Strona główna > felietonik > Czy Natalia Przybysz może być męczennicą?

Czy Natalia Przybysz może być męczennicą?

Czas ucieka, wieczność czeka – brzmi jeden ze zgrabniejszych chrześcijańskich bon motów, ukazujących los chrześcijański w prawdziwej dlań perspektywie. Życie ludzkie, tu, na ziemi, to tylko moment, w kontekście wieczności ledwie mrugnięcie. Żyjemy tylko po to, by spotkać się z miłującym nas Bogiem i żyć obok niego po wsze czasy.

Ale nie każdy miał taką szansę. Nie miały jej na przykład płody. Znaczy, może inaczej: płody ją miały, ale katolikom wydawało się, że jej nie miały. Albowiem zdaniem Kościoła Katolickiego poronione życie ludzkie trafiało wprost do Otchłani. Nie, nie do Raju, ale do Otchłani. Innymi słowy Kościół katolicki odczytywał to tak, że płody tj. ponoć owe najświętsze życie ludzkie trafiało do Otchłani, chociaż niczym nie zawiniło. Surowa to była interpretacja. Zważywszy na fakt, że życie ludzkie to tylko mgnienie, a liczy się wieczność, czyż nie lepiej było tym płodom urodzić się i dać zamordować Trynkiewiczowi, niż nie urodzić i po wsze czasy pozostać w Otchłani? W pierwszym przypadku ogromnie wzrasta przecież szansa dostania się do upragnionego Raju, w drugim nie ma jej wcale.

Ale z Otchłanią się już zmieniło. Teraz, dzięki interpretacji Benedykta XVI i jego prześwietnych kolegów, płody trafiają do Raju. Bo Jezus jest miłosierny. Co notabene potwierdza tylko radykalną tezę, że nie istnieje prawo, bez jego interpretacji, i że czekajcie, ruchy LGBT, aż Kościół dojrzeje i Was, podobnie jak owe płody, do bram Raju zaprosi. Czy Kościół przeprosił za interpretacyjna pomyłkę te matki katoliczki, które, patrząc na poronione płody, rwały włosy z głowy, że płody nie będą w Raju (rwać przecież musiały) – nie wiem. Wiem, że teraz już rwać nie muszą.

Żyjemy po to, by się dostać do Raju, a poronione płody dostają się do niego od razu. Czemu więc rozpaczamy nad ich aborcją, skoro aborcja z automatu zapewnia im życie wieczne i wieczną ekstazę? Czyż nie powinniśmy radować się, że oto ktoś, komu się udało, oto cel, owszem krótkiego, ale jednak żywota kończy się tak przeszczęśliwie? Bożesz, ale ja ci zazdroszczę nienarodzony Brajanku, Ty już tam jesteś, i obok Boga naszego ukochanego czujesz wieczną ekstazę!

Załóżmy na chwilę, że Natalia Przybysz (zaiste jest ona tu tylko przykładem) nieskończenie kocha swe dzieci i jednocześnie wielbi Boga. Czyż jako radyklanie ostrożna matka, jako matka, chcąca dla dzieci najlepszego, to jest gwarancji Raju, nie powinna owych nienarodzonych od razu abortować? Bo tylko tak, powtarzam, tylko tak ma 100% pewności, że do Raju trafią? Powie ktoś, że może i dzieci narodzone powinna abortować, ale przecież i dzieci mogą grzeszyć. W uroczej Drugiej Księdze Królewskiej przeczytać można o dwóch cudach Elizeusza:

Kiedy zaś postępował drogą, mali chłopcy wybiegli z miasta i naśmiewali się z niego wzgardliwie, mówiąc do niego: «Przyjdź no, łysku! Przyjdź no, łysku!» 24 On zaś odwrócił się, spojrzał na nich i przeklął ich w imię Pańskie. Wówczas wypadły z lasu dwa niedźwiedzie i rozszarpały spośród nich czterdzieści dwoje dzieci. 25 Stamtąd Elizeusz poszedł na górę Karmel, skąd udał się do Samarii.

Zaiste, dzieci te raczej nie trafią do Nieba. Grzeszyć mogą także dorośli, a płody grzeszyć nie mogą, płody mają bezpośrednią windę do Nieba. Oczywiście czyn wierzącej Natalii byłby w myśl Kościoła wciąż ogromną zbrodnią. Ale ona mogłaby go traktować jako własne poświęcenie, jako własne męczeństwo. Wiem, że czeka mnie Ogień piekielny, wiem że po wsze czasy będę cierpiała, ale przed tym samym uratuje swoje dzieci. Tylko tak mam pewność, że one nie staną się Trynkiewiczami czy Chazanami, tylko tak mam pewność, że od razu trafią do Raju! Kładę więc swoje życie wieczne na szali, by uratować ich wieczne życie. Czyż aborcja w takim świetle nie jawi się większym męczeństwem, niż męczeństwo samego Chrystusa? Ten przecież wiedział, że życie to tylko mrugnięcie, a potem już tylko zasiadanie przy grobie Pańskim! Nasza Natalia wie, że ona przy żadnym stole już nie zasiądzie.Gdy więc jeden z drugim mędrek pyta Cię: szkoda, że Ciebie nie wyskrobali, czyż nie powinnaś odrzec, droga Natalio, tak szkoda, siedziałabym teraz obok Ojca rozpływając się w wiecznej ekstazie!

Tyle o kwestii traktowania swej wiary serio i serio traktowania dogmatycznych wyborów.  Jeśli zaś chodzi o sam coming out Natalii Przybysz, to stało się prawdopodobnie coś fatalnego i na pewno coś wspaniałego. Prawdopodobnie coś fatalnego, bo może to dość mocno zaważyć na czarnym proteście – pierwszej tak wielkiej inicjatywie, która przebiła feministyczny bąbel, i zjednoczyła kobiety o różnych poglądach. Kwestia własnego zdania to jedno, a umiejętność trafnego doboru metafor w danym środowisku to drugie. Inaczej brzmi nie chcę poświęcać naszego rodzinnego szczęścia dla niechcianej zygoty, a inaczej abortuję bo mam za małe mieszkanie. Oczywiście, że komisarze polityczni i tak znajdą skrawek czyjegoś cytatu, by zrobić z tego uogólnienie, na tym przecież polega sens propagandowej pracy sprzedajnych prawicowych dziennikarzy. Ale po co im to ułatwiać.

Z drugiej strony, zrobiła Natalia Przybysz coś wspaniałego, choć, rzecz jasna, nie ona pierwsza. Przede wszystkim wskazała wszystkim młodym dziewczynom, że jest realna alternatywa, że nie ma żadnej traumy postaborcyjnej, o której mówią prawaccy panowie okupujący TVN, że nie ma żadnej rzezi czy Piły, jest 5 minut i po wszystkim. To ogromna wartość świadectwa, dla tych wszystkich  zdesperowanych kobiet, które po omacku szukają czegoś w necie. Jak każdy, kto robi coming out, przyjęła na siebie też masę konserwatywnych wymocin. Nie tak znowu dawno były czasy, gdy medialne wyjście z szafy przez geja, słusznie uważano za rodzaj heroizmu, dziś nastały czasy, gdy prawica tak narzuciła język, że publiczne przyznanie się do usunięcia podrośniętej zygotki jest poświęceniem dla sprawy. Czy jest więc Natalia Przybysz męczennicą? Nie wiem, wiem że w przeciwieństwie do tych wszystkich netowych nołnejmów jest cholernie odważna.

 

  1. 23/10/2016 o 7:32 pm

    Majorku, tęsknią za tobą na tłyterze. Przerwij milczenie.

  2. 23/10/2016 o 8:25 pm

    Czy to u Lema, czy innego pisarza występują kanibale, tak miłujący swego misjonarza, że zabijają go i zjadają, by mógł zostać męczennikiem?

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: