Strona główna > felietonik > Święte krówki

Święte krówki

Przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej trwało 184 dni.

W tym czasie w Polsce odbyły się 452 spotkania, w tym 20 nieformalnych posiedzeń Rady UE i spotkań ministrów UE, 30 konferencji na poziomie ministerialnym oraz ponad 300 spotkań eksperckich. (…) W sumie na spotkania związane z prezydencją przyjechało do Polski około 30 tysięcy delegatów, akredytowało się 2150 dziennikarzy, zaś flota prezydencji przejechała 793 000 km. (…) Sprawne przeprowadzenie prezydencji było możliwe dzięki zaangażowaniu przeszkolonych ekspertów i urzędników. Bezpośrednio związanych z działaniami polskiego przewodnictwa było 1200 osób.

W czasie spotkań delegaci wypili 200 tysięcy butelek wody i zjedli 230 kg krówek.

Pół roku prezydencji w liczbach

Pod koniec 2010 r. pod fabryczkę Romana K. zajechały podejrzane dwie limuzyny, z których wysiadło dwóch ogolonych na łyso dżentelmenów w prochowcach marki Vistula. Zbliżali się szybkim krokiem, śnieg skrzypiał im pod butami. Nie zabawili długo. Złożywszy niecodzienne zamówienie (300 kg krówek ciągutek dla polskiej prezydencji), zostawili sutą zaliczkę w obligacjach Skarbu Państwa i czym prędzej odjechali. Roman widział ich  jeszcze tylko raz, gdy odbierali towar.

Dostarczenie 300 kg krówek okazało się nie lada wzywaniem. Głównie dla ambicji Romana.

– Trzeba na nie naszczać! – usłyszał w pierwszej kolejności od ojca. – Trzeba wykorzystać okazję i choć raz sprawić, że to nie nas, Polaków, ale to my, Polacy na nich naszczamy! Pamiętasz Jałtę? Pamiętasz Magdalenkę? Lizbonę? Tylko pomyśl: tysiące eurokratów, miliony zmarnowanych euro i nasza cicha, polska zemsta w ich gardłach! Mówię ci, choć raz trzeba wreszcie na nich naszczać!

Pomysł ojca, choć zabarwiony rodzinną tradycją (zarówno Roman, jak i siostra jego Łucja, lubowali się w pluciu nauczycielom do kawy) jawił się Romanowi jako niezbyt wybredny. Nawet jeśli wizja powyginanych twarzy eurokołchoźników od ekologicznych, polskostrumiennych sików, sprawiała mu wyraźną satysfakcję. Zdrowie nasze, w gardła wasze!

– Trzeba je poświęcić! – usłyszał w słuchawce, gdy rozmawiał z jedynym, któremu rodzina K. zawierzała swoje tajemnice. – Trzeba je wszystkie pobłogosławić! – sapał do słuchawki Wojciech Wencel, poeta. – Duch zrobi resztę!

– Najlepiej jedno i drugie – podsumowała żona, korpulentna czterdziestolatka, rzucając na stół książkę grubą jak cegła. Roman K. odczytał tytuł: Lech Wałęsa – idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy „Solidarności” do 1988r. Paweł Zyzak.

Postanowili działać w tajemnicy. Tuż po wyprodukowaniu ciągutek, załadowali je na krypę ciężarówki i nad ranem, gdy ulice puste, niczym opakowanie po cukierku, udali się w kierunku sobowskiego kościoła. Tam, w tweedowej marynarce i czarnym płaszczu z kapturem, czekał na nich umówiony Paweł Z. Po krótkiej bieganinie, znalazł wreszcie niską kropielnicę, do której szczać miał Wałęsa. Zaczęli święcić!

Jak wyczytali na stronie prezydencji, eurokraci zajadali się krówkami ze smakiem, konsumując blisko 230 kg ciągutek. Roman K. dostał nowe zamówienia, tym razem od ZUSu i urzędów skarbowych. Kropielnica znów poszła w ruch. Ojca Romana trzeba było pilnować, gdy wychodził do łazienki.

Niestety w dwa lata później okazało się, że zachodni eurokraci nieodporni na nieznaną im wcześniej bakterię z sobowskiej kropielnicy, powoli dawali się zainfekować, by wreszcie całkowicie ulec przeobrażeniu. Przeobrażeniu w Polaków. Po czterech latach trzy czwarte Europejczyków było dokładnie takie samo jak rodacy Romana K. znad Wisły: a więc uczciwi, prawdomówni, zorganizowani i czyści. Wojciech Wencel znowu miał rację, duch zrobił resztę.

Przy takim nagromadzeniu polskiego miłosierdzia, Unia Europejska przetrwała jednak tylko niecałe pięć lat. A potem anektował ją Izrael  z Norwegią.

  1. emluby
    29/12/2011 o 7:45 pm

    pierwszy ! good shit

  2. marcin_be
    29/12/2011 o 8:22 pm

    FAN TA STY CZNE :)))

  3. Quasi
    29/12/2011 o 8:43 pm

    @ major

    Miałem o to zapytać już dawno, przy innych okazjach. Zapytam teraz.

    Potrafisz rutynowo wymyślać jako komentarze satyryczne do chyba dowolnych zdarzeń polityczno-społeczno-publicystycznych o dowolnej randze takie krótkie utworki fabularne, mniej lub bardziej surrealistyczne.

    1. Ktokolwiek jeszcze na świecie robi coś takiego? Ten styl felietonistyki/satyry to jest coś konwencjonalnego, ma jakąś nazwę?

    2. Jesteś w stanie zrekonstruować ciąg rozumowania oraz wykryć źródła pomysłów/inspiracji, które doprowadzają Cię do takich fabułek? Choćby do tej o krówkach?

    Czasem tworzysz przy tym takie fabularne mikrowstawki, które komponują się tak, hmmm?, dziwacznie, że zdarza mi się popłakać ze śmiechu. Dla przykładu: kiedyś w jakimś – już nie pamiętam w jakim – utworku wymyśliłeś scenkę, w której do baru przychodzi jakiś wąsaty facet, nic nie zamawia, siada przy stole i zaczyna łyżeczką wyjadać cukier ze stojącej tam cukiernicy; temu wszystkiemu przygląda się jakiś młody szpaner, którego to wkurwia i chciałby temu wąsaczowi przypierdolić, ale się nie może zdecydować, bo w jaja uciskają go skórzane spodnie, które założył dla szpanu… Innym razem napisałeś coś o Tyberiuszku, jego podkolanówkach i opowieściach dziadka o walkach w Port Artur…
    Jak coś takiego można wymyślić? Coś podobnego kiedyś zaobserwowałeś w realu? Ktoś ci o czymś takim opowiadał? Czytałeś w jakiejś książce?

    Brat mi kiedyś żartobliwie powiedział (tłumacząc, dlaczego Einstein był tak dumny ze swojej, niby błahej, notacji sumacyjnej), że w typowym sukcesie fizyka jest „80% notacji, 10% pomysłu i 10% zioła”. Co Twoim zdaniem składa się na typowy sukces literata/prozaika?

  4. Anonim
    29/12/2011 o 9:25 pm

    BTW Quasi, dziekuje Ci za rozrywke prawie-nowo-roczna. Za komenty i za reakcje na blipie (tyle jest osob z kompleksem Quasiego).

  5. cyncynat
    29/12/2011 o 9:41 pm

    kurde, browsera sobie zupetowalem i stad ten „Anonim”.

    „Ojca Roman, trzeba było pilnować, gdy wychodził do łazienki.” – z tym zdaniem cos jest nie tak.

  6. 29/12/2011 o 10:04 pm

    emluby :

    pierwszy ! good shit

    marcin_be :

    FAN TA STY CZNE :)))

    No właśnie o ciekawe, bo moim zdaniem nie za specjalne i ot, takie sobie.

  7. cyncynat
    29/12/2011 o 10:24 pm

    galopujący major :

    emluby :
    pierwszy ! good shit

    marcin_be :
    FAN TA STY CZNE :)))

    No właśnie o ciekawe, bo moim zdaniem nie za specjalne i ot, takie sobie.

    o Noblu Maslowskiej bylo znacznie lepsze. ten sam gatunek, znacznie lepsze wykonanie imvho.

  8. 29/12/2011 o 10:28 pm

    Ach Quasi tak mi polukrowałeś, że aż nie wiem, co odpowiedzieć. No ale po kolei, postaram się dokładnie:

    Ad. 1 Pewnie tak, ale generalnie takie historyjki nie są felietonami, tylko klasycznymi short stories, jednak dużo dłuższymi, bo piszą je dla kasy i jednak mają mieć również, a może przede wszystkim, wartość literacką. Generalnie np. opowiadania Kurta Vonneguta (choć imho śmieszne, z tą wartością literacką tak sobie), Etgara Kereta (ale one są słodko-gorzkie, dużo tam o relacjach w związkach), pewnie trochę Hrabala (ale on znowuż jest dość specyficzny, jak zresztą cała czeska proza). Ostatnio w ogóle jestem fanem takich short stories, bo one idealnie przystają do czasów, gdy nie możesz się z czymś wyrobić i czytasz krótkie opowiadanka. Teraz biorę się za Buzzatkiego, ale on jest bardziej w stronę Kafki niż Vonneguta.
    BTW Dużo współczesnej polskiej literatury wydawanej np. w Ha!arcie jest nieco podobna do tego, co się Tobie w moim pisaniu podoba.

    Ad 2.
    To było tak: consolamentum wyśmiał na twitterze info o krówkach od Konrada Niklewicza, potem przeczytałem o krówkach, potem pomyślałem: dżizas, jak oni to wszystko zjedli, a potem ciekawe, kto im to wyprodukował. Dalej, a jakby im wyprodukował antyunijny pacjent z psychiatryka plus ciekawe jakby się wtedy zachował. Pewnie by napluł jak uczniowie w szkole (sam widziałem), no i zaraz co tam napluł, lepiej naszczał (popularny motyw, zwłaszcza po polskiej komedyjce Chłopaki nie płaczą), a może nie naszczał, tylko poświęcił, żeby duch święty tej ziemi, blebleble, więc naszczał, poświęcił, naszczał poświęcił, a jest, Wałęsą i kropielnica – mam jedno i drugie. A z tym poświęceniem to od razu, że duch święty działa, a jak duch to Wencel no i na koniec puenta (z nią jest zawsze najtrudniej) czyli ironicznie o zajebistych Polaczkach pouczających Jewropejczyków. Słowem dać się puścić wyobraźni z lekka karmionej hejtem. Tak to mniej więcej wyglądało.

    Wstawki to tylko moje obserwacje, a właściwie złośliwości. Ja to mam po dziadkach, a że pochodzę z małego miasteczka, gdzie wszyscy sobie dogryzali, toteż warunki do ewolucji wyzłośliwiania się miałem niemal idealne.

    Co do sukcesu literata/prozaika to nie wiem, bo nie jestem coryllusem hłe,hłe, ale jakbym miał obstawiać to po pierwsze warsztat (dużo pisać, ale jeszcze więcej, dużo więcej czytać i to rozmaitej, ale tylko dobrej literatury), po drugie wyobraźnia (pisanie po ziole i alko to, co do zasady, brednie, trzeba być bardzo skupionym), po trzecie mieć kogoś wiarygodnego, kto ci wytłumaczy co i jak poprawiać.

  9. 29/12/2011 o 10:29 pm

    cyncynat :

    galopujący major :

    emluby :
    pierwszy ! good shit

    marcin_be :
    FAN TA STY CZNE :)))

    No właśnie o ciekawe, bo moim zdaniem nie za specjalne i ot, takie sobie.

    o Noblu Maslowskiej bylo znacznie lepsze. ten sam gatunek, znacznie lepsze wykonanie imvho.

    Zgadzam się, powiem więcej, nawet nie wiedziałem, czy to publikować. No ale to tylko blogasek, więc bez przesady.

    PS Poza tym tam początek miałem już z Kafki:)

  10. marcin_be
    29/12/2011 o 10:57 pm

    galopujący major :

    emluby :
    pierwszy ! good shit

    marcin_be :
    FAN TA STY CZNE :)))

    No właśnie o ciekawe, bo moim zdaniem nie za specjalne i ot, takie sobie.

    dla mnie 2 ostatnie akapity rządzą i dają radę jak mówi młodzież na dzielni – kwestia gustu :)

  11. 29/12/2011 o 11:20 pm

    marcin_be :

    galopujący major :

    emluby :
    pierwszy ! good shit

    marcin_be :
    FAN TA STY CZNE :)))

    No właśnie o ciekawe, bo moim zdaniem nie za specjalne i ot, takie sobie.

    dla mnie 2 ostatnie akapity rządzą i dają radę jak mówi młodzież na dzielni – kwestia gustu :)

    Ale też nie będą się jakoś sadystycznie upierał;)

  12. Quasi
    29/12/2011 o 11:59 pm

    @ major

    To było tak: consolamentum wyśmiał na twitterze info o krówkach od Konrada Niklewicza, potem przeczytałem o krówkach, potem pomyślałem: dżizas, jak oni to wszystko zjedli, a potem ciekawe, kto im to wyprodukował. Dalej, a jakby im wyprodukował antyunijny pacjent z psychiatryka plus ciekawe jakby się wtedy zachował. Pewnie by napluł jak uczniowie w szkole (sam widziałem), no i zaraz co tam napluł, lepiej naszczał (popularny motyw, zwłaszcza po polskiej komedyjce Chłopaki nie płaczą), a może nie naszczał, tylko poświęcił, żeby duch święty tej ziemi, blebleble, więc naszczał, poświęcił, naszczał poświęcił, a jest, Wałęsą i kropielnica – mam jedno i drugie. A z tym poświęceniem to od razu, że duch święty działa, a jak duch to Wencel no i na koniec puenta (z nią jest zawsze najtrudniej) czyli ironicznie o zajebistych Polaczkach pouczających Jewropejczyków.

    (1) Teraz to wygląda klarownie i do ogarnięcia. Podobnie jak się patrzy na jakąś złożoną strukturę biologiczną (kaskada krzepnięcia krwi, rzęska bakterii, maszyneria importu białek do mitochondriów itp.) – nad którymi masturbują się kreacjoniści – i poczyta trochę o jej analizach filogenetycznych i hipotetycznych scenariuszach powstania krok po kroku, to przytłaczająca złożoność zaczyna ustępować eleganckiej (pseudo)prostocie.

    (2) „Jak oni to wszystko zjedli?”. Też mnie czasem nachodzą takie „pytania Fermiego”: „o ile świat byłby lepszy (choćby tylko przez to, że produkty konsumpcyjne byłyby tańsze) gdyby nie trwoniono forsy na przekąski dla korpoludków/polityków, na reklamy, na siedziby firm w biurowcach w centrach miasta (i zamiast tego gdyby, na ile się dało, korpoludki i biurwy pracowały zdalnie z domów), na zbrojenia, gdyby uczono dzieci 5 razy więcej/lepiej matematyki kosztem innych przedmiotów, gdyby cały świat mówił jednym językiem?” itp..

    Słowem dać się puścić wyobraźni z lekka karmionej hejtem. Tak to mniej więcej wyglądało.
    Wstawki to tylko moje obserwacje, a właściwie złośliwości. Ja to mam po dziadkach, a że pochodzę z małego miasteczka, gdzie wszyscy sobie dogryzali, toteż warunki do ewolucji wyzłośliwiania się miałem niemal idealne.

    Wytrenowana złośliwość i jej pochodne – rozumiem. Ale jeszcze pozostaje problem pomysłu: kurwa, jak wpadłeś na jedzenie cukru, na skórzane spodnie, na Tyberiuszka, na Port Artur? Mnie (i jednego mojego kolegę też) to tak rozbraja bo jawi mi się jako jednocześnie surrealistyczne (kurwa, takie dziwaczne i niespotykane, w życiu nic podobnego nie widziałem) i naturalistyczne (kurwa, przecież coś takiego w sumie mogło się autentycznie wydarzyć – jak miałem parę lat to też próbowałem jeść cukier…).

    (…) po pierwsze warsztat (dużo pisać, ale jeszcze więcej, dużo więcej czytać i to rozmaitej, ale tylko dobrej literatury), po drugie wyobraźnia (…), po trzecie mieć kogoś wiarygodnego, kto ci wytłumaczy co i jak poprawiać.

    Czytanie lepszych od siebie wpływa na warsztat, ok. A przy okazji nie zanieczyszcza wyobraźni, tj. czy naczytawszy się cudzych pomysłów jest się jeszcze w stanie myśleć oryginalni, bez popadania w mimowolne naśladownictwo/klisze?

  13. cyncynat
    30/12/2011 o 12:16 am

    Quasi, a czytales Wojne Maslowskiej? Tam tez sa te elementy. Albo inna podobna do Maslowskiej rzecz: Kompleks Portnoya.Obie ksiazki w zasadzie maja ten sam problem (jednowymiarowe i dosc powtarzalne) i te same zalety (humor i jezyk). No, KP jest lepszy nieco, ale tylko nieco.

  14. Quasi
    30/12/2011 o 12:37 am

    cyncynat :
    Quasi, a czytales Wojne Maslowskiej? Tam tez sa te elementy. Albo inna podobna do Maslowskiej rzecz: Kompleks Portnoya.Obie ksiazki w zasadzie maja ten sam problem (jednowymiarowe i dosc powtarzalne) i te same zalety (humor i jezyk). No, KP jest lepszy nieco, ale tylko nieco.

    Nie czytałem, aczkolwiek przeczytanie kiedyś rozważałem. Naprawdę ta Wojna się udała, mimo młodego wieku autorki? Zobaczę.

  15. cyncynat
    30/12/2011 o 12:43 am

    Quasi :

    cyncynat :
    Quasi, a czytales Wojne Maslowskiej? Tam tez sa te elementy. Albo inna podobna do Maslowskiej rzecz: Kompleks Portnoya.Obie ksiazki w zasadzie maja ten sam problem (jednowymiarowe i dosc powtarzalne) i te same zalety (humor i jezyk). No, KP jest lepszy nieco, ale tylko nieco.

    Nie czytałem, aczkolwiek przeczytanie kiedyś rozważałem. Naprawdę ta Wojna się udała, mimo młodego wieku autorki? Zobaczę.

    Udala sie w tym jednym wymiarze. Jako powiesc to ksiazka raczej slabiutka.

  16. 30/12/2011 o 12:45 am

    @Quasi

    ad1) No i ja ci tego pędu do wiedzy zazdroszczę, dżizas ty takie rzeczy czytasz sobie, jak ja, ja wiem, coś o piłce nożnej. Zacięcie godne podziwu.

    Ad2) No właśnie, ja mam trochę inaczej. Ty patrzysz utylitarnie, a ja nieco absurdalnie. Od razu wyobrażam sobie tłustego Bawarczyka z rudymi wąsami, który obżera się tymi krówkami, całą halę takich Bawarczyków i mlaskanie, i wkładanie do gardzieli i zaraz te gardła, takie obślizgłe jak widać na gastroskopii itd. Czasami żałuję, że sobie wszystkiego nie spisuje, bo mi część pomysłów ginie, a potem trudno je odtworzyć w pierwotnym kształcie.

    Ad 3 Tyberiuszek, Port Artur, czy zwłaszcza te spodnie i cukier http://tekstowisko.com/gama/57401.html to jest właśnie odtworzony rejestr skojarzeń. Cyncynat ma rację, że ja nie nadaję tym postaciom wielowymiarowości, bo raz, ja im w ogóle nie współczuje, a dwa, to jest pewna zbitka steretypów, różnych percepcji, prawackich fobii – słowem postacie stworzone z prawackiego błota i ich „wartości”. Z drugiej strony, tak jak nie lubię (do pewnego stopnia) filmów nierealistycznych, tak nie lubię tez kompletnie odjechanych historii, dlatego staram się ich osadzić w rzeczywistości, bo to imho przydaje komizmu. Realność realizacji scenariusza działa lepiej niż jakieś nadprzyrodzony czynnik rozwiązujący problem w „fabule”.

    Ad 4 De facto ilość zestawów jest nieograniczona, bo jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś napisze o szczaniu na krówki i święceniu z kropielnicy Wałęsy. A jeśli nawet to są tysiące innych. Bardziej się obawiam, że sam się powtarzam w kolejnym tekście.

  17. 30/12/2011 o 12:48 am

    Quasi :

    cyncynat :
    Quasi, a czytales Wojne Maslowskiej? Tam tez sa te elementy. Albo inna podobna do Maslowskiej rzecz: Kompleks Portnoya.Obie ksiazki w zasadzie maja ten sam problem (jednowymiarowe i dosc powtarzalne) i te same zalety (humor i jezyk). No, KP jest lepszy nieco, ale tylko nieco.

    Nie czytałem, aczkolwiek przeczytanie kiedyś rozważałem. Naprawdę ta Wojna się udała, mimo młodego wieku autorki? Zobaczę.

    Powinna Ci się spodobać, śmieszna językowo. I miejscami pomysłowa. Ale też spieprzona końcówka.

  18. 30/12/2011 o 12:54 am

    Anonim :

    BTW Quasi, dziekuje Ci za rozrywke prawie-nowo-roczna. Za komenty i za reakcje na blipie (tyle jest osob z kompleksem Quasiego).

    Ej, daj linka do blipa z Quasim.

  19. cyncynat
    30/12/2011 o 12:58 am

    galopujący major :

    Anonim :
    BTW Quasi, dziekuje Ci za rozrywke prawie-nowo-roczna. Za komenty i za reakcje na blipie (tyle jest osob z kompleksem Quasiego).

    Ej, daj linka do blipa z Quasim.

    Przepraszam Majorze, nie mam sily. Jest zaskakujaco(?) wiele osob, ktorzy maja problem z tym ze Quasi pisze dlugie, przemyslane i trzymajace sie kupy komentarze.

  20. 30/12/2011 o 1:07 am

    cyncynat :

    galopujący major :

    Anonim :
    BTW Quasi, dziekuje Ci za rozrywke prawie-nowo-roczna. Za komenty i za reakcje na blipie (tyle jest osob z kompleksem Quasiego).

    Ej, daj linka do blipa z Quasim.

    Przepraszam Majorze, nie mam sily. Jest zaskakujaco(?) wiele osob, ktorzy maja problem z tym ze Quasi pisze dlugie, przemyslane i trzymajace sie kupy komentarze.

    Haha już znalazłem u szpro.

  21. vHF
    30/12/2011 o 10:16 am

    Quasi, Masłowska to rzeczywiście dobry typ jeśli Ci się pisanie majora podoba, i to i „Wojna” i „Paw”. Cyncynat ma trochę racji, mówiąc że to są powieści jednowymiarowe, ale wymiar jest gruby i ten, na którym Ci zależy. (Dlatego trochę mnie tu dziwi to dst-, które jej major tu wystawił.) „Kompleks Portnoya” natomiast jest inny i chociaż jest super-śmieszny i ważniejszy niż cała Masłowska, to nie polecałbym go w tym kontekście.

  22. cyncynat
    30/12/2011 o 10:24 am

    Obie rzeczy sa „good for what they are”, ale tez sa meczace w kawalkach dluzszych niz 20-30 stron.
    Jak sobie teraz jednak przypominam, to KP jest jednak zauwazalnie lepszy. Dlaczego go nie polecasz (w tym kontekscie)?

  23. vHF
    30/12/2011 o 10:42 am

    No nie wiem, ja „Wojnę” i „Pawia” przeczytałem w kilka posiedzeń.

    „Kompleksu” nie polecam Quasiemu tutaj (bo ogólnie przecież polecam), bo różni się od majora i Masłowskiej w dwóch kluczowych aspektach. Po pierwsze, i łatwiejsze, nie ma tam nic o tych strasznych Polakach, z której major i Quasi i my tu wszyscy się głównie śmiejemy. „Kompleks” jest w dużej części o strasznych Żydach, którzy są tak samo (jeśli nie bardziej) śmieszni, ale nie wiem czy to rezonowałoby w Quasim. Po drugie, komizm „Kompleksu” jest moim zdaniem głównie wewnętrzny, tzn. śmieszny jest pokrętny tok myślenia bohatera skrzywdzonego żydowskim wychowaniem. Mutatis mutandis, tego jest oczywiście pełno u majora (mniej może u Masłowskiej), ale przykład, który nam Quasi podał — żarcie cukru i ciasne gacie — jest przykładem komizmu zewnętrznego (czy prościej: sytuacyjnego), którego w „Kompleksie Portnoya” aż tak wiele nie ma.

  24. cyncynat
    30/12/2011 o 10:50 am

    Pawia nie czytalem i, prawde powiedziawszy, jest dosc nisko na dlugiej liscie ksiazek do przeczytania. Pisalem o Wojnie i KP. KP jest meczacy o tyle o ile meczy glosny smiech – po paru minutach pluca nie wyrabiaja. Maslowska jest meczaca (dla mnie), poniewaz w istocie powtarza w kolko kilka schematow w swojej narracji Silnego. Np latwe do zauwazenia i blisko polozone sprzecznosci w pogladach Silnego. Sam trick jest OK, ale nie po kilka razy strone.

  25. axolotl
    30/12/2011 o 11:08 am

    Major. z tą zasadą przy alko/ziole, nie wiem, szczerze mówiąc. Bo z jednej strony brzmi to logicznie, z drugiej – ok. może większość twórczości Wieni Jerofiejewa była mocno bełkotliwa, ale na przykład Pielewin mocno korzysta ze wspomagaczy, gdzieś od zioła w górę (z akcentem na grzyby i kwas), a trudno jego pisaniu zarzucić, że to brednie. Nie wiem czy pisze na wspomagaczach, czy tylko wykorzystuje to co zapamiętał, ale dość pewnie się w tej materii porusza i konsekwentnie pozostaje na zewnątrz narracji – w sensie nie wpada w ucinanie albo upraszczanie ciągów skojarzeń (no bo przecież wiadomo o co chodzi), co jest chyba dość typowe na alko albo dragach. Generalnie, moim zdaniem akurat jego pisarstwu narkotyki służą.

  26. cyncynat
    30/12/2011 o 11:11 am

    Pelevin… Gosc, ktory dosc znaczaco przyczynil sie do mojego pozegnania wspolczesnej literatury rosyjskiej. Brr…

  27. axolotl
    30/12/2011 o 11:40 am

    Mi szczerze mówiąc bardzo podpasował. Szczególnie w zderzeniu z Wiktorem Jerofiejewem albo Sorokinem, z którymi się nie polubiłem. Fajne są te jego okołoborgesowe wycieczki, zafiksowanie na punkcie filozofii wschodu i generalnie erudycja. No ale co kto lubi.

  28. 30/12/2011 o 12:49 pm

    vHF :

    Quasi, Masłowska to rzeczywiście dobry typ jeśli Ci się pisanie majora podoba, i to i „Wojna” i „Paw”. Cyncynat ma trochę racji, mówiąc że to są powieści jednowymiarowe, ale wymiar jest gruby i ten, na którym Ci zależy. (Dlatego trochę mnie tu dziwi to dst-, które jej major tu wystawił.) „Kompleks Portnoya” natomiast jest inny i chociaż jest super-śmieszny i ważniejszy niż cała Masłowska, to nie polecałbym go w tym kontekście.

    Jeśli tak to zabrzmiało, to oczywiście zmieniam, daję bdb z punktu widzenia rzeczy, które się podobają Quasiemu (i mnie również). Ja akurat, jak wiesz, jestem po „The Ghost Writer” Rotha i wątek żydowski tak bardzo mi podpasował (i widzę tak wiele analogii z Polaczkami), że zaraz sobie „Kompleks” Rotha kupię i przeczytam.

  29. 30/12/2011 o 12:50 pm

    axolotl :

    Major. z tą zasadą przy alko/ziole, nie wiem, szczerze mówiąc. Bo z jednej strony brzmi to logicznie, z drugiej – ok. może większość twórczości Wieni Jerofiejewa była mocno bełkotliwa, ale na przykład Pielewin mocno korzysta ze wspomagaczy, gdzieś od zioła w górę (z akcentem na grzyby i kwas), a trudno jego pisaniu zarzucić, że to brednie. Nie wiem czy pisze na wspomagaczach, czy tylko wykorzystuje to co zapamiętał, ale dość pewnie się w tej materii porusza i konsekwentnie pozostaje na zewnątrz narracji – w sensie nie wpada w ucinanie albo upraszczanie ciągów skojarzeń (no bo przecież wiadomo o co chodzi), co jest chyba dość typowe na alko albo dragach. Generalnie, moim zdaniem akurat jego pisarstwu narkotyki służą.

    Dlatego napisałem, co do zasady. Oczywiście są od niej wyjątki i ja piszę o prozaiku współczesnym (w XIX w jak wiadomo w Paryży królował absynt).

  30. adas
    30/12/2011 o 2:35 pm

    Pielewin zjada Sorokina na śniadanie, trawi i wy…pluwa. Powiedzmy, że wypluwa. Co nie znaczy, że nie jest manieryczny, o nie. Ale jest dużo lepszym pisarzem, nawet najgorsze pomysły potrafi jako tako sprzedać.

    Wiktora Jerofiejewa czytałem tylko „Dobrego Stalina” i niczego więcej już nie potrzebowałem.

  31. Quasi
    30/12/2011 o 4:29 pm

    @ vHF

    „Kompleks” jest w dużej części o strasznych Żydach, którzy są tak samo (jeśli nie bardziej) śmieszni, ale nie wiem czy to rezonowałoby w Quasim.

    Mój brat obecnie pracuje w Izraelu i czasem, acz niestety rzadko, donosi mi o śmiesznych Żydach (czasem rozmawia z Żydami ironiczni nastawionymi, podobnie jak my, i stąd ma anegdoty; aczkolwiek mamy tu pewną asymetrię, bo on więcej opowiada o śmiesznych Polakach), więc gotowość do czytania o śmiesznych Żydach we mnie dojrzewa.

    (…) ale przykład, który nam Quasi podał — żarcie cukru i ciasne gacie — jest przykładem komizmu zewnętrznego (czy prościej: sytuacyjnego) (…)

    „Sytuacyjnego”? Zdecydowanie nie. Komizm sytuacyjny to, jeśli dobrze rozumiem, jakaś „zabawna”, czasem „zabawnie” kompromitująca, intryga wynikła z jakiegoś mało prawdopodobnego zbiegu prawdopodobnych okoliczności i nieporozumień, zwykle zakończona wyjaśniającą/prostującą wszystko puentą. Coś jak w sitcomach. Ja tego nie znoszę, jest to dla mnie unfunny, a w sytuacji, gdy intryga jest kompromitująca, to wręcz nie mogę na to patrzeć.

    W scenie z cukrem nie „sytuacja” jest śmieszna [abstrahuję od tego, że major bardzo źle ją opisał, bo całość przeładował ozdobnikami i to o rząd wielkości, często źle dopasowanymi czy wręcz pomylonymi (np. cukier to nie glukoza, lecz sacharoza) – ale mimo tego sam pomysł się broni] lecz dziwaczność, absurdalność, surrealizm samego obrazu [wyjadać cukier? i to publicznie w barze? wkurwiać się i chcieć bić kogoś, kto wyjada cukier? podejrzenie, że jakiś przypadkowy wąsaty „Pieróg” wyjadający cukier to „nasz najlepszy klient” i nie można dopuścić, by ktoś go obraził? WTF?] połączona ze swoistym naturalizmem drobnostek [problemy człowieka, którego szpanerskie odzienie gniecie w jaja; kucharka patrzy na wyjadacza cukru, wkurwia się tym i z obrzydzeniem, z pogardą coś tam pod nosem na niego pierdoli, pogardliwie przedrzeźnia jego ciamkanie – tak, ludzie faktycznie mają takie problemiki i tak się zachowują, ale to są takie drobnostki, takie błahostki, że normalnie nikt tego nie zauważa].

  32. vHF
    30/12/2011 o 9:49 pm

    Quasi,

    Nie wiem w jaki sposób są śmieszni Żydzi izraelscy, ale w inny niż ci nowojorscy z „Kompleksu Portnoya”, bo tam główną siłą napędową są stosunki Żydzi-goje. Co do komizmu sytuacyjnego to masz rację, źle użyłem tego określenia, pozostańmy przy wewnętrzny/zewnętrzny.

  33. cyncynat
    31/12/2011 o 10:56 am

    Newark to New Jersey, vHF. Moja kolezanka z klasy (i jednoczesnie corka mojej nauczycielki matmy, ktora pomogla mi przetrwac szkole srednia), wlasnie przenosi sie z rodzina do New Jersey, z Izraela. Jezyk swedzial zapytac czy nie do Newark, ale sie powstrzymalem :)

  34. vHF
    31/12/2011 o 5:13 pm

    Etam, przez rzekę do Nowego Jorku jakieś 20km. A młody Portnoy chyba się do NY przeniósł, AFAIR.

  35. cyncynat
    31/12/2011 o 10:29 pm

    Czepialem sie, masz racje, ze dorosly Roth to o nowojorkczykach pisal. Ale porypane dziecinstwo to dorastanie w emigranckim Newark.

  36. 01/01/2012 o 4:50 pm

    Pomysłowy wpis. Zastanawia mnie skoro zamówiono 300 kg krówek, a zjedzono 230 kg, to gdzie jest pozostałe 70kg?

  37. adas
    02/01/2012 o 9:10 pm

    filemonkot :
    Pomysłowy wpis. Zastanawia mnie skoro zamówiono 300 kg krówek, a zjedzono 230 kg, to gdzie jest pozostałe 70kg?

    Tego to nikt nie wie. Nawet CBA z kardynałem Dziwiszem. I lepiej, powiadam, lepiej nie drążyć tego tematu. Nie sprawdzać komu brzuś urósł.

  38. 25/04/2013 o 11:39 pm

    Nanokeratin locks onto the hair, forming a fine, smooth coat of keratin.
    Likewise, using imported shampoos and conditioners from a tropical country when your climate is cold and temperate is not such a
    good idea. The product should be one that is made for your type of hair, whether
    it be dry, oily, curly or straight.

  39. 19/08/2013 o 3:44 am

    Conversely, the electronic cigarette can be used
    for a long time since it works on a battery and has a metallic exterior.
    This spares the user’s family and friends from being exposed to the harmful carcinogens contained within secondhand smoke. Why do e-cigarettes need FDA approval in the first place.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: