Strona główna > felietonik > Mordercy i donosiciele?

Mordercy i donosiciele?

 

Wiesz Zygmunt – mówi kiedyś Luka – śmieszne, w ghecie bałam się Niemców, tu boję się tylko Polaków. Bo Niemiec nie rozpozna mnie na ulicy, bo Niemiec nie wymyszkuje, że tu na poddaszu mieszka dwóch niedomordowanych ludzi. […] No dobrze, broni Zygmunt, ale przecież ten Polak nie jest groźny dla ciebie sam przez się, ale dlatego tylko, że może cię oddać w ręce niemieckie. Więc czy należy go więcej winić niż Niemca.  – Tak, bo Niemiec jest moim wrogiem, a Polak moim współbratem.

Relacja Aleksandry Sołowiejczyk-Guter, AYV, E/285 Dziennik za Barbara Engelking „JEST TAKI PIĘKNY SŁONECZNY DZIEŃ…Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej w latach 1942-1945” s. 132.

 

W przeciwieństwie do niektórych nie uważam J.T. Grossa za „mistrzowskiego popularyzatora”. Ba, mimo pewnej sympatii do autora „W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali…” mam wrażenie, iż poprzez własne niechlujstwo i beztroską generalizację mógł wyjaśnianiu udziału Polaków w Holocauście bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Oto bowiem w Polskę idzie przekaz, że nie do końca wiadomo, kto jest na słynnym zdjęciu przedstawiającym kopaczy, że Gross dopiero, po uwagach polskich historyków nanosi, jakże istotne, poprawki, i że nawet dyrektorka wydawnictwa Znak książkę uważa za tendencyjną. To jest wizerunkowa katastrofa, a nie żadne mistrzostwo w popularyzacji. Dlatego Gonatrczykowi z Lisickim tak łatwo atakować Grossa, a polemiki Grabowskiego odrzucać. Ciekaw jestem opinii o Grossie, zwłaszcza wśród polskiej klasy średniej.

Tymczasem na rynku ukazały się dwie książki, które w pełni tezy Grossa potwierdzają. Jedną z nich jest cytowana wyżej JEST TAKI PIĘKNY SŁONECZNY DZIEŃ Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej w latach 1942-1945 autorstwa Barbary Engelking, drugą, bardziej szczegółową JUDENJAGD Polowania na Żydów w latach 1942-1945 Studium pewnego powiatu pióra Jana Grabowskiego. Zatrzymajmy się przy tej pierwszej. Za punkt wyjścia Barbara Engelikng przyjmuje percepcję żydowskiego uciekiniera i posiłkując się aktami tzw. sierpniówek koncentruje się na ostatniej fazę Holocaustu, gdzie wedle szacunków z deportacji udało się uciec około 10% Żydom, tj. 250 tysiącom osób. Aż 190 tys.  spośród nich zginęło. Barbara Engelking nie rozstrzyga, ilu zginęło bezpośrednio podczas ucieczki,  ilu z głodu, zimna i wyczerpania, ilu natknęło się na Niemców (bardzo mało prawdopodobne by spotkać ich na wsi), a ilu wydali Polacy. Akta sierpniówek nie pozostawiają jednak żadnych wątpliwości, nawet jeśli ze względu na swoją kryminalną zawartość nie mogą obrazować skali  udzielania Żydom pomocy. Jednakże powtarzalność relacji, ich ogólna schematyczność, zgodność, co do opinii o chłopskim okrucieństwie, chciwości i ledwie wyjątkowe przypadki uzyskania realnej pomocy, wskazują na jedno: w ostatniej fazie Holocaustu Polacy nie byli już świadkami, a współsprawcami mordów. Doprowadzanie Żydów Niemcom było czymś absolutnie mieszczącym się w ówczesnym standardzie, stąd wiadomo, dlaczego Żydzi chowali się po lasach i w nocy jedli surowe warzywa.  Donoszenie na sąsiadów ukrywających Żydów było tak powszechne, że to właśnie ono, a nie strach przed spaleniem wsi przez Niemców, skłaniało do odmowy pomocy, albo trzymania ludzi w chlewach, pod ziemią, w tajemnicy przed wszystkimi wokół. Grabienie mienia pożydowskiego i odmowa oddania własności szerzyła się na taką skalę, że byli żydowscy właściciele wręcz cieszyli się, gdy, przy potajemnych próbach „negocjowania” zwrotu swojego dobytku, dostali parę kartofli i nie zostali przy okazji pozbawienie życia.

Pisze Barbara Engelking (s. 258):

Moim zdaniem liczba ofiar, które da się policzyć – choćby na podstawie wszystkich istniejących źródeł, z których ja analizowałem zaledwie jakiś procent rzeczywistej liczby wydanych i zamordowanych. Pracując nad książką sięgnęłam do wielu źródeł. Przeanalizowałem 300 spraw sądowych, w których była mowa o 291 przypadkach denuncjacji (ofiarą tych doniesień padło 701 Żydów), oraz o 139 mordach, w których zginęło 473 Żydów.  W 174 relacji spośród 500 relacji dotyczących ukrywania się na wsi jest mowa o wydawaniu (230 przypadków, 858 ofiar) i mordowaniu (142 przypadki, 542 ofiary). W sumie więc w 511 incydentach wydano 1559 Żydów, a w 281 mordach zabito ich 1015. W omawianych dokumentach jest zatem mowa o 2574 wydanych i zabitych przez Polaków Żydów. Liczyłam ofiary bardzo ostrożnie – tam, gdzie nie została podana konkretna liczba, a mowa jest o kilku, zakładałam trzy, gdzie mowa o kilkunastu – przyjmowałam 11, o kilkudziesięciu – uwzględniałam 21 ofiar. Podobnie postępowałam przy dokumentach sądowych. Podane liczby mogą być właśnie ze względu na ten ostrożny sposób liczenia niedoszacowane. Nie można także wykluczyć błędu przeszacowania, mimo że tam, gdzie to tylko było możliwe, unikałam podwójnego liczenia, nie mogę jednak mieć pewności, że w jakieś relacji nie było mowy o tej samej osobie, która jako anonimowa pojawiła się w źródłach sądowych (lub odwrotnie). Dlatego przytoczone liczby należy traktować jako orientacyjne. Trzeba prowadzić dalsze kwerendy archiwalne – dokumentów procesowych są tysiące, a dwakroć tyle jest  – spraw, które z różnych powodów śledztwo zostało umorzone i nie zakończyły się procesy sądowe.

Nie lubię patetycznych słów, ale mam wrażenie, że po lekturze tego „losowego doboru próby do kontroli” stoimy przed pewnym poznawczym przełomem. I wersji o niewinności polskich ofiar już nic nie jest w stanie uratować.

  1. Malle_Babbe
    13/03/2011 o 9:45 pm

    Jeśli ktoś twierdził, że nie było donosicielstwa, był cynikiem lub idiotą. Było wtedy, było i później. Społecznych współpracowników więcej było niż tajnych. Nie ma narodów niewinnych. To co u Grossa irytujące, to stosowanie odpowiedzialności zbiorowej – skoro byli denuncjatorzy wśród Polaków – to znaczy, że wszyscy jesteśmy winni – może nawet bardziej niż Niemcy.
    A że chłopi – zwłaszcza na wschodize byli tacy jak byli ? Cóż – Ile lat wcześniej zniesiono pańszczyznę ?

  2. 13/03/2011 o 9:57 pm

    Dlatego ten tekst, po pierwsze nie jest o książce Grossa, po drugie nie dotyczy winy współczesnych Polaków.

  3. Koniec Polski Prawej
    13/03/2011 o 10:11 pm

    Dla tych, którzy nie czytali polecam „Letnisko w domu śmierci” http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1510948,1,gniewczyna—drugie-jedwabne.read

  4. 14/03/2011 o 12:39 am

    Grossa uważam za społecznie skuteczniejszego niż Engelking, choć wiedza tej ostatniej jest imponująca, rozległa i w ogóle chapeau bas od niegdysiejszej studentki.
    Czy zaszkodził? Nie wiem, moim zdaniem Jedwabne było własnie poznawczym przełomem na skalę ogólnokrajową, wplotło też do obiegu mem „polska wieś antysemicka”, co nie oznacza oczywiście, że polska wieś była wyłącznie antysemicka, ale że bywała RÓWNIEŻ antysemicka, poza tym, że spokojna, wesoła i bogobojna.
    Tego dotąd w nurcie głównym nie było, teraz jest.
    Siła Grossa tkwi dokładnie w tym, co wypunktował wo: Gross nie jest akademicki. Ze wszystkimi tego wadami i zaletami.
    Typuję, że praca Engelking przejdzie niezauważona przez tzw. społeczeństwo z tych samych powodów, dla ktorych Grossa dziś recenzuje każdy, przede wszystkim ci, którzy nie czytali. Głównie dlatego, bo Engelking nie oskarża, a Gross tak.
    Mozna się z oskarżeniami zgadzać bądź nie, jednak nie można nie mieć opinii. Wot, cała zagadka.
    No ale oczywiscie życzę pani Barbarze, abym si

  5. 14/03/2011 o 12:46 am

    Fakt, za Jedwabne ma Gross chapeu bas, choć też nie obyło się bez błędów. Natomiast gdyby tylko udało się wywołać chociaż ułamek zawieruchy, jaką miał Gross, książkom Engelking i Grabowskiego to byłoby naprawdę dobrze. Ale jestem pesymistą.

  6. sultan
  7. marcin_be
    14/03/2011 o 9:42 am

    oj tam, oj tam… za chwilę odezwie się prof. Jerzy Robert Nowak i znowu policzy że tych Żydów to nie było znowu tylu, a poza tym mordowali ich komuniści z PPR przebrani za polskich chłopów.
    Niestety też mam przeczucie że książki Engelking i Grabowskiego przejdą niezauważone (w którejś z ostatnich polityk publikowane dane o czytelnictwie w Polsce -zatrważające imho) a ludzie łatwiej łykną papkę serwowaną na portalach niż książkę, która pozbawi ich komfortu psychicznego.

  8. vHF
    14/03/2011 o 11:44 am
  9. ereglo
    14/03/2011 o 11:50 am

    Majorze,
    co my tu o żydach. Mój stryj, który był w wywiadzie AK, za co zresztą po wojnie nieźle się przesiedział, opowiadał jak kolosalną liczbę donosów ludzie słali do gestapo i policji granatowej – na sąsiadów, krewnych, żony na mężów, mężowie na żony, jedni i drudzy na kochanki i kochanków współmałżonków. Z zawiści, pretensji, po kłótniach domowych, nieporozumieniach majątkowych itp. Specjalne komórki AK na pocztach wręćz nie nadążały z przejmowaniem tych donosów, bo szły w miliony. Zresztą za komuny donosów do UB i SB też nie brakowało, a dziś podobno urzędy skarbowe są nimi zawalone. Więc antysemityzm antysemityzmem, ale ogólnie naród (po ciężkich przejściach historycznych, to prawda), generalnie jest skundlony. Niestety.

  10. 14/03/2011 o 12:11 pm

    sultan :

    oftepe
    http://slaughterhouse5.salon24.pl/287019,wypisuje-sie-z-po-i-s-md-dlaczego

    Lol

    „Może wynika to w jakimś stopniu z tradycji rodzinnych – a szczególnie z życia ojca, który od kilkudziesięciu lat zajmuje się (z mniejszymi lub większymi sukcesami) rozmaitymi biznesami (a po drodze było kilka bankructw, sklepy w centrum Zakopanego, kryminał, wspólnik-złodziej, kontakty z WSI, i wiele innych rzeczy…).”

  11. 14/03/2011 o 12:12 pm

    marcin_be :

    oj tam, oj tam… za chwilę odezwie się prof. Jerzy Robert Nowak i znowu policzy że tych Żydów to nie było znowu tylu, a poza tym mordowali ich komuniści z PPR przebrani za polskich chłopów.
    Niestety też mam przeczucie że książki Engelking i Grabowskiego przejdą niezauważone (w którejś z ostatnich polityk publikowane dane o czytelnictwie w Polsce -zatrważające imho) a ludzie łatwiej łykną papkę serwowaną na portalach niż książkę, która pozbawi ich komfortu psychicznego.

    Na szczęście to dopiero początek badań.

  12. 14/03/2011 o 12:13 pm

    ereglo :

    Majorze,
    co my tu o żydach. Mój stryj, który był w wywiadzie AK, za co zresztą po wojnie nieźle się przesiedział, opowiadał jak kolosalną liczbę donosów ludzie słali do gestapo i policji granatowej – na sąsiadów, krewnych, żony na mężów, mężowie na żony, jedni i drudzy na kochanki i kochanków współmałżonków. Z zawiści, pretensji, po kłótniach domowych, nieporozumieniach majątkowych itp. Specjalne komórki AK na pocztach wręćz nie nadążały z przejmowaniem tych donosów, bo szły w miliony. Zresztą za komuny donosów do UB i SB też nie brakowało, a dziś podobno urzędy skarbowe są nimi zawalone. Więc antysemityzm antysemityzmem, ale ogólnie naród (po ciężkich przejściach historycznych, to prawda), generalnie jest skundlony. Niestety.

    Bingo, miałem nawet napisać, że skoro kapowanie było, zdaniem prawicy, powszechne w PRL, to czemu miało nie być powszechne w czasie wojny.

  13. armatus
    14/03/2011 o 1:28 pm

    galopujący major :
    Osz kurwa
    http://www.migalski.eu/projekty/trwaja-zapisy-do-akademii-liderow-windsor

    !!!

    I jeszcze ten niesamowity banner ze zmieniającymi się zdjęciami.

  14. armatus
    14/03/2011 o 1:30 pm

    NIGGA PLEASE

  15. Zygfryd
    15/03/2011 o 6:03 am

    „Ta powstająca na naszych oczach czarna legenda Polski będzie miała swoje konkretne, wymierne konsekwencje – spadek prestiżu, utratę moralnej przewagi, możliwe roszczenia.” To komentarz bodajże redakcji „Wpolityce.pl”

    Pominę „spadek prestiżu” i „możliwe roszczenia”. Jeśli się nie prowadzi „polityki historycznej”, a próbuje analizować historię, to o żadnej „moralnej przewadze”, moim zdaniem, mowy być nie może. To, że Niemcy mordowali, że Ukraińcy dokonywali rzezi, nie znaczy, że Polacy nie realizowali swoistego odwetu. Nie tylko w konwencji samoobrony. Akcje AK przeciwko ukraińskim nacjonalistom kończyły się pogromami ludności cywilnej. Akcja „Wisła” to nie był spacerek przez park. Sposób i warunki wysiedlania niemieckiej ludności cywilnej z terenów „ziem odzyskanych” również nie. Zresztą na Górnym Śląsku wysiedlenia i represje nie dotyczyły jedynie ludności rdzennie niemieckiej…. I tak jak dzisiaj część historyków wskazuje dywanowy nalot, na niebronione, wypełnione uchodźcami Drezno, w 1945r., jako zupełnie niezrozumiały element działań Aliantów – na pograniczu zbrodni, tak nie uważam, że Polacy stosując często zmasowany odwet wobec ludności cywilnej swoich wcześniejszych prześladowców nie powinni wysoko zadzierać podbródków z głębokim, utrwalonym w narodowej kulturze przekonaniem o swojej moralnej wyższości. Tylko tyle.

    Ale u nas rzetelna historia przez duże „H” mało znaczy w świadomości społecznej… Dominuje „polityka historyczna” i to niezależnie od barw partyjnych. Dlatego zabicie górników z kopalni „Wujek” słusznie nazywane jest „zbrodnią Stanu Wojennego”. Ale już np. krwawy zamach z 1926 r. dokonany przez Piłsudskiego Józefa wobec legalnych władz Rzeczpospolitej, to jedynie „przewrót majowy”. Nie „zbrodnia majowego zamachu”, czy jakoś podobnie, ale zwykły „przewrót majowy”… Ot normalnie Piłsudski przyszedł, a ówczesny rząd się „wywrócił”. Sam i bez ofiar. A pomniki twórcy zamordystycznych rządów Sanacji kwitną w każdej metropolii i pipidówie naszego kochanego kraju, w ilościach do wyrzygania…

  16. cyncynat
    15/03/2011 o 11:02 pm

    Nudzi i meczy mnie narodowa polityka historyczna. Ta polska – szczegolnie. W Polsce za sprawa nie-wiadomo-czego zabetonowalo sie dwa obozy: albo jestes z GW, Grossem, Bikont, albo z Rzepa, Salonem i Wolniewiczem. Nie ma innego wyboru: albo zujesz Milke i czytasz GW, albo czytasz Gazete Polska.
    Oba obozy mnie wkurwiaja, smiesza, zenuja. Oba tak czy siak opowiadaja sie za jakas wersja narracji nacjonalistycznej. Gross i GW chca polubownych rozliczen (ze wszystkimi) i przeproszen (od wszystkich), a GP i Rzepa – zamrozenia martyrologii narodowej i rozliczenia calej reszty.
    Oba obozy sa psycholskie, a trzeciego w Polsce nie ma.

    Och, az mie sie przypomnialo jak na Salonie, gdy powiedzialem, ze Gross to szkodliwy nacjonalista, to uslyszalem – od nameste – ze to ja jestem kato-nacjonalista (w mysl dwu-obozowosci: jesli krytykujesz Grossa, to jestes z GluPolem) i na mnie spoczywa obowiazek udowodnienia, ze nie jestem wielbladem.

  17. 15/03/2011 o 11:20 pm

    Ale przecież Ciebie nie tyle męczy polska polityka historyczna, co sama Polska. Więc jakby był trzeci obóz (Sierakowski z Ciołkoszem, PPS-em) i jakiś czwarty kosmopolityczny, to pewnie byłoby tak samo, prawda?

  18. cyncynat
    15/03/2011 o 11:28 pm

    Polska jako kraj? Jako spoleczenstwo? Jako kraj – srednio-biedny obszar EU – mi nie przeszkadza(l). Jako spoleczenstwo, podzielone na dwie psychuszki? No przeciez napisalem.
    KP nigdy (ideologicznie) nie krytykowalem, nie wkurza mnie ani nie obchodzi specjalnie. Wiec skad pomysl, ze nagle by mi zaczal przeszkadzac?

  19. cyncynat
    15/03/2011 o 11:34 pm

    Poza tym narodowe polityki historyczne uwazam za zbiorowe psychozy. Szczegolnie jesli dotycza panstw narodowych. Wiec wyrozniam polska polityke, tylko dlatego, ze blog polski. Podziekuj JHWE, ze nie piszesz o rosyjskiej, izraelskiej albo ukrainskiej – dopiero bym napisal.

  20. 15/03/2011 o 11:38 pm

    Chodzi mi o to, iż Polska i jako społeczeństwo, i z jej problemami, i z jej historią itd. Cię zupełnie nie interesuje. Patrzysz na to z oddali i mówisz „phi”. Więc czemu miała by cię nie męczyć jakakolwiek inna polityka historyczna? Po prostu mam wrażenie, że czytając cokolwiek o polskiej polityce i tak by Cię to znudziło, bo przecież ta polityka wcześniej, czy później stanęłaby w kontrze do innej. Dobrze to widać po strajkach sierpniowych, Michnika ma Borusewicza z Wałęsą, Kaczyński Gwiazdę z Walentynowicz, a Sierakowski Krzywonos. Gdybyś czytał żale Krzywonos nad tym, że się Gwieździe „we łbie popierdoliło”, to pewnie czułbyś to samo, czytając Michnikowe jęki o narodowej prawicy. Rozumiem to.

  21. cyncynat
    15/03/2011 o 11:54 pm

    Tak mozna tlumaczyc jeden z dwoch skladnikow: znuzenie.
    Drugiego skladnika – obrzydzenia – nie da wyjasnic oddaleniem mojego miejsca zamieszkania. Obrzydzenie dotyczy tego ze Polska to panstwo NARODOWE. Jedno z najbardziej popierdolonych w tym zakresie. Tak gleboko, ze nawet jak juz spoleczenstwo podzieli na dwa obozy, to oba beda pojebane.

  22. 16/03/2011 o 12:00 am

    Właśnie, czyli problem nie w tym, że uczeń źle pisze, tylko, że na chujowy temat. Zgadzam się naród wywołuje u mnie obrzydzenie, dlatego z historii czytam już tylko blog telemacha, bo on to ładnie podważa.

  23. cyncynat
    16/03/2011 o 12:05 am

    Popatrz tak: cala ta tasiemcowa awantura o Grossa nie dotyczy przeciez kwestii prawdy historycznej ani niczego takiego. Cala awantura (wg mnie ofkors) dotyczy rozliczen i tego „co i jak mozna mowic o Narodzie Polskim”. Dla mnie sam ten temat ustawia uczestnikow dyskursu w kategorii „swiry”, podkategoria „grozne swiry”.
    Moze przyklad z innego poletka: jakies czas temu problemem teologicznym xianstwa byly takie „czy kobieta ma dusze?” i czy „czy czarny ma dusze?”. No wiec niezaleznie od przyjetego stanowiska, ktokolwiek uczestniczacy w takim dyskursie to swir. Odrobine bardziej liberalny, czy mniej.

  24. 16/03/2011 o 12:16 am

    Oj, nie ja inaczej widzę akcenty. Cała aw antura o Grossa dotyczy tego, czy można z Polską robić coś innego, niż tylko jej lizać. W Twoim przykładzie wygląda to na, czy można mówić, że duszę ma też ktoś inny niż biały mężczyzna.

    Natomiast lepszym przykład rzeczywistego świrowiska jest ze Erika Steinbach, która albo dostaje baty od GW albo wielkie baty od anty-GW.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: