Strona główna > felietonik > Piotrowicz, dziecięce ubranka i obrona pedofilii

Piotrowicz, dziecięce ubranka i obrona pedofilii

W potocznym przeświadczeniu im bardziej rozbudowane social media, tym dla (politycznych) celebrytów powinno być trudniej. Wszak, raz, że powinni pilnować się na każdym kroku, dwa, życzliwe media są w stanie ponoć wygrzebać wszystko, a potem owe wszystko dziesiątkom tysięcy przymilnie zaszerować. Otóż jest dokładnie odwrotnie, przynajmniej w Polsce. Zarządzanie kryzysem nad Wisła jest stosunkowo łatwe. Dzieje się tak z powodu, który Thomas Hylland Eriksen nazwa Tyranią chwili. Albowiem czas w mediach to po pierwsze tylko ciąg, poszatkowanych, ciągle zmieniających się chwil i momentów, po drugie, owe chwile non stop, i to w jak najszybszym tempie, muszą być wypełniane nowym contentem. W tym przypadku skandalem. A pogoń za kolejnym contentem powoduje, że content dotychczasowy musi zostać porzucony No chyba że jego potencjał jest na tyle contento-twórczy, iż będzie wytwarzał nowe content-pochodne. Czego przykładem działalność taty Madzi, niejakiego Sylwester J. z Super Expressu. To właśnie te procesy polska prawica wyobraża sobie pod postacią Michniko-tefałenowskiego demiurga stojącego za słynną medialną wajchą, albowiem umysł polskiego prawicowca nigdy potrafił ogarniać jakiejkolwiek abstrakcji (stąd tak częsta na prawicy estetycznie toporna dosłowność).

Tak więc nawet dla najbardziej opornego crisis managera upływ czasu musi mieć znaczenie krytyczne. Stąd też wywodzą się dwie najlepsze strategie przetrwania. Pierwsza to strategia na przeczekanie. Dzisiaj jest buzz, ale jutro hieny rzucą się na kogoś innego. Zaletą tej strategii jest jej genialna prostota, wadą jest to, że milczenie może wzmacniać podejrzenia, a to w konsekwencji może prowadzić do uznania danego skandalu za contento-twórczy. I media zaczną kopać głębiej. Stąd druga strategia na oddupiaste oświadczenia i konferencję. Czasami wychodzi komicznie, czasami wręcz teatralnie. Wyłudzałeś kasę na wykłady w nowym Tomyślu? Ależ skąd, nigdy nie wykładałem w Poznaniu. Żyjesz jak król na koszt związku? A skąd, Kacperek śpi ze mną w łóżeczku. Tę ostatnią taktykę, właśnie na przykładzie Kacperka Piotra Dudy, trafnie wypunktował Michał Majewski.

Z tą drugą strategią, zdaje się, że mieliśmy też do czynienia w przypadku prlowskiego prokuratora Stanisława Piotrowicza i medialnymi zarzutami obrony pedofila. Przypomnijmy, w 2001 r w Tylawie Lucyna K wraz z zakonnikiem Michałem M oskarżyli miejscowego proboszcza o pedofilię. Postępowanie umorzono, ale śledztwo wznowiono, po interwencji Ministerstwa Sprawiedliwości. W czerwcu 2003 roku ksiądz Michał M. został skazany za seksualne wykorzystanie sześciu dziewczynek. Oczywiście ksiądz skazany na karę w zawieszeniu, oczywiście przez cały ten czas odprawił mszę ŚWIĘTĄ i uczył religii dzieci. Przed oskarżeniami bronił go ówczesny arcybiskup przemyski Józef Michalik. Tak, ten sam, który lata później zapytany o pedofilię obwinił o nią ofiary, mówiąc, że często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Prokurator Piotrowicz został przez media oskarżony, iż także bronił księdza pedofila. Oburzany poseł PiS wydał oświadczenie czyli skorzystał z naszej strategii nr 2.

Oświadczenie

W związku z rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji na mój temat zmierzających do poniżenia mnie w opinii publicznej i narażenia na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania mandatu posła oświadczam:
1. Nigdy jako prokurator nie prowadziłem postępowania przygotowawczego w sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, a w szczególności nie wykonywałem w takim postępowaniu żadnych czynności procesowych, w tym również nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania (dowód: akta postępowania przygotowawczego).
Przypisywane mi w tym kontekście wypowiedzi są również nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie.

Autorów szkalujących mnie tekstów i tych, którzy je rozpowszechniają wzywam do ich usunięcia z przestrzeni publicznej. W przeciwnym wypadku podejmę zdecydowane kroki zmierzające do wyciągnięcia odpowiednich konsekwencji prawnych”

Stanisław Piotrowicz

Mamy więc klasyczne oświadczenie zbudowane na argumencie z prawniczego formalizmu, dla dodania ciężaru uzupełnione o odwołanie się do akt postępowania (brzmi oficjalnie i groźnie) i groźby wyciągania konsekwencji prawnych (brzmi jeszcze groźniej).

Tedy, zostawmy więc na moment Tyranię chwili i wczytajmy się, co naprawdę prokurator Piotrowicz mówił i robił w sprawie księdza pedofila z Tylawy. Oto co pisze Artur Sporniak w Tygodniku Powszechnym.

Na wiosnę 2001 r. do Prokuratury Rejonowej w Krośnie zgłoszono zawiadomienie o przestępstwie: przez kilka dekad proboszcz z Tylawy na Podkarpaciu miał seksualnie molestować dwa pokolenia nieletnich parafianek. Zgodnie z procedurami, ze sprawą najpierw zapoznaje się prokurator rejonowy i poleca ją wpisać do rejestru. Prokurator do jej prowadzenia wybierany jest losowo, choć szef Prokuratury Rejonowej ma możliwość wybrania konkretnego podwładnego. Jak było w przypadku sprawy proboszcza z Tylawy – czy prokurator został wyznaczony, czy wylosowany – tego się pewnie nie dowiemy. W każdym razie sprawą zajął się prokurator Sławomir Merkwa i to on uznał, że do przestępstwa nie doszło. O sporządzonym przez niego tekście postanowienia o umorzeniu Jacek Borkowicz na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 49/2004) napisał, że „śmiało mógłby się znaleźć w podręcznikach historii prawa jako przykład upadku wymiaru sprawiedliwości w III RP”. „Proboszcz z Tylawy przyznał podczas śledztwa – notował Borkowicz – że niejednokrotnie nocował dziewczynki na plebanii, kąpał je i »masował brzuszki«, jednak prokurator [autor pominął jego nazwisko] dostrzegł w tym tylko rzekome zdolności bioenergoterapeutyczne księdza oraz jego chęć »porządnego umycia« małych parafianek: »Ksiądz (…) traktował to w ten sposób, że dzieci przychodząc o niego na plebanię to tak jakby szły nocować np. do wujka czy kogoś bliskiego. Dzieci się bardzo z tego cieszyły«”.
Choć Stanisław Piotrowicz osobiście nie prowadził postępowania wstępnego, jako szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie, przełożony Merkwy, służbowo je nadzorował. W 2001 r. wewnętrzne regulaminy prokuratury nie wymagały jeszcze od prokuratora rejonowego akceptacji decyzji o umorzeniu dokonanej przez podległego mu prokuratora.

Artur Sporniak

A więc pierwsze, owszem prawdą jest, że Piotrowicz nie prowadził postępowania. Ale prawdą jest też, że prokurator Piotrowicz postępowanie nadzorował. W oświadczeniu mamy więc do czynienia z pewna półprawdą, czyli oczywistą klasyką strategii nr 2. Do tego (i tylko tego momentu) momentu Piotrowicz odpowiada więc moralnie za coś, co można nazwać winą w nadzorze. Oczywiście, w tym miejscu można się tylko uśmiechnąć, wszak to nie on umarzał postępowanie. Ach, to tylko nadzór. Pamiętajmy jednak, że na koncepcji winy w nadzorze oparta jest już nie tylko cała krytyka Platformy Obywatelskiej (przymykanie oko na aferzystów), czy cała wina za Smoleńsk (dopóki Macierewicz nie poda taśm z głosem Tuska), ale generalnie cała koncepcja odpowiedzialności moralno-politycznej. Wszak decydenci własnymi rękoma, dokonują niewiele, a rozlicza się za to, czego nie dopilnowali choć mieli zarządzać. Ten swoisty paradoks, gdzie odpowiedzialność za winę w nadzorcze jest stosunkowo trudno udowodnić sądownie, a stosunkowo łatwo politycznie zarzucić, stawia świadomego wyborcę PiS w dość niekomfortowej sytuacji. Broniąc Piotrowiczowskiego nadzoru, automatycznie podważa własne zarzuty odnośnie braku nadzoru w innych przypadkach.

Idźmy jednak dalej. Otóż gdyby prokurator Piotrowicz tylko nie-nadzorował w tej głośnej sprawie, nikt by pewnie do dziś nie pamiętał jego nazwiska. Tymczasem pan prokurator wystąpił na konferencji.

Tak, to opisywała Małgorzata Bujara w 2001 r, gdy jeszcze nikomu się nie śniło, co Piotrowicz będzie konwalidował w roku 2015.

W środę szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie Stanisław Piotrowicz obwieścił, ze ponieważ „czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego” 30 października prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie. Podkreślil, ze Lucyna K. najpierw prosiła prokuraturę o dyskrecje, a potem sama „inspirowała teksty” w „Gazecie„. Wspomniał o listach w obronie księdza wysyłanych do prokuratury przez parafian. Podważył tez postawę moralna zakonnika.

W śledztwie zostały przesłuchane wszystkie osoby wskazane w doniesieniach, a także te, których nazwiska pojawiały się w kolejnych zeznaniach.
Odsłuchano kasetę z nagranymi przez Lucyne K. trzema dziewczynkami i jedna 19-letnia osoba. – Dwie z małoletnich wycofały sie podczas przesłuchania w prokuraturze – podaje Piotrowicz. Matka jednej z nich zeznała, ze dziecko jej wcześniej się nie zwierzało. Gdy sprawa wyszła na jaw, usłyszała od córki, ze ta wstydziła się o tym mówić. Trzecia z dziewczynek potwierdziła podczas przesłuchania swoje opowieści.

– Nagrania były analizowane przez dwóch psychologów, którzy uznali, ze zeznania nie są wiarygodne – tłumaczył prokurator.
Z ponad siedemdziesięciu przesłuchanych w śledztwie świadków siedem uznało się za osoby pokrzywdzone. Także te zeznania zostały uznane za niewiarygodne. Prokurator mówił m.in. o kobiecie, która złożyła najbardziej obciążające zeznania. W lipcu opowiadała „Gazecie”, jak ponad 20 lat temu „ksiądz robił mi różne rzeczy – całował, dotykał w miejsca, gdzie nie trzeba, przyciskał, wkładał ręce pod bluzkę, pod spodnie”. Po tej rozmowie spotkała się w parafii z groźbami, ze zostaną jej zabrane dzieci, które samotnie wychowuje, ze prokurator dowie się o jej „złym prowadzeniu” i o tym, ze przyjmowała podarki od Lucyny K.

To wszystko powtarzał w środę prokurator Piotrowicz jako argumenty świadczące o jej „niewiarygodności” jako świadka i o tym, ze była inspirowana. – Ale gdyby nawet dać wiarę jej zeznaniom, to czyny te są już objęte przedawnieniem – dodał.

Prokurator podkreślał kilkakrotnie, ze większość świadków uważała za naturalne, ze ksiądz bierze dzieci na kolana, przytula je, dotyka, całuje. – Nikogo to w tym środowisku nie raziło i sam ksiądz potwierdza te fakty.

Zaprzecza jednak, by miały one podtekst seksualny – oświadczył prokurator Piotrowicz. A zeznania o dotykaniu w intymne miejsca tłumaczył tym, ze… Ksiądz ma zdolności bioenergoterapeutyczne. Pojawiały się takie zeznania, ze jeśli dziecko bolał brzuszek, to po dotknięciu przez niego ból znikał.

Ksiądz nie przeczy także temu, ze nocował dzieci na plebanii i kąpał je. Czy prokuratury to nie zaintrygowało? – Dla dzieci nocowanie w obcym domu jest atrakcja. Kąpiel wynikała zaś z tego, ze dzieci były brudne. Calowanie w usta według niego było na zasadzie „daj ciumka” czy „gilgotanie broda” – uzasadnił prokurator.

Świadkowie oskarżający księdza zostali z nim przez prokuratora skonfrontowani. Według Piotrowicza właściwym wyjaśnieniem było to, co kapłan powiedział podczas jednej z konfrontacji, ze „zawsze był przy dzieciach przyzwoicie ubrany, a nawet gdyby mu się zdarzyło cos, co może się zdarzyć każdemu zdrowemu mężczyźnie, to zadbałby, by tego dziecko nie zauważyło”.

Dlaczego duchowny nie został zbadany przez biegłego psychologa? Prokuratura odpowiada, ze nie było do tego podstaw prawnych. – Być może ksiądz za daleko się posuwał w pewnych kwestiach, ja tego nie wiem, ale na to nie ma paragrafu – mówił prokurator.
Jedna z dziennikarek zapytała, dlaczego nie została przeprowadzona wizja lokalna na plebanii. – Dowiedziałam się, że ksiądz ubiera figurki świętych w dzieciece ciuszki – powiedziała. – To o niczym nie świadczy, w moim domu jest wiele zabawek ubranych w dziecinne ubranka – bronił księdza prokurator.

Podsumujmy, oto prokurator Piotrowicz już nie tylko niewłaściwie sprawował nadzór na prokuratorem, co potwierdza późniejsze skazanie księdza po wznowionym postępowaniu. Oto prokurator Piotrowicz publicznie uznaje za wiarygodne wyjaśnienia o calowaniu, kąpaniu (zapewne nagich) dzieci. Za wiarygodne publicznie uznaje, że po macaniu dziewczynek znikał ból w brzuszku. Ba, jest nawet pewien krótki moment refleksji, gdy prokurator Piotrowicz ma twierdzić, że być może (a więc nie na pewno) ksiądz za daleko się posuwał w pewnych kwestiach, ale Piotrowicz tego nie wie. Kąpanie dzieci, całowanie ich, macanie po brzuszku – prokurator Piotrowicz nie wie, czy to niewłaściwe. Ale wie za to, co jest właściwe. Otóż- jak pisała Małgorzata Bujara – Według Piotrowicza właściwym wyjaśnieniem było to, co kapłan powiedział podczas jednej z konfrontacji, ze „zawsze był przy dzieciach przyzwoicie ubrany, a nawet gdyby mu się zdarzyło cos, co może się zdarzyć każdemu zdrowemu mężczyźnie, to zadbałby, by tego dziecko nie zauważyło. Jeśli, co wielce prawdopodobne, owe cśs, co może się zdarzyć każdemu zdrowemu mężczyźnie jest po prostu wzwodem, to znaczyłoby, że prokurator Piotrowicz uznaje za właściwe wyjaśnienia kapelana, że jakby mu stanął na widok dzieci (dzieci!) to w razie czego wzwód by dziećmi ukrył.

Co na te zarzuty Piotrowicz? Usłużna niezależna.pl przychodzi z pomocą.

Portal Gazeta.pl, należący do wydającej „Gazetę Wyborczą” Agory, pisze o Panu: „Nowy szef sejmowej komisji praw człowieka bronił księdza, który molestował dzieci”. Według niego w 2001 r. umorzył Pan „głośną sprawę oskarżonego o molestowanie dzieci proboszcza z Tylawy”, a „zachowanie księdza tłumaczył ojcowską czułością i zdolnościami terapeutycznymi”. Rzeczywiście tak Pan mówił?

To nie są moje słowa. Akta śledztwa obejmowały historię sprzed 30 lat, sama sprawa jest dość skomplikowana, ale ja tej sprawy nie prowadziłem. Nie prowadziłem tego śledztwa, nie prowadziłem czynności w tej sprawie, nie podejmowałem decyzji o umorzeniu. Jeżeli w kontaktach z mediami – jako szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie – informowałem o decyzji umorzenia, bazowałem na uzasadnieniu postanowienia, które sporządzał prokurator prowadzący, a więc nie ja

Według Gazeta.pl tłumaczył Pan, że: „Dla dzieci nocowanie w obcym domu jest atrakcją. Kąpiel wynikała zaś z tego, że dzieci były brudne. Całowanie w usta według niego było na zasadzie »daj ciumka« czy »gilgotanie brodą«”. To Pana słowa?

Skąd ja miałbym to wszystko wiedzieć? Prokurator, podejmując decyzję o umorzeniu, w uzasadnieniu opiera się na zeznaniach świadków, których ja nie przesłuchiwałem. To nie są moje spostrzeżenia, to nie są moje określenia. Jeżeli nawet padały, były to cytowane fragmenty zeznań świadków. Te słowa wypływają z materiałów sprawy – nie są mojego autorstwa. Co najwyżej w rozmowie z mediami mogłem zacytować zeznania któregoś ze świadków. Jako szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie odpowiadałem za takie kontakty z mediami.

W świetle artykułu M. Bujary pozostaje więc zapytać Piotrowicza, już nie tylko o to, czemu owe nie jego słowa powtarzał i uznawał publicznie za wiarygodne? Czemu publicznie zapewniał, że przez odtykanie, całowanie, kąpanie nie doszło do przestępstwa, choć po wznowieniu postępowania sąd wydał wyrok, wedle którego duchowny brał dziewczynki na kolana, wkładał ręce pod bluzkę, dotykał piersi, wkładał rękę do majtek i dotykał krocza, całował w usta z penetracją językiem jamy ustnej, wkładał palec do pochwy, dotykał nóg powyżej kolan. Pozostaje bowiem zapytać, czy w uzasadnieniu, które ponoć jedynie cytował prokurator Piotrowicz też były wzmianki, o tym, że Lucyna K. inspirowala teksty w Gazecie? I czy w uzasadnieniu, które ponoć tylko cytował, też były fragmenty że ubieranie figurek świętych w dziecięce ciuszki przez oskarżonego o pedofilię proboszcza to nic, bo w domu Piotrowicza jest przecież wiele zabawek ubranych w dziecinne ubranka?

PS Małgorzata Bujara przeprowadziła też dwa wywiady w tej sprawie. Niech będą one puetną.

Małgorzata Bujara: Jak Pani odbiera postanowienie prokuratury?

Lucyna K.: Wierzyłam w uczciwość śledztwa. Uzasadnienie odmowy wszczęcia postępowania przeciwko księdzu pokazuje jednak, że od początku śledztwo było prowadzone w tę stronę. Przy jednoczesnej obecności księdza na terenie parafii, możliwości wywierania presji.
Prokuratura uznała, że legalne jest zaspokajanie seksualnych potrzeb za pomocą dzieci: dotykanie, wkładanie im rąk do majtek, całowanie z języczkiem… A może panowie z prokuratury wiedzą, że chodzi o dzieci z wioski, za którymi mało kto może się wstawić, a osoba oskarżana przeze mnie ma wielu wpływowych przyjaciół, przedstawicieli Kościoła. Jeśli myślą tak samo, niech powiedzą to rodzicom dzieci prosto w oczy.
Jeżeli każde zeznanie świadka oskarżającego księdza uznane jest za niewiarygodne, a broniących go – za wiarygodne, to zastanawiam się, czy jesteśmy równi wobec prawa. O tym, że moje oskarżenia są słuszne, mógł się przekonać każdy. Wystarczyło pojechać i porozmawiać z ludźmi.

Małgorzata Bujara: Co to jest molestowanie seksualne?

Stanisław Piotrowicz, szef krośnieńskiej prokuratury: Musi się odbywać na tle seksualnym. Nie bez znaczenia jest tu krąg kulturowy. Zachowanie księdza – przytulanie, całowanie, a także zabieranie dzieci na plebanię trwało kilkadziesiąt lat. Nigdy wcześniej nikt nie miał zastrzeżeń, uważano to za normalne.

A według Pana?

Osobiście też takie zachowanie mnie nie razi.

Nawet całowanie w usta?

– Z tymi ustami to się pojawiło na zasadzie „daj ciumka” i dzieci dawały „ciumka” księdzu. Nikt nie czuł się skrzywdzony.

Jedna z kobiet opowiadała mi o snach, które ją prześladowały, a ich bohaterem był ksiądz…

– To dlaczego przez tyle lat do księdza chodziła? Czy skrzywdzony brnie dalej?

Czyli według Pana to spisek przeciw księdzu?
– Nie mam dowodów, by powiedzieć, kto jakimi motywami się kierował.

A może ta sprawa trochę przerosła prokuraturę w Krośnie?
– To nie zależało od naszej decyzji. Ja już prowadziłem śledztwa, jakich wcześniej nikt w Polsce nie prowadził. I nikt ich od nas nie przejmował.

Przypomnijmy, chociaż molestowanie to sprawa kręgu kulturowego i całowanie dzieci w usta prokuratora Piotrowicza osobiście nie razi, a prokuratur Piotrowicz prowadził śledztwa, jakich nikt w Polsce nie prowadzil, to w w wyniku wznowienia śledztwa ksiądz z Tylawy został skazany za pedofilię, za to że brał dziewczynki na kolana, wkładał ręce pod bluzkę, dotykał piersi, wkładał rękę do majtek i dotykał krocza, całował w usta z penetracją językiem jamy ustnej, wkładał palec do pochwy, dotykał nóg powyżej kolan

  1. otto
    02/01/2016 o 10:25 am

    dobra robota, majorze

  2. 02/01/2016 o 10:58 am

    „Ten swoisty paradoks, gdzie odpowiedzialność za winę w nadzorcze jest stosunkowo trudno udowodnić sądownie, a stosunkowo łatwo politycznie zarzucić, stawia świadomego wyborcę PiS w dość niekomfortowej sytuacji. Broniąc Piotrowiczowskiego nadzoru, automatycznie podważa własne zarzuty odnośnie braku nadzoru w innych przypadkach.”

    Nie, wyborcy PiS nie odczuwają tego dyskomfortu. Wyborcy PiS znoszą dysonans poznawczy nie przyjmując do wiadomości faktów.
    W tej partii „wysokich standardów moralnych” można być cudzołożnikiem, wiarołomcą, PRLowskim prokuratorem, obrońcą pedofili i pedofilii, żonobijcą, zalegać z alimentami, porzucić dzieci, można nawet być pospolitym przestępcą – dopóki jesteś wierny partii nie musisz obawiać się potępienia przez wyborców, żądań ustąpienia ze stanowiska, a jeśli jesteś przestępcą skazanym przez sąd zostaniesz uniewinniony przez prezydenta.
    Jakaś duża część Polaków zatraciła kontakt z moralnością, a wtedy odwołania do moralności i poczucia winy nie skutkują. Wstyd zaś jest przemijający.
    Dlatego nie doczekasz się potępienia prokuratora Piotrowicza ze strony wyborców PiS – chyba, że zdradzi partię. Wtedy wszystkie psy gończe zostaną spuszczone z łańcucha, internet i usłużne, niezależne media zatrzęsą się od oburzenia, niezależni dziennikarze przeprowadzą śledztwa i dogrzebią się do odpowiednich dokumentów.
    Nagle okaże się, że „ja nigdy tak naprawdę tego Piotrowicza, Kamińskiego, Kurskiego nie lubiłem”.

  3. 02/01/2016 o 1:43 pm

    @Starosta
    Czytałeś może wywiad z Lederem sprzed świąt?
    http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20151218/leder-pustka-po-lewicy

    „Podstawowy problem wiąże się z tym, że dyskurs prywatny i dyskurs publiczny są zupełnie różne, odwołują się do innych słowników i rejestrów wrażliwości. Ma to wiele przyczyn, wśród nich klasową genezę dyskursu publicznego, „pańskiego”, i tego prywatnego, „ludowego”.

    To zaś ujawnia fakt, że modelem naszego życia społecznego, jego codziennych praktyk, jest amoralny familizm, które to zjawisko zdefiniowano w latach 50. na przykładzie południowych Włoch. Krótko mówiąc, polega on na tym, że podstawowa przestrzeń, w której duża część Polaków funkcjonuje, w której realizuje praktyki społeczne, to klanowo rozumiana rodzina. Tyle że ona jest wymierzona przeciwko reszcie społeczeństwa, przeciwko innym klanom, a jej partykularny interes realizowany jest kosztem dobra publicznego.”

    Tu imho Leder, genialnie w swej prostocie, wyjaśnił wszelkie dziwności polskiej polityki i pobocznych. To jest dokładnie to, co pisze Polskę, i to bardziej niż „neoliberalna szkoła” tresury, którą się wspomina przy rozważaniach, dlaczego Polacy nie mają poczucia wspólnoty na stopniu, nazwijmy to, pośrednim.

    W tej logice można być antykomunistą, żyjącym w mieszkaniu po dziadku ubeku. Można być wolnorynkowcem, studentem dziennym z rodzicami szychami w np. NIK. Można się oburzać na kantujących na podatkach, a samemu nie fakturować wszystkich zamówień. Wzywać do zakazu aborcji i latać po tabletki „dzień po”.

  4. 02/01/2016 o 1:47 pm

    Danke

  5. 02/01/2016 o 1:54 pm

    Ach thx świetny fragment i ładnie się wpasowuje w Putmana,

  6. 02/01/2016 o 1:55 pm

    Dlatego dodałem świafomy wyborca PiSu, nie owca.

  7. 02/01/2016 o 2:51 pm

    Dobra. W miarę czytelne książki o teorii polityki/władzy?

    Chodzi o Putnama piszącego o Włoszech? Wydanego w serii Znaku? Czy o USA?

  8. 02/01/2016 o 3:37 pm

    „Dlatego dodałem świadomy wyborca PiSu, nie owca.”

    Kim jest świadomy wyborca? Ufka, znana ci z S24 nada się? No więc ona tak pisze zaczepiona o Piotrowicza:

    „@STAROSTA MELSZTYŃSKI
    Nie będę ukrywała że nie do twarzy (na moją uwagę, że do twarzy jej z Piotrowiczem – St. Melsztyński). Ale nie mam zamiaru zamieniać na PO gdzie są tacy sami a za to nie jest mi z nimi po drodze”

    Oni wszystko wybaczą swoim. To jest polityczny kibolizm.

  9. 02/01/2016 o 5:48 pm

    Chodzi o to, że to jest moralność plemienna. Taka, w której jest dobre plemie – Naszych i złe plemie – Onych. I dobro definiuje się przez dobro plemienia Naszych. Jak ktoś działa na niekorzyść plemienia Naszych, to działa na korzyść plemienia Onych – czyli źle. Taki plemienny makiawelizm.

    Dlatego odwoływanie się np. do obiektywnych wartości chrześcijańskich nie ma tu sensu – spora część z plemiennych wyznawców jest chrześcijanami tylko z nazwy, albo wyznaje jakąś wynaturzoną wersję „chrześcijaństwa narodowego”.

  10. 02/01/2016 o 6:54 pm

    @adas – chodziło mi o Włochy i Putnama

  11. 02/01/2016 o 6:57 pm

    @starosta @pwilkin – najlepiej to chyba tłumaczy Haidt (musze wreszcie siegnąc) http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138585,17024023,Prof__Jonathan_Haidt__Kazdy__kto_przychodzi_do_polityki.html

  12. 02/01/2016 o 8:01 pm

    A, Haidta to polecam :>

  13. troll.ruski rezydentny
    05/01/2016 o 8:37 pm

    „świadomy wyborca PiS”? No, obywatelu majorze, nie dyskutujmy przy pomocy oksymoronów…

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: