Strona główna > felietonik > Prolegomena do desakralizacji

Prolegomena do desakralizacji

 

 

Działo się to w Belgii dobre ponad 6 lat temu. Dwa pociągi z przeciwka, na jednym torze, gwałtowne szarpnięcie. Osiemnaście martwych osób, mnóstwo rannych. I ten sam miesiąc, orkan Xynthia, w Belgii „tylko” jednak osoba, w sąsiedniej Francji martwych osób blisko 60.  Jest głęboka prawda w tym, że, być może tylko w obliczu śmierci, wszyscy jesteśmy sobie tak naprawdę równi. Ale okazuje się, że jednak śmierć śmierci nierówna. I to nie tylko śmierć bohaterska, śmierć z poświęcenia, ale również i śmierć przypadkowa. Śmierć, która okazuje się mieć własną hierarchię: od „zwykłego” wypadku, gdy komuś drzewo spadnie na głowę, do śmierci, na świecki sposób sakralizowanej. Śmierci w zamachu. Śmierci z własną, świecką liturgią żółtego paska, świeckim obrządkiem zatroskanych min redaktorskich. I świeckimi kapłanami od bezpieczeństwa. Śmierć na swój sposób mityczna. Śmierć tak bardzo zakorzeniona w języku. Mówimy wszak o ofiarach zamachu, ale już nie ofiarach nowotworu.

A przecież – pomijając, fakt, że dla zmarłego koniec (przynajmniej tutaj), to zawsze koniec, a dla rodziny i bliskich nagłe, przypadkowe odejście zawsze jest równie  bolesne – w  dzisiejszych czasach  w Europie o śmierć w zamachu jest trudno. Bardzo trudno. Ba, było też trudno w Europie lat 70tych, Europie o wiele bardziej krwawej, Europie z ETA, IRA, Czerwonymi Brygadami. Śmierć czy zranienie w zamachu w Europie to promile promilów. Wystarczy policzyć, ile w ostatnim roku zmarło w Brukseli czy Nicei osób od zamachów, a ile od przyczyn nie-zamachowych? „Western Europe is safer now than it has been for decades and is far safer than most other parts of the world‚ – powiedział nawet jeden pan profesor, dodając, że Western Europe is perhaps more peaceful now than at any point in modern human history.  Czemu więc śmierć zamachowa taki wywołuje popłoch, którego skutkami są histeryczne wołania o zawieszanie praw, fala barbarzyńskiego odwetu i kiełkujący rasizm? Czemu, skoro jadąc polskimi drogami na nieporównywalne większe niebezpieczeństwo się narażamy?

Po pierwsze, śmierć w zamachu to wyjątkowość i niezarządzalność. Jest zamach zdarzeniem traktowanym w kategoriach nadzwyczajnym przez co, dopóty w aurze wyjątkowości się pławi, dopóty nie może być traktowany  kategoriach zwyczajnych. Tedy, skoro zamach jest wyjątkowy to i śmierć w zamachu jest wyjątkowa, tedy owa śmierć nie może być „zwyczajnym wypadkiem”. Jest też zamach zdarzeniem niezarządzalnym, całkowicie poza (niechby i złudną) kontrolą. Jadąc autem, ufasz, że tak wiele od ciebie zależy, czując wybuch bomby na swej kamizelce zahamować nie możesz, nie masz też pasów bezpieczeństwa. A współczesne społeczeństwo lubujące się w kontroli na tyle, że samo się karnie odhacza na fejsie, nie lubi mieć czegoś, czym nie da się w ogóle sterować. Umysł ludzki zresztą nigdy tego nie lubił. Ewolucja zaprogramowała go pewnie właśnie po to, by wykrywał i przede wszystkim redukował zagrożenia. By kontrolował otoczenie.

Po drugie, paradoks nawyku. Człowiek ponoć nawyknie do wszystkiego, co w wersji radykalnie tragicznej pokazuje choćby wstrząsający Syn Szawła (ewidentnie oparty na prawdziwych zapiskach). A w wersji współczesnej powszechne, nie tylko w Polsce, wzruszenie ramion na wieść, o kolejnej strzelaninie w amerykańskiej szkole. Sami wzruszacie ramionami, prawda? Człowiek nawyknie więc i do zamachów, a strach powoli ustąpi. Jest więc tedy strach przed zamachem owocem braku nawyku, przyzwyczajenia, co znowuż musi rodzic paradoks,  że bardziej boimy się zamachów, gdy jest nich mniej, niż gdy jest ich więcej. Albowiem im większa liczba zamachów, tym bardziej siła nawyku kompensuje nam lęki. Dlatego nie boimy się żniwa kolejnych ofiar w wypadkach samochodowych, a boimy wysadzenia jednego budynku w czterdziestomilionowym kraju.

Przestać się bać,  możemy więc też na dwa sposoby. Raz poprzez nawyk, ale że nabierania nawyku praprzyczyną jest wzrost zamachów, przeto rozwiązanie to, zdaje się, okrutnie niedopuszczalnym. Dwa, dokonując swoistej desakralizacji zamachów. Odzierając je z kategorii wyjątkowości. I traktując śmierć w zamachu jak śmierć każdą inną. Czy w pewnym sensie, nie tego właśnie najbardziej boją się zamachowcy? Nie naszego strachu, nie naszej wściekłości, a stoickiej obojętności, racjonalizującej ofiary, ich liczby, i wreszcie zapewniającej równość w obliczu ostatecznego?

  1. 16/07/2016 o 1:12 pm

    Dobrze napisane. Nieco toporny wstęp, sprawił, że poczułem się jak telegrafista odczutujący depeszę. Kilka zdań wielokrotnie złożonych i czytałobysię z o wiele mniejszym szarpaniem. Z drugiej strony, Major do czegoś obliguje. Po wojskowemu – szybko, krótko i zwięźle. Niemniej, kawał dobrej roboty

  2. Anonim
    16/07/2016 o 5:19 pm

    Korekta obywatelska: „w Belgii „tylko” jednak osoba” > jedna

  3. Stryjaszek.pepi@wp.pl
    16/07/2016 o 7:37 pm

    Imo nie chodzi tylko o sakralizacje terroryzmu. Są pewne zagrożenia, które bardziej działają na wyobraźnię. Popularny przykład to atak rekina. Podawanie statystyki nic nie da. Jeden rekin w Bałtyku, dobrze nagłośniony przez media, zabiłby turystykę na całym Pomorzu. Mam wrażenie, że tu istotną rolę gra intencjonalnosc. Boimy się, jak coś na nas poluje. Wyobrażamy sobie, że na nas czyha. Wyobraźmy sobie w Warszawie snajpera, który raz na tydzień zdejmuje 1 osobę. Czy po roku Warszawiacy przyzwyczailiby się do zagrożenia i nie czuli się przez 24/7 na celowniku? Wydaje mi się, że nie wszyscy potrafiliby się dostosować. Wielu mogłoby to przypłacić załamaniem nerwowym. BTW Ciekawe czy rośnie liczba takich przypadków w miejscach uznawanych za cele terroryzmu. To jest trochę tak, jak z tłumaczeniem osobie, która boi się pająków, że pająk jej nic nie zrobi. Sama świadomość nie pomoże. Trzeba pracy nad kontrolą odruchów, najlepiej z terapeutą.

    Ps. Nie jestem przekonany, że Polacy boją się terroryzmu. Chyba często używają go do racjonalizacji swojej niechęci do obcych.

  4. Roger_Kint
    26/07/2016 o 12:35 pm

    Jest jeszcze jeden czynnik

    Jeśli w śmierć jest przypadkowa lub z winy nieumyślnej to bulwersuje mniej niż celowe i zaplanowane dokonanie mordu.

    Prawo stanowione w pewnym stopniu uwzględnia ten czynnik: inna jest kara za działanie z premedytacją a inna za winę nieumyślną. A za zdarzenie niezależne i całkowicie przypadkowe kary nie przewiduje w ogóle.

    Zwolennicy prawa naturalnego tłumaczyliby to tak: zdarzenie przypadkowe nie jest przekroczeniem prawa naturalnego więc nie powoduje oburzenia.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: