Archiwum

Archive for the ‘felietonik’ Category

Czy Eliza Michalik wyjedzie z Polski?

20/11/2019 17 Komentarzy

Tytułowe pytanie nasunęło mi się (nie pierwszy raz zresztą) po lekturze felietonu Elizy Michalik. W tekście pod zwięzłym tytułem 30-krotność ZUS, czyli tak PiS chce karać za rozum i kwalifikacje. To łupienie Polaków przeczytałem bowiem, że celem wprowadzenia limitu 30-krotności ZUS dla najbogatszych było m.in. „zniechęcenie ludzi o najwyższych kwalifikacjach, specjalistów i ekspertów, przedstawicieli wolnych zawodów i pracowników wysokiego szczebla do wyjazdu za granicę”. Ocierając łzy na okoliczność, że po zniesieniu limitu prezeska spółki będzie odprowadzała ze swojej pensji taki sam procent na ZUS, co odprowadza go dziś pielęgniarka, posmutniałem, albowiem całe to barbarzyństwo PiS oznacza, że za granicę wyjdzie chyba też sama pani redaktor Michalik?

Czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej

Potężny Duńczyk i Śliski Gowin gruchoczą Szybkiego Jarka

19/11/2019 83 Komentarze

A jednak nie udało się Kaczyńskiemu przechytrzyć wszystkich, rozegrać, rozrobić i postawić na swoim. I musiał PIS wycofać projekt likwidacji limitu 30-krotności wrzucić do kosza. 

Nie udało się z Gowinem, który zalicytował ostro i jeszcze nie raz ostro licytować będzie. Z ciepłej kluchy nagle Gowin stał się graczem. Kto wie, być może nawet graczem na zmianę koalicji wyborczej.

Nie udało się także podzielić Lewicy. Ta złożyła bowiem swój własny, o wiele bardziej lewicowy (czytaj: sprawiedliwy) pomysł, robiąc PISowi lewicowe sprawdzam. Zaproponowała bowiem nie tylko obniżkę limitu, ale także emeryturę minimalną i maksymalną. Jeśli dodaćdo tego znakomite przemówienie Zandberga, który nakrył czapką Morawieckiego, Schetynę i całą resztę, można powiedzieć, że lewica dmie w lewicowe żagle z całą mocą. I będzie krok po kroku dokonywać merytorycznej dekonstrukcji jarkowego mirażu państwa dobrobytu.

Sam pomysł z emeryturą minimalną jest o tyle świetny, że to samograj w wyborach prezydenckich, gdzie będzie można non stop pytać PIS, dlaczego nie chcą naprawdę pomóc emerytom zamiast rzucać ochłapy trzynastki notabene zabranej z Funduszu dla Niepełnosprawnych. Wbrew pozorom jest to też szansa na nowych wyborców emerytów, którzy głosują na PO. Kto widział marsze KODu, ten wie, jak wiele tam osób w wieku co najmniej przedemerytalnym. Minimalna emertura to także test. Test na empatie, tych ponoć empatycznych libków. Zestawiając bowiem minimalną emeryturę ze zniesieniem limitu i emeryturą maksymalną, będą musieli sobie odpowiedzieć na pytanie: czy bardziej empatyzują z szefem albo swoimi marzeniami o byciu w top 1%, czy bardziej ze swoją babcią i dziadkiem, którzy nagle mogą dostać więcej. To będzie bardzo pouczająca lekcja, kto z kim się utożsamia i komu współczuje.

Pojawiają się głosy, że emerytura maksymalna jest sprzeczna z prawem i głupie Razemki, nie rozumieją przepisów. Niestety były działacz partii Razem, adwokat z Warszawy, kolega Piotr Barczak bardzo ładnie wypunktował, co tak naprawdę o składkach orzekł swego czasu Trybunał Konstytucyjny

 Mam nadzieję, że prezentowany tutaj punkt widzenia łatwiej będzie zrozumieć i zaakceptować, jeśli podbudową dla niego będzie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 4 listopada 2015 r., sygn. K 1/14 (3*). Zwracam uwagę, że chodzi o TK sprzed dobrej zmiany. Dlaczego to ważne? Dlatego, że art. 67 Konstytucji RP nakłada na państwo obowiązek stworzenia mechanizmu alimentowania przez społeczeństwo osób wymagających wsparcia w zaspokajaniu swoich podstawowych potrzeb. Stworzenie sprawnego systemu emerytalnego jest więc obowiązkiem państwa. W zasadzie można na tym poprzestać, cytując następujący fragment uzasadnienia: „składka emerytalna (w części opłacanej przez ubezpieczonego) – chociaż stanowi część prawa majątkowego pracownika do wynagrodzenia brutto, a w sensie ekonomicznym zalicza się do jego przychodu – jest, podobnie jak podatek dochodowy, ciężarem publicznym w rozumieniu art. 84 Konstytucji, a jednocześnie daniną publiczną w rozumieniu art. 217 Konstytucji.”

Ale nie chodzi tu o pójście na łatwiznę. Tym bardziej, że TK bardzo obszernie wyjaśnił zarówno konstytucyjne, jak i aksjologiczne podstawy funkcjonowania systemu emerytalnego. Lewacy nie muszą się nawet za bardzo wysilać 😉.

I tak: „Sam udział w finansowaniu systemu emerytalnego nie może być traktowany jako forma indywidualnego inwestowania przez ubezpieczonego środków przeznaczonych na wypłatę jego własnego świadczenia emerytalnego. (…) 𝗧𝗿𝗲𝘀́𝗰𝗶𝗮̨ 𝗴𝘄𝗮𝗿𝗮𝗻𝗰𝗷𝗶 𝗼𝗸𝗿𝗲𝘀́𝗹𝗼𝗻𝘆𝗰𝗵 𝘄 𝗮𝗿𝘁. 𝟲𝟳 𝘂𝘀𝘁. 𝟭 𝗞𝗼𝗻𝘀𝘁𝘆𝘁𝘂𝗰𝗷𝗶 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗯𝗼𝘄𝗶𝗲𝗺 𝘇𝗮𝗽𝗲𝘄𝗻𝗶𝗲𝗻𝗶𝗲𝘇𝗮𝗯𝗲𝘇𝗽𝗶𝗲𝗰𝘇𝗲𝗻𝗶𝗮 𝘀𝗽𝗼ł𝗲𝗰𝘇𝗻𝗲𝗴𝗼, 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝗲 𝗽𝗼 𝗼𝘀𝗶𝗮̨𝗴𝗻𝗶𝗲̨𝗰𝗶𝘂 𝘄𝗶𝗲𝗸𝘂 𝗲𝗺𝗲𝗿𝘆𝘁𝗮𝗹𝗻𝗲𝗴𝗼 𝗽𝗼𝘇𝘄𝗼𝗹𝗶 𝗻𝗮 𝘇𝗮𝘀𝗽𝗼𝗸𝗼𝗷𝗲𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗼𝗱𝘀𝘁𝗮𝘄𝗼𝘄𝘆𝗰𝗵𝗽𝗼𝘁𝗿𝘇𝗲𝗯 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗶𝗰𝗵 𝗼𝘀𝗼́𝗯 𝘂𝗯𝗲𝘇𝗽𝗶𝗲𝗰𝘇𝗼𝗻𝘆𝗰𝗵, 𝗻𝗶𝗲 𝘁𝘆𝗹𝗸𝗼 𝗼𝘀𝗼́𝗯 𝗽ł𝗮𝗰𝗮̨𝗰𝘆𝗰𝗵 𝘀𝗸ł𝗮𝗱𝗸𝗶.” Ustawodawca „[n]ie może zatem tak ukształtować systemu, aby osoby, które zaprzestaną pracy zarobkowej w związku z osiągnięciem konkretnego wieku, zostały całkowicie pozbawione świadczeń. Naruszenie istoty prawa do emerytury miałoby również miejsce wówczas, kiedy wysokość świadczeń emerytalnych uniemożliwiałaby uprawnionym zaspokojenie ich potrzeb życiowych co najmniej w podstawowym zakresie.”

TK nie stwierdził bynajmniej, że rozwiązaniem jest emerytalna urawniłowka. Przeciwnie: „Występowanie ekonomicznej zależności między opłacaniem składki na ubezpieczenie a wysokością świadczenia przysługującego w związku z zaistnieniem ryzyka ubezpieczeniowego jest jednym z elementów ubezpieczeń społecznych, w tym także systemu emerytalnego. Nie jest to zależność absolutna. 𝗦𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺𝘂 𝘀́𝘄𝗶𝗮𝗱𝗰𝘇𝗲𝗻́𝗲𝗺𝗲𝗿𝘆𝘁𝗮𝗹𝗻𝘆𝗰𝗵 𝗻𝗶𝗲 𝗻𝗮𝗹𝗲𝘇̇𝘆 𝘁𝗿𝗮𝗸𝘁𝗼𝘄𝗮𝗰́ 𝘄𝘆ł𝗮̨𝗰𝘇𝗻𝗶𝗲 𝗷𝗮𝗸𝗼 𝗺𝗲𝗰𝗵𝗮𝗻𝗶𝘇𝗺𝘂, 𝘄 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝘆𝗺 𝗸𝗮𝘇̇𝗱𝘆 𝗯𝗲𝗻𝗲𝗳𝗶𝗰𝗷𝗲𝗻𝘁 𝗼𝘁𝗿𝘇𝘆𝗺𝘂𝗷𝗲𝘀́𝘄𝗶𝗮𝗱𝗰𝘇𝗲𝗻𝗶𝗲 𝗱𝗼𝗸ł𝗮𝗱𝗻𝗶𝗲 𝘄 𝘁𝗮𝗸𝗶𝗺 𝘄𝘆𝗺𝗶𝗮𝗿𝘇𝗲, 𝗷𝗮𝗸𝗶 𝘄𝗶𝗮̨𝘇̇𝗲 𝘀𝗶𝗲̨ 𝘇 𝗷𝗲𝗴𝗼 𝘂𝗰𝘇𝗲𝘀𝘁𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗲𝗺 𝘄 𝗳𝗶𝗻𝗮𝗻𝘀𝗼𝘄𝗮𝗻𝗶𝘂 𝘁𝗲𝗴𝗼 𝘀𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺𝘂. 𝗖𝗵𝗼𝗱𝘇𝗶𝗿𝗮𝗰𝘇𝗲𝗷 𝗼 𝘁𝗼, 𝗮𝗯𝘆 𝘀𝘁𝘄𝗼𝗿𝘇𝗼𝗻𝘆 𝗽𝗿𝘇𝗲𝘇 𝗽𝗮𝗻́𝘀𝘁𝘄𝗼 𝘀𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺 𝘀́𝘄𝗶𝗮𝗱𝗰𝘇𝗲𝗻́ 𝘂𝗺𝗼𝘇̇𝗹𝗶𝘄𝗶𝗮ł 𝗲𝗳𝗲𝗸𝘁𝘆𝘄𝗻𝗲 𝘇𝗮𝘀𝗽𝗼𝗸𝗼𝗷𝗲𝗻𝗶𝗲 𝘀ł𝘂𝘀𝘇𝗻𝘆𝗰𝗵 𝗽𝗼𝘁𝗿𝘇𝗲𝗯𝗼𝘀𝗼́𝗯 𝘂𝗯𝗲𝘇𝗽𝗶𝗲𝗰𝘇𝗼𝗻𝘆𝗰𝗵. Wynika to z obowiązywania zasady solidarności międzypokoleniowej czy szerzej, zasady solidaryzmu społecznego oraz powszechności i względnej jednolitości kryteriów przyznawania świadczeń i określania ich wysokości. (…) Gwarancji wynikających z art. 67 ust. 1 Konstytucji nie można odczytywać inaczej, jak tylko w odniesieniu do określonej przez prawo wspólnoty osób narażonych na ryzyko ubezpieczeniowe, jakim jest osiągnięcie wieku emerytalnego. Zasada solidaryzmu społecznego wyklucza możliwość postrzegania systemu zabezpieczenia emerytalnego jako mechanizmu, w którym każdy ubezpieczony zaspokaja samodzielnie własne potrzeby finansowe.”

No dobrze, ale co z prawami nabytymi?.. czytaj dalej na Fejsbuku 

Tyle jeśli chodzi o interpretację prawną. A jeśli chodzi o politykę to cóż, moim kochanym libkom pozostaje albo głosować na pokraczną PO, która nie potrafi nawet zorganizować własnych prawyborów albo na zdrajcę Gowina albo na Lewicę, która owszem, trochę was opodatkuje, ale zapewni lepszy los Waszym dzieciom, gdyby Wam tenże los zrobił kiedyś życiowego psikusa.  

30-krotność politycznie czyli poprzeć w zamian za …?

16/11/2019 74 Komentarze

Marzenia czasem się spełniają. Przynajmniej te polityczne. Jako lewicowemu wyborcy od kilku lat marzyło mi się, żeby lewica stanęła na mównicy sejmowej jako języczek u wagi i współdecydowała w rządzeniu państwem. I proszę, za sprawą Gowina, oto lewica owym języczkiem się stała. Czy to wykorzysta?

Abstrahując od kwestii ideologicznych (te omawialiśmy w poście poprzednim), wciąż otwarte pozostaje pytanie polityczne: jak powinna się zachować lewica?

Wyjścia są trzy. Po pierwsze, może PiSowski pomysł odrzucić ręka w rękę z Platformą. To rozwiązanie politycznie najmniej roztropnie, zwłaszcza teraz, po obrażaniu ze strony Kidawy Błońskiej. Lewica wyjdzie na tchórzy i do końca będzie jej wypominane, jak bardzo jest fejk lewicą. Po drugie, lewica może pomysł PIS poprzeć bezwarunkowo. To też nie najmądrzejsze, albowiem wciąż duży odsetek wyborców lewicy to wyborcy antypisowscy, którą mają Lewicę za taką bardziej liberalną Platformę. Kto pamięta histerię po słynnym pomyśle Wosia współpracy z PISem, ten wie, że bezwarunkowe popieranie PIS, to prosta droga do utraty wyborców w zamian za plus w lewicowej banieczce soszialmediowej. Tyle że ta banieczka to aż 599 głosów. W całej Polsce.

Po trzecie, wreszcie, może lewica poprzeć ten pomysł, ale warunkowo. I tu pojawia się prawdziwa okazja polityczna. Oczywiście warunek ten nie może być warunkiem totalnie zaporowym, bo lewica wyjdzie na tchórzliwych kłamców. To powinien być warunek możliwy do spełnienia. Pierwszym warunkiem poparcia jest pomysł emerytury maksymalnej – abstrahując od aspektów prawnych ma on tę zaletę, że lewica wychodzi na strażnika finansów publicznych. To o tyle korzystne, że przecież lewica ma przyprawioną gębę księżycowej ekonomii, chociaż, jak policzyła Rzepa, pomysły wyborcze Lewicy akurat kosztowałyby podatników najmniej. Drugim warunkiem, może być nie tyle poparcie zniesienia limitu, co jego zwiększenie, na przykład do 50-krotności, co z kolei mogłoby nie tylko uratować Polskę przed wypłacaniem gigantycznych wynagrodzeń w przyszłości, ale jednocześnie ominąć problem legalności maksymalnej emerytury.

Gdyby jednak ktoś mnie spytał, jaki politycznie byłby najlepszy warunek, od spełniania którego mogłaby Lewica poprzeć zniesienie limitu 30-krotności, odrzekłbym, że powinno nim być podwyższenie…kwoty wolnej od podatków.

W ten sposób, fantomowy ból wyborców odnośnie wzrostu składki najbogatszych (którymi w większości i tak nigdy nie zostaną), zostałby skonsumowany przez realny wzrost pieniążków w kieszeni. Przypomnijmy: to jest lewicowy pomysł partii Razem od momentu jej powstania. No i oczywiście wpisuje się piękne ustawienia antagonizmu klasowego.

PIS, rzecz jasna, żadnego z warunków Lewicy nie zechce spełnić, nie są aż takimi durniami. I tutaj znowu poparcie przez Lewicę pisowskiego pomysłu byłoby kompletną porażką. Nie po to daje się warunki do spełnienia, żeby po ich niespełnieniu w pełni kapitulować. Ale też sprzeciw nie byłby chyba najlepszą strategią. Trzeba bowiem pamiętać, dlaczego PIS obstaje przy obniżce limitu. Nie chodzi tylko o budżet. Chodzi, po pierwsze, o obejście lewicy z lewej strony i tym samym rozbrojenie taktyki obchodzenia z lewej PISu przez lewicę. Co z tego, że składacie projekt ustawy leków po 5 PLN, jak nie poparliście zniesienia limitu dla najbogatszych – zakrzyknie Kaczyński i TVP. Po drugie, obniżenie limitu jest testowaniem Gowina. W momencie, gdy Gowin negocjuje pulę spółek skarbu państwa, wrzucany jest na ruszt, gdzie ma w sprawie limitu albo dać się złamać albo nie dostać fruktów. Po trzecie, w odwodzie zostaje zawsze weto prezydenta wszystkich Polaków. 

Z tego powodu, najlepsze co mogłaby zrobić lewica, to się podzielić w głosowaniu po linii ideologicznej. Projekt by przepadł, ale te kilka osób z lewicy, który poparłoby PiSowski projekt, idealnie nadawałoby się później, aby obchodzić PIS z lewej strony.

Likwidacja 30-krotności to nie lewicowy pomysł, ale chyba trzeba poprzeć

14/11/2019 84 Komentarze

Trudno o lepszą odpowiedź PIS na te wszystkie liberalne modlitwy o kryzys i te wszystkie zapowiedzi, że hohoho, co to będzie z socjalem, gdy gospodarka siądzie. Dziś już widzimy, co będzie: po prostu PIS podniesie daniny publiczne, bo do tej pory tego unikał. A to oznacza, że spokojnie może wyciągnąć nie 5-6 a nawet 50 miliardów PLN i sfinansować KAŻDĄ obietnicę wyborczą. Cieszę się, że sobie to wyjaśniliśmy i może skończy się modlenie do Wielkiego Kryzysu o pomoc w odsuwaniu PIS od władzy.

Przykładem takiego właśnie uzupełniania kasiurki jest PISowski pomysł, aby znieść limit 30-krotności składek na ZUS. Jak ładnie to wskazał sonar Wyborczej, chodzi o to, że jak na umowę o pracę przekraczasz 12 tysi miesięcznie, to ZUS już ci nie rośnie i cały czas płacisz składkę ZUS jakbyś te 12 tysi zarabiał.

Z lewicowego punktu widzenia te rozwiązanie ma jednak dwie oczywiste wady. Pierwsza, o której mówią wszyscy, to problem wypłaty wysokich emerytur. ZUS nie jest podatkiem, tylko składką, a to oznacza, że im większą płacisz składkę, tym większą dostaniesz emeryturę od państwa. Osoby zmuszone do zapłaty większej stawki, będą więc w przyszłości dostawać bardzo wysokie emerytury. Pojawią się pomysły, zgłaszane ostatnio przez partię Razem, aby dać maksymalną emeryturę. To jest jednak prawna mina, albowiem, jeśli masz emeryturę uzależnioną od wysokości składki i nagle prawem kaduka od pewnego momentu wysokość składki do wyliczania emerytury się przestaje liczyć, chociaż cały czas musisz tę wysoką składkę płacić, to równie dobrze można potraktować to jako podatek od luksusu, a nie żadne ubezpieczenie. Obstawiam, że każdy niezależny sąd czy trybunał, nie tylko TK ale również unijny, taką konstrukcję uwali i wszystko, co będzie mogła wtedy zrobić lewica to kilka memów z płaczącym kotkiem. 

Druga wada, o której mówi się o wiele mniej, to skandaliczny fakt, że wzrost składek ZUS ma nie dotyczyć działalności gospodarczej. Oznacza to, że jeśli jesteś bardzo bogatym lekarzem, adwokatem, architektem to płacisz nadal ZUS liniowy, czyli niecałe 1400 PLN, a jak jesteś zatrudniony na umowę o pracę, to nagle ZUS ci gwałtownie rośnie przy pensji powyżej 12 000. Co to oznacza w praktyce? Ano w praktyce oznacza, że kto tylko będzie mógł, będzie uciekał na działalność gospodarczą. I nagle pan prezes na kontrakcie menadżerskim z pensją 50 000, będzie miał ZUS w wysokości 1400, jego dyrektorka na kontrakcie z pensją 15 000  będzie miała ZUS w wysokości 1400, a menadżerka z pensją 8000 brutto już dziś płaci ZUS w wysokości 1700. Jak dostanie awans to sky is the limit i im większa podwyżka tym większy zapłaci ZUS. Coś tu chyba nie bangla, prawda?

Oczywiście, nie wszyscy uciekną z działalnością gospodarczą, bo to nie opowieść z krainy Korwinlandii. Część zostanie, na przykład wysokokwalifikowani urzędnicy. Już dziś państwo Polskie ma ogromny problem z konkurowaniem z sektorem prywatnym, teraz będzie to na pewnym poziomie już niemal niemożliwe, albowiem różnica w zarobkach netto drastycznie się zwiększy. A to oczywiście oznacza dalszą dekompozycję systemu i obsadzania go miernotami po znajomości.

Dlatego z lewicowego punktu widzenia pomysł likwidacji 30krotności bez objęcia wzrostem składek osób na działalności gospodarczej jest mało sensowny, zwiększy tylko odsetek kontraktów menadżerskich i pogrąży urzędników wysokiego szczebla. Gdybym ja składał poprawkę, objąłbym ZUSem uzależnionym do zarobków wszystkich, także na działalności, aczkolwiek dał pewien limit (40-krotność?), tak żeby nie wypłacać gigantycznych emerytur w przyszłości.

Z politycznego zaś punktu widzenia, w przypadku odrzucenia poprawek przez PIS, po części  (głosowanie bez dyscypliny) jako lewica zagłosował za rozwiązaniem PISowskim. Dlaczego? Otóż pierwszym najważniejszym zadaniem lewicy jest wybicie się na niepodległość, a to jest możliwe tylko przy głosowaniu za rozwiązaniami socjalnymi wbrew jękom liberałów z PO.

Po prostu trzeba sobie liberalną opozycję ustawić do pionu i trzeba się uwiarygodnić w oczach wyborców. Zwłaszcza tych lewicowych. Inaczej lewica rozpuści się w antypisowskich glutach.

Marsz niepodległości jako ludowy festyn

12/11/2019 27 Komentarzy

Mimo wszystko trudno się nie uśmiechnąć, patrząc, jak tysiące polskich patriotów krzyczy na marszu „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” w rocznicę umownego dnia odzyskania niepodległości, w którym to czerwony przecież Piłsudski odbiera władzę od niemiecko-austriackich kolaborantów z Rady Regencyjnej. Jeszcze śmieszniejsze wydają się w tym kontekście błagania uczestników marszu skierowane do duchownych o przywództwo, albowiem w owej Radzie Regencyjnej znalazł się przecież znany carski lizus arcybiskup Kakowski. A już najbardziej komiczna wydaje się obecność dzieci na marszu, które na co dzień chronione są przed okrutnymi obrazkami tęczy, dyni na Halloween, Harrym Potterem, tolerancją i strajkiem szkolnym, tylko po to, by w dniu niepodległości pośpiewać za tatusiem i mamusią o wieszaniu ludzi na drzewach i mordowaniu wrogów Ojczyzny.

W tym sensie marsz ten jest nie tyle groźny, ile po prostu komiczny. Coraz bardziej też przypomina ludowy festyn z… czytaj dalej na stronie Krytyki Politycznej.

Mit pisowskiego smoka

04/11/2019 67 Komentarzy

Od blisko 4 lat karmieni jesteśmy bajką o smoku. Smok ma ziać ogniem, smok ma deptać i rozszarpywać wszystko, co mu stanie na drodze. Smok ma być tak okrutny jak dawne prastare smoki. Smok już nawet nie musi się wzbijać do lotu, wystarczy, że mruknie i już całe wioski, a raczej pałace, drżą ze strachu przed smokiem. Smokiem pisowskim.

Znaleźli się jednak tacy, którzy nie uwierzyli w bajkę o smoku. 

Czytaj dalej na stronie Super Ekspressu

PS Dzisiejsza wiadomość o nominacjach do Trybunału pokazuje, jak bardzo smok czuje się osaczony i jak nikomu już nie ufa.

Dlaczego należy kibicować porażkom Barcelony

02/11/2019 13 Komentarzy

Dziś było znowu to samo. Czekasz sobie na mieczyk, wiesz, że będą krwawic oczy, idziesz do buka i stawiasz na remis, bo to Valverde. Ale nie, ten potrafi naprawdę zaskoczyć. I przy prowadzeniu przegrać trzema brakami z… Levante. Notabene z tym Levante przegrał trzy razy w 18 miesięcy, prawdziwy, kurwa, gigant.

Dlatego trzeba zacząć kibicować Barcelony przeciwnikom. Bo nie da się już tego oglądać, serio już wystarczy. 

To jest drużyna, w której na prawej obronie gra Semedo, będący piłkarskim imbecylem niepotrafiącym zrobić trzech dobrych asyst w ciągu kilku lat.

To jest drużyna, gdzie powolny Busquets musi pokrywać o połowę większa przestrzeń, bo, jak ma kurwa, nie pokrywać, skoro jest problem z posiadaniem piłki w wysokim pressingu przeciwnika. Każdy trener to wie, nawet trenerzy z Polski, nawet polscy kibice.

To jest drużyna, gdzie Griezmann, kupiony za 120 baniek, gra nie na swojej pozycji, czyli na skrzydle, gdzie akurat potrzebna jest szybkość, której, co za pech, Griezmann akurat nie ma.

To jest drużyna, gdzie gra Suarez, wolny jak wóz z węglem, będącym hamulcowym każdego ataku, facet z nadwagą, bez szybkości, dryblingu i ciągle nurkujący, ale za to przyjaciel Messiego, więc gra. Czasami coś strzeli, chyba że chodzi o ligę mistrzów, w której na wyjeździe nie strzelił od 4 sezonów.

To jest drużyna, gdzie Messi po tylu latach wreszcie stracił drybling, ma masę strat, z których każda naraża na kontrę, wystarczy go dziś podwoić i spokojnie 70% ataku Barcelony idzie w piach.

To jest drużyna, gdzie wybrano kruchego jak herbatniki Dembele, zamiast Mbappe (kurwajapierdole), a w lidze tę drużynę pod nieobecność Messiego ciągnął 16 latek.

To jest drużyna z De Jongiem, który wygląda jak przeciętniak, bo jak ma inaczej wyglądać skoro w Ajaxie ciągl był tuch i wychodzenie na pozycję, a w Barcelonie jest dreptanka, a nuż Messi coś wsadzi i będzie fp fap w mediach. 

To jest drużyna tak zła, że jej oglądanie powodować może zawały, nowotwory i inne gangreny. 

To jest drużyna dokładnie taka, jakim piłkarzem był Valverde i jaka była Barcelona przed nadejściem Cruyffa. Zrobił Valverde z niej Athletic Bilbao z Messim i Ter Stegenem, chociaż z Bilbao w sumie też przegrał.

To jest drużyna Bartomeu, który prezesem został przypadkowo, wygrał drugi raz dzięki trypletowi i za trenera chce mieć posłusznego giermka a nie kogoś z charakterem.

Nie da się tego oglądać, każdy lepszy trener wchodzi w Barcelonę z drzwiami, patrzysz na Napoli, Inter, Granadę, Slavie Praga, Levante i widzisz piłkarską myśl, patrzysz na Barcelonę i widzisz „podaj do Alby”, weź zrób coś Messi, musieliśmy cierpieć, rywal postawił twarde warunki. Kurwa, jakbyś słuchał Władka Stachurskiego z reprezentacji Polski.

Trzeba więc liczyć, że Barcelona będzie przegrywać. Trzeba o to się modlić, trzymać kciuki, odprawiać ateistyczne gusła. Trzeba liczyć, że nie tylko będzie przegrywać, ale jak wyjdzie z grupy ligi mistrzów, to od razu ją wypierdolą z hukiem, najlepiej z manitą od jakiegoś Ajaxu.  

Są na to szanse. Bardzo duże szanse i za to trzeba trzymać kciuki. Dalej niż do ćwierćfinału ten kataloński Manchester United i tak nie zajedzie, a wstrząs może wypierdoli tego najbardziej znienawidzonego trenera od lat.

Inaczej trupie gnicie będzie dalej rozkładać to coś zwane drużyną piłkarską. I to gdy ma się Messiego, De Jonga, Arthura… mujborze, co by taki Giardiola zrobił z taką drużyną.

%d blogerów lubi to: