Strona główna > felietonik > Czy V RP zacznie grać w Carla Schmitta?

Czy V RP zacznie grać w Carla Schmitta?

Wbrew rozmaitym chełpliwym pohukiwaniom, skala i tempo zmian, jakie od dwóch miesięcy przetaczają się po (nocnych) korytarzach Sejmu, niczym zima, całkiem serio zaskoczyły naszych drogowców. Zaskoczyły medialno-polityczny obóz III RP, który, owszem, straszył powrotem do mrocznych czasów słynnego „kaczyzmu”, ale rozumianym jako powrotem do czasów IV RP, jaką wszyscy do tej pory znaliśmy i kochaliśmy (lub nie). Zaskoczyły też niemałą część obozu władzy, dziwnym trafem politycy pokroju Jarosława Gowina czy Marka Jurka zniknęli z ekranów, zastąpieni przez pierwszorzędnego prokuratora drugorzędnego Stanisława Piotrowicza. I szczerze mówiąc, trudno temu zaskoczeniu się dziwić. Mamy bowiem do czynienia z całkiem nową jakością, to jest Rzeczpospolitą nr V, której zręby formułował będzie, już nie tyle, dajmy na to, eseista Rafał Matyja, co pewien nieżyjący samotnik z Plettenbergu. Ten pan to niejaki Carl Schmitt.

Ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym, jest suwerenny – brzmi najczęściej powtarzana nauka Schmitta, od ponad dekady przeżywającego renesans nie tylko w Polsce, i nie tylko na prawicy. Tyle że możliwość nieskrępowanego zarządzania wyjątkami przez suwerena jest etapem finalnym konserwatywnej rewolucji. U jej początku zaś, leży coś, co sam Schmitt miał opisać w broszurce „O trzech sposobach myślenia w nauce prawa” w 1934 r. Za Adamem Wielomskim (Prawica XX wieku, wyd. Von Borowiecky 2013), można powtórzyć, iż wedle Carla Schmitta, jeśli na prawo składa się zespół norm prawnych plus sankcja za ich naruszenie, to powinniśmy wyróżnić jeszcze dodatkowy element, to jest element woli decydenta, który ową normę bądź sankcję wykona. Obok elementu normatywnego, mamy zatem tzw. element wolicjonalny – to jest element woli konkretnego sędziego, prokuratora, urzędnika, który daną normę bądź sankcję zechce wypełnić. W społeczności o zupełnym braku woli wykonywania prawa, prawo staje się martwym zapisem, bo niewykonywanym. Stąd, zdaniem Schmitta, jak powiada Wielomski, element wolicjonalny należy uznać za decydujący.

I właśnie z tym mamy do czynienia w obecnie formułującej się V RP. Ustawa, zwyczaj prawny, wykładnia przepisu, ba nawet orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego jako element normatywny może stanowić jedno, ale element wolicjonalny, to jest na przykład wola prezydenta odnośnie odebrania konkretnej przysięgi od konkretnej osoby, może stanowić coś zupełnie przeciwnego. Jeszcze wyraźniej widać to było na przykładzie perturbacji z publikowaniem wyroku Trybunału w Dzienniku Ustaw. Okazało się, że rozstrzygająca jest już nie tyle jak najbardziej jednoznaczna ustawa, co po prostu wola tego, kto akurat posiada dostęp do haseł i loginów konkretnej strony internetowej. I łaskawie zechce ich użyć.

Ja jako prawnik jestem całkowicie bezradny – mówi prof. Zimmermann, promotor przewodu doktorskiego Andrzeja Dudy. Z takimi rzeczami nigdy dotychczas się nie spotykaliśmy, to stoimy w obliczu zdarzeń i okoliczności, gdzie jesteśmy bezradni – wtóruje mu sędzia Stępień, mówiąc o nieodebraniu przyrzeczenia przez prezydenta. I nic dziwnego, przejście z modelu normatywnego na model wolicjonalny przejawiający się nie tyle w normach prawnych, co w konkretnych czynnościach faktycznych, jest niczym innym jak kompletnym paraliżem dotychczasowego sposobu myślenia. Sposobu, który, owszem pojawiał się w modelu III RP, czy to na szczeblu lokalnym w postaci głośnej ostatnio wojny o ratusz na Bemowie, czy to na szczeblu krajowym w postaci wolicjonalnego umarzania przez prokuraturę kolejnych postępowań przeciwko politykom rządzącym. Ba, paradoksalnie jego najlepszym przykładem, jest uwiąd odpowiedzialności przez Trybunałem Stanu, z którego to kapiszonu bezradna opozycja próbuje teraz retorycznie strzelać do obozu władzy. Nigdy jednak element czynności faktycznych (kto ma admina, ten ma władzę) nie został podniesiony do rangi swoistej praktyki ustrojowej, a ku temu właśnie zmierza obecny spór o Trybunał. Jak w satyrycznej okładce ujął to tygodnik Angora, mamy teraz przedszkolną grę w gorące krzesła. A więc grę zależną od sprytu, refleksu i bezczelności – tych wszystkich czynności faktycznych, nie norm prawnych.

Pojawia się pytanie: dlaczego? Otóż, kluczowe wydaje się pojęcie imposybilizmu. Doświadczenia IV RP i owego słynnego szarpnięcia cuglami, okazały się dla Jarosława Kaczyńskiego dość traumatyczne. Model normatywnych pasów bezpieczeństwa, jaki chronić ma społeczeństwo obywatelskie przed samowolą władzy, w oczywisty sposób każdą władzę jednocześnie musi krępować. I to również wtedy, gdy owa władza, ma, nie tylko wedle własnego mniemania, jak najlepsze intencje i chce jedynie ową stajnię Augiasza (jaką ma być III RP) z grubsza wysprzątać. Ograniczenia lustracji miało być dla obozu IV RP tego najgłośniejszym dowodem, ale ów ofidiofobiczny paraliż na widok pełzającego węża imposybilizmu doprowadził do tego, że PIS nie potrafił nawet obniżyć emerytur funkcjonariuszom służby bezpieczeństwa. Zrobiła to dopiero Platforma (i oczywiście nie potrafiła tego sprzedać). A co może być najskuteczniejsza antytoksyną na imposybilizm? Oczywiście schmittowski decyzjonizm.

Imposybilizm jako trafna cecha niesprawiedliwej, a przez to wadliwej IIRP, zestawiona z pewnym fetyszem, jakim dla liberałów jest Trybunał (Sąd) Konstytucyjny, wprowadza też ogólne zamieszanie na powoli przepoczwarzającej się lewicy. Prawo jest jedynie środkiem utrwalania systemu służącego dominującej klasie – wyczytać może lewica w Manifeście komunistycznym. Trybunał, zajmujący szczególne miejsce w systemie tegoż prawa, jako polityczno-prawna nadbudowa może być więc dla lewicy jedynie wytworem (niesprawiedliwych) sił obecnego układu, zwanego dla ułatwienia okrągłostołowym establiszmentem. Z drugiej strony, jak ostatnio dla trybuna.eu całkiem trafnie podkreślał prof. Karwat w sporze o charakter liberalnej demokracji rację mieli nie bolszewicy, lecz socjaldemokraci. Głosili oni, że prawa obywatelskie – niezależnie od ich burżuazyjnego rodowodu – służą wszystkim przedstawicielom wszystkich klas. Bez praw obywatelskich trudno bronić praw pracowniczych. Bez wolności słowa nie ma wolności zgromadzeń i zrzeszeń, bez której z kolei nie ma prawa do strajku. W obliczu wojny decyzjonizmu Schmitta z liberalnym imposybilizmem Trybunału, demokratyczna lewica z automatu więc stoi niejako rozkroku i daje się zamknąć w dość oczywistej pułapce. Zwłaszcza że ta sama lewica, z chęcią korzysta przecież z teoretycznych koncepcji schmittowskich antagonizmów jako nieuchronnego efektu liberalnej demokracji (prace Chantal Mouffe). Najbardziej symptomatycznym przejawem problemów tożsamościowych obecnej lewicy, jest smutna konstatacja, że 13 grudnia to stoczniowcy bronili domu Jarosława Kaczyńskiego przed protestami warszawskiej klasy średniej.

Ale w największej pułapce, rzecz jasna, musiał się znaleźć sam Trybunał Konstytucyjny. Mało tego pętla się będzie jeszcze zaciskać. Teraz gra idzie jedynie o f a k t y c z n e dopuszczenie pięciu pisowskich sędziów do orzekania (stąd majstrowanie przy pełnym składzie) i co najmniej półroczny paraliż Trybunału. Lada moment, przy wygaśnięciu kadencji kolejnych z obecnej dziesiątki, gra będzie dotyczyła możliwość blokowania nie-pisowskich sędziów, mianowania własnego prezesa Trybunału i przejęcia większości w Zgromadzeniu Ogólnym. Korzystając z domniemania konstytucyjności kolejne „akt poprawcze” będą wchodziły w życie natychmiast, z błyskawicznym vacatio legis, niczym rozporządzenia prezydenta z mocą ustawy. Wobec prymatu czynności faktycznych nad normą prawną, może Trybunał albo trwać przy swoim pozytywizmie, ryzykując całkowity paraliż albo uciec do przodu i zacząć grać w wolicjonistyczna grę Carla Schmitta. Po części już zresztą zaczął. Faktyczne wpuszczenie pisowskich sędziów do budynku Trybunału i faktyczne niedopuszczanie ich do udziału w jakimkolwiek orzekaniu jest przecież typowym prymatem woli nad normą prawną. Jest nim także bezprecedensowe postanowienie o zabezpieczeniu postępowania przez Trybunałem w myśl przepisów kodeksu postępowania cywilnego. Postanowienie, z którego nota bene, Sejm nic sobie nie robił, a to dlatego, że w odpowiedzi na prymat woli Trybunału, po prostu przedstawiono prymat woli Sejmu. Grą w Carla Schmitta po części może być także wskazywanie konkretnej daty utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego, czy faktyczne dopuszczenie do orzekania trzech tzw. sędziów „listopadowych”, na przykład po przesłaniu przez nich przysięgi listem poleconym na adres prezydenta, bądź złożenie owej przysięgi w formie aktu notarialnego przesłanego następnie przez notariusza. Publicznie sugeruje to prof. Wojciech Sadurski, notabene jednej z niewielu znanych na Zachodzie polskich konstytucjonalistów. Grą w Carla Schmitta może być wreszcie uznanie, że najnowsza pisowka ustawa nie może paraliżować Trybunału, albowiem zgodnie z art. 195 ust. 1 Konstytucji Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji. Prezes Rzepliński owe rozwiązanie sugeruje niejako wprost, wyznaczając skład 10 obecnych sędziów do rozpatrywania pisowskiej ustawy paraliżującej. Wbrew pozorom pole do wolicjonistycznego kontrataku jest dla Trybunału dosyć szerokie, pamiętajmy bowiem, że nawet jeśli wedle art. 197 Konstytucji Organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa, to wykładni tego jak się ma ów art. 197 do wskazanego powyżej art. 195 ust. 1 Konstytucji dokonuje nie kto inny, jak właśnie Trybunał Konstytucyjny.

W wersji pesymistycznej mamy więc, albo postępujący paraliż Trybunału, albo kolejną grę w gorące krzesła, gdzie dwa ośrodki władzy zaczynają, mocą swoich własnych faktycznych decyzji, całkowicie siebie lekceważyć. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, iż spór prowadzi do odwiecznego i ordynarnego kto kogo, bo też i myślenie Schmitta (po trochu jako dziecka swych czasów) na swój sposób był odwieczne i po hobbesowsku ordynarne. Opublikowany ostatnio wykład Niemiecka nauka prawa w walce z duchem żydowskim przez konserwatywne Pro Fide Rege et Lege, zmusza do smutnej drwiny z tych wszystkich apologetów, zapewniających o wyrafinowanym umyśle ówczesnego Schmitta i nieco przypadkowym uwikłaniu w nazizm (analogia z heideggerowskim Czarnym notesem mimo wszystko trochę jednak na wyrost?). Pamiętać jednak należy, iż Trybunał we własnym, niejako „niezawisłym trybie”, rozstrzygać może także inne ustawy. A to oznacza, że cały szereg kolejnych legislacyjnych blitzkriegów, jak choćby proponowane ostatnio prawo do szerokiej inwigilacji, może zderzyć się z kolejnymi Trybunalskim imposybilizmem. Nawet jeśli rząd nie będzie chciał publikować kolejnych wyroków, to po pierwsze, zgodnie z art. 190 ust. 3 konstytucji Trybunał może określić inny termin utraty mocy obowiązującej aktu normatywnego. Po drugie, najważniejsze, obywatele będą mogli na podstawie owych wyroków Trybunału, sądownie kwestionować podstawy prawne działania administracji państwowej. W ten sposób spór przeniesie się z jednego trybunalskiego boiska na boisk kilkaset, gdzie sądy powszechne mocą własnych wyroków i własnej woli będą rozstrzygały, który wolicjonizm ten Trybunalski czy ten rządowy ma być stosowany. Wszak nawet jeśli Trybunał wyda wyrok niezgodnie z trybem obecnej ustawy, to taki wyrok wedle konstytucji nadal jest ostateczny. Wzruszalnemu domniemaniu konstytucyjności ustawy przeciwstawione zostaje niewzruszalne (przynajmniej przez polskie sądy i organy władzy) domniemanie ostateczności wyroków Trybunału. Patrząc na wszechobecne i bezprecedensowe w historii III RP oburzenie środowiska prawniczego, nie trudno zgadnąć, jakie zapadną decyzje, nawet jeśli sprawa trafi do Sądu Najwyższego. Który prokurator zechce korzystać na przykład z bezprawnej, wedle Trybunału, inwigilacji, skoro sąd powszechne zaczną wyroki Trybunału uważać za ostateczne wbrew temu, co w odzyskanej telewizji pokrzykiwać będą dziennikarze rządowi?

W grze w Carla Schmitta idzie więc już nie tyle o ordynarne kto kogo, nie idzie też o ewentualne podstawy prawne do przyszłego postawienia przez Trybunał Stanu. Idzie o przerzucenie ciężaru sporu z barków 10 sędziów na barki całego wymiaru sprawiedliwości, który, jeśli chce się obronić, będzie musiał, być może z pewnym obrzydzeniem, zagrać w schmittowską falandyzację prawa. Kazus odmowy umorzenia postępowania karnego w sprawie Mariusza Kamińskiego przez sąd rejonowy pokazuje, że taka gra podjęta może być już nawet w sądach pierwszej instancji.

Póki co, Trybunał próbuje siadać okrakiem. Z jednej strony umorzył postępowanie w sprawie sejmowych uchwał powołujących sędziów uzurpatorów. Z drugiej powtórzył w uzasadnieniu, że nie mają one żadnej mocy prawnej i są prawnie niewiążące.

Reklamy
  1. 11/01/2016 o 8:48 pm

    Synek, to Ty powinieneś być publikowany w tych naszych bieda gazetach, już mniejsza o tytuły.

    PS Smutno-zabawne, że łatwiej zmienić ustawy o systemie państwa, choćby zbójecko, niż te zahaczające o ekonomię i, o zgrozo, budżet. co właśnie udowadnia część liberalna rządu naszego.

  2. 11/01/2016 o 9:08 pm

    E, naskrobałem trochę u siebie o tym, co moim zdaniem Trybunał zrobił. Nie siedzi okrakiem, tylko bojkotuje nielegalne działania zamiast im się aktywnie sprzeciwiać.

  3. 11/01/2016 o 9:09 pm

    A ogólnie uwagi o Schmittcie bardzo trafne.

  4. jaja
    11/01/2016 o 9:11 pm

    „Prawo jest jedynie środkiem utrwalania systemu służącego dominującej klasie – wyczytać może lewica w Manifeście komunistycznym. Trybunał, zajmujący szczególne miejsce w systemie tegoż prawa, jako polityczno-prawna nadbudowa może być więc dla lewicy jedynie wytworem (niesprawiedliwych) sił obecnego układu, zwanego dla ułatwienia okrągłostołowym establiszmentem”
    – „Można się zastanowić, czy sędziowie Trybunału powinni mieć tak wielką władzę polityczną, czy np. Sejm nie powinien mieć jednak prawa do odrzucenia orzeczeń Trybunału większością dwóch trzecich głosów (tak jak to miało miejsce do 1999 roku). Ale takich pytań nikt nie stawia” – można wyczytać u Zandberga ;)

    „Kazus odmowy umorzenia postępowania karnego w sprawie Mariusza Kamińskiego przez sąd rejonowy pokazuje, że taka gra podjęta może być już nawet w sądach pierwszej instancji”
    – sąd rejonowy podrzucił gorącego kartofla okręgowemu.

  5. 11/01/2016 o 9:19 pm

    @pwilkin

    O, Ty już dawno temu (jak na tempo zmian w PL;) opisałeś o co mi chodzi w spamowaniu … w kontekście ‚Dlaczego PiS może wygrać nie tylko następną kadencję”.

    https://pwilkin.wordpress.com/2015/11/16/kontekst/

  6. 11/01/2016 o 10:40 pm

    A to ciekawe, bo ten tekścik akurat 2 gazetki odrzuciły:)

  7. 11/01/2016 o 10:41 pm

    Z sądem rejonowym true, ale mógł umorzyć. A nie umorzył tylko zagrał w gre.

  8. 11/01/2016 o 10:41 pm

    oki podczytam

  9. Anonim
    12/01/2016 o 2:03 am

    Juliusz Cezar wkrótce zostanie zmiksowany, kochanieńki, i skończą się harce trybunalskie. „Wyroki” Juliusz będzie mógł sobie ogłaszać w starbuniu przy kawusi, a publikowane będą co najwyżej na facebooku . Dobra zmiana!

  10. hlb
    12/01/2016 o 3:07 am

    @aadas
    „Synek, to Ty powinieneś być publikowany w tych naszych bieda gazetach, już mniejsza o tytuły.”

    Zgadam się z kolegą. Niech ma za swoje! BTW, o czym była notka?

  11. 12/01/2016 o 1:08 pm

    @Major
    A to ciekawe, bo ten tekścik akurat 2 gazetki odrzuciły:)

    Jak się wysyła Sławkowi i do „Gościa Niedzielnego” to tak to jest;)

  12. 12/01/2016 o 2:55 pm

    Być może JK czytał Schmitta. Ale on jest bardziej praktykiem władzy niż teoretykiem i obserwatorem i jestem pewien, że większy wpływ miały na niego opracowania dotyczące zdobywania, umacniania i sprawowania władzy przez, powiedzmy, Piłsudskiego po Zamachu Majowym. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się (nikt do tego oczywiście nie dojdzie), że znalazł inspirację w Italii Mussoliniego i Niemczech Hitlera. Widać to w organizacji partii PiS, widać w stosowaniu Führerprinzip, widać również w stosowaniu Legalitätsstrategie. Kto jest w tym układzie Hansem Frankiem Jarosława Kaczysńkiego? Ziobro? Piotrowicz?

  13. Jacek zarazek
    12/01/2016 o 6:13 pm

    „Z jednej strony umorzył postępowanie w sprawie sejmowych uchwał powołujących sędziów uzurpatorów. Z drugiej powtórzył w uzasadnieniu, że nie mają one żadnej mocy prawnej i są prawnie niewiążące”

    Całkiem logiczne. TK nie jest od oceniania uchwał, więc postępowanie umorzył. Komentarz o braku mocy prawnej jest jak najbardziej słuszny tyle tylko, że nikt TK o zdanie w tej sprawie nie pytał. Ale można to uznać za przejaw niezależności, którą podobno PiS sędziom odebrał.

  14. 12/01/2016 o 7:29 pm

    Dopuszczenie 2. sędziów – nawet jeśli nie było innego wyjścia w logice „nie konfrontacji” – TK oznacza, że ten etap PiS wygrał. Zobaczymy, czy teraz będzie miał z górki.

  15. 12/01/2016 o 8:01 pm

    @aadas – nie bardzo wygrał, bo chciał pięciu a dostał dwóch. których z całą pewnością miał prawo wybrać. Wkrótce zobaczymy czy będzie zadowolony (obawiam się że nie). Wygląda na to że Rzepliński zaczął grać w to samo, zgodnie z tezą komentowanego tekstu.

  16. 12/01/2016 o 8:11 pm

    Tak, tylko równocześnie TK zalegalizował tych dwóch sędziów, a „symbolicznie” więcej ruchów PiS po grudniu.

  17. 12/01/2016 o 9:20 pm

    TK jest od oceniania aktów normatywnych, a czy dana uchwała jest takim aktem decyduje właśnie TK. Notabene w tym uzasadnieniu powtórzył jefynie swój wyrok z 3.12.2015

    PS To wielkie szczęście, że PiS zezwala jeszcze TK się wupowiadać. A mógł zabić.

  18. 12/01/2016 o 9:22 pm

    Imho TK gra na kompromis mając na uwadze również że sam się przy tych zapasach w błocie upieprzył. Zobaczymy co na to PZPR

  19. 14/01/2016 o 1:10 pm

    Jedna uwaga do końcowego akapitu: Trybunał nie wypowiedział się – także w uzasadnieniu – co do ważności uchwał o wyborze. Za to znalazły się uwagi wskazujące na nieważności ex lege uchwał o wyborze dwóch sędziów w październiku. To właśnie dało Prezesowi prawo do włączenia dwóch sędziów „grudniowych” do składu.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: