Strona główna > felietonik > Wnioski po sukcesie

Wnioski po sukcesie

Oczywisty sukces partii Razem, którego miarą jest nie tylko prawicowy, piekący ból Andrzejka (i innych części ciała), ale wzrastająca rozpoznawalność i autentycznie wzruszające gesty poparcia, wydaje się być na tyle pouczającym kejsem, że z perspektywy fotelowego majorka warto wypunktować kilka oczywistych oczywistości.

Po pierwsze, media

Strategia Razem ukierunkowana na budowanie struktur oddolnych, bez wysypywania się z telewizora w długoterminowej perspektywie może się rzeczywiście sprawdzić. Ale w perspektywie krótkoterminowej, sprawdzić się raczej nie może. Pierwszym sygnałem, co dla Razem mogą zrobić (właściwie) użyte media, była wyborcza debata z Zandbergiem. Debata, która prawdopodobnie zapewniła Razem przekroczenie 3% i subwencje. Drugim przykładem są właśnie zakończone protesty. Protesty, które świetnie się dały rozprowadzić po mediach, raz, bo sejmowa opozycja jest dotknięta wysokiej próby jełopctwem, dwa, że pomysłowość, determinacja, organizacja zaskoczyły wszystkich medialnych drogowców. Dlatego nauczką, powinna być nie tyle próba obchodzenia mediów pracą u podstaw (tej, nigdy za mało), ale medialna oryginalność, która pozwoli na złapanie wajchy i puszczanie socjaldemokrackich idei po tych wszystkich pasach transmisyjnych tefałenów i innych Polsatów. Na TVP bym nie liczył, tam dają na żywo siódmą konferencje ósmego synodu trzeciej siostry szwagra siostrzeńca biskupa. Ale na innych już tak. Oni także szukają czegoś nowego, bo KOD się już powoli opatrzył.

Po drugie, liderzy

Razem określa się jako partia bez liderów, ale ci liderzy sami się już wykreowali. Żeby to sprawdzić, wystarczy popytać mniej zorientowanych wyborców, najlepiej w rodzinie i wśród znajomych, kogo kojarzą z partii Razem. I jeśli już to raczej będą to te same nazwiska lub twarze. To jest pewien kapitał zaufania, którego akumulacja, idźmy po trochu klasykiem, jest swoistym warunkiem koniecznym zyskiwania popularności. A przecież to popularność jest pośrednim celem każdej partii, bo dzięki niej zdobywa się władzę. A, parafrazując wuja M., idzie nie o to by świat krytykować, ale go zmienić.  Nie ma więc co się obrażać na rzeczywistość, ale przyjmować, że owszem, mamy pewnych frontmenów/frontmenki, nie w sensie decydentów, ale wyrobionych medialnie reprezentantów. I ci nasi posłańcy dobrej nowiny celowo są przez nas wypychani, bo raz, że im ufamy, a dwa, bo nas nie zawiedli.

Po trzecie,  stanie na dwóch nogach

Głównym przekazem Razem, do niedawna, były śmieciówki, socjal i prekariat. Oczywiście, że to nie tak, że nie-stricte-socjalnych praw obywatelskich nie bronili, ale, umówmy się nie był to główny przekaz. Bo przekaz to kwestia proporcji, a te były  zachwiane na rzecz socjalu. I walki o prekariat. Problem jednak w tym, że ów prekariat nie tylko dziś nie głosuje na lewicę, ale że on niekoniecznie zagłosuje na nią w przyszłości. Pisał o tym Adam Leszczyński w swoim dość głośnym tekście, ale akurat tego argumentu, zdaje się, ze nikt jakoś nie podjął. A prekariat niekoniecznie zagłosuje na lewicę, bo po pierwsze mamy do czynienia z klasycznym backlashem, który tak ładnie na przykładzie USA pokazał T. Frank, a na przykładzie Polski pokazał Jarosław Górski (polecam). Zresztą, czyż lewica wyśmiewająca kuców, że siedzą u matki na garnuszku i wklepują rothbarowe kretynizmy, nie wyśmiewa poniekąd swojego ukochanego prekariatu? Bo łatwo wyobrazić sobie swój prekariat jako samotna matkę na kasie w Biedrze, ale trudniej korwinowca na kebabie, który krzyczy, że rzond podatkami blokuje mu przedsiębiorczość. No więc ten kuc miałby głosować na Razem, bo jest prekariatem? Bo, przynajmniej w teorii,  dostanie większą wypłatę? Otóż, ludzie nie głosują zgodnie ze swoim ekonomicznym interesem klasowym. I to jest moim zdaniem clou missowania pointa przez wyłącznie socjalną lewicę, albowiem, gdyby ludzie głosowali zgodnie ze swoim interesem ekonomicznym, to, paradoksalnie, neoliberalna klasyczna ekonomia miałaby rację. Ekonomia zakładająca, że na wolnym rynku mamy do czynienia z w pełni wolnymi  aktorami, którzy dokonują w pełni racjonalnego i egoistycznego wyboru. Paradoks świadomości klasowej polega więc po trochu na niechybnym przyjmowaniu powyższego założenia. Ot, jako prekariusz liczysz, kto załatwi ci więcej i wybierasz Razem, bo Razem ci da.  Tymczasem proces podejmowania decyzji jest o wiele bardziej skomplikowany niż prosty rachunek ekonomiczny. Dlatego ekonomia to nauka społeczna. O wiele bardziej skomplikowany również dlatego, że nikt nie jest wyzutym z emocji robotem. Ładnie tego dowodzi kognitywistka. Ba, wspólnoty też nie buduje się wokół wypadkowej racjonalnych interesów poszczególnych jednostek, a właśnie wokół emocji. Zgrabnie pisał o tym Edwin Bendyk. Kilka lat temu było nawet takie zdjęcie, jak na huczną demonstrację korwinistów w sprawie podwyżki podatków przyszło całe 6 osób. Pewnie trochę to kwestia kucowego systemu organizacji, ale też to nie jest przypadek, że za lub przeciw podwyżce podatków, za lub przeciw OFE, za lub przeciw ZUSowi nie wychodzą dziesiątki tysięcy ludzi na ulicę, a za wartości konstytucyjne lub patriotyczno-faszystowskie wychodzą tłumy. Nikt nie chce umierać za Gdańsk, nikt nie chce umierać za ekonomię, nikt nie robi głodówek w sprawie podwyżki/obniżki VAT.  A za publikację wyroku uż dwie osoby chcą rozpocząć głodówkę. Dlatego protest Razem w sprawie Trybunału pozwala budować wspólnotę wobec celów innych niż ekonomiczne, a więc celów nadających się o niebo lepiej do budowania więzi emocjonalnych. Imho to w jaki sposób Razem zostało przyjęte, te wszystkie koce, dobre słowa, te solidarnościowe gesty powinny dać partii do myślenia, jak potężna może być owa druga, bakuninowska noga. Noga, którą zawsze deptać chciały platfusy Marksa. Jasne, marzy się lewicy, mnie się marzy, wspólne ponadklasowe OccupyNFZ w sprawie praw pielęgniarek, albo jakiegoś OccupyKrK w sprawie podrzędnego statusu zakonnic. Ale zawsze pamiętać należy, że strajki sierpniowe odniosły sukces, bo stały na dwóch nogach, przez co zgarniały jak największą pulę na „rynku” empatii.

Po czwarte, who i who

Razem podczas demonstracji żyło z KODem dobrze. Dzieliło się kanapkami, nie zagłuszało się nawzajem, może nawet robiło słit focie. Tym samym KODem, którego Remik Okraska z Nowego Obywatela wyzywał od sukinsynów, którzy powinni zdechnąć. Bo KOD ma symbolizować Obrońców Przywilejów Elit i nie rozumie, czemu lud, mimo skandali nadal popiera PIS. A popiera bo ma dosyć elitarnego saloniku. Ten, w istocie swej dość subwersywny, choć pewnie niezamierzony, klasizm, Okraski zdaje  się wpisywać w dość zabawna kliszę, jakoby PiS był głównie partią ludu, a opozycja partią elit. Co ciekawsze, gdybyśmy ową kliszę zaczęli traktować serio, to natykamy się na typowy problem tożsamościowego przejęcia. Ot, na przykład, zapytajmy, czy to prawda, że PISowcy nie czytają książek? Jeśli uznamy, że klasa pracująca książek nie czyta (to nie zarzut, fetyszyzowane książki to nie produkt pierwszej potrzeby), a PiS jest partią owej klasy, to trzeba uznać, że PISowcy raczej nie z tych czytających. Ale gdy podniesiemy to głośniej, to okaże się, że jak tak można, zarzucać komuś ciemniactwo i ludzi wykluczać? To wy nic nie czytacie, lemingowe sukinsyny!  Ten, przyznajmy dosyć banalny, przykład, pokazuje, że utożsamianie danej partii z daną klasa społeczną powoduje, że partia ta niejako automatycznie musi cechy owej klasy przejmować. Te pozytywne cechy, ale i te negatywne (co nie znaczy, że zawinione). O negatywnych, (negatywnych z punktu widzenia lewicy) pisała ostatnio Kinga Dunin w polemice z optymistycznym Maciejem Gdulą. Tymczasem rozejrzyjcie się po fejsie i po twitterze. Serio uważacie, że elektorat PIS, ten elektorat co to lajkuje i szeruje te wszystkie prawicowe, zakute logiki, że to elektorat wykluczonych,  biednych, co jak kania ddżu oczekują na 500+. Bo na moje to raz, że prekariat, ale dwa także pisowska klasa średnia, z ajfonami, szajsungami, instagramami etc. Na moje oni sami, i ich starzy korzystali z dorobku IIIRP tak samo, jeśli nie bardziej (bo układ z księdzem/prawackim wójtem pomagał). Ile macie w biurach, droga biurowa klasa średnio, kumpli i kumpel, co czytają wpolityce, ile zarabiają kibole wyklęci, których stać na (z punktu widzenia klasy pracującej) kosztowne wyjazdy, oprawy i osprzęt. Gdzie na wakacje jeżdżą pisowcy, bo wykluczeni zwykle nie wyjeżdżają nigdzie. Ich na to po prostu nie stać. Dlatego podział na biednych popierających Pis i bogatszych popierających PO jest dosyć złudny, zwłaszcza w pokoleniu 20-30latków. PIS, w dużej, choć nie całej, już dawno rozsiadł się w owej bogatszej Polsce A i pod kątem dochodów wcale mu wiele nie brakuje do przeciętnej damy w norkach z KODu.

Reklamy
  1. 18/03/2016 o 10:26 am

    Serio Okraska Coś takiego?

  2. Fa-Fik
    18/03/2016 o 2:40 pm

    Gdyby ludzie dokonywali wyborów w pełni racjonalnych, to właśnie ekonomia neoliberalna byłaby dla nich obiektywnie najlepsza? Dla każdego? Również dla startujących z mniejszym kapitałem takim czy innym, albo wręcz praktycznie bez? A nawet przy doskonale równym starcie na pewno byłaby to przeciętnie strategia właściwa?
    Wybór strategii na podstawie tego ile można wygrać, bez uwzględnienia ryzyka że i konsekwencji w razie się nie wygra nie jest specjalnie racjonalny.

  3. 18/03/2016 o 6:17 pm

    @Paczkowski – tak, u niego na blogasku

  4. 18/03/2016 o 6:19 pm

    @Fa-fik – nie neoliberalna ekonomia najlepsza, tylko jej założenie najlepsze, czyli paradygmat wolnego, racjonalnego wyboru.

  5. T.
    19/03/2016 o 12:27 pm

    Prekariat nie zagłosuje na Razem przede wszystkim dlatego, że jest konserwatywny społecznie. Ma więc PiS, który obiecuje mu pomoc (o proszę, daje 500 zł na dziecko) jaką obiecuje im Razem a przy tym nie jest kosmopolityczny, świecki i genderowy tylko patriotyczny, religijny i seksistowski. Po co więc głosować na Razem?

    Od kilku lat przebijam się z tym do nowej polskiej lewicy a ona dalej cieszy się, że jacyś górnicy z nimi rozmawiali. Porozmawiają a czemu nie. A potem zagłosują na PiS bo PiS tak jak Razem obiecuje zabrać kasjerkom i budowlańcom i dawać górnikom by mogli sobie pracować w trwale nierentownych kopalniach.

    Nowa polska lewica IMO nie dostrzega, że naturalny target lewicy na świecie jest w Polsce prawicowy (bo związki zawodowe są w Polsce prawicowe, hihi) i nie ma szans konkurowania z PiS o ten elektorat.

    Nie dostrzega także, że Polacy nawet jeśli lubią nawet ekstremalnie lewicowe rozwiązania (duże poparcie na 500+) to nie lubią lewicowych haseł i Polakom IMO trzeba podawać lewicowe rozwiązania opakowane w coś innego. PiS to rozumie i dlatego gargantuiczny program transferów socjalnych podał jako patriotyczny program pronatalistyczny. Brawo PiS :)

  6. 19/03/2016 o 1:24 pm

    @T – true ale też cechą redystrybucyjnych programów jest że zawsze jest mało więc PiS i tak będzie za to jebany przez swój elektorat.

  7. Aristeros
    21/03/2016 o 10:11 am

    Naprawdę taki sukces?
    Marcelina Zawisza mówiła o proteście pod KPRM: „Będziemy protestować do skutku.” I starczyło im zapału i odporności na niewygody na 9 dni. Jak się deklaruje taką niezłomność, to wypadałoby wytrzymać choćby miesiąc.

  8. 21/03/2016 o 10:16 am

    @Aristeos – z tego co rozumiem chodziło o 7 dni, byc może rzeczywiscie na poczatku sie zagolopowano.

  9. 21/03/2016 o 3:19 pm

    @Aristeros
    „Będziemy protestować do skutku.”

    Przecież protestują dalej, tylko inaczej (teraz weszli na drogę sądową). Ten protest sporo ich kosztował. I finansowo (a jeszcze dotacja nie płynie) i w przeziębienio-dniach.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: