Strona główna > felietonik > Nie kochamy już wolności

Nie kochamy już wolności

W ostatnim czasie odkryliśmy w Polsce nowe zagrożenie dla demokracji i wolności politycznej, jakie może płynąć ze strony mediów. Pojawiły się wątpliwości, czy media służą dobrze polskiej demokracji? A nawet więcej – czy dobrze służą Polsce i naszej wolności? I to nie dlatego, że są zbyt słabe, ale dlatego, że są zbyt mocne. Nie chodzi przy tym już tylko o manipulowanie mediami przez polityków znajdujących się przy władzy, lecz o władzę samych mediów, ich wpływy polityczne, uzależnienie od nich obywateli.

Kiedyś wydawało się nam, że wyzwolenie mediów z kontroli państwowej i partyjnej oraz zniesienie cenzury sprawi, że media niejako automatycznie zaczną pełnić swoje funkcje krzewienia i umacniania demokracji. Potem sądziliśmy, że należy tylko dbać o pluralizm mediów przez ich prywatyzację oraz o eliminację nacisków politycznych na dziennikarzy i właścicieli mediów.

„Siła mediów, słabość demokracji” Zdzisław Krasnodębski

Wiadomość o zwolnieniu Janiny Jankowskiej z uznawanej za prestiżową prywatnej szkoły dziennikarskiej dla części środowiska – tej, śmiem twierdzić, która nie uległa jeszcze całkowitej degrengoladzie w propagandowej służbie jedynie słusznej władzy – stanowi wstrząs. Wstrząs, bo Jankowskiej nie postawiono żadnych zarzutów, co zresztą byłoby niemożliwe, gdyż zarówno jej profesjonalne umiejętności, jak i etyka zawodowa pozostają poza dyskusją. Jednej z legend niezależnego dziennikarstwa oznajmiono, że musi odejść, bo ma “propisowskie poglądy”.

Oczywiście, szkoła, która wzięła sobie na patrona Melchiora Wańkowicza (właśnie się biedak przewrócił w grobie), jest szkołą prywatną i jako taka ma prawo nie życzyć sobie wichrzycieli, którzy odmawiają sławienia miłościwej władzy. Dlatego to od niej się zaczyna meblowanie państwa, którym rządzi monopol jednej partii i jednego establishmentu. Ale porządki pójdą dalej, znamy już ten mechanizm, popatrzmy na tzw. prywatne media.

”Jedna władza, jedna partia” Rafał Ziemkiewicz

Było tylko kwestią czasu, kiedy, co bardziej rozumni, przedstawiciele samodzielnego myślenia i prawicowej niezależności pojmą wreszcie, jaką wartość na rynku ma ich własna publicystyka. Było tylko kwestią czasu, kiedy zrozumieją, że własnym wysiłkiem nie są w stanie wyrąbać sobie takiego politycznego wpływu, o jaki oskarżają choćby nieudaczników z Wyborczej. Było kwestią czasu, kiedy zrozumieją, iż elektorat tejże Wyborczej ma ich za naganiaczy, a elektorat Jarka szanuje o tyle, o ile Jarka wychwalają. A gdy raptem chwalić przestają, to z miejsca lądują tam, gdzie sami zwykli umieszczać Adama Michnika. Było wreszcie kwestią czasu, kiedy zrozumieli, że konkurencji nie sprostają i wolny rynek to coś innego, niż czytali u Miltona Friedmana. Że nagle karty rozdaje ktoś inny, niż bojkotujący konsument, a nadawca prywatny może stać się, i dla nich samych, zagrożeniem gorszym niż znienawidzony aparat państwowy. Jestem w stanie zrozumieć głęboki szok, jaki czuć musi polski prawicowiec, patrząc na to, że wolny rynek, mimo usilnych starań prawicowych milusińskich, nadal prawicowy nie jest. I nikt nie chce zarabiać  na miłośnikach Boga, prawdy i honoru nie licząc, oczywiście, tych wszystkich prób wyśmiewania ciemnogrodu.

To musi być takie straszne albo wolny rynek, bez nas, ale za to z naigrawaniem się z Matki naszej Boskiej, albo znienawidzone państwo trzymające za mordę prawicą wolność. Tak, jestem w stanie zrozumieć krzyk, żal i rozpacz. Ale tego, że profesjonalne umiejętności Janiny Jankowskiej pozostają poza dyskusją – tego zrozumieć nie sposób:

Ogromnie cenię publicystykę red. Sosnowskiego, ale również Michała Karnowskiego uważam za jednego z najwybitniejszych, bezstronnych dziennikarzy. Wiele niesprawiedliwych słów padło pod jego adresem. Dlaczego? Bo znalazł się w roli spadochroniarza, który wyeliminował młodych ludzi wzrastających w „Trójce”. To błąd. Błąd Sobali i Karnowskiego, który wyraził na to zgodę. Dziennikarze radiowi mają prawo dojrzewać, rozwijać się, osiągać sukcesy. Wszelkie desanty z prasy eliminujące ich drogę zawodową  będą postrzegane jako zło. Karnowski mógł być dopływem świeżej krwi, mentorem, wzorem, nauczycielem – to byłoby inspirujące, ale nie powinien odbierać im możliwości dojścia do anteny. Nie rozumiem takiej krótkowzroczności, takiego braku cech szefa, który powinien myśleć o rozwoju kadry radiowej.

„Program III Polskiego Radia” Janina Jankowska

PS Gwoli ścisłości, okazuje się, że Janina Jankowska się pomyliła i nie została wyrzucona, tylko studenci prywatnej szkoły wpisali ją na listę pro-pisowskich dziennikarzy. No cóż,  czy w kwestii profesjonalizmu i etyki coś jeszcze trzeba dodawać?

Reklamy
  1. otto
    06/09/2010 o 8:56 am

    haha, miałem nadzieję, że o tym napiszesz :)

  2. otto
    06/09/2010 o 8:58 am

    jeszcze – prawaki lekceważą prawa człowieka, dopóki nie chodzi o któregoś z nich
    Teraz namiętnie powołują się na zapisy o zakazie dyskryminacji

  3. otto
    06/09/2010 o 9:01 am

    cholera, ‚przepisy’ o zakazie dyskryminacji ;)

  4. Ejczbibi
    06/09/2010 o 9:19 am

    „Gwoli ścisłości, okazuje się, że Janina Jankowska się pomyliła i nie została wyrzucona, tylko studenci prywatnej szkoły wpisali ją na listę pro-pisowskich dziennikarzy. No cóż, czy w kwestii profesjonalizmu i etyki coś jeszcze trzeba dodawać?”

    I to jest główny powód, dla którego profesja satyryka politycznego pochowana została razem z nieboszczką zjednoczoną i robotniczą. Tego, co wyprawia polska prawica, nikt by nie wymyślił, a gdyby wymyślił, nie odważyłby się przedstawić jako zbyt nieprawdopodobne. „Co ty mi tu za bzdury w tym scenariuszu powypisywałeś? Rząd europejskiego państwa upada, bo jeden z ministrów siedział w tualecie podczas głosowania nad wotum zaufania dla rządu? Sporyszu się chłopie najadłeś? Przecież w to mi nawet w Bujumburze nie uwierzą!”

  5. T.
    06/09/2010 o 9:49 am

    Najlepsze jest to, że żaden z tych pisowskich oficerów politycznych, którzy ogłosili powstanie państwa totalitarnego po zwolnieniu Jankowskiej nie ma najmniejszego zamiaru przeprosić swoich czytelników. Przecież zweryfikowanie tej informacji to kwestia jednego, dwóch telefonów i to do ludzi, których Ci rzetelni (hahaha) dziennikarze znają.

    Zresztą dla tych oficerów politycznych nie do pomyślenia jest to, że w prywatnej szkole ktoś miał czelność skorzystać ze swojej wolności i zapytać studentów, który z wykładowców zachowuje się jak propagandowa tuba Kaczyńskiego. Oni to uważają za skandal! Ale odbieranie maltretowanych dzieci rodzicom jest totalitarnym pogwałceniem osobistej wolności rodziców :)

    Ziemkiewicz, normalnie śmiać się człowiekowi chce, że kiedyś pozwoliłem sobie na przeczytanie Michnikowszczyzy bez sprawdzenia każdego zawartego tam faktu. Przecież, Ziemkiewicza nie zapytałbym teraz o godzinę z obawy, że zamiast popatrzeć na zegarek i odpowiedzieć jak zwyczajny, uczciwy człowiek – zmyśli jakąś odpowiedź na poczekaniu.

    Niesamowite, niesamowite.

  6. Ejczbibi
    06/09/2010 o 11:01 am

    Ziemkiewicz jak Ziemkiewicz, w końcu zaczynał od pisania całkiem niezłej SF i mu zostało. Ale Janke? Jankowska kobyłami pisze „Ludzieeeeeee, nie wyrzucają mnieeeeee!!!!”, a on na głównej psychiatryka rejtani i wali apel do pracowników uczelni: „Liczę na innych wykładowców tej uczelni, wśród których jest wiele zacnych osób. Jankowską , porządną, uczciwa zasłużoną dziennikarkę, wyrzucono w 2010 roku za poglądy! Gdzie my żyjemy?!” No, właśnie. Gdzie my żyjemy?

    http://jankepost.salon24.pl/226009,jankowska-chca-wywalic-za-niesluszne-poglady

  7. guma123
    06/09/2010 o 11:57 am

    IMHO chłopaki-prawaki czują, że w posady w budżetówce (TVP, ale też NBP – doradca Prezesa Skwieciński) są zagrożone i wypróbowują metody obrony. Kasa musi się zgadzać.

  8. 06/09/2010 o 12:12 pm

    otto :

    haha, miałem nadzieję, że o tym napiszesz :)

    Heh, grzech zostawić ich samemu sobie.

  9. 06/09/2010 o 12:15 pm

    Ejczbibi :

    „Gwoli ścisłości, okazuje się, że Janina Jankowska się pomyliła i nie została wyrzucona, tylko studenci prywatnej szkoły wpisali ją na listę pro-pisowskich dziennikarzy. No cóż, czy w kwestii profesjonalizmu i etyki coś jeszcze trzeba dodawać?”

    I to jest główny powód, dla którego profesja satyryka politycznego pochowana została razem z nieboszczką zjednoczoną i robotniczą. Tego, co wyprawia polska prawica, nikt by nie wymyślił, a gdyby wymyślił, nie odważyłby się przedstawić jako zbyt nieprawdopodobne. „Co ty mi tu za bzdury w tym scenariuszu powypisywałeś? Rząd europejskiego państwa upada, bo jeden z ministrów siedział w tualecie podczas głosowania nad wotum zaufania dla rządu? Sporyszu się chłopie najadłeś? Przecież w to mi nawet w Bujumburze nie uwierzą!”

    A najlepsze, że ona prawdopodobnie dowiedziała się o tym przez telefon od Bratkowskiego. Widać zrozumienie rozmowy telefonicznej to za wysoka poprzeczka dla legendy opozycji. Jak ci durnie obalili tę komunę?

  10. 06/09/2010 o 12:16 pm

    T. :

    Najlepsze jest to, że żaden z tych pisowskich oficerów politycznych, którzy ogłosili powstanie państwa totalitarnego po zwolnieniu Jankowskiej nie ma najmniejszego zamiaru przeprosić swoich czytelników. Przecież zweryfikowanie tej informacji to kwestia jednego, dwóch telefonów i to do ludzi, których Ci rzetelni (hahaha) dziennikarze znają.

    Zresztą dla tych oficerów politycznych nie do pomyślenia jest to, że w prywatnej szkole ktoś miał czelność skorzystać ze swojej wolności i zapytać studentów, który z wykładowców zachowuje się jak propagandowa tuba Kaczyńskiego. Oni to uważają za skandal! Ale odbieranie maltretowanych dzieci rodzicom jest totalitarnym pogwałceniem osobistej wolności rodziców :)

    Ziemkiewicz, normalnie śmiać się człowiekowi chce, że kiedyś pozwoliłem sobie na przeczytanie Michnikowszczyzy bez sprawdzenia każdego zawartego tam faktu. Przecież, Ziemkiewicza nie zapytałbym teraz o godzinę z obawy, że zamiast popatrzeć na zegarek i odpowiedzieć jak zwyczajny, uczciwy człowiek – zmyśli jakąś odpowiedź na poczekaniu.

    Niesamowite, niesamowite.

    Ale gdyby nie napisał o tym Dziennik, Ziemkiewicz i ktoś tam jeszcze to ona niczego by nie sprostowała. Bo po co?

  11. 06/09/2010 o 12:18 pm

    Ejczbibi :

    Ziemkiewicz jak Ziemkiewicz, w końcu zaczynał od pisania całkiem niezłej SF i mu zostało. Ale Janke? Jankowska kobyłami pisze „Ludzieeeeeee, nie wyrzucają mnieeeeee!!!!”, a on na głównej psychiatryka rejtani i wali apel do pracowników uczelni: „Liczę na innych wykładowców tej uczelni, wśród których jest wiele zacnych osób. Jankowską , porządną, uczciwa zasłużoną dziennikarkę, wyrzucono w 2010 roku za poglądy! Gdzie my żyjemy?!” No, właśnie. Gdzie my żyjemy?

    http://jankepost.salon24.pl/226009,jankowska-chca-wywalic-za-niesluszne-poglady

    Igor Janke: „Janko, to tak czy ianczej niebywale
    Wlasnie wklejam tekst w tej sprawie, zmienie wiec tylko tryb.”

    http://janinajankowska.salon24.pl/226005,nie-zostalam-wyrzucona#comment_3201836

    Oni mają już teksty, zanim zrobią risercz.

  12. contrrev
    06/09/2010 o 3:11 pm

    Zadaniem ekonomii czy prakseologii nie jest namawianie ludzi do wybierania rzeczy moralnie słusznych. To jest zadanie filozofów, religii itd. Prakseologia nie wartościuje i nie ocenia ludzkich celów (jest neutralna), bada tylko środki, które najlepiej służą do zrealizowania celów, które ludzie (subiektywnie) uważają za dobre i które chcą osiągnąć. Tak więc wolny rynek jak najbardziej działa, tyle że ludzie ze swej natury są omylni i pozwalają sobą manipulować. Jeśli tego chcą – trudno, gorzej jeśli chcą to narzucić innym, a w demokracji mają taką możliwość. Problemem nie jest wolna konkurencja, ale demokracja – co prawicowcy wiedzą od dawna.

  13. contrrev
    06/09/2010 o 3:12 pm

    Zapomniałbym: demokracja to ustrojowy odpowiednik socjalizmu.

  14. 06/09/2010 o 3:43 pm

    contrrev :

    Zadaniem ekonomii czy prakseologii nie jest namawianie ludzi do wybierania rzeczy moralnie słusznych. To jest zadanie filozofów, religii itd. Prakseologia nie wartościuje i nie ocenia ludzkich celów (jest neutralna), bada tylko środki, które najlepiej służą do zrealizowania celów, które ludzie (subiektywnie) uważają za dobre i które chcą osiągnąć. Tak więc wolny rynek jak najbardziej działa, tyle że ludzie ze swej natury są omylni i pozwalają sobą manipulować. Jeśli tego chcą – trudno, gorzej jeśli chcą to narzucić innym, a w demokracji mają taką możliwość. Problemem nie jest wolna konkurencja, ale demokracja – co prawicowcy wiedzą od dawna.

    Non sequitur. Że prakseologia jest jakaś tam, nie oznacza, że jest nią wolny rynek. Po prostu wydaje ci się, że wolny rynek to obiektywnie działające prawa, nie zawierające w sobie utopijnych założeń (praworządność, szybkie dochodzenie roszczeń, sprawiedliwie wyroki, równość dostępu do informacji, stymulująca konkurencją, zamiast zmowy gigantów ble, ble, ble). Wolny rynek nie działa, dlatego nigdy nie było i nie będzie nigdzie wolnego rynku. Działają pewne prawa ekonomiczne (np. prawo popytu-podaży) i to też najczęściej w określonych warunkach. BTW skoro „ludzie (subiektywnie) uważają określone cele za dobre”, to w jaki sposób wykazujesz im, że są w wyborze tych celów na wolnym rynku „omylni” i „dają sobą manipulować”.

  15. 06/09/2010 o 3:48 pm

    contrrev :

    Zapomniałbym: demokracja to ustrojowy odpowiednik socjalizmu.

    Tak jak Unia Europejska, doprawdy, zbędna autodemaskacja. Was można poznać już po pierwszych dwóch akapitach (system działa, tylko ludzie chujowi)

  16. contrrev
    06/09/2010 o 4:46 pm

    Wolny rynek to jak najbardziej obiektywne prawa. To, że ludzie wolą czytać GW niż blog p. Ziemkiewicza temu nie przeczy. Prakseologia nie rozstrzyga czy lepszym celem jest przeczytanie jednego czy drugiego, bo cele wyznaczają przed sobą poszczególni ludzi, więc rozpatrywanie tego z punktu widzenia osoby trzeciej byłoby arbitralne. Prakseologia jedynie uczy, że najlepszym środkiem, który zapewni ludziom dostęp do tego, do czego chcą jest wolny rynek. I to się sprawdza. Dzięki wolnemu rynkowi ludzie kierują kapitał tam, gdzie uważają, że jest najbardziej warty przekazania. Dzięki temu najbardziej lubiane w społeczeństwie media dostają najwięcej funduszy i mogą się rozwijać dostarczając społeczeństwu to, co ono lubi. Konsumenci mogą w każdej chwili zmienić zdanie.

    Jeśli jednak społeczeństwo, pod wpływem GW czy innego medium, idzie do urn i głosuje, to zmusza mnie (przeciwnika linii ideowej GW czy ‚innego medium’) do zaakceptowania ICH (a nie mojego) wyboru. To nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem.

    Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że wolnego rynku nigdy nie było. Był. Najlepszym przykładem jest chyba społeczeństwo amerykańskie jeszcze sprzed zawiązania się Unii.

  17. peer2
    06/09/2010 o 5:21 pm

    Wy wszyscy jesteście piąta kolumna i czyrak na zdrowej piersi Narodu.

    Pani Romaszewska i inni już zgrabnie wytłumaczyli, że Pani Jankowskiej co prawda nie zwolniono, ale się do tego przymierzano, a tylko dzielnej i czujnej postawie prawicowych dziennikarzy zawdzięczamy to, że apolityczna w internacie, a polityczna w internecie Redaktor Jankowska pracy nie straciła.

  18. Koniec Polski Prawej
    06/09/2010 o 5:30 pm

    Majorze mam tak samo jak Ty. Jak patrzę na nasze tuzy opozycji to też się zastanawiam jak Oni komunę obalili. A może to jednak opozycja z rozdania Kiszczaka jak mawia JKM

  19. adas
    06/09/2010 o 6:14 pm

    Jak (nie) rozumiem, wolny rynek jest świetny w przypadku każdego produktu, poza jednym: idei. I nie mówimy tu nawet o tzw. wolnym rynku obecnym, a o samej – nomen omen – jego, znaczy się wolnego rynku, idei. NA idea lnym wolnym rynku idee powinny być reglamentowane, bo mogłyby trafić w niepowołane ręce. W zbyt wiele tych rąk, rąk niegodnych.

    Jak rąk będzie zbyt wiele, to istnieje też ryzyko powstania korporacji lub, o zgrozo, monopolu. Wtedy trza bronić wolnego rynku, oczywiście poprzez, zastanówmy, działania antymonopolistyczne. Odpowiedni urząd ma zadbać o to by idee niszowe miały równą szansę na przebicie się. Inaczej mniejszość zostaje zmuszona do zaakceptowania wyboru.

    I ja nie wiem czy jestem lewakiem czy prawakiem. Ja. Nic nie rozumiem, ale coraz bardziej lubię post post post.

  20. 06/09/2010 o 6:31 pm

    @Major

    „Oni mają już teksty, zanim zrobią risercz.”

    \Naiwnyś, jaki, kurwa, risercz?

    Przeciez oni piszą zgodnie z tezą, a jak fakty nie pasują do tezy, tym gorzej dla faktów.

    A Janke się błaźni, wystarczy poczytać, jak nie rozumie, co mu Sadurski pisze.

    A ostatnio zastanawiałem się, dlaczego ci prawicowcy są tacy „ciotowaci”, ciągłe użalanie się na złe media, które ich nie chcą, niech se założą jakies medium , które zdobędzie popularność i się sprzeda.

    Nawet prawacki „Ozon” im musiał Palikot fundować albo państwo im udostępnia TVP czy PR, no albo jak Janke mogą liczyć na świrów w necie.

    I oni uważają innych za nieudaczników, a siebie za lepszych.

    Paranoja totalna.

  21. Quasi
    06/09/2010 o 7:23 pm

    @ major

    Igor Janke: „Janko, to tak czy ianczej niebywale
    Wlasnie wklejam tekst w tej sprawie, zmienie wiec tylko tryb.”

    Zastanawiam się, jak Ty się mogłeś z tym ludzkim gównem przyjaźnić i jeszcze nie zwymiotować mu na buty?

    @ contrrev

    Prakseologia jedynie uczy, że najlepszym środkiem, który zapewni ludziom dostęp do tego, do czego chcą jest wolny rynek. I to się sprawdza. Dzięki wolnemu rynkowi ludzie kierują kapitał tam, gdzie uważają, że jest najbardziej warty przekazania.

    Rozumiem, że z tego należy wnioskować, iż ludzie za najlepszy cel dla ich kapitału uważają luksusowe wille, limuzyny, baseny i inne precjoza różnych panów właścicieli i panów prezesów oraz bardzo śliczne i bardzo drogie reklamy, które ich za ich własne pieniądze oszukują z ekranów telewizorów, łamów gazet, witryn portali, a nawet z własnych skrzynek mailowych?

  22. 06/09/2010 o 8:03 pm

    contrrev :

    Wolny rynek to jak najbardziej obiektywne prawa. To, że ludzie wolą czytać GW niż blog p. Ziemkiewicza temu nie przeczy. Prakseologia nie rozstrzyga czy lepszym celem jest przeczytanie jednego czy drugiego, bo cele wyznaczają przed sobą poszczególni ludzi, więc rozpatrywanie tego z punktu widzenia osoby trzeciej byłoby arbitralne. Prakseologia jedynie uczy, że najlepszym środkiem, który zapewni ludziom dostęp do tego, do czego chcą jest wolny rynek. I to się sprawdza. Dzięki wolnemu rynkowi ludzie kierują kapitał tam, gdzie uważają, że jest najbardziej warty przekazania. Dzięki temu najbardziej lubiane w społeczeństwie media dostają najwięcej funduszy i mogą się rozwijać dostarczając społeczeństwu to, co ono lubi. Konsumenci mogą w każdej chwili zmienić zdanie.

    Jeśli jednak społeczeństwo, pod wpływem GW czy innego medium, idzie do urn i głosuje, to zmusza mnie (przeciwnika linii ideowej GW czy ‘innego medium’) do zaakceptowania ICH (a nie mojego) wyboru. To nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem.

    Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że wolnego rynku nigdy nie było. Był. Najlepszym przykładem jest chyba społeczeństwo amerykańskie jeszcze sprzed zawiązania się Unii.

    Wybierasz kierując się opinią, a to co wybrałeś sprawia, że znowu poweźmiesz opinię, która sprawi, że znowu wybierzesz coś, co sprawi, że znowu poweźmiesz opinię … Czyli czytując GW, będziesz przekonywany, że należy dalej czytać GW i GW znowu wybierzesz, łudząc się jakimś wyborem, bo w przypadku korzystania z mediów jesteś nie tylko konsumentem towaru, ale ten towar również kształtuje Twoją opinię. Do tego próg finansowy wejścia na ogólnopolski rynek jest tak wysoki, że o tym, co będzie w newsach decyduje de facto kilka/kilkanaście osób w Polsce o dość przewidywalnych poglądach, więc to tylko Tobie drogi kolego wydaje się, że na rynku medialnym jest jak na rynku z marchewką.

    BTW Rzeczywiście okres sprzed Unii, gdzie mordowano Indian, kradnąc im ich własność i zapędzano niewolników do roboty, to piękna wizualizacja wolnego rynku, gdzie zresztą i tak się wpieprzała rząd z Anglii (cło na herbatę i takie tam).

  23. 06/09/2010 o 8:09 pm

    peer2 :

    Wy wszyscy jesteście piąta kolumna i czyrak na zdrowej piersi Narodu.

    Pani Romaszewska i inni już zgrabnie wytłumaczyli, że Pani Jankowskiej co prawda nie zwolniono, ale się do tego przymierzano, a tylko dzielnej i czujnej postawie prawicowych dziennikarzy zawdzięczamy to, że apolityczna w internacie, a polityczna w internecie Redaktor Jankowska pracy nie straciła.

    Taa, a Romaszewska nie została jeszcze osadzona w psychiatryku, dzięki temu, że jest szum wokół jej osoby. Choć patrząc na to, gdzie robi ten szum, może jednak została?

  24. 06/09/2010 o 8:09 pm

    Koniec Polski Prawej :

    Majorze mam tak samo jak Ty. Jak patrzę na nasze tuzy opozycji to też się zastanawiam jak Oni komunę obalili. A może to jednak opozycja z rozdania Kiszczaka jak mawia JKM

    Może ich przecenili, a ci byli aż tak durni, że nieprzewidywalni i przypadkiem wygrali?

  25. 06/09/2010 o 8:11 pm

    adas :

    Jak (nie) rozumiem, wolny rynek jest świetny w przypadku każdego produktu, poza jednym: idei. I nie mówimy tu nawet o tzw. wolnym rynku obecnym, a o samej – nomen omen – jego, znaczy się wolnego rynku, idei. NA idea lnym wolnym rynku idee powinny być reglamentowane, bo mogłyby trafić w niepowołane ręce. W zbyt wiele tych rąk, rąk niegodnych.

    Jak rąk będzie zbyt wiele, to istnieje też ryzyko powstania korporacji lub, o zgrozo, monopolu. Wtedy trza bronić wolnego rynku, oczywiście poprzez, zastanówmy, działania antymonopolistyczne. Odpowiedni urząd ma zadbać o to by idee niszowe miały równą szansę na przebicie się. Inaczej mniejszość zostaje zmuszona do zaakceptowania wyboru.

    I ja nie wiem czy jestem lewakiem czy prawakiem. Ja. Nic nie rozumiem, ale coraz bardziej lubię post post post.

    Wolny rynek w ogóle jest świetny, pod warunkiem, że nie jest wolny, tylko rozsądnie i w miarę skutecznie kontrolowany (patrz komisja na giełdzie).

  26. 06/09/2010 o 8:14 pm

    grześ :

    @Major

    „Oni mają już teksty, zanim zrobią risercz.”

    \Naiwnyś, jaki, kurwa, risercz?

    Przeciez oni piszą zgodnie z tezą, a jak fakty nie pasują do tezy, tym gorzej dla faktów.

    A Janke się błaźni, wystarczy poczytać, jak nie rozumie, co mu Sadurski pisze.

    A ostatnio zastanawiałem się, dlaczego ci prawicowcy są tacy „ciotowaci”, ciągłe użalanie się na złe media, które ich nie chcą, niech se założą jakies medium , które zdobędzie popularność i się sprzeda.

    Nawet prawacki „Ozon” im musiał Palikot fundować albo państwo im udostępnia TVP czy PR, no albo jak Janke mogą liczyć na świrów w necie.

    I oni uważają innych za nieudaczników, a siebie za lepszych.

    Paranoja totalna.

    Bo skoro są jełopami, to ani nie przyciągną czytelników, ani tym bardziej nie stworzą partii, która na dłużej zapewni im kasę z budżetu. Dlatego dla nich najlepszy jest Pinochetowy zamordyzm, czyli niech się bogacą, ale pod warunkiem, że my mamy zapewnione prawe i sprawiedliwe posady państwowe.

  27. 06/09/2010 o 8:16 pm

    Quasi :

    @ major

    Igor Janke: „Janko, to tak czy ianczej niebywale
    Wlasnie wklejam tekst w tej sprawie, zmienie wiec tylko tryb.”

    Zastanawiam się, jak Ty się mogłeś z tym ludzkim gównem przyjaźnić i jeszcze nie zwymiotować mu na buty?

    Nie przyjaźniłem, tylko byłem jego znajomym (rozmawialiśmy kilka razy w życiu). I nie jest „ludzkim gównem”, tylko prawicowo zaślepionym dziennikarzem, który czasami schodzi z barykady, zazwyczaj na prawą stronę. Znaj proporcje.

  28. zatroskany_o_polske
    06/09/2010 o 9:14 pm

    „… jej [J. Jankowskiej] profesjonalne umiejętności, (…) pozostają poza dyskusją. [R. Ziemkiewicz]

    „Dzięki dokumentom zebranym przez Komisję Etyki wygrała procesy z Targalskim Monika Olejnik, Maria Szawłowska i wielu pracowników w sadzie pracy.” [J. Jankowska]

  29. zatroskany_o_polske
    06/09/2010 o 9:20 pm

    galopujący major :

    Quasi :
    @ major

    Igor Janke: „Janko, to tak czy ianczej niebywale
    Wlasnie wklejam tekst w tej sprawie, zmienie wiec tylko tryb.”

    Zastanawiam się, jak Ty się mogłeś z tym ludzkim gównem przyjaźnić i jeszcze nie zwymiotować mu na buty?

    I nie jest „ludzkim gównem”, tylko prawicowo zaślepionym dziennikarzem, ….

    Nie jest dziennikarzem, jest co najwyżej propagandystą.

  30. zatroskany_o_polske
    06/09/2010 o 9:27 pm

    galopujący major :

    Koniec Polski Prawej :
    Majorze mam tak samo jak Ty. Jak patrzę na nasze tuzy opozycji to też się zastanawiam jak Oni komunę obalili.

    Ale to nie oni obalali komunę. Oni obalali obalających komunę.

  31. Quasi
    06/09/2010 o 11:17 pm

    @ major

    I nie jest „ludzkim gównem”, tylko prawicowo zaślepionym dziennikarzem, który czasami schodzi z barykady, zazwyczaj na prawą stronę.

    Obawiam się, że jest to mocno niekompletna lista zarzutów jakie można postawić tej istocie, przy czym te zarzuty wymienione przez Ciebie wcale nie są z nich najpoważniejsze.

    Że tak retorycznie spytam: Czy on ma cokolwiek, poza „słusznymi poglądami”, co pozwala mu wykonywać zawód, który wykonuje? Czy on cokolwiek nietuzinkowego wie i potrafi, zwłaszcza coś, co dawałoby mu kwalifikacje do zawodowego wypowiadania się na tematy wszelakie jakoś tam związane z polityką (dodajmy, że chodzi o wypowiadanie się głównie w mediach mniej lub bardziej związanymi z pieniędzmi publicznymi): od psychologii politycznych liderów, przez makroekonomie, po śledztwa w sprawie katastrof lotniczych i globalne ocieplenie? Czy to co było i jest czynione, czy chociaż było i jest tolerowane, w Psychiatryku24 – i od strony technicznej, i od strony biznesowo-marketingowej, i od strony administracyjnej, i od strony estetycznej (patrz np. dowcipy rysunkowe Cezarego Krzysztopy), i od strony personalno-merytorycznej – jakoś odbija to, co się dzieje u niego pod czaszką? Czy jego metodologiczne nawyki, jak choćby ten, o którym sami tu przed chwilą pisaliście, nie mówią co nie co o jego intelektualno-poznawczych kompetencjach lub rzetelności?

    Znaj proporcje.

    Gdybym nie znal proporcji, to nazwałbym go nie „ludzkim gównem”, lecz np. „zbrodniarzem (w sensie potocznym)”.

    (…) Do tego próg finansowy wejścia na ogólnopolski rynek jest tak wysoki, że o tym, co będzie w newsach decyduje de facto kilka/kilkanaście osób w Polsce o dość przewidywalnych poglądach, więc to tylko Tobie drogi kolego wydaje się, że na rynku medialnym jest jak na rynku z marchewką.

    Ale problem bariery wejścia, monopoli/oligopoli, naturalnych monopoli lokalnych, zmów cenowych, wrogich przejęć, podziału rynku między garstkę mega-korporacji itp. nie dotyczy tylko rynku medialnego, ale pewnie większości rynków bardziej skomplikowanych od straganiarskiego rynku pietruszki.

    Rzeczywiście okres sprzed Unii, gdzie mordowano Indian, kradnąc im ich własność i zapędzano niewolników do roboty, to piękna wizualizacja wolnego rynku, gdzie zresztą i tak się wpieprzała rząd z Anglii (cło na herbatę i takie tam).

    Dodać należy, że wszystko to działo się w dziewiczym świecie otwartym na rabunkową eksploatację, wolnym od zastanych problemów społecznych i zasiedlanym przez wolnych&świadomych&zdeterminowanych pionierów. A i tak chyba nie tylko miód i mleko tam płynęły.

    Wolny rynek w ogóle jest świetny, pod warunkiem, że nie jest wolny (…)

    No, nie byłbym tego taki pewien – obawiam się, że wolny rynek jest rozwiązaniem generalnie fatalnym*. Świetna to jest scentralizowana gospodarka planowa, rzecz jasna pod warunkiem, że sterująca nią władza jest doskonale dobra, doskonale mądra, doskonale silna/wpływowa, ma doskonałą i doskonale szybko aktualizowaną wiedzę zarówno na temat stanu gospodarki jak i na temat ludzkich potrzeb i stopnia ich zaspokojenia oraz doskonałą zdolność do doskonale szybkiego&sprawnego reagowania na wszelkie zmiany w tej gospodarce/potrzebach/zaspokojeniu. Cały problem polega na tym, że w realnym świecie jesteśmy doskonale dalecy od możliwości zrealizowania czegoś takiego w praktyce, stąd optymalnym rozwiązaniem w tej smutnej sytuacji jest sięganie do tych jakże niedoskonałych rozwiązań rynkowych. No, ale skoro sobie tak teoretyzujesz o tym, co byłoby świetne, gdyby zostały spełnione jakieś nierealistyczne warunki, to i ja pozwoliłem sobie dodać coś od siebie.

    ___________________________________________________________________________

    * – Zacytuję tu to, co o wadach wolnego rynku/kapitalizmu napisałem w dyskusji z qatrykiem:

    Otóż IMHO kapitalistyczne monopole mają swoje oczywiste wady, jednak monopole państwowe część tych wad niwelują. Chociażby:

    – W kapitalizmie interes ukierunkowany jest wyłącznie na zysk właściciela, a nie na dobro swoich klientów (istnienie konkurencji mniej lub bardziej niweluje negatywne tego skutki, ale w przypadku monopolu to nie działa), ale w przypadku państwa już tak nie jest – celem państwa jest dobro obywateli i państwo może być zaopatrzone w różne mechanizmy, które lepiej lub gorzej kontrolują, by z realizacji tego celu starało się wywiązywać.

    – Na to co robi kapitalistyczny monopolista jego klienci nie mają większego wpływu, natomiast na monopolistę państwowego – o ile jest on demokratyczny i transparentny – jakiś wpływ mają, via kadencyjność władzy, pluralizm, wolność wypowiedzi i dostępu do informacji, powszechne bierne i czynne prawa wyborcze.

    Z drugiej strony kapitalistyczna wolna konkurencja ma pewne oczywiste zalety, ale ma także wady. Chociażby:

    – Typowo kapitalistyczne ukierunkowanie na zysk płynący z wyzysku pracownika (zarobek właściciela bierze się z różnicy między finalną ceną produktu a rynkową wartością pracy pracownika). Ceną kapitalizmu jest konieczność utrzymywania przez populację klientów/pracowników niższego szczebla bajońskich luksusowych fortun pasibrzuchów z populacji właścicieli i wyższej kadry menadżerskiej. W praktyce konkurencja cenowa tego zjawiska nie eliminuje. Inny problem związany z konfliktem zysku i dobra klienta pojawia się choćby w przypadku prywatnej służby zdrowia/prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych.

    – Kapitalistyczna wolna konkurencja wymaga działania na jednym rynku wielu podmiotów, a to się wiąże z częściową redundancją aparatu administracyjnego/biurokratycznego i infrastruktury tych podmiotów, bo każdy musi mieć swoją. Koszta utrzymania tej redundancji spadają na klientów – wolny od tej redundancji monopolista teoretycznie mógłby zapewnić te same dobra/usługi tej samej populacji taniej.

    – Kapitalistyczna wolna konkurencja generuje sztuczny, acz kosztowny, rynek na którego utrzymanie klienci nie byliby skazani w monopolu – rynek marketingu i reklamy. Reklama w dużym stopniu sprowadza się do nękania, manipulowania i oszukiwania klienta i to wszystko odbywa się na jego koszt wliczone w ceny produktów i usług. Ponadto dzięki manipulacyjno-socjotechnicznej mocy reklamy/marketingu kapitaliści mogą pasożytować na klientach kreując w nich „sztuczne potrzeby”.

    – Asymetria informacji/kompetencji i sił możliwych do zaangażowania do walki prawnej oraz często pojawiająca się trudność wykrycia sprawcy lub rzadkość odczuwalności efektów oszustwa pozwala ślepo dążącym do maksymalizacji zysku kapitalistom na bezkarne oszukiwanie części populacji klientów (która może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że jest oszukiwana) i mechanizmy rynkowe wobec tego problemu mogą okazać się bezradne. Poza tym ewentualna eliminacja oszustów metodami rynkowymi, jeśli w ogóle gdzieś będzie możliwa, może okazać się długa i kosztowna (np. wiele osób musi się zatruć, zanim wykreuje się odpowiednio silny bojkot konsumencki).

    – Kapitalistyczna wszechprywatyzacja wyeliminowałaby swobodnie dostępną przestrzeń publiczną, co mogłoby zwyczajnie utrudniać życia (ot, np. konieczność płacenia myta za przechadzanie się chodnikami, każdemu właścicielowi na jego fragmencie chodnika). Brak monopolu lub odgórnych regulacji utrudniłoby także proces tworzenia wygodnej standaryzacji (np. jednakowych przepisów ruchu drogowego na wszystkich drogach, jednakowych parametrów prądu w całej sieci oraz jednakowego dostosowania do nich wszystkich urządzeń, standardy bezpieczeństwa pojazdów/urządzeń/żywności/leków).

    – Kapitaliści mogą unikać niekorzystnej dla nich konkurencji poprzez np. współpracę via zmowy cenowe czy przez wrogie przejęcia. Pewne zabezpieczenie przed konkurencją stanowi też bariera wejścia na rynek dla nowego podmiotu. Czasem unikanie konkurencji przychodzi automatycznie via naturalne monopole lokalne [właściciel rzeki, właściciel jedynego w okolicy ujęcia wody, właściciel jedynej w okolicy szkoły itp.].

    – Bez ochrony patentowej i praw autorskich w pewnych obszarach uczciwa konkurencja może być bardzo utrudniona, a bez państwa taka ochrona i takie prawa są wręcz nie do pomyślenia.

    – Pewnych obszarów życia wręcz nie da się z korzyścią dla ludzi oddać kapitalizmowi, bo z zasady mają one działać non-profit lub źle funkcjonują przy braku monopolu. Do takich obszarów IMHO należy np. ochrona środowiska i praw zwierząt, część nauki, część kultury, część infrastruktury, częściowo edukacja i opieki zdrowotnej, wreszcie prawo i bezpieczeństwo (policja, sądy, wiezienia, armia).

    Warto zaznaczyć, że między totalnym państwowym monopolem, a totalną kapitalistyczną wszechprywatyzacją istnieje całe wielowymiarowe spektrum rozwiązań pośrednich, np.: różne formy i zakresy państwowych regulacji i kontroli; koncesje; częściowa prywatyzacja; działanie mechanizmów rynkowych w ramach rozwiązań państwowych (np. konkurencja między jednostkami samorządowymi, państwowymi szkołami/szpitalami itp.).

    Uważam zatem, że kwestia gdzie, kiedy jaki obszar życia w jakim stopniu i w jakiej formie oddać we władanie państwu, a w jakim stopniu i w jakiej formie kapitalizmowi, jest kwestią nietrywialną – wszak wymaga rzetelnego rozważenia wszystkich zysków i kosztów, zalet i wad, perspektyw i zagrożeń – której rozstrzygniecie wymaga eksperckiej wiedzy i precyzyjnej analizy sytuacji. Mnie takiej wiedzy brakuje, więc nie mam w tym zakresie precyzyjnych i kategorycznych przekonań. W większości obszarów jednak na pewno odrzucam tępy, bezrefleksyjny, ślepy na empirię dogmatyzm mówiący, że zawsze i wszędzie najlepsze jest jedno ze skrajnych rozwiązań. Za to taki dogmatyzm jest typowy dla „wolnościowców”/korwinistów i widoczny choćby w Twoim wyznaniu: „konkurencja jest bardziej efektywna niz kazdy monopol – w każdej dziedzinie”.

    Warto jeszcze dodać, że sama istota kapitalizmu/wolnego rynku jest immanentnie suboptymalna z punktu widzenia dobra ludzkiego, gdyż opiera się na konkurencji, która jest formą konfliktu interesów typu gry o sumie zerowej: „żeby ktoś wygrał, ktoś inny musi przegrać”. Innymi słowy, z perspektywy globalnej w rozwiniętym kapitalizmie nieuchronnie przynajmniej część korzyści w jednym miejscu musi zostać okupione stratami w innym miejscu: żeby jedna firma odniosła sukces/zysk, inna musi zbankrutować/odnotować straty; jeśli znajdziesz pracę, odbierzesz możliwość jej znalezienia komuś innemu itp.

    Mało tego – poza takimi „poziomymi” (tj. miedzy ~równymi, konkurującymi, podmiotami) konfliktami interesów kapitalizm generuje też konflikty „pionowe” typu konsument/klient-producent/usługodawca (w interesie konsumenta/klienta jest dostać jak najwięcej i jak najlepiej za jak najmniej, a w interesie producenta/usługodawcy jest dać jak najmniej i jak najgorzej za jak najwięcej) czy pracobiorca-pracodawca (w interesie pracobiorcy jest pracować jak najmniej i jak najlżej za jak najwięcej, a w interesie pracodawcy jest to, żeby jego pracownik pracował jak najwięcej i jak najciężej za jak najmniej). A te konflikty, jak wszystkie konflikty, nieuchronnie wiążą się z cierpieniem, przy czym z reguły częściej i bardziej cierpi strona słabsza (bo jest to konflikt asymetryczny), którą w tym wypadku najczęściej jest klient/konsument i pracobiorca.

    Kapitalizm z natury rzeczy żeruje na ludzkich zachciankach, bez względu na to, jak bardzo są one prymitywne i plugawe. I nie dość, że na nich żeruje, to je jeszcze rozbudza i prowokuje reklamą i całą konsumpcjonistyczną kulturą [„chcesz te dżinsy, bez których będziesz nikim? to zrób mi loda!” / „chcesz tego makbuka, bez którego będziesz nikim? to 5 razy umyj mi samochód!”]. W efekcie ogromna część generowanych/wypracowywanych przez ludzkość środków idzie na sfinansowanie jakichś gównianych rozrywek typu nałogi, hazard, obżarstwo, porno, „Gwiazdy Śpiewają na Lodzie”, publicystyka Igora Janke czy luksusowe gadżety/wygody/precjoza (wypasione telefony, wypasione plazmowe telewizory, luksusowe perfumy i ubrania, fulwypas samochody, luksusowe domy, apartamenty, hotele…), podczas gdy w tym samym czasie miliardy cierpią nędzę, głód, choroby, przemoc, analfabetyzm. Takoż inwestycje w komercyjnym R&D koncentrują się bardzo na czynieniu zajebistych gadżetów jeszcze bardziej zajebistymi, na umożliwianiu realizacji megalomaniaczych przedsięwzięciach propagandowo-prestiżowych a la załogowe loty kosmiczne, zbrojenia czy Burj Khalifa zamiast np. na rozwoju alternatywnej energetyki (słonecznej, termojądrowej itp.) czy zapewnieniu miliardom wody pitnej i lekarstw na malarię/wirusowe biegunki. Nie wspominając o miliardach zwierząt w niewyobrażalnych męczarniach „mielonych” dla zaspokojenia zachcianek kulinarnych, garderobianych i rozrywkowych.
    W tym kontekście interesująca jest ta grafika pokazująca w jakich przykładowych dziedzinach lokują się miliardy i w jakich mogłyby się lokować, gdyby mechanizmy decydujące o ich lokowaniu działały nieco bardziej szlachetnie….

    Tak więc majorze zaklinam Cię – nie chwal Ty mi tu kurwa kapitalizmu! Kapitalizm/gospodarka rynkowa to w najlepszym razie zło konieczne na które jesteśmy (chwilowo?) skazani z racji braku lepszych rozwiązań; jak odlewanie się, defekacje, sen, menstruacja i inne fizjologiczne efekty uboczne życia.

  32. Quasi
    06/09/2010 o 11:21 pm

    @ major [poprzedni komentarz z rozwalonym tagiem do wywalenia]

    I nie jest „ludzkim gównem”, tylko prawicowo zaślepionym dziennikarzem, który czasami schodzi z barykady, zazwyczaj na prawą stronę.

    Obawiam się, że jest to mocno niekompletna lista zarzutów jakie można postawić tej istocie, przy czym te zarzuty wymienione przez Ciebie wcale nie są z nich najpoważniejsze.

    Że tak retorycznie spytam: Czy on ma cokolwiek, poza „słusznymi poglądami”, co pozwala mu wykonywać zawód, który wykonuje? Czy on cokolwiek nietuzinkowego wie i potrafi, zwłaszcza coś, co dawałoby mu kwalifikacje do zawodowego wypowiadania się na tematy wszelakie jakoś tam związane z polityką (dodajmy, że chodzi o wypowiadanie się głównie w mediach mniej lub bardziej związanymi z pieniędzmi publicznymi): od psychologii politycznych liderów, przez makroekonomie, po śledztwa w sprawie katastrof lotniczych i globalne ocieplenie? Czy to co było i jest czynione, czy chociaż było i jest tolerowane, w Psychiatryku24 – i od strony technicznej, i od strony biznesowo-marketingowej, i od strony administracyjnej, i od strony estetycznej (patrz np. dowcipy rysunkowe Cezarego Krzysztopy), i od strony personalno-merytorycznej – jakoś odbija to, co się dzieje u niego pod czaszką? Czy jego metodologiczne nawyki, jak choćby ten, o którym sami tu przed chwilą pisaliście, nie mówią co nie co o jego intelektualno-poznawczych kompetencjach lub rzetelności?

    Znaj proporcje.

    Gdybym nie znal proporcji, to nazwałbym go nie „ludzkim gównem”, lecz np. „zbrodniarzem (w sensie potocznym)”.

    (…) Do tego próg finansowy wejścia na ogólnopolski rynek jest tak wysoki, że o tym, co będzie w newsach decyduje de facto kilka/kilkanaście osób w Polsce o dość przewidywalnych poglądach, więc to tylko Tobie drogi kolego wydaje się, że na rynku medialnym jest jak na rynku z marchewką.

    Ale problem bariery wejścia, monopoli/oligopoli, naturalnych monopoli lokalnych, zmów cenowych, wrogich przejęć, podziału rynku między garstkę mega-korporacji itp. nie dotyczy tylko rynku medialnego, ale pewnie większości rynków bardziej skomplikowanych od straganiarskiego rynku pietruszki.

    Rzeczywiście okres sprzed Unii, gdzie mordowano Indian, kradnąc im ich własność i zapędzano niewolników do roboty, to piękna wizualizacja wolnego rynku, gdzie zresztą i tak się wpieprzała rząd z Anglii (cło na herbatę i takie tam).

    Dodać należy, że wszystko to działo się w dziewiczym świecie otwartym na rabunkową eksploatację, wolnym od zastanych problemów społecznych i zasiedlanym przez wolnych&świadomych&zdeterminowanych pionierów. A i tak chyba nie tylko miód i mleko tam płynęły.

    Wolny rynek w ogóle jest świetny, pod warunkiem, że nie jest wolny (…)

    No, nie byłbym tego taki pewien – obawiam się, że wolny rynek jest rozwiązaniem generalnie fatalnym*. Świetna to jest scentralizowana gospodarka planowa, rzecz jasna pod warunkiem, że sterująca nią władza jest doskonale dobra, doskonale mądra, doskonale silna/wpływowa, ma doskonałą i doskonale szybko aktualizowaną wiedzę zarówno na temat stanu gospodarki jak i na temat ludzkich potrzeb i stopnia ich zaspokojenia oraz doskonałą zdolność do doskonale szybkiego&sprawnego reagowania na wszelkie zmiany w tej gospodarce/potrzebach/zaspokojeniu. Cały problem polega na tym, że w realnym świecie jesteśmy doskonale dalecy od możliwości zrealizowania czegoś takiego w praktyce, stąd optymalnym rozwiązaniem w tej smutnej sytuacji jest sięganie do tych jakże niedoskonałych rozwiązań rynkowych. No, ale skoro sobie tak teoretyzujesz o tym, co byłoby świetne, gdyby zostały spełnione jakieś nierealistyczne warunki, to i ja pozwoliłem sobie dodać coś od siebie.

    ____________________________________________________________

    * – Zacytuję tu to, co o wadach wolnego rynku/kapitalizmu napisałem w dyskusji z qatrykiem:

    Otóż IMHO kapitalistyczne monopole mają swoje oczywiste wady, jednak monopole państwowe część tych wad niwelują. Chociażby:

    – W kapitalizmie interes ukierunkowany jest wyłącznie na zysk właściciela, a nie na dobro swoich klientów (istnienie konkurencji mniej lub bardziej niweluje negatywne tego skutki, ale w przypadku monopolu to nie działa), ale w przypadku państwa już tak nie jest – celem państwa jest dobro obywateli i państwo może być zaopatrzone w różne mechanizmy, które lepiej lub gorzej kontrolują, by z realizacji tego celu starało się wywiązywać.

    – Na to co robi kapitalistyczny monopolista jego klienci nie mają większego wpływu, natomiast na monopolistę państwowego – o ile jest on demokratyczny i transparentny – jakiś wpływ mają, via kadencyjność władzy, pluralizm, wolność wypowiedzi i dostępu do informacji, powszechne bierne i czynne prawa wyborcze.

    Z drugiej strony kapitalistyczna wolna konkurencja ma pewne oczywiste zalety, ale ma także wady. Chociażby:

    – Typowo kapitalistyczne ukierunkowanie na zysk płynący z wyzysku pracownika (zarobek właściciela bierze się z różnicy między finalną ceną produktu a rynkową wartością pracy pracownika). Ceną kapitalizmu jest konieczność utrzymywania przez populację klientów/pracowników niższego szczebla bajońskich luksusowych fortun pasibrzuchów z populacji właścicieli i wyższej kadry menadżerskiej. W praktyce konkurencja cenowa tego zjawiska nie eliminuje. Inny problem związany z konfliktem zysku i dobra klienta pojawia się choćby w przypadku prywatnej służby zdrowia/prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych.

    – Kapitalistyczna wolna konkurencja wymaga działania na jednym rynku wielu podmiotów, a to się wiąże z częściową redundancją aparatu administracyjnego/biurokratycznego i infrastruktury tych podmiotów, bo każdy musi mieć swoją. Koszta utrzymania tej redundancji spadają na klientów – wolny od tej redundancji monopolista teoretycznie mógłby zapewnić te same dobra/usługi tej samej populacji taniej.

    – Kapitalistyczna wolna konkurencja generuje sztuczny, acz kosztowny, rynek na którego utrzymanie klienci nie byliby skazani w monopolu – rynek marketingu i reklamy. Reklama w dużym stopniu sprowadza się do nękania, manipulowania i oszukiwania klienta i to wszystko odbywa się na jego koszt wliczone w ceny produktów i usług. Ponadto dzięki manipulacyjno-socjotechnicznej mocy reklamy/marketingu kapitaliści mogą pasożytować na klientach kreując w nich „sztuczne potrzeby”.

    – Asymetria informacji/kompetencji i sił możliwych do zaangażowania do walki prawnej oraz często pojawiająca się trudność wykrycia sprawcy lub rzadkość odczuwalności efektów oszustwa pozwala ślepo dążącym do maksymalizacji zysku kapitalistom na bezkarne oszukiwanie części populacji klientów (która może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że jest oszukiwana) i mechanizmy rynkowe wobec tego problemu mogą okazać się bezradne. Poza tym ewentualna eliminacja oszustów metodami rynkowymi, jeśli w ogóle gdzieś będzie możliwa, może okazać się długa i kosztowna (np. wiele osób musi się zatruć, zanim wykreuje się odpowiednio silny bojkot konsumencki).

    – Kapitalistyczna wszechprywatyzacja wyeliminowałaby swobodnie dostępną przestrzeń publiczną, co mogłoby zwyczajnie utrudniać życia (ot, np. konieczność płacenia myta za przechadzanie się chodnikami, każdemu właścicielowi na jego fragmencie chodnika). Brak monopolu lub odgórnych regulacji utrudniłoby także proces tworzenia wygodnej standaryzacji (np. jednakowych przepisów ruchu drogowego na wszystkich drogach, jednakowych parametrów prądu w całej sieci oraz jednakowego dostosowania do nich wszystkich urządzeń, standardy bezpieczeństwa pojazdów/urządzeń/żywności/leków).

    – Kapitaliści mogą unikać niekorzystnej dla nich konkurencji poprzez np. współpracę via zmowy cenowe czy przez wrogie przejęcia. Pewne zabezpieczenie przed konkurencją stanowi też bariera wejścia na rynek dla nowego podmiotu. Czasem unikanie konkurencji przychodzi automatycznie via naturalne monopole lokalne [właściciel rzeki, właściciel jedynego w okolicy ujęcia wody, właściciel jedynej w okolicy szkoły itp.].

    – Bez ochrony patentowej i praw autorskich w pewnych obszarach uczciwa konkurencja może być bardzo utrudniona, a bez państwa taka ochrona i takie prawa są wręcz nie do pomyślenia.

    – Pewnych obszarów życia wręcz nie da się z korzyścią dla ludzi oddać kapitalizmowi, bo z zasady mają one działać non-profit lub źle funkcjonują przy braku monopolu. Do takich obszarów IMHO należy np. ochrona środowiska i praw zwierząt, część nauki, część kultury, część infrastruktury, częściowo edukacja i opieki zdrowotnej, wreszcie prawo i bezpieczeństwo (policja, sądy, wiezienia, armia).

    Warto zaznaczyć, że między totalnym państwowym monopolem, a totalną kapitalistyczną wszechprywatyzacją istnieje całe wielowymiarowe spektrum rozwiązań pośrednich, np.: różne formy i zakresy państwowych regulacji i kontroli; koncesje; częściowa prywatyzacja; działanie mechanizmów rynkowych w ramach rozwiązań państwowych (np. konkurencja między jednostkami samorządowymi, państwowymi szkołami/szpitalami itp.).

    Uważam zatem, że kwestia gdzie, kiedy jaki obszar życia w jakim stopniu i w jakiej formie oddać we władanie państwu, a w jakim stopniu i w jakiej formie kapitalizmowi, jest kwestią nietrywialną – wszak wymaga rzetelnego rozważenia wszystkich zysków i kosztów, zalet i wad, perspektyw i zagrożeń – której rozstrzygniecie wymaga eksperckiej wiedzy i precyzyjnej analizy sytuacji. Mnie takiej wiedzy brakuje, więc nie mam w tym zakresie precyzyjnych i kategorycznych przekonań. W większości obszarów jednak na pewno odrzucam tępy, bezrefleksyjny, ślepy na empirię dogmatyzm mówiący, że zawsze i wszędzie najlepsze jest jedno ze skrajnych rozwiązań. Za to taki dogmatyzm jest typowy dla „wolnościowców”/korwinistów i widoczny choćby w Twoim wyznaniu: „konkurencja jest bardziej efektywna niz kazdy monopol – w każdej dziedzinie”.

    Warto jeszcze dodać, że sama istota kapitalizmu/wolnego rynku jest immanentnie suboptymalna z punktu widzenia dobra ludzkiego, gdyż opiera się na konkurencji, która jest formą konfliktu interesów typu gry o sumie zerowej: „żeby ktoś wygrał, ktoś inny musi przegrać”. Innymi słowy, z perspektywy globalnej w rozwiniętym kapitalizmie nieuchronnie przynajmniej część korzyści w jednym miejscu musi zostać okupione stratami w innym miejscu: żeby jedna firma odniosła sukces/zysk, inna musi zbankrutować/odnotować straty; jeśli znajdziesz pracę, odbierzesz możliwość jej znalezienia komuś innemu itp.

    Mało tego – poza takimi „poziomymi” (tj. miedzy ~równymi, konkurującymi, podmiotami) konfliktami interesów kapitalizm generuje też konflikty „pionowe” typu konsument/klient-producent/usługodawca (w interesie konsumenta/klienta jest dostać jak najwięcej i jak najlepiej za jak najmniej, a w interesie producenta/usługodawcy jest dać jak najmniej i jak najgorzej za jak najwięcej) czy pracobiorca-pracodawca (w interesie pracobiorcy jest pracować jak najmniej i jak najlżej za jak najwięcej, a w interesie pracodawcy jest to, żeby jego pracownik pracował jak najwięcej i jak najciężej za jak najmniej). A te konflikty, jak wszystkie konflikty, nieuchronnie wiążą się z cierpieniem, przy czym z reguły częściej i bardziej cierpi strona słabsza (bo jest to konflikt asymetryczny), którą w tym wypadku najczęściej jest klient/konsument i pracobiorca.

    Kapitalizm z natury rzeczy żeruje na ludzkich zachciankach, bez względu na to, jak bardzo są one prymitywne i plugawe. I nie dość, że na nich żeruje, to je jeszcze rozbudza i prowokuje reklamą i całą konsumpcjonistyczną kulturą [„chcesz te dżinsy, bez których będziesz nikim? to zrób mi loda!” / „chcesz tego makbuka, bez którego będziesz nikim? to 5 razy umyj mi samochód!”]. W efekcie ogromna część generowanych/wypracowywanych przez ludzkość środków idzie na sfinansowanie jakichś gównianych rozrywek typu nałogi, hazard, obżarstwo, porno, „Gwiazdy Śpiewają na Lodzie”, publicystyka Igora Janke czy luksusowe gadżety/wygody/precjoza (wypasione telefony, wypasione plazmowe telewizory, luksusowe perfumy i ubrania, fulwypas samochody, luksusowe domy, apartamenty, hotele…), podczas gdy w tym samym czasie miliardy cierpią nędzę, głód, choroby, przemoc, analfabetyzm. Takoż inwestycje w komercyjnym R&D koncentrują się bardzo na czynieniu zajebistych gadżetów jeszcze bardziej zajebistymi, na umożliwianiu realizacji megalomaniaczych przedsięwzięciach propagandowo-prestiżowych a la załogowe loty kosmiczne, zbrojenia czy Burj Khalifa zamiast np. na rozwoju alternatywnej energetyki (słonecznej, termojądrowej itp.) czy zapewnieniu miliardom wody pitnej i lekarstw na malarię/wirusowe biegunki. Nie wspominając o miliardach zwierząt w niewyobrażalnych męczarniach „mielonych” dla zaspokojenia zachcianek kulinarnych, garderobianych i rozrywkowych.
    W tym kontekście interesująca jest ta grafika pokazująca w jakich przykładowych dziedzinach lokują się miliardy i w jakich mogłyby się lokować, gdyby mechanizmy decydujące o ich lokowaniu działały nieco bardziej szlachetnie….

    Tak więc majorze zaklinam Cię – nie chwal Ty mi tu kurwa kapitalizmu! Kapitalizm/gospodarka rynkowa to w najlepszym razie zło konieczne na które jesteśmy (chwilowo?) skazani z racji braku lepszych rozwiązań; jak odlewanie się, defekacje, sen, menstruacja i inne fizjologiczne efekty uboczne życia.

  33. zatroskany_o_polske
    07/09/2010 o 12:27 am

    Quasi :
    @ major [poprzedni komentarz z rozwalonym tagiem do wywalenia]

    – Na to co robi kapitalistyczny monopolista jego klienci nie mają większego wpływu, natomiast na monopolistę państwowego – o ile jest on demokratyczny i transparentny – jakiś wpływ mają,

    Nie tylko. Jeżeli panuje totalitaryzm i zamordyzm też.
    Na przykład za komuny, jeżeli dyrektor firmy był głupim żulem i despotą gnębiącym robotników, wystarczyło iść do POP i „zacytować” dyrektora jak mówił np. że „Lenin to kutas”. Po jednym – dwóch dniach załoga mogła odetchnąć.
    (Oczywiście dziś IPN zrobiłby z dyrektora bohatera a ‚z nas’ wstrętna szuję donosząca na opozycjonistów, ale to już inna sprawa.

  34. 07/09/2010 o 12:35 am

    Cóż, to może ja dam teraz swoje credo. Otóż, dla mnie punktem wyjścia jest kapitalizm czy może wolny rynek, właśnie jako zło konieczne, od którego nie ma ucieczki, ze względu na plugawą naturę ludzką. Socjalizm, czy może komunizm to piękna idea, ale dla idealnie, empatycznych ludzi. To, że kapitalizm jest punktem wyjścia oznacza, że mam, nie tyle moralne, co empiryczne podstawy do kwestionowania radykalnych jego ograniczeń, jako że państwo w pełni niewolnorynkowe w dużej skali istnieć nie potrafi. Szwecja jest właśnie takim państwem kapitalistycznym, gdzie możesz założyć firmę, możesz zdobywać kapitał (poza pewnymi wyłączonymi branżami), możesz gromadzić zysk, ale w ramach wspólnego dobra musisz się tym podzielić. Innymi słowy ograniczenie kapitalizmu, jest oczywiście dobre, a zarżnięcie oczywiście złe. Chodzi więc o empatyczne strzyżenie owcy, a nie pozwolenie, aby wszystkie owce hodowało państwo i nikt inny, jako że natura ludzi w takim państwem doprowadzi tylko do cierpienia. Dla mnie kapitalizm ma ewidentne kanty, które należy przymusowo ścinać, czego przykładem prawa pracownicze, ekologia, ustawodawstwo antymonopolowe, podatki itp. Innej drogi nie ma, centralne planowanie jest niemożliwe, idealny wolny rynek też, więc mamy pewien misz masz, w którym najważniejszy jest czynnik sprawnego państwa, który nieuchronne kanty będzie ścinał.

  35. adas
    07/09/2010 o 1:21 am

    Bingo.

    i imho, próba wprowadzenia „idealnego wolnego rynku” by się skończyła dokładnie tak jak komunizm. Przypuszczam, że mechanizm od idei do realizacji byłby identyczny. Liczba ofiar i zakres zbrodni przypuszczalnie też. Choć narzędzia by może były inne, sztandary na pewno.

    I jestem pewien, że znaleźliby się obrońcy i tego systemu, dowodzący że „nie był to prawdziwy wolny rynek”. Że gdyby rewolucja wybuchła, pardon, odwieczny porządek przywrócono w jakimś innym kraju, to wszystko by się udało.

    Myślałem, że XX wiek wyleczył nas wszystkich z utopii, cudownych recept. Ale widocznie człowiek, nawet ten uznający samego siebie za elitę (zdolną, więcej: mającą obowiązek prowadzenia „głupszych” za rękę), lubi się oszukiwać. Tak, ten akapit nie dotyczy tylko prawaków.

    PS czynnik sprawnego państwa – fajne sformułowanie;)

  36. Chevalier
    07/09/2010 o 1:28 am

    galopujący major :

    contrrev :
    Wolny rynek to jak najbardziej obiektywne prawa. To, że ludzie wolą czytać GW niż blog p. Ziemkiewicza temu nie przeczy. Prakseologia nie rozstrzyga czy lepszym celem jest przeczytanie jednego czy drugiego, bo cele wyznaczają przed sobą poszczególni ludzi, więc rozpatrywanie tego z punktu widzenia osoby trzeciej byłoby arbitralne. Prakseologia jedynie uczy, że najlepszym środkiem, który zapewni ludziom dostęp do tego, do czego chcą jest wolny rynek. I to się sprawdza. Dzięki wolnemu rynkowi ludzie kierują kapitał tam, gdzie uważają, że jest najbardziej warty przekazania. Dzięki temu najbardziej lubiane w społeczeństwie media dostają najwięcej funduszy i mogą się rozwijać dostarczając społeczeństwu to, co ono lubi. Konsumenci mogą w każdej chwili zmienić zdanie.
    Jeśli jednak społeczeństwo, pod wpływem GW czy innego medium, idzie do urn i głosuje, to zmusza mnie (przeciwnika linii ideowej GW czy ‘innego medium’) do zaakceptowania ICH (a nie mojego) wyboru. To nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem.
    Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że wolnego rynku nigdy nie było. Był. Najlepszym przykładem jest chyba społeczeństwo amerykańskie jeszcze sprzed zawiązania się Unii.

    Wybierasz kierując się opinią, a to co wybrałeś sprawia, że znowu poweźmiesz opinię, która sprawi, że znowu wybierzesz coś, co sprawi, że znowu poweźmiesz opinię … Czyli czytując GW, będziesz przekonywany, że należy dalej czytać GW i GW znowu wybierzesz, łudząc się jakimś wyborem, bo w przypadku korzystania z mediów jesteś nie tylko konsumentem towaru, ale ten towar również kształtuje Twoją opinię. Do tego próg finansowy wejścia na ogólnopolski rynek jest tak wysoki, że o tym, co będzie w newsach decyduje de facto kilka/kilkanaście osób w Polsce o dość przewidywalnych poglądach, więc to tylko Tobie drogi kolego wydaje się, że na rynku medialnym jest jak na rynku z marchewką.
    BTW Rzeczywiście okres sprzed Unii, gdzie mordowano Indian, kradnąc im ich własność i zapędzano niewolników do roboty, to piękna wizualizacja wolnego rynku, gdzie zresztą i tak się wpieprzała rząd z Anglii (cło na herbatę i takie tam).

    Hospodi pomiłuj, znów się pokazał wolnościowiec szukający utraconego raju wolnorynkowego. Mają oni skłonność do anachronicznego fantazjowania, z zupełną niewrażliwością na empirię. Szukają i szukają tego najbardziej zbliżonego do „wolnego rynku” społeczeństwa, i znajdują je a to w USA w XIX wieku (gdzie istniało ustawodawstwo ograniczające tworzenie korporacji), a to u „azjatyckich tygrysów” (gdzie państwo sporo się wtrącało i wtrąca do gospodarki, a podatku liniowego tam nie ma), a to – to już zupełny odlot – we wczesnośredniowiecznej Irlandii lub Islandii (gdzie nie było prywatnej własności ziemi).
    Niech sobie poszukają katalaksji w hordzie paleolitycznej.

  37. contrrev
    07/09/2010 o 1:44 am

    @Galopujący Major
    Masz rację co do tego, że rynek medialny to dość specyficzny rodzaj rynku, bo kształtujący poglądy, ale przypisujesz temu zjawisku zbyt daleko idące implikacje. Gdyby było tak, jak sugerujesz, to udział poszczególnych gazet na rynku w ogóle by się nie zmieniał. Tak jednak nie jest. Jedne gazety tracą na rzecz innych i to jest niepodważalny fakt.

    Co do niewolnictwa w Ameryce, tylko kilka stanów opierało się na niewolnictwie. Gdy krytykuję np. komunizm pod względem gospodarczym to nie wypominam mu, że komuniści zabili ileś tam księży, przeciwników politycznych, Indian czy kogokolwiek innego, bo nie ma to nic wspólnego z funkcjonowaniem gospodarki państw komunistycznych. Jeśli ten okres Ci nie pasuje to wolnorynkowe było USA też po wojnie secesyjnej, choć – masz rację – ochrona celna to ten niechlubny wyjątek. Zresztą mało osób dostrzega, że sprawa ceł była główną przyczyną wojny secesyjnej.

    @Quasi
    Z punktu widzenia teorii ekonomii*, tych wszystkich wad, które wypisałeś nie da się uzasadnić. Nie wytrzymują krytyki. Po pierwsze mylisz łączysz i mylisz kapitalizm z anarcho-kapitalizmem. Po drugie prawie wszystkie (lub wszystkie) rzekome wady kapitalizmu z Twojego zestawienia zostały po kolei obalone choćby w „Ludzkim Działaniu” Misesa, jeśli chcesz to mogę poszukać i podać Ci nawet strony. :)

    *Tja, wiem, zaraz ktoś napiszę, że teoria ekonomii to utopia itp, itd, etc, ale ekonomia NIE JEST NAUKĄ DOŚWIADCZALNĄ. Nie da się na podstawie doświadczenia sprawdzić czy wzrost popytu ceteris paribus prowadzi do wzrostu cen, bo rynek jest zmienny, cały czas otrzymuje nowe dane. „Ceterisa paribusa” nie da się odnaleźć. : )

  38. 07/09/2010 o 12:31 pm

    contrrev :

    @Galopujący Major
    Jedne gazety tracą na rzecz innych i to jest niepodważalny fakt.

    Nie obraź się, stary, ale z litości już nie będę dalej polemizował. Na przyszłość, zanim napiszesz coś o niepodważalnych faktach, sprawdź dane o sprzedaży prasy i odpowiedz sobie, czemu nakład wszystkich gazet spada. I czemu inne marki reklamują w Fakcie, a inne w Przekroju.

  39. Quasi
    07/09/2010 o 4:14 pm

    @ contrrev

    Z punktu widzenia teorii ekonomii*, tych wszystkich wad, które wypisałeś nie da się uzasadnić. Nie wytrzymują krytyki.

    Baaardzo wątpię.

    Nie tylko dlatego, że te wady, które wymieniłem, intuicyjnie wydają się oczywistością, ale przede wszystkim dlatego, że masowo potwierdza je empiria. Przecież w kapitalistycznym świecie masowo mamy do czynienia, dla przykładu, z akumulowaniem kapitału w rękach właścicielsko-menadżersko-spekulanckich pasibrzuchów i w ich luksusowych zbytkach [przykładów na to chyba podawać nie trzeba…], z rozwarstwieniem dochodu i z dziedziczeniem pozycji społeczno-ekonomicznej; z niekorzystnym wynikiem braku zbieżności interesów sprzedawcy/usługodawcy z interesem klienta/usługobiorcy [przykład tu i tu]; z wyzyskiem pracowników [przykład: tu i tu]; z wszechobecną nękającą ludzi reklamą rocznie pochłaniającej grube miliardy; z manipulowaniem klientami [przykład tu], z żerowaniem na ich naiwności, głupocie, słabościach i podłości [przykład: papierosy, narkotyki, alkohol, prostytucja, mody, piramidy finansowe, szarlataneria typu „medycyna alternatywna” itd.]; ze świadomym oszukiwaniem konsumentów/klientów [ech szkoda, nie udało mi się teraz wyguglować fajnego wywiadu z jakimś inspektorem zajmującym się kontrolą jakości i bezpieczeństwa żywności – opisuje on nieustanny „wyścig zbrojeń” między nieuczciwymi lub niedbałymi producentami i sprzedawcami żywności a instytucjami broniącymi interesów konsumentów] i ze skrytym lekkomyślnym ryzykowaniem ich bezpieczeństwa [przykład: tu i tu; poza tym Vioxx, Thalidomid, DDT, barwniki akrydynowe, pedały Toyoty, platforma „Deepwater Horizon” BP…] czy pieniędzy [patrz np. obecny globalny kryzys finansowy]; ze zmowami cenowymi [przykłady: tu]; z beztroskim niszczeniem środowiska [przykład: tu, tu i tu – przykład z libertariańskiego raju jakim jest Somalia] i zadawaniem dowolnego cierpienia zwierzętom [przykład: tu i tu], a dawniej też ludziom [przykład: tu]. I wiele tego dzieje się także obecnie, na co dzień, wokół nas, mimo tego, że poza mechanizmami czysto rynkowymi istnieją także dodatkowe mechanizmy powstrzymujące kapitalistów przed wyzyskiem/nieuczciwością/lekkomyślnością/bezdusznością – państwa regulujące&kontrolujące rynek. Jakby to musiało wyglądać, gdyby tych dodatkowych mechanizmów zabrakło?

    *Tja, wiem, zaraz ktoś napiszę, że teoria ekonomii to utopia itp, itd, etc, ale ekonomia NIE JEST NAUKĄ DOŚWIADCZALNĄ. (…)

    Baaardzo wątpię.

    Tj. owszem, o planowe, kontrolowane eksperymenty – jak te przeprowadzane w wielu naukach przyrodniczych – w ekonomii trudno (choć np. w sferze psychologii ludzkich decyzji ekonomicznych da się je przeprowadzać jak najbardziej), ale to nie znaczy, że ekonomia jest oderwana od empirii. Przecież podobnie jest z innymi naukami słabo eksperymentalnymi: astronomią/kosmologią, paleoklimatologią, historią itp. Tak więc, jeśli jakaś teoria nie zgadza się z empirią, to znaczy, że jest to teoria do dupy. Ale rozumiem, że dla korwinisty/wyznawcy austriackiej szkoły ekonomicznej jeśli fakty nie zgadzają się z przekonaniami, to tym gorzej dla faktów…

    Krótko mówiąc, obawiam się, że Twoja/korwinistyczna „teoria ekonomii” ma tyle wspólnego z teorią ekonomii, co np. alchemia z chemią czy astrologia z astronomią.

    Po pierwsze mylisz łączysz i mylisz kapitalizm z anarcho-kapitalizmem.

    Po pierwsze: Dyskusję, z której zaczerpnąłem tamten cytat, prowadziłem z anarchokapitalistą qatrykiem.

    Po drugie: A cóż jest złego w łączeniu anarchokapitalizmu z kapitalizmem? Przecież ja tam wyliczałem wady kapitalizmu jako takiego, kapitalizmu czystego czyli anarchokapitalistycznego. Nie-anarchokapitalizm różni się od anarchokapitalizmu np. tym, że wprowadza na kapitalizm pewne pozarynkowe ograniczenia/regulacje/kontrole m.in. po to, by zniwelować te wyliczone przeze mnie wady – stąd moja lista jest adekwatna także wobec nie-anarchokapitalistów, z tym, że wymaga pominięcia/zmniejszenia wagi tych problemów, które dany nie-anarchokapitalista sobie neutralizuje swoimi ograniczeniami/regulacjami/kontrolami.

    Po drugie prawie wszystkie (lub wszystkie) rzekome wady kapitalizmu z Twojego zestawienia zostały po kolei obalone choćby w „Ludzkim Działaniu” Misesa, jeśli chcesz to mogę poszukać i podać Ci nawet strony. :)

    Po pierwsze: Ojej, von Mises. Żeby została zachowana symetria może powinienem się odwołać do Marksa lub Lenina (i podać strony)?

    Po drugie: Obawiam się, że prawie wszystkie (lub wszystkie) te mądrości von Misesa et consortes zostały po kolei obalone już dawno temu.

  40. Quasi
    07/09/2010 o 5:13 pm

    @ Chevalier

    Hospodi pomiłuj, znów się pokazał wolnościowiec szukający utraconego raju wolnorynkowego. Mają oni skłonność do anachronicznego fantazjowania, z zupełną niewrażliwością na empirię. Szukają i szukają tego najbardziej zbliżonego do „wolnego rynku” społeczeństwa, i znajdują je a to (…)

    Tu masz dostarczone mi niedawno przez qatryka wyniki poszukiwań. Na liście znalazł się i Watykan…

    a to u „azjatyckich tygrysów” (gdzie państwo sporo się wtrącało i wtrąca do gospodarki, a podatku liniowego tam nie ma)

    O tym, jak to jest z libertarianizmem/liberalizmem Singapuru można poczytać u Trystero.

    a to – to już zupełny odlot – we wczesnośredniowiecznej Irlandii lub Islandii (gdzie nie było prywatnej własności ziemi).

    A jakże! To jest flagowy przykład qatryka.

    Niech sobie poszukają katalaksji w hordzie paleolitycznej.

    Żebyś się nie zdziwił… Dla przykładu, my się śmiejemy z naszych rozkosznie naiwniutkich „wolnościowców” podtykając im przykład Somalii, a tu się okazuje, że poważni „wolnościowcy” – m.in. ten pan – w poważnych czasopismach ekonomicznych publikują poważne artykuły o tym, że w Somalii jest całkiem nieźle!

    – Peter T. Leeson, „Better off stateless: Somalia before and after government collapse,” Journal of Comparative Economics 35, nr. 4 (Grudzień 2007): 689-710.

    – Benjamin Powell, Ryan Ford, i Alex Nowrasteh, „Somalia after state collapse: Chaos or improvement?,” Journal of Economic Behavior & Organization 67, nr. 3 (Wrzesień 2008): 657-670.

    – P. T Leeson i C. R Williamson, „Anarchy and Development: An Application of the Theory of Second Best,” The Law and Development Review 2, nr. 1 (2009).

    Zresztą, nawet nasi rodzimi „wolnościowcy” są dalecy od krytyki Somalii

    PS: Czy Chevalierze miałbyś ochotę napisać kashmirowi coś na temat rzekomej lewicowości Hitlera/nazizmu? Bo ja mu napisałem [tu (w punkcie 9.) i tu], ale że nie znam się ani na historii, ani na ekonomii, to nie wiem czy napisałem dobrze i cieszyłbym się, gdyby ktoś kompetentny to ocenił.

  41. barista
    07/09/2010 o 5:14 pm

    a ja tam się zgadzam z Quasiego quasi-krytyką wolnego rynku. „Wolny rynek” to religijny chłam taki sam jak dziesięcioro przykazań.

  42. Quasi
    07/09/2010 o 6:09 pm

    @ major

    (…) kapitalizm czy może wolny rynek, właśnie jako zło konieczne, od którego nie ma ucieczki, ze względu na plugawą naturę ludzką. Socjalizm, czy może komunizm to piękna idea, ale dla idealnie, empatycznych ludzi.

    Po pierwsze: Mylisz empatię (ang. „empathy”) ze współczuciem (ang. „sympathy”). Empatia może generować zarówno troskę współczucia jak i okrucieństwo Schadenfreude

    Po drugie: Ludzka natura jest plastyczna. Zważ, jak różne kultury i społeczeństwa stworzyli ludzie w różnych zakątkach świata i w różnych momentach historii, a przecież wszędzie i przez cały czas – od setek tysięcy lat – mieli z grubsza tę samą naturę.
    Tak jak da się tresować zwierzę, tak da się „tresować” człowieka czy całe ludzkie społeczeństwa. Po prostu ludzie w różnych okolicznościach myślą, czują i zachowują się różnie, więc odpowiednio manipulując okolicznościami – bytowymi, systemowymi, edukacyjnymi, kulturowymi etc. – można manipulować także tym myśleniem, czuciem i zachowaniem. Oczywiście nie wszystko jest tu możliwe, nie wszystko potrafimy, nie wszystko wychodzi ze 100% wydajnością, ale przecież, do cholery!, da się to robić – w końcu z realiów, w których żyliśmy średnio 30 lat, potrafiliśmy zbudować niewiele więcej poza kamiennym pięściakiem, mmmodliliśmy do drzew, zabawialiśmy się torturami i mordowaliśmy sobie po 15-60% męskiej populacji, doszliśmy do stanu, gdy żyjemy średnio 80 lat, latamy w kosmos, rozbijamy atomy, troszczymy się o zwierzęta, a prawdopodobieństwo zgonu w wyniku morderstwa lub wojny spadło w okolice 1% (w wieku XX., wliczając w to 2. wojny światowe…). I to wszystko przy tej samej paleolitycznej łowiecko-zbierckiej naturze. [Jeszcze raz odsyłam do tych wykładów: tu i tu.]

    Po trzecie: „Lewiatan” może ludzi nie-dość-współczujących zwyczajnie powstrzymywać, odstraszać, zniechęcać, izolować, modyfikować (vide psychotropy), oraz uniemożliwiać im czynienie krzywdy innym lub sprawić, że czynienie tej krzywdy stanie się dla nich po prostu nieopłacalne z czysto egoistycznego punktu widzenia, tudzież że opłacalne stanie się czynienie „dobra”. Dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące (patrz wyżej).

    Oczywiście, nie twierdzę, że da się – czy że kiedykolwiek będzie się dało – zaprowadzić wolny od kapitalizmu raj centralnego planowania. Twierdzę jedynie, że Twój pesymizm/nihilizm wobec „ludzkiej natury” jest przesadny i nieracjonalny.

    (…) państwo w pełni niewolnorynkowe w dużej skali istnieć nie potrafi (…) centralne planowanie jest niemożliwe (…)

    Dzisiaj zapewne tak. Ale kto wie, co przyniesie przyszłość, wszak nasza wiedza o świecie – w tym także o ludzkiej naturze – oraz techniczne możliwości manipulowania nim ciągle przyrastają. Kto wie, co będzie możliwe za 100-200 lat?* Dlatego nie przesadzałbym z wielkimi kwantyfikatorami.

    __________________________________________________________

    * – W ogóle celem najodleglejszym, jaki przychodzi mi do głowy, jest (niemal) całkowite zrezygnowanie z „życia cielesnego”, w tym z reprodukcji, dzięki jakiejś formie „transhumanizmu”, np. egzystencja w zmodyfikowanych genetycznie, bionicznie i nanotechnologicznie super-zdrowych, super-wydajnych, wolno starzejących i wolno degradujących się (a może i zimmortalizowanych) ciałach, wegetujących we w pełni zautomatyzowanych ośrodkach, ale z umysłami – tj. zmysłami, percepcją itd. – podłączonymi do jakiejś formy wirtualnej rzeczywistości, w której toczyłby się cały świadomy żywot ludzi, wolny od cierpienia i ludzkich cielesnych słabości. Oczywiście, tacy trans-ludzie nie byliby całkowicie odcięci od świata realnego, lecz poznawaliby go i modyfikowali za pomocą najróżniejszych zdalnie sterowanych (z wirtualnej rzeczywistości) robotów. Może mogliby nawet dostarczać sobie niewyobrażalnie wielkiego szczęścia i całkowicie uwalniać się od nieszczęścia dzięki jakiejś formie bezpośredniej stymulacji mózgu.

  43. contrrev
    07/09/2010 o 7:15 pm

    @Galopujący Major
    „Nie obraź się, stary, ale z litości już nie będę dalej polemizował. Na przyszłość, zanim napiszesz coś o niepodważalnych faktach, sprawdź dane o sprzedaży prasy i odpowiedz sobie, czemu nakład wszystkich gazet spada. I czemu inne marki reklamują w Fakcie, a inne w Przekroju.”

    Wiem, że nakład wszystkich gazet spada, choćby dlatego, że rośnie popularność netu i tamże się gazety przenoszą, ale mam na myśli to, że jedne gazety zajmują pozycje innych na rynku prasowym. Jeśli najpierw udział jednej gazety wynosi, powiedzmy, 25% całego rynku, a potem spada kilkukrotnie (do np. 5%), to znaczy, że preferencje się jednak zmieniają.

    @Quasi
    Problem w tym, że ta „empiria”, na podstawie której interwencjoniści dowodzą szkodliwości wolnego rynku jest w rzeczywistości nie zawsze taka, jaką ją interwencjoniści przedstawiają. Na przykład cykl koniunkturalny – notabene o czym jest mój ostatni wpis – to nie wypaczenie wolnego rynku (jak starają się dowieść interwencjoniści), ale efekt INTERWENCJI w gospodarkę rynkową. Rząd ingeruje w gospodarkę, tworzy się problem, a następnie interwencjoniści twierdzą, że problem powstał z powodu wolnego rynku i postulują kolejne interwencje rządu, które miałyby naprawić szkody wynikłe z poprzedniej interwencji. Jutro, najpóźniej pojutrze, zrobię wpis o monopolach (może i o reklamie coś napiszę). To nie wolny rynek je tworzy, ale właśnie INTERWENCJA w gospodarkę rynkową. Z tego powodu, że nie za bardzo potrafię w komentarzach dyskutować (niezbyt to przejrzyste), nie będę się tutaj rozpisywał i polemizował, ale rozwinę temat u siebie na blogu, bo i tak miałem zamiar o tym napisać.

    Aha, co do prawicowości Hitlera mylisz się zasadniczo. Kwestie gospodarcze opisuje dobrze p.Bodakowski w (lewicowe, nie stricte socjalistyczne, ale bez wątpienia lewicowe; link: http://www.prawica.net/node/11651), a w sferze społecznej nie miał nic wspólnego z tradycjonalizmem. Tradycjonalizm to doktryna polityczna oparta na ideologii konserwatywnej, której przedstawiciele do m.in. Joseph de Maistre czy Carl von Haller. Hitler krytykował prawo rzymskie, popierał aborcję (nie licząc tzw. dzieci „aryjskich”, ale to się wiąże z tym pseudo-elitaryzmem, o którym dalej…), eutanazję, eugenikę, walczył z Kościołem. Nie był zwolennikiem elitaryzmu w sensie tradycjonalistycznym, ale takim, jaki sam sobie wymyślił: rasowym i szowinistycznym. Na piedestale stawiał państwo (statolatria), a nie rodzinę. Staliniści też byli przeciwnikami demokracji; czy to świadczy o ich „skrajnej prawicowości”? Ufff, skrajnie prawicowy jestem ja, a nie jakiś tam lewak Hitler. : P

  44. Chevalier
    07/09/2010 o 10:45 pm

    Quasi :
    @ Chevalier

    Hospodi pomiłuj, znów się pokazał wolnościowiec szukający utraconego raju wolnorynkowego. Mają oni skłonność do anachronicznego fantazjowania, z zupełną niewrażliwością na empirię. Szukają i szukają tego najbardziej zbliżonego do „wolnego rynku” społeczeństwa, i znajdują je a to (…)

    Tu masz dostarczone mi niedawno przez qatryka wyniki poszukiwań. Na liście znalazł się i Watykan…

    a to u „azjatyckich tygrysów” (gdzie państwo sporo się wtrącało i wtrąca do gospodarki, a podatku liniowego tam nie ma)

    O tym, jak to jest z libertarianizmem/liberalizmem Singapuru można poczytać u Trystero.

    a to – to już zupełny odlot – we wczesnośredniowiecznej Irlandii lub Islandii (gdzie nie było prywatnej własności ziemi).

    A jakże! To jest flagowy przykład qatryka.

    Niech sobie poszukają katalaksji w hordzie paleolitycznej.

    Żebyś się nie zdziwił… Dla przykładu, my się śmiejemy z naszych rozkosznie naiwniutkich „wolnościowców” podtykając im przykład Somalii, a tu się okazuje, że poważni „wolnościowcy” – m.in. ten pan – w poważnych czasopismach ekonomicznych publikują poważne artykuły o tym, że w Somalii jest całkiem nieźle!
    – Peter T. Leeson, „Better off stateless: Somalia before and after government collapse,” Journal of Comparative Economics 35, nr. 4 (Grudzień 2007): 689-710.
    – Benjamin Powell, Ryan Ford, i Alex Nowrasteh, „Somalia after state collapse: Chaos or improvement?,” Journal of Economic Behavior & Organization 67, nr. 3 (Wrzesień 2008): 657-670.
    – P. T Leeson i C. R Williamson, „Anarchy and Development: An Application of the Theory of Second Best,” The Law and Development Review 2, nr. 1 (2009).
    Zresztą, nawet nasi rodzimi „wolnościowcy” są dalecy od krytyki Somalii
    PS: Czy Chevalierze miałbyś ochotę napisać kashmirowi coś na temat rzekomej lewicowości Hitlera/nazizmu? Bo ja mu napisałem [tu (w punkcie 9.) i tu], ale że nie znam się ani na historii, ani na ekonomii, to nie wiem czy napisałem dobrze i cieszyłbym się, gdyby ktoś kompetentny to ocenił.

    Watykan rajem katalaktycznym – może być. Państwo to nie łupi obywateli dla celów redystrybucji – wszystko co redystrubuuje, ściąga z zewnątrz. Podatki to tam chyba niskie są, o ile w ogóle są – na co im podatki, cały Kościół się składa na utrzymanie Stolicy Świętej. Nie ma zasiłków dla bezrobotnych – bo nie ma bezrobotnych. Nie ma wydawania „ukradzionych obywatelom” pieniędzy na szkoły i przedszkola – nie ma szkół i przedszkoli. Tylko nie wiem, jak w Watykanie jest z pełną swobodą działalności gospodarczej.
    Ale tak sumując, to chyba w Watykanie w rzeczy samej materializuje się ideologia wolnościowców – w swych faktycznych, nie deklarowanych, skutkach. Państwo to jest własnością jednej, jak najbardziej międzynarodowej korporacji.

    Nie ma sensu odpowiadać kashmirowi – jak ktoś się uprze, że każda forma interwencjonizmu państwa w gospodarkę to lewicowość, to mu wyjdzie, ze Hitler był lewakiem. Natomiast przezabawni są ci wolnościowcy, którzy jednocześnie politycznie są „konserwatystami zachowawczymi”, „monarchistami”. Ten przed-demoliberalny Ancien Regime, do którego tak wzdychają, był przecież zaprzeczeniem wolnego rynku – merkantylizm, bariery handlowe, i to również wewnątrz państw, urzędowe limity cen i płac, cechy i gildie, przeróżne państwowe monopole w handlu i produkcji, zakazy podejmowania określonej działalności gospodarczej związane z przynależnością stanową – w wielu krajach, m. in. w Polsce do przełomu XVIII/XIX w. nie wolno było szlachcie zajmować się handlem (z wyjątkiem sprzedaży produktów z własnych majątków), a mieszczanom nabywać majątków ziemskich, skrajna nierówność podatkowa (na korzyść szlachty i kleru), we wschodniej Europie przymusowa praca oparta na poddaństwie osobistym (zupełne zaprzeczenie zasady „wolnego kontraktu”).

  45. Quasi
    08/09/2010 o 1:10 am

    @ contrrev + reszta

    Problem w tym, że ta „empiria”, na podstawie której interwencjoniści dowodzą szkodliwości wolnego rynku jest w rzeczywistości nie zawsze taka, jaką ją interwencjoniści przedstawiają.

    Zaraz zaraz, to znaczy, że wydaje Ci się iż te konkretne zdarzenia, które podałem jako przykłady nigdy nie miały miejsca?

    I gdzie masz „empirię” bardziej empiryczną, którą mógłbyś skontrować/unieważnić czy choćby złagodzić moje przykłady? W Związku Korwinistycznych Republik Wirtualnych?

    (…) to nie wypaczenie wolnego rynku (jak starają się dowieść interwencjoniści), ale efekt INTERWENCJI w gospodarkę rynkową (…) To nie wolny rynek je tworzy, ale właśnie INTERWENCJA w gospodarkę rynkową. (…)

    Krzycz głośniej, może stanie się to prawdą.

    A jeśli dowiedziesz, że podane przeze mnie przykłady są wynikiem interwencji, to wróżę Ci nagrodę Nobla z ekonomii…

    Aha, co do prawicowości Hitlera mylisz się zasadniczo.

    Jeszcze tupnij nóżką.

    Kwestie gospodarcze opisuje dobrze p.Bodakowski (…)

    Łoł, fajne masz autorytety. Zwyrodniały pajac w muszce, von Mises, teraz bałwan Bodakowski. Kto jeszcze? Niech zgadnę: święty generał Augusto Jose Ramon Pinochet Ugarte i błogosławiony generał Don Francisco Paulino Hermenegildo Teodulo Franco y Bahamonde Salgado Pardo?

    w sferze społecznej nie miał nic wspólnego z tradycjonalizmem. Tradycjonalizm to doktryna polityczna oparta na ideologii konserwatywnej, której przedstawiciele do m.in. Joseph de Maistre czy Carl von Haller

    Tylko i wyłącznie i od zawsze? W Japonii, Afganistanie i Arabii Saudyjskiej też? Czy może tam tradycjonalizmu/konserwatyzmu nie uświadczysz?

    Hitler krytykował prawo rzymskie

    Poproszę kwity.

    popierał aborcję (nie licząc tzw. dzieci „aryjskich”, (…)

    Ah, „nie licząc tzw. dzieci aryjskich”.

    Wiesz, w przypadkach przedstawicieli innych narodów niż jego „naród wybrany” to on popierał „aborcję” nie tylko dzieci… To zupełnie jak ten lewka Mojżesz (oraz Aron, Jozue etc.). Cóż, w sumie nic w tym dziwnego, wszak im obu przyświecało lewackie hasło „Gott mit uns”…

    eutanazję

    Po pierwsze: Poproszę kwity.

    Po drugie: To zupełnie jak to lewackie chrześcijańskie rycerstwo.

    eugenikę

    To zupełnie jak ten lewak Korwin-Mikke.

    walczył z Kościołem

    Szczególnie podpisując konkordat i współtworząc zbiór takich pięknych fotografii, a Kościół bronił się przed prześladowaniem wysyłając co niektórych funkcjonariuszy jego reżimu na powojenne wczasy w Ameryce Łacińskiej…

    W tej wyliczance zapomniałeś jeszcze o jednym ważnym fakcie: Adolf Hitler był znanym obrońcą praw mniejszości seksualnych i promotorem kultury LGBT; zasłyną np. wprowadzeniem modnego symbolu gejowskiej dumy.

    Nie był zwolennikiem elitaryzmu w sensie tradycjonalistycznym, ale takim, jaki sam sobie wymyślił: rasowym i szowinistycznym.

    Po pierwsze: A jaki to jest ten „elitaryzm w sensie tradycjonalistycznym” i czego Hitlerowi do niego brakowało?

    Po drugie: To prawicowi „elitaryści w sensie tradycjonalistycznym” nigdy nie bywali rasistami i szowinistami? Rozumiem, że ci konfederaccy plantatorzy z „Pasa Biblijnego” USA to byli (i są, zwłaszcza ci profani co się lubią przebierać za duchy i palić symbole religijne) lewaccy egalitaryści.

    Po trzecie – najważniejsze: Jeśli nawet nie był elitarystą „w sensie tradycjonalistycznym” to i tak nie ma to żadnego znaczenia, wszak był elitarystą czyli tolerował/popierał/usprawiedliwiał/racjonalizował/utrwalał/kreował/pogłębiał międzyludzkie nierówności (choćby te wynikające z przynależności rasowej/etnicznej/narodowej). A bycie elitarystą, zasadniczo obojętnie jakim, jest najogólniejszym wyróżnikiem prawicowości, odróżniającym ją od lewicowości, która jest egalitarystyczna.

    Na piedestale stawiał państwo (statolatria), a nie rodzinę.

    I to, podobnie jak w przypadku lewackiego monarchizmu, wyklucza prawicowość?

    Staliniści też byli przeciwnikami demokracji; czy to świadczy o ich „skrajnej prawicowości”?

    Świadczy o ich skrajnej lewicowości. Antydemokratyzm przesądza o skrajności, albo z prawej, albo z lewej strony.

    Ufff, skrajnie prawicowy jestem ja (…)

    A więc całkiem prawdopodobne, że jesteś też idiotą i psychopatą, w związku z czym jest też całkiem prawdopodobne, iż ten blog nie jest odpowiednim dla Ciebie miejscem.

    Dobra, dawka głupoty i ohydy, którą mi w swoim ostatnim komentarzu zaserwowałeś zupełnie mnie nasyciłeś – nie mam już sił i ochoty na kontynuowanie tej dyskusji. Mam nadzieję, że koledzy komentatorzy zajmą moje miejsce, szczególnie liczę tu na Chevaliera.

  46. Vril
    08/09/2010 o 11:47 am

    >> Quasi

    przecież ty też jesteś elitarystą. Uważasz, że wszystkim powinna zarządzać merytokracja, społeczeństwo powinno być regulowane, ktoś przecież musi decydowac o tym, która matka nadaje się do rozmnażania, a która nie itd. Ty przez cały czas swoje koncepcje rozwijasz z poziomu elity, która modeluje społeczeństwo.
    Czyżbyś był prawicowcem?

  47. Quasi
    08/09/2010 o 4:52 pm

    @ Vril

    przecież ty też jesteś elitarystą.
    (…)
    Ty przez cały czas swoje koncepcje rozwijasz z poziomu elity, która modeluje społeczeństwo.

    Jeśli naprawdę po przeczytaniu tego co pisałem na temat merytokracji (np. tu + dalsza dyskusja z majorem) i eugeniki (np. tu, tu, tu i tu) – że o tym, co pisałem o etyce, państwie, cywilizacji nie wspomnę – doszedłeś do wniosku, że jestem elitarystą, to ten fakt nie napawa optymizmem co do Twoich zdolności poznawczo-intelektualnych, a co za tym idzie – co do mojej ochoty kontynuowania z Tobą rozmowy.

    Uważasz, że wszystkim powinna zarządzać merytokracja

    No i jaki to ma związek z elitaryzmem? Bo moim zdaniem nie większy od przekonania, że wszystkie operacje chirurgiczne powinni przeprowadzać dyplomowani lekarze, wszystkie pojazdy na drogach publicznych powinny prowadzić osoby posiadające odpowiednie prawo jazdy, wszyscy uczniowie klasy 2. powinni wcześniej zaliczyć materiał z klasy 1. itp.

    społeczeństwo powinno być regulowane, ktoś przecież musi decydowac o tym, która matka nadaje się do rozmnażania, a która nie itd.

    No i jaki to ma związek z elitaryzmem? Bo moim zdaniem nie większy niż przekonanie, że ktoś powinien decydować o tym co i kiedy rodzicowi wolno wkładać w którą dziurkę swojego dziecka, czy o tym, w co wolno dźgać nożem, co wolno wylewać do rzeki, co pod jakim warunkiem można sobie wziąć ze sklepu itp.

  48. Vril
    08/09/2010 o 7:11 pm

    >>> Quasi

    >Jeśli naprawdę po przeczytaniu tego co pisałem na temat merytokracji (np. tu + dalsza dyskusja z majorem) i eugeniki (np. tu, tu, tu i tu) – że o tym, co pisałem o etyce, państwie, cywilizacji nie wspomnę – doszedłeś do wniosku, że jestem elitarystą, to ten fakt nie napawa optymizmem co do Twoich zdolności poznawczo-intelektualnych, a co za tym idzie – co do mojej ochoty kontynuowania z Tobą rozmowy.No i jaki to ma związek z elitaryzmem? Bo moim zdaniem nie większy od przekonania, że wszystkie operacje chirurgiczne powinni przeprowadzać dyplomowani lekarze, wszystkie pojazdy na drogach publicznych powinny prowadzić osoby posiadające odpowiednie prawo jazdy, wszyscy uczniowie klasy 2. powinni wcześniej zaliczyć materiał z klasy 1. itp.No i jaki to ma związek z elitaryzmem? Bo moim zdaniem nie większy niż przekonanie, że ktoś powinien decydować o tym co i kiedy rodzicowi wolno wkładać w którą dziurkę swojego dziecka, czy o tym, w co wolno dźgać nożem, co wolno wylewać do rzeki, co pod jakim warunkiem można sobie wziąć ze sklepu itp.<

    Ma związek ścisły i nierozerwalny. Ty po prostu byś chciał, żeby to kto inny był elitą.

  49. Quasi
    08/09/2010 o 7:32 pm

    @ Vril

    Ma związek ścisły i nierozerwalny. Ty po prostu byś chciał, żeby to kto inny był elitą.

    Przeczytałeś chociaż te linki, które w poprzednim komentarzu podałem? Jeśli nie przeczytałeś, to przeczytaj – jak dobrze pójdzie, zrozumiesz jak straszliwie się mylisz. A jeśli przeczytałeś i mimo tego nie rozumiesz, to znaczy, że najprawdopodobniej nie ma dla Ciebie nadziei, a że jestem ostatnio nasycony użeraniem się z przygłupami, więc proszę Cię bardzo, byś łaskawie stąd spierdalał.

  50. Vril
    08/09/2010 o 7:45 pm

    >>> Quasi,

    Przeczytałem to, co podlinkowałeś. W niczym nie zmienia to mojej oceny tego, że jesteś oczywistym elitarystą, który tak naprawdę nie pragnie niczego innego, jak wymiany elit.

    >użeraniem się z przygłupamispierdalać<, jak raczyłeś się elegancko wyrazić. Gospodarz tego forum może mnie wyprosić, to inna sprawa. Ty możesz sobie co najwyżej poskomleć, skoro brak ci argumentów. A brak.

  51. Quasi
    08/09/2010 o 8:12 pm

    @ Vril

    Przeczytałem to, co podlinkowałeś. W niczym nie zmienia to mojej oceny tego, że jesteś oczywistym elitarystą, który tak naprawdę nie pragnie niczego innego, jak wymiany elit.

    Toteż ja nie zmieniam swojej oceny Twoich kwalifikacji umysłowych, w szczególności do poważnego sporu ze mną na ten temat.

    Gospodarz tego forum może mnie wyprosić, to inna sprawa. Ty możesz sobie co najwyżej poskomleć

    Gospodarz może Cię wyrzucić bez pytania Cię o cokolwiek. Ja Cię zaledwie serdecznie poprosiłem abyś sam się dobrowolnie wyniósł, przynajmniej z tego wątku. Tu też nie widzisz różnicy?

    skoro brak ci argumentów. A brak.

    O jakimś „braku argumentów” mógłbyś mówić najwyżej, gdybyś sam przedstawił cokolwiek poza miałkim pustosłowiem o tym, że w Twoich oczach jestem wielbłądem, a niestety tego nie zrobiłeś, więc zwyczajnie nawet nie mam przeciwko czemu argumentować. A w takim przypadkach obowiązuje zasada Euklidesa z Megary: „To, co stwierdzone bez przedstawienia dowodu, może być też bez przedstawienia dowodu zanegowane”.

  52. Vril
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: