Strona główna > felietonik > Social network

Social network

Już sam pomysł robienia filmu o twórcy Fejsbuka przypomina pisanie powieści nazajutrz po uwolnieniu górników w Chile. Dobra historia, niczym dobre winko, powinna się jednak trochę uleżeć, ot, choćby dla złapania dystansu i szerszej perspektywy. Wszak wcale nie jest powiedziane, że fejsbuk z gigantycznego sukcesu nie zmieni się w gigantyczną klapę, na przykład z powodu bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych. Miliardowe wyceny akcji mają to do siebie, że lubią się załamywać, wiedzą coś o tym ofiary bańki dotcomów. Albo że, co pewnie bardziej prawdopodobne, Zuckerberg sprzeda wszystko w cholerę i niczym, nasz polski Grycan, wykorzystując, również biznesowe, know how, stworzy sobie nową, lepszą jakość, która znowu wykosi konkurencję. Z drugiej strony, błyskawiczny sukces Fejsa poniekąd usprawiedliwia pośpiech reżysera, nawet jeśli, idąc za głosem filmowego Marka, wciąż nie wiadomo dokąd Fejsbuk wszystkich nas (?) zaprowadzi. W internetowym biznesie zasada kto pierwszy ten lepszy się zazwyczaj nie sprawdza, czego nie rozumieli filmowi bliźniacy Winklevossom, chcąc podbić rynek harwardzkim serwisem randkowym. Wszak fejsbuk wcale nie był pierwszym portalem społecznościowym, ale odniósł sukces, bo na daną chwilę okazał się portalem po prostu najlepszym. Zasada pierwszeństwa wciąż jednak sprawdza się w kinie, portale możesz sobie zmieniać dowoli, ale na drugi film o tym samym tak szybko już raczej nie pójdziesz. Może dlatego Fincher zaryzykował bieżączką i szybko zgarnął całą pulę? 

Jak na twórcę Siedem, Podziemnego kręgu, czy mojej ulubionej Gry z Michaelem Douglasem, Social Network to film ledwie na ocenę dostateczną z plusem. Acz, co warto ciągle powtarzać, ze znakomitym Jesse Eisenbergiem w roli Zuckerberga. Można sobie tylko wyobrazić, jakiego oglądalibyśmy przeciętniaka, gdyby nie świdrujący wzrok i wyrzucane komunikaty (bo przecież nie słowa) z ust filmowego Marka. Fabuła sprowadzona do tematów zgranych, o kasie, przez którą tracisz przyjaciół, o zdradzie, miłości i klasowych (uwaga „marksizm”) kompleksach. Choć przecież nawet awans do mitycznego studenckiego bractwa wałkowany jest w co drugiej amerykańskiej komedii o szalonych uniwersyteckich kampusach, gdzie dziwki, wódka  i kreska jak śnieg biała, więc cała historia jawi się poniekąd, jako nieco podkręcona Zemsta frajerów w wersji 2.0. Tyle, że ona ponoć zdarzyła się naprawdę. Tym bardziej dziwią te wszystkie zachwyty nad dziełkiem Finchera z infantylnie głupimi spostrzeżeniami o geniuszu, o którym nie wiadomo czy bardziej świnia, czy skrzywdzony introwertyk? Jakby natura ludzka musiała być jednokierunkowa, a filmów o genialnych dziwakach w USA nie kręcono kilometrami, od Rain Mana przez Piękny umysł, po dr. House’a. Czasami mam nawet wrażenie, że recenzenci filmowi dali się w fejsbuk story nieco wkręcić, tak jak w cały ten internet obywatelski wkręcić się dali dziennikarze polityczni, na czele z królem naiwniaków – Igorem „rewolucja lubczasopisma” Janke.

Jeśli czegoś mi brakowało, to wyraźnych postaci drugoplanowych, na jakie można natrafić choćby w „Dowodzie”  albo „Buntowniku z wyboru”. Brakowało dobrze rozpisanych ról kobiecych, które sprowadzonych ledwie do bezbarwnego tła dla dużych chłopców z jeszcze większymi pomysłami. Wreszcie, brakowało jakiegoś szerszego spojrzenia na fenomen portali społecznościowych, które już dawno przestały pełnić funkcję wyłącznie informacyjną, a stały się platformą całodobowej autoprezentacji. Choć na pewno doceniam wątek prawniczy, szczęśliwie pozbawiony całej tej nadętej dramaturgii konfliktu, której w realu znudzeni prawnicy oczywiście nie spotykają. Cóż więc, mocne trzy z plusem, ale dla popisu Eisenberga i tak warto.

    

Advertisements
  1. Quasi
    18/10/2010 o 7:08 pm

    Nie rozumiem fenomenu tych serwisów społecznościowych. Co one robią? Po co komu na nich te konta? [Sam nigdy nie miałem, więc nawet trudno mi to sobie wyobrazić.] NA HU JA ??

    Grupa trzymająca ajfona oczywiście szydziła sobie z Niższej Klasy (bo wiadomo – dziunie, ciacha, wiocha itd.). Czy szydzi też z Failbooka? Jaka jest różnica między jednym a drugim?

  2. gatorinho
    19/10/2010 o 9:54 am

    Przepraszam za off-top, ale mamy tu niezłą wiochę, czyli „redaktora z pieniędzmi, który być może na takiego nie wygląda”
    http://amyniechcemy.salon24.pl/

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: