Strona główna > felietonik > Targi książki

Targi książki

Gdyby nie istniało wydawnictwo Czarne, trzeba by je wymyślić. Albo wydać jakąś ustawę, dyrektywę, chujwieco; niech w każdym kraju będzie jedne takie Czarne, które zacznie tłumaczyć zadupie na nasze. Generalnie jest tak, że Słowo/Obraz Terytoria wypuszczają książki najładniejsze, Aletheia najmądrzejsze, a Czarne najciekawsze. Czarne wydało polskiego Szczygła, Hugo Badera, Smoleńskiego i kupę zagranicznych Szczygłów, Hugo Baderów i Smoleńskich. Na przykład Swietłanę Aleksiejewicz, która właśnie zgarnęła nagrodę im. Kapuścińskiego. Kto chce dowiedzieć się czegoś ważnego o Rosjankach, bez polaczkowatego silenia się na egzotykę,  powinien do „Wojna nie ma nic z kobiety” sobie zajrzeć. Co nie znaczy, że Czarne to moje wydawnictwo ever. Wydawnictwem ever powoli staje się Świat Literacki z Izabelina. Tak, tajemniczy, że nie ma nawet strony internetowej. A jego książki można kupić, zdaje się, tylko w Czułym Barbarzyńcy. Na przykład: Pessoe, Buzzatiego, Kereta, Hrabala, Celina, czy Danilo Kiśa. Kiś wyszedł też w Czarnym. Pisałem już, że w Czarnym wychodzą najciekawsze książki?

W tym roku na warszawskich targach książki wszystkich ich (znaczy Czarne, Słowo/Obraz i Aletheię) zbunkrowano w jednym, tym samym kącie sektora C. Przywędrowałem tam, mijając Ziemkiewiczów, Wolskich, Sonie Dragę i ogłoszenia o nowej książce Wildsteina. Tym razem Wyspiański pisze lolHemingwayem. Zdania są krótkie i gorące. Jak pety SB-eków przypalane na Joannie Lichockiej. Lichocka też zresztą przyszła podpisywać film „Mgła”. Widać pułkownik Tusk ją żywą wypuścił. Do Czarnego dotarłem na koniec i to był mój błąd, bo się nie wyrobiłem w limicie kasy. Zakupoholicy muszą mieć swoje limity, inaczej wylądują w rynsztoku. Wcześniej zahaczyłem o Słowa i o Altheię. W Słowach wydali Niebezpieczeństwa onanizmu. Marek Przychodzeń będzie zachwycony. W Alethei mieli zniżkę, więc wziąłem „Ulicę jednokierunkową” Waltera Benjamina oraz „Pan tu nie stał” Gondowicza. Facet, który przetłumaczył „Ćwiczenia stylistyczne” i „Sto miliardów wierszy”  Queneau zasługuje, żeby kupować jego książki. Nawet jeśli opowiada stetryczałe anegdotki. No i na koniec stałem przed Czarnym i nie wiedziałem, co wybrać: „Hydraulika” Zaremby, „Autobiografie” Bernharda, czy może „Witajcie w raju” Jennie Dilemans. Zdecydowałem się na Opowieści z Wysp Owczych, Zwłaszcza że wcześniej, podczas wieczorku, przeczytałem sobie Obsoletki  i nie musiałem na nie wydawać już kasy. Obsoletki pokazują, że polską literaturą współczesną da się opowiedzieć coś więcej, niż tylko wstałem, poszłem, pierdłem. Choć dla mnie taki śmiech dla maskowania straty, to jednak trochę łże-śmiech i mu nie ufam. Wolałabym żeby Bargielska naprawdę płody miała za wątróbki, a jak jest naprawdę to doprawdy nie wiem. Choć żeby nie było spokojnie dałbym 8,5/10 (scena w wagonie – rewelka). Taką nihilistyczną książkę to powinien napisać nasz Quasi. Terlikowski tydzień biegałby w dresie.

A „Opowieści z wysp owczych” są zajebiste. Poza miejscami, gdzie Michalski z Wasilewskim wstawiają własne przemyślenia. Jak se będę chciał poczytać Tygodnik Powszechny, to se pójdę do sklepu i kupię. Ale referowanie poglądów tych całych wyspiarzy, dobór proporcji i pozornie nieciekawe nicsieniedzianie są, że aż och ach i w ogóle. Faroerów zwyczajnie mi szkoda. Nie dlatego, bo współczuję im, że nie budzą  na świecie niczyjego zainteresowania. Ale dlatego, że tak bardzo im na tym zależy. Coś jakby Polskę zmniejszyć do wyspy Wolin  zamieszkałą przez Makłowiczów, Migalskich i Igorów Janke. Dlatego  też nie kupiłem biografii Miłosza, choć z początku tak bardzo chciałem. Mam wrażenie, że dla nas, ludzi, którzy wszystkie te bóstwa, metafizyki i inne badziewie, mają za krasnoludów i latający makaron, Miłosz coraz mniej nadaje się do czytania. Za to idealnie nadają się nordyckie traumy. Jak choćby „Tomasza F. ostatnie zapiski dla ludności”. Gdybym miał własne wydawnictwo to wydawałbym właśnie Askildsena. Albo flamandzkiego Dimitra Verhulsta. Kto oglądał adaptację De Helaasheid der dingen, ten wie dlaczego. A kto nie, niech czym prędzej nadrobi. Naprawdę polecam. Może nawet lepsze od słynnego Once were warriors.

  1. 15/05/2011 o 8:35 pm

    Smakowity strasznie wpis.

    Co do tych „Obsoletek”, to Sylwia Chutnik porównuje je do Topora, ale z kolei twój opis mówi, że prędzej topór niż Topor\

    A ja nic nie czytam, o, jutro nawet idem oddać nieprzeczytane ksiązki, by mnie nie kusiły, bo FCE mam za niecały miesiąc i trza mi się jedynie angielszczyzną zajmować.

    Ale mogę napisać o tym, co nie przeczytam tym razem (kurde, mój katalog książek nieprzeczytanych, niektórych nawet kilkakrotnie jest chyba większy niż tych przeczytanych), przynajmniej w ostatnich latach.

    A więc w kwietniu nie przeczytałem, a w maju nie przeczytam:

    „literatury w lagrze. Lager w literaturze” Arkadiusza Morawca, wspomnień Deana Koontza o jego psie:), Strażnika Sadu MacCarthy’ego, Przetrąconych Helene Hegeman i Dobrego poradnika umierania Debry Adelaide.

    Po stronie przeczytanych „Europejscy poszukiwacze. IMpresje na temat wspólczesnego pokolenia polskiej młodzieży” i kilka kryminałów (Laura Lippman, Coben i takie tam bzdury)
    No i trochę tekstów różnych z neta i z gazet.ogólnie bilans cienki:)

  2. 15/05/2011 o 8:52 pm

    Ależ nie, Grzesiu, jak dałem 8,5 na 10 to nie mogę tego brać za żaden topór. To jest świetna książka (i bardzo króciutka). Z tego co przejrzałem Chutnik pisze, zdaje się, gorzej. Tak więc jak będziesz w jakimś Empiku, czy co, to sobie przeglądnij, bo warto.

  3. 15/05/2011 o 9:12 pm

    Z Verhulsta znam tylko „Madame Verona steigt den Hügel hinab”. „Boso, ale na rowerze” (co za dziwne tłumaczenie tytułu?!) nie znam, wiec chętnie zakupie, tylko jak na czytanie wszystkiego znaleźć czas.
    I powiedz mi, czy czytałeś coś Alberta Sáncheza Pinola? Męczę właśnie „Chłodny Dotyk”, i męczyć to właściwe słowo. Ale nie dam się. Dobrnę do końca.

  4. 15/05/2011 o 9:20 pm

    kanczendzonga :

    Z Verhulsta znam tylko „Madame Verona steigt den Hügel hinab”. „Boso, ale na rowerze” (co za dziwne tłumaczenie tytułu?!) nie znam, wiec chętnie zakupie, tylko jak na czytanie wszystkiego znaleźć czas.
    I powiedz mi, czy czytałeś coś Alberta Sáncheza Pinola? Męczę właśnie „Chłodny Dotyk”, i męczyć to właściwe słowo. Ale nie dam się. Dobrnę do końca.

    Nie czytałem Pinola, więc nie wiem. A tytuł nawiązuje do Boso, ale w ostrogach Stasiuka, bo tam często na rowerze jeżdżą, czasami nawet na golasa.

  5. 15/05/2011 o 10:20 pm

    Jak zwykle czytam niedokładnie i niechlujnie.
    Sorry.

  6. tamizdat
    15/05/2011 o 11:08 pm

    Żeby sobie zrekompensować zazdrość wynikłą z faktu, że nie mam i nigdy nie będę miał pojęcia o książkach przez Ciebie przeczytanych powiem, że się walnąłeś w powyższym komciu i Grzesiuka zamieniłeś na Stasiuka. Cokolwiek sądzić o Stasiuku Grzesiuk sobie na to nie zasłużył ;-)
    Gratuluje szczerej pasji czytelniczej i dzięki za info – może kiedyś jednak coś przeczytam!
    Pozdro

  7. 15/05/2011 o 11:11 pm

    tamizdat :

    Żeby sobie zrekompensować zazdrość wynikłą z faktu, że nie mam i nigdy nie będę miał pojęcia o książkach przez Ciebie przeczytanych powiem, że się walnąłeś w powyższym komciu i Grzesiuka zamieniłeś na Stasiuka. Cokolwiek sądzić o Stasiuku Grzesiuk sobie na to nie zasłużył ;-)
    Gratuluje szczerej pasji czytelniczej i dzięki za info – może kiedyś jednak coś przeczytam!
    Pozdro

    O mamo, no jasne, Grzesiuka, to chyba jakaś freudowska pomyłka. A z tym pojęciem, to nie przesadzaj, że nie słyszałeś o Hrabalu albo Wildsteinie :)

  8. vHF
    16/05/2011 o 8:07 am

    No i chyba Wildstein zamiast Wyspianskiego, chyba ze to zart.

  9. cyncynat
    16/05/2011 o 8:49 am

    vHF :
    No i chyba Wildstein zamiast Wyspianskiego, chyba ze to zart.

    Nie wierze – too good to be true.

  10. otto
    16/05/2011 o 9:36 am

    vHF :
    No i chyba Wildstein zamiast Wyspianskiego, chyba ze to zart.

    No jak to, przecież Wildstein sam skromnie oznajmił, że napisał nowe „Wesele” w postaci „Doliny nicości”

  11. otto
    16/05/2011 o 9:43 am
  12. vHF
    16/05/2011 o 9:48 am

    Masz ci los, nie na bieżąco jestem znowu z trendami w krytyce literackiej.

    Cyncynat — fajny flejm u KN, ale że też Ci się chce…

  13. cyncynat
    16/05/2011 o 9:55 am

    vHF :
    Masz ci los, nie na bieżąco jestem znowu z trendami w krytyce literackiej.
    Cyncynat — fajny flejm u KN, ale że też Ci się chce…

    Cheap entertainment, wiesz ze nie nalezy wszystkiego brac na powaznie. Mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko swojemu cameo?

  14. cyncynat
    16/05/2011 o 9:56 am

    Ja wiem, ze wisze odrobine bardziej powazna pisanine, ale to bedzie po egzaminach ;)

  15. vHF
    16/05/2011 o 10:06 am

    cyncynat :
    Cheap entertainment, wiesz ze nie nalezy wszystkiego brac na powaznie. Mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko swojemu cameo?

    Ależ.

    Napiszesz kiedy i jeśli będziesz miał czas, ofkors.
    Jak studia?

  16. cyncynat
    16/05/2011 o 10:23 am

    vHF :

    cyncynat :
    Cheap entertainment, wiesz ze nie nalezy wszystkiego brac na powaznie. Mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko swojemu cameo?

    Ależ.
    Napiszesz kiedy i jeśli będziesz miał czas, ofkors.
    Jak studia?

    Z pewnym zdziwieniem: jestem lepszym studentem niz kiedy bylem takim prawdziwym studentem. Za jakis czas pojde do szefa grupy i powiem ze w zasadzie chcialbym studiowac na 100%, a nie na 75%. Zobaczymy jak to przelknie.

  17. vHF
    16/05/2011 o 10:30 am

    cyncynat :
    Z pewnym zdziwieniem: jestem lepszym studentem niz kiedy bylem takim prawdziwym studentem.

    To jest bardzo częste: ludzie „powracający” na uniwersytet studiują dużo lepiej. Nie jest to też specjalnie trudne do wytłumaczenia — w końcu swoje już w życiu wypili, a na dodatek łatwiej rozpoznają bullshit, którego przecież na każdym uniwersytecie dostatek.

  18. adas
    16/05/2011 o 6:35 pm

    „Chłodny Dotyk” – mnie ta książka tak męczyła, ze machnąłem ją w trzy godziny, żeby się od niej uwolnić. Traktująca praktycznie o tym samym (kolonializm w kostiumie niby o to XIX wiecznego fantasy i/lub literatury przygodowej) „Pandora w Kongu” jest dużo lepsza. Jakby co, służę linkiem do recenzji. Wykorzystywanie Czapka to przesada, choć akurat od „Inwazji jaszczurów” wolę trylogię powieściową – trzy niedługie opowieści o sztuce opowiadania. Rzeczywistości.

    „Tomasza F. ostatnie zapiski dla ludności” mnie zadziwiło. Te tytułowe opowiastki podobały mi się średnio, nie jestem fanem tego typu literatury (choć czytam ich i tak zbyt dużo), ale dwa pozostałe opowiadania zmieniają wydźwięk. Choć też na pierwszy rzut oka to nic nowego. Świat Literacki wydaje dużo ciekawych rzeczy, ale jest dosyć nierówny. Keret jest u nas dziwnie wydawany, nie tylko bez obrazków (oryginalnie ponoć to ważne), ale i w wyborach.

    Tak ogólnie, jeśli chodzi o prozę i przekłady, to w ostatnich latach jest tego coraz więcej. I coraz szybciej wydawanych. Zwłaszcza w na półce egzotyka pojawiło się kilka niszowych wydawnictw, publikujących ładne i dobre książki.

    Reportaże/pogranicza eseistyki Czarnego to już uznana marka, ale ciekawe rzeczy się ostatnio trafiają w terra incognita W.A.B. Mnie zachwycił Horwitz i jego „Błękitne przestrzenie”, tak bardzo ze może sobie nawet fundę jego drugą książkę. O Ameryce Północnej miedzy 1500 a 1620 rokiem.

    Kasy w Bernharda pakować nie warto. Nie rozumiem fenomenu tego nienarodowego socjalisty i niekatolika.

  19. 17/05/2011 o 10:10 am

    adas :
    „Chłodny Dotyk” – mnie ta książka tak męczyła, ze machnąłem ją w trzy godziny, żeby się od niej uwolnić. Traktująca praktycznie o tym samym (kolonializm w kostiumie niby o to XIX wiecznego fantasy i/lub literatury przygodowej) „Pandora w Kongu” jest dużo lepsza. Jakby co, służę linkiem do recenzji.

    Mocny zawodnik jestes, zeby w trzy godziny pokonac „chlodny dotyk”. Ja czytam kartka po kartce do snu. Dwie, trzy kartki i wysiadam. Moze to troche i wina obcego jezyka, w jakim ja czytam, ale ogolnie meka. Tyle pozytywnych recenzji o niej napisano, ze od dawno byla na liscie do przeczytania. Nie wiem czy siegne po „Pandore w Kongo”, ale daj linka do recezji.

  20. adas
    17/05/2011 o 10:16 am

    http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=95912

    Chyba nie czytasz po katalońsku?;)

  21. 17/05/2011 o 10:37 am

    adas :
    http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=95912
    Chyba nie czytasz po katalońsku?;)

    I wyszlo szydlo z worka. Wlasnie przez Twoja recenzje, tam na biblioteka.net „chlodny dotyk’ znalazla sie na mojej liscie do przeczytania, jakis rok temu. Na szczescie nie po katalonsku ale po niemiecku ;-).
    Internet jest jednakk maly.

    pozdrawiam

  22. adas
    17/05/2011 o 12:12 pm

    mea culpa, mea pulpa

  23. adas
    17/05/2011 o 12:15 pm

    Choć w sumie ja podobnie się naciąłem na „Chłodny dotyk”. Po recenzji „Pandory w Kongu” na śp. dzienniku Michalskiego i Krasowskiego.

  24. 17/05/2011 o 12:52 pm

    zostanie ci wybaczone jak skończę ;-) ale z dugiej strony, ksiazka zebrala tyle pozytywnych opinii na calym swiecie, ze musi byc do przebrniecia.

  25. 17/05/2011 o 10:40 pm

    adas :

    „Chłodny Dotyk” – mnie ta książka tak męczyła, ze machnąłem ją w trzy godziny, żeby się od niej uwolnić. Traktująca praktycznie o tym samym (kolonializm w kostiumie niby o to XIX wiecznego fantasy i/lub literatury przygodowej) „Pandora w Kongu” jest dużo lepsza. Jakby co, służę linkiem do recenzji. Wykorzystywanie Czapka to przesada, choć akurat od „Inwazji jaszczurów” wolę trylogię powieściową – trzy niedługie opowieści o sztuce opowiadania. Rzeczywistości.

    „Tomasza F. ostatnie zapiski dla ludności” mnie zadziwiło. Te tytułowe opowiastki podobały mi się średnio, nie jestem fanem tego typu literatury (choć czytam ich i tak zbyt dużo), ale dwa pozostałe opowiadania zmieniają wydźwięk. Choć też na pierwszy rzut oka to nic nowego. Świat Literacki wydaje dużo ciekawych rzeczy, ale jest dosyć nierówny. Keret jest u nas dziwnie wydawany, nie tylko bez obrazków (oryginalnie ponoć to ważne), ale i w wyborach.

    Tak ogólnie, jeśli chodzi o prozę i przekłady, to w ostatnich latach jest tego coraz więcej. I coraz szybciej wydawanych. Zwłaszcza w na półce egzotyka pojawiło się kilka niszowych wydawnictw, publikujących ładne i dobre książki.

    Reportaże/pogranicza eseistyki Czarnego to już uznana marka, ale ciekawe rzeczy się ostatnio trafiają w terra incognita W.A.B. Mnie zachwycił Horwitz i jego „Błękitne przestrzenie”, tak bardzo ze może sobie nawet fundę jego drugą książkę. O Ameryce Północnej miedzy 1500 a 1620 rokiem.

    Kasy w Bernharda pakować nie warto. Nie rozumiem fenomenu tego nienarodowego socjalisty i niekatolika.

    Oj nie, dla mnie Zapiski Tomasza F. były naprawdę świetne bo raz, że bardzo oszczędne, dwa, że taki typ cyniczno-starczego humoru (zwłaszcza wizyta Mariny) mi bardzo odpowiada. Keret, cóż, wydawany jest bardzo dziwnie i bardzo po cichu, a przecież gość dla mnie jest gwiazdą. Zero głośnej promocji. Co Bernharda to ja czytałem tylko Kalwerk (czeka Wymazywanie) i dla mnie bomba, on jedzie na takim zajebistym hejcie i starcza mu na to pary. Ale nie wiem, czy jak przeczytałeś jedno, to przeczytałeś wszystko. Poza tym sam go przecież pochwaliłeś u siebie na tej (co by nie mówić, szalenie zacnej) liście. W księgarni podczytałem fragmenciki „W kraju mężczyzn” i wydaje się cholernie dobrze napisana (jeśli ktoś lubi poetycką prozę). Ja uwielbiam.

    http://independent.pl/wiki/Ksi%C4%85%C5%BCka:%20Hisham%20Matar%20-%20W%20kraju%20m%C4%99%C5%BCczyzn

  26. adas
    17/05/2011 o 11:25 pm

    Keret był/jest dość usilnie promowany przez GW (a jakże), co go pewnie z góry stawia na przegranej pozycji;). W sieci można znaleźć dwa filmy z nim powiązane. Jeden – „Meduzy” – nakręcił z żoną. Drugi został oparty na „Koloniach Knellera”, kto wie czy nie ulubionym mym fragmencie prozy Izraelczyka.

    Książkom wydawanym przez Smak Słowa muszę się bliżej przyjrzeć. Niby egzotyka mnie rajcuje, ale coś tak nieufnie do nich podchodzę.

    Z tym Bernhardem to taka licentia poetica, bo wiem (ale nie czuję) dlaczego robi on taką furorę. I rzeczywiście nienawiść, wściekłość to najmocniejszy wyznacznik jego pisarstwa. Jest jednak marudny w tej swojej postawie piętnastoletniego malkontenta, tak mi po „Wymazywaniu” i rzeczonych „Autobiografiach” wychodzi.

    Inna sprawa, że ja z klasykami niemieckojęzycznej literatury XX wieku (czyli też całą gromadą austriackich sierot po ck monarchii) mam raczej nie po drodze. Bernhard niby pisze w kompletnym oderwaniu od Franza Josefa, ale i u niego pojawiają się intelektualne aspiracje. Dziwna mieszanka rojeń o sile równoważonej wyrafinowaniem, i odwrotnie.

  27. 17/05/2011 o 11:46 pm

    Ach, ten film Wristcutters (z-n-a-k-o-i-m -i-t-y), pisałem o nim kiedyś w P24. A Meduzy polecał nameste, ale oglądałem tylko kątem oka, więc trudno mi powiedzieć. Z Keretem chodzi mi raczej o to, że promocja z takim gościem może być naprawdę fajnym wydarzeniem, a tymczasem jest cicho, tak że się dowiaduję już po czasie.

    Z niemieckich podczytuje właśnie Homo faber, ale pewnie nie skończę od razu, bo mam na warsztacie antologię opowiadań norweskich i szwedzkich i coś tajemniczego, o czym może napiszę.

  28. adas
    18/05/2011 o 12:01 am

    O! Max Frisch, kolejna wielkość (czy już przeszła?) która mnie wkurwia, irytuje, a potem i tak czytam kolejną jego rzecz. Dla mnie Frisch jest prawie kiczowaty, prawie pretensjonalny, ale w to „prawie czyni różnicę”.

    Wristcutters – tak tak. Gdzie mi mignął polski tytuł, ale był z gatunku takich bardzo nieudanych. Nie, nie wszystkie spolszczenia tytułów filmów są złe. Nawet „Jak zostać królem” ma jakaś logikę. Ale ten był zły. Może nie tak zły jak „In Bruges” zamienione w „Najpierw strzelaj, potem pytaj”, ale przekombinowany.

    Wybacz ciekawość (i mendzenie), ale o jakąż to antologię się rozchodzi?

  29. 18/05/2011 o 12:07 am

    Nazwali to „Tamten świat samobójców” i, jak na polskie standardy, może być. A w sprawach książek to możesz mendzić ile chcesz, nawet na priva. Choć przez Ciebie, cholera, dopiero widzę ile nie przeczytałem.

    Co do antologii to taka:

    http://sklep.czulybarbarzynca.pl/produkt,2,83-86646-23-3,antologia-wspolczesnej-prozy-szwedzkiej.html

  30. adas
    18/05/2011 o 10:47 am

    Coś za coś. Mam straszne braki w filozofii, logice, ideach różnych. Średnio z naukami niehumanistycznymi, nawet na poziomie popularnonaukowym. Fatalnie w sztuce. Nawet w literaturze tzw. pięknej powoli nadrabiam wszystko przed XX wiekiem.

  31. 27/10/2013 o 1:50 pm

    Their that you examine my mind! You gaze to understand a whole lot somewhere around that, such as you authored the actual e-book there as well. I’m sure that you just may possibly utilize a number of delaware. do. in order to pressure the material home slightly, but instead of that, that may be excellent web site. An excellent study. We’ll undoubtedly be back.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: