Strona główna > opowiadanko > Język ojczymsty

Język ojczymsty

– Co tak stoisz i znowu nic nie mówisz, zapomniałeś języka w gębie?

Matka stoi z siatkami mrożonek  i każe mi je rozpakowywać. Brukselka z kalafiorem, sałatka wiosenna i marchewka z groszkiem. Wszystko wsadzam do zamrażali i wychodzę bez słowa z kuchni.

– Czemu nic nie mówisz? Obraziłeś się? – pyta znowu.

 Ach gdyby tylko wiedziała?

Tydzień temu Artur powiedział mi, że języki są bardzo, ale to bardzo ruchome i że się podczas pocałunków potrafią wymieniać. Chyba ocipiałeś – mu zaraz odpowiedziałem, a on na to, czy jak się długo całuję, na przykład z Anią, to czasem nie mam takiego uczucia, że mi język sztywnieje, zaczyna boleć i staje się taki jakiś całkiem… obcy – przerwałem mu w pół zdania, a Artur tylko z uznaniem pokiwał głową mówiąc: no właśnie!

Ta wymiana języków to wcale nie głupia sprawa, w ten sposób poznajemy inne smaki, temperatury i wymieniamy się doświadczeniem. A także łapiemy odporność na bakterie. To czysta ewolucja! – twierdzi Artur. Widziałem w takim greckim filmie dokumentalnym: Attenberg.

Jeśli nie głupia sprawa, to może by na tym zarobić – pomyślałem z początku. Otworzyć jakiś zakład, broń Boże burdel, ale miejsce, gdzie można się całować – znaczy – wymieniać doznaniami. Im bardziej egzotycznie tym lepiej. W myślach miałem nawet neon nad takim zakładem: Marcin Koniuszko – Języki Obce.

Ale wszystko mi obrzydło i poszło w pizdu, gdy okazało się, że dostałem język po matce.

Teraz pewnie myślicie, że całowałem się ze swoja matką, pieprzone oblechy? Nic z tego, zaatakowało mnie naokoło.

W zeszłą środę widziałem jak matka całuje się z Andrzejem. Andrzej to ojczym Ani – mojej nowej dziewczyny. Już teraz wiem, czemu ten wiecznie zrzędzący pierdziel, tyle o mnie Ani nagadał. Wszystko mi opowiedziała, ze szczegółami. Ale o romansującym ojczymie Ania nie wie, i za nic w świecie jej nie powiem. Wystarczy, że wie, a właściwie to wie całe blokowisko, że matka Ani się puszcza. Raz się puściła z byłym chłopakiem Ani – Jureczkiem. I dlatego – mówią – Ania jest teraz ze mną. Artur mi opowiedział.

A ja wszystko sobie rozrysowałem. Andrzej dostaje język mojej matki, który podczas rutynowego bara-bara przedostaje się do matki Ani, aby zaraz wylądować u Jureczka, a następnie u samej Ani. I gdy Ania poznaje mnie, a poznaje dość dokładnie i szybko, powiedzmy, dobrze przed 21 tamtego piątku, to język matki jest już we mnie. Jak jakiś, kurwa, Obcy pasażer w Nostromo.

Dlatego milczę. Przynajmniej w stosunku do matki. Boję się dekonspiracji. A że jest we mnie, to jestem pewien. Smakują mi te same syfy z mrożonek co kiedyś matce.  Ślinię się i oblizuję wargi. Polubiłem nawet mentolowe fajki.

Czasami myślę, że może powinienem ją zaatakować znienacka? Wskoczyć, gdy będzie najlepiej w półśnie i szybko wlizać się w nią z całej siły.

Ale co ci to da, durniu? – pyta Artur – Przecież odzyskasz tylko zasmrodzony język Andrzeja.

  1. 20/12/2012 o 9:31 pm

    Wymiana języków! Niech sam Duch Święty ma Cię w swojej opiece!

  2. emluby
    20/12/2012 o 9:33 pm

    kurwa, drugi

  3. cyncynat
    20/12/2012 o 9:41 pm

    :D
    jest OK, majorze

  4. jaja
    20/12/2012 o 10:53 pm

    A tego już nie było: „jak się długo całuję () język sztywnieje, zaczyna boleć i staje się taki jakiś całkiem”, przy jakimś txt o konkursie na długość całowania?

  5. armatus
    21/12/2012 o 4:04 am

    Piąty, a niech macie coś w te święta

  6. 21/12/2012 o 9:32 am

    Kilka prawd wiary na Święta – uczcie się, bezbożnicy!
    http://poldek34.salon24.pl/472454,maryja-niezwykla-nawet-dla-ateistow

    „Gdyby nie Maryja, pewnie Europa i Świat byłby w głębokim zacofaniu cywilizacyjnym.
    (…)
    Przecież przed chrześcijaństwem, nie było dni wolnych od pracy, panowało niewolnictwo, słabsi byli traktowani jak ścierwo albo siła robocza. …a ludzie zjadali się nawzajem, smarowali kupą, z nieba leciały płomienne kule, a skóra każdego człowieka była pokryta krostami, z których ciekła cuchnąca ropa…

  7. vHF
    21/12/2012 o 10:29 am

    Najlepsze raves były BC.

  8. barista
    21/12/2012 o 10:50 am

    zajebiste ;) ale i tak zaraz wszyscy zaczniemy to co zwykle ;)

  9. cyncynat
    21/12/2012 o 11:01 am

    Duch Arystotelesa 2, no nie?

  10. hlb
    21/12/2012 o 11:01 am

    @fernando

    Podsumujmy wynalazki tego felietonisty obywatelskiego, który jestprawdopodobnie dzieckiem. Dzieckiem proboszcza, dodajmy że.

    „Przecież przed chrześcijaństwem, nie było dni wolnych od pracy”

    „Chorzy byli traktowani jak wyrzutkowie..”

    „Edukacja? A kogóż było na nią stać, jeśli nie li tylko magnatów i bogaczy.. ?”

    GDY WTEM…

    „Gdyby nie Maryja, żylibyśmy w Europie zacofanej, bez humanizmu płynącego z Ewangelii.”

    W takich chwilach mam żal do komuny, a Towarzysza Stalina w szczegolności, że tak obsesyjnie zwalczali analfabetyzm. Piszą, teraz, piszą. Ale, kurwa, lepiej, żeby dalej strugali piszczałki z brzozy zamiast pisać to. co piszą

  11. vHF
    21/12/2012 o 11:04 am

    hlb :
    “Przecież przed chrześcijaństwem, nie było dni wolnych od pracy”

    Przepraszam, zgubiłem gdzieś swój shit :-)

  12. hlb
    21/12/2012 o 11:06 am

    …a w komciach widzę korwinistyczną partyzantkę semiotyczną kolegi kashmirusa, tak?

    BTW, jeden łosiu-oponent kolegi kashmirusa wywalił mnie na cyce. Przytaczam w całości:

    I jeszcze coś po rozwagę co świetnie ilustruje mój wywód:

    1. Wielkie piramidy w Egipcie to ok. 2500 lat przed Chrystusem.
    2. Życie Juliusza Cezara to I wiek przed Chrystusem.
    3. Nasze dzisiejsze rozmowy na salonie24 – to jest 2012 rok.

    Oznacza to, że Juliusz Cezar żył bliżej nas w czasie niż okresu w jakim powstały piramidy.
    Powstanie piramid było dla Rzymian z czasów Cezara odleglejsze niż dla nas moment przekroczenia Rubikonu.

    I tutaj pytanie:
    Dlaczego Egipcjanie za czasów Rzymskich nie jeździli samochodami?
    Dlaczego Kleopatra nie zapieprzała po doskonałych egipskich autostradach w I wieku przed Chrystusem?
    Wszak budowniczowie piramid byli bardziej zaawansowani niż mieszkańcy średniowiecznej Europy…
    Dlaczego Oktawian August nie składał wizyty Markowi Antoniuszowi (kiedy tenże bawił u Kleo) na pokładzie lotniskowca, albo przynajmniej jakiegoś niszczyciela…?
    Hę?

    http://poldek34.salon24.pl/472454,maryja-niezwykla-nawet-dla-ateistow#comment_7042127

  13. cyncynat
    21/12/2012 o 11:07 am

    Czy ja juz wypilem za duzo wina, czy ktos tu jeszcze nie wypil porannej kawy?

  14. hlb
    21/12/2012 o 11:09 am

    O! KUR! WA! Się tam dzieje…

    „Dorobek starożytności został utracony w 90% i to dla wszystkich, także dla muzułmanów. Oni nie mieli rzymskokatolickiego kleru, mieli za to to, co zostało z dorobku antyku, więc czemu to nie oni mieli Kopernika?”

    http://poldek34.salon24.pl/472454,maryja-niezwykla-nawet-dla-ateistow#comment_7045733

  15. cyncynat
    21/12/2012 o 11:12 am

    „Dlaczego Kleopatra nie zapieprzała po doskonałych egipskich autostradach w I wieku przed Chrystusem?”

    to jest chyba pytanie do Wojtka…

  16. 21/12/2012 o 11:13 am

    hlb :…a w komciach widzę korwinistyczną partyzantkę semiotyczną kolegi kashmirusa, tak?
    BTW, jeden łosiu-oponent kolegi kashmirusa wywalił mnie na cyce. Przytaczam w całości:

    I jeszcze coś po rozwagę co świetnie ilustruje mój wywód:
    1. Wielkie piramidy w Egipcie to ok. 2500 lat przed Chrystusem.2. Życie Juliusza Cezara to I wiek przed Chrystusem.3. Nasze dzisiejsze rozmowy na salonie24 – to jest 2012 rok.
    Oznacza to, że Juliusz Cezar żył bliżej nas w czasie niż okresu w jakim powstały piramidy.Powstanie piramid było dla Rzymian z czasów Cezara odleglejsze niż dla nas moment przekroczenia Rubikonu.
    I tutaj pytanie:Dlaczego Egipcjanie za czasów Rzymskich nie jeździli samochodami?Dlaczego Kleopatra nie zapieprzała po doskonałych egipskich autostradach w I wieku przed Chrystusem?Wszak budowniczowie piramid byli bardziej zaawansowani niż mieszkańcy średniowiecznej Europy…Dlaczego Oktawian August nie składał wizyty Markowi Antoniuszowi (kiedy tenże bawił u Kleo) na pokładzie lotniskowca, albo przynajmniej jakiegoś niszczyciela…?Hę?

    http://poldek34.salon24.pl/472454,maryja-niezwykla-nawet-dla-ateistow#comment_7042127

    No tak… Trochę się wstydziłem linkować w obawie, że wykryjecie, iż się wdałem w dyskusję. Na usprawiedliwienie dodam, że przylazłem tam tropem jednego z moich ulubionych lurk-trolli, monady.

    Cytowana łosiowa wyliczanka też zrobiła na mnie wrażenie. Kolejny przykład na środowisko, którego się nie da dobrze strollować. Trudno przewidzieć, kiedy się ocenia ich głupotę na szybko, powierzchownie, jak prawdziwie głęboko może tkwić Dno Otchłani.

  17. hlb
    21/12/2012 o 11:17 am

    vHF :

    hlb :
    “Przecież przed chrześcijaństwem, nie było dni wolnych od pracy”

    Przepraszam, zgubiłem gdzieś swój shit :-)

    Ale w której części?

    Nawet nie będę tego przykładał do faktów. Wystarczy, że mu to do tej jego Biblii przyłożę. Chrześcijaństwo zaszęło się kiedy(podpowiadam: chrześci jan, Chrzciciel Jan, Jan Chrzciciel)? Kiedy bozia zrobił wszystko w sześć dni, a potem se lygnoł i innym też tak lygać kazał? :)

  18. hlb
    21/12/2012 o 11:20 am

    @vHF

    Nevermind. Chyba jeszcze nie wstałem. A jak wstałem, to jeszcze nie lałem. Bo jak patrze do lustra to się nie widzę. Dobranoc państwu.

  19. hlb
    21/12/2012 o 11:21 am

    Najbardziej wkurwaijącą częścią tego całego chceścijaństwa jest to, że grudzień zamienił się w nieustanne christmas party.

    Grudzień. Piontek miesioncuff.

  20. cyncynat
    21/12/2012 o 11:29 am

    Ja mialem dzis xmas party. W pracy. Teoretycznie to ani swieto ani zaden urlop, ale „As per the attachment, CDF has given approval for all Defence personnel to take a ½ day stand down”. Czyli o 9-tej mamy xmas party, a o 12 do domu. Zarcie na party to jakis typowy bbq shit, ktorego strach dotykac, wiec ja wpierdalam 2 kawy i jedna podejrzanie slodka bulke. Pozniej, z poczucia winy, biegam ~2 godziny po okolicznym lesie, a po przyjsciu do domu padam na ryj bo temperatury i wilgotnosci nie daja mi specjalnie wyboru. Dopiero teraz, wieczorem, po 1 butelce zimnego Pinot Gris dochodze do siebie.

  21. hlb
    21/12/2012 o 11:32 am

    Proszę państwa, zapinamy pasy. Bo Niezależny Dziennikarz Śledczy donosi:

    „Kalendarz Majów zapowiadający na dziś koniec świata zdominował dziś czołówki prorządowych mediów. W końcu to świetny pretekst, aby odwrócić uwagę społeczeństwa od spraw ważnych.”

    http://szymowski.nowyekran.pl/post/83685,histeria-z-koncem-swiata

  22. hlb
    21/12/2012 o 11:33 am

    cyncynat :
    Ja mialem dzis xmas party. W pracy. Teoretycznie to ani swieto ani zaden urlop, ale “As per the attachment, CDF has given approval for all Defence personnel to take a ½ day stand down”. Czyli o 9-tej mamy xmas party, a o 12 do domu. Zarcie na party to jakis typowy bbq shit, ktorego strach dotykac, wiec ja wpierdalam 2 kawy i jedna podejrzanie slodka bulke. Pozniej, z poczucia winy, biegam ~2 godziny po okolicznym lesie, a po przyjsciu do domu padam na ryj bo temperatury i wilgotnosci nie daja mi specjalnie wyboru. Dopiero teraz, wieczorem, po 1 butelce zimnego Pinot Gris dochodze do siebie.

    Ale ty masz chrysmaz latem, to możesz se jeść opłatek z grilla. Kurwa, niektórym to dobrze.

  23. cyncynat
    21/12/2012 o 11:53 am

    Xmas tu jest calkiem ok. Religii nie widac, duzo wina i ciepla pogoda. Moze i wolalbym by sie to nazywalo Festywalem Letniego NiChujaNieRobienia, ale who cares?

  24. hlb
    21/12/2012 o 12:06 pm

    cyncynat :
    Xmas tu jest calkiem ok. Religii nie widac, duzo wina i ciepla pogoda. Moze i wolalbym by sie to nazywalo Festywalem Letniego NiChujaNieRobienia, ale who cares?

    A co ma mieć Boże Narodzenie do religii? Na tym polega cywilizacja zachodnia, żeby człowiek mógł się opić i nażreć bez odwoływania się do przesądów.

    Tymczasem Gawroński wyprodukował lolkontent wyjątkowy nawet jak na jego możliwości. Lolkontent ten ma formę oficjalnego listu. Wyobraźcie sobie, że postawił chyba 12 tysięcy znaków, zanim napisał „Wielce Szanowny Panie Redaktorze Naczelny” i dalsze, właściwe pierdolenia.

    http://poloniae.nowyekran.pl/post/83579,czlowiek-w-cywilizacji-judeo-satanistcznej

    Ale ten, kto mi wyjaśni, o co tam chodzi, zasłuży na jakąś ekstra nagrodę. Like, dodatkowy przydział kapusty z golonką po sarmacku w trakcie wigilijnego pijaństwa.

  25. emluby
    21/12/2012 o 12:12 pm

    wkurwiony się na zime,
    obrażon, bo inni mają lepi,
    wybieram sie do lydla bo nutela krzepi.

    Młoda emigracja co zmywak hen czyści,
    wąsa mi podkręca swymi opowieśćmi.
    Lecz mam tą swiadomość i serce me rośnie
    ja jestem u siebie a oni tam gościem.

  26. hlb
    21/12/2012 o 12:24 pm

    emluby :
    wkurwiony się na zime,
    obrażon, bo inni mają lepi,
    wybieram sie do lydla bo nutela krzepi.
    Młoda emigracja co zmywak hen czyści,
    wąsa mi podkręca swymi opowieśćmi.
    Lecz mam tą swiadomość i serce me rośnie
    ja jestem u siebie a oni tam gościem.

    Dobre, przwie tak dobre jak tatarka.
    http://tatarka.salon24.pl/473378,koniec-swiata

  27. vHF
    21/12/2012 o 1:36 pm

    Paczpan, cyncynatowi przyjęcie z grylem się nie podobało. Usiądźcie więc dzieci dokoła, wujek Flajszer opowie wam, he he, mrożącą wódkę w żyłach historię Christmas Party w Wujkowym Instytucie (WI).

    Chrystmas Party jest tradycją w WI. Nb. ta tradycyja sama w sobie jest najsilniejszym argumentem za jej istnieniem jaki został wujkowi przedstawiony na jego niegrzeczne dopytywania. Częścią tradycji jest, że co roku Party ogranizowane jest przez jeden z departmentów WI, co roku inny, rzecz jasna. W tym roku ta odpowiedzialność przypadła… wydziałowi Wujka! (dzieci krzyczą przerażone)

    Przygotowania zaczęły się w okolicach kwietnia. Na cotygodniowych spotkaniach organizacyjnych WI Party zaczęło wypierać naukę. Nasze Party musiało być Party na miarę naszych możliwości! W korytarzu wywieszono wielką listę z nazwiskami wszystkich wysoko wykształcony pań i panów docentów i kazano im się wpisać w dwie dowolnie wybrane (acz podlegające zrównoważeniu na koniec) kategorie nazwane straightdopointowo „bar”, „sprzątanie”, „dekoracje”, „przedstawienie” itp. Ale nie bójcie się dzieci — Wujek Flajszer ma kontrakt do listopada, trochę się, he he, z tego wszystkiego podśmiewa, i na żadne listy się nie wpisuje.

    Ale innym nie było do śmiechu. Privatdozenci malowali rybki z papier mache na dekoracje. Profesorowie zamiawiali piwo, wino, serwetki i składane stoły. Doktoranci pisali i reżyserowali przedstawienie, którym mieli bawić gawiedź. Każda z tych grup (i kilku innych) spotykała się raz w tygodniu na niewątpliwie owocne dyskusje, i każda wybrała sobie kaprala, którego (lub której) nazwisko wisiało na Liście i który raportował do samego Szefa. Z biegiem czasu atmosfera robiła się gorąca, obłęd wkradał w oczy, docent stawał się docentowi wilkiem, i wtedy — o zgrozo! — stała się rzecz straszna. Wujkowi przedłużono kontrakt o dwa miesiące. (dzieci płaczą)

    Po pierwszym szoku Wujek zajął się damage limitation, co było jedynym sensownym posunięciem. Zapisał się na sprzątanie, bo do sprzątania nie było zebrań a kolega był kapralem. Dumny był z siebie, aż tu nagle w przedzień dostał dodatkowy przydział na obsługę karaoke między 11pm a 1am. Bo widzicie dzieci, każdy musi mieć przydział do dwóch kategorii, i wyszło Szefowi w spreadsheecie że Wujek ma tylko do jednej. Pokonany przez szwajcarską biurokrację po raz kolejny, Wujek poszedł do Szefa, ukorzył się i wybłagał sprzedaż trunków alkoholowych zamiast karaoke. Była to najmądrzejsza decyzja jaką wujek podjął w tej całej sprawie. Po drodze dostał opierdol że poinformował department okólnikiem o wykładzie, który miał się odbyć w dzień Party.

    Nadszedł dzień Party. Privatdocenzi wieszali dekoracje. Profesorowie ustawiali ławy. Doktoranci ćwiczyli przedstawienie. Docenci i wujek nosili skrzynki, a potem pomagali privatdozentom. I wreszcie, po południu, przyszły cynynaty z innych wydziałów i podziwiali dekoracje i żarli kapustę z dzikiem z ław i grali w ping-ponga. I kupowali wino od wujka, który na tę okoliczność nauczył się liczebników „dwadzieścia”, „trzydzieści” i „czterdzieści” w Schwyzerduutsch, bo tyle kosztowały wina, warte na wujka wyćwiczone oko 6, 10 i 14 franków. Party bowiem ma być instytucją dochodową, a jak się nie uda, to przynajmniej nie powinno przynosić strat. Szef brylował, nie zdając sobie sprawy że miał nowego, potężnego wroga. Nie nie, dzieci, ha ha, nie wujka, tylko szefa następnego wydziału w kolejce do organizacji Party.

    Po odbyciu swoich obowiązków, wujek poszedł popatrzyć na karaoke. Dziewczę odpowiedzialne za obsługę było na skraju załamania nerwowego po kolejnym wykonaniu „Alpenrose” i wujek po raz pierwszy bez ulterior, he he, motywu przyniósł dziewczęciu wino. I poszedł do domu, żeby być swieży na następny poranek, kiedy razem z privatdozentami, profesorami i doktorantami zdjął rybki, złożył stoły i wyniósł skrzynki.

  28. 21/12/2012 o 1:46 pm

    hlb :Proszę państwa, zapinamy pasy. Bo Niezależny Dziennikarz Śledczy donosi:
    “Kalendarz Majów zapowiadający na dziś koniec świata zdominował dziś czołówki prorządowych mediów. W końcu to świetny pretekst, aby odwrócić uwagę społeczeństwa od spraw ważnych.”
    http://szymowski.nowyekran.pl/post/83685,histeria-z-koncem-swiata

    Przecież wiadomo, że Majowie są na usługach Tuska, oni z ich reżimowym kalendarzem.

  29. emluby
    21/12/2012 o 2:12 pm

    @Vhf
    No niezła opowieść. ale rili nikt się nie zarzygał? W sensie nie było najebanych?
    Bo jak nie to niezła opowieść ale emocje jak na grzybobraniu.

  30. vHF
    21/12/2012 o 2:19 pm

    emluby :
    @Vhf
    No niezła opowieść. ale rili nikt się nie zarzygał? W sensie nie było najebanych?
    Bo jak nie to niezła opowieść ale emocje jak na grzybobraniu.

    Trudno powiedzieć czy ktoś się zerzygał. Nie widziałem ani na żywo, ani podczas sprzątania, ale to oczywiście o niczym nie świadczy.

    Opowieść rzeczywiście mało suspensowa, ale zależało mi bardziej na oddaniu tego biblijnego klimatu. Może styl trzeba było odpowienio dostosować:

    …and they fashioned fish and painted them like whores and hung them in the air as if to mock Nature herself. And then they sat and ate roots and wild beasts and now they dance like pagans under the fish. They think they’ll never die.

  31. emluby
    21/12/2012 o 2:25 pm

    @vhf
    Nie no nie przypierdlam się. klymat jest. tylko się wkręciłem, a Ty napisałeś że oni po prostu zarobili na winie. Albo że dziewczę za wino wymieniło języki. A ty po prostu poszedłeś do domu. Nie to się nie powinno tak skończyć

  32. vHF
    21/12/2012 o 2:28 pm

    Co ja mogę. Następnym razem Cię zaprosimy :-)

  33. grześ
    21/12/2012 o 2:41 pm

    Niepokorni i niezależni spokornieli i się uzależnili:

    http://alexdegrejt.salon24.pl/473884,tygodnik-lisickiego-w-jednej-stajni-z-wprost

  34. jaja
    21/12/2012 o 3:41 pm

    grześ :
    Niepokorni i niezależni spokornieli i się uzależnili:
    http://alexdegrejt.salon24.pl/473884,tygodnik-lisickiego-w-jednej-stajni-z-wprost

    Czy wiadomo na czym ma polegać zapowiadana przez Lisickiego „specjalna i unikatowa konstrukacja prawna, zapewniająca redakcji kontrolę linii politycznej pisma”?

  35. Ursus_Americanus
    21/12/2012 o 3:51 pm

    jaja :

    grześ :
    Niepokorni i niezależni spokornieli i się uzależnili:
    http://alexdegrejt.salon24.pl/473884,tygodnik-lisickiego-w-jednej-stajni-z-wprost

    Czy wiadomo na czym ma polegać zapowiadana przez Lisickiego “specjalna i unikatowa konstrukacja prawna, zapewniająca redakcji kontrolę linii politycznej pisma”?

    Pewnie i tak, jak zwykle skończy się na tym, ze nawzajem powyzywają się od lewaków i chujów bez honoru, bo jeden wpierdalał kiełbachę z grilla u Giertycha a drugi jeździ samochodem (bo, jak wiadomo prawdziwy prawak gardzi nowoczesnością i do roboty popyla na koniu, like a sarmat).

  36. 21/12/2012 o 4:14 pm

    hlb :
    O! KUR! WA! Się tam dzieje…
    (…)
    http://poldek34.salon24.pl/472454,maryja-niezwykla-nawet-dla-ateistow#comment_7045733

    Poldek34 to jest w ogóle ciekawy pacjent. On ma mniej więcej dwutorową aktywność na psychiatryku. Po pierwsze – „jak ja strasznie nienawidzę Tuska”, po drugie – „le fabuleux destin de Poldek” czyli różne głebokie przemyślenia i magiczne przygody samego autora. Na przykład jak to stracił pracę i zepsuł mu się samochód, ale się pod kierunkiem jakiegoś księdza pomodlił i znalazł lepszą pracę, a i samochód się naprawił. Albo dostał mandat za szybkość, ale dzięki temu jechał potem wolniej i zdążył odmówić koronkę do serca jezusowego zanim dojechał, gdzie miał dojechać. Tylko on tak jakoś słabo widzi związki przyczynowo skutkowe w wątku pierwszym: jakby się żarliwiej modlił to może by tego Tuska szlak wreszcie trafił. Albo gdyby na jakieś lepsze oazy jeździł.

  37. hlb
    21/12/2012 o 4:15 pm

    vHF :
    Paczpan, cyncynatowi przyjęcie z grylem się nie podobało. Usiądźcie więc dzieci dokoła, wujek Flajszer opowie wam, he he, mrożącą wódkę w żyłach historię Christmas Party w Wujkowym Instytucie (WI).

    To tak jak docenci w Polsce. Tylko oni w międzyczasie dają jeszcze zaliczenia z kserowania Wikipedii. A, no i im wino jest uprzednio przyniesione w ramach tychże zaliczeń. Więc nie płaca.

    vHF :
    Po odbyciu swoich obowiązków, wujek poszedł popatrzyć na karaoke. Dziewczę odpowiedzialne za obsługę było na skraju załamania nerwowego po kolejnym wykonaniu “Alpenrose” i wujek po raz pierwszy bez ulterior, he he, motywu przyniósł dziewczęciu wino.

    Ty. A ja byłbym dałbym se głowę uciąć, że to się u was nazywało Edelweiss, ten kwiatek.

    emluby :
    @Vhf
    No niezła opowieść. ale rili nikt się nie zarzygał? W sensie nie było najebanych?
    Bo jak nie to niezła opowieść ale emocje jak na grzybobraniu.

    Anobo, ty nie rozumisz prawdziwej grozy tych szokuf jakie na emigranta czyhają na każdym kroku.

    Na ten przykład, do jednego Polaka, który był na emigracji w Sorbonne przyszła raz we śnie Chytra Baba z Radomia. Tak się widziadła wyląkł, że już nigdy kiełbasy ani kapusty nie wziął do ust! O wódce że nie wspomnę, bo z wysokoprocentowych to tylko pastisu się po tym zajściu nie bał. Tak do szoku doprowadziło.

  38. hlb
    21/12/2012 o 4:20 pm

    babilas :
    czyli różne głebokie przemyślenia i magiczne przygody samego autora. Na przykład jak to stracił pracę i zepsuł mu się samochód, ale się pod kierunkiem jakiegoś księdza pomodlił i znalazł lepszą pracę, a i samochód się naprawił. Albo dostał mandat za szybkość, ale dzięki temu jechał potem wolniej i zdążył odmówić koronkę do serca jezusowego zanim dojechał, gdzie miał dojechać. Tylko on tak jakoś słabo widzi związki przyczynowo skutkowe w wątku pierwszym: jakby się żarliwiej modlił to może by tego Tuska szlak wreszcie trafił. Albo gdyby na jakieś lepsze oazy jeździł.

    Ojeje, ja bym urle chciał o tych koronkach jezusowych? Co to są za koronki? Like, coś dentystycznego to jest?

  39. 21/12/2012 o 4:43 pm

    hlb: CC biega po lesie godzinami, Moctruch chleje, pan niebiosów obrażony, a ja mam urli szukać?

  40. adas
    21/12/2012 o 9:30 pm

    @ vHF
    piękne, pięknie napisane.

    @Wprost i Lisicki
    Jak jeden wydawca planuje wydawać OBA tygodniki, to ja życzę powodzenia.
    Żeby to miało sens, to w okolicy 22 stycznia powinno się okazać, że „Wprost” zmienia nazwę na „UwaRZam Wprost”.
    Co w sumie też by było śmieszne, bo pewnie red. Król by natychmiast uderzył z prawej flanki (siem pogubiłem, on jest teraz bliżej Karnowskich czy Sakiewicza? Nieważne…), że nowa ekipa sprzeniewierzyła się ideałom Kisiela.

    [kurtyna w dół, kredyty nadal we frankach]

  41. hlb
    21/12/2012 o 10:43 pm

    babilas :
    hlb: CC biega po lesie godzinami, Moctruch chleje, pan niebiosów obrażony, a ja mam urli szukać?

    A sam se mam czukać? Taka to rodacka solidarność z tymi co cierpią na zmywaku? Kuffa? No?

  42. cyncynat
    22/12/2012 o 12:44 am

    @vHF karaoke? mnie by musieli dac ~20% podwyzke, dodatkowy tydzien urlopu i wiekszy office by zmusic do czegos takiego. Obowiazkowe imprezy sa chujowe same w sobie, a obowiazkowe chujowe imprezy sa chujowe do kwadratu. Macie jakichs dziadzi na gorze co sie na imprezach nie znaja, ale uwielbiaja molestowac mlodszych od siebie?

  43. cyncynat
    22/12/2012 o 12:53 am

    O kurwa, do mnie dotarlo, zescie tam *zarabiali* za *sprzedazy* wina na *imprezie*, ktorascie sami organizowali. To jakis faszystowski rezim.

  44. vHF
    22/12/2012 o 11:52 am

    A co powiesz na to, ze impreza byla biletowana? Dwadziescia od lebka.

  45. hlb
    22/12/2012 o 12:54 pm

    Dzień dobry, chyba oburziłem się juz po zmartwychwstaniu, bo coś nie czuję się. Ktoś mógłby straścić mi wczorejszy koniec świata, bo tak od 2300GMT to slabo pamiętam.

    cyncynat :
    O kurwa, do mnie dotarlo, zescie tam *zarabiali* za *sprzedazy* wina na *imprezie*, ktorascie sami organizowali. To jakis faszystowski rezim.

    Kurwa, jak mnie się ten system podoba. Związek Radziecki, jak go odbudujemy, będzie cały jak Szwajcaria. Tylko, że w pluszu.

  46. hlb
    22/12/2012 o 1:09 pm

    Szfak, ten cały Migalski wyrasta w tym sezonie na mojego ulubionego głupka. Chyba nikt teraz tak zacnie nie pajacuje jak on. Jak raz, ma w S24 taki tekst:

    http://migal.salon24.pl/474054,azja-to-europa-sprzed-500-lat-dlatego-z-nami-wygra

    Już sam tytuł „Azja to Europa sprzed 500 lat. Dlatego z nami wygra.” jest fajny. Bo chyba Europa to Azja sprzed 20 lat. Ale w końcu to doktor od kserowania Wikipedii czy czego tam, więc może się mylić. Jakby był chemikiem (jak Wiemy ktO) to by wiedział.

    Chociaż, przyznam, sam Migalski bardzo przekonująco przedstawia swoje kwalifikacje do pierdolenia o Azji:

    „Regionem tym interesuję się już od wczesnej młodości, kiedy to trenowałem karate kyokushinkai.”

  47. 22/12/2012 o 1:56 pm

    A ja polecam znowu natemat.pl

    na święta mają wiązankę fascynujących tematów i problemów frapujących;
    1) kto jest słoikiem i dlaczego:

    http://natemat.pl/44177,swieta-sloika-odgrzewajac-pierogi-od-mamy-bede-wzdychal-do-kolejnych-swiat-spedzonych-w-domu-a-ty-warszawiaku
    (i jeszcze ze 3 teksty, acz oczywiście komentarze polecam), jak zwykle pogarda i buractwo bkś-u polskiego w pełnej krasie i w wielu odsłonach,szczególnym egzemplum jest pierwszy komentarz pod tym tekstem:
    http://jarekzuzga.natemat.pl/44237,precz-ze-sloikami-i-lokalsami-tez
    niejakiej Katarzyny Pomiernej.
    Ja se myślę, że dobrze, że my mało emigrantów mamy, jak ludzie potrafia tak pełen żarliwej niechęci komentarzy wobec kogoś napisać tylko dlatego, że nie z Warszawy jest.

    Innym frapującym tematem są święta ateisty i pitolenie o wielkiej odwadze i zmianie w polskiej mentalności, bo Żakowski zaprosił na 15 minut Marię Peszek do TOK FM.
    http://natemat.pl/44159,antyreligijna-piosenka-w-radiu-i-ateistka-opowiadajaca-o-swietach-zmierzch-polskiej-zasciankowosci-religijnej
    (ten tekst na topie jako najważniejszy temat)

    Bosze, jak oni kreują tematy z niczego, masakra.

  48. 22/12/2012 o 2:00 pm

    hlb,no właśnie, i znajomością geografii się popisuje zaliczając Japonię do Azji Południowo-Wschodniej zmaiast choć do wikipedii zajrzeć.

  49. hlb
    22/12/2012 o 2:14 pm

    grześ :
    A ja polecam znowu natemat.pl
    na święta mają wiązankę fascynujących tematów i problemów frapujących;
    1) kto jest słoikiem i dlaczego:

    To jest woggle totalny dowód na to, ze Polacy wszyscy ze wsi. Ci z Natolina napierdalają się z tymi z Garwolina, która wieś leży bliżej klepiska w Wilanowie, do którego jeździ się w niedzielę na jarmark.

    grześ :
    Innym frapującym tematem są święta ateisty i pitolenie o wielkiej odwadze i zmianie w polskiej mentalności, bo Żakowski zaprosił na 15 minut Marię Peszek do TOK FM.
    http://natemat.pl/44159,antyreligijna-piosenka-w-radiu-i-ateistka-opowiadajaca-o-swietach-zmierzch-polskiej-zasciankowosci-religijnej
    (ten tekst na topie jako najważniejszy temat)

    Ta Peszek, to jest która? Ta co się lizała z Wojewódzkim a potem z Nergalem? Czy ta, o której Wiśniewski pisał, że się lizała z Dodą i z Mandaryną?

    Psychogeografia polskich celebrytów jest taka truda. Ciągle nie umiem się nauczyć, który jest polskim Hiczensem, a który polskim Daukinsem.

    grześ :
    hlb,no właśnie, i znajomością geografii się popisuje zaliczając Japonię do Azji Południowo-Wschodniej zmaiast choć do wikipedii zajrzeć.

    Ma doktorat z kiokuszinu państw wysoko rozwiniętych, to się zna.

  50. 22/12/2012 o 4:30 pm

    hlb:

    Money quote:

    Natomiast wszystkie te kapitalistyczne cnoty są dziś praktykowane i kultywowane na Dalekim Wschodzie – tam pracuje się w pocie czoła, żyje się w wielopokoleniowych rodzinach, szanuje się religię. Współczesna Azja do niegdysiejsza Europa. Dlatego wygra z nami – współczesnymi barbarzyńcami.

    Hehe, facet nie rozumie że każdy kraj azjatycki ma swoją specyfikę (poza geografią, ofc).

    A tumacie fajną tubkę do pooglądania. W temacie.

    TL;DR: kapitalizm azjatycki jest kapitalizmem państwowym. :)

  51. 22/12/2012 o 4:38 pm

    O kurcze, ktoś zuploadował cały serial. Macie, częstujcie się: :D

  52. hlb
    22/12/2012 o 4:41 pm

    DoktorNo :
    hlb:
    Money quote:

    Natomiast wszystkie te kapitalistyczne cnoty są dziś praktykowane i kultywowane na Dalekim Wschodzie – tam pracuje się w pocie czoła, żyje się w wielopokoleniowych rodzinach, szanuje się religię. Współczesna Azja do niegdysiejsza Europa. Dlatego wygra z nami – współczesnymi barbarzyńcami.

    Hehe, facet nie rozumie że każdy kraj azjatycki ma swoją specyfikę (poza geografią, ofc).
    A tumacie fajną tubkę do pooglądania. W temacie.

    TL;DR: kapitalizm azjatycki jest kapitalizmem państwowym. :)

    W podręczniku do kiokuszinu, z którego przepisywał do doktoratu było objaśnione, że wszystkie chinczyki som chitre, zaradne i nas czapkami nakryjo jak przydo. To co się dziwisz, że się twoją specyfiką nie miał czasu przejąć?

  53. cyncynat
    22/12/2012 o 5:19 pm

    vHF :
    A co powiesz na to, ze impreza byla biletowana? Dwadziescia od lebka.

    ha ha ha!

  54. 22/12/2012 o 5:19 pm

    hlb :

    W podręczniku do kiokuszinu, z którego przepisywał do doktoratu było objaśnione, że wszystkie chinczyki som chitre, zaradne i nas czapkami nakryjo jak przydo. To co się dziwisz, że się twoją specyfiką nie miał czasu przejąć?

    Mogło by być gorzej: mógłby powiedzieć że „oglądałem anime, znam się na Japonii”. :P

    …ale nie wyprzedzajmy rzeczywistości… :D

  55. barista
    22/12/2012 o 5:29 pm

    Migalski wspaniały, zaczyna mocno bo myląc Muay Thai z kjokuszinem, Okinawę z Sumatrą i salkę katechetyczną u salezjanów w Oświęcimiu z chińskim targiem w Kuala Lumpur. A mówiłem sobie, nie klikaj bo cie ruskie chuje ino podpuszczają.

  56. hlb
    22/12/2012 o 5:53 pm

    DoktorNo :

    Mogło by być gorzej: mógłby powiedzieć że “oglądałem anime, znam się na Japonii”. :P
    …ale nie wyprzedzajmy rzeczywistości… :D

    Anie, takie rzeczy to tylko w TTDKN. Albo #takjakwcyberpanku.

  57. 22/12/2012 o 6:01 pm

    Hehe, fajna retrospektywa amerykańskich lęków nt. Japonii: :D

  58. cyncynat
    22/12/2012 o 6:01 pm

    Migalski fajny – prawdziwie globalny polityk. Nawet to wikipedii nie zajrzy, po staroswiecku wyciaga wszystkie fakty ze swojego pojemnego lba.

  59. 22/12/2012 o 6:11 pm

    cyncynat :
    Migalski fajny – prawdziwie globalny polityk. Nawet to wikipedii nie zajrzy, po staroswiecku wyciaga wszystkie fakty ze swojego pojemnego lba.

    Albo do zalinkowanych przeze mnie tubek… (choć to bardziej historyczne tubki)

  60. hlb
    22/12/2012 o 7:11 pm

    A teraz napijmy się wódki za ostatniego prawdziwego socjalistę (Jacek Kuroń był przedostatni). Właśnie dziś jest 10 rocznica jego śmierci.

  61. troll.ruski rezydentny
    22/12/2012 o 8:24 pm

    A tymczasem Forester wybiela sobie odbyt i ma nadzieję, że jak odpali jakiemuś korpo parę ojro miesięcznie, to już nie będzie musiał. No kiddin’.

  62. 22/12/2012 o 9:45 pm

    Wycięło mi dwa komentarze… Na NE tekścior Opary o skarbcu narodowym czy czymś pododobnym… :P

  63. vHF
    23/12/2012 o 11:04 am

    A czy koledzy czytają jak nasz ulubiony bloger egzeguje instagramowe T&C? W komentarzach dostaje epicki wpierdol, ale brnie jak to tylko on umie. Koledzy prawnicy docenią zapewne dużo bardziej.

  64. 23/12/2012 o 11:23 am

    Słuchajcie, w ten czas długich i żarłocznych weekendów zasługujemy na coś innego niż zwyczajowi posępni paranoicy – Janke ze śladami Gmyza na skrzydłach, pan na frondzie, literat samowydający się, żebrzący nauczyciel angielskiego czy nawet babcia opozycjonistka, która nie zauważyła, że się w międzyczasie zmieniło stulecie.

    I ja mam dla Was coś specjalnego. Czysty radosny “piekny umysł” zanurzony w niemieckich supertajnych eksperymentach na Dolnym Śląsku. Niech was nie zwiedzie upływ czasu – im dalej od wojny, tym więcej świadków i śladów, SS gania się z Rosjanami po Sudetach, hrabia Jan Moltke (wnuk słynnego dziada) oprowadza po ruinach pałacu w Gogołowie za drobne 20zł (większe kwoty na konto organizatorów w Deutsche Banku), ci którzy zdecydowali się przerwać zmowę milczenia zamykani są w domu dla obłakanych w Bolesławcu. Hitlerowcy ożywiający Baphometa, UFO atakujące pilotów RAF, pies-widmo, wielkie małpy, trzygłowy orzeł i wiele, wiele innych cymesów. Voil! Panie i Panowie, przed Wami – Dariusz Kwiecień i jego świat!

    Na zachęte mały cytat:

    Ojciec jako felczer medycyny był swego rodzaju znachorem, jako sanitariusz o medycynie nie miał większego pojęcia. Lecz przypadki dziwnych okaleczen wzbudzały jego ciekawość . Nie tyle okaleczenia jak opowieści tych osób były najciekawsze. Prawie wszyscy opowiadali o podziemnym miescie, o dziwnych szarych istotach, sami zaś nie dostrzegali swojej odmienności. Okaleczenia, raczej przeszczepy, były żywe one się poruszały. Co dziwiło mojego ojca to fakt że to było nie mozliwe. Z dnia na dzień było ich co raz wiecej, aż do momentu gdy pojawiła w Swidnicy specjalna jednostka NKWD. Bielawa, Dzierzoniów oraz cała okolica gdzie się pojawili spływała krwią. Likwidowali wszystkich odmienców.

    I jeszcze, dowód na to, że Dariusz Kwiecień jest człowiekiem twardym i znającym swoją cenę:

    “Jeden z Niemców powiedział po polsku, że jeśli wskażemy znane nam miejsca, którymi wchodzi się do tuneli i kanałów to w nagrodę dostaniemi gumy do żucia. Moi koledzy natychmiast zrezygnowali, jedynie ja zdecydowałem się zostać ich „przewodnikiem”. Najbardziej interesował ich Soboń, dziwne światła i człekokształtne istoty…”

    A na koniec, gdyby nam jednak czegoś w tym wszystkim zabrakło:

    Podczas pobytu w Krakowie byłem świadkiem  niszczenia podziemi na Wawelu jak i na Cytadeli – kopiec Kościuszki. Jest to przykre gdy niszczy się takie dowody istnienia podziemnego imperium niemieckiego. Gdzie jak gdzie lecz w Krakowie były one najlepiej zachowane Hans Frank dbał o podziemia Wawelu jak o swe prywatne włości. Moje rozmowy z kilkoma bardzo nie kumatymi osobnikami z tytułami doc, prof nie dały żadnych efektów gdy spytałem jednego kustosza o okres II wojny i czy nie wskazane by było czasami wspomnieć iż zamek jest nadal zaminowany, a jedna z komór minerskich znajduje się pod grobem państwa Kaczyńskich.

  65. vHF
    23/12/2012 o 12:02 pm

    O kurde. Dariusz Kwiecień przypomniał mi dra Jana Pająka. Już lecę czytać jednego i drugiego.

  66. adas
    23/12/2012 o 12:35 pm

    Nie wiem kto ten Kwiecień, Czytać się tego w większej ilości nie da, ale gdyby jakaś polska powieść zaczynała się:

    „Ojciec jako felczer medycyny był swego rodzaju znachorem, jako sanitariusz o medycynie nie miał większego pojęcia. Lecz przypadki dziwnych okaleczen wzbudzały jego ciekawość”

    to ja bym tę powieść kurwa pożyczył, nawet gdyby to Wojtek ją napisał. Ten akapit naprawdę płynie, mimo niedoróbek.

    A. Pan Major może czytał „Morfinę” Twardocha albo zna kogoś, kto czytał? Ponoć dobra, ale wcześniejsze kontakty z próbkami jego twórczości odstręczające.

    I jeszcze raz dziękuję ludkom, którzy mnie przekonali do Carvera. To jest pomniejszy bóg. Jak nie lubię opowiadań amerykańskich, te są wielkie. Już można się zachlać.

  67. vHF
    23/12/2012 o 1:05 pm

    Adasiu, majorze, jaki zbiorek Carvera kupić?

  68. hlb
    23/12/2012 o 1:38 pm

    vHF :
    A czy koledzy czytają jak nasz ulubiony bloger egzeguje instagramowe T&C? W komentarzach dostaje epicki wpierdol, ale brnie jak to tylko on umie. Koledzy prawnicy docenią zapewne dużo bardziej.

    Zajrzałem, przeczytałem ten blogofelieton i posmutniałem. Nawet już nie wypada dręczyć, taka słabizna. Wojtek zawsze po chłopsku rozkminiał se różńe tematy, których nie rozumial. I to był taki Jańco Wodnik. Śmiszny, ale pogodny. A teraz już coraz częściej taka nieporadność mu się zakraca. To chyba te agorowe cięcia na paczkach ze świąteczną nutellą.

    Więc komcie zostawiłem nietknięte. Bo posmutniałbym pewnie jeszcze mocniej. A nie po to są święta, żeby się, kurwa, smucić smutnymi upadkami felietonowgo.

    @babilas
    O, jaki fajny! Ma rację, vHF, ta liga co pająk. I Marek Kajdas. I Rzeczpospolita Żbików i Blogerów.

  69. 23/12/2012 o 2:08 pm

    WTEM!

    Coryllus zdemaskował Wildsteina:

    Mamy oto tę nową telewizję pod nazwą Telewizja Republika, co moim zdaniem zdradza udział, być może tylko zdalny, Adama Michnika w całym przedsięwzięciu.

    http://coryllus.salon24.pl/474255,nowa-telewizja-i-multipleks

    :D

  70. 23/12/2012 o 2:13 pm

    @adas – ja czytałem fragment Morfiny na Polityce z okazji paszportów i było średnie, ale jak doczytałem końcówkę o dziecku to było nie słabe a po prostu b. chujowe.

    http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/fragmenty/1533509,1,fragment-ksiazki-morfina.read

    Carver jest zajebisty, zbieran się do notki o nim. Ale jeśli znasz angielski sprawdź jeszcze innych z dirty realism jak opowiadania Bobbie Ann Mason czy Tobiasa Wolffa (tego autora książki, którą potem sfilmowano – This boy’s life z DeNiro jako psychicznym i Di Caprio synalkiem)

    Ja teraz czytam tych powyżej na zmianę z short stories Updika, który jest mistrzem, ale te wczesne tłumaczenia opowiadań na polski są Imho chujowe.

    PS Carcer lepszy ten wcześniejszy, sprzed Katedry.

  71. 23/12/2012 o 2:53 pm

    @vhf – proponuje ten zbiór http://www.amazon.co.uk/gp/aw/d/1860460399/ref=aw_d_detail/280-0028716-3455858?pd=1&qid=1356270483&sr=8-2

    A jeśli nie chcesz wyselekcjonowanych to Will you please be quiet, please oraz What we talk about, when we talk about love

  72. jaja
    23/12/2012 o 4:12 pm

    vHF :
    A czy koledzy czytają jak nasz ulubiony bloger egzeguje instagramowe T&C? W komentarzach dostaje epicki wpierdol, ale brnie jak to tylko on umie. Koledzy prawnicy docenią zapewne dużo bardziej.

    Kłopot w tym, że Wojtek ma rację, ostatnim odpowiedzialnym (regresy) będzie debil, który publikuje (bez pozwolenia) fotki czyjejś starej na Instagramie.

  73. 23/12/2012 o 4:17 pm

    Nie ma racji, ładnie mu to tłumaczo

  74. vHF
    23/12/2012 o 4:30 pm

    Dzięki majorze, dodane do koszyczka. Pardon, w tej chwili już kontenera.

  75. jaja
    23/12/2012 o 4:31 pm

    galopujący major :
    Nie ma racji, ładnie mu to tłumaczo

    W którym miejscu?

  76. Starosta Melsztyński
    23/12/2012 o 4:55 pm

    Jaka szkoda, że u wo nie komentuję. Bo akurat jakiś obraźliwy wpis nastolatki o innej nastolatce na instagramie spowodował trzydniowe zamieszki w drugim co do wielkości mieście Szwecji, Göteborgu. Zdaje się bez zdjęć. Ze zdjęciami pożar ogarnąłby całą Szwecję.

    Instagram to zło. Cholera, chyba odpadam, moja inicjacja w profile społecznościowe zakończyła się na założeniu od dawna nie odkurzanego profilu na Facebooku w celu robienia obciachu dzieciom.

    A najnowszy Coryllus bardzo mocny, moim zdaniem. Zupełnie nie wiadomo o co mu chodzi, ale wszyscy komentatorzy zgadzają się z jego zdaniem. Anegdotycznie to mi wychodzi, że ja bym może Coryllusa widywałem live bom w różnych interesach kręcił się po redakcjach ŻW, a nawet coś wyciągałem z archiwum.

  77. Starosta Melsztyński
    23/12/2012 o 6:01 pm

    A, już wszystko jasne:

    „Telewizja Republika wygląda na stuprocentowo bezpieczniacką imprezę.”

  78. adas
    23/12/2012 o 6:06 pm

    Języki obce to mój wyrzut sumienia okrutny, w czytaniu po necie robię jakieś postępy, ale za książki się nie zabieram. Autorów sobie na przyszłość odhaczę.

    Updike to mi nie podchodzi, Nie wiem czy to kwestia tłumaczeń, czy na złe ksiązki trafiam. Choć czytałem tylko pobocza. Ogólnie bardzo średnio trawię amerykańskich prozaików debiutujących w okolicy lat 60. Czy to intelektualistów, czy też posmodernistów.

    Jeśli Carver sprzed „Katedry” jest lepszy, to aż się boję. „Katedra” jest zajebista, równa i przytłaczająca. Może trochę zbyt autobiograficzna.

    Dzięki za fragmenty „Morfiny”. Rzeczywiście średnie, w tych urywkach nie czuć rytmu. I tak kiedyś pewnie przeczytam.

    Sorry za interpunkcję, próbuję wskrzesić kompa. Pewnie chwilę to potrwa.

  79. 23/12/2012 o 6:09 pm

    @jaja – nie chce mi się flejmować, patrz teoriachaosu 15:12:55 plus dalsze uwagi, że zgodą w regulaminem nie możesz zmieniać prawa powsz. obow. – tutaj polskiego prawa autorskiego.

    Wojtek nie kuma tych wszystkich norm kolizyjnych między rodzajami norm prawnych, toteż i pierdoli jak zawsze.

  80. adas
    23/12/2012 o 6:25 pm

    Jak rozmawiamy o wielkiej literaturze, to jestem ostatnio w takiej księgarni na M, sieci w zasadzie, mającej bardzo solidny dział taniej książki i stosującej chyba zbójeckie sposoby sprzedaży nowości. I co widzę? Co, nie na pierwszym stoliku z nowosciami, ale już na drugim leży? Zgadli panowie, „Wieża komunistów” leżakuje.

    Nie miałem odwagi poczytać, i tak panie z obsługi sie na mnie dziwnie patrzyły, ale obwolutę obejrzałem, Bronek Wildstein bardzo chwalił (stolik dalej można było znaleźć „Niepokornego”, z historycznym podpisem Zaremby jako dziennikarza Rzepy i Karnowskiego Michała – dziennikarza URz).

    Już w domciu, kapcie dla bezpieczeństwa nałożywszy, znalazłem pierwszych sześć stron książki. I albo mu to ktoś inny napisał albo cały pułk korektorów niewolniczo książkę poprawiał. W odróżnieniu od bloga, to się układa w zdania, a nawet akapity.

    A odgrażał sie Gadowski, że mu to ktoś wyda! Zysk rzecz jasna. Chwali się,że pierwsze wydanie rozeszło się jak śwież b., i błyskawiczny dodruk trzeba było zapewnić. Zaprawdę fascynuje mnie fakt, że Zysk obecnie jedzie na fantasy (Martinie) i publicystach mniej lub bardziej niezależnych (dobra jest też Mroziewicz i kilku innych). Jakieś wnioski?

  81. armatus
    24/12/2012 o 12:01 pm

    WO wzmożył aktywność na FB i wyskakuje mi na wallu komciując w róznych dziwnych miejscach.

  82. 24/12/2012 o 1:29 pm

    Święta świętami, ale Saloon24 nie próżnuje.

    Superprodukcyjniaki z Hollywood jako Ewangelia? 8O

    http://madel.salon24.pl/474443,przeciw-zdziecinnieniu

    :P

  83. Anonimowy Lurker
  84. hlb
    24/12/2012 o 2:06 pm

    Tej, ale to wPolityce naprawdę daje lolkontent coraz lepszy i lepszy.

    Raz, „Ratuujcie, bijom mie KSZYRZACY!!!”:

    Jak widać, mamy o sobie myśleć coraz gorzej (patrz na „Pokłosie”), a o Krzyżakach (i bolszewikach, najeźdźcach z 1920 roku też) coraz lepiej. [..] Dziś nasze media robią wszystko by wyszydzić sens walki polskich rycerzy.

    http://wpolityce.pl/artykuly/43378-krzyzacka-ofensywa-to-przestaje-byc-zabawne-kolejne-medium-wlacza-sie-w-kampanie-majaca-zmusic-polakow-do-polubienia-najezdzcow

    Dwa, „władza prześladuje, bo każe jeździć zgodnie z przepisami”:

    Jak podkreślają funkcjonariusze zajmujący się kontrolami na drogach, kierowcy zwykle zwalniają widząc fotoradar i natychmiast przyspieszają, gdy go miną; przy pomiarze odcinkowym będą musieli zwalniać na dłużej.

    […]Przypomnijmy, że system ten powstaje nie po to by zapewnić bezpieczeństwo na drogach ale by zrealizować zapisane w budżecie przez ekipę Tuska wpływy z mandatów.

    http://wpolityce.pl/wydarzenia/43368-wladza-testuje-nowy-podstepny-sposob-polowania-na-kierowcow-odcinkowy-system-kontroli-predkosci-juz-niebawem-zacznie-dzialac

    Trzy, odnalazł się jeden z moich ulubionych głupków z Frądzi, Łukasz „Podbródek z modeliny” Adamski. I od razu mocno przypierdolił prawicową statystyką:

    Jezus Chrystus inspiruje miliardy ludzi.

    http://wpolityce.pl/wydarzenia/43343-5-najlepszych-popkulturowych-utworow-o-jezusie-chrystusie-ranking-adamskiego

    A zajrzałem im tylko na jedynkę…

  85. hlb
  86. 24/12/2012 o 3:06 pm

    hlb :

    Anonimowy Lurker :
    Meanwhile:
    http://wpolityce.pl/artykuly/43378-krzyzacka-ofensywa-to-przestaje-byc-zabawne-kolejne-medium-wlacza-sie-w-kampanie-majaca-zmusic-polakow-do-polubienia-najezdzcow

    Kurczę, paralelność. :)

    Nie ma to jak PRLowski nacjonalizm… :D (zapytajcie ojców i dziadków :P )

  87. hlb
    24/12/2012 o 4:23 pm

    DoktorNo :

    hlb :

    Anonimowy Lurker :
    Meanwhile:
    http://wpolityce.pl/artykuly/43378-krzyzacka-ofensywa-to-przestaje-byc-zabawne-kolejne-medium-wlacza-sie-w-kampanie-majaca-zmusic-polakow-do-polubienia-najezdzcow

    Kurczę, paralelność. :)

    Nie ma to jak PRLowski nacjonalizm… :D (zapytajcie ojców i dziadków :P )

    Toż zawsze powtarzam, że mitologia którą żyją wszyscy ci „nowocześni endecy” i neowszechpolacy powstała w latach 60. Za Gomułki i Moczara, nie wcześniej, tylko właśnie wtedy.

  88. adas
    24/12/2012 o 11:22 pm

    Ale który? Kraj, znaczy. Bo może by trzeba sprawdzić co Tomasz Kaczówka sądził o zamachu w Smoleńsku, jaką wiedzą dysponował? W moim umyśle, byłego blogera śledczego (a co, niech sobie ulżę) rodzi się podejrzenie, pewność wręcz, ze to nie może być przypadek, a cała sprawa jest podejrzana.

  89. armatus
    25/12/2012 o 8:32 pm
  90. vHF
    25/12/2012 o 11:01 pm

    armatus :
    Święty lolu:
    http://mundurowi.salon24.pl/474632,pieprz-radary

    Musi być troll?

  91. 25/12/2012 o 11:21 pm

    Strajk włoski == minimum 80-100 km/h w terenie zabudowanym? :P

  92. sickofitall
    26/12/2012 o 11:42 am

    Anonimowy Lurker :
    Meanwhile:
    http://wpolityce.pl/artykuly/43378-krzyzacka-ofensywa-to-przestaje-byc-zabawne-kolejne-medium-wlacza-sie-w-kampanie-majaca-zmusic-polakow-do-polubienia-najezdzcow

    W moim krzyżackim mieście nawet żużlowcy (to taki sport z motorami skręcającymi tylko w lewo) mają stroje wzorowane na krzyżackich. Co prawda nasi starzy ziomkowie rozwalili krzyżacki zamek (musi byli pijani), ale za to teraz gdy ktoś nazywa nas krzyżakami wcale się o to nie obrażamy.
    http://www.krzyzacy.net/galeria.php?id=157

  93. 27/12/2012 o 12:54 pm

    adas :

    Updike to mi nie podchodzi, Nie wiem czy to kwestia tłumaczeń, czy na złe ksiązki trafiam. Choć czytałem tylko pobocza. Ogólnie bardzo średnio trawię amerykańskich prozaików debiutujących w okolicy lat 60..

    Daj pan szanse Królikom, przynajmniej pierwszemu, Czarownicom z Eastwick albo Brazil. (Potem już trochę za bardzo uwierzył, że jest Największym Amerykańskim Pisarzem i takie se te jego ostatnie książki były)

  94. 27/12/2012 o 1:18 pm

    Brazylia bardzo dobra, potwierdzam.
    Czytałem jeszcze ze 2 albo 3 jego rzeczy, ale demencja starcza nie pozwala mi sobie przypomnieć wrażeń ani tytułów.

  95. vHF
    27/12/2012 o 1:48 pm

    To ja polecę jeszcze królika trzeciego i niepolecę drugiego.

  96. hlb
    27/12/2012 o 4:08 pm

    Fajny Monbiot jest. Major i Marceli będą lubić. Docent vHF możliwe, że też.

    http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2012/dec/26/my-inner-anarchist-lost-out-bourgeois?CMP=twt_gu

  97. vHF
    27/12/2012 o 4:25 pm

    Ja nawet Montbiota lubie, ale tego czytalem przedwczoraj no i przeciez na 100% naklamal, pardon, naupiekszyl.

  98. hlb
    27/12/2012 o 5:55 pm

    vHF :
    Ja nawet Montbiota lubie, ale tego czytalem przedwczoraj no i przeciez na 100% naklamal, pardon, naupiekszyl.

    No ale to takie nieszkodliwe nakłamanie dla rozrywki. Się to do literatury kwalifikuje przez nakłamanie owe. Przecież, że lepsze takie niz na przykład nakłamać po Wojtkowemu. Że dajmy na to, „ojej przecież że mediana”.

    NB, dlatego dawałem ci warunkowo, bo ty jesteś skwaszeniec, i bardzo negatywny docent. Tośmy już udowodnili Zurichem. Idź se poczytać emerwa z klocków lego.

  99. vHF
    27/12/2012 o 7:07 pm

    Ano poszedłem, i taki skromny ofiarunek mam dla kolegów:
    http://mrw.blox.pl/2012/12/Analogowo.html#ListaKomentarzy

    Czasem się boję że świat zdrowego, analogowego lolkontentu się skończył. Teraz mamy już tylko cyfrowy post-lolkontent.

  100. hlb
    27/12/2012 o 9:56 pm

    @vHF

    Ale które bardziej? Ta kiziamizia która odkryła, że ludzie liczą odległość czasem (sugerowany tag #ludzkośćzaczęłasiękiedymipodłączylineostradę, może też być #terazżyjemywcyberpanku)?

    Globus srobus, odległość się mierzy w czasie potrzebnym na jej pokonanie. – Mamo, gdzie jest Nowy Jork? – Pamiętasz jak lecieliśmy do Grecji samolotem? – No pamiętam – To trwało 2 godziny. No to do Nowego Jorku jest 12 godzin samolotem. – Wow, jak daleko! I krzywizna nie ma nic do niczego.

    http://mrw.blox.pl/2012/12/Analogowo.html#comment-11846790

    …czy raczej reszta lokalnych łosiów?

    Poza tym zalecałbym ostrożność. To są tylko dzieci. Tymczasem „He Who Walks Behind the Rows” obudził się i pierdoli w takie słowa:

    Zamieszki w Londynie i olimpijskie widowisko Danny Boyle’a sprawiły, że już nie ma siły – ta piosenka zawsze mi się przypomina, gdy ktoś mnie prosi, żebym napisać „coś o Anglii”.

    Omal się nie udlawiłem ze śmiechu wizualizując sobie, jak te wszystkie emerwy, królowenocy i inne cześćjacki wołają za nim: „Wojtku, Wojtku, a napisałbyś #cośoanglii”.

    http://wo.blox.pl/2012/12/Zadzwonmy-po-Robin-Hooda.html

  101. hlb
    27/12/2012 o 10:00 pm

    Właściwie tą notką Wojtek sam zaprasza, żebyśmy sporządzili ranking od czapy jego najgłupszych notek i felietonów AD.2012.

    Ta, w której robi analizę sytuacji społecznopolitycznej w Londynie na podstawie darmowej gazety znalezionej w lobby hotelu na pewno będzie wysoko. Przynajmniej na mojej liście.

    Dorównał jej tylko Migalski analizując rozwój Azji południowo-wschodniej z wykorzystaniem wiedzy wyniesionej z treningów kiokuszinu.

  102. adas
    28/12/2012 o 12:59 am

    Dzięki, Brain.

    Braciszkowie Sisters tak baardzo baardzo fajni? Bo jeśli Czarne zostawi oryginalną okładkę (z tego co wiem – zostawi), to mam straszną ochotę się szarpnać na to.

  103. armatus
  104. cyncynat
    28/12/2012 o 3:18 am

    Wlasnie wrocilem ze swojego tradycyjnego swietowania Bozego Narodzenia – czyli wielodniowego lazenia po dziczy, gdzie ani Glos Pana ani Dobra Nowina mnie nie maja szansy dosiegnac. Wrocilem wyglodzony i chlonny lolkontentu i juz nadrabiam zaleglosci. Dariusz Kwiecień jest fajny, ten nienarodzony flejm u mrw – slaby, a Wojtka zmagania z prawem docenic nie potrafie, bo na prawie znam sie gorzej od niego (ale wciaz mam nadzieje, ze kogos zbluzgal i zbanowal – taka prosta rozrywka tez jest dla mnie).

    O ksiazkach moge opowiedziec tylko o tej, ktorej nie przeczytalem. Zona na szlak zabrala „Dorian” Willa Selfa. Tez probowalem to przeczytac, ale to straszna slabizna. Na pierwszej stronie mnie zniesmaczyl, zanim dotarlem do piatej juz bylem wkurwiony, a po kolejnych siedmiu podziekowalem. Ksiazka pozniej wcale nie staje sie lepsza – zona zmogla calosc i cytowala co bardziej beznadziejne kawalki. Na cale szczescie mialem ze soba http://www.amazon.com/Classical-Descriptive-Theory-Graduate-Mathematics/dp/0387943749

    BTW czy ktos juz mial do czynienia z tym W. Selfem? Jakies nagrody zgarnac juz zdazyl – http://en.wikipedia.org/wiki/Will_Self , ale pisze koszmarnie.

  105. cyncynat
  106. cyncynat
    28/12/2012 o 7:50 am

    No dobra, sam sobie lolkontent znalazlem. Wojtek o literaturze! Tadam: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,12821764,Czarno_szary_swiat_J_K__Rowling.html

  107. hlb
    28/12/2012 o 9:50 am

    @cyncynat,

    Jeśli nie znasz Willa Selfa, to mogę podejrzewać, że nie mieszkasz jednak w żadnym kraju The Commonwealth (note to self: sprawdzić, czy nie Nowa Zelandia). Self jest difoltowym pisarzem londyńskim. Pisarzem w rozumieniu krakoskim, rzecz jasna.

    Jest bezpośrednią alternatywą do Stevena Fry. Choć Fry jest mniej pisarzem w rozumieniu krakoskim, bardziej reprezentuje szkołę warsiaską.

    Jak nie dostałęś pod choinkę S.Fry, to znaczy że dostałeś W.Selfa. Lub odwrotnie. Zresztą podobnie z gustami: jeśli nie podchodzi ci Will Self to prawdopodobnie wolisz Fry.

    Self jest bardzo fajnym felietonowym (m.in. The Independent). W Polsce ta szkoła felietonu już chyba zanikła. Nie wiem, może Pilch kiedyś. Może ten mały rumiany Piątek z KP. Powiększone o sławę pisarza wyrzuconego z samolotu za kokainę na desce klozetowej.

    Ale „Tough Tough Toys” czy „How the Dead Live” wspominam dobrze. Choć „Doriana” nie znam.

  108. cyncynat
    28/12/2012 o 9:56 am

    Na cale szczescie Fry nie pisze, choc tez ma slabosc do Wilde. Ale komediantem byl niezlym. Gdy stal obok Lauriego.

  109. hlb
    28/12/2012 o 9:57 am

    cyncynat :
    No dobra, sam sobie lolkontent znalazlem. Wojtek o literaturze! Tadam: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,12821764,Czarno_szary_swiat_J_K__Rowling.html

    O’kuffa! Zuo uczyniłeś urlem swym. Pierwszego trupa mamy już na początku:

    „Pierwszą powieść dla dorosłych pióra J.K. Rowling, autorki cyklu o Harrym Potterze, należy smakować powoli.”

    Należy? Smakować? Like, wot? Powoli? Na którym, kurwa, wydziale chemii uczą takiej grafomanii?

    Do tego pierwszego trupa wkrótce dołączają kolejne:

    „Gdy to czytałem, przypominał mi się angielski serial ‚Morderstwa w Midsomer’.”

    Wojtek. Człowiek, którego motto brzmi: „Znam kilka piosenek Kleszów, więc nie nie ucz mnie co to Anglia, dziwko”.

  110. cyncynat
    28/12/2012 o 9:58 am

    No dobra, here comes Will Self: „Dorian’s penis was red, curved and gnarled with veins like the dagger of some alien warlord.”

  111. hlb
    28/12/2012 o 9:59 am

    cyncynat :
    Na cale szczescie Fry nie pisze.

    Oj, to ty musisz jednak być z Nowej Zelandii i nigdy nie byłeś w londyńskiej księgarni przed Świętami :-D

    http://www.amazon.co.uk/s/ref=nb_sb_noss_2?url=search-alias%3Dstripbooks&field-keywords=steven+fry

  112. hlb
    28/12/2012 o 10:02 am

    ofc, Stephen. Jetlag. Dżebany.

  113. cyncynat
    28/12/2012 o 10:02 am

    Ale on fiction pisze? Chociaz nie, wole nie wiedziec.

  114. hlb
    28/12/2012 o 10:05 am

    Tu masz blogasia Selfa.

    http://will-self.com/category/wills-blog/

    To znaczy, on tam trzymał swoje felietony z różnych gazet. A latem zaczął spisywać sny. Ale mu coś pompka do blogowania pękła. Pewnie usłyszał o blogu Pisarza Coryllusa i uznał, że w tej konkurencji nie da rady.

  115. hlb
    28/12/2012 o 10:07 am

    cyncynat :
    Ale on fiction pisze? Chociaz nie, wole nie wiedziec.

    Który Fry czy Self? Self pisze fiction upozowaną na non-fiction. Fry non-fiction przypominającą fiction. Fry ma więcej beżowych marynarek i okazał się w pewnym momencie najważniejszym twiterem Królestwa.

    Jeśli twoja cioicia czasem wzdycha do felietonów Walldorfa, to kup jej Stephena Fry.

  116. cyncynat
    28/12/2012 o 10:14 am

    hlb :

    cyncynat :
    No dobra, sam sobie lolkontent znalazlem. Wojtek o literaturze! Tadam: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,12821764,Czarno_szary_swiat_J_K__Rowling.html

    O’kuffa! Zuo uczyniłeś urlem swym. Pierwszego trupa mamy już na początku:
    “Pierwszą powieść dla dorosłych pióra J.K. Rowling, autorki cyklu o Harrym Potterze, należy smakować powoli.”
    Należy? Smakować? Like, wot? Powoli? Na którym, kurwa, wydziale chemii uczą takiej grafomanii?

    To tylko taka delikatna sugestia Wojtka, ze ksiazki nalezy czytac w calosci, a nie skakac od akcji do dialogu do akcji. To nie jest wcale taka oczywista sprawa, zwlaszcza dla wielbicieli scifi.

  117. 28/12/2012 o 10:18 am

    hlb :
    http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2012/dec/26/my-inner-anarchist-lost-out-bourgeois?CMP=twt_gu

    Wiadomo, anarchia kończy się zawsze na kolesiach z pitt bullami, albo na tych, którzy odstawili tabletki http://www.wired.com/opinion/2012/12/a-eulogy-for-occupy/all/

    adas :
    Dzięki, Brain.
    Braciszkowie Sisters tak baardzo baardzo fajni?

    Tak, bardzo przyzwoita rozrywa, idealna żeby się walnąć w połednie na wyro z jakimś piciem i przyjemnie spędzić czas do wieczora. Z najbliższych skojarzeń – Mały, Wielki Człowiek Bergera, tylko bez epickiego rozmachu, za to z lepszymi dialogami. Premierowo może bym nie kupował, bo pewnie znowu se wymyślą 40 pln na okładce, ale jak spadnie do przecen to bez wahania.

    hlb :

    Ale “Tough Tough Toys” czy “How the Dead Live” wspominam dobrze. Choć “Doriana” nie znam.

    I Book of Dave, bo już nie napisał niczego lepszego. I ten drobiazg o lasce z chujem i sportowcu z pizdą – Cock and Bull. I Wielkie Małpy, najlepiej po polsku, żeby wiedzieć, dlaczego nikt w Polsce nie wie o Selfie i raczej w najbliższych latach nie będzie ryzykował wydawania. I ten piękny wywiad – http://www.epigram.org.uk/2012/01/will-self-interview-the-olympics-suck/

  118. hlb
    28/12/2012 o 10:21 am

    cyncynat :
    To tylko taka delikatna sugestia Wojtka, ze ksiazki nalezy czytac w calosci, a nie skakac od akcji do dialogu do akcji. To nie jest wcale taka oczywista sprawa, zwlaszcza dla wielbicieli scifi.

    Ee, IMO interpretujesz mu na korzyść. BTW, Wojtek poważnie zaczął pisać Coryllusem. Cojapacz taki wyrywek:

    „Tak mniej więcej wyglądają szacowni mieszczanie z Pagford. Książka wprawdzie traktuje o wyborach, ale nie pojawiają się w niej partyjne etykietki. ”

    szacowni mieszczanie?
    wprawdzie traktuje?
    partyjne etykietki?

    O’kurwa. po tym jak Agora obcieła temu Wojtku paczki żywnościowe na Święta, obciełą mu też redaktoru. Czy choćby koleżankę z sąsiedniego kjubikla w charakterze prófrideru.

  119. hlb
    28/12/2012 o 10:23 am

    @Marceli

    Rzeczywiście „Apes” są fajne. The Book of Dave zacząłem, nie skończyłem. Co zrobisz, jeden ma ACDC w suchafce, drugi ADHD w gowie.

  120. cyncynat
    28/12/2012 o 10:26 am

    Niech ktos pochwali Doriana, a nie ksiazki, ktorych nawet nie probowalem nie czytac. Wtedy bede mial kogos do pohejtowania.

  121. cyncynat
    28/12/2012 o 10:30 am

    Ten felieton Wojtka jest o tyle niedobry, bo traktuje o ksiazce, ktorej nigdy nie przeczytam.

  122. 28/12/2012 o 10:34 am

    hlb :
    @Marceli
    Rzeczywiście “Apes” są fajne. The Book of Dave zacząłem, nie skończyłem. Co zrobisz, jeden ma ACDC w suchafce, drugi ADHD w gowie.

    +350 wymyślonych słów na stronę. A Apes są oczywiście fajne,pod warunkiem, że nie miała ich w swoich rekach wczesniej Mirosław P. Jabłoński, tłumacz równie wybitny jak powieściopisarz: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/108676/duch-czasu
    (opis z biblionetki nie oddaje w pełni, ale jestem przekonany, że na pewno chcesz przeczytac powieśc o kolesiu, który wyrusza z misją wydupczenia ostatniej polarnej niedźwiedzicy, by znaleźć odkupienie dla ludzkości za eko-katastrofy)

  123. 28/12/2012 o 10:36 am

    cyncynat :
    Niech ktos pochwali Doriana, a nie ksiazki, ktorych nawet nie probowalem nie czytac. Wtedy bede mial kogos do pohejtowania.

    Wrzuć sobie pierwsze 10 stron Cock and Bull, będziesz miał znacznie więcej do hejtowania niż ‚alien penis’

  124. cyncynat
    28/12/2012 o 10:47 am

    Marceli Szpak :

    cyncynat :
    Niech ktos pochwali Doriana, a nie ksiazki, ktorych nawet nie probowalem nie czytac. Wtedy bede mial kogos do pohejtowania.

    Wrzuć sobie pierwsze 10 stron Cock and Bull, będziesz miał znacznie więcej do hejtowania niż ‘alien penis’

    Ale nie ma w tym za wiele do hejtowania, to jest typowa verbal diarrhea. W Doriania on najebal „kwiecistych” porownan po 10 na strone, wszystkie sa losowe tlumaczenia google translatorem polskich blogow.

  125. 28/12/2012 o 10:55 am

    cyncynat :

    Ale nie ma w tym za wiele do hejtowania, to jest typowa verbal diarrhea. W Doriania on najebal “kwiecistych” porownan po 10 na strone, wszystkie sa losowe tlumaczenia google translatorem polskich blogow.

    no to standard, niczego innego się po nim raczej nie należy spodziewać. Czasem jeszcze do tego znęca się nad angielskim jak rzeźnik-lingwista – Book of Dave jest tak napisane, żeby nawet anglojęzyczni od urodzenia nie rozumieli pierwszej połowy książki, bo Self se wymyslił, ze napisze to czymś pomiędzy Burgessem, Joycem i Tatianą Tołstoj.

  126. vHF
    28/12/2012 o 12:17 pm

    vHF :
    Ano poszedłem, i taki skromny ofiarunek mam dla kolegów:
    http://mrw.blox.pl/2012/12/Analogowo.html#ListaKomentarzy

    Widzę, że namieszałem. Nie chodziło mi o komentarze, ale o samą notkę. Po prostu urzekła mnie na chwilę ta zachodniopomorska saudade.

    Bóg zapłać za wojtkową recenzję. Wojtka-recenzenta lubię i to bardzo, bo on o książkach zawsze pisze naprzeciw konsesusowi i trendom. Zazwyczaj wynika to z nieznajomości tychże, ale tym razem wojtek jest świadom istniejących recenzji. Na szczęście potrafi je wyjaśnić tak zdroworozsądkowo i błyskotliwie: zjebali książkę bo czytali za szybko i pogubili trupy! Ale fear not, wojtek czyta uważnie i każdego trupa nam oflaguje. I jeszcze ta fraza: „Niemalże czekałem…” Tak jak cyncynat, żałuję że nie przeczyta(łe)m tej książki.

    A padłem dokumentnie tu:

    Wybór tak wielu bohaterów to nie jest tylko kwestia kompozycji powieści. To jej ukryte przesłanie. Rowling pokazuje, że wbrew hipokryzji, która w społeczeństwie zawsze idzie w ślad za podziałami klasowymi, wszyscy żyjemy w sieci społecznych powiązań.

    I oświadczam: jeśli wojtek wyda zbiorek swoich recenzji, czy to drukiem czy apką, to się dam zmonetyzować po łokieć.

    Nawiasowo polecam tłumaczenie tytułu: „Casual vacancy” na „Trafny wybór”.

  127. hlb
    28/12/2012 o 2:04 pm

    Marceli Szpak :

    hlb :
    @Marceli
    +350 wymyślonych słów na stronę. A Apes są oczywiście fajne,pod warunkiem, że nie miała ich w swoich rekach wczesniej Mirosław P. Jabłoński, tłumacz równie wybitny jak powieściopisarz:

    Tak mnie zachęciłeś, że nie kliknąłem. Boję się. Żli tłumacze potrafią wyrządzić więcej szkód niż miny przeciwpiechotne. Szczególnie, że Will Self należy do bardzo brytyjskiej (amerykanie nie mają tego genu) szkoły gawędziarskiej, która akurat jest jedną z tych rzeczy za które lubię moją Macochę-DrugoOjczyznę.

    Jest to szkoła która polega po pierwsze na tym, żeby umieć mieć ranta na dowolnie wybrany temat, ale nie z powodu szczególnego zaangażowania po jakiejkolwiek stronie, ale z powodu tego, że dobry rant lepiej klei dyskusję niż dobry komplement.

    Po drugie, brytyjska szkoła gawędziarska polega na tym, żeby używać języka twórczo wulgarnego. Tutaj znowu Amerykanie nie mają odpowiedniego genu, więc zwykle sięgają po fillery. Tymczasem gawędziarz z Wysp zawsze obrazi cię w sposób oryginalny i pełen specyficznej poezji. Przy czym, w rzeczywistości nie będzie chodzić o to, żeby cię obrazić, tylko – patrz poprzedni akapit.

    No i ta specyficzna szkoła gawędziarska zazwyczaj drastycznie słabo wypada po polsku, szczególnie kiedy tłumacz, wzorem Wojtka, wszystko co potrzebuje wiedzieć o Anglii zna z „Rock The Casbah” Kleszuf.

    vHF :

    vHF :
    Bóg zapłać za wojtkową recenzję. Wojtka-recenzenta lubię i to bardzo, bo on o książkach zawsze pisze naprzeciw konsesusowi i trendom. Zazwyczaj wynika to z nieznajomości tychże, ale tym razem wojtek jest świadom istniejących recenzji. Na szczęście potrafi je wyjaśnić tak zdroworozsądkowo i błyskotliwie: zjebali książkę bo czytali za szybko i pogubili trupy! Ale fear not, wojtek czyta uważnie i każdego trupa nam oflaguje. I jeszcze ta fraza: “Niemalże czekałem…” Tak jak cyncynat, żałuję że nie przeczyta(łe)m tej książki.
    A padłem dokumentnie tu:

    Wybór tak wielu bohaterów to nie jest tylko kwestia kompozycji powieści. To jej ukryte przesłanie. Rowling pokazuje, że wbrew hipokryzji, która w społeczeństwie zawsze idzie w ślad za podziałami klasowymi, wszyscy żyjemy w sieci społecznych powiązań.

    I oświadczam: jeśli wojtek wyda zbiorek swoich recenzji, czy to drukiem czy apką, to się dam zmonetyzować po łokieć.
    Nawiasowo polecam tłumaczenie tytułu: “Casual vacancy” na “Trafny wybór”.

    Wojtek… Gdyby litaratura nie doznała Wojtka, jakiś zacny chemik musiałby go nam czym prędzej zsyntetyzować i odlać tę właściwą frakcję do kuwety. Czy menzurki? Czy do czego tam na chemii odlewają ten kamień filozoficzny, z którego robi się felietonowych.

    Tytuł – też zauważyłem. :) Z cyklu „Wirujący Seks” a.k.a „Dirty Dancing”.

  128. hlb
    28/12/2012 o 2:04 pm

    Tradycyjne zjebanie tagów udokumentowało, że to mój komeć, nie podróbka.

  129. 28/12/2012 o 2:34 pm

    pierwsze zdanie o tym, żeby czytać w fotelu mnie rozjebało, wojtek chyba wstęp przepisał z recenzji syna w jakieś podwarszafskiej gimbusiarni.

  130. otto
    28/12/2012 o 5:00 pm

    z parówkowego, ale relacja godna uwagi o tym, jak w Krakowie odbył się Miedzynarodowy kongres praw człowieka
    http://kwiatkowska.natemat.pl/44859,prawa-czlowieka-po-polsku

  131. hlb
    28/12/2012 o 5:09 pm

    galopujący major :
    pierwsze zdanie o tym, żeby czytać w fotelu mnie rozjebało, wojtek chyba wstęp przepisał z recenzji syna w jakieś podwarszafskiej gimbusiarni.

    Fotel i „lektura w fotelu” jest skutkiem tego, że Wojtek niechcący chciałby być Stephenem Fry polskiej felietonistyki. Żyć z książek, które ludzie ludziom zgotowali pod choinkę.

    Tylko, że nie ma na to chuja, aby się Wojtkowa centralna fantazja spełniła. Bo Stephen Fry jest sympatyczny a Wojtek śmiszny. I Fry pisze erudycyjne opowiastki o tym, jak mu przemókł but. Co niechybnie doprowadza pociąg jego myśli do małego glosariusza terminów poetyckich albo czegoś podobnego.

    Nawet jak go nie czytam, Fry znaczy, to go za taki przyjemny, choć beżowy, pociąg myśli lajkuję. NB, wszyscy tak mają, stąd wysoka sprzedaż jego książek na prezenty.

    A Wojtka pociąg myśli to zazwyczaj takie pekape myśli. Opóźniony, zacznie od ostrygi z grilla. Potem wtoczy się za górkę rozrządową i tam zatrzyma się na kompletnie niezrozumiały postój przy jego ulubionym „Lem to przewidział”. A dalej jest już tylko turkotanie po bezdrożach bieda-marksizmu. I stacja końcowa w #totakjakwcyberpanku.

    To jest lukrowany chuj, nie erudycja.

  132. vHF
    28/12/2012 o 5:15 pm

    otto :
    z parówkowego, ale relacja godna uwagi o tym, jak w Krakowie odbył się Miedzynarodowy kongres praw człowieka
    http://kwiatkowska.natemat.pl/44859,prawa-czlowieka-po-polsku

    Dziękuję Ci, dobry człowieku.

  133. 28/12/2012 o 6:00 pm

    Dzisiaj w Wyborczej niemal 1/3 tekstu o Hobbicie (dwie wielkie szpalty) wojtka dotyczy sporów prawnych z korpo o prawa do Tolkiena, gdzie nawet ssie palucha kto za co w objętej tajemnicą ugodzie zapłacił, jaki będzie wynik procesu.

    Warzecha lewicowej publicystyki.

  134. vHF
    28/12/2012 o 6:15 pm

    Lynk?

  135. 28/12/2012 o 6:22 pm

    w papierze

  136. vHF
    28/12/2012 o 6:39 pm

    Jak nie na fejsbuku to na papierze. Pierdolę taki interes.

  137. 28/12/2012 o 6:55 pm

    vHF :
    Jak nie na fejsbuku to na papierze. Pierdolę taki interes.

    Takie czasy. :P

  138. hlb
    28/12/2012 o 7:11 pm

    DoktorNo :

    vHF :
    Jak nie na fejsbuku to na papierze. Pierdolę taki interes.

    Takie czasy. :P

    Upadek prasy papierowej nie polega na tym, że jest wielkie dup. On polega na tym, że Orliński, Warzecha czy Wojewódzki są nowymi Stommami, Passentami czy Toeplitzami. Smutek i żal. Nawet zimowych butów na lato tym się nie godzi wypychać.

  139. hlb
    28/12/2012 o 7:37 pm

    On a more positive note – jedyny felietonowy jakiego zdarza mi się przeczytać po polsku i lubić to włąśnie ten wesoły rumiany Piątek z KP. Nie powiem, że „czytam go”, bo woggle do KP zaglądam tak raz na kwartał, jak mi ktoś coś podsunie, albo jak mi się przypomni. Ale jak już se kliknę, to nie czytam nikogo innego tylko właśnie jakiegoś jednego Piątka se dziabnę.

    Tak teraz ubawił mnie tym:
    http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20121214/polske-napisal-sofokles

    Synek ma flow. I nawet jak czasem coś gupiego palnie, to mu to z miejsca wybaczam. Bo i tak myśli ma cwane i fajnie pozapisywane. Niestety, jeden Piątek wiosny nie czyni. Reszta polskojęzycznych to same Wojtki, Warzechy albo inne ziemkiewiczoidalne smęty.

  140. użytek prawie dozwolony
    29/12/2012 o 3:28 pm

    galopujący major :
    w papierze

    Jest, wczoraj nawet wisiał na SG wyborcza.pl:
    http://wyborcza.pl/piatekekstra/1,129868,13111324,Jak_Tolkien_sprzedal__Hobbita___zeby_zaplacic_podatki.html

    ZaPianowany, więc:

    „Jeśli istnieje życie pozagrobowe, to Tolkiena trafił szlag po raz drugi już po tamtej stronie, gdy zobaczył Jacksonowskiego „Hobbita”. A już na pewno dobiły go niedawno zestawy Lego, gry komputerowe i aplikacje społecznościowe z motywami ze Środziemia
    Nie mielibyśmy dzisiejszej hobbitomanii, gdyby nie wysokie podatki, którymi w latach 60. laburzyści gnębili ówczesnych mistrzów brytyjskiej popkultury. Tylko problemy z fiskusem były w stanie skłonić J.R.R. Tolkiena do sprzedaży praw do ekranizacji jego książek.

    Finansowe problemy zamożnych ludzi zawsze mają w sobie nutkę komizmu, spróbujmy jednak wczuć się w niewesołą sytuację autora „Hobbita” i „Władcy pierścieni” pod koniec lat 60. W roku 1959 w wieku 67 lat Tolkien przeszedł na zasłużoną emeryturę i prowadził życie równie skromnie jak przedtem, gdy wykładał literaturę angielską na Oksfordzie.

    Do roku 1965 nawet do głowy by mu nie przyszło, że jego „Władca pierścieni” może być popkulturowym bestsellerem. Brzydził się popkulturą, nie interesował się literaturą fantastyczną. Swoją baśniową krainę, Śródziemie, wymyślił jako ćwiczenie filologiczne, by uzupełnić w języku angielskim lukę, jaką był brak odpowiednika nordyckich eposów w rodzaju fińskiej „Kalewali”.

    Wydany w 1937 roku „Hobbit” cieszył się wprawdzie pewną popularnością – sprzedawał się na tyle dobrze, że wydawca zamówił dalszy ciąg – ale nie był jeszcze międzynarodowym bestsellerem. Raczej stosunkowo popularną książką dla dzieci, jakich co roku wychodzi wiele.

    Po pierwszym rozdziale „Władcy pierścieni” zatytułowanym „Zabawa z dawna oczekiwana” można się jeszcze domyślać, że miał to być dalszy ciąg książki dla dzieci, równie beztroski jak „Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Ot, do wioski hobbitów przyjeżdża Gandalf, robi cudowny pokaz fajerwerków, a figlarny Bilbo zaskakuje wszystkich, znikając.

    W trakcie pisania jednak Europa zaczęła zmierzać w stronę kolejnej wielkiej wojny. Tak jak całe „stracone pokolenie”, do którego należał, Tolkien miał żywo w pamięci wspomnienie poprzedniej wojny. Okopów nad Sommą się nie zapomina.

    Zbawcze wszy

    Życie Tolkienowi ocaliły wszy. W roku 1916 po kilku miesiącach na froncie nabawił się gorączki okopowej, trafił do szpitala, a potem został zdemobilizowany jako trwale niezdolny do służby. Gdyby nie to, prawdopodobnie zginąłby w jednej z bitew na wyniszczenie tak jak większość jego kolegów ze szkoły czy z wojska. Za to trapiony gorączką, śmiertelnie przerażony i wycieńczony Tolkien zaczął uciekać wyobraźnią do nieistniejącej krainy. To był skuteczny sposób na ratunek przed szaleństwem.

    Dopiero wiele lat później, podczas uniwersyteckich rozważań nad średniowieczną angielszczyzną i „Beowulfem”, jedyną namiastką eposu w tym języku, nibylandia z wyobraźni Tolkiena zaczęła się krystalizować jako fikcyjna kraina ze swoimi dynastiami, mapami i legendami.

    Tolkien zawsze sprzeciwiał się wulgarnemu alegoryzmowi w literaturze. Do rozpaczy doprowadzały go strywializowane recenzje, które w Sauronie widziały alegorię Stalina czy Hitlera, a pierścień elfów zrównywały z bombą atomową.

    Przeciwko jednej alegorycznej interpretacji Tolkien jednak nie zgłaszał zastrzeżeń. Dzielni hobbici nieszukający rozrywek bardziej wyrafinowanych od palenia fajki, uprawiania ogródka i śpiewania wesołych piosenek – którzy jednak mimo to bez wahania potrafią jechać na drugi koniec świata, by ryzykować życie w wojnie o losy całego świata, byli alegorią brytyjskich żołnierzy wysyłanych na odległe fronty.

    Kiedy więc koszmar wojny światowej zaczął się powtarzać, Tolkien skręcił „Władcą pierścieni” w zupełnie innym kierunku. Zamiast beztroskiej książki dla dzieci napisał głęboki moralitet pełen smaczków, które może docenić tylko dorosły – a do tego z wątkami, które zwyczajnie nie nadawały się dla dzieci rozmiłowanych w „Hobbicie”.

    Nawet dla dzisiejszych dzieci zahartowanych na grach komputerowym sceny z Nazgulami – sługami Saurona, który opanował kiedyś dusze ludzkich królów i utrzymuje ich w stanie między życiem a śmiercią jako wysłanników do zadań specjalnych – albo scena błąkania się Sama i Frodo przez bagna na pograniczu Mordoru, w których kryją się upiory żołnierzy poległych w dawnej bitwie, będą zbyt przerażające.

    Tolkien dla starszaków

    Nigdy dość podkreślania, że tylko „Hobbit” nadaje się dla dziatwy szkolnej, „Władca pierścieni” to jednak raczej rozrywka dla starszaków.

    W rezultacie wydawca zamiast książki dla dzieci dostał dzieło pięć razy grubsze, niż zamówił, a do tego pełne map, wierszy i tekstów w nieistniejącym języku, a że dostał to kilkanaście lat po terminie – to już w tej sytuacji drobiazg.

    Zresztą kopertę z maszynopisem od Tolkiena otwierał już zupełnie inny wydawca. Stanley Unwin, który zamówił „Hobbita” i dalszy ciąg, zdążył przejść na emeryturę. Nigdy jednak nie zrezygnował z planów wydania tej książki, prowadził z Tolkienem korespondencję na temat postępu prac. Pisarz, jak to oni mają w zwyczaju, regularnie zapewniał, że książka będzie gotowa najdalej w przyszłym roku.

    W 1951 r. rolę Stanleya Unwina w wydawnictwie Allen & Unwin przejął jego syn Rayner. Kiedyś to pozytywna opinia 10-letniego Raynera Unwina skłoniła ojca do wydania „Hobbita”.

    Nawiasem mówiąc, ta opinia będąca pierwszą recenzją w bogatych dziejach tolkienistyki brzmiała: „Książka powinna się spodobać dzieciom w wieku od 5 do 9 lat”. To znamienne, że pisał ją dziesięciolatek, który najwyraźniej dawał w ten sposób do zrozumienia, że sam się czuje już trochę za stary na bajki o dziwnych stworkach, które kradną skarb złemu smokowi.

    Ten sam Rayner w 1951 roku dostał do czytania „Władcę pierścieni”. Był początkującym redaktorem, miał 26 lat. Nie wiedział, co z tym fantem zrobić.

    Książka bardzo mu się spodobała, ale wydawała się absolutnie niesprzedawalna. Nie nadawała się dla dzieci, nie nadawała się też dla dorosłych. Zwłaszcza w konserwatywnej Anglii wczesnych lat 50. trudno było sobie wyobrazić dorosłego dżentelmena rozczytanego w książce o elfach i krasnoludach.

    Dziś oczywiście dokładnie wiemy, na jakiej półce w księgarni ułożyć takie książki. Gdzieś między „Grą o tron” a „Światem dysku” czy innymi bestsellerowymi sagami fantasy. Ale one wszystkie przecież istnieją tylko dzięki Tolkienowi, który mimowolnie stworzył nowy gatunek literatury popularnej.

    Tolkien brzydził się pieniędzmi i ludźmi, dla których mają one wielkie znaczenie. W rozdziale „Porządki w Shire”, który w całości wypadł z filmowej adaptacji, dzielni hobbici wracający do domu po zwycięskiej wojnie odkrywają, że ich własna kraina pod ich nieobecność została opanowana przez chciwego Lotho Sackville-Bagginsa. Ten postanowił zerwać z nieco autarkiczną gospodarką Shire, zaczął handlować na wielką skalę z Isengardem opanowanym przez złego Sarumana. Dokonał przemysłowych inwestycji w Shire, które jednak przyniosły wszystkim nędzę, a bogactwo tylko samemu Lotho. Bohaterowie „Władcy pierścieni” muszą więc na koniec dokonać rewolucji lub kontrrewolucji, w zależności od tego, jak kto chce odczytać tę alegorię.

    To nie jest jedyny smaczek, który wypadł z wersji filmowej, bo – jak wiadomo – musi być ona gładka i uproszczona. Jeśli istnieje życie pozagrobowe, to Tolkiena trafił szlag po raz drugi już po tamtej stronie, gdy zobaczył Jacksonowskiego „Władcę pierścieni”. Jaka w tym ironia, że wątek o pogardzie dla ludzi kierującymi się pieniędzmi został usunięty z adaptacji przez ludzi kierujących się pieniędzmi!

    Dobra literatura tysiaka warta

    Jednak nie takim ludziom Tolkien powierzył swój manuskrypt. Przerażony niesprzedawalnością książki Rayner Unwin wysłał list do ojca, w którym podzielił się wątpliwościami. Mądry, stary wydawca odpisał mu: „Synu, jeśli uważasz, że to jest dobra literatura, możesz na tym stracić tysiąc funtów”.

    Z błogosławieństwem ojca Rayner Unwin opublikował więc sagę jako niskonakładową edycję w twardych okładkach przeznaczoną wyłącznie dla osób interesujących się średniowieczem i eksperymentalną lingwistyką. I tylko w takich kręgach Tolkiena czytano, aż potencjał komercyjny w tych książkach dostrzegł amerykański wydawca Don Wollheim.

    Był przeciwieństwem Unwinów. Nie obchodziła go dobra literatura, zarabiał na chłamie publikowanym w bardzo krzykliwych okładkach (nie musiały być związane z treścią książki, o ile były na nich cycata blondynka albo przynajmniej trupia czaszka).

    W 1964 r. Wollheim zaczął się ubiegać o prawa do druku „Władcy pierścieni” jako paperbacka. Tolkien nie chciał jednak, żeby jego dzieło ukazało się w takiej zdegenerowanej formie. Nie interesowały go złote góry, które obiecywał mu za to Wollheim.

    W rezultacie Wollheim wydał „Władcę pierścieni” piracko. Jego nielegalna edycja z krzykliwymi, kolorowymi okładkami to dziś edytorski rarytas. Tolkienowi nie było jednak do śmiechu. Rad nie rad, pozwolił swojemu wydawcy na opublikowanie legalnego paperbacka w 1966 roku.

    I w ten sposób wbrew swojej woli emerytowany profesor stał się autorem bestsellerów. Było to dla niego wyłącznie źródłem utrapienia. Nie poczuł z tego powodu poprawy poziomu życia, bo po pierwsze – na żadnym dobru konsumpcyjnym mu nie zależało, po drugie – fiskus i tak zabierał mu lwią część honorariów.

    Uświadomił sobie za to, że nagle jego prawa autorskie, które niedługo odziedziczą po nim synowie, stały się warte fortunę. Zła wiadomość. To znaczyło, że fiskus obciąży ich kolosalnym podatkiem spadkowym (zniesionym w Anglii dopiero w 1975). Z czego oni go spłacą? Tolkienowie nie mieli żadnych znaczących oszczędności. Pisarz martwił się, że zrujnuje synów spadkiem wymagającym kosztownej obsługi.

    Tylko dlatego zgodził się na sprzedaż praw do ekranizacji „Władcy pierścieni”. Wydawało mu się, że to jakby sprzedawał swoje prawa do Niderlandów. Swoją powieść uważał za nieekranizowalną. „Łatwiej byłoby nakręcić Odyseję, tam się mniej dzieje, tylko kilka sztormów” – ironizował w wywiadzie.

    Prawa do sfilmowania „Władcy pierścieni” Tolkien sprzedał więc wytwórni United Artists. Osobne porozumienie zawarło z wytwórnią wydawnictwo Stanley & Unwin. By chronić interesy swoich spadkobierców, Tolkien powołał – brytyjskim zwyczajem – fundusz powierniczy.

    Elementem porozumienia było wpłacenie zaliczki w wysokości ćwierć miliona dolarów. Gdy Tolkien dostał gotówkę, uznał, że dzieci są już finansowo zabezpieczone i może opuścić ten padół z czystym sumieniem. Zmarł w 1973 roku.

    Tolkien w kasynie

    Firma United Artists „Władcy pierścieni” ostatecznie nie zrealizowała i pewnie nigdy nie miała na serio takich planów. W Hollywood prawa do ekranizacji bestsellerów kupuje się na wszelki wypadek – na dziewięciu się straci, na dziesiątym się zarobi.

    Prawa kupił w połowie lat 70. kontrowersyjny producent Saul Zaentz. Ten zdobywca kilku Oscarów (m.in. za „Lot nad kukułczym gniazdem”) jest postacią nielubianą w Hollywood, bo jako producent skupia się nie tyle na robieniu filmów, ile na skupowaniu praw, a potem wytaczaniu procesów tym, którzy je naruszają. Jako „posiadacz praw do ekranizacji” Zaentz pozywał więc np. właścicieli kawiarni „Pod głodnym hobbitem” albo pubu udekorowanego „po tolkienowsku”. Do eksploatacji tych praw Zaentz powołał firmę Tolkien Enterprises. Zmienił potem nazwę na Middle Earth Enterprises, żeby nie drażnić rodziny Tolkienów, ale nazwa „Przedsiębiorstwo Śródziemie” dla wielbicieli tej sagi budzi przykre skojarzenie z „Porządkami w Shire”.

    Zaentzowi udało się doprowadzić do realizacji w 1978 r. nieudanej ekranizacji animowanej. Zrealizowano wtedy tylko pierwszą część „Władcy pierścieni” (ciekawostka: doczekała się polskiego dubbingu, wszechobecny w polskim dubbingu Jarosław Boberek był głosem Golluma).

    Peter Jackson, który zawsze marzył o nakręceniu „Władcy pierścieni”, zaczął do tego przymiarki, jeszcze zanim wyjaśniono sprawę praw autorskich – od drugiej połowy lat 90. przygotowywał storyboardy, szkice postaci i koncepcje konkretnych scen. Od początku miał własną, autorską wizję Tolkienowskiego Śródziemia, obficie inspirowaną pięknem naturalnych pejzaży jego rodzimej Nowej Zelandii.

    Porozumiał się w tej sprawie z Zaentzem, ale nie z rodziną Tolkiena, bo Zaentz twierdził, że to niepotrzebne, umowy z 1969 r. pokrywają wszystkie prawa. Film początkowo miała robić niezależna (wtedy) wytwórnia Miramax, ale okazało się, że ta nigdy nie zgromadzi niezbędnych funduszy.

    W ostateczności zawarto skomplikowane, wielostronne porozumienie z należącym do koncernu Warnera New Line Cinema, za to na trzy filmy, a nie – jak początkowo skromnie planowano – tylko dwa. Odniosły oszałamiający sukces, stąd erupcja tolkienomanii, którą obserwujemy od 11 lat.

    Piszę „skomplikowane porozumienie” bez wnikania w szczegóły, bo kto naprawdę na co się umówił, ustalą sądy. W tej chwili każdy pozywa każdego. Jest się o co kłócić – filmy Jacksona przyniosły 3 miliardy dolarów. Jeden promil od tej sumy to 3 miliony. To się aż kusi o to, żeby komuś, komu obiecano w umowie np. 20 proc. od wpływów, wypłacić tylko 15 proc.

    Mniej więcej z takim pozwem wystąpił w 2005 roku Peter Jackson przeciwko New Line Cinema. W odpowiedzi New Line Cinema ogłosiło, że nigdy w życiu już nie nawiąże współpracy z Jacksonem. O tym, ile są ważne deklaracje prezesów korporacji, świadczy fakt, że ten artykuł ukazuje się z okazji premiery kolejnego filmu Jacksona dla New Line Cinema.

    Problem w tym, że „wpływy” to pojęcie pojemne. Te 3 miliardy to tylko sprzedaż biletów w kinach. A przecież dochodzą do tego odtwarzacze domowe, emisje telewizyjne, płyty z soundtrackiem, nie mówiąc już o merchandisingu, czyli koszulkach, figurkach i jednorękich bandytach z podobizną Froda.

    Jackson zażądał prawa do wglądu w księgowość wytwórni. Tego samego zażądał Saul Zaentz przekonany, że jego też New Line oszukuje. Zaentz przypomniał przy tej okazji, że sublicencji na ekranizację „Hobbita” udzielił wytwórni New Line tylko do roku 2009. Jeśli się nie dogadają, prawo wróci do niego.

    Te procesy zamknięto niejawnymi ugodami w latach 2005-07. New Line zapewne po prostu wolało wyłożyć dodatkowe kilkaset milionów, niż ujawniać księgowość.

    We władzy Lotho Bagginsa

    Wtedy jednak na scenę wkroczyli spadkobiercy Tolkiena. Dziś są to: Christopher Tolkien (najmłodszy syn, jedyny żyjący do dzisiaj), Baillie Tolkien (jego druga żona), Priscilla Tolkien (wdowa po najstarszym synu Johnie) i Joan Tolkien (córka średniego syna Michaela, który zmarł jako pierwszy).

    Prawa wydawnictwa Allen & Unwin – które już nie istnieje – należą dziś do giganta Harper Collins (część imperium Murdocha) oraz do niewielkiej spółki Unwin Hyman Ltd. We wspólnym pozwie spadkobiercy pisarza i wydawcy domagają się m.in. 7,5 proc. od wpływów New Line Cinema, a także odszkodowania za straty moralne związane z uzurpowaniem sobie przez Zaentza praw, których mu nigdy nie przekazano.

    Z największą goryczą w pozwie spadkobiercy Tolkiena piszą o jednorękich bandytach z podobiznami postaci z „Władcy pierścieni”. Całkiem słusznie piszą, że to nie licuje z powagą dzieła Tolkiena.

    Czy wygrają proces? Trudno powiedzieć. Umowa z 1969 r. zawierała także prawa do sprzedaży przedmiotów służących promocji filmu. Wtedy oznaczało to drobiazgi w rodzaju długopisów czy koszulek. Teraz to są także zestawy Lego, gry komputerowe, figurki, aplikacje społecznościowe. Sąd będzie musiał ustalić np., czy gra komputerowa na komórki to jeszcze jest „przedmiot”…

    Nie czekając na wyrok, samo zaistnienie tego procesu uznać trzeba za ostateczny dowód, że nie żyjemy w Śródziemiu. Naszym światem nie rządzą idealistyczni Bagginsowie z Bag End, tylko ich wredni, chciwi kuzyni z bocznej linii Sackville. Naszymi bohaterami nie są Bilbo ani Frodo, tylko Lotho Baggins. Nieprzypadkowo z adaptacji Jacksona usunięto jego krytykę…”

  141. 29/12/2012 o 6:19 pm

    Hehe, doczekałem się momentu, w którym to korwinowcy zaczęli lansować prywatyzacje policji:

    http://gps65.salon24.pl/475443,czy-terytorialny-monopol-aparatu-przemocy-jest-niezbedny

    :p

  142. emluby
    29/12/2012 o 8:17 pm

    nie wiem czy to widzieliście
    ale koorwa jest dobre polskatelewizja+polskilans+biznesinternetowy+startap=

  143. jaja
    30/12/2012 o 12:05 am

    „Coś o Anglii” jest.

  144. vHF
    30/12/2012 o 12:24 am

    jaja :
    “Coś o Anglii” jest.

    I nie zawodzi. Czym jest The Guardian nasz przewodnik objaśnia przystępnie przez odniesienie do Ulimatum Bourne’a. Aferę phone hacking, podejrzewam, Blackadderem. Dodatkowo tłomaczy jaka jest ostatnia szansa torysów na wybory 2015 (nie zgadniecie). To jest forma, proszę państwa.

  145. użytek prawie dozwolony
    30/12/2012 o 1:11 am

    vHF :

    jaja :
    “Coś o Anglii” jest.

    I nie zawodzi. Czym jest The Guardian nasz przewodnik objaśnia przystępnie przez odniesienie do Ulimatum Bourne’a. Aferę phone hacking, podejrzewam, Blackadderem. Dodatkowo tłomaczy jaka jest ostatnia szansa torysów na wybory 2015 (nie zgadniecie). To jest forma, proszę państwa.

    Tu masz rozwinięcie. A gdyby ktoś (np. z emigracji, bardziej językowy) zweryfikował te śledztwa, to nie miałbym kompleksa złodzieja kontenta.

    „Rupert Murdoch przez dziesięciolecia był najpotężniejszym człowiekiem w Wielkiej Brytanii. Decydował o wyniku wyborów, namaszczał premierów, z policjantów zrobił swoich szpicli. Powaliła go podłość, na którą jego ludzie pozwolili sobie wobec zamordowanej dziewczynki
    10 lipca 2011 r. w Wielkiej Brytanii ukazał się ostatni numer założonego w roku 1843 tygodnika „News of the World”. Jesteśmy przyzwyczajeni do ostatnich numerów tego czy tamtego pisma, ale ten przypadek był inny.

    Nie spowodowały go złe wyniki. Przeciwnie, ostatni numer rozszedł się w nakładzie 4,5 mln egzemplarzy, a średni nakład w ostatnich miesiącach krążył wokół 2,7 mln.

    Powodem zamknięcia był jeden artykuł, który ukazał się tydzień wcześniej w gazecie sprzedającej zaledwie 210 tys. egzemplarzy. Tyle że „Guardian”, choć niskonakładowy i zagrożony zamknięciem z powodów finansowych, na jednym nie oszczędza – na porządnym dziennikarstwie śledczym. Takim jak seria artykułów Nicka Daviesa o aferze podsłuchowej „News of the World”.

    Ostatnie takie przyjęcie

    Latem 2010 r. wydawało się, że aferę ostatecznie zamieciono pod dywan i multimiliarder Rupert Murdoch, jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi świata, właściciel m.in. „Wall Street Journal”, telewizji i wytwórni filmowej Fox, dopnie wartego 12 mld dol. interesu z premierem Wielkiej Brytanii Davidem Cameronem.

    Premier wraz małżonką byli na przyjęciu, które Murdoch wyprawił w połowie czerwca 2011 r., wstępnie celebrując przejęcie BSkyB – brytyjskiego de facto monopolisty na telewizję satelitarną, w którym Murdoch ma główny, ale mniejszościowy pakiet. Do zakupu całości potrzebował zgody rządu.

    Od czasów Margaret Thatcher brytyjscy premierzy traktowali prośbę Murdocha jako polecenie. Kto robił inaczej, szybko przestawał być premierem. Partia, która miała przeciwko sobie Murdocha, nie wygrała w Wielkiej Brytanii od 1979 r., dlatego na przyjęciu był też lider opozycji Ed Miliband.

    Byli też Andy Coulson, były naczelny „News of the World” i do niedawna szef zespołu prasowego premiera Camerona, oraz Rebekah Brooks, szefowa brytyjskich wydawnictw prasowych Murdocha. Dwa tygodnie później, po artykule „Guardiana”, Brooks i Coulson zostaną aresztowani, a politycy zaczną się dystansować od Murdocha i potępiać projekt przejęcia BSkyB, który w końcu upadł.

    Sprawcą tej przemiany był zbliżający się do sześćdziesiątki Nick Davies, niepozorny siwowłosy dziennikarz niepojawiający się na takich przyjęciach. Davies uprawia dziennikarstwo w starym stylu. Umowa zobowiązuje go tylko do dostarczenia w ciągu roku „dwudziestu czterech pogłębionych artykułów lub ich odpowiednika”.

    Kolano księcia Walii

    Ta afera zaczęła się od plotek o celebrytach. W listopadzie 2005 r. w „News of the World”, w plotkarskiej rubryce „Blackadder” („Czarna żmija”), ukazała się kpina z księcia Williama, który nadwerężył więzadło w kolanie z powodu „kopnięcia dziesięciolatka” na treningu piłki nożnej.

    Wewnętrzne pałacowe śledztwo ustaliło, że jedynym źródłem informacji brukowca mogły być nagrania w poczcie głosowej księcia. Przypadki włamywania się do skrzynek poczty głosowej sławnych ludzi odnotowywano wcześniej, ale policja to lekceważyła.

    Nie mogła jednak zignorować zgłoszenia rodziny królewskiej. Wielka Brytania była świeżo po zamachach z 7 lipca 2005 r. i niejawne informacje o ruchach rodziny królewskiej mogły służyć nie tylko brukowcom. Scotland Yard niechętnie wszczął dochodzenie.

    Dlaczego niechętnie? Jak wykazały późniejsze śledztwa, londyńska policja od dobrych 20 lat żyła w niezdrowej symbiozie z imperium Murdocha. Jej szef Paul Stephenson został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska tydzień po wydaniu ostatniego numeru „News of the World”.

    W 1986 r. Murdoch, świeżo upieczony brytyjski obywatel i właściciel zarówno szacownego „The Times”, jak i brukowych „The Sun” i „News of the World”, złamał potęgę związków zawodowych, przenosząc swoje działania z uzwiązkowionej Fleet Street do nowej siedziby w podlondyńskim Wapping.

    Dwadzieścia lat symbiozy

    Murdoch szykował się do tej bitwy od dawna. Budowany w tajemnicy kompleks w Wapping był zaprojektowany jak forteca, otoczony murem i drutem kolczastym. Murdoch od początku budował też bliskie relacje z policją – jej oficerowie mogli liczyć na lukratywne zamówienia na pisanie autobiografii i felietonów, z kolei dziennikarze od Murdocha często dostawali pracę w policyjnych służbach prasowych.

    Przez ponad 20 lat dziennikarze i policjanci pomagali sobie w karierach, wymieniając się materiałami od informatorów i kryjąc się nawzajem. A ich szefowie spotykali się w ekskluzywnych restauracjach, wtajemniczając się w swoje plany.

    W rezultacie w brukowcach Murdocha dziennikarz wolał złamać prawo, niż rozczarować kierownictwo – zwłaszcza kapryśną i apodyktyczną Rebekah Wade (do 2009 r. posługiwała się panieńskim nazwiskiem). O tym, jak traktowała podwładnych, krążą legendy. W 2001 r. uznała początkującego dziennikarza za sobowtóra Harry’ego Pottera. Zażądała więc od niego sądowej zmiany nazwiska na „Harry Potter” i chodzenia na co dzień w stroju młodego czarodzieja. Wyrzuciła go za przyjście do pracy bez kostiumu 11 września 2001 r.

    Od dziennikarzy zajmujących się celebrytami żądała świeżych plotek, obojętne, w jaki sposób zdobytych. Tym, którzy dostarczali dobre materiały, rozliczała bez pytania wydatki gotówką „dla konsultantów”. Nic więc dziwnego, że sięgali po „prywatnych detektywów” działających niekoniecznie zgodnie z prawem.

    Rubrykę „Czarna żmija” prowadził Clive Goodman. Policja szybko odkryła, że do poczty głosowej księcia włamywano się między innymi z jego domowego numeru. Okazało się, że w podobny sposób włamywał się także do skrzynek poczty głosowej setek innych osób.

    Z Goodmanem blisko współpracował Glen Mulcaire, szemrany prywatny detektyw. Podsłuchiwał tysiące osób – nie tylko rodzinę królewską i celebrytów, ale także osoby, które miały osobisty konflikt z redaktorem naczelnym „News of the World” Andym Coulsonem, czołowych polityków i przypadkowe osoby, które przyjaźniły się z kimś znanym.

    Kozły ofiarne grożą wsypą

    Na odkrycie takiej afery policja zareagowała… próbą jej zatuszowania. Wysocy oficerowie spotkali się z Coulsonem i Rebekah Wade i wtajemniczyli ich w wyniki śledztwa. Później wynagrodzono ich za to synekurami w imperium Murdocha (w 2008 r. zatrudniono tam m.in. kierującego operacją Andy’ego Haymana).

    Jeśli chodzi o Goodmana i Mulcaire’a, policjanci mieli dowody zbyt oczywiste, by nie przekazywać ich prokuraturze. W sprawie poszkodowanych policja postanowiła jednak nie działać na własną rękę – przekazała listę nazwisk operatorom komórkowym, by to oni powiedzieli swoim klientom, że ktoś ich podsłuchiwał. Operatorzy zrobili do dopiero po pięciu latach, kiedy afera gruchnęła już na cały kraj: Orange i T-Mobile w lipcu 2011, Vodafone – w styczniu 2012 r.

    W listopadzie 2006 r. Goodman i Mulcaire przyznali się do podsłuchiwania, ale nie tysięcy, lecz ledwie pięciu osób (nie licząc rodziny królewskiej), m.in. Maxa Clifforda i Gordona Taylora, szefa związku piłki nożnej.

    Pod koniec 2006 r. ludzie Murdocha mogli odetchnąć z ulgą. Dzięki znajomościom w policji całą sprawę udało im się przedstawić jako nieodpowiedzialne zachowanie jednego dziennikarza, który działał na własną rękę, przekroczył granice, wyleciał z pracy i poszedł do więzienia. Redaktorzy naczelni oficjalnie nic nie wiedzieli o żadnych nielegalnych praktykach, mogli więc nadal brylować na przyjęciach z politykami i policjantami.

    Ten plan miał jeden słaby punkt – Goodman i Mulcaire działali w przekonaniu, że kumple z policji pozwolą im uniknąć kary. Nie podobała im się rola kozłów ofiarnych.

    Roczna odprawa w wysokości 90 502 funtów to dla Goodmana było za mało za pół roku za kratkami. Wysłał z więzienia pismo do działu kadr, w którym żądał uchylenia zwolnienia i groził, że w przeciwnym razie zacznie sypać.

    Podejrzana hojność

    Sprawą zaczęły się interesować Komisja Skarg Prasowych, instytucja nadzorująca etyczne zachowanie mediów, a także parlamentarna komisja kultury. Najważniejsze miało się jednak okazać dochodzenie, które zaczął prowadzić prawnik z Manchesteru Mark Lewis wynajęty przez jednego z poszkodowanych – Gordona Taylora.

    Murdoch proponował wszystkim ofiarom Goodmana i Mulcaire’a po 20 tys. funtów zadośćuczynienia za naruszenie prywatności. To było dużo. Największe zadośćuczynienie w dziejach prasy dostali dotąd Michael Douglas i Catherine Zeta-Jones za wykradzenie zdjęć z ich wesela. To było tylko 14 600 funtów.

    Ta hojność wydała się Lewisowi podejrzana. Doradził klientowi odrzucenie oferty, a Taylor to zrobił – jako jedyny. Gdyby on też uległ, kto wie, może afera nigdy nie wyszłaby na jaw?

    W odpowiedzi Tom Crone, szef działu prawnego imperium Murdocha, osobiście przyjechał do Manchesteru, by udobruchać kolegę po fachu. To był błąd.

    Lewis wiedział, że Crone nie lubi wyjeżdżać z Londynu. Skoro osobiście fatyguje się do prowincjonalnego prawnika, to znaczy, że się czegoś bardzo boi. Lewis zażądał dopisania zera do rachunku. 200 tys. funtów za zwykłe podsłuchiwanie poczty głosowej?! Oburzony Crone wyszedł.

    Bardziej bał się tego, co mogą powiedzieć Goodman i Mulcaire. Milczenie Goodmana kupił za dodatkowe 153 tys., a Mulcaire’a za 80 tys. funtów.

    Cześć, to materiały dla Neville’a

    Komisja Skarg i komisja parlamentarna przyjęły zapewnienia, że kierownictwo redakcji nic nie wiedziało o podsłuchach. Pozostawał tylko uparty prawnik z Manchesteru, który zażądał od policji dowodów zgromadzonych w śledztwie i dostał je w styczniu 2008 r.

    Wśród nich był e-mail zatytułowany „Cześć, to materiały dla Neville’a” zawierający zapis 36 podsłuchanych wiadomości. To był jasny dowód, że przynajmniej jeszcze jeden redaktor „News of the World” – Neville Thurlbeck – wiedział o podsłuchach. Wersja „odizolowanego ekscesu” zaczęła się walić w gruzy.

    Prawnicy Murdocha zaczęli panikować. 3 czerwca zaproponowali 350 tys. funtów dla Taylora plus zwrot kosztów dla Lewisa. Ale ten, który jeszcze pół roku wcześniej przyjąłby 200 tys., teraz zażądał miliona dla swojego klienta i 200 tys. dla siebie.

    Tym razem Tom Crone, zamiast się obrazić, zaczął negocjacje. Stanęło na 425 tys. dla Taylora i 220 tys. dla Lewisa. I kiedy znów wydawało się, że sprawę udało się wreszcie zatuszować, sprawą zainteresował się „Guardian”.

    Nick Davies zaczyna węszyć

    Nick Davies nie był popularny wśród brytyjskich dziennikarzy. Wielu wrogów narobił sobie, publikując w 2008 r. książkę „Flat Earth News”, w której atakował głupotę, zakłamanie i podatność na manipulację brytyjskich mediów. Dużo uwagi poświęcał tam mediom Murdocha i ich uwikłaniu w polityczne i biznesowe relacje właściciela.

    W towarzyskiej rozmowie Davies dowiedział się od oficera Metropolitan Police, że aferę podsłuchową zatuszowano – choć podsłuchiwano nie kilka, ale kilka tysięcy osób (jak się potem okazało, sam Mulcaire podsłuchiwał 4332 osoby).

    Davies zaczął węszyć.

    8 lipca 2009 r. ukazał się jego pierwszy artykuł – na razie dziennikarz wiedział tylko tyle, że Murdoch zapłacił przeszło milion funtów za milczenie poszkodowanych.

    E-mail „Dla Neville’a” był dowodem zbyt słabym na oskarżenie Murdocha, ale wystarczającym, żeby swoje dochodzenia wznowiła Komisja Skarg.

    Politycy z otoczenia premiera Gordona Browna – i sam premier – zaczęli publicznie krytykować Murdocha. Mogli sobie na to pozwolić, bo i tak wiedzieli, że nie mają szans na jego poparcie w wyborach. To już miał obiecane obecny premier David Cameron, który udał się z pielgrzymką do Australii na jacht Murdocha po namaszczenie – tak jak jego poprzednik Tony Blair. Należące do Murdocha media przed wyborami jednoznacznie wspierały Thatcher, Blaira i Camerona i były niebywale złośliwe wobec ich oponentów.

    Cholerny bezwstydnik Gordon Brown

    Cameron zatrudnił uwikłanego w aferę podsłuchową Andy’ego Coulsona jako szefa swojego zespołu prasowego. Wiele osób mu to odradzało, ale scementowanie sojuszu z Murdochem było dla niego ważniejsze.

    A Coulson przedstawiał całą sprawę jako „histerię” i polityczną nagonkę lewicowej gazety. To się początkowo udawało. Prawicowy „Daily Telegraph” w lipcu 2009 r. zamieścił wypowiedź rzecznika Partii Konserwatywnej mówiącego: „Laburzyści wyszli na głupców, podgrzewając historię, która się rozpadła po 24 godzinach”.

    Sprawą ponownie zajęła się parlamentarna komisja kultury. Wezwano przed nią redaktorów „News of the World”. Ci powiedzieli, że nie wiedzą, dla kogo przeznaczony był e-mail zatytułowany „Dla Neville’a”. Jednocześnie przyznali, że w redakcji pracuje tylko jeden Neville.

    W sierpniu 2009 r. Murdoch ogłosił swoje plany objęcia całości udziałów BSkyB. Ta transakcja musiała być zaaprobowana przez rząd, dla Murdocha wielkie znaczenie miało więc to, by wygrała właściwa partia. Jego media przeszły same siebie w wychwalaniu Camerona i zwalczaniu posłów Labour Party. 9 listopada 2009 r. „The Sun” miał na pierwszej stronie artykuł „Cholerny bezwstydnik” oparty na pogłosce, jakoby Gordon Brown zrobił błąd w nazwisku żołnierza poległego w Afganistanie.

    W listopadzie Komisja Skarg Prasowych kierowana przez związaną z torysami baronessę Buscombe dała Murdochowi i Cameronowi wielki prezent. Zamknęła drugie już dochodzenie w sprawie podsłuchów raportem, który przyjmował oficjalną wersję o „odizolowanym incydencie” i potępiał „Guardiana” za pochopne wnioski.

    Oswojony tym raportem Scotland Yard przystąpił do kontrofensywy. Rzecznik prasowy policji Dick Fedorcio odwiedził redaktora naczelnego „Guardiana” Alana Rusbridgera i poprosił o powstrzymanie Nicka Daviesa, który szkaluje policję. Rusbridger wysłuchał tego w spokoju i oświadczył, że ufa swoim dziennikarzom.

    Bandzior na żołdzie szmatławca

    „Guardian” miał w ręku bombowy materiał, którego nie wolno mu było użyć. W Wielkiej Brytanii serio traktuje się bowiem zakaz publikowania materiałów mogących wpłynąć na toczące się postępowanie sądowe.

    Tym razem chodziło o morderstwo. W 1987 r. na parkingu w Londynie znaleziono zwłoki prywatnego detektywa Daniela Morgana. Motyw rabunkowy wykluczało to, że zabójca nie przeszukał ciała i nie zabrał 1100 funtów gotówką.

    Po polsku:
    ” Słońce w muszli. Toaletowej.” – Prasa brukowa to część brytyjskiej tożsamości, jak londyńska mgła czy ryba z frytkami, często zresztą w rzeczony brukowiec owinięta;
    ” Rupert Murdoch kłamał, nie nadaje się na prezesa” – Po kilku miesiącach przesłuchań specjalna komisja brytyjskiego parlamentu uznała, że Rupert Murdoch nie jest właściwą osobą do kierowania koncernem medialnym. Magnat wiedział o nielegalnych podsłuchach zakładanych przez dziennikarzy jego gazet.

    Morgana ostatni raz widziano żywego w towarzystwie jego wspólnika Jonathana Reesa. Poróżnili się o kwestie etyczne: Rees miał powiązania ze skorumpowanymi policjantami i sprzedawał wiadomości Alexowi Marunchakowi z „News of the World”.

    Reesa aresztowano jako jedynego podejrzanego, ale szybko zwolniono bez stawiania zarzutów. Miał motyw, nie miał alibi, więc postępowanie potem kilkakrotnie wznawiano. Za każdym razem jednak grzęzło w jakimś miejscu.

    W 2000 r. Rees został skazany na sześć lat za podrzucenie kokainy byłej żonie klienta, by ją skompromitować i pozbawić opieki nad dzieckiem. To doprowadziło do wznowienia sprawy morderstwa Morgana po raz czwarty.

    Prowadzący śledztwo policjant David Cook zaważył, że jest śledzony przez dwie furgonetki. Sprawdził ich właściciela i odkrył, że obie są w leasingu redakcji „News of the World”. Policjant powiadomił swoich przełożonych, ci jednak jak zwykle zwrócili się tylko do Rebekah Wade z prośbą o zaprzestanie.

    Rees wyszedł z więzienia w 2005 r. i znów zaczął pracować dla „News of the World”. To już nie była drobna płotka, jak Mulcaire, ale bandzior, który w swojej pracy „detektywistycznej” nie ograniczał się tylko do włamywania do poczty głosowej. Za swoje usługi dostawał 150 tys. funtów rocznie.

    W marcu 2011 r. ostatecznie umorzono postępowanie w sprawie morderstwa Morgana. Prokuratura przyznała, że powodem były celowe zaniedbania ze strony policji, od samego początku prowadzącej śledztwo tak, by nie wykryć sprawcy. Tym samym pośrednio po raz pierwszy przyznano, że londyńska policja była skorumpowana przez ludzi powiązanych z „News of the World”.

    Oficerowie zaczęli traktować współpracę z brukowcami Murdocha jak plamę na mundurze.

    Ich jedyna nadzieja

    Wiosną 2010 r. brytyjska prasa żyła tymczasem wyborami wyznaczonymi na 6 maja 2010 r. Nawet redaktorzy „Guardiana” nie mieli głowy do podsłuchów.

    W dzień wyborów Murdochowy „The Sun” dał na pierwszej stronie wyidealizowany portret Camerona z nagłówkiem: „Nasza jedyna nadzieja”. Podziałało. Andy Coulson został rzecznikiem rządu z pensją 140 tys. funtów, największą w całym sztabie Camerona.

    Już 18 maja nowy premier przyjął Murdocha na Downing Street. Omawiali zgodę rządu na przejęcie BSkyB. Imperium Murdocha kontrolujące prasę i telewizję miałoby wtedy prawie 8 mld funtów przychodów rocznie, przeszło dwa razy więcej niż BBC czy jakikolwiek inny medialny konkurent.

    „Guardian” i Nick Davies zostali sami. Nawet nieustraszony prawnik Mark Lewis zaczął się bać. Odkrył, że jest śledzony. Podobnie jak jego współpracownica, była żona i 14-letnia córka. Ktoś wyciągał z rejestrów medycznych papiery, by sprawdzać, czy wszyscy oni są biologicznymi rodzicami swoich dzieci.

    Alan Rusbridger też odkrył, że jego telefon jest podsłuchiwany. Wynajął firmę antypodsłuchową. Gdy jej przedstawiciele wyszli, zadzwonił ktoś z redakcji „News of the World” z jednym pytaniem: „Czy już posprzątano dom Alana Rusbridgera?”. „Chcieli mi pokazać, że wiedzą” – wspominał.

    Odsiecz z Ameryki

    Nie mogąc liczyć na pomoc kogokolwiek w Wielkiej Brytanii – wszyscy byli już albo kupieni, albo zastraszeni przez Murdocha – dziennikarze z „Guardiana” nadali ten temat kolegom zza oceanu. To był strzał w dziesiątkę.

    Latem 2010 r. „New York Times” przysłał do Londynu trójkę dziennikarzy. Po serii spotkań opublikowali 1 września miażdżący dla Murdocha artykuł. Znaleźli dwa źródła gotowe potwierdzić w sądzie, że Andy Coulson od początku wiedział o podsłuchach. Policja jednak odmówiła wznowienia śledztwa.

    W koncernie Murdocha tymczasem trwało gorączkowe kasowanie e-maili i SMS-ów. Na wszelki wypadek. Jak wyjaśniono potem komisji parlamentarnej, było to elementem „polityki stabilizacji e-maila w ramach modernizacji programu”.

    Coraz więcej poszkodowanych wytaczało procesy cywilne redakcji. 5 stycznia 2011 r. w jednym z nich nagle wyjaśniono, kim jest niejaki „Ian” występujący w notatkach Mulcaire’a.

    Redakcja natychmiast zwolniła dziennikarza Iana Edmondsona. Dwa miesiące później został w tej sprawie aresztowany wraz z dwoma innymi, w tym Neville’em Thurlbeckiem (adresatem słynnego e-maila).

    21 stycznia 2011 r. Andy Coulson ustąpił z rządowego stanowiska. Wzbudziło to narzekania prawicowych publicystów. „Ilu ludzi » Guardian «jeszcze chciałby wyrzucić z pracy w tej jednej sprawie?” – pytał na Twitterze telewizyjny komentator Piers Morgan.

    26 stycznia 2011 r. policja wznowiła wreszcie dochodzenie. Kolejne ofiary podsłuchów zabierały głos. Był wśród nich Hugh Grant. Udało mu się nakłonić jedną z osób, które go podsłuchiwały, do szczerej rozmowy na ten temat. Nagrał tę rozmowę na ukryty dyktafon i opublikował ją w przezabawnym artykule w „New Statesman”.

    10 kwietnia redakcja „News of the World” po raz pierwszy przyznała, że od początku w sprawę było zamieszanych więcej osób. Opublikowano zdawkowe przeprosiny na drugiej stronie pisma.

    Monstering, czyli jak się tworzy potwory

    Prawicowi politycy robili jednak, co mogli, by kolejne śledztwo nie zaszło zbyt daleko. Burmistrz Londynu Boris Johnson – towarzysko przyjaciel Brooks, Coulsona i Camerona – naciskał Scotland Yard, by ten nie ulegał „politycznej histerii mediów”.

    Szef policji Paul Stephenson oznajmił więc, że nie zamierza kierować wielu policjantów do wyjaśniania tej sprawy. „Wolę, żeby policjanci ścigali rabusiów niż hakerów” – powiedział. I zatrudniał byłego zastępcę naczelnego „News of the World” Neila Wallisa jako doradcę public relations, płacąc mu z kieszeni podatników tysiąc funtów dziennie.

    Murdoch wciąż jeszcze miał nadzieję, że pieniądze załatwią sprawę. Kolejne ofiary dostawały bez większych targów po kilkaset tysięcy funtów. Kluczowe dla niego było przejęcie BSkyB przeprowadzane z bólem przez Komisję Europejską i kolejne brytyjskie instytucje rządowe.

    Tymczasem Nick Davies, idąc tropem kolejnych ofiar Mulcaire’a, znalazł w końcu sprawę, której żadna liczba zer na czeku nie mogła zatuszować. 21 marca 2002 r. zniknęła bez śladu 13-letnia uczennica Milly Dowler.

    Brukowce kochają takie tematy, więc rzuciły się na to tak jak tabloidy u nas na mamę Madzi. Zdjęcia Milly Dowler nie schodziły z pierwszych stron gazet Murdocha. Towarzyszyły im kolejne idiotyczne hipotezy na temat losu dziewczynki.

    Jak zwykle w takich sprawach na podejrzanych wytypowano rodziców. Brukowce poddały ich tzw. monsteringowi – zrobiły z nich potwory. Sugerowano, że zamordowali dziewczynkę albo że okrucieństwem zmusili ją do ucieczki z domu.

    Rodzice przeszli piekło. Nie przerwało go odnalezienie zwłok dziewczynki we wrześniu 2002 r. – były w takim stanie, że nie można było ustalić przyczyny śmierci.

    Policja znalazła gwałciciela i mordercę dopiero w 2008 r., ale śledztwo szło tak powoli, że skazano go w 2011 r. Znów wyglądało na to, że policja zawiodła i że nie było to dziełem przypadku.

    Hitler na czele denazyfikacji

    Okazało się, że dziennikarze „News of the World” cały czas odsłuchiwali pocztę głosową dziewczynki. To, że ktoś słucha tych wiadomości i kasuje poprzednie, dawało rodzinie fałszywą nadzieję, że ich córka jeszcze żyje. Wciąż nagrywali dla niej kolejne wiadomości, z których brukowce ukręcały swoje wariackie teorie.

    Wyszło też na jaw, że policjanci od początku wiedzieli o włamaniach do poczty. Powiedzieli szefom, a ci omówili rzecz z kierownictwem „News of the World” na towarzyskim spotkaniu. I tyle.

    Na Murdocha po raz pierwszy padł strach. Technicznie rzecz biorąc, podsłuchiwanie Milly Dowler nie różniło się od podsłuchiwania 4331 pozostałych ofiar Mulcaire’a. Moralnie jednak sprawa była diametralnie odmienna od śledzenia życia seksualnego polityków. Po raz pierwszy ktoś opisał czarno na białym skrajną demoralizację imperium Murdocha.

    Wydarzenia zaczęły się dziać bardzo szybko. Nikt już nie wierzył Coulsonowi i Brooks, że nie wiedzieli o tym, skąd ich dziennikarze biorą materiały. Premier Cameron na konferencji zwołanej z okazji jego podróży do Afganistanu musiał odpowiadać na niewygodne pytania o swoje związki z Coulsonem.

    Murdoch wciąż jeszcze myślał, że wyjdzie z tego obronną ręką. Nadal popierali go dwaj wpływowi przyjaciele – burmistrz Johnson i premier Cameron.

    Rodzicom dziewczynki zaproponowano 2 mln zadośćuczynienia. Powołano wewnętrzną komisję do wyjaśnienia sprawy, na której czele znalazła się Rebekah Brooks. „To jakby powierzyć Hitlerowi denazyfikację” – skomentował Hugh Grant.

    Magnat upokorzony

    Ogłoszeniodawcy zaczęli wycofywać się z „News of the World”. Pierwszy był Ford odpowiedzialny za 10 proc. wpływów z reklam. Za nim poszli Renault, T-Mobile, Halifax, Currys. Kolportażu brukowca zaczęli też odmawiać niektórzy sprzedawcy.

    Kolejne gazety podchwytywały ten temat na pierwszych stronach. Okazało się, że w podobny sposób podsłuchiwano rodziny ofiar zamachów z 7 lipca i rodziny poległych w Afganistanie.

    Policjanci mieli tymczasem już dosyć nadstawiania karku za innych. 8 lipca aresztowano Andy’ego Coulsona i ponownie Clive’a Goodmana (tym razem za korumpowanie policji). 15 lipca Rebekah Brooks wreszcie ustąpiła ze stanowiska. Aresztowano ją dwa dni później, w dniu dymisji jej przyjaciela, szefa policji.

    „Guardian”, którego redakcję tak niedawno odwiedził rzecznik prasowy policji Dick Fedorcio, próbując nakłonić redaktorów do porzucenia tego tematu, teraz informował kolejno, że Fedorcio został bezterminowo urlopowany, potem zwolniony, a wreszcie – że odpowiada w postępowaniu dyscyplinarnym za niejasne powiązania z „News of the World”.

    Murdoch przyleciał do Londynu dopiero 10 lipca, gdy już nie było czego ratować. Parlament i rząd wypowiedziały się przeciwko przejęciu BSkyB. Członkowie rządu mieli wystarczająco dużo zmartwień, odpowiadając na upokarzające pytania posłów z komisji kultury.

    19 lipca dołączył do nich sam Rupert Murdoch, wezwany przed komisję razem z Rebekah Brooks i synem Jamesem Murdochem kreowanym na następcę w dynastii. „To najbardziej upokarzający dzień w moim życiu” – powiedział magnat medialny.

    Dziurawy „chiński mur”

    Ta sprawa jeszcze się nie skończyła. Wciąż nowym osobom stawiane są zarzuty – w tym policjantom i pracownikom mediów różnych szczebli. 30 sierpnia 2012 r. aresztowano samego Toma Crone’a, byłego szefa działu prawnego Murdocha. Wielu uwikłanym osobom prokuratura postawiła już zarzuty, ale procesy potrwają co najmniej do końca 2013 r.

    Z wyjątkiem „Guardiana” brytyjskie media zawiodły na całej linii. „The Times” dopiero na początku 2012 r. przyznał, że w redakcji nie zachowywano zasady „chińskiego muru”, czyli merytorycznej niezależności od właściciela. Murdoch zobowiązał się jej przestrzegać, kupując w 1981 r. tę szacowną gazetę, ale jak zaraz potem oświadczył, ta deklaracja nie była warta papieru, na którym ją spisano.

    O zakończeniu tej afery będzie można mówić dopiero w 2015 r. Wtedy bowiem w Wielkiej Brytanii odbędą się pierwsze od 1979 r. wybory, w których to, na kogo stawia Rupert Murdoch, nie będzie miało żadnego znaczenia.

    ‚Korzystałem z książki Toma Watsona i Martina Hickmana „Dial M for Murdoch”, filmu dokumentalnego „Scandal. Inside the Murdoch Empire” oraz artykułów z prasy brytyjskiej,”

  146. barista
    30/12/2012 o 12:12 pm

    vHF :

    otto :
    z parówkowego, ale relacja godna uwagi o tym, jak w Krakowie odbył się Miedzynarodowy kongres praw człowieka
    http://kwiatkowska.natemat.pl/44859,prawa-czlowieka-po-polsku

    Dziękuję Ci, dobry człowieku.

    Bardzo mi na tym kongresie brakowało księdza profesora Bajdy.

  147. vHF
    30/12/2012 o 1:20 pm

    użytek prawie dozwolony :
    Tu masz rozwinięcie. A gdyby ktoś (np. z emigracji, bardziej językowy) zweryfikował te śledztwa, to nie miałbym kompleksa złodzieja kontenta.

    Służę uprzejmie i dziękuję jakniewiemco za offsetowanie naszego (zwłaszcza mojego) wykluczenia z lolkonentu.

    Wojtek przedstawia rozwój wypadków zgodnie ze stanem faktycznym tak jak go pamiętam, chociaż oczywiście nie obywa się bez wpadek. Przede wszystkim nie udowodniono korupcji w policji na skalę sugerowaną w tym tekście (co nie znaczy że taka nie była) — autor rozpędza się prawdopodobnie dlatego, że korzystał z „M jak Murdoch”, która jest książką sensacjonalistyczną. Ale to nie takie ważne znowu. Jest kilka błędów faktycznych, wytkniemy może że wojtek pomylił Professional Footballers’ Association z Football Association — zupełnie bez znaczenia dla tekstu, ale cieszy, bo pierwsze to +/- związek zawodowy pracowników, a drugie +/- federacja pracodawców.

    Lepsze są te typowo wojtkowe wstawki pokazujące jak on „tę Anglię” rozkminia na chłopski rozum i jak nie dokłada dziennikarskiej staranności. Andy Coulson rzecznikiem rządu, oh really? Naprawdę nieważne kogo Murdoch poprze w 2015? Jak się ma Ofcom do rządu i parlamentu — scratch that, dlaczego w ogóle słowo „Ofcom” nie pojawia się w artykule? Rebekah Bróks aresztowana, jak długo siedziała w areszcie?

    A najlepszy jak zwykle jest wojtek-tłumacz. „Bloody shameful” = „cholerny bezwstydnik” i „the most humble day of my life” = „najbardziej upokarzający dzień w moim życiu” warte są gwiazdki same w sobie.

    Lolkontent score: 3 out of 5.

  148. vHF
    30/12/2012 o 1:35 pm

    No i musiało się tak skończyć, polazłem na blipa a tam wojtek się potyka o wielomiany, boże, boże.

  149. 30/12/2012 o 1:38 pm

    W tym tekście o Hobbicie i pozwach też strasznie pierdoli i ssie palucha dając nawet rozważania kto wygra proces. Magister chemii piszący o komiksach specem od prawa autorskiego w USA.

    Przykładowo w 2005 nie chodziło o zwykłą defraufację i strach przed wglądem w księgi (nota bene to często załatwia się kupując akcje i próbującc wejrzeć kako akcjonariusz) ale o metodę, którą korpo dymają swoich kontrahentów poprzez sprzedaż praw wybranym, powiązanym spółkom za niższą niż rynkowa cenę. Stąd pewnie ugoda, bo sądowe zakwestinowanie takiej polityki to straty na wszystkich produkcjach w Hollywood. Tymczasem wojtek bredzi o dostępie do ksiąg. Z NYTimesa:

    In his lawsuit, Mr. Jackson claimed that New Line committed fraud in its handling of the revenues generated by 2001’s „The Fellowship of the Ring,” and as a result, he was underpaid by millions.

    The suit does not specify a damage award. But in an interview last week, his lawyers said that, after New Line applied its contract interpretation from „Fellowship” to the other two movies, Mr. Jackson was underpaid by as much as $100 million for the trilogy.

    Lawsuits in Hollywood are as common as hobbits in Middle Earth. What makes Mr. Jackson’s suit draw such widespread interest here, other than his clout in the industry and the amount at stake, is one specific allegation about New Line’s behavior. The suit charges that the company used pre-emptive bidding (meaning a process closed to external parties) rather than open bidding for subsidiary rights to such things as „Lord of the Rings” books, DVD’s and merchandise. Therefore, New Line received far less than market value for these rights, the suit says.

    Most of those rights went to other companies in the New Line family or under the Time Warner corporate umbrella, like Warner Brothers International, Warner Records and Warner Books. So while the deals would not hurt Time Warner’s bottom line, they would lower the overall gross revenues related to the film, which is the figure Mr. Jackson’s percentage is based on.

    According to people on both sides of Mr. Jackson’s lawsuit, the claim strikes at the heart of the modern vertically integrated media company. One of the apparent – though largely unproven – benefits of media integration is the ability of conglomerates like the Walt Disney Company, Time Warner, the News Corporation, Viacom, Sony and General Electric to sell subsidiary rights to the many divisions within the company.

    By painting this corporate synergy as „self-dealing,” Mr. Jackson’s lawsuit and similar suits filed in the last few years, called vertical integration lawsuits, argue that the idea of the media conglomerate is at odds with the interests of the creative minds behind the content.

  150. hlb
    30/12/2012 o 1:42 pm

    Kolega Docent vHF tak zgrabnie mnie ubiegł, że sam bym się tak nie ubiegł. Podkreśliłbym jednak jeszcze mocniej, że mimo wszystko Wojtek nawet się przyłożył. Na pewno bardziej niż statystyczny portaloidalny tómacz darmowych artykułów z interwebsów.

    I rzeczywiście, maniera chłopka-roztropka, który ino rzuci okiem, i od razu wie co tam jest grane, to jest najgorsza część tego tekstu. No, ale to Wojtek. Czego się spodziewać? Wojtek lubi se wierzyć, że zna się na Ameryce, Jukeju i Toskanii lepiej od tych głupków, co tam mieszkają. No bo przecież z oddalenia widać więcej, no nie?

    BTW, koledzy mu te teksty zza tego ich Pianina wyjmują? Ma to sens? Po to jest to Pianino, żeby nas byle Wojtek nie obrzygiwał w przestrzeni publicznej. Kto chce to czytać, istotnie powinien być obciążony jakąś grzywną, choćby i symboliczną. I taki ma cel to całe Pianino. Nie gwałćmy tego.

  151. hlb
    30/12/2012 o 1:45 pm

    vHF :
    No i musiało się tak skończyć, polazłem na blipa a tam wojtek się potyka o wielomiany, boże, boże.

    A nie mogłeś, kuffa, doświadczyć tego i znieść w milczeniu? Przez ciebie ja też polazłem. I paczę a tam rzeczywiście, Wojtek wymachuje całką. :D

  152. vHF
    30/12/2012 o 1:50 pm

    Słusznie mówi mgr dziennikarstwa hlb, wojtek się przyłożył tym razem. Co niestety uwypukla tragizm tej postaci.

  153. hlb
    30/12/2012 o 1:57 pm

    Zajrzałem też na bloga. No i chyba cofam pochopnego lajka dla tekstu tego Wojtku. Bo to jest fałszywka. Tak uważam przedstawię dowody.

    Zielono na czarnym Wojtek zapisał se taką myśl do pamiętniczka:

    „„Guardian” to przykład jakościowego dziennikarstwa, które informuje. Pewnie dlatego Paul Greengrass w „Ultimatum Bourne’a” umieścił właśnie dziennikarza tej gazety.”

    To jest prawdziwy Wojtek jakiego znamy i lubimy. Wojtek to jest człowiek, który czyta trudne rzeczy czyta nutellą, Bournem, albo Nouvelle Vague. To jest prawdziwy autorski Wojtek i innego nie chcemy.

    Podejrzewam, że tekst przytoczony wcześniej, to albo A) po prostu przepisane żywcem fragmenty z „Dial M”, albo B) efekt wytężonej pracy zespołowej, być może nawet kilku redakcyjnych gmyzów, nad którymi stał ktoś kto co chwlę wołał karcąco „ale Rurku, czy pokażemy tak upierdolony stół?”.

  154. hlb
    30/12/2012 o 2:02 pm

    vHF :
    Słusznie mówi mgr dziennikarstwa hlb, wojtek się przyłożył tym razem. Co niestety uwypukla tragizm tej postaci.

    Były magister. I to dwukrotny. Dziennikarstwa oraz nauk politycznych.

    Cieszy mnie, że kolega do tytułów podchodzi małopolską starannością, gdzie byłe tytuły liczą się jak obecne i vice versa, a dwutygodniowego ministra bez teki tytułuje się panemministrem do końca życia. Mogę więc być też atresowany „szanowny prezesie hlb”, a nawet „wielmożny inżynierze hlb”. Jeśli kolega czułby taką poczebe.

  155. hlb
    30/12/2012 o 2:09 pm

    W komciach na Swym Drogim Pamiętniczku, Wojtek zapisał:

    „Dzisiejsza Młodzież trzaska sobie bez opamiętania te zdjęcia i oddaje je Fejsowi, Guglowi i Instagramowi. Karmiąc ich algorytmy rozpoznawania twarzy i zautomatyzowanej inwigilacji po geotagowaniu. Oni nie mają żadnych hamulców przed oddawaniem tego FBI, gdy FBI o to poprosi. Dlatego nigdy nie uda się protest przeciwko kapitalizmowi, bo jak hipsterlewica zrobi manifę jako iwent na fejsie, zdwoni się komórkami, zaćwierka na twitterze, obcyka się instagramem i przez grupon zamówi knajpę na afterparty – w pierwszej kolejności to będzie mieć policja na żołdzie kapitalistów. I nie będzie już jakościowych mediów, które to skrytykują, internetowe media będą się bały podpaść fejsowi z guglem.”

    Chyba narysuję se całką na wielomianie taką prostą rekurencję, która sto razy printuje tekst „W 2013 nie będę tracił czasu na taką fantastykę pisaną przez stetryczałych Sarmatów”. Kurwa, chyba potrzebuję takiego postanowienia noworocznego.

  156. vHF
    30/12/2012 o 2:10 pm

    hlb :
    Były magister. I to dwukrotny. Dziennikarstwa oraz nauk politycznych.

    No no no, z takiego podwójnego magistra dałoby się złożyć całego prawdziwego, że tak zawojtkuję.

    Tytulatura jest ważna. I ważne jest żeby w wypadku wątpliwości użyć najwyższego tytułu.

    Poniekąd dlatego brakuje mi Polski od czasu do czasu. Jak kiedyś słusznie zauważył barista, na tzw. Zachodzie człowiek jest gołym doktorem do samej profesury. Ani habilitacji, ani docentury, jak gnojek jakiś przez dziesięć albo i więcej lat. Z tej rozpaczy właśnie przywłaszczyłem sobie tytuł docenta. A kolegę będę tytułować jak sobie zażyczy.

  157. 30/12/2012 o 2:34 pm

    Ale fajnie jak wojtek w czasie klarowania się ruchów occupy coś tam hejtuje lewicę retoryką z psychiatryka ze swojego Subaru.

  158. hlb
    30/12/2012 o 2:34 pm

    vHF :

    hlb :
    Były magister. I to dwukrotny. Dziennikarstwa oraz nauk politycznych.

    No no no, z takiego podwójnego magistra dałoby się złożyć całego prawdziwego, że tak zawojtkuję.
    Tytulatura jest ważna. I ważne jest żeby w wypadku wątpliwości użyć najwyższego tytułu.
    Poniekąd dlatego brakuje mi Polski od czasu do czasu. Jak kiedyś słusznie zauważył barista, na tzw. Zachodzie człowiek jest gołym doktorem do samej profesury. Ani habilitacji, ani docentury, jak gnojek jakiś przez dziesięć albo i więcej lat. Z tej rozpaczy właśnie przywłaszczyłem sobie tytuł docenta. A kolegę będę tytułować jak sobie zażyczy.

    Tak wywołany do tablicy namyśliłem się jeszcze raz. I z wszystkich moich przeszłych i obecnych tytułów najbardziej lubiłbym być adresowanym „prokurencie hlb”. Nie wiem czemu, ale to chyba najbardziej zacnie i cesarskokrólewskobrzmiący tytuł, jak sobie przypominam.

    Nieskormnie zaznaczę też, że to ja pierwszy postulowałem, aby Szanownego Kolegę tytułować docentem. Tak aby kolega byl odseparowany od tego zalewu anonimowych doktorów z Blipa.

  159. hlb
    30/12/2012 o 2:45 pm

    galopujący major :
    Ale fajnie jak wojtek w czasie klarowania się ruchów occupy coś tam hejtuje lewicę retoryką z psychiatryka ze swojego Subaru.

    Zawsze kiedy czytam temu Wojtku jego metafory pełne fajsików, guglów i twitterów zrównanych do państw policyjnych to przypomina mi się legendarny pierdoliciel blogowy Proces7.

    Od jakiegoś czasu przyjąłem, że Proces7 mógł być jakimś wcześniejszym wcieleniem FYMa. Skłania mnie do tego analiza (całkiem sprawnego) stylu, poziomu ała w głowę i przede wszystkim logów z mojego byłego bloga.

    Niemniej, takie metafory łącząściśle Procesa z Wojtkiem. Proces też miał wieczne pojękiwania, że blox to paranazistowska organizacja, któ®a go inwigiluje Olsem i Siwą.

    Ofc, istnieje możliwość i taka, że Proces, to wspólne dzieło Wojtka i Przywary. Albo, że Wojtek, Proces7 i FYM to wszystko emanacje jednej multiosobowości doktora Przywary. Fuck knows, to może być woggle takie „Burn After Reading”, wersja uproszczona, przygotowana przez onelinerowca cześćjacka

  160. hlb
    30/12/2012 o 3:28 pm

    @vHF,

    Kolega Docent użył metafory „goły doktor”, tymczasem Kraków, jak zawsze przekuwa metafory w lajf.

    http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,90279,13068710,Krakowski_laryngolog_Waclaw_K__skazany_za_gwalt.html

  161. 30/12/2012 o 4:37 pm
  162. hlb
    30/12/2012 o 5:25 pm

    DoktorNo :
    hlb:
    To ten? :D
    http://proces.wordpress.com/

    Jak żywy.

  163. hlb
    30/12/2012 o 6:19 pm

    …kuffa, przypomniał mi się ten Proces przez tego Wojtku. W sumie Proces był regularnie szurnięty, rzeczy tak jak wojtek rozkminiał jakoś dziwnie, po swojemu, na chłpski rozum. I lubił jebane Dire Straits jak Wojtek.

    Ale przyznam, że na swój sposób tego Procesa lubiłem, bo on w tym swoim poerdolnięciu i głębokiej paranoi potrafił być całkiem zajmujący. Aż wyguglałem se ten jego blogofelieton o prześladowaniu Olsem i Siwą.

    http://proces.wordpress.com/2008/06/19/zmierzch-w-chrystianii/

    Z co fajniejszych odpałów Procesa warto jeszcze..

    http://proces.wordpress.com/2008/07/16/wykop-no-place-for-old-men/

    http://proces.wordpress.com/2008/09/09/cenzura-na-bloxpl/

    http://proces.wordpress.com/2008/10/09/kupy-z-czerskiej/

    http://proces.wordpress.com/2008/10/30/wirtualna-bezpieka/

    http://proces.wordpress.com/2009/03/22/wirtualne-paly/

    A Proces miał jeszcze jedno podobieństwo z Wojtkiem. Otóż Wojtek w kółko jojczy, o umierającym „jakościowym dziennikarstwie” dokładnie w ten sposób, w jaki Proces stękał na upadek wolnych forów onetu i gazeta.pl.

    Wojtek po prostu wymyślił se jakiś nieistniejący złoty wiek miniony. Ten Złoty Wiek Miniony im. Wojtka Orlińskiego, to czas przed portalami, w którym gazety były całe z papieru. I były przez to z natury piękne i szanowane. Drukowano je wyłącznie po to, aby co dzień dawać w nich świadectwo prawdzie, odkrywać watergejty i prezentować inne Poważne Dziennikarstwo, srogie niczym bohaterowie wczesnych filmów Zanussiego.

    Oczywiście tak nigdy nie było. Gazety przez ostatnie 200 lat były PRZEDE WSZYSTKIM nośnikiem szajsu, plotek, opowieści dziwnej treści z krajów odwiedzonych lub nieodwiedzonych. I prawdę mówiąc, to Pudelek jest właściwym spadkobiercą tej długiej i bogatej tradycji dziennikarstwa papierowego. Zanikający blogger Wojtek Orliński z jego przepisem na chiński mur to tylko mała nisza w tej tradycji.

    News of the World jest idealnym przykładem. On nie był zaprzeczeniem wielkiej i pieknej tradycji dziennikarstwa z papieru. NotW był żywą historią i współtwórcą tejże równocześnie. A w chwili upadku, był NotW także jedną z najbardziej poczytnych gazet. Powtarzam, gazet nie portali. Bo NotW nawet nie wysilał się, żeby mieć jakąś znaczący websajt. On nie walczył o przetrwanie z internetowymi pudelkami. On był matką wszystkich pudelków.

    Podobieństwo Wojtka do tego całego Procesa natomiast polega na tym, że Proces wierzył, że fora gazeta.pl – czy jakiegoś tam innego onet, o2, wp czy whateva – w Złotym Wieku Minionym im. Procesa były oazą wolnej i nieskrępowanej dyskusji. Komercyjny internet natomiast przysłał Olsów, Siwą i innych Złych Administratorów – aby wolność zabrać i zbrukać. Jak Instagram Wojtku jego fotki wybielonego odbytu.

    Łatwo oczywiście zauważyć, że Proces popełniał komiczny błąd nie rozumiejąc, że te fora internetowe, które idealizował, od początku były tylko i wyłącznie kroczącą monetyzacją. I nigdy nie zostały odarte z wolności, bo z wolnością słowa, czy niewolnością słowa, nie miały nic wspólnego.

    Tak samo znów Wojtek. W jego narracji wielkie złe Korporacje z Internetuff przychodzą go ograniczać, #takjakwcyberpanku. Podczas, gdy wysokonakładowe gazety nie były nigdy integralną częścią kapitalizmu, tylko dobry Bog Ojciec je stworzył w sobotę rano, po południu tego samego dnia otoczył „chińskim murem”, a w niedzielę odpoczął czytając The Observer i widząc dzieło swe dobrym. I tylko szkoda, że nie.

  164. 30/12/2012 o 8:43 pm

    @HLB
    „Wojtek po prostu wymyślił se jakiś nieistniejący złoty wiek miniony. Ten Złoty Wiek Miniony im. Wojtka Orlińskiego, to czas przed portalami, w którym gazety były całe z papieru.”

    Kłamiesz, WO nigdy nic takiego nie twierdził; ale jesteś zbytnio no-onem, żeby doczekać się własnego Kompromitacji prostującego twoje głupoty.

  165. hlb
    30/12/2012 o 9:05 pm

    czescjacek :
    @HLB
    “Wojtek po prostu wymyślił se jakiś nieistniejący złoty wiek miniony. Ten Złoty Wiek Miniony im. Wojtka Orlińskiego, to czas przed portalami, w którym gazety były całe z papieru.”
    Kłamiesz, WO nigdy nic takiego nie twierdził; ale jesteś zbytnio no-onem, żeby doczekać się własnego Kompromitacji prostującego twoje głupoty.

    Kłamiesz. ale jesteś bytnio no-onem, żeby być kimś więcej niż głupim cześćjackiem.

  166. vHF
    30/12/2012 o 11:34 pm

    Kurde jak w bajce, tylko że zamiast księcia jest cześćjacek, a Rapunzel jest łysa.

  167. emluby
    30/12/2012 o 11:52 pm

    lol-o

    vHF :
    Kurde jak w bajce, tylko że zamiast księcia jest cześćjacek, a Rapunzel jest łysa.

  168. marcin_be
    31/12/2012 o 9:03 am

    vHF :
    Kurde jak w bajce, tylko że zamiast księcia jest cześćjacek, a Rapunzel jest łysa.

    You Sir, Just made my Day :)

  169. emluby
    31/12/2012 o 10:17 am
  170. 31/12/2012 o 12:07 pm

    emluby :
    ja nie mam obrośniętych stóp, ni chooooja
    http://www.300polityka.pl/sites/default/files/262709_398580966891186_1637243883_n.jpg?1356805846

    „Odważny Tygodnik Młodej Polski”… Faktycznie, kreska jak z Wyspiańskiego.

    A to, że Polacy to hobbici Europy to nowe wcielenie memu, że PiS to Żydzi współczesnej Polski (prześladowania, pogromy, getto medialne, wreszcie smoleński holocaust).

  171. vHF
    31/12/2012 o 12:08 pm

    emluby :
    ja nie mam obrośniętych stóp, ni chooooja
    http://www.300polityka.pl/sites/default/files/262709_398580966891186_1637243883_n.jpg?1356805846

    Od Chrystusa Narodów do Hobbita Europy. Co za upadek.

  172. 31/12/2012 o 12:14 pm

    vHF :

    emluby :
    ja nie mam obrośniętych stóp, ni chooooja
    http://www.300polityka.pl/sites/default/files/262709_398580966891186_1637243883_n.jpg?1356805846

    Od Chrystusa Narodów do Hobbita Europy. Co za upadek.

    I tak nic nie przebije „Polska Jonaszem narodów” Wencja… :P

  173. 31/12/2012 o 12:15 pm

    Jonasz jest tutaj: http://wojciechwencel.blogspot.com/2010/04/powstan-jonaszu.html

    Sorry za podwójny koment… :P

  174. hlb
    31/12/2012 o 12:35 pm

    vHF :
    Kurde jak w bajce, tylko że zamiast księcia jest cześćjacek, a Rapunzel jest łysa.

    U made my day too. :) A się on tyle co zaczął. A jest to dzień ostatni.

    DoktorNo :
    Jonasz jest tutaj: http://wojciechwencel.blogspot.com/2010/04/powstan-jonaszu.html
    Sorry za podwójny koment… :P

    Also: Polska Wenclem narodów.

  175. hlb
    31/12/2012 o 12:46 pm

    Tej, a czytaliście Wenclu felieton o tym, jak PO Tuwimem zrobiła zamach na Pamięć o Powstaniu Styczniowym?

    http://wojciechwencel.blogspot.co.uk/2012/12/rok-tuwima.html

  176. 31/12/2012 o 1:10 pm

    hlb :
    Tej, a czytaliście Wenclu felieton o tym, jak PO Tuwimem zrobiła zamach na Pamięć o Powstaniu Styczniowym?
    http://wojciechwencel.blogspot.co.uk/2012/12/rok-tuwima.html

    Wencle tego świata mają zdumiewającą zdolność kojarzenia ze sobą pozornie odległych faktów. Najpierw Tuwimem klinowali Wierzyńskiego i Lechonia, teraz przykrywają nim powstanie styczniowe. W krwawym polu srebrne ptaszę, Poszli w boje chłopcy nasze. (…) Obok Orła znak Pogoni, Poszli nasi w bój bez broni. .

  177. hlb
    31/12/2012 o 1:28 pm

    GDY WTEM…

    Nowy Opara na jedynce Nowego Ekranu. Wypracowanie z cyklu „Paczem w gwiazdy i zmyślam chistorię luckości”. Wszystko wskazuje na to, że Opara kończy już gimnazjum i myśli już, do którego liceum.

    http://ryszard.opara.nowyekran.pl/post/84343,prawda-rok-2013-poczatkiem-ery-cywilizacji-prawdy

  178. hlb
    31/12/2012 o 1:33 pm

    …natomiast łosie z komciuf dostarczają świeżą prawicową poezję:

    „Na wyspie Nowy Ekran nie można się nudzić,
    gwarancją dobrej zabawy są liczne dyskoteki i…
    wizyty innych bez wiz.Kazdy jest mile na wyspie panstwa
    Nowy Ekran mile widziany a poglady polityczne,partie,frakcje
    sa mile na Nowym Ekranie oczekiwane.Wieczory taneczne gwarantowane.”

    http://mareklipski.nowyekran.pl/post/84404,nowy-ekran-to-wyspa-bez-wiz-a-prezydent-wyspy-niech-zyje

    Za wiersz podziękował osobiście Prezydent RzBiK oraz naczelny, Łażący Łazarz. Czy ktoś mógłby mnie podnieść z dywanu? Bo padłem.

  179. 31/12/2012 o 2:18 pm

    hlb:

    Może sprezentujmy tym ludziom kopie gry „Tropico”…?

    :P

  180. queer
    06/09/2013 o 11:49 pm

    boski komentarz do powstania styczniowego, a wlasciwie to tez do sierpniowego a co tam, te mieszajace sie jezyki

  181. 01/11/2013 o 2:35 pm

    Just excellent writeup. This the truth is had been any recreational profile this. Look difficult to considerably unveiled gratifying by you! Mind you, how might we be in contact?

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: