Archiwum

Archive for the ‘felietonik’ Category

Dziękuję, panie Grzegorzu Kosiniaku Schetyno, z całego serca dziękuję

19/07/2019 48 Komentarzy

A jednak warto było czekać, warto było ugryźć się w wargę i nie krytykować lewicy. Tylko czekać, ściskać kciuki i czekać. Warto było nawet przekonywać działaczy lewicy nad Wisłą, że się może udać, wbrew wszystkiemu może się udać. 

A udać się może, ponieważ, jak się okazało, partie polityczne bynajmniej nie uważają, że żyjemy w dyktaturze, tylko co najwyżej w bantustańskiej demokracji. I partie polityczne są bardziej chciwe na stołki niż przestraszone utratą demokracji.  Tej utraty demokracji bardziej się boją opozycyjni publicyści, ale oni są traktowani przez PO trochę jak smoleńscy dziennikarze traktowani są przez Kaczyńskiego: jako najtwardszy elektorat z rysunku Janka Kozy.

Przyznaję, że przez moment uważałem, że Grzegorz Schetyna bardziej jest przestraszony niż chciwy na mandaty i SLDem nie pogardzi. Myliłem się i oto Grzegorz Schetyna popełnia ruch, który ma szansę zrobić z lewicy gracza wagi średniej. Za to panu, panie Grzegorzu i panu, panie Kosianiku-Kamyszu z całego serca dziękuję

Najciekawsze, że gdy kilka tygodni temu, nie tylko ja, ale cała masa osób na lewicy, nawoływała do wspólnej listy, wiele było z tego szyderstw komcionautów na „truelewicy”, wiele fochów i dąsów. Tymczasem teraz, gdy pojawił się ten samo postulat zjednoczenia, niemal wszyscy są zadowoleni. Widać ten schetynowy czyściec był potrzebny, aby zajrzeć w przepaść i z niej wrócić z nadzieją. Bo to właśnie nadzieja, po raz pierwszy od wielu lat, zawitała na lewicowej stronie. Jest szansa wyjścia z fejsa do dużej polityki, nie spierdolcie tego na lewicy, bo drugiej może już nie być.

Ale czy ten ruch pozwoli pokonać PIS?

Szanse oceniałbym na 30 procent. To mało, ale i tak więcej niż przy jednym wspólnym bloku, który w najłatwiejszych wyborach dla KO dostał niemal 10pkt % mniej. 

Dlaczego szansę oceniam na więcej”

Po pierwsze i najważniejsze czyli PSL. W bloku z KO wieś była oddawana niemal walkowerem PISowi. Teraz wieś będzie miała do wyboru upasionego władzą konserwatystę z PiS i znajomka konserwatystę z PSL, i to z PSL walczącym o życie. Jeśli uda się im przejść te 5% to będą to 5% w całości odebrane PISowi. Oczywiście, zgadzam się z Miglskim, że PSL może nawet wejść do przyszłego rządu, ale to akurat oceniam pozytywnie, bo PSL ograniczy szaleństwa ustawodawcze tej władzy. Jarek zostałby z bardziej spokojnymi i szantażującymi go Lepperami.

Po drugie, koalicja fajnopolacka Schetyny wreszcie może iść w full liberalny populizm z obniżką podatków, likwidacją zakazu handlu w niedziele, wolnością przedsiębiorców. Gdybym był na ich miejscu krzyczałby o likwidacji KRUS, Polskich Planów Kapitałowych, obniżce ZUS itd. Słowem, My wolni ludzie, wolni od obowiązków fiskalnych…

Po trzecie, wreszcie, pojawia się alternatywa dla tej pokaźnej grupy wyborców, którzy nie znoszą PIS, ale brzydzi ich Schetyna i ich partia. W poprzednich wyborach lewica dostała razem niemal 10% ale obiła się o dwa progi. Teraz, przy bezpiecznym rozwiązaniu, ma szansę nawet na więcej. A to dlatego, że może poszerzyć bazę wyborców o młode kobiety (do nich kierowałbym przekaz) oraz masę grup wykluczonych przez PIS (ofiary banków, nauczyciele, niepełnosprawni, stoczniowcy, budżetówka). Można zrobić typowy ruch progresywny dla tych, których mierzi konserwatywny POPiS.

Czy wszystko to da szasnę na kordon sanitarny wokół PIS? Nie wiem, jest na to szansa, ale nawet jeśli się nie uda, Sejm z silną lewicą to wspaniały przyczółek do walki o zwycięstwo za 4 lata.

Reklamy

Szydło do woreczka

16/07/2019 118 Komentarzy

W dniu, w którym ileś uczniów, tylko z racji kretyńskiej reformy, nie dostało się do tak łajdacko wyśmiewanego „wymarzonego liceum”, a ich starych nie stać na korepetycje, więc ze studiami może być w przyszłości gorzej, najwięcej płaczu i szlochu słychać za interesem milionerki in spe z Europarlamentu. Kasującej niewyobrażalny hajs z tej zgniłej UE, której flagą, ale już nie wypłatą, tak bardzo się brzydzi, Beata Szydło została ponoć skrzywdzona a nawet upokorzona.  

Tyle że za każdym razem, gdy słyszę o krzywdzie Szydło, stają mi przed oczyma jej bliscy współpracownicy, którzy zwolnili się na chwilę, założyli spółeczkę tylko po to, by z wolnej ręki dostać 19 milionów na kampanię o sędziach kradnących kiełbasę z Polskiej Fundacji Narodowej zasilanej kasą pisowskich teczkowych w spółkach skarbu państwa. Jeśli więc mówimy o jakimś upokorzeniu, to upokarzane jest dzień w dzień państwo Polskie, którego ograbianie z kasy idzie już nie w miliony, a grube miliardy i to w sposób tak powszechny, że każde kolejne zasilanie Rydzyka i wypinanie się na niepełnosprawnych nawet nie robi wrażenia. Wiadomo, w bantustanie trzeba smarować i kraść, póki się koryto nie zmieni.

Aby jednak zrozumieć, co tak naprawdę spotkało Szydło, trzeba sobie wyobrazić jak analogiczne głosowanie przebiegłoby w Polsce. A więc po pierwsze przebiegałoby ono oczywiście w nocy, po drugie nie byłoby żadnej dyskusji, co najwyżej po minucie na jednego posła, po trzecie, wszystko oczywiście bez kamer, a jak trzeba to i głosowanie na dwie ręce, a gdyby wynik był nie pomyśli, to najpierw reasumpcja głosowania, a potem głosowanie jeszcze osiem razy, do skutku. Tak to mniej więcej wygląda w polskim Sejmie, kilkudniowe pertraktacje i głosowania nad bieda kandydaturą Szydło trwało dłużej niż polska reforma kodeksu karnego (!), gdzie przy okazji złagodzono karanie pedofilów, aż się ktoś połapał i na kolanie pozmieniał.

Być może właśnie absolutny upadek polskiego parlamentaryzmu, który pakiet demokratyczny pomylił z knutem, jest winny temu, że ci dziwni ludzie ze wschodu zwani pisowskimi Polakami nie potrafią zrozumieć, na czym polega działanie zakulisowe, negocjacje, umawianie się, a przede wszystkim szacunek i kindersztuba, bez której traktują cię tylko jako najeźdźcę dyplomatycznego, żeby użyć tego idiotycznego słowa z polskiego psychiatria. Po prostu w Polsce pan naczelnik pstryka, kundle szczekają i wszyscy się cieszą, że z nieba płynie złoty deszcz, ale na tym barbarzyńskim Zachodzie słowa pana naczelnika ważą mniej niż pół uśmiechu Tuska, toteż Beata przegrywa jako jedyna wystawiona kandydatka, i to dwa hehe razy.

Rzecz jasna Europa to jedno, a kraj taki jak Polska to drugie. Upokorzenia Beaty jej tylko pomogą, tak jak pomogą PISowi, który z elektoratem ma ten komfort, że może mu nawet wmówić, że tak naprawdę wszyscy się Beaty boją. Takiego komfortu nie ma i nigdy nie miała opozycja, więc zamiast walczyć więcej i silniej, gubi poparcie wyśmiewając Szydło. Tymczasem wystarczyło wyjść przed kamery, ogłosić pełne wsparcie dla pani Beaty i zrobić nawet kilka ruchów w tej sprawie, a gdyby się nie udało, to rozłożyć ręce i powiedzieć: skoro PIS nie potrafi nawet załatwić wygranej w wyborach z jedną jedyną kandydatką ze swojej partii, to co oni w tej Unii w ogóle załatwić potrafią? 

No ale to polska opozycja, więc wiemy jak to wygląda. 

Najgłupszy Mazurek świata

15/07/2019 24 Komentarze

Spośród dziwacznych sposobów na złośliwe spędzanie czasu czytanie prawicowych listów otwartych jest jednym z bardziej zabawnych. Czy to listu blogerów salonu24.pl w sprawie katastrofy Smoleńskiej, czy to listów prawicowych wolnorynkowych dziennikarzy do Hajdarowicza, czy wreszcie tego ostatniego listu Roberta Mazurka.

Tym razem padło na TVP i Danutę Holecką. Podobno Holecka powinna być w mundurze, bo tak kłamią i manipulują. Przynajmniej tak pisze Mazurek. Myślę sobie, facet, który nie raz w swoich wywiadach opędzlował bruzdę niejednemu de Berierowi, po trzech latach nagle otworzył oczy. Może to i dobrze.  Ale zaraz potem czytam, że właściwie Holecka i TVP jest taka sama jak ci drudzy, a więc pewnie TVN a może nawet i (dawny) Polsat.

Znaczy w 2019 Robert Mazurek z zawodu dziennikarz serio uważa, że propaganda TVN jest taka sama jak TVP. To właściwie powinno kończyć lekturę listu, a zacząć dyskusję. Nie, nie dyskusję nad TVN i TVP, ale dyskusję nad Mazurkiem.

Przez wiele lat wpajano, że TVN robi taką propagandę, że nic nie może się z tym równać. Aż przyszedł Kurski i odpierdolił takie bajlando, że ludzie serio zaczęli zaglądać do podręczników z Gomułką, Gierkiem i Beirutem. Przez wiele lat słuchałem w psychiatryku, jak to TVN jest dnem, gdzie pukają od spodu. A potem zobaczyłem braki serduszka WOSP, SSmańskie materiały o uchodźcach i takie wchodzenie partii władzy w odbyt, że wszystkie czopki w aptekach wyemigrowały do Nibylandii. 

I teraz właśnie po kilku latach sobie widzowie mogą porównać. Teraz te wszystkie Mazurkowe, i nie tylko Mazurkowe, bieda symetryczne kretynizmy mogą sobie dzień w dzień sprawdzać. I zobaczyć, czym się różni stronnicza liberalna telewizja od telewizji partyjnej wręcz do urzygu.

Ba, mogą sobie przejrzeć twittera i zrobić proste zestawienie. Ile gównoburz wynika z manipulacji TVN, a ile z TVP i dlaczego, skoro pacjenci TVNu nie lubią i mają przewagę w sieci, to o TVP jest ciągle jakaś burza? Podpowiem, dlatego że przy tym, co odpierdala TVP, wyśmiewanie manipulacji TVN jest głupie nawet dla pacjentów prawicy.  

I na koniec sam Mazurek może sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jak mu dzieci wchodzą do salonu, to, gdy widzi logo Fakty TVN, także je wyrzuca z pokoju?

PS Uwaga o Bodnarze i prawniczych kwiatkach to typowo prawicowe pomówienie w stylu „wiem, ale nie powiem” i tutaj Mazurek odkrył się bardziej niż w całym tym kuriozalnie symetrycznym liście.

Niegłupi populizm PO

13/07/2019 37 Komentarzy

Ogłoszony wczoraj program gospodarczy PO, czy może jakiś jego zalążek, wywołał fale zdziwienia a potem rechotu na polskiej lewicy. O ile rozumiem zdziwienie i rechot tych, którzy go ekonomicznie analizują na serio, o tyle nie bardzo rozumiem tych, którzy go wyśmiewają politycznie. Nieśmiało przypomnę, że PO, mimo wszystko nie jest jednak partią lewicową, więc pretensje do partii nie-lewicowej, że nie realizuje lewicowych postulatów i nie głosi lewicowych populizmów jest dość zabawny. 

Tymczasem PO, owszem, głosi populizmy tylko że antylewicowe. Czym bowiem jest postulat obniżania podatków z jednoczesnym utrzymaniem socjalu na obecnym poziomie (500+) oraz dorzucenie własnego 500+ jako premii za aktywizacje zamiast obciążać tym pracodawcę (dla każdego zarabiającego powyżej dwóch średnich krajowych).

Z wielu pomysłów PO wybrała wiec ten populizm, który najbardziej może przemówić do Polaków. Polacy bowiem, po pierwsze, nienawidzą podatków i to nawet nie dlatego, że są wysokie (nie są), ale dlatego, że w ogóle istnieją. Dla ogromnej większości Polaków podatki to kradzież, a nie np. lepszy autobus do pracy. Wdrukowywane w umysły neoliberalny hejt na podatki wymaga wieloletniego odkręcania, a to z kolei oznacza, że tu i teraz partia głosząca wzrost podatków jest partią niszową (sławetne 75% najwyższej stawki u partii Razem). Po drugie Polacy uważają wszystkich innych, poza własną klasą, za nierobów. Klasa średnia uważa, że interior to nieroby i pińsety stojące pod sklepem. Klasa ludowa uważa, że paniczyki z klasy średniej tylko w robocie kawkę piją. Stereotypy są tak powszechne, że zarzut nieróbstwa, przy Polakach harujących niemal najwięcej w UE, idealnie więc się nadają do dawania 500+ do ręki za to, że ktoś zarabia powyżej dwóch średnich krajowych.

Reakcja na lewicy jest zabawna o tyle, że kilka dni wcześniej swój pomysł na wygranie wyborów zgłosił Adam Traczyk, za co był na lewicy chwalony. Problem w tym, że całkiem lewicowo słuszne pomysły Adama, nadają się nie tyle na program wyborczy, co na expose.  Pisał bowiem Traczyk, że należy obchodzić PIS z lewej strony, grać na ich boisku i agitować za poprawą usług publicznych. Słowem: podkreślać dramat degradacji publicznej oświaty, ochrony zdrowia, usług opiekuńczych i administracji. 

Problem w tym, że elektorat, poza 12% elektoratu lewicy, tego nie kupi. Po prostu w 2019 roku wyborców nie jesteś w stanie do siebie przekonać żadnym programem abstrakcyjnego inwestowania w usługi publiczne. Po pierwsze nikt w to nie uwierzy, bo takie inwestycje obiecywał każdy, ale to każdy, i nikt ale to nikt tego nie zrealizował (no może poza autostradami). Po drugie, takie inwestycje są dla wybranych, bo nikt z nich nie korzysta non stop a wykazanie poprawy usług publicznych jest medialnie wręcz niemożliwe, czego dowodem całkiem przyjazna (acz nieidealna) komunikacja miejska w Warszawie, o której głośno w mediach akurat wtedy, gdy coś się spieprzy. Po trzecie wreszcie Polacy posmakowali opium w postaci transferów bezpośrednich. I w ich odczuciu o wiele lepszym rozwiązaniem są konkretne pieniądze co miesiąc na koncie niż abstrakcyjne pomysły dofinansowania służby zdrowia. Przecież przy jednym, drugim, trzecim 500+ zawsze mogą iść do lekarza prywatnego, prawda? A przy poważniejszych operacjach likwidowanie kolejek to sprawa na lata. To samo jest z edukacją, bo przecież są prywatne korepetycje, czyż nie?

Tak, 500+ przy wszystkich swoich zaletach, ma więc m.in. taka wadę, że realizuje konserwatywny pomysł dawania pieniędzy obywatelom zamiast inwestowania w usługi publiczne. Czy to 500+ na dzieci, czy to potrącanie 500+ z podatków (a więc obniżka podatków) wszystko to polega na pomyśle państwo „zabiera ci mniej”, bo ty lepiej wiesz, jak wykorzystać te pieniądze. I to się Polakom spodobało.

Oczywiście powoduje to całkowity rozkład usług publicznych, z którymi będzie tylko gorzej, bo prawicowe populizmy mają to do siebie, że nic nie rozwiązują na dłuższą metę. Ale trudno uznać, że zaczęła to robić akurat Platforma, bo to wunderwaffe wymyślił Kaczyński. Oczywiście dla lewicy taki sposób myślenia jest nie do przyjęcia i oczywiście żadna lewicowa partia się pod tym nie powinna podpisać, albowiem tylko 500+ (najlepiej z progami dochodowymi przy pierwszym dziecku) + wyższa progresja podatkowa (z wyższą kwotą wolną pod podatków) + inwestycje w usługi publiczne stanowią credo lewicowej gospodarki.

Ale stan poparcia polskiej lewicy liczonej nawet nomen omen razem pokazuje, że takie credo dla partii chcącej wygrać z PiS byłoby samobójstwem. Jedyną szansą dla PO jest więc januszobiznesowy populizm, o tyle bardziej skuteczny, że akurat politycy PO w te gospodarcze kretynizmy najpewniej gorąco wierzą, co ich może w propagandzie tylko uwiarygodnić.

Dlatego, gdy słyszę, że ponoć na Nowogrodzkiej mają strzelać szampany, bo PO obiecuje obniżkę podatków, utrzymanie 500+ i dorzucenie owego 500+, to myślę, że korki od szampana strzelałby o wiele bardziej, gdyby PO obiecywała program Adama Traczyka albo partii Razem.

Smutne to, ale jest zawsze pociecha w tym, że jeszcze pięć lat temu wizja jakiegokolwiek finansowego wsparcia Polaków przez państwo była uważana za skrajny komunizm, a dziś jest przez POPiS nie do ruszenia. I jeśli lewica chce lepszych usług publicznych, to musi silnym blokiem wejść do rządu z PiS albo PO i tam te inwestycje wymusić. Ale póki co oficjalna lewica jest w stanie klękania przed Schetyną, jak widać głównie po to, żeby ten obniżał podatki.  

Co zrobi Schetyna?

12/07/2019 25 Komentarzy

Wygląda na to, że o kształcie lewicowego bloku zadecyduje osobiście Grzegorz Schetyna, co jest miarą upadku polskiej lewicy. Zwłaszcza że swoje oferty partie lewicowe (poza Razemkami) składają politykowi bez poglądów, bez władzy, bez umiejętności zwycięstwa. Człowiekowi, który, zdaje się, że jako szef partii nigdy nie wygrał żadnych wyborów. 

Cóż więc zrobi Schetyna? Teoretycznie ma trzy wyjścia.

Po pierwsze, może iść Schetyna szerokim blokiem, czyli wszyscy oprócz Razem. To rozwiązanie najlepszy w przypadku wiary w wygraną. Ale też najgorsze z punktu widzenia samej Platformy, albowiem zabierając na statek rozbitków, sama traci miejsca w szalupie. Jeśli więc Schetyna wierzyłby w zwycięstwo, to taki blok od razu by sklejał. Ale raczej nie wierzy, więc skoro i tak ma być w opozycji, to lepiej, żeby jak najwięcej było tam posłów PO. Z drugiej strony troska pomieszana z histerią obozu III RP jest już tak wysoka, że trzeba trochę poudawać te negocjacje i rokowania, stąd te przedłużające się „rozmowy”.

Po drugie, może iść Schetyna samodzielnie z mazgającym się PSL. To rozwiązanie najlepsze, gdy się nie wierzy w zwycięstwo i z przegranej puli chce się zagarnąć jak najwięcej dla siebie. Ma ono jednak swoje wady, to jest wściekłość wyborców (i przyjaznych liberalnych mediów) i to przy Tusku czającym się jesienią oraz możliwość utworzenia lewicowego bloku, który przy 12-14% stałby się w oczach publicznych liczącą się konkurencją dla Schetyny.

Dlatego Schetyna, jak zgaduję, wybierze rozwiązanie trzecie, a więc owszem, stworzy blok, ale tylko z jedną lewicową partią. Pytanie tylko którą? Mógłby z Wiosną, ale to już nie jest Wiosna sprzed pół roku, to jest projekt chylący się ku upadkowi, nielubiany przez innych koalicjantów, do tego z ciągnącymi się za nim niejasnościami i lol-liderem . Dlatego lepiej wybrać SLD niż pożerać rozkładającą się Wiosnę, nawet jeśli Czarzasty nie da się Schetynie schrupać. Przystąpienie SLD do koalicji jest sytuacją win-win dla obu stron. Schetyna będzie miał swój blok antyPISowski bez programu (a więc tak jak lubi) i zerowymi szansami na pokaźny, konkurencyjny blok lewicowy. Czarzasty po latach posuchy nie tylko dostanie się do Sejmu, ale też dostanie się jako jedyna licząca się siła lewicowa. Tam trochę poudaje wielkomiejski liberalizm obyczajowy, rzecz jasna bez żadnych szans ustawodawczych, ale za to z szansą przejęcia wielkomiejskiego współczującego elektoratu.

A lewicowi wyborcy? Cóż, nie za bardzo wierzę w koalicję Wiosny z Razem, więc wyborcom lewicowym zostanie albo głosowanie na podprogowe Razem albo na, być może, nadprogowych Zielonych, jeśli gdzieś tam w piątym rzędzie da się upchnąć dwie osoby na listach bloku anty-PIS. Bo przecież na sam pomysł głosowania na SLD w takiej układance zbiera się na wymioty. 

#Rekrutacja Niech uczniowie się przebranżowią

11/07/2019 4 Komentarze

Nie dostaliście się do wymarzonej szkoły? Jest za mało miejsca i to w czasach niżu demograficznego? Rząd znowu dostał dwie kulki i jedną ukradł a drugą zgubił?

Ojoj, jesteście tacy niedojrzali. Wytłumaczę Wam jako dorosły człowiek, jak w tym kraju należy postępować:

Po pierwsze, możecie przecież się przebranżowić. To samo usłyszały pielęgniarki z ust Balcerowiczów, to samo usłyszeli nauczyciele od rodziców. Więc teraz i ja Wam powtarzam: Wy też możecie się przebranżowić. Na przykład z branży „uczeń” na branżę „pracownik fizyczny”. W tym kraju, każdy kto cokolwiek sobie wymarzył i ma ambicje musi, ale to powtarzam, musi dostać kopa w głowę. Ale zapamiętajcie to dobry kop w głowę. Kop w głowę od troskliwej partii-matki boleć nie może. Najwyżej zamiast na medycynę pójdziecie potem na administracje. Wtedy Wy będziecie innych kopać w głowę, a ci głupi lekarze będą musieli skopanych zszywać. I kto będzie miał lepiej?

Po drugie, niby dlaczego macie mieć prawa do wymarzonej szkoły? Ja takich nie miałem, znaczy miałem, ale piszę, że nie miałem, bo przecież mogłem nie mieć. Poza tym inni mieli i mają przecież gorzej: łamią kości i kręgosłupy, dostają raka i umierają. Doprawdy, skoro ludzie umierają na raka, trzeb być chamsko bezczelnym, żeby mieć jakieś roszczenia do pani matki rządu naszego amen.

Po trzecie, kiedyś to było, w latach 80-tych na przykład. Podpytajcie tych swoich profesorów, tak, tych, co nie potrafią włączyć rzutnika. Oni wiedzą, że wtedy było najlepiej, bo byli młodzi, w tv leciał serial „07 Zgłoś się” i nie trzeba było nawet znać języków. Teraz jest gorzej i to niestety Wasza wina, bo przecież nikt Wam się urodzić, a jednak na świt przyszliście.

Zapamiętajcie raz na zawsze: prawa to Wy macie tylko wtedy, gdy jesteście dzidzią poczętą. Jak się już urodzicie, to jesteście już tylko problemem. Więc zamknąć ryje i do zawodówek, bo ktoś w końcu musi nas, elitę rządzącą Polską, bezszelestnie obsługiwać. Te miliony zarabiane przez Zalewską czy Szydło same się nie wydadzą, zreszta ta ostatni posłała syna do seminarium, więc i Wy możecie. No chyba że wolicie na montownie elektrycznych aut pana Morawieckiego.

Pozdrawiam

Wasz „kochający lud” prawicowiec

[Piłkarsko] Szczęście Argentyny

03/07/2019 3 Komentarze

A jednak warto było zarwać noc i wreszcie obejrzeć Copa America o jej zwyczajowej porze, czyli gdy zaczyna świtać i trudno zasnąć. Owszem, miała Argentyną pecha, nawet większego niż w finale z Niemcami. Słupek, poprzeczka, zdominowanie Brazylii, która mimo tylu gwiazd, kompletnie zagubiona, wycofana i dająca sobie wchodzić na głowę. I to u siebie, z Argentyną, która miała problem z Katarem. Owszem, Brazylii pomogli sędziowie nawet nie dlatego, że nie dali karnych, ale nawet nie spojrzeli na VAR. Gdybym był panem i władcą świata, dałbym każdemu kapitanowi prawo do żądania dwukrotnego obejrzenia przez sędziego VARu w każdej połowie. I to żeby oglądali go sobie razem przed ekranem. 

Ale miała też Argentyna szczęście. Szczęście, bo w ciągu tych pięciu lat od czasu, gdy Messi doprowadził ekipę do finału mistrzostw świata, wreszcie urodziła im się nowa drużyna. Wreszcie przełamali to, co przełamać musieli. Wreszcie inni zawodnicy niż Messi wzięli na siebie ciężar gry.

Tak, to był kolejny wybitny mecz Messiego tym razem, o dziwo, w kadrze, oglądanie tego to trochę jak powrót do czasów, gdy strzelał 94 goli w sezonie, ale trochę jak odkładanie nieuniknionego, czyli coraz bliższej emerytury. Ale najprzyjemniej oglądało się całą resztę Argentyny, która w przy całym tym rozgardiaszu, trenerze sabotażyście (zdjęcie Acuni i wpuszczenie di Marii lol) wreszcie pokazała, że ona też potrafi grać w piłę. Że też potrafią wziąć na siebie ciężar gry, że nie szukają na siłę Messiego. Ba, oni go czasami celowo omijali ze swoim podaniami, Kun Aguero robił to wręcz nagminnie. 

Bo właśnie to jest największą tragedią argentyńskiej piłki. Że od 5 lat cała taktyka polegała na podawaniu do Leo, a ten głęboko zaczynał akcję i przed sobą miał 4-4-2 i żądano cudów. Na mundialu grali wszyscy (poza Higuainem) więc był aż finał. Od 5 lat grać miał już tylko jeden, więc nie dziwne, że nie podołał. Nikt sam nie podoła (pozdrawiamy fanów Ronaldo z ostatniego, i w sumie każdego, mundialu). Teraz, w tegorocznym Copa także Messi się cofał, a nawet, o zgrozo, robił wślizgi. Raz nawet znalazł się na pozycji stopera niczym dobry box to box. Rakitic byłby dumny! Ale grali też, czy może odważyli się grać, także inni. W końcu ktoś miał jaja nie podawać do numeru 10 i rywale od razu zaczynali mieć z tym problem. Bo nagle Argentyna przestała być przewidywalna, nagle gole mógł zdobywać ktoś inny. Nagle podwajanie Messiego przestawało działać.

Jeśli tylko z tej drużyny odejdzie di Maria, a na dobre wejdzie Dybala z Lo Celso i rozwinie się ten Marinez, to będzie to fajna paka. Może nie do wygrywania, ale do kolejnych finałów, których Messi będzie miał być może więcej niż Złotych Piłek.  

%d blogerów lubi to: