Galopujący major

PO zaczyna umieć w spoty w przeciwieństwie do lewicy

Reklamy

Gdybym miał wystawić notę dla „Ostatniej wieczerzy” – spotu Koalicji Obywatelskiej. byłoby to mocne trzy z plusem, a kto wie może nawet cztery na szynach. Owszem, to jest spot nie o polskiej rodzinie, tylko jak sobie wyobraża klasa średnia polską rodzinę. Ale gdy słyszę te fajnpolackie utyskiwania na meblościankę i smartfona ze spotu, to sobie przypominam tych samych fajnopolaków klaszczących filmom Smarzowskiego, gdzie dokładnie takie wnętrza są non stop w użyciu I jakoś to nie przeszkadza, jakoś to jest realizmem. 

Teraz oczywiście spot musi dostać ocenę niższą, nawet nie dlatego że szczujnia netowa obśmiała aktorów ze spotu i seksistowsko rechocze, ale dlatego, że szczujnią karmi się TVP. Więc w normalnej sytuacji obśmianie zostałoby tylko w banieczce twitterowej, którą cały naród ma w rzyci. Ale w sytuacji nienormalnej, to obśmianie będzie grzane co chwila w TVP, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. I pokazuje też, dlaczego opozycja ma tak bardzo pod górkę.

Nie mniej jednak zaryzykuję twierdzenie, że opozycja liberalna zaczyna się uczyć w spoty. Tym, którzy uśmiechają się czytając te słowa, polecam odtworzyć sobie ostatni spot Borysa Budki. To jest bardzo dobry spot, chociaż kierowany do innego targetu. To jest taki spot, jaki kiedyś chciał robić Patryk Jaki, ale powstawiał na planszy jachty w środku Warszawy i go zabito śmiechem w wyborach. Oczywiście wszystko to za późno, wszystko to wymaga poprawy, ale kierunek obrany jest słuszny. Kidwa-Błońska jako przyszła kandydatka na prezydentkę, przekaz do polskich rodzin mających w rzyci wolne sądy, powolne, ale jednak, punktowanie PISu za zaniedbania w usługach publicznych, których nigdy ci z PISu nie naprawią. Bo są nieudacznikami. 

Być może doświadczamy właśnie powolnego przepoczwarzania się z partii Schetyny z bycia zakładnikiem liberalnych, elitarnie myślących publicystów w bycie liberalnymi populistami wreszcie grającymi na egoistycznych emocjach. To ostatnie dałoby PO drugie życie, ale byłoby szalenie niebezpieczne dla lewicy.

I właśnie do lewicy mam większą pretensję i o wiele smutniej mi się na ich kampanię patrzy niż na kampanie KO. Mam bowiem wrażenie, że kampania lewicy wyzuta jest z entuzjazmu, z tego, co stanowiło jej siłę cztery lata temu. Cztery lata temu partia Razem szła niesiona falą zachwytów, cztery, a nawet trzy i dwa lata temu, była partia Razem autorem najlepszym politycznych memów w Polsce. Trzy, cztery lata temu robili najlepsze akcje, w tym słynne wyświetlanie apeli z rzutnika na gmachu w Ujazdowskich. Dziś tego nie ma, dziś, może więcej jest pieniędzy, ale dziś jest tak… tak po eseldowsku. Czyli nijak.

Cały czas nie rozumiem, dlaczego akurat teraz, przy każdej konwencji PISu cała internetowa lewica nie rzuca się Kaczyńskiemu do gardła z factcheckingiem? Czemu, gdy Kaczyński mówi o zakazie aborcji eugenicznej zdjęcia martwych płodów nie latają w powietrzu, czemu nie ma fotek z kolejek, filmików z zatłoczonych szkół, czemu nie ma ani jednego happeningu? Są tylko relacje z rozdawania ulotek.

I te spoty, mdłe, do zaśnięcia, jak można robić spot wyborczy 3 minuty, kto to ogląda poza rodziną i sąsiadami (z grzeczności)? Do tego na wtorkowej debacie w TVP ma lewicę reprezentować Rozenek. Z całym szacunkiem do Rozenka, ale z czym do ludzi? Ma lewica najbardziej medialnego polityka w Polsce, może tym Zandbergiem ciągnać calą listę, więc do wyborów wypuszcza Rozenka.

Trudno to skomentować, ale mam wrażenie, że niektórzy uważają, że silne 12-13% jest niemal pewne dla lewicy, więc spokojnie można robić mdłą kampanię. Oby się nie musieli boleśnie przekonać, że układ PO-PiSowski jest w Polsce o wiele silniejszy niż się wszystkim zdaje.

Reklamy

Reklamy