Strona główna > opowiadanko > Dingo w Warszawie

Dingo w Warszawie

I było to pewnego dnia jesiennego, pociąg pufał i syczał, na peron doczłapał i nagle z wagonu, nie wiadomo jak, hyc, wybiegł pies Dingo. I w te pędy po schodach nieruchomych, przez kasy, nura między kolana, siatki, bagaże, przed dworcem  już stał i ogonem kiwał. Zwyczajny pies Dingo, ale kto wiedzieć miał, że zwyczajny Dingo, to może z Australii samej, jak Dingo najbardziej z psów jest psiowaty, taki wyjątek dla niepoznaki. Raz jeden tylko starszy pan krzyknął: Hola, hola, a co to za psisko? – ale nikt go nie usłuchał, bo wszyscy się gdzieś śpieszyli, dążyli w kierunkach przeciwnych i w ogóle głośno było i tumult. A za to Dingo już merdał i pyskiem powietrze zasysał, mrużąc ślepia od jesiennych promieni, które chyba tylko jakimś przypadkiem zbłądziły z bocianami, albo inną przesyłką od ciepłych krajów. A zaraz potem jeden mały kroczek i drugi, i wreszcie po trzecim puścił się Dingo  Emilii Plater, zwinnie, że aż żaden pan kierowca nie trąbił, klął czy inaczej się złościł na czworonoga z peronu. I gdy tylko zjawił się Dingo pod Mariottem, to jakby wiedząc, że tu już wypada dżentelmenom walk never run, kolebał sobie swoim małym, włochatym cielskiem, pogwizdując pewnie w duszy, jak tylko pogwizdywać potrafi ktoś bogaty i najszczęśliwszy. Potem koło teatru Roma, jeden taki pan z wąsami i kapeluszem coś się do Dingo uśmiechnął, ale Dingo już stał i ocierał się o nogę chłopca, który tkwiąc przy bankomacie, próbował przypomnieć sobie cyfry nieszczęsnego PINu. Czmychnął jednak szybciutko, jak tylko ostatnia cyfra zadźwięczało, a chłopiec odwracając się zezłoszczony, zaraz przekonał się, że jednak nic go w łydkę nie uwierało. A Dingo już przy Marszałkowskiej, rozglądał się, szczęknął paszczą raz, drugi i wesoło potoczył się w kierunku placu Konstytucji, jakby chcąc na złość zrobić wszystkim warszawskim przewodnikom stolicy. Uszatym łebkiem podziwiał sklepowe wystawy, a psim nosem wyczuwał zapachy, które, może i nie pierwszej świeżości, ale nęciły brzuch coraz bardziej zgłodniałego psa podróżnika. Podszedł nawet do jednej takiej budki, ale pachnąca zjełczałym olejem pani w ortalionie przegoniła go strasząc  czarno-metalowymi plombami. Dingo podbiegł dalej, skręcił w Koszykową, by znaleźć się tuż pod sklepem z zabawkami, przy którym stało, całkiem już pokrzywione drzewko, zachęcające do psiej toalety. I gdy już Dingo miał podejść, gdy już podniósł nogę, zauważył na wystawie wielkiego, brązowego kangura z wytrzeszczonymi węglikami zamiast oczu. Stał, patrzył na wystawę i przypomniał mu się dom, przypomniał dzieciństwo, aż małe psie łzy skapnęły jedna pod drugiej. Chciał Dingo wrócić do domu, ale nie wiedział, gdzie jest jego dom, gdzie jest dworzec i gdzie może spotkać kangury, które zamiast węglików, mają żywe oczy. Pospieszcie się, bo kto wie, może stoi tam jeszcze do dzisiaj?

Advertisements
  1. cyncynat
    23/09/2010 o 11:01 am

    fajne.

  2. 23/09/2010 o 12:11 pm

    Miło ;)

    BTW Hejterzyli Cię chyba na blipie.

  3. cyncynat
    23/09/2010 o 12:50 pm

    A tam hejterzyli. Zaledwie nasz Wiedzmin przez dwa dni miotal sie i zebral o uwage. A na koniec opublikowal kuriozalny, ale – trza przyznac – dosc kulturalny jak na niego koment u Trystero, na ktorego jednak pies z kulawa noga nie odpowie.

  4. cyncynat
    23/09/2010 o 12:52 pm

    O, jesli chodzi o zebranie o uwage, to tego ostatnio nic nie przebije: http://wyborcza.pl/1,75475,8407444,Dlaczego_Chinczycy_sluchaja_Michnika_.html
    Kurde, jak ja lubie GWowych specow od literatury.

  5. 23/09/2010 o 1:06 pm

    Fakt, tytuł zajebisty, ale chyba bardziej na złość prawicowym głupkom. Choć może i nie. A co do speców, ulubieniec Twój i Quasiego okazał się w przedostatniej notce specem od Urugwaju. Polecam komentarze.

  6. cyncynat
    23/09/2010 o 1:13 pm

    A to bylo akurat dosc smieszne :-)
    Facet ma gest i wymagania: Toskania albo smierc.

  7. 23/09/2010 o 1:18 pm

    Nie no, może być jeszcze Prowansja, albowiem mieszkańcy Polszy z MMC prychają na azerski syf w Urugwaju.

    http://www.mi-uruguay.com/dostawy.html

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: