Strona główna > felietonik > Rytualne podsumowanko

Rytualne podsumowanko

Doroczne podsumowania same w sobie są tak absurdalne, jak obchodzenie urodzin, czy okrągłych rocznic, które, nie wiedzieć czemu, nabierają wyjątkowego znaczenia akurat wtedy, gdy  minęło 365, względnie 366 dni, a nie dni, dajmy na to, 430. Robocza hipoteza brzmi: ludzie mają skłonność do harmonizacji, porządkowania i szukania punktów odniesienia, również w przedziałach czasowych, co czasem prowadzi do Kabały/Pitagorasa, a czasem do komercjalizacji i gigantycznego biznesu, zwanym zabawą sylwestrową. Pokornie więc, nie wyłamując się z tego rytuału (bo przecież zaraz jakiś Lewiatan, albo inny stwór przedsiębiorców policzy ile to PKB trac, przez to, że się nie uchlam), zaczynam numerologiczną szajbę króciutkim podsumowaniem.

Jaki to był rok? Otóż, był to rok całkiem, całkiem. Dla mnie osobiście znakomity, jako że zostałem ojcem, ale i dla tych paru hektarów między Odrą, a Bugiem również nie od macochy. Wszak był to rok paru, drobnych sukcesików polskiej lewicy, a jak lewica, nawet polska, odnosi sukcesy to jest dobrze, pięknie i w ogóle. A więc znowelizowano ustawę o „zabieraniu dzieci rodzicom i pozbawieniu świętego prawa ich napierdalania ”, wprowadzono parytety (ułomne, ale jednak), wydzielono prokuraturę od ministerstwa (czy to jest lewicowe?), no i wszedł w życie zakaz palenia, przede wszystkim w knajpach, bo przecież w szpitalach dyrekcja zakazywała od lat, a i tak dziadki w piżamach to olewali i w kiblach, jak smrodzili, tak pewnie smrodzą. Wreszcie, przy wydatnej pomocy katolickich pacjentów, udało się, przynajmniej po części, „odtabuizować” krzyż, tj. wyrwać go z porządku powszechnie szanowanego och, ach i wsadzić w polityczny psychiatryk – świadomość, że krzyż jest politycznym gadżetem uprzywilejowania konkretnej ideolo, jest pierwszym krokiem, by go przestać, ponad inne gadżety wywyższać. Końcówka roku pokazała, że tak końca w dupie być nie musimy, a zblatowanie z biznesem nadal polega na robieniu dobrze jakimś detalistom w stylu Sobiesiaka, a nie podkładaniu się hurtownikom od OFE. No i koniec „Warto rozmawiać” jako wisienka na torcie – program tak wybitnie misyjny, że, jako jedyny, był przez lewicowy mejnstrim na wpół oficjalnie bojkotowany. Stąd te komiczne podczepianie się pod pochwały Sadurskiego, bo pewnie nikogo innego z drugiej strony znaleźć nie można. Frontowa reduta IV-tej RP, która to RP, stosując w wojnie z RP III dokładnie te same chwyty poniżej pasa i poniżanie przeciwnika, w końcu roku 2010 okazała się pobita i wrzucona z powrotem do okopów, gdzie zimno, ciemno i nie ma odpraw po kilkadziesiąt tysięcy.  Co znowuż, patrząc na to, jak III RP od lat na pozycjach jest osadzona, wcale nie było tak trudne, ale przecież wszyscy pamiętamy, jak w końcu kwietniu ruszyć miała mistyczna lawina, która zmiecie wszystkich, niczym Benedykt XVI zakończył Polskę Kiszczaka i Michnika.

  1. sultan
    31/12/2010 o 4:52 pm

    Szczęśliwego Starego Roku

  2. adas
    31/12/2010 o 10:40 pm

    E tam, w jakiej reducie? Ziemkiewicz już wieszczy (na Interii), że w nowym roku Polacy pokochają „upierdliwego, nadąsanego i kłótliwego gnoma” a ja dochodzę do wniosku, ze Tuskowi najlepiej robi już nie Kaczyński, ale jego medialne samozwańcze przydupasy.

    No dobra, jak zwykle marudzę, a tu chwilę zaczyna się przedostatni rok ludzkości. A co, wierzę Majom. Rok mistyczny, bo 2+0+1+1 daje 4. A dwie czwórki dają… wszyscy wiemy co dają. Kurna, znowu nudzę o polityce, a nawet trzeźwy jestem. Powiedzmy, ze trzeźwy.

  3. 01/01/2011 o 2:11 pm

    sultan :

    Szczęśliwego Starego Roku

    I Maryja zawsze Dziewica:)

  4. 01/01/2011 o 2:13 pm

    adas :

    E tam, w jakiej reducie? Ziemkiewicz już wieszczy (na Interii), że w nowym roku Polacy pokochają „upierdliwego, nadąsanego i kłótliwego gnoma” a ja dochodzę do wniosku, ze Tuskowi najlepiej robi już nie Kaczyński, ale jego medialne samozwańcze przydupasy.

    No dobra, jak zwykle marudzę, a tu chwilę zaczyna się przedostatni rok ludzkości. A co, wierzę Majom. Rok mistyczny, bo 2+0+1+1 daje 4. A dwie czwórki dają… wszyscy wiemy co dają. Kurna, znowu nudzę o polityce, a nawet trzeźwy jestem. Powiedzmy, ze trzeźwy.

    To nawet dobrze, frank nie będzie trzeba spłacać kredytów.

  5. tani1
    01/01/2011 o 2:38 pm

    Majorze, ja nie ogarniam moim małym kobiecym rozumkiem połowy z tego nawet, co piszesz. A w dodatku ostatnie miesiące nie pozwoliły mi Ciebie nawet czytać regularnie, ale jednakowoż mamy coś wspólnego chyba, bo bywa, że jakąś cześć rozumiem.
    Z ostatnich informacji zrozumiałam np. to, że zostałeś ojcem. To wspaniałe! Tutaj tylko wytrwałości. Bo jako matka coś na ten temat wiem. Ale jak się kocha, to jakoś wszystko inne obleci, nie? No to niech oblatuje, co mniej ważne, niech nie w–wia co niepotrzebne w sumie do oddychania. I tyle. Bo szczęście wtedy nie ulata i para do działania, czego nikomu nie potrza.
    Dziś mam WOLNY DZIEŃ! NICZEGO NIE MUSZĘ! Czy to nie jest piękne? Siedzę sobie w piżamie cały czas… eeech… Pozdrawiam.

  6. Anonim
    01/01/2011 o 5:31 pm

    Majorze popatrz. Pan Pospieszalski chyba naprawdę ma debet:
    http://www.historycy.org/index.php?showtopic=75862
    Ewangelizacja za pieniądze to niby nic nowego, ale za tak marne. Musi być źle.

  7. otto
    02/01/2011 o 8:39 am

    no to coś krzepiącego na nowy rok:

    […] RZĄDZĄ POLSKĄ MOSKWY AGENCI
    ZAPRZEDANI W JUDASZA SREBRNIKI
    Z PREZYDENTEM ZWYKŁYM OSZUSTEM
    Z KRWIĄ NA RĘKACH RODZIMY BANDYCI

    POLSKA TERAZ DO ŻYCIA POWSTANIE
    ONA NIGDYW NARODZIE NIE ZGINIE
    Z JAROSŁEM NARODU PRZYWÓDCĄ
    POPIERAMY GO PIEŚNIĄ I CZYNEM

    http://aleszum.salon24.pl/264373,jaroslawowi-kaczynskiemu-prezesowi-pis

    ku świetlanej przyszłości!

  8. cyncynat
    02/01/2011 o 9:24 am

    otto :
    no to coś krzepiącego na nowy rok:
    […] RZĄDZĄ POLSKĄ MOSKWY AGENCI
    ZAPRZEDANI W JUDASZA SREBRNIKI
    Z PREZYDENTEM ZWYKŁYM OSZUSTEM
    Z KRWIĄ NA RĘKACH RODZIMY BANDYCI
    POLSKA TERAZ DO ŻYCIA POWSTANIE
    ONA NIGDYW NARODZIE NIE ZGINIE
    Z JAROSŁEM NARODU PRZYWÓDCĄ
    POPIERAMY GO PIEŚNIĄ I CZYNEM
    http://aleszum.salon24.pl/264373,jaroslawowi-kaczynskiemu-prezesowi-pis
    ku świetlanej przyszłości!

    „Aleksander Szumański, urodzony we Lwowie. Ukończony Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej. Dyplom mgr inż. budownictwa lądowego. Publicysta polonijny, korespondent zagraniczny / USA / akredytowany w Polsce. Literat-poeta-prozaik-krytyk literacki. Dorobek twórczy ok. 4000 wierszy wydanych w 14 tomach poetyckich. Odznaczony medalem Komisji Edukacji Narodowej, odznaczeniem Zasłużony Działacz Kultury, członek Związku Literatów Polskich. ”

    jaki zasluzony poeta – 4000 tys wierszy. no i dyplom mgr inz budownictwa ladowego.

  9. otto
    02/01/2011 o 9:52 am

    Cyncynat, czuję, że muszę poznać resztę dorobku poety inzyniera, czyli jeszcze 3999 wierszy!

  10. 02/01/2011 o 1:32 pm

    tani1 :

    Majorze, ja nie ogarniam moim małym kobiecym rozumkiem połowy z tego nawet, co piszesz. A w dodatku ostatnie miesiące nie pozwoliły mi Ciebie nawet czytać regularnie, ale jednakowoż mamy coś wspólnego chyba, bo bywa, że jakąś cześć rozumiem.
    Z ostatnich informacji zrozumiałam np. to, że zostałeś ojcem. To wspaniałe! Tutaj tylko wytrwałości. Bo jako matka coś na ten temat wiem. Ale jak się kocha, to jakoś wszystko inne obleci, nie? No to niech oblatuje, co mniej ważne, niech nie w–wia co niepotrzebne w sumie do oddychania. I tyle. Bo szczęście wtedy nie ulata i para do działania, czego nikomu nie potrza.
    Dziś mam WOLNY DZIEŃ! NICZEGO NIE MUSZĘ! Czy to nie jest piękne? Siedzę sobie w piżamie cały czas… eeech… Pozdrawiam.

    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję. Siedzenie w piżamie i nicniemuszenie to coś wspaniałego.

  11. 02/01/2011 o 1:33 pm

    otto :

    no to coś krzepiącego na nowy rok:

    […] RZĄDZĄ POLSKĄ MOSKWY AGENCI
    ZAPRZEDANI W JUDASZA SREBRNIKI
    Z PREZYDENTEM ZWYKŁYM OSZUSTEM
    Z KRWIĄ NA RĘKACH RODZIMY BANDYCI

    POLSKA TERAZ DO ŻYCIA POWSTANIE
    ONA NIGDYW NARODZIE NIE ZGINIE
    Z JAROSŁEM NARODU PRZYWÓDCĄ
    POPIERAMY GO PIEŚNIĄ I CZYNEM

    http://aleszum.salon24.pl/264373,jaroslawowi-kaczynskiemu-prezesowi-pis

    ku świetlanej przyszłości!

    Wprost zajebiste. Kocham prawicową poezję.

  12. 02/01/2011 o 1:35 pm

    cyncynat :

    otto :
    no to coś krzepiącego na nowy rok:
    […] RZĄDZĄ POLSKĄ MOSKWY AGENCI
    ZAPRZEDANI W JUDASZA SREBRNIKI
    Z PREZYDENTEM ZWYKŁYM OSZUSTEM
    Z KRWIĄ NA RĘKACH RODZIMY BANDYCI
    POLSKA TERAZ DO ŻYCIA POWSTANIE
    ONA NIGDYW NARODZIE NIE ZGINIE
    Z JAROSŁEM NARODU PRZYWÓDCĄ
    POPIERAMY GO PIEŚNIĄ I CZYNEM
    http://aleszum.salon24.pl/264373,jaroslawowi-kaczynskiemu-prezesowi-pis
    ku świetlanej przyszłości!

    „Aleksander Szumański, urodzony we Lwowie. Ukończony Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej. Dyplom mgr inż. budownictwa lądowego. Publicysta polonijny, korespondent zagraniczny / USA / akredytowany w Polsce. Literat-poeta-prozaik-krytyk literacki. Dorobek twórczy ok. 4000 wierszy wydanych w 14 tomach poetyckich. Odznaczony medalem Komisji Edukacji Narodowej, odznaczeniem Zasłużony Działacz Kultury, członek Związku Literatów Polskich. ”

    jaki zasluzony poeta – 4000 tys wierszy. no i dyplom mgr inz budownictwa ladowego.

    To jest ten gość, który co rusz wkleja w psychiatryku wybiórcze copy paste na Miłosza. Ale talent widać na pierwszy rzut oka;)

  13. zatroskany_o_polske
    02/01/2011 o 10:42 pm

    Projekcja Warzechy.

    Rymkiewicz:

    ” Ale ta straszna katastrofa także staje się już piękna. Szczątki tupolewa są piękne. Piękne jest to okropne pole i połamane drzewa w pobliżu smoleńskiego lotniska. W historii Polski wydarzyło się coś wielkiego, strasznego i pięknego. Trzeba na to spojrzeć z perspektywy stuleci, bo polska opowieść o tym, co się wydarzyło pod Smoleńskiem, będzie opowiadana także i za tysiąc lat. Dlatego szczątki samolotu są piękne – jak nasze narodowe dzieje. ”

    https://galopujacymajor.wordpress.com/2010/11/22/zagadka-bialej-postaci-imitujacej-smiglo-rozwiazana/

    Warzecha (jako prezydent Komorowski w swoim orędziu):

    „Aha, no więc faktycznie, rozbił się ten samolot. Ale proszę zobaczyć, jak wiele wynikło z tego pozytywnych kwestii. Po pierwsze – państwo polskie się nie zawaliło, choć zginęło w tej katastrofie kilkadziesiąt w miarę ważnych osób. Mało tego, nawet całkiem dobrze sobie poradziło. Ja szybko przejąłem obowiązki prezydenta, błyskawicznie przeprowadziłem zmiany personalne wszędzie tam, gdzie mogłem, nawet karawanów udało się zorganizować wystarczającą liczbę, ”

    http://lukaszwarzecha.salon24.pl/

  14. Anonimowy Lurker
  15. Quasi
    03/01/2011 o 10:30 am

    @ major, OFF TOPIC

    U WO na blogu niedawno toczyła się dyskusja czy jest sens zmienić kwalifikację zgwałcenia z przestępstwa ściganego na wniosek pokrzywdzonego na przestępstwo ścigane z urzędu.

    Możesz wyjaśnić, o co chodzi z tym „ściganiem z urzędu”? Jakie przestępstwa są ścigane z urzędu?
    Czy w przypadku przestępstwa ściganego z urzędu pokrzywdzony może legalnie odmówić zeznań lub w inny sposób chronić sprawcę? Ja np. gdybym został zgwałcony, okaleczony, postrzelony, potrącony samochodem, pobity itp. nie życzyłbym sobie, żeby ktokolwiek mojego oprawcę ścigał/karał i nie chciałbm składać żadnych zeznań ani występować w sądzie – wolnoby mi było, czy w celu ochrony sprawcy zmuszony byłbym kłamać?

  16. 03/01/2011 o 12:57 pm

    Quasi :

    @ major, OFF TOPIC

    U WO na blogu niedawno toczyła się dyskusja czy jest sens zmienić kwalifikację zgwałcenia z przestępstwa ściganego na wniosek pokrzywdzonego na przestępstwo ścigane z urzędu.

    Możesz wyjaśnić, o co chodzi z tym „ściganiem z urzędu”? Jakie przestępstwa są ścigane z urzędu?
    Czy w przypadku przestępstwa ściganego z urzędu pokrzywdzony może legalnie odmówić zeznań lub w inny sposób chronić sprawcę? Ja np. gdybym został zgwałcony, okaleczony, postrzelony, potrącony samochodem, pobity itp. nie życzyłbym sobie, żeby ktokolwiek mojego oprawcę ścigał/karał i nie chciałbm składać żadnych zeznań ani występować w sądzie – wolnoby mi było, czy w celu ochrony sprawcy zmuszony byłbym kłamać?

    Co do zasady, ogromna większość jest ścigana z urzędu, czyli prokuratura ma obowiązek wszcząć śledztwo „z urzędu”, czyli własnej inicjatywy jeśli ma wiedzę/podejrzenia i popełnieniu przestępstwa. Istnieje jednak kategoria przestępstw ściganych przez prokuraturę na wniosek pokrzywdzonego (złożenie wniosku jest warunkiem niezbędnym, by prokurator mógł się zająć sprawą)i kategoria ściganych z oskarżenia prywatnego (sam wnosisz, już nie tyle wniosek, co akt oskarżenia, sprawa się toczy przed sądem karnym, bez anagażowania w to prokuratury – np. zniesławienie).

    http://e-prawnik.pl/domowy/prawo-karne/przestepstwo/artykuly/wniosek-o-sciganie-sprawcy-przestepstwa.html

    Problem gwałtu o odwieczny problem rachunku zysku i strat. Przy obecnie istniejącym stanie prawnym (czyli wniosku) z jednej strony jest bezkarność gwałciciela, z drugiej proces mógłby wywołać u zgwałconego to, co piszesz. Przeciwników wniosku z flejma od Orlińskiego spytałbym się, czy są tak bardzo za ściganiem z urzędu gwałtów więziennych, na skutek czego, zgwałcony zostaje ukarany jeszcze raz, bo otoczenie spoza krat (rodzina, kumple, pracodawca) dowiaduje się, jak gwałcony był przez lata cwelony, a gwałciciel, co najwyżej (?) kilka lat dłużej posiedzi.

    Choć nie mogę się oprzeć złośliwości, że wedle Twojego rachunku szczęścia uczucia zgwałconego powinny być elementem całościowego rachunku zysków i strat, czyli bezpieczeństwa potencjalnych ofiar seryjnego gwałciciela. A więc co tam Twoje uczucia, ważne jest sumaryczny rachunek szczęścia i bezpieczeństwo innych, jeszcze niezgwałconych, kobiet;)

  17. adas
    03/01/2011 o 12:59 pm

    Zatroskany, a Ty jak zwykle się czepiasz. Zamiast się cieszyć, że Łukasz Warzecha i w ogóle niezależna publicystyka w końcu zrozumiała, że prezydent RP to nie święta krowa i można się z niego śmiać, czepiasz się. Cztery lata im to zajęło, w międzyczasie szanowali nawet Kwacha i prawie zaczęli ufać Jaruzelowi (jak go zaczęto zapraszać do Moskwy (przed)ostatnią zimą).

    Toż to jak przewrót kopernikański. A takiż fakt nawet w wielkich umysłach wywołuje szok. Przewartościowania trzeba dokonywać stopniowo. Redaktor Warzecha za chwilę dojdzie do przekonania, że nie urząd czyni człowieka, dowcipy na pinezka.pl są bardzo śmieszne (i nie urażają urzędu prezydenta) o pisanie „Comorrowski” to wykwintny dowcip. I nawet fala wulgarnych komentarzy w necie to a) wolność słowa b) wyraz gniewu budzącego się ludu c patriotyzm

  18. 03/01/2011 o 1:01 pm

    Anonimowy Lurker :

    Nieśmiało podrzucę:
    http://jadax.salon24.pl/264554,afera-sondazowa-wydarzenie-dekady-tvp-info-part-3

    Ach czytałem, to chyba jakieś duchowy embrion Łażącego Łazarza.

  19. Anonim blee
    03/01/2011 o 1:04 pm

    Witaj Majorze Galopujący.
    Jestem dorka blee, gdzieś w salonie się spotkaliśmy. U Grzesia Cię znalazłam, to i przyszłam poczytać.
    Przzy okazji gratuluję „wejść” i aktywności.
    Pozdrawiam z szacunkiem :)

  20. 03/01/2011 o 1:09 pm

    zatroskany_o_polske :

    Projekcja Warzechy.

    Rymkiewicz:

    ” Ale ta straszna katastrofa także staje się już piękna. Szczątki tupolewa są piękne. Piękne jest to okropne pole i połamane drzewa w pobliżu smoleńskiego lotniska. W historii Polski wydarzyło się coś wielkiego, strasznego i pięknego. Trzeba na to spojrzeć z perspektywy stuleci, bo polska opowieść o tym, co się wydarzyło pod Smoleńskiem, będzie opowiadana także i za tysiąc lat. Dlatego szczątki samolotu są piękne – jak nasze narodowe dzieje. ”

    https://galopujacymajor.wordpress.com/2010/11/22/zagadka-bialej-postaci-imitujacej-smiglo-rozwiazana/

    Warzecha (jako prezydent Komorowski w swoim orędziu):

    „Aha, no więc faktycznie, rozbił się ten samolot. Ale proszę zobaczyć, jak wiele wynikło z tego pozytywnych kwestii. Po pierwsze – państwo polskie się nie zawaliło, choć zginęło w tej katastrofie kilkadziesiąt w miarę ważnych osób. Mało tego, nawet całkiem dobrze sobie poradziło. Ja szybko przejąłem obowiązki prezydenta, błyskawicznie przeprowadziłem zmiany personalne wszędzie tam, gdzie mogłem, nawet karawanów udało się zorganizować wystarczającą liczbę, ”

    http://lukaszwarzecha.salon24.pl/

    To się chyba nazywa „wypisywanie z wojny tusko-kaczyńskej” he, he.

  21. 03/01/2011 o 1:34 pm

    Anonim blee :

    Witaj Majorze Galopujący.
    Jestem dorka blee, gdzieś w salonie się spotkaliśmy. U Grzesia Cię znalazłam, to i przyszłam poczytać.
    Przzy okazji gratuluję „wejść” i aktywności.
    Pozdrawiam z szacunkiem :)

    Pozdrawiam również

  22. Quasi
    03/01/2011 o 5:42 pm

    @ major

    Nie odpowiedziałeś na moje pytanie:
    „Czy w przypadku przestępstwa ściganego z urzędu pokrzywdzony może legalnie odmówić zeznań lub w inny sposób chronić sprawcę? Ja np. gdybym został zgwałcony, okaleczony, postrzelony, potrącony samochodem, pobity itp. nie życzyłbym sobie, żeby ktokolwiek mojego oprawcę ścigał/karał i nie chciałbm składać żadnych zeznań ani występować w sądzie – wolnoby mi było, czy w celu ochrony sprawcy zmuszony byłbym kłamać?”.

    Innymi słowy: czy kłamiąc/odmawiając zeznań w obronie swojego oprawcy narażałbym się na sankcję karną?

    Choć nie mogę się oprzeć złośliwości, że wedle Twojego rachunku szczęścia uczucia zgwałconego powinny być elementem całościowego rachunku zysków i strat, czyli bezpieczeństwa potencjalnych ofiar seryjnego gwałciciela. A więc co tam Twoje uczucia, ważne jest sumaryczny rachunek szczęścia i bezpieczeństwo innych, jeszcze niezgwałconych, kobiet;)

    Oczywiście, uczucia zgwałconych figurują w moim rachunku szczęścia. Niemniej:

    Po pierwsze: Uważam, że dla kobiety zgwałcenie samo w sobie – tj. abstrahując od innych przestępstw ewentualnie towarzyszących zgwałceniu: pobicia, okaleczenia, zarażenia STD itp. – generalnie, w naszej kulturze, jest stosunkowo mało dolegliwe. Generalnie znacznie bardziej dolegliwe jest dla mężczyzny. Różnica wynika z dwóch powodów:
    (i) Anatomia. W przypadku kobiet gross zgwałceń ma zapewne charkter waginalny, a w przypadku mężczyn – analny. Z racji różnic w budowie i fizjologii odpowiednich narządów, walenie w dupe jest bardziej bolesne, kaleczące i niebezpieczne niż walenie w cipę (nawet suchą).
    (ii) Różne kryteria oceniania kobiet i mężczyzn. Tym, za co mężczyźni są najbardziej gnojeni w naszej kulturze (i nie tylko…) jest słabość, zarówno fizyczna, jak i psychczna (tchórzostwo, słaba odporność na ból czy stres, wygodnictwo, mała gotowość do poświęceń, awersja do ryzyka, awersja do przemocy i okrucieństwa, łagodność, litość, wzruszenie, płacz, mała pewność siebie etc.) – uznanie za pierdołę, pedzia, mameję, niedojdę, zniwieściałego mięczka z małymi jajami i miękkim chujem robionego [dla ilustracji: rechot i pogarda nazioli i nicponistów nad żalosnym skowytem zbierającego w dupę Biedronia]. Trudno o bardziej doniosłe świadectwo słabości niż pozwolenie na scwelenie się: z jednej strony pokazuje, że cwel jest słaby fizycznie i nie był w stanie stawić czynnego oporu gwałcicielowi, z drugiej – że ewentualnie jest słaby psychicznie, swój honor ceni niżej niż życie/zdrowie i wolał dać się upodlić niż zabić lub zmasakrować. Podobnych wymagań odnośnie siły, zwłaszcza fizycznej, nie stawia się kobietom. Zgwałconym kobietom generalnie się współczuje, a zgwałconymi mężczyznami się gardzi.
    Tak czy inaczej, uważam, że doświadczenie zgwałcenia dla kobiety jest mniej dolegliwe niż kilku-kilkunastoletnia odsiadka dla mężczyzny (gwałciciela), tym bardziej, że istnieje spore ryzyko, że w trakcie tej odsiadki doświadczy on gwałtu. Dlatego zdecydowanie bardziej jestem skłonny bronić mężczyznę przed pierdlem niż kobietę (mężczyznę zresztą też) przed gwałtem.

    Po drugie – ważniejsze: Bezpodstawnie zakładasz, że gwałciciel, którego ewentualnie przyjdzie mi bronić, jest gwałcicielem seryjnym, tj. że powtórzy swoje przestępstwo, a przynajmniej, że prawdopodobieńtwo iż to uczyni jest znacząco wyżesz niż to, że zgwałcenia dopuści się losowy mężczyna, przedstawiciel jego grupy demograficznej (wiekowej, ekonomicznej, etnicznej etc.), który jeszcze nikogo nigdy nie zgwałcił. Gwałcicieli nie chcę wsadzać do pierdla profilaktycznie z podobnych powodów, dla których nie chcę do niego wsadzać profilaktycznie niewinnych przedstawicieli innych grup ryzyka, np. bitych przez ojców, przygłupich 19-letnich Afroamerykanów z biednych dzielnic.
    Moim zdaniem prawdopodobieństwo, że wsypując gwałciciela (czy jakiegokolwiek innego przestępcę) doprowadzę do zaistnienia jakiegoś cierpienia (tu: aresztowanie, proces, odsiadka, cwelenie, ostracyzm itd.) jest znacznie wyższe, niż prawdopodobieństwo jego zaistnienia (tu: recydywa) w przypadku, gdy gwałciciela (czy innego przestępcę) będę krył.

  23. 03/01/2011 o 7:56 pm

    Nie, mógłbyś jedynie żądać wyłączenia jawności rozprawy (chyba że gwałcicielem byłaby tzw. osoba najbliższa, wówczas możesz odmówić zeznań, albo uchylić się od odpowiedzi na konkretne pytanie.) Mało tego, musiałbyś się poddać oględzinom i badaniom lekarskim. Sankcja to

    art. 287
    § 1. Przepis art. 285 § 1 stosuje się odpowiednio do osoby, która bezpodstawnie uchyla się od złożenia zeznania, wykonania czynności biegłego, tłumacza lub specjalisty, złożenia przyrzeczenia, wydania przedmiotu, dopełnienia obowiązków poręczyciela albo spełnienia innego ciążącego na niej obowiązku w toku postępowania, jak również do przedstawiciela lub kierownika instytucji, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej obowiązanej udzielić pomocy organowi prowadzącemu postępowanie karne, która bezpodstawnie nie udziela pomocy w wyznaczonym terminie.

    § 2. W razie uporczywego uchylania się od złożenia zeznania, wykonania czynności biegłego, tłumacza lub specjalisty oraz wydania przedmiotu można zastosować, niezależnie od kary pieniężnej, aresztowanie na czas nie przekraczający 30 dni.

    § 3. Aresztowanie należy uchylić, jeżeli osoba aresztowana spełni obowiązek albo postępowanie przygotowawcze lub postępowanie w danej instancji ukończono.

    § 4. Przepisów § 1 i 2 nie stosuje się do stron, ich obrońców i pełnomocników, a w zakresie kary za niedopełnienie obowiązku wydania rzeczy – także do osób, które mogą się uchylić od złożenia zeznań.

    No chyba, że jako pokrzywdzony nabyłbyś status strony w postępowaniu karnym, czyli zostałbyś oskarżycielem posiłkowym, wówczas w grę wchodziłby pewnie § 4. A swoją drogą to zabawny paradoks, aby uniknąć sankcji za odmowę opowiadania o gwałcie, specjalnie występujesz o status oskarżyciela publicznego.

    Ad. 2

    „Tak czy inaczej, uważam, że doświadczenie zgwałcenia dla kobiety jest mniej dolegliwe niż kilku-kilkunastoletnia odsiadka dla mężczyzny (gwałciciela), tym bardziej, że istnieje spore ryzyko, że w trakcie tej odsiadki doświadczy on gwałtu. Dlatego zdecydowanie bardziej jestem skłonny bronić mężczyznę przed pierdlem niż kobietę (mężczyznę zresztą też) przed gwałtem.” (…) „Moim zdaniem prawdopodobieństwo, że wsypując gwałciciela (czy jakiegokolwiek innego przestępcę) doprowadzę do zaistnienia jakiegoś cierpienia (tu: aresztowanie, proces, odsiadka, cwelenie, ostracyzm itd.) jest znacznie wyższe, niż prawdopodobieństwo jego zaistnienia (tu: recydywa) w przypadku, gdy gwałciciela (czy innego przestępcę) będę krył.”

    Doprowadzając do wsypania gwałciciela, doprowadzasz do zaistnienia własnego cierpienia (opowiadanie o gwałcie) i redukujesz ryzyko cierpienia innych. Zwlaszcza, gdy jesteś, dajmy na to, szóstą ofiarą tego samego faceta, grasującego po osiedlu. Ja tak rozumiem rachunek szczęścia. Poświęcasz, czy może poświęca ustawodawca nakazując Ci zeznawać, własne cierpienie na rzecz redukcji ryzyka cierpienia innych.

    Natomiast jeśli dobrze zrozumiałem Twój rachunek, to Ty uwzględniasz w nim jeszcze cierpienia gwałciciela, który, za swój gwałt, nawet nie tyle będzie gwałcony w pierdlu, co istnieje ryzyko, że będzie gwałcony. A to dla Quasiego zbyt wielka kara dla gwałciciela. Czyli, dopóki istnieje w pierdlach ryzyko, że gwałciciel będzie gwałcony, dopóty jego potencjalne cierpienie zasługuję na taką ochronę, że powinien sobie gwałcić do woli. Co najwyżej jakaś grzywna, ale, broń Boże, pierdel. I to jeszcze ofiara gwałciciela powinna się na nim litować, oj biedny, ty biedny, wsadź sobie jeszcze w suchą cipkę, a ja i tak Cię nie wydam, bo co by z Tobą zrobili – nic, tylko zgwałcili.

    Lepiej niech facet gwałci, niż później za swój gwałt, byciem gwałconym odpowiada? Kurwa, co za obrzydliwe pierdolenie. On tu w ogóle nie powinien występować jako zmienna, a zakaz gwałtów (odseparowanie od innych więźniów) powinno wynikać z pewnego minimum, jakie przysługuje każdemu osadzonemu. No i co z pedofilią, zgodnie z Twoją logiką w naszej kulturze, w porównaniu z gwałtem faceta, jeszcze mniej poniżającym niż bycie zgwałconą kobietą, jest bycie zgwałconym dzieckiem. Nikt przecież dziecka nie oskarża o słabość, nawet jeśli to chłopiec. Zacząłeś już przejmować się losem biednych biskupów, których cierpienia są tak nie do zniesienia, że powinni sobie dalej dymać chłopców na katechezach?

    BTW Jeśli chodzi o kobiety, to zapewne to samo mówili o gwałceniu białych i czarnych kobiet jakieś 100 lat temu: „w naszej kulturze zgwałcenie czarnej tak nie upadła, jak białej, więc niech se te czarne gwałcą, byle nie gwałcili baiłych.” No i co mnie ma obchodzić, że dzisiejsza patriarchalno-seksistowsko-homofobiczno-rasitowska, tzw. nasza, kultura inaczej ocenia gwałt kobiet i mężczyzn. Nicponie cieszą się, że Biedroń byłby gwałcony – to ma być dowód w rachunku szczęścia. Poglądy Nicponi, jako źródło prawa?

    Nie rozumiem czemu w ogóle uwzględniasz cierpienie gwałciciela, b

  24. Quasi
    03/01/2011 o 10:39 pm

    @ major

    Nie (…)

    O qrva, ale mamy wstrętne, barbarzyńskien prawo. A jednocześnie mamy dla lekarzy klauzulę sumienia, a korwiniści płaczą tylko nad przymusem zapinania pasów…

    No cóż, zawsze mógłbym kłamać, że „nie pamiętam”, „nie pozanję”, „boję się zemsty” itp. [już nawet raz tak zrobiłem, choć w błahutkiej sprawie: gdy mi ukradli tablice rejestracyjne, zgłosiłem, że zgubiłem]. I mogliby mi naskoczyć, bo niby jak sprawdzą, że w rzeczywistości pamiętam, poznaję, nie boję się? No i jest ta opcja oskarżyciela posikowego (obrońca posiłkowy też jest?) zwalniająca z obowiązku zeznań.

    Doprowadzając do wsypania gwałciciela, doprowadzasz do zaistnienia własnego cierpienia (opowiadanie o gwałcie)

    Niekoniecznie. Co kto lubi.

    i redukujesz ryzyko cierpienia innych.

    Bardzo niekoniecznie. Tj. tylko wtedy, gdy sprawca będzie swoje przestępstwa ponawiał (a czy tak będzie robił, tego przecież nie mogę wiedzieć) i krzywda jego przyszłych ofiar byłaby większa, niż jego krzywda wynikająca ze ścigania, sądzenia, odsiadki, ostracyzmu itp.

    Natomiast jeśli dobrze zrozumiałem Twój rachunek, to Ty uwzględniasz w nim jeszcze cierpienia gwałciciela, który, za swój gwałt, nawet nie tyle będzie gwałcony w pierdlu, co istnieje ryzyko, że będzie gwałcony.

    No nie do końca zrozumiałeś. Cierpienie gwałciciela wywoła sam pierdel, nawet gdy nie będzie w nim gwałcony, a nawet samo ściganie/aresztowanie/sądzenie i społeczny ostracyzm, które mu grożą nawet wtedy, gdy go uniewinnią. I ja chcę temu cierpieniu zapobiec.

    A to dla Quasiego zbyt wielka kara dla gwałciciela. (…) Co najwyżej jakaś grzywna (…)

    Dla Quasiego każda kara (grzywna też) jest „za wielka”, i nie tylko dla gwałcicieli. Dla Quasiego kara jest moralnie nieodróżnialna od zbrodni, bo i jedna, i druga generuje czyjeś cierpienie i nieszczęście, a Quasi jest wrogiem cierpienia i nieszczęścia, obojętne czyjego.
    Szerzej wyjaśnłem to tutaj.

    (…) dopóty jego potencjalne cierpienie zasługuję na taką ochronę, że powinien sobie gwałcić do woli. (…) Lepiej niech facet gwałci, niż później za swój gwałt, byciem gwałconym odpowiada?

    Nie chcę, żeby gwałciciel dalej gwałcił. Ale nie chcę też, by siedział. Przypuszczam, że zaznanie gwałtu jest generalnie mniej dolegliwe niż wieloletnia odsiadka i piętno przestępcy seksualnego, więc z dwojga złego wolę, żeby dalej gwałcił, niż żeby go wsadzili.

    No i co z pedofilią, zgodnie z Twoją logiką w naszej kulturze, w porównaniu z gwałtem faceta, jeszcze mniej poniżającym niż bycie zgwałconą kobietą, jest bycie zgwałconym dzieckiem. Nikt przecież dziecka nie oskarża o słabość, nawet jeśli to chłopiec.

    Niby tak, ale niedawno ukazała się książka Susan A. Clancy*, w której autorka opisuje swoje badania, które sugerują, że w większości przypadków ewentualna psychiczna krzywda ofiar CSA (Child Sexual Abuse) nie wypływa z samego aktu CSA (które często nie jest odbierany przez dziecko jako coś nieprzyjemnego i strasznego), lecz z dużo późniejszej, pojawiającej się u dorastających/dorosłych ludzi, konfrontacji wspomnień tego zajścia z obowiązującym tabu i histerią: obecna kultura niejako wmawia ludziom z doświadczeniami CSA, że zostali jakoś zbrukani, zohydzeni, sponiewierani, że ewentualne pozytywne uczucia, którymi darzyli swojego seksualnego oprawcę były wyłącznie wynikiem zdrady i oszustwa mającego na celu perfidne wykorzystanie ich niewinności/naiwności, co w interakcjach dziecko-dorosły jest czymś strasznie złym i strasznie niezwykłym, że spotkała ich jakaś straszna krzywda, która powinna być zapamiętana jako potworna trauma i powinna pozostawić po sobie jakiś okropny i trwały ślad, a jeśli tak nie jest, to znaczy, że sami byli/są/stali się w jakimś sensie ohydni i „nienormalni”, że w trakcie CSA powinni odczuwać i zachować się inaczej, a skoro tak nie odczuwali/nie zachowywali się, to w jakimś sensie sami są „winni” jakiejś strasznej „niemoralności”/”nienormalności”/ohydy. Tak więc możliwe, że w rzeczywistości to ta rzekoma troska o dobro molestowanych dzieci odpowiedzialna jest za lwią część ich psycho-seksualnej krzywdy. Jak w przypadku gwałtów na dorosłych mężczyznach, głównym źródłem cierpienia jest nasza kultura.

    * – Susan A. Clancy, The Trauma Myth: The Truth About the Sexual Abuse of Children–and its Aftermath, (Basic Books, 2010).

    Zacząłeś już przejmować się losem biednych biskupów, których cierpienia są tak nie do zniesienia, że powinni sobie dalej dymać chłopców na katechezach?

    Po pierwsze: To nie jest tak, że ja jakoś osobiście emocjonalnie przejmuję się losem tych, nad którymi się „lituję” – czy to skrzywdzone zbrodnią ofiary, czy to skrzywdzeni karą sprawcy. Zwykle tak nie jest, zwykle są mi oni emocjonalnie obojętni, a bywa nawet, że ich krzywda mnie wręcz cieszy (np. Nicponia, Terlikowskiego, Janke itd.). Ja się nad nimi lituję głównie na chłodno – z powodu swoich przekonań, nie namiętności. Za to bywa, że dość emocjonalny stosunek mam do poglądów i praw (jak choćby to, o którym teraz dyskutujemy), które są sprzeczne z tymi moimi przekonaniami.

    Po drugie: Owszem, nad biskupami-pedofilami lituję się (w nakreślonym powyżej sensie) bardziej niż nad ich ofiarami. Uważam, że w naszej kulturze pedofil generalnie ma bardziej przejebane niż dzieci, które molestuje.

    Jeśli chodzi o kobiety, to zapewne to samo mówili o gwałceniu białych i czarnych kobiet jakieś 100 lat temu: „w naszej kulturze zgwałcenie czarnej tak nie upadła, jak białej, więc niech se te czarne gwałcą, byle nie gwałcili baiłych.”

    Po pierwsze: Nie wierzę, że ktoś tak mówił. Choć myślę, że to nawet prawdopodobne, że swego czasu zgwałcenie Czarnej mniej ją poniżało, niż zgwałcenie Białej.

    Po drugie: Ja nie twirdziłem nigdy żadnego „niech gwałcą do woli”. Twierdziłem tylko, że:
    (i) Nie mamy pewności, że gwałciciel ponownie zgwałci, czyli że jego osadzenie kogokolwiek uchroni. Nawet nie jest powiedziane, że z prspektywy czysto probabilistycznej, prewencyjne skazanie gwałciciela ocali kogoś przed zgwałceniem z większym prawdopodobieństwem, niż prewencyjne osadzenie losowego człowieka z jakiejś „grupy ryzyka” (tj. z grupy płciowej, wiekowej, ekonomicznej, etnicznej, psychologicznej etc. charakteryzującej się zwiększoną przestępczością), który dotychczas (jeszcze?) nikogo nie zgwałcił.
    (ii) Odsiadka i napiętnowanie za zgwałcenie jest generalnie bardziej dolegliwe niż samo zgwałcenie, więc z dwojga złego to lepiej będzie nwet wtedy, gdy pozostający na wolności gwałciciel nadal będzie gwałcił (choć przecież tak naprawdę nie wiadomo, czy będzie to robił).

    No i co mnie ma obchodzić, że dzisiejsza patriarchalno-seksistowsko-homofobiczno-rasitowska, tzw. nasza, kultura inaczej ocenia gwałt kobiet i mężczyzn.

    No jak to co? Przecież to ta plugawa kultura jest głównym źródłem cierpienia ofiar zgwałceń. Gdyby nie ona, może gwałt byłby relatywnie niewinny jak np. kop w dupę?

    Nicponie cieszą się, że Biedroń byłby gwałcony – to ma być dowód w rachunku szczęścia. Poglądy Nicponi, jako źródło prawa?

    Niestety, ale tak. Poglądy Nicponia w tej kwestii są chyba bardzo reprezentatywne dla członków naszej (i nie tylko) kultury. Gdyby tak nie było, nie istniałby zwyczaj cwelenia, a słowo „cwel” nie funkcjonowałoby jako popularna obelga. Kulturę mamy, jaką mamy i prawo powinniśmy kształtować tak, żeby ludziom lepiej żyło się w tej kulturze zastanej, a nie w jakiejś wirtualnej, wydumanej utopii.

    On tu w ogóle nie powinien występować jako zmienna, a zakaz gwałtów (odseparowanie od innych więźniów) powinno wynikać z pewnego minimum, jakie przysługuje każdemu osadzonemu.
    (…)
    Nie rozumiem czemu w ogóle uwzględniasz cierpienie gwałciciela

    A rozumiesz dlaczego uwzględniam jako zmienną cierpienie Czarnucha, pedała, bezbożnika, „Brudasa”, chama, linuksiarza, Świadka Jehowy, Downa, bezdomnego czy innego powszechnie nielubianego indywiduum? Gwałciciel myśli i cierpi tak samo jak wszyscy, więc dlaczego miałbym go traktować inaczej? To, że sam zadawał cierpienie nie zmienia faktu, że także cierpieć potrafi.

  25. 03/01/2011 o 11:11 pm

    Zaraz, zaraz. Tak by było, gdyby gwałt był ścigany z urzędu. Obecnie jest na wniosek, czyli ściganie zależy od Ciebie. Natomiast zastanawiam się nad hipotetyczną sytuacją, gdyby zgwałcono jednocześnie dwie osoby i jedna z nich by się zdecydowała złożyć wniosek, a druga nie. I ta pierwsza by powołała drugą na świadka, jednocześnie zeznając, że tę drugą też zgwałcili. Teoretycznie, gdyby ta druga skłamała co do swojego gwałtu, mogłaby beknąć za krzywoprzysięstwo. Więc już lepiej odmówić odpowiedzi i dostać 1000 zł.

    Ok, rozumiem, że jesteś przeciwko karaniu. Natomiast, po pierwsze skąd sobie wyciągnąłeś tę relację: zgwałcony cierpi mniej, niż skazany gwałciciel? Nawet jeśli po części cierpienia przestępcy seksualnego to zasługa kultury, to przecież cierpienia zgwałconego/zgwałconej również. Wszak dobry gwałt jest tak samo rzadko spotykany jak dobra pedofilia, o której wspominasz. Po drugie, jak wyobrażasz sobie zaprowadzenie bezpieczeństwa, myślisz, że gdyby nie pierdel (funkcja resocjalizacyjna) takie Nicponie nie chciałby Ci obić mordy (i nie tylko?). Wreszcie, po trzecie, czy po prostu Twojego dylematu nie rozwiązałyby liberalny system więziennictwa w Szwecji, gdzie więźniowie nie są traktowani jak zwierzęta, a kara polega na izolacji w znośnych warunkach, gdzie uczęszczają na zajęcia itp? Wówczas masz i bezpieczeństwo, i karę rozumianą jako dyskomfort, i brak cierpienia sprawcy.

  26. Quasi
    04/01/2011 o 2:16 pm

    @ major

    Zaraz, zaraz. Tak by było, gdyby gwałt był ścigany z urzędu. Obecnie jest na wniosek, czyli ściganie zależy od Ciebie.
    (…)
    Więc już lepiej odmówić odpowiedzi i dostać 1000 zł.

    Wiem o tym, ale piszę ogólnie, o wszystkich przestępstwach ściganych z urzędu, a nie tylko o ściganym z urzędu zgwałceniu z mokrych snów „mężczyzn nienawidzących mężczyzn” występujących u WO. Np. czy gdyby mnie postrzelono, potrącono samochodem czy odcięto dłoń maczetą, to ściganie byłoby z urzędu?

    To odmowa zeznań kosztuje 1000 złotych?

    Aha, jeszcze jedno. W poprzednim komentarzu napisałeś: „(chyba że gwałcicielem byłaby tzw. osoba najbliższa, wówczas możesz odmówić zeznań, albo uchylić się od odpowiedzi na konkretne pytanie.)”. Co to znaczy „osoba najbliższa” oraz kto i w jaki sposób ustala, kto jest dla kogo „osobą najbliższą”? Czy mógłbym upierać się, że mój oprawca – nawet taki, którego w momencie przestępstwa widziałem po raz pierwszy w życiu – jest dla mnie „osobą najbliższą” albo czy mógłbym jakoś uczynić go „osobą najbliższą”?

    Natomiast zastanawiam się nad hipotetyczną sytuacją, gdyby zgwałcono jednocześnie dwie osoby i jedna z nich by się zdecydowała złożyć wniosek, a druga nie. I ta pierwsza by powołała drugą na świadka,

    A powoływany na świadka nie może się legalnie wypiąć i odmówić zeznań? Jeśli nie, to znaczy, że można sobie legalnie nękać nawet losowych ludzi powołując ich na (fałszywych) świadków w dowolnej sprawie, a przez to przepuszczając przez ścieżkę zdrowia przesłuchań i rozpraw, nawet odbywających się na drugim końcu Polski (a może i świata)?

    jednocześnie zeznając, że tę drugą też zgwałcili. Teoretycznie, gdyby ta druga skłamała co do swojego gwałtu, mogłaby beknąć za krzywoprzysięstwo.

    A skąd niby osoba trzecia, nawet świadek, może wiedzić, czy dany stosunek jest zgwałceniem, czy nie? Ta kryjąca gwałciciela osoba w razie powołania na świadka mogłab przecież twierdzić, że wcale nie była gwalcona, tylko uprawiała ostry, acz konsensualny, seks z nieznajomym.

    Natomiast, po pierwsze skąd sobie wyciągnąłeś tę relację: zgwałcony cierpi mniej, niż skazany gwałciciel?

    Choćby stąd, że cierpienie przy gwałcie trwa kilka minut, a w czasie odsiadki – kilka czy kilkanaście lat i jszcze wiąże się ze zrujnowanym życiem, reputacją.

    Nawet jeśli po części cierpienia przestępcy seksualnego to zasługa kultury, to przecież cierpienia zgwałconego/zgwałconej również.

    Po pierwsze: Gwałcony cierpi krótko (ból penetracji i skrępowania, wstręt wobec brzydoty i niedomycia gwałciciela, niepewność&strach, dyskomfort związany ze świadomością bycia przymuszanym do czegoś, czego się nie chce itp.). Ewentualne dalsze psychiczne cierpienia powikłaniowe to zasługa naszej parszywej kultury. Natomiast pierdel to nie tylko dożywotni wynikający z kultury ostracyzm społeczny, ale przede wszystkim wieloletnie gnicie w fatalnych warunkach w towarzystwie różnych skurwieli i skrajne ograniczenie swobód (choćby swobody w wyborze menu i towarzystwa, z którym spędza się czas).

    Po drugie: Nie rozumiem, czemu ta uwaga miała służyć. Ja nie twierdziłem przecież, że cierpienie indukowane kulturą jest gorsze od cierpienia indukowanego czymkolwiek innym, ani że to kulturowe szykany związane z odsiadką sprawiają, że więzień cierpi bardziej niż ofiara zgwałcenia.

    Wszak dobry gwałt jest tak samo rzadko spotykany jak dobra pedofilia, o której wspominasz.

    Nie wiem co masz na myśli przez „dobry gwałt” i „dobrą pedofilię”. Ja nie wspominałem o żadnej „dobrej pedofilii” (wszak nie rozumiem, co masz przez to sformułowanie na myśli), a tym bardziej o jej częstości.

    Po drugie, jak wyobrażasz sobie zaprowadzenie bezpieczeństwa, myślisz, że gdyby nie pierdel (funkcja resocjalizacyjna) takie Nicponie nie chciałby Ci obić mordy (i nie tylko?).

    Odpowiedziałem na to pytanie w podlinkowanym wcześniej komentarzu.

    Jeśli ktoś jest w stanie przełamać mój bezpośredni opór, to można mnie bić bezkarnie (nie zgłaszam), ale na szczęście prawie nikt o tym nie wie, więc jestem bity rzadko.

    Wreszcie, po trzecie, czy po prostu Twojego dylematu nie rozwiązałyby liberalny system więziennictwa w Szwecji, gdzie więźniowie nie są traktowani jak zwierzęta, a kara polega na izolacji w znośnych warunkach, gdzie uczęszczają na zajęcia itp? Wówczas masz i bezpieczeństwo, i karę rozumianą jako dyskomfort, i brak cierpienia sprawcy.

    „Kara rozumiana jako dyskomfort” też mi nie odpowiada – przecież dyskomfort jest formą cierpienia. Oczywiście, im lżejsza kara, tym lepiej, więc liberalny system karania jest lepszy niż nieliberalny.

  27. 04/01/2011 o 3:32 pm

    Zanim przejdziemy dalej, czy znaczy to, że gdyby Nicpoń przełamał Twój „bezpośredni opór” i zrobił z Ciebie nałożnicę, którą by sobie gwałcił z kumplami, to, po tym jak sąsiedzi wezwali policję, skłamałbyś policjantowi, mówiąc iż „uprawiałeś ostry, acz konsensualny, seks z nieznajomymi”? I to skłamał nie tyle ze strachu przed odwetem Nicponia, tylko aby Nicponia chronić przed ryzykiem cierpienia w postaci osadzenia w więzieniu i oczekiwania możliwego gwałtu? No a jeśli to byłby ktoś innych niż Nicpoń, którego nienawidzisz i gwałciłby Cię jakiś anonimowy dla Ciebie Kowalski, to też byś dbał, aby gwałciciel nie poczuł dyskomfortu (nie wiem, szerzej otwierał usta, czy jakoś tak)? No i wreszcie, czemu stosujesz „bezpośredni opór”, przecież każdym ciosem robisz mu krzywdę, a możesz też np. przypadkowo pozbawić go wzroku, a to większe cierpienie, niż wypięcie przez Ciebie pupy na tę krótką chwilę, by sobie ktoś ulżył? Czy nie jesteś zbyt surowy na kogoś, kto chce tylko na chwilę Cię spenetrować, pobić, okraść itp?

  28. Quasi
    04/01/2011 o 7:21 pm

    @ major

    Zanim przejdziemy dalej, czy znaczy to, że gdyby Nicpoń przełamał Twój „bezpośredni opór” i zrobił z Ciebie nałożnicę, którą by sobie gwałcił z kumplami, to, po tym jak sąsiedzi wezwali policję, skłamałbyś policjantowi, mówiąc iż „uprawiałeś ostry, acz konsensualny, seks z nieznajomymi”? I to skłamał nie tyle ze strachu przed odwetem Nicponia, tylko aby Nicponia chronić przed ryzykiem cierpienia w postaci osadzenia w więzieniu i oczekiwania możliwego gwałtu

    Nie.

    – Gdyby policja przybyła już po wyjściu nicponi, to bym się w ogóle nie tłumaczył, tylko twierdził, że nic się nie stało, że to jakieś nieporozumienie, że może złośliwi sąsiedzi zrobili sobie jaja, ewentualnie odmówiłbym zeznań i panów policjantów grzecznie wyprosił. Na pewno bym się nie poniżył przyznając, że dałem się pobić i wydymać.

    – Gdyby policja przybyła gdy jeszcze nicponie byliby na kwadracie, to w zależności od tego, czy bardziej bał bym się kontynuowania jebanka czy wstydził ewentualnego zdemaskowania swego skurwienia przed policjantem, to albo (w pierwszym wypadku) powiedziałbym, że bezprawnie do mnie wleźli i żeby policja ich wyrzuciła, albo (w drugim wypadku) że nic się nie stało, że się wygłupiamy, że przepraszam za zakłucanie ciszy nocnej i już będziemy cicho.

    No a jeśli to byłby ktoś innych niż Nicpoń, którego nienawidzisz i gwałciłby Cię jakiś anonimowy dla Ciebie Kowalski, to też byś dbał, aby gwałciciel nie poczuł dyskomfortu (nie wiem, szerzej otwierał usta, czy jakoś tak)?

    Czy Nicpoń, czy Kowalski – nie ma różnicy.

    No i wreszcie, czemu stosujesz „bezpośredni opór”, przecież każdym ciosem robisz mu krzywdę, a możesz też np. przypadkowo pozbawić go wzroku, a to większe cierpienie, niż wypięcie przez Ciebie pupy na tę krótką chwilę, by sobie ktoś ulżył? Czy nie jesteś zbyt surowy na kogoś, kto chce tylko na chwilę Cię spenetrować, pobić, okraść itp?

    Po pierwsze: Tu jest oczywisty konflikt interesów: albo cierpię ja, albo cierpi napastnik, ale tak czy inaczej ktoś będzie cierpiał. Z moralnego punktu widzenia jest oboętne, kto będzie cerpiał, a że ja subiektywnie wolę żeby cierpieli inni, a nie ja, więc podejmę próbę samoobrony by zapobiec zaznaniu cierpienia.
    Zresztą, Twoje pytanie jest idiotyczne. Nie widzisz różnicy między samoobroną a karą? Pierwsza służy zapobieżeniu zaznania cierpienia, druga służy zemście – ukaranie sprawcy przecież nie cofnie cierpienia, które zadał, a jedynie globalną ilość cierpienia powiększy. Skrzywdzenie napastnika samoobroną chroni mnie przed cierpieniem, a ukaranie napastnika nie da mi nic.

    Po drugie: W momencie gdy jestem napadany – i mam ostatnią szansę na podjęcie obrony – przecież nie wiem jaki los zamierza zgotować mi napastnik. Skąd mam wiedzieć, czy chce mnie tylko zgwałcić, czy może chce mnie jeszcze po gwałcie zabić lub oślepić (zebym go nie rozpoznał)? W takim wypadku wolę działać z pewną asekuracją.

    Po trzecie: Nie jestem moralnym maksymalistą, a przy tym jestem na tyle zdemoralizowany prymitywnym egoizmem, że wolę aby inni cierpieli mocno niżbym w zamian sam miał cierpieć choćby lekko. Dlatego jestem skłonny zachować się niemoralnie i w obronie koniecznej zadać napastnikowi większą krzywdę, niż krzywda, którą on chciał/mógł zadać mnie.

  29. 04/01/2011 o 8:32 pm

    Zaraz, zaraz przecież już pisałeś, że jebanko to małe miki („Gwałcony cierpi krótko” a „ewentualne dalsze psychiczne cierpienia powikłaniowe to zasługa naszej parszywej kultury”), więc chyba w ogóle nie powinieneś rozważać, czy strach przed jebankiem może być większy, niż wstyd przed ewentualnego zdemaskowania swego skurwienia przed policjantem, bo raz, że przecież cały proces to byłaby dla Ciebie „ścieżka zdrowia”, a dwa, jeśli nie piśniesz słowa, to parszywa kultura w postaci policjantów nic Ci nie zrobi(nie wyśmieje, a ty się nie zawstydzisz), bo się nie dowie. Od razu więc powinieneś zakładać, że lepsze jebanko, niż o jebanku policji opowiadanie. Poza tym bezprawne wejście do Ciebie do domu jest przestępstwem. A ty przecież nie chcesz, żeby ktoś za przestępstwo cierpiał, więc może byś jednak ograniczyłbyś tortury wyrządzane koledze Arturowi. No i co w sytuacji, gdyby Cię znaleźli na ranczo i Nicponia? Chyba nie jesteś w stanie mi się przyznać, że bałbyś się bardziej jebanka, niż przyznania, że zostałeś porwany. To ciężkie przestępstwo, nie przesadzaj.

    Co do kary, to pełni ona różne funkcje. Oprócz zemsty, także funkcję prewencyjną, resocjalizacyjną czy izolacyjną. Tzw. bezwzględne pozbawienie wolności sprawcy (bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie) uważane jest właśnie za obronę członków danego społeczeństwa przed zbrodniami, które są wysoce prawdopodobne w przyszłości (patrz wieloletni członek gangu).

    Jest taka słynna sprawa zabójstwa we Włoszczowej. Facet, wieloletni recydywista biegał z nożem po wsi i robił, co chciał. Czy rozważając dylemat konfliktu interesów cierpienia Twojego i sprawcy, dopuszczasz ewentualne wezwanie policji, jako swojego rodzaju obrony koniecznej przed recydywistą?

    No i co, gdy sprawca powie, niech Pan mnie nie bije tak mocno, chciałem tylko Pana oralnie zgwałcić, a to boli mniej, niż siniaki po sztachecie, którą Pan mnie uderza?

  30. Quasi
    04/01/2011 o 11:50 pm

    @ major

    Zaraz, zaraz przecież już pisałeś, że jebanko to małe miki („Gwałcony cierpi krótko” a „ewentualne dalsze psychiczne cierpienia powikłaniowe to zasługa naszej parszywej kultury”), więc chyba w ogóle nie powinieneś rozważać, czy strach przed jebankiem może być większy, niż wstyd przed ewentualnego zdemaskowania swego skurwienia przed policjantem, bo raz, że przecież cały proces to byłaby dla Ciebie „ścieżka zdrowia”, a dwa, jeśli nie piśniesz słowa, to parszywa kultura w postaci policjantów nic Ci nie zrobi(nie wyśmieje, a ty się nie zawstydzisz), bo się nie dowie. Od razu więc powinieneś zakładać, że lepsze jebanko, niż o jebanku policji opowiadanie.

    Po pierwsze: Nie pisałem, że „małe miki”, tylko że znacząco mniejsze (zwłaszcza dla kobiety) niż wieloletnia odsiadka. Wolałbym jednorazowe jebanko niż kilka-kilkanaście lat w pierdlu (z perspektywą długiej serii jebanek), zwłaszcza gdybym był kobietą. A Ty nie?

    Po drugie: Jebanko, zwłaszcza w dupę i zbiorowo, można zorganizować mniej lub bardzij dolegliwie i wzbogacić je w dodatkowe atrakcje, takie jak bicie, tortury, zabójstwo. No i ofiara z reguły nie wie, co gwałciciel zamierza/może jej zrobić, więc się boi. Tak więc to co bym czuł zależałoby od tego, jak Nicpoń z kumplami by to zorganizowali. A priori nie da się tego przewidzieć, dlatego napisałem o dwóch skrajnych ewentualnościach.

    Po trzecie: Przecież pisałem, że jeśli nawet wydałbym psom, że zostałem napadnięty, to starałbym się jakoś ukryć fakt, że mnie wydymano. Policjantom na pewno nie opowiadałbym o jebanku. Mogłoby się wydać, ale nie musiałoby, zwłaszcza gdyby nicponie w swoim interesie trzymali języki za zębami.

    Po czwarte: Parszywa kultura działa nie tylko poprzez wstyd przed innymi, ale także poprzez wstyd przed samym sobą, przez zaniżanie samooceny. Jak u jakichś bulimiczek czy anorektyczek wierzących, że są za grube. Cwela może gnębić sama świadomość bycia cwelem, nawet jak nikt o tym nie wie – tzw. „wyrzuty sumienia” i „kompleksy”.

    Poza tym bezprawne wejście do Ciebie do domu jest przestępstwem. A ty przecież nie chcesz, żeby ktoś za przestępstwo cierpiał, więc może byś jednak ograniczyłbyś tortury wyrządzane koledze Arturowi. No i co w sytuacji, gdyby Cię znaleźli na ranczo i Nicponia? Chyba nie jesteś w stanie mi się przyznać, że bałbyś się bardziej jebanka, niż przyznania, że zostałeś porwany. To ciężkie przestępstwo, nie przesadzaj.

    Odnosiłem się do tego w podlinkowanym komentarzu.

    BTW: Być może w przypadku ujawnienia najścia policjant mógłby się ograniczyć do pouczenia/pogrożenia.

    Jak już przyznałem, taki ze mnie kawał samolubnego skurwego syna, że wolę by kto inny cierpiał „duże miki” niżbym sam miał cierpieć „miki małe”. Dlatego w obronie nawet przed „małym miki” jestem skłonny po chamsku skazać napastnika na „duże miki” (np. kara za porwanie). W obronie, ale nie w zemście. Zemsta mnie nie interesuje (bo zaznanego „mikiego” mi nie cofnie) i brzydzi.

    Co do kary, to pełni ona różne funkcje. Oprócz zemsty, także funkcję prewencyjną, resocjalizacyjną czy izolacyjną. Tzw. bezwzględne pozbawienie wolności sprawcy (bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie) uważane jest właśnie za obronę członków danego społeczeństwa przed zbrodniami, które są wysoce prawdopodobne w przyszłości (patrz wieloletni członek gangu).

    Jest taka słynna sprawa zabójstwa we Włoszczowej. Facet, wieloletni recydywista biegał z nożem po wsi i robił, co chciał. Czy rozważając dylemat konfliktu interesów cierpienia Twojego i sprawcy, dopuszczasz ewentualne wezwanie policji, jako swojego rodzaju obrony koniecznej przed recydywistą?

    Jako obronę przed spodziewaną napaścią (pod warunkiem, że naprawdę uważałbym ją za wysoce prawdopodobną i czułbym, że nie był bym w stanie ewentualnie obronić się sam) – tak, oczywiście. Jako zemstę – nie.

    No i co, gdy sprawca powie, niech Pan mnie nie bije tak mocno, chciałem tylko Pana oralnie zgwałcić, a to boli mniej, niż siniaki po sztachecie, którą Pan mnie uderza?

    Patrz wyżej: jestem zbyt sceptyczny i samolubny, by pójść na taki deal.

  31. Quasi
    04/01/2011 o 11:52 pm

    @ major WERSJA POPRAWIONA

    Zaraz, zaraz przecież już pisałeś, że jebanko to małe miki („Gwałcony cierpi krótko” a „ewentualne dalsze psychiczne cierpienia powikłaniowe to zasługa naszej parszywej kultury”), więc chyba w ogóle nie powinieneś rozważać, czy strach przed jebankiem może być większy, niż wstyd przed ewentualnego zdemaskowania swego skurwienia przed policjantem, bo raz, że przecież cały proces to byłaby dla Ciebie „ścieżka zdrowia”, a dwa, jeśli nie piśniesz słowa, to parszywa kultura w postaci policjantów nic Ci nie zrobi(nie wyśmieje, a ty się nie zawstydzisz), bo się nie dowie. Od razu więc powinieneś zakładać, że lepsze jebanko, niż o jebanku policji opowiadanie.

    Po pierwsze: Nie pisałem, że „małe miki”, tylko że znacząco mniejsze (zwłaszcza dla kobiety) niż wieloletnia odsiadka. Wolałbym jednorazowe jebanko niż kilka-kilkanaście lat w pierdlu (z perspektywą długiej serii jebanek), zwłaszcza gdybym był kobietą. A Ty nie?

    Po drugie: Jebanko, zwłaszcza w dupę i zbiorowo, można zorganizować mniej lub bardzij dolegliwie i wzbogacić je w dodatkowe atrakcje, takie jak bicie, tortury, zabójstwo. No i ofiara z reguły nie wie, co gwałciciel zamierza/może jej zrobić, więc się boi. Tak więc to co bym czuł zależałoby od tego, jak Nicpoń z kumplami by to zorganizowali. A priori nie da się tego przewidzieć, dlatego napisałem o dwóch skrajnych ewentualnościach.

    Po trzecie: Przecież pisałem, że jeśli nawet wydałbym psom, że zostałem napadnięty, to starałbym się jakoś ukryć fakt, że mnie wydymano. Policjantom na pewno nie opowiadałbym o jebanku. Mogłoby się wydać, ale nie musiałoby, zwłaszcza gdyby nicponie w swoim interesie trzymali języki za zębami.

    Po czwarte: Parszywa kultura działa nie tylko poprzez wstyd przed innymi, ale także poprzez wstyd przed samym sobą, przez zaniżanie samooceny. Jak u jakichś bulimiczek czy anorektyczek wierzących, że są za grube. Cwela może gnębić sama świadomość bycia cwelem, nawet jak nikt o tym nie wie – tzw. „wyrzuty sumienia” i „kompleksy”.

    Poza tym bezprawne wejście do Ciebie do domu jest przestępstwem. A ty przecież nie chcesz, żeby ktoś za przestępstwo cierpiał, więc może byś jednak ograniczyłbyś tortury wyrządzane koledze Arturowi. No i co w sytuacji, gdyby Cię znaleźli na ranczo i Nicponia? Chyba nie jesteś w stanie mi się przyznać, że bałbyś się bardziej jebanka, niż przyznania, że zostałeś porwany. To ciężkie przestępstwo, nie przesadzaj.

    BTW: Być może w przypadku ujawnienia najścia policjant mógłby się ograniczyć do pouczenia/pogrożenia.

    Jak już przyznałem, taki ze mnie kawał samolubnego skurwego syna, że wolę by kto inny cierpiał „duże miki” niżbym sam miał cierpieć „miki małe”. Dlatego w obronie nawet przed „małym miki” jestem skłonny po chamsku skazać napastnika na „duże miki” (np. kara za porwanie). W obronie, ale nie w zemście. Zemsta mnie nie interesuje (bo zaznanego „mikiego” mi nie cofnie) i brzydzi.

    Co do kary, to pełni ona różne funkcje. Oprócz zemsty, także funkcję prewencyjną, resocjalizacyjną czy izolacyjną. Tzw. bezwzględne pozbawienie wolności sprawcy (bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie) uważane jest właśnie za obronę członków danego społeczeństwa przed zbrodniami, które są wysoce prawdopodobne w przyszłości (patrz wieloletni członek gangu).

    Odnosiłem się do tego w podlinkowanym komentarzu.

    Jest taka słynna sprawa zabójstwa we Włoszczowej. Facet, wieloletni recydywista biegał z nożem po wsi i robił, co chciał. Czy rozważając dylemat konfliktu interesów cierpienia Twojego i sprawcy, dopuszczasz ewentualne wezwanie policji, jako swojego rodzaju obrony koniecznej przed recydywistą?

    Jako obronę przed spodziewaną napaścią (pod warunkiem, że naprawdę uważałbym ją za wysoce prawdopodobną i czułbym, że nie był bym w stanie ewentualnie obronić się sam) – tak, oczywiście. Jako zemstę – nie.

    No i co, gdy sprawca powie, niech Pan mnie nie bije tak mocno, chciałem tylko Pana oralnie zgwałcić, a to boli mniej, niż siniaki po sztachecie, którą Pan mnie uderza?

    Patrz wyżej: jestem zbyt sceptyczny i samolubny, by pójść na taki deal.

  32. cyncynat
    06/01/2011 o 7:35 am

    Quasi :
    BTW: Być może w przypadku ujawnienia najścia policjant mógłby się ograniczyć do pouczenia/pogrożenia.
    Jak już przyznałem, taki ze mnie kawał samolubnego skurwego syna, że wolę by kto inny cierpiał „duże miki” niżbym sam miał cierpieć „miki małe”. Dlatego w obronie nawet przed „małym miki” jestem skłonny po chamsku skazać napastnika na „duże miki” (np. kara za porwanie). W obronie, ale nie w zemście. Zemsta mnie nie interesuje (bo zaznanego „mikiego” mi nie cofnie) i brzydzi.

    Ja mam nieco odwrotnie: zemsta mnie nie brzydzi – choc przypisuje jej raczej negatywna wartosc – lekko brzydzi mnie natomiast wstyd. Wstyd bycia pokrzywdzonym widze jako jeden z paskudnych (by)produktow cywilizacji nicponi.

  33. Quasi
    06/01/2011 o 7:06 pm

    @ cyncynat

    Ja mam nieco odwrotnie: zemsta mnie nie brzydzi – choc przypisuje jej raczej negatywna wartosc – lekko brzydzi mnie natomiast wstyd.

    Zemsta to działanie (w odpowiedni sposób umotywowane i zracjonalizowane), natomiast wstyd to uczucie. Brydzą Cię ludzie czujący wstyd, czy sam fakt, że coś takiego jak wstyd istnieje?

    Ja uważam, że wstyd jest bardzo pożytecznym uczuciem (podobnie jak np. ból). Gorzej, jeśli włącza się wobec rzeczy nie tylko „niepożytecznych” i skłaniania ludzi do „niepożytecznych” zachowań.

    Wstyd bycia pokrzywdzonym widze jako jeden z paskudnych (by)produktow cywilizacji nicponi.

    Myślę, że wstyd z powodu własnej szeroko pojętej słabości (fizycznej, psychicznej, intelektualnej, ekonomiczno-społecznej etc.) oraz pogarda/poczucie śmieszności wobec słabości cudzej, a także to, co jest postrzegane jako „słabość” i jako „siła”, to rzeczy mocno odruchowe i wrodzone, dlatego kultura nicponi („klasizm” Orlińskiego to w sumie pewnie też jakaś forma tego nicponizmu) kształtuje się łatwo i jest niełatwa do wymazania.

  34. 09/05/2014 o 9:44 pm

    You need to be a part of a contest for one of the most useful sites on the internet.

    I am going to highly recommend this web site!

  1. 16/06/2014 o 6:18 pm
  2. 23/07/2014 o 4:59 am
  3. 27/07/2014 o 9:44 am
  4. 28/07/2014 o 4:53 am
  5. 07/08/2014 o 6:59 pm
  6. 07/08/2014 o 7:11 pm
  7. 08/08/2014 o 2:38 pm
  8. 08/08/2014 o 5:49 pm
  9. 08/08/2014 o 7:07 pm
  10. 08/08/2014 o 7:27 pm
  11. 08/08/2014 o 10:22 pm
  12. 12/08/2014 o 12:38 am
  13. 12/08/2014 o 6:14 am
  14. 13/08/2014 o 3:32 am
  15. 13/08/2014 o 4:25 am
  16. 13/08/2014 o 11:19 am
  17. 22/08/2014 o 5:26 pm
  18. 22/08/2014 o 6:10 pm
  19. 04/09/2014 o 1:51 am
  20. 05/09/2014 o 3:06 pm
  21. 06/09/2014 o 2:57 am
  22. 06/09/2014 o 9:19 pm
  23. 08/09/2014 o 4:58 pm
  24. 12/09/2014 o 12:56 am
  25. 17/09/2014 o 4:30 pm
  26. 19/09/2014 o 9:57 pm
  27. 21/09/2014 o 1:41 am
  28. 21/09/2014 o 3:34 am
  29. 21/09/2014 o 5:54 am
  30. 25/09/2014 o 12:24 am
  31. 25/09/2014 o 8:39 am

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: