Nimfa

Co tu się dużo rozwodzić, duch Nimfa miała ciężkie życie. Choć właściwie trudno mówić o życiu kogoś, kto akurat nie żył. Powiedziałbym, że miała ciężkie życie duchowe, ale sami przyznacie, że życie duchowe się Wam na pewno nie kojarzy z duchami. No dobrze, niech będzie, że duch Nimfa miała ciężkie życie po życiu, choć i tu jakiś pedant by się pewnie przyczepił. Już sam fakt, że mówili na nią Nimfa może dać do myślenia, bo bynajmniej nie była to żadna tam nimfa wodna, choć z wodą miała coś akurat wspólnego. Konkretnie to w wodzie  umarła ,gonił ją jakiś ułan, czy inny Polak, a ona hop w wodę w całej tej sukni z fiszbinami, gorsetem, halką sterczącą, no i już nie wypłynęła. Teraz to nawet ją trochę śmieszy, że tak się dała podejść i głupio, bez pamięci, zginęła, bo mogła przecież jakiegoś powstańca (choć wtedy chyba powstania nie było) pokochać i z żalu po nim chlup do czeluści. Ale cóż, nie pierwszy raz widać, że tylko raz kozie śmierć. Czy raczej Nimfie. Za to wybrać sobie można życie po życiu – tak przynajmniej mówiła Biała Dama, która – umówmy się – jakieś tam historyczne fory ma, więc jej uduchowione zdania (tu chyba pasuje?) zapadały innym duchom w pamięci. Nimfa wybrała jednak źle, bo była Nimfą od nimfomanki. Czyli po prostu lubiła się pieprzyć. Że sobie w życiu nie używałam – mówiła, fakt trochę prostacko – to sobie przynajmniej teraz odbiję. I podnosiła wtedy suknię, a wszystkie  znajome  duchy odwracały wzrok ze zgorszeniem, choć sami powiedzcie: czym się tu gorszyć, jak ona taka przeźroczysta, że nic, a nic widać nie było? Chyba, że akurat stanęła na tle jakiś obrazków śwynskich, ale tę sztuczkę z przeźroczem to już wszystkie duchy znają, nawet duszek Kacper, co go zawsze wyprowadzają, gdy Nimfa wchodzi. Czy może bardziej się zjawia, bo przecież duchów nie trzymają się prawa grawitacji i inne. Jak mówiła, tak robiła i nie było to czcze, duchowe pogadanki, tylko prawdziwe, twarde postanowienia kogoś, kto ledwie przecież widoczny. No dobrze, powiedzieć A, to jedno, ale zrobić B to drugie. Chciała się Nimfa pieprzyć, niech będzie, ale z kim i w dodatku jak? Z innymi duchami może i można, właściwie było ich tyle, zwłaszcza tych powojennych, że było z czego wybierać (ta przedwojenna matura) , ale raz, że jakieś te duchy uduchowione (tu na pewno pasuje), a dwa, że kompletnie bez właściwości. Znaczy bez konsystencji, tak jak przeźroczem świeciła Nimfa, tak i każdy jeden junak świecę miał cokolwiek w poświacie. A taką, moi drodzy, to może i można żywym w oczy strachem zaświecić (pamiętne: ducha nie gaście), ale na pewno ducha nie zadowolić. Błąkała się więc Nimfa, pełna ochoty i smutku, aż wreszcie wpadła na pomysł, że może z żywymi spróbować i miast ich nocami prześladować, spróbować ich nieco uwodzić. Już samo przełamanie pierwszych lodów okazało się sztuką nie lada. Niejeden się od tych zalotów na tamten, to znaczy ten, od Nimfy, świat wybrał, a potem z jakimiś do niej pretensjami, że jak mogła, że on ma dzieci, żonę, kredyty, a ona tu jakieś fiki miki metafizyczne urządza i duchczyć jej się zachciało. No, ale bywało, z rzadka, ale bywało, że się jednak udało, że może ślepy, albo mężny wyjątkowo mężczyzna, nie uciekł, nie osiwiał, tylko podejmował grę, więc można było zaczynać. Ale tu znowu klops, bo co z tego, że Nimfa się ukazała, skoro do tego potrzeba przecież dotyku. Albowiem do tej pory żadnych dotyków nie wyćwiczyła, w żadnym metrze (metra jeszcze nie było), przedziale, dworcu, gdyż, moi drodzy, jeśli chodzi o ducha dotyki,  to tak naprawdę wszyscy jesteśmy uczniami Patricka Swayze. Ćwiczyła, przesuwała szklanki, których zresztą trzy tuziny potłukła, raz nawet szafę chciała przestawiać, co pewnie skończyłoby się przepukliną, na szczęście jednak duchy nie chorują. Bo jak mają chorować, skoro nie umierają? No chyba że chodzi o choroby duszy, choć czy duch ma duszę, to ja już nie jestem Wam w stanie powiedzieć. W każdym bądź razie, gdy już czas nadszedł, próbowała Nimfa się na amanta, że tak powiem, zasadzić, próbował się wreszcie nań dostać, ale przecież, skoro potrafi przez drzwi przechodzić, skoro ni sejf, ni żadna ściana, choćby zbrojona, jej nie potrafi zatrzymać, to jakby miała odczuwać te małe, żywe mięsko, które z naporem żelbetonu się równać nie mogło? Zaraz, zaraz – powiecie – skoro potrafiła Nimfa opór szafki, czy drzwi poczuć, to i tym bardziej mięska, które zresztą podobnie, jak drzwi, wahadłowo się porusza, więc chyba nie było tak źle? I rzeczywiście, czy to skupienie, czy to sam duch Kegla (chyba jednak nie) zstąpił i kazał mięśnie miednicy ćwiczyć, w każdym razie już by się udało, już wrażliwość na wysokim C była, kiedy usłyszała Nimfa Białej Damy krzyk, że pieprzy się, aż zaraz ducha wyzionie. Co znowuż przestraszyło ją tak wielce, że zaraz uciekła, bo przecież powiedzcie, moi mili, czy ktoś z Was chciałby kiedykolwiek umrzeć powtórnie?

Advertisements
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: