Strona główna > felietonik > Palikot w La Liga

Palikot w La Liga

Jak bardzo muszę nie znosić Mourihno, skoro kibicowałem Bayernowi? A przecież byłem przeciwko Bayernowi od zawsze, nawet w pamiętnym finale roku 1999. Może dlatego, że sir Alex nie był wtedy jeszcze facetem, który na farcie wygrał dwa finały Ligi Mistrzów? Teraz dwa razy wygrał ją Mourihno, o którym, jeszcze przed finałem, mówiło się tak, jakby ją wygrywał co roku. A przecież, do wczoraj, Puchar wznosił zaledwie raz i to z FC Porto, przeciwko któremu zagrało osłabione AS. Monaco. Wczoraj zagrał osłabiony Bayern, ale to już wina samego Ribery.

Uciera się przekonanie, że wczoraj po Santiago Bernabeu biegały wyrzuty sumienia Florentina Pereza, choć Robbena z Chelsea oddał też „geniusz Mourihno”. A przecież można zapytać: co miał zrobić Real z graczami, którzy go notorycznie zawodzili i od Barcelony dostali u siebie pamiętne 2-6? Dać jeszcze jedną szansę? Wesley Sneijder w trzech z czterech meczów Barcy z Interem zagrał przeciętnie, a Arjen Robben, mimo iż najlepezy, nie potrafił przełamać dominacji drużyny Pepa Guardioli. Zrobił więc Perez to, co zrobiłby każdy. Rozpoczął nową erę w drużynie, sprowadzając najlepszych na rynku. Zapomniał tylko o trenerze, a może nie tyle zapomniał, co myślał, że Pellegrini będzie drugim Vincente del Bosque. Bo to właśnie del Bosque, nawet nie Makelele, ale właśnie del Bosque jest największą porażką prezesa. Do tej pory nikt go nie potrafił zastąpić. I Mourihno też się nie uda, bo jego Real będzie bliźniaczo podobny do Realu Fabio Capello, a takiego futbolu w Hiszpanii nienawidzą. Stąd zatrudnienie szalenie skutecznego (w lidze) trenera, na rzecz trenera, którego gra potrafi cieszyć oko (Hiddink? Deschamps?) jest bardziej krzykiem rozpaczy, niż przemyślaną strategią. Chciał mieć Peres lepszą Barcelonę, będzie miał gorszą Chelsea. Bo nawet nie Inter, który przecież Mourihno obejmował jako trzykrotnego mistrza, coraz mniej wymagającej, ligi.

Jako sympatyk La Liga powinienem się cieszyć, że przychodzi do niej gwiazda na miarę Mourihno, który wzgardził Premiership. Tyle, że od pierwszej konferencji prasowej będę wysłuchiwał kolejnych prowokacji, prostackich zaczepek i zwykłego, sportowego trollowania, na które łapać się będą dziennikarze, piłkarze trenerzy. Słowem, magiel przychodzi do La Liga, a za nim futbol nudny, brzydki i trener, który w pierwszym roku pracy z Interem dawał się ogrywać nawet Grekom. A przecież Real od Interu Manciniego dzieli przepaść jak stąd, do ćwierćfinału ligi mistrzów.

Reklamy
  1. Hamilton
    24/05/2010 o 1:32 pm

    no i znowu manipulujesz jak jakas kataryna.

    Zanim bylo blowup 3:0 z AS monaco (niby kim oslabione?): Porto w drodze do finalu pokonalo najmocniejsze wtedy na papierze ManU i Lyon. Porto zostalo zrobione od zera, to jeden z najbardziej spektakularnych arcydziel trenerskich w historii. Wykreowanie takich nazwisk jak Costinha, Carvalo, czy Deco (szkoda ze tak niedoceniony, jak dla mnie jeden z najlepszych minionej dekady) – to zaslugi Jose.

    Gdyby Abramowicz byl cierpliwszy, mialby swoj puchar, Grant sobie w finale nie poradzil, Jose by sobie poradzil. To druzyna Mourinho osiagnela final w 2008, nie ma tutaj nikt watpliwosci. Nie lubie Chelsea, ale roznica miedzy Ranierim a Mourihno w prowadzeniu jest gigantyczna, Mourihno zbudowal cos trwalego na lata, co jeszcze pare lat bedzie dominowac w najlepszej lidze swiata. Druzyna Ranieriego to byla totalna nedza, mniej niz zero.

    Nie moge sie zgodzic z okresleniem „futbol nudny i brzydki”. Skoro tak lubisz dryblingi i krotkie podania, zacznij sledzic futbol halowy. Wiesz jakie oni tam cuda wyczyniaja?

  2. 24/05/2010 o 1:41 pm

    Ludovic Guly – nie zagrał w finale, a to był ich najlepszy i kluczowy zawodnik. Już nigdy później nie grał tak dobrze, nawet w Barcelonie.

    W 2008 r. to nie była wina Granta, tylko Terrego, że się poślizgnął. Oczywiście, że jest różnica między Ranierim (słaby trener) a Mourihno. Bo Mourihno gra w innej klasie, tej od Hiddinka, Capello, Fergusona, Ancelottiego, być może Rijkarda i Wengera. Żeby zrozumieć różnicę między futbolem ładnym, a brzydkim, trzeba obejrzeć Chelsea Mourihno i Chelsea Ancelottiego. Zupełnie dwa inne światy, choć gracze niemal ci sami.

  3. gatorinho
    24/05/2010 o 4:05 pm

    Jedną rzecz, moim zdaniem kluczową, pomijasz jeśli chodzi o Mourinho. Otóż przez lata pracy z najróżniejszymi piłkarzami, także z megagwiazdami, nie miał on żadnych konfliktów na linii trener – piłkarze. To jest coś co czyni go wielkim trenerem; potrafi zbudować autorytet, a jednocześnie mieć kumpelskie relacje. Zawodnicy, którzy z nim pracowali wypowiadają się o nim w samych superlatywach. Może być bucowaty, arogancki na konferencjach prasowych, ale dla podopiecznych jest zawsze w porządku. Oni to wiedzą i idą za nim w ogień.

  4. 24/05/2010 o 4:21 pm

    gatorinho :

    Jedną rzecz, moim zdaniem kluczową, pomijasz jeśli chodzi o Mourinho. Otóż przez lata pracy z najróżniejszymi piłkarzami, także z megagwiazdami, nie miał on żadnych konfliktów na linii trener – piłkarze. To jest coś co czyni go wielkim trenerem; potrafi zbudować autorytet, a jednocześnie mieć kumpelskie relacje. Zawodnicy, którzy z nim pracowali wypowiadają się o nim w samych superlatywach. Może być bucowaty, arogancki na konferencjach prasowych, ale dla podopiecznych jest zawsze w porządku. Oni to wiedzą i idą za nim w ogień.

    No właśnie, coś jest na rzeczy. Ale czy poza Terrym, była tam jakaś rogata dusza? Może Eto’o choć ten zrobiłby chyba wszystko by zagrać na nosie Barcelonie, więc bez szemrania grał wyrobnika. Może Ibra, ale przecież w Barcelonie siedzi cicho i nie gwiazdorzy, więc te jego muchy w nosie, to jednak nie do końca prawda. Ale oczywiście fakt, faktem, że opierdalając wszystkich dookoła zdejmuje z piłkarzy presję. Ale zobaczymy jak zniesie humorki Pereza, bo Moratti, tak bardzo chciał sukcesów, że przy nim spokorniał. Tyle, że Perez będzie chciał ich natychmiast.

    BTW Robben tak nie do końca się wypowiada w samych superlatywach, Mateja Kezman też pewnie miałby coś do dodania.

  5. gatorinho
    24/05/2010 o 4:45 pm

    Robben i Kezman zostali przez niego wystawieni na listę, bo nie pasowali do wizji zespołu więc trudno ich opinie (choć nie słyszałem żadnej) traktować konstruktywnie. Co do tego „zdejmowania presji z pilkarzy” to jest taki slogan, ktory opisuje Mourinho jako pajaca ściągającego uwagę mediów. Zapomina się przy tym o jego codziennej pracy z zawodnikami i budowaniu ducha zespołu. On zawsze podkreśla, że zespół jest najważniejszy. Myślę, że prawdziwy sprawdzian będzie gdy poprowadzi drużynę, z którą wiążą go autentyczne emocje czyli portugalską reprę. Na razie jako kondotier sprawdza się wyśmienicie.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: