Strona główna > felietonik > Argument z bezradności

Argument z bezradności

Nie ma co zakazywać dopalaczy, bo i tak narkopolacy znajdą sposób na jego obejście. Nie ma co zakazywać aborcji, bo i tak zaistnieje podziemie aborcyjne. Nie ma co zakazywać ściągania filmów z netu, bo i tak wymyślą sposób by to robić co najmniej quasi legalnie. Gdzie spojrzeć, słychać tylko, że nie ma co zakazywać, bo zakazy to urzędnicza fikcja, która i tak nie będzie przestrzegana. Być może gdzieś wymyślono nazwę dla tego rodzaju argumentu, ja, na swój użytek, nazywam go argumentem z bezradności, jako że sprowadza się do udowadniania, iż w  egzekwowaniu wszelkiej prohibicji nic, tylko jest się bezradnym. Co ciekawe, jak wskazują choćby powyższe przykłady, argumentu z bezradności używa zarówno lewica, jak i prawica, zarówno socjaliści, jak i wolnorynkowcy i zdaje się, że jest uznawany za szczytowe intelektualne osiągnięcie tych wszystkich pragmatyków, którzy sięgają po niego, gdy naglę jakiś zakaz zbytnio zaczyna uwierać i zaczyna się (?) miłować wolność.

Gdy uwiera zakaz aborcji, albo prohibicja narkotykowa sięga po niego lewica, przypominając o różnych antyprohibicyjnych podziemiach. Gdy uwiera zakaz oszukiwania fiskusa, sięga po niego prawica, z szarą strefą i krzywą Laffera, A przecież można by się spytać takiego lewicowca, czy, skoro zakazy narkotykowe nie działają i należy dać sobie spokój, to czy należy również dać sobie spokój z zakazami naruszania praw pracowniczych, czy przepisów BHP, których skala łamania jest chyba w Polsce większa, niż podziemie aborcyjne w całej Europie? Wolnorynkowca z kolei można zapytać, czy, skoro zakaz oszukiwania w deklaracji PIT-owskiej nie działa i lepiej dać sobie z tym spokój, to czy również dać sobie spokój z zakazem naruszaniem cudzej własności, nietykalności cielesnej, czy swobodnego używania własnych dzieci przez wiedzących najlepiej rodziców? Obu zaś spytać by należało, czy głośne pojękiwania o natychmiastową liberalizację zakazów, nie są li tylko pustym gestem i postulatem afirmacji rzeczywistości, która już dawno wypięła się na prohibicyjne nie wolno, nie można, zakazuje się? A skoro tak, to czy w wielu przypadkach uciążliwość zakazów nie jest jedynie dyskomfortem nieco urojonym, bo przecież powszechność ich obchodzenia musi wskazywać co najmniej na łatwość w znajdywaniu narzędzi, środków do korzystania z wymarzonej swobody?

I aby na koniec obrazu retorycznego dziwowiska dopełnić, należy nasze nie da się, bo i tak obejdą zestawić z równią pochyłą da się dziś, a jak da się, to jutro da się jeszcze bardziej, że ho ho i zapytać, jak do cholery, oni to wszystko logicznie ze sobą godzą?

Reklamy
  1. adas
    03/10/2010 o 1:49 pm

    Dobry, bardzo ważny tekst. A niby oczywistości.

    I… dobra, nie będę się wygłupiać. Przykładami.

  2. 03/10/2010 o 5:28 pm

    To argument nie z bezradności, tylko z logiki. Zakaz, który działa odwrotnie do zamierzeń, albo którego uboczne skutki są gorsze, niż leczona choroba jest po prostu głupi. I nie ma znaczenia to, czy nie da się go wyegzekwować, czy też się da, ale ściskane gówno wyjdzie bokiem w jeszcze gorszej postaci.

    Zamiast pokazowej nagonki należy przyjrzeć się, w których krajach o zbliżonym ustroju jest najmniej problemu z używkami i grzecznie poprosić o wyjaśnienie użytej metody, a potem ją, w miarę możliwości, skopiować.

  3. 03/10/2010 o 6:58 pm

    Jurgi Filodendryta :

    To argument nie z bezradności, tylko z logiki. Zakaz, który działa odwrotnie do zamierzeń, albo którego uboczne skutki są gorsze, niż leczona choroba jest po prostu głupi. I nie ma znaczenia to, czy nie da się go wyegzekwować, czy też się da, ale ściskane gówno wyjdzie bokiem w jeszcze gorszej postaci.

    Zamiast pokazowej nagonki należy przyjrzeć się, w których krajach o zbliżonym ustroju jest najmniej problemu z używkami i grzecznie poprosić o wyjaśnienie użytej metody, a potem ją, w miarę możliwości, skopiować.

    Argument z bezradności polega na tym, że „nie ma sensu wprowadzać jakiegokolwiek zakazu, bo i tak państwo nie potrafi wyegzekwować jego przestrzegania”. To oczywisty nonsens, bo nawet w przypadku narkotyków ilość spożycia jest w wyniku tego zakazu ograniczona, chociażby przez utrudnioną dystrybucję i każda osoba, która nie zapaliła jointa, bo jej się nie chciało szukać dilera, nie wiedziała, gdzie go może w danej chwili znaleźć, albo się po prostu bała jest potwierdzeniem skuteczności tego zakazu. Oczywiście ten zakaz nie powstrzyma wszystkich, ale to zupełnie inne zagadnienie. Przy okazji, zakaz konsumpcji narkotyków jest do zniesienia z zupełnie innych powodów niż głupiutkie „i tak będą ćpali”. Skoro „i tak będą kradli samochody”, to domagasz się, by znieść zakaz kradzieży aut?

  4. Quasi
    03/10/2010 o 8:26 pm

    @ major

    Być może gdzieś wymyślono nazwę dla tego rodzaju argumentu, ja, na swój użytek, nazywam go argumentem z bezradności, jako że sprowadza się do udowadniania, iż w egzekwowaniu wszelkiej prohibicji nic, tylko jest się bezradnym.

    To jest chyba standardowa fałszywa dychotomia: albo metoda jest efektywna w 100%, albo jest efektywna w 0% (czy w -100%).

    Natomiast racjonalne podejście zakłada zrobienie bilansu oszacowanej skuteczności prohibicji, kosztów jej wprowadzenia/utrzymania i jej efektów ubocznych oraz porównanie jej do odpowiedniego bilansu dla zachowania status quo. Warto też wprowadzić odpowiednie tło/kontekst, np. porównać ewentualne mniej skuteczne prohibicje, które jednak nasz oponent akceptuje tudzież brak prohibicji dla bardziej dolegliwych zjawisk, którą nasz oponent toleruje [np. porównanie krzywd generowanych przez znienawidzone dopalacze, niezlustowanych TW, marnotrawstwo biurwokracji czy pedofilów do szkód generowanych przez alkohol, wypadki samochodowe, marnotrawstwo wolnego rynku (w tym np. branżę reklamową) czy poza-seksualną przemoc i zaniedbania wobec dzieci]. Dopiero jak się ma takie bilansy i takie tło, to można poważnie dyskutować.

    Natomiast jeśli chodzi prawny status środków psychotropowych, to wg mnie zdanie powinniśmy wyrabiać sobie w oparciu o takie opracowania:

    David Nutt et al., „Development of a rational scale to assess the harm of drugs of potential misuse,” Lancet 369, nr. 9566 (Marzec 24, 2007): 1047-1053.
    [pełną wersję wieszam tu]

    i o wspomniany wyżej bilans porównawczy.

  5. tamizdat
    04/10/2010 o 2:25 am

    Och, jak dobrze dzieje się w naszym kraju pod rządami partii miłości. Niegdyś próby nie tyle nawet zwalczania co wspominania o „imposybilizmie” były wdzięcznym tematem słusznych, w oświeconych kręgach, żartów. Dzisiaj pod rządami miłościwie nam panujących przyszedł kres nieodpowiedzialnych drwin i ci co dawniej drwili udowadniają, że nawet jak się może nie dawać to i tak należy działać, niechby nawet metodami klasycznej nagonki. Pierdolę sprzedawców dopalaczy tak jak ortodoksyjnych wolnorynkowców, niemniej kiedy słyszę jak jakaś gościówa nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności zajmująca ministerialne stanowisko mówi: zamkniemy ci interes na 1,5 roku i potem zobaczymy co dalej to trochę mnie dziwi, że nie podnosi się wielki krzyk oburzenia tych, co jeszcze tak niedawno mordę darli w obronie wszelkich obywatelskich wolności. To znaczy dziwiłoby mnie gdybym brał obrońców jako poważnych i uczciwych ludzi.

  6. 04/10/2010 o 11:19 am

    Ach, ależ cały psychiatryk podnosi krzyk, to mało? Gdyby tych gości od dopalaczy tak CBA Kamińskiego złapała to byłoby pianie pod niebiosa, że mamy silne państwo i w ogóle. Dla mnie to tak samo obrzydliwe, prawackie metody, co kastracja pedofilów wprowadzona przez Tuska. Ale moja notka była nie o tym.

  7. tamizdat
    04/10/2010 o 5:10 pm

    Czytanie psychiatryka pozostawiam Tobie :-)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: