowę miesięcznej składki. Więc oddawajcie teraz 70 000 PLN, bo się, cholera, bezpodstawnie wzbogaciliście. Kasy oczywiście nie macie, bo skąd naraz wytrząśniecie mu 70 koła?

To tylko jedna z kulawych analogii (one zawsze są kulawe), jaka się nasuwa przy skandalicznym wyroku Sądu Najwyższego w sprawie TVP vs. pani Ewa. Przypomnijmy, pani Ewa przez 9 lat była zatrudniona w TVP na śmieciówce i wreszcie poszła do sądu pracy i okazało się, że jednak pracowała na umowie o pracę. Więc TVP musiał zapłacić zaległe składki ZUS. A że połowa składki idzie z wynagrodzenia pracownika, toteż TVP pozwał ja o zwrot połowy zapłaconych składek. Wyszło circa 70000. Dobrzy ludzie prosili Kurskiego, żeby darował, ale ten, jak cały ten łajdacki PIS, wrażliwy. TVP ostro się procesowała. I Sąd Najwyższy właśnie kazał pani Ewie zapłacić.

Co dokładnie zważył Sąd Najwyższy

Świadczenie spełnione przez powódkę na rzecz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych nie ma charakteru alimentacyjnego, ale dotyczy w głównej mierze zwiększenia kapitału składkowego pracownika skutkującego wyższym przyszłym świadczeniem z ubezpieczenia społecznego. Skoro pracownik ma ustawowy obowiązek partycypacji w kosztach swojego ubezpieczenia społecznego, to nie istnieje aksjologiczna podstawa do przerzucenia tego obowiązku na pracodawcę, jeśli pracownik korzystał z ustalonych warunków zatrudnienia przez to, że otrzymywał do swojej dyspozycji tę część wynagrodzenia, która powinna zasilić Fundusz Ubezpieczeń Społecznych.

http://sn.pl/sites/orzecznictwo/Orzeczenia3/II%20PK%20151-17-1.pdf

Tu mamy zonk numer jeden pod tytułem „pracownik otrzymywał do swojej dyspozycji tę część wynagrodzenia, która powinna zasilić Fundusz Ubezpieczeń Społecznych.” W jaki sposób otrzymywał? Na konto, pocztą, przekazem pocztowym? Otrzymywał kopertę z napisem „składka na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, pyzolku”? Nie, pracownik, to jest pani Ewa, otrzymywała wynagrodzenie i nic ponadto. Sąd Najwyższy po prostu uznał, że w tym wynagrodzeniu z umowy o dzieło, które 9 lat później WSTECZNIE uznane zostało za wynagrodzenie z umowy o pracę, MIEŚCIŁA SIĘ już opłacana składka. TVP opłacając je 9 lat później, teraz ma prawo tę mieszczącą się składkę sobie teraz odebrać. A Pani Ewa? Cóż, pani Ewa pracując 9 lat, po prostu zdaniem sądu POWINNA WIEDZIEĆ, że otrzymuje śmieciówkowy nadwyżkowy bonus, i ja wiem, może sobie do świnki na przyszłość powinna odkładać.

Dlaczego powinna wiedzieć? Tu Sąd Najwyższy sięga po ustalenia Sądu Apelacyjnego

Pozwana w toku procesu nie udowodniła, że powódka konsekwentnie przez lata zawierała z nią oraz innymi osobami umowy cywilnoprawne, wykorzystując ich zależność i przymusowe położenie. Wykształcenie pozwanej daje podstawy, by uznać, że decydując się na wytoczenie powództwa o ustalenie stosunku pracy, powinna była mieć świadomość najistotniejszych konsekwencji zapadłego orzeczenia. Powódka dążyła do objęcia jej ochroną właściwą stosunkowi pracy. Ochrona ta znajduje odzwierciadlenie także na gruncie prawa ubezpieczeń społecznych i pozwana powinna była przewidzieć, że w tym zakresie jej status ulegnie zmianie. Z jednej strony uzyska pracowniczy tytuł podlegania ubezpieczeniom, z drugiej zostanie odpowiednio obciążana obowiązkiem finansowania składek.

Cóż to oznacza? Po pierwsze domniemanie, że śmieciówki, czyli umowy zlecenia albo o dzieło, zawierane są z własnej woli. Przy czym obalenie takiego domniemania, wbrew pozorom, wcale nie jest łatwe. Bo jak udowodnić, że skoro podpisałam i pracowałam, to tak naprawdę nie chciałam, bo dostałam umowę z ustnym komentarzem podpisujesz albo do widzenia? Po drugie, mamy tu założenie, że ludzie wykształceni powinni przewidzieć przyszłe rozumowanie Sądu Najwyższego, nawet jeśli sąd pierwszej instancji zupełnie odwrotnie niż Sąd Najwyższy sprawę rozpatrzył. Może w tym sądzie pierwszej instancji jacyś ludzie niewykształceni robią? A jak dokładnie ludzie wykształceni powinni sprawę rozumieć już w momencie składania powództwa o ustalenie stosunku pracy? Cóż, to też wyjaśnia Sąd Najwyższy:

Z tego samego powodu żądanie pracodawcy wobec pracownika zwrotu pokrytych należności składkowych nie może być uznane za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (art. 8 k.p.). W przypadku zatrudnienia w oparciu o umowę o dzieło istnieją dwie strony medalu. Z jednej strony wykonujący taką pracę pozbawiony jest jakiejkolwiek ochrony ubezpieczeniowej, z drugiej jednak strony otrzymuje wyższe (bo nieoskładkowane) wynagrodzenie.Zasady słuszności i sprawiedliwości przemawiają więc za tym, aby pracownik nie był zwolniony z konsekwencji, jakie w prawie ubezpieczeń społecznych wynikają z sądowego ustalenia istnienia stosunku pracy. Natomiast zasady współżycia społecznego sprzeciwiają się temu, aby pracownik został obciążony obowiązkiem spłaty należności jednorazowo. Taka zaś sytuacja nie zachodzi w niniejszej sprawie, bowiem należność została rozłożona na 72 raty (6 lat).

Rozumiecie Państwo? Sąd Najwyższy wprost twierdzi, że umowa o pracę JEST finansowo NIEKORZYSTNA, bo to wynagrodzenie jak na UMOWIE CYWILNOPRAWNEJ minus składka na ZUS. Sąd Najwyższy w ciemno domniemywa, nie tylko że ludzie sami chcą z własnej woli śmieciówek, ale że czymś absolutnie normalnym jest, iż pracodawca ZA TAKĄ SAMĄ PRACĘ daje na umowie o pracę MNIEJ niż na umowie o dzieło. Sąd Najwyższy nie wpadł na to, że za TAKĄ SAMĄ pracę powinna być taka sama pensja DO RĘKI, a kwalifikowanie tej pracy jako umowa o pracę bądź umowa cywilnoprawna powinno być uzależnione tylko od ewentualnego spełniania kodeksowej kwalifikacji takiej umowy (osobiste świadczenia pracy na rzecz pracodawcy pod jego kierownictwem etc.).

 Co oznacza ten wyrok? Poza pętlą na szyję dla wszystkich tych, którzy po latach dochodzić chcą ustalenia stosunku pracy? Bo przecież teraz taka TVP czy inny gigant może wręcz straszyć zatrudnionych na śmieciówki: morda w kubeł, bo jeszcze to my pójdziemy do sądu pracy, ustalimy tam wstecz umowę o pracę, zapłacimy za Was, a jakże, wszystkie składki, i będzie nam wisieć po 70 000. Wystarczy, że wykażemy interes prawny…

Co jednak oznacza ten wyrok w perspektywie szerszej, nie tylko praw pracowniczych?

Po pierwsze, między bajki można włożyć całą tę liberalną fikcję, jak to absolutnie
a-ideologiczni sędziowie w swej mądrości podejmują wyabstrahowaną od indywidualnych poglądów decyzję. Ten wyrok napchany jest neoliberalną ideologią jak tłusta gęś farszem. Również dlatego ludzie tak nienawidzą sądów, bo, słusznie, dostają cholery, gdy kolejny raz słyszą o tej rzekomo odpornej na emocje i ideologie grupie mędrców.

Po drugie, jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, bo nie mamy swojego Ordo Iuris. Nie mamy nie tylko własnego, progresywnego legislacyjno-prawnego centrum, co nie mamy kuźni kadr na uniwerkach, która po latach wejdzie do sądów, trybunałów i przede wszystkim na uczelnie. Powoli wchodzi tam ekonomiczna heterodoksja, ale wciąż nie wchodzi tam progresywna szkoła prawa, z progresywnymi, lewicowymi kadrami. Gdybyśmy takich ludzi w Sądzie Najwyższym mieli, to powołano by się na art. 411 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym nie można przy bezpodstawnym wzbogaceniu żądać zwrotu świadczenia, jeżeli spełnienie świadczenia czyni zadość zasadom współżycia społecznego. Przecież aż się prosi, żeby akurat w tym przypadku podnieść, że spłata obu połówek składki przez TVP czyni zadość tym zasadom. Te przepisy, te klauzule, stanowione były w głębokim PRL! Te przepisy, w samym swoim założeniu, są głęboko progresywne. To ludzie, tak ludzie, swoim neoliberalizmem wypaczają ich sens. Ale to nasza, lewicowa wina, że naszych ludzi nie ma w sądach i nie wydają oni lewicowych interpretacji zasad współżycia społecznego.

Po trzecie, tak wciąż wiele nie możemy, wciąż musimy zaciskać zęby i patrzeć, co ludzie potrafią robić innym ludziom i gdzie zostawiają serce. Ale w zalewie wściekłości, smutku i żalu,  możemy też te parę złotych zebrać i pomóc. Na pomagam prowadzona jest zbiórka w sprawie pani Ewy, warto, naprawdę warto, się dorzucić. A tych, co rzucą coś więcej niż symbolicznie, zapraszam do kontaktu mailowego, będą w ramach malutkiego bonusika zarzucić temacik na dłuższy felieton na niniejszym blogasku.

%d blogerów lubi to: