Mijanka

 

Długo to trwało, niemal dekadę, ale niektórzy wreszcie się doczekali: oto Real Madryt przejmuje hegemonię w Hiszpanii. I to przejmuje na dłużej. Nie, nie chodzi o zwykłe wygranie mistrzostwa – to zdarzyło się już w pamiętnym sezonie Mourihno – chodzi o początek dominacji. Dłuższej dominacji.

Joanthan Wilson napisał po odejściu Guardioli, że Barcelona stała się jedną drużyną z wielu. Owszem, wciąż zdolną wygrać Ligę Mistrzów, ba, jak się okazało, wciąż zdolną nawet do trypletu – czego notabene Real nie dokonał nigdy w swojej historii – ale już nie tak niezwykłą. Barcelona przestała przerastać innych o głowę. Teraz przestała przerastać również swojego rywala z Madrytu. A nawet dwóch swoich rywali.

Najlepiej proces powolnego upadku ilustruje, rzecz jasna, powolne wzrastania rywala z Kastylii. Tłumaczenie, że ryba psuje się od głowy jest zawsze durne, ale w przypadku korporacji, a taką jest przecież Barcelona, strategiczne decyzje, organizacja zasobów, nominowanie menadżerów – wszystko to musie mieć przełożenie na wyniki. Kto tego nie rozumie, powinien prześledzić karierę Monchiego w Sevilli. Tymczasem Ozil, Modric, Kroos, Isco, nawet Asensio – wszyscy oni byli łączeni z Barceloną, wszyscy oni swego czasu byli do kupienia. Barcelona trwała zaś przy duecie Xavi-Iniesta, jakby czas się zatrzymał i żadnemu z nich nie stuknęła trzydziestka. Efekt?  Wszyscy wymienieni są lub byli w Realu, Xavi gra w Emiratach, Iniesta od roku nie strzelił gola, a środek pola okupuje (to dobre słowo) Rakitic, Denis Suarez czy Andre Wtf Gomes. Po raz pierwszy od dekady nie tylko Real ma lepszą pomoc, ale także PSG, Juve, Bayern czy Manchester City.

Po drugie trener. Jest jakimś złośliwym zrzędzeniem losu, że najlepszy piłkarz w historii tej dyscypliny musi od 6 lat użerać się z trenerami, którzy nigdy wcześniej nie trenowali drużyn z top3 najlepszych lig Europy. W czasie, gdy Argentyna produkuje prawdopodobnie najlepszych trenerów na świecie (Simeone, Pochettino, Sampaoli) dostaje Messi wynalazki w postaci Taty Martino czy Ernesto Valverde. Zadziwiająca to sytuacja, gdy to klub podbija CV przeciętnemu trenerowi, a nie trener dodaje blasku klubowi. W tym czasie Real, albo testuje najlepszych możliwych na rynku (Mourihno, Ancellotii), albo znajduje trenera, który owszem, może nie jest gigantem taktyki, ale swym autorytetem wprowadza spokój, rotacje i walkę do końca. Lucho Enrique wprowadza zaś Denisa Suareza i Andre Gomesa ustawionych w jednej linii pomocy. Jest kwestią czasu, kiedy w Madrycie pojawi się Conte, a w Barcelonie Eusebio czy inny Jose Maria Bakero. Przecież nawet teraz, mając na wyciągniecie ręki kogoś takiego jak Sampaoli, biorą na trenera faceta, którego największym sukcesem jest mistrzostwo z … Olympiakosem Pireus. No ale on zna klub, jakby to było, kurwa, jakieś magiczne stąpanie po księżycu.

Po trzecie transfery. Real jest drużyną skończoną, w której trzeba tylko wymienić kilka klocków, przy czym są na to środki nawet bez sięgania po oszczędności. Wystarczy opchnąć James’a i Bale’a. Opchnąć za grubą kasę, bo przecież tylko Barcelona jest klubem, który Alvesowi pozwala odejść za darmo! Tymczasem w Barcelonie trzeba wymienić 3-4 piłkarzy, gdzie wszyscy najlepsi praktycznie są albo nie do wyjęcia (Verratti), albo niebotycznie drodzy i niekoniecznie chętni (Thiago). Przy „umiejętnościach sprzedaży”, budżetem rzędu 80 mln i kilkoma przegrywamy wypychanymi z klubu, uda się może przepłacić za jednego Coutihno. Czyli gracza kontuzjogennego, który dublował się będzie z Messim na mediapuncie.

A mierzyć się będzie Barca musiała już nie z linią ataku Benzema-Ronaldo-Bale, co Mpabbe-Isco, a od kwietnia z wypoczętym Ronaldo. Ronaldo, który wreszcie zrozumiał, że do wygrania Złotej Piłki wystarczy dobrze zagrać 5 meczy przez miesiąc (spytajcie polskich dziennikarzy jak zagłosują). Resztę zrobią Ramosy/Modrice i sędziowie, którzy nie tyle spiskują, co po prostu, jak cała reszta Hiszpanii, nie znoszą zarozumiałej, polaczkowatej Katalonii.

Oczywiście mogę się mylić. Jeszcze raz może się okazać, że Realowi posypie się ławka albo faks zatnie, Messi znowu weźmie klub na swoje barki do pomocy z Suarezem, Valverde się sprawdzi, kierownictwo trafi z transferami jak, o dziwo, trafiło z Umtitim, a piłkarze zepną się na mecze nie tylko na Santiago Bernabeu (kiedyś to Real jarał się ElClassico, bo nic innego w lidzie nie miał). Ale moim zdaniem proces odbudowy potrwa minimum dwa, trzy sezony. Akurat na koniec, mimo wszystko zepsutej, kariery Messiego, po której będzie już tylko fapfap, otchłań, zielona trawa trenera Xaviego i błyskawiczna ucieczka Neymara.

Reklamy
  1. stanislaw414
    18/05/2017 o 3:09 pm

    Rzetelna, empiryczna analiza. Dlatego, nie za bardzo mi się podoba.

    Wolę patrzeć na futbol, jako wartość, która wymyka się zmysłowym granicom poznawczym. Wielki barceloński wybuch za czasów Guardioli, jakkolwiek – oczywiście – możliwy do uzasadnienia z punktu widzenia nauki, zrodził się również z magii i nieprzewidywalności. Z kolei Real, tej magii zawsze miał i ma do dzisiaj mniej, jeśli ma ją w ogóle.

    Real to utwór na wskroś racjonalny, pisany prozą, jak któregoś razu wskazał Rafał Stec. Poprzez Barcelonę płynęła niegdyś nadnaturalność i poezja, po których pozostało aktualnie echo (fakt) i Messi, jeden z najpiękniejszych wierszy naszych czasów, który – tak na marginesie – w mojej ocenie potrafi znakomicie, sam samodzielnie się wyśpiewywać heksametrem daktylicznym.

    Chciałbym, żeby Barcelona pozostała magiczna i nieprzewidywalna w swoim rozwoju, żeby nowy trener się sprawdził, tak jak niegdyś sprawdził się Guardiola. Chciałbym, żeby do pierwszej drużyny, zamiast Verattiego – trafił jakiś nowy, niebywale zdolny chłopiec z La Masii. Chciałbym, żeby Barcelona dalej szła trochę inną drogą niż Real (i inni wielcy tego świata), a jednocześnie pozostała dlań równorzędnym przeciwnikiem.

    Chciałbym…, ale przyznaję, że są to marzenia, zaś Twoja rzetelna, empiryczna analiza jest najprawdopodobniej trafna. Ale jednocześnie, jak to wspaniale, że nie doszliśmy – jeszcze – do chwili, w której można by było powiedzieć, że przedmiotowa analiza jest trafna stuprocentowo. Jak to dobrze, że wciąż istnieje pole dla zastosowanego w ostatnim akapicie „Mijanki” sformułowania: „oczywiście mogę się mylić”.

    Serdecznie Ci więc życzę, żebyś się mylił ;-)

    414

  2. MM
    20/05/2017 o 3:24 pm

    I jak tam po KPP? „Nadzwyczajna kasta” się nie popisała. Będzie Ziobro z Jakim orał głęboko i radośnie. A elektoraty tylko pokiwają głowami ze zrozumieniem.
    Good night left side!

  3. 25/05/2017 o 10:06 am

    Nie wiem jak długo autor tekstu siedzi w temacie. U mnie trwa to jakieś 17 może 18 lat i nie przypominam sobie w Barcy trenera z topu poza Van Gaalem, chociaż i jego nigdy nie uważałem za wybitnego managera. Czy sukcesów brakowało? Oprócz tego jaki topowy klub prowadził Sampaoli, żeby polecać go bardziej niż Valverde? Czy błędem było trwanie przy duecie Xavi+Iniesta skoro przez wielu fachowców dziś uznawani są za najlepszą parę pomocników w historii piłki? Szczerze to zgadzam się tylko z tym, że Real potrafi sprzedawać zawodników, czego nie umie Barca. Z tym kupowaniem piłkarzy przez Pereza też bym nie przesadzał bo kupował zawodników którymi zaczynała interesować się Barcelona …nie zawsze dobrze na tym wychodząc Coentrao, Danilo, Odegard to tak na szybko. Kupował hurtowo, nie licząc się z pieniędzmi więc któreś z tych transferów musiały wypalić. Trenerów brali najlepszych dostępnych bo od lat nie potrafili nic wygrać, ale przecież nie od razu zabrali się za zatrudnianie najlepszych. Carlos Queiroz, Pellegrini, Schuster ;) No i troszeczkę zgadzam się też z tym, że od odejścia Guardioli (ale nie z powodu jego odejścia) Barca obniżyła poziom i zrównała się z pozostałymi najlepszymi ekipami, ale że jest słabsza od Realu? …i Atletico?! Wcale nie uważam by Real nagle miał przejąć hegemonię w Hiszpanii czy Europie. Ten, niezwykle udany i zasłużony sezon (szczęście sprzyja lepszym) zawdzięczają tylko furze szczęścia oraz determinacji spowodowanej brakiem sukcesów. Przypominam ten wielki Real w tym fantastycznym sezonie miał 3 punkty przewagi (1 mecz np z Malagą czy Alaves lub mecz piłki ręcznej z Villarealem i cuda z Betisem) nad mega słabą Barceloną. Na koniec zostawiłem sobie najdziwniejsze zdanie z całego tekstu…”na koniec zepsutej kariery Messiego” człowieku co ty bierzesz? Uważasz, że mógłby osiągnąć więcej poza Barceloną? To dzięki temu klubowi stał się tym kim jest. W mojej opinii to co napisałeś większość to brednie, ale każdy ma prawo do wyrażania własnego zdania. Pozdrawiam.

  4. Anonim
    25/05/2017 o 11:13 am

    Autor tego artykułu jest idiotą

  5. 25/05/2017 o 9:08 pm

    @MichałGałązka – autor tekstu siedzi w temacie od 1994 roku. Ten Real ma 3 finał LM w 4 lata. Trzy razy wygrał z Atleti, którego Barca nie potrafi przejść od X lat w pucharach. Tyle.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: