Strona główna > felietonik > Kaczyński i spółka Srebrna, czyli o co chodzi ze słupem

Kaczyński i spółka Srebrna, czyli o co chodzi ze słupem


Aby zrozumieć, na czym polegała „metoda” spłaty długu bez umowy pozorowanym sporem przed sądem, którą wymyślił Kaczyński, trzeba zrozumieć, czym jest spółka kapitałowa. To jest pewien problem, nawet wśród przedsiębiorców, którzy często nie rozumieją, że, skoro Jan Kowalski jest jedynym i całkowitym właścicielem spółki Jan Kowalski sp. z. o. o., to nie jest to nadal jedna ta sama osoba, ale są to dwie odrębne osoby z dwoma odrębnymi majątkami. 

A więc od początku. Otóż, wyobraźcie sobie człowieka – to tzw. osoba fizyczna.  I teraz prawo dopuszcza, aby ten człowiek mógł prowadzić działalność gospodarczą jak owa osoba fizyczna. Proste? Proste. Prawo dopuszcza też, aby działalność gospodarczą mogła prowadzić osoba prawna. Co to jest osoba prawna? To jest taka celowo przyjęta fikcja prawna, że oto powołujemy pewien byt, któremu dajemy fikcyjna osobowość. Dzięki temu, ten byt, może tak jak osoba fizyczna, prowadzić działalność, nabywać prawa i obowiązku. Na przykład jak spółka kapitałowa.  Ten byt jest martwy, w sensie, że sam w sobie nie jest żywym człowiekiem. Ale my, na potrzeby prawa, traktujemy go tak jakby był człowiekiem, a właściwie człowiekopodobnym robotem.

Po pierwsze, tak jak człowiek fizyczny ma swój majątek, z którego nie można go okradać, tak i spółka ma majątek, z którego nie można jej okradać. Słowem, gdy nasz robocik ma w środku dużo złota, to jest to jego własne złoto. Po drugie, tak jak człowiek fizycznie ma swoje organy (ręce, nogi, usta, oczy), tak i nasza spółka ma swoje organy do komunikowania się z otoczeniem. Tymi organami są zarząd i rada nadzorcza. Słowem, nasz robocik jest martwy i porozumiewa się za pomocą osób fizycznych, które siedzą u niego w środku (członkowie zarządu i rady nadzorczej). Po trzecie, tak jak człowiek fizyczny ma swoich rodziców, tak spółka ma swoich założycieli/właścicieli (osoby fizyczne lub prawne). Tak, tak, nasz robocik został stworzony w jakimś celu, głównie po to, żeby zarabiać dla właściciela. Ale właściciel nie może ot tak, sobie z robocika z środka wyjmować pieniążków, tylko może je wyciągać z tego, co robocik zarobił, a i tak nie wszystkie i tyko pod określonymi warunkami (nazywamy to dywidendą).

Co to oznacza zebrane do kupy? Ano oznacza to, że spółka, czyli nasz robocik, owszem, ma swojego właściciela, ale robocik w celu zarabiania pieniążków działać może tylko przez tych, co siedzą w środku – czyli przede wszystkim zarząd. Ktoś powie, że to głupie, że po co mi robot, jak sam nim jako właściciel nie mogę sterować, tylko muszę tam wsadzać kogoś do zarządu. I nawet nie mogę robocikowi wydawać poleceń, tylko raz na rok mogę z tego co zarobił sobie wypłacić dywidendę?  Otóż to jest cena. Cena za brak odpowiedzialności za długi robocika.  Istotą spółki kapitałowej jest to, że ona ma dla ciebie, jako właściciela, zarabiać pieniądze, ale jak się jej nie uda i zbankrutuje, to ty, jako właściciel, nie ponosisz za to żadnej odpowiedzialności. Tracisz najwyżej to, co do robocika na początku włożyłeś (sto złotych monet), ale nie płacisz wierzycielom tego, co robocik ma im zapłacić (pożyczone przez robocika tysiąc monet, które robocik przechlał). To zmieniło historię kapitalizmu, bo nagle osoby fizyczne skumały, że ryzyko wtopy można przerzucić z siebie samego na robocika. Kaczyński mówi o tym przełomie wprost w stenogramach.

Na tym więc polega i plus i minus sytuacji Kaczyńskiego przy budowie wieżowców przez robocika, zwanego spółką Srebrna. Plus jest taki, że spółka Srebrna mogła w ramach różnych przekształceń nabyć obecne grunty od Ekspresu Wieczornego. Nie mógł tego zrobić polityk potrzeba było słupa robocika. Plus jest taki, że jak Srebrna wtopi, to wtopi robocik i ewentualnie odpowiedzą prawnie ci, co w robociku siedzą w środku (zarząd), ale już nie ci, którzy robocika są formalnymi właścicielami (przebogata fundacja Instytut Lecha Kaczyńskiego oraz pani Basia z synem) oraz ci, co kierują robocikiem naprawdę, czyli pan Kaczyński. Słowem, można przez robocika, tj.  spółkę, pozyskać grunty od Ekspresu Wieczornego, a potem przez robocika budować. I wciąż udawać, że ja skromny poseł, nie kieruje robocikiem, to oni, tam, w zarządzie, to oni!

Minus polega na tym, że każdy taki robocik, czyli spółka Srebrna, może porozumiewać się, w tym zawierać umowy, tylko za pomocą ustalonych zasad przez tych, co tam siedzą w środku, czyli zarząd, czasami członek zarządu + prokurent. Owszem, czasami robocikowi nadzwyczajnych wypadkach właściciel może kazać coś zrobić. Tak było w przypadku Srebrnej, gdy właściciel robocika, czyli pania Basia i reszta, kazali robocikowi budować wieżowce. Notabene, jak dziś się okazało, panią Basię, pewnie chorą, osobiście zastępował pan Jarosław Kaczyński jako jej pełnomocnik, ale zapomniało mu się o tym poinformować w rejestrze korzyści (również nieodpłatnych). Nie mniej, nawet jeśli robocik ma budować wieżowce i to za pomocą innego robocika (spółka celowa), to konkretne umowy podpisują członkowie zarządu plus ewentualnie prokurent. I na tym polegał problem Kaczyńskiego. 

Kaczyński chce bowiem od lat mieć ciastko i zjeść ciastko. To znaczy, z jednej strony chce być oficjalnie ubogim facetem, który nie ma żadnych działek, nic nie buduje, o niczym nie decyduje i nie ma nic do naszego robocika. Z drugiej strony majątkiem robocika dysponuje na pstryknięcie palcami, decyduje którego wierzyciela z majątku spółki spłacać, jakie podejmować decyzje biznesowe. To właśnie rozumiemy przez słupa. Oficjalnie właścicielem jest pan Józek, Basia, Zosia i Adam, faktycznie słupem na telefon kieruje pan Jacek, któremu nie da się postawić zarzutów, bo on nic nie podpisuje, nic nie uchwala, no chyba że jako pełnomocnik, co przechodził z tragarzami. Ale i to robi w imieniu np. pani Basi. Słupy stawia się z różnych względów. Przestępczych, wizerunkowych, politycznych, prawnych. Za każdym razem powód jest jeden – decydent oficjalnie nie może figurować jako członek organów spółki oraz jej właściciel. Dlatego zatrudnia się kierowców, sekretarki albo Maluchowi zostawia się prezesurę Betlejem w Ślepnąc od świateł. 

Problem, jaki pojawił się z Austriakiem polega więc na tym, że to nie Srebrna, czyli nasz robocik, formalnie zawarła z Austriakiem (i założoną przez niego spółką celową umowę), tylko Kaczyński na gębę się z Austriakiem umówił. Dlaczego nie zawarto tej umowy na piśmie ze Srebrną? Wersje mogą być dwie. Pierwsza: sprawy nie dopilnowano. Była już uchwała, gdzie, przechodzący z tragarzami pan Kaczyński, reprezentował panią Basię, ale pisemnej umowy Srebrnej nadal nie podpisano. Druga wersja: celowo nie zawarto umowy, by przez pewien czas, ukryć rolę Srebrnej, która objęła udziały spółki Austriaka dopiero, gdy pierwsza część prac była oficjalnie pod szyldem Austriaka zrobiona. Tu trzeba by pogrzebać w datach, Austriak dostaje pełnomocnictwo do działań w imieniu spółki na pół roku przed uchwałą o wejściu Srebrnej w jego spółkę. W KRS przez pół roku nic nie widać. Tak czy inaczej, sprawa to drugorzędna. Umowy pisemnej nie ma i już. Robota jest zrobiona, Kaczyński, w imieniu naszego robocika, wprost roszczenie UZNAJE, ale trzeba wstrzymać finansowanie z banku, bo Śpiewaki od żydowskiego profesora, panie krzyczą, brużdżą. I tu pojawia się główny minus działania przez słupa w postaci spółki.

Owszem, Kaczyński mógłby kazać zarządowi Srebrnej zawrzeć umowę antydatowaną, ale to wymagałoby bardzo dużych zabiegów, być może łącznie z fałszowaniem uchwał/dat podpisu zarządu, no i problem z ewentualnymi sprawozdaniami, jeśli Srebrna już je za poprzednie lata złożyła.  Więc nawet tego nie rozważa. Niby Kaczyński mógłby nakazać przez telefon wypłatę przez Srebrną za uznane przez niego prace, ale tu pojawia się drugi minus robocika. A mianowicie, zgodnie z tym, co pisaliśmy powyżej, spółka ma odrębny majątek od właściciela i nie można jej okraść. Kaczyński się tego boi, wprost mówi na taśmie, że oskarża go o malwersacje finansowe, jeśli Srebrna wypłaci spółce Austriaka pieniądze bez żadnej uprzednio zawartej pisemnej umowy/podstawy prawnej. Wymyśla więc znany manewr na wdowę smoleńską, czyli Austriak pozywa Srebrną, a zarząd Srebrnej, czyli nasz robocik poprzez swoje organy udaje, ojoj, przestraszonego i wypłaca kasę.

Jaki obraz Kaczyńskiego z tego wyłania? Wyłania się obraz przesadnie ostrożnego teoretyka prawa, który nie zna praktycznych sposobów wyciągania kasy ze spółki, proponuje znaną sobie konstrukcję, która, jego zdaniem, skutecznie i legalnie wyciągnie kasę ze spółki za  realizację umowy, której spółka przez swoje organy formalinie nie zawarła. Dlatego namawia, żeby Austriak poudawał przed sądem, że na serio pozywa Srebrną, a już Jarek zadba o to, żeby zarząd jego robocika poszedł na ugodę. Tak, wedle propozycji Jarka, Austriak ma oszukiwać sąd, co do swoich zamiarów, poprzez czynność pozorowaną.

Gdy więc czytam o tym, jak Jarek mówi, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy, to ja to rozumiem. Bo Jarek rzeczywiście nie idzie dla pieniędzy, on faktycznie (nie formalno-prawnie) dysponuje takim majątkiem, że te swoją pensję może z powodzeniem przeznaczać na koty. W końcu jeden jego robocik dysponuje gruntami wartymi milionami, a drugi robocik, czyli wodzowska partia, ma milionowe dotacje. Stąd na przykład opłata byłych GROM-owców. 

Gdy czytam, że Jarek jest biedny, bo się zapożyczył na szpital domowy dla matki, to zastanawiam się, kto z heroldów tego argumentu, rozumie co, to jest upłynnienie majątku. Problem z gigantycznym majątkiem prawnie i formalnie należącym do robocików, polega na tym, że nie można go szybko upłynnić, czyli sprzedać. Ale można wykorzystać zyski z robocika lub propozycję zysków. Kowalski w takim przypadku biegnie do banku, liczą mu zdolność kredytową, a jak nie ma to albo rodzina, albo chwilówka, albo sprzedajmy mieszkanie, auto, zastawiamy nerkę. Kaczyński pożycza od koleżanki, która po wyborach ląduje w radach nadzorczych państwowych, czyli kontrolowanych przez niego banków. 

Zwyczajny, prosty, biedny człowiek – mówią jedni. Wielki, biznesowy szacher-macher – mówią drudzy. Nie, po prostu typowy Janusz biznesu, któremu się w latach 90tych trafiło uwłaszczenie, więc sobie postawił słupa, a teraz za jego pośrednictwem, na kredyt kontrolowanego banku, chce wybudować wieżowce, które dadzą słupowi  300 milionów zysku. Znacie takich facetów, w każdej gminie: majątek PGR na spółkę ciotki, zięć we władzach lokalnego banku, mnie, pani Jadziu, oficjalnie w papierach nie ma, budujemy myjnie, tylko żeby ten gnój wójt przestał bruździć, więc zamiast dać wziątkę, wybierzemy sobie wójta własnego. Ot, i cała krystaliczna uczciwość.

  1. Faz
    30/01/2019 o 8:44 pm

    Nie bez znaczenia, jest też postrzeganie ,,dużego biznesu” przez Kaczyńskiego. Jako żoliborski inteligent wychowany w archaicznych teoriach, nienawidzi świat wielkiego biznesu, nie ufa mu, nie rozumie, unika zażyłości z biznesmenami. Obawia się, że zacznie wspierać jego konkurentów. Nie umówi się nigdy na spotkanie np z znanym architektem czy developerem, ich język jest dla niego niezrozumiały.

    Z drugiej strony, doskonale rozumie, że potrzebuje ogromnych finansów by wprowadzić w życie swoje brednie i trwale zdeformować kraj na jego wizje, więc chce po ,,pisowsku” zrobić sobie biznes ,,patriotyczny”, który usprawiedliwi sobie dobrem kraju tj zmianą jego na pisowską modłę.

  2. 30/01/2019 o 9:06 pm

    Najśmieśniejsze jest to, że Kaczyński robi te swoje biznesy na słupy między kuzynami, bo innym nie mina ufać, a i tak jeden maż córki kuzyna go nagrał.

  3. robocik prosektoryjny
    30/01/2019 o 9:16 pm

    swoje organy formalinie

    Wyszło bardzo anatomopatologicznie.

  4. 31/01/2019 o 12:52 am

    Fakt

  5. ja
    31/01/2019 o 3:45 pm

    Pytanie: Dlaczego Austriak zamiast skorzystać z podanego rozwiązania i odzyskać pieniądze, nagrał i upublicznił rozmowę utrudniając sobie tym samym odzyskanie pieniędzy?

  6. 31/01/2019 o 6:35 pm

    Bo, podejrzewał, że ich nie odzyska nigdy. Oni się umówili na opłatę kosztów + prowizja, a on został z kosztami.

  7. Anonim
    12/03/2019 o 6:02 pm

    Spółka odpowiada majątkiem spółki! Nie róbcie hałasu tylko idźcie do sądu a zostaniecie wyśmiani! Spółki tworzone przez PO brały kredyty a kasa płynęła na prywatne konta po jakimś czasie bankrutowały a prezesi mieszkają pałacach nie będę robił zdjęć i podawał adresów bo nie jestem „Bolek”. Co to kapitalista co robi biznesy na gębę
    ? To zwykły frajer! Pozdro!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: