Rok 2040

 

Na doroczną partię lizania fiutkóf lecieliśmy jakoś bez przekonania, a nawet dodałbym: w podłym nastroju, co też zdarzało się nam ostatnio nadspodziewanie często, by po staropolsku nie powiedzieć: nagminnie. Raz, że Janeczek zahitlerzył i przez pomyłkę ileś tam milionów dzieci w kiblu spuścił, bo, po tym, jak trzy dni wciągał, coś go mocno wzięło pragnienie, a pech chciał, że złapał z lodówki, co miał akurat pod ręką, no i się okazało, że dosłownie 4 duże probówki wydoił. Rzygał potem tymi zarodkami, aż się muszla zaróżowiła. Zmniejszasz swoją pulę genetyczną – śmiał się Johan, bo Johan już tak ma, że zawsze się musi przypierdolić. Dwa, znowuż Juruś, który akurat mógłby się odezwać, bo zawsze śmieszy, siedział cicho, jakby ktoś mu kredyt naliczył i wcale nie dziwne, trzy miesiące zbierał, aby sobie skórę na brąz zrobić, a tu zero, null, a nawet i może jeszcze jest bielszy, więc znowu nie wpuszczą go do muslinów, a tam prochy mają takie, że nic, tylko w dupę wsadzić. Ono Cię z domu wygna – znowuż śmiał się Johan i z naprawdę ochotą najwyższą dałbym mu w mordę, albo lepiej w potylicę (bo nie ukąsi), wszak – jak lubił zaczynać pradziad Jan –  mnie akurat mogłoby Ono przegnać i to raz na zawsze. Doprawdy, mieć tyle włosów na nogach to jak, nie przymierzając, jeść kartofle stopami. Ale też przestał Johan na chwilę, by za moment,  któryż to już raz, kurwa, znowuż udowadniać nam, że cały ten festiwal fiutkóf  ma głęboki sens, bo przecież, skoro nie ma różnicy czy z babką, czy z fiutkiem, to darmowy fiutek, niczym darmowy karnet do damskiego burdelu, które notabene już dawno poszły z torbami. Ponoć do Somalii. No i unikamy alienacji – dodawał i tu akurat miał rację, albowiem odkąd na masturbację wprowadzili podatek jakiś albo akcyzę, z początku tu i ówdzie, a potem już coraz gęściej, gnieździć się zaczęła masa pryszczatych gówniarzy, którzy publicznie, acz w osamotnieniu, robili swoje w zaułkach bram i pigalaków, krzycząc coś o wolności i walce z systemem. Życie wciąż spływała chodnikami – dodałbym dla efektu, gdyby nie smutna okoliczność, że zima trwa od dobrych lat kilkunastu i ni cholery nic na chodnikach nie widać. A miało być globalne ocieplenie. W każdym razie, mnóstwo teraz plemników odwiedza matkę ziemię, a płody rolne nabierają nowego znaczenia – zarechotał w swoim stylu Johan, prowadząc uczony wywód o alienacji, ale dostał w końcu w potylicę od Janeczka-Eichmana, bo ten coś nerwowo reagował na kolejne wzmianki o nasieniu i w ogóle. Widać jakiś syndrom poaborcyjny. Ale, jako marksista… – wciąż Johan przynudzał… jesteś produktem swojej klasy, więc marsz do lizania fiutkóf – dokończył za niego Juruś i jednym ruchem wypchnął go za drzwi.

Feministki tymczasem wiły się na szezlongach, energicznie nacierając podłużne strapony tłustą mandragorą. Zapowiadała się kolejna nudna i przewidywalna rocznica.

Reklamy
  1. 31/12/2010 o 12:20 pm

    Trochę podrasować i laur w konkursie Jankego na opowieść wigilijną miałbyś jak w ban…, przepraszam, w ZUS :)

  2. 31/12/2010 o 12:40 pm

    Heh, bo też owe psychiatryk-fiction wyczekiwanym dzieckiem jest naszej cywilizacji życia, amen.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: