Strona główna > felietonik > Polscy intelektualiści

Polscy intelektualiści

 

Nigdy nie czułem się tak dumny z siebie, jak w dniu, w którym przyjęto mnie na studia doktoranckie w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Było to równo dwadzieścia lat temu. Gdy wkrótce przyszło mi prowadzić swoje pierwsze ćwiczenia ze studentami, znalazłem się na szczycie swych marzeń. Prowadziłem je z zapałem, lecz i z duszą na ramieniu, bo zajęcia oznaczały wagary z planu „Listy Schindlera” Spielberga, gdzie zarabiałem jako „stacz”, czyli zastępca aktora na czas przygotowywania świateł i rekwizytów. Miałem stypendium (warte nieco więcej niż dzisiejsze tysiąc złotych), miałem z żoną pokoik w akademiku. Miałem się jak pączek w maśle. Mogłem pisać swoją drugą książkę w komfortowych warunkach. Pierwszą wystukałem na maszynie ustawionej na taborecie, siedząc na sedesie w łazience, w piwnicy. Bez stypendium. Studia doktoranckie były więc dla mnie awansem pod każdym względem, a jednocześnie najlepszym okresem młodości, kiedy dobrze mi się żyło, wiele się nauczyłem i sporo zrobiłem. Niewielu miało tak dobrze – dzisiaj statusem doktoranta otrzymującego stypendium cieszy się znacznie więcej ludzi. Niechaj nie narzekają. I niechaj nie narzekają i ci, którzy stypendium nie dostają. Nie może ich starczyć dla wszystkich.

Jan Hartman „Doktorant w maśle”

 

Nie znam intelektualisty, który by nie palił. Nie pamiętam ważnych, gęstych dyskusji, które nie odbywałyby się wśród papierosowego dymu, nawet przy wewnętrznym zakazie palenia, jaki narzucała gospodyni domu, a tak zwane „wyjścia na papierosa” przynosiły rewolucyjne myśli, pożądane kompromisy, spektakularne rozwiązania problemów. Papieros to kultura. Teraz ją „zamykamy”

Magdalena Środa „Prawo do papierosa”

 

„Prawdę mówiąc od pierwszej mojej wyprawy do północnej Afryki mam pewną słabość do małych Arabek. rCzarodziejkir0;r30; – powiedział o nich Adam rano przy promie, kiedy dziewczynka może dwunastoletnia, z figlarnie opartą na biodrze ręką patrzyła na niego z żarem, przed którym nie ma ucieczki. To dobre słowo, czarodziejki. W Dajr al-Madinie odnalazłem wśród oblepiających mnie dzieci takie śliczne małe zwierzątka. Miałem w portfelu kilka banknotów. Może trzy funty. W hotelu dwudziestopięciofuntówki. Je uszczęśliwia funt, nawet dwadzieścia pięć piastrów. Przychodziły mi do głowy myśli występne, że za dwudziestkę mógłbym taką pachnącą miodem, śniadą dziewczynkę wziąć do swojego hotelu i pieścić przez wiele godzin. Świństwo, ale potworną miałem na to wówczas ochotę.”

 

„Zawsze uważałem, że w pragnieniu białych mężczyzn, by posiąść czarne kobiety, jest pewna prawidłowość. Nie wydaje mi się jednak, by chodziło tu o tak lubiany przez seksuologów, jak i historyków motyw dominacji. Widzę tę siłę raczej jako atawizm. Jako sublimację żądzy spółkowania ze zwierzętami. Tak czuł to również znakomity francuski artysta Jean Paul Goude. Jego Murzynki na fotografiach komputerowych, to były klacze, to były zamknięte w klatkach drapieżniki. Czarne dziewczyny w Afryce są prawie zawsze dzikie. Jest to wynik wychowania w społeczeństwie zbudowanym na męskim przywódcy stada. Tak żyją lwy i goryle, tak żyją plemiona Czarnej Afryki. Ich dziewczęta mają wpisaną genetycznie nieufność. Są płochliwe jak małe antylopy, choć urodę dziedziczą po wielkich kotach. Nie nadają się do oswojenia. Mówią innym językiem nawet wtedy, kiedy używają tych samych co my słów. Najczęściej jednak nie mówią w obecności mężczyzn. Łaszą się. Albo polują, jak lwice. Takim polowaniem jest afrykańska prostytucja. Seks dla większości Afrykanek to jedyna radość życia. Używają go w sposób równie naturalny i spontaniczny jak zwierzęta. Jeśli nie pracują i nie kochają się – nuda je zabija. Często więc łączą te zajęcia. Ich prostytucja nie jest konsekwentna. Biorą pieniądze wtedy, kiedy ich potrzebują. Czasem proszą jedynie o śniadanie. Częstokroć proszą tylko o to, by je wziąć. A są nie do wyobrażenia piękne. Nie sądzę, by znalazł się zdrowy mężczyzna, który umie oprzeć się ich urokowi. Nie jest to bowiem wdzięk ludzki, do którego przywykliśmy, ale zwierzęcy. Te dziewczyny proszą, by je pokryć. Zaczynają wtedy pachnieć inaczej, nagle, jak rozkrojone owoce. Wszystko w nich gada o zbliżeniu, oczy, usta, dłonie. Wreszcie mówią wprost tak, jak formułowałby to kocie samice, gdyby potrafiły mówić. Takie dziewczyny spotykałem później w klubacie Florida 2000 w Nairobi i na ulicach Mombasy, i wielokrotnie w Ugandzie. Uciekły ze swoich plemion do większych miast albo urodziły się już w miastach i chcą żyć w rytmie, w jakim pulsuje ich organizm. Może pragną odebrać sobie choć część tej rozkoszy, której pozbawia je istniejący na kontynencie od tysiącleci rytuał kobiecej inicjacji.”

Marcin Kydryński „Chwila przed zmierzchem” cytat za feminoteka.pl

Reklamy
  1. vHF
    19/11/2010 o 9:39 am

    I wtedy pan kierownik powiedzial: „Tylko tak dalej, Hartman, tylko tak dalej”.

    Sroda glupia jednak.

    Kydrynski. O. Kurwa.

  2. cyncynat
    19/11/2010 o 10:08 am

    Cos zabraklo tu intelektualistow wiekszego kalibru. Barista moze Ci podrzucic kilka perl Adama Michnika.

  3. Jacek Ka.
    19/11/2010 o 10:59 am

    Trochę szkoda gadać…

    Ale gdzie ci intelektualiści swoje mózgi mają…

    pozdrawiam

  4. wnuq
    19/11/2010 o 12:22 pm

    No i zajebiście.. teraz jak będę słuchał ‚sjesty’ to mi się pokrywanie klaczy przypomni… Kydryński nie wie, że po istnie zwierzęcy instynkt nie musiał do Afryki jechać – wystarczyło Środzie fajki zabrać.

  5. 19/11/2010 o 12:57 pm

    vHF :

    I wtedy pan kierownik powiedzial: „Tylko tak dalej, Hartman, tylko tak dalej”.

    Sroda glupia jednak.

    Kydrynski. O. Kurwa.

    No cóż, nie wiem co mogę jeszcze dodać. Żal czytać, co ta Środa wymyśla.

  6. 19/11/2010 o 12:57 pm

    cyncynat :

    Cos zabraklo tu intelektualistow wiekszego kalibru. Barista moze Ci podrzucic kilka perl Adama Michnika.

    Niech daje, będzie komplet.

  7. 19/11/2010 o 12:58 pm

    Jacek Ka. :

    Trochę szkoda gadać…

    Ale gdzie ci intelektualiści swoje mózgi mają…

    pozdrawiam

    Fakt, szkoda gadać.

  8. 19/11/2010 o 12:58 pm

    wnuq :

    No i zajebiście.. teraz jak będę słuchał ‘sjesty’ to mi się pokrywanie klaczy przypomni… Kydryński nie wie, że po istnie zwierzęcy instynkt nie musiał do Afryki jechać – wystarczyło Środzie fajki zabrać.

    :)

  9. 19/11/2010 o 1:06 pm

    ten Kydryński to w sumie jakis taki wyrwany z kontekstu mi się wydaje… rozumiem, że nie chodzi jednak o to czy wyrawny czy nie tylko o hmmm dość libertyńskie podejście? A może mi ktos wytłumaczyć co w tym złego i czemu źle o nim świadczy bo ja nie wiem?

  10. 19/11/2010 o 1:07 pm

    Nie świadczy o głupocie, bez przynależności do obozów ideowych. A dlaczego Kydryński jest %&*#$% to już musisz sam dojść.

  11. 19/11/2010 o 1:12 pm

    Próbuję ale jakos nie potrafię. No naprawdę widzę co najwyżej w tym cytacie jakiś zachwyt światem. Przypuszczam że chodzi ci o hmmm instrumentalne, jakieś takie rasistowskie traktowanie kobiet? Że gość napisał o czymś o czym 90% facetów chodzi czasem po głowie to zaraz seksista?

  12. 19/11/2010 o 1:15 pm

    qatryk :

    Próbuję ale jakos nie potrafię. No naprawdę widzę co najwyżej w tym cytacie jakiś zachwyt światem. Przypuszczam że chodzi ci o hmmm instrumentalne, jakieś takie rasistowskie traktowanie kobiet? Że gość napisał o czymś o czym 90% facetów chodzi czasem po głowie to zaraz seksista?

    Często chcesz dymać „oblepiających mnie dzieci takie śliczne małe zwierzątka.”? Moja rada z dobrego serca, kwestionowanie tego cytatu nie najlepiej świadczy, więc może się lepiej nie wychylaj.

  13. vHF
    19/11/2010 o 1:19 pm

    galopujący major :
    Często chcesz dymać „oblepiających mnie dzieci takie śliczne małe zwierzątka.”?

    Nie zapominajmy, ze go oblepiaja bo jest taki przystojny.

  14. 19/11/2010 o 1:25 pm

    oj tam, oj tam. Wydaje mi sie że strasznie łączysz dwie zupełnie inne dziedziny – świat uczuć który jest abstrakcyjny, burzliwy, irracjonalny i umiłowanie ruzumu, logikę itd. W tym sensie takie zdanie wyrwane z kontekstu i interpretowane nie jako stan emocjonalny który bierze sie w jakis tam cudzysłów tylko interpretowane jako dosłowne zimne egoistyczne pragnienie podporzadkowane rozumowi z uwzględnieniem wszelkich konsekwencji, oceniane przez pryzmat rozumu jest dla mnie czyms nie do końca zrozumiałym. Może nie miewam takich myśli ale miewam tysiące innych równie z racjonalnego punktu widzenia obrzydliwych. I pewnie każdy takie miewa. Ale od mysli, emocji do realizacji daleka droga.

  15. marcin_be
    19/11/2010 o 3:35 pm

    qatryk :
    oj tam, oj tam. Wydaje mi sie że strasznie łączysz dwie zupełnie inne dziedziny – świat uczuć który jest abstrakcyjny, burzliwy, irracjonalny i umiłowanie ruzumu, logikę itd. W tym sensie takie zdanie wyrwane z kontekstu i interpretowane nie jako stan emocjonalny który bierze sie w jakis tam cudzysłów tylko interpretowane jako dosłowne zimne egoistyczne pragnienie podporzadkowane rozumowi z uwzględnieniem wszelkich konsekwencji, oceniane przez pryzmat rozumu jest dla mnie czyms nie do końca zrozumiałym. Może nie miewam takich myśli ale miewam tysiące innych równie z racjonalnego punktu widzenia obrzydliwych. I pewnie każdy takie miewa. Ale od mysli, emocji do realizacji daleka droga.

    facepalm prawą nogą…

  16. barista
    19/11/2010 o 3:41 pm

    Dzizys faken krajst, sublimacja spółkowania ze zwierzęciem, już chyba wolę tego z taboretem.

  17. 19/11/2010 o 4:08 pm

    marcin_be :

    qatryk :
    oj tam, oj tam. Wydaje mi sie że strasznie łączysz dwie zupełnie inne dziedziny – świat uczuć który jest abstrakcyjny, burzliwy, irracjonalny i umiłowanie ruzumu, logikę itd. W tym sensie takie zdanie wyrwane z kontekstu i interpretowane nie jako stan emocjonalny który bierze sie w jakis tam cudzysłów tylko interpretowane jako dosłowne zimne egoistyczne pragnienie podporzadkowane rozumowi z uwzględnieniem wszelkich konsekwencji, oceniane przez pryzmat rozumu jest dla mnie czyms nie do końca zrozumiałym. Może nie miewam takich myśli ale miewam tysiące innych równie z racjonalnego punktu widzenia obrzydliwych. I pewnie każdy takie miewa. Ale od mysli, emocji do realizacji daleka droga.

    facepalm prawą nogą…

    No cóż, jako obyczajowy libertarianin jestem w stanie zrozumieć istnienie pragnienia „spółkowania z małymi, czarnymi zwierzątkami”, w końcu pedofilem (a może rasistą) ludzie się rodzą. Tylko po pierwsze, czemu nie nazwiemy sprawy wprost, tylko bawimy się w „świat uczuć który jest abstrakcyjny, burzliwy, irracjonalny”. I po drugie, czy rasistowsko-pedofilskie pisanie powinno być oceniane negatywnie, czy może pozytywnie jako „zachwyt światem”?

    .

  18. 19/11/2010 o 4:41 pm

    @Major
    pierdololo uprawiasz. Po pierwsze żaden z Ciebie obyczajowy libertarianin – jezeli zaczynasz coś oceniać w kategoriach moralnych a to własnie robisz to zwykła konserwa z Ciebie.
    Nie wiem o czym tak de facto pisał Kydryński – wyrwałeś jakis tam cytat, wyjmując go z kontekstu i wkładając sobie to co on napisał do świata który cie otacza niczym moherowa baba. Podobne cytaty może nie tak bezpośrednie ale możesz równie dobrze wygrzebać u Kapuścińskiego, ba, nawet jak sie dobrze wczytać to i u Cejrowskiego znajdziesz niezdrowa fascynacje indiańskimi dziewczynkami.

    Ale niech Ci będzie – Kydryński to pedofil a afrykańska 12-latka ma taka samą świadomość seksualną jak 12-letnia eskimoska.

    aaa i tak przy okazji takie mam pytania – uważanie części społeczeństwa za idiotów których nalezy prowadzić za rączkę nie ma czegoś z bycia rasistą?
    Lepiej byc hipokrytą i powiedzieć w pokretny sposób cos co się myśli nie narażając się na święte oburzenie wiedzącychnajlepiejcomoralneaconie czy tez przywalic prosto z mostu nie zważając na oceny takich wybitnych znawców świata jak ty?

  19. 19/11/2010 o 4:51 pm

    Heh, nie lepiej napisać: „murzynki to czarne małpy i kurwy, i chciałbym je ruchać, bo lubię ruchać zwierzaki”. Tak brzmi skrót tej wyrwanej myśli z kontekstu. Facet pisze, pod co sobie trzepie, jego sprawa pod co, ale ja akurat uważam publiczne wypowiedzi rasistowskie i pedofilskie za obrzydliwe zbydlęcenie. On mówi, ja oceniam, to dosyć proste.

    BTW „nawet jak sie dobrze wczytać to i u Cejrowskiego znajdziesz niezdrowa fascynacje indiańskimi dziewczynkami.” Najbardziej podoba mi się to „nawet”. Nawet u Cejrowskiego? No kto by pomyślał, u tego delikatnego myśliciela?

  20. 19/11/2010 o 4:59 pm

    Dobra po raz kolejny sie poddaje, strasznie jakoś chyba nawzajem nie łapiemy o co nam chodzi. Jak zwykle.

    „Nawet” bo ten delikatny mysliciel bardzo sie pilnuje aby nie zrobic czegoś co przypadkiem byłoby nie zgodne z jego „delikatnym” postrzeganiem świata.

  21. hamiltonian
    19/11/2010 o 9:45 pm

    … bezcenne, widzieć jak cię ci z lewa nawalają. Deja vu. Będą z Ciebie ludzie. Do cytatóww dodałbym kogoś z Europki, np Cohn-Bendita, słynny fragment o pięciolatkach.

  22. Quasi
    19/11/2010 o 9:53 pm

    Ech, i to są intelektualiści lewicowo-liberalni? Napieralski jeszcze – choć on chyba jednak za intelektualistę nie uchodzi, więc może do zestawienia średnio pasuje – ponoć zakaz palenia w knajpach zaskarżył do trybunału, a centrolewicowa „Polityka” regularnie drukuje teksty groteskowego denialisty Jaworowskiego (podobnie jak GW drukuje denialistyczne wypierdy Gdomskiego i Turskiego oraz homofobiczne bździny Wielowieyskiej, że o „klasiście” Orlińskim nie wspomnę…).

    Robienie doktoratu to fanaberia, niech się studenciarnia weźmie za poważną robotę – np. za branżę reklamową, PR, marketing i zarządzenie w korporacjach świadczących tak ważne usługi jak handel w hipermarketach/luksusowych butikach, wydawaniem prasy brukowo-kolorowej, prowadzeniem brukowo-kolorowych portali czy serwisów porno – bo podatnika w obliczu DŁUGU nie stać na sponsorowanie cudzych kaprysów i przedłużania młodości zawodowym zabawianiem się bezwartościowymi pierdołami takimi jak nauka i badania podstawowe!

    Jak się komuś nie podoba, to niech se założy knajpę tylko dla niepalących, państwo nie będzie mi dyktowało co mam robić w swojej własnej knajpie! Zresztą, co to za politpoprawne pierdolenie pożytecznych idiotów – przez innych pożytecznych idiotów i lemingów nazywanych „naukowcami” – o jakiejś tam szkodliwości palenie, zwłaszcza biernego?!

    Każdy szanujący się facet lubi trochę poruchać jakąś dziwkę, im młodsza, bardziej dzika, zwierzęca i pozbawiona zahamowań za sprawą biedy i desperacji, która zmusza ją do prostytucji, tym lepiej*!

    Ot, kurwa mać, mentalność polskiej „lewicy”…

    BTW, w kontekście tego Kydryńskiego aż się prosi, żeby zacytować Korwina:

    „(…) Problem teraz: w jakim wieku przestaje się już być dzieckiem…
    Otóż, jak Państwo się domyślacie, jestem wrogiem ustalania tego ustawowo. O tym, czy moja córka jest zdolna do małżeństwa, powinien decydować nie ustawodawca, tylko moja Żona! Jest to jedna z tych kwestyj,w których decydować powinny kobiety…
    Niektóre dziewczyny jeszcze w wieku 20 lat „nie czują woli Bożej” – a inne trzeba wydać za mąż w wieku lat 13.stu – bo lada moment taka zacznie się puszczać. I to wie tylko jej matka…
    To oznacza prywatyzację Prawa. To matka powinna ustanawiać prawa dla córki – a nie Senat i Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!!
    Proszę zrozumieć: jeśli średnio dziewczyna zdolna jest do małżeństwa w wieku 16 lat, to w normalnym społeczeństwie działa rozkład normalny – i są odchyłki nawet o 9 (i więcej!) lat!! Dziewczęta w pełni rozwinięte płciowo w wieku lat 9.ciu traktuje się jako „dotknięte syndromem przedwczesnego dojrzewania” i proponuje leczenie (!!); w rzeczywistości to po prostu normalne odchylenie od normy. (…)”

    „(…)Publicyści nie mają chyba pojęcia, o czym piszą. Jak miałem 18 lat to miałem co najmniej dwie propozycje od 13-latek (w jednym przypadku doszło nawet do rozmaitych pieszczot); jakoś im wytłumaczyłem, że są za młode. Zresztą – pewno miałem więcej nieletnich: kto się pyta dziewczyny, czy ma 15 lat i dwa dni – czy jej dwóch dni brakuje?
    Dziś sądzę, że zrobiłem błąd: obie wskoczyły potem do łóżek mniej odpowiedzialnych facetów i… zrobiły sobie krzywdę.
    Powtarzam do znudzenia: kobieta jest dojrzała wtedy, gdy jest dojrzała – a nie wtedy, gdy sądzi tak kodeks karny! Jedne mają 12 lat i czują wolę Bożą – i niewiele tu można zrobić – a inne mają 19 i byłoby nieodpowiedzialnością coś z nimi robić. Tylko matka może o tym decydować. I jeśli matka panny Samanty Gailey podsyłała Ją rozmaitym reżyserom, w nadziei, że ta zrobi karierę – to pewno wiedziała co robi.
    I panna Samanta też wiedziała. (…)”

    ____________________________________________________________________

    * – Ja tu nie widzę pedofilii [dla klinicznych pedofilów okołopokwitaniowe 12-latki są raczej za stare; te są preferowane przez hebefilów] ani rasizmu [afirmacja urody Murzynek, pożądliwe kojarzenie jej z „kocią” naturą, to nie rasizm, a wręcz przeciwnie], lecz apologię prostytucji i czerpania korzyści z nędzy panującej w krajach rozwijających się, która masowość tej prostytucji wymusza. Z żerowania na tym słyną zwłaszcza zblazowani podstarzali australijscy bogacze rozsmakowani w seksturystycznych wypadów do Tajlandii.

  23. 19/11/2010 o 9:54 pm

    qatryk :

    Dobra po raz kolejny sie poddaje, strasznie jakoś chyba nawzajem nie łapiemy o co nam chodzi. Jak zwykle.

    „Nawet” bo ten delikatny mysliciel bardzo sie pilnuje aby nie zrobic czegoś co przypadkiem byłoby nie zgodne z jego „delikatnym” postrzeganiem świata.

    To proste jedziesz metrem i myślisz sobie, jak Kydryński: „ale czarna małpa, wciąłbym takiego zwierzak od tyłu.” Różnica między nami polega na tym, że ja upubliczniania owych rasistowsko-pedofilskich marzeń, nie nazywam hipokryzją, tylko łajdactwem.

  24. 19/11/2010 o 9:55 pm

    hamiltonian :

    … bezcenne, widzieć jak cię ci z lewa nawalają. Deja vu. Będą z Ciebie ludzie. Do cytatóww dodałbym kogoś z Europki, np Cohn-Bendita, słynny fragment o pięciolatkach.

    Oni są tak z lewa, jak Ty nie jesteś homofobem.

  25. 19/11/2010 o 10:01 pm

    Quasi :

    Ech, i to są intelektualiści lewicowo-liberalni? Napieralski jeszcze – choć on chyba jednak za intelektualistę nie uchodzi, więc może do zestawienia średnio pasuje – ponoć zakaz palenia w knajpach zaskarżył do trybunału, a centrolewicowa „Polityka” regularnie drukuje teksty groteskowego denialisty Jaworowskiego (podobnie jak GW drukuje denialistyczne wypierdy Gdomskiego i Turskiego oraz homofobiczne bździny Wielowieyskiej, że o „klasiście” Orlińskim nie wspomnę…).

    Robienie doktoratu to fanaberia, niech się studenciarnia weźmie za poważną robotę – np. za branżę reklamową, PR, marketing i zarządzenie w korporacjach świadczących tak ważne usługi jak handel w hipermarketach/luksusowych butikach, wydawaniem prasy brukowo-kolorowej, prowadzeniem brukowo-kolorowych portali czy serwisów porno – bo podatnika w obliczu DŁUGU nie stać na sponsorowanie cudzych kaprysów i przedłużania młodości zawodowym zabawianiem się bezwartościowymi pierdołami takimi jak nauka i badania podstawowe!

    Jak się komuś nie podoba, to niech se założy knajpę tylko dla niepalących, państwo nie będzie mi dyktowało co mam robić w swojej własnej knajpie! Zresztą, co to za politpoprawne pierdolenie pożytecznych idiotów – przez innych pożytecznych idiotów i lemingów nazywanych „naukowcami” – o jakiejś tam szkodliwości palenie, zwłaszcza biernego?!

    Każdy szanujący się facet lubi trochę poruchać jakąś dziwkę, im młodsza, bardziej dzika, zwierzęca i pozbawiona zahamowań za sprawą biedy i desperacji, która zmusza ją do prostytucji, tym lepiej*!

    Ot, kurwa mać, mentalność polskiej „lewicy”…

    BTW, w kontekście tego Kydryńskiego aż się prosi, żeby zacytować Korwina:

    „(…) Problem teraz: w jakim wieku przestaje się już być dzieckiem…
    Otóż, jak Państwo się domyślacie, jestem wrogiem ustalania tego ustawowo. O tym, czy moja córka jest zdolna do małżeństwa, powinien decydować nie ustawodawca, tylko moja Żona! Jest to jedna z tych kwestyj,w których decydować powinny kobiety…
    Niektóre dziewczyny jeszcze w wieku 20 lat „nie czują woli Bożej” – a inne trzeba wydać za mąż w wieku lat 13.stu – bo lada moment taka zacznie się puszczać. I to wie tylko jej matka…
    To oznacza prywatyzację Prawa. To matka powinna ustanawiać prawa dla córki – a nie Senat i Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!!
    Proszę zrozumieć: jeśli średnio dziewczyna zdolna jest do małżeństwa w wieku 16 lat, to w normalnym społeczeństwie działa rozkład normalny – i są odchyłki nawet o 9 (i więcej!) lat!! Dziewczęta w pełni rozwinięte płciowo w wieku lat 9.ciu traktuje się jako „dotknięte syndromem przedwczesnego dojrzewania” i proponuje leczenie (!!); w rzeczywistości to po prostu normalne odchylenie od normy. (…)”

    „(…)Publicyści nie mają chyba pojęcia, o czym piszą. Jak miałem 18 lat to miałem co najmniej dwie propozycje od 13-latek (w jednym przypadku doszło nawet do rozmaitych pieszczot); jakoś im wytłumaczyłem, że są za młode. Zresztą – pewno miałem więcej nieletnich: kto się pyta dziewczyny, czy ma 15 lat i dwa dni – czy jej dwóch dni brakuje?
    Dziś sądzę, że zrobiłem błąd: obie wskoczyły potem do łóżek mniej odpowiedzialnych facetów i… zrobiły sobie krzywdę.
    Powtarzam do znudzenia: kobieta jest dojrzała wtedy, gdy jest dojrzała – a nie wtedy, gdy sądzi tak kodeks karny! Jedne mają 12 lat i czują wolę Bożą – i niewiele tu można zrobić – a inne mają 19 i byłoby nieodpowiedzialnością coś z nimi robić. Tylko matka może o tym decydować. I jeśli matka panny Samanty Gailey podsyłała Ją rozmaitym reżyserom, w nadziei, że ta zrobi karierę – to pewno wiedziała co robi.
    I panna Samanta też wiedziała. (…)”

    ____________________________________________________________________

    * – Ja tu nie widzę pedofilii [dla klinicznych pedofilów okołopokwitaniowe 12-latki są raczej za stare; te są preferowane przez hebefilów] ani rasizmu [afirmacja urody Murzynek, pożądliwe kojarzenie jej z „kocią” naturą, to nie rasizm, a wręcz przeciwnie], lecz apologię prostytucji i czerpania korzyści z nędzy panującej w krajach rozwijających się, która masowość tej prostytucji wymusza. Z żerowania na tym słyną zwłaszcza zblazowani podstarzali australijscy bogacze rozsmakowani w seksturystycznych wypadów do Tajlandii.

    Środa jest wolnorynkowa, uważa że Bochniarz byłaby najlepszym prezydentem. Hartman też, patrz http://industrial.salon24.pl/230213,jan-hartman-aj-waj-vat-na-ksiazki

    Co do pedofilii to zdaje się, że to bywa różnie wedle upodobań, poza tym on za bardzo w metrykę im nie zaglądał. Zaś rasizm jest dla mnie oczywisty, utożsamianie murzynek ze zwierzętami plus klasyczny machizm – seksizm.

  26. 19/11/2010 o 10:21 pm

    A co do Polityki i Napieralskiego to powiedziałbym parę słów, ale nie chce mi się już przeklinać. No ale tam, zdaje się, najbardziej na lewo jest Żakowski.

  27. Quasi
    19/11/2010 o 10:27 pm

    @ major

    Środa jest wolnorynkowa, uważa że Bochniarz byłaby najlepszym prezydentem.

    Środa jest przede wszystkim pierdolnięta na punkcie kobiet u władzy, wiec dla niej innym najlepszym prezydentem pewnie byłaby też Joanna Najfeld-Cejrowska czy Anna Sobecka.

    Zresztą, Bochniarz (i demokraci.pl) to chyba bardziej socjal-liberalizm, niż neoliberalny/libertariański kult wolnego rynku, czyż nie?

    Co do pedofilii to zdaje się, że to bywa różnie wedle upodobań

    Nie. Tu definicje są jasne:
    preferowany partner w wieku przedpokwitaniowym -> pedofilia,
    preferowany partner w wieku pokwitaniowym -> hebefilia,
    preferowany partner w wieku świeżo popokwitaniowym -> efebofilia.

    poza tym on za bardzo w metrykę im nie zaglądał.

    Ale przecież tu nie chodzi o metrykę, lecz o zależny od pokwitania stopień rozwoju drugo- i trzeciorzędowych cech płciowych. 12-latki zwykle są w środku pokwitanie, wiec skoro gość przypisał panienkom 12 lat, to zapewne ich wygląd zdradzał już dojrzewanie płciowe, czyli coś co kręci hebefilów, a zniechęca pedofilów.

    Zaś rasizm jest dla mnie oczywisty, utożsamianie murzynek ze zwierzętami

    Ale to było utożsamianie w sensie pozytywnym. W sensie takiej zwierzęcej, dzikiej seksualności. Nawet Nicpoń swoją – Białą, jak mniemam – małżonkę opisywał jako „kocią” w łóżku, zwłaszcza gdy ma na sobie jedynie szpilki, drogie futro, kilka kropel Channel no5 i sznury pereł, które można z niej zrywać. Zresztą, tego typu utożsamianie ze zwierzętami powszechnie uchodzi jako metoda pieszczotliwego świntuszenia, vide „misiu”, „kotku”, „rybko” itp. kiczowata słowna ohyda.

    plus klasyczny machizm – seksizm

    W sensie dorabiania ideolo i artystycznej estetyki do żerowania na niedoli prostytutek? Ok – właśnie o tym pisałem.

  28. 19/11/2010 o 10:38 pm

    Środa się, zdaje przyjaźni z Bochniarzową, a o swoim liberalizmie napisał głośny felieton http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=420
    No i proszę Cię, nie prawakuj mi z tym „pierdolnięta”. Tak, wiem co myślisz o parytetach.

    Co do pedofilii to ja to użyłem w szerokim, kodeksowym znaczeniu. Czyli starego gościa pociąga kobieta poniżej 15 lat. Zaś jeśli chodzi o rasizm, to podejrzewam, że o białych już by tak nie napisał. Potraktował je jak zwierzę, wprost twierdząc, że coś tam odziedziczyły od kotów itp. Porównywanie czarnoskórych do zwierząt to ulubiona rasistowska oblega. Udawanie małpy na stadionach, podnoszenie zwierzęcych cech u sportowców itp. Słowem, biała szybko biega, bo jest dobrą sprinterką, a czarna, bo ma małpie geny. Jest jednak różnica między: „chodź tu małpko”, a „pochodzisz od czarnej małpy dlatego tak stękasz i ruszasz się jak zwierzak”.

  29. zatroskany_o_polske
    20/11/2010 o 12:45 am

    „Czyli starego gościa pociąga kobieta poniżej 15 lat. ”

    Zależy co w tym kontekście rozumiesz przez „starego gościa”
    Jeżeli wolnego 20-30 latka, który żeby normalnie funkcjonować musi dzień w dzień zaliczyć 2 -3 laski, a wieczorem jeszcze zerknąć na stronkę porno, to pewno tak.

    Jeżeli faceta 50-60 i więcej, który sobie szanuje każdą erekcje, to raczej nie. Owszem lubi znacznie młodsze, ale żeby przynajmniej jako tako potrafiły się posługiwać nożem i widelcem, a gdyby jeszcze pałeczkami …

    Co do Kydryńskiego to zdaje w środowisku jazzmanów jest spora grupa czarnych muzyków :-)

    „Porównywanie czarnoskórych do zwierząt to ulubiona rasistowska oblega.”

    U czerwonoskórych to chyba na odwrót, wszak nawet nazwisak mają ich upodabniać ich do ulubionych zwierzątek.
    Z kole biali najbardziej obrażają się gdy nazywać się ich głupimi.

    W kwestii upodabniania do zwierząt byłbym skłonny przyjąć interpretację Quasiego.
    Problem widzę inny – czy do feministek w tych momentach, ma się zwracać żabciu, kotku, myszko czy może ropucho, bullterierko, bawolico?

    PS.
    Znasz dowcip jak to wpłynęła skarga do wodza Indian, że w ich plemieniu
    panoszy się fatalny zwyczaj nadawania brzydkich imion?

  30. Quasi
    20/11/2010 o 1:14 am

    @ major

    Środa się, zdaje przyjaźni z Bochniarzową, a o swoim liberalizmie napisał głośny felieton http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=420

    1. Zdaje się, że „liberalizm” jako taki/pierwotny (Mill) był ideologią lewicową. Wszak zakłada wolność każdej jednostki, a kapitalizm miał być narzędziem służącym egalitaryzacji, awansowi burżuazji względem dawnej arystokracji, czyli zniesieniu popłuczyn po wcześniejszym społeczeństwie stanowym. Podziały klasowe zrodził później jako efekt uboczny i wtedy, w tej swojej zepsutej formie, został zaadoptowany przez część prawicy. Nie widzę nic złego, ani antylewicowego, w byciu liberałem. Widzę natomiast wiele złego w bałwochwalstwie wobec wolnego rynku/kapitalizmu, czyli zbuntowanego narzędzia liberalizmu oraz widzę wiele złego w afirmacji/usprawiedliwianiu/racjonalizowaniu/akceptowaniu społecznych nierówności – ale to chyba nie musi wynikać z deklarowania się jako liberał, nawet współczesny.

    2. Z wymową tego felietonu zasadniczo się zgadzam. Jak wiesz, podobnie jak Środa, nienawidzę fetyszu demograficzno-reprodukcyjnego i podobnie jak ona uważam, że do obowiązków pracodawcy nie powinno należeć sponsorowanie pracownicom zaspokajania luksusowego – a przy tym potencjalnie szkodliwego, zarówno indywidualnie (dziecko może odziedziczyć, genetycznie lub środowiskowo, jakieś nieszczęście) jak globalnie (przeludnienie) – kaprysu jakim jest reprodukcja.

    No i proszę Cię, nie prawakuj mi z tym „pierdolnięta”. Tak, wiem co myślisz o parytetach.

    Nie uważam jej za „pierdolniętą” z powodu popierania parytetów. Uważam ją za pierdolniętą z powodu jej obsesji na punkcie kobiet u władzy (popieranie parytetów jest tylko jednym z objawów tej obsesji, wcale nie najbardziej popierdolonym), połączonym z lekceważeniem poglądów, kompetencji i afiliacji tychże kobiet. Ona nawet szlochała, że PiS nie wystawił Kluzik-Rostowskiej, czy innej babiny, jako swojej kandydatki na urząd prezydenta. Jeśli jest baba, to nawet kaczyzm nie przeszkadza.

    A „prawakowaniem” to jest o tyle, o ile „prawakowaniem” jest jakakolwiek krytyka/szyderstwo z „lewaka” (także to z Twojej notki).

    Co do pedofilii to ja to użyłem w szerokim, kodeksowym znaczeniu. Czyli starego gościa pociąga kobieta poniżej 15 lat.

    To może „w szerokim, kodeksowym znaczeniu” o Murzynie można mówić jako o „małpie”? [Bo w sensie biologicznym/taksonomicznym/kladystycznym tak oczywiście mówić można.]

    W jakim niby kodeksie masz definicję pedofilii i to w dodatku sprzeczną z definicją medyczną? Kodeks to chyba co najwyżej definiuje „małoletniego” i aby penalizować seks z małoletnimi nie potrzebuje definiować „pedofilii”, tym bardziej, że nie każdy pedofil (oraz hebefil i efebofil) dopuszcza się współżycia z małoletnimi i nie każdy, kto dopuszcza się współżycia z małoletnimi jest dotknięty pedofilią czy jakąkolwiek inną parafilią (hebefilią, efebofilią, etc.) rozumianą klinicznie (część osób seksualnie molestujących dzieci jest umysłowo zupełnie zdrowa).

    Zaś jeśli chodzi o rasizm, to podejrzewam, że o białych już by tak nie napisał.

    Ale (śniade) Arabki są Białe, a napisał o nich „takie śliczne małe zwierzątka”.

    Potraktował je jak zwierzę, wprost twierdząc, że coś tam odziedziczyły od kotów itp.

    Podobnie Nicpoń pisał o swojej żonie… To jest komplement, nie rasistowska obelga, i nie należy rozumieć tego literalnie – „kociość” ma w tym wypadku oznaczać pewną zwinność, smukłość, powabność, „przylepność” zbalansowaną „płochliwością” i „niezależnością” oraz seksualną „dzikość”. Widziałeś kiedyś jak się zachowuje kocica w rui? Nie uważasz, że (wielkie) koty są piekne, zwłaszcza te czarne, gładkowłose, błyszczące? Toż nawet w „Avatarze” wygląd pozaziemskich tubylców był wzorowany na kotach*, a jedna z nich była seksbombą uwodzącą głównego bohatera-człowieka.
    Takie przyrównywanie do zwierząt nie degraduje człowieczeństwa bardziej niż świntuszenie do kogoś per „misiu”, „żuczku”, „robaczku” itp. czy śpiewanie „Everybody was kung-fu fighting. Those cats were fast as lightning”.

    * – Za Wiki: „In addition to feline features,[11] the species was redesigned to look more like humans so audiences could relate to them better.”

    Udawanie małpy na stadionach, podnoszenie zwierzęcych cech u sportowców itp.

    Tego zdecydowanie tutaj nie było.

    Jest jednak różnica między: „chodź tu małpko”, a „pochodzisz od czarnej małpy dlatego tak stękasz i ruszasz się jak zwierzak”.

    Tutaj mieliśmy zdecydowanie do czynienia z tym pierwszym. Popatrz:

    – „W Dajr al-Madinie odnalazłem wśród oblepiających mnie dzieci takie śliczne małe zwierzątka.”

    – „Zawsze uważałem, że w pragnieniu białych mężczyzn, by posiąść czarne kobiety, jest pewna prawidłowość. Nie wydaje mi się jednak, by chodziło tu o tak lubiany przez seksuologów, jak i historyków motyw dominacji. Widzę tę siłę raczej jako atawizm. Jako sublimację żądzy spółkowania ze zwierzętami.”

    – „Jego Murzynki na fotografiach komputerowych, to były klacze, to były zamknięte w klatkach drapieżniki.”

    – „Czarne dziewczyny w Afryce są prawie zawsze dzikie.”

    – „Są płochliwe jak małe antylopy, choć urodę dziedziczą po wielkich kotach. Nie nadają się do oswojenia. (…) Łaszą się. Albo polują, jak lwice. Takim polowaniem jest afrykańska prostytucja.”

    – „Seks dla większości Afrykanek to jedyna radość życia. Używają go w sposób równie naturalny i spontaniczny jak zwierzęta. Jeśli nie pracują i nie kochają się – nuda je zabija. Często więc łączą te zajęcia.”

    – „Częstokroć proszą tylko o to, by je wziąć. A są nie do wyobrażenia piękne. Nie sądzę, by znalazł się zdrowy mężczyzna, który umie oprzeć się ich urokowi. Nie jest to bowiem wdzięk ludzki, do którego przywykliśmy, ale zwierzęcy. Te dziewczyny proszą, by je pokryć.”

    To nie pogarda rasizmu, to cześć i podziw.

  31. 20/11/2010 o 1:53 am

    Ad 1 Ale ona nie jest liberałką, tylko neoliberałką, która uważa, że masz zapierdalać w korporacji albo pracodawca może Cię wyrzucić na bruk. W dodatku bredzi, bo po I miesiącu za zwolnienie płaci już ZUS, a nie przedsiębiorczyni, więc jakie zrujnowanie?

    Ad 2 Ale Ty uzasadniasz to eugeniką, a ona dobrem tych, których Ty nazywasz „kapitalistami ze spasionymi brzuchami” Ona mówi kashmierem i qatrykiem, a nie dr Quasim „nie dajcie się rozmnażać ciemniakom”

    Ad 3 Seks z małoletnią poniżej 15 roku życia jest w nauce prawa zwany po prostu pedofilią, czasami tak jest, że jeden termin ujmuje szeroko to, co w innych dziedzinach jest podzielone na definicje różnych zjawisk.

    Ad 4 Nawet jeśli, to jest to pochwała rasistowska w stylu „patrz jak ten czarnuch wysoko skoczył, zupełnie jak nie człowiek, a małpa”. Facet pisze o murzynach, jak o bydle w oborze „sublimację żądzy spółkowania ze zwierzętami”. Porównuje ich do zwierząt z powodu ich rasy, wręcz odmawia im człowieczeństwa („Nie jest to bowiem wdzięk ludzki, do którego przywykliśmy, ale zwierzęcy.”) W jego świecie, czarne kobiety nie mówi, nie chodzą, tylko się łaszą, chrumkają, dają się pokryć jak klacze. Owszem, to go podnieca tak, jak trenera biegaczy cieszy, że jego „tresowane małpki” tak szybko biegają na zawodach. Ciekaw jestem co by ten gość musiał napisać, żebyś stwierdził, że jednak to rasizm?

  32. cyncynat
    20/11/2010 o 4:36 am

    Quasi ma racje i nie ma. Nie chce mi sie pisac o tym w czym ma racje, ale nie ma racji jesli nie zauwaza gdzie jest rasizm u Kydrynskiego. Rasizm jest w powtarzaniu prostackich stereotypow i przemyslem antropologicznych rodem z Konecznego.
    W tym jednak jest absolutnie typowym przedstawicielem wyksztalconej lewicowej polskiej klasy sredniej. Orlinski jest dokladnie taki samy: podziwia „Murzynow na densflorze”, a kiedy ostatnio chcial dowalic kaczystom siegnal po stereotypy o Ruskich ( http://wo.blox.pl/2010/11/PiS-w-listopadzie.html ) .

  33. wodasuczaju
    20/11/2010 o 12:47 pm

    „Jako sublimację żądzy spółkowania ze zwierzętami”
    Jednym marzy się spółkowanie ze zwierzętami, a inni otwarcie i bez żenady przyznają się do szukania przyjemności w ludzkim odbycie.
    Nie wiadomo na ile u Kydryńskiego to autentyczna fascynacja, a na ile prowokowanie politycznie poprawnej opinii publicznej, mające na celu podnieść zainteresowanie książką. Patrząc na święte-oburzenie tych co programowo w Boga nie wierzą, bulwersowanie autorowi nieżle wyszło

  34. 20/11/2010 o 1:15 pm

    wodasuczaju :

    „Jako sublimację żądzy spółkowania ze zwierzętami”
    Jednym marzy się spółkowanie ze zwierzętami, a inni otwarcie i bez żenady przyznają się do szukania przyjemności w ludzkim odbycie.
    Nie wiadomo na ile u Kydryńskiego to autentyczna fascynacja, a na ile prowokowanie politycznie poprawnej opinii publicznej, mające na celu podnieść zainteresowanie książką. Patrząc na święte-oburzenie tych co programowo w Boga nie wierzą, bulwersowanie autorowi nieżle wyszło

    A Twój stary bez żenady wkładał spoconego penisa Twojej starej, a potem sperma wypływała jej z pochwy, może buzi itd. itd. Coś jeszcze na temat szukania przyjemności u heteroseksualnych?

  35. 20/11/2010 o 1:25 pm

    cyncynat :

    Quasi ma racje i nie ma. Nie chce mi sie pisac o tym w czym ma racje, ale nie ma racji jesli nie zauwaza gdzie jest rasizm u Kydrynskiego. Rasizm jest w powtarzaniu prostackich stereotypow i przemyslem antropologicznych rodem z Konecznego.
    W tym jednak jest absolutnie typowym przedstawicielem wyksztalconej lewicowej polskiej klasy sredniej. Orlinski jest dokladnie taki samy: podziwia „Murzynow na densflorze”, a kiedy ostatnio chcial dowalic kaczystom siegnal po stereotypy o Ruskich ( http://wo.blox.pl/2010/11/PiS-w-listopadzie.html ) .

    Ale właśnie bardziej u wo widzę pozytyw i podziw, zwłaszcza przez nawiązanie do filmu „Biali nie potrafią skakać”. Coś jak białe kobiety zazdroszczą Azjatkom małych stóp, Azajci zazdroszczą Kenijczykom wydolności u długodystancowców, a Kenijczycy zazdroszczą Ruskim możliwość wypicia morza wódki.

  36. barista
    20/11/2010 o 3:38 pm

    Jeśli mogę się wtrącić w roli Azjaty, to Kenijczycy budzą zazdrość przede wszystkim wielkością penisów. Dobry rynek na chirurgiczne powiększanie/przesuwanie.
    ***
    A z tym rasizmem Orlińskiego, to jednak trzeba znać proporcje: jesteśmy w Polsce przecież. Tutaj granicą akceptowanej śniadośći jest Matka Boska Częstochowska, Królowa Polski (choć nie wszędzie – zwróćcie uwagę, że Matka Boska Ludźmierska Gaździna Podhala jest biała jak płatek śniegu).

  37. wodasuczaju
    20/11/2010 o 6:37 pm

    „a potem sperma wypływała jej z pochwy”
    Masz jakieś negatywne odczucia związane z seksem z osobą płci przeciwnej? To nie spodziewam się, że docenisz drobny fakt-bez miłości heteryków nie mógłbyś ani chwalić się swoimi starymi, jaką to tolerancyjną jednostkę społeczną wychowali, ani próbować obrażać cudzych

  38. cyncynat
    20/11/2010 o 6:45 pm

    No wiec i z rasizmem u Kydrynskiego „trzeba znać proporcje”. Nie jest to Nicpon albo przecietny kibol. Za duzo probujecie wyczytac z mokrych snow Kydrynskiego – ta sfera czesto nie jest „normalna”. Zajrzyjcie na przecietny portal z ogloszeniami towarzyskimi dla gejow. Kydrynski bedzie plasowal sie gdzies w okolicy mniej zakreconej polowy.
    Rasizm rasizmem, ale oboje – K. i O. – sa wypchani glupimi stereotypami. Wczesniej tak nie myslalem (pamieta ktos, ze pisalem o tym jak O. nadaje sie na szefa dzialu zagranicznego w miejsce obecnego balwana?).

  39. barista
    20/11/2010 o 7:26 pm

    @cyncynat: otóż to ;) zawsze się znajdzie benchmark w stylu tego pojeba z PiS, który ględził w sejmie o czarnym mesjaszu nowej lewicy, czy nowym mesjaszu czarnej lewicy ;)

  40. Quasi
    20/11/2010 o 7:39 pm

    @ major

    Ad 1 Ale ona nie jest liberałką, tylko neoliberałką, która uważa, że masz zapierdalać w korporacji albo pracodawca może Cię wyrzucić na bruk.

    Nie rozumiem tej uwagi. Konieczność i etos zapierdalania jest nieodzowny w każdym systemie i jest obojętne czy zapierdalasz w korporacji, w kołchozie, w ramach pańszczyzny czy w pierwotnej hordzie łowiecko-zbierackiej. Podobnie też ma się rzecz z opcją wyrzucenia ze stanowiska pracownika niekompetentnego, niewydajnego, bumelującego, sabotującego, niezdyscyplinowanego czy w jakikolwiek inny sposób szkodliwego: ta opcja jest koniecznością w każdym systemie. Rzecz w tym, by istniało odpowiednie prawo pracy wymuszające zawieranie tylko takich umów, które przewidują jedynie zasadne pozbawienie stanowiska oraz kontroluje stosowanie się stron do tych umów, a także by było się komu zająć tymi, których ze stanowiska wyrzucono. Ale wobec tego Środa chyba nie protestuje, prawda?

    W dodatku bredzi, bo po I miesiącu za zwolnienie płaci już ZUS, a nie przedsiębiorczyni, więc jakie zrujnowanie?

    Ale pracodawca traci pracownika, a przy tym nie bardzo może na jego miejsce nająć innego.

    Ad 2 Ale Ty uzasadniasz to eugeniką, a ona dobrem tych, których Ty nazywasz „kapitalistami ze spasionymi brzuchami” Ona mówi kashmierem i qatrykiem, a nie dr Quasim „nie dajcie się rozmnażać ciemniakom”

    Po pierwsze: Nie uzasadniam tego eugeniką, lecz zwróceniem uwagi, że reprodukcja&wychowywanie dzieci to rozrywka luksusowa, podobnie jak upiększanie się chirurgią plastyczną, objadanie truflami i kawiorem popijanym szampanem, zaciąganie kubańskimi cygarami i kokainą, kolekcjonowanie dzieł sztuki i biżuterii, turystyka, safari, hazard czy rozbijanie się sportowymi samochodami. A ja nie widzę powodu, aby pracodawcy – w ramach socjalnej redystrybucji dochodu, której przykładem jest opłacanie i utrzymywanie etatu kobiety na urlopie macierzyńskim – mieli być zmuszani do sponsorowania ludziom zaspokajanie potrzeb akurat luksusowych w sytuacji, gdy nie brakuje ludzi/istot z niezaspokojonymi potrzebami dalekimi od luksusowości. Zwrócenie uwagi na to jest możliwe tylko pod warunkiem odrzucenia/nieprzyjmowania prawicowego fetyszu reprodukcyjno-demograficznego, które łączy Środę ze mną.
    Aspekt eugeniczny (tj. ryzyko odziedziczenia nieszczęścia przez potomstwo) i ekologiczny (tj. społeczne, bytowe i środowiskowe koszta przeludnienia), o których wspomniałem, to jedynie efekty uboczne luksusu reprodukcji, podobnie jak efektami ubocznymi luksusu paradowania sportowymi furami/motocyklami są zanieczyszczenie środowiska i wypadki komunikacyjne.

    Po drugie: Żądzę luksusowych dóbr kapitalistów-pasibrzuchów lekceważę tak samo jak żądzę luksusowych dóbr reprodukcyjno-demograficznych fetyszystów, przy czym uważam, że zaspokajanie tych drugich jest generalnie bardziej szkodliwe (vide aspekt eugeniczny i ekologiczny), stąd z dwojga złego, w tym konkretnym konflikcie, i ja stanę po stronie kapitalisty.

    Ad 3 Seks z małoletnią poniżej 15 roku życia jest w nauce prawa zwany po prostu pedofilią,

    Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

    Czy tak też nazywa się seks gdy obaj partnerzy są małoletni? Kliniczny pedofil, który nie uprawiał nigdy seksu z małoletnimi, a jeno fapał do dziecięcego porna, w świetle „nauk prawnych” nie jest pedofilem? Ktoś, kto współżyje z małoletnimi poniżej 15. roku życia w krajach, w których „age of consent” ustawiony jest niżej, nie jest już pedofilem, a ten, kto współżyje z takimi powyżej 15. roku życia w krajach z wyższą poprzeczką – nim jest?

    Ad 4 Nawet jeśli, to jest to pochwała rasistowska w stylu „patrz jak ten czarnuch wysoko skoczył, zupełnie jak nie człowiek, a małpa”.

    To zła analogia, ponieważ zawiera pejoratywne/rasistowskie określenie „czarnuch”. Natomiast stwierdzenie z uznaniem „patrz jak ten X wysoko skoczył, zupełnie jak nie człowiek, a małpa” – gdzie X to niepejoratywne określenie człowieka (niekoniecznie czarnoskórego), np. „Murzyn” – nie jest pejoratywne ani rasistowskie.

    Facet pisze o murzynach, jak o bydle w oborze „sublimację żądzy spółkowania ze zwierzętami”.

    Nie jak o „bydle” (pogardliwie, bo udomowione bydło uchodzi za brzydkie i nieszlachetne) lecz jak o „klaczach”, „antylopach” i „drapieżnych/dzikich wielkich kotach” (z uznaniem, bo konie, antylopy i koty uchodzą za piękne i szlachetne) i nie jak o „w oborze” (pogardliwie, bo obora to miejsce upadlające zwierzynę) tylko jak o „w klatkach” lub „w dziczy” (z uznaniem, bo dla pięknych zwierząt „dzikość” jest szlachetna, nawet ta ujarzmiona klatką).

    Porównuje ich do zwierząt z powodu ich rasy, wręcz odmawia im człowieczeństwa („Nie jest to bowiem wdzięk ludzki, do którego przywykliśmy, ale zwierzęcy.”)

    Porównanie do zwierząt z powodu rasy samo w sobie nie jest rasistowskie. Gdy to porównanie ma wyrazić uznanie [i brak mu jednoczesnego poniżania, a la „wspaniale pełza w tym gównie, jak robal”, „wytrwale chłepce mą krew, jak pluskwa”, „ryje pode mną sprawnie jak świnia”, „napłodził tych bredni jak króliczek”] – np. afirmacją „wdzięku” – to rasistowskie nie jest na pewno. Nie odbiera też człowieczeństwa, a przynajmniej nie bardziej niż pochwalenie czyjegoś „sokolego wzroku”, „końskiego zdrowia”, „małpiej zręczności”, „skowrońskiego wczesnego wstawania”, „lisiego sprytu”, „króliczej/norczej/ogierczej jurności”, „mrówczej/pszczelej pracowitości”, „liliowej/różanej urody”, „ptasiej wolności” czy nawet zganienie „oślego uporu”, „psiej wierności”, „suślego snu”, „świńskich manier”, „ptasiego móżdżka”, „osiej złości”, „baraniego łba”, „mysiej cichości”, „capiego smrodu”…

    Okołozwierzęcych metafor o „dożynaniu watahy” czy „odstrzeleniu i wypchaniu Kaczyńskiego” jakoś nie brałeś tak dosłownie, a nawet śmiałeś się z tych, którzy brali.

    W jego świecie, czarne kobiety nie mówi, nie chodzą, tylko się łaszą, chrumkają, dają się pokryć jak klacze.

    Łaszą się i proszą (a nie „dają”), żeby je pokryć – jak wszystkie samice, nie tylko klacze. I nie prawda, że „nie mówią” tylko „chrumkają”: Mówią innym językiem nawet wtedy, kiedy używają tych samych co my słów. Najczęściej jednak nie mówią w obecności mężczyzn.”.

    Owszem, to go podnieca tak, jak trenera biegaczy cieszy, że jego „tresowane małpki” tak szybko biegają na zawodach.

    Ale to – te wszystkie metafory i porównania – ani nie jest pejoratywne, ani rasistowskie, ani dehumanizujące.

    Ciekaw jestem co by ten gość musiał napisać, żebyś stwierdził, że jednak to rasizm?

    No przecież to banalne. Rasizmem nie jest jakiekolwiek wskazywanie różnic rasowych czy nawet jakieś koncentrowanie się na tych różnicach.

    Rasizm zakłada:

    1. Stosunek negatywny: obrzydzenie, pogardę, lęk. W tym przypadku wymagałoby to wyrażania się pejoratywnie i krytycznie, a niczego takiego tu nie było, wręcz przeciwnie – jest uznanie, podziw, wręcz adoracja piękna fizycznego i psychiczno-behawioralnego.

    2. Postawę wyższościowo-dehumanizacyjna, tj. traktowanie osób innej rasy jako mniej wartościowych niż przedstawiciele rasy oceniającego i na mniej zasługujących, a to wszystko tylko ze względu na ich wrodzone cechy biologiczne i genealogię. W inkryminowanym tekście niczego takiego nie uświadczysz.

    @ cyncynat

    Rasizm jest w powtarzaniu prostackich stereotypow i przemyslem antropologicznych rodem z Konecznego.

    To prawda, że ten tekst to jeden wielki stek stereotypów i prostackiej/ludowej antropologii – choćby bazującej na „out-group homogeneity bias” – ale są to stereotypy i prostactwa nie rasistowskie, lecz raczej „kulturosistowskie” (jak u Konecznego). Chodzi o to, że on źródła tych wszystkich wyjątkowych cech Murzynek – poza oczywistą estetyką wyglądu – nie dopatruje się w biologii, w rasie, lecz w lokalnej kulturze [„Czarne dziewczyny w Afryce są prawie zawsze dzikie. Jest to wynik wychowania w społeczeństwie zbudowanym na męskim przywódcy stada. Tak żyją lwy i goryle, tak żyją plemiona Czarnej Afryki. Ich dziewczęta mają wpisaną genetycznie nieufność.”; z kontekstu wynika, że nawet „wpisanie genetyczne” chyba oznacza tu kulturę, nie biologię, podobnie jak w naszym „genetycznym patriotyzmie” czy „antysemityzmem wyssanym z mlekiem matki”]. Nawet podkreśla, że pisze o Murzynkach z Afryki, a nie o Murzynkach jak takich – najwyraźniej te jego analizy do Afroamerykanek, Papuasek czy Aborygenek już się nie stosują.

  41. cyncynat
    20/11/2010 o 7:43 pm

    Mysle, ze mniej wysrubowany benchmark tez wystarczy. Gdy studiowalem, to mieszkalem w akademiku raz z Tanzanczykiem a inny raz z Kamerunczykiem. Nie przesadze jesli powiem, ze czarni studenci generalnie nienawidzili Polski juz po roku studiow. Na Ukrainie i w Rosji jest jeszcze gorzej. Cala Europa Wschodnia jest jednym niesamowitym benchmarkiem w tych zawodach.
    A jak juz spotkasz tego lepszego, bardziej tolerancyjnego Polaka, to i tak musisz sie przygotowac na jego zachwyty jak to „Murzyni sa sprawnie gadaja slangiem” (nie to co biali absolwencji chemii) i jak to „Murzyni sa zajebisci na densflorze”.

  42. Quasi
    20/11/2010 o 8:53 pm

    @ cyncynat

    W tym jednak jest absolutnie typowym przedstawicielem wyksztalconej lewicowej polskiej klasy sredniej. Orlinski jest dokladnie taki samy: podziwia „Murzynow na densflorze”, a kiedy ostatnio chcial dowalic kaczystom siegnal po stereotypy o Ruskich ( http://wo.blox.pl/2010/11/PiS-w-listopadzie.html )

    (…)

    A jak juz spotkasz tego lepszego, bardziej tolerancyjnego Polaka, to i tak musisz sie przygotowac na jego zachwyty jak to „Murzyni sa sprawnie gadaja slangiem” (nie to co biali absolwencji chemii) i jak to „Murzyni sa zajebisci na densflorze”.

    Ech.

    W klasie średniej naszego chamika nieorganika stereotypy są bardzo lubiane i propagowane, i to nie tylko te rasowe i „klasowe”. Stereotypy regionalne („Krakówek”) i narodowościowe trzymają się tam szczególnie mocno – najwyraźniej pozwalają dyskretnie pochwalić się swoim światowym obyciem. Przy okazji dyskusji o „lolocauście palaczy” pojawiały się uwagi o tym, jak to usposobienia poszczególnych nacji (zdaje się, że zwłaszcza o Francuzach tam się rozpisywali) znosi zakazy palenia. Kiedyś, przy zupełnie innej okazji, Orliński wprost wyznał, że kieruje się stereotypami, które jakoby rzadko kiedy go mylą, i nawet dorabiał do tego jakąś typową dla siebie ideologię (chyba coś w stylu, że tak naprawdę każdy kieruje się stereotypami, choć niektórzy są tak zakłamani i obłudni, że się do tego nie przyznają) – niestety, Bart chyba zrobił coś ze swoim blogiem, że ostatnio trudno cokolwiek wyguglować z jego komentarzy, więc szczegółów nie przytoczę.

    Serdecznie polecam też prześledzenie w tej dyskusji pociesznego wątku Urugwaju. Zaczęło się od tego, że WO przeraża jakoby panujący tam „syf i brud”, a skończyło się na tym, że przez „przerażający syf i brud” to miał na myśli standard niższy niż 3 gwiazdki i to nawet wtedy, gdy się trafia na nie tylko wyruszając bez planu, bez wcześniejszych rezerwacji, podczas samochodowej wyprawy w nieznane…

  43. 20/11/2010 o 10:01 pm

    wodasuczaju :

    „a potem sperma wypływała jej z pochwy”
    Masz jakieś negatywne odczucia związane z seksem z osobą płci przeciwnej? To nie spodziewam się, że docenisz drobny fakt-bez miłości heteryków nie mógłbyś ani chwalić się swoimi starymi, jaką to tolerancyjną jednostkę społeczną wychowali, ani próbować obrażać cudzych

    Stary, najpierw porównałeś seks homoseksualny do seksu ze zwierzętami, potem coś o politycznej poprawności w między czasie coś o Bogu, a na koniec o tym, że miłości heretyków coś tam zawdzięczam. Brakuje tylko: „A co gdyby Ciebie wyskrobali?” Ech…

  44. 20/11/2010 o 10:03 pm

    Quasi :

    @ cyncynat

    W tym jednak jest absolutnie typowym przedstawicielem wyksztalconej lewicowej polskiej klasy sredniej. Orlinski jest dokladnie taki samy: podziwia „Murzynow na densflorze”, a kiedy ostatnio chcial dowalic kaczystom siegnal po stereotypy o Ruskich ( http://wo.blox.pl/2010/11/PiS-w-listopadzie.html )

    (…)

    A jak juz spotkasz tego lepszego, bardziej tolerancyjnego Polaka, to i tak musisz sie przygotowac na jego zachwyty jak to „Murzyni sa sprawnie gadaja slangiem” (nie to co biali absolwencji chemii) i jak to „Murzyni sa zajebisci na densflorze”.

    Ech.

    W klasie średniej naszego chamika nieorganika stereotypy są bardzo lubiane i propagowane, i to nie tylko te rasowe i „klasowe”. Stereotypy regionalne („Krakówek”) i narodowościowe trzymają się tam szczególnie mocno – najwyraźniej pozwalają dyskretnie pochwalić się swoim światowym obyciem. Przy okazji dyskusji o „lolocauście palaczy” pojawiały się uwagi o tym, jak to usposobienia poszczególnych nacji (zdaje się, że zwłaszcza o Francuzach tam się rozpisywali) znosi zakazy palenia. Kiedyś, przy zupełnie innej okazji, Orliński wprost wyznał, że kieruje się stereotypami, które jakoby rzadko kiedy go mylą, i nawet dorabiał do tego jakąś typową dla siebie ideologię (chyba coś w stylu, że tak naprawdę każdy kieruje się stereotypami, choć niektórzy są tak zakłamani i obłudni, że się do tego nie przyznają) – niestety, Bart chyba zrobił coś ze swoim blogiem, że ostatnio trudno cokolwiek wyguglować z jego komentarzy, więc szczegółów nie przytoczę.

    Serdecznie polecam też prześledzenie w tej dyskusji pociesznego wątku Urugwaju. Zaczęło się od tego, że WO przeraża jakoby panujący tam „syf i brud”, a skończyło się na tym, że przez „przerażający syf i brud” to miał na myśli standard niższy niż 3 gwiazdki i to nawet wtedy, gdy się trafia na nie tylko wyruszając bez planu, bez wcześniejszych rezerwacji, podczas samochodowej wyprawy w nieznane…

    Ale on tam ewidentnie szedł w zaparte, bo dała ciała z tym Urugwajem, ale „pan jestem zajebiście nieomylny” się nie przyzna.

  45. 20/11/2010 o 10:19 pm

    cyncynat :

    No wiec i z rasizmem u Kydrynskiego „trzeba znać proporcje”. Nie jest to Nicpon albo przecietny kibol. Za duzo probujecie wyczytac z mokrych snow Kydrynskiego – ta sfera czesto nie jest „normalna”. Zajrzyjcie na przecietny portal z ogloszeniami towarzyskimi dla gejow. Kydrynski bedzie plasowal sie gdzies w okolicy mniej zakreconej polowy.
    Rasizm rasizmem, ale oboje – K. i O. – sa wypchani glupimi stereotypami. Wczesniej tak nie myslalem (pamieta ktos, ze pisalem o tym jak O. nadaje sie na szefa dzialu zagranicznego w miejsce obecnego balwana?).

    Oczywiście, że są. Ale lepsze już te wo, które bo to zazdrość, niż Kydryńskiego, bo to „rasistowski atawizm”.

  46. 20/11/2010 o 11:01 pm

    Quasi

    Ad 1 Zapierdalanie ma różne stopnie (porównaj Kołchoz z bankiem), a Środa uważa, że ciąże obniżają szanse na rynku pracy i jest to ok. Więc albo dzieci albo praca. Podczas gdy lewica, uważa, że ok to jest budowanie przedszkoli, urlopy macierzyńskie, tacierzyńskie, przerwy na karmienie i niwelowanie tego problemu. Po prostu nie jesteś lewicowy, Quasi, razem z Środą uważacie, że kapitalista daje michę i ty albo za tę michę robisz mu dobrze, albo won. A prawo ma skutecznie owe won egzekwować.

    Ad. 2 Zdaje się, że istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński, kwoty jakie pary dają na in vitro,psychologiczne problemy, jakie mają bezpłodni itp., ludzkie dramaty – wszystko to świadczy raczej o tym, że to nie jest rozrywka luksusowa, niczym jedzenie trufli, tylko naturalna i podstawowa potrzeba ludzka. Gdyby rodzicielstwo było tylko rozrywką luksusową, to zniknęłoby tak szybko jak inne, luksusowe fetysze i nie byłoby tak popularne wśród biedoty.

    BTW Czy badania nad zwierzętami domowymi, których posiadanie jest rozrywką luksusową powinny być finansowane z budżetu? Albowiem istnieje wiele „ludzi/istot z niezaspokojonymi potrzebami dalekimi od luksusowości.”, więc podatki płacone przez biednych przedsiębiorców uciskanych przez rozrywkowe macice, nie powinny iść na dobra luksusowe takie jak doktoraty?

    No i czy w ogóle dopuszczasz istnienie rynku usług luksusowych (produkcja papieru toaletowego, dezodoranty, drogi alkohol), gdzie usługodawcy powinni łożyć na rzecz wspólnoty, zwanej państwem?

    Ad. 3 http://www.kodeks-karny.com.pl/przestpstwo-pedofilii.html itd.

    Ad. 4 Dziwna sprawa, analizujesz tekst Kydryńskiego, jako „apologię prostytucji i czerpania korzyści z nędzy panującej w krajach rozwijających się, która masowość tej prostytucji wymusza.” No więc, gdzie Ty tu widzisz apologię nędzy w tym tekście? Moim zdaniem, robisz dokładnie to samo, co ja z rasizmem. Otóż przyjmujesz pewne domniemania. A przecież Kydryński może uważać, że gdyby nie było nędzy, to te czarne klacze i tak chciałyby, aby je pokryć, bo taka ich zwięrzęca natura. Myślenie Kydryńskiego to: Czarna kobieta ma naturę klaczy, lubi aby ją pokrywać.

    Na stadionach w Europie czarnoskórym piłkarzom rzucają banany i udają odgłosy małp. Jak myślisz, czy ta metafora, wskazująca przecież na uznanie ich małpich, gibkich ruchów, słusznie jest przez tych piłkarzy odbierana jako rasizm?

    No i czy rzeczywiście, nie widzisz w tym tekście poczucia wyższości białego człowieka, który przybył do świata małpiątek i orzeka o ich zwierzęcej naturze, której nie wymusza żadna nędza, którą mu z dupy wyciągnąłeś, tylko ich rasa?

    BTW Przecież ten tekst mógłby z powodzeniem napisać Nicpoń, kiedyś zresztą napisał podobny – o pornosach i kobietach, czy jakoś tak.

  47. Quasi
    21/11/2010 o 3:40 am

    @ major

    Ad 1 Zapierdalanie ma różne stopnie (porównaj Kołchoz z bankiem)

    No. Ale Środa nie twierdzi, że chce powrotu do dziewiętnastowiecznego kapitalistycznego wyzysku. Nie wiem po co ta uwaga.

    a Środa uważa, że ciąże obniżają szanse na rynku pracy i jest to ok. Więc albo dzieci albo praca.

    1. Pracownica w ciąży/z małym dzieckiem lub ciążą/dzieckiem potencjalnie zagrożona, jest obiektywnie gorszym pracownikiem niż pracownica bezdzietna, bo musi wybyć na jakiś czas z pracy i jest obciążona dodatkowymi, pozazawodowymi, obowiązkami. To oczywiste. Żeby opłacało się zatrudniać takich pracowników, należy pracodawcom zrekompensować tę niekorzyść – oczywiście mniej lub bardziej bezpośrednio na koszt podatnika. Produkcja i wychowywanie dzieci są po prostu bardzo kosztowne i intensywnie reprodukujące się społeczeństwo pompuje w ten luksus mnóstwo środków. Pół biedy, gdy reprodukują się jednostki, których samodzielnie stać na dzieci, natomiast gdy reprodukują się ci, których na to nie stać, to na zaspokajanie ich kaprysu złożyć musi się reszta (urlopy macierzyńskie, darmowe żłobki, przedszkola, szkoły itd. – to wszystko redystrybucja dochodu). Nie mam nic przeciwko redystrybucji dochodu, ale wolę, żeby za jej pomocą zaspokajane były w pierwszej kolejności bardziej fundamentalne ludzkie potrzeby niż potrzeba luksusu. Nie czas z pieniędzy podatników finansować dorabianie nowych dzieci, gdy miliony dzieci już zrobionych ciągle cierpi nędzę, choroby i przemoc.

    2. Brak państwowego wsparcia dla (wannabe) młodych matek (refundacja IVF i leczenia niepłodności, urlopy, protekcja miejsc pracy, żłobki, przedszkola, becikowe/bykowe etc.) powinien zniechęcać do porywania się na reprodukcyjne luksusy ludzi, których na nie nie stać. I o to mi chodzi. Oczywiście to ma sens tylko wtedy, gdy istnieje szeroki&swobodny&refundowany dostęp do antykoncepcji i aborcji. Bo jeśli już niezamożna kobieta zajdzie w ciążę – i nie ma możliwości skłonienia jej do aborcji – to oczywiście powinno się na koszt podatnika zapewnić jej i jej dziecku jak najlepsze warunki, więc lepiej, by nie zachodziła, póki jej samej na to nie stać.

    Podczas gdy lewica, uważa, że ok to jest budowanie przedszkoli, urlopy macierzyńskie, tacierzyńskie, przerwy na karmienie i niwelowanie tego problemu.

    Po pierwsze: Ty to lewica, a lewica to Ty?

    Po drugie: Jeśli już są ciąże i dzieci u osób, których (jeszcze) na nie nie stać, to oczywiście należy te urlopy i przedszkola im finansować. Chodzi o to, by jednak takich osób było jak najmniej i żeby – wbrew prawicowemu reprodukcyjno-demograficznemu fetyszowi – ich postaw nie promować, lecz do nich zniechęcać. W realiach braku powszechnego dostępu do aborcji, edukacji seksualnej i refundowanej antykoncepcji z jednej strony oraz pronatalistycznej i prorodzinnej propagandy/mentalności z drugiej, niestety nie mamy wyjścia. Dlatego mówię tu o zasadzie, nie o pragmatycznym rozwiązaniu na dziś; Środa być może inaczej.
    Mamy tu sytuację podobną jak z palaczami, alkoholikami, ćpunami czy otyłymi – oczywiście, należy refundować im terapie chorób, w które sami się wpędzili, ale lepiej, żeby się nie wpędzali i lepiej ich do wpędzania się w nie nie zachęcać.

    Po prostu nie jesteś lewicowy, Quasi, razem z Środą

    Nie wiem, czy jestem „lewicowy”, czy nie jestem „lewicowy”, i niewiele mnie to interesuje (nigdy nie twierdziłam serio, że jestem). Mam poglądy jakie mam, a to jakie etykietki im się przyczepi, to kwestia n-rzędna.

    uważacie, że kapitalista daje michę i ty albo za tę michę robisz mu dobrze, albo won. A prawo ma skutecznie owe won egzekwować.

    Nieprawda. Kapitalista i jego interes nie ma tu wiele do rzeczy. Podobną opinię wygłaszałbym i w systemie ultrasocjalistycznym: nierozsądne jest sponsorowanie przez społeczność pojedynczym jednostkom luksusowych rozrywek w sytuacji, gdy mamy problem z jednostkami, których nie stać na zaspokojenie potrzeb dalekich od luksusowości. Zamiast „dziecko” możesz sobie podstawić „sportowe auto”, „korekcja biustu”, „wyżywienie w minimum 4-gwiazdkowej restauracji” itp.

    Moim zdaniem idealne jest społeczeństwo zbliżone do egalitarnego – między innymi dzięki redystrybucji dochodu w myśl zasady „od każdego według możliwości, dla każdego według potrzeb” – i w takim społeczeństwie zasadniczo każdego od pewnego wieku powinno być stać na reprodukcję (takoż na turystykę, samochód, korekcje plastyczne, ale na trufle i kolekcjonowanie dzieł sztuki już niekoniecznie), choć nie każdy powinien z niej korzystać. Obecnie jednak społeczeństwo jest dalekie od egalitaryzmu, a system oferuje dość ograniczoną możliwość redystrybucji dochodu, stąd należy ją stosować rozważnie, zaczynając od zaspokajania potrzeb bardziej fundamentalnych.

    Ad. 2 Zdaje się, że istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński

    „Instynkt macierzyński” istnieje w tym samym sensie, w jakim istnieje „instynkt szpanowania zajebistą sportową furą w zajebistym czerwonym kolorze” – innymi słowy, istnieje „instynkt” konformizmu, podążania za modami jakie przyjęły się w społeczności, w której się żyje. Jednak zaspokajania instynktu „szpanowania furami” jakoś nie chcesz nikomu refundować…

    Nie ma żadnej biologicznie zdeterminowanej, niezależnej od kultury, potrzeby reprodukcji. I nie jest ona do niczego potrzebna: do skutecznej reprodukcji w dowolnych warunkach kulturowych od biologii wystarczy tylko (i) popęd seksualny [i inne „popędy” towarzyszące: zakochiwanie się, potrzeba opiekuna itp.] + (ii) odruchowa miłość do dziecka, jeśli się takowe urodzi [ewentualnie, jeśli urodziła je kobieta, którą uważa się za „swoją”]. Przez większość historii swojego istnienia ludzie mieli dzieci najczęściej nie dlatego, że chcieli je mieć, lecz po prostu dlatego, że im się one mimochodem „przytrafiały” – bo uprawiali seks i łączyli się w pary czy jakieś wielokąty – i posiadali biologicznie zdeterminowany odruch kochania takich „przytrafionych” dzieci (generalnie tym mocniej, im dziecko starsze).

    Zresztą, nawet gdyby taki „instynkt” istniał, to czy z samego tego faktu wynika, że mamy go lokować u podstawy Piramidy Masłowa i troszczyć się o to, by każdy mógł go sobie zaspokoić? W końcu istnieje np. bardziej fundamentalny instynkt – seksualno-romantyczny (czyli poniekąd też związany z tym domniemanym „macierzyńskim”/”ojcowskim”) – którego część ludzi nie jest w stanie zaspokoić, a mimo to chyba nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, by próbować ten problem rozwiązywać na koszt podatników.

    kwoty jakie pary dają na in vitro

    Kwoty, jakie ludzie dają na porno, fajki, dragi, dekoracje, gadżety czy dewocjonalia (od świebodzińskiego Jezusa, bazyliki w Licheniu i Świątyni Opaczności, po gotyckie katedry i piramidy faraonów)…

    psychologiczne problemy, jakie mają bezpłodni itp., ludzkie dramaty

    Obawiam się, że po pierwsze, te „problemy psychologiczne i dramaty”, jeśli nawet istnieją, to są zaindukowane czysto kulturowo, właśnie tą modą, tym fetyszem reprodukcyjno-rodzinnym*; a po drugie, raczej nie umywają się – tak pod względem częstości występowania, jak i pod względem dolegliwości – do „psychologicznych problemów i dramatów” związanych z miłosnymi zawodami/samotnością czy niską pozycją społeczno-ekonomiczną lub towarzyską, czym jednak pies z kulawą nogą się nie przejmuje.

    * – Ludziom można łatwo wmówić, że są „nikim”, jeśli nie mają dowolnej rzeczy: ajfona, wykształcenia, urody, arystokratycznego rodowodu, białej skóry, a także – własnego dziecka. Można im też wmówić, że jeśli czegoś dowolnego nie zrobią/nie powstrzymają się przed zrobieniem czegoś dowolnego, to po śmierci spotkają ich dowolnie straszliwe kary. I to wszystko zapewne może skutkować „psychologicznymi problemami i dramatami”. Ja preferuję bardziej niewmawianie, niż wmawianie połączone z późniejszym dopłacaniem do tłumienia zaindukowanych tym wmawianiem „psychologicznych problemów i dramatów”.

    wszystko to świadczy raczej o tym, że to nie jest rozrywka luksusowa, niczym jedzenie trufli, tylko naturalna i podstawowa potrzeba ludzka.

    Nieprawda. Patrz wyżej.

    Weź też pod uwagę, że nie tak mało osób – nawet takich, które na dzieci stać – świadomie wybiera bezdzietność; znaczna część tych, którzy decydują się na dzieci, ogranicza się tylko do 1 sztuki; znaczna część ludzi, choć nie musi, spędza znaczną część swojego życia w bezdzietności. Obecnie rozrodczość Polaków to ok. 1.4 dziecka na kobietę. To raczej nie jest stan, którego byśmy oczekiwali, gdyby reprodukcja była jakaś fundamentalną, „instynktowną” potrzebą.

    Gdyby rodzicielstwo było tylko rozrywką luksusową, to zniknęłoby tak szybko jak inne, luksusowe fetysze i nie byłoby tak popularne wśród biedoty.

    „Dobro luksusowe” to takie dobro, bez którego w danych realiach łatwo się obyć, ale które jednocześnie jest bardzo kosztowne. Rodzicielstwo określam mianem dobra luksusowego z dwóch powodów:
    1. We współczesnych realiach można się łatwo bez niego obyć i nie wiąże się to z poważniejszymi dolegliwościami.
    2. We współczesnych realiach jest bardzo kosztowne, bo wymaga zapewnienia przez ok. 25 lat nieproduktywnej jednostce nie tylko kosztownej podstawowej konsumpcji i opieki medycznej, ale także własnego czasu/wysiłku i kosztownej edukacji.

    A teraz odnośnie Twojej serii uwag:

    – Rodzicielstwo nie zawsze i nie wszędzie było dobrem luksusowym, bo nie zawsze spełniony był warunek 1. (posiadanie potomstwa było niezbędne dla zapewnienia sobie bytu na starość) i 2. (standardy komfortowego życia były ustalone znacznie niżej, a samo potomstwo było nieproduktywne znacznie krócej).

    – Rodzicielstwo nie mogłoby całkowicie zniknąć, z oczywistych powodów. Niemniej podejście do rodzicielstwa i strategie rodzicielskie zmieniały się znacznie wraz z czasem i przestrzenią, co jest spójne z koncepcją, że rodzicielstwo nie jest żadną biologicznie zdeterminowaną „instynktowną” fundamentalną potrzebą.

    – Rodzicielstwo tym się różni od luksusowego samochodu, że aby wejść w posiadanie dziecka niestety potrzeba bardzo niewiele, a to dlatego, że ludzie – zwłaszcza „biedota” – ignorują warunek 2., czyli nie traktują dziecka jako luksusu. I to jest wielka tragedia, przerażająca na podobnej zasadzie, jak przerażać mogłoby wykorzystywanie Rolls Royce’a z szoferem do nawożenia pola obornikiem czy przewożenia trzody albo „Mona Lisy” jako podstawki pod kufel czy blatu do oprawiania świniaka.

    Czy badania nad zwierzętami domowymi, których posiadanie jest rozrywką luksusową powinny być finansowane z budżetu?

    Nie rozumiem tej uwagi.

    (i) Posiadanie większości zwierząt domowych nie jest rozrywką luksusową [nie spełnia warunku 2.].

    (ii) Finansowanie jakichkolwiek badań naukowych uważam za zupełnie inną kategorię potrzeb niż „potrzeby podstawowe” i „luksusowe” – za „potrzebę cywilizacyjną” (podobnie traktuje finansowanie kultury/sztuki, ochrony środowiska i armii). Moim zdaniem na choćby ograniczone finansowanie potrzeb cywilizacyjnych, poza okolicznościami ekstremalnymi (nędza jak ta w krajach 3. i 4. świata, katastrofalna wojna lub kataklizm), środki powinny być zawsze.

    (iii) Badania nad zwierzętami domowymi ma oczywiście znaczenie dla weterynarii, a ta z kolei zajmuje się m.in. zaspokajaniem „potrzeby podstawowej” jaką jest ochrona zwierząt przed cierpieniem.

    (iv) Jakiekolwiek badania naukowe – także te nad zwierzętami domowymi (odkrycia na tym polu mogą przełożyć się np. na naszą wiedzę o organizmie człowieka i leczeniu jego chorób, na rozwój biotechnologii i rolnictwa itp.) – są kluczowe także dlatego, że potencjalnie mogą przyczynić się do zwiększenia rozwoju cywilizacyjnego i dobrobytu, a to z kolei ułatwi zaspokajanie naszych potrzeb (i podstawowych, i luksusowych), a przez to też awans pewnych dzisiejszych „potrzeb luksusowych” do kategorii „potrzeb podstawowych”.

    Albowiem istnieje wiele „ludzi/istot z niezaspokojonymi potrzebami dalekimi od luksusowości.”, więc podatki płacone przez biednych przedsiębiorców uciskanych przez rozrywkowe macice, nie powinny iść na dobra luksusowe takie jak doktoraty?

    Doktoraty to nie rozrywka (nie tylko rozrywka), lecz narzędzie niezbędne do rozwoju nauki, a wiec patrz wyżej punkt (ii) i (iv).

    No i czy w ogóle dopuszczasz istnienie rynku usług luksusowych (produkcja papieru toaletowego, dezodoranty, drogi alkohol),

    Papier toaletowy i dezodorant to nie luksus [nie spełnia warunku 2.].

    No i czy w ogóle dopuszczasz istnienie rynku usług luksusowych (…), gdzie usługodawcy powinni łożyć na rzecz wspólnoty, zwanej państwem?

    Nie rozumiem tego pytania.

    Ad. 3 http://www.kodeks-karny.com.pl/przestpstwo-pedofilii.html itd.

    Ale co to ma być? Jakiś internetowy kącik popprawniczo-reklamowy? Ja się Ciebie pytałem gdzie masz tę alternatywną wobec medycznej kodeksową definicję pedofilii. Bo rozumiem, że jeśli ta definicja jest uniwersalna, to znajdę ją w jakichś kodeksach, treści ustaw, czy innych obowiązujących dokumentach prawnych.

    Ad. 4 Dziwna sprawa, analizujesz tekst Kydryńskiego, jako „apologię prostytucji i czerpania korzyści z nędzy panującej w krajach rozwijających się, która masowość tej prostytucji wymusza.” No więc, gdzie Ty tu widzisz apologię nędzy w tym tekście?

    Hę? No przecież napisałem – a Ty sam to zacytowałeś – o „apologii prostytucji (i czerpania z niej korzyści)”, a nie o „apologii nędzy” jako takiej. (Masowa) prostytucja, którą Kydryński podziwia, jest skutkiem nędzy – to przypuszczenie moje, niekoniecznie Kydryńskiego, ale ja mu go nie przypisywałem.

    A przecież Kydryński może uważać, że gdyby nie było nędzy, to te czarne klacze i tak chciałyby, aby je pokryć, bo taka ich zwięrzęca natura. (…) orzeka o ich zwierzęcej naturze, której nie wymusza żadna nędza, którą mu z dupy wyciągnąłeś, tylko ich rasa?

    Po pierwsze: Nieważne czy tak uważa, czy nie. Ja tu tupałem z tego powodu, że oto jakiś lewicowy(?) intelektualista zachwyca się masowym prostytuowaniem się kobiet i dziewczynek. To jest mniej czy bardziej bezpośrednim skutkiem nędzy [w obecnym świecie patriarchalizm i podła pozycja kobiety pewnie też jest skutkiem nędzy i wynikającego z niej cywilizacyjno-kulturowo-prawnego zacofania], a zachwyty nad prostytucją w wykonaniu lewicowego(?) intelektualisty są szokujące, bez względu na to, czy on zdaje sobie sprawę z jej źródła. Zresztą, jeśli nie zdaje sobie sprawy, to też jest to szokujące.

    Po drugie: Może nie jest to powiedziane wprost, ale on jednak sugeruje tam, że to masowe prostytuowanie się kobiet jest skutkiem nie ich rasowej biologii, lecz ich podłego położenia w tamtejszej kulturze (co jest związane z nędzą). Zobacz:

    – „Je uszczęśliwia funt, nawet dwadzieścia pięć piastrów.”

    – „Czarne dziewczyny w Afryce są prawie zawsze dzikie. Jest to wynik wychowania w społeczeństwie zbudowanym na męskim przywódcy stada. Tak żyją lwy i goryle, tak żyją plemiona Czarnej Afryki.”

    – „Takim polowaniem jest afrykańska prostytucja. Seks dla większości Afrykanek to jedyna radość życia. Używają go w sposób równie naturalny i spontaniczny jak zwierzęta. Jeśli nie pracują i nie kochają się – nuda je zabija. Często więc łączą te zajęcia.”

    – „Uciekły ze swoich plemion do większych miast (…)”

    – „Może pragną odebrać sobie choć część tej rozkoszy, której pozbawia je istniejący na kontynencie od tysiącleci rytuał kobiecej inicjacji.”

    Moim zdaniem, robisz dokładnie to samo, co ja z rasizmem. Otóż przyjmujesz pewne domniemania.

    Jakie? To, że afrykańska prostytucja jest skutkiem tamtejszej biedy? No, przyjmuję. Ale to nie ma znaczenia w kontekście mojej analizy tekstu, w którym widzę apologię prostytucji, ale nie widzę rasizmu.

    Na stadionach w Europie czarnoskórym piłkarzom rzucają banany i udają odgłosy małp. Jak myślisz, czy ta metafora, wskazująca przecież na uznanie ich małpich, gibkich ruchów, słusznie jest przez tych piłkarzy odbierana jako rasizm?

    Hę? Oczywiście, że to rasizm. Przecież to ma na celu poniżenie tych piłkarzy, a nie wydawanie metaforycznych jęków zachwytu jak u Kydryńskiego.

    No i czy rzeczywiście, nie widzisz w tym tekście poczucia wyższości białego człowieka (…)

    Nie, nie widzę. A już na pewno nie widzę wywodzenia żadnej wyższości z rasy (tym bardziej, że te 12-letnie prostytutki z Afryki północnej rasowo są Białe).

    Przecież ten tekst mógłby z powodzeniem napisać Nicpoń, kiedyś zresztą napisał podobny – o pornosach i kobietach, czy jakoś tak.

    O nie! Tamten tekst Nicponia to zupełnie coś innego. On tam wzdychał zasmucony nad tym, do jakiego „skurwienia” doszła „Cywilizacja Białych Europejskich Chrześcijan”, skoro „białe babeczki” „dobrowolnie dają się posuwać bambusom”. Czyli odwrócenie o 180 stopni wymowy tekstu Kydryńskiego (który międzyrasowe posuwanie afirmuje).

  48. 21/11/2010 o 11:14 am

    Ad 1 Z jednej strony takie pracownice zwiększają ryzyko brania wolnych dni na chore dziecko, z drugiej bardziej cenią pracę, bo wiedzą jak trudno jest ją (przez osoby, co myślą jak Quasi, Środa i Korwin) otrzymać. Mniej oszukują przełożonych, rzadziej piją i ćpają w pracy i po pracy, są bardziej odpowiedzialne i lepiej organizują sobie czas.

    Na żłobki i przedszkola nas oczywiście stać, w skali budżetu i wydatków na stadiony, autostrady, armię, czy edukację to koszt stosunkowy mały. Tylko trzeba przestać myśleć w kategoriach luksusu, a zwyczajnego standardu cywilizacyjnego. Coś jak wodociąg, kible na dworcach PKP, czy zasiłek pogrzebowy (ale nie tak duży jak obecnie).

    Fakt, że dzietność wynosi 1,4 jest akurat dowodem na to, że wystarczy jedno dziecko by zaspokoić podstawową potrzebę ludzką, jaką jest macierzyństwo. Gdyby to był luksus typu trufle, auta to by bogacze płodzili tych dzieci po kilkanaście/kilkadziesiąt. Tak jak kupują sobie po kilkanaście samochodów. W historii dzieci były uważane bardziej za dobrą siłę roboczą i polisę na przyszłość. Teraz to się zmieniło na skutek miłości, co oznacza, że w piramidzie Maslowa co prawda spadło (bo nie podpada pod bezpieczeństwo), ale o wiele bardziej intensywnie jest odczuwane jako potrzebą miłości i przynależności w środku tej piramidy.

    Twoje egalitarne społeczeństwo to społeczeństwo wedle urojeń quasiego, gdzie macierzyństwo to luksusowa rozrywka i nie damy na to kasy, ale ważne są badania nad rzęsistkiem pochwowym i damy na to kasę. Niestety ludzie hierarchię swoich potrzeb widzą zupełnie inaczej niż ty, więc niestety Twój rachunek szczęścia jest sztuczny, całkowicie wyciągnięty z dupy, głównie Twojej. Rzecz jasna cierpienia zwierząt w ogóle się w tej piramidzie nie mieszczą, ot luksus, więc pieprzyć ganianie za mordercami niedźwiadka. Wszak tyle dzieci głoduje w Afryce.

    Twoja definicja dóbr luksusowych jest tak szeroka i nieostra, że podpada pod nią budowa kanalizacji, autostrady, (wszak to są miliardy, a można się bez tego obyć), refundacja szczepionek (miliony w skali kraju, nie będziemy niczym ciężarnym matkom dawać od państwa, niech se kupią, albo się ubezpieczą). Oczywiście możesz zrobić badanie, czy jeden z drugim woli być bezpłodnym przez następne 10 lat, czy mieć trasę S-4, ale wyniki mogą rażąco odbiegać od tego, co uważasz za „dobro, bez którego w danych realiach łatwo się obyć”. Otóż dla rodzica, chcącego mieć dziecko bardzo trudno jest się obejść, skala poświęceń jest naprawdę duża i nie są to poświęcenia, które zwykle widzimy przy zachciankach, bo te cechuje najczęściej słomiany zapał i znikoma gotowość do poświęceń, czy ponoszenia gigantycznych kosztów. Prawie każdy facet chciałby mieć sportowe auto, ale mało który bierze dodatkowy kredyt i tyra po godzinach na spłacenie rat. To jest właśnie zachcianka, czyli coś, co nie powoduje traumatycznego dyskomfortu, gdy powoduje to jest już INDYWIDUALNĄ, PODSTAWOWĄ POTRZEBĄ. Tymczasem łatwo to jest się obyć bez pieniędzy na naukę o zwierzętach domowych, na którą wydatki są bardzo kosztowne. Wszak ewentualne zyski są niepewne i dotyczą przyszłych pokoleń, które i tak mamy w dupie, bo to fetysz prawacki. Innymi słowy, robisz typową projekcję własnej hierarchii potrzeb (cierpienia zwierząt, nauka odpowiednio wysoko) lokując powszechną potrzebie jako luksus, bo głupi motłoch dał sobie to wmówić.

    Ad. 3 Istnieją definicje prawne i prawnicze. Prawne to te ustawowe ( art taki i taki osobą małoletnią jest taka i taka) Prawnicze to te, które układa doktryna, orzecznictwo i tym podobne. Dlatego sąd uzasadnia w wyroku:

    „Istotę i przyczynę zdarzenia naruszającego cześć i wizerunek powoda określa treść przytoczonego wyroku. Sąd Apelacyjny w uzasadnieniu podał jeszcze dalsze okoliczności, wskazując, że powód jest również redaktorem naczelnym wymienionego Przeglądu, wydawanego przez podmiot, kierowany przez dyrektora K. D., aresztowanego w tym okresie pod zarzutem pedofilii. Artykuł poprzedzony był na stronie tytułowej tzw. zwiastunem pt. „Skandal Sąd uwolnił pedofila”, a w jego treści znajdowała się informacja, że niebezpiecznym pedofilem, zwolnionym z aresztu jest K. D., dziennikarz, dyrektor generalny wydawnictwa będącego właścicielem „P”.”

    To co w kodeksie uznawane jest jako przestępstwo obcowania z małoletnim poniżej 15 roku życia, jest nazywane w nauce prawa za pedofilię, tak samo w języku potocznym (Tusk chce kastrować pedofilów) oraz słownikowym http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2571028
    Naprawdę, medyczne rozróżnianie nie jest uniwersalne, więc jak ci ktoś we flejmie napisze o pedofilii, to raczej w ujęciu takim jak ja, niż takim jak Ty.

    Ad 4 Nie no ewidentnie wyciągasz z dupy mu tę nędzę, przecież on pisze o tym, że te klacze to efekt naturalnego życia w stadzie, a nie małego PKB. Co do poniżenia to właśnie owe życie w stadzie i zezwierzęcenie jest poniżające, nawet jeśli kryje się za tym zachwyt, że ta „małpa z akademika je tak szybko banany, zazdroszczę, też bym tak chciał”)

  49. wodasuczaju
    21/11/2010 o 6:55 pm

    „A co gdyby Ciebie wyskrobali?”
    Miałbym jeden blog mniej do czytania.

    „Dobro luksusowe” to takie dobro, bez którego w danych realiach łatwo się obyć, ale które jednocześnie jest bardzo kosztowne.”
    „To jest właśnie zachcianka, czyli coś, co nie powoduje traumatycznego dyskomfortu, gdy powoduje to jest już INDYWIDUALNĄ, PODSTAWOWĄ POTRZEBĄ.”
    Większość definicji ma to do siebie, że jest małoprecyzyjna i stwarza problemy w klasyfikacji.
    Kto określi jednolite kryteria bez jakich dóbr X czy Y może się obejść i ustali granice kosztowości? Bezrobotna matka z piątką dzieci uzna, że auto to luksus i zadowoli się rowerem. Dla dobrze zarabiającego przedsiebiorcy to będzie towar pierwszej potrzeby, niezbędny do funkcjonowania. Sytuacja ekonomiczna zmusza do obywania się bez rzeczy, na które nas nie stać, czyli w naszym pojęciu kosztownych, więc mozna lukusowość różnie postrzegać.
    Podobnie u Majora, pisze o zachciankach, o indywidualnych potrzebach podstawowych, których niezaspokojenie wywołuje traume, ale kluczowe jest tu słowo INDYWIDUALNE, bo każdy ma inny próg wrażliwości.
    Ludzie przezywają dramaty po stracie ukochanego jamnika. Zwłaszcza starsi, samotni, dla ktorych pies był jedynym oddanym przyjacielem. Jesli taki staruszek dla złagodzenia bólu zechce sobie sklonować swojego czworonoga to społeczeństwo ma mu to sponsorować?
    DO mnie osobiście bardziej przemawia trauma nie bezdzietnych, nie samotnych staruszków, ale horror jakiego doświadcza chory na raka czekając kilka m-cy na termin operacji/naświetlań ze świadomością, że każdy dzień zwłoki niesie tragiczne
    konsekwencje.
    Wiadomo że środki na ochronę zdrowia sa ograniczone. Jeśli mam do wyboru finansowanie z mojego podatku leczenia zagrożonych śmiercią, kalectwem czy innymi atrakcjami albo kosztowną produkcję nowego ludzia, wybieram to pierwsze.
    To zdaje się jeden z argumentów, którymi zwolennicy aborcji napieprzają kościół: zamiast ratować życie nienarodzone zajmijcie się pomocą dla tych, którzy już na ten świat przyszli i żyją w niedostatku.
    Takie mam wrażenie, że za refundowaniem IV nie stoją racjonalne argumenty tylko chęć dokopania katolikom, którzy sprzeciwiają sie IV ze względów religijnych

  50. cyncynat
    21/11/2010 o 8:46 pm

    Quasi: masz racje, ale nie widze specjalnej potrzeby odrozniania rasizmu i „kulturosizmu”. Obu nie lubie z tych samych powodow.

    Majorze, ale Quasi ma tu racje. Wiele osob w polskiej sieci juz potepilo Kudrynskiego (w tym pan od „Murzynow na densflorze”, co uwazam za slodziutkie), ale nikt – z tego co widze – nie napisal sensownie i przejrzyscie co dokladnie go poruszylo u Kudrynskiego. Komentarze sa skupione wokol slowa „obrzydliwe”, ale to niczego nie tlumaczy. Podobnie do Quasiego uwazam – po przemysleniu – ze rasizm u Kydrynskiego nie jest oczywisty (zdecydowanie bardziej oczywisty jest u miasia z middle class). Zreszta, mam wrazenie, ze roznym grupow tekst K. nie podoba sie z roznych powodow, ale zadna z tych grup nie eksponuje przejrzyscie/uczciwie te powody.
    Proponuje taki eksperyment: przenies narracje Kydrynskiego np do biednego zadupia kaukaskiego albo rosyjskiego. Niech hipotetyczny Kydrynski powtorzy to samo co napisal, ale o np Baszkirkach albo Rosjankach. Tekst bedzie tak samo odstreczajacy, nieprawdaz?

  51. 21/11/2010 o 8:58 pm

    cyncynat :

    Quasi: masz racje, ale nie widze specjalnej potrzeby odrozniania rasizmu i „kulturosizmu”. Obu nie lubie z tych samych powodow.

    Majorze, ale Quasi ma tu racje. Wiele osob w polskiej sieci juz potepilo Kudrynskiego (w tym pan od „Murzynow na densflorze”, co uwazam za slodziutkie), ale nikt – z tego co widze – nie napisal sensownie i przejrzyscie co dokladnie go poruszylo u Kudrynskiego. Komentarze sa skupione wokol slowa „obrzydliwe”, ale to niczego nie tlumaczy. Podobnie do Quasiego uwazam – po przemysleniu – ze rasizm u Kydrynskiego nie jest oczywisty (zdecydowanie bardziej oczywisty jest u miasia z middle class). Zreszta, mam wrazenie, ze roznym grupow tekst K. nie podoba sie z roznych powodow, ale zadna z tych grup nie eksponuje przejrzyscie/uczciwie te powody.
    Proponuje taki eksperyment: przenies narracje Kydrynskiego np do biednego zadupia kaukaskiego albo rosyjskiego. Niech hipotetyczny Kydrynski powtorzy to samo co napisal, ale o np Baszkirkach albo Rosjankach. Tekst bedzie tak samo odstreczajacy, nieprawdaz?

    Ależ oczywiście że tak, gdyby to był tekst o białych kobietach, Czeczenkach, Szwedkach, Japonkach to obrzydzenie byłoby takie samo. Tyle, że odpadłyby stały, poniżający rasistowski motyw czarnoskóry = zwierzę.

  52. 21/11/2010 o 9:03 pm

    wodasuczaju :

    „A co gdyby Ciebie wyskrobali?”
    Miałbym jeden blog mniej do czytania.

    „Dobro luksusowe” to takie dobro, bez którego w danych realiach łatwo się obyć, ale które jednocześnie jest bardzo kosztowne.”
    „To jest właśnie zachcianka, czyli coś, co nie powoduje traumatycznego dyskomfortu, gdy powoduje to jest już INDYWIDUALNĄ, PODSTAWOWĄ POTRZEBĄ.”
    Większość definicji ma to do siebie, że jest małoprecyzyjna i stwarza problemy w klasyfikacji.
    Kto określi jednolite kryteria bez jakich dóbr X czy Y może się obejść i ustali granice kosztowości? Bezrobotna matka z piątką dzieci uzna, że auto to luksus i zadowoli się rowerem. Dla dobrze zarabiającego przedsiebiorcy to będzie towar pierwszej potrzeby, niezbędny do funkcjonowania. Sytuacja ekonomiczna zmusza do obywania się bez rzeczy, na które nas nie stać, czyli w naszym pojęciu kosztownych, więc mozna lukusowość różnie postrzegać.
    Podobnie u Majora, pisze o zachciankach, o indywidualnych potrzebach podstawowych, których niezaspokojenie wywołuje traume, ale kluczowe jest tu słowo INDYWIDUALNE, bo każdy ma inny próg wrażliwości.
    Ludzie przezywają dramaty po stracie ukochanego jamnika. Zwłaszcza starsi, samotni, dla ktorych pies był jedynym oddanym przyjacielem. Jesli taki staruszek dla złagodzenia bólu zechce sobie sklonować swojego czworonoga to społeczeństwo ma mu to sponsorować?
    DO mnie osobiście bardziej przemawia trauma nie bezdzietnych, nie samotnych staruszków, ale horror jakiego doświadcza chory na raka czekając kilka m-cy na termin operacji/naświetlań ze świadomością, że każdy dzień zwłoki niesie tragiczne
    konsekwencje.
    Wiadomo że środki na ochronę zdrowia sa ograniczone. Jeśli mam do wyboru finansowanie z mojego podatku leczenia zagrożonych śmiercią, kalectwem czy innymi atrakcjami albo kosztowną produkcję nowego ludzia, wybieram to pierwsze.
    To zdaje się jeden z argumentów, którymi zwolennicy aborcji napieprzają kościół: zamiast ratować życie nienarodzone zajmijcie się pomocą dla tych, którzy już na ten świat przyszli i żyją w niedostatku.
    Takie mam wrażenie, że za refundowaniem IV nie stoją racjonalne argumenty tylko chęć dokopania katolikom, którzy sprzeciwiają sie IV ze względów religijnych

    Za in in vitro stoi argument, że to powinno być w standardzie leczenia, jak operację na raka itp. Tyle, że powinno się działać wielopłaszczyznowo tzn. że nie może być tak, że nie leczymy choroby X, bo choroba Y jest gorsza i na nią umierają ludzie, więc tam idzie cała kasa. Tylko dajemy kasę wedle pewnej proporcji tak, aby skorzystało z tego jak najwięcej pacjentów chorych na jak najwięcej dolegliwości.

  53. cyncynat
    21/11/2010 o 9:18 pm

    galopujący major :

    cyncynat :
    Quasi: masz racje, ale nie widze specjalnej potrzeby odrozniania rasizmu i „kulturosizmu”. Obu nie lubie z tych samych powodow.
    Majorze, ale Quasi ma tu racje. Wiele osob w polskiej sieci juz potepilo Kudrynskiego (w tym pan od „Murzynow na densflorze”, co uwazam za slodziutkie), ale nikt – z tego co widze – nie napisal sensownie i przejrzyscie co dokladnie go poruszylo u Kudrynskiego. Komentarze sa skupione wokol slowa „obrzydliwe”, ale to niczego nie tlumaczy. Podobnie do Quasiego uwazam – po przemysleniu – ze rasizm u Kydrynskiego nie jest oczywisty (zdecydowanie bardziej oczywisty jest u miasia z middle class). Zreszta, mam wrazenie, ze roznym grupow tekst K. nie podoba sie z roznych powodow, ale zadna z tych grup nie eksponuje przejrzyscie/uczciwie te powody.
    Proponuje taki eksperyment: przenies narracje Kydrynskiego np do biednego zadupia kaukaskiego albo rosyjskiego. Niech hipotetyczny Kydrynski powtorzy to samo co napisal, ale o np Baszkirkach albo Rosjankach. Tekst bedzie tak samo odstreczajacy, nieprawdaz?

    Ależ oczywiście że tak, gdyby to był tekst o białych kobietach, Czeczenkach, Szwedkach, Japonkach to obrzydzenie byłoby takie samo. Tyle, że odpadłyby stały, poniżający rasistowski motyw czarnoskóry = zwierzę.

    Przeciez napisalem by zostawic wymowe Kydrynskiego nienaruszona: zwierze niech zostanie. „Zwierze” to chyba element zoofilskich ciagotek K. – tak samo bedzie pasowal do kobiet/samic dowolnej rasy.

  54. vHF
    22/11/2010 o 11:46 am

    cyncynat :
    Zreszta, mam wrazenie, ze roznym grupow tekst K. nie podoba sie z roznych powodow, ale zadna z tych grup nie eksponuje przejrzyscie/uczciwie te powody.
    Proponuje taki eksperyment: przenies narracje Kydrynskiego np do biednego zadupia kaukaskiego albo rosyjskiego. Niech hipotetyczny Kydrynski powtorzy to samo co napisal, ale o np Baszkirkach albo Rosjankach. Tekst bedzie tak samo odstreczajacy, nieprawdaz?

    Dla mnie rzeczywiście będzie.
    Mnie najbardziej zdenerwował nie rasizm—który co prawda też dostrzegam, choć niekoniecznie w jakimś strasznym stężeniu—ale to pisanie o prostytucji i oblepianiu z pozycji białego, relatywnie zamożnego turysty. Jemu przez głowę nie przejdzie że ogląda ludzkie nieszczęście i pieprzy o „rozkrojonych owocach”, skurwysyn.

  55. Quasi
    24/11/2010 o 6:15 pm

    @ major

    Ad 1 Z jednej strony takie pracownice zwiększają ryzyko brania wolnych dni na chore dziecko,

    Tu (tj. u Środy) jest mowa o ciąży, połogu i niemowlęciu, nie o dziecku w dowolnym wieku, czyli o wyłączeniu matki z roboty na kilka-kilkanaście miesięcy. Nic mi nie wiadomo, by istniały jakieś problemy z zatrudnieniem/utrzymaniem pracy w przypadku matek z dziećmi w wieku już przedszkolnym.

    z drugiej bardziej cenią pracę, bo wiedzą jak trudno jest ją (…) otrzymać. Mniej oszukują przełożonych, rzadziej piją i ćpają w pracy i po pracy, są bardziej odpowiedzialne i lepiej organizują sobie czas.

    Po pierwsze: Skąd masz te dane (z jakiegoś otworu cielesnego?)?

    Po drugie: Ewentualna zwiększona motywacja do uczciwej pracy nic nie znaczy, kiedy pracownika w pracy nie ma, bo jest w połogu/na urlopie macierzyńskim. A przecież o takich przypadkach pisała Środa.

    Po trzecie: Jeśli tutaj chodziło Ci o ogólną prawidłowość, że reprodukcja jest sumarycznie opłacalna z punktu widzenia produktywności społeczeństwa, gdyż rodzice są lepiej zmotywowani do pracy niż bezdzietni z samego faktu bycia rodzicami, to niestety nie czuję się przekonany:
    (i) nie pokazałeś żadnych kwitów;
    (ii) gdyby nawet tak było, że w obecnych realiach rodzicielstwo jest takim czynnikiem kulturowym, który faktycznie poprawia produktywność/kreatywność/rzetelność pracownika, to wątpię żeby był to czynnik unikalny i żeby nie dało się go zastąpić jakimś innym czynnikiem kulturowym [np. modą na samorozwój, karierę, akumulację kapitału, kosztowną konsumpcję; lojalnościowo-solidnościowym etosem pracy; zwiększeniem wybredności kobiet w stronę preferowania facetów o jeszcze wyższej pozycji społeczno-ekonomicznej – im mniej solidnie pracujesz, tym mniejsza szansa na umoczenie…];
    (iii) konieczność kosztownego – tak ze względu na nakłady finansowe, jak i ze względu na osobiste nakłady czasowo-wysiłkowe – wychowywania dziecka siłą rzeczy konkuruje z pracą i samodoskonaleniem się pod kątem dalszej kariery; jeśli musisz zainwestować w dziecko, to nie zainwestujesz w dodatkowy etat, nadgodziny, własną edukację.

    Po czwarte – najważniejsze: Gdyby faktycznie było tak, jak twierdzisz, że jest – tj. gdyby rodzicielstwo zwiększało solidność pracownika i to w takim stopniu, by z nawiązką zrekompensować to, co w życiu zawodowym poświęca on na rzecz dziecka – to najprawdopodobniej tej rozmowy w ogóle by nie było, bo pracodawcy zabijaliby się aby nazatrudniać możliwie jak najwięcej ciężarnych kobiet…

    bo wiedzą jak trudno jest (przez osoby, co myślą jak Quasi, Środa i Korwin) otrzymać

    Że co? W jaki niby sposób Środa – a tym bardziej ja – chcemy utrudniać ludziom otrzymanie pracy? Bo jeśli masz na myśli tylko nasze hasło „praca albo dziecko”, to najwyraźniej opacznie nas zrozumiałeś: nam nie chodzi o to, by utrudniać ludziom otrzymywanie pracy, tylko o to, by utrudniać im robienie dzieci…

    Na żłobki i przedszkola nas oczywiście stać, w skali budżetu i wydatków na stadiony, autostrady, armię, czy edukację to koszt stosunkowy mały. Tylko trzeba przestać myśleć w kategoriach luksusu, a zwyczajnego standardu cywilizacyjnego. Coś jak wodociąg, kible na dworcach PKP, czy zasiłek pogrzebowy (ale nie tak duży jak obecnie).

    Łoł! Toż to aż się prosi o zrobienia makra do copypastowania:
    „Na X nas oczywiście stać, w skali budżetu i wydatków na stadiony, autostrady, armię, czy edukację to koszt stosunkowy mały. Tylko trzeba przestać myśleć w kategoriach luksusu, a zwyczajnego standardu cywilizacyjnego. Coś jak wodociąg, kible na dworcach PKP, czy zasiłek pogrzebowy (ale nie tak duży jak obecnie).
    Za X możesz wstawić co chcesz: darmowego iPada dla każdego ucznie, przestawienie się z węgla&gazu na atom, darmowy internet w całym kraju, szybką kolej typu TGV, Świątynię Opaczności w każdym mieście, program lotów kosmicznych…

    Fakt, że dzietność wynosi 1,4 jest akurat dowodem na to, że wystarczy jedno dziecko by zaspokoić podstawową potrzebę ludzką, jaką jest macierzyństwo.

    Po pierwsze: 1.4 to wartość średnia, na którą składają się i takie kobiety, które mają 8 dzieci, i takie – które mają 0…

    Po drugie: Jeśli masz tylko 1 dziecko, to znaczy, że w rodzica w praktyce bawisz się ledwie przez kilka-kilkanaście lat swojego życia – później dziecko dorasta i się „zużywa” jako obiekt do wyładowywania „instynktów macierzyńskich”. Gdyby rodzicielstwo faktycznie było jakąś podstawową potrzebą, to należałoby oczekiwać, że ludzie staraliby się utrzymać stan „aktywnego rodzicielstwa” – przez dorabianie nowych dzieci co jakiś czas – tak długo, jak tylko mogą. A jednak tego nie robią. Rodzicielstwo to taka sama „potrzeba” jak „potrzeba” chrztu czy odwiedzenia Mekki…

    podstawową potrzebę ludzką, jaką jest macierzyństwo

    Macierzyństwo jest „podstawową potrzebą ludzką” – czyli, jak rozumiem, jakąś warunkowaną biologią – bo? Bo Ty tak chcesz? Co jeszcze jest wg Ciebie taką „podstawową potrzebą ludzką”? Ślub kościelny?

    Najwyraźniej mylą Ci się potrzeby psycho-fizjologiczne ze zmiennymi/zmienialnymi modami kulturowymi. Przecież ja wiem, że u nas panuje moda na rodzicielstwo – i na ogólne podzielanie prostackiego ideolo, które nazywam „fetyszyzmem demograficzno-reprodukcyjnym” – i przecież nad tym, razem ze Środą, ubolewam.

    Gdyby to był luksus typu trufle, auta to by bogacze płodzili tych dzieci po kilkanaście/kilkadziesiąt.

    No skąd. „Luksusowe” oznacza tylko (1) łatwy do obycia się bez i (2) bardzo kosztowny, a nie „pożądany zawsze i przez każdego”. Istnieje mnóstwo dóbr luksusowych, które nie każdemu się podobają i które nie każdy chce zaznawać wielokrotnie, ot chociażby safari czy turystyczne loty orbitalne. Pewnie trufle też nie każdy lubi.

    Zresztą, drzewiej tak faktycznie było, że bogaci i wpływowi – z faraonami i sułtanami na czele – nierzadko płodzili nieprzeciętnie licznych potomków, nawet liczonych w setkach.

    Teraz to się zmieniło na skutek miłości, co oznacza, że w piramidzie Maslowa co prawda spadło (bo nie podpada pod bezpieczeństwo), ale o wiele bardziej intensywnie jest odczuwane jako potrzebą miłości i przynależności w środku tej piramidy.

    Po pierwsze: Miłość to się czuje do (istniejącego) dziecka, a nie do abstrakcyjnej koncepcji bycia rodzicem. Piszesz nie na temat.

    Po drugie: Nie tyle zwiększyła się miłość odczuwana do dzieci, co obniżył wiek dziecka, od którego intensywną miłością się je darzy – w realiach wielkiej&powszechnej śmiertelności niemowląt i małych dzieci, ich życie siłą rzeczy było cenione niżej niż obecnie.

    Twoje egalitarne społeczeństwo to społeczeństwo wedle urojeń quasiego, gdzie macierzyństwo to luksusowa rozrywka i nie damy na to kasy, ale ważne są badania nad rzęsistkiem pochwowym i damy na to kasę. Niestety ludzie hierarchię swoich potrzeb widzą zupełnie inaczej niż ty, więc niestety Twój rachunek szczęścia jest sztuczny, całkowicie wyciągnięty z dupy, głównie Twojej. Rzecz jasna cierpienia zwierząt w ogóle się w tej piramidzie nie mieszczą, ot luksus, więc pieprzyć ganianie za mordercami niedźwiadka. Wszak tyle dzieci głoduje w Afryce.
    (…)
    Oczywiście możesz zrobić badanie, czy jeden z drugim woli być bezpłodnym przez następne 10 lat, czy mieć trasę S-4, ale wyniki mogą rażąco odbiegać od tego, co uważasz za „dobro, bez którego w danych realiach łatwo się obyć”.
    (…)
    Innymi słowy, robisz typową projekcję własnej hierarchii potrzeb (cierpienia zwierząt, nauka odpowiednio wysoko) lokując powszechną potrzebie jako luksus, bo głupi motłoch dał sobie to wmówić.

    Po pierwsze: Poza populizmem, każda ideologia polityczna ma i próbuje upowszechnić swój własny („urojony”?) system aksjologiczne ze swoją własną hierarchią, które nie są uniwersalnie (a często nawet powszechnie) podzielane. O to przecież w ekspozycji i konfrontacji ideologii chodzi: o przekonanie lub zmuszenie ludzi do zmiany swoich dotychczasowych potrzeb/hierarchii na te oferowane im przez daną ideologię. I w tym przoduje lewica. Tak jak wykorzeniła z ludzi „potrzebę” posiadania pańszczyźnianego chłopa, niewolnika, żony jako przyrządu reprodukcyjno-kuchennego, zamorskich kolonii, „potrzebę” zemsty i krwawych widowisk katowskich czy „potrzebę” segregacji rasowej, religii panującej i obrony przed heretyckim zgorszeniem za pomocą sakramentu oczyszczenia ogniem, tak – mam nadzieję – kiedyś wykorzeni też „potrzebę” macierzyństwa…

    Po drugie: Szczerzę wątpię, że statystycznie rzecz biorąc „niemanie” dziecka (lub „manie” ich mniej bądź później), nawet w naszym demograficzno-reprodukcyjnie sfetyszyzowanym świecie, jest choćby porównywalną dolegliwe jak odziedziczenie po samolubnych rodzicach głupoty, brzydoty, choroby, nikczemności, słabości i biedy (że o ryzyku nędzy i przemocy związanej z wywołanym przeludnieniem kryzysem energetycznym/ekologicznym nie wspomnę), więc o trafność swojego rachunku szczęścia jakoś się nie martwię.

    Twoja definicja dóbr luksusowych jest tak szeroka i nieostra

    Każda definicja dóbr luksusowych jest szeroka i nieostra, a w dodatku mocno subiektywna.

    że podpada pod nią budowa kanalizacji, autostrady, (wszak to są miliardy, a można się bez tego obyć), refundacja szczepionek (miliony w skali kraju, nie będziemy niczym ciężarnym matkom dawać od państwa, niech se kupią, albo się ubezpieczą).

    Nie.

    Po pierwsze: W przeliczeniu na jednostkę i biorąc pod uwagę korzyści (choćby unikanie epidemii cholery wybijających tysiące, jak niegdyś w nieskanalizowanym i nieszczepionym Londynie) – kanalizowanie i szczepienia raczej nie są specjalnie kosztowne. Poza tym weź pod uwagę, że kanalizację doprowadza się nie wszędzie, a za jej podłączenie i korzystanie się płaci, nie na wszystkie choroby, na które posiadamy szczepionki, szczepi się powszechnie/darmowo, a korzystanie z większości autostrad jest płatne.

    Po drugie: Unikanie fetoru, cholery, czerwonki, krztuśca, odry, zatruwania wód gruntowych chemią domową itp. w dzisiejszym świecie nie nazywam luksusem – nie wyobrażam sobie obycia się bez szczepień i kanalizacji niezwiązanego ze znaczącą&masową dolegliwością.

    Otóż dla rodzica, chcącego mieć dziecko bardzo trudno jest się obejść, skala poświęceń jest naprawdę duża i nie są to poświęcenia, które zwykle widzimy przy zachciankach, bo te cechuje najczęściej słomiany zapał i znikoma gotowość do poświęceń, czy ponoszenia gigantycznych kosztów.

    Dewocjonalia, koszta kultu religijnego, samobójcze zamachy z jednej strony, dopuszczanie się przestępstw zagrożonych surową karą, a zaspokajających tylko luksusowe zachcianki (zgwałcenia, posiadanie narkotyków, łapownictwo, różnego rodzaju zabory mienia itp.) – z drugiej. Przypadków nie-słomianego zapału, poświecenia i ponoszenia gigantycznych kosztów (z oddaniem życia włącznie) dla tych zachcianek też nie brakuje. I co z tego? To, że bez jakiegoś luksusowego dobra da się obejść bez konieczności rezygnowania z względnie szczęśliwego życia nie oznacza, że każdy się zdecyduje bez tych dóbr/zachcianek obejść.

    Tymczasem łatwo to jest się obyć bez pieniędzy na naukę o zwierzętach domowych, na którą wydatki są bardzo kosztowne.

    Toż już pisałem: to jest inna kategoria potrzeby – potrzeba cywilizacyjna; mnóstwo zwierząt domowych bez weterynarii bazującej na tych badaniach obejść się nie może.

    Wszak ewentualne zyski są niepewne i dotyczą przyszłych pokoleń

    Są pewne i dotyczą pokolenia bieżącego: leczymy obecnie cierpiące zwierzęta i powiększamy zasoby naszej wiedzy o świecie, co jest cywilizacyjną wartością samą w sobie (wg aksjologii, którą forsuję ja).

    dotyczą przyszłych pokoleń, które i tak mamy w dupie, bo to fetysz prawacki.

    A to skąd wziąłeś? Troska o przyszłe pokolenia nie jest specyficzna ani dla prawicy, ani dla lewicy – zwykle i jedni, i drudzy deklarują tę troskę, choć zasadniczo koncentrują się na innych problemach i forsują inne recepty.

    Ad. 3 Istnieją definicje prawne i prawnicze. Prawne to te ustawowe ( art taki i taki osobą małoletnią jest taka i taka) Prawnicze to te, które układa doktryna, orzecznictwo i tym podobne. Dlatego sąd uzasadnia w wyroku: (…)

    To może przytocz jeszcze treść przeprosin dla Doktora G., którą sąd podyktował Ziobrze, aby udowodnić, że w naukach prawnych obowiązuje alternatywna stylistyka i interpunkcja… Skąd mam wiedzieć, że tu mam odbicie oficjalnej alternatywnej definicji „pedofilii”, a nie niechlujstwa umysłowo-językowego lub ignorancji jakiegoś sędziny?

    A to jest wbrew pozorom istotne, wszak kodeks zakazuje nam „pochwalania i propagowania czynności o charakterze pedofilskim”, więc warto wiedzieć, co prawodawca miał na myśli, a brak tej wiedzy może skutkować odsiadką…

    To co w kodeksie uznawane jest jako przestępstwo obcowania z małoletnim poniżej 15 roku życia, jest nazywane w nauce prawa za pedofilię,

    Nawet jeśli sam obcujący jest małoletnim poniżej 15 roku życia? Nawet jeśli obcuje sam ze sobą via masturbacja? [I czy w związku z tym za pochwalanie/propagowanie seksu/masturbacji u małoletnich poniżej 15 roku życia grozi odsiadka?]

    tak samo w języku potocznym (Tusk chce kastrować pedofilów) oraz słownikowym http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2571028

    No przecież nieprawda. Słownikowa definicja, którą sam tu linkujesz stanowi: „zboczenie seksualne polegające na odczuwaniu popędu płciowego do dzieci”. Nie ma tu mowy ani o tym, że „dziecko” ma mieć akurat poniżej 15 lat [a samo „dziecko” definiuje jako „człowiek od urodzenia do wieku młodzieńczego”, natomiast „wieku młodzieńczego” chyba nie definiuje], ani o tym, że zboczeniec, aby stać się pedofilem, musi dokonać obcowania z dzieckiem, ani o tym, że każdy kto dokonał takiego obcowania jest pedofilem, nawet jeśli nie czuje popędu do dzieci.

    Ad 4 Nie no ewidentnie wyciągasz z dupy mu tę nędzę

    Czytasz w ogóle co komentujesz?

    Po pierwsze: Nie z dupy, tylko ze wskazanych cytatów.

    Po drugie: Jak już wspomniałem, to czy on łączy prostytucję z nędzą (i zjawiskami jej towarzyszącymi) jest tu bez znaczenia.

    przecież on pisze o tym, że te klacze to efekt naturalnego życia w stadzie, a nie małego PKB.

    Nieprawda.

    Pisze: „Czarne dziewczyny w Afryce są prawie zawsze dzikie. Jest to wynik wychowania w społeczeństwie zbudowanym na męskim przywódcy stada. Tak żyją lwy i goryle, tak żyją plemiona Czarnej Afryki.”

    – Twierdzi, że to wynik wychowania w określonym, afrykańskim, społeczeństwie. O „naturalności” nic nie wspomina. Czyżby społecznie specyficzne wychowanie było „naturalne”?

    – Nie wszystkie stada afrykańskich zwierząt mają samczych przywódców (np. hienom przewodzą samice, a likaonom samiec+samica), nie wszystkie stada mają przywódców, nie wszystkie zwierzęta mają stada (większość nie ma).

    – Ja twierdzę, że skrajna patriarchalność tamtych społeczeństw jest konsekwencją ich biedy i zacofania. Ewentualne pozostawanie przy „naturalnych” relacjach – zamiast zastąpienia ich relacjami „cywilizowanymi” – też można by przypisać tym przyczynom.

    Co do poniżenia to właśnie owe życie w stadzie i zezwierzęcenie jest poniżające, nawet jeśli kryje się za tym zachwyt (…)

    Nie.

    Nie wiem czy sobie ubzdurałeś, że każde porównanie do zwierzęcia – obojętnie od kontekstu, funkcji i intencji – jest poniżające, czy może jest poniżające zawsze tylko w odniesieniu do Murzynów [uwaga o „sokolim wzroku” poniża wszystkich ludzi, czy tylko wszystkich Murzynów?]. Tak czy inaczej, najwyraźniej jest to tylko Twoje, skrajnie odosobnione, stanowisko i nie wierzę, aby sam Kydryński je podzielał.

    że ta „małpa z akademika je tak szybko banany, zazdroszczę, też bym tak chciał”)

    Znów zła analogia: „ta małpa” to co innego niż „jak małpa”. Pochwalne porównania do małpy są powszechnie dopuszczalne (np. „małpia zręczność”). Mój znajomy chwalił tak osoby praktykujące capoeira, niekoniecznie czarne.

  56. Quasi
    24/11/2010 o 6:32 pm

    @ cyncynat

    Quasi: masz racje, ale nie widze specjalnej potrzeby odrozniania rasizmu i „kulturosizmu”. Obu nie lubie z tych samych powodow.

    Zapewne zależy od kontekstu rozważań. W kontekście „nielubienia” może faktycznie różnice nie są zbyt istotne, ale np. w kontekście wytypowania ofiar – już są. Antyafrykański „kulturosizm”, w odróżnieniu od antyczrnego rasizmu, nie godzi bezpośrednio np. w Afroamerykanów.

  57. wodasuczaju
    26/11/2010 o 2:49 am

    Nie wiem jak Majora, ale mnie Quasi przekonał. Może dlatego, że pomysł z wyciąganiem kasy na IV dla tych, co mają życzenie bawić się w mamę i tatę na koszt budżetu od początku mi się nie podobał.
    I tylko szkoda, że po komentarzach pod notka o BJ zgadzanie się z Quasim sprawia taki dyskomfort

  58. 26/11/2010 o 7:48 pm

    „Po czwarte – najważniejsze: Gdyby faktycznie było tak, jak twierdzisz, że jest – tj. gdyby rodzicielstwo zwiększało solidność pracownika i to w takim stopniu, by z nawiązką zrekompensować to, co w życiu zawodowym poświęca on na rzecz dziecka – to najprawdopodobniej tej rozmowy w ogóle by nie było, bo pracodawcy zabijaliby się aby nazatrudniać możliwie jak najwięcej ciężarnych kobiet…”

    Zakładasz, że pracodawcy są racjonalni.

    „Że co? W jaki niby sposób Środa – a tym bardziej ja – chcemy utrudniać ludziom otrzymanie pracy? Bo jeśli masz na myśli tylko nasze hasło „praca albo dziecko”, to najwyraźniej opacznie nas zrozumiałeś: nam nie chodzi o to, by utrudniać ludziom otrzymywanie pracy, tylko o to, by utrudniać im robienie dzieci…”

    No i jak Wam( i całej reszcie) idzie? Gdzie jest większa dzietność u biedoty, której bariery na rynku pracy mają skłonić do mniejszej dzietności, czy u bogatych, których bariera nie dotyka, bo ich stać na dziecko, tak jak na nowy samochód, telewizor i wczasy w Egipcie? Naprawdę myślisz, że u statystycznej Ziuty z Pierdziszewa chęć posiadania pierwszego dziecka jest niżej w hierarchii niż chęć posiadania pracy? Kobiety i tak będą rodzić dzieci, co najwyżej „minister Środa” i „minister Quasi” sprawią, że trudniej im będzie znaleźć pracę i zostaną w domu. A wtedy nici z PKB i nie będzie na badanie rzęsistków pochwowych…

    reszta później

  59. 26/11/2010 o 9:01 pm

    „Łoł! Toż to aż się prosi o zrobienia makra do copypastowania:
    „Na X nas oczywiście stać, w skali budżetu i wydatków na stadiony, autostrady, armię, czy edukację to koszt stosunkowy mały. Tylko trzeba przestać myśleć w kategoriach luksusu, a zwyczajnego standardu cywilizacyjnego. Coś jak wodociąg, kible na dworcach PKP, czy zasiłek pogrzebowy (ale nie tak duży jak obecnie).”
    Za X możesz wstawić co chcesz: darmowego iPada dla każdego ucznie, przestawienie się z węgla&gazu na atom, darmowy internet w całym kraju, szybką kolej typu TGV, Świątynię Opaczności w każdym mieście, program lotów kosmicznych…”

    Łoł, aż się prosi, żeby pogrzebać u jakiegoś korwinisty, który wyśmiewa wydatki na usługi i transfery publiczne w tej kretyńskiej Szwecji. Że co? Że przedszkola dla dzieci? A może jeszcze loty kosmiczne, darmowe iPady, darmowy internet w całym kraju. Na dobrą sprawę Twoje użalanie się nad losem przedsiębiorców, którzy w kraju o 10% bezrobociu mają tak bardzo przesrane, bo nie mogą na miejsce Kasi z miejsca zatrudnić Zosię jest zabawnie podobne to użalań się tych wszystkich wyrusów, Nicponiów i innych. Zresztą a czemu robić im dobrze tylko przy urlopach macierzyńskich, czemu nie zlikwidować urlopów wychowawczych, zakazu pracy dla dzieci, nie skasować związków zawodowych.

    Co ciekawe organizacja przedsiębiorców i pracodawców Lewiatan wymieniając 125 barier w rozwoju przedsiębiorczości roku 2010 akurat tej Twojej traumy nie wylicza. A przecież, gdyby fakt, że Jadzi zaszła w ciążę, co kompletnie zrujnowało Staś-metalowe śruby sp z o.o. powinien sprawić, że Lewiatan „zabijałby się, aby poinformować” o tej zbrodni Polskę, a może nawet i cały świat.

    http://www.pkpplewiatan.pl/dla_mediow/_files/publikacje/Czarna_Lista_Barier_2010_srodek.pdf

    Anegdotycznie dodam, że znam przypadki, gdzie pracodawca samemu sugerował, żeby pracownica zaszła w ciążę, bo dla nich obojga będzie to dobry układ. Ona po miesiącu zacznie dostawać pensje nie od niego, a od ZUSu, a on, jak będzie musiał, to weźmie sobie kogoś tymczasowo na umowę zlecenie.

    „Po pierwsze: 1.4 to wartość średnia, na którą składają się i takie kobiety, które mają 8 dzieci, i takie – które mają 0…

    Po drugie: Jeśli masz tylko 1 dziecko, to znaczy, że w rodzica w praktyce bawisz się ledwie przez kilka-kilkanaście lat swojego życia – później dziecko dorasta i się „zużywa” jako obiekt do wyładowywania „instynktów macierzyńskich”. Gdyby rodzicielstwo faktycznie było jakąś podstawową potrzebą, to należałoby oczekiwać, że ludzie staraliby się utrzymać stan „aktywnego rodzicielstwa” – przez dorabianie nowych dzieci co jakiś czas – tak długo, jak tylko mogą. A jednak tego nie robią. Rodzicielstwo to taka sama „potrzeba” jak „potrzeba” chrztu czy odwiedzenia Mekki…”

    Błąd, rodzicem jest się całe życie i wystarczy do tego jedno dziecko. To również przemawia przeciwko porównania do trufli.

    „Macierzyństwo jest „podstawową potrzebą ludzką” – czyli, jak rozumiem, jakąś warunkowaną biologią – bo? Bo Ty tak chcesz? Co jeszcze jest wg Ciebie taką „podstawową potrzebą ludzką”? Ślub kościelny?

    Najwyraźniej mylą Ci się potrzeby psycho-fizjologiczne ze zmiennymi/zmienialnymi modami kulturowymi. Przecież ja wiem, że u nas panuje moda na rodzicielstwo – i na ogólne podzielanie prostackiego ideolo, które nazywam „fetyszyzmem demograficzno-reprodukcyjnym” – i przecież nad tym, razem ze Środą, ubolewam.”

    Odpowiem pytaniem na pytanie. Macierzyństwo jest modą bo? Bo modą jest jedzenie trufli? Jaki jest odsetek ludzi nieszczęśliwych z powodu bezpłodności, a jaki z powodu braku trufli na stole, albo dobrego auta w garażu? Jak duży odsetek jest w stanie Ciebie przekonać, że to podstawowa potrzeba ludzka?

    „No skąd. „Luksusowe” oznacza tylko (1) łatwy do obycia się bez i (2) bardzo kosztowny, a nie „pożądany zawsze i przez każdego”. Istnieje mnóstwo dóbr luksusowych, które nie każdemu się podobają i które nie każdy chce zaznawać wielokrotnie, ot chociażby safari czy turystyczne loty orbitalne. Pewnie trufle też nie każdy lubi.”

    Po czym wnosisz, że łatwo jest się obyć bez dziecka? Jakieś kwity?

    „Po drugie: Szczerzę wątpię, że statystycznie rzecz biorąc „niemanie” dziecka (lub „manie” ich mniej bądź później), nawet w naszym demograficzno-reprodukcyjnie sfetyszyzowanym świecie, jest choćby porównywalną dolegliwe jak odziedziczenie po samolubnych rodzicach głupoty, brzydoty, choroby, nikczemności, słabości i biedy (że o ryzyku nędzy i przemocy związanej z wywołanym przeludnieniem kryzysem energetycznym/ekologicznym nie wspomnę), więc o trafność swojego rachunku szczęścia jakoś się nie martwię.”

    Well, musiałbyś porównać ilość wszystkich rodziców, którzy pragnęli i pragną zajść w ciąże z ilością ludzi, którzy czują się nieszczęśliwi z powodu cech odziedziczonych po rodzicach. Przy czym porównujesz ICH odczucia, a nie swoje projekcje. Pamiętając o tym, że każdy miał rodzica i zakładając, że co drugie dziecko jest niechciane, ile miliardów nieszczęśliwych ludzi (i to porównywalnie nieszczęśliwych do bezpłodnych) musiałbyś znaleźć. Zresztą można spróbować i się spytać grupy statystycznej, czy woleliby być mądrzejsi od rodziców czy bezpłodni?

    „Po pierwsze: W przeliczeniu na jednostkę i biorąc pod uwagę korzyści (choćby unikanie epidemii cholery wybijających tysiące, jak niegdyś w nieskanalizowanym i nieszczepionym Londynie) – kanalizowanie i szczepienia raczej nie są specjalnie kosztowne. Poza tym weź pod uwagę, że kanalizację doprowadza się nie wszędzie, a za jej podłączenie i korzystanie się płaci, nie na wszystkie choroby, na które posiadamy szczepionki, szczepi się powszechnie/darmowo, a korzystanie z większości autostrad jest płatne.”

    Lol, co ja słyszę, aż sobie zrobię do copypasta: W przeliczeniu na jednostkę i biorąc pod uwagę korzyści (choćby unikanie religijnych pogromów, jak niegdyś w Paryżu) – budowanie świątyń dla każdego odłamu religii raczej nie jest kosztowne. W przeliczeniu na jednostkę i biorąc pod uwagę korzyści (choćby postęp techniczny) – loty kosmiczne raczej nie są kosztowne. BTW wiesz ile kosztuje budowa ileś tam kilometrów kanalizacji i jej konserwacja, a ile budowa/adaptacja przedszkola i zatrudnienie personelu? Czy tak sobie strzelasz? No i w tych przedszkolach można od małego tłumaczyć jak złe jest rodzicielstwo, więc weź pod uwagę również i tę korzyść.

  60. 26/11/2010 o 9:24 pm

    „Po drugie: Unikanie fetoru, cholery, czerwonki, krztuśca, odry, zatruwania wód gruntowych chemią domową itp. w dzisiejszym świecie nie nazywam luksusem – nie wyobrażam sobie obycia się bez szczepień i kanalizacji niezwiązanego ze znaczącą&masową dolegliwością.”

    Ileś miliardów sobie wyobraża, bo tak żyje. Ale nie wyobraża sobie życia bez dzieci, bo je płodzi na potęgę, zamiast oszczędzać na rury i spłuczki. Kto był na biwaku też sobie pewnie wyobraża. Ze szczepieniami jest zresztą podobnie, za ileś tam lat ludzie nie będą sobie wyobrażali życia bez szczepionek przeciwko HIV.

    „To, że bez jakiegoś luksusowego dobra da się obejść bez konieczności rezygnowania z względnie szczęśliwego życia nie oznacza, że każdy się zdecyduje bez tych dóbr/zachcianek obejść.”

    Wypisz wymaluj brak sraczy. Patrz ludzie mieszkający wysoko w górach. Kanalizacji tam raczej nie ma.

    „Toż już pisałem: to jest inna kategoria potrzeby – potrzeba cywilizacyjna; mnóstwo zwierząt domowych bez weterynarii bazującej na tych badaniach obejść się nie może.”

    Ale w rachunku szczęścia ludzi (w tym również ZRUJNOWANYCH PRZEDSIĘBIORCÓW) krzywda zwierzęca jest bardzo, bardzo nisko. Dlaczego mają płacić, a nie za przedszkola, z których będą mogły korzystać ich dzieci i wnuki. Bo Ty sądzisz inaczej? Sorry, stary nie stać nas na takie luksusowe. Może jeszcze loty w kosmos, albo darmowe iPady bo dzieci bez nich nie mogą się obejść?

    „To może przytocz jeszcze treść przeprosin dla Doktora G., którą sąd podyktował Ziobrze, aby udowodnić, że w naukach prawnych obowiązuje alternatywna stylistyka i interpunkcja… Skąd mam wiedzieć, że tu mam odbicie oficjalnej alternatywnej definicji „pedofilii”, a nie niechlujstwa umysłowo-językowego lub ignorancji jakiegoś sędziny?

    A to jest wbrew pozorom istotne, wszak kodeks zakazuje nam „pochwalania i propagowania czynności o charakterze pedofilskim”, więc warto wiedzieć, co prawodawca miał na myśli, a brak tej wiedzy może skutkować odsiadką…”

    Orzecznictwo jest częścią porządku prawnego, a ustawodawcy chodzi o art 200 kk. Całość brzmi tak:

    art 200

    § 1. Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania,

    podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

    § 2. Tej samej karze podlega, kto w celu zaspokojenia seksualnego prezentuje małoletniemu poniżej lat 15 wykonanie czynności seksualnej.

    200a
    § 1. Kto w celu popełnienia przestępstwa określonego w art. 197 § 3 pkt 2 lub art. 200, jak również produkowania lub utrwalania treści pornograficznych, za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej nawiązuje kontakt z małoletnim poniżej lat 15, zmierzając, za pomocą wprowadzenia go w błąd, wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania sytuacji albo przy użyciu groźby bezprawnej, do spotkania z nim,podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

    § 2. Kto za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej małoletniemu poniżej lat 15 składa propozycję obcowania płciowego, poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej lub udziału w produkowaniu lub utrwalaniu treści pornograficznych, i zmierza do jej realizacji,
    podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

    200b
    Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim,
    podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

    Ja używałem tego w znaczeniu art 200 § 1, ale zdaje sobie sprawę, że treść nowelizacji jest kretyńska. Trzeba zaczekać na orzecznictwo i komentarze. Skłaniałbym się do wykładni, że zachowania pedofilskie to na pewno to, co jest penalizowane w art 200 i 200a i być może ciut więcej.

    „- Ja twierdzę, że skrajna patriarchalność tamtych społeczeństw jest konsekwencją ich biedy i zacofania. Ewentualne pozostawanie przy „naturalnych” relacjach – zamiast zastąpienia ich relacjami „cywilizowanymi” – też można by przypisać tym przyczynom.”

    Ale chodzi o to, że on tak nie twierdzi. On pisze tylko wychowaniu, nie wiemy dlaczego jego zdaniem tak są wychowywane.

    „Znów zła analogia: „ta małpa” to co innego niż „jak małpa”. Pochwalne porównania do małpy są powszechnie dopuszczalne (np. „małpia zręczność”). Mój znajomy chwalił tak osoby praktykujące capoeira, niekoniecznie czarne.”

    Niech będzie: Czarnoskórzy poruszają się jak małpy i wyglądają jak małpy. Czasami też jak klacze proszące się żeby je pokryć”

  61. Quasi
    27/11/2010 o 7:00 am

    @ major

    O FETYSZU DEMOGRAFICZNO-REPRODUKCYJNO-PRORODZINNYM

    Zakładasz, że pracodawcy są racjonalni.

    Ogólnie, jako uśredniona masa i w kontekście ich własnego zysku – raczej tak.

    No i jak Wam( i całej reszcie) idzie?

    Całkiem nieźle: mimo braku swobodnej aborcji, edukacji seksualnej, refundowanej antykoncepcji i mimo nawały katolickiej propagandy oraz demograficzno-reprodukcyjnego fetyszu, dzietność w Polsce spadła do ok. 1.4 dziecka na kobietę (do wymiany pokoleń ogólnie potrzeba dzietności wyższej niż 2.1 dziecka na kobietę). A tak się stało w większości dlatego, że (i) doszło do zwiększenia kulturowo-obyczajowego emancypowania kobiet, (ii) zelżał monopol katolicko-konserwatywno-prorodzinnego systemu wartości oraz (iii) ludzie zaczęli postrzegać dzieci jako dobro luksusowe, czyli takie, które powinni sobie sprawić dopiero wtedy, gdy będą w stanie zapewnić mu odpowiednio komfortowe warunki bytowe i perspektywy.

    Gdzie jest większa dzietność u biedoty, której bariery na rynku pracy mają skłonić do mniejszej dzietności, czy u bogatych, których bariera nie dotyka, bo ich stać na dziecko, tak jak na nowy samochód, telewizor i wczasy w Egipcie?

    Wykres zależności dzietności od zamożności społeczności ma kształt odwróconej litery „J”: u najbiedniejszych jest bardzo wysoka, po czym wraz ze wzrostem zamożności spada do pewnego momentu, po czym znowu rośnie (ale nie aż tak bardzo jak u najbiedniejszych – krótszy ogonek „J”) – generalnie najdzietniejsi są ci najbiedniejsi i ci najbogatsi.

    Zdaje się, że większość obywateli obecnej Polski jest na poziomie zamożności korelującym z niską dzietnością – na tę część społeczeństwa bariery działają, gdyż ta część jakoś przejmuje się losem/przyszłością/perspektywami swoich potencjalnych dzieci. Dzietna biedota lekceważąca dobrobyt i perspektywy swoich dzieci to mniejszościowa patologia i z nią trzeba walczyć inaczej: przekupstwem (jakaś forma wynagradzania im bezdzietności/niewielkiej dzietności) lub siłą (odbieranie dzieci, przymusowa aborcja, sterylizacja).

    Naprawdę myślisz, że u statystycznej Ziuty z Pierdziszewa chęć posiadania pierwszego dziecka jest niżej w hierarchii niż chęć posiadania pracy?

    Nie myślę – wiem. To jest właśnie przyczyna niskiej (1.4 dziecka na kobietę) średniej dzietności Polek (i nie tylko), odwlekania macierzyństwa do momentu uzyskania względnej stabilizacji ekonomicznej.

    Kobiety i tak będą rodzić dzieci, co najwyżej „minister Środa” i „minister Quasi” sprawią, że trudniej im będzie znaleźć pracę i zostaną w domu. A wtedy nici z PKB i nie będzie na badanie rzęsistków pochwowych…

    Po pierwsze: Ale Ty kwestionujesz nie to co ja chcę uzyskać, tylko rzeczywistość – niezamożne Polki masowo powstrzymują się od reprodukcji, stąd ich rekordowo niska dzietność. Czy to Ci się podoba, czy nie.

    Po drugie: Nie sądzę, by dobrowolne i niesponsorowane przez państwo wycofanie się kobiet z życia zawodowego na czas ciąży, połogu i opieki nad dziećmi w wieku przedprzedszkolnym szkodziłoby PKB bardziej, niż takie samo wycofanie połączone z państwowym sponsoringiem i krępowaniem pracodawcy.

    Po trzecie: W hipotetyczno-futurystycznym świecie, w którym Quasi może zostać ministrem, tego problemu by nie było: każda dziewczynka zostałaby przymusowo odwracalnie wysterylizowana, a blokada płodności byłaby jej zdejmowana tylko pod warunkiem zadeklarowania chęci reprodukcji i spełnieniu odpowiednich warunków ekonomiczno-psychologiczno-społecznych do opieki nad dzieckiem; nieuprawnione zajście w ciąże skutkowałoby karą i przymusową aborcją lub noworodkobójstwem, a gdyby dziecko zdążyło urosnąć – odebraniem go.
    Więcej – patrz tutaj.

    Łoł, aż się prosi, żeby pogrzebać u jakiegoś korwinisty, który wyśmiewa wydatki na usługi i transfery publiczne w tej kretyńskiej Szwecji. (…)

    Nie rozumiesz. Chciałem Ci tylko pokazać, że Twój argument pod tytułem „stać nas” jest bezwartościowy, bo równie dobrze mógłbyś nim bronić dowolnego postulatu budżetowego, dla którego koszta realizacji nie pochłaniałyby więcej niż kilka-kilkanaście % tego budżetu [biorąc pod uwagę ogrom różnorodnych dziedzin, które finansuje budżet, większość dziedzin nie pochłania więcej; dla przykładu, nakłady na armie, to – bodajże – coś poniżej 3%, a na naukę coś poniżej 1% obecnego budżetu].

    W rzeczywistości ten „argument” to sofizmat, którym próbujesz przykryć istotę rzeczy: w takich dyskusjach wszystko rozbija się o subiektywną hierarchię ważności celów, która ściśle zależy od wyznawanej aksjologii. U Ciebie zabawa w rodzica umiejscowiona jest bardzo wysoko w tej hierarchii (fetysz demograficzno-reprodukcyjno-prorodzinny), a u mnie – nisko.
    Podlinkowałeś mi artykuł Środy – chyba wierząc, że podzielę Twoje oburzenie wygłaszanymi przez nią poglądami – a ja Cię poinformowałem, że się ze Środą w tej kwestii zgadzam, wyjaśniłem dlaczego się zgadzam i wskazałem możliwą aksjologiczną zbieżność między mną a Środą (odrzucenie wiadomego fetyszu). A Ty w odpowiedzi próbujesz mi – ch wie po co – wciskać swoja przaśną prorodzinną aksjologię, o której wiesz, ze nią pogardzam. Najgorzej, że wciskanie mi tej swojej, wstrętnej dla mnie, oferty ideologicznej maskujesz jakimiś sofizmatami, za pomocą których chyba próbujesz sprawić wrażenie, że to Twoje ideolo jest jakoś tam „obiektywnie słuszne”, więc powinienem je od Ciebie przejąć (i może jeszcze ślub kościelny wziąć?). Zaczadziłeś się prawicowym absolutyzmem moralnym i „prawami naturalnymi”, czy co?

    (…) Na dobrą sprawę Twoje użalanie się nad losem przedsiębiorców, którzy w kraju o 10% bezrobociu mają tak bardzo przesrane, bo nie mogą na miejsce Kasi z miejsca zatrudnić Zosię jest zabawnie podobne to użalań się tych wszystkich wyrusów, Nicponiów i innych.
    (…)
    Co ciekawe organizacja przedsiębiorców i pracodawców Lewiatan wymieniając 125 barier w rozwoju przedsiębiorczości roku 2010 akurat tej Twojej traumy nie wylicza. A przecież, gdyby fakt, że Jadzi zaszła w ciążę, co kompletnie zrujnowało Staś-metalowe śruby sp z o.o. powinien sprawić, że Lewiatan „zabijałby się, aby poinformować” o tej zbrodni Polskę, a może nawet i cały świat.
    (…)
    (w tym również ZRUJNOWANYCH PRZEDSIĘBIORCÓW)

    Ale przecież nie użalam się nad losem przedsiębiorców, ani nie uważam obecnych przywilejów dla matek za jakiś wielki problem. Po prostu wyjaśniłem, dlaczego zgadzam się z pewnymi tezami, które Środa postawiła w felietonie, który mi pokazałeś (najwyraźniej z intencją, że się dołączę do Twojego dezaprobowania). Zresztą, już to tłumaczyłem wcześniej – powtórzę:

    Żądzę luksusowych dóbr kapitalistów-pasibrzuchów lekceważę tak samo jak żądzę luksusowych dóbr reprodukcyjno-demograficznych fetyszystów, przy czym uważam, że zaspokajanie tych drugich jest generalnie bardziej szkodliwe (vide aspekt eugeniczny i ekologiczny), stąd z dwojga złego, w tym konkretnym konflikcie, i ja stanę po stronie kapitalisty.

    (…)

    Kapitalista i jego interes nie ma tu wiele do rzeczy. Podobną opinię wygłaszałbym i w systemie ultrasocjalistycznym: nierozsądne jest sponsorowanie przez społeczność pojedynczym jednostkom luksusowych rozrywek w sytuacji, gdy mamy problem z jednostkami, których nie stać na zaspokojenie potrzeb dalekich od luksusowości. Zamiast „dziecko” możesz sobie podstawić „sportowe auto”, „korekcja biustu”, „wyżywienie w minimum 4-gwiazdkowej restauracji” itp.

    Błąd, rodzicem jest się całe życie i wystarczy do tego jedno dziecko. To również przemawia przeciwko porównania do trufli.

    Chyba sobie żartujesz. Truflożercą jest się już po spożyciu 1 mg trufli raz w życiu; osobą palącą jest się już po pojedynczym zaciągnięciu raz w życiu; osobą aktywną seksualnie jest się już po jednorazowym akcie penetracji raz w życiu… itd. Przecież nie o to tu chodzi.

    Postulowałeś, że rodzicielstwo jest jakąś „instynktowną podstawową potrzebą”, niezależną od kultury. Gdyby tak było, to owa potrzeba objawiałaby się jakimś popędem do jakichś specyficznych aktywności rodzicielskich, którego zaspokajanie sprawiałoby przyjemność, a brak zaspokojenia wywoływałby jakiś rodzaj „głodu” – tak jak to działa w przypadku pozostałych potrzeb „instynktownych” [jedzenia, oddychania, picia, snu, komfortu termicznego, ucieczki od zagrożenia, unikania bólu, opróżniania pęcherza/prostnicy, kopulowania] a nawet typowych potrzeb wyuczonych/warunkowanych częstym powtarzaniem [nałogi, pasje, obsesje, przyzwyczajenia itp.]. Niczego takiego nie obserwujemy, co przemawia przeciwko Twojej hipotezie „instynktowności” potrzeb rodzicielskich.
    Dziecko odchowana z perspektywy „instynktownego” popędu rodzicielskiego powinno być odbierane jak żarcie przetrawione+zmetabolizowane+wydalone z perspektywy „instynktu” głodu czy jak utracone dziewictwo/prawictwo z perspektywy „instynktu” seksualnego: M O A R ! ! !

    Odpowiem pytaniem na pytanie. Macierzyństwo jest modą bo?

    Nie „macierzyństwo” tylko „potrzeba macierzyństwa”.

    Bo nie ma neurologicznych i behawioralnych/psychologicznych podstaw by uznać ją za „instynktowny” popęd. Bo nawet trudno sobie wyobrazić sposób, w jak taki popęd miałby działać oraz powód, dla którego miałby wyewoluować (popęd seksualny et consortes + odruchowawa miłość do urodzonego dziecka wystarczą dla behawioralnego zaplecza reprodukcji). Bo są kulturoznawcze i socjologiczne podstawy [czaso-przestrzene międzykulturowe oraz międzyosobnicze zróżnicowanie systemów rodzinno-rodzicielskich], by sądzić, że jest to „potrzeba” nabywana, indukowana kulturowo.

    Po czym wnosisz, że łatwo jest się obyć bez dziecka? Jakieś kwity?

    Po pierwsze: Nie mam podstaw by uznawać istnienie jakiegoś wrodzonego, „instynktownego” popędu odpowiadającego za „potrzebę rodzicielską”. Tak więc skoro nie musi zaistnieć „potrzeba”, to i nie ma powodu oczekiwać, że nie będzie się dało obyć bez jej „zaspokajacza”.

    Po drugie: We współczesnych cywilizowanych społeczeństwach większość ludzi pierwszych 20kilka-30kilka i ostatnich 20kilka-30kilka lat swojego życia spędza w stanie (praktycznej) bezdzietności. Nie mam powodu mniemać, że są w tym czasie jakoś nieszczęśliwe z powodu braku dzieci do opieki.

    Po trzecie: We współczesnych cywilizowanych społeczeństwach istnieje – i ustawicznie rośnie – znacząca grupa osób, które dobrowolnie pozostają trwale bezdzietnymi, choć na dziecko z łatwością mogłyby sobie pozwolić. Przy tym ta grupa charakteryzuje się lepszym wykształceniem, wyższym dochodem i lepszym komfortem życia, niż grupa osób dzietnych. Gdyby bez dziecka nie dało się łatwo obyć (pozostając szczęśliwym), ta grupa by nie istniała.
    Dobrowolnie bezdzietna pozostaje też większość homoseksualistów, nawet w tych krajach, w których mogą oni swobodnie jako pary dzieci płodzić/rodzić (z pomocą heteroseksualnych kontaktów, dawców gamet, surogatek) lub adoptować.
    Kwity pierwsze z brzegu:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Childfree#Statistics_and_research
    http://en.wikipedia.org/wiki/Single_person#Targeted_commerce
    http://en.wikipedia.org/wiki/Quirkyalone

    Well, musiałbyś porównać ilość wszystkich rodziców, którzy pragnęli i pragną zajść w ciąże z ilością ludzi, którzy czują się nieszczęśliwi z powodu cech odziedziczonych po rodzicach. (…) Pamiętając o tym, że każdy miał rodzica i zakładając, że co drugie dziecko jest niechciane, ile miliardów nieszczęśliwych ludzi (i to porównywalnie nieszczęśliwych do bezpłodnych) musiałbyś znaleźć. Zresztą można spróbować i się spytać grupy statystycznej, czy woleliby być mądrzejsi od rodziców czy bezpłodni?

    Po pierwsze: Tu jestem spokojny o wynik. Globalnie patrząc, większość nieszczęść, które ludzi doświadczają, jest w mniej lub bardziej bezpośredni sposób dziedziczona, czy to genetycznie, czy to rozwojowo, czy to kulturowo, czy to psycho-emocjonalnie, czy to bytowo-społecznie. To kim będziesz i co ci się w życiu przytrafi, w ogromnym stopniu zależy od tego gdzie i jako kto się urodziłeś oraz gdzie i w jakich warunkach się wychowywałeś (w tym: czego się nauczyłeś, jaką edukację ci zapewniono, jakie preferencje i przekonania sobie pod wpływem zastanych realiów wykształciłeś). Nawet skłonność do problemów z płodnością bywa odziedziczalna…

    Po drugie: Ten „argument” jest doskonale odwracalny: pokaż, że „dramaty” związane z bezdzietnością odpowiadają za więcej nieszczęścia, niż dramaty związane z niesprzyjającym urodzeniem oraz biologicznym i środowiskowo-kulturowym dziedziczeniem. A argumenty odwracalne mają niewielką wartość.

    Po trzecie: „Dramaty” związane z niemożnością zaspokojenia „potrzeb reprodukcyjnych” traktuję podobnie jak „dramaty” związane z niemożnością zaspokojenia „potrzeby” życia w kraju „czystym rasowo” czy wolnym od „żydowskiej okupacji”, „michniczarni”, „lemingozy”, „lewackiego złodziejstwa”, „cywilizacji śmierci”, „ograniczania wolności słowa zwolennikom PiSu” itd. W swoich bilansach cenie je bardzo nisko, znacznie niżej niż krzywdy, które wywołałoby łagodzenie tych „dramatów” w sposób, jakiego oczekują osoby ich doświadczające. Dlatego preferuję niwelowanie tych „dramatów” nie poprzez zaspokajanie związanych z nimi „potrzeb”, lecz poprzez tych „potrzeb” rugowanie i utrudnianie ich kształtowania się. Można to robić pasywnie, przez zwiększanie średniego poziomu i egalitarności dystrybucji zamożności, wykształcenia i otwartości na świat, oraz aktywnie – przez odpowiednią edukację i ograniczanie przywilejów/wpływów Kościoła.

    Przy czym porównujesz ICH odczucia, a nie swoje projekcje.

    Nie. Nie da się bezpośrednio porównywać ich odczuć, gdyż odczucia są dostępne wyłącznie ich właścicielom. Cudze odczucia można tylko „projektować”.
    Więcej – patrz tu i tu.

    Lol, co ja słyszę, aż sobie zrobię do copypasta: (…) BTW wiesz ile kosztuje budowa ileś tam kilometrów kanalizacji i jej konserwacja, a ile budowa/adaptacja przedszkola i zatrudnienie personelu?

    W przeliczeniu na jednostkę koszta rodzicielstwa są ogromne, bo oznaczają zapewnienie konsumpcji, opieki medycznej i kosztownej edukacji osobnikowi przez ok. 25 lat nieproduktywnemu. Na każde dziecko każdej pary. Koszta reprodukcji społeczeństwa to dużo więcej niż koszta wybudowanie i utrzymanie przedszkoli.

    W przeliczeniu na jednostkę i biorąc pod uwagę korzyści (choćby unikanie religijnych pogromów, jak niegdyś w Paryżu) – budowanie świątyń dla każdego odłamu religii raczej nie jest kosztowne. W przeliczeniu na jednostkę i biorąc pod uwagę korzyści (choćby postęp techniczny) – loty kosmiczne raczej nie są kosztowne.

    Po pierwsze: Zgadzam się. Myślę, że loty kosmiczne i świątynie, w przeliczeniu na jednostkę, kosztują sporo mniej niż reprodukcja społeczeństwa.

    Po drugie: Korzyści, które przedstawiasz w tych analogiach są mocno wyfantazjowane. Postęp techniczny nie wynika z samych lotów kosmicznych, lecz z wyłożenia wielkiej kasy na techowanie – korzystniej jest techować coś bardziej pożytecznego niż wycieczki w kosmos: pożytku więcej, a towarzyszący postęp techniczny taki sam. Obecnie nie grożą nam religijne wojny, nawet jeśli nie będziemy się dokładać do sponsorowania świątyń; zresztą, zdaje się, że w większości przypadków się nie dokładamy, a pogromów i tak nie ma. Za to pozbawienie współczesnych wielkich miast kanalizacji, a ludność szczepień, z pewnością zaowocowałoby epidemiami chorób zakaźnych i zanieczyszczeniem środowiska chemikaliami.

    Ileś miliardów sobie wyobraża, bo tak żyje. (…) Kto był na biwaku też sobie pewnie wyobraża.

    Żyje, ale nie bez znaczących&masowych dolegliwości typu wszelkie choroby, które średnią życia skracają do 40kilku lat [a biwak to nie kilkumilionowa wielopiętrowa betonowa metropolia, w której spędza się całe życie]. Czyli pudło.

    Ale nie wyobraża sobie życia bez dzieci, bo je płodzi na potęgę, zamiast oszczędzać na rury i spłuczki.

    Bo są ofiarami zacofania: braku dostępu do edukacji, opieki zdrowotnej, antykoncepcji, systemu emerytalnego. Wraz z wychodzeniem z zacofania dzietność drastycznie spada.

    Ze szczepieniami jest zresztą podobnie, za ileś tam lat ludzie nie będą sobie wyobrażali życia bez szczepionek przeciwko HIV.

    Mam nadzieję. Niestety, obecnie nie mają wyjście.

    Wypisz wymaluj brak sraczy. Patrz ludzie mieszkający wysoko w górach. Kanalizacji tam raczej nie ma.

    Przy bardzo małym zagęszczeniu populacji i alternatywnych możliwościach łatwego&bezpiecznego odprowadzania nieczystości, sracze&kanalizacja nie są bardzo potrzebne. Zresztą, jak nie są podłączeni do zbiorowej kanalizacji, to zwykle mają indywidualne szamba.

    Ale w rachunku szczęścia ludzi (…) krzywda zwierzęca jest bardzo, bardzo nisko.

    Ale ja nie przeprowadzam rachunku szczęścia ludzi, tylko rachunek szczęścia wszystkich bytów zdolnych do jego odczuwania – zwierząt też. O szczęście zwierząt upominam się nie dla szczęścia ludzi, tylko dla szczęścia zwierząt.

    Dlaczego mają płacić, a nie za przedszkola, z których będą mogły korzystać ich dzieci i wnuki. Bo Ty sądzisz inaczej? Sorry, stary nie stać nas na takie luksusowe. Może jeszcze loty w kosmos, albo darmowe iPady bo dzieci bez nich nie mogą się obejść?

    Po pierwsze: Ale przecież już pisałem, że nie mam nic przeciwko finansowaniu przedszkoli – skoro już istnieją dzieci, które ich potrzebują, to trzeba je dla nich wybudować.

    Po drugie: Patrz wyżej, uwaga o argumencie „stać nas” i subiektywnej hierarchii ważności celów + uwaga o preferowanym sposobie niwelowania „dramatów” związanych z niemożnością zaspokojenia kulturowo wpajanych „potrzeb”.

    O PRAWNICZEJ DEFINICJI „PEDOFILII”

    Orzecznictwo jest częścią porządku prawnego

    Ale to nie gwarantuje, że każde uzasadnienie każdego sądu jest w pełni poprawne i nie oznacza, że tezy/definicje w nim zawarte mają powszechnie&uniwersalnie obowiązywać. No, może w tym anglo-saskim systemie precedensowym.

    a ustawodawcy chodzi o art 200 kk. Całość brzmi tak:

    art 200
    § 1. (…)
    § 2. (…)

    200a
    § 1. (…)
    § 2. (…)

    200b (…)

    Ja używałem tego w znaczeniu art 200 § 1, ale zdaje sobie sprawę, że treść nowelizacji jest kretyńska. Trzeba zaczekać na orzecznictwo i komentarze. Skłaniałbym się do wykładni, że zachowania pedofilskie to na pewno to, co jest penalizowane w art 200 i 200a i być może ciut więcej.

    Po pierwsze: Gdyby chodziło o to, co w art. 200 i 200a, to by tam po prostu napisali „w art. 200 i 200a”, prawda? Skoro można wprost i precyzyjnie odwołać się do konkretnych artykułów, po co wprowadzać dodatkowe sformułowanie („pedofilski”), które nigdzie – co wnioskuję z Twojej niemożności pokazania konkretnych kwitów – w prawniczych dokumentach/ustawach/kodeksach/doktrynie nie zostało precyzyjnie zdefiniowane?

    Po drugie: A czy nie istnieje już jakiś ogólny artykuł ogólnie zakazujący „propagowanie i pochwalanie” łamania artykułów kodeksu karnego? Po jaką cholerę to duplikować?

    Powyższe sugeruje, że tu musi być jakieś „ciut więcej”. Tylko co to jest i jak się można tego dowiedzieć bez konieczności stawania przed sądem w charakterze oskarżonego o złamanie art. 200b?

    Czy np. dystrybuowanie lub cytowanie tego typu literatury naukowej:

    – B Rind, P Tromovitch, i R Bauserman, „A meta-analytic examination of assumed properties of child sexual abuse using college samples,” Psychological Bulletin 124, nr. 1 (Lipiec 1998): 22-53.

    – Susan A. Clancy, The Trauma Myth: The Truth About the Sexual Abuse of Children–and its Aftermath (Basic Books, 2010).

    może zostać uznane za złamanie art. 200b [choć w niej nie ma ani pochwalania, ani propagowania (z zasady nauka ma funkcję opisową, nie normatywną) ruchania dzieci – a wręcz przeciwnie – a jedynie zwrócenie uwagi, że może istnieć coś takiego jak dobrowolny seks dziecka z dorosłym, który sam w sobie nie prowadzi do żadnej traumy ani późniejszych powikłań psychicznych]?

    O „RASIZMIE” KYDRYŃSKIEGO

    Ale chodzi o to, że on tak nie twierdzi. On pisze tylko wychowaniu, nie wiemy dlaczego jego zdaniem tak są wychowywane.

    Ale to nie ma tu żadnego znaczenia. Chuj zagięty napawa się masową afrykańską prostytucją i to jest problem, bez względu na to, co on sobie uroił na temat genezy tego zjawiska.

    BTW: Ktoś mi kiedyś mówił, że bodajże w Szwecji świadczenie odpłatnych usług seksualnych jest legalne, ale karane jest korzystanie z nich.

    Niech będzie: Czarnoskórzy poruszają się jak małpy i wyglądają jak małpy. Czasami też jak klacze proszące się żeby je pokryć”

    Po pierwsze: Kydryński pisze nie tyle o Czarnoskórych, co o mieszkańcach Afryki (także tych Białych Arabskich 12letnich kurewkach). Determinanty zachowania przypisuje kulturze, nie rasie/biologii – a to jest niekompatybilne z tezą o rasizmie.

    Po drugie: „Ruszać się jak małpa” jest w porządku, ale „wyglądać jak małpa” – już nie, bo małpy generalnie postrzegane są jako brzydkie, inaczej niż koty i konie. Kydryński daje też do zrozumienia, że „proszenie o pokrycie jak klacze” też jest jego zdaniem w porządku.
    Generalnie mówiąc: Po prostu jednoznacznie pochlebcze porównanie do zwierzęcia nie może być rasistowskie; porównania Kydryńskiego są raczej jednoznacznie pochlebcze, w odróżnieniu od tych Twoich analogii, w których na siłę starasz się przemycać jakieś obelgi.

  62. 27/11/2010 o 3:41 pm

    „W rzeczywistości ten „argument” to sofizmat, którym próbujesz przykryć istotę rzeczy: w takich dyskusjach wszystko rozbija się o subiektywną hierarchię ważności celów, która ściśle zależy od wyznawanej aksjologii.(…)

    Po pierwsze: Tu jestem spokojny o wynik. Globalnie patrząc, większość nieszczęść, które ludzi doświadczają, jest w mniej lub bardziej bezpośredni sposób dziedziczona, czy to genetycznie, czy to rozwojowo, czy to kulturowo, czy to psycho-emocjonalnie, czy to bytowo-społecznie. (…)

    Nie. Nie da się bezpośrednio porównywać ich odczuć, gdyż odczucia są dostępne wyłącznie ich właścicielom. Cudze odczucia można tylko „projektować”. (…)

    Ale ja nie przeprowadzam rachunku szczęścia ludzi, tylko rachunek szczęścia wszystkich bytów zdolnych do jego odczuwania – zwierząt też. O szczęście zwierząt upominam się nie dla szczęścia ludzi, tylko dla szczęścia zwierząt. (…)

    Po prostu wyjaśniłem, dlaczego zgadzam się z pewnymi tezami, które Środa postawiła w felietonie, który mi pokazałeś (najwyraźniej z intencją, że się dołączę do Twojego dezaprobowania). „

    Tyle cytatów.

    Rozumiem to tak. Po pierwsze, Ty masz własny rachunek szczęścia, ja mam własny i ktoś jeszcze ma własny. I teraz albo możemy te rachunki ze sobą zestawić i zrobić wypadkową, dla całej ludzkości, a nawet szerzej. I posługiwać się tym jako argumentem w uzasadnianiu korekty własnego rachunku (potrzeba rodzicielstwa w górę, bo, co do zasady, ludzie mają to w czubie swojego rachunku, a dla mnie im więcej potrzeb ludzkich spełnionych, tym lepiej, bo cieszę się z czyjegoś szczęścia). Albo nie możemy, albowiem „Nie da się bezpośrednio porównywać ich odczuć, gdyż odczucia są dostępne wyłącznie ich właścicielom. Cudze odczucia można tylko „projektować”. No, ale jeśli nie możemy to jak w ogóle możesz pisać o potrzebie macierzyństwa jako o dobru luksusowym i opierdalać mnie, że ja to postrzegam inaczej, skoro każdy ma subiektywną hierarchię ważności celów. Przecież, jeśli tak, to żadna potrzeba, w tym potrzeba macierzyństwa, nie może być odgórnie zakwalifikowana do jakieś szuflady, tylko zależy od indywidualnych odczuć. Dla Ciebie to dobro luksusowe, a dla mnie nie. No i jak chcesz
    Przeprowadzić owy „rachunek szczęścia wszystkich bytów zdolnych do jego odczuwania”, Przecież to będzie projekcja szczęścia innych ludzi wyciągnięta z Twojej dupy, więc z definicji nie mająca niczego wspólnego z rzeczywistością.

    Na mojej jest tak: jeśli zrobisz tablicę scoringową sumując indywidualne ankiety dot. szczęścia odczuwanego przez poszczególne jednostki, to choć Twoje postulaty ze zwierzętami i nauką wylądują najprawdopodobniej dość nisko, to będzie to rachunek miarodajny. Będzie to rachunek szczęścia ludzkości. Jeśli takiej ankiety nie zrobisz, a będziesz tylko pisał, jakby dla danych ludzi było lepiej (sterylizujcie kobiety) to nie różni się to niczym od wyciągania z dupy projekcji takiego rachunku u każdego jednego Terlikowskiego i innego. I będzie to rachunek szczęścia wedle urojeń Quasiego. A przecież Twoje Emo ludzkości wisi, a siły na jego wprowadzenie nie masz.

    BTW Środę zalinkowałem Ci, żeby wskazać jej liberalizm gospodarczy. Ona chce ograniczyć socjal na rodzicielstwo, ze względu na problemy kobiet na rynku pracy i robienie dobrze kobietom-przedsiębiorcom. A nie dlatego, że rodzenie uważa za fetysz, który należy zwalczać (najlepiej przez sterylizację). Ona chce porodów, ale nie kosztem pracodawcy. Ty nie chcesz porodów, również z powodu kosztów pracodawcy.

  63. Quasi
    29/11/2010 o 10:01 pm

    @ major

    Rozumiem to tak.

    Generalnie mówiąc, rozumiesz źle. Najwyraźniej dlatego, że nie klikałeś w podane linki.

    Po pierwsze, Ty masz własny rachunek szczęścia, ja mam własny i ktoś jeszcze ma własny. I teraz albo możemy te rachunki ze sobą zestawić i zrobić wypadkową, dla całej ludzkości, a nawet szerzej.
    (…)
    Albo nie możemy, albowiem „Nie da się bezpośrednio porównywać ich odczuć, gdyż odczucia są dostępne wyłącznie ich właścicielom. Cudze odczucia można tylko „projektować”.
    (…)
    Przecież, jeśli tak, to żadna potrzeba, w tym potrzeba macierzyństwa, nie może być odgórnie zakwalifikowana do jakieś szuflady, tylko zależy od indywidualnych odczuć. Dla Ciebie to dobro luksusowe, a dla mnie nie. No i jak chcesz przeprowadzić owy „rachunek szczęścia wszystkich bytów zdolnych do jego odczuwania”, Przecież to będzie projekcja szczęścia innych ludzi wyciągnięta z Twojej dupy, więc z definicji nie mająca niczego wspólnego z rzeczywistością.

    Nie.

    Po pierwsze: Od kiedy to jesteś utylitarystą, dla którego rachunek szczęścia ma jakiekolwiek moralne znaczenie? No, chyba raczej nie jesteś, skoro dalej totalnie odrzucasz fundament utylitaryzmu, czyli domniemania&przypuszczenia na temat cudzych odczuć i nawołujesz do przeprowadzania jakichś globalnych ankiet [bo najwyraźniej wg Ciebie bez nich nie sposób stwierdzić, czy większe nieszczęście wiąże się z narzuconą bezdzietnością/ograniczoną dzietnością czy np. z powolnym kończeniem krótkiego i marnego 5-letniego żywota za sprawą malarii i wzdętego od głodu brzuszka].

    Po drugie: Choć rachunek szczęścia formalnie [ze względu na sceptyczną zagwozdkę pod tytułem „problem cudzego umysłu”] musi być oparty na domysłach/”projekcjach” (w tym: empatii), jeśli umówimy się na przyjęcie kanonów metody naukowej/naturalizmu metodologicznego (w tym: rozumowania indukcyjnego) jako sposobu modelowania rzeczywistości, to zyskujemy pewną heurystyczną metodę weryfikacji adekwatności tych domysłów. A w takim układzie nie wszystkie domysły są równie dobre. Szerzej wyjaśniłem to w linkowanych już komentarzach (tu + tu).
    No, ale nie wiem czy (w tym kontekście) akceptujesz naturalizm metodologiczny.

    I posługiwać się tym jako argumentem w uzasadnianiu korekty własnego rachunku (potrzeba rodzicielstwa w górę, bo, co do zasady, ludzie mają to w czubie swojego rachunku, a dla mnie im więcej potrzeb ludzkich spełnionych, tym lepiej, bo cieszę się z czyjegoś szczęścia).

    A ja cały czas próbuję Ci wytłumaczyć gdzie w tym rozumowaniu [tj. w przeciwstawianiu (rzekomego) uniwersalnego lokowania reprodukcji w czołówce życiowych priorytetów wynikom moich utylitarystycznych bilansów szczęścia] popełniasz błąd, a to z jakichś niejasnych powodów do Ciebie nie dociera. No to jeszcze raz spróbuję, zbierając wszystko do kupy. Generalnie na Twój błąd składają się dwa elementy:

    1. Oczywiście, w naszej dotkniętej demograficzno-reprodukcyjno-prorodzinnym fetyszyzmem kulturze, własna reprodukcja i wychowywanie własnych dzieci jest powszechnie postrzegane jako coś bardzo ważnego&dobrego, w związku z tym ludzie z reprodukcji i wychowywania dzieci (bądź tylko ze świadomości wypełniania konformistycznego „obowiązku”) często czerpią znaczną przyjemność, a utrudnienia w reprodukcji&wychowywaniu (tudzież wypełnianiu „obowiązku”) często odbierają jako coś bardzo nieprzyjemnego. Twój problem polega na tym, że z jakichś powodów nie zauważasz, że ta przyjemność, gdy jest masowo i beztrosko praktykowana, ma swoją słoną (utylitarystyczną) cenę: (i) koszta eugeniczne [problem biologicznego lub kulturowo-środowiskowego dziedziczenia nieszczęścia], (ii) koszta ekologiczne [problem związanego z przeludnieniem zużywania zasobów i niszczenia środowiska] oraz (iii) zużywanie środków, które można by przeznaczyć na inne, ważniejsze (np. dlatego, że sumarycznie niwelują więcej nieszczęścia/dają więcej szczęścia), cele. W związku z tym w globalnym bilansie szczęścia i nieszczęścia niekoniecznie wychodzi na plus…

    2. Jakoś nie chcesz zauważyć, że jeśli niemożność zaspokojenia jakiejś kosztownej (w sensie ekonomicznym, społecznym, cywilizacyjnym, moralnym/utylitarnym…) potrzeby generuje ludzkie nieszczęście, rozwiązaniem problemu niekoniecznie musi być podjęcie wysiłków mających na celu wsparcie w zaspokajaniu tej potrzeby – innym rozwiązaniem jest wyrugowanie samej potrzeby. Tak powszechnie zwykło się postępować z kosztownymi nałogami (alkoholizm, narkomania, hazard…), a szeroko pojęta lewica – w przeciwieństwie do konserwatystów – zwykła też tak postępować z kosztownymi/dokuczliwymi „potrzebami” wynikającymi z uwarunkowań społeczno-kulturowo-obyczajowych, takimi jak feudalna „potrzeba” posiadania arystokratycznych przywilejów i życia na koszt pańszczyźnianych chłopów; jak rasistowska „potrzeba” posiadania niewolnika, a przynajmniej czystego/posegregowanego rasowo społeczeństwa; jak kapitalistyczna „potrzeba” ochrony świętego prawa własności, wychłeptywania z robola ostatniej kropli krwi oraz napawania się widokiem głodu, nędzy i chorób socjaldarwinowsko oczyszczających społeczeństwo z nierobów, nieudaczników i pasożytów; jak patriarchalna „potrzeba” upodlenia kobiety oraz sprowadzenia jej do roli domowej dziwki, macicy i kuchennego robota; jak „potrzeba” swobodnego bicia/tresowania/maltretowania dzieci i dręczenia zwierząt; jak „potrzeba” palenia w miejscach publicznych, używania klasycznych żarówek, jeżdżenia bez pasów czy ograniczeń prędkości; jak „potrzeba” politycznie niepoprawnego pokazywania parchom, brudasom i zboczeńcom gdzie jest ich miejsce w katolickim kraju; itd.
    Proces rugowania „potrzeby” oczywiście sam jest kosztowny, wszak (przynajmniej chwilowo) unieszczęśliwia „potrzebujących” nawykłych do swojej „potrzeby” i przyjemności jej zaspokajania; jest trudny i długotrwały, wszak zmuszeni do abstynencji „potrzebujący” zwykle stawiają opór; oraz nie gwarantuje pełni sukcesu. Jednak (postępowa) lewica się tego podejmuje, jeśli widzi szansę na to, że ten proces w efekcie zmniejszy ilość zastanego Zła lub zwiększy ilość Dobra. Konserwatyzm/tradycjonalizm przeciwnie: stosuje automatyzm myślenia, że jeśli coś jest/było, to z samego tego faktu wynika, że jest Dobre i ma zostać; nie chce eliminować Zła, lecz wchodzi z nim w kompromis, czerpie z niego korzyści, racjonalizuje/usprawiedliwia je, nawet uznaje za Dobro i broni przed tymi, którzy chcą z nim walczyć. W tym wypadku Ty ramię w ramię z konserwatystami bronisz przekonania, że dziecko jest dla rodziców, że im się należy bez względu na koszta dla społeczeństwa, globu czy jego samego. A dlaczego to robisz? Najwyraźniej z tego samego powodu co konserwatyści: bo takie przekonanie ludzie mieli i mają, więc z tego wynika, że jest ono Dobre i ma zostać.

    No, ale jeśli nie możemy to jak w ogóle możesz pisać o potrzebie macierzyństwa jako o dobru luksusowym

    No ale można: jeśli przyjmę naturalizm metodologiczny, to mam podstawy uważać, że moje bilansy („projekcje”) są czymś więcej niż czczymi fantazjami. Patrz wyżej + linki.

    i opierdalać mnie, że ja to postrzegam inaczej

    Ja Cię nie opierdalam za to, że „potrzebę” rodzicielstwa subiektywnie cenisz wyżej niż ja, tylko za to, że:

    – Sam mnie „opierdalasz”, w dodatku ch wie po co i za pomocą jakiejś czerstwej sofistyki.

    – Wygłaszasz bezpodstawne tezy, np. że „potrzeba rodzicielstwa” jest „potrzebą instynktowną”, a nie zaidukowaną kulturowo, i ludzie nie mogą się jej łatwo wyzbyć jednocześnie pozostając szczęśliwymi.

    skoro każdy ma subiektywną hierarchię ważności celów.

    „Subiektywna hierarchia ważności celów”, o której pisałem, to nie „subiektywność oceny ludzkich odczuć i preferencji”.

    Wg mojej subiektywnej hierarchii ważności celów, jednym z pierwszych celów jest utylitarystyczna maksymalizacja globalnego szczęścia i minimalizacja globalnego cierpienia. Uważam, że do realizacji tego celu przydatnym narzędziem byłoby ograniczenie i koncesjonowania ludzkiej reprodukcji. Dla Ciebie najwyraźniej powszechna ludzka reprodukcja – w myśl zasady, że „dzieci są dla rodziców i należą się im bez względu na koszta” – jest celem samym w sobie i to celem ustawionym wyżej w hierarchii niż utylitarystyczna maksymalizacja globalnego szczęścia i minimalizacja globalnego cierpienia.

    Na mojej jest tak: jeśli zrobisz tablicę scoringową sumując indywidualne ankiety dot. szczęścia odczuwanego przez poszczególne jednostki, to choć Twoje postulaty ze zwierzętami i nauką wylądują najprawdopodobniej dość nisko, to będzie to rachunek miarodajny. Będzie to rachunek szczęścia ludzkości.

    Po pierwsze: Do ocenienia tego co i ile szczęścia/nieszczęścia sprawia poszczególnym ludziom takie ankiety miałyby bardzo ograniczoną przydatność, choćby dlatego, że coś takiego bardzo trudno wyrazić w ankiecie oraz dlatego, że takich rzeczy jak to, jakby się czuło będąc w stanie w jakim się nie jest i nigdy nie było, ludzie sami dobrze nie wiedzą (niekoniecznie wiedzą to lepiej ode mnie). Myślę, że dla wielu ludzi w ogóle jako straszne nieszczęście jawi się perspektywa bycia kimś innym niż są obecnie, choć dziwnym trafem, ci którzy nie są nimi niekoniecznie czują się od nich bardziej nieszczęśliwi [więcej na pokrewny temat pisałem tutaj].
    Zresztą, jak wyjaśniłem w podlinkowanych komentarzach, do prowadzenie utylitarystycznych bilansów takie ankiety nie są niezbędne, nawet gdyby założyć, że faktycznie wnoszą one pewniejsze&kompletniejsze informacje niż domniemania, empatia i dotychczasowa wiedza na temat psychologii i neurologii.

    Po drugie: Obecne ludzkie preferencje nie mają dla mnie przesadnie dużego znaczenia, skoro moim celem jest nie tyle działanie wbrew tym preferencjom, co tych preferencji zmienienie. Tępiąc rasizm, feudalizm, homofobię, korwinizm też nie przykładałbym przesadnie dużego znaczenia do preferencji rasistów, feudałów, homofobów i korwinistów i uznałbym, że do podjęcia działań nie są mi niezbędne ankiety potwierdzające moje domniemania, że rasizm/feudalizm/homofobia/korwinizm przynoszą swoim ofiarom więcej nieszczęścia i odbierają więcej szczęścia, niż rasistom/feudałom/homofobom/korwinistom przyniosłoby/odebrałoby rozwalenie ich rasistowskich/feudalnych/homofobicznych/korwinistycznych porządków.

    Jeśli takiej ankiety nie zrobisz, a będziesz tylko pisał, jakby dla danych ludzi było lepiej (sterylizujcie kobiety) to nie różni się to niczym od wyciągania z dupy projekcji takiego rachunku u każdego jednego Terlikowskiego i innego. I będzie to rachunek szczęścia wedle urojeń Quasiego.

    Po pierwsze: Jeśli nie odrzucimy naturalizmu metodologicznego (a chęć bawienia się w empirię, której przykładem jest przeprowadzanie ankiet, sugeruje, że jednak nie chcesz go odrzucać), to nie jest to prawdą: naturalistyczna nauka mówi nam, że odczucia i preferencje różnych ludzi nie są kompletnie różne i niemożliwe do przewidzenia. Patrz: linki.

    Po drugie: Terlikowski (i jemu podobni) brzydzi się cywilizacjośmierciowym utylitaryzmem, więc zapewne w żadne grzeszne i etycznie bezwartościowe rachunki szczęścia się nie bawi.

    A przecież Twoje Emo ludzkości wisi, a siły na jego wprowadzenie nie masz.

    Po pierwsze: No a mnie wisi Emo ludzkości (nawet, jeśli sprowadza się ono do „wiszenia”) na punkcie mojego Emo, więc powyższy „argument” też mi wisi.

    Po drugie: Taki „zarzut” mógłbyś postawić każdemu komentatorowi lansującemu jakąś polityczno-społeczno-etyczną ideologię (poza populizmem). Zresztą pisałem już o tym, powtórzę:

    Poza populizmem, każda ideologia polityczna ma i próbuje upowszechnić swój własny („urojony”?) system aksjologiczne ze swoją własną hierarchią, które nie są uniwersalnie (a często nawet powszechnie) podzielane. O to przecież w ekspozycji i konfrontacji ideologii chodzi: o przekonanie lub zmuszenie ludzi do zmiany swoich dotychczasowych potrzeb/hierarchii na te oferowane im przez daną ideologię. I w tym przoduje lewica. Tak jak wykorzeniła z ludzi „potrzebę” posiadania pańszczyźnianego chłopa, niewolnika, żony jako przyrządu reprodukcyjno-kuchennego, zamorskich kolonii, „potrzebę” zemsty i krwawych widowisk katowskich czy „potrzebę” segregacji rasowej, religii panującej i obrony przed heretyckim zgorszeniem za pomocą sakramentu oczyszczenia ogniem, tak – mam nadzieję – kiedyś wykorzeni też „potrzebę” macierzyństwa…

    Dla porządku dodam, że nie jestem jedyną osobą lansującą depopulacyjnoeugeniczne, antyrodzinne, cywilizacjośmierciowe ideolo.

    Środę zalinkowałem Ci, żeby wskazać jej liberalizm gospodarczy.

    No tak, ale zrobiłeś to w ogólnie krytyczno-potępieńczym kontekście i tonie [w dodatku skądinąd wiadomo, że (neo)liberalizm tępisz], a jej felieton nazwałeś „głośnym”, co zrozumiałem jako „kontrowersyjny” (z powodu pogardzanej przez Ciebie liberalnej zawartości).

    Ona chce ograniczyć socjal na rodzicielstwo, ze względu na problemy kobiet na rynku pracy i robienie dobrze kobietom-przedsiębiorcom. A nie dlatego, że rodzenie uważa za fetysz, który należy zwalczać (…)

    No, jak to nie uważa za fetysz, skoro sama w tym felietonie tak je nazwała?

    Prawdę mówiąc, w tym jej felietonie dopatruję się pewnej ambiwalencji: z jednej strony rzyga pogardą na demograficzno-reprodukcyjno-prorodzinny fetysz, ale z drugiej – przyznaje, że nie ma nic przeciwko temu, by państwo wspierało reprodukcję, choć sama ma jej wspieranie w dupie. W każdym razie chodziło mi o to, że bliska jest mi ze względu na niepodzielanie demograficzno-reprodukcyjno-prorodzinnego fetyszyzmu.
    Przytoczę odpowiednie fragmenty:

    „(…) Od lat zajmuję się problemami kobiet na rynkach pracy i zależy mi na ich równym traktowaniu, równych pensjach, zniesieniu szklanego sufitu etc. Znacznie mniej interesuje mnie ciąża kobiet i jej ochrona. To robią inni. Myślę, że w Polsce jest nader dużo nie tylko sprawców ciąż, ale i obrońców ciąż. Jeśli chcę, żeby kobiety robiły kariery na rynkach pracy to nie mogę być jednocześnie rzeczniczką ich macierzyństwa, ciąży, zwolnień i urlopów etc. Nie interesuje mnie również w ogóle problem demografii, nie zależy mi na ilości polskich dzieci, nie zależy mi na zmuszaniu kobiet do ich rodzenia. To jest zadaniem państwa.
    (…)
    Tymczasem przedsiębiorcami są również kobiety i to w ich obronie zabrałam głos, bo to przede wszystkim kobiety, (które mają małe firmy) tracą, kiedy zatrudniają inne kobiety, dla których ciąża jest fetyszem. Ciąża jest w Polsce stanem uświęconym i jeśli chcemy do tego uświęcania się dołączyć, to walczmy o prawo do świętości ciąży a nie o prawa do pracy czy równego traktowania. Zapłodniony jajnik zwalnia większość kobiet z wszelkiej odpowiedzialności, aktywności i solidarności z kobietami, które dały im pracę. I dobrze! Mogę to pochwalać, tyle że koszty tego powinno ponosić państwo, a nie inne kobiety, które są odważne, aktywne i zdecydowały się – zamiast żebractwa lub ciąży – na firmę.
    (…)
    W Polsce mamy większy problem z brakiem odpowiedzialności kobiet w ciąży, którym się wydaje – zgodnie z politycznym mainstreamem – że ciąża to stan więcej niż błogosławiony, niż z zajadłością przedsiębiorczyń żywiących żądzę zwalniania kobiet w ciąży za wszelka cenę. W moim głębokim przekonaniu albo walczymy o poważne traktowanie na rynkach pracy, albo o rolę świętej krowy z okazji zapłodnionego jaja.
    Mój stosunek do braku etosu pracy w tym kraju, i nadmiaru etosu strajkowania i wywijania się od pracy jak i do uświęcania ciąży, jest niezmienny od lat. (…)”

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: