Too big to fail
Nie wiadomo, komu ostatecznie zawdzięczamy sukces “trzystu miliardów na czysto”. Kandydatów oczywiście jest wielu. Wszak, jak nakazują mówić w UE: sukces ma wielu rodziców A, a porażka ni mamy, ni taty! Być może podziękować należy apolitycznemu Centrum im. Adama Smitha, być może Fundacji Obywatelskiego Rozwoju profesora Balcerowicza, a być może wreszcie samemu Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu? W każdym razie, gdy kilka lat temu na łamach prasy pojawiał się słynny artykuł redaktora Gadomskiego, wszyscy oni zostali przezeń przywołani, by uzasadnić tytułową tezę. Tezę o outsourcingu państwa polskiego.
- Państwo nie działa – argumentował Gadomski, cytując statystyki Centrum im. Adama Smitha – kolej w stanie zapaści, bezrobocie rośnie, zadłużamy się na potęgę, a polscy politycy nie potrafią nawet zadbać o bezpieczeństwo prezydenta! Dlatego powinniśmy czym prędzej outsourcingować usługi państwowe. By żyło się lepiej. Wszystkim!
Początkowo pomysł skwitowano głośnym rechotem, zwłaszcza w sferach rządowych, ale przypadkowa przewrotność, z jakiej słynnie opozycja, zadecydowała o przeniknięciu owej idei do głównego nurtu medialnej dyskusji. Premier nie chce outsourcingować państwa Polskiego obcokrajowcom, bo jego znajomi nie zarobią na przetargach! – brzmiały pierwsze oskarżenia w mediach, co poniekąd było prawdą. Wszak z obcokrajowców premier znał tylko Radosława Sikorskiego. Outsourcing pozwoli postawić na fachowość! Outsourcing optymalizuje koszty! Outsourcing minimalizuje ryzyko korupcji! – krzyczały tytuły gazet i portali. Decydującym argumentem miała być likwidacja biurokracji – nowotworu hamującego drapieżną polską gospodarkę.
- To, ilu urzędników zatrudni zleceniobiorca, państwa Polskiego w ogóle nie interesuje – argumentował Gadomski – w momencie podpisania umowy, tłumy leniwych urzędników nie zostaną już na polskim garnuszku. Nie obciążą naszych kieszeni. To problem zleceniobiorcy, my płacimy tylko za usługę. I to bez żadnych kosztów pracy!
Wbrew pozorom do idei zapaliło się również sporo prawicowych wyborców i publicystów. Pierwsi ukuli nawet popularną w internecie koncepcję modernizacyjną WWW (Warszawa – Węgry – Watykan). Drudzy zwrócili uwagę, że outsourcingowane zostaną również media państwowe, a to oznacza powrót wolnorynkowej konkurencji, co przy ich umiejętnościach powinno gwarantować pracę, jeśli nie w Le Figaro, to przynajmniej telewizji Foxx. Pewne wątpliwości budził jedynie problem rozstrzygania ewentualnych sporów sądowych, ale Centrum im. Adama Smitha czym prędzej sięgnęło po prace Murray’a Newtona Rothbarda o sądzie polubownym i sądach prywatnych. A z takim autorytetem trudno się spierać. Dyskusja trwałaby pewnie jeszcze lat naście, gdyby nie fakt, iż banki, korporacje i państwa, które zamierzały zarabiać na outsourcingu usług państwowych, wypuściły na rynek tzw. CDOFO-sy (Collateralized Debt Outsourcing Fees Obligation), czyli obligacje zabezpieczone zyskami z przyszłych umów outsourcingowych.
- Polska nie może się teraz wycofać! – grzmiała kanclerze Niemiec, prezydent Francji i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. System finansowy dostanie zapaści, jeśli CDOFO-sy okażą się toksycznymi aktywami!
Po burzliwych sporach w parlamencie, posłowie przegłosowali zawarcie umów outsourcingowych, pod warunkiem zachowanie języka polskiego i krzyży w szkołach. Rok później doszło do podpisania pierwszych porozumień. Długo by wymieniać, kto jakiej usługi dostarczał. Dość rzec, że Amerykanie dostali służbę zdrowia i politykę zagraniczną, Australia adopcje, Szwecja eutanazję, Watykan księgowość, a Kanada opiekę nad polską emigracją. Turcja świadczyła politykę historyczną, Austria straż graniczną, a Włosi turystykę. Izrael wziął bezpieczeństwo wewnętrzne. Dzięki czemu polscy kibice zrozumieli, co znaczy odpowiedzialność zbiorowa, a Polska A mogła się wreszcie oddzielić od Polski B przysłowiowych Ziutków. Murem na wysokość 8 metrów. Niemcy dostali rynek kapitałowy, a Hiszpanie bankowość.
I właśnie Hiszpanie, pamiętając o miłosierdziu, jakiego bezrobotnym udziela międzynarodowy świat finansów, zbudowali nad Wisłą poplątaną, pajęczą sieć banków, w której zatrudnili blisko 70% Polaków, by po dwóch latach poprosić amerykański FED i europejski EBC o 300 miliardów pomocy. Bo przecież taki bank – jak argumentowali – jest po prostu zbyt duży, by upaść.
Dobre, światowe problemy skupione w soczewce Polski. :D
A co konkretnie cię zainspirowało?
Ja wiem, może artykuł Stiglitza o kryzysie Euro http://www.project-syndicate.org/commentary/stiglitz146/English
Generalnie cały portal fajniutki.
OT co za piękny pojedynek pacanów
http://www.facebook.com/photo.php?pid=1286996&l=9ad59fc7fe&id=146336132051377
Ale co Ty zrobiles, ze znowu sie stales gwiazda na blipie?
BTW, polska komedia romantyczno-obyczajowa pt “nameste (nie)czyta komentarzy u majora” wciaz mnie smieszy, choc to juz bedze 4 season tych samych gagow. Tak generalnie, to nameste nie czyta (o czym solennie zapewnia). No, chyba ze ktos napisze cos o nim, wtedy sie moze zjawic, tlumaczac przy tym, ze wcale nie czyta, ale “skrypty” mu “doniosly”. No, chyba ze “skrypty” z jakiegos powodu nie “doniosa” i on przegapi wzmianke o sobie, ale i tak sie po dwoch miesiacach zjawi – tym razem z tlumczeniem o zawodnych “skryptach” (pewnie juz naprawionych). No, chyba ze nikt niczego wcale nie napisze o nameste, ale zawodne “skrypty” i tak mu doniosa: http://blip.pl/s/898127463
He, he, he.
Zaprowadził mnie ten bliplink w znajomą okolicę:
http://mrw.blox.pl/2012/01/Wizytacja.html#ListaKomentarzy
Polecam, dobry flejm do kawy. Nie tak dobry jak kiedyś o ostrym kole i sklepach alkoholowych, ale całkiem-całkiem. Notka wstępna też dobra, elegancki komentarz nameste (cześć, nameste!), a na koniec przyszedł major, próbował bajzel ogarnąć, ale go obili :-)
Kurde, nameste się przykro zrobiło, sądząc z blipa, a mnie się naprawdę, z ręką na sercu, komentarz podobał. Uważam, że był słuszny w treści i elegancki w formie.
O, dzięki za link do komcia nameste, bo wczoraj jakoś przeoczyłem i właściwie gdyby go przeczytał, to nie musiałbym już nic dodawać. Dla mnie jako antyklerykała wchodzenie w interakcje z KrK usprawiedliwione są tylko stanem wyższej konieczności, bo oni przy okazji każdej publicznej dyskusji wyciągają te swoje statystyczne kwity (O, proszę tylu chodzi na mszę, tylu przyjmuje księdza) i uzasadniają tym swoje przywileje. Więc cały ten bieda-ketman wiedźmina trollingu jest smutną żeną, nie dlatego, że on księdza przyjął, tylko że racjonalizuje to sobie w taki sposób, jak, ja wiem, Kroński racjonalizował swoją działalność w PRL. Ojtamojtam przecież to tylko wierszyki. Ktoś tam w komciach wspomniał o Palikocie, widzę to podobnie.
Coryllus Cię propsuje na końcu :-)
http://coryllus.salon24.pl/383405,wencel-uwodzi-elig-czyli-drugi-obieg
E ja od początku uważałem, że to taki ad hoc risercz. Nameste komciów nie śledzi, bo go zaglądanie w otchłań nudzi, woli pogadać z michio o Green Lantern, czy innych ciekawych tematach.
Lol, a więc jednak emorisercz działa non stop, albo przydupasy podrzucają. Ale niech zagląda, może się czegoś nauczy. BTW Czy mi się zdaje, że powoli ogłoszenia o tych jego straganach z domowymi wypiekami, coraz bardziej objętościowo wypierają resztę tych jego bieda-tekstow?
Ps Fajnie, że znów zaglądasz.
Ponoc uzywa google do czytania tych wlasnie komentarzy. No i: BUTTHURT, BUTTHURT, BUTTHURT! Ale nie martw sie, Ty masz kompleks analno-oralny czy jakos tam – stwierdzila to osoba naprawde obcykana w tych tematach.
Jezu,jezu – ja nie mam czasu na ten dlugasny flejm o xiedzach odwiedzajacych polskich chlopcow katolickich, czy tam prawie ex-katolickich. Ja mam czytac o generalized inverse limits, i to szybko!
http://memegenerator.net/instance/13461010
straciłem 40 minut… facepalm i tylko Mortal Kombatant CzescJacek jest zabawny…
LOL, wpuściłeś się w General Abstract Nonsense?
A ja tu będę bronił Wiedźmina.
Wiedźmin napisał o tym, że przyjął księdza z wizytą duszpasterską albowiem miał związany z tym “Ważny Interes”, którego nie chce ujawnić. Komentatorzy wypominają Wiedźminowi “hipokryzję”, bo “jak to, żeby ateista i antyklerykał przyjmował księdza (z jakiegokolwiek powodu) i jeszcze przy tym nie ujawniał mu, co o nim i jego organizacji myśli”.
Zarzuty miałyby sens tylko wtedy, gdyby Wiedźmin wcześniej zapowiadał, że przyjmowanie księdza (z jakiegokolwiek powodu) jest w przypadku ateisty/antyklerykała niemoralne/obciachowe/whatever, ale że MRW niczego takiego nie zapowiadał, to o żadnej hipokryzji nie może być mowy. Nie ma żadnego automatycznego wynikania, że zdeklarowany ateista/antyklerykał [przypomnę: "antyklerykalizm" - z definicji - nie jest przeciwko "klerowi", tylko przeciwko "klerykalizmowi", czyli przeciwko wpływom kleru na polityczną/państwową władzę] nie powinien korzystać z religijnych obrządków.
Ludzie często nie rozumieją znaczenia pojęcia “hipokryzja” i pojmują je zbyt szeroko, jako synonim jakiegokolwiek kłamstwa/nieszczerości/fałszywości lub rozbieżności między jakimkolwiek postępowaniem a jakimikolwiek deklaracjami. W tym szerokim sensie “hipokrytą” byłby i aktor odgrywający rolę, i agent/szpieg/TW/zdrajca, i oskarżony/jeniec wojenny kłamiący podczas przesłuchania/procesu, i człowiek kurtuazyjnie mówiący “dzień dobry” (a w rzeczywistości mający w dupie, jaki kto będzie miał dzień), i człowiek posiadający jakieś słabości (nałóg, obżarstwo, lenistwo, kłótliwość etc.), którym pragnie się przeciwstawić, ale czasem im ulegający, i człowiek, który zmienił zdanie, i człowiek mający wewnętrznie niespójny/niekonsekwentny światopogląd.
W rzeczywistości hipokryta to ktoś, kto obnosi się z jakimiś konkretnymi zasadami moralnymi, krytykujący innych za ich nieprzestrzeganie, jednocześnie samemu je łamiąc, ale skrycie, świadomie (a nie np. przez chwilowe, kiepsko kontrolowane słabości, których permanentnie żałuje) i nie kierując się przy tym żadnymi wytycznymi własnej etyki, lecz czystą wygodą. W przypadku Wiedźmina nie mieliśmy spełnionego warunku “obnoszenia się z konkretnymi zasadami moralnymi, które następnie sam łamie” [jak już pisałem, sam ateizm/antyklerykalizm nie implikuje automatycznego, bezwarunkowego potępienia dla partycypacji w religijnych obrządkach], ani warunku “skrytości” [Wiedźmin ujawnił swój "występek", co znaczy, że nie uznał go za nic wstydliwego, co jest niekompatybilne ze świadomą hipokryzją].
Co do mocy kościelnych statystyk:
1. Nie widziałem nigdy, by były wykorzystywane jako konkretny (pseudo)argument. Najwyżej mówi się, że “większość Polaków to katolicy”, co pozostałoby prawdą nawet gdyby wszyscy ateiści i świadomi “wierzący w Boga, a nie w Kościół” razem wzięci (ilu takowych jest w Polsce? 15%?) bezwarunkowo bojkotowali kościelne obrządki, odcinali się od kościelnych instytucji i dokonali formalnej apostazji. Tak więc nie ma o co się żołądkować.
2. Takie wymachiwanie statystykami może być wręcz przeciwskuteczne, gdy odpowie się statystykami pokazującymi jaki odsetek Polaków(-katolików) dokonuje/popiera rozwody, seks przedmałżeński, antykoncepcję, (karę śmierci, zemstę, brak wyrozumiałości, nienawiść do bliźnich, kult mamony etc. także) i jaki odsetek tychże Polaków(-katolików) myśli, że da się wyspowiadać z grzechu pierworodnego oraz że w skład Trójcy wchodzi Bóg Ojciec, Syn Boży i Matka Boska. Bo to pokazuje jak fasadowy, pozorny jest ten polski (większościowy) katolicyzm i – co za tym idzie – jak bezwartościowe jest odwoływanie się do niego w debacie publicznej ["może i jestem katolikiem, ale jak większość katolików w katolickie zasady nie jestem wtajemniczony, bo nic mnie one nie obchodzą lub świadomie je olewam, więc dlaczego miałbym robić wyjątek w tej jednej sprawie (konkordatu, religii w szkole, krzyża, aborcji, homoseksualizmu, IVF etc.)?"].
Dodam jeszcze, bo właśnie doczytałem, że tak poza tym to Wiedźmin pierdoli żałośnie.
Pokornie ugiął się przed mocarzem aby uniknąć ciosu, a opowiada światu, że to jego “WYBÓR”. Taki sam “wybór”, jakby mu żul w bramie złożył ofertę “kasa albo wpierdol”, a on WYBRAŁ kasę i był z siebie dumny, że oto zademonstrował swoją moralną i intelektualną wyższość i “wybrał”, czyli dokonał czegoś, czego tacy żule nawet nie pojmują.
Modlitwa to dla niego tylko “wierszyk, hehehe”. Jakby dla jakiegoś “ptaszka” dał na siebie napluć czy naszczać, to też byłoby tylko “krople wody spadają na mą głowę, hehehe”, a jakby dał się kopnąć w dupę, to byłby dla tylko hehehe slapstick. I to wszystko mimo tego, co sam wyraził w tej notce.
Nazywa “wyborem” to, co było handlem i jeszcze infantylnie zaniża cenę, którą musiał zapłacić za coś, co bardzo potrzebował. I nie chce zauważyć, że to przerażające, że mamy hegemona-monopolistę, który prowadzi handel tak potrzebnymi dobrami i jeszcze dowolnie dyktuje na nie ceny. WESOŁY ANTYKLERYKAŁ.
Ale nie w category theory, mind you.
No ale dotarłeś do linku tego fragmentu z wiedźmina?
http://mrw.blox.pl/2009/09/Smierc-turystom.html
“No kurwa no. “Normalne poglądy”. “Zwolennicy aborcji”. “Odrzucają antyklerykalną retorykę”. To niech siedzą w domu, pod podłogą, bo tam jest miejsce szczurów. I z lękiem spowiadają się dziennikarzowi “Wyborczej” z tramwaju przejeżdżającego pod “papieskim oknem” (co to jest w ogóle?). I uważają, żeby jakiegoś księdza nie urazić. Mentalność turysty: zrobić sobie małą wycieczkę na egzotyczny teren, zabrylować w politycznie poprawnym towarzystwie znajomych swoim ateizmem, a potem wrócić do mamusi i pójść do kościółka.
Może ta krakowska “Wyborcza” to jakaś zmyła, może w Krakowie jak w Mysłowicach nie znają prasy, ale niech sobie wtedy koleżanka wsiądzie w ekspres i nabędzie w Warszawie tygodnik “Polityka”, który w aktualnym numerze publikuje dwa artykuły na temat jak przy pomocy uległych polityków – co tam polityków, całego szczurowatego społeczeństwa – Kościół Katolicki od dwudziestu lat dymie Polskę.
I dlatego antyklerykałem zostałem jakieś 10 lat przed tym, jak pewnego ślicznego dnia stwierdziłem, że już się naszukałem, bogów nie ma, trzeba dać sobie z tym spokój. I znam kupę “wierzących w Boga, nie kościół”. Mam zupełnie i szczerze wyjebane na to, czy ktoś ubiera choinkę, pali trociczki czy jest trzepanym przez kapucyna, dopóki a) nikomu nie dzieje się krzywda; b) nie ma to wpływu na życie publiczne, na ograniczanie wolności, na ustawy forsowane pod biskupie dyktando, na indoktrynację w szkołach i przedszkolach, na kasę de facto jumaną przez KK itp. itd. Tak jak płacenie napiwków w knajpie jest moralnym obowiązkiem socjalisty, tak obowiązkiem każdego polskiego ateisty, aleteisty itp. itd. JEST BYCIE ANTYKLERYKAŁEM. Katolik być może musi skomleć na widok księdza, a ty?”
Jak myślisz, podpada pod tchórzostwo i szczurowatość?
@ major
Tutaj pisze o tym, że “tchórzliwi i szczurowaci” ateiści nie są antyklerykałami i ewentualnie nie odważają się głosić poglądów etycznych sprzecznych z tymi promowanymi przez KK (aborcja, eutanazja), a nie że uczestniczą w praktykach religijnych. Nie pisze tu też wprost, że uczestnictwo w praktykach religijnych wyklucza antyklerykalizm. “Skomleć na widok księdza” pisze tu chyba w sensie politycznym, nie osobistym, tj. z obawy przed opiniami księży powstrzymywać się od głoszenia potępianych przez nich poglądów (w tym antyklerykalnych, proaborcyjnych, proeutanazyjnych).
“Powrót do mamusi i kościółka” trochę może ten obraz komplikować, ale tu chodzi chyba o podkreślenie strachu przed katolicką mamusią (która może nie dać słoików…) – analogiczny do politycznego strachu przed hierarchią kościelną – a nie o to, że samo pójście do kościółka przeczy antyklerykalizmowi/ateizmowi, czy że jest dla ateisty/antyklerykała bezwzględnie niedopuszczalne.
Wiedźmin ze strachu uległ przed kościółkiem bo miał “Ważny Interes”, a nie dlatego, że jest “szczurowaty i tchórzliwy” (i boi się jakiegoś embarga na słoiki itp.), ale nawet gdyby to zrobił z powodów szczórowatych i tchórzliwych, to i tak nie podważyłoby to jego antyklerykalizmu/ateizmu.
Jest strach przed księdzem i jego potęgą (władzą w przydzielaniu “ptaszków”), być może nawet szczurowaty. Jest żałosna racjonalizacja (“WYBÓR”, “wierszyk”, “sympatyczna wizyta”, “hehehe”). Ale hipokryzji nie ma.
A gdyby tak Wiedzmin trollowal? Zatrollowal by was (prawie) wszystkich, i to nie wysilajac sie do wymyslenia czym by to niby mial byc ten jego Wazny Powod. Love the idea, totally. Niestety troll z niego taki sam jak z Sapkowskiego pisarz.
@galopujący major
Zwróć uwagę w cytowanym przez siebie fragmencie na słowa “Mam zupełnie i szczerze wyjebane na to, czy ktoś ubiera choinkę, pali trociczki czy jest trzepanym przez kapucyna, dopóki a) nikomu nie dzieje się krzywda; b) nie ma to wpływu na życie publiczne, na ograniczanie wolności, na ustawy forsowane pod biskupie dyktando, na indoktrynację w szkołach i przedszkolach, na kasę de facto jumaną przez KK itp. itd.”.
Czy MRWowskie trzepnięcie się z kapucynem a) spowodowało czyjąć krzywdę; b) miało wpływ na życie publiczne, ograniczanie wolności itd.?
@Quasi
“Wiedźmin ze strachu uległ przed kościółkiem”
Czemu uważasz, że ze strachu?
MRW, Czescjacek i Inż Mru maja rację,
w jaki sposób przyjęcie księdza miałoby być zdradą antyklerykalizmu?
Antyklerykalizm to sprzeciw wobec wpływu Kościoła na życie publiczne, przyjmując księdza w domu pozwalam mu (lub nie) wpływać jedynie na moje własne życie.
Mogę go przyjąć a) z kurtuazji) b) z chęci pogadania c) bo jestem masochistą d) bo jestem samotny np. i chcę z kims pogadać e) bo chcę mu nabluzgać:)) f) bo mam ważny interes (dla mnie najgłupszy powód, ale rozumiem)
Więc ci wszyscy co się rzucili na MRW (nawet jak trolluje), to mnie śmieszą lekko.
@ czescjacek
A z jakiego powodu się ulega? Bał się, że jeśli nie ulegnie (szamańskiej procedurze itd.), to nie dostanie “ptaszka”, a z jakiegoś powodu bał się go nie dostać.
@Quasi
“A z jakiego powodu się ulega”
Czemu uważasz, że “uległ” będzie odpowiednim słowem?
” jakiegoś powodu bał się go nie dostać”
Czemu sądzisz, że się bał nie dostać?
dr no, cyncynat, quasi, marcin be, vhf, quasi, cyncynat, marcin bw, vhF, cyncynat, quasi.. o jest grześ, co za odmiana. getto tu się robi dla wtajemniczonych z przykrością stwierdzam jako stały czytelnik
to byłem ja przed chwilą ja, celso_b, żeby nie było, że anonim
@ czescjacek
Zrobił coś, czego normalnie sam nie chciałby zrobić [gdy nie ma "Interesu", nie zaprasza duszpasterza] i było to coś, czego wymagał inny człowiek. A gdyby tego nie zrobił, za sprawą owego człowiek spotkałaby go jakaś nieprzyjemność (stracił by ptaka).
Bo podjął – nieprzyjemne – działania, aby go dostać. I nie zaryzykował innych [np. takich, jak radził nameste, albo po prostu - "postaw pan tego ptaka i zapomnijmy, że się widzieliśmy"].
@Quasi
Y U no use słowa jak zwykły użytkownik polszczyzny; tak to se wszystko możesz interpretować jako uleganie i banie się (ulegniesz mi, odpisując na tego komcia, bo boisz się, że PRZEGRASZ W INTERNECIE).
To się chyba nazywa racjonalizacja. Da się z tym żyć, ale po co się od razu chwalić?
Zwróć uwagę na inne słowa:
“To niech siedzą w domu, pod podłogą, bo tam jest miejsce szczurów. I z lękiem spowiadają się dziennikarzowi „Wyborczej” z tramwaju przejeżdżającego pod „papieskim oknem” (co to jest w ogóle?). I uważają, żeby jakiegoś księdza nie urazić (…)
Tak jak płacenie napiwków w knajpie jest moralnym obowiązkiem socjalisty, tak obowiązkiem każdego polskiego ateisty, aleteisty itp. itd. JEST BYCIE ANTYKLERYKAŁEM. Katolik być może musi skomleć na widok księdza, a ty?”
Jak myślisz, czy zapraszanie księdza dla “ptaszka”, zakrywanie plakatów Che Guevary, kupowanie jakieś wody, kropideł, czy jak to tam robią w Szczecinie, podpada pod “skomlenie antyklerykała”? Czy odstawianie katolickiego rytuału dla ptaszka, przez kogoś, kto tym rytuałem gardzi, ale księdza o tym nie informuje, może zostać potraktowane jako “skomlenie antyklerykała-ateisty o ptaszka”?
Czy istnieje jakaś granica w życiu prywatnym, w której ateista i jednocześnie antyklerykał nie może przekroczyć, żeby nie zostać uznanym za skomlącego o katousługi tchórza, który mocny w gębie jest tylko w necie, a w realu pokornie klęka o rozmaite ptaszki? Na ile, i w jakim stopniu, można wchodzić w interakcje z wrogiem w zamian za fanty/ptaszki?
Czy jeśli, ja wiem, ojciec samotnej matki, mówi jej: wiesz, masz wybór, ale przecież dla ciebie to i tak mambo-dżambo, a zrobisz matce przyjemność przyjmując księdza – to a) jest to zakłamanie i forma wywierania katolickiej presji b) niewinne oświadczenie stwierdzające logiczne konsekwencje ateizmu.
No ale przecież czy ja ci zabraniam komentować? Nie kumam? Komentuje, kto chce, oczywiście poza #psych24
@galopujący
“Czy istnieje jakaś granica w życiu prywatnym, w której ateista i jednocześnie antyklerykał nie może przekroczyć, żeby nie zostać uznanym za skomlącego o katousługi tchórza, który mocny w gębie jest tylko w necie, a w realu pokornie klęka o rozmaite ptaszki”
No nie wiem, to kwestia indywidualna, ale dla mnie np. antyklerykałem nigdy nie będzie ktoś, kto, bojawiem, ma żonę katoliczkę czy coś takiego.
…albo mieszka z wlasnej woli w katolickim talibanie, powszechnie zwanym Polska.
No widzisz, poza nędznym trollowaniem tym komciem, skoro to kwestia indywidualna, to właściwie, czemu mnie pytasz o moją ocenę przypadku mrw? Odpowiedź już przecież znasz, brzmi ona: “dla mnie np. antyklerykałem nigdy nie będzie ktoś, kto, bojawiem, skamle o ptaszka czy coś takiego”.
Dla Ciebie, z kolei, ktoś, kto ma żonę katoliczkę. Skoro więc to już ustaliliśmy, to chyba możemy się pożegnać, bo przecież jeśli dla każdego to “kwestia indywidualna”, a kwestie te sobie już wyjawiliśmy, to o czym tu dalej dyskutować?
Nadzwyczaj głośno śpiewa Kyrie Elejson, bo “dla walki z Kościołem zrobił już wiele” hłehłehłe
@galopujący
“pytasz o moją ocenę przypadku mrw”
Pytam? Gdzie? Przepraszam, jeśli o coś pytałem; chciałem tylko podsunąć sposób na ogarnięcie się.
No niestety nie zadziałał. Ale doceniam troskę.
@ czescjacek
No way, dude. Also: twoje #emo, bucu, zrobiło dzień mojemu porno. Profit.
Nie. Uleganie jest wtedy, gdy (i) ktoś stawia warunek, (ii) którego spełnienie jest nieprzyjemne, (iii) ale niespełnienie, za sprawą stawiającego warunek, będzie jeszcze nieprzyjemniejsze. [Moje odpowiadanie na twoje komentarze nie wiąże się ani z (i), ani z (ii), ani z (iii).]
Jacku drogi, moja 90-ciotka jest żarliwą antyklerykałką od lat prawie osiemdziesięciu, mimo, że jest katoliczką, głęboko wierzącą.
Weź przeczytaj definicję antyklerykalizmu, bo ja wiem? z wiki?
Kwestia indywidualna? Wpadłem w stupor poznawczy.
to nie Jacek, to poeta Jakub
oh wait, srsly, dude, trolololo jezunieczyt.
@Starosta
“Weź przeczytaj definicję antyklerykalizmu, bo ja wiem? ”
Weź przeczytaj flejma u MRW, szczególnie mojego komcia z 2012/01/20 17:02:21, i – zaklinam cię – POMYŚL.
@Quasi
Totalnie cię widzę, jak w strachu i uległości kupujesz bułkę na śniadanie.
W #160 to raczej nikogo do niczego nie przekonasz, Jacku-Jakubie. Ja raczej tez, a na wiecej nie mam ani sily ani ochoty. Ale zauwaz, ze jednym z “zarzutow” (nie moich, mnie ten incydent chuj obchodzi) bylo bagatelizowanie aktu konformizmu.
(Swoja droga, przyjmnowanie xiedza kojarzy mi sie nie tyle z katolicyzmem co z mieszczanstwem. Blee)
@ czescjacek
To by była “uległość i strach” przed prawami termodynamiki – żaden człowiek nie postawił mi warunku, że muszę jeść.
Płacenie za jedzenie w moim przypadku nie jest specjalną uległością, bo nie jest to dla mnie specjalnie przykre – płaciłbym nawet, gdybym nie musiał (czasem mam okazję coś ukraść praktycznie bez ryzyka, ale tego nie robię).
Tak więc niespecjalnie udany przykład.
a ten Wiśniewski to nie jest Michaśka, co drwala właśnie napisał?
@Quasi
Ale oczywiście doskonale wiesz, jak przykre dla MRW było przyjęcie księdza.
Nieee,
Ale tez artysta nietuzinkowy: http://michio.blip.pl
Nie byle jakie asy interpretacji polskiej sztuki swoje blogrolki na tym zlamaly: ostatnio polegl nameste i nawet juz nie linkuje – byla drama
Kurwa, mialo byc michio.blox.pl
Na tyle, że jeśli nie ma naprawdę “Ważnego Interesu”, to go nie przyjmuje.
@Quasi
“Na tyle, że jeśli nie ma naprawdę „Ważnego Interesu”, to go nie przyjmuje”
To zupełnie inaczej niż ty z pieniędzmi, sam widziałem, jak idziesz ulicą i rozrzucasz drobniaki dla czystej radości z dźwięku pięciozłotówek bijących o bruk.
Się chyba poplątałeś w swoich metaforach i analogiach.
@Quasi
“Się chyba poplątałeś w swoich metaforach i analogiach”
Wiesz co, chyba ty.
O, to dobre jest. Nawet bardzo. Jedyny pożytek z tego marnego flejma. Bo powiedzmy sobie wprost, panowie: takiego flejma jak wiedźminy to my długo nie będziemy umieli zrobić. I choćby dlatego warto ich hołubić.
Ten koan mnie zachwycił. IMHO najlepsza puenta polskiej, nie tam żadnej blogostrefy, ale literatury.
@barista
Dziękuję.
A co tak ironicznie podsrywasz N? Jego reakcja na trolling z kolędnikami bardzo ok. czescjacka nie licze, bo on mi wygląda na ministranta w komeżce z i obrazkami w ręce, co mu je Michaśka wcisnął ;)
Cała przyjemność po mojej stronie. Oczywiście wiem, że dla MRW przyjęcie księdza było przykre i bolesne, ale naznaczone nadzieją. Modlimy się całą rodziną w intencji powodzenia jego Ważnej Sprawy do Księdza.
@barista
To twoja wersja ironii?
Ironia jest znakiem zatwardziałego serca. Nie żartowałem ze godności umierania Papieża i nie żartuję z przykrości jakiej doznał MRW w związku z wizytą duszpasterza, ani z Ważnej Intencji w jakiej odbył spotkanie z duszpasterzem.
Jejku jakie to drętwe, co piszesz.
Dobro bywa drętwe, a przecież Owsiak się nie umywa do Caritasu.
Moze nie chodzilo o tamta reakcje? Poza tym, nie tlumacze publicznie motywow podsrywan. Moge prywatnie, jesli Tobie ciekawskosc nie minie.
kurde, to bylem ja
Ależ (i) just teasing U, (ii) domyślam się ;)