Babinicz

Nie możesz w tym pójść! – powiedziała poważnym tonem Anetka. – To nie przystoi!

Właśnie otwierała czwarte opakowanie czipsów polskich, które w programie lojalnościowym dostała Joasia. Joasia pracuje na Orlenie i czasami przynosi gadżety, których nie odbierają klienci. Najczęściej łopaty, ramiączka do pływania albo hełm dużego powstańca. Raz nawet przyniosła pochwę do szabli. Oryginalną. Anetka nic nie przynosi, pracuje na uniwersytecie.

Po prostu nie możesz, w tym pójść i już!

Joasia przeglądała się w lustrze. Może Anetka naprawdę ma rację? Może nie wypada? Wpatrywała się w biustonosz z podobizną Łupaszki. Stożkowate miseczki robiły majorowi czarny nosek. Jak u jamniczka. Chyba jednak nie wypada, pomyślała Joasia, i poszła szukać haleczkę Inki.

Joasia od dwóch godzin stroiła się w fatałaszki, bo w czipsach polskich znalazła śliską, srebrną kopertę. A w środku zaproszenie na imprezę Zaklętą. Od razu pobiegła z tym do Anetki. Anetka zna z telewizji wszystkich Zaklętych w Polsce. A jednego to już szczególnie.

– To prawda, że on nie wymawia R? – zapytała Joasia, gdy prasowała kremową haleczkę Inki z dziurami po prawdziwych kulach.

– To od lizania kuciapki – odpowiedziała szybko Anetka.

– Czego?

– Kuciapki – powtórzyła Anetka. Chciała nawet pokazać, ale palce miała całe upaprane w czipsach. A od tego w środku szczypie.

– A ma jakieś dziary? – ciągnęła Joasia.

– Wydziarało go samo życie – podsumowała Anetka, która sama wie, co to SS-SD (szwy na sercu swej duszy). Właśnie taki napis zrobił sobie na łokciu jej były chłopak. Zanim nie musiał uchodzić przed uchodźcami.

– A nie ma, aby czasem zapadniętej klaty? – drążyła temat Anetka, którą haleczka Inka trochę jednak uwierała. Widać zbyt dużo ostatnio Joasia jadła pączusiów.

– Nie, nie ma, i daj już spokój, zbieraj się, moc sterczących…wrażeń przed nami – zaśmiała się Anetka i dziarsko klepnęła ją w mięsistą pupcie. Mniam.

*

Impreza Zaklęta na początku nieco rozczarowała Joasię. Dziewczyny musiały przepychać się przez morze sztruksowych marynarek i zmechaconych swetrów Wólczanki. Jeden facet przyszedł w husarskich skrzydłach i drapał po buzi, a dwóch miało na plecach krzyże w skali 1:1. Do picia był tylko Ciechan i miód pitny Zagłoba, a one wolały jednak po kieliszku Gino Rossi. Zamiast didżeja grała orkiestra trzech panów w mundurach koloru latte. Śpiewali głównie po włosku. Z umbryjskim akcentem, jak momentalnie zauważyła Anetka.

– Nigdzie nie ma Rafała Aleksandra! – Anetka próbowała przekrzyczeć orkiestrę.

– Kogo?!

– Rafała Aleksandra, nie ma nigdzie! – darła się Anetka.

I darłaby się tak pewnie do kolejnej serenady, gdyby nie iście AKowski pomysł naszej łączniczki. Albowiem szybko wyjęła czerwoną szminkę i na białej chusteczce namazała kilka koślawych liter.

– Krzycz to, biurwo, krzycz! – wydarła się Anetka do ucha Joasi, która znowu poprawiała haleczkę pod sukienką w żółto-białe kolory papieskie.

– Dmowski, Dymowski, Dymowski – zaczęła więc krzyczeć jak opętana szalona Joasia i tak się akurat złożyło, że spoceni panowie z orkiestry robili sobie przerwę, więc Joasię usłyszało co najmniej pół sali Zaklętej.

– Jestem Pan Krzysztof – usłyszały obie za plecami. A kiedy się odwróciły ujrzały chłopca z wydepilowanymi brwiami. Zaczynało się nieźle.

– Tumanowicz – dodał drugi, a obie dziewczyny głośno zachichotały z żarciku.

Rozmowa zaczynała się kleić. Pan Krzysztof tłukł temat za tematem niczym szyby w przedwojennych sztetlach. Tumanowicz głównie milczał, ale za to się częściej uśmiechał. Zdrowe ma dziąsła, pomyślała Anetka i od razu zrobiło się jej wilgotno na duszy. Red is bad tymczasem nawijał Pan Krzysztof, ale przez cały ten włoski tumult Joasia chyba nie dosłyszała. I powiedziała, że Simply Red to może i owszem, zupełnie nie, ale ta piosenka Paris, Paris to naprawdę, naprawdę kochana. Wtedy jednak na dźwięk Paris, Paris Tumanowicz zagrzmiał uniósł potężne dłonie do góry i przednią, chyba, częścią miednicy cały stolik strącił, a Anetka pomyślała w zachwycie, że ach, widać, że ten Tarzan nie tylko dziąsła ma sprawne.

– Panie wybaczą, Rafał Aleksandrowicz – usłyszały obie, gdy kelnerka zbierała resztki z Ciechana z podłogi.

Pod Anetką ugięły się nogi i wykoślawiły szpilki. Tymczasem Rafała Aleksander nie zasypując sitowia w popiele, ujął dłoń obu pań i delikatnie musnął brodą, a być możne i nawet języczkiem, jak naówczas gotowa była pod przysięgą zeznać Anetka. Teraz naprawdę zaczynał się wieczór.

*

Dosyp mu, dosyp! – szeptała do Joasi Anetka, gdy po trzech godzinach opowiadania o pudernicy Urbanie i Ciciolinie rubaszany Rafała Aleksander zaczął z leciutka przysypiać.

– Albo nie, teraz jeszcze nie, może za godzinkę – zmitygowała się szybko Anetka.

– Czemu za godzinkę spytała Joasia, która, co tu dużo mówić, nigdy w życiu tak dobrze się nie bawiła. I chciała więcej, o wiele więcej. Mniam.

 – Teraz będzie jeszcze rzygał – dodała poważnie Anetka, pokazując otwartym gestem, że wie co mówi.

– Skąd wiesz, skąd wiesz, może nie będzie – dodała rozochocona Joasia śliniąc się na widok ciasteczka w garniturze w prążki.

– Będzie, Polacy z Piaseczna zawsze rzygają – podsumowała Anetka, a Joasi się zrobiło przykro, bo pochodziła ze Rzgowa, iście bliźniaczego miasteczka. Mój tatuś nie rzyga – już chciała nawet syknąć w kierunku koleżanki, ale zauważyła, że ta, niepomna własnych ostrzeżeń, zaczęła dosypywać Rafałowi Aleksandrowi podejrzane, syryjskie proszki.

 *

Rafał Aleksander obudził się w nie swoim łóżku tuż przed południem. Rozejrzał dookoła. Garnitur w prążki wisiał na czerwonym wieszaku. Buty  równo ułożone na wycieraczce. Szarpnął się w przeciwną stronę. Naprzeciwko niego stało jednak czterech arabskich uchodźców. Uchodźców, którzy może i rzeki przepłynęli, i góry pokonali, ale takiego smacznego kurczaczkato  nie wiedzieli od czasów swojej młodości. Zaczęli się powoli zbliżać, krzyczeć jedynego, czego się po polsku nauczyli, to jest perwersyjnego mniam, mniam i mniaaaaam!

I może by nawet Rafał Babinicz Aleksander coś krzyknął, zanim go na ruchomym ruszcie przypieką, gdyby nie przykry fakt, że ktoś mu gębę złośliwie oryginalną, husarską pochwą zatkał.

Reklamy
  1. mlaxis
    11/02/2016 o 7:35 pm

    PIERWSZY MORDY>

  2. troll.ruski rezydentny
    16/02/2016 o 10:29 am

    Korekta obywatelska zbyt liczna, by wymieniać. Obywatelu Majorze, w pośpiechu to 160 znaków na tłiterku.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: