Strona główna > felietonik > Pierwszy sukces

Pierwszy sukces

W celu zapewnienia Narodowi, Polsce Ludowej i jej obywatelom najlepszych warunków rozwoju oraz możności wszechstronnej i spokojnej pracy — Rząd Rzeczypospolitej, który stoi na stanowisku poszanowania wolności religijnej oraz Episkopat Polski, mający na względzie dobro Kościoła i współczesną polską rację stanu — regulują swe stosunki w sposób następujący:

8. Kościół katolicki, potępiając zgodnie ze swymi założeniami każdą zbrodnię, zwalczać będzie również zbrodniczą działalność band podziemia oraz będzie piętnował i karał konsekwencjami kanonicznymi duchownych, winnych udziału w jakiejkolwiek akcji podziemnej i antypaństwowej.

Porozumienie zawarte między przedstawicielami Rządu Rzeczpospolitej Polskiej i Episkopatu Polski

14 kwietnia 1950 roku, Kraków

 

Lektura informacji na stronie KAI, to bardzo pouczające doświadczenie. Zwłaszcza gdy skorzysta się z wyszukiwarki. Gdy, dajmy na to, wpiszemy Palikot albo gender wyskakuje kilkaset pozycji. Gdy wpiszemy Trybunał Konstytucyjny, wyskoczy kilkadziesiąt. Z czego większość o lekarskiej klauzuli sumienia. I tylko/aż jeden o obecnym zamachu na konstytucję. Wyważony apel o opamiętanie, świeckiego, co znamienne, Klubu Inteligencji Katolickiej. Apel by stać po  środku.

Wydaje się więc, że oto wreszcie nadszedł ten historyczny moment. Oto po rządach Bieruta, Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego, Wałęsy, Kwaśniewskiego z Millerem, IV RP, Tuska z Komorowskim polski Kościół katolicki wreszcie przestał się mieszać w politykę. Długo czekaliśmy, a jednak. To, co nie udało się setkom ton papieru Gazety Wyborczej, tysiącom golumowych podszeptów Tygodnika Powszechnego, udało się jemu – skromnemu emerytowi z Żoliborza. Jak do tego doszło?

Po pierwsze, knebel. Zakneblowanie (i to dosłownie) przez Episkopat, tych księży, którzy ideologicznie są niewygodni. Chciałoby się napisać niepokorni, gdyby nie to, że ów termin, podobnie jak choćby bliźniacze „księża patrioci” wszedł już do obiegu jako synonim dziennikarskiego służalstwa. Zakneblowanie już nie tylko jako symptomatyczne zestawienie księdza Lemańskiego czy Bonieckiego i księdza Oko. To już nawet nie przejście do porządku dziennego nad zarzutami o mobbingowanie przez Sławoj Leszka Głódzia. To także, a może przede wszystkim, milczenie przy medialnym przeczołgiwaniu księży, którzy odważyli się udzielić komunii świętej Komorowskiemu. Kościół już nawet nie chciał/nie potrafił obronić swoich kapłanów przed prawem do decyzji, komu mają udzielać Ciało swego Chrystusa. Z podziału na dobry vs zły policjant, jaki od kilku dekad wpisywał się w konflikt Kościoła otwartego z Kościołem prawdziwych Polaków został już tylko ten drugi.  

Po drugie, podobieństwo. Podobieństwo Kościoła do projektu V RP. Mariaż Kościoła z demokracją jest zjawiskiem stosunkowo nowym. I nigdy nie przyjętym przez Kościół w całości. Bo Kościół, czego się oczywiście nie wstydzi, jest przecież monarchia absolutną. Główną cnotą demokracji jest prawo wyboru, podczas gdy główną Kościoła jest posłuszeństwo. Posłuszeństwo zbuntowanych księży, którzy ryzykują wszystko, tak łajdacko wypominane przez tych wszystkich świeckich katolików, którzy nie ryzykują niczym. Stąd akceptacja kościelnego absolutyzmu połączona z jednoczesnym zachwalaniem państwowego demokratyzmu przez księży, niejako z automatu musi skutkować swoistą schizofrenią. Stąd też ciążenie Kościoła ku prawicowemu autorytaryzmowi wydaje się wpisywać w  banalnie oczywisty scenariusz. Ot, ciągnie swój do swego. Demokracja, demokratyczne państwo prawa dopuszczające pluralizm systemów moralnych jest dla Kościoła konkurencyjne, a przez to niepożądane. Czyż nie byłoby łatwiej, gdyby jakiś prezes czy inny papież po prostu mógł mocą własnego edyktu niemoralności zakazać? 

Po trzecie, frukta. Osiemdziesiąt milionów na Światowe Dni Młodzieży to dopiero początek. Potrzeb jest więcej, i nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o wyrugowanie cywilizacji śmierci z edukacji, zwłaszcza edukacji najmłodszych. Trafnie przecież podkreśla Dawkins, co zwykle pomijają jego klerykalni adwersarze, że największe zyski Kościół buduje poprzez edukację propagandę wśród dzieci. I to na tym właśnie polu rozstrzyga się batalia, na ile wiara religijna (nie mylić z naturalną u ludzi ufnością w nierzeczywiste) jest wrodzona, a na ile nabyta. Chodzi także o eksperckie zaplecze. Ośrodek Myśli Politycznej, Klub Jagielloński zbudował swoja pozycję, ale w kolejce czeka prokościelne Ordo Iuris. Wobec spodziewanego, faktycznego bojkotu opiniowania legislacyjnych potworków przez świat akademicki, otwiera się zapotrzebowanie na ekspertyzy prawne od odzyskanych naukowców. I tu Ordo Iuris jest jak znalazł. Zwłaszcza że swój prawniczy kościelny think tank buduje od dobrych kilku lat, czego lewica nie robi, więc znów obudzi się z ręką w nocniku. I zaatakuje memami. Samemu Kościołowi trudno się w tej sytuacji dziwić.  Słynne nieważne czy Polska będzie bogata czy biedna, ważne żeby była katolicka – ma przecież głębokie uzasadnienie teologiczne. Wszak celem nadrzędnym jest życie wieczne, a furtka doń prowadzić ma właśnie i wyłącznie przez katolicyzm. Dlatego należy w życiu doczesnym katolicyzm umacniać. A umacnia się wedle starej, sprawdzonej długofalowej strategii, w myśl której władze mijają, kościoły zostają. To właśnie tego nie rozumieją neoliberałowie ze swoim fetyszem krótkoterminowych zysków, i dlatego co jakiś czas wypłukiwani są przez rewolucje. Kościół rozumie to doskonale, dlatego trwa.

Po czwarte, kaprys despoty. Jeśli jeden starszy pan ma władzę wykonawczą i ustawodawczą, która jego wolę przepycha w 4 dni, a Trybunał jest sparaliżowany, to wchodzimy w erę sterowania ręcznego. Erę kaprysów i widzi mi się, niechby i kieszonkowo-groteskowego despoty. Mógł Kościół Platformę obszczekiwać, bo wiedział, że minister Zdrojewski i tak przyzna dotację dla Świątyni Opatrzności Bożej, nawet jeśli będzie trzeba bezczelnie dopychać kolanem, że to tylko na muzeum. Za dużo było mechanizmów wzajemnych zależności, kanałów dystrybucji, zawiłości w podejmowaniu decyzji, by procesem odcięcia Kościoła od funduszy można było jakoś racjonalnie sterować. Nawet, gdyby jakimś cudem Platforma sterować zechciała, choćby realizując expose swojego premiera. W przypadku ręcznego sterowania takiego problemu nie ma. Dopływ pieniędzy można zatkać jednym gestem prezesa, przekazanym po hierarchicznej drabinie w dół przez kolejnych eunuchów naszego wezyra, żeby posłużyć się, jakże aktualną frazą Ludwika Dorna.

Po piąte, widmo porażki. Nawet gdyby, co bardzo mało prawdopodobne, ów swoisty sojusz podestu i ołtarza się nam zaczął rozpadać, a Kościół na wojenkę z PiSem by ruszył, to Kościół ową wojnę niekoniecznie by wygrał. PIS nie ma wyborców, PiS ma wyznawców – głosiło stare porzekadło memowe, ale ten przesadzony bon mocik całkiem serio zaczął się realizować po 10 kwietnia. Wcześniej Ruch miał tylko swoich ukochanych przywódców, po 10 kwietnia doczekał się swoich męczenników, swoich kapłanów, swoich rytuałów, swoich miejsc świętych, do których odbywają się kolejne, coroczne pielgrzymki. I swojego świętego Graala z wybitymi szybami. Platforma może mieć swoich fanatyków, ale to nigdy nie był ruch quasi religijny, dlatego tak szybko topnieje pod naporem rozgorączkowanego Petru. PiS nie topniał, gdy poszczególni kapłani jeden za drugim zdradzali, by w końcu i tak wrócić, skamląc i łasząc się do nóg prezesa. Czego dowodem choćby Jacek ballbusting Kurski. Kluczowym momentem narodzin kultu były sceny usuwania krzyża z Krakowskiego Przedmieścia, gdy histeryzujące kobiety rzucały monetami w twarz księży. To wtedy Kościół z kultem smoleńskim przegrał, i stracił rząd dusz nad żelaznym elektoratem PiSu.

Czy go odzyska? Póki co nawet nie ma takiego zamiaru. Elektorat umrze, władza się rozpadnie, a nowe kościoły będą stały jak stoją. No chyba że Kościół straci przedszkolno-szkolną edukację. Ale ten reżim akurat ją przecież wzmocni. 

  1. mlaxis
    20/01/2016 o 2:21 pm

    DOBRE!!!

  2. hlb
    20/01/2016 o 3:05 pm

    Pierwszy!11

    @mlaxis
    Chyba ty!

  3. Sierkovitz
    20/01/2016 o 4:22 pm

    Grima Smoczy Język podszeptywał – nie Golum ;)

  4. 20/01/2016 o 10:35 pm

    Kolega jak zawsze czyma mojo strone

  5. hlb
    20/01/2016 o 11:20 pm

    @major

    Oczywiście, kolego Majorze. Polska płonie!

  6. Mlaxis
    21/01/2016 o 9:45 am

    To było do mnie iPolaku

  7. hlb
    21/01/2016 o 12:11 pm

    @mlaxis

    Sądzę, że wątpię. Nie wtrącaj się do rozmowy, bo ci Szydłobus ucieknie.

  8. 21/01/2016 o 12:51 pm

    Hihi, kolega Max Bialystock zwrócił mi na to uwagę. Jak za pierwszego PiS to byli równorzędni partnerzy, to w tej chwili Kaczyński ma wszystkie karty w ręku.

    I podobnie jest z „Solidarnością”. Ciekawe, czy jak zaczną przesuwać kopalnie do rezerwy, Piotr Duda zrobi manifestacje (m.in. ze składek wojtkowych. Biedny wojtek, broni demokracji, a po drugiej stronie jego koledzy związkowi)

  9. 21/01/2016 o 11:17 pm

    Imho Piotr Duda skończy jak Śniadek

  10. troll.ruski rezydentny
    22/01/2016 o 10:36 am

    Najważniejsze jest po piąte. O ile w czasie pierwszej Wielkiej PiSdy Prezes Tysiąclecia był poniekąd zakładnikiem Rydzyka, który trzymał w garści żelazną część jego elektoratu, o tyle teraz to Rydzyk robi za petenta, tylko jeszcze udaje, że o tym nie wie. Gdyby w roku 2007 Rydzyk cicho gwizdnął, to po trzech miesiącach z PiSu nie byłoby co zbierać, teraz wystarczy, że Prezes cicho gwizdnie, a sprzedaż Waszego Dziennika pikuje w dół. No i tutaj widać, że po trzecie też bardzo słuszne, a zwłaszcza ten fragment o „think” tanku. Nie wiem skąd przekonanie, że pisi front w internetsach to oddolna robota niepełnosprytnej młodzieży – to od początku była kampania medialna finansowana z pieniędzy partyjnych i pozapartyjnych (Bierecki), a normalne partie obudziły się nagle z ręką w nocniku wśród tych wszystkich niezależnych wpotylice.

  11. 22/01/2016 o 1:00 pm

    @GP
    Naprawdę zakładasz że istnieją takie (jednolite) byty jak PIS, PO, KK?
    Dla uproszczenia argumentacji można założyć, tak samo jak można założyć istnienie lewiicy i prawicy. Ale pies w tym pogrzebany, że to wszystko jest bardziej heterogeniczne, a dynamika ewentualnych zmian w obrębie każdego z tych bytów jest zupełnie nieprzewidywalna. Co przekłada się na interakcje.

    Dlatego możesz naturalnie powtarzać za memem że „PIS ma wyznawców”. Ale co zrobisz np. z legionem takich Morawieckich?. Ta partia ma niestety zaplecze w postaci wielu trzeźwo kalkulujących technokratów. I nie, to nie jest wyjątek potwierdzający regułę.
    Można sobie spaczyć optykę wpatrując się w szczególnie jaskrawych przedstawicieli obecnego Zoo (Kempy, Pawłowicze, Ziobry i Macierewicze) i uznając ich za reprezentatywnych dla całości.
    Dobrze by było gdyby tak było. Obawiam się jednak, że tak nie jest.

  12. 22/01/2016 o 2:17 pm

    @telemach – hype na Morawieckiego mnie bardzo śmieszy also PiS jest b. jednorodny, zakeżny od woli prezesa klasyczna partia z kultem jednostki coś jak Korwin. Dlatego oni zawsze bedą mieć te 20-25%

  13. 22/01/2016 o 7:22 pm

    @galopujący major:
    Tak i chyba nie całkiem. Zgadzam się z „kultem jednostki” i mam nadzieję, że masz rację. Emeryt próbujący stać się obiektem kultu to jest najlepsza gwarancja że to jakoś się podwinie i upadnie. Ale:
    1. Zauważ, Morawiecki nie jest jedynym uwiedzionym. bo Biznes, Zdrowie Cyfryzacja i Edukacja są obsadzone konserwą, ale nie oszołomami. To jest jakby odrębny pion nie mający nic wspólnego z frontem ideolo i resortami siłowymi..
    2. Wbrew początkowym obawom nie wszystkie spółki skarbu państwa są obsadzane pociotkami. Część nowych nadań nie jest merytorycznie gorsza niż nadania poprzednie. Wierni, tak, ale czasem wcale nie tak mierni.
    3. Zyżyński, Kluza, Mech, Zaleska – to mimo wszystko trzeźwi a mimo to zbliżeni do PISu ludzie o sporych kwalifikacjach. Nie dajmy sobie wmówić, że PIS to jedynie grupa błaznów w rodzaju Suskiego lub Pawłowicz. Gdyby tak było, całkiem bym się nie martwił.

    Dlatego sądzę, że twardy rdzeń wierzących to istotnie jakieś 20-25%. Ale ani jeden głos więcej. Pytaniem otwartym pozostanie co się stanie i w którą stronę pójdzie ten elektorat gdy w PISie dojdzie do nieuniknionego rozłamu.

  14. 24/01/2016 o 1:02 pm

    Jeszcze jedno, widać to przy okazji tematu uchodźców i tego co na temat mówi i papież Franciszek i (na szczęście) polski episkopat (Gądecki itd)
    Wszyscy mówią, że trzeba pomagać, że nie wolno nienawidzić, Gądęcki ostatnio powiedział o chorym nacjonalizmie.
    W żaden sposób nie wpływa to na postawę pisowców.
    I politycy i prawacka blogosfera to ignorują jaki jakieś oderwane od rzeczywistości pitolenie naiwnych dziadków lub przemilczają.
    Więc nie tylko w sprawie Smoleńska Kościół stracił swój głos i siłę przebicia.
    Może stąd ta obsesja Kościoła na temat aborcji, gender, homoseskualizmu a np. mniejsze przywiązanie do głoszenia miłości wobec biednych, chorych, prześladowanych itd
    Oni wiedzą, że prawica ani PiS i tak ich w tych sprawach nie posłuchają, przemilczą lub nawet zmanipulują. Albo nawet i oskarżą o agenturalność.

  15. troll.ruski rezydentny
    26/01/2016 o 12:14 pm

    Elektorat „radiomaryjny” to oczywiście nadal poważna część wyborców PiS, ale trzeba pamiętać, że wyhodowane na niezależnej wpotylice młode pelikany wcale jakoś bardziej wierzące/praktykujące od reszty społeczeństwa nie są. Owszem, jest tam jakaś część ubogaconej młodzieży oazowej, ale większość ma na stosunki Partia-Kościół wylane – nawet więcej, Prezes Tysiąclecia stawiając się nawet sutannowym może u nich jedynie zyskać.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: