Strona główna > felietonik > Kwestia zdrady

Kwestia zdrady

 

Przeprowadzony na kolanach okładkowy wywiad wSieci   DoRzeczy najbardziej znanym rosyjskim trollem, nazwanym dla niepoznaki filozofem (hehe), to nie tyle pierwsze skowronki dobrej zagranicznej zmiany, co zwieńczenie etapu pewnego procesu. Procesu, który zaczął się dobry rok temu, i który w dłuższej perspektywie zakończyć się może dla nas tu wszystkich dość nieciekawie.

Po pierwsze Tusk

Przebąkiwania o braku poparcia przez Polskę dla swojego rodaka Tuska słychać było od dawna, ostatnio Kaczyński je wprost potwierdził. Oznacza to, że z własnej woli, Polska wyzbywa się możliwości naciskania na jedno z ważniejszych stanowisk unijnych. Nie, nie trzeba Tuska lubić, można go nienawidzić, ale warto nie oddawać za bezcen stanowiska komuś, na kogo wpływ będziemy mieć zerowy. Oznacza to też, że cała ta gadka o polonizacji jest typową, piwowską propagandą, wszak mianowanie Tuska to nic innego, jak wedle tej nacjonalistycznej logiki, repolonizacja tego urzędu, podczas gdy niepopieranie Tuska to nawet nie prywatyzacja, co po prostu res derelictae (rzecz porzucona).

Po drugie Wielka Brytania

Jednostronne związanie się z Wielką Brytanią tuż przed Brexitem, to jedno. Jednostronne trwanie w tym sojuszu, w momencie gdy Wielką Brytanię obchodzić już może tylko rozdział majątku, to drugie. Ale jednostronny sojusz w momencie, gdy w tejże Wielkiej Brytanii za samo bycie Polakiem dostaje się w mordę, albo kosę pod żebra, to co innego. Wszystko na co stać było Polskę to wizyt dwóch ministrów i jednego (słownie: jednego) policjanta. A przecież środki są. Można kupować banki za 10 miliardów, można kupować obrazy za 500 milionów, to można wysłać więcej niż 1 policjanta, zrobić w UK kampanię medialną, wynająć obsługę prawną, wynająć ochronę tym, którym grożono. Nie wiem, może coś innego, ale można coś próbować robić. Ale się tego nie robi. Dlaczego? Ano dlatego, że a nuż Brytyjczycy mocniej tupną nóżką, że to ich terytorium, a okaże się, że cały ten strategiczny sojusz polsko-brytyjski to … i kamieni kupa. Położyć bezpieczeństwo rodaków na szali propagandowych zysków – ot skala wrażliwości.

Po trzecie Niemcy i Francja

Nie, to nie jest tak, że ten rząd na nikogo nie krzyczy, nikogo nie strofuje. Ależ skąd, opierdala, i to raz za razem, wielkich tego świata. Tyle, że tak się głupio złożyło, że opierdala akurat tych, od których miliardy dotacji zależą. Cały świat dyplomacji wie, żeby zamknąć mordę przy tym, który kasę rozdziela. Tylko Polska uważa inaczej. Doszło już nawet do tego, że najbardziej oryginalnym wkładem polskiej myśli dyplomatycznej jest rozumienie zwrotu „posługiwać się językiem dyplomatycznym” jako „walić prawdę z grubej rury”. A potem chce się, żeby zwrotnie tą samą rurą, ci obrażani, rzecz jasna, z uśmiechem wysyłali pieniądze.

Po czwarte Białoruś

Potrafi Polska strofować, ale potrafi też chwalić. Jest pewną cechą wspólną reżimów autorytarnych, że najlepiej czują się swoim własnym towarzystwie. Swój swojego zawsze pozna, stąd i peany Karczewskiego na temat Łukaszenki. Jeszcze kilka lat temu Kaczyński rwąc szaty o przemocy w Polsce porównywał rząd do tegoż Łukaszenki, dziś widać, że go chyba chwalił, bo przecież Stevenowi Seaglowi Karczyńskiemu imponuje białoruski porządek. I w ramach owego zachwytu, rząd polski postanawia zlikwidować kanał dla białoruskiej opozycji. W ramach tego zachwytu nad satrapą wbija im nóż w plecy. Zresztą ów rzekomy deal jest iście w pisowskim stylu pojmowania interesów. My Wam zamkniemy Biesłat, a wy nam puścicie Klan i M jak Miłość w TV Polonia. Zaiste sprzedać bitych i więzionych opozycjonistów za Mostowiaków, to tylko Witold „nie jestem dyplomatom” Waszczykowski potrafi.

Po piąte Węgry

Budowy od kilku lat prawicowy sojusz polsko-węgierski do tej pory jawił się jedynie jako egzotyczna i nieco komiczna sakiewszczyzna. Ot, z obdarowanym medalem św Grzegorza (hehe) Davidem Cameronem nie wyszło, może wyjdzie z Victorem Orbanem. Co prawda ten sam Orban publicznie chwalił Tuska, a nawet dawał się łajać Ewie Kopacz, ale z drugiej strony miło wysmarować się wazeliną od różnych Igorów Janke. Każdy polityk to lubi. Problem pojawił się w momencie, gdy sojusz polsko węgierski stał się jednym z filarów polityki zagranicznej polskiego rządu. Nazywanie tego sojuszem jest jednak dosyć komiczne, Orban od Polski obecnie nie potrzebuje niczego, za to Polska owszem, bardzo wiele. Dość rzec, że w przypadku wykluczenia Polski z rozmaitych gremiów głos musi zapaść jednogłośnie, wobec czego głos Orbana jest na wagę złota. Z tego powodu polski cham pochyla głowę przed węgierskim panem, a to dając mu nagrodę człowiek roku, a to w inny sposób puszczając mu ciumka. Co ciekawe i oczywiste, w odwrotną stronę takich gestów nad Wisłą dostrzec nie widać. Orban wie, że to do niego się teraz chodzi po prośbie, tak jak kilka lat temu to on musiał po prośbie kolędować po europejskich stolicach. Aby unaocznić sobie skalę upadku – oto 40 milionowa Polska z własnej woli staje się symbolicznym wasalem kraju, co ma PKB wielkości Mazowsza, żadnych sojusznik w Europie, i z kolei sam jest wasalem Kremla. Być na smyczy u Ruskich to jedno, ale być na smyczy u psa Ruskich  – oto skala upokorzenia.

Po szóste Rosja

No właśnie Rosja. Wydawałoby się, że retorycznie najbardziej antyrosyjska opozycja, opozycja, której wymordowali elity, po dojściu do władzy przynajmniej spróbuje przyjąć kurs antyrosyjski. Tymczasem cicho sza. O pomnikach radzieckich cicho sza. O zbrodniach radzieckich cicho sza. Ba, przede wszystkim o wraku cicho sza. Co miesiąc Jarosław Kaczyński  przenośnej ambony kazania prawi, ale o wraku nawet się nie zająknie. Ba, o Rosji też nie za wiele o odpowiedzialności cicho sza. Gdyby, niechby i węgierscy studenci, stali i słuchali Umiłowanego, to pewnie nawet nie zorientowaliby się, że wrak, czy w ogóle cała ta katastrofa, miała miejsce w Rosji, a nie na Kaszubach u Tuska. Cicho sza i cicho sza, tylko o użyczaniu putinowskim trollom miejsca głośno. Doszło nawet do tego, że Putin sam z siebie musi małpom po kratach kijem przejeżdżać, ale polskie małpy tak zlęknione, że po kilku dniach ledwo coś Macierewicz odważył się bąknąć. No ale trudno się dziwić, miała być Poland first to fight a jest wasal Twojego wasala jest moim wasalem.

Po siódme, Targowica

Rząd polski powinien zwrócić się do Rady Europy o wprowadzenie wojsk duńskich i węgierskich, celem ochrony instytucji państwa, które są zagrożone. Ze względów oczywistych nie mogą to być oddziały niemieckie, ani nawet belgijskie. Odpowiedź na ten apel byłby sprawdzianem Europy wobec problemu obrony w Polsce demokracji.

Nie, to nie odezwa KODu, Komoruskiego, Liza, Stokrotki. To odezwa opublikowana 20 grudnia 2016 r na portalu braci Karnowskich przez niejakiego Henryka Skwarnickiego Skwarczyńskiego – pisarza, którego biogram od roku 2000 ukazuje sie w Marquis Who is Who in America i Marquis Who is Who in the World.

Oto na portalu braci Karnowskich pojawia się pogląd wołający wprost o ościenne wojska w Warszawie, o zaprowadzenie porządku pod lufami obcych armii, o bratnią pomoc, czyli gest targowicy. Gest za który – jak pisze bard Rymkiewicz ludzi po prostu wieszano, coś, o co nawet Gomułka nie zwracał się do towarzysza Chruszczowa. Oto słowa u Karnowskich, 10 dni później u tych samych Karnowskich   w DoRzeczy wywiad z trollem Putina. Takich dożyliśmy czasów.

Po ósme, co dalej

Istnieją trzy wyjaśnienia powyższego stanu rzeczy.

Pierwsze, że cały ten teatr urządzany jest na potrzeby wewnętrzne. Pisowskie plemię po cichu marzy o domowym Putinie, peany Lisickiego na temat putinowskiego prześladowania gejów, humor Gazety Polskiej rodem z Krokodila, retoryka Dziennika Telewizyjnego przy której Russia TV to szczyt elegancji – wszystko to zdaniem PiSu pasuje elektoratowi, któremu mentalnie bliżej do Buga niż Odry.

Drugie, cała polityka zagraniczna jest puszczona na żywioł. Wobec dramatycznego braku kadr i nepotyzmu rodem z modelowych bantustanów nie ma żadnej koordynacji, każdy wali prawdę z grubej rury, nikt na niczym się nie zna, wobec czego wystarczy tylko trochę kiełbaską pomachać i już Polacy ogonkiem machają.

Trzecie, nadchodzi właśnie moment zmiany wektorów polskiej polityki zachodniej, czas płaszczeni się przed satrapami, tak jak był czas płaszczenia się przed Amerykanami. Czas Świętego przymierza Węgier, Rusi, Polszy i Białorusi, gdzie Red is bad będzie oznacza, że bad  nie jest plac czerwony a red z flagi francuskiej i niemieckiej.

Advertisements
  1. 30/12/2016 o 9:28 pm

    Dobre, choć smutne.

  2. 30/12/2016 o 9:41 pm

    znaczy się, Dugin to chyba w DoRzeczy wystąpił

  3. otto
    30/12/2016 o 11:51 pm

    Bardzo dobre.
    Ten facet od wprowadzania obcych wojsk nazywa się Skwarczyński, chociaż w zasadzie mniejsza o to. Moi rodzice się z nim przyjaźnili w licealnych czasach i trochę na studiach, a teraz ręce załamują i mówią, że wtedy był jeszcze dość normalny i całkiem sympatyczny, chociaż efekciarz i w ogromnych pretensjach literackich. Już w liceum miał zamiar prysnąć z Polski przy pierwszej okazji, no i prysnął jeszcze przed stanem wojennym. I chociaż właściwie nikt nie słyszał o jego zaangażowaniu w działalność opozycyjną (moi działali), to w Paryżu podobno został uznany za uchodźcę politycznego. Typ Münchhausen przemieszany z chicagowskim wielkim patriotą polskim.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: