Strona główna > felietonik > Tr(y)ump prawdy

Tr(y)ump prawdy

Fakt, że wszystkie sondażownie pomyliły się, co do wygranej Trumpa, nie tyle je kompromituje – jak zwykło się to oceniać w Polsce – a paradoksalnie świadczy o ich prawdomówności. Na taką skalę trudno bowiem wszystkim sondażowym konkurentom się zmówić, na taką skalę łatwiej swoje głosy przez respondentów ukrywać, zwłaszcza gdy głosujesz na kogoś takiego jak Trump.

Ale dlaczego amerykanie oszukują?

Odpowiedzią jest przede wszystkim polityczna poprawność. A istotą politycznej poprawności jest konkretny wybór w między fundamentalnie sprzecznymi dobrami jak krzywdą bliźniego i prawda. Nie, nie prawda w sensie, dajmy na to arystotelesowskim, ale prawda w sennie trwania w własnej prawdzie. Prawdą, rozumianą jako swoista integralność moralna, prawdą jako zgodność tego co myśli głowa z tym co mówią usta. Tymczasem polityczna poprawność w kontrze do owej prawdy wybiera dobro w postaci zapobiegania krzywdzie bliźniego. Nie mówisz koleżance w pracy, że jej jedzie z pyszczka, nie mówisz matce, żeby przestała już bredzić, nie mówisz kumpelce, że ma oblecha męża. Możesz to sobie myśleć, ale nie mówisz. Nie stoisz w prawdzie, a uwaga: sam siebie cenzurujesz. O ile jednak to ujdzie w życiu prywatnym, nie ujdzie już w politycznym. W życiu prywatnym odrzucając polityczną poprawność krzywdzić może swoich najbliższych, więc wiesz, że musisz odpuścić. W życiu publicznym/politycznym takiego ryzyka już nie ma. Dlatego wszelkie cenzurowanie własnych sądów, wszelkie zakłamanie zewnętrzne w stosunku do tego, co myślisz naprawdę, wprowadza cię w stupor. I masz już dosyć. Chcesz mówić, to co siedzi ci w głowie chcesz mówić, że islamiści do wora, a wór do jeziora. Bo tak właśnie czujesz. Polityczna poprawność kłania się w pas altruizmowi, kontrująca ją prawda  hołduje egoistycznej ekspresji.  Trump wygrał właśnie z powodu owej prawdy. W tak pojmowanej prawdzie, był  być może Trump najbardziej prawdomównym kandydatem w historii, nie tylko USA.  Mówił dokładnie to co myślał, niezakłócany sygnał z mózgu szedł prosto w eter. Nawet jak Trump kłamał, to mówił prawdę, bo w kłamstwie swym był naturalny, był  w nim „prawdomówny”.

Ale to, rzecz jasna, sama prawda to nie wszystko. Drugim warunkiem jest ścieżka przekazu. I tu trafiamy na coś, co w dłuższej perspektywie nas może zabić, na ten pieprzony internet. Chęć nieskrępowanego mówienia tego, co się naprawdę myśli tkwiła w ludzkości od zawsze, problem jednak w tym, że kiedyś boży szaleniec mógł je wygłaszać co najwyżej pod trzepakiem dla kumpli. Teraz już nie. Kiedyś, uwaga, pani minister Strężyńska, cenzura poprzez swoista tabuizację takich bożych szaleńców po prostu odsiewała na wejściu. Nie zapraszano Leszka Bubla do mediów, trzymano pewien poziom dyskusji. Internet ów poziom zabił, czego najlepszym dowodem alt.right website. To, bodajże Solterdijk zauważył fenomen zarządzania gniewem, przewidując ponoć, że póki co, wspólnota gniewu nie może przejść na poziom wspólnoty globalnej. Potrafi jednak na poziom ponadstanowy. Sieć pozwala na dystrybuowanie gniewu z pominięciem cenzurującego mejnsztrimu, a za czym idzie, pozwala na zbudowaniu zagniewanej wspólnoty prawdy w kontrze do cenzurolubnej, a w konsekwencji elitarnej, gromady klubu politypoprawnych empatystów.

Powie ktoś, że Trump wygrał, bo Demokraci zostali w domu. Być może, ale Trump jest tu tylko pewnym symbolem. To samo jest przecież w przypadku Brexitu, Marii LePen, AFD etc. Ale w przypadku Polski to nie działa, powiecie, przecież PiS wygrał, bo Duda zaharcerzykował a Antoni nie wychodził z szafy. Otóż, wspólnotę prawdy tworzyły prawackie internety, owe żelazne logiki, matki kurki, krysztopy, depeszereiry infekujące kwejki i fejsy. Ba, gdyby nie komiczny błąd Korwina, jego ewentualna koalicja z Kukizem dałaby im 4-5 ministerstw w rządzie Kaczyńskiego. Więcej, być może właśnie potrzeba owej wspólnoty jest przyczyną, że Razem i nacjonaliści nie potrafią przebić szklanego sufitu. Oto bowiem partie z najbardziej radykalnym programem, mówią wyjątkowo mało radykalnym językiem. Z jednej strony Zandberg z socjologicznym, momentami wręcz akademickim zacięciem, z drugiej uładzony Bosak przypominający klony absolwentów z SGH. I na tym tle Kukiz, gardzący krzywdą, wyżywający się w swojej prawdzie na najsłabszych, zbierający setki lajków i komentarzy.

Jakie rady na przyszłość? Strategie są dwie: Po pierwsze nic tak nie niszczy populistów, jak ich własne rządy. W kilkuletniej perspektywie stają się oni potworem, z którym walczyli i wcześniej czy później padają. Po drugie trzeba zacząć się bić. Najgłupsze (z punktu widzenia politycznego) zdanie brzmi: nie dyskutuj z idiotą, bo cię sprowadzi do swojego poziomu i pokona doświadczeniem. Tymczasem Ty nie dyskutujesz, a on ci w tym czasie namówi owce i lamy i wybierze za ciebie prezydenta. Gdy zapłakany  Van Jones mówi, że nie wie co powiedzieć swoim dzieciom, odpowiedź brzmi: połóż dziecko spać i nie oddawaj pola, nie zakładaj kłódki na twitterze, nie zamykaj się w getcie własnych poglądów, tylko stawaj dzielnie do kwejków. Że ci to nie pasuje, że to poniżej twojej godności i wykształcenia, że konefki w rękę brać nie chcesz, well, w takim razie ktoś inny urządzi ci świat. Że memy są nic nie warte, blogaski śmieszne, że Rafał Woś nie zauważył na siódmej stronie takiego i takiego wykresu – who kers? This is internet – tu się wali cep za cepem, nie ma czasu na wyrafinowane analizy, hamletyzowanie, mem, kopa i do przodu. Odrzuć polityczna poprawność, nie w sensie, że zaczniesz najeżdżać na najsłabszych- to domena łajdackiej prawicy – ale że nie będzie ci żal milionerów, inpostów, Żabek, srabek, Lidlów, pacjentów prawackich psychiatryków.  Oni to rozumieją, my jeszcze nie. I dlatego oni wygrywają.

  1. Lazein
    09/11/2016 o 9:39 pm

    Orliński kiedys pisał, że nie ma czegoś takiego jak poprawnośc polityczna; jest tylko grzecznośc, przyzwoitość, czy jak tam to nazwiemy, a kto uzywa terminu „pp” demaskuje się jako prawak.

  2. 10/11/2016 o 1:11 pm

    ale czasami naprawde ciężko z tymi kretynami z prawicy walczyć, bo to jak start zdrowego w zawodach dla uposledzonych. wiesz, że nie przetlumaczysz, Nie zdebunkujesz „logicznych argumentów”, bo trzeba używac słownictwa i pojęć, których nie rozumieją. plus walka z chochołami. itd itp.
    zostają tylko blognocie, ale tez mało który z lewactwa się produkuje.

  3. Lurkerka_Borgia
    10/11/2016 o 1:29 pm

    W kwestii walenia cepem – czy ja wiem? Czasem widzę, że nieźle działają pytania o konkretne przykłady lub źródła. Własna matka zaczęła mi kiedyś histeryzować, że we Francji (sic!) zabraniają mówić „mama” i „tata”. Zadałam proste pytanie: kto zabrania i jak to egzekwuje. Mina matki – bezcenna.

  4. 10/11/2016 o 1:40 pm

    zwykle się spotykam z reakcją, którą można zobrazować przez kogoś kto zatyka uszy i drze sie „lalala, nie słysze cię!!”

  5. Lurkerka_Borgia
    10/11/2016 o 2:07 pm

    Ja w sumie też, ale nie tracę nadziei.

  6. 13/11/2016 o 1:45 pm

    @Lazein – pamiętam:)))

  1. 10/11/2016 o 2:17 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: