Strona główna > felietonik > Stańmy w prawdzie

Stańmy w prawdzie

Istnieje trwoga wpojona, zastępująca nam zarówno wiedzę, jak i intuicję.

Emil Cioran „Sylogizm goryczy” tłum. Ireneusz Kania

Gdy przed tygodniem, trochę na kanwie mojego wpisu na niniejszym blogasku, pytał Rafał Woś, co mają robić tacy jak on  – marynarze, myślałem że sprawa jest dość oczywista. Oczywista dla wielu wciąż jednak nie jest, więc powtórzę: otóż trzeba stanąć w prawdzie.

Postmodernizm uprowadzony

Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie – brzmi popularny, ale wciąż pyszny, cytat pewnego fałszywego Polaka; cytat, który idealnie pasuje do internetów, gdzie nie o bloomowski lęk przed wpływem chodzi, a przeciwnie: o czerpanie, kopiowanie i twórcze wykorzystywanie, tego, co przypadkowo lub nie, udało się przeciwnikowi. A  zdaniem prawicy ich lewicowym wrogom najbardziej się udał postmodernistyczny relatywizm. Pal licho, czy udał się rzeczywiście, to jest n a p r a w d ę, brak w powszechnej świadomości jakichkolwiek historycznych bohaterów lewicy raczej temu przeczy. Zwłaszcza, iż zdaje się, że lewica z postmoderny częściowo się wyleczyła. Obecnie – przynajmniej w Polsce – króluje nieco wewnętrznie sprzeczne podejście lacanowsko-PPSowsko-scjentyczne, czyli od Żiżka, przez etos przedwojnia po walkę z antyszczepionkowcami. Prawicowe wyobrażenie o postmodernistycznym taranie było i jest jednak na tyle silne, że, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, rzuciła się nań prawica jak Wyklęci na bezbronne kobiety i dzieci. Ostateczne wyroki Trybunału? Hmm opinie prawników są różne. Historyczne zbrodnie Łupaszki, Burego? Hmm źródła są sprzeczne. Muzeum II wojny światowej? Hmm ta narracja nam nie pasuje, musimy pokazać naszą narracje. Foucault dla ubogich – nazwał pisowską strategie Krzysztof Posłajko z Nowych Peryferii, wszak u Foucaulta chodzi o ukryte mechanizmy władzy, tutaj chodzi zaś o parcianą retorykę. Nie mniej jednak kluczowym pojęciem używanym przez propagandę reżimu nie jest obecnie wcale pojęcie prawdy, ale,  ku,  przynajmniej mojemu, zdziwieniu, pojęcie pluralizmu. Rzez jasna pluralizm rozumiany prostacko, bo chronologicznie, w myśl którego Rosja była pluralistyczna bo najpierw całą władzę miał carat, a potem bolszewicy. Więc teraz, jak cała władzę ma PIS to jest pluralistycznie, bo kiedyś miała Platforma. I właśnie stawanie w prawdzie jest tą receptą, która pozwoli wyleźć z bagna, gdzie jako równorzędne stanowiska dopuszczany jest faszyzm, demokratura czy kult jednostki.

Przemysł symetrii

Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie – powtórzmy raz jeszcze. Tak właśnie było, gdy prawica  wpatrywała się w gazetowyborczy przemysł pogardy, który w istocie był, przemysłem obśmiewczych memów zaszytych w pozujących na poważne artykułach, analizach i komentarzach. Prawica odpowiedziała więc własnym zaadaptowanym (i zwulgaryzowanym) przemysłem pogardy, co wprost przyznawały rozmaite Krysztopy, po przejęciu władzy dodając do tego swoisty przemysł połyku. Połyku, w którym spuścizna Lecha dosłownie chrzęści w ustach, a na miejscach gdzie przemawia przewielebny Andrzej spuszczane są, białe, rzecz jasna, tablice. Psychiatryk trzeci, którego celem jest beckowska, a właściwie bekowska, polityka równego dystansu, korzystając z półproduktów dwóch przemysłów powyższych, zaczął  więc produkować przemysł własny – to jest właśnie przemysł symetrii. W humorystycznej wersji naszych marynarzy wygląda to tak: wstaję rano, jeden twitt pacjenci PO to samo co Pis, drugi twitt pacjenci PO to samo co PiS, karwa, czo ta za grzybami? trzeci twitt PiS to samo co PO, kawusia, pacjenci PO to samo co PIS, pogadajmy o serialach, pacjenci PO to samo co PIS, fotka butów, pacjenci PO to to samo co PIS, ojoj Barca [RIP], pacjenci PO… W wersji mniej hermetycznej oznacza to koncentrację już nie na analizie, ale na usilnym szukaniu symetrii, wedle odgórnej pro-symetrycznej tezy. Mówiąc językiem Kahnemana początkowo, owszem szukanie symetrii mogło być efektem analitycznego systemu nr 2, ale w psychiatryku 3 stało się nawykiem, powtarzane jest z automatu, a więc trafia do systemu nr 1 niczym autopilot prowadzący nas w nocy na siku. A przecież żeby zrozumieć ogólny fałsz analizy „równego dystansu” nie trzeba od razu zapisywać się do psychiatryka nr 1 albo 2. Owszem, z ziemi do słońca jest o wiele dalej niż na księżyc, ale na księżyc jest przecież nadal w chuj daleko. Ba nie trzeba też operować przykładami, jak choćby takim, że symetria między PO a PIS w sprawie Trybunału jest bzdurą, bo ta niekonstytucyjna PO sama wniosła wycofany przez PIS wniosek do TK w sprawie zgodności wyboru tzw. sędziów na zapas. Zostawmy jednak przykłady, sięgnijmy do jednego z ojczulków, to jest do Rawlsa. Korzystając z jego hipotetycznej zasłony, spróbujmy sobie wyobrazić, co by powiedzieli marynarze, gdyby rok temu ktoś im przepowiedział, że Trybunał zostanie wygaszony, w Polsce będą dwa alternatywne systemy prawne, a polska dyplomacja najlepiej dogadywać się będzie z Białorusią i Chinami? Och, jak wiele usłyszelibyśmy obelg a śmiechom i żartom nie byłoby końca. A przecież to właśnie się dzieje. Tyle, że w postaci taktyki salami, a ta zawsze zaburza percepcje. Ba, idźmy do przodu, przerzucając piłeczkę daleko na rufę. Otóż, co musi się stać, żeby marynarze polskiej publicystyki powiedzieli koniec, granica została przekroczona, od tego momentu państwo przestaje być demokratyczne? Wygaszenie Trybunału? Nieuznawanie wyroków? Wygaszenie mandatów niepartyjnych sędziów? Rozpisanie pod siebie ordynacji? Powtórzenie wyborów, bo zostały sfałszowane? Gdzie jest ta granica, gdzie – za dziadziem Arystotelesem – demokracja traci swą esencję, gdzie przestają odpadać już nie tyle zbędne akcydensy, a po prostu zatraca się jej istota? Czyż nakreślenie tej granicy zawczasu, przez pływających po morzu wiecznej symetrii, nie ułatwiłoby nam przyszłościowej dyskusji? I prostego mówienia: sprawdzam? Usilne naginanie różnorodności do symetrycznej foremki jest więc, pewnie nieco subwersyjnie, także rodzajem powyższego relatywizmu. Nie istnieje jedna prawda, mamy kilka prawd, które układając się w symetryczny wzorzec, nie dają żadnej analitycznej wersji poznawczej.

Perspektywa tramwaju

Druga strategią jest uświęcona rzekomym lewicowym egalitaryzmem, ale i pragmatyzmem, typowa żabia perspektywa – to jest metaforyczny widok z tramwaju. PIS i PO? Z mojego tramwaju wszyscy są tacy sami. Spory o związki partnerskie, ekologię, media publiczne? Za to nie kupisz biletu.  W pierwszej kolejności jest to perspektywa obraźliwa dla tegoż tramwaju pasażerów, utrwalająca, pewnie nieświadomie, obraz klasy pracującej wedle najgorszych wolnorynkowych stereotypów. A więc jako nie mających żadnych politycznych uczuć jamochłonów, chodzące otwory gębowe, które myślą jakby się tutaj nachapać, sterowanych przez wszystko i wszystkich. Apolitycznych zombiaków, dla których analiza polityczna, nawet na najprostszym poziomie, jest przecież zbyt trudna, nie to co dla nas, my nie tylko wiemy, co należy myśleć, ale co (nie) myślą ci w tramwaju obok. Jest to więc poniekąd perspektywa, nie tyle egalitarystyczna, co elitarystyczna, a w konsekwencji antydemokratyczna, zasadzająca się na różnicy między arystokracją rozumu (żeby użyć tej komicznie wręcz skretyniałej nazwy pewnego papy) a orwellowskich prolach pozbawionych szans nawet na marksowskie nabycie świadomości klasowej. A przecież dowód od 6 lat leży na Krakowskim, a jest nim nic innego jak właśnie Smoleńsk. Albowiem żal i rozpacz, jaka zapanowała po 10 kwietnia, była niczym innym jak przejawem powszechnej „dajanizacji”, wszak polscy politycy niczym brytyjska Diana, są stałym elementem celebrytozy, nie znikają z telewizji nawet w weekendy, twarz Gosiewskiego mógł jeden ochroniarz z drugim widzieć w tygodniu częściej niż własnej żony. Utrzymywanie, że ci ludzi, wpatrujący się w polityczne zapasy, nie mają własnego zdania, nie imają się ich żadne uczucia, jest redukowaniem osobowości ludzkiej do radykalnie pragmatycznych dziwadeł, spotykanych może w uproszczonej socjologii, ale nie rzeczywistości. Perspektywa tramwaju jest też swoistą naiwnością, odrzucającą najbardziej elementarny podział na pośredniość i bezpośredniość działań politycznych, nie trzeba tu cytować Gramsciego, wystarczy zrozumieć, że to czy miasto wyda na tramwaje, czy na kolejne kilometry asfaltu jest pokłosiem  szeregu, może i częściowo randomalnych, ale jednak mimo wszystko związków-przyczynowo skutkowych. Wreszcie tak postawiona perspektywa właściwie każe odrzucić wszelką dostępną polityczność, radykalna zmiana sytuacji na lepsze, jest przecież utopią, w wersji makro los ludzi w tramwaju radykalnie zmienić się może w horyzoncie dekady albo dwóch dekad (przez co może zostać niezauważony), a nie gwałtownie po zmianie tej czy innej partii (chyba że na gorsze). Warto więc już dziś zacząć rozumieć ten problem, albowiem, wbrew nawet największym nadziejom, gdy do władzy dojdzie Razem, Polska nadal, i to przez lata, będzie krajem zapuszczonym. To że inna polityka jest możliwa nie oznacza, że szybka poprawa jest możliwa. Wiedzą o tym praktycy władzy, dlatego tak bardzo dbają o media, by iluzję poprawy ciągle produkowały. Stawanie w prawdzie oznacza więc także, a może przede wszystkim, ujawnianie pewnych mechanizmów pasażerom owego tramwaju. Ujawnianie z tym założeniem, że nawet jeśli jeden z drugim odwróci wzrok, bo wszyscy politycy to są złodzieje, to istotą analizy publicystycznej jest nieustanna próba przebijania się przez ten mur, z ciągłą nadzieją na postęp.

Heheszkowanie

Trzecią, i pewnie nie ostatnią, strategią jest heheszkowanie rozumiane nie jako rodzaj przyjemności, czy nawet, dość powszechnego hobby, ale jako strategiczny wybór obronny. Jest bowiem heheszkowanie wyjątkowo skuteczną tarczą przed ryzykiem utraty twarzy przy publicznej konkretyzacji własnych rozwiązań. Na proste pytanie: no dobrze, ale właściwie co proponujesz – zaskakująco często trafia się na pustkę, banał i bliźniacze wręcz upodobnienie do przedmiotu żartów. I dzieje się nie dlatego, że to oto mamy do czynienia z rechoczącym marynarzem-tumankiem, ale dlatego że rozdźwięk między retoryką żartu a retoryką konstruktywizmu z definicji jest przeogromny. Wyśmiewając dane pomysły, bazujemy na niedopowiedzeniach, ukrywamy się w cieniu, dając bardziej lub mniej oczywiste sygnały, że jesteśmy o szczebel wyżej. Że rozumiemy więcej i bardziej dogłębnie, przez co nasz rechot jest poklepywaniem nie tylko wyniosłym, ale i przez naszą nieujawnialną wiedzę poklepywaniem usprawiedliwionym.  Nie wnosząc nic, poza ewentualną pomysłowością samego żartu, uzyskujemy wszystko. Przy konstruowaniu własnych rozwiązań z cienia już się wychodzi, raz trzeba się zmierzyć z nieuchronną krytyką  dwa, z innymi heheszkującymi, którzy, rzecz jasna, schowani za parawanem znowu wytykają: o pacjent, o pacjent, o wyjątkowa pacjentka! Stawanie w prawdzie polega więc w tym przypadku na odważnym wychodzeniu zza owego parawanu, na odrzuceniu pokusy pustej drwiny, i próba wadzenia się z rzeczywistością mając do dyspozycji własne, tj. wielce ułomne, zdolności umysłowe.

Co robić?

Strategii odrzucania stawania w prawdzie jest naturalnie więcej. Od imperatywu oryginalności, przez histerię analogii, manowce metafory, po całkowity lub częściowy eskapizm.W sytuacji, w jakiej tkwi polska lewica, innego wyjścia niż grzebanie w prawdzie nie widać. Zamiast heheszek symetrii, brać tedy należy pod światło i lewackim szkiełkiem i okiem oceniać każdy cegiełkę pisowskiego soft-PRLu, nie z perspektywy wpojonej trwogi „jak to się ma do Tuska i antyTuska”, ale perspektywy jak to się ma do naszych lewicowych marzeń i możliwości.

  1. 25/04/2016 o 2:36 pm

    1. Za dużo metafor. Przy marynarzach odpłynąłeś, przy tramwaju ja wysiadłem.
    2. Za dużo wsobnego żargonu. Nie, „marynarstwo” nie jest ogólnie przyjętym pojęciem. Albo tworzysz memy abo się komunikujesz.
    3. Społeczeństwo obywatelskie. Paradoksem polskim jest, że organizacja społeczna jest silniejsza na prawicy, albo raczej reakcyjnej lewicy. Nie ma symetrii między Rodziną Radia Maryja, Klubami Gazety Polskiej, Ruchem Obrony Życia, Marszem Niepodległości a mizernym stopniem uczestnictwa na lewicy niereakcyjnej. To się nieco zmienia, istnieje KOD, który powoli staje się parasolem i inkubatorem dla innych inicjatyw, ale nie może dywersyfikować swojego programu w nieskończoność, bo zatraci wyrazistość. Jest też niewątpliwy sukces feministek w sprawie aborcji. To wszystko.
    4. Reakcyjna lewica ma do dyspozycji łom argumentacyjny, wszystko, co akurat jej nie odpowiada opluwa mianem „lewactwa”, a nikt nie lubi być opluty. Ty im w prawdzie zaświadczasz, że „kobieta ma prawo wyboru”, a oni w ciebie „paznokcie wyrywasz w kazamatach UB”, ty im „wolności obywatelskie” a oni na ciebie szarżę husarii bo jesteś „przywieziony na ruskich tankach”, ty im „hańbą jest milczenie w sprawie pobić cudzoziemców” a oni „nie histeryzuj, mięczaku, tylko 22 przypadki w pół roku, resortowy gnojku”.
    5. Symbioza między „ONR” a „PiS” jest faktem. „PiS” ma władzę i charyzmatycznego przywódcę ale brak ideologii i programu, „ONR” ma program i ideologię, ale brak jej władzy. Szeregowy pisowiec idzie w ONRowskim Marszu Niepodległości razem ze stoma tysiącami mu podobnych. To się nie może dobrze skończyć. Albo PiS wchłonie całą ideologię narodową, albo ONR zdobędzie przyczółki władzy, gdy pojawi się charyzmatyczny wódz.

  2. 25/04/2016 o 3:23 pm

    Ad. 1 i 2 to polemika z Wosiem, on użył tego ojkreślenia

  3. zyx
    25/04/2016 o 7:09 pm
  4. 25/04/2016 o 8:34 pm

    „Reakcyjna lewica” to wymyślone przeze mnie ad hoc określenie tego czegoś co jest praktyką działania politycznego, a i być może najszczerszych przekonań, formacji, która skrystalizowała się partyjnie w PiS, połączenie pewnego niesofistykowanego, pierwotnego i z głębi chrześcijańsko-ludowego marzenia o „ostatni będą pierwszymi” i z zaciekłą ochotą urządzania innym życia według najbardziej reakcyjnych zasad „za karę”.

  5. 28/04/2016 o 5:09 pm

    Im bardziej w tę notkę zaglądam, tym bardziej patrzy na mnie Cezary Michalski.

  6. 30/04/2016 o 1:34 pm

    Z większością się zgadzam. Mechanizmy i zjawiska które opisujesz zwykle są potwierdzeniem tego co sam ułomnym rozumem zauważam. Naturalnie nie umiem uporządkować i nazwać. Jestem gościem od maszyn. Jednak z tego co piszesz, nasze tramwaje jadą z pijanymi motorniczymi a nam – nie chce/nie wypada/hehe nie trzeba – wejść do kabiny i dać im w ryj. Jeśli rzeczywiście tak jest, to zastanawiam się nad właściwą analogią historyczną i nie znajduję rozwiązań. Co do marynarzy, to jeśli właściwie pojmuję to, co widzę i to co Ty piszesz, to także trend i dobór jest negatywny bo owe stawanie w prawdzie zwyczajnie się nie opłaca. Strasznie to przygnębiające na sposób niemal katolicko-obrzędowy. Bo cała ta analiza którą na końcu proponujesz zwyczajnie nie dotrze do kozy, która grając w szachy porozrzuca pionki, nasra na szachownicę a na koniec zaapeluje o spokój i zaprzestanie ataków. Pozdro. R.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: