Strona główna > felietonik > Wszoł must go on

Wszoł must go on

Profesor Dumplings obudził się  z bólem w krzyżu, całkiem połamany, złamany, jakby ciężar jakiś przysiadł nań na we śnie i usilnie trwał i trwał, mimo przebudzenia nad ranem, która to już, ach, ósma dwadzieścia. Chciał APAP-u, chciał pomocy, chciał wołać panią Zofię – gosposię, panią Ewę – sąsiadkę, a może i pana Mareczka, który zapewne piwkuje sobie o tej porze do suchej buły, ale oto w progu stanął młodzieniec i Wszołek jestem oświadczył. Ajajaj – jęknął Dumplings, który znał takiego jednego Wszołka i nie wróżyło to nic dobrego, zwłaszcza że pani Zofia kanapki robiła bez obsmarowywania tłustym masłem chrupiących krawędzi, a ten co? Wszołek jestem, do usług! Na zastępstwo przyszedłem – rzekł głośno, chichotliwie, Dumplings jednak tylko litościwie zmierzył go wzrokiem, czy pani Zofia czasem nie wspominała, że bierze urlop na Boże Ciało? Zwlekł się profesor do łazienki, a Wszołek już mu pilotem TVN włącza, radio nastawia i ma pan może WiFi – krzyczy – komentują obrady Komisji! – ale Dumplingsa na ten moment akurat zanurzał głowę w misce pełnej gorącej wody z dodatkiem lawendy. Szybko jednak strzepał krople i wyszedł na dwór niepyszny, a właściwie to głodny, bez kanapek, niechby i nawet obsmarowanych tłustym masłem. Tramwaj tymczasem posuwał się z wolna, wlekł się w czerwcowym słońcu, zarzucając końcówką wagonu w takt gwizdów ostatniego pasażera w okularach z czarnymi oprawkami. Profesor wpatrywał się w pyzatą twarz, krótkie, ciemne włosy i okrągłe szkła, naraz myśląc, że to może niesławny Jakub T. z Exeter, ale zaraz spostrzegł, że to przecież Wszołek, tyle że nieco grubszy i bardziej okrągły, czy on mnie aby nie śledzi? I dopiero teraz dokładnie rozejrzał się po wagonie, dopiero teraz, u wejścia na prawo, dojrzał jednego jeszcze Wszołka w czerwonym sweterku i jeszcze dwóch, po drugiej stronie, szepczących coś do siebie w napięciu. Profesor przestraszył się nie na żarty, choć nienażarty przecież nie był od dobrych 12 godzin i wysiadł na najbliższym przystanku, pech chciał, że na Uniwerku. A tam dosłownie cały plac pełen Wszołków, rozgorączkowanych, krzyczących, o twarzach skupionych i przyczesanych włosach. Wszołki na fontannach, na ławkach, przy drzwiach zamykanych na ciężką zasuwkę i za winklem, jakby pochód Wszołków miał nie kończyć się nigdy, przenigdy do samego oceanu, po kres żywota. Tłum Wszołków przekrzykujących innych Wszołków: Ja rozmawiałem z ministrem! – wywyższał się jeden  – A ja mam ekspertyzy! – dodawał inny i, niemal co chwila, dawało się słyszeć o trollach, lewactwie i smoleńskim lądowaniu. Profesor puścił się do domu z głośnym krzykiem, stłumionym po chwili jeszcze większym przerażeniem, że oto wylądował w krainie wiecznych Wszołków, i już na zawsze przyklejony do ekranu komputera będzie musiał poświęcić się niekończącemu się blogowaniu o ważnych sprawach, o Polsce! I jaką poczuł ulgę na schodach kamienicy, gdy zauważył galopującego majora, sprzeczającego się z Terlikowskim, ale zaraz dobry humor mu minął, bo wiecie co? Otóż niestety, oni obaj także wyglądali jak Wszołki!

  1. 18/06/2011 o 9:31 am

    HORROR

  2. vHF
    18/06/2011 o 9:37 am

    Wszołek w Krakowie a Lotta w Weimarze.

  3. 18/06/2011 o 10:08 am

    O matko. Wszołland.

  4. tamizdat@wp.pl
    18/06/2011 o 10:31 am

    Podobała mi się pointa :-)

  5. 18/06/2011 o 12:23 pm

    Nachasz :

    HORROR

    A właściwie Wszołror

  6. 18/06/2011 o 12:24 pm

    vHF :

    Wszołek w Krakowie a Lotta w Weimarze.

    A Buddenbrokowie u Wildsteina. Świat się wali.

  7. 18/06/2011 o 12:25 pm

    graforoman :

    O matko. Wszołland.

    Wszołreality

  8. 18/06/2011 o 12:26 pm

    tamizdat@wp.pl :

    Podobała mi się pointa :-)

    Próbuję dbać o swoich prawicowych czytelników;)

  9. sultan
    18/06/2011 o 1:23 pm

    c.d.
    Minął cichaczem pieniaczy udając, że ich nie widzi. Usłyszeli tylko skrzypnięcie niedomkniętych przez profesora drzwi. Jedyny ratunek to knajpa u „Ciepłego Romana”. Schodziła się tam cała artystyczna (czyt. gejowska) bohema miasta. Już z daleka zobaczył namiętnie macających się po kroczach przystojniakach. Kurwa jestem u siebie, tu go nie spotkam – pomyślał. Ale czyżby…

  10. jaja
    18/06/2011 o 5:19 pm

    To KUL Uniwerek?

  11. Quasi
    18/06/2011 o 5:21 pm

    @ major

    A propos profesorów. Zapraszam do notki – a zwłaszcza do komentarzy pod nią – prof. Eine. Zdaniem pana profesora fizyka-teoretyka (a przy okazji kreacjonisty) prawa emancypujące mniejszości seksualne to w rzeczywistości podstępne i mające na celu walkę z Panem Bogiem działania rządzących Europą bolszewików (sensu stricto), którymi steruje sam Diabeł.

    Ale wiesz co w tym wszystkim jest najbardziej oczojebcze i przygnębiające? To, że sprawiający wrażenie rozsądnego i zasobnego w wiedzę człowieka Sierkovitz, sam przedstawiający się jako (umiarkowany) katolik, ze zdumiewająca naiwnością próbuje z tą obłąkaną i dławiącą się spienioną żółcią swołoczą rozmawiać grzecznie, tłumaczyć i traktować poważnie (podobnie też zwraca się do kreacjonistów z „Idź pod prąd”, choć również ci go w odpowiedzi obrzygują erystyką, obelgami i pomówieniami). Mamy tu podobny fenomen jak z pwilkinem (czy nawet Igorem Janke) liżącym rowy różnym Nicponiom, choćby ci opowiadali dowolne sadystyczne brednie, ponieważ samo ich legitymowanie się „słusznymi poglądami (gł. religijnymi i gospodarczymi)” nakazuje pochylanie się nad nimi i ich przekonaniami z posuniętą do granic możliwości życzliwością, troską i wyrozumiałością. Zapewne z jadowicie antychrześcijańskimi neopogańskimi neonazistami – jak ci z „Zadrugi” – już tak pieścić by się nie chcieli, choć ich przekonania niewątpliwie są w wielu miejscach zbieżne z przekonaniami Einego i Nicponia [ba, pwilkin uważam, że jego uwagi nie jest godna nawet moja koncepcja eugeniki/koncesjonowania praw rodzicielskich, w przeciwieństwie do nicpońskiego masturbowania się do zbrodni świętego generała Augusto Ugarte i mokrych snów o Pinochet AirLines]. Czy wobec tego może dziwić fakt, że katolicki kler wyklął bezbożnych komunistów (głoszących idee dość podobne do nauk ewangelicznego Jezusa) czy skrobiące się kobiety, ale już nie katolickich faszystów różnej maści, a ponadto tym ostatnim pomagał w wymykaniu się wymiarom sprawiedliwości, a nawet czynnie wspierał ich projekty „ostatecznego rozwiązania” (na Słowacji i w Chorwacji)?

    Inna ciekawostka: oto „Fronda” donosi, że pewien korwinistyczny pierdolec (co ciekawe – osobisty przyjaciel kashmira), który właśnie wygrał w jakimś chłamie o gwiazdach śpiewających na lodzie, najwyraźniej skarży się na komercjalizację świata tego, pazerność i pogoń ludzi z pieniądzem, a receptą na ten stan rzeczy ma być jego zdaniem Janusz Korwin-Mikke (!):

    „Z nowych – starych partii wymieniłbym Nową Prawicę zgromadzoną wokół Janusza Korwin – Mikkego i środowisko związane z Unią Polityki Realnej. Społecznie ludzie są gotowi na zmianę. Jak już mówiłem, dziennikarze mówią publicznie co innego niż mają na myśli. Nawet w programie „X Factor” o tym się przekonałem. Każdy wie o co chodzi, a jednak szuka luki gdzie można wskoczyć czy zarobić większe pieniądze. To stało się jedynym celem w życiu: ukończyć studia, znaleźć lukę, wskoczyć w nią i mieć te kilka tysięcy miesięcznie i spokojnie sobie egzystować. Ludzie nie myślą przyszłościowo, lecz tymczasowo. Przecież to kiedyś musi się skończyć. Trzeba trochę własnej inwencji, żeby można było żyć nie łamiąc własnych przekonań. Żyć godnie, co nie znaczy jak zakonnik, rezygnując ze wszelkich dóbr. Poznałem kilku ludzi z wielkich mediów i mówią co innego, a robią co innego.”

    Czyli antymaterialistyczny korwinista? Ja pierdolę, to da się w ogóle pomyśleć jakąś pokraczną hybrydę, której gdzieś w realnym świecie by się nie znalazło? U WO na blogu swego czasu awanturowała się jakaś korwinistka-feministka, zbulwersowana projektem obowiązkowych badań cytologicznych, a „Fronda” lansowała ideologiczny sojusz dwóch pornogrubasów: Ludwiga von Misesa i Jana Pawła 2

  12. 18/06/2011 o 6:58 pm

    @Quasi

    Niektórzy ludzie po prostu mają za dużo wolnego czasu, i dyskutują z dziwakami w nadziei, że uda się rozsądnie z nimi gadać. A co do korwinistów – tak już jest, że oderwana od rzeczywistości ideologia produkuje intelektualne potworki… :P

  13. 18/06/2011 o 7:20 pm

    Szanowny Panie Majorze, czytam Pana z upodobaniem, chociaż nie komentuję , albowiem do polityki odnoszę się z rezerwą , jak to rezerwowy, tym razem jednak przedstawił Pan tak przejmująco najradośniejszą przyszłość naszej biednej (póki co ) Ojczyzny, że nie strzymałem i – doprawdy – z ogromną nieśmiałością pragnę panu podziękować za przecudny rys (zarys) tego, co będzie, gdy tylko , wiadomo co będzie. Mam jednakże jeden mały prztyczek dla Pana i to odnośnie owego pochwalonego już akapitu , nazwanego, nie do końca słusznie, pointą (bo ta będzie, gdy będzie , to co, wiadomo że będzie). Pisze pan w owym akapicie :” galopujący (streszczam dla oszczędności) i Terlikowski (jego streścić się nie da ) wyglądali , jak Wszołki”, a to mi wprowadza dysharmonię w obrazie, którym rzucił Pan w moje oczy, co skutkuje poczuciem pewnej niepewności, a tej mieć bym nie chciał, gdyż przedstawiając nam krystaliczny obraz społeczeństwa obywatelskiego w pełnym jego ukwieceniu (tego społeczeństwa) powinien napisać Pan: „galopujący (streszczam) i Terlikowski (nie da się streścić) byli Wszołkami”. Albowiem póty społeczeństw nie będzie obywatelskie , póki wszyscy wszyscy nie będą Wszołkami (Wyjątek można ustanowić dla Kataryny, o co pewnie Wszołki zadbają)
    Przepraszam, za zabrany czas i kłaniam nisko.

  14. armatus
    18/06/2011 o 7:47 pm

    http://www.rp.pl/artykul/16,675669_Prezydent_zbliza_sie_do_PiS.html

    Pani zdaniem prezydent zbliża się do PiS. A PJN po zmianie przywództwa?

    Bez Joanny Kluzik-Rostkowskiej, jeśli PJN wejdzie do Sejmu, szanse na koalicję z PiS gwałtownie rosną. Ona była główną przeszkodą.

    Może pani nie jest obiektywna, bo politycznie nigdy jej pani nie lubiła?

    Nie lubiłam, bo uważałam, że jest pretensjonalną gosposią domową, która się kreuje.

    Była uważana za fachowca.

    Nigdy nie uważałam jej za fachowca. I miałam rację. A Paweł Kowal ma osobowość przywódcy. Nie efekciarską, ale ma. Z ugruntowanym systemem wartości, który odpo- wiada modelowi konserwatywno-liberalnej partii. Takiej partii, przemawiającej do młodego i średniego pokolenia, brakuje. Prorodzinnej, a równocześnie liberalnej w gospo- darce. I Kowal może to w sposób wyrazisty wyartykułować.

    To samo chyba próbowała robić Kluzik-Rostkowska?

    Kluzik była za mało konserwatywna. I wbrew pozorom nie miała osobowości. PJN brakowało też emocji. Kowal powiedział mi, że podobało mu się moje określenie, że są tłustymi, zagłaskanymi kotami.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8184872,_Kaczynski_nie_ogladal_telewizji__nie_widzial_Kluzik_Rostkowskiej.html

    – Jarosław Kaczyński przez dwa miesiące kampanii nie oglądał telewizji. Nie widział, jak Kluzik-Rostkowska i Poncyljusz każdego dnia spokojnie i skutecznie pokazywali swoją wiarę, że można być merytoryczną opozycją – mówiła w TVN24 sympatyzująca z PiS socjolożka Jadwiga Staniszkis.

    – Jeśli się widzi poważne problemy gospodarcze, to albo się sięga po władzę, albo się przedstawia własne projekty reform – mówiła Staniszkis. – Ludzie cenią pozytywne myślenie. To wymaga innych osobowości. Nie ludzi, którzy głośno krzyczą jak Brudziński, ale ludzi, którzy idą pod prąd jak Poncyljusz czy Kluzik-Rostkowska. Liczę, że nie dojdzie do rozłamu. To są ludzie, którzy wierzą w wartości i wiedzą, że tylko w dużej opozycyjnej partii można coś zrobić.

    Wesz to zbyt łagodne określenie na tę babę.

  15. Quasi
    18/06/2011 o 8:56 pm

    @ Doktor No

    Niektórzy ludzie po prostu mają za dużo wolnego czasu, i dyskutują z dziwakami w nadziei, że uda się rozsądnie z nimi gadać.

    Ale pytanie brzmiało: dlaczego oni mają tę nadzieję – choć nieustannie na przekonują się, nawet na własnej skórze, że ta nadzieja jest płonna – i dlaczego mają ją akurat wobec dziwaków o „słusznych poglądach”, a nie wobec pierdyliardów innych dziwaków zamieszkujących internet? No i jeszcze jedno: dlaczego zależy im na tym, by z nimi gadać akurat rozsądnie – choć aż jebie po oczach, że rozsądek jest rzeczą, której ci ludzie najbardziej na świecie nienawidzą – a nie tak, jak na to zasługują, czyli stanowczo (typu „dawaj kwity na swoje rewelacje, albo pierdolnij się w łeb, pojebańcu chory!”)?

    A co do korwinistów – tak już jest, że oderwana od rzeczywistości ideologia produkuje intelektualne potworki… :P

    Tak, ale to, co jest tu najbardziej urocze, to fakt, że te potworki bywają przedziwnymi hybrydami [np. korwinizm + antymaterializm; korwinizm + feminizm; feminizm + antyaborconizm; nauka społeczna JP2 + libertarianizm von Misesa; kreacjonizm, homofobia, wojowniczy anty-ateizm + bioluddyzm (sprzeciw wobec GMO itd.), antykapitalizm, ekologizm, wegetarianizm (takim tworem był nieistniejący już http://www.ateista.org „Teistyczny serwis informacyjny”)] – niczym centaury, pegazy, syreny, gryfy, chimery i anioły – lub układami symbiotycznymi [kreacjoniści staroziemscy trzymający sztamę z kreacjonistami młodoziemskimi; denialiści negujący w ogóle istnienie globalnego ocieplenia trzymający sztamę z denialistami twierdzącymi, że globalne ocieplenie zachodzi pod wpływem czynników naturalnych (i tych denialistów jest kilka rodzajów); kato-lewicowy Wołódźko trzyma sztamę z kato-socjaldarwinistą Nicponiem].

    O tym fenomenie symbiotycznym już kiedyś pisał Bart:

    „Krótka dygresja: imponuje mi szacunek, jakim darzą się wzajemnie spiskoteoretycy różnych wyznań. Jeden wierzy, że Kennedy’ego zamordowała żydowska mafia, drugi obstawia kosmitów, ale zazwyczaj trzymają ze sobą sztamę. Łączy ich walka o Prawdę przeciwko wspólnemu Przeciwnikowi, który tę Prawdę Ukrywa — i nic to, że ich Prawdy wzajemnie się wykluczają! Z jednej strony może to być syndrom polskiej opozycji solidarnościowej, która jednoczyła najróżniejsze nurty polityczne w walce z komuną, przy cichym założeniu, że kiedy komuna padnie, to wtedy sobie pogadamy o całej reszcie. Istnieje też ewentualność, że w przypadku spiskoteoretyków zawsze da się znaleźć wspólną płaszczyznę (w naszym przykładzie o JFK będzie to pozaziemskie pochodzenie Jewriejskiego Plemienia). Zresztą zapewne w wyniku niepotrzebnego dopatrywania się wspólnego mianownika David Icke bywa oskarżany o antysemityzm — jego przeciwnicy twierdzą, że kiedy mówi ‚jaszczury’, myśli ‚Żydzi’.”

  16. armatus
    18/06/2011 o 9:09 pm

    W sprawie Poczobuta jest dokładnie to samo, jedna grupa obrzuca go gównem i zazdrości Łukaszence, że „wie, jak sobie radzić z GWnianymi dziennikarzami i sami możemy się od niego wiele nauczyć”, druga obrzuca gównem Tuska i Sikorskiego za to, że nie reaguje i że sam prześladuje dziennikarzy. Co jakiś czas ktoś z pierwszej grupy wyskakuje i tłumaczy tym drugim, że to dziennikarz GW i dlatego najlepiej, jakby ktoś mu strzelił w tył głowy, ale nie zdarza im się kłócić. Bo wiadomo – główny cel to dyszenie nienawiścią do Tuska i lemingów, a wszystko inne, to tylko różne środki do jego osiągnięcia.

  17. 18/06/2011 o 10:25 pm

    @Quasi

    Wołodźko znajduje wspólny język z Nicponiem? Świat się kończy…

    A pomyśleliście o tym, że podział polityczny w Polsce to nie „lewica-prawica”, a „winners-losers” transformacji ustrojowej i obecnego systemu?

  18. 18/06/2011 o 11:41 pm

    @Quasi- ale Eine na poziomie komentarzy polityczno-ideologicznych to typowy pacjent, któremu puszczają zwieracze, więc nawet cała ta jego notka to jeden wielki konserwatywny fap, fap. A Sierkovitz widać nie odrobił lekcji, jaką za sobą ma i część dziennikarzy GW, i część komentatorów z tego bloga (w tym i jego gospodarz), o kompletnym braku sensu w dyskusji ze świrami. Ale cóż, każdy uczy się na błędach, każdy ma inną miarę tolerancji, no i wreszcie świry też się zmieniają na gorsze. Nicpoń pnie się po nazi-piramidce, kasmir otrzeźwiła smoleńska mgła, parz tutaj kolega dr NO też w pewnym momencie przeszedł na jaśniejszą stronę mocy. To chyba jak z tym kolibryzmem- niemal każdy to przechodził (przynajmniej w wersji obyczajowej), ale nie każdy potrafi z tym zerwać.

    A co do tych hybryd i autorytetów to super: Gienek Loska, papa i von Mises, heh.

  19. 18/06/2011 o 11:43 pm

    zabociek :

    Szanowny Panie Majorze, czytam Pana z upodobaniem, chociaż nie komentuję , albowiem do polityki odnoszę się z rezerwą , jak to rezerwowy, tym razem jednak przedstawił Pan tak przejmująco najradośniejszą przyszłość naszej biednej (póki co ) Ojczyzny, że nie strzymałem i – doprawdy – z ogromną nieśmiałością pragnę panu podziękować za przecudny rys (zarys) tego, co będzie, gdy tylko , wiadomo co będzie. Mam jednakże jeden mały prztyczek dla Pana i to odnośnie owego pochwalonego już akapitu , nazwanego, nie do końca słusznie, pointą (bo ta będzie, gdy będzie , to co, wiadomo że będzie). Pisze pan w owym akapicie :” galopujący (streszczam dla oszczędności) i Terlikowski (jego streścić się nie da ) wyglądali , jak Wszołki”, a to mi wprowadza dysharmonię w obrazie, którym rzucił Pan w moje oczy, co skutkuje poczuciem pewnej niepewności, a tej mieć bym nie chciał, gdyż przedstawiając nam krystaliczny obraz społeczeństwa obywatelskiego w pełnym jego ukwieceniu (tego społeczeństwa) powinien napisać Pan: „galopujący (streszczam) i Terlikowski (nie da się streścić) byli Wszołkami”. Albowiem póty społeczeństw nie będzie obywatelskie , póki wszyscy wszyscy nie będą Wszołkami (Wyjątek można ustanowić dla Kataryny, o co pewnie Wszołki zadbają)
    Przepraszam, za zabrany czas i kłaniam nisko.

    Hmm może rzeczywiście tak by bardziej pasowało. W każdym razie dziękuję.

  20. 18/06/2011 o 11:45 pm

    armatus :

    http://www.rp.pl/artykul/16,675669_Prezydent_zbliza_sie_do_PiS.html

    Pani zdaniem prezydent zbliża się do PiS. A PJN po zmianie przywództwa?

    Bez Joanny Kluzik-Rostkowskiej, jeśli PJN wejdzie do Sejmu, szanse na koalicję z PiS gwałtownie rosną. Ona była główną przeszkodą.

    Może pani nie jest obiektywna, bo politycznie nigdy jej pani nie lubiła?

    Nie lubiłam, bo uważałam, że jest pretensjonalną gosposią domową, która się kreuje.

    Była uważana za fachowca.

    Nigdy nie uważałam jej za fachowca. I miałam rację. A Paweł Kowal ma osobowość przywódcy. Nie efekciarską, ale ma. Z ugruntowanym systemem wartości, który odpo- wiada modelowi konserwatywno-liberalnej partii. Takiej partii, przemawiającej do młodego i średniego pokolenia, brakuje. Prorodzinnej, a równocześnie liberalnej w gospo- darce. I Kowal może to w sposób wyrazisty wyartykułować.

    To samo chyba próbowała robić Kluzik-Rostkowska?

    Kluzik była za mało konserwatywna. I wbrew pozorom nie miała osobowości. PJN brakowało też emocji. Kowal powiedział mi, że podobało mu się moje określenie, że są tłustymi, zagłaskanymi kotami.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8184872,_Kaczynski_nie_ogladal_telewizji__nie_widzial_Kluzik_Rostkowskiej.html

    – Jarosław Kaczyński przez dwa miesiące kampanii nie oglądał telewizji. Nie widział, jak Kluzik-Rostkowska i Poncyljusz każdego dnia spokojnie i skutecznie pokazywali swoją wiarę, że można być merytoryczną opozycją – mówiła w TVN24 sympatyzująca z PiS socjolożka Jadwiga Staniszkis.

    – Jeśli się widzi poważne problemy gospodarcze, to albo się sięga po władzę, albo się przedstawia własne projekty reform – mówiła Staniszkis. – Ludzie cenią pozytywne myślenie. To wymaga innych osobowości. Nie ludzi, którzy głośno krzyczą jak Brudziński, ale ludzi, którzy idą pod prąd jak Poncyljusz czy Kluzik-Rostkowska. Liczę, że nie dojdzie do rozłamu. To są ludzie, którzy wierzą w wartości i wiedzą, że tylko w dużej opozycyjnej partii można coś zrobić.

    Wesz to zbyt łagodne określenie na tę babę.

    Och ale świetne, najlepsze, że tej jej bieda-recepty i przemyślenia traktują serio, he, he.

  21. armatus
    18/06/2011 o 11:57 pm

    Na debilyi już ją wytłumaczyli, że „Wcześniej tego publicznie nie mówiła, co nie znaczy, że nie uważała jej za pretensjonalną gosposię domową.”

  22. Quasi
    19/06/2011 o 12:06 am

    @ Doktor No

    Wołodźko znajduje wspólny język z Nicponiem? Świat się kończy…

    W ogóle Cię to nie zdziwiło prawda? Mnie też nie. I o to właśnie chodziło, to chciałem przekazać: u naszej prawicy najważniejsze są „słuszne poglądy” – w tym wypadku są to poglądy bogoojczyźniane – a cała reszta nie ma znaczenia [oczywiście do momentu, aż się personalnie pożrą – wtedy stają się dla siebie złem ultymatywnym; a pożrą się prędzej czy później]. Stąd na widok cmokającego stópki Jezuska (i Pinocheta, i Korwina) Nicponia wzwód miał i Janke, i kashmir, i pwilkin, no i ten Wołódźko, jakoby natchniony do lewicowości Ewangelią. I miał ten wzwód, choć dobrze wiedział, że Nicpoń lewaków chce wieszać, a poza tym to „agresywny i wulgarny pyszałek, egoista czczący zemstę, mamonę i kutasa, kanciarz, wydawałoby się modelowy satanista”, którego program gospodarczo-społeczny wygląda tak:

    „(…) Cala reszta, tj. edukacja, opieka zdrowotna etc. wszystkie te „problemy” spoleczne państwo winno pozostawić ludziom samym sobie, tworzonym oddolnie wspolnotom lokalnym, kościołom etc.
    I tak, zgadzam sie oczywiście z tym, ze żule spod dworca będa mieć problem z odtruciem, albo z operacjami, które okażą się im konieczne.
    I część z nich umrze. Jasne.
    I średnio mnie to wzrusza.
    Tak czy siak umierają. Nie ci, to inni. Często przez tych żuli umieraja takze ci, którzy przez cale życie na opiekę zdrowotną placili i dla nich juz kasy nie wystarczyło.
    Zresztą- mieszkając tu gdzie mieszkamy ostatnia rzeczą o która powinno nam chodzić miałoby byc stanie sie społeczeństwem sytych, rozleniwionych nudziarzy zyjących w „bezpiecznej” osłonce socjalnej. Równie dobrze od razu moglibyśmy napisac list do Putina i Angeli, zeby zaczęli kolejny rozbiór.
    Potrzeba nam ludzi silnych, zahartowanych, odwaznych. Potrzeba nam facetów z jajami i wiernych im, kochającyh kobiet. Wtedy, byc może, przetrwamy jako państwo, naród i jednostki zapewniając swoim dzieciom jako takie widoki na przyszlość.”

    A w dodatku lubi sobie popatrzeć na lesbijki [dyskusja pod kreską z niejakim „Gacusiem” (coś mi mówi, że to może być znany z Psychiatryka24 Beoś/Kirker)]…

    Ziemkiewicz i Korwin, jakoby nienawidzący faszyzmu/nazizmu za jego „socjalizm”, ostatnio defilowali na czele pochodu faszoli. Oficjalnie to broniąc ich wolności wypowiedzi, ale nie przypominam sobie, by kiedykolwiek w podobny sposób bronili wolności wypowiedzi protestujących związkowców, ekologistów czy pedałów. Przypadek?

    Te wszystkie hybrydy i symbionty są może zaskakujące i groteskowe na pierwszy rzut oka, ale po bliższej inspekcji ich genezy wcale nie muszą być trudne do wyjaśnienia.

    A pomyśleliście o tym, że podział polityczny w Polsce to nie „lewica-prawica”, a „winners-losers” transformacji ustrojowej i obecnego systemu?

    To dość oczywiste, że loserzy będą zasilać elektoraty raczej populistów (i tych socjalnych, i tych paranoicznych, pokazujących im, że „winny jest ktoś inny”) lub lewicy, a nie neoliberałów dążących do zmiażdżenia wszystkich, poza najtwardszymi sztukami, które pójdą do góry. Tak jest wszędzie, czyż nie?
    Za to winnerzy mogą głosować różnie, niekoniecznie egoistycznie kierując się prywatnym interesem. Nicpoń to ewidentny winner, ale winner to też Orliński.

    W obecnej Polsce najważniejszy jest chyba inny podział: chłopstwo (mieszkańcy wsi i Pierdziszewów) głosujące gł. na PiS vs. mieszczaństwo (mieszkańcy wielkich miast) głosujące gł. na PO.

  23. armatus
    19/06/2011 o 12:18 am

    Heh, a tu jest super:

    http://rebelya.pl/discussion/26409/2/rebelya-w-hiszpanii/

    Gość, który tłumaczy im, że postulaty demonstrantów w Hiszpanii są skrajnie lewicowe i socjalistyczne, został zwyzywany od „lewackich, sowieckich śmieci” :D

  24. Quasi
    19/06/2011 o 12:45 am

    @ major

    ale Eine na poziomie komentarzy polityczno-ideologicznych to typowy pacjent, któremu puszczają zwieracze, więc nawet cała ta jego notka to jeden wielki konserwatywny fap, fap.

    Ale zakonspirowani w Brukseli bolszewicy sterowani Diabłem to chyba kapkę ponad standard. W ogóle ten Eine to, zdaje się, jakiś gasnący starzec chowający ogromną personalną urazę – dotyczącą głównie kwestii „bezbożnictwa” – do „komuchów” (jak Wildstein?) i widzący ich knujących wszędzie dookoła.

    A Sierkovitz widać nie odrobił lekcji, jaką za sobą ma i część dziennikarzy GW, i część komentatorów z tego bloga (w tym i jego gospodarz), o kompletnym braku sensu w dyskusji ze świrami.

    Ależ odrobił. Od dawna śledzę jego zmaganie a to z Einem, a to z „Idź pod prąd” i zawsze to wygląda podobnie – on do nich troskliwie, grzecznie, wyrozumiale i dydaktycznie, a oni mu plują w gębę obłędem.

    Ja też lubiłem szaleńcom oferować merytorykę, bo po prostu interesowało mnie jak zareagują (i dzięki temu dużo się na temat ich sposobu rozumowania nauczyłem). No i wcale nie ukrywałem przed nimi obrzydzenia, jakie we mnie wzbudzają.

    Ale cóż, każdy uczy się na błędach, każdy ma inną miarę tolerancji, no i wreszcie świry też się zmieniają na gorsze. Nicpoń pnie się po nazi-piramidce, kasmir otrzeźwiła smoleńska mgła,

    No to kashmir chyba zmienił się na lepsze, nie? Może nie tyle zmienił, co odciął pępowiny od co bardziej zdegenerowanych symbiontów.

    parz tutaj kolega dr NO też w pewnym momencie przeszedł na jaśniejszą stronę mocy.

    A, to nie wiem. Nie znam kolegi.

    To chyba jak z tym kolibryzmem- niemal każdy to przechodził (przynajmniej w wersji obyczajowej), ale nie każdy potrafi z tym zerwać.

    W wersji obyczajowej ja to przechodziłem do 12 roku życia (ale to z racji wychowania w Pierdziszewie, gdzie alternatywy nie istniały, a nie z wyboru). W wersji gospodarczej – choć nigdy nie miałem tu stanowczych i konkretnych przekonań, bo się na ekonomii nie znam; no i do skrajności korwinistycznej/libertariańskiej nigdy nawet się nie zbliżyłem – to nawet do dość niedawna. Do czasu, aż, z jednej strony, w rozmowach z internetowymi korwinistami/liberałami odkryłem leżącą pod tym ideologię i mentalność, krańcowo odmienne od moich; a z drugiej strony – aż uzmysłowiłem sobie, że możliwa jest inna lewica niż antymodernizacyjny populizm lub uliczne rozrabiactwo.

  25. 19/06/2011 o 9:03 am

    galopujący major :

    A co do tych hybryd i autorytetów to super: Gienek Loska, papa i von Mises, heh.

    Może być gorzej:

    Quasi :
    W obecnej Polsce najważniejszy jest chyba inny podział: chłopstwo (mieszkańcy wsi i Pierdziszewów) głosujące gł. na PiS vs. mieszczaństwo (mieszkańcy wielkich miast) głosujące gł. na PO.

    Jeden podział nie wyklucza drugiego – bo one się nakładają i zazębiają.

    Jeśli chodzi o Nicponia i Wołodźkę, to warto przypomnieć o „teorii podkowy”:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Horseshoe_theory

  26. Quasi
    19/06/2011 o 11:54 am

    @ DoktorNo

    Może być gorzej:

    Cymes.

    Poznaję: USA, Polska, Reagan, Pinochet, JP2. Nie poznaję tylko tej zbolałej niewieściej buzi w tle: Matka Boska? Faustyna Kowalska? Matka Polka? Margaret Thatcher/Ayn Rand/Matka Teresa, gdy jeszcze była młoda i piękna? Jena Jameson?

    Jeden podział nie wyklucza drugiego – bo one się nakładają i zazębiają.

    Ale być może nie tak bardzo, jak się może wydawać. Np. bogaci rolnicy/przedsiębiorcy ze wsi/Pierdziszewów mogą nadal głosować na PiS, choć są winnerami, a loserskie biedne masy robotnicze i więźniowie z wielkich miast – na PO. Trzeba by gdzieś sprawdzić jaki wpływ na preferencje wyborcze ma sukces życiowy/zasobność portfela, a jaki pochodzenie/miejsce zamieszkania.

    Jeśli chodzi o Nicponia i Wołodźkę, to warto przypomnieć o „teorii podkowy”:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Horseshoe_theory

    Znamy. Ale to prawie na pewno nie ma znaczenia dla zbliżenia Wołódźko-Nicpoń, choćby dlatego, że ten Wołódźko jest lewicowy zapewne tylko przy bardzo specyficznej definicji „lewicy”.

    Może już bardziej odpowiada za pewne mentalne podobieństwa dwóch nadętych narcystycznych mizantropów, którzy dorobili się na niezbyt szlachetnej działalności pasożytniczej (jeden na piramidzie finansowej i machlojach, drugi – na pisaniu głupot o głupich filmach do głupiej gazetki): Nicponia i Orlińskiego?

  27. emluby
    19/06/2011 o 12:32 pm

    no dobra z jednej strony te niezle ekscentryczne połączenia wskazuja ze ludzie ci mysla nie pakietowo i nie szablonowo. trzeba miec niezle opanowana technike nowo-myslenia by jako katolik nie doznajac uczucia dysonansu polaczyc pinoczeta i jp2.
    „dwóch nadętych narcystycznych mizantropów,” – he he he he dobrre i prawdziwe

  28. Opos
    19/06/2011 o 12:49 pm

    emluby :
    trzeba miec niezle opanowana technike nowo-myslenia by jako katolik nie doznajac uczucia dysonansu polaczyc pinoczeta i jp2.

    Eee tam: http://3.bp.blogspot.com/_qZ7oSwb2KLs/S5YtPtnAuMI/AAAAAAAACKo/E5qyoy_jsvw/s400/Pope_John_Paul_II_with_Pinochet.jpg

  29. Quasi
    19/06/2011 o 12:59 pm

    armatus :
    Heh, a tu jest super:
    http://rebelya.pl/discussion/26409/2/rebelya-w-hiszpanii/
    Gość, który tłumaczy im, że postulaty demonstrantów w Hiszpanii są skrajnie lewicowe i socjalistyczne, został zwyzywany od „lewackich, sowieckich śmieci” :D

    Niezupełnie. To tłumaczy jakiś młody przedsiębiorca-korwinista, który rzekomo teraz tam jest na urlopie, wszystko widzi na własne oczy i zwraca treść pokarmową na widok tych „nierobów” (co domagają się zasiłków i zapewnienia im pracy, zamiast zmniejszenia płacy minimalnej i kosztów pracy), a zwyzywany od „lewackich sowieckich śmieci” został inny korwinista, który życzył owym nierobom śmierci i to bezpotomnej. Bo – jak tłumaczy korwinistom inny wyzywający – za problemy tych młodych ludzi odpowiada nie tyle socjalizm&etatyzm, lecz Żydostwo z amerykańskich korporacji [szczepan: „Normalny człowiek gdy nie może znaleźć pracy po studiach to szuka dalej, dokształca sie, zmniejsza swoje wymagania płacowe. Jeśli wygląda tak jak oni, to ścina dredy, zdejmuje pacyfkę, wyjmuje kolczyk z nosa i ubiera się tak żęby jego tatuaż był mało widoczny.”, MarianX: „I obrzeza się tępym nożem, by zwiększyć szansę na posadę w amerykańskiej korporacji. Zakłamane schematy Januszka Korwina po raz kolejny rozminęły się z rzeczywistością. Hiszpanię niszczy korporacyjny oligopol zblatowany z lewackim rządem, a nie jego ofiary demonstrujące w rozpaczy na ulicach. Naród, który biadoli nad rzekomymi krzywdami swoich oprawców skazany jest na niewolnictwo – T. Apsimaros.”]*.

    * – O, i tu mamy „teorię podkowy”: prawactwo wspiera lewactwo w walce z kapitalizmem (i w wyzywaniu korwinistów), gdyż wśród kapitalistów dostrzega spiskujących Żydów-oprawców.

  30. Quasi
    19/06/2011 o 1:43 pm

    @ emluby

    no dobra z jednej strony te niezle ekscentryczne połączenia wskazuja ze ludzie ci mysla nie pakietowo i nie szablonowo. trzeba miec niezle opanowana technike nowo-myslenia by jako katolik nie doznajac uczucia dysonansu polaczyc pinoczeta i jp2.

    Co jak co, ale unikanie dysonansu poznawczego to ci ludzie opanowali do mistrzostwa. Wszak:

    – Nazywają się „Cywilizacją Życia” (w przeciwieństwie do „Cywilizacji Śmierci”), choć rozkoszują się karą śmierci, wojnami, prawem do posiadania broni i swobodą w korzystaniu z niej do obrony „świętego prawa własności”, mięsożerstwem i zemstą.

    – Czczą ewangelicznego Jezusa prawie tak mocno jak potępiany przez tegoż Jezusa kapitalizm, mamonę, zbójeckie gromadzenie skarbów, konserwatyzm, tradycjonalizm, prymitywizm moralny, patriotyzm, rodzinocentryzm, brutalność, chowanie urazy, zemstę i bigoteryjne osądzanie innych przy jednoczesnym stawianiu niskich wymagań moralnych sobie.

    – Wierzą w bóstwo, które definiują w sposób wewnętrznie sprzeczny, np. jako omnipotentne czy jednocześnie wszechwiedzące i posiadające wolną wolę. Widzą w tym bóstwie Czyste Dobro, choć znają tegoż bóstwa uczynki i uznają je za stworzyciela wszystkiego, w tym także całego Zła, ze Złem Ultymatywnym, jakim jest Piekło, włącznie.

    – Brzydzą się „zamykania na dar płodności” za pomocą antykoncepcji, chyba że tę antykoncepcję nazwą eufemizmem „naturalne metody planowania rodziny”. Brzydzą się eutanazją/ortotanazją, chyba że nazwą ją „zaprzestaniem uporczywej terapii”. Brzydzą się wspomaganego sztucznie zapłodnienia, chyba że owo wspomagane sztucznie zapłodnienie zajdzie w jajowodzie (nie w szkle), spust zajdzie w pochwie (nie w samogwałcącej dłoni), a zbierająca spuściznę prezerwatywa zostanie uprzednio rozgrzeszona niewielką perforacją (coby przestała spełniać definicję środka antykoncepcyjnego). Brzydzą się mordowaniem dzieci nienarodzonych nawet w celu ratowania życia ciężarnej kobiety, chyba że zamordowanie dziecka nienarodzonego nie jest celem samym w sobie, lecz jedynie znanym i nieuchronnym efektem ubocznym procedury ratowania życia tej kobiety.

    Bo tak naprawdę to nie chodzi tu o spójność i pakietowość treści ideologicznej, lecz o spójność i pakietowość emocji leżących u podstaw ideologii. (Kato)prawactwo, choć ideologicznie wewnętrznie sprzeczne i eklektyczne, pod względem emocjonalnym wydaje się dość spójne i jednorodne.

    Zacytuję fragmenty komentarzy pandady w kontekście (kato)prawackiego prolajfizmu:

    „[…] Nie ma czegoś takiego jak „szacunek do życia” vs „brak szacunku do życia”. Ja np. szanuję życie kobiet i uważam, że nie mam prawa przymuszać ich do przechodzenia ciąży, rodzenia i wychowywania niechcianego dziecka.
    Niestety na wyścigi robiący z siebie świętych obrońców napoczętego, są potem często gnojami wyzywającymi dzieci od bękartów itd.
    Geneza sprzeciwu Kościoła wobec przerywania ciąży jest bowiem taka – aborcja była metodą ukrycia grzechu cudzołóstwa.
    I teraz wszystko jasne. Cieszyć zmysły egzekucjami i wyzywać samotne matki od kurew. Tak, światopogląd katolski jest spójny, tylko prawactwu wstyd się do tego przyznać i plotą androny o pro-life mieszając je z opisami tego jak to kogoś zamordują.
    Druga sprawa – skoro płód = dziecko to dziecko = płód. Niczym się nie różnią. Dziecko nie ma głosu, nie ma woli, nie obchodzi was czy chce do chrztu albo do komunii, nie ma prawa skarżyć się na rodziców, może być bite, a jego edukacja zależna wyłącznie od widzimisię rodzica.
    Zgadza się?
    […]
    zapomniałeś przynajmniej o Siłach Zbrojnych, co im armaty święcą prolajferzy.
    […]
    ty dalej o tych dyrdymałach z watykańskich laboratoriów, a ja o żywej realnej moralności ludu katolickiego, miast a zwłaszcza wsi, internetu też.
    Żmijowate to często, wredne, bluzgające, gardzące Człowiekiem Narodzonym i prolajferskie w deklaracjach jednocześnie. Żąda kary śmierci, dostępu do broni, możliwości bezkarnego zabicia człowieka na swej posesji, uwielbia wojny z cywilizacyjnymi odmieńcami.
    Drugie – ludowy kościół powszechny ze swoimi przewodnikami na czele. Otóż ci przewodnicy mają skłonność do robienia problemów niezaobrączkowanym matkom chcącym bękartom załatwić rytuały. A jak bękart nieochrzczony, to wioska jeszcze niżej będzie się pochylać nad grzechem jego i matki.
    Do tego prawactwo cięte na podatki i utrzymywanie z nich tzw. nieudaczników.
    Prawactwo z Kościołem chcą również dla kobiety zaklepać Tradycyjną Rolę zależnego od Pana Domu robotnika domowego. Sprzeciwia się zatem feminizmowi i równouprawnieniu.
    Czyli – niektóre środowiska katolicko-konserwatywne robią wszystko, żeby część kobiet miała trudno i żeby się z tego nie wywinęły za sprawą aborcji.
    To się trzyma kupy.”

    „[…] Spór prolajferzy potrafią rozgrywać [tylko] na poziomie pojęć: posiadający kompletny genotyp zlepek komórek = człowiek. Człowiek ciężarny = człowiek płód. Przerwania życia człowieka płodu = zabójstwo. Itd. Zupełnie nieprzystawalne na poziomie egzystencji byty zostają zrównane przez operacje na pojęciach.
    […]
    Troszcząc się o milionów zarodków, nie troszczy[cie] się o ani jedną osobę. [Ta] troska dotyczy bytów wirtualnych, które nie mają przełożenia na jakiekolwiek jednostkowe cierpienie. Troszcząc się o osoby nieistniejące tak jakbyś[cie] troszczy[li] się wyłącznie o siebie. Na szali zaś jest położona wolność i godność osoby – powiedzmy, że kobiety, […]. I w tym [konflikcie] osoba-nieosoba, staje[cie] po stronie drugiej, jakiegoś własnego wyobrażenia jej.
    […]
    [A]ntyaborcjonizm, jako pogląd, który za wszelką cenę chce nie dopuścić do przerywania ciąż, posiada cechy socjopatyczne ale i paranoiczne itd. Widzę to tak, że antyaborcjonizm jest wygodna receptą na amoralność. Dzięki praktykowaniu go ludzie mogą swą nienawiść do ludzi, do kobiet, do seksu itd. przekuć w moralna wyższość, zasłoniwszy rzeczywistą, powiedzmy, podłość, mizantropię, socjopatię itp. Bez zaangażowania w spotkanie z człowiekiem, bez uczestniczenie w jego losie, bez potrzeby wykrzesania z siebie empatii. To niesamowicie wygodna i tania proteza. Także intelektualnie niezobowiązująca. Ot, wystarczy nawrzeszczeć jak [Wy] i już się jest po stronie Cywilizacji, Dobra i czego tam [chcecie].”

  31. armatus
    19/06/2011 o 2:26 pm

    Świetne:

    http://niezalezna.pl/12199-smolensk-przed-trybunalem-w-strasburgu

    Przeczytajcie do końca o co tak naprawdę chodzi w skardze, a potem jeszcze komentarze :)

  32. jaja
    19/06/2011 o 3:26 pm

    Z cyklu „Quasi i jego kompleksy”:

    „dorobili się na niezbyt szlachetnej działalności pasożytniczej ((…) na pisaniu głupot o głupich filmach do głupiej gazetki): (…) Orlińskiego?”

  33. Quasi
    19/06/2011 o 4:10 pm

    jaja :
    Z cyklu „Quasi i jego kompleksy”:
    „dorobili się na niezbyt szlachetnej działalności pasożytniczej ((…) na pisaniu głupot o głupich filmach do głupiej gazetki): (…) Orlińskiego?”

    Dlaczego kompleksy i dlaczego moje? Przecież to spostrzeżenie – którego trafność chyba kontrowersyjna nie jest – nawet nie jest mojego autorstwa.

  34. 20/06/2011 o 9:12 am

    OK, przywołano tutaj moją szlachetną osobę, więc muszę walnąć kilka sprostowań.

    1. Gieno Loska nie jest moim „osobistym przyjacielem”, bez przesady – przed laty w Krakowie organizowałem im parę koncertów, nieraz wypiło się jakiś browar przy jakimś barze, nawet raz nocowałem Gienka u siebie, bo on taki trochę tułacz był. Ale Gienek słabo wtedy kontaktował rzeczywistość, wątpię, aby mnie dziś poznał, nawet gdybym mu to wszystko poprzypominał.

    2. Co do Nicponia, o czym zresztą parę razy pisałem, nie „otrzeźwiła mnie smoleńska mgła”, bo ‚poprztykaliśmy’ się znacząco wcześniej, kiedy Nicpoń zaczął odpływać w piso-narodową ewangelizację, atakując zarazem ‚korwinistów’, że nie chcą się bratać z moherami od Rydzyka. ‚Smoleńska mgła’ raczej ostro zmobilizowała i zradykalizowała samego Nicponia, zresztą on, odkąd zauważył, że wobec zmiany jego frontu staję w opozycji, a nie podążam za nim jak wielu innych jego ex-korwinowych przydupasów, zwyczajnie zaczął mnie atakować, głównie chamsko, personalnie, kreśląc jakiś mój kłamliwy, pokraczny obraz jako wzór niewiadomoczego i w celu niewiadomojakim (imho moja odporność na jego magnetyzujący urok osobisty chyba nadszarpnęła mu napompowane ponad miarę ego).

    Za większą swoją ‚porażkę’ oceny ludzi via blogowanie akurat uważam kogo innego – wyrusa, który co prawda właśnie po Smoleńsku naprawdę radykalnie skręcił w inny styl i tematykę (a przede wszystkim w robienie z siebie kompletnego idioty – jako przykład wygrzebałem coś takiego na jego blogu: najpierw wyrus cytuje newsa: „Sędzia (…) zwrócił się do prezesa PiS z pytaniami mającymi ustalić, czy będzie on w stanie odpowiadać w procesie ze względu na stan zdrowia psychicznego”, a zaraz potem sam pisze: „Łapiecie? Sąd chce wiedzieć, jakie leki JarKacz zażywał po 10 kwietnia 2010, chociaż o Kaczmarku powiedział, co powiedział, ze dwa lata wcześniej.” Przeczytałem komentarze i widzę, że nikt mu tak rażącego babola nie wytknął, a więc raczej chłop się nie poprawi, skoro nie ma od swoich przydupasów nawet tak elementarnego wsparcia), ale faktem jest, że jego żenujący sposób dyskutowania (tutaj wielki szacun dla Quasiego, za znakomitą parodię, którą kiedyś tu zapodał w jednym komentarzu) można było wyczaić już wcześniej, podobnie zresztą jak ten cały jego pic-anarchizm wolnorykowizm, przegrywający gładko z religijno-narodowym fanatyzmem.

    Ja wyrusa wcześniej miałem za błyskotliwego, oryginalnego gościa o zdrowych poglądach. No i przede wszystkim jakimś kręgosłupie, a nie tej na mdłości zbierającej gotowości lizania Nicponiowego rowa przy każdej okazji. Tutaj uznaję swój błąd i czuję autentyczny wstyd.

    3. Quasi, sorry, ale Twoje idiotyczne ‚zdziwienie’ niematerialistycznym Gienkiem, który lubi Korwina, jest co najmniej tak samo żenujące, jak oskarżanie sympatyka progresji podatkowej o żądzę mordu na 100 milionach ludzi. Twój zwulgaryzowany ‚korwinizm’ (rozumiany jako generalnie filozofia zbieżna z pionierami Austrackiej Szkoły Ekonomii) motywowany ‚materializmem’ to pomysł, który może się zrodzić tylko w łepetynie genetycznie chorego na lewactwo. Ja bym raczej łatwiej wykazał prawdziwość tezy, że to lewicowcy, bez przerwy wyliczający, co się komu należy, kto ma za dużo, komu zabrać itd. to goście z materialistyczną obsesją.
    ‚Korwnizm’ jako nurt wyznawany przez szeroko rozumianych hedonistów, mających w dupie ‚dobra doczesne’, jest właśnie raczej typowym zjawiskiem, co zresztą jest dość zrozumiałe – hedonista nie lubi, jak mu ktoś uprzykrza życie i dlatego wybiera taką filozofię, która najpełniej wyraża postulat: „odpierdolcie się wszyscy ode mnie”.

    4. Quasi, wybacz porzucenie poprzedniego mini-flejma, ale przez parę dni nie miałem czasu, a potem uznałem, że nie ma co odgrzebywać staroci, tym bardziej, że temat trudny, zmuszający do głębszych przemyśleń, który próbuję ująć zgrabniej w postaci jakiejś notki na moim nowym blogu. Jakby co, to zapraszam wkrótce.

  35. 20/06/2011 o 12:06 pm

    Quasi, nie porownujmy recenzji Orlinskiego (głupich nieglupich) do piramidy Nicponia, gdzie Orlinskiego pasozytem?

  36. 20/06/2011 o 12:08 pm

    To chyba tylko bogaty hedonista, który nie zna pojęcia Schadenfreude

  37. Opos
    20/06/2011 o 3:48 pm

    http://niezalezna.pl/12240-ruszyla-free-poland-info
    http://freepl.info/

    Samples:

    „Radio ZET to apologize Robert Draba ”

    „There is a drought in Poland, though we had some storms to console; the thunder and lightning are heavily whipping the Polish soil, from which fact I conclude that the powers of nature are not happy with what is down here.”

    Thank you but no, thank you.

  38. 20/06/2011 o 4:03 pm

    Oh yeah, a u barta na blogu flejm o tym jak wolny rynek nie może sprostać rztelnym info. A tu proszę jest odpowiedz

  39. Quasi
    20/06/2011 o 4:05 pm

    galopujący major :
    Quasi, nie porownujmy recenzji Orlinskiego (głupich nieglupich) do piramidy Nicponia, gdzie Orlinskiego pasozytem?

    Pasożyt w tym sensie, że jak każdy kapitalistyczny straganiarz wciskający ludziom gówno w cenie złota. Nicpoń przecież też bronił moralnie swojej piramidy twierdząc, że on ludzi nie oszukiwał, tylko coś im sprzedawał – sprzedawał im przyjemny dreszcz emocji w postaci (złudnej) nadziei na łatwy zarobek. Tacy jak Orliński, Nicpoń, Kuba Wojewódzki, Warzecha czy inna Doda są jak wszy łonowe, jak owsiki – wywołując swędzenie prowokują ludzi do wycieńczającego drapania się, które przy okazji może dostarczać przyjemnych doznań autoerotycznych [praca Orlińskiego sprowadza się do nakłaniania ludzi do wydawania pieniędzy na chujowe piosenki i głupie filmy oraz na szajs reklamowany w sąsiedztwie jego recenzji (oraz na sam periodyk, w którym ta recenzja się ukazuje), aczkolwiek samej procedurze nakłaniania mogą towarzyszyć przyjemne doznania]. Pytanie tylko, czy takie doznania faktycznie są ludziom potrzebna , a jeśli nawet są potrzebne, to czy faktycznie warte są aż tyle, ile wszy i owsiki za ich dostarczanie inkasują? Kuba Wojewódzki zapewne jest niezłym kabotynem i potrafi sprawnie pajacować, ale czy naprawdę brakuje na świecie kabotynów, którzy co najmniej równie dobrze pajacują za friko (a przynajmniej taniej)? Czy recenzji porównywalnie przydatnych/przyjemnych jak te Orlińskiego nie piszą pasjonaci-amatorzy i nie upubliczniają ich w necie za friko (a przynajmniej taniej)?

    Oczywiście między gównami wciskanymi przez Orlińskiego i Nicponia istnieje przepaść ilościowa, ale taka przepaść istnieje też między tym, ile się dorobili. Są też inne różnice między nimi, o których pisałem już wcześniej.

    To chyba tylko bogaty hedonista, który nie zna pojęcia Schadenfreude

    Dlaczego ma nie znać?

  40. 20/06/2011 o 6:52 pm

    Quasi :

    Czy recenzji porównywalnie przydatnych/przyjemnych jak te Orlińskiego nie piszą pasjonaci-amatorzy i nie upubliczniają ich w necie za friko (a przynajmniej taniej)?

    Np. ja tak robie: http://doktorno.vot.pl/category/tagi/anime :P

  41. jaja
    20/06/2011 o 7:17 pm

    Quasi :

    jaja :
    Z cyklu „Quasi i jego kompleksy”:
    „dorobili się na niezbyt szlachetnej działalności pasożytniczej ((…) na pisaniu głupot o głupich filmach do głupiej gazetki): (…) Orlińskiego?”

    Dlaczego kompleksy i dlaczego moje? Przecież to spostrzeżenie – którego trafność chyba kontrowersyjna nie jest – nawet nie jest mojego autorstwa.

    Twoje ponieważ Ty napisałeś (i jako swoje). A kompleksy bo IMO nie jesteś taki głupi.
    I nie, nie będę uzasadniał dlaczego głupawe jest 1) zestawianie Nicponia i Orlińskiego (w kontekście pasożytnictwa) i 2) nazywanie Wyborczej „głupią gazetką”. Bo tu nie psychiatryk.

    PS
    Przykłady dwóch innych świrniętych na punkcie WO (zwł. hlb) tylko potwierdzają to, co napisałem. I nie jest to tylko moja opinia, obaj (zwł. hlb na BdB) byli hamowani na punkcie swojej… słabości.

  42. jaja
    20/06/2011 o 7:26 pm

    @Quasi, he, he
    „Pytanie tylko, czy takie doznania faktycznie są ludziom potrzebna , a jeśli nawet są potrzebne, to czy faktycznie warte są aż tyle, ile wszy i owsiki za ich dostarczanie inkasują?”

    Japierdziu, nie mogę uwierzyć, że wpisujesz w wyszukiwarkę „samochody kuby wojewódzkiego”.

  43. 20/06/2011 o 8:02 pm

    @quasi naprawdę płacisz za jego recenzje? I myślisz ze ktoś płaci specjalnie dla jego recenzji, a nie dostaje ich w pakiecie niejako przy okazji? Btw ja lubię jego pisanie, za dostęp do blogaska bym nawet zapłacił i nie dlatego ze mi coś wciska, ale dlatego ze czytanie niektórych notek sprawia mi przyjemność (no może poza prawniczymi kretynizmami o dowodzie osobistym jako zabezpieczeniu kredytu)

    @jaja – a nie masz wrażenia, ze tak jak quasi ma lekkiego jobca na punkcie atakowania wo, tak ty masz na punkcie jego obrony?

  44. cyncynat
    20/06/2011 o 8:12 pm

    jaja :

    Quasi :

    jaja :
    Z cyklu „Quasi i jego kompleksy”:
    „dorobili się na niezbyt szlachetnej działalności pasożytniczej ((…) na pisaniu głupot o głupich filmach do głupiej gazetki): (…) Orlińskiego?”

    Dlaczego kompleksy i dlaczego moje? Przecież to spostrzeżenie – którego trafność chyba kontrowersyjna nie jest – nawet nie jest mojego autorstwa.

    2) nazywanie Wyborczej „głupią gazetką”. Bo tu nie psychiatryk.

    No jak nie chcesz uzasadniac, to moze pomilcz? To ze GW to glupia gazetka to dosc rozpowszechnione tu zdanie i nikogo tu nie zawstydzisz swoim „tu nie psyshiatryk”.

    PS
    Przykłady dwóch innych świrniętych na punkcie WO (zwł. hlb) tylko potwierdzają to, co napisałem. I nie jest to tylko moja opinia, obaj (zwł. hlb na BdB) byli hamowani na punkcie swojej… słabości.

    Ale tu nie jest BdB, i ja nie pamietam zadnego „hamowania”.

  45. cyncynat
    20/06/2011 o 8:20 pm

    galopujący major :
    @quasi naprawdę płacisz za jego recenzje? I myślisz ze ktoś płaci specjalnie dla jego recenzji, a nie dostaje ich w pakiecie niejako przy okazji? Btw ja lubię jego pisanie, za dostęp do blogaska bym nawet zapłacił i nie dlatego ze mi coś wciska, ale dlatego ze czytanie niektórych notek sprawia mi przyjemność

    mi tez, choc raczej czytanie komentow, a nie notek – tam sie dopiero rozkreca. Ale placic? Ty chyba kasy masz za duzo.
    A w kwestii kasy: ja w sumie z zainteresowanie przygladam upadkowi prasy i w sumie nie mialbym nic przeciwko zobaczeniu czy WO nie zmieni refren, gdy nie bedzie mial czym zaplacic za nowego gadzeta Apple’a. A ciezkie czasy sie zblizaja. W komentach u WO znalazlem linka do amerykanskiego Gniewomira: http://thefastertimes.com/news/2011/06/16/aol-hell-an-aol-content-slave-speaks-out/
    I to wlasnie chyba czeka pracownikow nieglupiej gazetki w niedalekiej przyszlosci.

  46. jaja
    20/06/2011 o 8:44 pm

    „cyncynat
    No jak nie chcesz uzasadniac, to moze pomilcz? To ze GW to glupia gazetka to dosc rozpowszechnione tu zdanie i nikogo tu nie zawstydzisz swoim „tu nie psyshiatryk”.”

    Niech ci będzie, zrobię jeden wyjątek: pisanie o Wyborczej (najrozsądniejszej gazecie w swojej klasie) „głupia gazetka” jest o tyle głupawe, że całe sformułowanie traci sens (skoro najrozsądniejsza jest głupia, to i wszystkie inne, więc nie ma sensu dodawać tego pierwszego).
    Można oczywiście – i ty zapewne tak próbujesz – wyrażać tym „wszystkie gazetki są głupie”, ale Quasi nie jest (tak jak ty) porypany, więc (w odniesieniu do niego) się zdziwiłem i dałem temu wyraz.

  47. cyncynat
    20/06/2011 o 9:19 pm

    jaja :
    „cyncynat
    No jak nie chcesz uzasadniac, to moze pomilcz? To ze GW to glupia gazetka to dosc rozpowszechnione tu zdanie i nikogo tu nie zawstydzisz swoim „tu nie psyshiatryk”.”
    Niech ci będzie, zrobię jeden wyjątek: pisanie o Wyborczej (najrozsądniejszej gazecie w swojej klasie) „głupia gazetka” jest o tyle głupawe, że całe sformułowanie traci sens (skoro najrozsądniejsza jest głupia, to i wszystkie inne, więc nie ma sensu dodawać tego pierwszego).
    Można oczywiście – i ty zapewne tak próbujesz – wyrażać tym „wszystkie gazetki są głupie”, ale Quasi nie jest (tak jak ty) porypany, więc (w odniesieniu do niego) się zdziwiłem i dałem temu wyraz.

    OMG, mamy tutaj fanboya polskiej prasy? Biedactwo, musisz cierpiec na tym blogu. To, ze GW jest „najrozsądniejsza” w klasie glupich polskich gazatek, wcale nie zmienia faktu, ze to glupia gazetka. Widzisz, ja nie wszyskie gazetki mam za glupie, ale GW jest glupia i im blizej do lolocaustu (ze z usmiechem zapozycze to slowo) prasy w PL, tym glupsza sie staje.

  48. Quasi
    21/06/2011 o 12:29 am

    @ major

    @quasi naprawdę płacisz za jego recenzje?

    Bezpośrednio nie, bo (bezpośrednio) nie kupuję prasy. Ale pośrednio płacę, jak każdy. Reklam też staram się nie oglądać, a jednak za ich tworzenie i emitowanie też płacę.

    I myślisz ze ktoś płaci specjalnie dla jego recenzji, a nie dostaje ich w pakiecie niejako przy okazji?

    Gdyby nie zatrudniano – lub gdyby chociaż niżej opłacano – takich Orlińskich (Wojewódzkich, Warzechów etc.), to prasa byłaby tańsza, podobnie jak tańszy byłby cały ten szit, do którego reklam tacy Orlińscy mają przyciągać (w cenę produktu wliczona jest cena reklamy, a w cenę reklamy wliczone są pensje przywabiaczy). Szczęśliwie „przyjemność” z czytania recenzji jednego Orlińskiego kosztuje mniej niż „przyjemność” z iluzji łatwego zarobku w piramidzie Nicponia, ale jak weźmiesz pod uwagę ilu w sumie reklamiarzy i reklamiarskich naganiaczy (jak Orliński) społeczeństwo musi utrzymać na poziomie co najmniej tej MMC, to czy na pewno jest to mniej? BTW: Zauważ jak korwiniści i inni sekciarze wolnego rynku lamentują nad fiskalnymi kosztami utrzymania biurwokratów, ale jeszcze nie widziałem by którykolwiek choć łezkę uronił nad kosztami utrzymania reklamiarzy, handlowców itp.

    I nie to, że ja tu jakoś najeżdżam na radzącego sobie na rynku Orlińskiego. Ja jedynie pozwalam sobie na meta-refleksję o immanentnie pasożytniczym, a przy tym mało szlachetnym, charakterze zawodu medialnych wodzirejów oraz o ogólnym pasożytniczym i mało szlachetnym charakterze kapitalizmu i jego oferty. Gdyby Orliński albo Wojewódzki dostawał tę kasę za leczenie reumatyzmu, projektowanie mostów, badania nad nanorurkami czy pisanie poezji, to przynajmniej byłoby szlachetnie, ale on ją dostaje tylko za przyciąganie do reklam recenzjami głupich filmów (zainteresowanie którymi wywołują, jak owsiczy świąd w dupie, reklamiarze) albo ubikacyjnym pajacowaniem. No i to nie tyle „wina” pasożytów, co „wina” systemu pasożytnictwo promującego.

    Tak jak zabawnie pisze pandada:

    bez konsumpcjonizmu i wiecznego nienażarcia kapitalizm by padł
    spójrz na ogłoszenia „praca” – handlowców, akwizytorów, menedżerów – tzn. towar jest, a problem to wyciągnać od kogoś szmal – wmówić mu, ze bez tego towaru nie może być szczęśliwy. I ci wmawiający to elita kapitalizmu – bez nich by się nie kręciło. Jak zarobić na społeczeństwie ascetów?

    „ale dlaczego konsumpcja ba być czymś złym, konsumpcja to wszelkie wydatki nakierowane na to by ludzie mieli po prostu w życiu lepiej, taką samą konsumpcją jest jedzenie ciasta zamiast bułki, jak i oglądanie porno, to sprawa tego człowieka że chce wydać pieniądze na prostytutkę, z tym mu lepiej i dzięki temu będzie szczęśliwy, a w efekcie tego właśnie jemu będzie się lepiej żyło, a do tego przecież dążymy, do tego by ludziom żyło się lepiej, a każdy ma przecież inne potrzeby”

    A gdzie te inne potrzeby, bo tu widzę tylko materialne, zwierzęce przyjemności egoistów?
    Konsumpcja nie jest równoznaczna z lepiej. Reklamiarze często tworzą najpierw sztuczne gorzej, żeby konsument gonił za jakimś gównem, które ma zrobić lepiej. Nie masz markowych ciuchów – masz gorzej. Kapitalizm na tym niezadowoleniu, nienasyceniu, frustracji bazuje. Wpycha szmelc, kłamiąc, że to da szczęście. Gigadżule energii ludzkiej marnowane na pogoń za własnym ogonem.

    „odprawa jest częścią umowy i zabezpieczeniem dla dyrektora, bo odejmuje ryzyko, a do pozycji dyrektora doszedł ciężką pracą i dobrymi decyzjami, a gdy mu się nie uda to nie znajdzie następnej pracy, więc musi mieć jakieś zabezpieczenie”

    Sprzątaczka nie musi mieć zabezpieczenia, a dyrektor z napęczniałym kontem musi? To wina jakiegoś kalectwa czy braku talentu do chwycenia za miotłę?
    Czy dyrektor ciężko pracuje? Nie mam pojęcia, skąd to założenie? Mój dyrektor to idiota i leń, chociaż na swój sposób sympatyczny. Uzyskuje zyski kosztem pracowników. Tyle to sprzątaczka też potrafi – ciąć koszty kosztem cudzym.

    […]

    „jeśli ktoś z góry zakłada że każdy bogaty to kurwa i złodziej to mu współczuję, sorry ale jest to przejaw kompleksów, najlepiej wmówić sobie że jestem biedny nie dlatego że może za mało pracuję, czy brakuje mi inteligencji, ale właśnie dlatego że oni ukradli a teraz mnie jako biednego wyzyskują”

    Kapitalizm nie rozróżnia: kurwa, złodziej, bankowiec, gracz giełdowy czy lekarz – byle potrafił kumulować kapitał. Czy dzięki uczciwej ciężkiej pracy, talentowi czy amoralności – walutę gromadzie tę samą.
    Kapitalizm premiuje psychopatów, egoistów, cwaniaków, ustala klasy społeczne, zalewa jednych zbytkami, podczas, gdy miliard innych głoduje.

    Btw ja lubię jego pisanie, za dostęp do blogaska bym nawet zapłacił i nie dlatego ze mi coś wciska, ale dlatego ze czytanie niektórych notek sprawia mi przyjemność (…)

    Gdyby ci się owsik wił w dupie to też byś ją drapał nie dlatego, że Ci owsik coś „wciska”, lecz dlatego, że łagodzenie świądu sprawia ci przyjemne uczucie ulgi, a może i otwiera przed Tobą świat nowych doznań autoerotycznych.

    @ jaja

    Japierdziu, nie mogę uwierzyć, że wpisujesz w wyszukiwarkę „samochody kuby wojewódzkiego”.

    [Kiedyś artykuł o podobnym tytule widziałem na portalu gazeta.pl i myślałem, że mi się wygugluje, ale nie chciało mi się w tym szperać, więc rzuciłem surową stronę z wynikami wyszukiwania. W jednym z tych samochodów widziałem też Wojewódzkiego osobiście.]

    Rozumiem, że to dlatego, że nie nawilża Cię emo mojej starej #majtkidody.

    „głupia gazetka” jest o tyle głupawe, że całe sformułowanie traci sens (skoro najrozsądniejsza jest głupia, to i wszystkie inne, więc nie ma sensu dodawać tego pierwszego)

    Głupawe jest też sformułowanie „małe dziecko” (są duże dzieci?), „śmierdzące gówno” (są gówna pachnące?), „permiański perejazaur” (jakieś perejazaury żyły przed lub po permie?)?

    Można oczywiście – i ty zapewne tak próbujesz – wyrażać tym „wszystkie gazetki są głupie”, ale Quasi nie jest (tak jak ty) porypany, więc (w odniesieniu do niego) się zdziwiłem i dałem temu wyraz.

    Ja w ogóle taką działalność biznesową jak dziennikarstwo i publicystyka cenię nisko (a jak cenić coś, gdzie w najlepszym razie niespecjaliści piszą dla niespecjalistów na specjalistyczne tematy), a słyszałem, że polskie dziennikarstwo i publicystyka odznacza się szczególnie niską jakością.

  49. 21/06/2011 o 12:38 am

    kalarepka

  50. 21/06/2011 o 12:42 am

    Quasi :
    @ major

    @quasi naprawdę płacisz za jego recenzje?

    Bezpośrednio nie, bo (bezpośrednio) nie kupuję prasy. Ale pośrednio płacę, jak każdy. Reklam też staram się nie oglądać, a jednak za ich tworzenie i emitowanie też płacę.

    I myślisz ze ktoś płaci specjalnie dla jego recenzji, a nie dostaje ich w pakiecie niejako przy okazji?

    Gdyby nie zatrudniano – lub gdyby chociaż niżej opłacano – takich Orlińskich (Wojewódzkich, Warzechów etc.), to prasa byłaby tańsza, podobnie jak tańszy byłby cały ten szit, do którego reklam tacy Orlińscy mają przyciągać (w cenę produktu wliczona jest cena reklamy, a w cenę reklamy wliczone są pensje przywabiaczy). Szczęśliwie „przyjemność” z czytania recenzji jednego Orlińskiego kosztuje mniej niż „przyjemność” z iluzji łatwego zarobku w piramidzie Nicponia, ale jak weźmiesz pod uwagę ilu w sumie reklamiarzy i reklamiarskich naganiaczy (jak Orliński) społeczeństwo musi utrzymać na poziomie co najmniej tej MMC, to czy na pewno jest to mniej? BTW: Zauważ jak korwiniści i inni sekciarze wolnego rynku lamentują nad fiskalnymi kosztami utrzymania biurwokratów, ale jeszcze nie widziałem by którykolwiek choć łezkę uronił nad kosztami utrzymania reklamiarzy, handlowców itp.
    I nie to, że ja tu jakoś najeżdżam na radzącego sobie na rynku Orlińskiego. Ja jedynie pozwalam sobie na meta-refleksję o immanentnie pasożytniczym, a przy tym mało szlachetnym, charakterze zawodu medialnych wodzirejów oraz o ogólnym pasożytniczym i mało szlachetnym charakterze kapitalizmu i jego oferty. Gdyby Orliński albo Wojewódzki dostawał tę kasę za leczenie reumatyzmu, projektowanie mostów, badania nad nanorurkami czy pisanie poezji, to przynajmniej byłoby szlachetnie, ale on ją dostaje tylko za przyciąganie do reklam recenzjami głupich filmów (zainteresowanie którymi wywołują, jak owsiczy świąd w dupie, reklamiarze) albo ubikacyjnym pajacowaniem. No i to nie tyle „wina” pasożytów, co „wina” systemu pasożytnictwo promującego.
    Tak jak zabawnie pisze pandada:

    bez konsumpcjonizmu i wiecznego nienażarcia kapitalizm by padł
    spójrz na ogłoszenia „praca” – handlowców, akwizytorów, menedżerów – tzn. towar jest, a problem to wyciągnać od kogoś szmal – wmówić mu, ze bez tego towaru nie może być szczęśliwy. I ci wmawiający to elita kapitalizmu – bez nich by się nie kręciło. Jak zarobić na społeczeństwie ascetów?

    „ale dlaczego konsumpcja ba być czymś złym, konsumpcja to wszelkie wydatki nakierowane na to by ludzie mieli po prostu w życiu lepiej, taką samą konsumpcją jest jedzenie ciasta zamiast bułki, jak i oglądanie porno, to sprawa tego człowieka że chce wydać pieniądze na prostytutkę, z tym mu lepiej i dzięki temu będzie szczęśliwy, a w efekcie tego właśnie jemu będzie się lepiej żyło, a do tego przecież dążymy, do tego by ludziom żyło się lepiej, a każdy ma przecież inne potrzeby”
    A gdzie te inne potrzeby, bo tu widzę tylko materialne, zwierzęce przyjemności egoistów?
    Konsumpcja nie jest równoznaczna z lepiej. Reklamiarze często tworzą najpierw sztuczne gorzej, żeby konsument gonił za jakimś gównem, które ma zrobić lepiej. Nie masz markowych ciuchów – masz gorzej. Kapitalizm na tym niezadowoleniu, nienasyceniu, frustracji bazuje. Wpycha szmelc, kłamiąc, że to da szczęście. Gigadżule energii ludzkiej marnowane na pogoń za własnym ogonem.

    „odprawa jest częścią umowy i zabezpieczeniem dla dyrektora, bo odejmuje ryzyko, a do pozycji dyrektora doszedł ciężką pracą i dobrymi decyzjami, a gdy mu się nie uda to nie znajdzie następnej pracy, więc musi mieć jakieś zabezpieczenie”
    Sprzątaczka nie musi mieć zabezpieczenia, a dyrektor z napęczniałym kontem musi? To wina jakiegoś kalectwa czy braku talentu do chwycenia za miotłę?
    Czy dyrektor ciężko pracuje? Nie mam pojęcia, skąd to założenie? Mój dyrektor to idiota i leń, chociaż na swój sposób sympatyczny. Uzyskuje zyski kosztem pracowników. Tyle to sprzątaczka też potrafi – ciąć koszty kosztem cudzym.

    […]
    „jeśli ktoś z góry zakłada że każdy bogaty to kurwa i złodziej to mu współczuję, sorry ale jest to przejaw kompleksów, najlepiej wmówić sobie że jestem biedny nie dlatego że może za mało pracuję, czy brakuje mi inteligencji, ale właśnie dlatego że oni ukradli a teraz mnie jako biednego wyzyskują”
    Kapitalizm nie rozróżnia: kurwa, złodziej, bankowiec, gracz giełdowy czy lekarz – byle potrafił kumulować kapitał. Czy dzięki uczciwej ciężkiej pracy, talentowi czy amoralności – walutę gromadzie tę samą.
    Kapitalizm premiuje psychopatów, egoistów, cwaniaków, ustala klasy społeczne, zalewa jednych zbytkami, podczas, gdy miliard innych głoduje.

    Btw ja lubię jego pisanie, za dostęp do blogaska bym nawet zapłacił i nie dlatego ze mi coś wciska, ale dlatego ze czytanie niektórych notek sprawia mi przyjemność (…)

    Gdyby ci się owsik wił w dupie to też byś ją drapał nie dlatego, że Ci owsik coś „wciska”, lecz dlatego, że łagodzenie świądu sprawia ci przyjemne uczucie ulgi, a może i otwiera przed Tobą świat nowych doznań autoerotycznych.
    @ jaja

    Japierdziu, nie mogę uwierzyć, że wpisujesz w wyszukiwarkę „samochody kuby wojewódzkiego”.

    [Kiedyś artykuł o podobnym tytule widziałem na portalu gazeta.pl i myślałem, że mi się wygugluje, ale nie chciało mi się w tym szperać, więc rzuciłem surową stronę z wynikami wyszukiwania. W jednym z tych samochodów widziałem też Wojewódzkiego osobiście.]
    Rozumiem, że to dlatego, że nie nawilża Cię emo mojej starej #majtkidody.

    „głupia gazetka” jest o tyle głupawe, że całe sformułowanie traci sens (skoro najrozsądniejsza jest głupia, to i wszystkie inne, więc nie ma sensu dodawać tego pierwszego)

    Głupawe jest też sformułowanie „małe dziecko” (są duże dzieci?), „śmierdzące gówno” (są gówna pachnące?), „permiański perejazaur” (jakieś perejazaury żyły przed lub po permie?)?

    Można oczywiście – i ty zapewne tak próbujesz – wyrażać tym „wszystkie gazetki są głupie”, ale Quasi nie jest (tak jak ty) porypany, więc (w odniesieniu do niego) się zdziwiłem i dałem temu wyraz.

    Ja w ogóle taką działalność biznesową jak dziennikarstwo i publicystyka cenię nisko (a jak cenić coś, gdzie w najlepszym razie niespecjaliści piszą dla niespecjalistów na specjalistyczne tematy), a słyszałem, że polskie dziennikarstwo i publicystyka odznacza się szczególnie niską jakością.

    KALAREPKA

  51. cyncynat
    21/06/2011 o 12:49 am

    Nachashu, czy cie w szkole nie uczyli jak grzecznie spamowac jednolinijkowcem? Zapytaj u kolegi Wurmana.

  52. 21/06/2011 o 12:53 am

    cyncynat :
    Nachashu, czy cie w szkole nie uczyli jak grzecznie spamowac jednolinijkowcem? Zapytaj u kolegi Wurmana.

    Wiem, chciałem jednakowoż by adresat wiedział, że to do niego. Poza tym, skąd ta pisownia?

  53. Quasi
    21/06/2011 o 2:54 am

    @ kashmir

    3. Quasi, sorry, ale Twoje idiotyczne ‘zdziwienie’ niematerialistycznym Gienkiem, który lubi Korwina, jest co najmniej tak samo żenujące, jak oskarżanie sympatyka progresji podatkowej o żądzę mordu na 100 milionach ludzi. Twój zwulgaryzowany ‘korwinizm’ (rozumiany jako generalnie filozofia zbieżna z pionierami Austrackiej Szkoły Ekonomii) motywowany ‘materializmem’ to pomysł, który może się zrodzić tylko w łepetynie genetycznie chorego na lewactwo.

    Chyba sobie żartujesz.

    Rozumiem, że Gienek się żalił na wszechkomercjalizację i brak perspektyw dla ludzi chcących robić coś, na co nie ma wystarczającego zapotrzebowania na wolnym rynku, np. grać niszową muzykę, zgadza się?

    Szeroko pojęty korwinizm chce kapitalizmu czyli władzy pieniądza/zysku nad człowiekiem. Chce, żeby praktycznie wszytko było czyjąś prywatną własności i by praktycznie wszytko trzeba było kupić na wolnym rynku. No a żeby można było kupić, wpierw trzeba na to zarobić sprzedając coś innego, a zyskownie sprzedać się da tylko to, na co jest odpowiedni popyt, a odpowiedni popyt jest, wiadomo, na #majtkidody. Tym bardziej, że w realiach skomercjalizowanej i nieobowiązkowej edukacji znaczna część społeczeństwa jest dotknięta społecznie dziedziczoną ciemnotą oraz za sprawą niewolnictwa płacowego (praca po 10h/7dni w tygodniu za płacę zapewniającą niewiele ponad biologiczną egzystencję) zwyczajnie nie ma możliwości wyrobienia sobie co bardziej wyrafinowanych potrzeb i preferencji.
    Korwinizm chce, żeby o porządku świata decydowała rynkowa konkurencja, w ramach której silny i duży wdeptuje w glebę lub pożera małego i słabego, a o ludzkich preferencjach i potrzebach decydują zniewalacze i inżynierowie umysłu od reklamy i marketingu.

    Korwinizm gardzi własnością publiczną, świadczeniami publicznymi i każdą działalnością, która nie jest w stanie sama na siebie zarobić komercyjnie (czyli via dobrowolne transfery pieniądza), więc aby istnieć, musi być dotowana przez państwo (czyli via przymusowe transfery pieniądza). Za to czci pazerność, egoizm, wyścig szczurów, pracoholizm, konsumpcjonizm.
    Nierentowna kultura? – zaorać! Nierentowna ochrona środowiska? – zaorać! Nierentowna nauka? – zaorać! Czas wolny? – zaorać!
    To rynek i kapitał mają decydować o tym co jest Dobre, a co Złe, kto ma zostać zmiażdżony, a kto ma pójść do góry. To jest Dobre i to ma przetrwać, co się dobrze sprzedaje.

    Korwin bulwersował się kiedyś jak to miliardy są trwonione na takie niekomercyjne – a więc nikomu niepotrzebne – gówno jak LHC. Aby było wesoło dodam ciekawostkę, że w P24 Korwinowi wtórował elGuapo twierdzący, że cała nauka, która bezpośrednio nie przekłada się na komercyjny zyska (choćby badanie kosmosu, rozwielitek czy starożytnych cmentarzysk), więc aby się utrzymać wymaga państwowych dotacji, musi zniknąć, chyba że przyda się biznesowi na materiał promocyjny. I tak elGuapo zapewniał, że po całkowitym skomercjalizowaniu nauki astronomicznie drogie w wykonaniu, utrzymaniu i użytkowaniu teleskopy orbitalne typu Hubble, choć same nie przynoszą zysku, wcale by nie zniknęły, gdyż firmy produkujące małe teleskopki dla astronomów-amatorów wykorzystywałyby je w charakterze promocyjnych gadżetów, tak jak dzisiaj firmy produkujące odżywki dla pakerów w celach reklamowych sponsorują zawodowych kulturystów…

    Korwinizm może nie jest motywowany materializmem, bo materializm to nie tyle motyw, co skutek, choć przez korwinizm z wszech miar pożądany. Motywem korwinizmu jest ogólna socjopatia połączona z naiwnością.

    Ja bym raczej łatwiej wykazał prawdziwość tezy, że to lewicowcy, bez przerwy wyliczający, co się komu należy, kto ma za dużo, komu zabrać itd. to goście z materialistyczną obsesją.

    Policja ścigająca złodziei albo dobroczyńcy karmiący nędzarzy materialną strawą też są dotknięci meterialistyczną obsesją?

    ‘Korwnizm’ jako nurt wyznawany przez szeroko rozumianych hedonistów, mających w dupie ‘dobra doczesne’, jest właśnie raczej typowym zjawiskiem,

    Jeśli w korwinizmie dobra doczesne spróbowałbyś mieć w dupie, długo byś nie pożył, wszak korwinizm to projekt ostatecznego rozwiązanie kwestii „nierobów”, w tym tych, co chcą wytwarzać coś, na co nie ma zbytu na wolnym rynku.

    ‘Korwnizm’ jako nurt wyznawany przez szeroko rozumianych hedonistów, mających w dupie ‘dobra doczesne’, jest właśnie raczej typowym zjawiskiem, co zresztą jest dość zrozumiałe – hedonista nie lubi, jak mu ktoś uprzykrza życie i dlatego wybiera taką filozofię, która najpełniej wyraża postulat: „odpierdolcie się wszyscy ode mnie”.

    Korwinizm/libertarianizm/anarchokapitalizm jest jedną z ideologii, które postulat „odpierdolcie się ode mnie” wyraża najgorzej. Chyba, że odnosi się on do bogato urodzonych białych, zdrowych, heteroseksualnych mężczyzn dysponujących umiejętnościami i kapitałem umożliwiającymi robienie fortuny w zastanych warunkach rynkowo-społecznych.
    Fani tego postulatu to pewnie prędzej garną do anarchizmu, a anarchizm z korwinizmem, czy nawet z anarchokapitalizmem, ma tyle wspólnego, co demokracja z demokracją ludową albo jeszcze mniej. Do korwinizmu to garną raczej naiwni/małoletni socjopaci o mentalności przekupniów.

  54. Quasi
    21/06/2011 o 3:48 am

    @ kashmir

    4. Quasi, wybacz porzucenie poprzedniego mini-flejma, ale przez parę dni nie miałem czasu, a potem uznałem, że nie ma co odgrzebywać staroci, tym bardziej, że temat trudny, zmuszający do głębszych przemyśleń, który próbuję ująć zgrabniej w postaci jakiejś notki na moim nowym blogu. Jakby co, to zapraszam wkrótce.

    Ok.

    Rozumiem, że będziesz chciał przekonywać, że korwiniści wcale nie są „Złymi” ludźmi, że ich „Zło” to lewacki stawman i dorabianie gęby (jak dorabianie PiSowi gęby szaleńców i zamordystów przez „przemysł nienawiści”?), tak?

    To jest dla mnie o tyle dziwna teza, że jeszcze nie widziałem, aby korwiniści w swych ideologicznych paroksyzmach opowiedzieli się za „Dobrem”. Za to widziałem, że prawie zawsze opowiadali się za czynnym „Złem”: za karaniem śmiercią, za wojną/przemocą, za swobodą zabijania w „samoobronie”, za niszczeniem środowiska, przeciw „politycznej poprawności” czyli za dyskryminowaniem i upokarzaniem słabych, za totalitarną władzą rodziców nad dziećmi, a przede wszystkim za socjaldarwinowską eksterminacją „nierobów”, „nieudaczników” i „patologii”. W najlepszym razie – i w tym akurat przodujesz Ty – opowiadali się za „Złem” biernym, czyli deklarowaniem, że nic poza ich prywatnym interesem i prywatnym interesem ich najbliższych (czyli pośrednio własnym interesem) ich nie obchodzi.
    Ach, zapomniałbym: w tych wykwitach nienawiści, obojętności lub nihilizmu w roli „Dobra” występowała bałamutna troska o „dzieci nienarodzone” i równie bałamutna asekuracyjna obawa o losy świata na którym lewactwo che przeprowadzać swoje „lekkomyślne eksperymenty”.

    Moim zdaniem pod względem etycznym ta ideologia może być atrakcyjna najwyżej dla socjopatów, zwłaszcza narcystycznych.

  55. vHF
    21/06/2011 o 8:55 am

    Dobry tekst Sowińca:
    http://bukojer.salon24.pl/317573,roztrojony-sikorski
    W tytule albo elegancki pun albo urocza małopolszczyzna, a puenta — marzenie:

    przebiega mnie dreszcz jako obywatela, który chciałby mieć pewność, że jest dobrze rządzony, skoro płaci podatki.

    Bingo!

  56. 21/06/2011 o 9:48 am

    @Quasi

    Rozumiem, że Gienek się żalił na wszechkomercjalizację i brak perspektyw dla ludzi chcących robić coś, na co nie ma wystarczającego zapotrzebowania na wolnym rynku, np. grać niszową muzykę, zgadza się?

    Szczerze mówiąc mało mnie interesuje, na co „żalił się” akurat Gienek i na ile ma to wspólnego z jego ‚korwinizmem’. Mam obawy, że Ty masz jakieś takie podejście, że ‚korwinista’ nawet kupę robi w sposób przemyślany w zgodzie ze swoją fanatycznie wyznawaną ideologią. Chyba za bardzo generalnie oceniasz ludzi przez pryzmat ideologii, z którą sympatyzują, zwłaszcza że w przypadku Gienka ‚korwinizm’ wypływa raczej z tego, że gość zawsze żył dość ‚antysystemowo’ i zwyczajnie przeszkadza mu urzędniczo-porządkowo-prawny ucisk otaczającego świata wobec takich ludzi, jak on – czyli gości, którzy chcieliby sobie robić co chcą i żeby nikt im się za to do nich nie dopieprzał, póki nie robią komuś krzywdy.

    Narzekanie na ‚komercjalizację’ itp. to nie jest żadna sprzeczność z ‚korwinizmem’, to jest Wasza, wulgarna lewacka interpretacja idei generalnie wolnościowej. Dokładnie zresztą to samo miewał przygłup elGuapo – który lamentował, że nabijam się z miesięcznicowych sekciarzy Kościoła Jarko-Katolickiego, że przecież co to ze mnie za wolnościowiec, który potępia spontaniczne inicjatywy ludzi. Otóż obu Wam, chłopcy, chciałbym wytłumaczyć, że postulat: „nie zabraniajcie jedzenia gówna” nie jest tożsamy z uznaniem gówna za smaczną i wykwintną potrawę.

    Szeroko pojęty korwinizm chce kapitalizmu czyli władzy pieniądza/zysku nad człowiekiem.

    „Szeroko pojęty korwinizm” niczego nie „chce”. „Chce” wyłącznie szeroko pojęty marksizm – głównie zabierać wg arbitralnie ustalonych kryteriów przez jakieś arbitralne/samozwańcze gremium. I urządzać takoż arbitralnie świat. Niestety wiem, że jesteś kompletnie genetycznie niezdolny do pojęcia, że „odpierdol się” nie oznacza: „mam alternatywny sposób na szczegółowe urządzenie życia sobie, tobie i jeszcze paru miliardom”.

    Korwinizm chce, żeby o porządku świata decydowała rynkowa konkurencja, w ramach której silny i duży wdeptuje w glebę lub pożera małego i słabego, a o ludzkich preferencjach i potrzebach decydują zniewalacze i inżynierowie umysłu od reklamy i marketingu.

    To jest po prostu niezwykłe, jak potrafisz doskonale selektywnie dostrzec „zniewalaczy i inżynierów umysłu” w ludziach, którzy chcą sprzedać jogurt, a już nie widzisz ich w innych ludziach, którzy chcą osiągnąć cokolwiek innego. Świat bez reklam i marketingu miałeś np. w PRL-u (bo na przykład w tej modelowej Skandynawii jest marketingu, reklam i ‚zniewalaczy umysłu’ od groma, więc akurat skandynawski model walki ze złem kapitalizmu nie pasuje akurat do tych Twoich lamentów), rozumiem, że wszyscy „silni” siedzieli wtedy bezsilnie pod miotłą, a w Komitetach Centralnych zasiadali „słabi”? Czy generalnie dobór do klas raczej silnych i raczej gnojonych był jakiś bardziej sprawiedliwy, równy i zapewniający jak najwięcej szczęścia? I generalnie żadnych „zniewalaczy umysłu” nie było, a ludzie wreszcie mieli jasną i trzeźwą świadomość swoich potrzeb, uczuć, doznań i tego, jak najniższym kosztem zmaksymalizować swoje szczęście? Bo ‚zniewalacze umysłu’ mogą pohasać tylko w kapitalizmie, a w marksizmie-leninizmie miotają się jak niepyszni wśród doskonale odpornych na ich sztuczki, świadomych wszechrzeczy i hiper-racjonalnych obywateli?

    [korwinizm] czci pazerność, egoizm, wyścig szczurów, pracoholizm, konsumpcjonizm.

    Ano dokładnie, przecież już pisałem – tak samo, jak lewica czci łagry, masowe mordy, czystki, gwałty, głodzenie ludzi i koklusz.

    Korwin bulwersował się kiedyś jak to miliardy są trwonione na takie niekomercyjne – a więc nikomu niepotrzebne – gówno jak LHC. Aby było wesoło dodam ciekawostkę, że w P24 Korwinowi wtórował elGuapo (…)

    Słuchaj, może tak – ja nie lubię boksować się z chochołami, dlatego parę razy już nieśmiało wspomniałem, że ze zwulgaryzowanym po Twojemu ‚korwinizmem’ możesz dyskutować ewentualnie z samym Korwinem, najlepiej łapiąc go bezpośrednio za słowa. Ja raczej po prostu na potrzeby dyskusji adaptuję to przezwisko, niemniej za każdym razem zastrzegam, żeby odwoływać się raczej do jego realnych podstaw, czyli z grubsza do myśli pionierów ASE. Sam Korwin pieprzy mnóstwo głupot, ma fiksacje konserwatywne, które jeszcze eskaluje formą prezentowania niektórych pogladów – np. na mniejszości seksualne czy narodowe. Nie wiem zatem, czy wg Korwina z elGuapem nauka jest działanością niepożądaną, w mojej (czy Misesa, Hayeka, Rothbarda, że se tak samozwańczo im porzecznikuję) na pewno nie jest, a już zupełnie na pewno postulaty ASE nie lokują działalności naukowej jako w jakimkolwiek sensie ‚niepożądanej’.

    Policja ścigająca złodziei albo dobroczyńcy karmiący nędzarzy materialną strawą też są dotknięci meterialistyczną obsesją?

    Haha, jak ja uwielbiam tę Waszą prymitywną sofistykę, na którą nabrać się chyba może człowiek wyłącznie do 3 roku życia, i to wyjątkowo tępy. Lewak jako „dobroczyńca”, uwielbiam ten mem :).

    A co do policji – policjant to zawód, może pomyliłeś z milicjantem?

    Chłopak, tak w korwinistycznym skrócie – przez „materialistyczną obsesję” miałem na myśli to, że Gienek grający na ulicy, otwierający futerał do wrzucania kasy i postulujący: „Straży Miejska, odpierdol się” nijak nie spełnia kryteriów takiej obsesji, natomiast jak najbardziej postępuje w duchu ‚korwinizmu’. Natomiast lewak w pocie czoła musi najpierw skontrolować miliard ludzi, wytropić, zinwentaryzować, zajrzeć do skarpet, skrzyń w stodole, w paszczę babci, czy nie ma złotych plomb – potem to wszystko liczyć, liczyć, liczyć, tworzyć algorytmy, rozdzielać, dysponować, dopasowywać, i znów przeliczać, czy już dobrze, czy nikt nie ma za mało, albo, co gorsza, za dużo… No i powiedz Ty mi, kto z nich bardziej spełnia kryteria posiadania materialistycznej paranoi? ;)

    Jeśli w korwinizmie dobra doczesne spróbowałbyś mieć w dupie, długo byś nie pożył, wszak korwinizm to projekt ostatecznego rozwiązanie kwestii „nierobów”, w tym tych, co chcą wytwarzać coś, na co nie ma zbytu na wolnym rynku.

    Jeśli dobra doczesne spróbowałbyś mieć w dupie w tak dosłowny i radykalny sposób, to długo byś nie pożył w dowolnym systemie, z samej definicji „doczesności” owych dóbr i owego życia. Poza tym ‚korwinizm’ to nie system, apeluję o nie strzelanie po manowcach.

    Korwinizm/libertarianizm/anarchokapitalizm jest jedną z ideologii, które postulat „odpierdolcie się ode mnie” wyraża najgorzej.

    Ty chyba naprawdę coś za dużo Korwina, a za mało ASE-owców czytałeś. Brakuje jeszcze abyś stwierdził, że libertariańską filozofię najlepiej prezentuje Nicpoń.

    Rozumiem, że będziesz chciał przekonywać, że korwiniści wcale nie są „Złymi” ludźmi (…)

    Ekhm, chodziło mi o miniflejma na temat politycznej bieżączki, rozumiem, że nie jest to pierwszy przerwany miniflejm? ;) W sumie coś kojarzę, ja w ogóle mam ten problem, że odpowiednio długie odcinki wolnego czasu miewam co kilka dni, co flejmom nie służy…

    To jest dla mnie o tyle dziwna teza, że jeszcze nie widziałem, aby korwiniści w swych ideologicznych paroksyzmach opowiedzieli się za „Dobrem”. Za to widziałem, że prawie zawsze opowiadali się za czynnym „Złem”: za karaniem śmiercią, za wojną/przemocą, za swobodą zabijania w „samoobronie”, za niszczeniem środowiska, przeciw „politycznej poprawności” czyli za dyskryminowaniem i upokarzaniem słabych, za totalitarną władzą rodziców nad dziećmi, a przede wszystkim za socjaldarwinowską eksterminacją „nierobów”, „nieudaczników” i „patologii”.

    Tak jak myślałem – za dużo Korwina czytasz…

    W najlepszym razie – i w tym akurat przodujesz Ty – opowiadali się za „Złem” biernym, czyli deklarowaniem, że nic poza ich prywatnym interesem i prywatnym interesem ich najbliższych (czyli pośrednio własnym interesem) ich nie obchodzi.

    Znów wulgaryzujesz, tym razem moje poglądy. Może jednak doprecyzuję – tak, uważam za bardziej moralne, a mniej „socjopatyczne”, kiedy ochronię przyjaciółkę przed katującym ją mężem i pożyczę kasę na adwokata, niż gdy będę darł mordę przed Sejmem, żeby zabrali więcej kasy Kulczykowi, bo w Mozambiku nie mają co jeść. Znów odsyłam do zalinkowanego wcześniej obrazka ilustrującego ‚dobroczynność’ jako rzekomo automatyczną konsekwencję lewicowych poglądów.

    Kurwa mać, trochę wstydu, Quasi.

  57. 21/06/2011 o 11:22 am

    @kashmir
    „głównie zabierać wg arbitralnie ustalonych kryteriów przez jakieś arbitralne/samozwańcze gremium”

    No więc chce według ustalonych kryteriów, ze względów praktycznych. Korwinizm natomiast (czy szerzej: neoliberalizm gospodarczy) chce ideologicznie, z pominięciem efektów konkurujących ze sobą chceń.

    A jeśli dojdziemy do kwestii społecznych, to chcenie korwinizmu staje się już oczywiste: polega na decydowaniu o tym, co wolno drugiemu człowiekowi.

    Więc. Nie pierdol.

  58. 21/06/2011 o 5:21 pm

    @Quasi
    Co takiego zrobił Ci Orliński, że stawiasz go na równi z Arturem Nicponiem?

    O ile dobrze pamiętam nawet sugerował, że byłby Ci w stanie płacić za research, takie masz zdolności w kierunku metodycznego znajdowania źródeł. Natomiast nie przypominam sobie, żeby jakoś tak Cię pojechał, żeby aż wskoczyć na listę nielubianych przez Ciebie osób równie wysoko, co ograniczony umysłowo, agresywny oszust ze strzelbą w ręku. Stąd też ciekawym, czym sobie na to WO zasłużył.

  59. vHF
    21/06/2011 o 5:30 pm

    Barts :
    @Quasi
    Co takiego zrobił Ci Orliński, że stawiasz go na równi z Arturem Nicponiem?
    O ile dobrze pamiętam nawet sugerował, że byłby Ci w stanie płacić za research, takie masz zdolności w kierunku metodycznego znajdowania źródeł. Natomiast nie przypominam sobie, żeby jakoś tak Cię pojechał, żeby aż wskoczyć na listę nielubianych przez Ciebie osób równie wysoko, co ograniczony umysłowo, agresywny oszust ze strzelbą w ręku. Stąd też ciekawym, czym sobie na to WO zasłużył.

    Dlaczego strzelba miałaby robić poważną różnicę?

  60. Quasi
    21/06/2011 o 7:08 pm

    @ Barts

    Co takiego zrobił Ci Orliński, że stawiasz go na równi z Arturem Nicponiem? (…) nie przypominam sobie, żeby jakoś tak Cię pojechał, żeby aż wskoczyć na listę nielubianych przez Ciebie osób równie wysoko, co ograniczony umysłowo, agresywny oszust ze strzelbą w ręku. Stąd też ciekawym, czym sobie na to WO zasłużył.

    Po pierwsze: Ale skąd to dziwaczne założenie, że aby coś (niby) krytycznie o kimś napisać, trzeba chować do niego osobistą urazę, mieć poczucie skrzywdzenia z jego ręki? Gdybym coś krytycznie napisał o np. Pol Pocie czy Kaliguli, to też podejrzewałbyś mnie o osobistą urazę?
    Do WO nie mam żadnej osobistej urazy i nie uważam, żeby mi cokolwiek kiedykolwiek zrobił (a nawet gdyby zrobił, to urazy i tak bym nie miał). Ja piszę tu tylko o jego przekonaniach, które są dla mnie obrzydliwe, oraz o jego – hmmm – mentalności?, podejściu?, które są dla mnie wyjątkowo antypatyczne, niezmiennie od czasu, gdy je poznałem (ze 2 lata temu?).

    Po drugie: Nie zrównuję WO z Nicponiem (który również osobiście nic mi nie zrobił i do którego również nie czuję urazy), a jedynie wskazuje pewne podobieństwa między nimi, za sprawą których obaj są dla mnie antypatycznymi typami, pod pewnymi względami w sposób podobny. Szerzej o tych podobieństwa, ale i różnicach, pisałem TU i TU.
    No i nie są to spostrzeżenia/oceny jakoś specjalnie oryginalne – widziałem, że wiele osób generalnie je podziela, a niewielu w całości odrzuca.

    Po trzecie: Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. Oburza Cię to, że mam taką a nie inną subiektywną opinię na temat Orlińskiego, jego poglądów i stylu bycia? No mam – uważasz, że własnej opinii tu mieć nie powinienem?
    Zresztą – w czym problem? We mnie poglądy (np. „klasizm”, postmodernizm, „marksizm pesymistyczny”, konsumpcjonizm) i styl (np. fanfaronada, arogancja, bufonada, mizantropia, złośliwość, intelektualna nieuczciwość, etykietkowanie, dyletancka przemądrzałość, szeroko pojęty mieszczański „popkulturyzm” ) WO wzbudzają odrazę, ale przecież wg samego WO (oraz jego otoczaków z „ttdkn”) są to atrybuty z wszech miar pozytywne i pożądane, w przeciwnym razie tak by się z nimi nie obnosił.
    A może nie chodzi o WO czy Nicponia, lecz o moje (i pandady) meta-refleksje na temat kapitalizmu i zasilającego go marketingu?

    O ile dobrze pamiętam nawet sugerował, że byłby Ci w stanie płacić za research, takie masz zdolności w kierunku metodycznego znajdowania źródeł.

    A majorowi proponował dorobienie do MacBooka myciem mu samochodu. A menelizującemu się ex-cool-kidowi, co go w szkole dręczył, rzuciłby stówę. Po prostu dusza człowiek.

  61. cyncynat
    21/06/2011 o 8:10 pm

    „Jakmysmy ciebie skrzywdzili, ze nas nie lubisz?!” staje sie z czasem motywem przewodnim Barta. W jego swiecie butthurt odpowiada za wszystko: za grawitacje, ewolucje, smierc i narodziny cywilizacji.

  62. Quasi
    21/06/2011 o 8:35 pm

    cyncynat :
    „Jakmysmy ciebie skrzywdzili, ze nas nie lubisz?!” staje sie z czasem motywem przewodnim Barta. W jego swiecie butthurt odpowiada za wszystko: za grawitacje, ewolucje, smierc i narodziny cywilizacji.

    Tak, to też chciałem dopisać, ale mi umknęło.

    Poniekąd podobne podejście jest do zaobserwowania w rejonach psychiatrycznych. Tam jeśli jakaś wypowiedź czy jakieś działania władz IVRP, np. chęć lustrowania kogoś czy zwalczania korupcji specjalnymi służbami, wywoła czyjąś krytykę, to natychmiast się podkreśla, z tryumfalnym chichotem, że krytykowana wypowiedź musiała krytyków „celnie trafić”, a krytykowane działanie – stanowić dla krytyków osobiste zagrożenie, z racji ich nieczystego sumienia.

  63. vHF
    21/06/2011 o 8:56 pm

    Quasi :

    cyncynat :
    „Jakmysmy ciebie skrzywdzili, ze nas nie lubisz?!” staje sie z czasem motywem przewodnim Barta. W jego swiecie butthurt odpowiada za wszystko: za grawitacje, ewolucje, smierc i narodziny cywilizacji.

    Tak, to też chciałem dopisać, ale mi umknęło.

    Ale dlaczego Was to dziwi? Dla TTDKN każdy kontakt wirtualny jest kontaktem towarzyskim; ergo wzajemne relacje ludzi w internecie muszą mieć podłoże towarzyskie.

  64. 21/06/2011 o 9:54 pm

    eli.wurman :
    Więc. Nie pierdol.

    O właśnie. Nomen omen, z ust mi wyjąłeś.

  65. 21/06/2011 o 9:58 pm

    @Quasi
    „skąd to dziwaczne założenie, że aby coś (niby) krytycznie o kimś napisać, trzeba chować do niego osobistą urazę, mieć poczucie skrzywdzenia z jego ręki?”

    Stąd, że…

    „Nie zrównuję WO z Nicponiem”

    …wielokrotnie zrównujesz, pisząc choćby o tych podobieństwach (dużo ich znajdujesz) i wymieniając ich jednym tchem obok siebie…

    „z Nicponiem (który również osobiście nic mi nie zrobił i do którego również nie czuję urazy)”

    …a o tym że Nicponia nienawidzisz i że cieszyłbyś się jego cierpieniem (coś tam o córkach było) pisałeś na blog de Bart.

    Więc nie bzdurz, że nie masz osobistej urazy i że w ogóle nie zrównujesz, a tylko piszesz krytycznie. A odpowiedź uzyskałem dziękuję, nie mam więcej pytań. Moja ciekawość miała charakter poznawczy – lepiej zrozumieć w jaki sposób myślisz, z tych czy z innych względów.

    Also, dla tych gorzej radzących sobie z czytaniem: Barts to nie Bart.

  66. 21/06/2011 o 10:31 pm

    @barts – ale to samo (czy jakoś podobnie) pisał Quasi w kontekście dzieci Igora Janke, którego z określonych względów nie znosi, co nie znaczy przecież, iż źródłem owej niechęci musi być od razu uraz osobisty. Słowem, antypatia to niekoniecznie butthurt.

  67. Quasi
    21/06/2011 o 10:46 pm

    @ Barts

    „skąd to dziwaczne założenie, że aby coś (niby) krytycznie o kimś napisać, trzeba chować do niego osobistą urazę, mieć poczucie skrzywdzenia z jego ręki?”

    Stąd, że…

    „Nie zrównuję WO z Nicponiem”

    …wielokrotnie zrównujesz, pisząc choćby o tych podobieństwach (dużo ich znajdujesz) i wymieniając ich jednym tchem obok siebie…

    (1) Wskazywanie podobieństw nie jest jeszcze zrównywaniem. Jakieś podobieństwa wyszczególnione wg jakichś kryteriów można wskazać między dowolnymi obiektami czy pojęciami, choćby między „zakazem postoju” i „kałamarnicą” (np. oba pojęcia w języku polskim rozpoczynają się spółgłoską).

    (2) Wydaje mi się, że jednak różnic znalazłem więcej niż podobieństw.

    (3) Jednym tchem zostali wymienieni obok siebie ze względu na kontekst, w którym zostali wymienieni. A kontekstem tym była wspomniana tu przez kogoś „teoria podkowy”.

    „z Nicponiem (który również osobiście nic mi nie zrobił i do którego również nie czuję urazy)”

    …a o tym że Nicponia nienawidzisz i że cieszyłbyś się jego cierpieniem (coś tam o córkach było) pisałeś na blog de Bart.

    Nienawiść (i związane z nim Schadenfreude) to nie to samo co uraza. Nie czuję do Nicponia nienawiści z powodu urazy czyli z powodu poczucia, że mnie skrzywdził. Nicpoń nigdy mnie nie skrzywdził i urazy do niego nie czuję, choć momentami zdarza mi się odczuwać do niego nienawiść.

    Więc nie bzdurz, że nie masz osobistej urazy i że w ogóle nie zrównujesz, a tylko piszesz krytycznie.

    Nie zrównuję, a jedynie porównuję. Nie mam osobistej urazy, a jedynie osobistą antypatię i wstręt. To co piszę jest krytyczne z mojego subiektywnego punktu widzenia (w którym to choćby „klasizm” i fanfaronada są oceniane negatywnie) – z cudzego punktu widzenia, w tym z punktu widzenia samego WO/ttdkn (w którym to choćby „klasizm” i fanfaronada są oceniane pozytywnie), to co piszę nie musi być widziane jako krytyka, a może być widziane wręcz jako pochwała.

    A odpowiedź uzyskałem dziękuję, nie mam więcej pytań. Moja ciekawość miała charakter poznawczy – lepiej zrozumieć w jaki sposób myślisz, z tych czy z innych względów.

    I do jakich poznawczych wniosków doszedłeś?

    Also, dla tych gorzej radzących sobie z czytaniem: Barts to nie Bart.

    Skąd pewność, że doszło do pomyłki? Czy lansowaną tu przez Ciebie teorii „butthurtu” – zwłaszcza w kontekście cyncynata – wcześniej nie rozpropagował właśnie Bart?

  68. cyncynat
    21/06/2011 o 10:50 pm

    pomylilem jednego barta z innym bartem! nie upamietam was wszystkich, ale ten obecny bart, to ten od grania w ambitne gry komputerowe, czytania ambitnej publicystyki i sluchania ambitnej offowej muzyki.
    PRZEPRASZAM

  69. Anonim
    21/06/2011 o 10:50 pm

    cyncynat :

    jaja :
    „cyncynat
    No jak nie chcesz uzasadniac, to moze pomilcz? To ze GW to glupia gazetka to dosc rozpowszechnione tu zdanie i nikogo tu nie zawstydzisz swoim „tu nie psyshiatryk”.”
    Niech ci będzie, zrobię jeden wyjątek: pisanie o Wyborczej (najrozsądniejszej gazecie w swojej klasie) „głupia gazetka” jest o tyle głupawe, że całe sformułowanie traci sens (skoro najrozsądniejsza jest głupia, to i wszystkie inne, więc nie ma sensu dodawać tego pierwszego).
    Można oczywiście – i ty zapewne tak próbujesz – wyrażać tym „wszystkie gazetki są głupie”, ale Quasi nie jest (tak jak ty) porypany, więc (w odniesieniu do niego) się zdziwiłem i dałem temu wyraz.

    OMG, mamy tutaj fanboya polskiej prasy? Biedactwo, musisz cierpiec na tym blogu. To, ze GW jest „najrozsądniejsza” w klasie glupich polskich gazatek, wcale nie zmienia faktu, ze to glupia gazetka. Widzisz, ja nie wszyskie gazetki mam za glupie, ale GW jest glupia i im blizej do lolocaustu (ze z usmiechem zapozycze to slowo) prasy w PL, tym glupsza sie staje.

    Jeśli tak, to pozostaje ci tylko porównać teksty z Wyborczej do swoich wypocin i pociąć się z rozpaczy, głupolu jeszcze większy.

  70. cyncynat
    21/06/2011 o 10:58 pm

    Anonim :

    cyncynat :

    jaja :
    „cyncynat
    No jak nie chcesz uzasadniac, to moze pomilcz? To ze GW to glupia gazetka to dosc rozpowszechnione tu zdanie i nikogo tu nie zawstydzisz swoim „tu nie psyshiatryk”.”
    Niech ci będzie, zrobię jeden wyjątek: pisanie o Wyborczej (najrozsądniejszej gazecie w swojej klasie) „głupia gazetka” jest o tyle głupawe, że całe sformułowanie traci sens (skoro najrozsądniejsza jest głupia, to i wszystkie inne, więc nie ma sensu dodawać tego pierwszego).
    Można oczywiście – i ty zapewne tak próbujesz – wyrażać tym „wszystkie gazetki są głupie”, ale Quasi nie jest (tak jak ty) porypany, więc (w odniesieniu do niego) się zdziwiłem i dałem temu wyraz.

    OMG, mamy tutaj fanboya polskiej prasy? Biedactwo, musisz cierpiec na tym blogu. To, ze GW jest „najrozsądniejsza” w klasie glupich polskich gazatek, wcale nie zmienia faktu, ze to glupia gazetka. Widzisz, ja nie wszyskie gazetki mam za glupie, ale GW jest glupia i im blizej do lolocaustu (ze z usmiechem zapozycze to slowo) prasy w PL, tym glupsza sie staje.

    Jeśli tak, to pozostaje ci tylko porównać teksty z Wyborczej do swoich wypocin i pociąć się z rozpaczy, głupolu jeszcze większy.

    kolega Anonim nie widzi roznicy miedzy komentami na blogu a publicystyka w prasie ogolnokrajowej? Nie dziwota, ze uwaza GW za rozsadna gazete. Moje szczere kondolencje.

  71. cyncynat
    21/06/2011 o 11:00 pm

    Quasi, pytanie o to kto pierwszy wymyslil ogolna teorie butthurtu, jest rownie niedorzeczne jak pytanie o to kto pierwszy wymyslil, ze Pana Prezydenta zabil Putin. Pewne teorie, rodza sie naturalnie w wielu glowach. Great minds think alike, you know.

  72. jaja
    21/06/2011 o 11:07 pm

    @Quasi, dżjzas!

    „Gdyby nie zatrudniano – lub gdyby chociaż niżej opłacano – takich Orlińskich (Wojewódzkich, Warzechów etc.), to prasa byłaby tańsza, podobnie jak tańszy byłby cały ten szit, do którego reklam tacy Orlińscy mają przyciągać…’

    Oglądnij gadkę na BdB o konieczności(?) powstania portalu państwowego. Być moze zauwarzysz, że pierdolisz jak korwinista.

    „Głupawe jest też sformułowanie „małe dziecko” (są duże dzieci?)…”

    Czyli w ogóle nie ma rozsądnych gazet?!

    „…„śmierdzące gówno” (są gówna pachnące?)” (itd)

    To napisz wprost, że _wszystko_ (media) jest tylko głupie/małe/śmierdzace a jedynie Quasi i cyncynat wręcz przeciwnie, będzie się można od razu pośmiac.

    „…słyszałem, że polskie dziennikarstwo i publicystyka odznacza się szczególnie niską jakością.”

    Ja właśnie, wyżej, zobaczyłem to – o tobie.

  73. cyncynat
    21/06/2011 o 11:15 pm

    jaja :
    @Quasi, dżjzas!
    „Gdyby nie zatrudniano – lub gdyby chociaż niżej opłacano – takich Orlińskich (Wojewódzkich, Warzechów etc.), to prasa byłaby tańsza, podobnie jak tańszy byłby cały ten szit, do którego reklam tacy Orlińscy mają przyciągać…’
    Oglądnij gadkę na BdB o konieczności(?) powstania portalu państwowego. Być moze zauwarzysz, że pierdolisz jak korwinista.

    Nie lubisz GW? KORWINISTA, PSYCHIATRYK!!@@!!!

  74. jaja
    21/06/2011 o 11:31 pm

    @Quasi

    „Po drugie: Nie zrównuję WO z Nicponiem (który również osobiście nic mi nie zrobił i do którego również nie czuję urazy)…”

    Ale zestawiasz. Bezpodstawnie.

    „…a jedynie wskazuje pewne podobieństwa między nimi, za sprawą których obaj są dla mnie antypatycznymi typami…”

    Jedynym podobieństwem jest to, że obaj cię zbanowali (ale nie tylko oni).

    „…pod pewnymi względami w sposób podobny. Szerzej o tych podobieństwa, ale i różnicach, pisałem TU i TU.”

    A tu juz łżesz jak bura suka. Nie pisałeś o „podobieństwach pod pewnymi względami” (także tymi spod linków), tylko – zestawiając – pomawiałeś WO o (co najmniej mentalne, WTF?!) oszustwo/machloje/przestępstwo:
    „pewne mentalne podobieństwa dwóch nadętych narcystycznych mizantropów, którzy dorobili się na niezbyt szlachetnej działalności pasożytniczej (jeden na piramidzie finansowej i machlojach, drugi – na pisaniu głupot o głupich filmach do głupiej gazetki): Nicponia i Orlińskiego?”

    Zachowujesz sie jak ta menda Kaczyński bełkoczący „tam gdzie stało ZOMO”. Rzygac się chce.

  75. 21/06/2011 o 11:32 pm

    @Quasi – gdyby nie zatrudniano takich Orlinskich to prasy w ogóle by nie było, bo kto by kupił sam folder reklamowy?

  76. jaja
    21/06/2011 o 11:38 pm

    cyncynat :

    Anonim :

    cyncynat :

    jaja :
    „cyncynat
    No jak nie chcesz uzasadniac, to moze pomilcz? To ze GW to glupia gazetka to dosc rozpowszechnione tu zdanie i nikogo tu nie zawstydzisz swoim „tu nie psyshiatryk”.”
    Niech ci będzie, zrobię jeden wyjątek: pisanie o Wyborczej (najrozsądniejszej gazecie w swojej klasie) „głupia gazetka” jest o tyle głupawe, że całe sformułowanie traci sens (skoro najrozsądniejsza jest głupia, to i wszystkie inne, więc nie ma sensu dodawać tego pierwszego).
    Można oczywiście – i ty zapewne tak próbujesz – wyrażać tym „wszystkie gazetki są głupie”, ale Quasi nie jest (tak jak ty) porypany, więc (w odniesieniu do niego) się zdziwiłem i dałem temu wyraz.

    OMG, mamy tutaj fanboya polskiej prasy? Biedactwo, musisz cierpiec na tym blogu. To, ze GW jest „najrozsądniejsza” w klasie glupich polskich gazatek, wcale nie zmienia faktu, ze to glupia gazetka. Widzisz, ja nie wszyskie gazetki mam za glupie, ale GW jest glupia i im blizej do lolocaustu (ze z usmiechem zapozycze to slowo) prasy w PL, tym glupsza sie staje.

    Jeśli tak, to pozostaje ci tylko porównać teksty z Wyborczej do swoich wypocin i pociąć się z rozpaczy, głupolu jeszcze większy.

    kolega Anonim nie widzi roznicy miedzy komentami na blogu a publicystyka w prasie ogolnokrajowej? Nie dziwota, ze uwaza GW za rozsadna gazete. Moje szczere kondolencje.

    Kolega (dla ciebie jaja) chętnie zobaczy twoją „publicystykę w prasie ogólnokrajowej” (i nie oszukujmy się, przecież po to polazłeś na psychiatryka, aby robić „publicystykę w prasie ogólnokrajowej”). Więc dawaj ją. Tą nie głupią(!) i dająca ci wyższość/podstawę do pisania „głupia gazetka” o GW.

    Ale coś mam przekonanie, że jednak pozostaniesz tutejszym Kononowiczem ze swoim „i nie będzie rozsądnego już nic”.

  77. cyncynat
    21/06/2011 o 11:40 pm

    „A tu juz łżesz jak bura suka. Nie pisałeś o „podobieństwach pod pewnymi względami” (także tymi spod linków), tylko – zestawiając – pomawiałeś WO o (co najmniej mentalne, WTF?!) oszustwo/machloje/przestępstwo: „pewne mentalne podobieństwa „”

    drogi balwanie, wyrzygaj sie (najlepiej w swoim lokum), wytrzezwiej i wtedy pisz online.

  78. jaja
    21/06/2011 o 11:41 pm

    cyncynat :

    jaja :
    @Quasi, dżjzas!
    „Gdyby nie zatrudniano – lub gdyby chociaż niżej opłacano – takich Orlińskich (Wojewódzkich, Warzechów etc.), to prasa byłaby tańsza, podobnie jak tańszy byłby cały ten szit, do którego reklam tacy Orlińscy mają przyciągać…’
    Oglądnij gadkę na BdB o konieczności(?) powstania portalu państwowego. Być moze zauwarzysz, że pierdolisz jak korwinista.

    Nie lubisz GW? KORWINISTA, PSYCHIATRYK!!@@!!!

    Zgaduję: nie przeczytałeś to, o co polecałem Quasiemu, wystarczył ci orgazm na widok literek GW?

  79. cyncynat
    21/06/2011 o 11:43 pm

    Drogi glupolu (juz wyrzygales sie i wytrzezwiales?), ja nie jestem dziennikarzem, na zycie zarabiam w inny sposob.

  80. jaja
    21/06/2011 o 11:47 pm

    cyncynat :
    „A tu juz łżesz jak bura suka. Nie pisałeś o „podobieństwach pod pewnymi względami” (także tymi spod linków), tylko – zestawiając – pomawiałeś WO o (co najmniej mentalne, WTF?!) oszustwo/machloje/przestępstwo: „pewne mentalne podobieństwa „”
    drogi balwanie, wyrzygaj sie (najlepiej w swoim lokum), wytrzezwiej i wtedy pisz online.

    Czego znowu nie zrozumiałeś, bałwanku?

  81. cyncynat
    21/06/2011 o 11:47 pm

    jaja :

    cyncynat :

    jaja :
    @Quasi, dżjzas!
    „Gdyby nie zatrudniano – lub gdyby chociaż niżej opłacano – takich Orlińskich (Wojewódzkich, Warzechów etc.), to prasa byłaby tańsza, podobnie jak tańszy byłby cały ten szit, do którego reklam tacy Orlińscy mają przyciągać…’
    Oglądnij gadkę na BdB o konieczności(?) powstania portalu państwowego. Być moze zauwarzysz, że pierdolisz jak korwinista.

    Nie lubisz GW? KORWINISTA, PSYCHIATRYK!!@@!!!

    Zgaduję: nie przeczytałeś to, o co polecałem Quasiemu, wystarczył ci orgazm na widok literek GW?

    Sorry, orgazm od GW? To jakas projekcja?

  82. Quasi
    21/06/2011 o 11:50 pm

    @ jaja

    „Gdyby nie zatrudniano – lub gdyby chociaż niżej opłacano – takich Orlińskich (Wojewódzkich, Warzechów etc.), to prasa byłaby tańsza, podobnie jak tańszy byłby cały ten szit, do którego reklam tacy Orlińscy mają przyciągać…”

    Oglądnij gadkę na BdB o konieczności(?) powstania portalu państwowego. Być moze zauwarzysz, że pierdolisz jak korwinista.

    Po pierwsze: Wczoraj trochę obejrzałem i ujrzałem przede wszystkim styl Orlińskiego, który opisałem w którymś z powyższych komentarzy. Nie ujrzałem natomiast cienia związku z moją wypowiedzią, którą tu zacytowałeś.

    Po drugie: Narzekanie na kapitalistyczne sztuczne kreowanie chujowych potrzeb i koszta związane z marketingiem ofert te potrzeby zaspokajających [a to jest pasożytnicza branże, w której, o ile wiem, pracuje WO: naganianie ludzi do gapienia się w gazetowe reklamy i namawianie do wydawania kasy na popkulturowy chłam, przy jednoczesnym dawaniu im niewiele więcej] to pierdolenie jak – kochający kapitalizm, wolny rynek i wszystko co z nim związane – korwinista? Wimięojcaisyna.

    „Głupawe jest też sformułowanie „małe dziecko” (są duże dzieci?)…”

    Czyli w ogóle nie ma rozsądnych gazet?!

    „…„śmierdzące gówno” (są gówna pachnące?)” (itd)

    To napisz wprost, że _wszystko_ (media) jest tylko głupie/małe/śmierdzace a jedynie Quasi i cyncynat wręcz przeciwnie, będzie się można od razu pośmiac.

    To się odnosiło tylko do Twojej uwagi, iż przy założeniu, że wszystkie gazetki są głupie, użycie sformułowania „głupie gazetki” jest głupawe. Nie odnosiło się do dylematu, czy faktycznie wszystkie gazetki są głupie, czy nie.

    Napisałem już, że popularne media traktuję jako „biznes niskiej wartości”. Uważam, że ma on niską wartość z natury rzeczy – dostarczanie masowej publice prostej rozrywki oraz pośpieszne prezentowanie niespecjalistom (tj. masowej publice) przez niespecjalistów (tj. dziennikarzy i publicystów) informacji na tematy specjalistyczne (tj. polityka, ekonomia, prawo, wydarzenia na świecie, nauka, technika etc.) zwyczajnie nie może mieć zbyt wysokiej wartości. Tak jak, powiedzmy, prostytucja, fastfood, popkultura, popnauka, towar sprzedawany w dyskontach, treści reklamowe, agitacja wyborcza.
    Do tego dochodzi jeszcze fakt, że te – z natury rzeczy małowartościowe – biznesy w Polsce mają ponoć szczególnie podłą jakość (na tle zachodnich odpowiedników).

  83. cyncynat
    21/06/2011 o 11:51 pm

    jaja :

    cyncynat :
    „A tu juz łżesz jak bura suka. Nie pisałeś o „podobieństwach pod pewnymi względami” (także tymi spod linków), tylko – zestawiając – pomawiałeś WO o (co najmniej mentalne, WTF?!) oszustwo/machloje/przestępstwo: „pewne mentalne podobieństwa „”
    drogi balwanie, wyrzygaj sie (najlepiej w swoim lokum), wytrzezwiej i wtedy pisz online.

    Czego znowu nie zrozumiałeś, bałwanku?

    wyjasnie Ci, drogi fanboiu: zaprzeczasz sobie sam w jednym zdaniu piszac, ze Quasi nie pisze o „podobieństwach pod pewnymi względami” , by linijke nizej zacytowac Quasiego piszacego o „pewnych mentalnych podobieństwach„. Piles?- nie komentuj.

  84. jaja
    21/06/2011 o 11:55 pm

    cyncynat :
    Drogi glupolu (juz wyrzygales sie i wytrzezwiales?), ja nie jestem dziennikarzem, na zycie zarabiam w inny sposob.

    Tak, tak, biorąc pod uwagę twoją (i Quasiego) optykę, to jesteś głupawym i śmierdzącym gównem i szitem (chyba niczego nie pominąłem). No, oczywiście możesz udowadniać, jaką to rozsądną robota robisz (ale to niemożliwe, bo wy wszyscy jesteście głupi jak i wszystkie gazety).

  85. cyncynat
    22/06/2011 o 12:00 am

    jaja :

    cyncynat :
    Drogi glupolu (juz wyrzygales sie i wytrzezwiales?), ja nie jestem dziennikarzem, na zycie zarabiam w inny sposob.

    Tak, tak, biorąc pod uwagę twoją (i Quasiego) optykę, to jesteś głupawym i śmierdzącym gównem i szitem (chyba niczego nie pominąłem). No, oczywiście możesz udowadniać, jaką to rozsądną robota robisz (ale to niemożliwe, bo wy wszyscy jesteście głupi jak i wszystkie gazety).

    Tobie cos o mojej pracy udowadniac? Ales zartownis. I co jeszcze?

    I nie podniecaj sie tak bardzo: np Guardian to calkiem OK gazeta dla mnie.

  86. jaja
    22/06/2011 o 12:02 am

    cyncynat :

    jaja :

    cyncynat :
    „A tu juz łżesz jak bura suka. Nie pisałeś o „podobieństwach pod pewnymi względami” (także tymi spod linków), tylko – zestawiając – pomawiałeś WO o (co najmniej mentalne, WTF?!) oszustwo/machloje/przestępstwo: „pewne mentalne podobieństwa „”
    drogi balwanie, wyrzygaj sie (najlepiej w swoim lokum), wytrzezwiej i wtedy pisz online.

    Czego znowu nie zrozumiałeś, bałwanku?

    wyjasnie Ci, drogi fanboiu: zaprzeczasz sobie sam w jednym zdaniu piszac, ze Quasi nie pisze o „podobieństwach pod pewnymi względami” , by linijke nizej zacytowac Quasiego piszacego o „pewnych mentalnych podobieństwach„. Piles?- nie komentuj.

    Przeczytaj żałosny manipulantku to, co uciąłeś: od „którzy dorobili się…”.

    Nie wiem jaki alkohol stanowi dla ciebie (twojej rodziny?) problem, że co chwila ci się czkawką odbija, ale 1) współczuję ci 2) udaj się do specjalisty, blog to słabe forum dla AA.

  87. Quasi
    22/06/2011 o 12:07 am

    galopujący major :
    @Quasi – gdyby nie zatrudniano takich Orlinskich to prasy w ogóle by nie było, bo kto by kupił sam folder reklamowy?

    [Jeśli chodzi o ścisłość, to nie jest tak, że nikt by nie kupował: gazety typu „Oferta” ludzie kupują, podobnie jak oglądają kanały w całości wypełnione telemarketami.]

    Ale ja przecież nie kwestionuję miejsca/sensowności funkcji Orlińskich/Wojewódzkich w systemie kapitalistycznym, podobnie jak nie kwestionuję miejsca/sensowności funkcji pasożytów w ekosystemach istot żywych, takich, jakie znamy [a teoretycznie mogłyby być zupełnie inne, choćby takie, jak te, które zdaniem młodoziemkich kreacjonistów istniały w Edenie – nieśmiertelne, niezabijające, niechorujące, lwy wpieprzają trawę itd.]. Ja zaledwie zauważam, że funkcja Orlińskich/Wojewódzkich/reklamiarzy – w przeciwieństwie do funkcji choćby lekarzy, nauczycieli, naukowców, inżynierów, artystów czy zwykłych rolników i robotników – nie należy do najszlachetniejszych, a także przedstawiam krytyczną meta-refleksję nad samym systemem kapitalistycznym (który zapotrzebowanie na takich Orlińskich/Wojewódzkich stwarza).

  88. cyncynat
    22/06/2011 o 12:10 am

    jaja :

    cyncynat :

    jaja :

    cyncynat :
    „A tu juz łżesz jak bura suka. Nie pisałeś o „podobieństwach pod pewnymi względami” (także tymi spod linków), tylko – zestawiając – pomawiałeś WO o (co najmniej mentalne, WTF?!) oszustwo/machloje/przestępstwo: „pewne mentalne podobieństwa „”
    drogi balwanie, wyrzygaj sie (najlepiej w swoim lokum), wytrzezwiej i wtedy pisz online.

    Czego znowu nie zrozumiałeś, bałwanku?

    wyjasnie Ci, drogi fanboiu: zaprzeczasz sobie sam w jednym zdaniu piszac, ze Quasi nie pisze o „podobieństwach pod pewnymi względami” , by linijke nizej zacytowac Quasiego piszacego o „pewnych mentalnych podobieństwach„. Piles?- nie komentuj.

    Przeczytaj żałosny manipulantku to, co uciąłeś: od „którzy dorobili się…”.

    i coz to ma do rzeczy? 1. zaprzeczyles, ze Quasi pisze o podobienstwach, 2. zacytowales fragment, w ktorym Quasi *pisze* o podobienstwach. 3. wniosek: jestes glupszy niz ustawa przewiduje.

    a teraz juz pa, pa. (bylbym zapomnial: a czy ty przypadkiem nie pracujesz gdzies w okolicach polskich mediow? to by wytlumaczylo taka analna reakcje na krytyke tego szajsu. wtedy sorasy, ale sam jestes tego winny.)

  89. jaja
    22/06/2011 o 12:17 am

    @Quasi
    „Po pierwsze: Wczoraj trochę obejrzałem i ujrzałem przede wszystkim styl Orlińskiego, który opisałem w którymś z powyższych komentarzy. Nie ujrzałem natomiast cienia związku z moją wypowiedzią, którą tu zacytowałeś.”

    Ale ja nie pisałem o stylu WO, tylko o wymowie całej gadki.

    Związek zauważysz, jak porównasz (średni) kontent tworzony dla prasy przez takich Orlińskich (zawodowych dziennikarzy, najlepiej na państwowym portalu) z alternatywą (korwinistyczną), którą są cyncynaty na psychiatryku24 (i inne anonimowe łosie z netu).

    A, nie, nie zauważysz, przecież dla ciebie to wyszystko śmierdzace gówno i szajs.

  90. cyncynat
    22/06/2011 o 12:26 am

    O muj borze: „jakosc kontentu” tworzona przez dziennikarzy takich jak WO. I jeszcze niech im panstwo placi, za glupawe recenzje ksiazek, za pisanine o komiksach i filmach, za pisanie o memach z sieci. Wlasnie to panstwo polskie potrzebuje najbardziej.

    Plus standardowe zestaw: „KORWINISTA, PSYCHIATRYK, KACZYNSKI, ZOMO, NKVD, !@”

  91. Quasi
    22/06/2011 o 12:34 am

    @ jaja

    Ale zestawiasz. Bezpodstawnie.

    Zupełnie podstawnie i te podstawy jeszcze dość szczegółowo wymieniłem (wspierając cytatami), pod wskazanymi później linkami.

    „…a jedynie wskazuje pewne podobieństwa między nimi, za sprawą których obaj są dla mnie antypatycznymi typami…”

    Jedynym podobieństwem jest to, że obaj cię zbanowali (ale nie tylko oni).

    Ani Orliński, ani Nicpoń mnie nigdy nie zbanowali…

    „…pod pewnymi względami w sposób podobny. Szerzej o tych podobieństwa, ale i różnicach, pisałem TU i TU.”

    A tu juz łżesz jak bura suka. Nie pisałeś o „podobieństwach pod pewnymi względami” (także tymi spod linków), tylko – zestawiając – pomawiałeś WO o (co najmniej mentalne, WTF?!) oszustwo/machloje/przestępstwo:
    „pewne mentalne podobieństwa dwóch nadętych narcystycznych mizantropów, którzy dorobili się na niezbyt szlachetnej działalności pasożytniczej (jeden na piramidzie finansowej i machlojach, drugi – na pisaniu głupot o głupich filmach do głupiej gazetki): Nicponia i Orlińskiego?”

    Zachowujesz sie jak ta menda Kaczyński bełkoczący „tam gdzie stało ZOMO”. Rzygac się chce.

    =8-O

    Przecież moja wypowiedź, którą sam zacytowałeś, wprost przeczy temu, co mi przypisujesz:

    – Masz w niej wprost napisane, że podobieństwo jest „pewne”, a to == „pod pewnymi względami”, i masz nawet konkretnie napisane pod jakimi względami: „mentalnymi”.

    – Masz w niej wprost napisane, o jakie mentalne podobieństwa chodzi: o „nadęcie, narcyzm, mizantropię”.

    – Masz w niej wprost napisane, że nie przypisuję Orlińskiemu oszustwa/machloj/przestępstw, lecz jedynie „pisanie głupot o głupich filmach do głupiej gazetki”.

    Jeśli Ty nawet tego nie jesteś w stanie zauważyć, to znaczy, że – zakładając Twoją szczerość – z jakichś powodów Twoje zdolności poznawcze lub intelektualne są na tyle zaburzone, że jakakolwiek sensowna komunikacja między nami prawdopodobnie jest niemożliwa: czegokolwiek bym Ci nie napisał, najprawdopodobniej i tak tego nie zauważysz/nie zrozumiesz/nie zapamiętasz. To może w takim razie zamiast do mnie pisać idź sobie gdzieś porzygać.

  92. 22/06/2011 o 6:35 am

    Wow, jaka dyskusja:), szczerze mówiąc, rozbawiło mnie jak automatycznie niektórzy się oburzyli na porównanie Orlińskieho z Nicponiem, ja tych podobieństw widzę też trochę i bliskie mi też jest stanowisko Quasiego.
    Widzę też podobieństwa, że tak powiem, pozytywn: obaj umieją sprawnie pisać, obaj są wyraziści/charakterystyczni, obaj mają wyznawców i TWA:), acz u Nicponia to właściwie sami idioci się obecnie gromadzą.

  93. emluby
    22/06/2011 o 9:23 am

    Jakie jest podobieństwo między Nicponiem a W.O.? Przekonanie o własniej wszechwiedzy i odrzucenie w sposób totalitarny sensownych opinii nie zgodnych ze swoją. Po drugie obaj są pakietowcami w złym tego słowa znaczeniu. Przeczytałem tekst w.o. o orwłelu i powiem szczerze że się trochę załamałem. W.o. przekonuje (z tekstu takie odniosłem wrażenie), że orłel krytykował nie komunizm ( bo zdaniem w.o. go nie znał) tylko faszyzm. Z wymowy tekstu i komentarzy odniosłem wrażenie, że w.o. broni w pewnym sensie komunizmu ( wskazując że orwell go nie krytykował) bo jest mu bliski ideologicznie. Ciekawe w tym tekście jest także odniesienie do mediów – w.o. porównuje ministerstwo prawdy do dzisiejszych mediów – to znaczy do siebie, co koresponduje z tym co napisał powyżej Quasi. Co do opini o szkodliwości czy nie pracy leklamiarzy, pracowników mediów. Jest wolny wybór. Wybór pracy i wybór konsumpcji. Niestety 90 % społeczeństwa chce miec w ten sposób dostarczone informacje. Nie chce się zastanawiać, chce po prostu wygodnie i przyjemnie żyć. Oglądac czerstwego wojewódzkiego i majewskiego. Nie uważam, że możliwe jest ich potępianie, bo było by to niemoralne.

  94. 22/06/2011 o 9:36 am

    Z Orwellem wo ma dużo racji, aczkolwiek zdaje się, ze pierwowzorem tego agenta prowadzącego był jakiś znany działacz partii Pracy

  95. emluby
    22/06/2011 o 9:53 am

    Nie zgadzam się z tym co napisał w.o. o orwellu. Być może wynika to z subiektywnego odbiou jego prac przez nas obydwu, ale jednak. Bez wątpienia orwell był socjalistą. Socjalistą z krwi i kości. Tak jak był socjalistą tak był też antytotalitarystą i wolnościowcem. Rok 1984 to ksiązka pokazująca mechanizm totalitaryzmu, pragnienia władzy dla władzy. Jasne ( zresztą ktoś zwrócił uwagę, w komentarzu na blogu w.o.), ze orwell pisał o angli i angsocu bo był z w.b., ale stwierdzenie, że pisał o anglii bo przestrzegał przed kapitalizmem angielskim, który może sie przekształcic w totalitaryzm opisany w 1984 jest wielki uproszczeniem napisanym pod zadaną teze.

    galopujący major :
    Z Orwellem wo ma dużo racji, aczkolwiek zdaje się, ze pierwowzorem tego agenta prowadzącego był jakiś znany działacz partii Pracy

  96. emluby
    22/06/2011 o 10:12 am

    w wikipedie je tak :
    O’Brien was partly inspired by the character of Gletkin from Arthur Koestler’s novel Darkness at Noon.[1] He also bore some resemblance to Brendan Bracken, the Minister for Information that Orwell worked under during the Second World War. As well as sharing the same initials and office number (Room 101), they shared similar approaches to censorship. The torture scenes (undertaken by O’Brien) were influenced in part by the stories leaked out of Soviet Russia of the punishments given by the government to political prisoners in mental hospitals and the Gulags.
    http://en.wikipedia.org/wiki/O'Brien_(Nineteen_Eighty-Four)
    ale czyż można jej wierzyć ?

    galopujący major :
    Z Orwellem wo ma dużo racji, aczkolwiek zdaje się, ze pierwowzorem tego agenta prowadzącego był jakiś znany działacz partii Pracy

  97. jaja
    22/06/2011 o 2:35 pm

    @Ech, Quasi

    Mi już się nie chce dalej, i tak się nie przekonamy. Podliżę ci się jeszcze tylko, że niemal zawsze masz rację i zgadzam się z tobą.

    Ale jak już lecisz w emo (własciwsze niż użyte przeze mnie „kompleksy”) – wtedy ci wychodzą takie kwiatki jak wyżej: z jednej strony Wyborcza jest głupią gazetką a z drugiej, przy zestawieniu WO i Nicponia (idiotycznym: obaj pasożytami, ale jednak jeden pisze teksty a drugi to oszust), podpierasz się autorytetem dwóch nicków (świrniętych na punkcie WO).

  98. jaja
    22/06/2011 o 3:40 pm

    cyncynat :
    O muj borze: „jakosc kontentu” tworzona przez dziennikarzy takich jak WO. I jeszcze niech im panstwo placi, za glupawe recenzje ksiazek, za pisanine o komiksach i filmach, za pisanie o memach z sieci. Wlasnie to panstwo polskie potrzebuje najbardziej.
    Plus standardowe zestaw: „KORWINISTA, PSYCHIATRYK, KACZYNSKI, ZOMO, NKVD, !@”

    Tak, na tym kontencie tworzonym przez WO i innych dziennikarzy zawodowych pasożytują takie internetowe, jak i ty. Nie odwrotnie.

    A jeśli chodzi o „standardowy zestaw”, to nie ma tego w prasie (a o niej pisałem) . Ale nawet choćby jego notki o „budowie autostrad” to lepszy kontent niż wszystko, co ty naprodukowałeś (a ja miałem nieszczęście przeczytać).

  99. Quasi
    22/06/2011 o 3:45 pm

    @ jaja

    Ale jak już lecisz w emo (własciwsze niż użyte przeze mnie „kompleksy”)

    Nie rozumiem jaki tu w ogóle może być „kompleks”? Kompleks niebycia quasi-znanym quasi-sowicie opłacanym dziennikarzem od popkultury w quasi-poczytnym pisemku na zadupiu Europy? Naprawdę, na tym świecie jest tyle wspaniałych rzeczy i ludzi, wobec których mam powody mieć kompleksy, że fucha i lajfstajl Orlińskiego nie znalazłaby się nawet w top milion…

    z jednej strony Wyborcza jest głupią gazetką

    GW jest głupią gazetką, tak jak jak hamburger jest śmieciowym posiłkiem. GW to intelektualny odpowiednik hamburgera i to ponoć takiego z najwyżej środkowej półki.

    a z drugiej, przy zestawieniu WO i Nicponia (idiotycznym: obaj pasożytami, ale jednak jeden pisze teksty a drugi to oszust),

    Obaj są pasożytami, bo obaj sprzedają gówno w cenie złota: jeden sprzedaje za grubą forsę dreszczyk emocji związany z płonną nadzieją na łatwy zarobek (czyli w przybliżeniu taki trochę mniej uczciwy hazard, a al gra w 3 kubki), a drugi – za nieco mniejszą forsę sprzedaje nieco więcej warte dyletanckie wypociny o komercyjnych substytutach kultury, zachęcające do wydawanie na nie pieniędzy oraz do lampienia się w gazetowe reklamy (czyli robi coś, co wiele osób robi za friko, a przynajmniej taniej).

    podpierasz się autorytetem dwóch nicków

    Nie podpieram się żadnym „autorytetem”, tylko zwracam uwagę, że – wbrew Twoim sugestiom – napisałem o spostrzeżeniach, które nie ja pierwszy dokonałem/które nie są mojego autorstwa.

    (świrniętych na punkcie WO)

    Tak, cierpiących na „butthurt”, kompleksy i orgazm wywoływany Gazetą Wyborczą.

  100. jaja
    22/06/2011 o 5:00 pm

    @cyncynat
    „bylbym zapomnial: a czy ty przypadkiem nie pracujesz gdzies w okolicach polskich mediow? to by wytlumaczylo taka analna reakcje na krytyke tego szajsu. wtedy sorasy, ale sam jestes tego winny.”

    Czemu nie zakwaczesz od: OMG ODKRYŁEM BRONIĄCY SIĘ UKŁAD MEDIALNY!!!!11 Jak już się masz ośmieszać to na całość.

  101. jaja
    22/06/2011 o 5:09 pm

    @Quasi
    „Obaj są pasożytami, bo obaj sprzedają gówno w cenie złota: jeden sprzedaje za grubą forsę dreszczyk emocji związany z płonną nadzieją na łatwy zarobek (czyli w przybliżeniu taki trochę mniej uczciwy hazard, a al gra w 3 kubki), a drugi – za nieco mniejszą forsę sprzedaje nieco więcej warte dyletanckie wypociny o komercyjnych substytutach kultury, zachęcające do wydawanie na nie pieniędzy oraz do lampienia się w gazetowe reklamy (czyli robi coś, co wiele osób robi za friko, a przynajmniej taniej).”

    W momencie, gdy WO pisze książkę (ale też przeprowadza wywiad, itp), którą ludzie kupują z własnej nieprzymuszonej (nieoszukanej) woli i są z tego zadowoleni (co jest pewne, po dyskusjach na jego blogu): 1) przestaje być pasożytem (a na pewno w znaczeniu porównywalnym do Nicponia), 2) zaczyna się twoje pitolenie (o jego pasożytnictwie).

    A „dyletanckie wypociny o komercyjnych substytutach kultury” to zapewne tylko twoje niezrozumienie. Nie musisz wszystkiego.

  102. jaja
    22/06/2011 o 5:23 pm

    @Quasi
    „Nie rozumiem jaki tu w ogóle może być „kompleks”?”

    Np. taki: jejku, WO pisze takie głupoty zbija na tym taką kasę, a ja taki mądrze i… dupa”. I masz kompleks jak ta lala.
    Ale to teoretycznie, przypominam, że wycofałem się już z tego określenia.

  103. Quasi
    22/06/2011 o 7:07 pm

    @ jaja

    W momencie, gdy WO pisze książkę (ale też przeprowadza wywiad, itp), którą ludzie kupują z własnej nieprzymuszonej (nieoszukanej) woli i są z tego zadowoleni (co jest pewne, po dyskusjach na jego blogu): 1) przestaje być pasożytem (a na pewno w znaczeniu porównywalnym do Nicponia), 2) zaczyna się twoje pitolenie (o jego pasożytnictwie).

    Jasne – „Volenti non fit iniuria”. Korwin byłby z Ciebie dumny…

    Ludzie z własnej woli, z zadowoleniem i – formalnie – bez oszustwa wchodzą też w piramidki finansowe, w nałóg tytoniowy/narkotyczny/alkoholowy, w hazard, w obżeranie się fastfoodami, w fanboizm i w inne formy kosztownego „ganiania za własnym ogonem”, o których wspominał pandada. Z własnej woli, z zadowoleniem i bez formalnego oszustwa ludzie też zachwycają się popkulturowym chłamem, i jego recenzjami, oraz łykają reklamy, a później przepłacają za zachwalane nimi gówno (potrzeby posiadania którego by nie odczuwali, gdyby nie chytry marketing), finansując przy tym te reklamy (i fortuny kapitalistów).

    Kapitalistyczne pasożytnictwo, o którym pisałem, to nie formalny przymus czy oszustwo, lecz kreowanie sztucznych potrzeb i drastyczna różnica między płaconą ceną, a wartością/potrzebnością otrzymywanego za nią „dobra”. I jak już wspominałem, to nie tyle refleksja nad Orlińskim, co nad kapitalizmem i marketingiem. Jeśli profesję reklamiarza, akwizytora szajsu itp. uważasz za profesje szlachetne – bo żerują tylko na wolnych i zadowolonych – to moje refleksje, oparte na moim arbitralnym wartościowaniu możliwych do zaoferowania dóbr/usług, oczywiście Cię nie przekonają.

    A „dyletanckie wypociny o komercyjnych substytutach kultury” to zapewne tylko twoje niezrozumienie. Nie musisz wszystkiego.

    Czego nie zrozumiałem? Np. tego, że – jak pisał w GW WO – współczynnik Giniego dla Japonii jest niższy niż dla Polski albo że Savonarola został stracony za to, że jego apokaliptyczne proroctwo się nie sprawdziło?

    Np. taki: jejku, WO pisze takie głupoty zbija na tym taką kasę, a ja taki mądrze i… dupa”. I masz kompleks jak ta lala.

    Ale gdzie ja się niby skarżyłem na swoje zarobki albo twierdziłem, że „piszę mądrze” (albo że w ogóle coś za pieniądze piszę)? Mówisz, że tak jak cynycnat mam kompleks wobec dziennikarzy; i jeszcze pewnie orgazmu od GW dostaję?

    Dobra, już mi się znudziło patrzeć jak bluźnierczo liżesz stopy temu nieprzyjemnemu facetowi i zaczęło mnie to żenować. Jeśli tak bardzo Ci zależy, by się dla niego poświęcać, to może zamiast syczeć na bluźnierców Twojego idola, lepiej pięć razy umyj mu samochód – wtedy może nawet rzuci Ci stówę.

  104. jaja
    22/06/2011 o 7:28 pm

    „Ludzie z własnej woli, z zadowoleniem i – formalnie – bez oszustwa wchodzą też w piramidki finansowe, w nałóg tytoniowy/narkotyczny/alkoholowy, w hazard, w obżeranie się fastfoodami, w fanboizm i w inne formy kosztownego „ganiania za własnym ogonem”, o których wspominał pandada. Z własnej woli, z zadowoleniem i bez formalnego oszustwa ludzie też zachwycają się popkulturowym chłamem, i jego recenzjami, oraz łykają reklamy, a później przepłacają za zachwalane nimi gówno (potrzeby posiadania którego by nie odczuwali, gdyby nie chytry marketing), finansując przy tym te reklamy (i fortuny kapitalistów).”

    Ale Ty to piszesz o mrw, inzmru czy vontrompce, gammoniu, barcie, kay?! Pliiiizd, nie osmieszaj się!

    „Kapitalistyczne pasożytnictwo, o którym pisałem, to nie formalny przymus czy oszustwo, lecz kreowanie sztucznych potrzeb i drastyczna… [itd itp]”

    Tak, o tym też WO (już wcześniej od ciebie), nazywając to (po swojemu) marksizmem. Więc niestety, jesteś wobec niego wtórny (pasożytniczy?).

    „Czego nie zrozumiałem? Np. tego, że – jak pisał w GW WO – współczynnik Giniego dla Japonii jest niższy niż dla Polski albo że Savonarola został stracony za to, że jego apokaliptyczne proroctwo się nie sprawdziło?”

    Jak napiszesz coś równie fajnego jak „Co to są sepulki? Wszystko o Lemie”
    (nie czytałem jeszcze „Ameryka nie istnieje”, ale po czytelnikach na blogu – tez niezłe), to podamay.

    „Ale gdzie ja się niby skarżyłem na swoje zarobki albo twierdziłem…”

    Ale czego nie rozumiesz w (powtórzonym!) „wycofałem”?

    „Dobra, już mi się znudziło patrzeć jak bluźnierczo liżesz stopy temu nieprzyjemnemu facetowi i zaczęło mnie to żenować.”

    No, to nara.
    Aha, ja nie liżę. Mam w zwyczaju odzywać się wtedy, gdy coś mi nie pasuje (a u WO straciłem przez to już 3 nicki). To wy się tu, tym WO (i Wyborczą), liżecie na przemian z masturbacją. Sorki, że przerwałem.

  105. 22/06/2011 o 7:47 pm

    @quasi
    „w nałóg tytoniowy/narkotyczny/alkoholowy”

    Powinieneś kiedyś spróbować, może upuściłbyś sobie pary spod dekla.

    „w fanboizm”

    Jest, do kurwy nędzy, wiek XXI, rok 2011. Czy możemy już wreszcie wszyscy zgrepować, że internetowy fanboizm w wykonaniu WO to bardzo tani (ale radosny) troll?

    „w inne formy kosztownego „ganiania za własnym ogonem””

    Na czym niby to ganianie ma polegać? Na tym, że trzeba pracować, i że do tej pracy trzeba mieć odpowiednie narzędzia? Akurat w wypadku WO (a także w moim, barta i kogo tam jeszcze) wydatki muszą mieć jakieś uzasadnienie, często większe niż zwykłe chciejstwo.

    „zachwycają się popkulturowym chłamem”

    Tak to cała sztuka jest chłam.

    „potrzeby posiadania którego by nie odczuwali, gdyby nie chytry marketing”

    Gdyż wszystkim nam wystarczy 640 kb pamięci.

    „to moje refleksje, oparte na moim arbitralnym wartościowaniu możliwych do zaoferowania dóbr/usług, oczywiście Cię nie przekonają.”

    Bo głupio zakładasz, że ludzie muszą być użyteczni.

    „to może zamiast syczeć na bluźnierców Twojego idola”

    Tak się właśnie formuje lewicowe pierdolnięcie. A wiadomo przecież że #pierdolnięciejestpierdolnięcie

  106. cyncynat
    22/06/2011 o 8:03 pm

    Bozia! Stracil trzy nicki. Jakis syndrom sztokholmski czy co? No wiec nie tylko „lizesz”, ale jeszcze i dostajesz kopniaki od swojego pana. Jestes obrzydliwym, slabo rozgarnietym balwanem.

  107. cyncynat
    22/06/2011 o 8:09 pm

    Eli, WO byl taki – toczka w toczke – w 1998. Nie klam juz. Tyle ze wtedy byl nieszkodliwym fanbojem, takim chamem jak dzis zostal juz jak dobiegl magicznej 40stki.

  108. Anonim
    22/06/2011 o 8:36 pm

    cyncynat :
    Bozia! Stracil trzy nicki. Jakis syndrom sztokholmski czy co? No wiec nie tylko „lizesz”, ale jeszcze i dostajesz kopniaki od swojego pana. Jestes obrzydliwym, slabo rozgarnietym balwanem.

    Daj se luz, kretynka już z siebie zrobiłeś wcześniej :)

  109. Anonim
    22/06/2011 o 8:45 pm

    cyncynat :
    Eli, WO byl taki – toczka w toczke – w 1998. Nie klam juz. Tyle ze wtedy byl nieszkodliwym fanbojem, takim chamem jak dzis zostal juz jak dobiegl magicznej 40stki.

    Ale ty nie masz nawet szansy na (nie tylko zostanie, ale nawet) zbliżenie się do „takim chamem”, bo jesteś nikim/niczym. Napisz notkę i porównaj z jakaś WO, z oddziaływaniem w necie, pośmiejemy się razem, jakim zerem jesteś i jak ci żyłka skacze do WO.

  110. jaja
    22/06/2011 o 8:49 pm

    Dwa powyższe komenty moje (jaja), ale logowanie jak widzi, że do cyncynat, to woli wywalić się niż z tym alkoholikiem gadać.

  111. cyncynat
    22/06/2011 o 8:50 pm

    Anonim :

    cyncynat :
    Bozia! Stracil trzy nicki. Jakis syndrom sztokholmski czy co? No wiec nie tylko „lizesz”, ale jeszcze i dostajesz kopniaki od swojego pana. Jestes obrzydliwym, slabo rozgarnietym balwanem.

    Daj se luz, kretynka już z siebie zrobiłeś wcześniej :)

    idz, idz do WO – po kolejny nick i jeszcze jeden kopniak. W sumie sie WO tu nie dziwie – kto by chcial tak durnowatego fana?

  112. cyncynat
    22/06/2011 o 8:57 pm

    „Napisz notkę i porównaj z jakaś WO, z oddziaływaniem w necie, pośmiejemy się razem, jakim zerem jesteś i jak ci żyłka skacze do WO.”

    Bozia, bozia, jakie ty masz glupawe ambicje. Nie wszyscy tak maja. W zasadzie, takiego jak ty to chyba pierwszy raz spotkalem. Sam WO traktuje swoje notki jako takie pierdy, za ktore nikt mu zaplacic nie chce.
    Ty jestes chyba jedyna istota w tych okolicach Internetu, ktora pisanie blogonotek traktuje ambicjonalnie. Jakim musisz byc smutnym panem IRL.

  113. 22/06/2011 o 9:55 pm

    @cyncynat
    „Nie klam juz.”

    Czekaj, to ty wyleciałeś kiedyś u Nawratka ze swoją zajebistą analizą ttdkn-u?

  114. 22/06/2011 o 9:58 pm

    Rany, rany co za żenę mi tu odstawiacie na blogu, jak w jakimś psychiatryku. No więc po po pierwsze, Quasi w swoim oglądzie przez porównania pomija różnicę między wo, a Nicponiem, a przy podobieństwach zestawia megakrzywdę wyrządzoną przez Nicponia (utrata kupy oszczędności) z problematyczną, wtórną i minimalną ewentualną krzywdą wyrządzoną przez wo. Na tej zasadzie właściwie każdego pracownika w biznesie można porównać z Nicponiem, bo przyczynia się do sprzedaży jakiegoś gówna stworzonego przez ten biznes. Pani Jadzia na kasie w Biedronce też w zasadzie krzywdzi, a więc jest jak Nicpoń, czyż nie?

    @jaja – popełniasz imho jeszcze bardziej rażący błąd niż barts, zakładając, że aby hejterzyć wo, trzeba mieć butthurt, czegoś zazdrościć, mieć niespełnione ambicje itd. Nie pomyślałeś, że niektórzy go nie lubią po prostu za bucerę. Popatrz choćby na jego ostatnią dyskusję z Trystero, gdzie miał dużo racji, co do roli państwa w rynku mediów, ale jak zwykle zaczął pluć korwinizmem i psychiatrykiem.

    Co do GW, uważam, że reportaż ma na wybitnym poziomie (Kapuściński, Smoleński, Jagielski, Szczygieł, Hugo-Bader). Co ciekawe Robert Zieliński z Gazety Prawnej napisał na twicie, że doszły go plotki o kasowaniu Dużego Formatu. Jeśli prawda, to …

  115. cyncynat
    22/06/2011 o 10:10 pm

    eli.wurman :
    @cyncynat
    „Nie klam juz.”
    Czekaj, to ty wyleciałeś kiedyś u Nawratka ze swoją zajebistą analizą ttdkn-u?

    Wait, myslalem ze ttdkn nie istnieje. Masz na mysli tych smutasow, co po raz drugi najechali na blog Nawratka?

  116. cyncynat
    22/06/2011 o 10:18 pm

    galopujący major :
    Rany, rany co za żenę mi tu odstawiacie na blogu, jak w jakimś psychiatryku. No więc po po pierwsze, Quasi w swoim oglądzie przez porównania pomija różnicę między wo, a Nicponiem, a przy podobieństwach zestawia megakrzywdę wyrządzoną przez Nicponia (utrata kupy oszczędności) z problematyczną, wtórną i minimalną ewentualną krzywdą wyrządzoną przez wo. Na tej zasadzie właściwie każdego pracownika w biznesie można porównać z Nicponiem, bo przyczynia się do sprzedaży jakiegoś gówna stworzonego przez ten biznes. Pani Jadzia na kasie w Biedronce też w zasadzie krzywdzi, a więc jest jak Nicpoń, czyż nie?
    @jaja – popełniasz imho jeszcze bardziej rażący błąd niż barts, zakładając, że aby hejterzyć wo, trzeba mieć butthurt, czegoś zazdrościć, mieć niespełnione ambicje itd. Nie pomyślałeś, że niektórzy go nie lubią po prostu za bucerę. Popatrz choćby na jego ostatnią dyskusję z Trystero, gdzie miał dużo racji, co do roli państwa w rynku mediów, ale jak zwykle zaczął pluć korwinizmem i psychiatrykiem.
    Co do GW, uważam, że reportaż ma na wybitnym poziomie (Kapuściński, Smoleński, Jagielski, Szczygieł, Hugo-Bader). Co ciekawe Robert Zieliński z Gazety Prawnej napisał na twicie, że doszły go plotki o kasowaniu Dużego Formatu. Jeśli prawda, to …

    Smolenski? Boj sie YHVE, Majorze. To ten Smolenski co kiedys pisal, ze antyukrainskie nastroje w Polsce to dzielo rosyjskich sluzb. Taki sam smutas co Weglarczyk.

    (A re plucie korwinizmem, no przeciez „jaja” tu odstawia jeszcze gorszego, bo glupszego, WO. Niby jak go chcesz przekonac, skoro on nie tylko „korwinizmem i psychiatrykiem” jedzie, ale juz nawet „Kaczynskiego” zaczyna z szafy wyciagac.)

  117. vHF
    22/06/2011 o 10:28 pm

    eli.wurman :
    @cyncynat
    „Nie klam juz.”
    Czekaj, to ty wyleciałeś kiedyś u Nawratka ze swoją zajebistą analizą ttdkn-u?

    To ja byłem, dziękuję za uznanie. BTW możesz jakiś komiks polecić? Byle sprzed 1980.

    A cepanina piękna, nie wiem dlaczego major narzeka. Ja już trzy paczki chrupków zjadłem.

  118. 22/06/2011 o 10:33 pm

    Oj, ale Smoleńskiego to się czyta reportaże z Bliskiego Wschodu, gdzie wykłada racje obu stron. „Izrael już nie frunie” (ze zbioru, który wziął tytuł od tego tekstu) to dla mnie taka mała perełka współczesnego, polskiego reportażu.

  119. cyncynat
    22/06/2011 o 10:47 pm

    galopujący major :
    Oj, ale Smoleńskiego to się czyta reportaże z Bliskiego Wschodu, gdzie wykłada racje obu stron. „Izrael już nie frunie” (ze zbioru, który wziął tytuł od tego tekstu) to dla mnie taka mała perełka współczesnego, polskiego reportażu.

    Ale jaja. Smolenski napisal kiedys cala serie „reportazy” o Bliskim Wschodzie, jednym z glownych przeslan ktorych bylo, ze „Rosjanie psuja Izrael”. Bylych obywateli ZSRR okreslil zbiorowo plemieniem Rosyjskim i pojechal takimi stereotypami, ze szkoda gadac. Nawet napisal, ze ilosc wypadkow drogowych za ich sprawa wzrosla. Koszmar. Ja mam sporo przyjaciol jeszcze ze szkoly sredniej i z podworka w Izraelu. Wszyscy (3) moi nauczyciele matmy sa tam. Wiec sie troche wkurwilem. By nowych obywateli Izraela zakwalifikowac jako „Ruscy” Smolenski najpierw przeprowadzil wywiad z liberalem w izraelskim parlamencie Nitzan Horowitz – w ktorym to wywiadzie, Horowitz ponoc okreslil bylych obywateli ZSRR jako „Rosjanie”. I ponoc stad Smolenski wzial swoje „Rosyjskie plemie Izraela” i pojechal stereotypami o mafii, wodce itd. Wywiad jest tu: http://wyborcza.pl/1,98077,6376582,Dlaczego_lewica_przegrala_.html
    A poniewaz sie wkurwilem to napisalem do samego Horowitza. Horowitz mi napisal: „About the quote, if that was the quote Gazeta Wyborcza published than they misquoted me completely. I said to the newspaper that it is common and well known that many of the voters of „Yisrael Beitenu” are ex-Soviet Union citizens. That’s all”.
    Takie to zajebiste reportaze z Bliskiego Wschodu.

  120. 22/06/2011 o 11:09 pm

    Nie wiem, o jakiej serii piszesz, w serii reportaży wdanych pod tytułem „Izrael już nie frunie” wątek „Rosjanie psują Izrael” nie był żadnym głównym przesłaniem. Być może był jakiś jeden tekst na kilkanaście (kilkadziesiąt?), a przesłaniem głównym był oczywiście wątek konfliktu arabsko-izraelskiego. Szczerze mówiąc, podejrzewam, że zbiór reportaży, których głównym (albo jednym z głównych) przesłaniem byliby Rosjanie psujący Izrael, w ogóle by w Polsce nie został wydany, bo who cares? Reasumując, generalizujesz na temat zbioru, którego nie czytałeś. A powtarzam, imho jest świetny.

    Natomiast sprawa z Horowitzem, rzeczywiście, straszna żena Smoleńskiego i podważa jego wiarygodność, nie wiedziałem.

  121. vHF
    22/06/2011 o 11:15 pm

    No dzieci, wujek Fleischer zostaje nurkiem tygodnia znowu:
    http://circ.nowyekran.pl/post/18362,do-glupszych-braci-w-wierze
    Ostrzegam, bardzo mocne. Sam troche zly jestem ze przed snem przeczytalem, zamiast po „abstrakcie” zostawic na jutro.

  122. cyncynat
    22/06/2011 o 11:17 pm

    tu o:

    http://wyborcza.pl/1,76842,6379944,Rosyjskie_plemie_Izraela.html?as=2&startsz=x

    leci tam:
    „Zaczęli jechać tłumnie pod koniec lat 80., gdy Gorbaczow rozszczelnił sowieckie granice. Rychło okazało się, że są największą aliją w historii Izraela – grubo ponad milion przybyszy. Przyjęto ich z otwartymi ramionami. Dzięki nim – uważano – kraj wróci do Europy, staną się równowagą dla Żydów z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu.

    Byli wśród nich wspaniali filharmonicy; wielkie orkiestry ma niemal każde izraelskie miasteczko. Nakręcili koniunkturę na rynku nieruchomości. Podnieśli poziom teatru i filmu. Zasilili izraelski high-tech, dziś bodaj lepszy niż ten z Doliny Krzemowej. Na wybiegach pojawiły się blondwłose, długonogie modelki z niebieskimi oczyma i słowiańskim uśmiechem.

    Ale też gwałtownie wzrosła liczba wypadków drogowych. Przybyło klienteli opieki społecznej. Narodziła się zorganizowana przestępczość, Izrael stał się pralnią brudnych pieniędzy. Weterani z Afganistanu burzyli się, że z taką kartą kariera w izraelskim wojsku jest dla nich zamknięta. W sklepach pojawiła się wódka, której wcześniej w Izraelu w zasadzie nie pito.

    Wszystko to byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby chcieli się integrować. Lecz oni woleli mieszkać w rosyjskich gettach, mówić po rosyjsku, kupować w rosyjskich sklepach, czytać rosyjskie gazety, a w niedzielę chodzić do cerkwi, zamiast w sobotę do synagogi. Wnet wyszło szydło z worka – może połowa z nich, a może nawet więcej, nie miała z żydostwem nic wspólnego. Wyjazd do Izraela był najzwyklejszą emigracją za chlebem, a nie powrotem do ziemi przodków.”

    czyli: wodka, filharmonia, mafia i wypadki samochodowe. Zajebiste reportaze z Bliskiego Wschodu.
    Bylo jeszcze ze 3(?) o podobnej wymowie.

    Ty chyba naprawde masz zludzenia o poziomie GW. Oh well.

  123. Quasi
    22/06/2011 o 11:21 pm

    @ major

    No więc po po pierwsze, Quasi w swoim oglądzie przez porównania pomija różnicę między wo, a Nicponiem,

    Nie pomija. Nawet dwukrotnie tu dawał linki do 2 długich komentarzy poświęconym głównie tym różnicom.

    a przy podobieństwach zestawia megakrzywdę wyrządzoną przez Nicponia (utrata kupy oszczędności) z problematyczną, wtórną i minimalną ewentualną krzywdą wyrządzoną przez wo.

    I wyraźnie i wielokrotnie pisał, że zestawienie to jest jakościowe, nie ilościowe, a ilościowo byłoby oczywiście na korzyść Orlińskiego. Poza tym – co również powtarzał wielokrotnie – to jest refleksja bardziej nad kapitalizmem niż nad indywidualną moralnością jego pionków (a w kapitalizmie minimalne krzywdy zadawane milionami pionków się sumują i w efekcie miliony mrą z głodu gdy inne miliony mrą z przeżarcia lub ganiają za własnymi ogonami).

    Na tej zasadzie właściwie każdego pracownika w biznesie można porównać z Nicponiem, bo przyczynia się do sprzedaży jakiegoś gówna stworzonego przez ten biznes. Pani Jadzia na kasie w Biedronce też w zasadzie krzywdzi, a więc jest jak Nicpoń, czyż nie?

    Po pierwsze: Nie pisałem, że WO jest jak Nicpoń, lecz jedynie że łączą go z nim pewne podobieństwa. Zresztą i ten Nicpoń poza piramidką zapewne robił rzeczy bardziej szlachetne.

    Po drugie: Nie każdy biznes produkuje gówno, no i gówno gównu nie równe. Popkulturowe gówno WO z pewnością zasługuje na wyższe noty niż pseudo-hazardowe gówno Nicponia. Pani Jadzie sprzedaje różne rzeczy i w sumie pewnie wychodzi lepiej od obu z nich.

    Po trzecie: Pani Jadzia różni się od Orlińskiego tym, że najczęściej praktycznie nie ma wyboru zawodu, podczas gdy WO – ze swoją wyjściową pozycją społeczno-ekonomiczną, inteligencją, wykształceniem, talentami i przebojowością – mógł wybierać między różnymi profesjami, a wybrał nieszczególnie szlachetną (i sam przyznaje, że zrobił to z pobudek materialistycznych). W Norymbergach nie sądzi się szeregowców posłusznie wykonujących rozkazy pod groźbą rozstrzelania…

    Popatrz choćby na jego ostatnią dyskusję z Trystero, gdzie miał dużo racji, co do roli państwa w rynku mediów, ale jak zwykle zaczął pluć korwinizmem i psychiatrykiem.

    Nie to jest najgorsze, że pluł tymi etykietkami, lecz to, że nie zauważał, bądź umyślnie fałszywie prezentował, o co chodziło dla Trystero. WO atakował T. tak jakby ten twierdził, że państwowy portal jest zły, bo profanuje świętość wolnego rynku. W rzeczywistości T. twierdził coś zupełnie innego:

    1. Obecny rynek portali – dość bliski rynkowi idealnemu – pokazuje, że w społeczeństwie po prostu nie ma istotnego zainteresowania ofertą o jakiej marzy TTDKN i której zapewnienia oczekiwałby od państwa (i o to chodziło w jego uwadze o antyrynkowości propozycji).

    2. W efekcie portal TTDKN nie spełniałby oczekiwanej funkcji – tj. rzetelnego informowania społeczeństwa i szybkiego debunkowania popularnych mitów/misinformacji – bo zwyczajnie pies z kulawą nogą by do niego nie zaglądał.

    3. Ci, którzy potencjalnie mogliby być zainteresowani ofertą takiego portalu – czyli jakaś nisza trzeźwych inteligentów – z reguły i tak sami potrafią sobie zapewnić rzetelne informacje lub debunkowanie bzdur, a przede wszystkim nie są podatni na zgubne efekty portalozy, której boi się TTDKN.

    4. Stąd, zdaniem Trystero, aby osiągnąć cel stawiany przez TTDKN – tj. odtruwanie ludu z głupoty i kłamstw oraz immunizowanie go na ich wpływ – państwo lepiej niż w portal powinno zainwestować w edukację lub w cenzurę internetu. Skoro cenzura jest niewykonalna, choćby ze względów technicznych, prawdopodobnie pozostaje skupienie się na edukacji.
    Ergo: Państwowy portal informacyjny przede wszystkim byłby zbędny i nieskuteczny z punktu widzenia celu społecznego stawianego przez TTDKN, a nie z punktu widzenia dogmatów Kościoła Rynku Świętego i jego Mistycznego Ciała.

    Do tego Orliński palnął jakąś nieprzemyślaną głupotę – że niby medycyna i farmacja, za sprawą wolnego rynku, bardziej interesuje się zwalczaniem zmarszczek i siwizny niż zwalczaniem raka i gruźlicy – i zamiast po prostu się z niej wycofać (i tak nie miała żadnego znaczenia dla sedna dyskusji), krętaczył żałośnie aby sprawić wrażenie, że stoi na jego.

    Nie to, że Trystero wypadł jakoś oszałamiająco – irytowały zwłaszcza te jego próby kopania się z koniem na wredne przysrywki oraz całe kaskady niezrealizowanych pożegnań, zbędne rozwijanie wymęczonych analogii, wpadki na niechlujnym przytaczaniu danych oraz nieprzemyślane uwagi o prawie cywilnym – ale sedno jego argumentacji nie zostało zbita ani nawet poważnie zaatakowane.

  124. 22/06/2011 o 11:38 pm

    Oh well, ty po prostu hejterzysz GW, więc jak ci trzeci raz zasugerują, że fakt, iż jeden reportaż nie pasuje ci ideolo, nie oznacza, że cała książka jest taka, to i tak powtórzysz swoje haha, przecież to Wyborcza, haha, zobacz, co pisali o Rosjanach, hahah, ale zajebiste. No mnie jednak to nie bierze, sorry. Zwłaszcza że książkę czytałem.

    Dalej, mam pewne wątpliwości, co do linkowanego tekstu, czy nie jest on czasem pisany, podobnie jak cała książka, jako zderzenie dwóch punktów widzenia, a nie odautorski komentarz. Ten linkowany to właśnie punktu widzenia przeciwników Rosjan, wczytaj się dalej:

    „Wszystko to byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby chcieli się integrować. Lecz oni woleli mieszkać w rosyjskich gettach, mówić po rosyjsku, kupować w rosyjskich sklepach, czytać rosyjskie gazety, a w niedzielę chodzić do cerkwi, zamiast w sobotę do synagogi. Wnet wyszło szydło z worka – może połowa z nich, a może nawet więcej, nie miała z żydostwem nic wspólnego. Wyjazd do Izraela był najzwyklejszą emigracją za chlebem, a nie powrotem do ziemi przodków.

    I jeszcze – na Izraelczyków patrzyli z góry; co taki sabra, Jemenita albo ciemnoskóry Felasz wie o balecie klasycznym, lotach w kosmos i poezji Puszkina? Sowiecki nacjonalizm kazał im pogardzać Arabami. Nienawidzili lewicy, kojarzonej z komunizmem. Ale też tęsknili za silną władzą.”

    Ten drugi akapit, to jakby przywoływanie, nieco kpiąco, żalów rusofobów, jakby ktoś oddawał głos Polsce z psychiatryka.

    BTW A co, gdy się okaże, że Smoleński na temat emigracji rosyjskiej ma kwity i rzeczywiście to tak wygląda: brak asymiliacji, wzrost przestępczości, plus wykwit własnej kultury, przecież dokładnie tak wyglądała parę lat temu emigracja z Polski na Wyspy (no może poza kulturą), więc czemu u Rosjan miało być inaczej? Bo mieli kiedyś Tołstoja?

  125. cyncynat
    22/06/2011 o 11:49 pm

    Ale ja widze to inaczej, to ze Smolenskiemu udalo sie napisac pare razy cos co Ci sie podobalo, nie czyni z niego dobrego reportazyste skoro zdazylo mu sie napisac tez kilka razy kompletne bzdury.

    Dwa. Widziales gdzies quote marks? Ja nie widzialem, stad tez wnioskuje, ze Smolenski sympatyzuje ze stereotypami, ktore szerzy. Przeciez wlasnie po to przeklamal Horowirtza by pisac o plemieniu Rosyjskim. (Poza tym, please, nie powtarzaj nonsensow – imigranci z ZSRR to nie sa Rosjanie. Przynajmniej nie tylko.)

    Co do kwitow. Sorry, zaczynasz tu jechac jak typowy rasista znad Wisly. Nie rozumiesz, ze powtarzanie glupich etnicznych stereotypow jest zle niezaleznie od „kwitow”? Ja myslalem, ze juz to przerabialismy przy dyskusji o Muslimach, ale widze, ze masz nawroty. Co powiesz o kwitach na istnienie Zydokomuny?

    And last, but not least. Tak mi sie zdarzylo by sprawdzic statystyki wypadkow samochodowych w Izraelu. Uwierz mi na slowo, bo szukac jescze raz nie bede – po 1991 ilosc wypadkow per capita raczej zmalala. Tak to jest z nacjonalizmem, stereotypami i „kwitami”.

  126. cyncynat
    22/06/2011 o 11:52 pm

    BTW re „tak wyglądała parę lat temu emigracja z Polski na Wyspy”. Nie pisz takich bzdur Majorze, pliz.

  127. 23/06/2011 o 12:14 am

    Jeszcze raz, napisałem, co dokładnie mi się podobało, konkretnie, który tekst. Dwa, cały czas mam wątpliwości na ile to tekst jak Smoleński widzi Rosjan w Izraelu, a na ile, jak Żydzi widzą Rosjan w Izraelu. To zupełnie coś innego. Trzy, to nie są rasistowskie, etniczne stereotypy (no może poza filharmonią i modelkami), tylko klasyczne problemy pierwszej fali imigrantów, zwłaszcza zarobkowych bez kwalifikacji (asymilacja, alkoholizm, przestępczość) niezależne od rasy, czy pochodzenia. Choć jasne będzie, że Rosjanie będą pić wódkę, a nie rum.

    No i przecież na tym blogu powtarzasz non stop stereotypy o Polaczkach, z których się śmiejesz, że rasiści, nietolerancyjni, chujowi i w ogóle. I jakoś ci to nie przeszkadza. No więc wyobraź sobie, że przecież ci sami, klienci psychiatryka, czytelnicy Wyborczej, wyjechali na Wyspy, bo przecież lewicowi liberałowie-kosmopolici to w ogromnej większości nie byli. No i c’mon ja widziałem, kto wyjeżdża na Wyspy na zmywak, tuż po otwarciu granic, jak się te osoby zachowywały już w Polsce, i jak po powrocie. Bardzo ładnie widać to było zwłaszcza na prowincji, gdzie niemal idealnie przebiegało to wedle podziałów klasowych,( w pewnym momencie wywiało niemal połowę miejscowych dresów) po czym znajdowało niemal 100% potwierdzenie w opiniach tych znajomych, którzy przyjechali i wrócili.

  128. cyncynat
    23/06/2011 o 12:27 am

    Ty moze wiesz kto wyjezdza na zmywak do UK, ale juz o kto z Odessy wyjechal do Izraela to pojecia nie masz. (Skoro piszesz o alkoholizmie i asymilacji.) Nie pisz o tym wiecej, bo czasu nie mam by napisac cos wiecej o tym, a pisac wielokrotnie „bzdury, bzdury, bzdury” tez mi sie nie chce.

    Dwa, moje „stereotypy” sa tylko i wylacznie po to by powkurwiac tych, kto sie na to wkurza. Ja tych stereotypow nie powtarzam w rozmowie chocby i z migrantami do Izraela. Naprawde nie widzisz roznicy miedzy stereotypami o Zydach w wykonaniu Sary Silverman czy Rotha, a tymi w wykonaniu Nicponia? I nie, to nie o tresc chodzi, lecz o intencje. Stad jak Smolenski bedzie pisal o polskich pijaczkach nie bede tego traktowal tak samo jak gdyby o tym pisal – powiedzy – angielski autor z Daily Mail. Nie mow, ze nie widzisz roznicy. Wiesz dlaczego „nigger” w wykonaniu bialego brzmi inaczej?

  129. 23/06/2011 o 12:46 am

    Jeśli chodzi o alkoholizm drugiej fali emigracji (czyli tej, o której pisał Smoleński, dobijającej prawie do miliona) to kwity akurat mówią to, co ja. Z pierwszą, było rzeczywiście inaczej:

    „Objectives. Russia has a high level of per capita alcohol consumption,
    while the level in Israel is low. Since 1989, over 820,000 Russian Jews immigrated to
    Israel. In the 1970’s and early 1980’s, a smaller wave of immigration from Russia to
    Israel occurred (approximately 170,000). The drinking of earlier immigrants was
    compared to recent immigrants and other Israelis. Methods: Data came from a 1995
    national survey of Israeli household residents. Of 4984 Israeli respondents, 292 were
    Russian immigrants who arrived since 1989 and 131 were Russians who immigrated
    earlier. Groups were compared with logistic regression. Results: Recent Russian
    immigrants were more likely to drink in the last 12 months, to drink frequently and
    to get drunk than other Israelis. The earlier Russian immigrants were not more
    likely than other Israelis to report drinking in the last 12 months or frequent
    drinking, but were more likely to report 30-day drinking and getting drunk. In direct
    comparison of recent and earlier Russians, recent immigrants reported more
    frequent drinking than earlier immigrants.

    http://www.columbia.edu/~dsh2/pdf/RussImmigrants.pdf

    Poniżej reszta badań, gdzie grupa rosyjskich emigrantów jest wręcz wyodrębniona, pewnie m.in. dlatego żeby sprawdzić na ile stereotypy się sprawdzają, a na ile nie.

    http://www.columbia.edu/~dsh2/Israel%20genetics.htm

    Oczywiście, że ja się na tym nie znam, natomiast akurat kwity pokazują, że Smoleński w sprawie alkoholu jest choć trochę kryty (trochę, bo to badanie skłonności, a nie alkoholizmu). Hmm, co do intencji to się zgadzam, na niekorzyść Smoleńskiego przemawia jego polskie pochodzenia, tutaj zawsze antyrosyjski tekst brzmi podejrzanie. Ale też, o ile znam intencje Nicponia, o tyle nie za bardzo znam intencje Smoleńskiego. Zostaje więc analiza tekstu, z którym nie do końca mam pewność czyim głosem mówi Smoleński w tym reportażu. No i twój risercz z wypadkami drogowymi.

  130. cyncynat
    23/06/2011 o 1:02 am

    Za estymator intencji doskonale sluzy jego – Smolenskiego – potraktowanie wywiadu z Horowitzem. No i jakie mozna intencje miec sugerujac rosyjsko-sluzbowe pochodzenia nastrojow antyukrainskich w PL?

    O badaniu: przejrzalem. Nie, sklonnosc do picia to nie jest alkoholizm. W badaniu najwyzszym stopniem „zapijaczenia” bylo picie alkoholu >25 razy do roku. To raz na dwa tygodnie, smiesznie nisko – w NZ przecietnie sie pije raz na tydzien. Nie, nie mamy tu inwazji Zydo-Rosjan z Odessy i Liningradu. Przypomne jednak, ze pisales o „klasyczne problemy pierwszej fali imigrantów, zwłaszcza zarobkowych bez kwalifikacji (asymilacja, alkoholizm, przestępczość)”. Ja sie do tego przyczepilem, a nie do sklonnosci do picia.
    A teraz sorry, musze isc – jutro mam dwa egzaminy z matmy.

  131. vHF
    23/06/2011 o 8:34 am

    Majorze, ja byłem na Wyspach kilka lat ładnych i na moje oko racji nie masz. To jest wprawdzie jeden dowód anegdotyczny przeciw drugiemu, ale ja Polaków w UK widziałem dłużej i na miejscu. I powiem Ci w skrócie, że brak asymilacji tak, chociaż nie w jakimś zastraszającym stopniu, ale przestępczość nie. Nie mówię przez to, że Polacy nie dopuszczali się przestępstw, ale że raczej nie podnieśli stopy przestępczości na głowę. Nie wiem jak się UK jawi z Polski, ale jest to kraj o (bardzo?) wysokiej przestępczości, w szczególności w kategoriach takich jak pobicie, kradzież, włamanie, wymuszenie.

    Co do meritum to jestem skłonny przyznać Ci rację, że kwity lub ich brak decydują o ocenie tego co Smoleński napisał.

  132. cyncynat
    23/06/2011 o 8:56 am

    Kwitem jest

    vHF :
    Majorze, ja byłem na Wyspach kilka lat ładnych i na moje oko racji nie masz. To jest wprawdzie jeden dowód anegdotyczny przeciw drugiemu, ale ja Polaków w UK widziałem dłużej i na miejscu. I powiem Ci w skrócie, że brak asymilacji tak, chociaż nie w jakimś zastraszającym stopniu, ale przestępczość nie. Nie mówię przez to, że Polacy nie dopuszczali się przestępstw, ale że raczej nie podnieśli stopy przestępczości na głowę. Nie wiem jak się UK jawi z Polski, ale jest to kraj o (bardzo?) wysokiej przestępczości, w szczególności w kategoriach takich jak pobicie, kradzież, włamanie, wymuszenie.
    Co do meritum to jestem skłonny przyznać Ci rację, że kwity lub ich brak decydują o ocenie tego co Smoleński napisał.

    Niewiele rzeczy mozna sprawdzic tak prosto. Mozna napisac do izraelskiego MP w sprawie wywiadu i dowiedziec sie o tym, ze Smolenski chyba wyssal z palucha bardziej kontrowersyjny kawalek. Mozna sprawdzic ilosc wypadkow drogowych (wlasnie znalazlem to co kiedys sprawdzalem: http://nz.pasnik.pl/Mgraf063514.gif – to per capita) i tez sie dowiedziec sie, ze to co pisal PS bylo nieprawda. Ale jak sprawdzic reszte? I po co? Czy po sprawdzeniu statystyk przestepstw w US, mozna lazic i wykrzykiwac „Czarnuchy – zlodzieje!”(or compatible)? Intencje sie tez licza. IMO nawet bardziej.

  133. cyncynat
    23/06/2011 o 9:11 am

    Z mafia rosyjska i „pralnia pieniedzy” to zabawna sprawa. W zaleznosci ktorych swirow sluchac – mozna uslychac o rosyjskiej mafii, zydowskiej mafii, a nawet czeczensko-zydowskiej mafii. Mniej-wiecej polowa rosyjskich oligarchow ma zydowskie korzenie. Najbardziej znany – zakwalifikowany przez Paula Chlebnikova – na najwiekszego rosyjskiego bandziora – to Boris Berezovsky. (Zanim zostal zastrzelony Paul Chlebnikov napisal cala ksiazke o tym jak Berezovsky „prowadzil biznes”.) Doktor matematyki z niezlym dorobkiem naukowym. Wywalony (chyba) z Izraela, ale otrzymal azyl w UK. Przyjaciel Litwinienki, przeciwnik Putina, dosc klopotliwy „dysydent”, bo co chwila sie chwali, ze przygotowuje zamach stanu w Rosji. Kiedy jeszcze byl w Rosji, skrzydlem „silowym” jego „firmy” byla mafia czeczenska w Moskwie.
    W kazdym razie: w zaleznosci od tego kogo sie slucha, ten fenomen bedzie wlasnie okreslany jako mafia rosyjska (to Pawel Smolenski), albo „mafia zydowsko-czeczenska” (to rosyjscy nacjonalisci). „Kwitowo” kazde z tych sformulowan ma sens. Ale tu nie o kwity chodzi, lecz o jazdy etniczne.

  134. 23/06/2011 o 9:57 am

    @vhf – przyznaje, ze rzeczywiście z całego zbioru podobieństw akurat przestępczość odpada, poza jakimiś abegdotyvznymi bandziorami.

  135. vHF
    23/06/2011 o 10:01 am

    galopujący major :
    @vhf – przyznaje, ze rzeczywiście z całego zbioru podobieństw akurat przestępczość odpada, poza jakimiś abegdotyvznymi bandziorami.

    Dokładnie tak samo odpada pijaństwo i wypadki drogowe.

  136. cyncynat
    23/06/2011 o 10:04 am

    vHF :

    galopujący major :
    @vhf – przyznaje, ze rzeczywiście z całego zbioru podobieństw akurat przestępczość odpada, poza jakimiś abegdotyvznymi bandziorami.

    Dokładnie tak samo odpada pijaństwo i wypadki drogowe.

    To jak ze smolenskim prawie, wiec co z niego zostaje? Dlugonogie blondynki? Puszkin i filharmonia?

  137. vHF
    23/06/2011 o 10:09 am

    cyncynat :
    Czy po sprawdzeniu statystyk przestepstw w US, mozna lazic i wykrzykiwac „Czarnuchy – zlodzieje!”(or compatible)? Intencje sie tez licza. IMO nawet bardziej.

    Myślisz, że Smoleńskim powodował rasizm? Mnie się wydaje że raczej pogoń za wyrazistym clash of cultures, ulubionym tematem 75% dziennikarskich pismaków.

    Co do meritum: tak, intencje się liczą ale daleko nie tak bardzo jak fakty. Dlatego jeśli są kwity popierające to co Smoleński napisał, to samo (bądź co bądź delikatne) stereotypowanie mnie aż tak bardzo nie przeraża. W ogóle jest dla mnie ważne żeby można było pisać zdania twierdzące, jeśli stwierdzają prawdę a intencja nie jest specjalnie wredna (ergo: „Czarnuchy kradną więcej” nie, Smoleński tak).

  138. vHF
    23/06/2011 o 10:12 am

    cyncynat :
    To jak ze smolenskim prawie, wiec co z niego zostaje? Dlugonogie blondynki? Puszkin i filharmonia?

    Tylko blondynki. Analogia Majora do kitu.
    Nawet z tą asymilacją to jest tak, że ci Polacy, którzy dociągają do 10 lat w UK zasymilowani są już nieźle.

  139. cyncynat
    23/06/2011 o 10:21 am

    vHF :

    cyncynat :
    Czy po sprawdzeniu statystyk przestepstw w US, mozna lazic i wykrzykiwac „Czarnuchy – zlodzieje!”(or compatible)? Intencje sie tez licza. IMO nawet bardziej.

    Myślisz, że Smoleńskim powodował rasizm? Mnie się wydaje że raczej pogoń za wyrazistym clash of cultures, ulubionym tematem 75% dziennikarskich pismaków.
    Co do meritum: tak, intencje się liczą ale daleko nie tak bardzo jak fakty. Dlatego jeśli są kwity popierające to co Smoleński napisał, to samo (bądź co bądź delikatne) stereotypowanie mnie aż tak bardzo nie przeraża. W ogóle jest dla mnie ważne żeby można było pisać zdania twierdzące, jeśli stwierdzają prawdę a intencja nie jest specjalnie wredna (ergo: „Czarnuchy kradną więcej” nie, Smoleński tak).

    A dlaczego? Intencja Smolenskiego IMHO byla wredna. A prawdziwosc?

  140. vHF
    23/06/2011 o 10:30 am

    cyncynat :
    A dlaczego? Intencja Smolenskiego IMHO byla wredna. A prawdziwosc?

    Dlaczego? Free speech, academic freedom, etc. Nic nowego nie ma tu do powiedzenia.

    Z przytoczonych tutaj urywków nie wynika mi żeby Smoleński miał wredne intencje. Ale w konkretach (wypadki) się myli, przeinacza wypowiedź Horowitza i to mi wystarczy żeby go spisać na straty.

  141. cyncynat
    23/06/2011 o 10:47 am

    Pytalem o to dlaczego „czarnuchom” mowisz nie, a ruskim – tak. Piszesz, ze intencje nie sa jasne. OK. Dla mnie sa jasne. To byla napisana ciurkiem w ciagu paru tygodni seria artykulow o Izraelu i zajmowala sie „plemionami” Izraela. Arabowie glosuja ponoc na swoich, Rosjanie – na swoich. To konkretne okreslenie etniczne Smolenski wymyslil i jeszcze wlozyl to do ust napotkanemu liberalowi z knesetu. Tematem przewodnim byl rasizm w Izraelu. W kontekscie – Rosjanie (nie obywatele ZSRR, nie rosyjsko-jezyczni), ktorzy masowo glosuja na rasistowska partie. (Ani slowem nie zajaknieto sie, o tym, ze w Izraelu od niepamietnych czasow wszyscy glosuja na mniej lub bardziej rasistowskie partie). Efekt tego przestawienia jest taki, ze przyszli Ruscy i zaglosowali masowo na rasistow. (+ mafia, wypadki na drogach i Puszkin).
    Przed tymi artykulami o Izraelu, ja kojarzylem Smolenskiego z pisaniny nt problematyki wschodniej, gdzie tez niezle bredzil i tez – zlosliwie. Dlatego tez zapamietalem jak lata temu sugerowal, ze to zle rosyjskie specsluzby wzniecaja antyukrainskie wybryki w PL. Teraz przeniosl ciezar swoich zainteresowan na Bliski Wschod i tam – surprise-surprise – tez widzi Ruskich. Niestety nie przyznaje mu w takiej sytuacji benefit of doubt.

  142. vHF
    23/06/2011 o 11:05 am

    cyncynat :
    Pytalem o to dlaczego „czarnuchom” mowisz nie, a ruskim – tak.

    Nie chodzi o czarnuchy vs Rosjanie ale ewidentny rasizm vs delikatne stereotypowanie.

    Co do intencji Smoleńskiego nie chcę się szerzej wypowiadać, bo czytałem, powtarzam, tylko te tutaj urywki. Also, być może stereotypowanie nie jest tak delikatne gdzie indziej, nie wiem.

  143. Anonim
    23/06/2011 o 11:23 am

    (A re plucie korwinizmem, no przeciez „jaja” tu odstawia jeszcze gorszego, bo glupszego, WO. Niby jak go chcesz przekonac, skoro on nie tylko „korwinizmem i psychiatrykiem” jedzie, ale juz nawet „Kaczynskiego” zaczyna z szafy wyciagac.)

    Hi,hi…
    A psychiatryk sam z ciebie wylazł (brak kultury rozmowy – ktokolwiek by miał rację rację), to ty zaczałeś: 1) wciskać mi alkohol, 3) potem przynależność do BRONIĄCEGO SIE UKŁADU MEDIALNEGO (czyli sam Kaczyńskim pojechałes).
    Jesteś emanacją psychiatryka, to widać, słychać i czuć.

    Co do głupszego od WO, to już dałeś przykład swojego „kontentu”, który by krytykowanego przez ciebie przewyższał, czy nadal się zapluwasz z pozimu „nic i zero, ale @#%#&*”?

  144. jaja
    23/06/2011 o 11:24 am

    Jakby ktoś się jeszcze nie domyślił, to powyższe: jaja do psychiatrykowego cyncynata.

  145. cyncynat
    23/06/2011 o 11:35 am

    sorry, jaja, wlasnie odkrylem Warzeche na twitterze i chwilowo stanowisko „idioty w centrum mojej uwagi” jest zajete. Don’t call us, we’ll call you.

  146. 23/06/2011 o 8:37 pm

    @vhf – no cóż, przemyślałem sprawę i rzeczywiście masz rację z ermigrantami. Otóż zarówbno alkoholizowanie się odpada (bo na Wyspach pije się od cholery, zapomniałem o tym, że porównujemy do ich poziomu), jak i wypadki drogowe (bo odsetek kierowców z Polski relatywnie niewielki). Zostaje brak asymiliacji na początku i pogarda polskich Ziutków w stosunku do innych kultur (trochę rasistowskich wstawek się nasłuchałem). Tak więc, mój błąd poleciałem z dupy analogią, bez sensu.Przepraszam.

    @cyncynat- z Ukrainą Smoleńskiego to jest, zdaje się, tak, że on broni również ukraińskiej wersji historii i pewnie broniąc Ukraińców przez polskim psychiatrykiem, poleciał psychiatrykiem w sprawie Rosji. Nie nazwałbym, tego rasizmem, tylko jak vhf jechaniem klasycznym stereotypem (o ile rzeczywiście to jego głos). Nie zgodze się jednak tylko co do tej maffi. To dosyć podreczny termin, używany bez intencji etnicznej, ale bardziej jako opis przestępczości zorganizowanej na terenach byłej ZSRR (no może poza mafią kaukazką). Głównym mafiozem od paru dobrych lat nie jest już chyba odcięty od Kremla Bierezowski, co Mogilewicz z Sołncewa. A rusofobię w sprawie maffi ładnie widac było w I części filmu Ryslkiego „Wilk kazański”, i nie wiem, czy trochę na przekór nie próbował to odkręcić Daniel Kadler w Zagubionym kosmonaucie (ale czytałem tylko blurba)

  147. cyncynat
    23/06/2011 o 9:14 pm

    Ja nie pisalem o calej mafii, ale o udziale grup etnicznych w niej i wykorzystaniu tego dla typowo europejskich blame games. Dla Smolenskiego Berezovsky to Rosyjskie plemie, dla skinheadow z Rosji – zydowskie plemie. I jeszcze raz napisze: to nie sa Rosjanie, to sa Zydzi z bylego ZSRR. Smolenski ich nazwal Rosjanami by im dojebac (ze nie prawdziwi Zydzi, do synagogi nie chodza – to akurat zupelna prawda, ale tylko ktos z psychuszki moze to widziec w swiecie negatywnym) i by swoje kompleksy poleczyc.

  148. cyncynat
    23/06/2011 o 9:30 pm

    BTW, Majorze, nie wiem czy do Ciebie dotarlo, ze jeszcze gorzej niz z polska imigracja pomyliles sie tez z „rosyjska” imigracja (probujac bronic Smolenskiego).

  149. cyncynat
    23/06/2011 o 9:31 pm

    a teraz ide na egzaminy, a pozniej po wino :)

  150. Quasi
    24/06/2011 o 5:25 am

    @ kashmir

    Przepraszam, że ta odpowiedź taka spóźniona, ale jak sam zapewne zauważyłeś, mój czas na komentowanie zużyli rozgrzani wielbiciele Wojciecha chamika nieorganika Orlińskiego.

    Odpowiem relatywnie krótko, bo powtarzasz tu te same wyświechtane farmazony na które już Ci odpowiedziałem w przydługim wypracowaniu o „Głównych prawdach wiary korwinizmu”, dotychczas nie doczekawszy się Twojej merytorycznej reakcji.

    0. KWESTIE FORMALNE

    Ekhm, chodziło mi o miniflejma na temat politycznej bieżączki, rozumiem, że nie jest to pierwszy przerwany miniflejm? ;) (…)

    Myślałem, że masz na myśli TO, a nie TO. A myślałem tak dlatego, że to pierwsze, a nie to drugie, pasuje do kontekstu obecnej rozmowy.

    1. CZEGO (nie)CHCE KORWINIZM? (czyli „No True Scotsman”)

    1.1. „Korwinizm nie chce niczego!”

    Mam obawy, że Ty masz jakieś takie podejście, że ‘korwinista’ nawet kupę robi w sposób przemyślany w zgodzie ze swoją fanatycznie wyznawaną ideologią. Chyba za bardzo generalnie oceniasz ludzi przez pryzmat ideologii, z którą sympatyzują,
    […]
    „Szeroko pojęty korwinizm” niczego nie „chce”.
    […]
    Niestety wiem, że jesteś kompletnie genetycznie niezdolny do pojęcia, że „odpierdol się” nie oznacza: „mam alternatywny sposób na szczegółowe urządzenie życia sobie, tobie i jeszcze paru miliardom”.
    […]
    Poza tym ‘korwinizm’ to nie system, apeluję o nie strzelanie po manowcach.

    Bzdury. Było o tym w „Głównych prawdach wiary korwinizmu” [PIERWSZA PRAWDA WIARY, punkt 1.].

    1.2. „Korwiniści chcą tylko tego, by inni się od nich odpierdolili.”

    Narzekanie na ‘komercjalizację’ itp. to nie jest żadna sprzeczność z ‘korwinizmem’, to jest Wasza, wulgarna lewacka interpretacja idei generalnie wolnościowej. […] Otóż obu Wam, chłopcy, chciałbym wytłumaczyć, że postulat: „nie zabraniajcie jedzenia gówna” nie jest tożsamy z uznaniem gówna za smaczną i wykwintną potrawę.
    […]
    Niestety wiem, że jesteś kompletnie genetycznie niezdolny do pojęcia, że „odpierdol się” […]

    Bzdury. Było o tym w „Głównych prawdach wiary korwinizmu” [DRUGA PRAWDA WIARY i TRZECIA PRAWDA WIARY].

    Libertarianizm nie jest „ideą generalnie wolnościową”. Libertarianizm nie jest realizacją hasła „odpierdol się”. „Ideą generalnie wolnościową” realizującą hasło „odpierdol się” jest – a przynajmniej chce być – (lewacki/socjalistyczny) anarchizm, z którym hołubiący „własność” straganiarski libertarianizm ma najwyżej tyle wspólnego, co demokracja z demokracją ludową. Wolność to dużo więcej niż libertariańska swoboda w zmuszaniu własnych dzieci do swobodnego handlu pietruszką na bazarku. Odpowiednie uzasadnienie już linkowałem, powtórzę:

    „A short critique of „anarcho”-capitalist claims to be a form of anarchism. An Anarchist critique of Anarcho-Statism Or refuting „anarcho”-capitalism by means of „anarcho”-capitalism.”

    „Appendix — Is „anarcho”-capitalism a type of anarchism?”

    1.3. „Korwinizm nie chce egoizmu i konsumpcjonizmu.”

    Narzekanie na ‘komercjalizację’ itp. to nie jest żadna sprzeczność z ‘korwinizmem’, to jest Wasza, wulgarna lewacka interpretacja idei generalnie wolnościowej.

    […]

    [korwinizm] czci pazerność, egoizm, wyścig szczurów, pracoholizm, konsumpcjonizm.

    Ano dokładnie, przecież już pisałem – tak samo, jak lewica czci łagry, masowe mordy, czystki, gwałty, głodzenie ludzi i koklusz.

    […]

    (czy Misesa, Hayeka, Rothbarda, że se tak samozwańczo im porzecznikuję) […]

    Dlaczego w swojej wyliczance pominąłeś choćby Ayn Rand (że o Korwinie i jego małoletnich fanatykach nie wspomnę)? Dlaczego obrażasz się na rzeczywistość i ignorujesz fakt, że egoizm i konsumpcjonizm/materializm jest podstawowym napędem kapitalizmu, który z kolei jest fundamentem libertarianizmu/korwinizmu, więc zwyczajnie nie można, pod groźbą wewnętrznej sprzeczności, potępiać jedno i czcić drugie (o czym pisałem – i cytowałem pandadę – wcześniej: TU i TU)?

    ‘Korwnizm’ jako nurt wyznawany przez szeroko rozumianych hedonistów, mających w dupie ‘dobra doczesne’, jest właśnie raczej typowym zjawiskiem,

    Jeśli w korwinizmie dobra doczesne spróbowałbyś mieć w dupie, długo byś nie pożył, wszak korwinizm to projekt ostatecznego rozwiązanie kwestii „nierobów”, w tym tych, co chcą wytwarzać coś, na co nie ma zbytu na wolnym rynku.

    Jeśli dobra doczesne spróbowałbyś mieć w dupie w tak dosłowny i radykalny sposób, to długo byś nie pożył w dowolnym systemie, z samej definicji „doczesności” owych dóbr i owego życia. […]

    Po pierwsze: Pisząc po raz pierwszy o „dobrach doczesnych” nie rozumiałeś ich w sensie „tak dosłownym i radykalnym”. Odpowiadając na to ja również ich tak nie rozumiałem, więc nie pierdol.

    Po drugie: Nie pierdol. Jakie perspektywy ma nieprodukujący na rynek „nierób” w świecie, gdzie nie ma państwowej opieki socjalnej i powszechnych państwowych świadczeń (edukacja, służba zdrowia, policja i sądownictwo, infrastruktura etc.), gdzie nie ma państwowego mecenatu nad niekomercyjną i nieprzynoszącą zysku nauką i kulturą, gdzie (prawie) nie ma własności publicznej, a (prawie) wszystko jest czyjąś własnością prywatną, oraz gdzie aby istnieć, trzeba sobie wywalczyć pozycję na wolnym rynku? Przecież w takim świecie to nawet nie ma gdzie żebrać…

    1.4. „Libertarianizm nie chce korwinizmu.”

    Słuchaj, może tak – ja nie lubię boksować się z chochołami, dlatego parę razy już nieśmiało wspomniałem, że ze zwulgaryzowanym po Twojemu ‘korwinizmem’ możesz dyskutować ewentualnie z samym Korwinem, najlepiej łapiąc go bezpośrednio za słowa. Ja raczej po prostu na potrzeby dyskusji adaptuję to przezwisko, niemniej za każdym razem zastrzegam, żeby odwoływać się raczej do jego realnych podstaw, czyli z grubsza do myśli pionierów ASE. Sam Korwin pieprzy mnóstwo głupot, ma fiksacje konserwatywne, które jeszcze eskaluje formą prezentowania niektórych pogladów – np. na mniejszości seksualne czy narodowe.
    […]
    Ty chyba naprawdę coś za dużo Korwina, a za mało ASE-owców czytałeś. Brakuje jeszcze abyś stwierdził, że libertariańską filozofię najlepiej prezentuje Nicpoń.
    […]
    Tak jak myślałem – za dużo Korwina czytasz…

    Po pierwsze: Korwinizm sensu stricto to też forma libertarianizmu (minarchizmu), odwołująca się do tych samych ideałów i argumentów co ASE [ci korwiniści z reguły przedstawiają się jako zwolennicy ASE; popatrz sobie choćby na TEGO (na grafikach Korwin, Popiela, Pinochet, von Mises i Rothbard jeden po drugim) i przeczytaj jego METRYCZKĘ]. Nicponizm zresztą też.
    Zresztą sam darzysz Korwina estymą.

    Po drugie: Nie odnosiłem się tu do konserwatywnych i nacjonalistycznych fiksacji Korwina (i jego rowolizów) tylko do jego fiksacji własnościowych, kapitalistycznych, antyetatystycznych.

    Po trzecie: Pionierzy ASE nie mieli żadnych fiksacji konserwatywnych/nacjonalistycznych/monarchistycznych a la Korwin? Rothbard i Hoppe też nie?

    Po czwarte: Ja czytam przede wszystkim wpieprzających się wszędzie ze swoimi parsknięciami i naukami internetowych wyznawców korwinizmu sensu largo, z Tobą włącznie. I akcentuję przede wszystkim to, co widzę u nich, a widzę przede wszystkim szacunek do Korwina/do jego nauk, kult chciwości, konsumpcjonizmu i socjaldarwinizmu oraz pogardę dla słabości (w tym: biedy, niezaradności) i łagodności (w tym: współczucia, litości, troski, wyrozumiałości, samoograniczanie się, dbania o zwierzęta, o przyrodę). Antymaterializmu nie doświadczyłem nigdy, z Twojej strony też nie.
    Być może macie też jakieś „szlachetne i dobre” przekonania, sęk w tym, że obnosicie się głównie (wyłącznie?) z tymi „ohydnymi i złymi” i ja głownie te od Was poznałem.

    Po piąte – najważniejsze: Przypomnę, że tematem przewodnim tego flejma jest „korwinizm vs. antymaterializm” zainicjowany poparciem antymaterialisty Gienka dla samego Korwina i jego politycznego otoczenia [„Z nowych – starych partii wymieniłbym Nową Prawicę zgromadzoną wokół Janusza Korwin – Mikkego i środowisko związane z Unią Polityki Realnej. (…)”]. Czyli odwoływanie się tu do Korwina i korwinizmu sensu stricto – z jego wszystkimi egoistycznymi, materialistycznymi, konsumpcjonistycznymi i socjaldarwinowskimi fiksacjami – jest tu w pełni uzasadnione, natomiast Twoje uciekanie od Korwina do „pionierów ASE” uzasadnione nie jest.

    1.5. „Korwinizm chce naukę.”

    […] Nie wiem zatem, czy wg Korwina z elGuapem nauka jest działanością niepożądaną, w mojej (czy Misesa, Hayeka, Rothbarda, że se tak samozwańczo im porzecznikuję) na pewno nie jest, a już zupełnie na pewno postulaty ASE nie lokują działalności naukowej jako w jakimkolwiek sensie ‘niepożądanej’.

    Takie pierdoły to możesz sobie elGuapciowi wciskać.

    Nie chcecie (Ty i ASEowcy) (wysokich) obowiązkowych podatków, nie chcecie by państwo zajmowało się czymkolwiek poza „nocnym stróżowaniem”, za to chcecie, by o wszystkim co się dzieje decydował rynek i akumulujący się na nim kapitał. W takich warunkach (astronomicznie) kosztowna działalność naukowa nie przynosząca bezpośrednich zysków dla biznesu zwyczajnie nie może istnieć, chyba że, jak elGuapcio, wierzy się, że firmy będą wykorzystywały teleskopy orbitalne czy akceleratory cząstek w charakterze gadżetów reklamowych (a do czego firmom mogłoby służyć zaglądanie w dupy rozwielitkom czy rozkopywanie kurhanów to sam elGuapo nie raczył powiedzieć). Nie mówiąc o tym, że swoją wszechprywatyzacją i komercjalizacją szkolnictwa pewnie odcięlibyście dostęp do porządnej edukacji dla większości ludzi i nie bardzo kto miałby u Was tę naukę robić…

    Poza tym gołym (ale także uzbrojonym) okiem widać, że obecnie korwiniści/skrajna prawica to jedna z grup społecznych, w której mamy do czynienia z największą nienawiścią/nieufnością wobec nauki. Gdzie pseudonaukowy kreacjonizm czy denializm ma się lepiej (nie wspominając o wierze w transmisje poglądów politycznych plemnikami do mózgów kochanek lub epidemie EHEC wywoływane przez pedałów wkładających sobie w dupy warzyw, które następnie są sprzedawane na bazarkach)?

    2. A LEWACY (też) MURZYNÓW BIJĄ! (czyli „Tu quoque”)

    2.1. „To lewactwo chce wszystko inwigilować, kontrolować, regulować i projektować.”

    […]„Chce” wyłącznie szeroko pojęty marksizm – głównie zabierać wg arbitralnie ustalonych kryteriów przez jakieś arbitralne/samozwańcze gremium. I urządzać takoż arbitralnie świat. Niestety wiem, że jesteś kompletnie genetycznie niezdolny do pojęcia, że „odpierdol się” nie oznacza: „mam alternatywny sposób na szczegółowe urządzenie życia sobie, tobie i jeszcze paru miliardom”.
    […]
    lewak w pocie czoła musi najpierw skontrolować miliard ludzi, wytropić, zinwentaryzować, zajrzeć do skarpet, skrzyń w stodole, w paszczę babci, czy nie ma złotych plomb – potem to wszystko liczyć, liczyć, liczyć, tworzyć algorytmy, rozdzielać, dysponować, dopasowywać, i znów przeliczać, czy już dobrze, czy nikt nie ma za mało, albo, co gorsza, za dużo… […]

    Bzdury. Było o tym w „Głównych prawdach wiary korwinizmu” [PIERWSZA PRAWDA WIARY, punkt 2.].

    2.2. „To skoncentrowane na materii lewactwo jest materialistyczne.”

    […] przez „materialistyczną obsesję” miałem na myśli to, że Gienek grający na ulicy, otwierający futerał do wrzucania kasy i postulujący: „Straży Miejska, odpierdol się” nijak nie spełnia kryteriów takiej obsesji, natomiast jak najbardziej postępuje w duchu ‘korwinizmu’. Natomiast lewak w pocie czoła musi najpierw skontrolować miliard ludzi, wytropić, zinwentaryzować, zajrzeć do skarpet, skrzyń w stodole, w paszczę babci, czy nie ma złotych plomb – potem to wszystko liczyć, liczyć, liczyć, tworzyć algorytmy, rozdzielać, dysponować, dopasowywać, i znów przeliczać, czy już dobrze, czy nikt nie ma za mało, albo, co gorsza, za dużo… No i powiedz Ty mi, kto z nich bardziej spełnia kryteria posiadania materialistycznej paranoi? ;)

    Termin „materializm” ma kilka znaczeń, ale ja go użyłem w kontekście wypowiedzi Gienka, a tam jego znaczenie jest jasne: „materializm” czyli skoncentrowanie na egoistycznym zdobywaniu na własność, akumulowaniu i używaniu dóbr materialnych; pojecie bliskoznaczne do „konsumpcjonizm”, „zachłanność”, „pazerność”.
    Ty przedstawiasz tu jakieś własne, nowatorskie, dziwaczne rozumienie „materializmu” jako po prostu „zajmowanie się dobrami materialnymi”. No, w tym sensie materialistyczni są i ścigający złodziei policjanci, i filantropi dzielący materialne dobra pośród biednych, i najskrajniejsi lewacy-anarchokomuniści opowiadający się za zniesieniem własności prywatnej i życiem w egalitarnych komunach, w których wszelkie dobra materialne są współwłasnością mieszkańców – wszak wszyscy oni jakoś dobrami materialnymi się zajmują. Tyle, że poza Tobą to raczej nikt w takim znaczeniu pojęcia „materializm” nie używa, a już na pewno nie o czymś takim mówił Gienek.

    2.3. „To lewactwo najbardziej zajmuje się niewoleniem i inżynierią umysłów.”

    Korwinizm chce, żeby o porządku świata decydowała rynkowa konkurencja, w ramach której silny i duży wdeptuje w glebę lub pożera małego i słabego, a o ludzkich preferencjach i potrzebach decydują zniewalacze i inżynierowie umysłu od reklamy i marketingu.

    To jest po prostu niezwykłe, jak potrafisz doskonale selektywnie dostrzec „zniewalaczy i inżynierów umysłu” w ludziach, którzy chcą sprzedać jogurt, a już nie widzisz ich w innych ludziach, którzy chcą osiągnąć cokolwiek innego. Świat bez reklam i marketingu miałeś np. w PRL-u […], rozumiem, że wszyscy „silni” siedzieli wtedy bezsilnie pod miotłą, a w Komitetach Centralnych zasiadali „słabi”? Czy generalnie dobór do klas raczej silnych i raczej gnojonych był jakiś bardziej sprawiedliwy, równy i zapewniający jak najwięcej szczęścia? I generalnie żadnych „zniewalaczy umysłu” nie było, a ludzie wreszcie mieli jasną i trzeźwą świadomość swoich potrzeb, uczuć, doznań i tego, jak najniższym kosztem zmaksymalizować swoje szczęście? Bo ‘zniewalacze umysłu’ mogą pohasać tylko w kapitalizmie, a w marksizmie-leninizmie miotają się jak niepyszni wśród doskonale odpornych na ich sztuczki, świadomych wszechrzeczy i hiper-racjonalnych obywateli?

    Po pierwsze: Przecież nic takiego nie napisałem. Nie napisałem, że tylko w kapitalizmie mamy do czynienia ze zniewalaniem i inżynierią umysłu, lecz napisałem, że w kapitalizmie mamy do czynienia ze zniewalaniem i inżynierią umysłu prowadzoną przez marketing i reklamę.

    Po drugie: W zniewalaniu i inżynierii umysłu jako takim nie widzę nic złego, coś złego może być najwyżej w skutkach, do których pewne formy zniewalania i inżynierii umysłu mogą prowadzić. Jakieś zniewalanie i inżynieria umysłu jest zjawiskiem nieuchronnym i koniecznym zawsze i wszędzie, ponieważ każdy proces socjalizacji i edukacji – w tym wychowanie dzieci przez rodziców – jest formą zniewalania i inżynierii umysłu.
    Z marketingiem i reklamą problem nie polega na tym, że jest to zniewalanie i inżynieria umysłu, lecz na tym, że jest to zniewalanie i inżynieria umysłu z natury rzeczy nagminnie prowadząca do paskudnych skutków.

    Po trzecie: Wymieniane przez Ciebie przykłady paskudnego zniewalania i inżynierii umysłu to nie są immanentne elementy lewactwa, tylko immanentne elementy autorytaryzmu, a autorytaryzm jest generalnie ortogonalny do podziału lewactwo-prawactwo (autorytaryzmy mogą być – i w historii były – zarówno lewackie jak i prawackie).
    W zasadzie to ideologie prawackie cechują się większym tropizmem w stronę autorytaryzmu (monarchizm, militaryzm, nacjonalizm, faszyzm, teokracja), a ideologie lewackie – większą awersją wobec autorytaryzmu (demokratyzm, anarchizm). Widać to dobrze choćby na przykładzie bliskich Ci ideowo Korwina i Nicponia (i Pinocheta?). Ponadto lewactwo ze swej natury tępi ludzkie twory szczególnie zaangażowane w paskudne niewolenie i inżynierię umysłu: tradycję i religię. Prawactwo (korwinizmy często też) zwykle te twory kocha i broni.

    2.4. „Lewactwo też toleruje kapitalizm z jego marketingiem i reklamą.”

    (bo na przykład w tej modelowej Skandynawii jest marketingu, reklam i ‘zniewalaczy umysłu’ od groma, więc akurat skandynawski model walki ze złem kapitalizmu nie pasuje akurat do tych Twoich lamentów)

    Dla mnie kapitalizm/wolny rynek jest narzędziem i środkiem do celu – a nie, jak dla korwinistów, świętością i celem samym w sobie – i oczywiście może być w pewnych obszarach stosowany, jeśli będzie się w nich sprawdzał. Oczywiście aby ocenić czy się sprawdza, trzeba wziąć pod uwagę także jego ograniczenia, koszta i efekty uboczne – właśnie takie jak indukowane marketingiem i reklamą konsumpcjonistyczne ganianie własnego ogona – ale czasem mimo nich jakiś kapitalizm/wolny rynek może się opłacać. To gdzie, kiedy, ile, jak, po co i w jakiej formie ten kapitalizm/wolny rynek wpuścić, to kwestia techniczna, na której się nie znam.
    W nordyckich państwach opiekuńczych system zdaje się sprawdzać jako jedne z najlepszych na świecie, co oczywiście nie znaczy, że teoretycznie nie może istnieć jakiś lepszy, być może kapitalizmu nie zawierający w ogóle. W każdym razie zdecydowanie nie wszystkie aspekty życia społecznego i gospodarczego zostały tam skomercjalizowane, a rynek jest regulowany, więc ludzie nie zostali wydani na łaskę reklamiarzy.

    2.5. „Lewackie biurwokratyczne świnie okradają ludzi podatkami aby ‚w ich imieniu’, choć bez pytania o zgodę, troszczyć się o tzw. ‚potrzebujących’, przy okazji samemu się nachapawszy – takie rozdawanie cudzego, wcześniej zagrabionego i częściowo wprowadzonego do własnej kieszeni, nie może być nazywane ‚dobroczynnością’.”

    Ja bym raczej łatwiej wykazał prawdziwość tezy, że to lewicowcy, bez przerwy wyliczający, co się komu należy, kto ma za dużo, komu zabrać itd. to goście z materialistyczną obsesją.

    Policja ścigająca złodziei albo dobroczyńcy karmiący nędzarzy materialną strawą też są dotknięci meterialistyczną obsesją?

    Haha, jak ja uwielbiam tę Waszą prymitywną sofistykę, na którą nabrać się chyba może człowiek wyłącznie do 3 roku życia, i to wyjątkowo tępy. Lewak jako „dobroczyńca”, uwielbiam ten mem :).
    […]
    Znów odsyłam do zalinkowanego wcześniej obrazka ilustrującego ‘dobroczynność’ jako rzekomo automatyczną konsekwencję lewicowych poglądów.

    Żenada, aczkolwiek dla korwinistów typowa.

    Po pierwsze: A gdzie tu niby widzisz, że napisałem, iż „lewak to dobroczyńca”??? Podałem przykład dobroczyńcy jako kogoś, kto – tak jak lewacy – zajmuje się dobrami materialnymi, ale przy tym nie jest materialistą (w sensie: „zachłannym, pazernym konsumpcjonistą”). Patrz podsekcja 2.2..

    Po drugie: Typowe korwinistyczne/straganiarskie infantylne przeświadczenie, że to co gość ma w kieszeni („własność prywatna”) należy się tylko jemu, a nie potrzebującemu menelowi – więc fiskalne odebranie tego i przekazanie menelowi będzie kradzieżą – i jest to faktem obiektywny. Otóż wcale nie jest to żadnym faktem obiektywnym, tylko arbitralnym ideologicznym założeniem, którego nikt inny nie musi podzielać. I większość ludzi nie podziela. Część uważa np., że podatek jest po prostu należną zapłatą za to, co się od państwa&społeczeństwa bierze [było o tym w „Głównych prawdach wiary korwinizmu” (DRUGA PRAWDA WIARY, punkt 2.)]. Część – zwłaszcza anarchiści – uważa, że „własność prywatna”, która jest formą sprawowania władzy jednego człowieka nad drugim, jako taka nie powinna istnieć, gdyż godzi w ludzką wolność i godność.
    O korwinistycznym „świętym prawie własności” więcej pisałem TU.

    Po trzecie: Czyżby typowe korwinistyczne oderwanie od rzeczywistości? Chcesz tu komuś wmawiać, że lewacka systemowa „dobroczynność” to fikcja, bo nie przysłużyła się nikomu poza samymi „dobroczyńcami”? Bez ślepoty na fakty nie da się czegoś takiego twierdzić [było o tym w „Głównych prawdach wiary korwinizmu” (PIERWSZA PRAWDA WIARY, podpunkt 2.5.)].

    Po czwarte: Dobroczynność sensu stricto to rozrywka raczej prawactwa niż lewactwa. Ja osobiście nie jestem sympatykiem dobroczynności. Więcej o tym poniżej, w sekcji 4.

    3. GIENEK, ANTYMATERIALIZM I KORWINIZM

    […] w przypadku Gienka ‘korwinizm’ wypływa raczej z tego, że gość zawsze żył dość ‘antysystemowo’ i zwyczajnie przeszkadza mu urzędniczo-porządkowo-prawny ucisk otaczającego świata wobec takich ludzi, jak on – czyli gości, którzy chcieliby sobie robić co chcą i żeby nikt im się za to do nich nie dopieprzał, póki nie robią komuś krzywdy.
    […]
    przez „materialistyczną obsesję” miałem na myśli to, że Gienek grający na ulicy, otwierający futerał do wrzucania kasy i postulujący: „Straży Miejska, odpierdol się” nijak nie spełnia kryteriów takiej obsesji, natomiast jak najbardziej postępuje w duchu ‘korwinizmu’. […]

    Po pierwsze: „Urzędniczo-porządkowo-prawny ucisk” z zasady ma dopieprzać się właśnie po to, by krzywdy nikomu nie robili. Bo jeśli nawet wydaje im się, że jej nie robią – lub że robią ją w sposób „usprawiedliwiony” – to wcale nie musi oznaczać, że rzeczywiście jej nie robią. Było o tym w „Głównych prawdach wiary korwinizmu” [DRUGA PRAWDA WIARY, punkt 1.].

    Po drugie – najważniejsze: Przeszkadza mu ucisk urzędniczo-porządkowo-prawny, a jednocześnie nie przeszkadza mu ucisk kapitalistyczno-własnościowy, w którym inni ludzie wedle uznania gonią go precz od swojej „świętej własności”?
    Jak on w korwinizmie niby miałby sobie grać na ulicy, skoro każdy skrawek tej ulicy byłby czyjąś „świętą własnością”, z której mógłby menela wedle uznania pogonić a nawet odstrzelić? Co on niby by grał, skoro każdy utwór byłby czyjąś chronioną prawem autorskim „świętą własnością intelektualną”, za zarabianie na której trzeba słono bulić właścicielowi [a na graniu własnych kompozycji niekoniecznie by zarobił, wszak wychowana na komercji publika – w myśl zasady inż. Mamonia – chce słuchać tylko tego, co już zna]?
    Gdyby gość był konsekwentny i faktycznie był taki antysystemowy i antymaterialistyczny, to zostałby anarchistą, a korwinizmem by się brzydził bardziej niż faszyzmem (patrz wyżej, sekcja 1.2.).

    4. DOBROWOLNA, INDYWIDUALNA DOBROCZYNNOŚĆ KORWINIZMU

    Znów wulgaryzujesz, tym razem moje poglądy. Może jednak doprecyzuję – tak, uważam za bardziej moralne, a mniej „socjopatyczne”, kiedy ochronię przyjaciółkę przed katującym ją mężem i pożyczę kasę na adwokata, niż gdy będę darł mordę przed Sejmem, żeby zabrali więcej kasy Kulczykowi, bo w Mozambiku nie mają co jeść. […]

    Po pierwsze: A co mi tu wciskasz jakieś „darcie mordy pod Sejmem”, skoro wiesz, że ja nawet chodzenie na wybory uważam za (indywidualnie) bezsensowne?

    Po drugie: Istnienie lewackiej pomocy systemowej nie wyklucza stosowanie pomocy indywidualnej&dobrowolnej przez poszczególnych obywateli. Za to zdanie się wyłącznie na łaskę indywidualnych, dobrowolnych dobroczyńców to kopnięcie w dupę potrzebujących.

    Na temat dobroczynności kiedyś dyskutowałem z pandadą. Pozwolę sobie wkleić fragment swojego komentarza:

    […] Swoją drogą, do swojego podejścia do kwestii pomocy charytatywnej też mnie kiedyś przekonałeś […]. Dodatkowo to podejście zestawia się ładnie z tym, czego Kanazawa (abstrahując od tego, że to bałwan i mitoman, więc do jego rewelacji należy podchodzić ze szczególną ostrożnością) doszukał się odnośnie różnic mentalnych między prawicowcami (w USA „konserwatystami”) a lewicowcami (w USA „liberałami”). Zacytuję:

    The primary means that citizens of capitalist democracies contribute their private resources for the welfare of the genetically unrelated others is paying taxes to the government for its social welfare programs. The fact that conservatives have been shown to give more money to charities than liberals is not inconsistent with the prediction from the Hypothesis; in fact, it supports the prediction. Individuals can normally choose and select the beneficiaries of their charity donations. For example, they can choose to give money to the victims of the earthquake in Haiti, because they want to help them, but not to give money to the victims of the earthquake in Chile, because they don’t want to help them. In contrast, citizens do not have any control over whom the money they pay in taxes benefit. They cannot individually choose to pay taxes to fund Medicare, because they want to help elderly white people, but not AFDC, because they don’t want to help poor black single mothers. This may precisely be why conservatives choose to give more money to individual charities of their choice while opposing higher taxes.

    Pomoc charytatywna, w porównaniu do preferowanych przez lewicę rozwiązań systemowych finansowanych z przymusowych podatków, moim zdaniem jest z natury rzeczy skrajnie niewydajna i lokowana skrajnie suboptymalnie z dwóch zasadniczych powodów:

    (i) Koszta zbierania dobrowolnych datków są znacznie większe niż koszta zbierania podatków i redystrybucji pochodzących z nich środków, w dodatku przychody z akcji charytatywnych są o wiele mniej przewidywalne i stabilne, więc trudno w oparciu o nie planować jakieś długotrwałe przedsięwzięcia.
    Pomyślmy, ile może być warty owsiakowy szoł oraz praca związanych z nim wolontariuszy? Nie zdziwiłbym się, że gdyby ci wszyscy ludzie – tj. osoby organizujące WOŚP i jej finał, sponsorujące ją firmy, oraz „zwykli” ludzie wrzucający do puszek czy kupujący jakieś gówno na licytacjach – ten dobroczynny zapał zainwestowali nie w partycypację w megalomaniaczym kiczowatym szole, lecz w wykonywanie swojej regularną pracę „o jeden dzień dłużej” (choćby kosztem wolnego w święto 3 króli…) i rzetelnie zapłacili od niej podatek, to zyski dla służby zdrowia i całego społeczeństwa okazałyby się większe niż z tej całej obleśnej owsiakowej filantropii. A jeszcze większego zysku można by się spodziewać, gdyby społeczeństwo zgodziło się przeznaczać na służbę zdrowia większej części środków budżetowych, kosztem choćby wydatków na takie luksusy jak armia, kultura, sport czy autostrady. Lub na podniesienie podatków/składek zdrowotnych…
    Dla ilustracji: Rzygać mi się chce, gdy w jakichś Carrefourach widzę pleksiglasowe skrzynie z naklejonymi błagalnymi listami i zdjęciami jakichś potwornie chorych dzieci, na dnie których leży trochę drobnego bilonu wrzucanego przez odciążających portfele zwabionych reklamą konsumentów hipermarketowego chłamu. Wartość tego bilonu zapewne stanowi nędzny ułamek tego, ile kosztowały sąsiednie napierdalające w oczy i uszy hipermarketowe reklamy, czy choćby pensje tych biednych hostess upokarzających/”prostytuujących” się zaczepianiem klientów i wciskaniem im z udawanym entuzjazmem jakiegoś szajsu.

    (ii) Z akcji charytatywnych więcej pomocy dostaje niekoniecznie ten, kto jej bardziej potrzebuje, lecz ten, kto się potrafi lepiej zareklamować, często w poniżający lub bezczelny, żebraczy sposób.
    Czy ten konkretny oferowany przez Owsiaka sprzęt dla chorych dzieci jest tym, czego polska służba zdrowia najbardziej potrzebuje? Czy w ogóle to chore dzieci (i służba zdrowia) najbardziej w Polsce potrzebuje dodatkowych pieniędzy? A może w Polsce bardziej potrzebują ich dzieci co prawda zdrowe, ale niedożywione, bite i niedokształcone, albo więźniowie odsiadujący wyroki w przepełnionych celach, albo bezdomne i maltretowane psy i koty, albo kończąca w męczarniach swój w ogóle pełen męczarni żywot rzeźna trzoda? A może wszystko co w Polsce czegokolwiek potrzebuje, potrzebuje tego mniej, niż odpowiedniki choćby w Kongo, Nigrze, Liberii, Etiopii, Somalii, Burundi, Nepalu, Birmie, Kambodży, slumsach Indii i Ameryki Łacińskiej? A może wszyscy potrzebujący czegokolwiek cierpiący ludzi potrzebują tego mniej niż cierpiące – za sprawą ludzkiego okrucieństwa, bezduszności, egoizmu, chciwości i głupoty – zwierzęta?
    Skąd taki hipermarketowy czy orkiestrowy „filantrop” ma wiedzieć, kto lub co najbardziej potrzebuje jego zbywającego grosza?

  151. 24/06/2011 o 3:17 pm

    @Quasi

    Z flejmami z Tobą mam ten problem, że bardzo próbuję, aby moje wypowiedzi nie przekształcały się w nawracanie na korwinizm. Niestety jednak siłą rzeczy silnie zbaczają one na naparzanki lewak vs. korwinista, a przecież nie o to w nich, przynajmniej u zarania, chodzi.

    Spróbuję jednak.

    Na początek taka uwaga – masz cholerną tendencję do konstruowania swoich polemik tak, że oprócz zwyczajnej wymiany argumentów i konfrontowania poglądów dowalasz całe mnóstwo swoich interpretacji na intencje, motywy, czy generalnie głęboko psychologiczne podstawy posiadania krytykowanych poglądów. I jakoś zawsze są to podstawy haniebne, niecne i ogólnie niefajne. Tobie nie wystarczy, że storpedujesz pomysły ekonomiczne rodem z ASE jakimś merytorycznym argumentem, Ty musisz zawsze dodać, że Twój polemista twierdzi to, co twierdzi, bo jest pełen egoizmu, pychy, pogardy, bo jest plugawy, zły, niegodziwy i nie pierze skarpetek. Dochodzenie do hiper-zdziwek, że hipisowaty odszczepieniec popiera Korwina i zarazem krytykuje konsumpcjonizm, to po prostu jedna z nieuniknionych konsekwencji takiego podejścia.

    Nasz flejm zaczął się właśnie od tego i wszystko, co na temat ‚korwinizmu’ przy tej okazji tu wypisałeś czy przytoczyłeś napisane wcześniej, nawiązuje właśnie do tego. Dlatego właśnie postaram się trochę swoją wypowiedź uporządkować i skonsolidować do właśnie tych kwestii, gdzie w moim mniemamniu pieprzysz największe głupoty o tym, co się dzieje, czy co się powinno dziać, w głowach typowych korwinistów. Natomiast korwinistyczną ewangelizację postaram się przy tej okazji ograniczyć do minimum.

    1. „Odpierdolcie się”.

    Przede wszystkim dokonujesz retorycznego sabotażu używając pojęcia „anarchizm” wyłącznie w rozumieniu Bakuninowskim, podczas gdy co najmniej tak samo silnym, a całkowicie odmiennym, nurtem anarchizmu jest anarchokapitalizm reprezentowany choćby przez Rothbarda. Nie chcę tu za bardzo wnikać w spory doktrynalne, bo jestem daleki od bycia ekspertem w dziedzinie anarchizmu (jeśli lurka tu qatryk, to na pewno miałby znacznie więcej do powiedzenia), dość powiedzieć, że ów anarchizm lewicowy de facto nie różni się wiele od marksizmu, jest raczej jego romantyczną odmianą, która wierzy, że systemowe ornamenty realnego marksizmu są powodem jego nieuniknionej degeneracji. W każdym razie, jeżeli korwinistom zarzuca się naiwność i utopijność, to dla tych anarchokomuchów brakuje określeń w słowniku.

    Anarchizm kapitalistyczny, czy jego łagodniejsze wersje jak ASE-owy minarchizm, faktycznie zasadza się na paradygmacie świętego prawa własności. Cóż – stroniąc od flejmowania w kierunku korwinistycznej ewangelizacji uważam po prostu, że jest to paradygmat silnie uzasadniony i dający się dość łatwo argumentować, że niezupełnie jest to ‚konwencja, zależna od arbitralnych ustaleń, jak wszystko inne’, co starasz się forsować Ty. Uważam, że owo prawo jest dalece bardziej pierwotne i (och, jak nienawidzisz tego słowa zapewne) ‚naturalne’.

    Tu ważna uwaga – mam nadzieję, że zgodzimy się, iż zakładając, że właśnie tak jest (tzn. że prawo własności jest święte), cały ‚korwinizm’ przychodzi dość naturalnie, czyli wszystkie poglądy na socjal, redystrybucję, kontrole itp. nabierają głębokiej spójności i racjonalności. Czy zgadzamy się?

    2. Co „napędza” kapitalizm?

    Słuchaj, w tym temacie zdajesz się popełniać jakieś strasznie fundamentalne, głęboko skażone ideolo, emocjami czy nie wiem czym, nadużycie. Nie bardzo wiem, jak się za to zabrać, bo na moje wygląda, jakbyś dokonywał jakiegoś absurdalnego zabiegu personifikacji systemu, nadawania mu emocji itd.

    Ciągle powtarzasz, że fundamentem kapitalizmu jest cały szereg paskudnych cech charakteru – jakis egoizm, „kult” chciwości, pazerności, konsumpcjonizmu itd. Nie umiem tego ugryźć – zakładając, że nie jesteś świrem, musisz dokonywać jakiegoś skrótu myślowego. Egoizm, pazerność, złośliwość, niechęć do mycia stóp itp. to są przecież cechy ludzkie. Albo ludzie je mają, albo nie. O co chodzi – że kapitalizm je w ludziach indukuje? Jeśli tak, to chciałbym poznać ten tajemniczy mechanizm.

    Ja na przykład widzę to tak, że faktycznie system może coś indukować – np. państwo opresyjne indukuje specyficzną zaradność czy tendencję do oszukiwania. Dlatego właśnie po PRL-u Polacy byli raczej bardziej zaradni niż mieszkańcy Zachodu (każdy był trochę elektrykiem, budowlańcem, mechanikiem samochodowym i wiedział, że pończochą można zastąpić pęknięty pasek klinowy) i raczej bardziej nieufni w stosunku do państwa i jego służb. Niemniej dostrzeganie podobnego mechanizmu w systemie ogólnie kapitalistycznym byłoby daleko idącym nadużyciem.

    Jeżeli dobrze rozumiem, to chyba uważasz coś w tym stylu, że jeśli gdzieś jest kapitalizm, to ludzie np. chciwi mają się w nim lepiej (relatywnie do innych ludzi), niż gdyby kapitalizm był ograniczony. Jeżeli tak, to są to potwornie naiwne, szczeniackie brednie. Człowiek chciwy w kapitalizmie zorganizuje piramidkę lub nachalnie rozreklamuje majtki Dody, w socjalizmie zatrudni się w Urzędzie Powiatowym i będzie brał łapówki za Pozwolenia Na Drapanie Się Po Dupie, w komunizmie wstąpi do UB/Czerwonych Khmerów i będzie łupił i gwałcił po wioskach. Kontestowanie tego nie ma racji bytu – człowiek chciwy będzie chciwy zawsze. Uogólniając – człowiek WREDNY będzie WREDNY zawsze. Człowiek ze skrupułami moralnymi będzie je miał bez względu na system. System może ewentualnie ludzi degenerować, ale to karkołomna teza, że akurat kapitalizm (czyli mało regulacji tworzonych przez przypadkowe grono polityków – czyli LUDZI, a nie aniołków z Kryptona – w oparciu o arbitralne kryteria przez nich tworzone) jest tu szczególnie patogenny. Żeby odwołać się do konkretów – swietne jest porównanie Grecji i Szwecji. Oba kraje mają silną redystrybucję i rozbuchany socjal. Tymczasem w Szwecji wszyscy karnie płacą wysokie podatki i kraj ma nadwyżki w budżecie, a w Grecji połowa emerytów to trupy sprzed 20 lat, obrót towarów to w przeważającej części lewizna, a zasiłki i świadczenia pobiera każdy, kto może i większość tych, co nie może. Inni ludzie, radykalnie inny efekt podobnego systemu.

    Szanowny Quasi, socjalizm może skutkować Szwecją, ale i Grecją czy Kambodżą. Jest całe mnóstwo dodatkowych warunków, na czele z zawartością czaszek obywateli, które powodują takie czy inne skutki. Twoja emocjonalna dogmatyka, że jak ktoś generalnie lubi kapitalizm, to jest nicponiem, Nicponiem, niegodziwcem, egoistą, chciwcem i kanalią, jest żałosna. Wybacz personalną wrzutę, ale robisz na mnie wrażenie jakiegoś pieniacza z problemami emocjonalnymi, kiedy wypisujesz takie bzdety, jak „kult pazerności, chciwości” itp. Dokładnie coś podobnego robi większość pisoprawaków rodem z Psychiatryka24 – ludziom o odmiennych poglądach bez wyjątku i bez refleksji zarzucają niegodziwe intencje, a w najlepszym razie głupotę.

    Podobny zresztą zabieg stosowałeś, kiedy gadaliśmy o innych sprawach, jak chociażby moja przychylność dla niektórych aspektów kary śmierci. Wtedy teżna siłę starałeś się mi przypisać sadystyczne skłonności. Na nic zdało się moje mozolne tłumaczenie, skąd wywodzę swój pogląd – utrzymywałeś, że skrycie tak czy siak odczuwam perwersyjną rozkosz z czyjegoś cierpienia. To u Ciebie jest nie do przeskoczenia, że odmienne poglądy musisz tłumaczyć wyłącznie niecnymi intencjami adwersarza?

    Czekając na Twoje wyjaśnienia, przedstawię swoją wizję tego, czym naprawdę jest kapitalizm i jakie ma ‚cechy’. Otóż dla mnie kapitalizm to nie tyle system, co naturalna ludzka tendencja do wymiany dóbr. „Kapitalizmem” zwyczajowo nazywa się taki system prawno-ustrojowy, który tę tendencję stara się ograniczać jak najmniej. Nie ma tutaj pełnej i dokładnej implikacji z systemem podatkowym czy redystrybucyjnym – np. w Skandynawii kapitalizm ma się dobrze (regulacji jest AFAIK mniej niż w Polsce), przy bardzo wysokiej redystrybucji i progresji podatkowej, W Izraelu kapitalizmu jest dużo, redystrybucji mało, a podatki stosunkowo wysokie, bo idące w dużej mierze w armię – itp.
    Ty, jak widzę, krytykujesz tak rozumiany kapitalizm za to, że tworzące się na nim mechanizmy powodują powstawanie dóbr/usług, które masz za „niepotrzebne”, sztucznie wykreowane, nie dające ludziom szczęścia, tylko jego ułudę. Cóż, taka postawa dla mnie osobiście jest dość przerażająco totalniacka. Mnie się może nie podobać, że ludzie chodzą na koncerty Dody, a nie Blue Machine (zajebisty band bluesowy z Krakowa – polecam przy okazji :) ), a tym bardziej, że kupują piórniki i zeszysty ozdobione podobizną Dody. Mam za dziwactwo fryzjerstwo psów i wieolomilionową oglądalność Tańca z Wojewódzkim Na Lodzie – ale zgroza mnie ścina na myśl, że ktoś mógłby jakoś ustawowo próbować to ograniczać czy chociażby zwalczać – zwłaszcza za pieniądze zabrane tym właśnie ludziom, którzy dobrowolnie to kupują. O co Ci chodzi, Quasi? Uważasz, że zachwyt cyckami Dody, czy co gorsza jej muzyką, unieszczęśliwia ludzi? A zachwyt Pink Floyd czy Alem Di Meolą? Pytam, bo naprawdę nie rozumiem – Twoja wizja świata to ludzie jedzący, kopulujący i defekujący w szarych mieszkaniach, którym nikt nie mąci w głowach, nie ogłupia i nie wciska majtek Dody w kolorowym piśmie o bzdetach? Co Ci ludzi mieliby robic, co lubić? Mogliby cokolwiek, czy nie? A to cokolwiek to byłby jakiś pakiet ustalany przez Quasiego, czy kogo? Na co byś im pozwolił, a na co nie? Jak wygląda idealny świat Quasiego – jakie produkty są w sklepach, jaką muzykę (jeśli jakąkolwiek) się produkuje, jaki usługi są dopuszczalne? Czy istnieje sport? Czy wolno go transmitować? Czy istnieje w ogóle telewizja, media – a jeśli tak, to jakie? Jeśli dopuszczalny jest druk prasy – to ilu wolno użyć kolorów?

    Ja naprawdę chciałbym zrozumieć Twoje podejście. Moje jest proste – akceptuję fakt, że majtki Dody sprzedają się rewelacyjnie, choć sam mam je za bezwartościowe. Nie widzę moralnego prawa do uznawania przez kogokolwiek, że powinien siłą zmuszać kogo innego, aby kupował coś bądź czegoś nie kupował. Nie akceptuję zrównywania ‚przymusu ekonomicznego’ z przymusem fizycznym. Nie akceptuję ‚prania mózgu’ jako odpowiednika bezpośredniego przymusu, którego akceptacja bądź nie zależy od arbitralnego uznania, że przynosi skutki ‚pożądane’ bądź nie. Nie akceptuję głupawego hasła: „własność to kradzież”.

    3. Gienek to schizofreniczny korwinista-niematerialista.

    Tutaj znów odjeżdżasz w jakieś absurdy. Prześledźmy – zdziwiło Cię, że Gienek, menelowaty uliczny grajek o nikłych potrzebach materialnych, lubi Korwina (czyli, uprośćmy – ASE). Zdziwiło Cię, ponieważ (dziwacznie i absurdalnie) uznajesz, że ASE mogą lubić tylko ludzie zachłanni na dobra materialne. Ja Ci tłumaczę, że postawa Gienka jest zrozumiała, bo ASE to przede wszystkim postulaty minimum kontroli i redystrybucji, czyli świata, gdzie antysystemowemu gościowi (a takim jest zazwyczaj menelowaty uliczny grajek) najmniej się jakieś służby naprzykrzają. NAWET JEŚLI TAK NIE JEST (argument z ‚prywatnej własności terenu’, która mogłaby Gienkowi uprzykrzyć życie, jest dobry, ale nie oczywisty, do dyskusji, poza tym wymaga głębszej refleksji nad ASE, jej konsekwencjami), to przecież mówimy o wrażeniu, powierzchownym poglądzie człowieka nie snującego głębokich przemysleń ideologiczno-politycznych. Jeśli ktoś żyje ‚na lewo’, ma problemy z policją, strażą miejską, fiskusem itp., to myśli: „podatki, mandaty, pozwolenia, kontrole – Korwin na to narzeka, jestem za Korwinem!”. Dla mnie jest to całkiem naturalne i dość oczywiste.

    Natomiast najbardziej chybiona i dziwaczna jest Twoja argumentacja z „dóbr doczesnych”. W jaki sposób krytyka konsumpcjonizmu i materializmu (poza Twoją idiosynkrazją, że żeby lubić ASE trzeba być chciwym, pazernym i plugawym) kłóci się z faktem, że w anarchokapitalizmie nie ma nic za darmo? Precież czy w kapitalizmie, czy w komunizmie, KTOŚ pracować tak czy siak MUSI i nie ma na świecie idioty, który twierdzi, że dobra powstają z materializacji tychże dóbr magią samego danego systemu. Zatem Gienkowa sympatia dla ASE najwyżej implikuje, że Gienek liczy sie z koniecznością jakiejś swojej pracy. Menel-komuch mógłby uznać, że socjalizm jest fajny, bo dzięki niemu nie trzeba pracować, żeby jeść, ale TAK SAMO jeść chce, czyli TAK SAMO jak Gienek ma jakieś materialistyczne potrzeby. Generalnie, nie mam pojęcia, jak w ogóle mogłeś wyprowadzić tę rzekomą niekonsekwencję krytyki materializmu z faktu, że Gienek ma niezerowe zapotrzebowanie na ‚dobra doczesne’. Ja o dobrach doczesnych wspomniałem dlatego, żeby dać do zrozumienia, że ich wysoka niepriorytetowość jest cechą charakterystyczną dla ludzi pędzących żywot w stylu Gienka, a do korwinizmu jest to cecha raczej ortogonalna (innymi słowy: nie godząc się na Twoje idiosynkrazje podałem INNY powód (tzn. minimalizacja kontroli) tego, że Gienek jest korwinistą, niezależny od jego podejścia do dóbr doczesnych, a przy okazji wyjaśniłem, skąd się bierze antymaterializm Gienka).

    Jak rozumiem, Ty pewnie rozumujesz tak: Gienek krytykuje Wojewódzkiego, że gada co innego, niż myśli, z pędu za kasą. Wojewódzki sprzedaje swój nieszczery szajs dlatego, że jest kapitalizm. Gienek lubi kapitalizm. Gienek jest niespójny, bo to kapitalizm (czyli system, który Gienek poprzez swój korwinizm chciałby eskalować) pcha Wojewódzkiego do bycia nieszczerym.
    Otóż, jak już pisałem wyżej, uważam takie twierdzenie za skrajnie naiwne. Uważam, że Wojewódzki w hipotetycznym hiper-regulowanym systemie albo znalazłby sobie niszę dającą mu dokładnie tak samo uprzywilejowaną pozycję (innymi słowy, cecha pozwalająca mu w kapitalizmie sprzedawać z wielkim zyskiem majtki Dody, w hiper-socjalizmie uaktywniłaby się gdzie indziej, np. w pięciu się wysoko w urzędniczej hierarchii i gigantycznym korumpowaniu się), albo istotnie byłby nieuprzywilejowanym szraczkiem, za to na wysoką pozycję wybiłby się jakiś inny cwaniak, którego niegodziwe cechy z kolei w kapitalizmie nie dawały profitów – zatem średnia ‚szkodliwość’ takich pasożytów byłaby mniej więcej podobna.
    Krótko mówiąc, uważam, że taka opinia jest nie do podważenia przy dwóch założeniach:
    1. Średnia niegodziwość/cwaniakowatość ludzi jest mniej więcej stała, a w kazdym razie ‚projektując’ takie dwa systemy i je porównując zakładamy, że w obydwu jest taka sama;
    2. Kapitalizm nie posiada jakichś szczególnych, wyjątkowych cech undukujących w ludziach niegodziwość (a teza przeciwna jest bardzo karkołomna i wymagałaby żelaznej argumentacji).

    Niezależnie od wszystkiego powyższego, Gienek może lubić ASE po prostu dlatego, że dochodzi do podobncyh wniosków, jak np. ja i mnóstwo ‚korwinistów’ – że zwyczajnie redystrybucja, progresja podatkowa, wszechobecny przymus fizyczny, często ‚dla dobra’ jego ofiar, jest zwyczajnie wątpliwy etycznie. Nie potrzeba do tego wymyślać człowiekowi nieładnych cech charakteru, rzekomo w oczywisty sposób sprzężonych z danymi poglądami (czy, tym bardziej, ich indukcją po realizacji postulatów wynikających z tychże poglądów).

  152. 24/06/2011 o 3:39 pm

    Anarchizmem niewiele różni się od marksizmu? Jejku jejku, co za korwinistyczna brednia:)

  153. Quasi
    28/06/2011 o 12:31 am

    @ kashmir

    Nie będę mógł kontynuować dyskusji w dotychczasowej formule, bo zwyczajnie nie mam na to ani czasu, ani chęci. Niżej szczegółowo wyjaśnię co mi konkretnie przeszkadza:

    (1) W jednej dyskusji pojawia się kilkanaście różnych wątków, a dyskutowanie ich wszystkich na raz zabiera zdecydowanie za dużo czasu, miejsca i ma niewiele sensu (pewne wątki bazują na twierdzeniach z innych wątków, co do których nie ma zgody). Apeluję o dyskutowanie nie więcej niż jednego wątku na raz i nie poruszaniu kolejnych przed zakończeniem wcześniej zaczętych.

    Dla wygody i przejrzystości poprzedni Twój komentarz podzieliłem na 12 wątków – w takiej formie łatwo było z tego wyodrębniać poszczególne wątki do oddzielnych dyskusji. Ty jednak mój podział zupełnie zignorowałeś i w zamian znów wylałeś wielowątkowy, pomieszany słowotok. Wprawdzie sam wprowadziłeś do słowotoku pewien systematyzujący podział, ale ani nie pokrywa się on z moim wcześniejszym podziałem, ani nie jest wystarczająco szczegółowy, aby był przydatny – 3 wyodrębnione przez Ciebie wątki za bardzo nakładają się na siebie (tj. poruszają te same tematy) i same zawierają wiele różnych, ale przez Ciebie nie wyodrębnionych, podwątków, część już wcześniej dyskutowanych, a część nowych. Taka formuła oznacza bałagan, przedzieranie przez który bezsensownie pochłania czas (np. aby zacytować Twoje stanowisko w jakimś wątku, zmuszony jestem czaso- i praco-chłonnie wyszukiwać odnoszące się doń wypowiedzi rozproszone w różnych miejscach jednego komentarza), oraz galopującą proliferację wątków, która czas pożera jeszcze bardziej.
    Tak rozmawiać się nie da.

    W ostatnim komentarzu dodałeś np. takie nowe wątki:

    i) Wewnętrzna spójność i konsekwentność korwinizmu w kontekście dogmatu „świętego prawa własności” oraz obiektywność tego prawa.
    Jest to rozwinięcie wcześniejszego wątku 2.5. „Lewackie biurwokratyczne świnie okradają ludzi podatkami aby ‘w ich imieniu’, choć bez pytania o zgodę, troszczyć się o tzw. ‘potrzebujących’, przy okazji samemu się nachapawszy – takie rozdawanie cudzego, wcześniej zagrabionego i częściowo wprowadzonego do własnej kieszeni, nie może być nazywane ‘dobroczynnością’.”.

    ii) Psychologiczne i aksjologiczne podłoże kapitalizmu i korwinizmu oraz jego etyczna ocena.
    Jest to rozwinięcie wcześniejszego wątku 1.3. „Korwinizm nie chce egoizmu i konsumpcjonizmu.”.

    iii) Konserwatywna wiara w determinizm – w tym nieuchronność, nieuleczalność i niezależność od warunków życia – ludzkiego Zła.
    Jest to poniekąd odgrzanie wątku, o którym flejmowaliśmy wcześniej, np. TU.

    iv) Psychologiczne i aksjologiczne podłoże kashmirowskiej sympatii wobec kary śmierci.
    Jest to odgrzanie wątku o którym flejmowaliśmy wcześniej, np. TU, TU.

    v) Korwinistyczny etyczny opór wobec lewactwa.
    Jest to poniekąd odgrzanie wątku o którym flejmowaliśmy wcześniej, zwłaszcza w kontekście mojego elaboratu o „Głównych prawdach wiary korwinizmu”.

    vi) Wizja Quasi-świata i wizja (pop)kultury w Quasi-świecie.

    (2) Powołujesz się na wiele nieoczywistych „faktów”, jednak bez wskazywania jakichkolwiek źródeł na potwierdzenie ich prawdziwości. W efekcie aby je zweryfikować, sam musiałbym robić praco- i czaso-chłonny research, który byłby tym bardziej praco- i czaso-chłonny, że owe „fakty” dotyczą dziedzin, na których się nie znam: ekonomii, filozofii, antropologii, historii.
    Tak rozmawiać się nie da.

    Apeluję abyś postarał się uźródławiać swoje rewelacje, a jeśli nie chce Ci się/nie jesteś w stanie tego robić – abyś unikał ich przywoływania, zwłaszcza w charakterze argumentów.

    Tylko w ostatnim komentarzu zaprezentowałeś np. takie nieoczywiste i nieuźródłowione „fakty” (których nie jestem w stanie zweryfikować bez czaso- i praco-chłonnego researchu albo i w ogóle):

    i) Stwierdziłeś, że anarchizm to de facto pozbawiony „systemowych ornamentów” marksizm.
    Nie znam ideologii anarchistycznej ani marksistowskiej na tyle, by zweryfikować to twierdzenie i nie wiem, gdzie szybko mógłbym takiej weryfikacji szukać.

    ii) Stwierdziłeś, że kapitalizm to („dla Ciebie”) „naturalna ludzka tendencja do wymiany dóbr”.
    Nie znam się ani na ekonomii, ani na filozofii kapitalizmu, ale orientuję się, że w rzeczywistości kapitalizm to znacznie więcej niż „wymiana dóbr”. To przede wszystkim określony system kontroli nad środkami produkcji (bazujący na pewnej szczególnej koncepcji własności prywatnej), to zjawisko akumulacji kapitału, to czerpanie zysków z różnicy między ceną sprzedawanego dobra a jego realną wartością oraz z różnicy między realną wartością pracy wykonywanej przez pracownika a wypłacaną mu pensją itp.
    Nie znam się na antropologii, ale stwierdzenie o „naturalnej ludzkiej tendencji do wymiany dóbr” i łączenie jej z kapitalizmem wydaje mi się alarmująco podejrzane. W historii ludzkości było wiele różnych systemów „wymiany dóbr” z kapitalistycznym wolnym rynkiem nie mających nic wspólnego: hordy łowiecko-zbierackie, gdzie szerszej wymiany dóbr pewnie w ogóle nie było (ludzie nie mieli nadwyżek, które mogliby wymieniać, ani szerszego podziału i specjalizacji pracy – to wszystko zaczęło się pojawiać wraz z cywilizacją dopiero jakieś 10k lat temu, a H.sapiens jako gatunek istnieje od ok. 200k lat); grabież i zbójectwo; dziedziczenie; niewolnictwo; feudalizm (z pańszczyzną, lennem, rentami feudalnymi, dziesięciną etc.) etc. – do nich ludzie nie mają „naturalnej tendencji”, a do kapitalizmu, który rozkwitł raptem circa 200 lat temu w raptem kilku raptem europejskich państwach, jakimś cudem mają?

    iii) Stwierdziłeś, że porównanie Szwecji i Grecji, jako państw socjalistycznych z rozbuchaną redystrybucją, jest „świetne”.
    Aby ocenić na ile to porównanie jest „świetne”, trzeba szczegółowo znać systemy ekonomiczny Szwecji i Grecji oraz ich historię. Ja ich niestety nie znam, ale pobieżne porównanie całościowych obciążeń podatkowych oraz rozwarstwienia dochodu w obu tych państwach wygląda niespecjalnie kompatybilnie z Twoimi zapewnieniami.
    W kontekście porównań „socjalistycznych warunków” panujących w różnych państwach, kilka razy pisał Trystero: o wysokości opodatkowania pracy (TU, TU, TU), o systemie socjalnym (TU, TU), o realnej progresji podatkowej (TU), o wielkości i efektywności biurokracji (TU). W niektórych z tych zestawień oprócz Polski da się znaleźć także Szwecję i Grecję.
    Trystero pisał też o greckich patologiach: TU i TU.

    iv) Stwierdziłeś, że jednym z produktów socjalizmu jest Kambodża Czerwonych Khmerów.
    Nie znam się na filozofii socjalizmu i różnych jej wariantach, ani na historii, ale z tego co się orientuję, piekło Kambodży Pol Pota to produkt nie niewydolności socjalistycznej gospodarki [w ogóle Pol Pot do marksizmu, a nawet maoizmu (z marksizmem mającym średnio wiele wspólnego) odnosił się dość luźno], lecz przede wszystkim autorytaryzmu, nacjonalizmu/szowinizmu/ksenofobii, luddyzmu i paranoi, czyli elementów, które nie są specyficznie związane z socjalizmem i które cieszą się większą popularnością raczej wśród prawactwa niż wśród lewactwa.

    v) Stwierdziłeś, że w Szwecji kapitalizm ma się dobrze i/bo regulacji jest stosunkowo mało (mniej niż w Polsce).
    Jak mierzysz stan kapitalizmu? W państwach nordyckich gospodarka odznacza się innowacyjnością (za Trystero: TU) oraz łatwością zakładania i prowadzenia biznesu (za Trystero: TU, tabela 3., 4., 5.) Czy innowacyjność gospodarki i perspektywy prowadzenia biznesu – bez uwzględniania obciążeń podatkowych, redystrybucji dochodu i etatyzmu – to miary stanu kapitalizmu? [Patrz też wyżej, punkt „ii)” odnośnie definicji „kapitalizmu”.].
    Jak mierzysz „ilość regulacji”? Czy aby nie jest tak, że sprzyjająco na prowadzenie biznesu wpływa nie mała ilość regulacji i mała biurokracja, lecz wysoka jakość regulacji (bez względu na ich ilość) i skuteczność biurokracji (bez względu na jej wielkość)? [O wielkości i efektywności nordyckich biurokracji można coś znaleźć u Trystero: TU].

    vi) Stwierdzasz, że w Izraelu „kapitalizmu jest dużo”, a redystrybucji mało (mimo wysokich podatków).
    Zastrzeżenia jak wyżej.

    vii) Stwierdzasz, że immanentną (?) cechą socjalizmu jest lokowanie się zwyrodnialców w hierarchii urzędniczej i ich hiper-korumpowanie się.
    Nie przedstawiasz na to żadnych kwitów, takich, jak choćby korelacja poziomu korupcji z poziomem socjalizmu. Ponadto dane dostarczone przez Trystero nie są specjalnie kompatybilne z tym twierdzeniem (TU, tabela 6.).

    viii) Stwierdzasz, że opresyjność państwa indukuje w ludziach nieufność wobec państwa i jego służb, tendencję do oszukiwania i „specyficzną zaradność” (taką jak zdolność do „kludgingu”), czego dowodem ma być mentalność Polaków.
    Nie przedstawiasz na to żadnych kwitów. Ciekaw byłbym jakichś kwitów zwłaszcza na rzekomą większą „zaradność” (w tym „kludging”) Polaków i jego związek z opresyjnością państwa, a nie np. z niedostatkiem i izolacją.
    Na temat poziomu nieufności – ogólnej i wobec władzy – (która faktycznie w Polsce jest dość wysoka) kwity istnieją, np. TU, TU i TU. Polecam przyjrzenie się tym kwitom, wszak rzucają one trochę światła na to, co w swoim komentarzu pisałeś (np. na fenomen zepsutej Grecji). Uwagę zwraca też wyjątkowo wysoki poziom zaufania wśród Chińczyków, co niezbyt dobrze współgra z Twoją hipotezę nieufności indukowanej opresyjnością państwa.

    (3) Ignorujesz moje argumenty i jak gdyby nigdy nic bezkrytycznie powtarzasz twierdzenia, które nimi zakwestionowałem. W efekcie jestem zmuszony po kilka razy powtarzać to samo, a to potwornie czasochłonne no i zwykle i tak bezsensowne, niczym rzucanie grochem o zakutą pałę.
    Tak nie da się rozmawiać.

    Nie wiem dlaczego to robisz. Być może nie chce Ci się czytać wszystkiego co napiszę, a zwłaszcza tego, co podlinkuję? Być może ilość treści tak Cię przytłacza, że wszystkiego nie jesteś w stanie zrozumieć lub zapamiętać? Tak czy inaczej, mam nadzieję, że jeśli radykalnie ograniczymy objętość dyskusji poprzez redukcję na raz rozważanych wątków do jednego, to także ten problem zniknie.

    Tylko w ostatnim komentarzu dla przykładu:

    i) Zignorowałeś podlinkowane argumenty z wątku 1.2. „Korwiniści chcą tylko tego, by inni się od nich odpierdolili.” i dalej bezkrytycznie powtarzasz zdyskredytowane nimi twierdzenie, iż anarchokapitalizm jest nurtem anarchizmu, dążącym do uwolnienia ludzi od władzy i kontroli.

    ii) Zignorowałeś część moich argumentów z wątku 3. GIENEK, ANTYMATERIALIZM I KORWINIZM oraz 1.3. „Korwinizm nie chce egoizmu i konsumpcjonizmu.” i dalej bezkrytycznie powtarzasz, że w gienkowym jednoczesnym antymaterializmie i grawitowaniu ku korwinizmowi nie ma żadnej godnej wesołości sprzeczności.
    Zignorowałeś moją uwagę, że bez państwowego mecenatu nad działalnościami komercyjni niedochodowymi – w tym kulturowymi lub naukowymi – a także bez powszechnych państwowych świadczeń (typu publiczna służba zdrowia, publiczna edukacja, publiczna infrastruktura, publiczna przestrzeń), perspektywy kogoś, kto, jak Gienek, pragnie z takiej działalności się utrzymywać, wyglądają marnie. Praktycznie zignorowałeś moją uwagę, że w świecie wszechprywatyzacji kontrola nad różnymi Gienkami zapewne będzie większa, a nie mniejsza, niż w lewactwie. Zignorowałeś moją uwagę, że to anarchizm, a nie anarchokapitalizm/korwinizm, oferuje ludziom utopię uwolnienia od kontroli (anarchokapitalizm chce najwyżej uwolnienia od kontroli państwa, przy czym pozostałe formy kontroli – jak np. „święte prawo własności” – ignoruje, a nawet postuluje ich zwiększenie).
    Oczywiście Gienek również może to ignorować, ale to najpewniej byłoby wynikiem ignorancji lub głupoty – np. może nie znać lub nie rozumieć korwinizmu, może nie być w stanie wyobrazić sobie skutków korwinizmu, może nie znać oferty anarchistów. I właśnie dlatego stał się tu przyczyną wesołości i właśnie dlatego Twoja obrona jego niespójnego stanowiska nie ma sensu (to, że jest niespójny za sprawą swojej menelskiej niewiedzy/nierozumności nie zmienia faktu, że jest śmieszny).

    iii) Zignorowałeś moje argumenty (w tym te podlinkowane) z wątku 2.5. „Lewackie biurwokratyczne świnie okradają ludzi podatkami aby ‘w ich imieniu’, choć bez pytania o zgodę, troszczyć się o tzw. ‘potrzebujących’, przy okazji samemu się nachapawszy – takie rozdawanie cudzego, wcześniej zagrabionego i częściowo wprowadzonego do własnej kieszeni, nie może być nazywane ‘dobroczynnością’.” i nadal bezkrytycznie powtarzasz nauki o bezwzględnym i obiektywnawym – a nie relatywnym i umownym – statusie „świętego prawa własności” oraz o jego kompatybilności z ideami wolnościowymi.
    [Przy okazji: nie napisałem, że „własność to kradzież”, tylko że „własność to władza”.]

    iv) Zignorowałeś moje dawne argumenty z elaboratu o „Głównych prawdach wiary korwinizmu” i nadal bezkrytycznie wmawiasz mi etyczny charakter korwinistycznego sprzeciwu wobec lewactwa.

    v) Zignorowałeś moje dawne argumenty dotyczące Twojego stanowiska w sprawie kary śmierci – pokazujące, że Twoje uzasadnienie sympatyzowania z karą śmierci jest niespójne/niekonsekwentne, więc najprawdopodobniej musi istnieć jakiś inny, nieujawniony przez Ciebie, a wg mnie paskudny, powód Twojego dehumanizowania morderców – i nadal bezkrytycznie powtarzasz, że niecne (z mojego punktu widzenia) pobudki przypisuję Ci bezpodstawnie.

    Podsumowując: Tak jak wspomniałem, chciałbym, abyśmy zrezygnowali z dyskutowania wszystkiego na raz i ograniczyli flejm do jednego wątku. Jeśli dobrze pójdzie i wątek uda się zamknąć jakąś konkluzją, to będziemy mogli przejść do następnego. I obojętne czy tutaj u majora, czy u Ciebie na blogu.

    Proponuję, żeby wątkiem od którego zaczniemy był wątek:
    „Wewnętrzna spójność i konsekwentność korwinizmu w kontekście dogmatu ‚świętego prawa własności’ oraz obiektywność tego prawa.” [Jako rozwinięcie wcześniejszego wątku 2.5. „Lewackie biurwokratyczne świnie okradają ludzi podatkami (…)”.]

    Od tego wątku następnie będzie można płynnie przejść do najbardziej bulwersującego Cię wątku:
    „Psychologiczne i aksjologiczne podłoże kapitalizmu i korwinizmu oraz jego etyczna ocena.” [Jako rozwinięcie wcześniejszego wątku 1.3. „Korwinizm nie chce egoizmu i konsumpcjonizmu.”.]

    Być może jeśli zrozumiesz jakim cudem mogę nie czcić „świętego prawa własności”, to łatwiej będzie Ci pojąć, dlaczego w psychologiczne i aksjologiczne motywy pchające ludzi w korwinistyczny kult jawią mi się jako obrzydliwość.

    Zgoda?

    ____________________________________________________________________

    Jeszcze pozwolę sobie wypowiedzieć się w wątku, który wg mnie są raczej nie flejmogenne – gdyż sprowadza się jedynie do Twojego pytania o moje preferencje i wyobrażenia – więc nie powinien zakłócić nowego porządku dyskusji.

    Wizja Quasi-świata i wizja (pop)kultury w Quasi-świecie..

    Ty, jak widzę, krytykujesz tak rozumiany kapitalizm za to, że tworzące się na nim mechanizmy powodują powstawanie dóbr/usług, które masz za „niepotrzebne”, sztucznie wykreowane, nie dające ludziom szczęścia, tylko jego ułudę. Cóż, taka postawa dla mnie osobiście jest dość przerażająco totalniacka. Mnie się może nie podobać, że ludzie chodzą na koncerty Dody, a nie Blue Machine (zajebisty band bluesowy z Krakowa – polecam przy okazji :) ), a tym bardziej, że kupują piórniki i zeszysty ozdobione podobizną Dody. Mam za dziwactwo fryzjerstwo psów i wieolomilionową oglądalność Tańca z Wojewódzkim Na Lodzie – ale zgroza mnie ścina na myśl, że ktoś mógłby jakoś ustawowo próbować to ograniczać czy chociażby zwalczać – zwłaszcza za pieniądze zabrane tym właśnie ludziom, którzy dobrowolnie to kupują.
    (…)
    Ja naprawdę chciałbym zrozumieć Twoje podejście. Moje jest proste – akceptuję fakt, że majtki Dody sprzedają się rewelacyjnie, choć sam mam je za bezwartościowe. Nie widzę moralnego prawa do uznawania przez kogokolwiek, że powinien siłą zmuszać kogo innego, aby kupował coś bądź czegoś nie kupował.

    Tu odpowiem generalnie o ofercie rynkowej, a nie w kontekście samej popkultury.

    Po pierwsze: Kapitalizm krytykuję z wielu powodów, a istnienie kosztownego pasożytniczego marketingu wciskającego gówno to tylko jeden z nich.

    Po drugie: Jak już wielokrotnie powtarzałem, nie ma żadnej konkretnej całościowej, technicznej wizji optymalnego świata, gdyż nie dysponuję wiedzą niezbędną do choćby naszkicowania takiej wizji. Przecież m.in. z tego powodu nie uczestniczę w wyborach.
    Mam tylko ideologiczną – i nie wymagającą specjalnej wiedzy technicznej – wizję celów, do których należy dążyć przy konstruowania świata. Takoż moja krytyka odnosi się głównie do ideologicznego, a nie technicznego, podłoża pro-kapitalizmu, ewentualnie zahacza o pewne techniczne mity przez pro-kapitalistów wyznawane, jeśli gdzieś trafiłem na takich mitów debunk.

    Więcej na oba te tematy napisałem TU + TU.

    Po trzecie: Dla korwinisty płacenie podatku to „zabieranie pieniędzy” (to w wersji „politycznie poprawnej” – standardowo to jest „kradzież” lub „grabież”), ale już płacenie za produkt lub usługę (w tym czynsz, myto, licencje, odsetki kredytu) na wolnym rynku „zabieraniem pieniędzy” nie jest. Stanowisko to zapewne wymaga przyjęcia wielu pokrętnych – i nie dla każdego atrakcyjnych (np. dla mnie nie) – ideologicznych założeń. [Więcej na ten temat w zaproponowanym wyżej wątku.]

    Po czwarte: Kapitalizm, rynek jest etycznie ślepy i sprzedaje wszystko, na co znajdzie się odpowiedni popyt. A ludzie potrafią być głupi lub paskudni, więc potrafią tworzyć popyt na niemal dowolną głupotę lub paskudztwo: na narkotyki, na broń i bomby dla bandytów/terrorystów, na niewolników, na usługi płatnych morderców, na „żywy towar”, na widowiskowe egzekucje i tortury, na kinderporno, na groźne dla zdrowia/środowiska chemikalia (DDT, azbest, freony, tetraetylo-ołów), na kradziony towar, na tanie pozbywanie się toksycznych odpadów, na lewe części do samolotów, na oszukańcze usługi pseudomedyczne etc.
    I co? Uważasz, że tylko spontaniczny popyt i podaż powinny decydować o tym, czym się handluje i nikt nie powinien się w to wtrącać? Że jeśli jacyś ludzie chcą coś kupować, to jest to wystarczający, ostateczny i niepodważalny warunek do tego, by pozwolić tym czymś handlować, bez względu na koszta jakie to coś wywołuje u samych nabywców oraz w reszcie świata? Ja tak nie uważam.

    Po piąte: Odrzucam dogmat „wolnej woli” i “Volenti non fit iniuria”. Więcej pisałem o tym TU + TU i TU.

    A teraz już odnośnie samej popkultury:

    O co Ci chodzi, Quasi? Uważasz, że zachwyt cyckami Dody, czy co gorsza jej muzyką, unieszczęśliwia ludzi? A zachwyt Pink Floyd czy Alem Di Meolą? Pytam, bo naprawdę nie rozumiem – Twoja wizja świata to ludzie jedzący, kopulujący i defekujący w szarych mieszkaniach, którym nikt nie mąci w głowach, nie ogłupia i nie wciska majtek Dody w kolorowym piśmie o bzdetach? Co Ci ludzi mieliby robic, co lubić? Mogliby cokolwiek, czy nie? A to cokolwiek to byłby jakiś pakiet ustalany przez Quasiego, czy kogo? Na co byś im pozwolił, a na co nie? Jak wygląda idealny świat Quasiego – jakie produkty są w sklepach, jaką muzykę (jeśli jakąkolwiek) się produkuje, jaki usługi są dopuszczalne? Czy istnieje sport? Czy wolno go transmitować? Czy istnieje w ogóle telewizja, media – a jeśli tak, to jakie? Jeśli dopuszczalny jest druk prasy – to ilu wolno użyć kolorów?

    Po zerowe: Nie znam się na (pop)kulturze i (pop)sztuce, ani się nią nie interesuję, więc nie mam tu sprecyzowanych technicznych poglądów i nie jestem w stanie udzielić technicznych odpowiedzi. Udzielę tylko odpowiedzi ogólnej i ideologicznej.

    Po pierwsze: Popkultura jest komercyjnym gównianym substytutem kultury („kultury wyższej”) i generalnie wyróżnia trzema cechami:

    1) Tandetnym projektem i wykonaniem wynikającym z faktu, że ma być produkowana masowo i tanio (bo przez rzemieślników, nie artystów) dla niewymagającej publiki. [Obecnie warunek tandetnego wykonania w przypadku popkultury wysokobudżetowej często nie jest spełniony.]

    2) Powtarzalnością, schematycznością, ustandaryzowaniem/formatowaniem – wynikająca m.in. z tego, że jest produkowana pospiesznie, masowo i niekoniecznie przez zdolnych artystów, których nigdy nie ma za wielu; z tego, że masowy klient często lubi to co jest podobne do tego, co już kiedyś widział i lubił (a la inż. Mamoń) oraz z umyślnego dostosowywania produktu do oszacowanych gustów jak największej rzeszy potencjalnych nabywców.

    3) Drastyczną prostotą/ubóstwem umyślnie wprowadzonym po to, by produkt był dostępny dla jak największej grupy ludzi. Prostota/ubóstwo radykalnie zwiększa dostępność produktu, gdyż dzięki niej do jego kontemplacji nie jest wymagane żadna nietrywialna wiedza, doświadczenie, obycie i przygotowanie (czyli inaczej niż z „kulturą wyższą”), której większość ludzi nie posiada i nie ma możliwości/ambicji posiąść.

    Z tego powodu popkultura po prostu żeruje na ludzkiej niewiedzy/niekompetencji i wciska się im zajmując miejsce poważnej kulturze, potencjalnie mogącej dostarczyć im o wiele więcej satysfakcji. Podobnie jak z medycyną alternatywną – również żerującą na ludzkiej niewiedzy/głupocie, oferującą niewiele i wypierającą poważną medycynę ze szkodą dla nich.

    Po drugie: Dolegliwość popkultury jest zdecydowanie zbyt mała, by jakiekolwiek działania administracyjne odgórnie ograniczające jej dostępność miały jakiekolwiek uzasadnienie i sens. Tak więc absolutnie nie chcę żadnego ustawowego zakazywania nawet największego popkulturowego syfu. Nigdzie nigdy nie pisałem o żadnym ustawowym zakazywaniu popkulturowego chłamu – nie wiem skąd to wytrzasnąłeś.
    Mało tego, skoro faktem jest, że dla wielu ludzi poważna kultura jest zwyczajnie niedostępna – choćby dlatego, że są za słabo wyedukowani i „odchamieni” – to w praktyce popkultura jest jedynym środkiem mogącym dostarczyć im charakterystycznej dla kultury satysfakcji i w tym sensie może być czymś dobrym. Jeśli nie można objadać się truflami, to lepiej żreć fastfoody niż głodować – to oczywiste.
    Nie chciałbym aktywnego zwalczania popkultury, lecz tego, aby kultura wyższa stała się bardziej ludziom dostępna i sprawniej wypierała chłam z rynku. Co państwo może w tym kierunku zrobić? Nie wiem. Być może pomogłaby ogólna poprawa jakości publicznej edukacji oraz lepsza promocja i otwarcie ambitnej kultury, nad którą państwa sprawuje mecenat, na masy?

  154. kashmir
    01/07/2011 o 9:04 am

    Quasi, wybacz, mam zamiar odpowiedzieć, ale póki co parę przymiarek skończyło się fiaskiem. Ciągle mam problem ze znalezieniem odpowiedniej formy odpowiedzi i odpowiedniej ilości czasu, żeby ją sklecić. Liczę, że starczy Ci cierpliwości.

  155. Quasi
    01/07/2011 o 4:50 pm

    kashmir :
    Quasi, wybacz, mam zamiar odpowiedzieć, ale póki co parę przymiarek skończyło się fiaskiem. Ciągle mam problem ze znalezieniem odpowiedniej formy odpowiedzi i odpowiedniej ilości czasu, żeby ją sklecić. Liczę, że starczy Ci cierpliwości.

    Pewnie, że starczy.

    Ale wstrzymaj się proszę z dłuższymi wypowiedziami i odpowiedz tylko na jedno: czy zgadzasz się ograniczyć flejma do jednego wątku i to tego zaproponowanego przez mnie?

  156. kashmir
    09/07/2011 o 8:22 pm

    Quasi, kontrolujesz jeszcze temat..?

  157. Quasi
    10/07/2011 o 8:15 am

    kashmir :
    Quasi, kontrolujesz jeszcze temat..?

    Tak.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: