Strona główna > felietonik > Korwinistyczna antymatematyka

Korwinistyczna antymatematyka

Pojawiający się tu i ówdzie flejm o liście maturzystki dissującej matematykę na maturze jest tak straszny, jak, ja wiem, awanturki między Krakófkiem a Warszafką, albo jakieś kibolskie żale o zamykaniu stadionuf. Matematyczna ignorancja chujmanistów zazwyczaj zamyka się w klasycznych błędach młodości, ale z drugiej strony narzekania oświeconych nerdów, i ich bieda-argumenty sprawiają, że nic, tylko od całej tej matematyki spierdalać w jakieś chujmanistyczne haszcze. Przykładem choćby kuriozalne  obliczanie całki w obcasie prof. Turskiego, albo list, gdzie matematyka ważna jest, gdyż życie dzieci, atomowe referendum, no i papcio Lem gdzieś tam, coś tam, między jedną kremówką a drugą. Brakuje tylko Wojtyły, którego razem z Lemem i Enigmą Wyborcza wydała w dodatku o wielkich Polakach !!! (rzyg, rzyg, rzyg)  Well, uzasadnianie poglądów o wyjątkowej wadze matematyki w życiu to zazwyczaj jakieś ostre pierdolo, bo przecież jak nie rozumiesz fizyki, to woda ze stanu ciekłego w lotny  i czajniczek oparzy ci łapkę, a jak nie znasz chemii, to hej, hej, jak rozpuścisz syropek, zrobisz mleczko albo pomalujesz mieszkanko, nie mówiąc o „polskim języka”, gdzie korporacyjne majle to jednak słać trzeba z koniugacją, sracją. Słowem, śmierć, ból i rozpacz czają się wszędzie za rogiem. Osobiście dla mnie o wiele ważniejsza jest np. szkolna biologia, czy raczej medycyna, ale raz, nie będę z tego powodu krzyczał o obowiązkowych zadaniach z anatomii na maturze i dwa, udowadniał, że może znasz Pitagorasa, ale nie wiesz, jak mu ułożyć główkę, by nie udusił się własnymi rzygowinami. Inna sprawa to, rzecz jasna, szansa na gładką pracę najemną po studiach chujmanistycznych, a ścisłych, no i kwestia matematyki na studiach, jak np. statystyka, bez znajomości której, praca naukowa może się wydać dość … powiedzmy, że bezowocna.

Problemem tej dziewczyny, która (anecdata) o matematyce myśli, jak masa rówieśników w jej wieku, to problem nie żadnej tam pogardy dla „królowej nauk”, ale korwinistyczne obwiniane systemu o porażkę na maturze. Droga koleżanko, niestety już tak jest, że czy to matematyka, czy grabienie liści, ale w pewnym momencie życia trzeba ostro zapierdalać, a im bardziej czegoś nie lubisz lub nie rozumiesz, tym zapierdalać trzeba więcej. Znając odpowiednio wcześniej wymagania maturalne i własny anty-talent matematyczny, to właśnie na naukę matematyki powinnaś poświęcić odpowiednio więcej czasu, a nie żalić się i płakać po gazetach, że złe ministry i w ogóle. Ja wiem, że w Polszy to wszystkiemu winne są biurwy, źli nauczyciele (no za tą pensję, nie chce się robić – skandal), zaborcy, politycy, Ruskie, Niemce, Żydy, Arabusy i wszyscy inni, ale w sekrecie powiem ci, że im częściej będziesz tak jęczała, tym większe prawdopodobieństwo, że skończysz, jak ci wszyscy kanapowi politycy dwojga imion, czterech herbów, i żydowsko-masońskich spisków.

  1. 11/07/2011 o 2:28 pm

    haha Pierwszy.
    Toć to co napisałeś to czystej wody liberalizm/libertanizm/obiektywizm. Dlatego dziękuje Ci pięknie za wyłuszczenie czym jest korwinizm (na przykładzie) a czy są powyższe ( w domyśle w głowie, w idealnym modelu).
    Dobre karwa

  2. marcin_be
    11/07/2011 o 4:01 pm

    ekhem ekhem przepraszam że się wcinam offtopicznie ale kuknijcie na to:
    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/756/golebiowski-hardbass-jest-prawicowy

    ostatnio kolega z biura pokazał mi filmik: Hardbass ale takiego ładnego pierdololo to dawno nie czytałem…

  3. 11/07/2011 o 4:16 pm

    Ja pierdolę dawno takiego mega LOLA nie czytałem. APSÓRT KÓRFA

    marcin_be :
    ekhem ekhem przepraszam że się wcinam offtopicznie ale kuknijcie na to:
    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/756/golebiowski-hardbass-jest-prawicowy
    ostatnio kolega z biura pokazał mi filmik: Hardbass ale takiego ładnego pierdololo to dawno nie czytałem…

  4. sickofitall
    11/07/2011 o 5:39 pm

    marcin_be :
    ekhem ekhem przepraszam że się wcinam offtopicznie ale kuknijcie na to:
    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/756/golebiowski-hardbass-jest-prawicowy
    ostatnio kolega z biura pokazał mi filmik: Hardbass ale takiego ładnego pierdololo to dawno nie czytałem…

    LOL, a już nacjonalistyczny straight edge rozwalił mnie kompletnie.

  5. 11/07/2011 o 6:02 pm

    Co to za pierdolenie, o co ci w ogóle chodzi.

  6. Quasi
    11/07/2011 o 6:15 pm

    @ major

    0. Nie znam sprawy maturzystki i okołomatematycznych flejmów i, prawdę mówiąc, nie chce mi się poznawać.

    1. Brutalnie upraszczając powiem, że w szkole ponadpodstawowej to w zasadzie niczego innego poza językiem angielskim, W-F, informatyką i matematyką uczyć się nie powinno obligatoryjnie. To są dziedziny, do których opanowania, poza wiedzą, potrzebne jest nabycie pewnych umiejętności/intuicji, a w ich kształtowaniu pomocna może być bezpośrednia asysta nauczyciela. A jeśli te umiejętności/intuicje nabędziesz, to całej reszty, pozostałych dziedzin, na szkolnym poziomie możesz nauczyć się sam (tj. bez bezpośredniej asysty nauczyciela) czytają „do poduszki”, ewentualnie rozwiązując sobie sztampowe zadania z podręczników/zbiorów. Obecnie, w dobie powszechnego dostępu do książek i internetu – w tym do internetowych wykładów (patrz np. „Khan Academy”) – prowadzenie klasycznych lekcji-wykładów to strata czasu.
    Tak więc IMO Szkoła niech bezpośrednio i systematycznie trenuje uczniowi tylko umiejętności/intuicje, natomiast wiedzę niech uczeń zdobywa i utrwala sobie sam, ale wg ustalonego przez Szkołę programu, z wyselekcjonowanych i opracowanych przez Szkołę materiałów (podręczniki, zbiory, multimedia) i niech szkoła na bieżąco monitoruje&wymusza postępy w jej zdobywaniu/utrwalaniu regularnymi egzaminami.

    2. Piszesz:

    Problemem tej dziewczyny, która (anecdata) o matematyce myśli, jak masa rówieśników w jej wieku, to problem nie żadnej tam pogardy dla „królowej nauk”, ale korwinistyczne obwiniane systemu o porażkę na maturze. Droga koleżanko, niestety już tak jest, że czy to matematyka, czy grabienie liści, ale w pewnym momencie życia trzeba ostro zapierdalać, a im bardziej czegoś nie lubisz lub nie rozumiesz, tym zapierdalać trzeba więcej. (…)

    To po prostu fałsz.

    Myślę, że skuteczne nabywanie wiedzy i umiejętności wymaga co najmniej:
    – odpowiedniej ich selekcji, sekwencji podawania i dawkowania (innymi słowy: programu);
    – odpowiedniego sposobu podawania, wpajania, trenowania i organizowania czasu/pracy (innymi słowy: dydaktyki);
    – odpowiedniego sposobu kontroli postępów oraz wykrywania i neutralizowania problemów (innymi słowy: kurateli);
    – odpowiedniego sposobu motywowania uczniów do pracy (innymi słowy: pedagogiki);
    – a wszystko powyższe możliwie jak najlepiej dostosowane do indywidualnych możliwości/preferencji/ograniczeń każdego ucznia (innymi słowy: selekcji).
    I tym właśnie zajmuje się system. [Przecież nawet zawodowi sportowcy mają nad sobą „system” – choćby trenerów.]

    Gdyby było tak jak twierdzisz, to za wszelkie różnice w ludzkim wyedukowaniu odpowiadałyby wrodzone, indywidualne różnice między uczniami i różne systemy edukacyjne w cywilizowanym świecie (zakładając w miarę równomierną dystrybucję indywidualnych różnic międzyludzkich) nie różniłyby się ogólnymi wynikami, nie byłoby też różnic w wynikach uczniów z różnych szkół lub prowadzonych przez różnych nauczycieli. A przecież te różnice są i są wyraźne:

    – Trystero, „Nie wybieraj szkoły dziecku, wybierz nauczycieli!,” Autorskie blogi finansowe, Sierpień 29, 2010.

    – Trystero, „McKinsey o polskim systemie edukacji,” Autorskie blogi finansowe, Grudzień 07, 2010.

    – Wendy Johnson et al., “Family background buys an education in Minnesota but not in Sweden,” Psychological Science: A Journal of the American Psychological Society / APS 21, nr. 9 (Wrzesień 2010): 1266-1273.

    – Razib Khan, “When genes matter for intelligence,” Gene Expression / Discover Magazine, Styczeń 12, 2011.

    Ludzka edukacja jest poniekąd jak tresura zwierząt. Zwierzęta bez treserów tresują się kiepsko w porównaniu ze zwierzętami z treserami. Zwierzęta z kiepskimi treserami tresują się kiepsko w porównaniu do zwierząt z treserami dobrymi.
    Jeśli ktoś nie „zapierdala” albo „zapierdala” bez oczekiwanych efektów, choć teoretycznie by mógł „zapierdalać” skutecznie, znaczy to najprawdopodobniej, że został źle zmotywowany lub, że źle mu możliwości „zapierdalania” zorganizowano, choćby dostarczając nieodpowiednie narzędzia.

    Korwinistyczny (czy wręcz randroidalny) problem to masz Ty, skoro – w naiwnym indywidualisycznym amoku – wyobrażasz sobie, że każdy sobie sam kapitanem, sterem i okrętem. I co jeszcze? Może jeszcze ludzie mają „wolną wolę”, a „chcącemu nie dzieje się krzywda”?

  7. jaja
    11/07/2011 o 6:16 pm

    @galopujący major
    „Brakuje tylko Wojtyły, którego razem z Lemem i Enigmą Wyborcza wydała w dodatku o wielkich Polakach !!! (rzyg, rzyg, rzyg)”

    Ja, jako taki advocatus diaboli (również szanując wielkość blogerów oraz komentatorów polskiej blogosfery), zwrócę tylko uwagę, że Karol Wojtyła jednak Wielkim Polakiem był.

  8. jaja
    11/07/2011 o 6:28 pm

    @Quasi
    „W-F (…) To są dziedziny, do których opanowania, poza wiedzą, potrzebne jest nabycie pewnych umiejętności/intuicji, a w ich kształtowaniu pomocna może być bezpośrednia asysta nauczyciela. A jeśli te umiejętności/intuicje nabędziesz, to całej reszty, pozostałych dziedzin, na szkolnym poziomie możesz nauczyć się sam”

    Wu-eF? Jesteś pewien, że tego tak prywatnie, po lekcjach, bez nauczyciela nie można? I jaka „intuicja/umiejętność”, zwykły dżoging nie wystarczy?

  9. M.
    11/07/2011 o 6:35 pm

    sickofitall :

    marcin_be :
    ekhem ekhem przepraszam że się wcinam offtopicznie ale kuknijcie na to:
    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/756/golebiowski-hardbass-jest-prawicowy
    ostatnio kolega z biura pokazał mi filmik: Hardbass ale takiego ładnego pierdololo to dawno nie czytałem…

    LOL, a już nacjonalistyczny straight edge rozwalił mnie kompletnie.

    Nacjonalistyczny sxe to taki kolejny przykład na to, że prawica ani nie potrafi nic oryginalnego wymyśleć, więc kopiuje, ani nawet skopiować dobrze nie potrafi.
    W sxe w wersji prawicowej uważa się, że „wegetarianizm jest dla cipek” a wszystko sprowadza się do tego, aby lepiej bić antyfaszystów(-ki), a nie o bycie dobrym dla siebie i dla innych i fajną zabawę na gigach. Ani to szlachetne, ani inteligentne.
    A straight edge jest z założenia ideolo z lewej strony, kto uważa inaczej, może iść wylewać żale np. tutaj.

  10. Quasi
    11/07/2011 o 6:35 pm

    @ jaja

    Wu-eF? Jesteś pewien, że tego tak prywatnie, po lekcjach, bez nauczyciela nie można?

    Prywatnie i po lekcjach można wszystko (języki obce i matematykę też). Sęk w tym, że w praktyce nie można samodzielnie, tj. bez nauczyciela/trenera/partnera.

    I jaka „intuicja/umiejętność”, zwykły dżoging nie wystarczy?

    Do amatorskiego dżogingu być może nauczyciel/trener nie jest potrzebny, ale do nauki choćby pływania, koszykówki, gimnastyki czy judo jest raczej niezbędny.

  11. Quasi
    11/07/2011 o 6:48 pm

    czescjacek :
    Co to za pierdolenie, o co ci w ogóle chodzi.

    A to odnośnie czego?

  12. 11/07/2011 o 6:51 pm

    @M
    „A straight edge jest z założenia ideolo z lewej strony”

    W sensie że „prawdziwy” stretecz? Bo miałem trochę kontakt z sympatykami tej subkultury i byli to katonacjonalistyczni pojebańcy, ale rozumiem, że tylko się pod sxe podszywali. Uf.

  13. M.
    11/07/2011 o 7:02 pm

    czescjacek :
    @M
    „A straight edge jest z założenia ideolo z lewej strony”
    W sensie że „prawdziwy” stretecz? Bo miałem trochę kontakt z sympatykami tej subkultury i byli to katonacjonalistyczni pojebańcy, ale rozumiem, że tylko się pod sxe podszywali. Uf.

    Tak, „prawdziwy sxe”. Po drodze niektórzy wdali się w krótki romans z islamem (=hardline), ale to byli biedni, biedni ludzie, i w większości im przeszło.

  14. 11/07/2011 o 7:07 pm

    @emluby, Quasi

    Otóż obwinianie systemu za własne porażki, jest typowym korwinizmem, dla którego zawsze jest winny system d***kracja, czy jak to zwą, a nie Korwin, czy jakiś inny przydupas, który nie potrafi owego sukcesu odnieść. Oczywiście, że głupotą jest negowanie jakości nauczania na wpływ wyników, ale c’mon laska wiedziała, że ma problem z matmą, miała matmę w szkole, chodziła na korki i był to poziom podstawowy. W dodatku, jak widać po innym egzaminie, nie jest żadną idiotką, która nie potrafi się uczyć. Zrzucanie w liście winy na system, albo we flejmie nauczyciela, za to, że się oblało egzamin to jakieś straszne lamerstwo. Bardzo rzadko nauka polega na uczeniu się tylko tego, co się lubi (w matmie też można lubić jedne rzeczy bardziej, drugie mniej) i trzeba się nauczyć z tym żyć. Jak pójdzie na studia, to zobaczy, że pewnie jakieś 75% jest do niczego nie przydatne.

    Co do UZASADNIANIA potrzeby matmy, cóż, na takiej samej zasadzie uzasadnić można wszystko (bo teoretycznie wszystko jest potrzebne), albo wszystko wyrzucić (bo wszystko ściągniesz z sieci). Ja jestem indywidualnym fatalistą, gdyby to ode mnie zależało, to matmy obowiązkowej bym nie dał, a że nie zależy, to bym nie dziamał, tylko się uczył. Jak się nie uda to trudno, spróbuję za rok.

    @Quasi nie żartuj z ta koszykówką, przecież to wystarczy tylko obserwować jak grają inni. Nauczyciel W-F to najłatwiejsza fucha pod słońcem. Zresztą na upartego w dobie netu, pewnie sobie ściągniesz program do nauki każdej dziedziny.

  15. 11/07/2011 o 7:10 pm

    A straight edge nie jest po prostu anarchistyczny i jak anarchizm może się zmieniać i przybierać różne formy.

  16. 11/07/2011 o 7:17 pm

    W w tym samym czasie PiS naśladuje amerykańskich Republikanów:

    Spot PiS wzoruje się na telewizyjnej kampanii amerykańskiej Partii Republikańskiej. Kilka tygodni temu kandydat republikanów na prezydenta Mitt Romney w odpowiedzi na słowa Baracka Obamy, że ponad 9-proc. bezrobocie to tylko „dziura w drodze”, wyemitował spot „Bump in the Road”, gdzie bezrobotni mówią: „Jesteśmy Amerykanami, a nie dziurą w drodze”. „Chcemy być polskimi republikanami” – potwierdza Hofman.

    http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/345131,pis-atakuje-rzad-tuska-spotami-pomysl-sciagneli-od-amerykanow.html

    Kiedy zaczną się domagać obowiązkowego nauczania kreacjonizmu w szkołach?

  17. vHF
    11/07/2011 o 7:19 pm

    Brutalnie upraszczając powiem, że w szkole ponadpodstawowej to w zasadzie niczego innego poza językiem angielskim, W-F, informatyką i matematyką uczyć się nie powinno obligatoryjnie.

    Ja mam z takimi dyskusjami problem taki, że mi się włącza zgred-mode: ja miałem takie a takie lekcje, nie lubiłem ich, ale mi wyszło na zdrowie, więc te głupki od smartfonów facebooków i twitterów tym bardziej powinni to wszystko mieć żeby wyjść na ludzi. Ale nawet biorąc poprawkę na to upośledzenie, powiem, że polski też powinien być obowiązkowy, w takiej czy innej (lepiej innej) formie. Inaczej ryzykujemy generację ludzi niezdolnych do wyrażania się w mowie i piśmie na sensownym poziomie i do rozumienia tekstu pisanego dłuższego niż 140 znaków.

  18. cyncynat
    11/07/2011 o 7:29 pm

    vHF :

    Brutalnie upraszczając powiem, że w szkole ponadpodstawowej to w zasadzie niczego innego poza językiem angielskim, W-F, informatyką i matematyką uczyć się nie powinno obligatoryjnie.

    Ja mam z takimi dyskusjami problem taki, że mi się włącza zgred-mode: ja miałem takie a takie lekcje, nie lubiłem ich, ale mi wyszło na zdrowie, więc te głupki od smartfonów facebooków i twitterów tym bardziej powinni to wszystko mieć żeby wyjść na ludzi. Ale nawet biorąc poprawkę na to upośledzenie, powiem, że polski też powinien być obowiązkowy, w takiej czy innej (lepiej innej) formie. Inaczej ryzykujemy generację ludzi niezdolnych do wyrażania się w mowie i piśmie na sensownym poziomie i do rozumienia tekstu pisanego dłuższego niż 140 znaków.

    W *tej* formie (studium kompleksow narodowych na podstawie trzeciorzednej literatury z kluczem) to sie produkuje zastepy warzech z michnikiem w dupie. Umieja poprawnie napisac „pedaly precz” w okolicach swojej klatki schodowej (ew na facebook wall).

  19. 11/07/2011 o 7:29 pm

    Jasne że Quasi ma rację, ( tak to zrozumiałem) że najwazniejsze jest nauczanie nauki, chęci poznania i pokazanie, że wiedza jest przydatna.
    A co do notki własnie przyznałem, to co napisałeś – zajebiście korwińskie jest zwalanie wszystkiego na system ( rezimowa telewizja – weź zrób swoją lepszą i sie lansuj).
    Ale nie zgodze się z Quasim, że pomimo chujowści systemu w dużym stopniu nie odpowiadamy za własne czyny. Tak jest w przypadku nauki, egzaminów itd. Można przyczepiać się że jest to liberzajansko randowskie – ale z wolnością osobistą, wyborami musi iść odpowiedzialność i gotowość ponoszenia konsekwencji. Bez względu na model i system.

  20. vHF
    11/07/2011 o 7:44 pm

    cyncynat :
    W *tej* formie (studium kompleksow narodowych na podstawie trzeciorzednej literatury z kluczem) to sie produkuje zastepy warzech z michnikiem w dupie. Umieja poprawnie napisac „pedaly precz” w okolicach swojej klatki schodowej (ew na facebook wall).

    Mnie się wydaje, że rozrzut jakości nauczania jest spory, a to co opisujesz jest jakieś półtorej sigmy poniżej średniej. Nie żebym ja miał jakieś porywające lekcje polskiego, mind.

  21. Koniec Polski Prawej
    11/07/2011 o 7:53 pm

    Ucząc matematyki zakłada się milcząco że chce się nauczyć rozumowania, logicznego myślenia a może i zdrowego rozsądku w życiu. Jest to co najmniej dziwne, wręcz wewnętrznie sprzeczne bo matematyka jest nauką abstrakcyjną, , niezależną od rzeczywistości i zajmującą się wyprowadzaniem (dowodzeniem) twierdzeń na podstawie ściśle określonego sposobu wnioskowania, nie interesuje jej natomiast związek tych twierdzeń z tzw. życiem.

  22. cyncynat
    11/07/2011 o 7:59 pm

    vHF :

    cyncynat :
    W *tej* formie (studium kompleksow narodowych na podstawie trzeciorzednej literatury z kluczem) to sie produkuje zastepy warzech z michnikiem w dupie. Umieja poprawnie napisac „pedaly precz” w okolicach swojej klatki schodowej (ew na facebook wall).

    Mnie się wydaje, że rozrzut jakości nauczania jest spory, a to co opisujesz jest jakieś półtorej sigmy poniżej średniej. Nie żebym ja miał jakieś porywające lekcje polskiego, mind.

    Pewnie przesadzam, ale mam teorie, ze tzw „polski” (w obecnej formie) krzywdzi mentalnie gorzej niz obowiazkowa religia w szkole. Ale klocic sie nie bede (nie mam czasu :-).
    BTW moja zona zostala laureatem finalu olimpiady z polskiego w celu niepisania matury z polskiego. Byc moze mam skrzywiona wizje polskiej szkoly, bo ona malo co taka „sympatia” darzy co polska szkole. I to po legendarnej (ponoc) wroclawskiej 13stce.

  23. cyncynat
    11/07/2011 o 8:01 pm

    btw vHF (i moze Major): pewnie Cie to zainteresuje http://www.bbc.co.uk/news/technology-14103537
    usmiechnalem sie :)

  24. vHF
    11/07/2011 o 8:04 pm

    cyncynat :
    btw vHF (i moze Major): pewnie Cie to zainteresuje http://www.bbc.co.uk/news/technology-14103537
    usmiechnalem sie :)

    No to bummer, zawsze mi wmawiano że robotyka na UoE jest klasy światowej. Pewnie roboty mieli najlepsze, ale wystawili 4-4-2 i długa piłka, jak zawsze. Nie mogło się udać ;-)

  25. vHF
    11/07/2011 o 8:18 pm

    cyncynat :
    Pewnie przesadzam, ale mam teorie, ze tzw „polski” (w obecnej formie) krzywdzi mentalnie gorzej niz obowiazkowa religia w szkole. Ale klocic sie nie bede (nie mam czasu :-).

    Przypomniało mi się jak mój wykładowca od algebry numerycznej, na jakieś dziwnej intranetowej stronie którą ktoś na poprzednim roku zhakował, napisał, że niezależnie od wyniku egzaminu czy ktoś umie zrobić rozkład Choleskiego macierzy Hermitowskiej czy nie, to w tzw. życiu wyjdzie i tak. Facet był tak pokręcony, że do dziś nie wiem czy to było na poważnie.

    Z polskim wydaje mi się jest podobnie: wyjdzie i tak czy umiesz czytać czy nie, niezależnie od ew. krzywdy.

  26. 11/07/2011 o 8:19 pm

    @cyncynat

    http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105406,9905378,Rudnicki__do_tablicy_.html

    I dalej poguglaj po nazwiskach i tekstach, zdaje się, że zainteresuje cię lol. A problem z lekturami na jęz. polskim jest taki, że do czytania nadaje się tylko XX wiek, ale trudno jest coś z niego zrozumieć bez orientacji w wiekach poprzednich.

  27. 11/07/2011 o 8:23 pm

    vHF :

    cyncynat :
    btw vHF (i moze Major): pewnie Cie to zainteresuje http://www.bbc.co.uk/news/technology-14103537
    usmiechnalem sie :)

    No to bummer, zawsze mi wmawiano że robotyka na UoE jest klasy światowej. Pewnie roboty mieli najlepsze, ale wystawili 4-4-2 i długa piłka, jak zawsze. Nie mogło się udać ;-)

    Po prostu brytyjski futbol jak zawsze zwycięski #typical_England

  28. Quasi
    11/07/2011 o 8:25 pm

    @ major

    Otóż obwinianie systemu za własne porażki, jest typowym korwinizmem, dla którego zawsze jest winny system d***kracja, czy jak to zwą, a nie Korwin, czy jakiś inny przydupas, który nie potrafi owego sukcesu odnieść.
    (…)
    Zrzucanie w liście winy na system, albo we flejmie nauczyciela, za to, że się oblało egzamin to jakieś straszne lamerstwo. (…)

    Korwinizmem i oderwaniem od rzeczywistości jest sprowadzanie wszystkiego do osobistej „winy” i wyciąganie z tego jakichś normatywnych wniosków.

    W rzeczywistości praktycznie zawsze „winny” jest zarówno system, jak i człowiek w tym systemie działający. Jednak chodzi o to, by system dostosowywać do ludzi, a nie ludzi do systemu (bo to jest niewykonalne) – zrobić taki system, by jak najwięcej ludzi jak najmniejszym kosztem odnosiło jak najwięcej sukcesów. Optymalizacja. Skoro w danym systemie wielu ludzi sobie nie radzi – a w innych systemach nie radzi sobie mniej ludzi – to znaczy że system jest zły i trzeba go zmienić.

    Tu jest jak z gwałtem: „winę” za gwałt ponosi zarówno gwałciciel, jak i jego ofiara – gwałtu by nie było gdyby gwałciciel nie chciał ruchać mimo stawianego oporu, ale także wtedy, gdyby ofiara nie chciała się opierać. Problem gwałtu teoretycznie można rozwiązywać z dwóch stron: albo poprzez zmniejszanie chęci potencjalnych gwałcicieli do ruchania, albo poprzez zmniejszanie chęci potencjalnych ofiar do stawiania oporu. W praktyce jednak, w zastanym świecie, łatwiejsza jest strategia pierwsza, a nie druga.
    Podobnie jest z edukacją. System trzeba zorganizować w ten sposób, by zastani ludzie jak najskuteczniej nabywali odpowiednią wiedzę/umiejętności/intuicje za pomocą oferowanych przez system narzędzi programowych/dydaktycznych oraz żeby byli do tego jak najbardziej zmotywowaniu i jak najmniej zdemotywowani. To jedyne wyjście, wszak nie potrafimy zmieniać ludzi, aby uczynić ich optymalnie dostosowanymi do zastanego systemu.

    Oczywiście, że głupotą jest negowanie jakości nauczania na wpływ wyników,

    Ale przecież właśnie to robisz. I do tego jak korwinista widzisz w ludziach (wyłącznych) kowali własnego losu.

    ale c’mon laska wiedziała, że ma problem z matmą, miała matmę w szkole, chodziła na korki i był to poziom podstawowy. W dodatku, jak widać po innym egzaminie, nie jest żadną idiotką, która nie potrafi się uczyć.

    System jest zły, skoro takie „laski” nie potrafią się nauczyć oferowanymi przez niego narzędziami lub są do nauki nimi za mało zmotywowane tudzież za bardzo zdemotywowane. System trzeba dostosowywać do „lasek” – a nie pierdolić, że system wspaniały, tylko ludzie kurwy – bo „lasek” do systemu dostosować się nie da. Zwłaszcza, jeśli jednocześnie doktrynalnie sprzeciwia się (tak jak Ty) eugenice, która teoretycznie poprawiać mogłaby też coś w samych „laskach”.

    Bardzo rzadko nauka polega na uczeniu się tylko tego, co się lubi (w matmie też można lubić jedne rzeczy bardziej, drugie mniej) i trzeba się nauczyć z tym żyć. Jak pójdzie na studia, to zobaczy, że pewnie jakieś 75% jest do niczego nie przydatne.

    Trzeba zrobić taki system, by w zastanej populacji (potencjalnych) uczniów nielubienie uczenia się matematyki było możliwie jak najmniejsze oraz żeby nielubienie nieuczenia się matematyki było możliwie jak największe.

    Co do UZASADNIANIA potrzeby matmy, cóż, na takiej samej zasadzie uzasadnić można wszystko (bo teoretycznie wszystko jest potrzebne),

    Ale tu nie chodzi o to, czy coś jest (teoretycznie) potrzebne, czy nie jest, tylko o to, czy w praktyce da się to coś przyswoić (na poziomie przynajmniej szkolnym) bez systematycznego treningu z bezpośrednią asystą nauczyciela (czyli przez przez samodzielne czytanie do poduszki raz na jakiś czas). Matematyki/informatyki, języków obcych i sprawności ruchowej raczej bez tego przyswoić się nie da, za to pozostałe szkolne przedmioty – raczej się da (zwłaszcza, jeśli wcześniej przyswoi się matematykę/języki/informatykę). Dlatego (upraszczając) nauczanie w szkołach ponadpodstawowych matematyki/informatyki/języków/W-F ma sens, a nauczanie w niej pozostałych przedmiotów sensu nie ma.

    albo wszystko wyrzucić (bo wszystko ściągniesz z sieci).

    Nie. Umiejętności/intuicji z sieci nie ściągniesz.

    Ja jestem indywidualnym fatalistą, gdyby to ode mnie zależało, to matmy obowiązkowej bym nie dał, (…)

    Tak więc nie jesteś „indywidualnym fatalistą” lecz destrukcyjnym, antyludzkim szkodnikiem. Chociaż jakikolwiek obowiązek edukacyjny popierasz? A obowiązek ubezpieczeń i zapinania pasów?

    @Quasi nie żartuj z ta koszykówką, przecież to wystarczy tylko obserwować jak grają inni. Nauczyciel W-F to najłatwiejsza fucha pod słońcem. Zresztą na upartego w dobie netu, pewnie sobie ściągniesz program do nauki każdej dziedziny.

    Jaja sobie robisz? Twierdzisz, że kanapowi obserwatorzy-kibice sportu przez same patrzenie nabywają umiejętności ruchowych? Zaryzykowałbyś tą metodę nauki pływania, skakania na nartach, walki wręcz czy choćby prowadzenia samochodu?

    Do nabywania umiejętności ruchowych poza bierną obserwacją niezbędna jest też obserwacja czynna (prosisz demonstratora o powtórzenie lub lepsze uwidocznienie czegoś, co słabo dojrzałeś, oraz o odpowiednie objaśnienie), czynny instruktarz (ktoś ci mówi, na co masz patrzeć i na co zwracać szczególną uwagę), osobiste wielokrotne wykonywania ćwiczenia oraz czynny nadzór trenera (który choćby zauważa, jakie błędy popełniasz i co masz robić, żeby ich nie popełniać – czyli coś, co samodzielnie bywa niemal niewykonalne).

  29. vHF
    11/07/2011 o 8:28 pm

    galopujący major :
    Po prostu brytyjski futbol jak zawsze zwycięski #typical_England

    Aye.
    Ale nie rób mi tej przykrości i (w miarę możliwości) nie porozumiewaj się ze mną hashtagami.

  30. vHF
    11/07/2011 o 8:34 pm

    @quasi

    Tu jest jak z gwałtem: „winę” za gwałt ponosi zarówno gwałciciel, jak i jego ofiara – gwałtu by nie było gdyby gwałciciel nie chciał ruchać mimo stawianego oporu, ale także wtedy, gdyby ofiara nie chciała się opierać.

    Quasi, spójrz, masz przecież rację z punktu widzenia systemów dynamicznych itd. ale to zdanie jest niewątpliwie acz niemierzalnie obrzydliwe. I pomyśl jeszcze jak Ci je będą ludzie jak przyjdzie co do czego wyciągać z kontekstu.

  31. Quasi
    11/07/2011 o 8:57 pm

    @ Koniec Polski Prawej

    Ucząc matematyki zakłada się milcząco że chce się nauczyć rozumowania, logicznego myślenia a może i zdrowego rozsądku w życiu. Jest to co najmniej dziwne, (…)

    Jest to nie tyle dziwne, co zwyczajnie nieprawdziwe. Ludzki umysł na ogół nie działa tak jak ludzkie ciało, że ucząc się jednego przy okazji uczysz się czegoś innego (np. grając w piłkę nożną jednocześnie poprawiasz sobie wydajność w sprincie, maratonie, kolarstwie i chodzeniu po schodach).

    Patrz:

    – Philip E Ross, „The expert mind”, Scientific American 295, nr. 2 (sierpień 2006): 64-71.

    – Ed Yong, „Can intelligence be boosted by a simple task? For some…”, Not Exactly Rocket Science (Discover Magazine), czerwiec 13, 2011.

  32. 11/07/2011 o 8:57 pm

    @Quasi –

    „Korwinizmem i oderwaniem od rzeczywistości jest sprowadzanie wszystkiego do osobistej „winy” i wyciąganie z tego jakichś normatywnych wniosków.”

    Bzdura, korwiniści nigdy nie czują się winni.

    „W rzeczywistości praktycznie zawsze „winny” jest zarówno system, jak i człowiek w tym systemie działający. Jednak chodzi o to, by system dostosowywać do ludzi, a nie ludzi do systemu (bo to jest niewykonalne) – zrobić taki system, by jak najwięcej ludzi jak najmniejszym kosztem odnosiło jak najwięcej sukcesów. Optymalizacja. Skoro w danym systemie wielu ludzi sobie nie radzi – a w innych systemach nie radzi sobie mniej ludzi – to znaczy że system jest zły i trzeba go zmienić.”

    Ale to nie znaczy jeszcze, że jest system w którym ludzie nie muszą „zapierdalać”. Poza tym, który gdzieś tam pewnie masz spisany w wordzie.

    „Ale przecież właśnie to robisz. I do tego jak korwinista widzisz w ludziach (wyłącznych) kowali własnego losu.”

    Bzdura i kłamstwo, nigdy nie pisałem, że wyłącznie. Wrzucasz sobie sądy do kategorycznych szufladek.

    „System jest zły, skoro takie „laski” nie potrafią się nauczyć oferowanymi przez niego narzędziami lub są do nauki nimi za mało zmotywowane tudzież za bardzo zdemotywowane. System trzeba dostosowywać do „lasek” – a nie pierdolić, że system wspaniały, tylko ludzie kurwy – bo „lasek” do systemu dostosować się nie da. Zwłaszcza, jeśli jednocześnie doktrynalnie sprzeciwia się (tak jak Ty) eugenice, która teoretycznie poprawiać mogłaby też coś w samych „laskach”.”

    Pierdolenie, bo to, że laski nie zdały, nie oznacza, że nie potrafią się nauczyć, bo mogły być leniwe, mieć inne priorytety, nie potrafić sobie radzić ze stresem, źle rozłożyć proporcję nauki materiału albo używać typowo polskiego „jakoś to będzie”. A strach przed oblaną maturą, miał być właśnie motywacją, skasujesz oblewanie matur, będziesz miał problem z motywacją (no chyba, że eugenika i inne Twoje pomysły na pomagania ludzkości). Nie chodzi o to, że system jest wspaniały, tylko że immanentną cechą systemu jest pewna niezbędna doza wysiłku, który musisz włożyć, by odnieść sukces. Oblana matura to przede wszystkim pytanie, czy ja zrobiłam wszystko by zdać maturę, a dopiero potem postulat burzenia systemów, które układał jakiś Quasi w jakimś ośrodku eksperckim, czy gdzieś tam. Na cholerę ci optymalizacja silnika, skoro nie ma mocy?

    „Trzeba zrobić taki system, by w zastanej populacji (potencjalnych) uczniów nielubienie uczenia się matematyki było możliwie jak najmniejsze oraz żeby nielubienie nieuczenia się matematyki było możliwie jak największe.”

    Trzeba też nakarmić wszystkie głodne dzieci i sprawić by się uśmiechały.

    „Tak więc nie jesteś „indywidualnym fatalistą” lecz destrukcyjnym, antyludzkim szkodnikiem. Chociaż jakikolwiek obowiązek edukacyjny popierasz? A obowiązek ubezpieczeń i zapinania pasów?”

    Ha ha, bo postuluję, żeby siedzieć na dupie i ćwiczyć zadania z matematyki zamiast wypłakiwać żale w Wyborczej.

    „Jaja sobie robisz? Twierdzisz, że kanapowi obserwatorzy-kibice sportu przez same patrzenie nabywają umiejętności ruchowych? Zaryzykowałbyś tą metodę nauki pływania, skakania na nartach, walki wręcz czy choćby prowadzenia samochodu?”

    Dlaczego mam wrażenie, że ja umiem grać w koszykówkę (i jak 99% znajomych umiejących grać, obyłem się bez trenera), a ty tylko o nauce gry w koszykówkę pierdolisz na blogasku? Do nauki prostych gier (koszykówka tak, pływanie nie) nie musisz mieć trenera, wystarczy AKTYWNE UCZESTNICTWO I NAŚLADOWNICTWO INNYCH GRACZY, albowiem zasady są tak banalnie proste, że zdążysz je wyjaśnić, zanim trener dojedzie na zajęcia. Uwzględnij to proszę w swoim wszechogarniającym systemie ludzkiego szczęścia.

  33. hlb
    11/07/2011 o 9:03 pm

    Ee, street math to podstawa #wszystkocowiemozyciuwiemzfamilyguy

  34. Quasi
    11/07/2011 o 9:57 pm

    @ vHF

    Brutalnie upraszczając powiem, że w szkole ponadpodstawowej to w zasadzie niczego innego poza językiem angielskim, W-F, informatyką i matematyką uczyć się nie powinno obligatoryjnie.

    (…) polski też powinien być obowiązkowy, w takiej czy innej (lepiej innej) formie. Inaczej ryzykujemy generację ludzi niezdolnych do wyrażania się w mowie i piśmie na sensownym poziomie i do rozumienia tekstu pisanego dłuższego niż 140 znaków.

    1. Chodziło mi tylko o to, żeby z pozostałych przedmiotów nie prowadzić obowiązkowych lekcji z nauczycielami [bo takie lekcje sprowadzają się do wykładów i prostych ćwiczeń, które – IMO o wiele wydajniej – i tak można by przeczytać w książce/obejrzeć w necie], a nie o to, by posiadania wiedzy z zakresu tych przedmiotów obowiązkowo nie wymagać.

    2. Chodziło mi tylko o szkoły ponadpodstawowe (gimnazja, licea, technika). Jeśli znalazłeś się w takiej szkole, to znak, że elementarne zdolności czytania, pisania, mówienia i rozumienia już posiadłeś oraz, że nieustannie z nich korzystasz. W mowie i piśmie wyrażasz się na wszystkich przedmiotach, nie tylko na języku polskim.

    3. W polskiej szkole, o ile pamiętam (szkołę tę przeszedłem przed AWSowską reformą, więc być może coś się zmieniło), praktycznie nie było nauki języka polskiego, zwłaszcza po podstawówce. Były wykłady z „wstępu do historii literatury z elementami indoktrynacji nacjonalistycznej” „językiem polskim” nazywane. Wyrażania się w mowie i piśmie tam nie uczono, a jedynie takiego wyrażania się wymagano i za nie oceniano. Podobnie jak na plastyce nie uczono malować, a jedynie kazano malować i oceniano to, co się namalowało; na muzyce nie uczono śpiewać, a jedynie kazano śpiewać i za śpiewanie oceniano; na W-F zwykle nie uczono niczego, a jedynie kazano robić różne rzeczy i za ich robienie oceniano. Czyli taka gra pozorów: nauczyciele udawali, że uczą, a uczniowie udawali, że uczą się – i wszyscy byli zadowoleni (no prawie, bo ja nie byłem), bo było łatwo, przyjemnie, bez ryzyka i na koniec dostawałeś jeszcze jakiś papier, który udawał, że pokazuje, iż cokolwiek wiesz i umiesz.

    Quasi, spójrz, masz przecież rację z punktu widzenia systemów dynamicznych itd. ale to zdanie jest niewątpliwie acz niemierzalnie obrzydliwe. I pomyśl jeszcze jak Ci je będą ludzie jak przyjdzie co do czego wyciągać z kontekstu.

    1. Świat, w którym każdy dobrowolnie/ochoczo chciałby się ruchać z każdym zawsze i wszędzie (wiec nie byłoby gwałtów) byłby w oczywisty sposób obrzydliwszy od świata, w którym nikt nie przymuszałby do ruchania nikogo, kto sam nie przejawia takiej woli/ochoty (więc nie byłoby gwałtów)?

    2. Ja w ogóle w głębokiej pogardzie mam samo pojęcie „winy” oraz otaczający ją etykopodobny fetyszyzm. To, kto jest jakiejś potworności „winny” (i co to konkretnie znaczy) samo w sobie mnie nie obchodzi – mi zależy tylko na tym, by potworności nie było. Koncepcja „winy” może być przydatna o tyle, o ile powstawaniu jakichś potworności zapobiega i jednocześnie za bardzo nie generuje innych.
    Tak więc to, kto jest „winny” gwałtom czy oblanym maturom z matematyki samo w sobie jest obojętne – liczy się to, by gwałtów i oblanych matur nie było.

    3. Nawet najperfidniejsze wyciąganie z kontekstu już mi nie zaszkodzi. [Mają na blipie hasztaga „#kalarepka”?]

  35. 11/07/2011 o 10:04 pm

    Majorze, tekst spoko, dyskusje też acz pobieżnie przejrzałem, acz ci wytkne rozpowszechnianie dwu szkodliwych memów:

    „no za tą pensję, nie chce się robić – skandal”

    Chce, się wielu chce, poza tym pensja nie usprawiedliwia niechcenia w żadnej branzy i zawodzie, a akurat nauczyciele wielu przedmiotów maja szansę dorobić.

    I drugi szkodliwy mem, nauczyciel w-fu to taki sam nauczyciel jak każdy, i jak się przykłada i chce coś robić (np. przygotowanie uczniów do zawodów itd), to ma roboty dużo, poza tym ci nauczyciel w-fu może mieć takie same obowiązki w szkole jak nauczyciel każdego przedmiotu (no bo chyba nie ma tu ignorantów myslących, że praca w szkole ogranicza się tylko do nauczania)

    pzdr

  36. 11/07/2011 o 10:05 pm

    Quasi, a inne języki to co gorsze?

    Germanista się oburzył:)

  37. vHF
    11/07/2011 o 10:39 pm

    Quasi, Twoimi punktami lecę, krótko.

    Polski:
    Ad1. OK.
    Ad2. Nie chodziło mi o prostą komunikatywność typu „Uprzejmie donoszę, że Nowak zataja dochody”, ale o zdolność zrozumienia dwu-trzystronnicowej analizy politycznej (powiedzmy), oraz umiejętność odpisania TP SA dlaczego dokładnie i zgodnie z jakim kodeksem mogą Cię pocałować w dupę.
    Ad3. Zgadzam się z Twoją charakteryzacją zajęć z języka polskiego, ale nawet przez wymaganie i ocenianie można jakiś tam efekt uzyskać.

    Gwałty:
    Ad1. Nie wiem, może by był. To nie jest dla mnie oczywiste. Ja przecież nie o tym, ale o:
    Ad2. Widzisz, Ciebie może i nie obchodzi to pojęcie, ale jest ono jednym z kluczowych dla ogromnej części ludzkości. I ta część wzdryga się na takie dictum jak Twoje, nawet jeśli postawisz „winę” w cudzysłowie. A co do meritum, tj. do tego, że bardziej od piętnowania potworności takimi czy innymi narzędziami językowo-emocjonalnymi powinno nas obchodzić żeby potworności w ogóle nie było, to przecież wszyscy się (trywialnie) zgadzamy.
    Ad3. Jak sobie winszujesz. I, cholera, co to ta kalarepka, już któryś raz widzę.

  38. Quasi
    12/07/2011 o 12:17 am

    @ major

    Korwinizmem i oderwaniem od rzeczywistości jest sprowadzanie wszystkiego do osobistej „winy” i wyciąganie z tego jakichś normatywnych wniosków.

    Bzdura, korwiniści nigdy nie czują się winni.

    Ale zawsze czują, że inni są (wyłącznie) winni własnych niepowodzeń. Przecież o to chodziło. Klasyka.

    Ale to nie znaczy jeszcze, że jest system w którym ludzie nie muszą „zapierdalać”.

    Ale nie chodziło mi o system, w którym ludzie nie muszą „zapierdalać”, tylko o to, by zrobić taki system, w którym (i) „zapierdalanie” przynosi jak najwięcej efektów dla jak największej liczby ludzi (a nie jedynie dla specjalnie uzdolnionych jednostek) oraz w którym (ii) możliwie jak najwięcej ludzi jest do „zapierdalania” zmotywowanych. Truizm.

    Bzdura i kłamstwo, nigdy nie pisałem, że wyłącznie. Wrzucasz sobie sądy do kategorycznych szufladek.

    Tu pisałeś tylko o własnej „winie” laski i wykluczasz sensowność jakichkolwiek skarg na system. O to mi chodziło.

    Pierdolenie, bo to, że laski nie zdały, nie oznacza, że nie potrafią się nauczyć, bo mogły być leniwe, mieć inne priorytety, nie potrafić sobie radzić ze stresem, źle rozłożyć proporcję nauki materiału albo używać typowo polskiego „jakoś to będzie”.

    No przecież chodzi o system, który niweluje lenistwo, nieracjonalny rozkład priorytetów, uczy radzenia sobie ze stresem i optymalnej organizacji nauki.

    A strach przed oblaną maturą, miał być właśnie motywacją, skasujesz oblewanie matur, będziesz miał problem z motywacją (…)

    Sam sobie przeczysz: jeśli skasowałem oblewanie matur, to znaczy, że ludzie nie mieli problemu z motywacją do przygotowania się do matury (bo gdyby mieli, to w efekcie ktoś by ją oblał).

    Nie chodzi o to, że system jest wspaniały, tylko że immanentną cechą systemu jest pewna niezbędna doza wysiłku, który musisz włożyć, by odnieść sukces.

    Zły system marnotrawi ludzkie wysiłki (ludzie uczą się w nieoptymalny sposób lub nieodpowiednich rzeczy) lub ma problemy ze zmotywowaniem części ludzi do odpowiedniego wysiłku lub nawet ich do wysiłku demotywuje.

    Oblana matura to przede wszystkim pytanie, czy ja zrobiłam wszystko by zdać maturę, a dopiero potem postulat burzenia systemów, które układał jakiś Quasi w jakimś ośrodku eksperckim, czy gdzieś tam.

    Ale dla kogo i po co te pytania? Jeśli My, jak państwo/społeczeństwo mamy problem z niską zdawalnością matury, to My musimy się zastanowić nad tym, co zmienić w systemie, żeby zdawalność poprawić. Pierdolenie na leniwych uczniów to wykręt, który nic nie pomorze, zdawalności nie poprawi.

    Na cholerę ci optymalizacja silnika, skoro nie ma mocy?

    Żeby moc nabył.

    Trzeba zrobić taki system, by w zastanej populacji (potencjalnych) uczniów nielubienie uczenia się matematyki było możliwie jak najmniejsze oraz żeby nielubienie nieuczenia się matematyki było możliwie jak największe.

    Trzeba też nakarmić wszystkie głodne dzieci i sprawić by się uśmiechały.

    Czyli zamiast tępienia nieudacznictwa wolisz tępić nieudaczników. Czysty socjaldarwinowski korwinizm/nicponizm: jeśli sobie nieudacznicy nie radzą, to niech wyzdychają i będzie spokój; dla przyspieszenia procesu tylko wrzucić ich na możliwie jak najgłębszą wodę.

    Tak więc nie jesteś „indywidualnym fatalistą” lecz destrukcyjnym, antyludzkim szkodnikiem. Chociaż jakikolwiek obowiązek edukacyjny popierasz? A obowiązek ubezpieczeń i zapinania pasów?

    Ha ha, bo postuluję, żeby siedzieć na dupie i ćwiczyć zadania z matematyki zamiast wypłakiwać żale w Wyborczej.

    ?

    Bo postulujesz zniesienie obowiązkowej matury z matematyki [„Ja jestem indywidualnym fatalistą, gdyby to ode mnie zależało, to matmy obowiązkowej bym nie dał, (…)” ].

    Dlaczego mam wrażenie, że ja umiem grać w koszykówkę (i jak 99% znajomych umiejących grać, obyłem się bez trenera), a ty tylko o nauce gry w koszykówkę pierdolisz na blogasku? Do nauki prostych gier (koszykówka tak, pływanie nie) nie musisz mieć trenera, wystarczy AKTYWNE UCZESTNICTWO I NAŚLADOWNICTWO INNYCH GRACZY, albowiem zasady są tak banalnie proste, że zdążysz je wyjaśnić, zanim trener dojedzie na zajęcia. Uwzględnij to proszę w swoim wszechogarniającym systemie ludzkiego szczęścia.

    Wcześniej pisałeś nie o „aktywnym uczestnictwie”, lecz że „wystarczy tylko obserwować jak grają inni”. W „aktywnym uczestnictwie” przecież masz trenera, bo funkcję trenera spełniają inni gracze, którzy już coś umieją. Poza tym podstawowych technik (kozłowanie, rzuty, dwutakt) uczą w szkole podstawowej nauczyciele.

  39. Quasi
    12/07/2011 o 12:28 am

    grześ :
    Quasi, a inne języki to co gorsze?
    Germanista się oburzył:)

    Inne języki to dobra luksusowe. Język angielski to dobro pierwszej potrzeby.

  40. cyncynat
    12/07/2011 o 1:03 am

    Quasi,

    ogladalem jakis czas temu film dokumentalny o edukacji szkolnej w US – Waiting for „Superman” (http://en.wikipedia.org/wiki/Waiting_for_%22Superman%22 ). Byly tam pokazane dzieci, ktore sa naprawde pokrzywdzone przez „system” – biedna rodzina, chujowe otoczenie, kiepskie szkoly, itd. Szkoda ich, strasznie szkoda. (Sam film jest „z przeslaniem” i taki sobie).
    Jednak jakos zupelnie nie czuje wspolczucia do autorki listu do GW (nie wiem czy list autentyczny). Stac ja na korepetycje, jej koledzy z klasy zamierzaja byc dziennikarzami (jezu, jezu), zdala mature z polskiego na 100%. Co prawda nikt w jej otoczeniu nie potrafil jej zainteresowac matematyka, ani nawet wyjasnic po co matma jest na maturze (nie szkodzi, Janusz „Linux Wizard” Urbanowicz piszacy do GW tez tego nie wie), ale to najwyzej mozna zaklasyfikowac jako „lekko tepawe otoczenie” – nic nadzwyczajnego. Nie wydaje mi sie realistycznym (na dzien dzisiejszy) oczekiwanie, by „system” niwelowal wplywy „tepawego otoczenia” (np poprzez zagwarantowanie swietnych nauczycieli z mamty). Mozna natomiast oczekiwac, ze system bedzie dawal motywacje do posiadania jakiejs minimalnej wiedzy z matmy. I to jest wlasciwie juz teraz – w postaci grozby nie dostania sie na studia. Jesli mimo takiej motywacji, mimo dorastania we w miare dostatnio zyjacym otoczeniu (choc i tepawym, jak juz napisalem), 18-19 letnia mloda kobieta nie potrafi sie zmusic do nauczenia sie do trywialnej przeciez (mimo klopotow red. Pacewicza) matury z matmy, to jest to jednak bardziej przypadek lenistwa i glupoty (za glupote uwazam nie niezainteresowanie matma, lecz zlanie matury i nastepne napisanie glupawego listu do GW i wyjechanie na nabieranie doswiadczen na zagranicznym zmywaku).

  41. Quasi
    12/07/2011 o 1:05 am

    @ vHF

    Ad2. Nie chodziło mi o prostą komunikatywność typu „Uprzejmie donoszę, że Nowak zataja dochody”, ale o zdolność zrozumienia dwu-trzystronnicowej analizy politycznej (powiedzmy), oraz umiejętność odpisania TP SA dlaczego dokładnie i zgodnie z jakim kodeksem mogą Cię pocałować w dupę.

    Przedmiot, który uczyłby czegoś takiego oczywiście byłby bardzo mile widziany jako obligatoryjny. Sęk w tym, że nasz „język polski” – czyli realnie „wstęp do historii literatury z elementami indoktrynacji nacjonalistycznej” – o ile pamiętam, czegoś takiego nie uczy i dlatego w ramach „brutalnego uproszczenia” go pominąłem. Gdybym brutalnie nie upraszczał, to bym go (i wielu innych rzeczy) nie pominął.

    Ad3. Zgadzam się z Twoją charakteryzacją zajęć z języka polskiego, ale nawet przez wymaganie i ocenianie można jakiś tam efekt uzyskać.

    Tak – głównie zmobilizujesz do utrwalania (no bo nawet nie do rozwijania) umiejętności ludzi, którzy nabyli je z innych, pozaszkolnych źródeł (choćby z ~wrodzonych zdolności). W przypadku przedmiotów obligatoryjnych dla wszystkich IMO jest to dalece niewystarczające.

    Ad2. Widzisz, Ciebie może i nie obchodzi to pojęcie, ale jest ono jednym z kluczowych dla ogromnej części ludzkości.

    Wiem o tym i smuci mnie to.

    I ta część wzdryga się na takie dictum jak Twoje, nawet jeśli postawisz „winę” w cudzysłowie.

    Chodziło mi o to, że ja swoje stanowisko odnośnie powszechnej fetyszyzacji „winy” (i w praktyce wykorzystywania go jako racjonalizację/usprawiedliwienie zemsty oraz innego gnębienia ludzi, tudzież do tolerowania ludzkiej niedoli) wyrażałem wielokrotnie (także tu u majora), więc wskazany przez Ciebie fragment raczej nie powinien przyprawić mi (nowej) gęby w oczach ludzi, którzy jako-tako moją pisaninę znają.

    A co do meritum, tj. do tego, że bardziej od piętnowania potworności takimi czy innymi narzędziami językowo-emocjonalnymi powinno nas obchodzić żeby potworności w ogóle nie było, to przecież wszyscy się (trywialnie) zgadzamy.

    Sęk w tym, że nie wszyscy. Prawicowcy z reguły deklarują, że wolą surowo karać za przestępstwa niż popełnianiu przestępstw zapobiegać, a także że zamiast ograniczyć ludziom swobodę wyboru i działania (vide choćby obowiązkowe ubezpieczenia, obowiązek edukacyjny, obowiązkowe badania, obowiązkowe szczepienia, brak dowolności zawierania umów, obowiązek zapinania pasów, delegalizacja narkotyków, regulowanie rynku, kontrola bezpieczeństwa produktów i usług oferowanych na rynku i tym podobne formy państwowego paternalizmu) oraz amortyzowania niepożądanych konsekwencji ewentualnych wyborów/działań (publiczna służba zdrowia, resocjalizacja skazańców, programy substytucyjne dla narkomanów, pomoc socjalna, obowiązek alimentacyjny rodziny itp.) wolą dać im jak najwięcej wolności, a przy tym stworzyć takie warunki, w których każda błędna decyzja oznacza możliwie jak najbardziej dolegliwe i możliwie jak najbardziej nieodwołalne konsekwencje dla człowieka, który tę decyzję podjął oraz dla jego bliskich.

    Ad3. Jak sobie winszujesz. I, cholera, co to ta kalarepka, już któryś raz widzę.

    To wymyślne przez Barta „safeword” na moje – również wymyślone przez Barta – „Asperger talking”, czyli na moje przekonania, oceny i sformułowania nietolerowalne w grupie trzymającej ajfona.

  42. Quasi
    12/07/2011 o 1:46 am

    @ cyncynat

    Jednak jakos zupelnie nie czuje wspolczucia do autorki listu do GW (…)

    Ja w ogóle tego listu nie czytałem (i raczej dość mocno nie chcę go czytać – chodzi o ten mój empatyczny wstyd/zażenowanie) i chciałem od niego, od przykładu tej konkretnej „laski”, abstrahować. Chciałem się odnieść tylko do majorowego podejścia typu „system wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Bo to, że w naszym systemie ludzie-kurwy nie potrafią się nauczyć, bądź nie chcą się uczyć, matematyki uważam za problem systemu.

    Nie wydaje mi sie realistycznym (na dzien dzisiejszy) oczekiwanie, by „system” niwelowal wplywy „tepawego otoczenia” (np poprzez zagwarantowanie swietnych nauczycieli z mamty). Mozna natomiast oczekiwac, ze system bedzie dawal motywacje do posiadania jakiejs minimalnej wiedzy z matmy. I to jest wlasciwie juz teraz – w postaci grozby nie dostania sie na studia. Jesli mimo takiej motywacji, mimo dorastania we w miare dostatnio zyjacym otoczeniu (choc i tepawym, jak juz napisalem), 18-19 letnia mloda kobieta nie potrafi sie zmusic do nauczenia sie do trywialnej przeciez (mimo klopotow red. Pacewicza) matury z matmy, to jest to jednak bardziej przypadek lenistwa i glupoty (za glupote uwazam nie niezainteresowanie matma, lecz zlanie matury i nastepne napisanie glupawego listu do GW i wyjechanie na nabieranie doswiadczen na zagranicznym zmywaku).

    Ja myślę, że problemem musi być system, choćby dlatego, że ten system jakimś cudem zapewnił komuś, kto nie potrafi zdać matury z matematyki coroczną promocję z klasy do klasy, choć warunkiem tej promocji było opanowanie programu tej matematyki. To raz.

    Dwa, system w jakiś sposób toleruje ludzi z brakami w podstawach programowych z lat poprzednich, jednocześnie tych braków im nie wykazując i nie łatając.

    Trzy, system najwyraźniej toleruje nieefektywne metody dydaktyczne u nauczycieli [niech zgadnę: wyciąganie do tablicy do sztampowych zadań kolejnych uczniów, podczas gdy reszta bezmyślnie i pospiesznie przepisuje; bez objaśniania co i dlaczego właśnie się robi, na wyścigi, aby więcej zadań „przerobić”], nieprzystępnie napisane podręczniki lub brak nacisku/motywacji do samodzielnej, systematycznej pracy z podręcznikami i dążenia do dogłębnego zrozumienia tematu, do wykrywania luk we własnym rozumieniu i ich wypełniania.
    Stąd ludzie mogą postrzegać jako bardzo trudne i odpychające coś, co realnie trudne i odpychające nie jest, ale staje się trudne i odpychające, gdy próbuje się tego nauczyć w sposób nieodpowiedni.

    Cztery, pozostałe przedmioty w tym systemie – tj. fizyka, chemia, biologia, geografia, informatyka – są dość brutalnie odmatematyzowane, w praktyce bazują najwyżej na elementarnej rachunkowości, choć łatwo można by je sprząc z resztą matematyki, de facto zmuszając uczniów do systematycznego obcowania z nią i uniemożliwiając promocję przy matematycznym „analfabetyzmie”. W dodatku tak nieabstrakcyjnie podana matematyka zyskałaby na atrakcyjności.

  43. 12/07/2011 o 9:09 am

    @Quasi
    „system wspaniały lecz ludzie kurwy” to moim zdaniem błędne wnioskowanie z tego co było tu pisane. „System chujowy i ludzie kurwy” – tak powinno być. Sorry ale bez korwinistyczno – atawistycznego pierdolenia – ludzie są różni a systemu optymalnego nie ma. Można dążyć usprawniając system do jakiegoś modelu idelanego ale nigdy sie go nie osiągnie. Jest mi przykro, że ja i inni urodzilismy sie w czasie kiedy system edukacji był (jest ) bardzo daleki od ideału.
    Ale posiadamy wiedzę o tym systemie i niestety to on narzuca reguły gry. To jest jak z deszczem – trudno mieć do kogo innego pretensje gdzy wyszło sie w pochmurna pogode bez parasola. Dlatego w przypadku gdy system jest chhoojowy, zwykle jest chooojowy dla większości czyli paradoksalnie daje równe szanse. Niedostosowanie się do reguł to po prostu lenistwo, brak umiejętności, brak umiejętności społecznych lub łiszful tinkin.

  44. Quasi
    12/07/2011 o 11:08 am

    @ cyncynat

    „system wspaniały lecz ludzie kurwy” to moim zdaniem błędne wnioskowanie z tego co było tu pisane. „System chujowy i ludzie kurwy” – tak powinno być.

    Gdzie tam.

    Sorry ale bez korwinistyczno – atawistycznego pierdolenia (…)

    [„Atawistycznego”? Czyli jakiego?]

    Sam uprawiasz tu korwinistyczne pierdolenie, bo tym właśnie jest fetyszyzowanie (arbitralnie zdefiniowanej) „winy”, „odpowiedzialności” i „sprawiedliwości”.

    Można dążyć usprawniając system do jakiegoś modelu idelanego ale nigdy sie go nie osiągnie.

    To oczywiste. Sęk w tym, że tu się wrzawa podnosi jak ktoś choćby wspomni o reformie systemu. No bo przecież „wina/odpowiedzialność/sprawiedliwość”, że mamy stada niedoedukowanych absolwentów szkół, bo przecież są leniwi/bez umiejętności/myślący życzeniowo i to im się „należy za karę”.

    Ale posiadamy wiedzę o tym systemie i niestety to on narzuca reguły gry.

    Slogan idealny do obrony każdego status quo, poczynając od feudalizmu, patriarchalizmu, apartheidu…

    To jest jak z deszczem – trudno mieć do kogo innego pretensje gdzy wyszło sie w pochmurna pogode bez parasola. Dlatego w przypadku gdy system jest chhoojowy, zwykle jest chooojowy dla większości czyli paradoksalnie daje równe szanse. (…)

    Nieprawda.

    Po pierwsze: Bardzo dużo zależy od tego, na jakich rodziców i nauczycieli się trafi, bo jakość tych – z punktu widzenia szans rozwoju ich podopiecznych – bynajmniej nie jest identyczna. Linki podawałem wcześniej.

    Po drugie: To jest właśnie esencja korwinizmu – przekonanie, że jak się wszystkim da na starcie to samo, to realnie będą mieli równe szanse. Równe szanse w wyścigu ma mieć atleta i kaleka biegnący wg tych samych reguł.
    Jak sam zauważyłeś, ludzie są różni, więc w tych samych warunkach wcale nie mają równych szans – jedni są lepiej przystosowani do zastanych warunków, inni gorzej. Różnią się chociażby wczesnodziecięcymi doświadczeniami rzutującymi na dalsze postępy, wrodzonymi zdolnościami, preferencją czasową, tendencją do reagowania motywacją/demotywacją na różne okoliczności („lenistwem”/”pracowitością”). Dobry system musi to brać pod uwagę i odpowiednio na to reagować. Oczywiście, jeśli celem systemu jest optymalne edukowanie społeczeństwa, a nie, powiedzmy, korwinistyczno-socjaldarwinowskie miażdżenie frajerów w imię świętego prawa winy/odpowiedzialności/sprawiedliwości.

  45. cyncynat
    12/07/2011 o 11:10 am

    quasi, jaki znow „cyncynat”?

  46. Quasi
    12/07/2011 o 11:28 am

    cyncynat :
    quasi, jaki znow „cyncynat”?

    Przepraszam. To skutek tego, że przeglądarka – po ostatnich zmianach wordpressu – z jakiegoś powodu w polu do pisania zachowuje mi (fragmenty) poprzednio wysłanych komentarzy. Tym razem zamiast wykasować w całości tę zostawinę, wkleiłem nowy tekst miedzy stare tagi, ale zapomniałem przy tym zmienić adresata.

  47. adas
    12/07/2011 o 1:12 pm

    E tam, z XIX wieku trza przeczytać koniecznie „Lalkę”. Lepszej polskiej powieści realistycznej chyba jednak nikt nie napisał. Ja mam też słabość, pewnie się parę osób zdziwi, do „Nieboskiej komedii”. Z tych wszystkich naszych mesjaszy niedorobionych Krasiński jest najfajniejszy, bo nie jęczy nad ojczyzną, nad losem swej klasy. I rży przed motłochem, i każdy może sobie obsadzić w roli motłochu co tylko dusza zapragnie.

    A Rudnicki to ma jaja, pajacuje, ale ślicznie pajacuje. A Schulza to jebie, że aż boli człowieka. Trochę ze śmiechu. Nałkowskiej i Dąbrowskiej nie ogarniam. Tak mi się wydaje, ze gdyby „Mękę kartoflaną” napisał osiemnastoletnia dziewczynka albo ciota przegięta, to by do dziś Rudnicki był wielbiony na salonach.

  48. 12/07/2011 o 1:15 pm

    @ quasi
    Nie pisałem nigdzie o winie sprawiedliwości, czy innym badziewiu. Ogólnie sie z Toba zgadzam, co do tego że system edukacji powinien wyciągąc z ludzi to co najlepsze. Nie twierdzę też, że równe szanse na starcie to wszystko to wszystko co pownno dać państwo. Zgadzam się także, że należy wspierać upośledzone grupy i jednostki ( społecznie czy też w inny sposób). Zgadzam się także, że system edukacji w polsce powinien ulec zmianie. Tylko to wszystko ma odniesienie do skali makro.
    W skali mikro w każdym systemie musi być odpowiedzialnośc osobista za swoje czyny i ponoszenie tej odpowiedzialności (to ze sprawiedliwośćią nie ma nic wspólnego). Tak jak napisałem niestety żyjemy tu i teraz i tu i teraz mamy do osiągnięcia pewne cele. Dlatego w długim okresie faktycznie ważne jest żeby system edukacji zmieniać, a w kt\rótkim okresie muszę przygotowac się do matury. Daltego w tym momencie płakanie że nie zdałam matury z matematyki jest bez sensu ( mjąc informację co do sposobu zdawania , o swoich możliwościach, mając swoje cele – upragnione studia). Do tego zgadama się z majorem – trzeba uczyć się ciężkej pracy bo sukces bez niej przychodzi bardzo rzadko.
    Podsumowując trudno się niezgodzić z truizmami, które podałaeś, jednoczesnie nie moge przyznać ci racji co do oceny zachowań jednostek, którą wywanioskowałem z tego co napisałeś.

  49. adas
    12/07/2011 o 1:16 pm

    Z matematyką to nie jest tak, że jest i tak najczęściej wybierana? Za moich czasów była w moim ogólniaku najczęściej dobierana do polaka. Nie bardzo więc wiem o co ten wrzask. Jak „humanista” ostatecznie wyląduje na polibudzie, to jego problem. Peszek.

    Na moje, tak sobie myślę, trzeba na poziomie szkoły średniej skończyć z mitem „ogólnoktszałcenia”. Jak się uczy wszystkiego, to się uczy niczego. Jak najwięcej profili.

  50. Quasi
    12/07/2011 o 2:14 pm

    @ emluby

    (…) Do tego zgadama się z majorem – trzeba uczyć się ciężkej pracy bo sukces bez niej przychodzi bardzo rzadko.

    Po pierwsze: Nigdzie nie negowałem „ciężkiej pracy” i się o to z majorem nie spierałem.

    Po drugie: Przede wszystkim trzeba uczyć pracy wydajnej, niekoniecznie ciężkiej. Wykopywanie i zakopywanie dołków jest ciężką pracą, tylko co komu po niej? Poza tym do wysiłku nikogo nie trzeba/nie da się uczyć – do wysiłku jest zdolny każdy, wszystko zależy od motywacji.
    Zresztą, co – ultymatywnym celem ma być jakiś pracoholizm sam w sobie? Który ma na celu co – jak najbardziej nadzianym dobiec na cmentarz? Pracujesz więcej, żeby mieć więcej kasy i dzięki temu kupisz sobie szybszą pralkę, które szybciej wiruje pranie, dzięki czemu zyskujesz dodatkowych 10min., które możesz poświęcić na dodatkową pracę, pozwalającą zarobić dodatkową kasę, pozwalającą kupić jeszcze szybszą pralkę, która zaoszczędzi jeszcze więcej czasu na jeszcze więcej pracy itd. To jakiś etos protestancki (z którego wyrosły te wszystkie korwinizmy), mający sens tylko przy założeniu, że po życiu doczesnym masz jeszcze jedno życie – życie wieczne, będące poniekąd nagrodą za te doczesne wysiłki.

    (…) w kt\rótkim okresie muszę przygotowac się do matury. Daltego w tym momencie płakanie że nie zdałam matury z matematyki jest bez sensu ( mjąc informację co do sposobu zdawania , o swoich możliwościach, mając swoje cele – upragnione studia).
    (…)
    Podsumowując trudno się niezgodzić z truizmami, które podałaeś, jednoczesnie nie moge przyznać ci racji co do oceny zachowań jednostek, którą wywanioskowałem z tego co napisałeś.

    Po pierwsze: 12 lat systematycznej nauki matematyki to krótki okres do opanowania tak małego i prostego materiału? Teoretycznie ten program dla dorosłego człowiek to jest do jako-takiego zgłębienia w 2 miesiące. Skoro ludzie mają problemy z opanowaniem tego, a mimo to gładko przechodzą z klasy do klasy przez te 12 lat, to znaczy, że w systememie jest coś bardzo niedobrego.

    Po drugie: Ja tu w ogóle nic o ocenach jednostek nie pisałem (przecież nawet na wstępie zaznaczyłem, że inkryminowanej „laski” i jej listu nie znam i poznawać nie zamierzam). Co więcej: pisałem nawet, że do rozważań o systemie oceny jednostek nie mają znaczenia, a nawet – jak widać na załączonym obrazku – w nich przeszkadzają (bo najwyraźniej ludzie maja jakąś wredna satysfakcję, gdy widzą, że system karci „złe” jednostki, więc zaczyna im się podobać). System ma być dla ludzi, nie ludzi dla systemu, więc system trzeba dostosować do takich ludzi, jakich mamy – czyli w znacznej mierze do leniwych, pozbawionych talentów oraz prorozwojowych rodziców/nauczycieli ludzi-kurew.

  51. 12/07/2011 o 2:34 pm

    @Quasi
    Faktycznie dośc nieprecyzyjnie sie wyraziłem. Cięzka praca ani pracoholizm nie są żadnymi wartościami. Szkoła ( chociaż to nie spoczywa wyłącznie na szkole ale także na rodzicahc, środowisku itp.) powinna nauczyć, że trzeba czasami wypełniać jakieś przykre obowiązki.
    Oczywiście, zgadzam się – system jest zjebany. Ja przez wszystkie lata studiów nie musiałem wydać żadnej własnej mysli w formie pisemnej lub ustnej poza odtwarzaniem materiału.
    Ale, ale widzę, ze zeozumiałeś że ktoś ma tutaj jakies schadnfroinde z tego, że pewna osoba po 12 latach nauki nie zdała matury z maty. Pewnie staysfakcji nik z tego nie ma ale waraz ze słusznymi postulatami co do zmiany systemu stawierdzam, że ponosi za to niezdanie odpowiedzialność ( w jej jednostkowym przypadku) i obwinianie w tym momencie tylko systemu nie jest adekwatne do jej przypadku. A jej głos w dyskusji (czy słuszny merytorycznie to pewnie kwestia na inną dyskusję) infantylny.

  52. mrw
    12/07/2011 o 4:44 pm

    Majorze, oczywiście można nakleić komuś etykietkę korwinisty i umyć ręce; można też się zastanowić, skąd się korwiniści biorą. Bo system produkujący „korwinistów” w takie (jakiej?) ilości to zły system.

  53. czepiaczek
    12/07/2011 o 5:11 pm

    @Quasi
    „System trzeba dostosowywać do „lasek” – a nie pierdolić, że system wspaniały, tylko ludzie kurwy – bo „lasek” do systemu dostosować się nie da.”

    Jak się „lasek” nie da dostosować, to w czym problem? Fryzjerki też są potrzebne.
    Po chuj system dostosowywać do „lasek”? Żeby każda głupia laska miała zagwarantowaną zdaną maturę? I pewnie studia jeszcze? To lepiej od razu rozdajmy papierki z pieczątkami. „Laskom” się w dupach poprzewracało, ot co!
    Przecież zadania były trywialne, do arkuszy dołączono wzory, można było korzystać z kalkulatora i wystarczyło 30%, żeby zdać. Kurważ mać, zdawałem maturę, kiedy program był obszerniejszy, a 50% nie wystarczało. Bez testów wyboru, podsuniętych pod nos wzorów, kalkulatorów, slorów. I zdawało wówczas przeciętnie *więcej* podchodzących do matury osób.

  54. Quasi
    12/07/2011 o 5:15 pm

    czepiaczek :
    @Quasi
    „System trzeba dostosowywać do „lasek” – a nie pierdolić, że system wspaniały, tylko ludzie kurwy – bo „lasek” do systemu dostosować się nie da.”
    Jak się „lasek” nie da dostosować, to w czym problem? Fryzjerki też są potrzebne.
    Po chuj system dostosowywać do „lasek”? Żeby każda głupia laska miała zagwarantowaną zdaną maturę? I pewnie studia jeszcze? To lepiej od razu rozdajmy papierki z pieczątkami. „Laskom” się w dupach poprzewracało, ot co!
    Przecież zadania były trywialne, do arkuszy dołączono wzory, można było korzystać z kalkulatora i wystarczyło 30%, żeby zdać. Kurważ mać, zdawałem maturę, kiedy program był obszerniejszy, a 50% nie wystarczało. Bez testów wyboru, podsuniętych pod nos wzorów, kalkulatorów, slorów. I zdawało wówczas przeciętnie *więcej* podchodzących do matury osób.

    Troll?

  55. Cerkobalm
    12/07/2011 o 5:21 pm

    >>> Quasi
    dlaczego troll? Bo ci nie pasuje do ideolo?

  56. czepiaczek
    12/07/2011 o 5:30 pm

    @Quasi
    „Troll?”
    Miażdżąca kontrargumentacja. Ministrem mógłbyś zostać z taką.

  57. Quasi
    12/07/2011 o 5:31 pm

    Cerkobalm :
    >>> Quasi
    dlaczego troll? Bo ci nie pasuje do ideolo?

    Bo pierdoli do bólu stereotypowe mizantropijno-korwinistyczne bzdety oraz do bólu fałszywie streszcza to, co tu do tej pory pisano (dać „lasce” lipny dyplom zamiast wyedukować „laskę”, aby na prawdziwy dyplom zasłużyła). Tak więc jak nie troll, to idiota lub menda. Poza tym chyba pierwszy raz go tu widzę.

    Tak czy inaczej, nie wart uwagi.

  58. czepiaczek
    12/07/2011 o 5:47 pm

    @Quasi:
    Ale dociera do ciebie, że ta „laska” się NIE NADAJE na prawdziwy dyplom? Udowodniła to nie tylko zawaleniem żałośnie prostego sprawdzianu, o którym wiedziała od dawna, ale też swoim listem.
    Jeszcze pupcię jej podetrzyj, bidulce. Matura ani studia nie są obowiązkowe, to raz. Dwa: dążenie do tego, żeby było mli-mli i wszyscy, co machną ręką mieli maturę lub studia to idiotyzm. Po to są egzaminy na różnych szczeblach edukacji, żeby takie jednostki ODSIEWAĆ.

  59. jaja
    12/07/2011 o 6:05 pm

    @Quasi
    „Prywatnie i po lekcjach można wszystko (języki obce i matematykę też). Sęk w tym, że w praktyce nie można samodzielnie, tj. bez nauczyciela/trenera/partnera.”

    Ty chyba wuef mylisz z seksem. Oraz z informatyką.

    „Do amatorskiego dżogingu być może nauczyciel/trener nie jest potrzebny, ale do nauki choćby pływania, koszykówki, gimnastyki czy judo jest raczej niezbędny.”

    Tak samo jak z informatyką. Amatorskiej obsługi kompa można się nauczyć przy okazji innych lekcji (a profesjonalne programowanie to już zupełnie inna sprawa).

    „To skutek tego, że przeglądarka – po ostatnich zmianach wordpressu – z jakiegoś powodu w polu do pisania zachowuje mi (fragmenty) poprzednio wysłanych komentarzy.”

    Za mało informatyki w szkole!

    @Koniec Polski Prawej
    „Ucząc matematyki zakłada się milcząco że chce się nauczyć rozumowania, logicznego myślenia a może i zdrowego rozsądku w życiu. Jest to co najmniej dziwne…”

    Dokładnie.

    @cyncynat
    „BTW moja zona zostala laureatem finalu olimpiady z polskiego w celu niepisania matury z polskiego.”

    Och, to głupia żona. Wystarczyło mieć odpowiednią ocenę z przedmiotu. Zmień.

  60. cyncynat
    12/07/2011 o 8:11 pm

    jaja, zdradz nam co studiowales. Widze, ze jestes niezly tuz z „domowej obslugi komputera”. Na ktorej polskiej ekhem uczelni tego cie tak dobrze nauczyli? (Poradziles juz sobie z komentami w wordpressie? Nie minelo i pol roku.)

  61. kashmir
    13/07/2011 o 9:36 am

    @Quasi and all

    Zabawne jest obserować, jak łatwo się Wam, wzorem „ruskich agentów” w Psychiatryku, obrzuca nazwajem obelgą: „korwinista”. To tylko podkreśla, że używacie tego terminu jako obelgi właśnie, każdy z osobna opierając swój lewicowy lans na jak najbardziej przekonującym ustawieniu się od ‚korwinizmu’ w jak największej odległości. Oczywiście podstawiając pod ‚korwinizm’ to, co akurat najbardziej pasuje, czyli zwykle jakieś karykaturalne, wypaczone czy opacznie zrozumiane ‚korwinistyczne’ poglądy czy postulaty (choć oczywiście nie neguję, że bardzo możliwe, iż realnie reprezentowane przez niejednego zdeklarowanego pryszczatego – zazwyczaj – korwinistę-głupka).

    Pozwolę sobie wykorzystać tę obserwację jako krótkie zakończenie mojego ostatniego flejma z Quasim. Otóż bowiem ów ‘korwinizm’, którym tak jak cepem tu wymachujecie, to zazwyczaj zwyczajna, pod całkiem różnymi postaciami, nieufność do Systemu – jako do tworu zbyt skrupulatnie przemyślanego i skostniałego, tworzonego przez LUDZI. To postrzeganie Systemu jako kolejnego narzędzia opresji, która tak czy siak jest nieunikniona. To wytykanie admiratorom Systemu naiwności przekonania, iż dokładne usystematyzowanie świata raczej będzie tłumić problemy wynikłe z ludzkich przywar, niż je eskalować. No bo przecież jak nie System, to Somalia.

    Nie chcę się po raz miliardowy spierać, czy tak jest, czy nie. W nawiązaniu do poprzedniego flejma, a konkretnie do jego zarzewia, chciałbym jednak zaprotestować wobec arbitralnego uznawania, że „jeśli ktoś jest antymaterialistą, nie snuje skrytych planów chciwego wyzysku słabszych, nie wyznaje kultu siły, kasy, dominacji – to jest jakiś dziwny, idiota, a w najlepszym razie nieuk”. A taką właśnie tezę, jako jakiś oczywizm, forsował nieustannie Quasi.

    Myślę, że z owej łatwości formułowania obelg typu: „korwinista” tworzą się potem takie właśnie problemy. Dla niektórych jest po prostu łatwiej wrzucić sobie jakiś wstrętny sobie pogląd do tego worka, no a potem wychodzi zdziwko, że ktoś deklarując ‘korwinizm’ (jak Gienek z flejma) jednocześnie, o dziwo, nie deklaruje chęci mordowania kalek, Żydów, pędu za kasą za wszelką cenę i smarowania się kupą – a przecież to są OCZYWISTE składniki korwinizmu. Normalnie no jakiś głupek i nieuk.

    W tej Waszej uroczej dyskusji jest właśnie tego typu komedia. Jeden wyrzuca drugiemu, że „korwinistycznie” obwinia System, drugi zaś tamtemu, że „korwinistycznie” każe sobie wbrew Systemowi radzić. Bo „korwinista” to taka cipa, więc skoro jesteś cipą (a jesteś cipą, bo się ze mną nie zgadzasz), to jesteś korwinistą.

    Kurwa mać, jesteście idealną kalką Psychiatryka :).

  62. cyncynat
    13/07/2011 o 9:57 am

    Ponownie przylazles tu zalic sie o to, ze nie zostales doceniony przez Quasiego? Tego stanu nie zmienisz lzawym tasiemcem.

  63. vHF
    13/07/2011 o 10:50 am

    Dwa linki.

    Tutaj:
    http://mmkrakow.wrzuta.pl/sr/f/33r8jVQDHjK
    są zadania z matury (dokładnie te albo izomorficzne), które przerosły red. Pacewicza.

    A tutaj:
    http://wyborcza.pl/1,95892,9912157,Nienawidza_humanistow____opinie_do_listu_maturzystki.html
    reakcje na list niegłupiej i pracowitej maturzystki (czytać w pracy albo nienatrzeźwo).

  64. cyncynat
    13/07/2011 o 11:02 am

    Listy probowalem czytac, ale dalem sobie spokoj po paru akapitach – nie dalem rady. Choc probowalem na trzezwo, mind you.

    Zadania widzialem. Jesli to autentyk, to :facepalm: Zenujaco-porazajaco niski poziom.

  65. 13/07/2011 o 11:37 am

    @quasi – jeśli przestaniesz strugać chochoła, to zrozumiesz, że co do zasady, nie ma między nami sporu. Ja też jestem za przymusem edukacji, reformą systemu i poprawą jakości „tresury”. Ale uważam, że akurat w przypadku tej dziewczyny najprawdopodobniej nie jest winny system, ale ona sama, bo trudno sobie wyobrazić system, gdzie leniwy prymus humanistyczny dostaje coś bez wysiłku albo odpowiedzialność zrzuca się na system. Nie chodzi o to, że ona jest tylko i wyłącznie kowalem własnego losu, ale że przy niskim poziomie matmy i korkach po lekcjach system jak najbardziej umożliwiał jej zdanie tej matury. Co innego w przypadku biednych uczniów z LC.

  66. 13/07/2011 o 11:44 am

    @mrw – jasne, nie przypadkiem Korwin jest tak popularny w najmłodszej grupie wiekowej. Ale też tradycyjne zrzucanie całej winy na państwo, biurwy itp. to hodowanie takich Krysztopów i innych dupków.

  67. cyncynat
    13/07/2011 o 11:48 am

    Ale generalnie ta dyskusja w polskiej prasie i blogosferze jest dla mnie jakas taka nierzeczywista. Az poszedlem i zajrzalem do swojej „matury” (inaczej sie to nazywalo). No i przypomialem sobie: mialem siedem obowiazkowych egzaminow koncowych, w tym dwa z matematyki – algebro-analize i geometrie. Oba na zupelnie innym poziomie.

  68. 13/07/2011 o 2:13 pm

    hej hej
    Nasz ulubiony komentor coraz głębiej dotykany przez palec Boży
    http://wgadowski.salon24.pl/323862,buntownicy-smaku

  69. mrw
    13/07/2011 o 4:00 pm

    galopujący major :
    @mrw – jasne, nie przypadkiem Korwin jest tak popularny w najmłodszej grupie wiekowej. Ale też tradycyjne zrzucanie całej winy na państwo, biurwy itp. to hodowanie takich Krysztopów i innych dupków.

    i dlatego konieczne jest EDUKOWANIE GNIEWOMIRA.

  70. marcin_be
    13/07/2011 o 4:11 pm

    emluby :
    hej hej
    Nasz ulubiony komentor coraz głębiej dotykany przez palec Boży
    http://wgadowski.salon24.pl/323862,buntownicy-smaku

    płyń Gadowski płyń! tylko czepka nie zapomnij założyć…

  71. Quasi
    13/07/2011 o 7:05 pm

    @ major

    jeśli przestaniesz strugać chochoła, to zrozumiesz, że co do zasady, nie ma między nami sporu. Ja też jestem za przymusem edukacji, reformą systemu i poprawą jakości „tresury”.

    Ale jesteś przeciw obowiązkowej maturze z matematyki, a za to Ci piętno.

    No i czemu w takim razie miała służyć Twoja notka, jeśli nie zamknięciu mord krytyków systemu korwinistycznym uniwersalnym [bo stosowanym też przeciwko opiece socjalnej, świadczeniom państwowym, resocjalizacji, delegalizacji narkotyków, polityce antydyskryminacyjnej etc.] pseudoargumentem z „winy i odpowiedzialności osobistej”? Za to też piętno.

    Ale uważam, że akurat w przypadku tej dziewczyny najprawdopodobniej nie jest winny system, ale ona sama, bo trudno sobie wyobrazić system, gdzie leniwy prymus humanistyczny dostaje coś bez wysiłku albo odpowiedzialność zrzuca się na system.

    Po pierwsze: Ale o jaki „dostawanie za brak wysiłku/odpowiedzialności” Ci chodzi? Kto tu „struga chochoła”?

    Po drugie: Jak, do kurwy nędzy, nie jest winą systemu to, że taki „leniwy prymus”, niepotrafiący zdać tej matury, przez 12 lat prześlizgiwał się z klasy do klasy, choć warunkiem promocji było m.in. opanowanie programu matematyki? O czym Ty w ogóle mówisz? Gdyby 25% (tylu ponoć w tym roku oblało maturę z matematyki) absolwentów okazywało się po 12 latach nauki analfabetami, to również nie widziałbyś winy systemu?
    Patrz moja odpowiedź do cyncynata.

    Nie chodzi o to, że ona jest tylko i wyłącznie kowalem własnego losu, ale że przy niskim poziomie matmy i korkach po lekcjach system jak najbardziej umożliwiał jej zdanie tej matury. (…)

    Ale przecież tu ostatecznie nie chodzi o żadne „zdawanie matury” samo w sobie (które możesz sztucznie podnosić obniżając poziom i kryteria oceny), tylko o realne umienie tej przedelementarnej matematyki po 12 latach edukacji, znajomości tej przedelementarnej matematyki formalnie wymagającej. Pod tym względem system jest niezadowalająco dobry.

  72. Quasi
    13/07/2011 o 8:35 pm

    @ major

    Zabawne jest obserować, jak łatwo się Wam, wzorem „ruskich agentów” w Psychiatryku, obrzuca nazwajem obelgą: „korwinista”. To tylko podkreśla, że używacie tego terminu jako obelgi właśnie, każdy z osobna opierając swój lewicowy lans na jak najbardziej przekonującym ustawieniu się od ‘korwinizmu’ w jak największej odległości. Oczywiście podstawiając pod ‘korwinizm’ to, co akurat najbardziej pasuje, czyli zwykle jakieś karykaturalne, wypaczone czy opacznie zrozumiane ‘korwinistyczne’ poglądy czy postulaty (…)
    W tej Waszej uroczej dyskusji jest właśnie tego typu komedia. Jeden wyrzuca drugiemu, że „korwinistycznie” obwinia System, drugi zaś tamtemu, że „korwinistycznie” każe sobie wbrew Systemowi radzić. Bo „korwinista” to taka cipa, więc skoro jesteś cipą (a jesteś cipą, bo się ze mną nie zgadzasz), to jesteś korwinistą. (…)

    Po pierwsze: Nikt tu nikomu nie zarzucił bycia korwinistą (ogólnie), lecz najwyżej korwinistyczność jakiejś postawy/przekonania/podejścia. A to istotna różnica, zadająca kłam analogii z psychiatrykowym „ruskim agentem”.

    Po drugie: Sprzeczność między naszymi stanowiskami jest pozorna, takoż nieokreśloność „obelgi” „korwinizm”. Otóż i major, i ja korwinistycznym nazywamy jeden i ten sam element – tzw. podstawowy błąd atrybucji (był uwzględniony nawet na mojej „mapie”). Sęk w tym, że ten błąd ma 2 różne, ale komplementarne objawy: (i) nierealistyczne przypisywanie własnych sukcesów własnym osobistym zdolnościom i zasługom, a własnych porażek – działaniom czynników zewnętrznych (w tym innych ludzi i systemu) lub przypadkowi; (ii) nierealistyczne przypisywanie cudzych sukcesów czynnikom zewnętrznym lub przypadkowi, a cudzych porażek – osobistej niekompetencji, niezaradności, lenistwu, głupocie, pośledniości, nikczemności. Po prostu major skupił się na objawie pierwszym, a ja na objawie drugim.

    Pozwolę sobie wykorzystać tę obserwację jako krótkie zakończenie mojego ostatniego flejma z Quasim. Otóż bowiem ów ‘korwinizm’, którym tak jak cepem tu wymachujecie, to zazwyczaj zwyczajna, pod całkiem różnymi postaciami, nieufność do Systemu – jako do tworu zbyt skrupulatnie przemyślanego i skostniałego, tworzonego przez LUDZI. To postrzeganie Systemu jako kolejnego narzędzia opresji, która tak czy siak jest nieunikniona. To wytykanie admiratorom Systemu naiwności przekonania, iż dokładne usystematyzowanie świata raczej będzie tłumić problemy wynikłe z ludzkich przywar, niż je eskalować. No bo przecież jak nie System, to Somalia.
    Nie chcę się po raz miliardowy spierać, czy tak jest, czy nie.

    Ostatnie zdanie, jakże typowe dla wszelkich utopistów, wyjaśnia nam, skąd się bierze bezrefleksyjność, bezwartościowość, bezpodstawność i niespójność tej całej „nieufności” wobec Systemu [czyli, jak rozumiem, „państwa” (state)], przy jednoczesnej infantylnej naiwności wobec mocy sprawczej tworzonego przez LUDZI Wolnego Rynku.

    W nawiązaniu do poprzedniego flejma, a konkretnie do jego zarzewia, chciałbym jednak zaprotestować wobec arbitralnego uznawania, że „jeśli ktoś jest antymaterialistą, nie snuje skrytych planów chciwego wyzysku słabszych, nie wyznaje kultu siły, kasy, dominacji – to jest jakiś dziwny, idiota, a w najlepszym razie nieuk”. A taką właśnie tezę, jako jakiś oczywizm, forsował nieustannie Quasi.

    Hę?

    Myślę, że z owej łatwości formułowania obelg typu: „korwinista” tworzą się potem takie właśnie problemy. Dla niektórych jest po prostu łatwiej wrzucić sobie jakiś wstrętny sobie pogląd do tego worka, no a potem wychodzi zdziwko, że ktoś deklarując ‘korwinizm’ (jak Gienek z flejma) jednocześnie, o dziwo, nie deklaruje chęci mordowania kalek, Żydów, pędu za kasą za wszelką cenę i smarowania się kupą – a przecież to są OCZYWISTE składniki korwinizmu. Normalnie no jakiś głupek i nieuk.

    Przecież paradoks Gienka-korwinisty, o którym pisałem, nie polega na tym, że jest on jednocześnie a-materialistą i korwinistą [czyli osobiście nie jest nastawiony na drapieżne akumulowanie mamony i konsumpcjonizm], lecz na tym, że jest on jednocześnie anty-materialistą i korwinistą [czyli przeszkadza mu, że inni są drapieżnymi dorobkiewiczami i konsumpcjonistami, a recepty na ten niemiły mu stan rzeczy dopatruje się w korwinizmie, czyli w ideologii nie tylko drapieżne akumulowanie mamony i konsumpcjonizm tolerującej, nie tylko uznającej za najwyższy swój priorytet uczynienia świata maksymalnie przyjaznym drapieżnemu akumulowaniu mamony i konsumpcjonizmowi oraz maksymalnie wrogim stronieniu od drapieżnego akumulowania mamony i konsumpcjonizmu, ale nawet drapieżne akumulowanie mamony i konsumpcjonizm czczącej jako najwyższą wartość etyczną].

  73. zatroskany_o_polske
    13/07/2011 o 10:37 pm

    „Zabawne jest obserować, jak łatwo się Wam, wzorem „ruskich agentów” w Psychiatryku, obrzuca nazwajem obelgą: „korwinista”.
    (…)
    „Kurwa mać, jesteście idealną kalką Psychiatryka :).”

    Powinieneś napisać „jesteśmy idealną kalką ….”, tylko wtedy teza nie byłaby do końca prawdziwa, bo członkowie Psychiatryka nie wiedzą że są w Psychiatryku.
    A kalką może nie, niemniej jak wszyscy dążymy w kierunku Wzorca.

    Radziłbym więcej luzu Głównym Komentatorom.

    PS
    W Polsce też można ostro, celnie, dowcipnie, refleksyjnie i bez chamstwa:

    http://cjg.gazeta.pl/CJG_Warszawa/51,104436,9801749.html?i=3
    http://cjg.gazeta.pl/CJG_Warszawa/51,104436,9801749.html?i=4

  74. zatroskany_o_polske
    13/07/2011 o 10:41 pm

    @quasi
    „Po drugie: Jak, do kurwy nędzy, nie jest winą systemu to, że taki „leniwy prymus”,

    niepotrafiący zdać tej matury, przez 12 lat prześlizgiwał się z klasy do klasy, choć warunkiem promocji było m.in. opanowanie programu matematyki?”

    Ktoś inny, do chuja pana, może równie autorytatywnie stwierdzić że system zadziałał, skoro dziewczyna nie zdała matury.

  75. Ziutek
    13/07/2011 o 10:44 pm

    Offtop
    Jak napisać recenzję do recenzji filmu, którego się nie oglądało?
    Pobluzgać, a w to wpleść reklamę własnej grafomanii.

    http://coryllus.salon24.pl/323987,polska-swinia-ratuje-zydow

  76. zatroskany_o_polske
    13/07/2011 o 11:37 pm

    Pytanie: ” … widział pan ten film? Nie!”

    Coryllus: „To go w jakiś sposób uszlachetnia?”

    :-)

  77. Quasi
    14/07/2011 o 12:27 am

    @ zatroskany_

    Ktoś inny, do chuja pana, może równie autorytatywnie stwierdzić że system zadziałał, skoro dziewczyna nie zdała matury.

    Ów ktoś najwyraźniej jest wyznawcą prawicowej zasady, że lepiej karać za przewinienia, niż przewinieniom zapobiegać. Prawica się cieszy, jeśli jak najwięcej bandytów idzie do więzienia/a szafot i jak najwięcej tumanów oblewa maturę/zdycha z głodu; lewica natomiast powinna się cieszyć, jeśli bandytów i tumanów, którzy mogliby zasiedlać wiezienia/oblewać matury, jak najmniej w ogóle istnieje. Między innymi dlatego prawicowość jest ohydna i szkodliwa.

  78. zatroskany_o_polske
    14/07/2011 o 1:19 am

    @quasi
    „Ów ktoś najwyraźniej jest wyznawcą prawicowej zasady, że lepiej karać za przewinienia, niż przewinieniom zapobiegać. ”

    Świadectwo ukończenia szkoły dokumentuje posiadanie sumy wiedzy, wystarczającej do zakończenia nauki na określonym poziomie.
    Matura dokumentuje posiadanie sumy wiedzy umożliwiającej kontynuowanie nauki na poziome wyższym. Niezdanie matury nie jest żadną karą lecz stwierdzeniem faktu że osoba nie posiada takiej sumy wiedzy.
    Posiadanie matury nie jest obowiązkowe. Niezdanie lub zaniechanie zdania matury nie zamyka drogi do założenia rodziny, związku partnerskiego, podjęcia pracy, a także nie wyklucza zdania matury w terminie późniejszym lub kolejnych próbach.

    Zadziwiająca jest skłonność niektórych lewicowców do ignorowania bądź zafałszowywania faktów, lub co gorsze do indoktrynowania otoczenia swymi fałszywymi ideami.

  79. Quasi
    14/07/2011 o 1:34 am

    zatroskany_o_polske :
    @quasi
    „Ów ktoś najwyraźniej jest wyznawcą prawicowej zasady, że lepiej karać za przewinienia, niż przewinieniom zapobiegać. ”
    Świadectwo ukończenia szkoły dokumentuje posiadanie sumy wiedzy, wystarczającej do zakończenia nauki na określonym poziomie.
    Matura dokumentuje posiadanie sumy wiedzy umożliwiającej kontynuowanie nauki na poziome wyższym. Niezdanie matury nie jest żadną karą lecz stwierdzeniem faktu że osoba nie posiada takiej sumy wiedzy.
    Posiadanie matury nie jest obowiązkowe. Niezdanie lub zaniechanie zdania matury nie zamyka drogi do założenia rodziny, związku partnerskiego, podjęcia pracy, a także nie wyklucza zdania matury w terminie późniejszym lub kolejnych próbach.
    Zadziwiająca jest skłonność niektórych lewicowców do ignorowania bądź zafałszowywania faktów, lub co gorsze do indoktrynowania otoczenia swymi fałszywymi ideami.

    Temat najwyraźniej Cię przerasta. Dlaczego mnie to nie dziwi?

    Po pierwsze: „Przewinienie” i „kara” to nie było określenie na oblanie matury i tego skutki, tylko analogia (do problemu przestępczości) ilustrująca mentalność prawicowca.

    Po drugie: Ile razy jeszcze mam powtarzać, że problemem nie jest to, że ktoś tam oblał maturę jako taką. Problemem jest to, że znaczna część społeczeństwa (w tym roku 1/4 podchodzących do matury) nie opanowuje matematyki na 30% poziomu przedelementarnego. Po 12 latach systematycznej nauki i jej systematycznej kontroli.

  80. zatroskany_o_polske
    14/07/2011 o 6:02 am

    @quasi
    „Temat najwyraźniej Cię przerasta. Dlaczego mnie to nie dziwi?”
    Bo masz niewysokie IQ.

    „Po pierwsze: „Przewinienie” i „kara” to nie było określenie na oblanie matury i tego skutki tylko analogia (do problemu przestępczości) ilustrująca mentalność prawicowca. ”

    Pozwolisz że przypomnę o co biega:

    ……………….
    Ty:
    „Po drugie: Jak, do kurwy nędzy, nie jest winą systemu to, że taki „leniwy prymus”, niepotrafiący zdać tej matury, przez 12 lat prześlizgiwał się z klasy do klasy, choć warunkiem promocji było m.in. opanowanie programu matematyki?”

    Ja:
    „Ktoś inny, do chuja pana, może równie autorytatywnie stwierdzić że system zadziałał, skoro dziewczyna nie zdała matury.”

    Ty:
    Ów ktoś najwyraźniej jest wyznawcą prawicowej zasady, że lepiej karać za przewinienia, niż przewinieniom zapobiegać.
    …………….

    „Po drugie: Ile razy jeszcze mam powtarzać, że problemem nie jest to, że ktoś tam oblał maturę jako taką.”

    Mi nie musisz powtarzać. Przeczytaj jeszcze raz mój wpis, wolno i wyraźnie ( jeżeli zajdzie potrzeba nawet kilka razy), to może zrozumiesz że dla mnie nie jest problemem ze ktoś tam oblał maturę.

    „Problemem jest to, że znaczna część społeczeństwa (w tym roku 1/4 podchodzących do matury) nie opanowuje matematyki na 30% poziomu przedelementarnego.”

    I znów te lewicowe kłamstwa! Nie przedelementarnego, bo matura dopuszcza do kontynuowania nauki na poziomie wyższym a nie elementarnym.

    Problemem jest to że 1/4 podchodzących do matury w znacznym stopniu jest zdemoralizowane przez lewicowców.
    Wydaje im się że mimo braku wiedzy, jakoś zakombinują, ściągną, oszukają, zabajerują i wyłudzą ten dokument.

  81. otto
    14/07/2011 o 6:50 am

    @zatroskany
    a to pech! prawica przecież od dwudziestu lat tak dba o ich kręgosłup moralny i poziom wiedzy
    Czyżby nic nie wynieśli z katechezy?

  82. zatroskany_o_polske
    14/07/2011 o 9:06 am

    otto :
    @zatroskany
    a to pech! prawica przecież od dwudziestu lat tak dba o ich kręgosłup moralny i poziom wiedzy
    Czyżby nic nie wynieśli z katechezy?

    Znowu kłamliwa lewicowa propaganda!
    Lewica przez 2 pełne kadencje (1993-97 oraz 2001-2005) – czyli przez 8 lat „deprawicowała” społeczeństwo. Nie dziw się więc że młode pokolnie jest zdeprawowane.

  83. 14/07/2011 o 10:42 am

    Quasi

    Oż Ty nędzniku, majora od korwinistów, a mnie od majorów wyzywasz…

    1. Wiem wiem, że ‚ruski agent’ nie jest pełną analogią Waszych wyzwisk od korwinistów, nie bądź taki skrupulatny. Podstaw sobie pod ‚ruskiego agenta’ ‚leminga’ albo ‚zmanipulowanego przez GW’ i już masz pełną. O.

    Tak czy siak, używacie tego jako obelgi. Cipowate zwalanie własnych niepowodzeń na System, a czyichś na własną nieudolność, jest być może właściwe dla jakichś pojedynczych, pryszczatych korwinistów, w każdym razie na pewno niespójna mazgajska percepcja rzeczywistości nie jest w żadnym razie charakterystyczna do ‚rdzenia filozofii korwinizmu’. Ale w sumie zupełnie mniejsza o to – po prostu zabawne to trochę, że lewicowcy w swoich przepychankach zachowują się w sumie podobnie do pacjentów (oczywiście nie porównuję tu spójności / merytoryki samej argumentacji, bo tu jest ewidentna przepaść, jakkolwiek nieszczęsne byłyby Wasze poglądy).

    2. Gienek Loska. Wciąż uważam, że pieprzysz głupoty, jakoby ‚korwinizm’ uznawał gromadzenie mamony za „najwyższą wartość etyczną”, a już na pewno pieprzysz głupoty, że jest to w jakiś sposób oczywiste, do tego stopnia, żeby na widok antymaterialisty-korwinisty wpadać w jakieś zdumienie, a nieuctwem/głupotą jako wyłącznym powodem tłumaczyć takie połączenie. Pogląd Twój (na ów kult mamony w ‚korwinizmie’) jest co najmniej dyskutowalny i NIE JEST oczywisty – czytałeś w ogóle jakiegoś Misesa czy Hayeka? Gdzie masz tam kult gromadzenia mamony etc? Jeśli już, to twierdzą oni, że ekonomia zgodna z ASE (czyli ten Twój ‚korwinizm’) pozwala GLOBALNIE gromadzić maksymalną ilość dóbr (a to chyba dobry początek do Quasiowego uszczęśliwienia całej ludzkości, nie?), a przy okazji redukuje do minimum nieetyczny przymus jednego człowieka wobec drugiego (poprzez delegitymizację owego przymusu ze strony instytucji państwa).

    Zrozum jedną rzecz. ‚Korwinista’ (taki mądrzejszy, zostawmy jakichś co głupszych gówniarzy) po prostu uważa, że działalność Systemu na rzecz niwelowania ‚niesprawiedliwości’ świata zderegulowanego to jest UŁUDA. Uważa, że System generuje ‚niesprawiedliwości’ jeszcze więcej. Każdy, ze swojej natury. Dlatego System trzeba ograniczać, a nie przerabiać na jakiś ‚lepszy’. I jasne, że możesz to podważać (co dzielnie od lat czynisz) i z tym polemizować, ale to jeszcze nie upoważnia Cię na starcie do wielkiego zdziwka, że jakiś Gienek, niewiedzący nawet o istnieniu Quasiowej hiper-perswazji, wciąż tak uważa. Zwłaszcza jeśli naczytał się Misesa i Hayeka (co wątpliwe, bo pewnie jeśli już się czegoś naczytał, to wyrywkowo Korwina, ale zostawmy to, Gienek jest tu tylko symbolem), a nie naczytał się żadnego hiper-utylitarysty z portretem Marksa w klapie.

  84. Cerkobalm
    14/07/2011 o 10:49 am

    >>>Quasi

    „nierealistyczne przypisywanie własnych sukcesów własnym osobistym zdolnościom i zasługom, a własnych porażek – działaniom czynników zewnętrznych (w tym innych ludzi i systemu) lub przypadkowi; ”

    Jedna taka Jolka prowadzi firmę. Ciężką pracą i zaradnością jakoś wiąże koniec z końcem. Zgodnie z przepisami kupuje na firmę auto z kratką umożliwiające odliczanie VAT z paliwa. Auto kupiła w leasingu na 5 lat. W 2 roku system zmienia przepisy i uniemożliwia tej kobiecie odliczanie VAT od paliwa. Jolka kuleje na kilka tysięcy złotych miesięcznie. Można to uznać za niepowodzenie/porażkę. Co jest nierealistycznego w tym, by uznać, że jest to porażka wywołana czynnikami zewnętrznymi. Co jest nierealistycznego w tym, by uznać, że dotychczasowe wiązanie końca z końcem było jej sukcesem osobistym, wynikiem zdolności i ciężkiej pracy?

    Śmieszne jest, gdy akurat ty twierdzisz, że coś jest nierealistyczne, podczas gdy głosisz poglądy całkowicie oderwane od realiów.

  85. 14/07/2011 o 11:32 am

    @ kashmir, quasi
    Ja z radością przyjąłem notkę majora, bo jak napisałem na początku podejście tej dziewczyny to podejście korwinistyczne. Korwinistyczne czyli podejście bedące skarlałą wersją liberalizmu klasycznego z domieszką kato-konserwatyzmu i darwinizmu społecznego. Korwin w Polsce zrobił chyb najwięcej zła dla pięknej idei wolnościowej. Przez niego kojarzy się on z cyrkiem i głupotą. Dawał głupie i nieżyciowe recepty i co najważniejsze swoją postawą przeczył temu co głosi. Nie mówił, że wraz z wolnością idzie odpowiedzialność – za siebie, najbliższe otoczenie, środowisko, kraj itd. Najbardziej wkurwijące było te jego narzekanie na reżymową telewizje. słysząc to myślałem – zrób kurwa lepszą i promuj siebie, a nie pierdol, że system jest zły. Tu wiedzę analogię pomiędzy biedną licealistką a korwinem nazwaną przez majora korwinizmem. Chcę osiągnąć swoje cele, znam reguły systemu, jednak pierdolę wszystko ze swojej winy i później obwiniam system. Jestem wiecznie w opozycji i zgodnie z polskim charakterm zajebiście mi z tym jako wiecznie pokrzywdzony.
    Co do tego co napisał Quasi – wiedząc o niewydolności systemu edukacyjnego trudno zgodzić się z tym, że jego celem jest zdanie matury przez jak największą ilość osób, a jego skuteczność przez wynik tej matury może być mierzona.

  86. cyncynat
    14/07/2011 o 11:56 am

    Jednak ta matura nie daje mi spokoju. Wczesniej traktowalem te sprawe jak jakas wyjatkowa nawalnice glupich tekstow na gazeta.pl, ale teraz mysle, ze problem z „systemem” (o ktorym pisze Quasi i, chyba, Wiedzmin Trollingu) jest dosc powazny. Zadania maturalne z tego roku, ktore znalazlem, byly jakos zenujaco proste. No wiec poszukalem o obecnym programie nauczania matmy w liceach. Znalazlem dokument zatytulowany „Podstawa programowa matematyki dla liceum i technikum (zakres rozszerzony)
    podpisana przez Ministra Edukacji Narodowej 23 sierpnia 2007 roku”. Przeczytalem. P o r a z a j a c e. To wyglada na produkt zydowsko-ruskiego spisku w celu oglupienia narodu polskiego. (A teksty Pacewicza & Co, wskazuja, ze spisek sie powiodl.)

    W zakresie rozszerzonym nie ma: rachunku rozniczkowego, calek, granic, szeregow, ciaglosci – nie ma wlasciwie poczatkow analizy. Nie ma zupelnie algebry liniowej, ani liczb zespolonych. Geometria jest okrojona do jakichs zupelnie smiesznych rozmiarow. Ale jest np tak rozczulajacy punkt jak:

    „6) procenty i punkty procentowe. Lokaty i kredyty,”

    Lacznie, „szkola” (od podstawowej do liceum) trwa 12 lat. Z takim zajebistym programem to wyglada bardziej na masowa produkcje i lezakowanie (12 lat, szkoda ze nie w beczkach z debu) tumanow niz edukacje.

    Ministrem Edukacji Narodowej, co zagwarantowal sobie miejsce w polskiej historii podpisujac te podstawe programowa, byl znany i lubiany Ryszart Legutko, komentator dziel Platona i profesor UJ, jego mac.

  87. vHF
    14/07/2011 o 12:39 pm

    cyncynat :
    „6) procenty i punkty procentowe. Lokaty i kredyty,”

    Ja tam uważam, że coś takiego powinno być. Przydaje się, a i można znienacka szeregów nauczyć.

    Ministrem Edukacji Narodowej, co zagwarantowal sobie miejsce w polskiej historii podpisujac te podstawe programowa, byl znany i lubiany Ryszart Legutko, komentator dziel Platona i profesor UJ, jego mac.

    Za moich czasów 10-15 lat temu (kurwa) program był trochę obszerniejszy, ale nie tak bardzo. Chociaż my jednak mieliśmy trochę analizy (ale żadnych calek, broń Boże). Gorzej że nam nikt nie powiedział do czego ta analiza, i jak nam fizyczka pochodne drogi po czasie kazała liczyć to pukaliśmy się w czoło.

  88. zatroskany_o_polske
    14/07/2011 o 12:45 pm

    Lewicowe sposoby poprawienia „systemu”:

    Poseł Sprawka (PiS) postulował, żeby wprowadzić progi do liceów. O tym, czy ktoś ma szansę na liceum, czy na szkołę zawodową, miałyby decydować wyniki z egzaminu gimnazjalnego.

    Była minister edukacji Krystyna Łybacka (SLD) przypomniała, że kiedyś nie każdy licealista był do matury dopuszczany.
    [wyborcza.pl]

  89. cyncynat
    14/07/2011 o 12:48 pm

    vHF :

    cyncynat :
    „6) procenty i punkty procentowe. Lokaty i kredyty,”

    Ja tam uważam, że coś takiego powinno być. Przydaje się, a i można znienacka szeregów nauczyć.

    Ministrem Edukacji Narodowej, co zagwarantowal sobie miejsce w polskiej historii podpisujac te podstawe programowa, byl znany i lubiany Ryszart Legutko, komentator dziel Platona i profesor UJ, jego mac.

    Za moich czasów 10-15 lat temu (kurwa) program był trochę obszerniejszy, ale nie tak bardzo. Chociaż my jednak mieliśmy trochę analizy (ale żadnych calek, broń Boże). Gorzej że nam nikt nie powiedział do czego ta analiza, i jak nam fizyczka pochodne drogi po czasie kazała liczyć to pukaliśmy się w czoło.

    Lokaty i kredyty na *matmie*? Moze jeszcze obliczanie podatku VAT?

    A calki w szkole sa nawet w NZ, sprawdzalem. Program polski – z tego co widze – jest do opanowania w dwa lata. Jesli zalozyc, ze polowa lekcji bedzie przewagarowana. Ale jak to mozna rozciagnac na 12 lat is beyond me.

  90. zatroskany_o_polske
    14/07/2011 o 12:51 pm

    vHF :

    cyncynat :
    „6) procenty i punkty procentowe. Lokaty i kredyty,”

    Ja tam uważam, że coś takiego powinno być. Przydaje się, a i można znienacka szeregów nauczyć.

    … i jakieś podstawy logiki.

  91. cyncynat
    14/07/2011 o 12:52 pm

    O swojej szkole nie mowie, mielismy bardzo niezla matme, zajebistych nauczycieli (wszyscy w Izraelu teraz) i zlotego medaliste (absolutne pierwsze miejsce) na olimpiadzie swiatowej. Ale sam program – wg standardowych podrecznikow – byl ze 3 razby bardzie obszerny. 10 lat, tak samo jak w NZ.

  92. vHF
    14/07/2011 o 12:59 pm

    cyncynat :
    Lokaty i kredyty na *matmie*? Moze jeszcze obliczanie podatku VAT?

    Ja to rozumiem nie jako wykład z ekonomii, ale jako uczenie proporcji, szeregów itp. poprzez rozwiązywanie zadań nt. lokat & kredytów. I z tym nie mam problemu, może taki tylko że część tego materiału ewidentnie powinna być w podstawówce.

    A calki w szkole sa nawet w NZ, sprawdzalem.

    Przyznam się, że całki to taka straszna męka, że nie jestem przekonany że każdy w liceum powinien przez to przechodzić, zwłaszcza w pełnym wymiarze kary. Klasy matematyczno-inżynierskie wystarczą.

  93. cyncynat
    14/07/2011 o 1:12 pm

    vHF :

    cyncynat :
    Lokaty i kredyty na *matmie*? Moze jeszcze obliczanie podatku VAT?

    Ja to rozumiem nie jako wykład z ekonomii, ale jako uczenie proporcji, szeregów itp. poprzez rozwiązywanie zadań nt. lokat & kredytów. I z tym nie mam problemu, może taki tylko że część tego materiału ewidentnie powinna być w podstawówce.

    A calki w szkole sa nawet w NZ, sprawdzalem.

    Przyznam się, że całki to taka straszna męka, że nie jestem przekonany że każdy w liceum powinien przez to przechodzić, zwłaszcza w pełnym wymiarze kary. Klasy matematyczno-inżynierskie wystarczą.

    No wiec powinni dac szeregi, a lokaty i kredyty przy okazji, najwyzej.

    Co do calek. Dwa slowa: 12 lat. Pomysl o tym przez chwile. A ja (zlosliwie, ale jednak) powiem tak: Baby Spivak (http://en.wikipedia.org/wiki/Calculus_on_Manifolds_%28book%29 ) ma circa 160 stron, zupelne minimum wymagan wstepnych (min teorii zbiorow, inf, sup, liczby rzeczywiste) i wprowadza dosc rygorystycznie calculus (nie pamietam, chyba multivariable) az do twierdzen Green’a i Gaussa. Z dowodami! 12 lat.

  94. cyncynat
    14/07/2011 o 1:26 pm

    Nieco przekornie sparafrazuje Sir Humphrey’a Appleby: „Education is what people don’t want but ought to have”.

  95. vHF
    14/07/2011 o 1:32 pm

    12 lat, owszem, ale startując od siedmioletnich szczawiów (szczawi?). Na moje oko uczenie teorii zbiorów czy głębszych własności \mathbb{R} jest sensownie możliwe dopiero od późnej podstawówki, czyli zostaje Ci z tego raptem 5-6 lat, nie mówiąc już o tym że analiza to dalece nie wszystko.

    A Baby Spivaka w ręku nigdy nie miałem, ale zapytam: a nie wymaga on przypadkiem odrobiny topologii ogólnej albo teorii miary? Na pewno wyobrażasz sobie, że można/należy tego uczyć przez maturą?

  96. vHF
    14/07/2011 o 1:36 pm

    cyncynat :
    Nieco przekornie sparafrazuje Sir Humphrey’a Appleby: „Education is what people don’t want but ought to have”.

    „‚This would create a dangerous precedent’. Translation: ‚If we do the right thing now, we might have to do the right thing again next time’.”

  97. cyncynat
    14/07/2011 o 2:09 pm

    Analiza to nie wszystko, ale historycznie sie tak zlozylo, ze jest jedna z pierwszych dzialek matmy w edukacji i nie mam z tym problemu.

    Nie pamietam zbyt dobrze, ale nie wydaje mi sie, ze do podstaw calculusa potrzebna jest topologia czy teoria miary. To teorii prawdopodobienstwa – owszem. Nie, prawie jestem w stanie zalozyc sie, ze Spivak operuje na bardzo prostych podstawach – bez teorii miary i topologii. Spivak ma tez doskonaly podrecznik do takiego prostrzego Calculusa – grubszy, na ~600 stron, ale znacznie prostrzy niz Baby Spivak w odbiorze.

    PS zona sie skarzy, ze zmyslam – ukonczyla 14stke, nie 13stke

  98. cyncynat
    14/07/2011 o 2:17 pm

    fuck: *prostszy*

    do czytania o polskiej maturze potrzebowalem Vidal Reserve Series 2008, a teraz pora isc spac

  99. vHF
    14/07/2011 o 2:22 pm

    Analiza to nie wszystko, ale historycznie sie tak zlozylo, ze jest jedna z pierwszych dzialek matmy w edukacji i nie mam z tym problemu.

    Pierwsza czy nie, musi jakoś te 5-6 lat średiozaawansowanej matematycznej edukacji podzielić z innymi dziedzinami.

    Nie pamietam zbyt dobrze, ale nie wydaje mi sie, ze do podstaw calculusa potrzebna jest topologia czy teoria miary.

    AFAIR teoria miary jest potrzebna żeby całkę porządnie zdefiniować (tj. pokazać że i kiedy odpowiednie szereg jest zbieżny). Trochę jest tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Integral#Formalizing_integrals . Topologia za to, spodziewam się, ważna przy całkach powierzchniowych itp., gdzie chyba np. zwartość zbioru ma znaczenie. Ale to wszystko chyba, chyba, bo dawno się tym nie brudziłem.

  100. vHF
    14/07/2011 o 2:24 pm

    No to dobranoc. Niech Ci się przyśni sigma-ciało zbiorów Borelowskich.

  101. sickofitall
    14/07/2011 o 4:56 pm

    Podstawa programowa to jedno, ale jest jeszcze coś takiego jak podręcznik i to jest dopiero ciekawostka, syn chodzi już do liceum, więc mam przegląd przez całą edukację.
    Zawsze gdy próbuję sprawdzić jego wiedzę zastanawiam się kto to napisał i zatwierdził do użytkowania. Na początek tracę kilka minut na sprawdzenie tego co syn powinien wiedzieć, a nie jest to łatwe. Wszystko jest pomieszane, ważny wzór czy fragment teorii pojawia się ot tak, między zadaniami, parę zadań dalej kolejny i tak przez cały podręcznik.
    Jak dzieciaki mają się z tego uczyć nie wiem, w połączeniu ze słabym nauczycielem katastrofa gotowa.

  102. Quasi
    14/07/2011 o 6:30 pm

    @ kashmir

    Oż Ty nędzniku, (…) mnie od majorów wyzywasz…

    Już się tłumaczyłem, z jakiego powodu zdarza mi się (i pewnie jeszcze nieraz zdarzy) ten błąd.

    (…) Podstaw sobie pod ‘ruskiego agenta’ ‘leminga’ albo ‘zmanipulowanego przez GW’ i już masz pełną. O. Tak czy siak, używacie tego jako obelgi.

    Nie jako obelgi, tylko jako identyfikatora/charakteryzatora pewnego błędu poznawczego. Obelgi zwykle nie wnoszą do sporu nowych informacji, poza tymi o osobistych emocjach odczuwanych względem interlokutora, natomiast wskazanie korwinistyczności (tym bardziej, że w tym wypadku była ona połączona z jakimś opisem i uzasadnieniem) pewnego typu przekonań wnosi użyteczną informacje o domniemanym charakterze tych przekonań, a przy tym nie ogólnie o samym głosicielu tego przekonania (co nieco odróżnia od Twojego „leminga” etc.). Czyli pudło.

    Ale w sumie zupełnie mniejsza o to – po prostu zabawne to trochę, że lewicowcy w swoich przepychankach zachowują się w sumie podobnie do pacjentów (oczywiście nie porównuję tu spójności / merytoryki samej argumentacji, bo tu jest ewidentna przepaść, jakkolwiek nieszczęsne byłyby Wasze poglądy).

    Hę? Podobnie w czym? W tym, że nie szczędzą sobie/swoim przekonaniom nieprzyjemnych epitetów? No, to raczej cecha ani lewicowa, ani prawicowa, ani psychiatryczna, tylko po prostu ludzka. Nie dziwi więc, że do zaobserwowania i na lewicy, i na prawicy, i w psychiatryku.

    A to, że nieprzyjemny epitet na pewien błąd poznawczy nawiązuje do pewnych, poniekąd, „przeciwników ideologicznych” (może ciut nazbyt nobilitujące określenie dla tej pociesznej subkultury młodzieżowej i garsteczki starszych okrutnych pajaców) również nie jest niczym nadzwyczajnym. Wynika to z faktu, że ci przeciwnicy ideologiczni w tym gronie słyną z popełniania tego błędu, więc nazwanie go „korwinistycznością” jest dla większości członków grona czytelniejsze (i może też nieprzyjemniejsze) niż nazwanie go po, zapewne mniej tu znanym, imieniu „podstawowego błędu atrybucji”. Krócej, czytelniej i wymowniej.
    Podobnież na „Prawicy Patriotycznej” uprawnione jest określanie „łatwowierności, bezkrytyczności i podatności na katalizowane ślepym zaufaniem do wybranego, ideologicznie miłego, źródła confirmation bias i cherry picking” mianem „lemingozy”. Krócej, czytelniej i wymowniej.
    Dbałość o skrótowość, czytelność i wymowność to również nie jest cecha ani lewicy, ani prawicy, ani psychiatryka, lecz cecha ogólnoludzka. Zapewne podobne źródło ma choćby fenomen „generic trademarks”.

    Cipowate zwalanie własnych niepowodzeń na System, a czyichś na własną nieudolność, jest być może właściwe dla jakichś pojedynczych, pryszczatych korwinistów, w każdym razie na pewno niespójna mazgajska percepcja rzeczywistości nie jest w żadnym razie charakterystyczna do ‘rdzenia filozofii korwinizmu’.

    Po pierwsze: Korwinizm to zjawisko społeczne i to co je realnie charakteryzuje, to przekonania powszechnie głoszone przez ludzi tym zjawiskiem dotkniętych oraz przez jego czołowych propagatorów. Przekonania historycznych postaci uchodzących za ideowych patronów tego zjawiska przy jego charakterystyce mają znaczenie dużo mniejsze, tym bardziej, że wyznawcy i propagatorzy nierzadko przekonania tych patronów otwarcie ignorują. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku zjawiska społecznego zwanego (gorliwym) katolicyzmem i jego historycznego patrona zwanego Jezusem z Nazaretu.
    W zjawisku społecznym korwinizmu, jakie dane mi było zaobserwować, wręcz uderzająca jest powszechność skrajnej surowości i braku litości wobec innych (zanurzonej w sosie kultu „winy”, „odpowiedzialności” i „sprawiedliwości”) połączonej ze skrajnym narcyzmem, wyrozumiałością wobec samego siebie oraz wybujałą wiarą we własne możliwości i własną samodzielność/samowystarczalność (zanurzonej w sosie pieniactwa, paranoi i kreowania się na ofiarę spisków i „systemu”).

    Po drugie: Podejście to zauważalne jest także w „rdzeniu filozofii korwinizmu”, chyba najbardziej we wkładzie Ayn Rand, o czym już pisałem w wiadomym elaboracie jako „drugiej prawdzie wiary”.

    Gienek Loska. Wciąż uważam, że pieprzysz głupoty, jakoby ‘korwinizm’ uznawał gromadzenie mamony za „najwyższą wartość etyczną”, a już na pewno pieprzysz głupoty, że jest to w jakiś sposób oczywiste, do tego stopnia, żeby na widok antymaterialisty-korwinisty wpadać w jakieś zdumienie, a nieuctwem/głupotą jako wyłącznym powodem tłumaczyć takie połączenie. Pogląd Twój (na ów kult mamony w ‘korwinizmie’) jest co najmniej dyskutowalny i NIE JEST oczywisty – czytałeś w ogóle jakiegoś Misesa czy Hayeka? Gdzie masz tam kult gromadzenia mamony etc?

    Przecież zjawisko akumulacja kapitału w jednych rękach jest istotą kapitalizmu. Jeśli kapitalizm jest świętością, jeśli świętością jest prywatna własność (w tym „środków produkcji”), to świętością jest też gromadzenie mamony.
    Zresztą z kapitalizmem nieuchronnie związane są też inne zjawiska jakoby Gienkowi Losce przeszkadzające: komercja, schlebianie niskim gustom, konsumpcjonizm, trudne perspektywy dla osób prowadzących działalność słabo się sprzedającą (w tym niszowych artystów, naukowców) oraz drastyczne ograniczanie ludzkiej wolności (tu: własną biedą, dziedziczną pozycją startową i „świętym prawem własności” innych ludzi).

    Misesa i Hayeka nie czytałem, choćby dlatego, że społeczne zjawisko korwinizmu – którego przedstawicielem jesteś choćby Ty – zwykle o konkretach z ich ideologii milczy. Retorycznie zapytam: czy gdyby faktycznie stanowiska tych panów były tak dla korwinistów istotne, to czy faktycznie byłyby aż tak marginalizowane i w kontaktach z nimi umykałby mojej uwadze?

    Przypomnę jeszcze, że Gienek Loska nie chwalił Misesa, Hayeka, Rothbara, Hoppego czy jakiegokolwiek innego patrona z ASE, lecz wprost chwalił samego Korwina. Stąd to stanowisko Korwina, a nie ASE, jest tu relewantne.

    Jeśli już, to twierdzą oni, że ekonomia zgodna z ASE (czyli ten Twój ‘korwinizm’) pozwala GLOBALNIE gromadzić maksymalną ilość dóbr (a to chyba dobry początek do Quasiowego uszczęśliwienia całej ludzkości, nie?)

    Doprawdy? A dotąd sam intensywnie mnie przekonywałeś, że ewentualna użyteczność ASE nie ma żadnego znaczenia (i nikt jej nie zna, nie jest w stanie przewidzieć, ale i tak nikogo to nie obchodzi, bo piewcy ASE to moraliści odganiający lewaków od tokarki, a nie lewaccy „kierownicy kuli ziemskiej”, których interesują takie pierdoły jak wpływ wdrażania postulatów ideologicznych na realny dobrobyt realnych ludzi), a liczy się wyłącznie strona „etyczna” – sama w sobie walka z „niemoralnym” przymusem, bez względu na to, jakie to przyniesie skutki.

    Poza tym Quasiego nie interesuje tylko łączna, globalna ilość dóbr, ale także jej (egalitarna) dystrybucja. Interesuje go także empiria, a ta zdaje się nie być wobec powyższego Twojego postulatu zbyt łaskawa.

    a przy okazji redukuje do minimum nieetyczny przymus jednego człowieka wobec drugiego (poprzez delegitymizację owego przymusu ze strony instytucji państwa).

    Jak już wiele razy wspominałem, ta ideologia jest dla mnie całkowicie bezwartościowa choćby z tego względu, że ignoruje ograniczenia wolności („przymus”) pochodzący z innych źródeł niż państwo. Poza tym ignoruje również fakt, że jedne ograniczenia wolności mogą przyczyniać się do powiększenia innych wolności – czy to innych wolności tych samych ludzi, czy to tych samych wolności u innych ludzi. Pieje o zyskach, a pomija koszta i straty (również te potencjalne). Ideologia popełniająca tak fundamentalne błędy z miejsca kwalifikuje się na śmietnik, podobnie jak ideologia perpetuum mobile.

    Zrozum jedną rzecz. ‘Korwinista’ (taki mądrzejszy, zostawmy jakichś co głupszych gówniarzy) po prostu uważa, że działalność Systemu na rzecz niwelowania ‘niesprawiedliwości’ świata zderegulowanego to jest UŁUDA. Uważa, że System generuje ‘niesprawiedliwości’ jeszcze więcej. Każdy, ze swojej natury. Dlatego System trzeba ograniczać, a nie przerabiać na jakiś ‘lepszy’. I jasne, że możesz to podważać (co dzielnie od lat czynisz) i z tym polemizować,

    Aż zęby bolą gdy się widzi, jakiej skali oderwania od rzeczywistości i redefiniowania pojęć wymaga od sKorwinsyna przekonanie siebie, że to faktycznie jest „ułuda”.

    ale to jeszcze nie upoważnia Cię na starcie do wielkiego zdziwka, że jakiś Gienek, niewiedzący nawet o istnieniu Quasiowej hiper-perswazji, wciąż tak uważa. Zwłaszcza jeśli naczytał się Misesa i Hayeka (co wątpliwe, bo pewnie jeśli już się czegoś naczytał, to wyrywkowo Korwina, ale zostawmy to, Gienek jest tu tylko symbolem), a nie naczytał się żadnego hiper-utylitarysty z portretem Marksa w klapie.

    Ale ja przecież temu Gienkowi nie zarzucam sprzeczności na jakimś głębokim filozoficznym poziomie (typu definicja „wolności”, „własności”, „sprawiedliwości”), tylko na poziomie prozaicznym: czy komercji/konsumpcjonizmu/przewagi pop-tandety nad snob-artyzmem będzie więcej w turbo-kapitalistycznym, wszech-prywatyzacyjnym, uber-wolnorynkowym, socjaldarwinowskim korwinizmie, czy w etatystycznym, paternalistycznym, regulacjonistycznym, opiekuńczym lewactwie.

  103. zatroskany_o_polske
    14/07/2011 o 7:08 pm

    W Rumunii system też zadziałał:

    ” … Bomba wybuchła na początku lipca, gdy ogłoszono wyniki matur. Choć zwykle zdaje je około 80 proc. uczniów, tym razem była to mniej niż połowa. Nawet w stolicy – Bukareszcie – zdało tylko 42 proc. osób
    (…)
    Główne wyjaśnienie maturalnej katastrofy zdaje się jednak o wiele prostsze i poniekąd jeszcze mniej optymistyczne. Młody, wykształcony we Francji minister edukacji Daniel Funeriu, który funkcję sprawuje od półtora roku, wziął się ostro do walki ze ściąganiem na maturach. ”

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,75248,9950410,Rumunscy_maturzysci_po_raz_pierwszy_nie_mogli_sciagac.html#ixzz1S6HncvnT

  104. cyncynat
    14/07/2011 o 9:20 pm

    @vHF

    1. No musi dzielic – z geometria, z poczatkami algebry itd. Ale analiza to chyba najwiekszy kawalek, bezposrednio potrzebny do fizyki, statystyki, etc.

    2. Zajrzalem do Baby Spivaka – zwartosc jest potrzebna w wielu miejscach i jest calkiem porzadnie wprowadzona razem z innymi podstawowymi wlasnosciami na Rn. Po definicjach leca tam podstawowe potrzrbne wyniki: twierdzenie Heine-Borela i jeszcze z pol tuzina pomniejszych. Z dowodami.
    Bardzo podstawowe wyniki teorii miary potrzebne do calkowania tez sa formalnie wprowadzane wraz z potrzebnymi twierdzeniami i dowodami.
    Sam sie kiedys zdziwilem co mozna na 160 stronach umiescic.
    Oczywiscie nie sugeruje takiej ksiazeczki do nauki w liceum, a juz na pewno nie w polskim; dalem to jako cos co odpowiednio uwypukli „12 lat w szkole”. Ty piszesz, ze to 5-6 lat, raczej niz 12 – niech bedzie. Wciaz, to kawal czasu. No nic, jak GB wyczolga sie z kryzysu, to bedzie potrzebowac mnostwa rak do mycia naczyn, roznoszenia posilkow, koszenia trawnikow i remontowania posiadlosci. Obowiazkowa matura z angielskiego w sam raz do tego przygotowuje.

  105. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 12:41 pm

    „Jak już wiele razy wspominałem, ta ideologia jest dla mnie całkowicie bezwartościowa choćby z tego względu, że ignoruje ograniczenia wolności („przymus”) pochodzący z innych źródeł niż państwo. Poza tym ignoruje również fakt, że jedne ograniczenia wolności mogą przyczyniać się do powiększenia innych wolności – czy to innych wolności tych samych ludzi, czy to tych samych wolności u innych ludzi. Pieje o zyskach, a pomija koszta i straty (również te potencjalne). Ideologia popełniająca tak fundamentalne błędy z miejsca kwalifikuje się na śmietnik, podobnie jak ideologia perpetuum mobile”

    Najwidoczniej nie do końca pojmujesz, o co w tym korwiniźmie właściwie chodzi. Wolnościowcy protestują przeciwko temu rodzajowi przymusu, który można nazwać odgórnym, tzn. polegającym na tym, że pewna wyższa siła (państwo) korzysta ze swojej potencji po to, aby w imię takich czy innych wartości zaingerować w czyjeś życie, łamiąc jego (człowieka, nie życia) podstawowe prawa. Jeżeli posłużyć się metaforą to można powiedzieć, że koriwniści dążą do tego, żeby stworzyć taką duuużą arenę, na której każdy ma walczyć według pewnych zasad. Bardziej utalentowani sobie poradzą, mniej utalentowani poradzą sobie gorzej. Przymus „odgórny” od tego przymusu, który masz zapewne na myśli różni się właśnie tym, że nie dochodzi do łamania niczyich praw; każdego obowiazują te same reguły oraz zasady. Natomiast ten przymus, o którym mówiłeś, dotyczy przede wszystkim tych ludzi, którzy sobie nie radzą, sami wikłają się w sytuacje oraz zdarzenia, które skutkują takimi czy innymi ograniczeniami.

  106. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 1:15 pm

    „Zresztą z kapitalizmem nieuchronnie związane są też inne zjawiska jakoby Gienkowi Losce przeszkadzające: komercja, schlebianie niskim gustom, konsumpcjonizm, trudne perspektywy dla osób prowadzących działalność słabo się sprzedającą (w tym niszowych artystów, naukowców) oraz drastyczne ograniczanie ludzkiej wolności (tu: własną biedą, dziedziczną pozycją startową i „świętym prawem własności” innych ludzi).”

    Kolejne urojenie. Kapitalizm wcale nie promuje tylko tandety, jak zdajesz się sugerować. Możemy to rozważyć na przykładzie litetatury. Około 2000 roku eseista Zygmunt Kubiak opublikował książkę „Mitologia Greków i Rzymian”, sprzedało się ponad 400 tys egzemplarzy. W finale Nike Kubiak przegrał z Pilchem, moim zdaniem bardzo niesłusznie, bo „Mitologia” to kawał naprawdę dobrej klasycznej prozy. Wniosek jest taki, że dzieło sztuki ma szansę na sukces rynkowy, o ile wykazuje pewne właściowści- jeżeli jest atrakcyjne. Atrakcyjność a co za tym idzie i popularność wcale nie muszą łączyć się z tandetnością. Popularni byli Balzac i Flaubert, Prus i Sienkiewicz, czyli pisarze o wiele zdolniejsi od tych Piątków i Tokarczuków, którzy za utalentowanych mogą uchodzić tylko w oczach filisterstwa, które, gdyby je trochę pomęczyć pytaniami, pewnie nawet nie byłoby w stanie uzasadnić swoich gustów i upodobań.
    Kapitalizm polega na tym, że ktoś musi CHCIEĆ wydać swoje pieniądze i poświęcić swój czas. Albo artysta liczy się z tym, że musi być dla czytelnika atrakcyjny, albo musi się dożebrywać o państwowe stypendia, jak ci pseudopisarze z „Krytyki Politycznej”.

  107. Quasi
    15/07/2011 o 1:54 pm

    Uruk-Hai :
    „Jak już wiele razy wspominałem, ta ideologia jest dla mnie całkowicie bezwartościowa choćby z tego względu, że ignoruje ograniczenia wolności („przymus”) pochodzący z innych źródeł niż państwo. Poza tym ignoruje również fakt, że jedne ograniczenia wolności mogą przyczyniać się do powiększenia innych wolności – czy to innych wolności tych samych ludzi, czy to tych samych wolności u innych ludzi. Pieje o zyskach, a pomija koszta i straty (również te potencjalne). Ideologia popełniająca tak fundamentalne błędy z miejsca kwalifikuje się na śmietnik, podobnie jak ideologia perpetuum mobile”
    Najwidoczniej nie do końca pojmujesz, o co w tym korwiniźmie właściwie chodzi. Wolnościowcy protestują przeciwko temu rodzajowi przymusu, który można nazwać odgórnym, tzn. polegającym na tym, że pewna wyższa siła (państwo) korzysta ze swojej potencji po to, aby w imię takich czy innych wartości zaingerować w czyjeś życie, łamiąc jego (człowieka, nie życia) podstawowe prawa. Jeżeli posłużyć się metaforą to można powiedzieć, że koriwniści dążą do tego, żeby stworzyć taką duuużą arenę, na której każdy ma walczyć według pewnych zasad. Bardziej utalentowani sobie poradzą, mniej utalentowani poradzą sobie gorzej. Przymus „odgórny” od tego przymusu, który masz zapewne na myśli różni się właśnie tym, że nie dochodzi do łamania niczyich praw; każdego obowiazują te same reguły oraz zasady. Natomiast ten przymus, o którym mówiłeś, dotyczy przede wszystkim tych ludzi, którzy sobie nie radzą, sami wikłają się w sytuacje oraz zdarzenia, które skutkują takimi czy innymi ograniczeniami.

    Ale przecież ja doskonale znam tę infantylną śpiewkę [sugerującą odreagowywanie jakiegoś maminego „totalitarnego” przymusu noszenia kalesonków i jedzenia zupki]. To jest ta głupiutko-naiwniutka racjonalizacja korwinistycznych bzdur, o której już kashmirowi pisałem, aczkolwiek bez cienia reakcji z jego strony. Wszystko co wywiera skuteczny przymus na jednostkę, jest względem niej – z definicji – „odgórną siłą wyższą”.
    O bzdurkach „równych zasad” to nawet było w tym flejmie.

    Biorąc pod uwagę, że te odpaństwowe „siły wyższe” to jedynie wierzchołek góry lodowej sił ograniczających ludzką wolność, pozostaje mi tylko powtórzyć:
    ta ideologia jest dla mnie całkowicie bezwartościowa choćby z tego względu, że ignoruje ograniczenia wolności („przymus”) pochodzący z innych źródeł niż państwo. Poza tym ignoruje również fakt, że jedne ograniczenia wolności mogą przyczyniać się do powiększenia innych wolności – czy to innych wolności tych samych ludzi, czy to tych samych wolności u innych ludzi. Pieje o zyskach, a pomija koszta i straty (również te potencjalne). Ideologia popełniająca tak fundamentalne błędy z miejsca kwalifikuje się na śmietnik, podobnie jak ideologia perpetuum mobile.

    „Wolnościowcy” są wolnościowcami wyjątkowo selektywnymi: jednej siły ograniczającej ludzką wolność – tj. państwa – nienawidzą doktrynalnie, bez względu na to czy i ile innych wolności te ograniczenia mogą ludziom przynieść w innym miejscu, podczas gdy przed brutalnym ograniczaniem ludzkiej wolności innymi siłami [np. tradycją/rodziną/religią/bigoterią, (dziedziczną) biedą, niewolnictwem płacowym, własną chorobą/niepełnosprawnością, własną głupotą, asymetrią informacji, nieszczęśliwymi zbiegami okoliczności, własnością prywatną etc.] doktrynalnie klękają i bronią ich jak oka w głowie, bez względu na to, ile nieszczęścia te ograniczenia ze sobą niosą. Realnie to ci „wolnościowcy” wolnością jako taką gardzą, a czczą jakieś straganiarskie fetysze („święte prawo własności”, „tradycyjną rodzinę”, „odpowiedzialność”, „szlachcic na zagrodzie równy fuhrerowi”, socjaldarwinizm etc.) pijarowo „prawdziwą wolnością” lub „prawami (naturalnymi)” przez nich nazywane. Dlaczego ktokolwiek miałby podzielać, czy choćby traktować poważnie, ten ich plugawy fetyszyzm przekupnia? Tylko dlatego, że „wolnościowcy” arbitralnie przyklejają mu beztreściową etykietkę „prawdziwej wolności” tudzież „praw naturalnych/podstawowych”? Śmiech na sali.

  108. Quasi
    15/07/2011 o 2:03 pm

    Uruk-Hai :
    „Zresztą z kapitalizmem nieuchronnie związane są też inne zjawiska jakoby Gienkowi Losce przeszkadzające: komercja, schlebianie niskim gustom, konsumpcjonizm, trudne perspektywy dla osób prowadzących działalność słabo się sprzedającą (w tym niszowych artystów, naukowców) oraz drastyczne ograniczanie ludzkiej wolności (tu: własną biedą, dziedziczną pozycją startową i „świętym prawem własności” innych ludzi).”
    Kolejne urojenie. Kapitalizm wcale nie promuje tylko tandety, jak zdajesz się sugerować. Możemy to rozważyć na przykładzie litetatury. Około 2000 roku eseista Zygmunt Kubiak opublikował książkę „Mitologia Greków i Rzymian”, sprzedało się ponad 400 tys egzemplarzy. W finale Nike Kubiak przegrał z Pilchem, moim zdaniem bardzo niesłusznie, bo „Mitologia” to kawał naprawdę dobrej klasycznej prozy. Wniosek jest taki, że dzieło sztuki ma szansę na sukces rynkowy, o ile wykazuje pewne właściowści- jeżeli jest atrakcyjne. Atrakcyjność a co za tym idzie i popularność wcale nie muszą łączyć się z tandetnością. Popularni byli Balzac i Flaubert, Prus i Sienkiewicz, czyli pisarze o wiele zdolniejsi od tych Piątków i Tokarczuków, którzy za utalentowanych mogą uchodzić tylko w oczach filisterstwa, które, gdyby je trochę pomęczyć pytaniami, pewnie nawet nie byłoby w stanie uzasadnić swoich gustów i upodobań.
    Kapitalizm polega na tym, że ktoś musi CHCIEĆ wydać swoje pieniądze i poświęcić swój czas. Albo artysta liczy się z tym, że musi być dla czytelnika atrakcyjny, albo musi się dożebrywać o państwowe stypendia, jak ci pseudopisarze z „Krytyki Politycznej”.

    Facepalm.

  109. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 2:36 pm

    Quasi :

    Uruk-Hai :
    „Zresztą z kapitalizmem nieuchronnie związane są też inne zjawiska jakoby Gienkowi Losce przeszkadzające: komercja, schlebianie niskim gustom, konsumpcjonizm, trudne perspektywy dla osób prowadzących działalność słabo się sprzedającą (w tym niszowych artystów, naukowców) oraz drastyczne ograniczanie ludzkiej wolności (tu: własną biedą, dziedziczną pozycją startową i „świętym prawem własności” innych ludzi).”
    Kolejne urojenie. Kapitalizm wcale nie promuje tylko tandety, jak zdajesz się sugerować. Możemy to rozważyć na przykładzie litetatury. Około 2000 roku eseista Zygmunt Kubiak opublikował książkę „Mitologia Greków i Rzymian”, sprzedało się ponad 400 tys egzemplarzy. W finale Nike Kubiak przegrał z Pilchem, moim zdaniem bardzo niesłusznie, bo „Mitologia” to kawał naprawdę dobrej klasycznej prozy. Wniosek jest taki, że dzieło sztuki ma szansę na sukces rynkowy, o ile wykazuje pewne właściowści- jeżeli jest atrakcyjne. Atrakcyjność a co za tym idzie i popularność wcale nie muszą łączyć się z tandetnością. Popularni byli Balzac i Flaubert, Prus i Sienkiewicz, czyli pisarze o wiele zdolniejsi od tych Piątków i Tokarczuków, którzy za utalentowanych mogą uchodzić tylko w oczach filisterstwa, które, gdyby je trochę pomęczyć pytaniami, pewnie nawet nie byłoby w stanie uzasadnić swoich gustów i upodobań.
    Kapitalizm polega na tym, że ktoś musi CHCIEĆ wydać swoje pieniądze i poświęcić swój czas. Albo artysta liczy się z tym, że musi być dla czytelnika atrakcyjny, albo musi się dożebrywać o państwowe stypendia, jak ci pseudopisarze z „Krytyki Politycznej”.

    Facepalm.

    Że niby czemu? W którym miejscu jestem w błędzie???

  110. vHF
    15/07/2011 o 2:38 pm

    Uruk-Hai :
    Że niby czemu? W którym miejscu jestem w błędzie???

    Zły adres w przeglądarkę wpisałeś. Głupku.

  111. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 2:43 pm

    Czyli nie kapujesz albo jesteś tzw. radykalnym utylitarystą (czyli absolutnie nic nie kapujesz). Korwiniści uważają, że status materialny winien być rezulatem wyborów życiowych, czyli, że pieniążki winny iść do tych osób, które się o pieniążki potrafią postarać, czyli, że potrafią wykazać się jakimś talentem albo pracowitością.

    Quasi :

    Uruk-Hai :
    „Jak już wiele razy wspominałem, ta ideologia jest dla mnie całkowicie bezwartościowa choćby z tego względu, że ignoruje ograniczenia wolności („przymus”) pochodzący z innych źródeł niż państwo. Poza tym ignoruje również fakt, że jedne ograniczenia wolności mogą przyczyniać się do powiększenia innych wolności – czy to innych wolności tych samych ludzi, czy to tych samych wolności u innych ludzi. Pieje o zyskach, a pomija koszta i straty (również te potencjalne). Ideologia popełniająca tak fundamentalne błędy z miejsca kwalifikuje się na śmietnik, podobnie jak ideologia perpetuum mobile”
    Najwidoczniej nie do końca pojmujesz, o co w tym korwiniźmie właściwie chodzi. Wolnościowcy protestują przeciwko temu rodzajowi przymusu, który można nazwać odgórnym, tzn. polegającym na tym, że pewna wyższa siła (państwo) korzysta ze swojej potencji po to, aby w imię takich czy innych wartości zaingerować w czyjeś życie, łamiąc jego (człowieka, nie życia) podstawowe prawa. Jeżeli posłużyć się metaforą to można powiedzieć, że koriwniści dążą do tego, żeby stworzyć taką duuużą arenę, na której każdy ma walczyć według pewnych zasad. Bardziej utalentowani sobie poradzą, mniej utalentowani poradzą sobie gorzej. Przymus „odgórny” od tego przymusu, który masz zapewne na myśli różni się właśnie tym, że nie dochodzi do łamania niczyich praw; każdego obowiazują te same reguły oraz zasady. Natomiast ten przymus, o którym mówiłeś, dotyczy przede wszystkim tych ludzi, którzy sobie nie radzą, sami wikłają się w sytuacje oraz zdarzenia, które skutkują takimi czy innymi ograniczeniami.

    Ale przecież ja doskonale znam tę infantylną śpiewkę [sugerującą odreagowywanie jakiegoś maminego „totalitarnego” przymusu noszenia kalesonków i jedzenia zupki]. To jest ta głupiutko-naiwniutka racjonalizacja korwinistycznych bzdur, o której już kashmirowi pisałem, aczkolwiek bez cienia reakcji z jego strony. Wszystko co wywiera skuteczny przymus na jednostkę, jest względem niej – z definicji – „odgórną siłą wyższą”.
    O bzdurkach „równych zasad” to nawet było w tym flejmie.
    Biorąc pod uwagę, że te odpaństwowe „siły wyższe” to jedynie wierzchołek góry lodowej sił ograniczających ludzką wolność, pozostaje mi tylko powtórzyć:
    ta ideologia jest dla mnie całkowicie bezwartościowa choćby z tego względu, że ignoruje ograniczenia wolności („przymus”) pochodzący z innych źródeł niż państwo. Poza tym ignoruje również fakt, że jedne ograniczenia wolności mogą przyczyniać się do powiększenia innych wolności – czy to innych wolności tych samych ludzi, czy to tych samych wolności u innych ludzi. Pieje o zyskach, a pomija koszta i straty (również te potencjalne). Ideologia popełniająca tak fundamentalne błędy z miejsca kwalifikuje się na śmietnik, podobnie jak ideologia perpetuum mobile.
    „Wolnościowcy” są wolnościowcami wyjątkowo selektywnymi: jednej siły ograniczającej ludzką wolność – tj. państwa – nienawidzą doktrynalnie, bez względu na to czy i ile innych wolności te ograniczenia mogą ludziom przynieść w innym miejscu, podczas gdy przed brutalnym ograniczaniem ludzkiej wolności innymi siłami [np. tradycją/rodziną/religią/bigoterią, (dziedziczną) biedą, niewolnictwem płacowym, własną chorobą/niepełnosprawnością, własną głupotą, asymetrią informacji, nieszczęśliwymi zbiegami okoliczności, własnością prywatną etc.] doktrynalnie klękają i bronią ich jak oka w głowie, bez względu na to, ile nieszczęścia te ograniczenia ze sobą niosą. Realnie to ci „wolnościowcy” wolnością jako taką gardzą, a czczą jakieś straganiarskie fetysze („święte prawo własności”, „tradycyjną rodzinę”, „odpowiedzialność”, „szlachcic na zagrodzie równy fuhrerowi”, socjaldarwinizm etc.) pijarowo „prawdziwą wolnością” lub „prawami (naturalnymi)” przez nich nazywane. Dlaczego ktokolwiek miałby podzielać, czy choćby traktować poważnie, ten ich plugawy fetyszyzm przekupnia? Tylko dlatego, że „wolnościowcy” arbitralnie przyklejają mu beztreściową etykietkę „prawdziwej wolności” tudzież „praw naturalnych/podstawowych”? Śmiech na sali.

  112. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 2:47 pm

    Ojej

    vHF :

    Uruk-Hai :
    Że niby czemu? W którym miejscu jestem w błędzie???

    Zły adres w przeglądarkę wpisałeś. Głupku.

  113. 15/07/2011 o 3:12 pm

    Haha facepalm, facepalm i jeszcze ten Sienkiewicz. Normalnie jakby odwiedził nas jakiś odmrożony potwór Korwina, dbajcie o niego, proszę, zaraz wejdzie na „volenti non fit injura”, a może nawet i „rynek wszystko rozwiąże”.

  114. zatroskany_o_polske
    15/07/2011 o 3:22 pm

    vHF :

    Uruk-Hai :
    Że niby czemu? W którym miejscu jestem w błędzie???

    Zły adres w przeglądarkę wpisałeś. Głupku.

    Potwierdza się teza Kashmira o kalce?

  115. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 3:23 pm

    galopujący major :
    Haha facepalm, facepalm i jeszcze ten Sienkiewicz. Normalnie jakby odwiedził nas jakiś odmrożony potwór Korwina, dbajcie o niego, proszę, zaraz wejdzie na „volenti non fit injura”, a może nawet i „rynek wszystko rozwiąże”.

    Facepalm, facepalm
    Mistrzu, właśnie przeczytałem mistrza esej (ten o Pilchu) i jestem w zachwycie i ma poczucie niższości. Zachwyca mnie wszystko, ale szczególnie ta fraza: Drwinie, która, jak przy innych okazjach, bynajmniej nie bywa mordercza, a wręcz przeciwnie, pełni przewrotną rolę apologii rzekomego „dziwactwa”, przekonuje nas do tych szalonych lutrów, a być może i nawet rodzi nutę zazdrości.”

    Ta drwina, która rodzi nutę…. Ja bym tego nie wymyślił. Ekstaza. Mistrz przecież wie, że najbardziej bolą te szyderstwa, które pochodzą od osób, które podziwiamy. Proszę więc o ładodność

  116. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 3:26 pm

    Specjalnie proszę- i chyba wie Mistrz dlaczego- o nie wyszydzanie moich upodobań literackich.

  117. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 3:30 pm

    To też jest wielkie: Jeżeli rzeczywiście jest się tylko tym, co się przeczytało, to tę część mojego Ja, za którą odpowiedzialna jest lektura Aleksandra Wata, powinienem ostrożnie złożyć w bezpiecznych zaułkach pamięci i trafiać tam zawsze, gdy obrazoburcze zwątpienie zaczyna palić mnie od środka.

    Tylko nie rozumiem, co chodzi. Chce sobie mistrz stworzyć horkruksa? Proszę tego nie robić.

  118. vHF
    15/07/2011 o 3:37 pm

    zatroskany_o_polske :
    Potwierdza się teza Kashmira o kalce?

    Uh-oh.

  119. 15/07/2011 o 3:58 pm

    O matko, wielbiciel patataj i szabelką machu-machu Sienkiewiczowskiego badziewia, będzie mi tu wyśmiewał mój patos, nawiązywaniem do Harrego Pottera. Rany, rany, Jagienko z Krzyżaków ratuj. Krytyk korwinista, rycerz Jedi !!!

  120. marcin_be
    15/07/2011 o 5:23 pm

    galopujący major :
    rycerz Jedi !!!

    rycerzy Jedi w to nie mieszaj Majorze – gdzieś czytałem że w UK wyznawcy mocy są 5 religią – możesz obrazić czyjeś uczucia religijne!!!

  121. Ziutek
    15/07/2011 o 9:50 pm

    Znowu absolutny trollerski offtop:
    Twarz Macierewicza vs. Agent Tomek

    W związku z tym:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9957496,Agent_Tomek_pod_namiotem__Sejm__Dlaczego_nie__WIDEO_.html

  122. Quasi
    15/07/2011 o 10:24 pm

    @ Uruk-Hai

    [Przyjęło się ze względów praktyczno-ergonomicznych, że komentarze pisze się pod cytatem, nie nad cytatem. Z góry dziękujemy za współprace.]

    (…) Korwiniści uważają, że status materialny winien być rezulatem wyborów życiowych,

    Takich wyborów jak wybór zostania zdrowym, utalentowanym (białym, anglo-saskim, protestanckim) syneczkiem bogatego tatusia, z szansą na pełną edukację, stymulujące intelektualno-kulturowo warunki życia, ubezpieczenie zdrowotne i amortyzację upadku w razie powinięcia nogi?

    czyli, że pieniążki winny iść do tych osób, które się o pieniążki potrafią postarać, czyli, że potrafią wykazać się jakimś talentem albo pracowitością.

    Ale przecież – choćby ze względu na zjawisko dziedziczenia pozycji klasowej i tolerowanie (nieformalnej) dyskryminacji całych grup społecznych – pod względem mobilizowania i wykorzystywania potencjału talentów i pracowitości tkwiących w ludziach doktrynalny korwinizm wypada fatalnie w porównaniu do etatystycznego, politpoprawnego, paternalistycznego, okradającego podatkami, zgniatającego regulacjami, impotentnego, spedalonego i obłego lewactwa.

    – Trystero, „Państwa równych szans,” Autorskie blogi finansowe, Wrzesień 21, 2010.

    – Wendy Johnson et al., “Family background buys an education in Minnesota but not in Sweden,” Psychological Science: A Journal of the American Psychological Society / APS 21, nr. 9 (Wrzesień 2010): 1266-1273.

    – Razib Khan, “When genes matter for intelligence,” Gene Expression / Discover Magazine, Styczeń 12, 2011.

    Czyli nie kapujesz albo jesteś tzw. radykalnym utylitarystą (czyli absolutnie nic nie kapujesz).

    Obawiam się, że to raczej utylitaryzm, wymagający zaangażowania intelektualnego i empatii, jest trudny do pojęcia narcystycznym obłudnym konformistom z etosem straganiarza zamiast moralności, czczącym okrutnego pajaca w muszce lub jemu podobnych.

  123. Uruk-Hai
    15/07/2011 o 11:56 pm

    Quasi :
    @ Uruk-Hai
    [Przyjęło się ze względów praktyczno-ergonomicznych, że komentarze pisze się pod cytatem, nie nad cytatem. Z góry dziękujemy za współprace.]

    (…) Korwiniści uważają, że status materialny winien być rezulatem wyborów życiowych,

    Takich wyborów jak wybór zostania zdrowym, utalentowanym (białym, anglo-saskim, protestanckim) syneczkiem bogatego tatusia, z szansą na pełną edukację, stymulujące intelektualno-kulturowo warunki życia, ubezpieczenie zdrowotne i amortyzację upadku w razie powinięcia nogi?

    Pudło. Stwarzasz wrażenie osoby, który nie ma bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością, ty sobie na temat tej rzeczywistości teoretyzujejsz, twoje wyobrażenia to produkt takiej odrealnionej analizy, a nie obserwacji faktów. Jesteś przekonany, że pewne cechy charakteru i umysłowości, warunkujące sukces, są możliwe do wykształcenia tylko i wyłącznie w jakichś cieplarnianych warunkach, co rzecz jasna jest bzdurą. Status materialny zależy nie od ilości przeczytanych książek, raczej od tzw. zaradności życiowej. Składnikami tego co nazywamy zaradnością życiową są takie rzeczy jak operatywność, energiczność i rzecz najważniejsza- chęć pracy, chęć zmiany siebie, swojego życia itd. Znam ludzi, którzy w życiu nie przeczytali ani jednej ksiażki, a zarabiają znacznie lepiej od zdecydowanej większości przeinktelektualizowanych erudytów, którzy rzecz jasna potrafią ładnie się wypowiadać, mają wiedzę itp, ale w zwyczajnym życiu są ofermami. Przekonanie, że cechy, które decydują o szeroko pojętym sukcesie, można wykształcić tylko i wyłącznie w takich właśnie cieplarnianych warunkach, jest najoczywiściej błędne. Bywa tak, że jest dwóch braci w wielodzietnej rodzinie; jeden czas wolny spędza na nauce, drugi woli chlać, jarać i stujać głupie wioskowe szmule- pierwszy kończy gimnazjum, potem liceum, potem idzie na studia itp. Drugi nie konczy nawet zawodowóki i zapierdala w pobliskim tartaku, na czarno, za 6 zł na godzinę. Poza tym bardzo często nawet wykształcenie, które nabyć może każdy, o ile tylko ma taką chęć i jest pracowity, nie stanowi warunku sukcesu. Czasem wystarczy po prostu trochę się dokoła rozejrzeć, pomyśleć, pokombinować. Twoja koncepcja, że ludzie z biednych rodzin są przegrani już na starcie, że nie mają szans na sukces- leży i kwiczy.

    czyli, że pieniążki winny iść do tych osób, które się o pieniążki potrafią postarać, czyli, że potrafią wykazać się jakimś talentem albo pracowitością.

    Ale przecież – choćby ze względu na zjawisko dziedziczenia pozycji klasowej i tolerowanie (nieformalnej) dyskryminacji całych grup społecznych – pod względem mobilizowania i wykorzystywania potencjału talentów i pracowitości tkwiących w ludziach doktrynalny korwinizm wypada fatalnie w porównaniu do etatystycznego, politpoprawnego, paternalistycznego, okradającego podatkami, zgniatającego regulacjami, impotentnego, spedalonego i obłego lewactwa.

    Tego nie rozumiem, za mądrze napisane, przynajmniej jak dla mnie.

    – Trystero, „Państwa równych szans,” Autorskie blogi finansowe, Wrzesień 21, 2010.
    – Wendy Johnson et al., “Family background buys an education in Minnesota but not in Sweden,” Psychological Science: A Journal of the American Psychological Society / APS 21, nr. 9 (Wrzesień 2010): 1266-1273.
    – Razib Khan, “When genes matter for intelligence,” Gene Expression / Discover Magazine, Styczeń 12, 2011.

    Niestety w szkole miałem (i mam nadal) hiszpański, a angielskiego nie rozumiem ani trochę, więc nie będę mógł przeczytać tego, co kryje się za tymi linkami.

    Czyli nie kapujesz albo jesteś tzw. radykalnym utylitarystą (czyli absolutnie nic nie kapujesz).

    Obawiam się, że to raczej utylitaryzm, wymagający zaangażowania intelektualnego i empatii, jest trudny do pojęcia narcystycznym obłudnym konformistom z etosem straganiarza zamiast moralności, czczącym okrutnego pajaca w muszce lub jemu podobnych.

    ….

  124. Uruk-Hai
    16/07/2011 o 12:01 am

    Jeszcze raz, bo tam coś się pomieszało:

    „Takich wyborów jak wybór zostania zdrowym, utalentowanym (białym, anglo-saskim, protestanckim) syneczkiem bogatego tatusia, z szansą na pełną edukację, stymulujące intelektualno-kulturowo warunki życia, ubezpieczenie zdrowotne i amortyzację upadku w razie powinięcia nogi?”

    Pudło. Stwarzasz wrażenie osoby, który nie ma bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością, ty sobie na temat tej rzeczywistości teoretyzujejsz, twoje wyobrażenia to produkt takiej odrealnionej analizy, a nie obserwacji faktów. Jesteś przekonany, że pewne cechy charakteru i umysłowości, warunkujące sukces, są możliwe do wykształcenia tylko i wyłącznie w jakichś cieplarnianych warunkach, co rzecz jasna jest bzdurą. Status materialny zależy nie od ilości przeczytanych książek, raczej od tzw. zaradności życiowej. Składnikami tego co nazywamy zaradnością życiową są takie rzeczy jak operatywność, energiczność i rzecz najważniejsza- chęć pracy, chęć zmiany siebie, swojego życia itd. Znam ludzi, którzy w życiu nie przeczytali ani jednej ksiażki, a zarabiają znacznie lepiej od zdecydowanej większości przeinktelektualizowanych erudytów, którzy rzecz jasna potrafią ładnie się wypowiadać, mają wiedzę itp, ale w zwyczajnym życiu są ofermami. Przekonanie, że cechy, które decydują o szeroko pojętym sukcesie, można wykształcić tylko i wyłącznie w takich właśnie cieplarnianych warunkach, jest najoczywiściej błędne. Bywa tak, że jest dwóch braci w wielodzietnej rodzinie; jeden czas wolny spędza na nauce, drugi woli chlać, jarać i stujać głupie wioskowe szmule- pierwszy kończy gimnazjum, potem liceum, potem idzie na studia itp. Drugi nie konczy nawet zawodowóki i zapierdala w pobliskim tartaku, na czarno, za 6 zł na godzinę. Poza tym bardzo często nawet wykształcenie, które nabyć może każdy, o ile tylko ma taką chęć i jest pracowity, nie stanowi warunku sukcesu. Czasem wystarczy po prostu trochę się dokoła rozejrzeć, pomyśleć, pokombinować. Twoja koncepcja, że ludzie z biednych rodzin są przegrani już na starcie, że nie mają szans na sukces- leży i kwiczy.

    „Ale przecież – choćby ze względu na zjawisko dziedziczenia pozycji klasowej i tolerowanie (nieformalnej) dyskryminacji całych grup społecznych – pod względem mobilizowania i wykorzystywania potencjału talentów i pracowitości tkwiących w ludziach doktrynalny korwinizm wypada fatalnie w porównaniu do etatystycznego, politpoprawnego, paternalistycznego, okradającego podatkami, zgniatającego regulacjami, impotentnego, spedalonego i obłego lewactwa”

    Tego nie rozumiem.

    „Trystero, „Państwa równych szans,” Autorskie blogi finansowe, Wrzesień 21, 2010.
    – Wendy Johnson et al., “Family background buys an education in Minnesota but not in Sweden,” Psychological Science: A Journal of the American Psychological Society / APS 21, nr. 9 (Wrzesień 2010): 1266-1273.
    – Razib Khan, “When genes matter for intelligence,” Gene Expression / Discover Magazine, Styczeń 12, 2011.”

    Niestety w szkole miałem (i mam nadal) hiszpański, a angielskiego nie rozumiem ani trochę, więc nie będę mógł przeczytać tego, co kryje się za tymi linkami.

  125. Uruk-Hai
    16/07/2011 o 12:18 am

    galopujący major :
    O matko, wielbiciel patataj i szabelką machu-machu Sienkiewiczowskiego badziewia, będzie mi tu wyśmiewał mój patos, nawiązywaniem do Harrego Pottera. Rany, rany, Jagienko z Krzyżaków ratuj. Krytyk korwinista, rycerz Jedi !!!

    Ale ja się nie śmieję, tylko podziwiam, i nie patos, tylko metaforykę…Próbowałeś sobie zwizualizować drwinę, która r o d z i nutę? I czy to w ogóle możliwe na trzeźwo?

  126. 16/07/2011 o 12:20 am

    „Niestety w szkole miałem (i mam nadal) hiszpański, a angielskiego nie rozumiem ani trochę, więc nie będę mógł przeczytać tego, co kryje się za tymi linkami.”

    O żesz kurwa, Wszoł must go on.

  127. Uruk-Hai
    16/07/2011 o 12:30 am

    galopujący major :
    „Niestety w szkole miałem (i mam nadal) hiszpański, a angielskiego nie rozumiem ani trochę, więc nie będę mógł przeczytać tego, co kryje się za tymi linkami.”
    O żesz kurwa, Wszoł must go on.

    I po co te wulgaryzmy i ta agresja? Znowu pali cię obrazoburcze zwątpienie?

  128. marcin_be
    16/07/2011 o 12:36 am

    Uruk-Hai :

    galopujący major :
    „Niestety w szkole miałem (i mam nadal) hiszpański, a angielskiego nie rozumiem ani trochę, więc nie będę mógł przeczytać tego, co kryje się za tymi linkami.”
    O żesz kurwa, Wszoł must go on.

    I po co te wulgaryzmy i ta agresja? Znowu pali cię obrazoburcze zwątpienie?

    DUPA DUPA DUPA!!!

  129. Uruk-Hai
    16/07/2011 o 12:40 am

    Bo jak chcesz to możemy o tym porozmawiać. Może nawet trafimy do tych bezpiecznych zaułków pamięci, w których złożyłeś część siebie. A jak się powiedzie, to może nawet zrodzi się jakaś nuta.

  130. cyncynat
    16/07/2011 o 1:24 am

    Panowie, licealiste-kapitaliste lepiej zostawic odpowiednio wykwalifikowanej osobie: Quasiemu. Napierdalanka napierdalanka, ale moze nie az taki smietnik. Co tu blip, czy inny twitter?

  131. 16/07/2011 o 1:25 am

    I jeszcze na koniec korwinistyczne poczucie humoru… patataj, patataj.

  132. 16/07/2011 o 1:30 am

    @cyncynat – No właśnie czekam, aż Quasi rozwinie skrzydła, bo coś na razie, jakiś takiś podejrzanie miłosierny.

  133. Quasi
    16/07/2011 o 1:57 am

    @ Uruk-Hai

    Pudło. Stwarzasz wrażenie osoby, który nie ma bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością, ty sobie na temat tej rzeczywistości teoretyzujejsz, twoje wyobrażenia to produkt takiej odrealnionej analizy, a nie obserwacji faktów.
    (…)
    Czasem wystarczy po prostu trochę się dokoła rozejrzeć, pomyśleć, pokombinować. Twoja koncepcja, że ludzie z biednych rodzin są przegrani już na starcie, że nie mają szans na sukces- leży i kwiczy.

    Ojej…

    Po pierwsze: Może gdybyś nie wpadł w otchłań korwinizmu, to istniałaby jeszcze dla Ciebie szansa, abyś nauczył się czegoś o realnej wadze tzw. dowodów anegdotycznych, zwłaszcza takich wyfantazjowanych jak te Twoje, oraz chłopskiego filozofowania w oparciu o „osobistą obserwację świata” i slogany/archetypy popkulturowe/miejskie legendy jak ta Twoja ulubiona „od zera do milionera”. Ale jak widzę, już może być dla Ciebie za późno, wszak sam z dumą deklarujesz, że wiedzę o rzeczywistości czerpiesz podobnie jak autorzy piosenek hiphopowych – 95% z życia i 5% z zioła, albo na odwrót. Takoż Twoje wyobrażenie źródła „sukcesu życiowego” bijącego z „życiowej zaradności” i „energii” do rozłożenia łóżka polowego na bazarku nie napawa optymizmem.

    Ale przecież – choćby ze względu na zjawisko dziedziczenia pozycji klasowej i tolerowanie (nieformalnej) dyskryminacji całych grup społecznych – pod względem mobilizowania i wykorzystywania potencjału talentów i pracowitości tkwiących w ludziach doktrynalny korwinizm wypada fatalnie w porównaniu do etatystycznego, politpoprawnego, paternalistycznego, okradającego podatkami, zgniatającego regulacjami, impotentnego, spedalonego i obłego lewactwa

    Tego nie rozumiem.

    Po drugie: Gdybyś przeczytał podlinkowane artykuły, to byś zrozumiał. Zrozumiałbyś także jak poznawczo i argumentacyjnie bezwartościowe są Twoje zaprezentowane wyżej dowody anegdotyczne i „życiowa” filozofia chłopska. Oczywiście zrozumiałbyś to wszystko pod warunkiem, że dysponujesz odpowiednimi minimalnymi zdolnościami intelektualnymi/poznawczymi i minimalną trzeźwością umysłu, co niestety – w kontekście tego co tu piszesz – nie jest pewne.

    – Trystero, „Państwa równych szans,” Autorskie blogi finansowe, Wrzesień 21, 2010.

    – Wendy Johnson et al., “Family background buys an education in Minnesota but not in Sweden,” Psychological Science: A Journal of the American Psychological Society / APS 21, nr. 9 (Wrzesień 2010): 1266-1273.

    – Razib Khan, “When genes matter for intelligence,” Gene Expression / Discover Magazine, Styczeń 12, 2011.

    Niestety w szkole miałem (i mam nadal) hiszpański, a angielskiego nie rozumiem ani trochę, więc nie będę mógł przeczytać tego, co kryje się za tymi linkami.

    Po trzecie: No to niedobrze – za sprawą tego edukacyjnego okaleczenia masz dość ograniczoną możliwość komunikacji, zresztą nie tylko z argumentującymi rzeczowo interlokutorami, ale także ogólnie z rzeczywistością. Na pocieszenie jednak dodam, że pierwszy z podlinkowanych artykułów jest po polsku.

    Wybacz, ale za sprawą choćby tych trzech wyliczonych wyżej problemów nie wyglądasz na kogoś, kto miałby tu cokolwiek interesującego do powiedzenia czy chociaż był zdolny do nauczenia się czegoś z takiej dyskusji, a że pozycja korwinistycznego tokena na tym blogu jest już zajęta przez kashmira, więc chyba zakończymy tutaj naszą rozmowę.

    Miłego życia życzę.

  134. zatroskany_o_polske
    16/07/2011 o 12:50 pm

    galopujący major :
    @cyncynat – No właśnie czekam, aż Quasi rozwinie skrzydła, bo coś na razie, jakiś takiś podejrzanie miłosierny.

    Rozwinął, a raczej próbował rozwinąć. Parasol w dupie:

    „Oczywiście zrozumiałbyś to wszystko pod warunkiem, że dysponujesz odpowiednimi minimalnymi zdolnościami intelektualnymi/poznawczymi i minimalną trzeźwością umysłu, co niestety – w kontekście tego co tu piszesz – nie jest pewne”

  135. 16/07/2011 o 2:08 pm

    @zatroskany_o_Polskę – niebezpiecznie zbliżasz się do momentu wpadnięcia w prawicową otchłań. Jeśli już musisz, to jednak powstrzymają się na tym blogu, z tymi wszystkimi kretynizmami o lewactwie i innymi zaczepkami. Nudzisz.

  136. Uruk-Hai
    16/07/2011 o 4:53 pm

    Quasi :
    @ Uruk-Hai

    Pudło. Stwarzasz wrażenie osoby, który nie ma bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością, ty sobie na temat tej rzeczywistości teoretyzujejsz, twoje wyobrażenia to produkt takiej odrealnionej analizy, a nie obserwacji faktów.
    (…)
    Czasem wystarczy po prostu trochę się dokoła rozejrzeć, pomyśleć, pokombinować. Twoja koncepcja, że ludzie z biednych rodzin są przegrani już na starcie, że nie mają szans na sukces- leży i kwiczy.

    Ojej…
    Po pierwsze: Może gdybyś nie wpadł w otchłań korwinizmu, to istniałaby jeszcze dla Ciebie szansa, abyś nauczył się czegoś o realnej wadze tzw. dowodów anegdotycznych, zwłaszcza takich wyfantazjowanych jak te Twoje, oraz chłopskiego filozofowania w oparciu o „osobistą obserwację świata” i slogany/archetypy popkulturowe/miejskie legendy jak ta Twoja ulubiona „od zera do milionera”. Ale jak widzę, już może być dla Ciebie za późno, wszak sam z dumą deklarujesz, że wiedzę o rzeczywistości czerpiesz podobnie jak autorzy piosenek hiphopowych – 95% z życia i 5% z zioła, albo na odwrót. Takoż Twoje wyobrażenie źródła „sukcesu życiowego” bijącego z „życiowej zaradności” i „energii” do rozłożenia łóżka polowego na bazarku nie napawa optymizmem.

    Przecież ja tobie, kołku nieszczęsny,nie przedstawiam żadnego „dowodu anegdotycznego”, bo dowód anegdotyczny to, jak rozumiem, jakieś nieuprawnione uogólnienie swoich migawkowych spostrzeżeń. Ja tobie daję teorię, jak najbardziej logiczną i wewnętrznie spójną, że cechy, który w największym stopniu decydują o umiejętności gromadznia majątku, to akurat nie te same cechy, który są możliwe do wykształcenia tylko o i wyłącznie dobrym domu u majętnych rodziców albo renomowanej szkole. Mówię ci coś takiego, a ty mi wyjeżdżasz ze statystykami, które mówią, że wykształcenie rodziców determinuje wykształcenie dzieci. Po pierwsze: Jeżeli nastolatek wykaże odpowiednią pracowitość to zdobędzie wykształcenie nawet wtedy, gdy jego rodzice tego wykształcenia nie posiadają. Po drugie: przecież ja, do kurwy nędzy, od nie wiem kiedy tłumaczę ci jak komu dobremu, że to wcale nie forlmalne wykształcenie jest tym czynnikiem, który w największym stopniu decyduje o umiejętności zdobywania środków materialnych. Twój problem polega na bałwochwalczej wierze w adekwatność tego, co sobie wyczytasz w tych swoich tabelkach, przy równoczesnym kompletnym braku jakiejkolwiek wiedzy praktycznej. A na dodatek masz nie wiadomo jak powstałe i nie wiedzieć czemu niezwykle trwałe przekonanie, że ta wiedza praktyczna, o której nie masz pojęcie, jest zupełnie pozbawiona wartości, że można się bez niej obejść. Logika, którą obrałeś musi wieść do wniosków cokolwiek dziwacznych: no bo jak to z tobą jest? Co? Nie bzykasz ale czytasz książki pisane przez seksuologów więc jesteś znawcą szeroko pojętej tematyki seksualnej? Naprawdę uważasz, że jedno można zastąpić drugim????Hę? Nie osłabiaj mnie….

    Po drugie: Gdybyś przeczytał podlinkowane artykuły, to byś zrozumiał. Zrozumiałbyś także jak poznawczo i argumentacyjnie bezwartościowe są Twoje zaprezentowane wyżej dowody anegdotyczne i „życiowa” filozofia chłopska. Oczywiście zrozumiałbyś to wszystko pod warunkiem, że dysponujesz odpowiednimi minimalnymi zdolnościami intelektualnymi/poznawczymi i minimalną trzeźwością umysłu, co niestety – w kontekście tego co tu piszesz – nie jest pewne.

    To znaczy, że mam przyjąć a priori, że wiedza tabelkowa jest jedyną wiedzą nie pozbawioną wartości, a następnie zapoznać się z ową wiedzą, skorygować moje przekonania, a to wszystko mi to, że naoczne obserwacje przeczą temu co w tych tabelkach można wyczytać? Ty stwarzasz wrażenie jakiegoś nieszczęznego zdechlaka(sorry), który z takich czy innych względów nie ma dostępu do innych źródeł wiedzy o rzeczywistości, a że jest jakoś osobliwie spaczony umysłowo, to reaguje furią na każdą próbę podważenia jego dogmatów. Taki ” mędrzec, co to nie wiedział, że ma na dupie przedział”. A jeżeli jednak wie to pewnie dlatego, że przeczytał atlas anatomiczny.

    – Trystero, „Państwa równych szans,” Autorskie blogi finansowe, Wrzesień 21, 2010.
    – Wendy Johnson et al., “Family background buys an education in Minnesota but not in Sweden,” Psychological Science: A Journal of the American Psychological Society / APS 21, nr. 9 (Wrzesień 2010): 1266-1273.
    – Razib Khan, “When genes matter for intelligence,” Gene Expression / Discover Magazine, Styczeń 12, 2011.

    Niestety w szkole miałem (i mam nadal) hiszpański, a angielskiego nie rozumiem ani trochę, więc nie będę mógł przeczytać tego, co kryje się za tymi linkami.

    Po trzecie: No to niedobrze – za sprawą tego edukacyjnego okaleczenia masz dość ograniczoną możliwość komunikacji, zresztą nie tylko z argumentującymi rzeczowo interlokutorami, ale także ogólnie z rzeczywistością. Na pocieszenie jednak dodam, że pierwszy z podlinkowanych artykułów jest po polsku.
    Wybacz, ale za sprawą choćby tych trzech wyliczonych wyżej problemów nie wyglądasz na kogoś, kto miałby tu cokolwiek interesującego do powiedzenia czy chociaż był zdolny do nauczenia się czegoś z takiej dyskusji, a że pozycja korwinistycznego tokena na tym blogu jest już zajęta przez kashmira, więc chyba zakończymy tutaj naszą rozmowę.
    Miłego życia życzę.

    Ojej, zabolało…. A tak co do „miłego życia”: czasem odwiedzam różne lewackie blogi i ciekawi mnie ile czasu dziennie poświęcasz na czytanie i pisanie netowych komentarzy? Dzięsięć godzin czy tylko osiem? I co rozumiesz jako „ogólną rzeczywistość”? To co osiągalne z tego twojego bunkra?

  137. zatroskany_o_polske
    16/07/2011 o 6:35 pm

    No, no!
    galopujący_majorze – przykro mi że jako nieliczny na tym blogu widzę jak Quasi robi czytelników w wała. Facet mimo że trąbi na prawo i lewo iż jest lewicowcem o niezwykle wzmożonej empatii, zachowuje się jak klasyczny korwinista.
    Lewicowiec, widząc „edukacyjne okaleczenie” adwersarza podałby natychmiast przykłady w języku polskim, hiszpańskim lub innym mu znanym, albo podane wcześniej przetłumaczył na jeden z tych języków. Korwinista, zwyczajnie po korwinowsku stwierdza że nie ma co dyskutować, bo adwersarz nie z tej półki która mu odpowiada, więc nie ma sensu dalej się nim zajmować i niech sobie sam dalej radzi.
    Lewicowcy starają się przekazywać swoje tezy w taki sposób by zrozumieli je także nieprzygotowani czytelnicy i słuchacze (Być może dlatego zazdrosna prawica nazwała to złośliwie „lewicową indoktrynacją”)

    Oczywiście, masz prawo widzieć to inaczej, nawet masz prawo sądzić że wpadam w prawicową otchłań i masz prawo(?), na swoim blogu odmawiać mi prawa do komentowania Waszych komentarzy.
    Na szczęście ja mam prawo Waszych komentazry nie czytać, wiec problemu nie będzie.

    btw – gwoli prawdy, nigdy nie używam terminu „lewactwo” na określenie lewicy, lub czegokolwiek innego poza RAF, Brigate Rosse, Sendero Luminoso etc, a to znaczy że nie muszę się powstrzymywać z „kretynizmami o lewactwie”. Pewno pomyliłeś mnie z kim innym. (Quasi użył terminu „lewactwo” kilka razy w swojej aktualnej produkcji)
    ..

  138. Quasi
    16/07/2011 o 7:53 pm

    @ zatroskany_

    (…) Quasi robi czytelników w wała. Facet mimo że trąbi na prawo i lewo iż jest lewicowcem o niezwykle wzmożonej empatii (…)

    Konfabulujesz. Ani nie trąbię na lewo i prawo, że jestem „lewicowcem”, ani nie twierdzę, że mam niezwykle wzmożoną empatię. Twierdzę jedynie, że jestem za „lewaka” uważany przez internetową prawicową Otchłań (ale o to to w sumie nie trudno – prawicowa Otchłań za „lewaków” uważa nawet z 95% ludzi…), a o swojej empatii to nawet nie mogę wiele twierdzić (może poza swoim empatycznym wstydem/zażenowaniem), bo nie mam jej jak zmierzyć i porównać (co więcej – prawicowcom nie przypisuję niedoborów empatii, wręcz przeciwnie).

    Lewicowiec, widząc „edukacyjne okaleczenie” adwersarza podałby natychmiast przykłady w języku polskim, hiszpańskim lub innym mu znanym, albo podane wcześniej przetłumaczył na jeden z tych języków. (…)

    Nie.

    Po pierwsze: Przetłumaczenie artykułu edukacyjnego okaleczenia nie złagodzi, więc uwaga zupełnie chybiona.

    Po drugie: To, że ktoś uważa, iż osobom okaleczonym warto pomagać, nie znaczy, że sam zgłasza akces do bezpośredniego pomagania im. Poniekąd jest wręcz przeciwnie – osobista (selektywna) dobroczynność to skłonność raczej prawicowa niż lewicowa; lewica ponad (mało wydajną i podatną na suboptymalne ukierunkowanie) osobistą filantropię przedkłada rozwiązania systemowe.

    Po trzecie: We flejmy angażuję się przede wszystkim po to, by brać, a nie po to, by dawać. Inkryminowany małoletni(?) korwinista (zresztą podobnie jak Ty) w dyskutowanym temacie niestety nie ma mi nic ciekawego do zaoferowania [nie przedstawia ani składnych argumentów, ani relewantnych kwitów, ani nie zdradza kompetencji do rzeczowej polemiki (choćby zdolności do czytania ze zrozumieniem); nawet kiepsko nadaje się jako źródło wiedzy o korwinistycznej mentalności (w tej chwili do tego wystarczy mi najtrzeźwiejszy z nich kashmir)], więc nie mam powodu to kontynuowania z nim wymiany komentarzy. Ponadto sądzę, że prezentowana przez niego intelektualna lichota jest tak ewidentna (dla osób, których opinia ma dla mnie jakieś znaczenie), że nawet nie wymaga sprostowań.

  139. 16/07/2011 o 10:11 pm

    Wy tu o matematyce dyskutujecie i korwinizmie, a Lisicki wziął i „polskiego Dana Browna” dla Springera napisał…

  140. zatroskany_o_polske
    16/07/2011 o 10:15 pm

    @Quasi
    „konfabulujesz…”

    Nie konfabuluję. Takie odniosłem wrażenie (i nie tylko ja, jak sam stwierdzasz ). Mam prawo tak sądzić i pisać po tym jak Ty zasugerowałeś z niekorzystnym dla mnie kontekstem, że ja jestem prawicowcem.
    O Twojej empatii czerpałem główie z wątku „torturowego”

    „Po pierwsze: Przetłumaczenie artykułu edukacyjnego okaleczenia nie złagodzi,”

    Nie do końca prawda.. Owszem, jeżeli okaleczenie polega na niesprawności ruchowej, Jeżeli na nieznajomości języka, złagodzi.

    ” To, że ktoś uważa, iż osobom okaleczonym warto pomagać, nie znaczy, że sam zgłasza akces do bezpośredniego pomagania im.”

    Analogicznie dlatego najwiarygodniejsi są policjanci którzy kradną, księża którzy molestują dzieci, i dorosłych, członkowie PZPR którzy dawali dzieci do I Komunii Świętej, publicyści krytykujący picie, nawaleni już o 18:00.

    ” lewica ponad (mało wydajną i podatną na suboptymalne ukierunkowanie) osobistą filantropię przedkłada rozwiązania systemowe.”

    Oczywiście idealnym rozwiązaniem filantropii systemowej jest na przykład cytowanie w polskojęzycznych tekstach specjalistycznych, artykułów w języku który na tyle biegle by je zrozumieć zna, załóżmy optymistycznie, 20% potencjalnych czytelników, z których prawdopodobnie 50% i tak artykuły czytało wcześniej.

    „we flejmy angażuję się przede wszystkim po to, by brać, a nie po to, by dawać. ”

    … i dlatego 30% (na oko) objętości każdego flejma tutaj (lub znacznie więcej niż kogokolwiek innego) to Twoja produkcja, wyjaśniająca jak to inni się mylą a Ty masz racje.
    Zakładam że nie zmyślasz, ale to by znaczyło sam uważasz swoją twórczość za bezwartościowy bełkot nic nie dający.

    „Ponadto sądzę, że prezentowana przez niego intelektualna lichota jest tak ewidentna (dla osób, których opinia ma dla mnie jakieś znaczenie), że nawet nie wymaga sprostowań”.

    Ja tam uważam że Osoba Której Opinia Ma Dla Ciebie Znaczenie dała po prostu hasło do nagonki na niego. Ale nie rozumiem po co się tłumaczysz jeżeli poważnie napisałeś że z flejma bierzesz a nie dajesz. Nikt Ci tego, nie zarzuca. Znowu niekonsekwencja.

    Przejrzałem jeden czy dwa inne blogi w których się udzielasz. Nawet nie zdumiało mnie że w mojej ocenie jawisz się w nich jako ulepszony Kaczyński.
    Co prawda tylko z równa swadą co on tłumaczysz że białe = czarne, ale za to u Ciebie białe jest nie tylko czarne, ale także czerwone, niebieski, zielone. Jak w danym momencie pasuje.

    Na tym raczej kończę mój aktywny udział w blogu Majora.
    Życzę Wszystkim Uczestnikom powodzenia i także większego luzu. :-)
    Majorowi – sukcesów literackich, dziękuję Ci także
    za pretekst by się zwinąć, bo jestem czytelnikiem
    od samego początku i było mi trochę głupio rejterować
    z powodu dryfu bloga w kierunku w jaki dryfuje.

    zatroskany_o_polske

  141. 16/07/2011 o 10:48 pm

    @ zatroskany_o_polskę

    „Oczywiście, masz prawo widzieć to inaczej, nawet masz prawo sądzić że wpadam w prawicową otchłań i masz prawo(?), na swoim blogu odmawiać mi prawa do komentowania Waszych komentarzy.
    Na szczęście ja mam prawo Waszych komentazry nie czytać, wiec problemu nie będzie.”

    Ale ja ci nie zabraniam tu komentować, sugeruję tylko, że skręcasz w prawo, w dodatku w mało estetyczny sposób (przejrzyj swoje komenty pod tym postem), i wobec tego chciałbym, abyś ten agresywny, prawacki ton porzucił. Po co nam tu wszystkim wyzywanie lewactwa, mało tego w sieci?

  142. zatroskany_o_polske
    16/07/2011 o 11:40 pm

    IMO moje komentarze o tym blogu na tym blogu nie są ani mniej estetyczne, ani bardziej agresywne, niż Wasze ( w sensie Twoje, Quasi’ego, Cyncynata, Vhf’a i innych osób) komentarze o innych blogach, a one są dla mnie jakby wykładnią na co mogę sobie pozwolić.
    Blog mi się przestaje podobać, tak faktycznie częściowo podzielam nieco żartobliwą uwagę bodajże Kashmira o kalce, nic na to nie poradzę. Ale zauważ że nikogo o to personalnie nie obwiniam, bo nie o to chodzi przecież. Może to naturalna ewolucja blogów politycznych?

    Sorry, jeżeli zrozumiałeś, że ja zrozumiałem Twój komentarz, że mam się wynieść.
    To nie tak. Jest tylko pretekstem :-)

    Pozdrawiam jeszcze raz, z sympatią.

  143. marcin_be
    16/07/2011 o 11:42 pm

    Zamorano :
    Wy tu o matematyce dyskutujecie i korwinizmie, a Lisicki wziął i „polskiego Dana Browna” dla Springera napisał…

    a tak jakieś detale może? z góry dziękuję – leniwy jestem :)

  144. Quasi
    16/07/2011 o 11:52 pm

    @ zatroskany_

    Nie konfabuluję. Takie odniosłem wrażenie (i nie tylko ja, jak sam stwierdzasz ).

    Odniosłeś wrażenie, że jestem lewicowcem, czy odniosłeś wrażenie, że twierdzę („trąbię na lewo i prawo”), że jestem lewicowcem? Do pierwszego, jako subiektywnego wrażenia masz swobodne prawo, natomiast drugie to raczej byłaby konfabulacja [nawet wprost twierdziłem, że mam poglądy jakie mam i mało mnie interesuje ich klasyfikacja oraz, że politycznie sam siebie nie mogę zaliczyć się ani do lewicy, ani do prawicy, gdyż na zbyt wiele kwestii – choćby na kwestie ekonomiczne – klarownych i kategorycznych poglądów nie mam w ogóle (z racji braku odpowiedniej wiedzy); natomiast mogę być skrajnie lewicowy w sensie mentalno-etycznym, o ile w takim sensie można na to patrzeć i o ile dobrze ten sens pojmuję – tyle twierdziłem].

    Mam prawo tak sądzić i pisać po tym jak Ty zasugerowałeś z niekorzystnym dla mnie kontekstem, że ja jestem prawicowcem.

    Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek sugerował, że jesteś prawicowcem. Prawdę mówiąc, to nie przypominam sobie nawet bym kiedykolwiek postrzegał Cię inaczej niż jako osobę o poglądach/mentalności niejasnej.

    Po pierwsze: Przetłumaczenie artykułu edukacyjnego okaleczenia nie złagodzi

    Nie do końca prawda.. Owszem, jeżeli okaleczenie polega na niesprawności ruchowej, Jeżeli na nieznajomości języka, złagodzi.

    Przez to, że przetłumaczę mu jakiś artykuł na potrzebę flejma on choć trochę nauczy się nowego język? Wierzysz może też w naukę poprzez słuchanie nagrań przez sen lub poprzez spanie z książką pod poduszką?

    To, że ktoś uważa, iż osobom okaleczonym warto pomagać, nie znaczy, że sam zgłasza akces do bezpośredniego pomagania im.

    Analogicznie dlatego najwiarygodniejsi są policjanci którzy kradną, księża którzy molestują dzieci, i dorosłych, członkowie PZPR którzy dawali dzieci do I Komunii Świętej, publicyści krytykujący picie, nawaleni już o 18:00.

    … i smakosze, którzy sami nie gotują; i melomani, którzy sami nie komponują/nie grają/nie śpiewają; i kibice, którzy sami nie grają w piłkę; i ludzie ceniący zdrowie, którzy nie są lekarzami; i fani motoryzacji, którzy nie projektują samochodów…

    Jak już pisałem, jestem wielkim fanem podziału i specjalizacji pracy, także w kwestii niesienia pomocy potrzebującym. Dlatego przedkładam pomoc systemową (przymusowo współfinansowaną przez wszystkich podatników) ponad indywidualną dobroczynność.

    Oczywiście idealnym rozwiązaniem filantropii systemowej jest na przykład cytowanie w polskojęzycznych tekstach specjalistycznych, artykułów w języku który na tyle biegle by je zrozumieć zna, załóżmy optymistycznie, 20% potencjalnych czytelników, z których prawdopodobnie 50% i tak artykuły czytało wcześniej.

    Po pierwsze: Indywidualna, prywatna dyskusja na blogu jest – z definicji – działalnością indywidualną, prywatną, a nie systemową. Nie jestem Systemem ani Systemu kreatorem, więc siłą rzeczy rozwiązań systemowych wprowadzać nie mogę.

    Po drugie: Artykuły siłą rzeczy zwykle cytuje się w formie, w jakiej istnieją.

    we flejmy angażuję się przede wszystkim po to, by brać, a nie po to, by dawać.

    … i dlatego 30% (na oko) objętości każdego flejma tutaj (lub znacznie więcej niż kogokolwiek innego) to Twoja produkcja, wyjaśniająca jak to inni się mylą a Ty masz racje.
    Zakładam że nie zmyślasz, ale to by znaczyło sam uważasz swoją twórczość za bezwartościowy bełkot nic nie dający.
    (…)
    Ale nie rozumiem po co się tłumaczysz jeżeli poważnie napisałeś że z flejma bierzesz a nie dajesz. Nikt Ci tego, nie zarzuca. Znowu niekonsekwencja.

    Po pierwsze: Ależ to proste – tym co sobie od interlokutorów biorę, to oczekiwane zwrotne reakcje na moją pisaninę. [Tak więc jeśli czyjeś reakcje są nieinteresujące – a przy tym nie rokują poprawy ani nie wołają do nieba o sprostowanie – to nie mam interesu z kimś takim rozmawiać.] Paradoks rozwiązany?

    Po drugie: Ja tu się w ogóle udzielam w najwyżej 30% flejmów [nawet sprawdziłem – spośród ostatnich 20 notek majora odezwałem się tylko pod 6-oma, wliczając w to odezwania za pomocą pojedynczych, krótkich komentarzy].

    Ja tam uważam że Osoba Której Opinia Ma Dla Ciebie Znaczenie dała po prostu hasło do nagonki na niego.

    Chodzi Ci o to: „No właśnie czekam, aż Quasi rozwinie skrzydła, bo coś na razie, jakiś takiś podejrzanie miłosierny.”?

    No przecież gdybym pisał pod ten apel, to bym nie przerywał flejma, tylko go eskalował. Poza tym swój ostatni komentarz do sKorwinsynka napisałem i opublikowałem zanim odświeżyłem i przeczytałem to wezwanie majora.

  145. Anonim
    17/07/2011 o 1:18 am

    @Quasi

    „Odniosłeś wrażenie, że jestem lewicowcem, czy odniosłeś wrażenie, że twierdzę („trąbię na lewo i prawo”)”

    Odniosłem wrażenie że jesteś z odniesienia wrażenia że trąbusz…..

    … 30% (na oko) objętości każdego flejma [w którym bierzsz udział] tutaj – sorry za skrót myślowy

    „… i smakosze, którzy sami nie gotują; i melomani, którzy sami nie komponują/nie grają/nie śpiewają; i kibice, którzy sami nie grają w piłkę; i ludzie ceniący zdrowie, którzy nie są lekarzami; i fani motoryzacji, którzy nie projektują samochodów…”

    Nie, smakosze którzy sami nie jedzą, melomani którzy nie słuchają, kibice którzy nie kibicuja, ludzie ceniący zdrowie, chodzący bez kaleson w 30 stopnowym mrozie …..

    Nie, nie małem na mysli TEGo cytatu. Napiałem „….dała hasło”, a nie „wezwała do …..”

    (Piszę to w jadącym samochodzie, przepraszam za bledy i lakonicznosc)

  146. Anonim
    17/07/2011 o 1:19 am

    Anonim = zatroskany_o_polske

  147. cyncynat
    17/07/2011 o 1:34 am

    jezu, jezu

  148. Koniec Polski Prawej
    17/07/2011 o 7:48 am

    Napisałbyś Majorze o „sukcesach” Argentyny w Copa Amercia. Jak mając takich piłkarzy można tak cienić?

  149. 17/07/2011 o 9:27 pm

    Szczegóły wyglądają podobno tak:
    „Wtulił się w jej piersi, małe i jędrne. Westchnęła głęboko. Wskoczył na nią, rozchyliła nogi. Nareszcie, nareszcie – jego całe ciało krzyczało z rozkoszy. Poczuł przypływ radości, że tak łatwo i szybko ją zdobył.”

  150. 18/10/2013 o 10:22 am

    Hello! Quick question that’s entirely off topic.
    Do you know how to make your site mobile friendly? My blog looks weird when browsing from
    my apple iphone. I’m tryingg to find a theme orr plugin that might be able to correct his problem.
    If you haave any suggestions, please share. Many thanks!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: