Strona główna > felietonik > Biblia dziennikarstwa. Suplement.

Biblia dziennikarstwa. Suplement.

 

Niektórzy z czytelników zapewne słyszeli o Biblii dziennikarstwa, wydanej nakładem papiesko-antypolskiego wydawnictwa Znak. Pobieżny risercz spisu treści i wydarzenia ostatnich dni skłoniły mnie jednak do uzupełnienia tej – co tu dużo mówić – dość niekompletnej pozycji, o jakże praktyczne przemyślenia procesowe. Konkretnie chodzi o odpowiedź na pytanie: kogo nie można ciągać po sądach za korzystanie z wolności słowa? To ważna informacja dla dziennikarzy, jako że często to właśnie dziennikarze są tymi, którzy korzystanie z owej wolności umożliwiają. Przepisy ustawowe i praktyka orzecznicza,  mają na ten temat dosyć bogaty dorobek i skłaniają się raczej ku analizom, nie tyle „kogo”, ale konkretnie „za co”, tj. za jakiego rodzaju wypowiedź, nie można po sądach ciągać. Jednakże pamiętajmy, że to przecież ma być suplement do samej Biblii, a nie jakiegoś kodeksu, i że chyba nikt nie zaprzeczy, iż pozytywizm prawniczy doszczętnie się nam skompromitował.  Wystarczy wyjrzeć za okno, by zobaczyć niejedno ante portas. Trzeba nam tedy sięgnąć do prawa naturalnego, a więc tego, co się nam poniekąd naturalne wydaje.

Po pierwsze, przede wszystkich po sądach ciągać nie wolno poetów. Poeci są niejako z racji ducha (nie mylić z niepoczytalnością) wyłączeni od odpowiedzialności za naruszenie wolności słowa, bez względu na to, czy mówią wierszem, udzielają wywiadu, czy w uniesieniu rozmawiają z policjantem z drogówki. Wyjątkiem są oczywiście poeci antypolscy, starsi czytelnicy być może pamiętają procesy, jakie patriotyczna emigracja londyńska wytaczała Miłoszowi w 1951 r. za jego wątpliwej jakości artystyczne prowokacje.

Po drugie, nie wolno sądzić historyków, bo badają dla nas przeszłość, nawet przeszłość szczania do kazalnicy. A bez przeszłości nie ma teraźniejszości, ani przyszłości, czyli nie ma niczego, co swoją drogą jest trochę przerażające. Oczywiście wyjątkiem są historycy antypolscy, jeśli nie Gross, to chociażby Andrzej Friszke, którego pozwanie zapowiedział Antoni Macierewicz.

Po trzecie, nie wolno po sądach ciągać dziennikarzy, którzy tylko wykonują swoją pracę, raz lepiej, raz gorzej, ale przecież zawsze we wspólnym interesie domu naszego Polska. Rzecz jasna, wyjątkiem są dziennikarze antypolscy, jak przykładowo Agnieszka Kublik pozwana przez panów Wildsteina i Targalskiego.

Po czwarte, nie można pozywać profesorów, bo to niczym kneblowanie ust polskiej nauce, jak choćby profesorowi Zybertowiczowi, którego oryginalne badania popychają naszą wiedzę naprzód, zwłaszcza gdy się obrócimy o 180 stopni.  Naturalnie nie dotyczy to profesorów antypolskich, jak, dajmy na to, profesor Zolla pozwanego przez posła Mularczyka.

Wreszcie po piąte, nie można pozywać blogerów, albowiem świat blogerów to już ostatni bastion w pełni wolnego słowa, dziennikarstwa obywatelskiego i śledztw ds. wypadków lotniczych. Oczywiście również i te wyłączenie nie jest absolutne, nie dotyczy bowiem blogerów antypolskich, jak choćby tych, którzy naruszają dobra osobiste europosła Ricardo Czarneckiego.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: