Strona główna > felietonik > Karmienie monstrancją

Karmienie monstrancją

– Ścieli nas wszystkich – usłyszeli wreszcie. – Sąsiedzi. Mamę, tatę, braci też, i siostry. Było nas dziesięcioro. Jeszcze babcię, ciotkę i jej dzieci, wszystkich ośmioro. Leżałem pod nimi chyba tydzień. Bez ruchu, powietrza, wody. Piłem sok, który z nich spływał.

Książka Dzisiaj narysujemy śmierć odbiera mowę. Wobec przytaczanych świadectw Wojciecha Tochmana można tylko milczeć, bo cóż można powiedzieć? Że nam przykro? Że się wzruszyliśmy? Że to takie straszne? W ciągu 100 dni w Rwandzie Hutu zasiekli maczetami około miliona Tutsi. Miliona osób. W 100 dni. Kobiety Tutsi jeszcze gwałcono, wielokrotnie, dniami, tygodniami. Kobiety Hutu przyglądały się temu i dopingowały mężów. Nierzadko z dziećmi.

Wobec świadectw Tochmana należy milczeć, co nie znaczy, że nie należy ich przekazywać dalej. Nawet jeśli współodpowiedzialność Kościoła Katolickiego jest ledwie naszkicowana, bo przy dzisiejszym stanie wiedzy, ledwie naszkicowana być musi. Pech chciał, że przeczytałem dziś o karmieniu prezerwatywami dzieci w Afryce. I nie mogłem nie skojarzyć z fragmentem reportażu:

Prawda według księdza Stanisław Filipka (mieszka w Rwandzie i dzisiaj) w skrócie wygląda tak: Rwanda jest najgęściej zaludnionym krajem świata. I coś trzeba było z tym zrobić. Swiatowe koncerny produkujące prezerwatywy oraz występujące w ich interesie zachodnie rządy zwietrzyły w Rwandzie interes. Sprzedawać tu jak najwięcej kondomów. I pigułek, spirali. Trafiły na opór. Bo w Rwandzie silny jest Kościół katolicki i jego nauczanie. Uruchomiono więc machinę śmierci. Różnego rodzaje kampanie żeby stosować środki antykoncepcyjne. Kiedy i to się nie udało, świat wymyślił dla Rwandy ostateczne rozwiązanie. Ludobójstwo.

– To była zmowa – ksiądz Filipek patrzy na mnie wzrokiem śledczego, który przyłapał sprawcę na gorącym uczynku. – A wy teraz oskarżacie maluczkich!

– Ja…

– Niech Pan słucha! Na Giokondo mężczyznom obcinano uszy, wydłubywano im oczy i obcinano genitalia. Masz nie słyszeć, nie widzieć, nie płodzić. Mogła to wymyślić tylko cywilizacja śmierci.

– Ale ja…

– Wszystko co mam do powiedzenia na temat tamtych dni na Giokondo, napisałem w książce To, ty Emmo? Do widzenia Panu.

Ksiądz Stanisław Filipek wie o czym mówi. W końcu napisał o tym w książce ks. Jacka Waligórskiego. W Giokondo był naocznym świadkiem. I bohaterem. Schowany na terenie misji, zmawiając brewiarz, udawał że nie słyszy, jak polski żołnierz: Jerzy Mączka mówił, co się dzieje na skwerze przed jego Kościołem. Raz jednak wstał i poszedł na ratunek. Świętej monstrancji. Nikt z Hutu go nie zatrzymywał. Spokojnie wszedł do Kościoła i wyniósł to, co najważniejsze. Może dlatego, że w Rwandzie silny jest Kościół katolicki i jego nauczanie? A może dlatego, że biali księża zwykli sprzyjać Hutu? Więc dopóki się nie sprzeciwiali ścinaniu wysokich drzew, dopóty mieli spokój. Święty spokój. Po uratowaniu ciała Chrystusa, Hutu metodycznie zajęli się innymi ciałami. Ludzkimi. W szale cywilizacji śmierci próbowali wejść na teren misji, oddzielony od budynku kościoła. Ale ulegli przed księdzem. I tylko trzech z nich przeszukało zakamarki. Nie znaleźli siostry Balancily ukrytej się w szafie. Ksiądz Filipek pisze, że oparł się o drzwi tej właśnie szafy, gdy poszukiwali Tutsi.

– Poszedłem do księży – mówi Mączka. – Ale oni nie zamierzali nawet nosa za próg wychylić. Powiedziałem do Filipka: chodź Staszek, mamy rannych, pomóż nam ich opatrywać. Za piętnaście lat ktoś Cię zapyta, jak się dzisiaj zachowałeś. Ja Ci zrobię zdjęcie, będzie jak znalazł. Będziesz mógł się pochwalić.

Dziś Jerzy Mączka pokazuje to zdjęcie. A ksiądz Stanisław Filipek pisze: „Nie zapomnę, jak w rogu podwórka pod zadaszeniem opatrywałem Emmanuela z Giokondo”.

 

Zdaniem Wojciecha  Tochmana najczęstszą, katolicką  interpretacją ludobójstwa w Rwandzie jest obecność szatana. Bo to on miał mordować, nie ludzie. Ci przychodzą zaś dziś do Kościoła i zamiast spowiedzi, poddają się egzorcyzmom. Jak nie trudno zauważyć, od opętanego przez szatana, nikt rachunku sumienia nie zażąda.

Advertisements
  1. 02/12/2010 o 5:59 pm

    Mączka nie był w Gikondo nawet uzbrojony, co daje ciekawe wyobrażenie o podówczesnym realizmie tych, którzy decydowali o tym jak funkcjonować mają siły pokojowe Narodów Zjednoczonych. Ratował dzieciaki przed Interahamwe ojciec Zdzisław Olejko jednak mu się nie udało. Zgadzam się, że zapowiedź książki Tochmana odbiera mowę. Podobnie jak na przykład biografia Stefna Stećia.

  2. 02/12/2010 o 11:47 pm

    Wszystkie te misje wojskowo-rozjemczo-pokojowe jakieś tam to tchórzostwo i koniunkturalizm tak niepojęty, że aż opadają ręce.

  3. 04/12/2010 o 1:48 am

    A tak na marginesie to od śmierci Kapuścińskiego mamy w polskiej literaturze/ dziennikarstwie kilka reportaży absolutnie dorównujących „Szachniszachowi” na przykład, a może ten poziom nawet przebijający (vide ostatnia książka Jagielskiego).

  4. Andrzej
    22/02/2011 o 3:14 pm

    Jeśli szatan istnieje, a istnieje to Pan Tochman powinien poddać się egzorcyzmom.
    Jeśli zaś chodzi o gazetę która to opublikowała, to jestem pewien że straciła w oczach wielu czytelników.
    Zamiast oczerniać zróbcie coś dobrego! to się nazywa dobry uczynek.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: