Strona główna > felietonik > Dlaczego parytety

Dlaczego parytety

„Nie dojrzałem” już wręcz do tego, że całkowicie odechciało mi się przekonywać innych do swoich, politycznych racji. Po prostu, gdy ktoś ma inne zdanie, ja to rejestruje, ale tłumaczyć: czemu ja uważam inaczej, najzwyczajniej w świecie mi się nie chce. Ot, jeśli ja będę decydował zrobię po swojemu, ale przekonywać, namawiać, dawać argumenty – ani mi to w głowie. Co innego z wyjaśnieniami. Rzecz jasna, wyjaśniać polskiej prawicy też mi się za bardzo nie widzi, ale że kilku lewicowych nie-prawicowych kolegów rozmawia u mnie o parytetach, to wyjaśnię czemu ja jestem na „tak”:

Po pierwsze: równość. Otóż uważam, że jeśli z dwojga konkurentów jeden dodatkowo ustala reguły gry, tudzież pełni rolę arbitra, to o żadnej równości nie może być mowy. Że jak kobiety konkurują z mężczyznami o miejsca na listach wyborczych, a ostatnie słowo i tak należy do mężczyzn, którzy de facto te listy zatwierdzają, to równość to może być co najwyżej dla korwinisty. Bo oni nie uznają wolności pozytywnej, tylko wyłącznie negatywną. Uważam też, że, skoro mężczyźni stanowią większość, a politykę robi się w kuluarach, to robi się ją w męskich kuluarach: przy wódeczce, na polowanku, seksistowskich żarcikach, gdzie kobiety widziane są w nieco innym charakterze, niż partyjna konkurencja. Zresztą mam wrażenie, że, o ile panie, jeśli już są w wielkiej polityce, to najczęściej jako specjalistki (Gilowska, Natalii- Świat, Gęsicka, Pitera, Gronkiewicz-Waltz), czasami płeć piękna (Mucha, Lewandowska) albo niestety żony swoich mężów (Rokita), o tyle panowie głównie jako kolega kolegi pana prezesa. Czyli ani zdolności, ani wiedzy, ani nawet wyglądu.

Po drugie: utylitaryzm. Otóż, zdaje się, iż uciera się pogląd, jakoby parytety miały przynieść jakąś wymierną korzyść, dać jakościową różnicę w polityce. Wydaje mi się, że nic bardziej błędnego, a w skrajnym przypadku, może nawet dojść do sytuacji, gdy emancypacja jakościowo zadziała na minus. I to zarówno dla grup, które emancypują, jaki i dla emancypowanych, czego przykładem być mogą (choć nie muszą) np. punkty za pochodzenie dla mniejszości murzyńskiej z getta. Wyższe uczelnie dostają bowiem grupę uczniów słabszych od tych, dla których miejsc zabrakło, zaś społeczność murzyńska staje się podzielona na tych lepszych z przepustką do „białego świata” i gorszych, którzy tracą polityczną siłę przebicia. Wszak dali im już przecież 10% miejsc na uniwersytetach, więc dlaczego jeszcze chcą zasiłków? Parytety nie mają więc przynosić korzyści w tym sensie, że są do zwiększania korzyści narzędziem, ale same w sobie stanowią pewną korzyść. Czy może mówiąc bardziej dokładnie: zmniejszają krzywdę wykluczenia kobiet z polityki. Innymi słowy, parytety mają wprowadzić do polityki jedynie kobiety i nikt nie da gwarancji, że będą one mądrzejsze od dotychczasowych mężczyzn. Bo nie chodzi żeby było bardziej profesjonalnie, ale żeby było bardziej „dostępnie”; nie chodzi o technokrację, a o demokrację.

Po trzecie:  oportunizm. Otóż jest oczywiste, że na świecie istnieją ważniejsze problemy niż parytety na listach wyborczych, bo przecież nie zlikwidowano światowego ubóstwa, czy choćby patriarchatu w niektórych krajach Islamu. Tyle, że wyparcie taktyki małych kroków, tudzież emancypacyjnego oportunizmu (działamy jak najszybciej tam, gdzie możemy) taktyką wszystko albo nic, de facto powoduje zamrożenie wszelkich zmian. Bo przecież mogą minąć setki lat zanim się powalczy z biedą, albo uwolni muzułmanki od obrzezania. Na dobrą sprawę, patrząc z tej perspektywy na ruch sufrażystek, czy gwarancję praw dla mniejszości seksualnych, też trzeba by dodać, że to kaprys i pierdoły, bo przecież dzieci pracowały wówczas w fabrykach i tym się należało zająć. Poza tym, wbrew pewnemu stereotypowi same feministki też są podzielone, a lewicowa Kinga Dunin zupełnie inaczej by chciała walczyć z biedą, niż wolnorynkowa Magdalena Środa.

Po czwarte: cynizm. Otóż, ja również się kiedyś wzruszałem ideą demokracji, tak bliskiej naszym czułym serduszkom, ale cała historia demokracji od jej początków po dzień dzisiejszy sprowadza się do odgórnych wykluczeń, ograniczeń, progów, cenzusów, kwot, parytetów, systemów przeliczania i zawsze, zawsze ktoś jest poszkodowany. Doprawdy, nie widzę powodu, wedle którego akurat zwolennicy parytetów mieliby nie grać znaczonymi kartami, skoro siadają do stolika z szulerami. Cała demokracja sprowadza się do prób przepchnięcia własnych, egoistycznych rozwiązań, więc w tym przypadku na empatię w stosunku do tych mężczyzn, których będą tak bardzo pokrzywdzeni, bo się sami nie będą już mogli dogadywać, zdobyć się jakoś nie mogę.

Po piąte: schadenfreude. Otóż nieproporcjonalne ataki histerii, chamstwa i werbalnego zbydlęcenia, jakiego doświadczają feministki w reakcji na jakikolwiek, nawet najbardziej błahy, pomysł, sprawia, iż będę się czuł naprawdę usatysfakcjonowany,  patrząc jak po wprowadzeniu parytetów całe to antyparytetowe towarzystwo rzęzi, kwiczy i się wije z wściekłości.

Advertisements
  1. zatroskany-o-polske
    26/05/2010 o 11:26 pm

    @Galopujący Major
    „panie, jeśli już są w wielkiej polityce, to najczęściej jako specjalistki (Gilowska, Natalii- Świat, Gęsicka, Pitera, Gronkiewicz-Waltz),”

    Gęsicka wykazała ze był wybitna specjalistka ale od łgania. Sama łgała ale PiS jej łgarstwami posługuje się nawet po jej śmierci.

    Oto urywek z odgrzebanego wywiadu Gęsickiej, która ostatnia jest lansowana jako Ta Co Mogłaby Zapobiec Powodzi:

    „K.B.: Dlaczego te projekty zostały skreślone?

    Gęsicka: To jest pytanie, które wszyscy sobie zadają i na które nie sposób odpowiedzieć.

    (…)

    K.B.: A może projekty nie były odpowiednio przygotowane?

    Gęsicka: Tego właśnie pretekstu użyła minister Bieńkowska, wykreślając je z listy 1 lutego 2008 r. Przyjmijmy, że nawet tak było… „

  2. zatroskany-o-polske
    26/05/2010 o 11:27 pm

    … i jeszcze link do całego wywiadu, ku porządkowi:

    http://www.pis.org.pl/article.php?id=15456#

  3. 27/05/2010 o 12:18 am

    Ale nie chodzi jaką była ekspertką, tylko czemu była w polityce.

  4. zatroskany-o-polske
    27/05/2010 o 5:58 am

    @Galopujący Major
    „Ale nie chodzi jaką była ekspertką, tylko czemu była w polityce.”

    To zdaje się wyjaśnił Palikot.

  5. Anonim
    30/05/2010 o 12:56 pm

    parytety to są bzdety! heh

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: