Strona główna > felietonik > Półtora pokoju

Półtora pokoju

 

Półtora pokoju (jeśli takie określenie znaczy cokolwiek po angielsku), które zamieszkiwaliśmy we troje, wyłożone było parkietem i moja matka stanowczo sprzeciwiała się, by mężczyźni z jej rodziny, a szczególnie ja, chodzili po domu w skarpetkach. Nalegała, byśmy zawsze nosili buty lub kapcie. Strofując mnie, powoływała się na stary rosyjski przesąd. Powiadała, że to zły omen i sprowadza śmierć w rodzinie.

Josif Brodski (tłum. A. Husarska)

 

Jeżeli istnieje ktoś, czyja śmierć, po tylu latach, wciąż potrafi mnie wzruszać, ktoś za kim tęsknie, choć nigdy nie dane mi go było zobaczyć, to jest nim niewątpliwie Josif Brodski. Sięgnąłem do niego w młodzieńczym zapale i choć minęło już trochę czasu, a i lektur nieco przybyło, to wciąż tli się ten sam dziecięcy zachwyt pierwszych strof w tłumaczeniu Barańczaka. I wciąż te sama tajemnica, do której niepojmowania (oby trwało to jak najdłużej) przyznaję się głośno i bez skrępowania. Ale myślę również, że poezja, którą się w pełni zrozumie, samowolnie degraduje się do sprawnego rzemiosła, techniki „wyrażania myśli”. Dopiero tajemnica sprawia, że – jak mówią –  zaczyna zbliżać się do najważniejszego, a w ciężkie, październikowe wieczory, gdy z trwogą odhaczam każdy, kolejny rok, siadam z kubkiem herbaty i po plecach przechodzi, wciąż ten sam, dreszcz „Kołysanki dorszowego przylądka”. Skłamałbym jednak twierdząc, że to właśnie zagadki, których mozolne rozsupływanie, pozwala tłumaczom i egzegetom na milczący wyścig pośród tych, którzy żyją naprawdę, czynią Brodskiego wyjątkowym. Wyjątkowym czyni go świadomość pewnej wspólnoty: lirycznego absurd egzystencji – jak, nieco pompatycznie, i na własny użytek, szufladkuję sobie jego poezję. Albowiem czuję się, jak wygnaniec. Czuję, że ktoś (coś) właśnie ograbił mnie z mego dzieciństwa, więc jeśli w jakiś sposób doświadczam powinowactwo z Proustem, Nabokovem, czy właśnie Josifem, to jest to powinowactwo gigantycznej straty. Stary, która sprawia, że „Pamięci, przemów!” uważam za najlepszą lekturę dla przyszłego rodzica, a dzisiejszy seans „Półtora pokoju” dosłownie ściskał mnie w gardle. Teraźniejszość, w której się niepostrzeżenie znalazłem, rozpięta między utraconym dzieciństwem, a spodziewaną śmiercią, górnolotnie zwaną życiem, jest li tylko daremnym odwlekaniem nieuchronnego. Moment zapadnięcia owej klamki, uświadomienia sobie, że coś, do czego już nie ma powrotu, jest za nami, że już na zawsze oddaliliśmy się od punktu wyjścia, (a będzie już tylko gorzej) jest momentem, w którym ostatecznie przestajemy być dzieckiem. I zaczynamy patrzeć na rodziców z niemniejszą nostalgią niż Brodski.

Josif Brodski umarł, więc nie istnieje. Nie istnieje jego półtora pokoju w mauretańskiej amfiladzie, zmyślnie przedzieloną konstrukcją z walizek i książek. Nie istnieją jego rodzice, których tak czule (choć nie bez błędów) sfilmował Chrzanowski. Ale myślę sobie, zwłaszcza wtedy, gdy patrzę w te wielkie, lśniące oczy mojego, wiecznie uśmiechniętego, synka, że ów cień błąkający się w labiryncie mej wyobraźni, ma szansę odczuwać przyjemność tak długo, jak, co jakiś czas, zdołam o nim choć wspomnieć i paru najbliższym wskazać go, jako przewodnika.

 

Reklamy
  1. de_lowca
    09/11/2010 o 2:47 am

    pieknie czujesz majorze wiec i piszesz pieknie…na tyle pieknie ze od teraz jak mi przyjdzie (niesty juz coraz rzadziej sie to zdarza)wytlumaczyc sie z niewytlumaczalnego powinowactwa z proustem to bede lecial majorem…dzieki

  2. 09/11/2010 o 12:02 pm

    No cóż, dziękuję. Miło, nawet bardzo miło.

  3. 09/11/2010 o 3:26 pm

    Godne uwagi. Nader. Czasem zastanawiam się, czy tak jest zawsze, gdy odpowiednia lektura (obraz, muzyka, film, you name it) trafi nagle w (akurat otwarte) emocjonalne okienko. U mnie tak było np. z Dylanem Thomasem, a przedtem z Rimbaud. Ale czy byłbym gotów na te spotkania 2-3 lata później?

    Ostatnio znów, po wielu latach oglądałem ponownie późne filmy niegdyś uwielbianego Viscontiego. Nieomal wyłem z żalu i złości, płakałem że pozbawiłem się sam złudzeń.
    Ostrożnie trzeba podchodzić do tego wracania po latach.

    Zazdroszczę Ci tego TWOJEGO Brodskiego. Reszty nie zazdroszczę – bo mam. Ale gdybym nie miał, to zazdrościł bym bardziej.

  4. otto
    09/11/2010 o 4:57 pm

    telemach
    miałem to samo z Dylanem Thomasem :)
    „And Death Shall Have No Dominion” czy „Under Milk Wood”

  5. 09/11/2010 o 8:17 pm

    telemach :

    Godne uwagi. Nader. Czasem zastanawiam się, czy tak jest zawsze, gdy odpowiednia lektura (obraz, muzyka, film, you name it) trafi nagle w (akurat otwarte) emocjonalne okienko. U mnie tak było np. z Dylanem Thomasem, a przedtem z Rimbaud. Ale czy byłbym gotów na te spotkania 2-3 lata później?

    Ostatnio znów, po wielu latach oglądałem ponownie późne filmy niegdyś uwielbianego Viscontiego. Nieomal wyłem z żalu i złości, płakałem że pozbawiłem się sam złudzeń.
    Ostrożnie trzeba podchodzić do tego wracania po latach.

    Zazdroszczę Ci tego TWOJEGO Brodskiego. Reszty nie zazdroszczę – bo mam. Ale gdybym nie miał, to zazdrościł bym bardziej.

    Cóż, poezja francuska w polskich przekładach, Rimbaud, a nawet Baudelaire wciąż nie może do mnie trafić, mam wrażenie, że ona wspaniała jest tylko w oryginale. Za to poezja w angielskim, nawet najsłabszy wiersz wydaje się rewelacyjny. Jeśli chodzi o powroty, to przede wszystkim przyświeca mi zasada: nie obżeraj się. Dlatego zostawiam sobie każdego na później i tylko dziobię, co jakiś czas, aby nie tylko znowu się zachwycać, ale też dostać coś nowego. Nie warto pochłaniać żadnego autora w całości, tak zrobiłem z Watem, Pilchem i teraz żałuję.

    A emocjonalne okienko musi się wstrzelić w odpowiednie emocje, które gdzieś tam tkwią w podświadomości, bo inaczej zostaje tylko estetyzm.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: