Strona główna > felietonik > Wolnorynkowcy o franku – wersja radykalna

Wolnorynkowcy o franku – wersja radykalna

Tuż przed Wielkanocą „Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst o człowieku, który tak zaplątał się w pułapkę kolejnych kredytów, że w końcu popełnił samobójstwo. Powie ktoś: straszna historia, bezduszne banki, jak można tak zaszczuć człowieka? I w takim też tonie napisany był artykuł. Tyle że opowieść o owym panu nijak się nie ma do schematu niewinnej ofiary nieczułych bankowców – uważa Łukasz Warzecha, komentator Faktu

Owszem, bywało, że gazety opisywały, jak w pułapkę lichwiarzy wpadali ludzie prości, nie rozumiejący, na czym polega kredyt albo będący w absolutnie przymusowej sytuacji, bo potrzebujący pieniędzy na leczenie kogoś bliskiego.

W tym wypadku jest całkiem inaczej. Mamy do czynienia z człowiekiem, prowadzącym własny interes i to nie sklepik z warzywami, ale agencję reklamową. Czyli – można by założyć – z kimś, kto choć trochę z otaczającej go rzeczywistości rozumie. Mimo to zaczyna brać kolejne kredyty, które wydaje a to na profesjonalny aparat cyfrowy, a to na samochód. Banki chętnie dają, bo do pewnego momentu wszystko regularnie spłaca. W końcu wpada w spiralę zadłużenia i postanawia popełnić samobójstwo, bo nie ma pomysłu, jak z niej wyjść. Co więcej, wyobraża sobie, że jeśli się zabije, uwolni swoją żonę i dziecko od ciężaru długów. Nie wie nawet tego – i nie próbuje się dowiedzieć – że według polskiego prawa albo przyjmuje się spadek z dobrodziejstwem inwentarza, czyli również w długami, albo go w całości odrzuca. A sposobu na zorientowanie się przed podjęciem decyzji, jak wysokie są długi, nie ma. Tak więc bohater tekstu pozostawił swoich bliskich w jeszcze gorszej sytuacji niż za swojego życia.

Muszę przyznać, że w trakcie lektury tego w zamierzeniu wstrząsającego tekstu ani przez chwilę nie było mi żal rzekomej ofiary banków. W głowie miałem tylko cytat z Moliera: „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”. Mówimy przecież o pozornie dojrzałym, odpowiedzialnym człowieku, który skarżył się w pożegnalnym liście, że banki naciskały go o zwrot pieniędzy. A czemu nie miałyby tego robić? Przecież jak się pożycza, to trzeba oddać. Bank pilnuje w ten sposób także interesu uczciwych klientów. A jeżeli dorosły człowiek ulega reklamom kredytów jak dziecko i nie rozumie, na czym polega pułapka kredytowa, to naprawdę jest tylko jego problem. Banki potrafią się z dłużnikami układać, idą im czasem na rękę, ale trzeba z nimi zacząć rozmawiać, czego bohater tekstu „GW” nawet nie próbował. A nie był on – trzeba to podkreślić raz jeszcze – w żadnej przymusowej, życiowej sytuacji, która zmuszałaby go do zadłużania się ponad miarę.

Do kwestii odpowiedzialności za własne czyny można podejść na dwa sposoby. Pierwszy to sposób lansowany przez „Wyborczą”. Według niego, bank powinien założyć, że ma do czynienia z osobą dziecinną, nieodpowiedzialną i sam powinien się zająć dokładanym wybadaniem, czy ta osoba będzie w stanie zawsze spłacać długi, a w razie, gdyby miała z tym trudności, bankowy urzędnik powinien pogłaskać delikwenta po główce i darować resztę zadłużenia. To podejście paternalistyczne, przekładające się także na stosunek państwa do obywatela: obywatel jest zbyt niedojrzały, żeby dać mu wolną rękę w jakiejkolwiek poważniejszej sprawie. Zwolennicy tego podejścia chcieliby nas traktować jak malutkie dzieci, a jednocześnie przyznają nam prawo do wybierania osób rządzących krajem. Trochę to niekonsekwentne.

Drugi sposób zakłada, że dorosły człowiek rozumie znaczenie swoich czynów. Jeżeli bierze naraz sześć kredytów, to wie, czym może się to skończyć. Podobnie jak wówczas, gdy jedzie samochodem bez zapiętych pasów albo pali papierosy. Zdecydowanie wolę to podejście, bo nie chcę, żeby kiedyś, pod pretekstem chronienia mnie przed skutkami moich „dziecinnych” decyzji, państwo odebrało mi wolność.

Łukasz Warzecha o kredytobiorcy w 2010

Po trzecie: „wiedzieli, co robią; chcieli zagrać w kasynie, to mają za swoje”. To wyjątkowo bzdurne stwierdzenie. Bank nie jest kasynem – jest bankiem, instytucją zaufania publicznego. Klient wchodząc do banku nie spodziewa się, że znajdzie się przy stole do ruletki, ale że zostanie rzetelnie i wyczerpująco poinformowany w wszelkich grożących mu ryzykach. Czy ktoś pamięta, żeby bankowi doradcy mówili: „Proszę się bardzo poważnie zastanowić, bo ten kredyt to tak naprawdę hazard. Raty bez uprzedzenia mogą wzrosną nawet dwukrotnie, podobnie jak wartość kredytu”? Oczywiście – nie.

Kwestia ryzyka kursowego była traktowana jako mało istotny drobiazg, formalność, którą trzeba odbębnić. W dodatku wielu klientów wzięło kredyty za pośrednictwem doradców finansowych, tych zaś nie obowiązywała nawet rekomendacja Komisji Nadzoru Bankowego z 2006 r., która nakazywała informować o ryzyku kursowym. Doradcy nie byli przecież pracownikami banków. Kredyty we frankach były zachwalane w każdym możliwym miejscu, a eksperci oburzali się na plany ich wygaszenia, które pojawiły się około 2007 r.

Trudno wreszcie od przeciętnego klienta banku wymagać, żeby usłyszawszy hasło „ryzyko kursowe” rozumiał świetnie, co to oznacza. Tak jak od klienta salonu samochodowego nie wymagamy, żeby znał w detalach budowę silnika, czy układu kierowniczego. To bank ma klientowi wszystko dokładnie wyjaśnić, podobnie jak od sprzedawcy aut oczekujemy, że nie wetknie klientowi bubla.

Dziś każdy prywatny mędrek bezmyślnie powtarza za paroma publicznymi mędrkami: „Zadłużać się trzeba w walucie, w której się zarabia”. Tę mądrość znają prawdopodobnie od zeszłego czwartku. Powtórzę więc: jeżeli bank oferuje także kredyty walutowe, to klient ma pełne prawo wierzyć, że to jest produkt sprawdzony i w granicach rozsądku bezpieczny.

 Łukasz Warzecha o kredytobiorcach w 2015

Podsumowując, gdy w 2010 r facet się zabił (tak, zabił) z powodu kredytów, red. Warzecha uważał, że jeśli denat nie rozumiał, na czym polega pułapka kredytowa, to naprawdę jest tylko jego problem. A on, Warzecha, nie chce pomocy, gdyż kiedyś, pod pretekstem chronienia przed skutkami moich „dziecinnych” decyzji, państwo odbierze mu wolność. Gdy w 2015 r. skoczyła rata kredytowa (być może i samemu Warzesze) i całkowity koszt kredytu o 20%, to kredyt walutowy okazał się kredytem wadliwym, a Warzecha podpisując umowę ma prawo wierzyć, że kredyt jest „w granicach rozsądku bezpieczny”. Widać o swą wolność już się nie troszczy.

Żeby była jasność:

Po pierwsze, jajako frankowicz nie wierzę, w to, że inni frankowicze, zwłaszcza  biurowa klasa średnia, czyli np. jak Warzecha, nie potrafiła sobie przeliczyć kwoty kredytu x hipotetyczny kurs franka. Owszem, potrafiła, po to wpisywali sobie 0 koszt przewalutowania. Po prostu wybrali niższą ratę dziś kosztem ryzyka w przyszłości. Teraz wszyscy udają Szwejka. W przypadku dziennikarzy, jak Warzecha, jest to o tyle zabawne, że to przecież ci sami goście, co rozgryzają szwindel w globalnym ociepleniu, „przewał z OFE”, błędy Rostowskiego itd., a teraz zarzekają się, że to było zbyt trudne policzyć sobie, ile będą spłacać gdy frank wzrośnie o 20%. Jeśli więc są aż takimi bystrzakami inaczej, należałoby może spytać czego jeszcze nie rozumieją i posłać resztę ich analiz do kosza. No bo skoro są aż takimi ignorantami w tak ważnych sprawach jak własny kredyt…

Po drugie, jajako lewicowiec nie ma nic przeciwko, żeby państwo interweniowało, bo raz, mamy tu ryzyko systemowe, a dwa, w sporach silniejszego ze słabszym warto stać po stronie tego słabszego, nawet jak głupi czy lekkomyślny. Przy czym nie chodzi o problemy takich osób jak ja, czyli wciąż z niską ratą, ale tych narażonych na niewypłacalność. No ale ja zawsze byłem za regulacją.

Po trzecie, jajako bieda carloschmittowiec uważam, że państwo oczywiście może zrobić co chce, instrumentów ma masę, albowiem (uwaga podpowiem): rynek finansowy to rynek wybitnie wręcz regulowany. Wystarczy chcieć. Przy czym przy tej analizie być może warto wreszcie wyrzucać do kosza analizy wolnorynkowych dumb tanków.

Po czwarte, jajako osoba mająca konto w banku, chciałbym, przypomnieć, że bank kredyty finansuje z depozytów, a więc opowieści o tym, że wszelkie jakiekolwiek ruchy po stronie aktywów banku nigdy odbiją się na pasywach i stabilności banku  jest przezabawna. Warto  pamiętać o czemu w USA nastąpił bailout i jaki procent depozytów pokrywa BFG przy runie/fali upadłości banków.

Po piąte, jajako biedaprawnik ostrzegam przed zbytnią ufnością w możliwość podważenia samego kredytu walutowego, nie licząc poszczególnych klauzul umownych, gdy indeksowanie jest zależne np. od widzimisię banku. Jak stwierdził Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów  „Konsument zawierając umowę kredytu indeksowanego w stosunku do waluty obcej liczy się z ryzykiem wynikającym ze zmienności kursów walutowych i wybierając taki rodzaj umowy ryzyko takie akceptuje”. Rozwiązań prawnych jest (teoretycznie) kilka, ale podpowiem, nie, nie są to pomysły mgr Szczygło i profesora (haha) Witolda Modzelewskiego.

Wreszcie po szóste, chciałbym oficjalnie powitać w gronie lewackich roszczeniowców red. Warzechę i wielu innych wolnorynkowców, którzy zapomnieli o pacta sunt servanda i volenti non fit iniuria. Cieszę się, że choć przez moment pokochaliście państwowe urzędy i ich urzędników oraz chcecie, aby narzucały i modyfikowały treść umów między wolnymi podmiotami prywatnymi. Oczywiście, wiem, że jak tylko państwo zabierze zysk drugiej stronie umowy, abyście wy lub wasi znajomi czy rodzina nie byli zanadto stratni, powrócicie do lżenia roszczeniowych górników, pielęgniarek i wszystkich innych, którzy na co dzień zawsze przecież umowy muszą rozumieć, a jakby co to przecież nie musieli podpisywać tej śmieciówki, prawda?

  1. marcin_be
    24/01/2015 o 5:49 pm

    Pierwszy! Tekst: W Punkt!

  2. emluby
    24/01/2015 o 6:05 pm

    Drugi, celnie karwa!

  3. 24/01/2015 o 6:34 pm

    Wreszcie po szóste, chciałbym oficjalnie powitać w gronie lewackich roszczeniowców red. Warzechę i wielu innych wolnorynkowców, którzy zapomnieli o pacta sunt servanda i volenti non fit iniuria. Cieszę się, że choć przez moment pokochaliście państwowe urzędy i ich urzędników oraz chcecie, aby narzucały i modyfikowały treść umów między wolnymi podmiotami prywatnymi.

    Ale byłoby zabawnie, gdyby Warzecha przeczytawszy Księgę Kapłańską zaczął wzywać do jubileuszu.

  4. 24/01/2015 o 8:45 pm

    Oooo, blogasek odżył. :)

    Tymczasem w USA:

  5. Moneta
    25/01/2015 o 7:20 am

    korekta obywatelska. Mgr Szydło (jest Szczygło)

  6. 25/01/2015 o 4:43 pm

    W punkt! „Po szóste” warte oprawienia w ramkę.

  7. nathell
    27/01/2015 o 8:26 pm

    „Po czwarte, jajako osoba mająca konto w banku, chciałbym, przypomnieć, że bank kredyty finansuje z depozytów”

    Tylko że nie. Jest to mniemanie tyleż powszechne co błędne, ale gdybym się złośliwie nabijał z tej pomyłki, to byłbym obłudny, albowiem sam tak mniemałem jeszcze długo po tym, jak wziąłem kredyt w CHF.

  8. 30/01/2015 o 7:08 am

    Oczywiście, że kredyt finansowany jest z depozytów po odliczeniu obow. rezerwy i trzymaniu norm płynnościowych, choć true, w przypadku kredytu walutowego muszą pozyskać ”walute” z rynku zewnętrznego.

    Dochodzi jeszcze problem straty banku przy przewalutowaniu co rodzi problem z trzymaniem wymaganego kapitału.

  9. Koniec Polski Prawej
  10. 03/02/2015 o 6:24 pm

    Wiedza o raku w Polsce:

  11. 15/06/2015 o 2:18 pm

    „Nie wie nawet tego – i nie próbuje się dowiedzieć – że według polskiego prawa albo przyjmuje się spadek z dobrodziejstwem inwentarza, czyli również w długami, albo go w całości odrzuca.”
    NIE! „Z dobrodziejstwem inwentarza” znaczy właśnie dokładnie coś odwrotnego, niż ludologia twierdzi. „Z dobrodziejstwem inwentarza” – czyli robi się spis inwentarza, a spadkobierca, przyjmujący spadek z dobrodziejstwem inwentarza, odpowiada za długi spadkowe tylko do wysokości aktywów spadku. Czyli właśnie NIE przejmuje długów na siebie, nie musi ich spłacać z własnego majątku aż do całkowitego zaspokojenia. W najgorszym wypadku wychodzi na zero – bo majątek uzyskany drogą spadku jest równy lub mniejszy długom spadkowym. Art. 1012 Kodeksu cywilnego oraz art. 1031 par. 2 KC.

    Są plany takich zmian w prawie, które sprawią, że właśnie przyjmowanie spadku z dobrodziejstwem inwentarza będzie sposobem domyślnym. Niestety, na razie domyślnie jest przyjęcie spadku wprost i to STĄD bierze się dziedziczenie długów. Bo ktoś „nie wie nawet tego i nie próbuje się dowiedzieć”.

  12. dawrweszte
    03/08/2015 o 3:28 pm

    gdzie nowa notka

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: