Strona główna > felietonik > O pewnej konieczności

O pewnej konieczności

 

Rozpocznę od dwóch symbolicznych obrazków z naszej politycznej popkultury. Jest początek lat dziewięćdziesiątych, Adam Michnik, bohater i męczennik demokratycznej opozycji, pije bruderszaft z generałem Jaruzelskim. Kilka lat później jego polityczny przeciwnik, Ludwik Dorn – w czasach PRLu student torturowany przez milicję – przyjmuje defiladę batalionów prewencji. Solidarnościowi politycy lubią władzę. Szczególnie lubią mundury. Policjanci są dla nich ludźmi honoru (Michnik), a dyskurs prawa karnego jest językiem ich rządów (Dorn). Trzeba przyznać, że obaj wiele się od swoich nowych przyjaciół nauczyli. Michnik wytacza dzisiaj krytykującym go dziennikarzom procesy sądowe. Dorn chciał niedawno wziąć strajkujących lekarzy w kamasze.

Każdemu moraliście na widok tych obrazków powinno zbierać się na mdłości. Oto odwieczna miłość ofiar do własnych katów. Pierwotna namiętność władzy. Erotyczna fascynacja pałką policyjną. Ja nie chcę jednak moralizować. Wręcz przeciwnie, widzę w zachowaniach solidarnościowych polityków głęboką mądrość i przenikliwość. Rozpoznali oni bardzo szybko istotę społeczeństwa, którym przyszło im rządzić. I dokonali tych rozpoznań wbrew tym wszystkim kłamstwom, których pełne były nasze głowy w latach osiemdziesiątych. Wtedy polscy inteligenci wierzyli, że na tak zwanym „Zachodzie” panuje demokracja, że są to „społeczeństwa obywatelskie”, wspólnoty ludzi wolnych. Kiedy ten system wreszcie u nas nastał, okazało się, że mamy do czynienia z nowym systemem niewolniczym, choć tym razem jest to niewolnictwo bez panów. Zamiast obywatelskiej wspólnoty – tępa drzemka telewidzów, zamiast wolności – konsumpcja. Kultura wysoka zepchnięta na margines życia i zastąpiona bełkotem popkultury. Szkolnictwo, którego celem nie jest wyzwolenie człowieka, lecz wychowanie fachowców – najlepiej od marketingu – a tak naprawdę izolacja młodocianych, którzy stanowią zawsze element wywrotowy, niebezpieczny dla stabilności społecznej.

To właśnie w tym kontekście kulturowym i politycznym trzeba widzieć renesans marksizmu, którego świadkami jesteśmy obecnie. (…)

Jeśli tak popatrzeć na naszą historię intelektualną ostatnich lat kilkunastu, to powrót do Marksa wpisuje się w stosunkowo spójną sekwencję wydarzeń. Podstawowym faktem jest klęska duchowa solidarnościowej rewolucji. Naturalną reakcją na tę klęskę: odwrócenie się ludzi młodych od solidarnościowych moralistów, którzy okazali się – w najlepszym wypadku – niepotrzebni. Dam tu dwa przykłady. Żyjemy w świecie, w którym dyskurs personalistyczny stał się najważniejszym narzędziem kłamstwa i zniewolenia. Każdy telewidz jest szczególny i wyjątkowy. Firmy organizują szkolenia pracowników pod czujnym okiem psychologów, którzy uczą, jak dbać o indywidualne potrzeby klienta. W tym właśnie świecie Karol Wojtyła uczył o wartości osoby, dbając – powiedzmy to do końca – o indywidualne potrzeby wiernych. I jeszcze jeden przykład. Żyjemy w świecie, w którym władza techniki przekracza granice natury – tworząc zwierzęta transgeniczne, naturalne artefakty – a z drugiej strony telewizja na masową skalę produkuje realne fikcje, nowe mity. I produkcja ta, nad którą nikt nie panuje, wydaje się stopniowo przybierać jakąś naturalną, przyrodniczą, postać. W tym właśnie świecie Leszek Kołakowski zmagał się z problemem różnicy pomiędzy rozumem a mitem, pokazując pragmatyczną, użytkową, wartość mitu. Tak jakby wciąż trwał wiek XVIII i jakby granica pomiędzy naturą a kulturą, rozumem a fantazmatem, użytkiem a rozrywką nie została w zasadniczy sposób zachwiana.

„Tylko radykałowie są ciekawi” Wawrzyniec Rymkiewicz

 

Wawrzyniec Rymkiewicz musi być bystry. W końcu, jeśli jest się naczelnym Kronosu – być może najciekawszego kwartalnika ostatnich lat – nie można być durniem. Nawet jeśli się pracowało dla Frondy i nawet jeśli się publikuje teksty tak mimowolnie parodystyczne jak ten (naprawdę polecam). Ale Wawrzyniec Rymkiewicz ma problem. Nie jest to problem tylko Rymkiewicza, jest to problem całej kultury wysokiej, która ubolewa nad „utratą wspólnoty”  i z wyższością patrzy na „bełkot popkultury”. Gdy myślę o utracie wspólnoty przywołuję Raymond Arona, który, jako „Widz i uczestnik”, opowiadał o względnej wspólnocie  okupowanej Francji. I o podziałach po wyzwoleniu (Le Monde czy Le Figaro?). Gdy myślę o „bełkocie popkultury”, czy też „konsumpcji” stają mi przed oczyma dwa obrazy. Stefan Kisielewski lecący do Zakopanego perelowskim LOT-em, by wreszcie w spokoju dokończyć powieść. I Thomas. Stearns  Eliot pracujący w banku, bo z dłubaniny nad „Ziemią jałową” nie dało się wyżyć w kapitalistycznym Londynie. Kisielewski żył w kraju bez popkultury, ale z pewną, oczywistą duchową wspólnotą. Elliot dokładnie odwrotnie, wartości dosłownie rozpadały się w rękach, a świat kończył „skomleniem” Beatlemanii. Śmiem twierdzić, że, mimo wszystko, Eliot miał jednak lepiej. Cokolwiek by bowiem o popkulturze nie sądzić,  jest o nią trudniej, niż o kulturę wysoką. To tylko pozorny paradoks, kultura wysoka zakłada elitarność, więc karmi się ledwie garstką talentów. Kultura popularna, jak każde rzemiosło, hołduje powszechności, stąd o (zadowalający) poziom standaryzacji znacznie trudniej. Tak jak trudniej było w państwie Rad, produkować standardowe śrubki, niż zorganizować koncert Szostakowicza. Tym samym jesteśmy już tylko krok, od nazwania „bełkotu popkultury” głosem wolności – tej warunkowej, rozumianej, jako przejście od totalizmu do demokracji. Ale też jednoczesne traktowanie jej jako miernika demokratycznej wolności, sprawia iż popkultura musi się nam jawić już jako konieczność. Albowiem, jeśli tak rozumianą wolność mierzy się popkulturą, to w krajach tak rozumianej wolności popkultura z definicji być musi. I nie ma od niej odwrotu. Stąd zawodzenie nad wypieraniem kultury wysokiej, przez bełkot z telewizora jest tylko niezrozumieniem mechanizmu na tyle oczywistego, że dającego się zauważyć (i przewidzieć) dosłownie we wszystkich krajach transformacji.

Ale to jeszcze nie wszystko. Jeśli walcząc z popkulturą, walczymy z rzeczywistą koniecznością, to odwagę takiej walki mieli poniekąd właśnie marksiści. Zresztą najczęściej powtarzanym zarzutem jest fakt, iż śmieli się przeciwstawić obiektywnym, wolnorynkowym (kapitalistycznym) prawom ekonomicznym. Śmieli przeciwstawić czemuś na kształt grawitacji. Jako radykałowie, podważający liberalny porządek, bywają marksiści ciekawi, ale w tak skonstruowanym świecie pełnią już tylko rolę harcowników na rubieżach liberalnego imperium. Hasanie wszelkich radykałów jednak szybko się kończy, gdy skrzydlata myśl  zderzy się z przyziemnym działaniem, nie tylko w postaci pięści w pysk na 11 listopada, ale zwyczajnego pozwu od Adama Michnika.

Marksiści oczywiście wrócą, całkiem naturalnie wypełnią wyrwę, która – jak zauważył Andrzej Walicki – pojawiała się na początku lat 90-tych niemal na wszystkich polskich uniwersytetach. Ale jeśli dla postronnego obserwatora z Kronosu,  ów powrót ma stanowić coś więcej, niż tylko pusty gest zwietrzałego romantyzmu, to warto podkreślić, iż nie da się jednocześnie hołubić kontestatorów i uwypuklać utopijnego charakteru ich działalności. A z kolei owej utopijności nie kwestionując (fragmentarycznie, ale jednak) afirmujemy rzeczywistość, potocznie zwaną również „bełkotem popkultury”.

Reklamy
  1. vHF
    26/11/2010 o 10:09 am

    Ten zalinkowany tekst jest naprawde niezly. Posluchajcie tego:

    Lechowi Kaczyńskiemu przyszło jednak żyć w nowych czasach. I trzeba powiedzieć, że Lech Kaczyński tym nowym czasom sprostał. W nim i przez niego zarysowuje się bowiem nowa forma polska. Przekracza ona swoje dotychczasowe granice i znajduje nowy kształt i nową spójność. To właśnie nazywamy Wydarzeniem. Uchyla ono spory przeszłości i stawia nas przed nieznanymi horyzontami przyszłości.

    Zgaduje: prezydent mial w palacu nowy telewizor, nauczyl sie obslugiwac pilota, przybral na wadze ale sie z tym pogodzil, wszyscy byli zadowoleni, pani prezydentowa tez sie pogodzila i z telewizorem i z okraglutkim panem prezydentem, a na koniec kupili XBoxa?

  2. barista
    26/11/2010 o 10:15 am

    Bez wikipedii, więc może się myle, ale T.S. pracował nie w banku ale w wydawnictwie Faber & Faber. Z Ziemi Jałowej spoko by się utrzymał, ale miał mieszczańskie przekonanie, że trzeba mieć „day job” ;)

  3. Chevalier
    26/11/2010 o 12:46 pm

    „W końcu, jeśli jest się naczelnym Kronosu – być może najciekawszego kwartalnika ostatnich lat – nie można być durniem.”

    Można by wskazać ciekawsze. Nie większej pustoty nad bełkot niedorobionych filozofów, którzy na skróty chcieliby zostać Heglami czy Heideggerami.

  4. 26/11/2010 o 12:57 pm

    vHF :

    Ten zalinkowany tekst jest naprawde niezly. Posluchajcie tego:

    Lechowi Kaczyńskiemu przyszło jednak żyć w nowych czasach. I trzeba powiedzieć, że Lech Kaczyński tym nowym czasom sprostał. W nim i przez niego zarysowuje się bowiem nowa forma polska. Przekracza ona swoje dotychczasowe granice i znajduje nowy kształt i nową spójność. To właśnie nazywamy Wydarzeniem. Uchyla ono spory przeszłości i stawia nas przed nieznanymi horyzontami przyszłości.

    Zgaduje: prezydent mial w palacu nowy telewizor, nauczyl sie obslugiwac pilota, przybral na wadze ale sie z tym pogodzil, wszyscy byli zadowoleni, pani prezydentowa tez sie pogodzila i z telewizorem i z okraglutkim panem prezydentem, a na koniec kupili XBoxa?

    O owym „W nim i przez niego zarysowuje się bowiem nowa forma polska” chodzi chyba o to, że się golił i kawę pił z filiżanki.

  5. 26/11/2010 o 1:00 pm

    barista :

    Bez wikipedii, więc może się myle, ale T.S. pracował nie w banku ale w wydawnictwie Faber & Faber. Z Ziemi Jałowej spoko by się utrzymał, ale miał mieszczańskie przekonanie, że trzeba mieć „day job” ;)

    Żeby się utrzymał z „Ziemi jałowej” musiałby ją najpierw napisać:). Hemingway pisał, że dłubiąc przy Ziemi jałowej pracował Eliot w banku. Wiki potwierdza:)

  6. 26/11/2010 o 1:03 pm

    Chevalier :

    „W końcu, jeśli jest się naczelnym Kronosu – być może najciekawszego kwartalnika ostatnich lat – nie można być durniem.”

    Można by wskazać ciekawsze. Nie większej pustoty nad bełkot niedorobionych filozofów, którzy na skróty chcieliby zostać Heglami czy Heideggerami.

    Ale dają trochę tłumaczeń i przedruków (Schmitta, Benjamina, Schellinga), a że czasami wychodzi im takie zabawne pustosłowie, jak te zalinkowane, to mamy gratisowy lolcontent.

  7. adas
    26/11/2010 o 2:13 pm

    Nie wiem co to „Kronos”. A Panu Redaktorze słyszę po raz pierwszy. Ale podejmuje dwa moje ulubione obecnie tematy: popkulturę i „polskie rozumienie demokracji” (Zachodu?). Chwała mu za to!;)

    Kisielewski całe życie chciał być ponoć – nie, nawet nie literatem – kompozytorem, jako taki chciał zostać zapamiętany. I jak mu z tą kulturą wysoką wyszło?, pytanie do specjalistów. Muzycznych, a może i literackich. Jest pamiętany przecież z „popkultury”, bo szeroko dyskutowana felietonistyka imho gdzieś w tych okolicach znajdować się powinna.

    Lubie antykwariaty. Kupuję za grosze (no dobra, setki groszy) te moje Faulknery czy inne Latynosów, i nadziwić się nie mogę nakładom książek. I słucham opowieści, jak to te książki schodziły, a nawet były czytane, dyskutowane. A to trudna literatura jest, a jak nie trudna, to dla pasjonatów. A na półkach stała. Dlaczego? Snobizm PRLu? Mały wybór? Lepsze to od dzisiejszych monopolistycznych Empików?

    Jak jesteśmy przy Latynosach. Ktoś, pewnie wielu, napisał ze żeby zrozumieć dzisiejszy kapitalizm, trzeba by popodróżować po Ameryce Południowej. Nie mam zdania, nie stać mnie na takie wycieczki. Ale piszą też, że teologia tam stoi obok marksizmu, raczej nagannie tak piszą. Droga dla konserwatywnych rewolucjonistów?

  8. adas
    26/11/2010 o 2:14 pm

    off top

    Zaglądacie nadal na bloga Palikota? Za chwilę będzie bogiem w salonie, pardon, psychiatryku.

    Ciekawa strategia, bo atakowanie samca alfa w polityce sprawdza się rzadziej, niż by się chciało.

  9. 26/11/2010 o 3:01 pm

    Musisz ciekawe teksty pisać wtedy kiedy ja nie mam czasu na gadkę?

    Bom (przed)zagubiony w tłumaczeniu:)

  10. barista
    26/11/2010 o 5:06 pm

    Zanim został znany (i bogaty) to wiadomo. Ale potem też miał pracę nine-to-five i kojarzy mi się f&f, ale upierał się nie będę.

  11. cyncynat
    26/11/2010 o 7:38 pm

    Ciekawe skad to przekonanie, ze w bloku wschodnim nie bylo kultury masowej i bylo latwiej o „kulture wysoka”? Przeciez bylo dokladnie na odwrot: telewizor byl pelen socjalistycznej popkultury, fantastyka miala sie calkiem OK, a jak sie zylo Mandelsztamom i Brodskim to chyba nie musze przypominac?

  12. 26/11/2010 o 8:15 pm

    cyncynat :

    Ciekawe skad to przekonanie, ze w bloku wschodnim nie bylo kultury masowej i bylo latwiej o „kulture wysoka”? Przeciez bylo dokladnie na odwrot: telewizor byl pelen socjalistycznej popkultury, fantastyka miala sie calkiem OK, a jak sie zylo Mandelsztamom i Brodskim to chyba nie musze przypominac?

    Przekonanie bierze się stąd, że im dalej od komunizmu tym więcej popkultury. Historia ZSRR, podobnie jak PRL, to historia stopniowego odchodzenia od komunizmu. Dlatego „Czterej pancerni” nie mogłyby się pojawić w radzieckiej tv (czy raczej radiu) czasów jeżowszczyzny. A że z kolei ZSRR był bardziej nasycony komunizmem niż PRL, to też w PRL wychodził „Przekrój” jako okno na świat nie tylko dla rosyjskiej inteligencji. Poza tym robiąc analogię do śrubek, wyraźnie wskazałem, że chodzi też o względy jakościowe.

  13. cyncynat
    26/11/2010 o 9:25 pm

    „Kisielewski żył w kraju bez popkultury, ale z pewną, oczywistą duchową wspólnotą.”
    W bloku wschodnim, jak juz pisalem, byla kultura masowa. Od zatrzesienia. To o literature bylo w bloku wschodnim trudno. Nie mowie o czytaniu klasykow – mowie o pisaniu rzeczy nowych. Okres komunizmu to okres straconego czasu i straconych pokolen. Po wygasnieciu pokolenia urodzonych przed rewolucja, w literaturze „wysokiej” radzieckiej praktycznie niczego nowego sie nie dzialo. A popkultura w literaturze kwitla. Kryminaly, fantastyka, powiesci wojenne – tego bylo mnostwo. Bo jednym z elementow powiesci jaki sztuki jest zetkniecie czytelnika z tzw kondycja ludzka – co bylo postrzegane jako dzialalnosc wywrotowa w socrealizmie, bo owa kondycja nigdy nie przypominala oficjalna wersje rzeczywistosci. Popkultura – operujaca na kliszach i stereotypach – nigdy takiego problemu nie miala. Stad Kir Bulyczow i „Siedemnascie Mgnien Wiosny” byly mozliwe w socrealizmie, a Brodski – nie.

    „Cokolwiek by bowiem o popkulturze nie sądzić, jest o nią trudniej, niż o kulturę wysoką. ”
    „Kultura popularna, jak każde rzemiosło, hołduje powszechności, stąd o (zadowalający) poziom standaryzacji znacznie trudniej.”

    O Jezus Maria. Nie ma i nigdy nie bylo zadnego poziomu standaryzacji – w popkulturze tez *zaswsze* byl dobor. Na jedno popularne dzielo popkultury zawsze przypadalo mnostwo niewypalow. Kultura masowa to *biznes* rozrywki, stad jest blizszy i bardziej naturalny dla kapitalizmu. Co wcale nie znaczy ze przy komunie nie bylo glupiej rozrywki i juz zupelnie nie wynika z tego, ze bylo latwiej o sztuke „wysoka”. Ta druga czesc Twojego twierdzenia jest juz zupelnie glupia. I sprawdzic – ze glupia – jest dosc latwo. Ja potrafie podac podac radzieckie dziela popkultury, ktore sa popularne do dnia dzisiejszego i ktorych warsztat nie byl znaczaco gorszy od ich zachodnich odpowiednikow. Nie bylo tego duzo, ale bylo. A czy Ty potrafisz podac choc jednego poete radzieckiego na miare Mandelsztama czy Frosta – ktory by nie zostal ukatrupiony przez machinerie Rad (albo spierdolil na Zachod jak Milosz czy Brodski)? No to jak mozesz wygadywac to co wygadujesz?

    Z muzyka jest inaczej – chyba glownie dlatego, ze nie jest forma narracyjna. Ale zupelnie nie tak prosto jak zdajesz sie sugerowac. Pop-muzyki w komunizmie bylo od cholery. Nie da sie tego zrownowazyc jednym Szostakowiczem (ani Prokofiewym), ktory raz ze byl wychowany i tworzyl w czasach w ktorych o kulturze masowej jeszcze sie nie slyszalo, a dwa – byl zapieklym stalinista.

    I jeszcze te uwagi o Jezowie. :facepalm: I to ma byc argument na co? Jezow umarl kilkanascie lat zanim zostala wydana pierwsza w historii ksiazka o popkulturze.

    „Poza tym robiąc analogię do śrubek, wyraźnie wskazałem, że chodzi też o względy jakościowe.”

    No wiec podaj mi holubionych pisarzy w Kraju Rad na miare Salingera. Potrafisz? A ja Ci pokaze fantastow na miare Zlotej Ery Fantastyki i serial na miare Star Treka. Slucham uwaznie.

    PS
    A Eliot to nadete beztalencie na miare Szymborskiej. For the record.

  14. 26/11/2010 o 10:04 pm

    Już miałem się trzymać tej Twojej histerycznej konwencji, ale się uspokoiłem. Powtórzę więc jeszcze raz: Lenin ze Stalinem to kulminacja braku wolności, której jednym z przejawem jest brak popkultury, która w tym czasie powstawała w wolnych USA (pierwszy Superman rok 1938 – Stalin umarł w roku 1953.). Po śmierci Stalina następuje powolny demontaż systemu z przejściowym, krótkim zaostrzeniem kursu. Podobnie było w Polsce. Wraz z demontażem systemu (czy może bardziej jego odtajaniem) pojawia się pole dla popkultury. Kontrakt na „Złego” Tyrmanda, którego wcześniej za przysłowiowe „kolorowe skarpetki” szykanowano może służyć za moment przejściowy. Potem tych dzieł powstaje coraz więcej. Patrz Czarno Czarni, Czerwone gitary – obie niemożliwie w czasach stalinowskich. Niektóre weszły do kanonu klasyki.

    O sztukę wysoką było OCZYWIŚCIE łatwiej, jeśli rozumiesz ją jako muzykę klasyczną, filozofię klasyczną (w Polsce, począwszy od lat 50-tych wydrukowano niemal wszystkich filozofów w serii BKF – i sprzedawano całkiem tanio) czy właśnie filozofię klasyczną. Do tego w Polsce (a to głównie o niej był tekst) dochodzi jeszcze bardzo duży nakład poezji (z wyjątkiem tej politycznej rzecz jasna). We wspomnieniach Julii Hartwig, czy Marcina Króla charakterystyczne jest, że o tak rozumianą „kulturę wysoką” było stosunkowo łatwo i z rozrzewnieniem wspominają czasy, gdzie tomik dobrej poezji, czy filozofii nie kosztował krocie, podobnie jak bilety do teatru czy na koncerty. Herbert, Rymkiewicz byli drukowani bez problemu i tani jak barszcz.

    BTW Co do tego żenującego konkursu. Borys Pasternak – zdaniem Brodskiego jeden z 4 najlepszych poetów rosyjskich po epoce symbolistów.

  15. cyncynat
    26/11/2010 o 11:10 pm

    „. Powtórzę więc jeszcze raz: Lenin ze Stalinem to kulminacja braku wolności, której jednym z przejawem jest brak popkultury, która w tym czasie powstawała w wolnych USA (pierwszy Superman rok 1938 – Stalin umarł w roku 1953.). ”

    O tym wlasnie pisalem, popkultury w sensie takim jak jest pojmowana dzis za Stalina nie bylo nie z powodu wolnosci, lecz z powodu tego, ze dopiero raczkowala w swiecie kapitalistycznym. Pozniej zawitala rowniez i do Kraju Rad.

    „Wraz z demontażem systemu (czy może bardziej jego odtajaniem) pojawia się pole dla popkultury.”

    Jaki demontaz? Chcesz powiedziec, ze po Stalinie to juz tylko demontaz? Okres Stalina – jak juz pisalem – nie liczy sie glownie z tego powodu, ze popkultura na Zachodzie za Stalina raczkowala. Ale przeciez nie raczkowala z powodu Stalina.

    „O sztukę wysoką było OCZYWIŚCIE łatwiej, jeśli rozumiesz ją jako muzykę klasyczną, filozofię klasyczną”

    Halo? Filozofia nie jest sztuka. Muzyka klasyczna? Kogo tu masz na mysli jesli pominiemy pokolenie przed-popkulturowe (Szostakowicz, Prokofiev)?
    Literatura? Juz napisalem przeciez jak bylo. Na co odpowiedziales tak:

    „BTW Co do tego żenującego konkursu. Borys Pasternak – zdaniem Brodskiego jeden z 4 najlepszych poetów rosyjskich po epoce symbolistów.”

    Zaden zenujacy, chodzi przeciez o weryfikowalne fakty. Pasternak to rocznik 1890 – nalezal do tego wlasnie przedrewolucyjnego pokolenia o ktorym pisalem. Dziekuje, ze potwierdzasz moje tezy, a masz moze cos na potwierdzenie *swoich* tez?

  16. cyncynat
    26/11/2010 o 11:18 pm

    A poza tym wpadasz w orlinienie – ten tez zwiazkow jakosci popkultury z rozwarstwieniem. W III RP wysokie rozwarstwienie => chujowa popkultura, w Szwecji nizsze rozwarstwienie => lepsza popkultura. Zapomnial biedak o US of A.

    Ty, zdajesz sie, robic to samo, tyle ze zamiast rozwarstwienia podstawiasz wolnosc. Wydajny przemysl rozrywki => wolnosc. Denerwuja mnie takie kilometrowe uproszczenia, wiec ja o jakies tu argumenty prosze.

  17. cyncynat
    26/11/2010 o 11:42 pm

    A jednak zajmniemy sie tym anty-popkulturowym stalinizmem, bo troche edukacji w tym zakresie Tobie nie zaszkodzi. Zajmniemy sie wczesna rosyjska fantastyka.
    Dwie najbardziej znane postaci wczesnej fantastyki to Aleksiej Tolstoj i Aleksandr Grin.
    Aleksiej Tolstoj – jeden z pierwszych rosyjskich fantastow. Spokojnie sobie publikowal przez caly okres stalinizmu. Zero problemow.
    Aleksandr Grin – tez spokojnie publikowal az do smierci w 1932, w okresie 1941-1950 przestaly byc publikowane, ale ponownie wrocily do lask juz w 1950. Jego „Alyje parusa” to jedna z pierwszych powiesci fantasy w Rosji, najpierw opublikowana w 1922, a w 1960 powstal bardzo znany i lubiany radziecki film po tej powiesci.

    No i nie lyso Tobie?

  18. 26/11/2010 o 11:53 pm

    „O tym wlasnie pisalem, popkultury w sensie takim jak jest pojmowana dzis za Stalina nie bylo nie z powodu wolnosci, lecz z powodu tego, ze dopiero raczkowala w swiecie kapitalistycznym. Pozniej zawitala rowniez i do Kraju Rad.”

    „Jaki demontaz? Chcesz powiedziec, ze po Stalinie to juz tylko demontaz? Okres Stalina – jak juz pisalem – nie liczy sie glownie z tego powodu, ze popkultura na Zachodzie za Stalina raczkowala. Ale przeciez nie raczkowala z powodu Stalina.”

    Oczywiście, powolny, ale już demontaż. Zjazd w dół. Naprawdę sądzisz,że jakby Stalin żył, to by popkultura zawitało do kraju rad? Ale zamień sobie ZSRR Stalina na obecną Korę Północną. I jak tam z popkulturą? Dużo Star Treków?

    „Halo? Filozofia nie jest sztuka. Muzyka klasyczna? Kogo tu masz na mysli jesli pominiemy pokolenie przed-popkulturowe (Szostakowicz, Prokofiev)?
    Literatura? Juz napisalem przeciez jak bylo. Na co odpowiedziales tak:”

    He, he wyłączyłeś już klasykę całą literatury, teraz wyłączasz filozofię. A widzę, że i poetów sprzed rewolucji również wyłączasz. A i jeszcze Szostakiewicza, bo to stalinista. No coraz lepiej. Brawo.

    BTW, odpowiedziałem m.in. tak:

    „dochodzi jeszcze bardzo duży nakład poezji (z wyjątkiem tej politycznej rzecz jasna). We wspomnieniach Julii Hartwig, czy Marcina Króla charakterystyczne jest, że o tak rozumianą „kulturę wysoką” było stosunkowo łatwo i z rozrzewnieniem wspominają czasy, gdzie tomik dobrej poezji, czy filozofii nie kosztował krocie, podobnie jak bilety do teatru czy na koncerty. Herbert, Rymkiewicz byli drukowani bez problemu i tani jak barszcz.”

    Jesteś w stanie zrozumieć, że jeśli nie dotykałeś polityki, to mogłeś być publikowany w Twórczości, czy mieć sławę Stachury. Mogłeś wydawać wiersze jak Herbert, Rymkiewicz, opowiadania jak Iwaszkiewicz, powieści grube, chude, zajmować się mitologią grecką, albo historią średniowiecza. Mogłeś też tłumaczyć w PIWie klasykę (te prawdziwą, jedyną czyli uwaga, uwaga O CZŁOWIEKU). Jesteś w stanie zrozumieć, że życie i status pisarzy (nie licząc tzw, politycznych) był o niebo lepszy niż teraz, tak jak i nakład i znaczenie ich twórczości. Stąd tak duże ryzyko przejścia na drugą stronę.

    „Zaden zenujacy, chodzi przeciez o weryfikowalne fakty. Pasternak to rocznik 1890 – nalezal do tego wlasnie przedrewolucyjnego pokolenia o ktorym pisalem. Dziekuje, ze potwierdzasz moje tezy, a masz moze cos na potwierdzenie *swoich* tez?”

    O matko, żebyś tak nie krzyczał i nie tupał nogą, teraz muszę Ci znaleźć kogoś, kto się urodził po 1917, nie był stalinistą (jak Szostakowicz), nie ubili go w kazamatach. Zważywszy na to, że „komunizm” trwał w Rosji 50 lat, a pisarze „pokroju Mandelsztama” powinni mieć jakieś 30 lat wychodzi mi, że musieli debiutować tuż po wojnie i wówczas być hołubionym. No cóż, odpada Płatonow, Bułhakow, cholera może chociaż jako kultura wysoka być Okudżawa albo Wysocki, czy też źle, bo coś tam, coś tam.

  19. 26/11/2010 o 11:56 pm

    cyncynat :

    A jednak zajmniemy sie tym anty-popkulturowym stalinizmem, bo troche edukacji w tym zakresie Tobie nie zaszkodzi. Zajmniemy sie wczesna rosyjska fantastyka.
    Dwie najbardziej znane postaci wczesnej fantastyki to Aleksiej Tolstoj i Aleksandr Grin.
    Aleksiej Tolstoj – jeden z pierwszych rosyjskich fantastow. Spokojnie sobie publikowal przez caly okres stalinizmu. Zero problemow.
    Aleksandr Grin – tez spokojnie publikowal az do smierci w 1932, w okresie 1941-1950 przestaly byc publikowane, ale ponownie wrocily do lask juz w 1950. Jego „Alyje parusa” to jedna z pierwszych powiesci fantasy w Rosji, najpierw opublikowana w 1922, a w 1960 powstal bardzo znany i lubiany radziecki film po tej powiesci.

    No i nie lyso Tobie?

    I nie prawda, że w ZSRR nie było śrubek, bo jak nie było, jak budowali taaakie wielkie budowle.

  20. 27/11/2010 o 12:04 am

    cyncynat :

    A poza tym wpadasz w orlinienie – ten tez zwiazkow jakosci popkultury z rozwarstwieniem. W III RP wysokie rozwarstwienie => chujowa popkultura, w Szwecji nizsze rozwarstwienie => lepsza popkultura. Zapomnial biedak o US of A.

    Ty, zdajesz sie, robic to samo, tyle ze zamiast rozwarstwienia podstawiasz wolnosc. Wydajny przemysl rozrywki => wolnosc. Denerwuja mnie takie kilometrowe uproszczenia, wiec ja o jakies tu argumenty prosze.

    No Ty wpadasz w antyorlinienie (i stąd ta, doprawdy, zadziwiająca wściekłość i epitety) i antyrusofobiczność (że niby kraj białych niedźwiedzi, a przecież Strugaccy byli).Cały czas staram Ci się wytłumaczyć pewien trend (nie jednostkowe przypadki), zmianę ciężaru od kultury wysokiej po popkulturę. Od paternalistycznych wzorców, które są odgórnie narzucane w totalizmie (cała naród czyta Lwa Tołstoja i Turgeniewa), po powszechny, mało wyrafinowany hedonizm znajdujący ujście w popkulturze.

    Istotą mojego tekstu jest teza, że ZMIANA TRENDU musiała nastąpić i było to koniecznością. Co można było zaobserwować wraz z powolnym upadkiem komunistycznej idei.

  21. cyncynat
    27/11/2010 o 12:12 am

    „Oczywiście, powolny, ale już demontaż. Zjazd w dół. Naprawdę sądzisz,że jakby Stalin żył, to by popkultura zawitało do kraju rad? Ale zamień sobie ZSRR Stalina na obecną Korę Północną. I jak tam z popkulturą? Dużo Star Treków?”

    A duzo tam Mandelsztamow? Anyway, co my o K. Polnocnej wiemy? Chyba niewiele, wiec trzymajmy sie Europy Wschodniej.

    A o Star Trekach w ZSRR juz pisalem: fantastyka za Stalina miala calkiem OK, a seriale z lat 60 w ZSRR (przeciez za Stalina zadnych Star Trekow nie bylo nawet w USA) byly na calkiem calkiem poziomie. Przyklad: „Siedemnasie Mgnien Wiosny”.

    „He, he wyłączyłeś już klasykę całą literatury, teraz wyłączasz filozofię.”

    Nie, no. Ty na serio uwazasz filozofie za sztuke?! Filozofia to kultura „wysoka”, ale nie sztuka. Podobnie nauka to kultura, ale nie sztuka.

    A poza tym, no pochwal sie jakich znanych radzieckich filozofow znasz.

    „A widzę, że i poetów sprzed rewolucji również wyłączasz. A i jeszcze Szostakiewicza, bo to stalinista. No coraz lepiej. Brawo.”

    Wylaczylem pokolenie urodzonych 20-30 lat przed rewolucja. To bylo niesamowicie zdolne pokolenie, zupelnie zmarnotrawione. Przewaznie gnojone przez komune przeciez. Mozesz oczywiscie wyciagnac Szostakiewicza, ale ilu takich bylo? Jeden. Dwa? Reszta zgnila.

    „Jesteś w stanie zrozumieć, że jeśli nie dotykałeś polityki, to mogłeś być publikowany w Twórczości, czy mieć sławę Stachury. Mogłeś wydawać wiersze jak Herbert, Rymkiewicz, opowiadania jak Iwaszkiewicz, powieści grube, chude, zajmować się mitologią grecką, albo historią średniowiecza. Mogłeś też tłumaczyć w PIWie klasykę (te prawdziwą, jedyną czyli uwaga, uwaga O CZŁOWIEKU). Jesteś w stanie zrozumieć, że życie i status pisarzy (nie licząc tzw, politycznych) był o niebo lepszy niż teraz, tak jak i nakład i znaczenie ich twórczości. Stąd tak duże ryzyko przejścia na drugą stronę.”

    Nie dyskutowalem z takim postawieniem sprawy. To jednak nie to samo od czego zaczales.

    „O matko, żebyś tak nie krzyczał i nie tupał nogą, teraz muszę Ci znaleźć kogoś, kto się urodził po 1917, nie był stalinistą (jak Szostakowicz), nie ubili go w kazamatach. Zważywszy na to, że „komunizm” trwał w Rosji 50 lat, a pisarze „pokroju Mandelsztama” powinni mieć jakieś 30 lat wychodzi mi, że musieli debiutować tuż po wojnie i wówczas być hołubionym. No cóż, odpada Płatonow, Bułhakow, cholera może chociaż jako kultura wysoka być Okudżawa albo Wysocki, czy też źle, bo coś tam, coś tam.”

    Przyklad Pasternaka w roli tego holubionego artysty, jest przeciez niedorzeczny. Kto go tam holubil. Owszem byl jednym z niewielu poetow pokolenia przedrewolucyjnego, ktorych rezim nie zameczyl do smierci. I to podajesz jako przyklad na teze, ze „za komuny sztuka wysoka byla uprzywiliowana”?
    A to Platonow i Bulgakov byli holubieni? Nie byli rozstrzelani, z tym sie zgodze.

  22. cyncynat
    27/11/2010 o 12:13 am

    galopujący major :

    cyncynat :
    A jednak zajmniemy sie tym anty-popkulturowym stalinizmem, bo troche edukacji w tym zakresie Tobie nie zaszkodzi. Zajmniemy sie wczesna rosyjska fantastyka.
    Dwie najbardziej znane postaci wczesnej fantastyki to Aleksiej Tolstoj i Aleksandr Grin.
    Aleksiej Tolstoj – jeden z pierwszych rosyjskich fantastow. Spokojnie sobie publikowal przez caly okres stalinizmu. Zero problemow.
    Aleksandr Grin – tez spokojnie publikowal az do smierci w 1932, w okresie 1941-1950 przestaly byc publikowane, ale ponownie wrocily do lask juz w 1950. Jego „Alyje parusa” to jedna z pierwszych powiesci fantasy w Rosji, najpierw opublikowana w 1922, a w 1960 powstal bardzo znany i lubiany radziecki film po tej powiesci.
    No i nie lyso Tobie?

    I nie prawda, że w ZSRR nie było śrubek, bo jak nie było, jak budowali taaakie wielkie budowle.

    No ja Ci srubki pokazalem, takie znane srubki. A co Ty mi pokazales?

  23. cyncynat
    27/11/2010 o 12:18 am

    galopujący major :

    cyncynat :
    A poza tym wpadasz w orlinienie – ten tez zwiazkow jakosci popkultury z rozwarstwieniem. W III RP wysokie rozwarstwienie => chujowa popkultura, w Szwecji nizsze rozwarstwienie => lepsza popkultura. Zapomnial biedak o US of A.
    Ty, zdajesz sie, robic to samo, tyle ze zamiast rozwarstwienia podstawiasz wolnosc. Wydajny przemysl rozrywki => wolnosc. Denerwuja mnie takie kilometrowe uproszczenia, wiec ja o jakies tu argumenty prosze.

    No Ty wpadasz w antyorlinienie (i stąd ta, doprawdy, zadziwiająca wściekłość i epitety) i antyrusofobiczność (że niby kraj białych niedźwiedzi, a przecież Strugaccy byli).Cały czas staram Ci się wytłumaczyć pewien trend (nie jednostkowe przypadki), zmianę ciężaru od kultury wysokiej po popkulturę. Od paternalistycznych wzorców, które są odgórnie narzucane w totalizmie (cała naród czyta Lwa Tołstoja i Turgeniewa), po powszechny, mało wyrafinowany hedonizm znajdujący ujście w popkulturze.
    Istotą mojego tekstu jest teza, że ZMIANA TRENDU musiała nastąpić i było to koniecznością. Co można było zaobserwować wraz z powolnym upadkiem komunistycznej idei.

    Ja dyskutuje z uogolnieniem dotyczacym rzekomej dysproporcji sztuki „wysokiej” i popkultury w komunie. Przypominam, ze dla wykazania falszywosci uogolnienia wystarczy jeden kontr-przyklad. Dlatego operuje na pojedynczych przykladach, bo ciezar ogolnego dowodu spoczywa na tym, kto formuluje ogolne wnioski – na Tobie.

  24. cyncynat
    27/11/2010 o 12:31 am

    O, mam jeszcze lepszy pomysl: porownajmy amerykanska literature (XX wiek) z literatura radziecka.
    Skoro w komunie latwiej o sztuke „wysoka”, a w USA latwiej o wolnosc i popkulture (a biedny Eliot pracuje w banku), to literatura radziecka powinna stlamsic literature amerykanska? Prawda? No popatrzmy: Nabokov pracuje na uczelni, bogaci sie na Lolicie, Frost zyje i spokojnie publikuje, Salinger, Updike, Bellow, Roth, Pynchon, Amis, Pound – wszyscy sie maja doskonale. A co z radziecka „wysoka” literatura? Pomozesz mi Majorze? Wskazales mi Pasternaka, ktorego szczuli, ale nie zabili. Masz inne rownie znakomite przyklady?

  25. 27/11/2010 o 12:35 am

    „A duzo tam Mandelsztamow? Anyway, co my o K. Polnocnej wiemy? Chyba niewiele, wiec trzymajmy sie Europy Wschodniej.”

    Obstawiam, że więcej Mandesztamów, niż Star Treków. Bo do bycia Mandelsztamemm wystarczy papier i ołówek, a właściwie zwykła pamięć do własnych wierszy. Mandelsztam jest elitarny, Star Treki nie. A produkcja masowa jest trudniejsza niż jednostkowa dłubanina, dlatego łatwiej o zdolnego Szostakowicza niż o efektywną produkcję śrubek. Tu się nie da przykryć talentem. Fakt, że w ZSRR w miarę odejścia do stalinizmu, pojawiała się popkultura, nic tu nie zmienia. Zresztą powszechne czytanie XIX wiecznych klasyków jest właśnie przejawem stawiania tyranów na bezpieczną „kulturę wysoką”. Podobnie z muzyką klasyczną, ale już nie wywrotową muzyką młodzieżową.

    „Przyklad Pasternaka w roli tego holubionego artysty, jest przeciez niedorzeczny. Kto go tam holubil. Owszem byl jednym z niewielu poetow pokolenia przedrewolucyjnego, ktorych rezim nie zameczyl do smierci. I to podajesz jako przyklad na teze, ze „za komuny sztuka wysoka byla uprzywiliowana”?
    A to Platonow i Bulgakov byli holubieni? Nie byli rozstrzelani, z tym sie zgodze.”

    Byłą bardzo uprzywilejowana, wystarczyło tylko służyć władzy. Dlatego Aleksy Tojstoj mógł ze Lwowa pociągami wywozić to, co nagrabił. A Pasternak rozmawiał przez telefon ze Stalinem. Który dziś pisarz rozmawia z Putinem? Gdyby tylko Pasternak został stalinistą i pisał o stalinie na takim poziomie, jak Szostakowicz robił muzykę, byłby hołubiony i słali by przed nim dywany. A wszystko dlatego, że jak pisałem, dla zrobienia kultury wysokiej wystarczy zebranie niewielkiego, elitarnego zespołu, który będzie wizytówką systemu. Dla popkultury, rozumianej jako dominująca rozrywka masowa – już nie.

  26. 27/11/2010 o 12:54 am

    cyncynat :

    O, mam jeszcze lepszy pomysl: porownajmy amerykanska literature (XX wiek) z literatura radziecka.
    Skoro w komunie latwiej o sztuke „wysoka”, a w USA latwiej o wolnosc i popkulture (a biedny Eliot pracuje w banku), to literatura radziecka powinna stlamsic literature amerykanska? Prawda? No popatrzmy: Nabokov pracuje na uczelni, bogaci sie na Lolicie, Frost zyje i spokojnie publikuje, Salinger, Updike, Bellow, Roth, Pynchon, Amis, Pound – wszyscy sie maja doskonale. A co z radziecka „wysoka” literatura? Pomozesz mi Majorze? Wskazales mi Pasternaka, ktorego szczuli, ale nie zabili. Masz inne rownie znakomite przyklady?

    Jezu Chryste, Ty rozumiesz „łatwiej o sztukę wysoką” (notabene w tekście było o kluturę wysoką, wciąż to wciskasz w brzuch) jako „łatwiej o lepszą kulturę”. O matko. Wytłumaczę jeszcze raz. Żeby Nabokov mógł pisać, musiał pracować, bo go Wujek Sam nie nakarmił. Żeby pracować mógł Erenburg, musiał wstać i napisać, że nie lubi burżujów. O chleb się już martwić nie musiał. Rozumiesz już? Dalej, żeby przeciętny amerykański badacz literatury dał sobie radę, musiał albo załapać się na jakieś stypendium, albo gdzieś pracować. Par,e lat temu był dobry o tym artykuł w Lampie. Żeby dał sobie radę badacz polski, musiał nie fikać i spokojnie odbierać pensję, a potem do Zakopanego itp., bo niemal wszystko było za darmo. Pisarz w kraju wolności to ZAWÓD jakich WIELE, pisarz w kraju nie-wolności to FUNKCJA POLITYCZNA. I dlatego łączą się z tym profity i kary. Rozumiesz już?

    BTW Pynchon i Salinger mają się doskonale? Stary, a co ty możesz o tym wiedzieć? Znasz ich życie prywatne?

  27. 27/11/2010 o 12:58 am

    cyncynat :

    galopujący major :

    cyncynat :
    A poza tym wpadasz w orlinienie – ten tez zwiazkow jakosci popkultury z rozwarstwieniem. W III RP wysokie rozwarstwienie => chujowa popkultura, w Szwecji nizsze rozwarstwienie => lepsza popkultura. Zapomnial biedak o US of A.
    Ty, zdajesz sie, robic to samo, tyle ze zamiast rozwarstwienia podstawiasz wolnosc. Wydajny przemysl rozrywki => wolnosc. Denerwuja mnie takie kilometrowe uproszczenia, wiec ja o jakies tu argumenty prosze.

    No Ty wpadasz w antyorlinienie (i stąd ta, doprawdy, zadziwiająca wściekłość i epitety) i antyrusofobiczność (że niby kraj białych niedźwiedzi, a przecież Strugaccy byli).Cały czas staram Ci się wytłumaczyć pewien trend (nie jednostkowe przypadki), zmianę ciężaru od kultury wysokiej po popkulturę. Od paternalistycznych wzorców, które są odgórnie narzucane w totalizmie (cała naród czyta Lwa Tołstoja i Turgeniewa), po powszechny, mało wyrafinowany hedonizm znajdujący ujście w popkulturze.
    Istotą mojego tekstu jest teza, że ZMIANA TRENDU musiała nastąpić i było to koniecznością. Co można było zaobserwować wraz z powolnym upadkiem komunistycznej idei.

    Ja dyskutuje z uogolnieniem dotyczacym rzekomej dysproporcji sztuki „wysokiej” i popkultury w komunie. Przypominam, ze dla wykazania falszywosci uogolnienia wystarczy jeden kontr-przyklad. Dlatego operuje na pojedynczych przykladach, bo ciezar ogolnego dowodu spoczywa na tym, kto formuluje ogolne wnioski – na Tobie.

    Niespotykana wcześniej wściekłość, przynajmniej na tym blogu, wskazuje że odreagowujesz jakieś traumy braku dyskusji z Orlińskim. Więc się na mnie wściekasz niejako zastępczo. Dziwna sprawa, no ale cóż, każdy ma swoje szajby.

  28. cyncynat
    27/11/2010 o 1:02 am

    galopujący major :
    „A duzo tam Mandelsztamow? Anyway, co my o K. Polnocnej wiemy? Chyba niewiele, wiec trzymajmy sie Europy Wschodniej.”
    Obstawiam, że więcej Mandesztamów, niż Star Treków. Bo do bycia Mandelsztamemm wystarczy papier i ołówek, a właściwie zwykła pamięć do własnych wierszy. Mandelsztam jest elitarny, Star Treki nie. A produkcja masowa jest trudniejsza niż jednostkowa dłubanina, dlatego łatwiej o zdolnego Szostakowicza niż o efektywną produkcję śrubek. Tu się nie da przykryć talentem. Fakt, że w ZSRR w miarę odejścia do stalinizmu, pojawiała się popkultura, nic tu nie zmienia. Zresztą powszechne czytanie XIX wiecznych klasyków jest właśnie przejawem stawiania tyranów na bezpieczną „kulturę wysoką”. Podobnie z muzyką klasyczną, ale już nie wywrotową muzyką młodzieżową.

    To jest zaledwie przyklad na to, ze radziecka wladza czula sie spokojnie ze starsza literatura. Dlaczego, dlatego, ze jesli odczytywac socjalnie literature zawsze mozna interpretowac jako krytyku ustroju. A jak ustroj krytykowala literatura carskiej Rosji? Chyba nie ZSRR.
    Trudnosci natomiast miala literatura, ktora powstawala w samym juz ZSRR. Chyba, ze byla to eskapiczna literatura – wtedy OK. Eskapizm to jednak cecha popkulturowej literatury, a nie „wysokiej”. Czyli nie masz racji.

    Byłą bardzo uprzywilejowana, wystarczyło tylko służyć władzy. Dlatego Aleksy Tojstoj mógł ze Lwowa pociągami wywozić to, co nagrabił. A Pasternak rozmawiał przez telefon ze Stalinem. Który dziś pisarz rozmawia z Putinem?

    A kto jest w dzisiejszej Rosji Pasternakiem? Poza tym: skad wiesz z kim rozmawia Putin?

    Gdyby tylko Pasternak został stalinistą i pisał o stalinie na takim poziomie, jak Szostakowicz robił muzykę, byłby hołubiony i słali by przed nim dywany.

    Alez wlasnie pisalem, ze to *niemozliwe*. Nie da sie tworzyc literatury na zamowienie ideologiczne. Mozna tworzyc jakis szajs, ale przeciez wtedy Pasternak by sie wykluczyl ze zbioru „wielkich poetow” i nie rozmawialibysmy o nim.

    A wszystko dlatego, że jak pisałem, dla zrobienia kultury wysokiej wystarczy zebranie niewielkiego, elitarnego zespołu, który będzie wizytówką systemu. Dla popkultury, rozumianej jako dominująca rozrywka masowa – już nie.

    Dla produkowania literatury popkulturowej tez wystarczy zespol ludzi. Wlasnie dlatego fantastyka Bloku Wschodniego byla na calkiem przyzwoitym (wzglednie amerykanskiej fantastyki) poziomie.

    Czego zupelnie nie da sie powiedziec o literaturze „wysokiej”.

  29. cyncynat
    27/11/2010 o 1:07 am

    galopujący major :

    cyncynat :

    galopujący major :

    cyncynat :
    A poza tym wpadasz w orlinienie – ten tez zwiazkow jakosci popkultury z rozwarstwieniem. W III RP wysokie rozwarstwienie => chujowa popkultura, w Szwecji nizsze rozwarstwienie => lepsza popkultura. Zapomnial biedak o US of A.
    Ty, zdajesz sie, robic to samo, tyle ze zamiast rozwarstwienia podstawiasz wolnosc. Wydajny przemysl rozrywki => wolnosc. Denerwuja mnie takie kilometrowe uproszczenia, wiec ja o jakies tu argumenty prosze.

    No Ty wpadasz w antyorlinienie (i stąd ta, doprawdy, zadziwiająca wściekłość i epitety) i antyrusofobiczność (że niby kraj białych niedźwiedzi, a przecież Strugaccy byli).Cały czas staram Ci się wytłumaczyć pewien trend (nie jednostkowe przypadki), zmianę ciężaru od kultury wysokiej po popkulturę. Od paternalistycznych wzorców, które są odgórnie narzucane w totalizmie (cała naród czyta Lwa Tołstoja i Turgeniewa), po powszechny, mało wyrafinowany hedonizm znajdujący ujście w popkulturze.
    Istotą mojego tekstu jest teza, że ZMIANA TRENDU musiała nastąpić i było to koniecznością. Co można było zaobserwować wraz z powolnym upadkiem komunistycznej idei.

    Ja dyskutuje z uogolnieniem dotyczacym rzekomej dysproporcji sztuki „wysokiej” i popkultury w komunie. Przypominam, ze dla wykazania falszywosci uogolnienia wystarczy jeden kontr-przyklad. Dlatego operuje na pojedynczych przykladach, bo ciezar ogolnego dowodu spoczywa na tym, kto formuluje ogolne wnioski – na Tobie.

    Niespotykana wcześniej wściekłość, przynajmniej na tym blogu, wskazuje że odreagowujesz jakieś traumy braku dyskusji z Orlińskim. Więc się na mnie wściekasz niejako zastępczo. Dziwna sprawa, no ale cóż, każdy ma swoje szajby.

    Sorry Majorze, jesli to odbierasz jako wscieklosc. Postaram sie spokojniej.
    (Poza tym, powstzymuj sie przed psychoanaliza: ja nigdy jakos nie mialem zadnej ochoty na dyskusje z WO. Czego przeciez nie da sie powiedziec o jego licznych „ofiarach” obecnych na tym blogu.)

  30. cyncynat
    27/11/2010 o 1:17 am

    galopujący major :

    cyncynat :
    O, mam jeszcze lepszy pomysl: porownajmy amerykanska literature (XX wiek) z literatura radziecka.
    Skoro w komunie latwiej o sztuke „wysoka”, a w USA latwiej o wolnosc i popkulture (a biedny Eliot pracuje w banku), to literatura radziecka powinna stlamsic literature amerykanska? Prawda? No popatrzmy: Nabokov pracuje na uczelni, bogaci sie na Lolicie, Frost zyje i spokojnie publikuje, Salinger, Updike, Bellow, Roth, Pynchon, Amis, Pound – wszyscy sie maja doskonale. A co z radziecka „wysoka” literatura? Pomozesz mi Majorze? Wskazales mi Pasternaka, ktorego szczuli, ale nie zabili. Masz inne rownie znakomite przyklady?

    Jezu Chryste, Ty rozumiesz „łatwiej o sztukę wysoką” (notabene w tekście było o kluturę wysoką, wciąż to wciskasz w brzuch) jako „łatwiej o lepszą kulturę”. O matko. Wytłumaczę jeszcze raz. Żeby Nabokov mógł pisać, musiał pracować, bo go Wujek Sam nie nakarmił. Żeby pracować mógł Erenburg, musiał wstać i napisać, że nie lubi burżujów. O chleb się już martwić nie musiał. Rozumiesz już? Dalej, żeby przeciętny amerykański badacz literatury dał sobie radę, musiał albo załapać się na jakieś stypendium, albo gdzieś pracować. Par,e lat temu był dobry o tym artykuł w Lampie. Żeby dał sobie radę badacz polski, musiał nie fikać i spokojnie odbierać pensję, a potem do Zakopanego itp., bo niemal wszystko było za darmo. Pisarz w kraju wolności to ZAWÓD jakich WIELE, pisarz w kraju nie-wolności to FUNKCJA POLITYCZNA. I dlatego łączą się z tym profity i kary. Rozumiesz już?
    BTW Pynchon i Salinger mają się doskonale? Stary, a co ty możesz o tym wiedzieć? Znasz ich życie prywatne?

    Ja nie wciskam w brzuch, lecz zawezam Twoja teze, co jest uprawnionym zabiegiem. Jesli np twiedzisz, ze wszystkie wrony sa zielone, to ja – by wykazac, ze nie masz racji – moge sie skupic na jednym gatunku wron. Podobnie skupiam sie na literaturze, choc w przypadku np nauki mozesz miec racje.

    Teraz piszesz o jakichs „badaczach literatury”, choc ja przeciez o tym akurat nie pisalem (i sie nie znam).

    Pisarz do hobby, a nie zawod. Zawodem moze sie stac, a moze nie.

    Teraz piszesz o funkcji politycznej. Ja nie twierdzilem, ze politycznym pisarzom bylo jakos zle w ZSRR, a jakos dobrze w USA. Ja pisalem o tych pisarzach, ktorzy traktowali swoja sztuke jako sztuke, a nie jako zawod. Zawodowym miernotom w ZSRR bylo latwiej – masz racje. Skad tylko masz pomysl by ich zaliczac do „kultury wysokiej”?

    Re: BTW. O Pynchonie i Salingerze wiem wystarczajaco, ze zyja sobie wolno, nikt ich nie przesladuje i ze calkiem sporo zarabiali na swoich ksiazkach. Wystarczy?

  31. cyncynat
    27/11/2010 o 1:19 am

    Errata: o Salingerze powinienem pisac w czasie przeszlym. Wiem, oczywiscie, ze juz nie zyje.

  32. 27/11/2010 o 1:20 am

    Z tym eskapizmem to powiedziałbym raczej odwrotnie. Ale nieważne. Otóż problem polega, że sprowadzamy sprawę do literatury, a tymczasem Szostakowicz, Eisentein, chór Aleksandrowa, rosyjski balet – pokazują coś zupełnie innego. Moje „łatwiej o kulturę wysoką” w totalizmie oznacza, że państwo tylko taką oferuje i nadaje jej oficjalny stempel. I nie dlatego, że kocha mecenat, ale dlatego, że taka kultura odpowiednio ocenzurowana jest o wiele bezpieczniejsza i łatwiejsza w dystrybucji.

  33. cyncynat
    27/11/2010 o 1:37 am

    Z baletem i kinem mozesz miec racje. Z literatura – nie. I nie masz chyba racji z tym, ze popkultura miala jakos inaczej: tez dostawala stempel i tez byla kontrolowana i finansowana. Byla gorsza, ale tez sztuka czesto tez byla gorsza. Malarstwo radzieckie to straszny kicz, takoz proza i poezja socrealistyczne.

    O eskapizmie: no np gatunek fantasy to czysty eskapizm, zupelnie latwy do ideologicznej kontroli.

  34. Koniec Polski Prawej
    27/11/2010 o 8:28 am

    A zakupiliście już „Wiersze polityczne” ,nowy wybór utworów Rymkiewicza?

    25 wierszy w tym „Do Jarosława Kaczyńskiego”, „Kiedy się obudziłem, Polski już nie było”, „Dla Ignacego Rymkiewicza” znalazło się w zbiorze „Wiersze polityczne” Jarosława Marka Rymkiewicza. Książka właśnie trafiła do księgarń.

    „Wiersze polityczne” to autorski wybór utworów Rymkiewicza z całej twórczości tego poety. Zbiór otwiera wiersz „Na śmierć nieznanego obywatela” z 1955 roku, a kończy utwór „Dla Ignacego Rymkiewicza (na jego pierwsze urodziny)” z lipca 2010 roku. W zbiorku znalazły się także takie wiersze jak „Mogiła Ordona” (1979), „Księżyc nad Wigrami” (sierpień 1980), „13 grudnia” (grudzień 1981), „Kiedy się obudziłem, Polski już nie było” (1982) a także opublikowany w „Rzeczpospolitej” w kwietniu tego roku wiersz „Do Jarosława Kaczyńskiego”.

    Książka opatrzona jest posłowiem pt. „Czego uczy nas Adam Mickiewicz?”, w którym autor – jako historyk literatury XIX wieku – objaśnia poetykę i tradycję polskiej poezji zaangażowanej, w którą sam się – jako poeta – wpisuje.

  35. peer2
    27/11/2010 o 9:06 am

    @Cyncynat
    „Po wygasnieciu pokolenia urodzonych przed rewolucja, w literaturze „wysokiej” radzieckiej praktycznie niczego nowego sie nie dzialo.”

    Strugaccy byli.
    Granica mięczy popkulturą a literaturą „wysoką” wcale nie jest taka oczywista.

  36. cyncynat
    27/11/2010 o 9:23 am

    peer2 :
    @Cyncynat
    „Po wygasnieciu pokolenia urodzonych przed rewolucja, w literaturze „wysokiej” radzieckiej praktycznie niczego nowego sie nie dzialo.”
    Strugaccy byli.
    Granica mięczy popkulturą a literaturą „wysoką” wcale nie jest taka oczywista.

    To jest temat na flame na kiedy indziej. Ja uwazam Strugackich za fantastow – wiec zaliczam ich tworczosc do popkultury.

  37. peer2
    27/11/2010 o 9:45 am

    @cyncynta

    Bułhakow też był fantastą. Mickiewicz w „Dziadach” też.

  38. cyncynat
    27/11/2010 o 5:43 pm

    peer2 :
    @cyncynta
    Bułhakow też był fantastą. Mickiewicz w „Dziadach” też.

    i dlatego mozna Strugackich mozna zlalezc na tej samej polce w sklepie co Mickiewicz i Bukgakov :D
    Krotko: nie.

  39. 23/07/2013 o 12:43 pm

    Today, I went to the beachfront with my kids. I found a sea shell
    and gave it to my 4 year old daughter and said „You can hear the ocean if you put this to your ear.” She placed the shell to her
    ear and screamed. There was a hermit crab inside and it pinched her ear.
    She never wants to go back! LoL I know this is entirely off topic but I had to tell someone!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: