Strona główna > felietonik > Nadstawianie dupska

Nadstawianie dupska

Palikot jest wolnorynkowcem, który myśli jak wolnorynkowiec, działa jak wolnorynkowiec i stosuje wolnorynkowe metody. Znalazł na rynku polityczną niszę, w którą się na moment wpasuje i porzuci, jak tylko przestanie przynosić korzyści. Potrafił zainwestować w Ozon, potrafił sprzedawać palety, potrafi i szczekać na Kościół. Tusk szczekać nie może, Tusk musi (i chce) się liczyć z elektoratem nieszczekającym, więc elektorat szczekający pozostaje bezpański. O SLD lepiej zamilczeć, nikt tak nie nadstawiał jak towarzysz Miller. Ich pełzające podrygi radują moje zbolałe serce, traktowanie SLD jako lewicę, to jak traktować Tuska jako antyklerykała. Palikot jest dziś do SLD podobny nieprzypadkowo, właściwie mógłby być ich posłem. Jest i za wolnym rynkiem, jak Miller, który nie chciał kopać się z koniem, i jest antykościelny. Przynajmniej tymczasowo, na potrzeby swojej niszy. Tyle, że Palikot się nie zbłaźnił, bo nie jest błazenadą bieganie z penisem. Błazenadą jest  podnoszenie antyklerykalnych postulatów, za każdym razem, gdy się jest  w opozycji. Misja Palikota jest jasna: pożywić się kosztem SLD, pewnie tyle by móc Tuskowi dyktować warunki koalicji.

Jest jakimś, kurwa, tragicznym fatum polskiej polityki, że jedynym ugrupowaniem, które czasami bywa socjalnie lewicowe, jest PiS. Poniekąd to zrozumiałe, większość ludzi wykluczonych to po prostu biedni, dostający w dupę, katolicy. Więc lewicy pozostaje iść drogą Krzysia Wołodźki, albo wybierać: lewica obyczajowa, czy lewica socjalna? Bo wyborców wychować się nie da, a oni nie za bardzo chcą oddzielać michę od Zdrowaś Maryi. Palikot doskonale sobie zdaje z tego sprawę, na wykluczonych katoli kładzie lachę i uderza do tych lewicowych, którzy aspirują do ocierania się o bobo (bourgeois-bohème).  Dla nich lewicowość, to walenie w klechów, swoboda obyczajowa, kasa na kulturę i niskie podatki. Kto myślał, że pod krzyżem biega lewica, ten powinien spytać się, co antykrzyżowcy sądzą o związkach zawodowych. Pewnie to samo, co sądzi Palikot.

Dlatego, gdy patrzę na tych wszystkich celebrytów, tych artystów, którzy mało się nie pozabijają w swoich hołdach dla odwagi (jakiej, kurwa, odwagi?) Palikota i tych zaklęć o nowoczesnej edukacji, wizji itp., to z jednej strony rozumiem nadzieję na, być może skuteczny, antyklerykalizm, ale z drugiej, chce mi się rzygać na to lewicowe nadstawianie dupska. I tak sobie myślę, że szkoda, iż Warszawie nie ma już Białego Miasteczka, mogłaby Gretkowska ze Środą wziąć Janusza po Kongresie, by sobie  porozmawiał z kobietami, które mają większe problemy, niż pieprzenie Kaczyńskiego.

Reklamy
  1. Chevalier
    01/10/2010 o 10:55 am

    W samo sedno.

    „jakiej, kurwa, odwagi?” – no tak, Palikot ma status błazna, któremu wiele wolno, niczym nie ryzykuje. Zresztą jest niezależny finansowo, nie musi być posłem czy jakimś funkcjonariuszem z nadania partii, a do opinii publicznej przebił się aż nadto skutecznie.

    Ja poniekąd rozumiem Środę czy Kutza – mają tak dość panoszenia się i arogancji Kościoła, że aż poskoczyli, gdy jakiś polityk „mainstreamowy” zaczął głośno artykułować, że Kościół ma rozbuchane przywileje, że trzeba świeckiej sfery publicznej itd. Tyle że nawet na tym jego antyklerykalizmie mogą się przejechać, bo po spełnieniu politycznych celów całej imprezy Palikot może antyklerykalizm odstawić lub sprowadzić do kosmetyki. A Środa zapomina, że Palikot nie tylko ma gdzieś postulaty socjalne, ale i feminizm.

    Nie mogę odżałować Jarugi-Nowackiej, pewnie by się nie dała wkręcić w „latający cyrk Palikota” (copyright by Sierakowski) i może wpłynęła na inne feministki, by dały sobie z tym spokój. Albo by przynajmniej zadały Palikotowi publicznie pytania, na ile może uwzględnić niektóre feministyczne czy socjalne postulaty.

  2. Quasi
    01/10/2010 o 1:24 pm

    @ major + Chevalier

    Nie jestem pewien, czy macie rację.

    1. Ok, co do tego, że dotychczasowy Palikot to prawdopodobnie nie polityk czy ideowiec, lecz zblazowany biznesmen, który poszedł w okolice polityki żeby się zabawić lub zarobić (jak Urban, Rydzyk, Korwin), to mogę się zgodzić (zresztą, już kiedyś o tym pisałem). No ale przecież i to mu się mogło znudzić/odmienić, no bo czemu nie, skoro – jak sam piszesz – potrzeby bytowe nie ograniczają jego swobody? Mnie np. poglądy zmieniają się często, często daję się przekonywać, więc gdyby to samo dotyczyło Palikota, to zupełnie by mnie nie zdziwiło.

    2. Sam Palikot twierdzi, że nie chce precyzyjnie definiować profilu ideowego i programowego swojej inicjatywy. Mówi wprost, że raczej tworzy platformę, na którą mogą się zejść ochotnicy i to wszystko sobie ustalić. Przecież nawet na stronie swojego ruchu wstawił sondę, w której można było glosować za tym, jakie elementy programu i priorytety ten ruch ma przyjąć. Czyli wszystko zależy od tego, kto tam się do tej inicjatywy podłączy. To może być tak jak z Olechowskim i PO, czyż nie?
    Oczywiście, jeśli „Wasza ulubiona lewica” zamiast dołączyć się do inicjatywy i próbować przerobić ją na swoją modłę będzie wolała malkontencko pierdolić i epatować brakiem zaufania [swoja drogą – czy nie jest tak, że to „nowoczesna lewica” narzeka na smutne niedobory kapitału społecznego Polaków, na rachityczną obywatelskość, na niespotykany w cywilizowanym świecie poziom nieufności międzyludzkiej, na obrzydzenie/brak zainteresowania polityką itd.?], to z pewnością z tego nie wyjdzie nic, co by się Wam spodobało.

    3. Ja myślę tak:
    Jeśli chce się pomóc wykluczonym, to nie można się oglądać na opinie samych wykluczonych. Wykluczeni gówno wiedzą, gówno rozumieją – dlatego właśnie są wykluczonymi – więc ich opinie są bezwartościowe. To czym wykluczeni są zainteresowani, to najwyżej populizm konserwujący ich biedę, bezradność, minimalizm etyczno-kulturowy i ciemnotę. Oni mają bardzo niskie wymagania, bardzo wąskie horyzonty, tragicznie marne standardy etyczne, wielką niechęć do świata i bardzo boją się zmian, więc przed niczym nie będą tak bardzo się opierać, jak przed próbą zmodernizowania, która jest jedyną szansą na poprawę ich losu, a przynajmniej na przerwanie jego dziedziczenia. Im wystarczy pozorna edukacja oraz nędzne życie z (wyłudzonej) renty, dopłat do nic nie produkującej na rynek ziemi, sezonowej pracy na czarno i KRUSu. Popatrz np. na związki zawodowe. Zamiast działać tam gdzie ich miejsce, tj. w prywatnym biznesie i bronić pracowników przed chciwością i bezdusznością kapitalistów, te wyspecjalizowały się w roli dobudówek, czy wręcz bojówek, partyjnych i w wyłudzaniu/wymuszaniu od polityków państwowych przywilejów dla pracowników (głównie budżetówki) oraz w odstraszaniu ich od ruchów modernizacyjnych.
    Dlatego jeśli komuś zależy na pomocy wykluczonym, to musi wiedzieć, że pomagać będzie musiał na siłę, wbrew samym bezpośrednio zainteresowanym.

    4. Wykluczeni nie stanowią w Polsce siły politycznej tak wielkiej, jakby mogło się wydawać, gdyż wykazują się marną aktywnością wyborczą – patrz tutaj. Poza tym ich religijność jest generalnie bardzo płytka, bezrefleksyjna, słabo przekładająca się na życiowe wybory i wynika nie z potrzeb duchowo-egzystencjalno-etycznych, lecz z kulturowej inercji/konformizmu oraz z upodobań do celebry (śluby, komunie, chrzciny, pogrzeby, święta, rozpoczęcie roku szkolnego itp. – ludzie mają potrzebę, żeby „ważne” wydarzenie w ich życiu były ozdobione jakimś bezmyślnym rytuałem), którą religia oferuje i w zasadzie w Polsce ma na tę ofertę monopol.
    Dlatego tym bardziej nowoczesna lewica mająca na celu pomoc wykluczonym i modernizację kraju/społeczeństwa nie musi się zbytnio szczypać z odsuwaniem Zdrowaś Mario.

  3. 01/10/2010 o 1:49 pm

    Chevalier :

    W samo sedno.

    „jakiej, kurwa, odwagi?” – no tak, Palikot ma status błazna, któremu wiele wolno, niczym nie ryzykuje. Zresztą jest niezależny finansowo, nie musi być posłem czy jakimś funkcjonariuszem z nadania partii, a do opinii publicznej przebił się aż nadto skutecznie.

    Ja poniekąd rozumiem Środę czy Kutza – mają tak dość panoszenia się i arogancji Kościoła, że aż poskoczyli, gdy jakiś polityk „mainstreamowy” zaczął głośno artykułować, że Kościół ma rozbuchane przywileje, że trzeba świeckiej sfery publicznej itd. Tyle że nawet na tym jego antyklerykalizmie mogą się przejechać, bo po spełnieniu politycznych celów całej imprezy Palikot może antyklerykalizm odstawić lub sprowadzić do kosmetyki. A Środa zapomina, że Palikot nie tylko ma gdzieś postulaty socjalne, ale i feminizm.

    Nie mogę odżałować Jarugi-Nowackiej, pewnie by się nie dała wkręcić w „latający cyrk Palikota” (copyright by Sierakowski) i może wpłynęła na inne feministki, by dały sobie z tym spokój. Albo by przynajmniej zadały Palikotowi publicznie pytania, na ile może uwzględnić niektóre feministyczne czy socjalne postulaty.

    Problem w tym, że Środa uważa, że Bochniarzowa byłaby najlepszym prezydentem, więc ona, generalnie, jest wolnorynkowa. Więc Jaruga-Nowacka pewnie do niczego by ją nie przekonała. Natomiast zastanawia mnie jej naiwność i łapanie się na proste hasła, które Palikot może sobie głosić, bo póki co, nikt mi nie powie: sprawdzam.

  4. 01/10/2010 o 2:07 pm

    Ad 1. Pewności oczywiście nie ma, ale nie ma też dowodów, na nagłą przemianę antyklerykalną, więc zbieżność antyklerykalizmu Palikota z pojawieniem się łaskawego kąska wyborczego w postaci bo-bo każe być bardzo ostrożnym. Dla mnie facet, nawet jeśli się zmienił, to nie na tyle, by trwać przy antyklerykalizmie, gdy ten mi się przestanie opłacać. On działa w polityce jak biznesmen, więc liczy zyski i straty.

    Ad. 2 Ale ja czytałem jego wywiad-rzekę to jest wolnorynkowiec typu wczesny Tusk. Zresztą dziwiłbym się, żeby było inaczej. Odniósł sukces, może bawić się w filantropie i leczyć artsytyczne kompleksy za pomocą kasy. Nie ma żadnej „Naszej ulubionej lewicy” bo Chevalier ocenia o wiele bardziej krytycznie intelektualne Sierakowskiego niż ja, zaś sama Krytyka ma (moim zdaniem słuszną) taktykę stworzenia zaplecza/mody/klimatu dla lewicy, co udało się już w kulturze, ale wciąż nie udaje się ekonomii. Dlatego wyskakiwanie do wyborów i trwonienie reputacji na kilka procent jest bez sensu (Legierski dostał 4 lata temu ledwie kilkaset głosów w Warszawie). Więcej pracy u podstaw, którą właśnie psuje Palikot, poniekąd trafiający w ten same wielkomiejski target.

    Ad. 3 Problem jest nie tyle słuchanie wykluczonych, co ich przekonywanie. To jest zresztą stary lewicowy problem, jeszcze z XIX wieku, na ile dla dobra robotników należy puszczać mimo uszu ich własne pomysły (ale nie potrzeby) na naprawę świata. Zauważ jednak, że tam gdzie lewica działa, jak Skandynawia, wszystko oparte jest na pewnym społecznym konsensusie i równym traktowaniu wagi głosu robotnika i profesora, co patriarchalno-paternalistycznym Polaczkom się nie mieści w głowie, bo przecież co tam ten głupi robol wie. No i dlaczego robotnik zarabia prawie tyle samo, co nauczyciel akademicki. W tym sensie miałbyś w takiej Szwecji ciężko ze swoim paternalizmem, choć z drugiej strony, tam robotnicy są, zdaje się, względnie wyedukowaniu i ześwieczczeni, więc łatwiej się dogadać.

    Ad. 4 Póki co siły politycznej nie stanowią, natomiast nie da się z nimi wejść w interakcje gdy będziesz bluźnił na Zdrować Maryję, nie zdobędziesz ich zaufania, więc pozostanie ci tylko dostarczać im socjalu, który będą zanosić m.in, na tacę do kościoła, chrzty i komunie.

  5. Chevalier
    01/10/2010 o 2:29 pm

    „Nie ma żadnej „Naszej ulubionej lewicy” bo Chevalier ocenia o wiele bardziej krytycznie intelektualne Sierakowskiego niż ja,”

    Przesada, niczego nie ujmuję jego intelektowi, a że nie zawsze podzielam jego poglądy, to inna rzecz.

  6. 01/10/2010 o 2:33 pm

    Chevalier :

    „Nie ma żadnej „Naszej ulubionej lewicy” bo Chevalier ocenia o wiele bardziej krytycznie intelektualne Sierakowskiego niż ja,”

    Przesada, niczego nie ujmuję jego intelektowi, a że nie zawsze podzielam jego poglądy, to inna rzecz.

    Miało być „intelektualne mody”. Ale uwagę przyjąłem.

    BTW Patrz link wyżej, Jarek uważa, że ktoś ma kontakty z Uniwerkiem, jak blisko Uniwerku otworzy knajpę. Ech co za …

  7. Chevalier
    01/10/2010 o 2:40 pm

    To teraz jest zrozumiałe, mody nie zawsze mi pasują, może bardziej tyle nie samego Sierakowskiego, co części jego staffu.

    Jarek rżnie głupa na całego

    „lokal, który uchodzi za najlepszy i najdroższy w Warszawie”

    „to jest ośrodek już nie lewicowy, a lewacki. Otóż ja chciałbym zapytać panią Gronkiewicz-Waltz, a ona przecież przyznaje się do wiary katolickiej (…) czym ona się tu kieruje?”

    Aż litość bierze.

  8. Chevalier
    01/10/2010 o 2:41 pm

    err. „bardziej nie tyle samego Sierakowskiego”

  9. Quasi
    01/10/2010 o 3:14 pm

    @ Major

    Ad 1. (…) więc zbieżność antyklerykalizmu Palikota z pojawieniem się łaskawego kąska wyborczego w postaci bo-bo każe być bardzo ostrożnym. (…) On działa w polityce jak biznesmen, więc liczy zyski i straty.

    Ale czym to się różni od jakiejkolwiek innej działalności politycznej? Jeśli polityk robi coś, co mu się przestaje opłacać, to przestaje istnieć w polityce. Zresztą, prawdziwych intencji/motywów polityka – a w ogólności: innego człowieka – nigdy z całą pewnością nie poznasz, więc jaki sens ma zastanawianie się nad nimi? Polityka to narzędzie do załatwiania spraw, a nie plebiscyt osobowości, więc powinniśmy interesować się sprawami, a nie domniemanymi motywami tych, którzy je załatwiają.

    Ad. 2 (…) Nie ma żadnej „Naszej ulubionej lewicy” bo Chevalier ocenia o wiele bardziej krytycznie intelektualne Sierakowskiego niż ja (…)

    Dlatego napisałem to w cudzysłowie i nie nazwałem „Krytyką Polityczną” tylko „ulubioną lewica”, byście mogli sobie pod to podstawić co tylko chcecie.

    (…) zaś sama Krytyka ma (moim zdaniem słuszną) taktykę stworzenia zaplecza/mody/klimatu dla lewicy, co udało się już w kulturze, ale wciąż nie udaje się ekonomii. (…) Więcej pracy u podstaw (…)

    Co się w kulturze udało? Jak? I skąd wiadomo, ze się udało, jak to się mierzy?

    Jak KP może kreować „zaplecza/mody/klimaty” dla czegokolwiek, zwłaszcza w ekonomii? Jaka „praca u podstaw”? Wydawanie ultraniszowego czasopisma/książek, prowadzenie blogów i jakichś klubów dla garsteczki wielkomiejskich snobów kawiorowych? Podobną „pracę u podstaw” robi Korwin, ale u niego przynajmniej widać „wyniki” (okazjonalne występy w mainstreamowych mediach, te 3% w wyborach i stada małoletnich fanatyków w internecie), a w przypadku KP to nawet to nie bardzo widać.

    Dlatego wyskakiwanie do wyborów i trwonienie reputacji na kilka procent jest bez sensu (Legierski dostał 4 lata temu ledwie kilkaset głosów w Warszawie). Więcej pracy u podstaw, którą właśnie psuje Palikot, poniekąd trafiający w ten same wielkomiejski target.

    Gdyby można było sobie cokolwiek po KP i jej „pracy u podstaw” obiecywać, to byłby to jakiś argument. Ale czy można?

    Ad. 3 Problem jest nie tyle słuchanie wykluczonych, co ich przekonywanie. (…)

    Nie da się. Ponoć jest taka japońska mądrość: „Z żabą, która mieszka w studni nie pogadasz o bezkresnych oceanach. Z robakiem, który żyje jedno lato nie pogadasz o zimowych śniegach. Z prostym człowiekiem nie pogadasz o niczym innym niż następny posiłek.”. To są ograniczone umysłowo, tępe, bezrefleksyjne, wredne, bezduszne, porywcze, samolubne bydlaki, które możesz najwyżej oszukać, przestraszyć lub nimi poszczuć.

    Zauważ jednak, że tam gdzie lewica działa, jak Skandynawia, wszystko oparte jest na pewnym społecznym konsensusie

    Naprawdę? Jakim konsensusie? Na demokratycznej woli większości?

    i równym traktowaniu wagi głosu robotnika i profesora, co patriarchalno-paternalistycznym Polaczkom się nie mieści w głowie

    No jak nie? Przecież w Polsce głos robotnika i profesora waży tyle samo, a nawet głos robotnika waży więcej, bo za tym głosem leci jeszcze cegła rzucana ręką spoconego związkowca w okadzane płonącymi oponami gmachy publicznych instytucji.

    bo przecież co tam ten głupi robol wie.

    No bo nie wie, bo niby skąd ma wiedzieć? Zresztą, gdyby wiedział, to nie byłby robolem tylko profesorem.

    No i dlaczego robotnik zarabia prawie tyle samo, co nauczyciel akademicki.

    Ja nie mam nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie.

    W tym sensie miałbyś w takiej Szwecji ciężko ze swoim paternalizmem

    Co, w Szwecji nie ma paternalizmu? Toż nawet nasza prawica się pobudza jak to paternalistyczny szwecjalizm zabiera dzieci rodzicom.

    choć z drugiej strony, tam robotnicy są, zdaje się, względnie wyedukowaniu i ześwieczczeni, więc łatwiej się dogadać.

    Czyli nie są wykluczeni, czyli sytuacja jest zupełnie nieporównywalna do naszej, czyli piszesz nie na temat.

    Zresztą, nasi wykluczeni to nie tyle robotnicy, co jacyś renciści, bezrobotni, pseudo-rolnicy nie produkujący na rynek.

    Ad. 4 Póki co siły politycznej nie stanowią, natomiast nie da się z nimi wejść w interakcje gdy będziesz bluźnił na Zdrować Maryję, nie zdobędziesz ich zaufania,

    Ale ja i tak się z nimi nie dogadam, oni i tak mi nie ufają, nie ufali i ufać nie będą. Przecież jestem dla nich złodziejem, aferałem, zdrajcą, Żydem, masonem, UBekiem, ruskim agentem etc., a oni sami największą radość mają gdy we własnym mniemaniu uda im się kogoś wykiwać, coś wycwaniakować, coś „załatwić”, a tymi, którzy dali się wykiwać – np. takim Jurkiem, Lepperem i Giertychem wykiwanym przez kaczystów – gardzą jako frajerami. To jest mentalność straganiarsko-więzienno-gangstersko-plemienna.

    W interakcje z nimi nie wchodzi się dzięki zaufaniu, lecz dzięki kijowi lub marchewce.

    więc pozostanie ci tylko dostarczać im socjalu, który będą zanosić m.in, na tacę do kościoła, chrzty i komunie.

    O, to wszystko zależy od tego, na jakiej zasadzie przyznaje się socjal. Np. gdyby organizować dla nich kursy edukacyjne mające na celu przyuczenie ich do zawodu na który jest zapotrzebowanie i do poruszania się po współczesnym świecie, a wysokość socjalu oraz prawa do jego pobierania uzależnić od frekwencji na tych zajęciach, od wyników egzaminów sprawdzających i od podejmowanych aktywności, to nawet gdyby ów socjal nosili księdzu, i tak będę miał zysk, bo przynajmniej niektórych z nich czegoś nauczę i do czegoś zmobilizuję.

  10. ja
    01/10/2010 o 3:32 pm

    „Miller, który nie chciał kopać się z koniem”

    To trochę inaczej było. Nie Miller a i kopanie dotyczyło odwrotnej sytuacji.

  11. Marian Zmyślony
    01/10/2010 o 4:01 pm

    Cześć!

    Bardzo ładnie se tu gadacie, miło poczytać. W końcu nie Jarek jest tematem nr 1, choć owszem, musiał się znaleźć. :-)

    Pozdrawiam!

  12. 01/10/2010 o 4:03 pm

    Hm, właściwie Quasi, to czemu chcesz wzrostu szczęścia, dla tych ludzi, skoro to są są „ograniczone umysłowo, tępe, bezrefleksyjne, wredne, bezduszne, porywcze, samolubne bydlaki, które możesz najwyżej oszukać, przestraszyć lub nimi poszczuć.” Nie lepiej żebyś ich pozamykał w jakimś getcie ?

    Co do reszty, to politykiem możesz być albo dla idei, które podzielasz nawet jak przegrywasz (patrz Korwin, Marek Jurek), albo dla władzy, którą przedkładasz nad idee (patrz Tusk). Palikot to ten drugi typ, dlatego w swoim antyklerykalizmie jest niewiarygodny, bo jest wysoce prawdopodobne, że zdradzi. Krytyka Polityczna wydaje książki by przekonać tych, co książki tego typu czytają (a więc nie widzów „Szpilek na Giewoncie”), a za czym idzie to strategia promieniowania na ośrodki opiniotwórcze, a nie na całe społeczeństwo. Chodzi m.in o to, żeby w dyskusjach eksperckich na tematy ekonomiczne pojawiał się ktoś inny obok zajebiście ideowo pluralistycznego trójkąta Petru-Rybiński-Jankowiak. Z kulturą już się po części udało, bo już nie jest tak oczywiste, że tylko prywatny mecenat uratuje kina, teatry itp. Z ekonomią wciąż jest inaczej, kto zakwestionuje Balcerowicza ten populista. Paternalizm w Szwecji to nie paternalizm Quasiego, który gardzi hołotą i trzyma ją za pysk dla jej dobra, tylko paternalizm „hołoty”, która przekonana do lewicowości trzyma za pysk innych i siebie samą.

  13. 01/10/2010 o 4:07 pm

    ja :

    „Miller, który nie chciał kopać się z koniem”

    To trochę inaczej było. Nie Miller a i kopanie dotyczyło odwrotnej sytuacji.

    „Liberalizm gospodarczy i społeczeństwo obywatelskie prowadzą najszybciej do budowy państwa dobrobytu.” i tak dalej. Gak, z koniem to oczywiście obecny szefuńciu NBP.

  14. Quasi (anty-spam)
    01/10/2010 o 4:53 pm

    @ major [co jest?, znowu mnie coś blokuje]

    Hm, właściwie Quasi, to czemu chcesz wzrostu szczęścia, dla tych ludzi, skoro to są są „ograniczone umysłowo, tępe, bezrefleksyjne, wredne, bezduszne, porywcze, samolubne bydlaki, które możesz najwyżej oszukać, przestraszyć lub nimi poszczuć.”

    [Umknęło mi jeszcze „przekupić”.]

    Po pierwsze: A co to jacy oni są ma do rzeczy jeśli chodzi o moje chcenie szczęścia? Ja chcę szczęścia dla każdego i jego przydziału nie chcę – jak prawica – uzależniać od francowatych kryteriów typu „wina”, „sprawiedliwość”, „zasługa”, „prawo” etc.

    Po drugie: To, że chcę ich zastraszać (kij) i przekupywać (marchewka) zamiast przekonywać [oszukiwanie i szczucie to metody populistów] to nie kwestia moich preferencji tylko kwestia tego, że nic innego się nie da zrobić, przynajmniej nie na skalę masową. Nie ma innego wyjścia jeśli chce się coś zrobić.

    Po trzecie: Szeroko pojęta modernizacja ma właśnie temu służyć żeby wykorzeniać to zbydlęcenie, a przynajmniej zapobiegać jego dziedziczeniu przez przyszłe pokolenia.

    Co do reszty, to politykiem możesz być albo dla idei, które podzielasz nawet jak przegrywasz (patrz Korwin, Marek Jurek), albo dla władzy, którą przedkładasz nad idee (patrz Tusk). Palikot to ten drugi typ, dlatego w swoim antyklerykalizmie jest niewiarygodny, bo jest wysoce prawdopodobne, że zdradzi.

    Po pierwsze: Ale tu właśnie nie chodzi o ideowość samego Palikota, tylko o ideowość tych, którzy do niego dołączą. Palikot ma dawać kasę i markę.

    Po drugie: Przecież to na jedno wychodzi. Jeśli ideowiec siedzi na kanapie, to znaczy, że jego idee nie mają wystarczającego poparcia społecznego, więc nie da się ich wprowadzić w życie metodami demokratycznymi; jeśli pragmatyk odrzuca/ignoruje jakieś idee to znaczy, że nie mają one wystarczającego poparcia społecznego by ich podejmowanie pragmatykowi się politycznie opłacało, więc nie da się ich wprowadzić metodami demokratycznymi. Tak czy inaczej wszystko rozbija się o poparcie społeczne: jeśli będzie wystarczająco duże, to społeczeństwo wybierze sobie ideowców albo (sondażami) przekona pragmatyków.

    Krytyka Polityczna wydaje książki by przekonać tych, co książki tego typu czytają

    Czyli generalnie już przekonanych…

    za czym idzie to strategia promieniowania na ośrodki opiniotwórcze, a nie na całe społeczeństwo.

    No i jak to promieniowanie wychodzi?

    Chodzi m.in o to, żeby w dyskusjach eksperckich na tematy ekonomiczne pojawiał się ktoś inny obok zajebiście ideowo pluralistycznego trójkąta Petru-Rybiński-Jankowiak.

    To popularne książki KP mają generować ekspertów? Przecież eksperci nie takie rzeczy czytają, w końcu od tego są ekspertami, żeby je czytać.

    Z kulturą już się po części udało, bo już nie jest tak oczywiste, że tylko prywatny mecenat uratuje kina, teatry itp.

    To kiedyś spektrum poglądów na ten temat wyglądało inaczej? Jeśli faktycznie zaszła tu jakaś zmiana, to skąd wiesz, że to za sprawą KP? No i czy to „nie jest takie oczywiste” przekłada się na coś konkretnego?

    Z ekonomią wciąż jest inaczej, kto zakwestionuje Balcerowicza ten populista.

    Bo może u nas póki co tylko populiści go szerzej kwestionują (co nie znaczy, że nie da się go kwestionować z perspektywy niepopulistycznej i że to kwestionowanie stanowi kryterium diagnostyczne populizmu)?

    Paternalizm w Szwecji to nie paternalizm Quasiego, który gardzi hołotą i trzyma ją za pysk dla jej dobra, tylko paternalizm „hołoty”, która przekonana do lewicowości trzyma za pysk innych i siebie samą.

    Po pierwsze: No chyba żartujesz. Demokracja szwedzka to demokracja bezpośrednia wybierająca jednogłośnie, czy może demokracja przedstawicielska wybierająca większością przeciw mniejszości? Gdyby „hołota” sama chciała się chwycić i trzymać za pysk, to nie musiałaby się chwytać i trzymać, wszak cele, które miałoby przynieść chwytanie&trzymanie realizowałaby dobrowolnie bez niego.

    Po drugie: Piszesz o „innych”, czyli – jak rozumiem – są jacyś chwyceni&trzymani wbrew woli?

    Po trzecie: Żeby móc bezdusznego ciemniaka nie widzącego dalej niż kawał kiełbasy przekonać do czegokolwiek, musisz go najpierw zmodernizować, ale on ci się dobrowolnie zmodernizować nie da, więc w celu modernizacji musisz go chwycić i trzymać tak długo, aż dzięki zmodernizowaniu przestanie chcieć uciekać. To jak pierwsze mycie, golenie i odwszawianie złapanego w lesie dzikusa – idea jest taka, żeby dzikus z czasem mył, golił i odwszawiał się samodzielnie, a jeśli nawet on sam nie będzie tego robił, to przynajmniej jest nadzieja, że uda się to z jego dziećmi.

  15. adas
    01/10/2010 o 4:56 pm

    Dwie kwestia mnie zastanawiają:

    1. Czy Palikot naprawdę chce mieć partię, czy to ruch mający na cele wzmocnienie pozycji w PO? Jeśli tak, to musi to zrobić na dniach, bo jak się będzie opierdalał jak „prezydent Wrocławia” i Piskorski, to skończy jak oni. Z marszu, i nie brać jeńców!

    2. Czy szefem (lub twarzą) lewicowej partii może być nie lewicowiec, może ideowiec, ale jeden Bóg wie jakie to idee. Sprawny biznesmen, który znalazł lukę na rynku, niewielką niszę? Palikot jest na tyle dziwny, ze nawet nie wiem czy do byłaby „żądza władzy” czy raczej starczyłaby mu rola błazna?

    A przepraszam, jest jeszcze:

    3. Czy miałbym na coś takiego kurwa głosować, bo wszystko jest lepsze od zastoju?

  16. 01/10/2010 o 7:08 pm

    Jeśli więc lekceważysz subiektywne potrzeby tych ludzi, bo to zwierzęta, które ty dla ich szczęścia, definiowanego przez siebie, będziesz tresował, to czy wypuściłbyś kogoś ze swojej hodowli, gdyby się okazało, że choć jest „brudnym, zawszonym tępakiem” to czuje się bardziej szczęśliwy, niż ty? Czy raczej ta hołota musi być szczęśliwa na Twoją modłę?

    Co do Krytyki, to idzie trzema torami. Pierwszy to promieniowanie na media, żeby zauważyły, że istnieje coś takiego, jak sukces państw socjalistycznych. Drugi to promieniowanie na odbiorców mediów, którzy nie są ekspertami, ale lubią się dowiadywać i w swoich środowiskach promieniują na innych. Trzeci zapraszanie speców z zagranicy, tłumaczenie ich książek itp. Taka platforma think-tank, bo nikt nie daje za friko do rąk quasiowego pastucha, żeby mógł sobie uprawiać ludzi kijem i marchewką.

  17. 01/10/2010 o 7:10 pm

    adas :

    Dwie kwestia mnie zastanawiają:

    1. Czy Palikot naprawdę chce mieć partię, czy to ruch mający na cele wzmocnienie pozycji w PO? Jeśli tak, to musi to zrobić na dniach, bo jak się będzie opierdalał jak „prezydent Wrocławia” i Piskorski, to skończy jak oni. Z marszu, i nie brać jeńców!

    2. Czy szefem (lub twarzą) lewicowej partii może być nie lewicowiec, może ideowiec, ale jeden Bóg wie jakie to idee. Sprawny biznesmen, który znalazł lukę na rynku, niewielką niszę? Palikot jest na tyle dziwny, ze nawet nie wiem czy do byłaby „żądza władzy” czy raczej starczyłaby mu rola błazna?

    A przepraszam, jest jeszcze:

    3. Czy miałbym na coś takiego kurwa głosować, bo wszystko jest lepsze od zastoju?

    Ad 1 to zależy, czy znajdzie dobry sposób finansowania partii

    Ad 2 Nie może, chyba że jest specem do wynajęcia i stawia sprawę jasno.

    Ad. 3 To raczej zastój PO tylko utrwali.

  18. Quasi (anty-spam)
    01/10/2010 o 11:11 pm

    @ major

    Jeśli więc lekceważysz subiektywne potrzeby tych ludzi, bo to zwierzęta, które ty dla ich szczęścia, definiowanego przez siebie, będziesz tresował, to czy wypuściłbyś kogoś ze swojej hodowli, gdyby się okazało, że choć jest „brudnym, zawszonym tępakiem” to czuje się bardziej szczęśliwy, niż ty? Czy raczej ta hołota musi być szczęśliwa na Twoją modłę?

    Szczęśliwa ma być po prostu, ale do szczęścia ma dojść na moją modłę, oczywiście. A jak się nie podoba, to jasne że wypuszczę – granice są otwarte, niech se jadą gdzieś, gdzie nie ma paternalizmu, np. do Somalii.

    Mają się kształcić, przestać brać wyłudzone renty i zacząć korzystać z ofert pracy, bo dostaną kijem (obetnę zasiłki). Mają sprzedać ziemię i przenieść się do miasta, bo dostaną marchewkę (jakieś dopłaty). Mają się regularnie badać i leczyć, bo dostaną marchewkę (niższa składka zdrowotna/ubezpieczenie itp.). Mają zapewnić dzieciom nowoczesną edukację (po mojemu) i opiekę zdrowotna i nie mają prawa ich zaniedbywać i bić, bo dostaną kijem (zabiorę dzieci, a im przywalę grzywną lub pierdlem). Nie mają prawa bić żon, bo dostaną kijem (z miejsca wywalę z domu i zakwateruję gdzieś na ich koszt, a jak się potwierdzi, wsadzę do pierdla). Mają dbać o zwierzęta i nie mogą się nad nimi znęcać, bo dostaną kijem (zwierzę zabiorę, przywalę grzywną i wsadzę do pierdla). Nie mogą wywalać śmieci do lasu, bo dostaną kijem [np. w ramach przymusowej pracy społecznej mają znosić z lasów po np. 100kg śmieci dziennie, a jak nie wyrobią limitu, to niedowagę uzupełnię sobie ich (metaforycznymi) odcietymi dłońmi]. Itd., itp. Tak jakoś wyobrażam sobie swój kij i marchewkę oraz okoliczności i cele ich stosowania – przypuszczam, że jest to cywilizowany socjaldemokratyczny standardzik.

    Co do Krytyki, to idzie trzema torami. Pierwszy to promieniowanie na media, żeby zauważyły, że istnieje coś takiego, jak sukces państw socjalistycznych. Drugi to promieniowanie na odbiorców mediów, którzy nie są ekspertami, ale lubią się dowiadywać i w swoich środowiskach promieniują na innych. Trzeci zapraszanie speców z zagranicy, tłumaczenie ich książek itp.

    To wiem. Bardzo to szlachetne, ale pytanie jest – jakie efekty to przynosi? Mamy jak to oszacować? Bo podobne rzeczy to robi „Fronda”, a pewnie też jakieś Gwiazdowskie stowarzyszenia Adama Smitha, kluby imienia von Misesa i inne takie.

    Taka platforma think-tank, bo nikt nie daje za friko do rąk quasiowego pastucha, żeby mógł sobie uprawiać ludzi kijem i marchewką.

    No ale przecież o to im chyba chodzi, żeby tego pastucha chwycić i zacząć tych ludzi uprawiać. W końcu na tym polega lewicowość, czyż nie?

  19. 01/10/2010 o 11:41 pm

    Łał, znaczy jak mają się kształcić i emigrować do miasta, to kto będzie robotnikiem fizycznym albo rolnikiem?

  20. Quasi (anty-spam)
    02/10/2010 o 12:57 am

    @ major

    Łał, znaczy jak mają się kształcić i emigrować do miasta, to kto będzie robotnikiem fizycznym albo rolnikiem?

    Co do kształcenia to przecież pisałem:
    „O, to wszystko zależy od tego, na jakiej zasadzie przyznaje się socjal. Np. gdyby organizować dla nich kursy edukacyjne mające na celu przyuczenie ich do zawodu na który jest zapotrzebowanie i do poruszania się po współczesnym świecie, a wysokość socjalu oraz prawa do jego pobierania uzależnić od frekwencji na tych zajęciach, od wyników egzaminów sprawdzających i od podejmowanych aktywności, to nawet gdyby ów socjal nosili księdzu, i tak będę miał zysk, bo przynajmniej niektórych z nich czegoś nauczę i do czegoś zmobilizuję.”
    Chcę ich kształcić tak jak się w sensownym czasie da – większość oczywiście na robotników, ale możliwie najlepiej wykwalifikowanych, takich, których akurat potrzeba na lokalnym rynku. Niewykwalifikowanej siły roboczej jest nadmiar (a jakby co, to zawsze można uzupełnić imigrantami) i nie ma co z nią robić, natomiast z tą wykwalifikowaną jest już gorzej. Trzeba im jeszcze przekazać wiedzę o tym jak sobie radzić w życiu, w tym także na temat prawa pracy, coby nie dali się za łatwo dymać kapitalistom.

    Co do rolników: chodzi o to, by średnie gospodarstwo miało powierzchnię, powiedzmy, 200ha, a nie 10ha i żeby produkowało głównie na rynek, a nie głównie dla zaspokajania minimalistycznych potrzeb gospodarza. U nas na wsi mieszka bodajże circa 30% populacji (a na początku III RP było więcej), z czego realnie produktywne jest bodaj kilka %.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: