Strona główna > felietonik > Luki w teoryjkach?

Luki w teoryjkach?

Przykro to mówić, ale ponoć wzrosły ceny żywności. I to ponoć bardziej niż wyniósł wzrost kosztów produkcji (słabe zbiory, susze, powodzie i takie tam). Dziwna sprawa. Ale mało tego, ceny żywności wzrosły, mimo iż podwyżka podatków nie weszła jeszcze w życie. Ba, jest jeszcze gorzej, ceny żywności wzrosły, a przecież w tamtym roku weszła w życie podatków obniżka. No dobrze, ktoś powie, ale przecież podwyżka jest reakcją na samą zapowiedź wzrostu podatków i gdyby tej zapowiedzi nie było, to i nie byłoby samej podwyżki. No cóż, załóżmy, że rząd się zmienia, a nowi patrioci VAT-u jednak nie podwyższają. Jak myślicie, czy ceny wrócą do poziomu sprzed podwyżki. A jeśli nie to, czyżby żelazne powiązanie wzrostu ceny z wysokością podatków nam szwankowało? Czyżby żelazne prawa ekonomiczne nam robiły psikusa? Czyżby wreszcie ekonomia, przynajmniej ta w skali mikro, była pochodną psychologicznych cech naszych kapitalistów? Jak choćby chciwość, kombinatorstwo, strach, tudzież zwykła zapobiegliwość? A jeśli tak, to jak to zmierzyć, są na to jakieś wzory matematyczne?  No bo to chyba nikt nie powie, że niejaki Frydman ma rację, ekonomia to nauka społeczna, a teoria racjonalnych oczekiwań to jakieś dziwactwo?

A jeśli ekonomia nie jest nauką społeczną, to może jest filozofią? Nie wiem, może etyką? Weźmy np. dzisiejszą hucpę o bykowym. Co prawda miłośnicy bykowego, jeszcze nie zauważyli, że to, iż kawaler zapłaci więcej, nie oznacza bynajmniej, iż ojciec rodziny zapłaci mniej. Ale skupmy się na samej idei. Otóż częstą, przynajmniej z mojej strony, odpowiedzią na libertariańskie jęczenie „Taxes, Why?” jest pobieżny rachunek korzyści, jakie libertariański pasożyt, tudzież pasażer na gapę otrzymał od tych, na rzecz których nie chce zapłacić. A więc wyliczenie bezpieczeństwa, jakie zapewnia mu armia, dróg, jakie mu zbudowano, wodociągów, kanalizacji, elektryczności itd., itp. Słowem, kosztów korzystania i zużywania  dobrodziejstw cywilizacji. Trzymając się tej teorii, łatwo jednak zauważyć, iż skoro korzystanie z cywilizacji kosztuje, to im więcej osób korzysta, tym więcej powinni wpływać do wspólnej kasy. W końcu drogi się niszczą, rury pękają, a im więcej gęb do ochrony, tym więcej trzeba karabinów, czołgów, no i kapelanów (przynajmniej w Polsce). Tym samym zwolennik zapłaty za dobrodziejstwo cywilizacyjne wydawać się powinien zwolennikiem większego opodatkowania rodziców. Wszak każde z ich dzieci to wzrost cywilizacyjnego zużycia. A przecież lewicowcy gardłują zupełnie odmiennie, krzycząc  iż na dzieci powinny być ulgi. Gdyby więc tylko ich posłuchano i do krwi ostatniej ktoś chciałby być konsekwentny, to wystarczyłoby, że liberatarianin spłodziłby tuzin dzieci i już by podatków płacił nie musiał. Mimo iż doprowadziłby do wzrostu cywilizacyjnego zużycia wielokrotnie przewyższającego zużycie, którego dokonał pierowotnie.

Reklamy
  1. Quasi
    10/09/2010 o 5:24 pm

    @ major

    Weźmy np. dzisiejszą hucpę o bykowym.

    Durnota piewców dodatniego przyrostu naturalnego i „dziecka dla każdego” po prostu mnie przeraża. Najgorsze w tym jest to, że w szeregach oderwanych od rzeczywistości czcicieli demografii/zwiększania pogłowia ludzi nie brakuje (nominalnych) lewicowców. Koncepcja „dodatni przyrost naturalny to czyste dobro, a niedodatni – czyste zło” ma w Polsce konsensus jak koncepcja, iż JP2 był „największym z Polaków i obalił komunę”. Aż mi się bebechy przewracają.

    Otóż częstą, przynajmniej z mojej strony, odpowiedzią na libertariańskie jęczenie „Taxes, Why?” jest pobieżny rachunek korzyści, jakie libertariański pasożyt, tudzież pasażer na gapę otrzymał od tych, na rzecz których nie chce zapłacić. A więc wyliczenie bezpieczeństwa, jakie zapewnia mu armia, dróg, jakie mu zbudowano, wodociągów, kanalizacji, elektryczności itd., itp.

    Pominąłeś jeszcze jedną hiper-istotną, acz dość nieuchwytną, kwestię: poziom cywilizacyjny współobywateli. To, że libertariański Ubermensch może sobie zarabiać na prowadzeniu swojego biznesiku zawdzięcza m.in. temu, że:
    (i) W społeczeństwie żyje wystarczająco wielu wystarczająco wykształconych, zamożnych, kulturalnych, nastawionych na kooperację i otwartych na ryzyko, a nie na „wojnę wszystkich ze wszystkimi”, ludzi, że mógł sobie wśród nich znaleźć partnerów, wspólników i pracowników do prowadzenia biznesu.
    (ii) W społeczeństwie żyje wystarczająco wielu wystarczająco wykształconych, zamożnych, kulturalnych i nastawionych na konsumpcję odpowiednio wyrafinowanych dóbr/usług ludzi, że mógł znaleźć wystarczający wielu klientów, aby jego biznes był opłacalny.
    (iii) W społeczeństwie żyje wystarczająco niewielu ludzi nie mających poważniejszych oporów moralnych i pragmatycznych przed poderżnięciem mu gardła tudzież przed puszczeniem jego biznesu z dymem, że w swoich biznesowych kalkulacjach nie musi nawet brać pod uwagę ryzyka ziszczenia się takiego scenariusza.

    A tak się składa, że to wszystko zawdzięczają Lewiatanowi, jego powszechnej&darmowej edukacji, powszechnej&darmowej opiece zdrowotnej, powszechnej&darmowej protekcji policyjno-prawnej i powszechnym gwarancjom socjalnym [ilu ludzi gotowych byłoby podjąć ryzyko rozkręcania jakiegoś biznesu, gdyby musieli się obawiać, że w razie porażki przedsięwzięcia skończą razem z rodziną na ulicy (ba, nawet nie na ulicy, wszak nie będzie ich stać na zapłacenie myta jej właścicielowi…) nie mogąc liczyć nawet na interwencję pogotowia, no chyba że to ma przyjechać w celu pobrania organów w celu zaspokojenia wierzycieli…].

  2. Zygfryd
    10/09/2010 o 9:34 pm

    I tak i nie. Ze zużyciem infrastruktury racja. Ale jednocześnie dzieciaci częstokroć płacą więcej VATu – więc nie ulga, a np. wspólne z dziećmi rozliczenie podatku dochodowego (jeśli już ma być dochodowy…). Ale pytanie, które zadałem Bratu Tomaszowi (popierającemu to rozwiązanie) brzmiało: czy poprze także likwidacje tej części Funduszu Kościelnego, która oznacza dotychczasowe finansowanie przez innych podatników składki emerytalnej, bezdzietnych przecież, księży…

    Pozdrawiam

  3. 10/09/2010 o 9:55 pm

    Quasi :

    @ major

    Weźmy np. dzisiejszą hucpę o bykowym.

    Durnota piewców dodatniego przyrostu naturalnego i „dziecka dla każdego” po prostu mnie przeraża. Najgorsze w tym jest to, że w szeregach oderwanych od rzeczywistości czcicieli demografii/zwiększania pogłowia ludzi nie brakuje (nominalnych) lewicowców. Koncepcja „dodatni przyrost naturalny to czyste dobro, a niedodatni – czyste zło” ma w Polsce konsensus jak koncepcja, iż JP2 był „największym z Polaków i obalił komunę”. Aż mi się bebechy przewracają.

    Otóż częstą, przynajmniej z mojej strony, odpowiedzią na libertariańskie jęczenie „Taxes, Why?” jest pobieżny rachunek korzyści, jakie libertariański pasożyt, tudzież pasażer na gapę otrzymał od tych, na rzecz których nie chce zapłacić. A więc wyliczenie bezpieczeństwa, jakie zapewnia mu armia, dróg, jakie mu zbudowano, wodociągów, kanalizacji, elektryczności itd., itp.

    Pominąłeś jeszcze jedną hiper-istotną, acz dość nieuchwytną, kwestię: poziom cywilizacyjny współobywateli. To, że libertariański Ubermensch może sobie zarabiać na prowadzeniu swojego biznesiku zawdzięcza m.in. temu, że:
    (i) W społeczeństwie żyje wystarczająco wielu wystarczająco wykształconych, zamożnych, kulturalnych, nastawionych na kooperację i otwartych na ryzyko, a nie na „wojnę wszystkich ze wszystkimi”, ludzi, że mógł sobie wśród nich znaleźć partnerów, wspólników i pracowników do prowadzenia biznesu.
    (ii) W społeczeństwie żyje wystarczająco wielu wystarczająco wykształconych, zamożnych, kulturalnych i nastawionych na konsumpcję odpowiednio wyrafinowanych dóbr/usług ludzi, że mógł znaleźć wystarczający wielu klientów, aby jego biznes był opłacalny.
    (iii) W społeczeństwie żyje wystarczająco niewielu ludzi nie mających poważniejszych oporów moralnych i pragmatycznych przed poderżnięciem mu gardła tudzież przed puszczeniem jego biznesu z dymem, że w swoich biznesowych kalkulacjach nie musi nawet brać pod uwagę ryzyka ziszczenia się takiego scenariusza.

    A tak się składa, że to wszystko zawdzięczają Lewiatanowi, jego powszechnej&darmowej edukacji, powszechnej&darmowej opiece zdrowotnej, powszechnej&darmowej protekcji policyjno-prawnej i powszechnym gwarancjom socjalnym [ilu ludzi gotowych byłoby podjąć ryzyko rozkręcania jakiegoś biznesu, gdyby musieli się obawiać, że w razie porażki przedsięwzięcia skończą razem z rodziną na ulicy (ba, nawet nie na ulicy, wszak nie będzie ich stać na zapłacenie myta jej właścicielowi…) nie mogąc liczyć nawet na interwencję pogotowia, no chyba że to ma przyjechać w celu pobrania organów w celu zaspokojenia wierzycieli…].

    No oni chyba wychodzą z założenia, że 80-90% będzie pracować, przez co będą płacić na państwowe emerytury. Dla mnie natomiast ilościowy wzrost Polaków to żadna tam frajda, zwłaszcza jak to ilościowy wzrost wśród prawaków. Co do reszty zgoda.

  4. 10/09/2010 o 9:57 pm

    Zygfryd :

    I tak i nie. Ze zużyciem infrastruktury racja. Ale jednocześnie dzieciaci częstokroć płacą więcej VATu – więc nie ulga, a np. wspólne z dziećmi rozliczenie podatku dochodowego (jeśli już ma być dochodowy…). Ale pytanie, które zadałem Bratu Tomaszowi (popierającemu to rozwiązanie) brzmiało: czy poprze także likwidacje tej części Funduszu Kościelnego, która oznacza dotychczasowe finansowanie przez innych podatników składki emerytalnej, bezdzietnych przecież, księży…

    Pozdrawiam

    I co brat Tomasz na to? Niech zgadnę, morda w kubeł?

  5. Quasi
    11/09/2010 o 6:40 am

    @ major

    No oni chyba wychodzą z założenia, że 80-90% będzie pracować, przez co będą płacić na państwowe emerytury. Dla mnie natomiast ilościowy wzrost Polaków to żadna tam frajda (…)

    Majorze, wzrost populacji Polaków – czy ogólnie: populacji ludzkiej – nie to, że nie jest frajdą, to poważny problem. Prawicowe i lewicowe durnie tego nie dostrzegają bo z jakichś nie pojętych dla mnie powodów umykają im takie elementarne kwestie jak:

    1. Pierwsza Zasada Termodynamiki

    1.1. Nie da się mieć energii znikąd.

    1.2. Ilość dostępnych ludzkości zasobów energetycznych jest skończona.

    1.3. Dostępna ludzkości prędkość pozyskiwania i wykorzystywania zasobów jest skończona.

    1.4. Im większa populacja ludzka, tym więcej zasobów energii potrzebuje (do produkcji przemysłowej, do produkcji rolnej, do syntezy materiałów, do transportu, do przechowywania i transferu informacji, do zapewnienia komfortu życia etc.). Im większa populacja ludzka, tym mniej energii przypada na głowę, a im mniej energii przypada na głowę, tym większy ogólny poziom nędzy. Innymi słowy, (i) ilość dostępnych zasobów oraz (ii) prędkość ich pozyskiwania i wykorzystywania limituje maksymalną wielkość populacji, której możemy zapewnić określony średni poziom dobrobytu, czyli im większą populację mamy, tym niższy średni poziom dobrobytu możemy jej zapewnić.

    1.5. Ludzkość od dawna zużywa zasoby energetyczne (głównie kopalny węgiel i węglowodory) szybciej niż się one regenerują, co oznacza, że pojemność środowiska dawno została przekroczona, czyli że Ziemie jest przeludniona.

    1.6. Wyczerpanie dostępnych zasobów energetycznych oznaczać musi zagładę cywilizacji, ale zanim do niej ostatecznie dojdzie, będzie przyrastał poziom nędzy i przemocy, choćby związany z wojnami o kończące się zasoby.

    1.7. Zużywanie zasobów (nie tylko energetycznych) ma także efekt uboczny w postaci rosnącej dewastacji środowiska – w tym: globalne ocieplanie klimatu, erozja gleby, pustynnienie, zanieczyszczenie powietrza, ubywanie zasobów czystej wody etc. – a im bardziej zdewastowane środowisko, tym utrzymanie się w nim przy życiu wymaga większych nakładów energetycznych, czyli innymi słowy zużywanie zasobów przyśpiesza zużywanie zasobów.

    1.8. Mieszkańcy krajów rozwijających się, którzy stanowią obecnie większość populacji ludzkiej, z racji niskiego poziomu życia zużywają o rzędy wielkości mniej energii niż mieszkańcy krajów rozwiniętych. Dążność do podniesienia poziomu życia jest wszechobecna, więc jest kolejnym czynnikiem przyczyniającym się do wzrostu prędkości zużywania zasobów energetycznych. Jak szybko uległyby wyczerpaniu zasoby węgla i węglowodorów (i co by to oznaczało dla środowiska), gdyby nagle cała ludzkość zaczęła żyć na obecnym średnim poziomie mieszkańców USA? W 30 lat?

    1.9. Za rosnącym zużyciem zasobów energetycznych możemy nadążać dzięki rozwojowi naukowo-technicznemu, który pozwala na:
    (i) zwiększenie ilości eksploatowalnych złóż, zwiększenie wydajności eksploatacji złóż, zwiększenie wydajności „wyciskania” energii z zasobów i zwiększenie wydajności wykorzystywania energii (bardziej wydajne i oszczędne silniki czy linie produkcyjne, recycling odpadów itp.) [innymi słowy przez wpływanie na pkt. 1.2. i 1.3.];
    (ii) wykorzystywanie alternatywnych źródeł energii [innymi słowy wplywanie na pkt 1.2.] takich jak paliwa jądrowe czy „źródła odnawialne” (de facto Słońce, pływy, geotermia).
    Problem polega na tym, że „(i)” ma ograniczone możliwości/znaczenie i nie może trwać w nieskończoność, a niektóre źródła alternatywne „(ii)”, zwłaszcza jądrowe, nie są wystarczająco rozpowszechnionej technologii ich wykorzystywania by w najbliższej przyszłości (40 lat?) zastąpić źródła konwencjonalne i także się nieodwołalnie wyczerpią we względnie niedalekiej przyszłości (200 lat?), a nasza zdolność do korzystania ze „źródeł odnawialnych” jest obecnie bardzo słaba i nie wiadomo jak szybko i jak bardzo się poprawi. Nie wiadomo także czy uda się ujarzmić potencjalnie „cudowne” źródło jakim jest energetyka termojądrowa, a jeśli nawet się to uda, to nie wiadomo jak wydajne&dostępne będzie to źródło i kiedy to nastąpi (bodaj najbardziej optymistyczne prognozy dla programu ITER przewidują, że komercyjne wdrażanie energetyki termojądrowej zacznie się nie wcześniej niż w 2050 roku, o ile w ogóle się zacznie).

    Ergo: Prędkość zużywania zasobów energetycznych rośnie wraz ze:
    (i) wzrostem populacji [patrz pkt. 1.4.],
    (ii) wzrostem poziomu degradacji środowiska [patrz pkt. 1.7.],
    (iii) wzrostem średniego poziomu dobrobytu [patrz pkt. 1.8.],
    i tak się nieszczęśliwie składa, że przy postępujących „(i)”, „(ii)” i „(iii)” nie wiadomo jak długo postęp naukowo-techniczny będzie za prędkością zużywania zasobów nadążał na tyle, by utrzymać choćby obecny średni globalny poziom dobrobytu [patrz pkt. 1.9.], który i tak jest daleki od satysfakcjonującego. A jeśli kiedyś nie nadąży, to będzie kiepsko [patrz pkt. 1.6.].
    Tak czy inaczej, jeśli zależy nam na „(iii)” – a wydaje się, że raczej większości myślących ludzi na tym zależy – to powinniśmy możliwie jak najbardziej ograniczyć „(ii)” i „(i)”, bo im bardziej ograniczymy „(ii) i „(i)”, tym więcej i szybciej możemy wpompować w „(iii)” i bardziej odsuwamy w przyszłość widmo krachu energetyczno-cywilizacyjnego. Prawicowcy (i durna lewica) jednak wyglądają na ludzi, którym z jakichś niepojętych dla mnie powodów zależy na „(i)” samym w sobie, nawet jeśli ma się odbywać kosztem zwiększenia „(ii)” i zmniejszenia „(iii)”.

    2. Źródła finansowania emerytur nie biorą się z pogłowia ludzkiego.

    Nie biorą się z pogłowia ludzkiego, lecz z wypracowywanego PKB/PKB per capita, a wielkość wypracowywanego PKB/PKB per capita nie zależy prosto od pogłowia ludzkiego. Tak się akurat składa, że państwa o bardzo licznych populacjach i wysokim przyroście naturalnym najczęściej mają PKB i PKB per capita – a co z tym się zapewne wiąże: emerytury – wyraźnie niższe niż państwa o niewielkich populacjach i niskim przyroście naturalnym.

    Przyrost PKB, a tym bardziej przyrost PKB per capita, można zwiększać przede wszystkim nie przez zwiększanie pogłowia ludzkiego, lecz przez zwiększanie stopnia wykorzystania potencjału wytwórczo-intelektualnego tkwiącego w ludziach, co przekłada się na zwiększenie wydajności pracy, kreatywności, innowacyjności i postępu naukowo-technicznego. Z kolei zwiększenie tego potencjału uzyskuje się przede wszystkim dzięki:
    – poprawie jakości i upowszechnienia edukacji,
    – poprawie jakości i upowszechnienia opieki zdrowotnej,
    – poprawie bezpieczeństwa i stabilności państwa,
    – postępowi naukowo-technicznemu [dzięki któremu jeden człowiek może wykonywać więcej pracy (patrz np. ciągniecie pługa: przez człowieka -> przez woły/konie -> przez traktor…), praca ta jest wydajniejsza&dokładniejsza, lżejsza i może trwać dłużej],
    itp.

    Można nawet argumentować, że wysoki przyrost naturalny często skutkuje wręcz obniżeniem wydajności wykorzystania tkwiącego w ludziach potencjału. Może się tak dziać z różnych powodów, np.:

    – Wyższy przyrost naturalny zwykle uzyskują ludzie biedniejsi, a ci są zwykle gorzej wykształceni (dziedziczenie pozycji społecznej po rodzicach) oraz bardziej skłonni do działań antyspołecznych, takich jak przestępczość czy popieranie populistów. Przy proporcjonalnie wysokim stężeniu młodej biedoty pogarsza się bezpieczeństwo i stabilność państwa, spada średni poziom wykształcenia, państwo więcej środków musi przeznaczać na pomoc socjalną i walkę z przestępczością niż np. na rozwój nauki&techniki, inwestycje infrastrukturalne i poprawę jakości kształcenia.

    – Generalnie im więcej dzieci w rodzinie, tym trudniej/mniej wydajnie rozwija/wykorzystuje się tkwiący w nich potencjał, gdyż zwyczajnie ograniczone środki finansowe oraz czasowe, którymi dysponują rodzice i które mogą wykorzystać na edukację&wychowanie, muszą podzielić na większą liczbę głów; poza tym im więcej dzieci, tym większe bezwzględne zapotrzebowanie na środki finansowe i podstawowe prace w gospodarstwie domowym, a to wymaga od rodziców cięższej&dłuższej pracy zarobkowej oraz więcej czasu&wysiłku na utrzymanie domu (i zaspokojenie podstawowych potrzeb biologicznych potomstwa, zwłaszcza tego najmłodszego, najmniej „samoobsługowego”), co wprost przekłada się na mniej czasu&sił na wychowanie i kształcenie dzieci. Oczywiście, ta zależność nie jest prosta, liniowa, lecz bardziej skomplikowana – choćby dlatego, że rodzeństwo może dzielić się częścią zasobów, pomagać wzajemnie w swoim wychowaniu&edukacji, a rodzice przy większej liczbie potomstwa mogą nabierać większego doświadczenia – ale zapewne i tak jest najczęściej monotoniczna malejąca.

    3. Koncepcja finansowania emerytur przyrostem naturalnym to Piramida Finansowa

    Prawicowcy (i ogłupiali lewacy) wyobrażają sobie sytuację w tak prosty sposób, że im wyższa jest wartość stosunku osób w wieku produkcyjnym do osób w wieku poprodukcyjnym, tym ci ostatni dostaną wyższe emerytury, więc należy dążyć do tego, by wartość tego stosunku była możliwie jak najwyższa, a dążność ta ma po prostu polegać na „dorabianiu” sobie przez ludzi, gdy są jeszcze w wieku produkcyjnym, jak najliczniejszego potomstwa.
    Dajmy na to (w uproszczeniu), jeśli mamy X osób w wieku poprodukcyjnym, to aby zapewnić im godziwe emerytury potrzeba 2X osób w wieku produkcyjnym. Osoby w wieku produkcyjnym, aby zapewnić sobie godziwe emerytury na stare lata, muszą „dorobić” sobie 4X dzieci, które z kolei aby sobie zapewnić godziwe emerytury, będą musiały „dorobić” dzieci 8X itd., populacja będzie przyrastała w tempie wykładniczym. Problem polega na tym, że nawet jeśli założymy sobie prostą zależność między dodatnim przyrostem/pogłowiem a PKB i wysokością emerytur – co jest założeniem mocno naciąganym, patrz część 2. i 4. – to i tak ta koncepcja okazuje się absurdem, z podobnych przyczyn dla których absurdem jest koncepcja Piramidy Finansowej: system ten mógłby działać na dłuższą metę tylko wtedy, gdyby populacja ludzka mogła bezkarnie przyrastać w nieskończoność, ale w rzeczywistości tak nie jest, choćby z powodów wymienionych w części 1.

    Tak więc nie ma wyjścia, kiedyś trzeba będzie zatrzymać przyrost i co najmniej ustabilizować populację (tu „stage 3”), a jeśli zależy nam na tym, by stabilizacja ta nastąpiła w realiach demograficznych pozwalających na wykrzesanie możliwie jak najwyższego średniego globalnego dobrobytu i żeby zachować zasoby&środowisko na jak najdłuższą egzystencję ludzkiej cywilizacji, to powinniśmy dążyć, by do stabilizacji doprowadzić możliwie jak najszybciej. Zresztą, do tej stabilizacji i tak musi kiedyś dojść, bez względu na to czy to się komuś podoba czy nie – po prostu przyroda nie dysponuje zasobami potrzebnymi do nieskończonego przyrostu populacji ludzkiej – i chyba lepiej, żebyśmy do tego doprowadzili sami za pomocą świadomej kontroli urodzeń, niż żeby kiedyś w przyszłości za nas zrobiła to przyroda za pomocą głodu, chorób, katastrof ekologicznych i wojen.
    Wprawdzie trudno oszacować jaka jest optymalna – z punktu widzenia dążności do jak największego dobrobytu, jak najszybszego postępu cywilizacyjnego, jak najdłuższego trwania cywilizacji, przy jednoczesnym możliwie jak najlepszym zachowaniu środowiska – liczebność globalnej populacji ludzkiej (niektórzy twierdzą, że przy obecnym poziomie rozwoju technologicznego mieści się ona bodaj gdzieś między 0.1 a 3.0 miliardami), ale najprawdopodobniej obecna liczebność, której jeszcze raczej daleko do stabilizacji, już od dawna jest za wysoka…

    4. Wysoki przyrost naturalny nie zapewnia wysokich emerytur.

    Z czysto demograficznego punktu widzenia, emerytury są wysokie nie tyle w przypadku wysokiej wartości stosunku liczebności osób w wieku produkcyjnym do osób w wieku poprodukcyjnym, lecz w przypadku wysokiej wartości stosunku liczebności osób w wieku produkcyjnym do liczebności osób w wieku „nieprodukcyjnym”. A osoby w wieku „nieprodukcyjnym” to zarówno osoby w wieku poprodukcyjnym, jak i osoby w wieku przedprodukcyjnym, czyli dzieci. Populacja z wysokim przyrostem naturalnym zawiera proporcjonalnie bardzo dużą frakcję dzieci, które konsumują, ale nie produkują, podobnie jak emeryci; biorąc pod uwagę konieczność zdobycia wykształcenia, ów wiek przedprodukcyjny często trwa ok. 25 lat (a jeśli trwa krócej, to odbija się to na stopniu wykorzystania tkwiącego w ludziach potencjału – patrz część 2.). Co więcej, duża liczba dzieci w populacji oznacza także konieczność wycofywania z produkcji znacznej liczby osób w wieku produkcyjnym, głównie kobiet, do opieki nad nimi (do tego dochodzi także okres ciąży i połogu). Tak więc osoby nawołujące do możliwie jak najwyższego przyrostu naturalnego w rzeczywistości sprzyjają nie wzmacnianiu, lecz osłabianiu systemu emerytalnego.

    Optymalna z punktu widzenia wysokości emerytur jest sytuacja demograficzna, w której żyje stosunkowo niewiele osób w wieku poprodukcyjnym, a w wiek produkcyjny weszło pokolenie wyżu demograficznego, przy czym owo pokolenie samo znacząco ograniczyło swoją reprodukcję, przez co stosunkowo nieliczna jest również przedprodukcyjna frakcja populacji. Oczywiście, taki stan może być jedynie przejściowy.

    5. Poza przyrostem naturalnym istnieją inne, lepsze, sposoby radzenia sobie z problemem finansowania emerytur starzejącego się społeczeństwa.

    Dla przykładu:

    5.1. Lepsze wykorzystanie tkwiącego w ludziach potencjału – patrz część 2.

    5.2. Podniesienie wieku emerytalnego [a także zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn (czy nawet podniesienie go kobietom, które statystycznie żyją dłużej i cieszą się lepszą kondycją zdrowotną niż mężczyźni) oraz likwidowanie przywilejów emerytalnych pewnych grup zawodowych]. W sytuacji, gdy dzięki rozwojowi naukowo-technicznemu i zwiększenia&upowszechnianiu dobrobytu (i) wydłuża się średnia długość ludzkiego życia, (ii) poprawia się średni stan ludzkiego zdrowia oraz (iii) praca staje się fizycznie coraz lżejsza, to rozwiązanie jest czymś oczywistym.

    5.3. Import młodych imigrantów z biedniejszych krajów.

    PODSUMOWUJĄC:

    A. Nie widzę dosłownie żadnych zalet wysokiego przyrostu naturalnego, a widzę tylko związane z nim wady i ryzyko. Tak więc pronatalistyczna polityka państwa, zwłaszcza coś takiego jak bykowe, jawi mi się jako coś skrajnie plugawego. Tym bardziej, że zupełnie ignoruje punkt widzenia jednostki – do rozrodu nakłaniane, czy wręcz przymuszane, będą wszystkie osoby w wieku reprodukcyjnym, także te, które najlepszą rzeczą, jaką mogą uczynić swoim (potencjalnym) dzieciom, to ich nie rodzić/nie płodzić [tj. osoby z przyczyn ekonomicznych, intelektualnych lub psycho-emocjonalnych niezdolne do zapewnienia dzieciom sprzyjających warunków bytowo-rozwojowych oraz osoby predysponowani do genetycznego przekazania dzieciom choroby, słabości, nikczemności, brzydoty czy głupoty].

    B. Wydaje się, że w cywilizowanych państwach do zwiększenia przyrostu naturalnego do poziomu ok. 0 (stabilizacja populacji) najczęściej wystarczy po prostu odpowiednie podniesienie&upowszechnienie dobrobytu (patrz tu), nie potrzebny jest żadna parszywa presja typu bykowe.

    C. Prawicowi zwyrodnialcy z demograficznymi fiksacjami są do bólu niekonsekwentni:

    – Jakoś nie nawołują do walki z celibatem czy do tępienie, z powodów demograficznych, propagującego go Kościoła katolickiego, choć nawoływanie do tępienia „homoseksualnej propagandy” czy „mody” na konsumpcjonistyczne singelstwo właśnie z powodów demograficznych im się zdarza nierzadko.

    – Tak się składa, że kobieta zasadniczo może być w ciąży tylko z jednym mężczyzną na raz, podczas gdy jeden mężczyzna może być na raz w ciąży z tysiącami kobiet. W ciągu całego życia jedna kobieta może wyprodukować najwyżej kilkanaście sztuk potomstwa, podczas gdy jeden mężczyzna teoretycznie może spłodzić ich setki tysięcy. Tak więc, choć istnieje sens w zmuszaniu do reprodukcji wszystkich kobiet, wszak to one limitują narodowe zdolności produkcyjne pogłowia ludzkiego, to nie ma najmniejszego sensu, by zmuszać do tego wszystkich mężczyzn, wszak całą płodną populację kobiet może zapłodnić jakiś drobny ułamek populacji mężczyzn.
    Zbliżonej polityki demograficznej próbowali już naziści, może nasi prorodzinni prawicowcy w niej znajdą źródło inspiracji?

  6. 11/09/2010 o 12:31 pm

    Raz, oni nie myślą, globalnie, tylko lokalnie (dlatego tak się boją Arabów). Dwa, oni chcą pozyskiwać energię atomową i liczą na inne źródła taniej, niekoniecznie ekologicznej energii ale o tym wspomniałeś. No i trzy, myślą w bardzo krótkiej perspektywie czasowej, więc Twoje postulaty, nawet, jeśli się z nimi zgodzą, to są działania długofalowe. Tak rozumiem ich argumenty.

  7. Quasi
    11/09/2010 o 5:07 pm

    @ major

    Raz, oni nie myślą, globalnie, tylko lokalnie (dlatego tak się boją Arabów).
    (…)
    No i trzy, myślą w bardzo krótkiej perspektywie czasowej, więc Twoje postulaty, nawet, jeśli się z nimi zgodzą, to są działania długofalowe.

    Po pierwsze: Sęk w tym, że ich postulaty nie mają sensu nawet w perspektywie lokalnej&krótkofalowej – patrz część 2. i 4. W takiej perspektywie jakiś sens być może mogłaby mieć najwyżej dywidenda demograficzna (tj. naprodukowanie dzieci, po to, by te dzieci same zaprzestały produkcji własnych dzieci i jeno tyrały na emerytury swoich rodziców) [patrz część 4.], ale przecież nie o to tym kurwom chodzi.

    Po drugie: Oczywiście, ich „strach przed Arabami” jest tak samo bezpodstawny, jak 90% wszystkich ich strachów.

    Po trzecie: Przecież to nieprawda, że oni patrzą tylko z perspektywy lokalnej&krótkofalowej, wszak ciągle szlochają z powodu nieuchronnie zbliżającego się upadku Cywilizacji Białych Europejskich Chrześcijan – zdziesiątkowanej antykoncepcją, aborcją i eutanazją, zgnuśniałej i spedalonej socjalem, biurwokracją, lewactwem, prawoczłowieczyzmem, wychowaniem bezstresowym, permisywizmem, tolerancjonizmem, pacyfizmem, politpoprawnością, feminazizmem, ekologizmem i bezbożnictwem, zarżniętej polityką multi-kulti, niszczeniem tradycyjnej rodziny i odcinaniem chrześcijańskich korzeni – która padnie na kolana przed potęga demografii, bezwzględności i gorącej wiary świata islamu oraz przed prężną kapitalistyczną gospodarką Wschodniej Azji.* A ten scenariusz przecież nie jest ani lokalny, ani krótkofalowy. Przecież ich strach przed Arabami w perspektywie lokalnej&krótkofalowej nie ma żadnego sensu, nawet z ich poronionego, kompletnie oderwanego od logiki i empirii punktu widzenia.

    Dwa, oni chcą pozyskiwać energię atomową i liczą na inne źródła taniej, niekoniecznie ekologicznej energii ale o tym wspomniałeś.

    Po pierwsze: Energia jądrowo to super sprawa i czym prędzej trzeba się na nią przestawiać. Ale czy aby na pewno oni powszechnie popierają energetykę jądrową? Mam wątpliwości.

    Po drugie: Nie dysponujemy żadnymi źródłami taniej energii, poza kończącymi się (w perspektywie kilku-kilkunastu dekad) i niszczącymi środowisko kopalnym węglem&węglowodorami.

    Po trzecie: Jak już pisałem w części 1., bez względu na to, czy i kiedy rozwiniemy wydajną energetykę alternatywną (choćby termojądrową i słoneczną), liczna populacja i wysoki przyrost są niekorzystne, gdyż skutkują niższym średnim poziomem globalnego dobrobytu oraz niższą prędkością jego wdrażania, a więc im większa populacja, tym więcej ludzi odczuje większą nędzę. Że o kosztach dla przyrody nie wspomnę.

    _____________________________________________

    * – Straszenie apokalipsą w przypadku odrzucenia proponowanej oferty ideologicznej to standardowy manewr wszelkich „proroków” i sekciarzy. Zacnie skwitował to Monty Python (w „Monty Python’s Life of Brian”:
    „I wypełznie z otchłani wielka, czarna bestia… o oczach czerwonych od krwi istot żyjących! I Wielka Nierządnica Babilonu… zejdzie z Gór Rozpusty… i na całej Ziemi nastanie cudzołóstwo! Demon dzierżyć będzie miecz o 10 ostrzach. Dziewięciu! Nie dwóch, nie pięciu, nie siedmiu, a dziewięciu,… którymi pogromi wszystkich nędznych grzeszników! (…) Rogata będzie jego głowa… W owym czasie ludzie będą mówić, że rzeczy poczęły się gubić… i nastanie wielka niepewność co do tego, gdzie się podziały… i nikt nie będzie wiedział, gdzie są te małe przedmioty… na takiej solidnej podstawce, ze sznureczkiem. W owym czasie przyjaciel zgubi młotek przyjaciela,… a dzieci nie będą wiedzieć,… gdzie są rzeczy ich ojców,… które ci położyli tam około 8 wieczorem poprzedniego dnia. Napisane jest w Księdze Cyryla… (…) W owym czasie spadnie na was wąż! I przyjdzie do was z zalążka wszelkiego kurestwa…”

  8. 11/09/2010 o 8:09 pm

    Quasi, ale to, że ich strach nie ma sensu, to akurat nie jest dla nich żaden argument. Link do trystero dobry.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: