Przypadek Justyny
Odkąd w 2027 r. dogorywająca Unia Europejska zaczęła przysposabiać niepełnosprawnuchów do pracy, musiało dojść do skandalu. Jak zawsze, gdy państwo ingeruje w ludzkie działanie! Weźmy chociażby przypadek Justyny.
Justyna Abusepulos do kraju łupków wróciła wraz z mężem Stratosem Abusepulosem w roku 2013, promem „Nadzieja”, który zabierał wszystkich emigrantów z bankrutującej Grecji. Umościli sobie gniazdko na warszawskiej Pradze Północ, gdzie zazwyczaj kierowano greckich imigrantów. Powstała nawet urocza nazwa „Mała Hellada”. Justyna mogła wreszcie zacząć żyć ja normalny człowiek. Wśród swoich.
I rzeczywiście zaczęła. Polubiła polskie seriale, poranne spacery nad Wisłą i wyjadanie oliwek z pizzy. Nie miała pracy, w Grecji pełniła rolę pocztowej biurwy, zresztą podobnie jak mąż, tyle że on był biurwą ruchomą – roznosił listy. Justyna jednak nie narzekała, miała czas na seriale i nie okradała rodaków jak rodzeństwo Stratosa w Salonikach. Czasami jednak myślała, żeby się przebranżowić, choć trochę ulżyć zapracowanemu Stratosowi, zacząć dokładać do domowego ogniska. Wciąż jednak nie wiedziała kiedy, jak i od czego zacząć? Może spróbować na wiosnę? I właśnie pewnego wiosennego dnia, gdy wykonując obowiązki domowe, przeczytała na swoim tablecie do prasowania wywiad z Iloną Łepkowską, coś w niej zakiełkowało. I bynajmniej nie było to nowe życie.
- Uważam też, że jest rzeczą absolutnie normalną, że jak kobieta ma małe dziecko, które jest ciężko chore, to będąc w pracy, nawet zostawiwszy je pod dobrą opieką, jakaś część jej mózgu jest nastawiona na to, co się dzieje z dzieckiem. To jest biologia. – czytała Justyna i z początku śmiała się do rozpuku, choć przecież rozpuk od niedawna też refundowano.
Zaraz jednak zaczęła dotykać czaszki, najpierw prawą półkulę, potem lewą, wreszcie objęła dwoma rękoma całą głowę i zaczęła trząść nią niczym słoikiem ogórków. Hmm… a może Łepkowska ma rację i jakaś część mózgu Justyny jest nastawiona na to, co się dzieje z dzieckiem? Przecież to jest biologia! Dziecka Justyna nie miała, ale miała za to mechanicznego kota, o którego rzeczywiście wciąż się zamartwiała, za każdym razem, gdy się tylko zawiesił. Stawał wtedy w półkroku, nie reagował na żadną komendę i robił takie smutne, puste oczka. Zupełnie jak te greckie babcie, co to nieustannie wyglądają przez okno.
Trzy doby biła się Justyna z myślami, czy jest wydajna i czy biologia nie zrobiła z niej niepełnosprawnego pracownika. Wreszcie postanowiła, że jeśli ma się przebranżowić, to lepiej zawczasu się przygotować. I zacząć od amputacji rodzicielskiej empatii. W tajemnicy przed Stratosem, zostawiwszy samochód pod blokiem, ruszyła na zabieg tanim warszawskim metrem, zasilanym najmniejszymi liniami oporu. Minęła bursztynowe popiersie Millera na placu Rumsfelda i anonimowy pomnik embriona w skali 1:1 przy kościele św. Katarzyny. Trochę się bała, ale w duchu pomyślała, że może uprosi panów lekarzy i ci zgodzą się też amputować Justynie bojaźliwość. To też pomoże na rynku pracy.
Operacja trwała ledwie kilka godzin, komórki macierzyste i lasery już od 2020 potrafiły czynić wprost cuda. Justyna obudziła się obolała, ale szczęśliwa. Dotknęła głowy, ale ta, ku jej zdziwieniu, bynajmniej nie została zabandażowana. W bandażach miała natomiast piersi, uda, stopy i krocze. Zerwała się przerażona i ciągnąc za sobą kroplówkę, pokuśtykała do gabinetu lekarzy.
- Chciała pani – spytał uprzejmie prof. Bielecki – aby amputowano jej część mózgu, żeby pracodawca nie obawiał się, że jest pani nastawiona na myślenie o chorym dziecku?
- Dokładnie!
- No więc jako mężczyzny absolutnie nikt panią nie będzie o to podejrzewał!
Bomba!
Miło
Linie najmniejszego oporu jawią się tak zwyczajnie i niefuturystycznie, nie to co “najmniejsze linie oporu”.
Hmm miała być gra słów, ale rzeczywiście lepiej będzie, jak piszesz.
Majorze, a ja mam taką radę dla Ciebie: weź któryś z tych swoich pokręconych konceptów — chociażby i tę Małą Helladę na Pradzę, bardzo mi się podoba — i napisz o tym opowiadanko komiczne bez odniesień do bieżącej polskiej rzeczywistości politycznej. A jak już musi być o łepkowszczyźnie, to chociaż bez Łepkowskiej. Myślę, że efekt będzie lepszy i trwalszy.
Ach no wiem, że raz to wszystko bieżączkowo ulotne, dwa bardzo zaangażowane, trzy, mało uniwersalne, cztery publicystyczne – tyle że ja przyjąłem tutaj po prostu taki sposób komentowania politycznej rzeczywistości. Zamiast serioznej polemiki, która mnie coraz bardziej nudzi.
Natomiast masz rację, że część pomysłów można zrobić bardziej uniwersalnie, bez bieżączki i da to na pewno trwalszy efekt. Mam już taki jeden na oku, więc spróbuję;)
A tymczasem…
http://wo.blox.pl/2012/01/Stacja-dokujaca-do-Androida.html
To jakąś obsesją.
No co Ty chlopie, nie rozumiesz calkowicie bazalnej ludzkiej potrzeby wysluchiwania pierdyliona ulubionych MP3 z glosniczkow w hotelowym pokoiku w Pierdziszewie?
Popierdywanie głośniczków muzyczką ze smartfona popierdywaniem, a chodzi mi o tą obsesje WO na punkcie ajfonów jakie to są wspaniałe i w ogóle…
(P.S. Nie mam nic przeciw iPhonom, chodzi mi o pewien dysonans między lewicowością WO, a pewnym deprecjonowaniem przez niego taniego sprzętu dostępnego jako alternatywa dla mniej zasobnych w gotówkę :P )
@major karwa, takiego GM to się czyta, zajebiste
@DoktorNO – poczytaj komentarze – towarzystwo lizania się po pałach z bardzo ale to bardzo błahego powodu :) żena i brecha w jednym
Stratos niepostrzeżenie zamienia się w Stawrosa, jest jeszcze ja zamiast jak, ale te drobne uchybienia z nawiązką wynagradza zawieszający się w półkorku kotek itd.
Teraz poboczny target majorowych wpisów zacznie się zastanawiać usilnie o co w tej wymianie zdań chodziło i dojdzie do jedynego, właściwego wniosku:
“Głupi ten Major”.
I będzie miał na swój sposób rację.
A słyszałeś o “onanizmie sprzętowym”? :)
Tu na gruncie fotografii:
http://www.kenrockwell.com/tech/7p.htm
No ale czemu nie można wziąć se po prostu ładowarki?
Ale chyba akurat w sprawie tej racji Androida ma rację?
PS Dzięki
To była aluzja do windowsa;)
Heh, nieuchronne koszty hermetyczności.
Co vHF powiedzial. Niektore z pomyslow sa calkiem general.
(btw, czy wiecie w jakich zajebistych hotelach nocuje ciocia Haase?)
Ale to jakieś podchwytliwe pytanie?
skad? ja tylko sledze wystepy tego hajlajfera.
“1. Nowy Jork, hotel The Strand, West 37th Str., tydzień temu – radiobudzik z wypasioną stacją dokującą iHome w dizajnerskim studio na 19 piętrze.
2. Las Vegas, The Trump International – w mojej wypasionej 200-metrowej suicie na 46 piętrze były TRZY stacje dokujące nieznanej w Polsce marki iLuv (ale wkrótce trafi na ziemie wierzby płaczącej).
3. Dziś, San Francisco, Holiday Inn Fisherman’s Wharf – no cóż, tylko to udało się na szybko zarezerwować, radiobudzik to gówno marki Zenith, tak to jest w budżetowych hotelikach. ”
TRZY stacje dokujace na 46 pietrze!!!
Aaaaaaa świetne:)
ale miała za to mechanicznego kota
Ja z kolei zawsze marzyłem o elektrycznych owcach.
90% dyskusji u WO nie zrozumiałem; dla mnie telefon służy do telefonowania, olewam jakieś stacje dokujące; iPadem który dostałem za darmo bawi się mój czterolatek, wot gadżet.
A telefon mam taki że jak gdzieś jadę to chcę tanio dzwonić i być uchwytny jednocześnie – więc dwie SIM karty i ładowanie raz na cztery do siedmiu dni. Jedyne miejsca gdzie mi się to nie sprawdza to Korea i Japonia. Cała ta dyskusja sprawia wrażenie jakby ludzie byli przyssani do kolorowych paciorków bez których do niedawna się świetnie obywali. Nakręcają się tym swoim fetyszem i niech im będzie na zdrowie.
Wstawka o hotelach boska. Zaimponowało mi, komu jeszcze? – wpisujcie miasta.
@gm
” Ale chyba akurat w sprawie tej racji Androida ma rację?”
Że Android jest tani, przez co sprzęt jest przeciętnej jakości, częściej się psuje i mamy zjawisko fragmentaryzacji platformy? To jest truizm, a w tym wypadku okazja do sprzętowego onanizmu. Na mnie to nie działa. :P
@Bronek
Dokladnie tak samo myśle. Sprzęt używa się i kupuje się taki jaki jest użyteczny dla danego przypadku. :P
A tak na marginesie:
http://www.bbc.co.uk/news/world-asia-pacific-13639934
Kurde 200 metrowa suita to jest coś, tym bardziej że w takim wypasionym hotelu futbolówkę pewnie darmo dołożą.
OT
Zastanawialiście się kiedyś, co by było w sytuacji, w której wszystko to, co obśmiewamy u prawactwa okazało się prawdą? Prawdą bezdyskusyjną. Smoleńsk- ruski zamach. Globcio- oszustwo. Kondominium- realne. Itd. Sytuacja mało prawdopodobna, wiem.
Jaka byłaby wasza reakcja, bo ja miałbym z tym spory problem.
This would be the end of the World, as we know it – czy jakoś tak.
No ale to jest, zdaje się, niemożliwe z przyczyn ja wiem statystyczno-fizyczno-przyrodniczych. Nie możesz mieć zawsze racji, nigdy się nie mylić, wszystko ci się sprawdza, nie popełniać błędów poznawczych, tłumaczyć działania iluś tysięcy ludzi wedle jednej i tylko jednej przyczyny, a nie ich wypadkowej itd. Natomiast ciekawsza i technicznie (?) możliwa byłaby sytuacja, gdyby to prawica była bliżej prawdy, niż reszta, myliła się mniej, na ślepo trafiła ileś razy w dziesiątkę. Czyli Ruskie jednak zrobiły zamach, a teraz mataczą, Tusk został zwerbowany w latach 80-tych, w Globcio pominięto jakieś ważne badania…
Jasne, że nie chodzi o “zawsze rację”, ale o takie spektakularne rzeczy. Takie, których nikt nie jest w stanie podważyć, więc nie ma tego, co jest tym zamulaczem sytuacji, że np. my mówimy: badania x, y, z, wskazują na antropogeniczne globcio, prawactwo mówi bzdura, bo p, r, s. I trwa takie przerzucanie się “argumentami”, a obie strony są okopane na swoich pozycjach. Powiedzmy jednak, że jednoznacznie wychodzi, że z globcio to ściema. Od początku do końca wielka ściema. Pomijam teraz prawdopodobieństwo takiej sytuacji, chodzi mi o to, że pada jakiś flagowy zestaw lewicy. Np. globcio. I to pada tak, że po naszej stronie nikt nie jest w stanie wysunąć argumentu przeciw. Przyjmijmy, że to pójdzie prawem serii i te “wszystkie” nocne lęki prawactwa okażą się prawdą. Wiem, dosyć przerażająca perspektywa.
I wtedy co?
Pytam ze względów towarzyskich. Chodzi o drobnostki na razie, ale coraz częściej pojawiają się w rozmowach takie kwestie. Przyznam, że idę w zaparte. Nie mam w większości przypadków wiedzy, żeby podjąć dyskusję, więc spuszczam rozmówców na drzewo. Np. Smoleńsk. Praktycznie co impreza część ludzi robi wrzutki. One nie są ani składne, ani sensowne, więc spuszczać na drzewo łatwo. Wyobraziłem sobie jednak sytuację, w której np. pojawiają się jakieś natowskie zdjęcia i są jednoznaczne. I wtedy kłopot, bo gdyby się okazało, że oni mają rację, to nie jest tak, że w tej jednej rzeczy mają rację. Z tego wynikają rozległe konsekwencje. I wtedy co?
to wyżej to ja, mąka_orkiszowa
Ach ja mam ten komfort, że nie zająłem stanowiska w sprawie Smoleńska, więc zostaje tylko wyśmiewanie bomb termobarycznych i sztucznej mgły. IMHO nie ma wyjścia, albo wgłębiasz się w temat globcio/Smoleńska albo odsyłasz do linków, bo inaczej nie da rady. Ja mam taką swoją starą teoryjkę, że bez zaufania świat nie może istnieć, tzn. musisz komuś uwierzyć. Od doktora, który przepisuje ci lek, po aptekarza, przez ulotkę w opakowaniu, po termometr, który mierzy Ci temperaturę. Inaczej odjeżdżasz w schizę. Wyrabianie poglądów polega więc na zidentyfikowaniu wiarygodnego źródła i jakieś weryfikacji. Stąd np. doskonaleszare robi świetną robotę. Albo Trystero, czy quasi z naukowymi linkami. Z przepisami (np. nową konstytucją węgierską) mam tę przewagę, że se mogę przeczytać przepisy i analizy i wyrobić jakiś pogląd. Z innymi już nie, więc muszę komuś uwierzyć, jeśli oczywiście chce zająć stanowisko. W przypadku Smoleńska nie zajmuje, więc jak mnie ktoś pyta, to mówię: nie wiem, wisi mi to, ale teorie prawicowych świrów są jeszcze głupsze niż oficjalne wyjaśnienia.
@maka_orkiszowa
“”"
Wyobraziłem sobie jednak sytuację, w której np. pojawiają się jakieś natowskie zdjęcia i są jednoznaczne
“”"
A co bys powiedzial na “jednoznaczne” zdjecia UFOkow z ladowania w Roswell? Yeti w Zakopanym? Wieloryba w Goczalkowicach? Zywego tyranozaura w Klewkach? Napasci mamuciej kawalerii Libijczykow na Wlochy przez Alpy?
To ze mozemy sobie wyobrazic dane zdazenie nie oznacza ze musimy sie zadreczac rozwazaniami “jak NATO zareagowaloby na libijska mamucia kawalerie?”. A owa m-kawaleria jest na poziomie pancernych brzoz antylotniczych, broni helowej i sztucznej mgly. Podobnie wszechswiatowy spisek klimatologow.
Jak zawsze w przypadkach kryzysów:
zaprzeczenie
gniew
negocjacja
depresja
akceptacja
NIezależnie od tego czy chodzi o twoją śmierelną chorobę, zdradę, przegraną w kasynie. Jak widać z twojego nastepnego wpisu jesteś na etapie między zaprzeczeniem a gniewem. NIe martw się, niedługo zaczniesz się targować, wpadniesz w depresję aż zaakceptujesz, że prawa strona miała rację.
Proszę zauważyć, że pacjenci Psychiatryka nie wykazują żadnego z powyższych objawów, może pożą wściekłością. Możesz FYMowi, Ściosowi, Rybitzkiemu, Wszołkowi, Rolexowi wykazać w punktach, że się myli, możesz podać konkretne dane, przywołać fakty, podeprzeć się logiką i zasadami poprawnego wnioskowania na poziomie szkoły średniej, a on, błogosławiony duchem nie przyjmie tego do wiadomości i dalej będzie głosił dobrą nowinę bredni.
Wiem to, po kilkakrotnie do bólu próbowałem niektórych z nich wyprowadzić z błędu. Nie da się. Dla nich Ziemia jest płaska.
świetny tekst
re: OT. błądzić jest rzeczą ludzką, jednak nieco boję się świata, w którym swoje zdania na określony temat wyrabia się na podstawie intuicji oraz wiedzy objawianej w stylu: wiadomo jacy są ci ruscy, mordercy, Katyń, zakaz sprzedaży mięsa. Jeśli by się okazało, że jakakolwiek z pentyliarda zamochofilskich teorii trzyma się kupy fazę kryzysu zacząłbym jednak od zdziwienia.
Nie wiem, jak jest skonstruowany mózg człowieka, który nie potrafi przyjąć do wiadomości prostych faktów. To jest demencja czy co?
Tzn rozumiem, że w sprawach, w które nie jestem zaangażowany w fakty się nie wgłębiam – ale też nie wypowiadam.
Ale nie rozumiem, jak można zaczynać kolejny wpis (przykład Rybitzkiego) od:
“Przyznaję – nie jestem ekspertem…” i brnąć w głupstwa własnej imaginacji. Od katastrofy smoleńskiej, podłoża zamachu Breivika, hipsterów, filmów, książek których się nie oglądało ani czytało.
Gdyby mnie coś takiego się zdarzyło, gdybym zaliczył wtopę, to bym się zawstydził i przeprosił, choćby z szacunku dla wprowadzonych przeze mnie w błąd czytelników. Dla pacjentów przygwożdżenie argumentem rzeczowym nie jest źadnym przygwożdżeniem. Kłamią, mylą się, obnażają swoją ignorancję – i nic.
Rolexowi nie dałem rady, wspomagany przez bodaj jeszcze jednego dyskutanta, wytłumaczyć, że do rzecznika prasowego rządu Jej Królewskiej Mości można zadzwonić na komórkę. I że numer komórki jest dość łatwo dostępny. I nic.
Maud przyłapano na fałszowaniu listów od Anny Walentynowicz – i nic.
Coryllusolodzy wykazują mu pomyłki i głupotę – i nic.
Ścios wymyśla łańcuchy tajnych powiązań – i nic.
FYM odkrył spisek, w który zaangażowane są dziesiątki tysięcy spiskowców, rządy rosyjski, polski, amerykański i cała siatka wywiadowcza NATO. Spisek ma na celu ukrycie, że zamachu dokonano nie w Smoleńsku, ale gdzie indziej, pasażerów porwano i albo są przetrzymywaniu w łagrach albo zabici. I nic.
Toyah kradł zdjęcia z Gazety Wyborczej – i chodził w glorii męczennika.
ŁŁ jest oszustem, mitomanem i ma na sumieniu drobniejsze i grubsze grzeszki przeze mnie wyciągnięte, udokumentowane i opisane. I nic.
Ja, brzydkie słowo, tego nie rozumiem.
A propos zaufania, opinii itd. to na szczęście nie jesteśmy pierwszymi, którzy takie problemy z wyjaśnianiem świata mają. byli mądrzejsi przed nami, którzy powymyślali różne metodologie i filozofie pozwalające na sensowne dobieranie sobie autorytetów i wyjaśnień. Gdzieś tak w średniowieczu pojawiły się różne “brzytwy Okhama” i inne propozycje zasadzające się na szukaniu rozwiązań najprostszych ale nie prostszych. Zniknęło morowe powietrze, uroki, czarownice, diabły i anieli stojący za każdym zjawiskiem fizycznym, na koniec pogrzebano eter kosmiczny.
Dlatego nie trzeba być ekspertem w sprawie lotnictwa, żeby potrafić sobie odsiać tych co mówią z sensem od pozostałych.
Chłopcy podpierający ścianę z prawej strony to wszystko jakoś przeoczyli i tworzą te cuda na kiju. Ba w ich świecie pewnie to wszystko jest prawdą.
mnie najbardziej fascynuje omnibusostwo, które powinniśmy opatentować, jak oscypki albo skarpety w sandałach. rozgryzając tematy, o których nie ma się nie tylko pojęcia ale również jakichkolwiek zdolności, żeby wiedzę samodzielnie zgłębić, obchodzi się tematy niezrozumiałe wygodnymi kliszami, np. kliszą źródła (skoro te dane pochodzą od ruskich, którzy są odpowiedzialni za zamach, dane te są niewiarygodne. tzn. przyjmujemy apriorycznie, że X jest kreteńczykiem co pozwala nam udowodnić, że X jest kreteńczykiem, bo wszyscy kreteńczycy to kłamcy). Dla mnie się tak zaczęła przygoda z s24 – podczytywaniem majora oraz z drugiej strony fascynacją tym niesamowitym instrumentem, którym jest umysłowość Polaka-Patrioty.
Pozwole sobie uzupełnić wsze wywody o jeszcze jedność rzecz. Moim zdaniem jest to też kwestia pewnej postawy zyciowej którą można porównać do niedojrzałości.
Opowiem to na przykładzie z mojego dzieciństwa: wtedy to jako dzieciak świecie wierzyłem że mój pierwszy komputer Amiga 500, to najleprza maszyna na świecie. i amen, nie było mocnych, aby mnie przekonać że jest inaczej, mimo iż przecież mowa tu sprawach technicznych które da się bezspornie ustalić.
Automatycznie przeszło mi jak podroslem, bo w końcu komputer to tylko narzędzie i przedmiot codziennego użytku. (a poza tym na tym nie dało się Worda uruchomić. :P )
Tak sobie myśle że to fantazjowanie, omnibusowanie, mitomania i bucerka to wynik właśnie takiej niedojrzałości i zatrzymania się na poziomie dzieciaka, któremu się wydaje że wie wszystko, nie musi się z nikim liczyć itp. Co wy na to…?
A my na to przywołujemy definicje oświecenia Kanta, któregoż to oświecenia prawactwo jest takim wrogiem:)
A ja powiem, że jest pewien związek między fundamentalistyczną religijnością, a odpornością na argumenty:
Uwaga! Oglądać na własną odpowiedzialność! :P
@ mąka_orkiszowa/lurker et al.
Akurat dla mnie sytuacja jest bardzo prosta.
1. To, czy prawactwo ma “rację” odnośnie swoich teorii spiskowych, koncepcji ustrojowych/ekonomicznych i alternatywnych wytłumaczeń rzeczywistości, czy “racji” nie ma, nie ma najmniejszego znaczenia. Bo tu nie chodzi o to, czy czyjś pogląd jest zbieżny z “obiektywną prawdą absolutną”, czy nie jest, lecz o to, na jakiej podstawie – tj. w oparciu o jakie dane, o jakie analizy i o jaki sposób wnioskowania – ktoś swój pogląd formułuje. Problem prawactwa polega właśnie na tym, że podstawy wygłaszanych przez nie twierdzeń są nader wątpliwe, więc jeśli nawet te ich poglądy okażą się zbieżne z prawdą, to będzie to “racja” na zasadzie przypadku, zgadnięcia, ślepej kury i ziarnka. Mnie takie “racje” nie imponują (w ogóle poglądów trafnych w tym sensie nie uważam za rację), podobnie jak nie wstydzę się pomyłek popełnionych mimo opierania się na najlepszych dostępnych w danym momencie danych/analizach/wnioskowaniach.
Dla ilustracji:
Wyobraź sobie, że jakiś neolityczny szaman ex-cathedra wygłasza takie oto twierdzenie: “Bogowie Świętego Gaju objawili memu pradziadowi w snach Prawdę, że woda z jeziora zamieszkiwana jest przez Złe Duchy, które po wypiciu wody próbują się wydostać na zewnątrz i tym samym powodują bóle brzucha. Jedyną metodą aby bezpiecznie pić wodę jest poddanie jej uprzedniemu rytuałowi wypędzenia Złych Duchów polegającemu na obmyciu tą wodą pupy najpiękniejszej dziewicy w wiosce, a następnie gotowanie jej w przy pełni Księżyca na ogniu rozpalonym na napletkach królewskich synów zakonserwowanych w kozim łoju.”
Czy gdy tysiące lat później odkryto bakterie, ich związek z brudną wodą i dolegliwościami ze strony przewodu pokarmowego oraz antyseptyczne właściwości wysokiej temperatury, to okazało się, że szaman miał “rację”?
2. Nie przywiązuje się zbytnio do swoich bieżących poglądów i ocen, a w obliczu dobrych argumentów/dowodów zmieniam je często, łatwo i bez żalu. Można powiedzieć, że lubię mieć zawsze rację, więc przyjmuję takie poglądy, które w danym momencie wydają mi się najlepiej uzasadnione, a nie jak robi to prawactwo – orzekam, że najlepiej uzasadnione są te poglądy, które wcześniej przyjąłem. “Moje bo dobre”, a nie “dobre, bo moje”.
Do tego w wielu kwestiach – zwłaszcza w tych, w których cierpię na największe niedobory specjalistycznej wiedzy – pozwalam sobie na komfort nieposiadania precyzyjnego i stanowczego poglądu w ogóle.
Gorąco polecam też ten artykuł:
“The Science of Why We Don’t Believe Science. How our brains fool us on climate, creationism, and the vaccine-autism link.”
A także ten post pewnego dyskutanta z Usenetu (dotyczył kreacjonizmu, wątpliwości odnośnie teorii ewolucji oraz literatury popularnonaukowej). Warto przeczytać w całości, ale wypreparuję tu najistotniejsze fragmenty:
Errata:
Zapomniałem o wklejeniu linku do zacytowanego posta.
Link – tutaj.
Odnośnie tematu, polecam uzasadnienie w 4 punktach pewnej prof. psychologi.
http://wyborcza.pl/1,76842,10978855,Dlaczego_prawica_nie_moze_zniesc_Owsiaka.html
Uzupełnienie.
Zakładając, że większości nie będzie się chciało czytać całości, wypreparuję z podlinkowanego wcześniej artykułu ["The Science of Why We Don’t Believe Science. How our brains fool us on climate, creationism, and the vaccine-autism link.”] najbardziej interesujące fragmenty dotyczące prawactwa:
O tym, że biases występują niezależnie od poglądów politycznych …
… ale prawactwo wydaje się na nie wyraźnie bardziej podatne …
… i w przypadku prawactwa lepsza edukacja wcale nie musi poprawiać sytuacji, a wręcz może ją pogarszać …
… chociaż większa podatność prawactwa może być pozorna.
Osobiście mam wątpliwości odnośnie tego argumentu. W realiach tyranii, totalitaryzmu, rządów monopartii, gdzie nie ma politycznego pluralizmu ani demokratycznej swobody, IMO trudno mówić o podziale na prawicę i lewicę. Gdy nie ma wyboru, bo jest tylko jedna partia, jedna ideologia, to do niej lgną wszyscy, bez względu na profil mentalny i w efekcie w jednym obozie mamy mieszaninę ludzi i poglądów, które w realiach demokratycznych rozfrakcjonowałyby się na przeciwne obozy prawicowe i lewicowe (zresztą, nawet w autorytarnych/totalitarnych monopartiach tworzyły się frakcje bardziej lewicujące i bardziej prawicujące). Wobec tego takie jednoznaczne zaliczanie stalinistów do lewicy, jako przeciwwaga dla amerykańskich prawicowych Republikanów, jest moim zdaniem co najmniej naciągane.
Patrz też za Wiki:
“[...] Although authoritarians in North America generally support conservative political parties, this finding must be considered in a historical and cultural context. For example, during the Cold War, authoritarians in the United States were usually anti-communist, whereas in the Soviet Union, authoritarians generally supported the Communist Party and were opposed to capitalism.[16] Thus, authoritarians generally favor the established ways and oppose social and political change. Hence, even politics usually labeled as right or left-wing is not descriptive. While Communism in the Soviet Union is seen as leftist, it still inspired the same responses. This leaves questions over what makes various ideologies left or right open to interpretation.”
I na koniec – co z tym problemem można zrobić:
Ciekawe, ale moim zdaniem prawica nie może znieść tego, że czynieniem dobra zajmuje się (w ich pojęciu, nie wnikam, na ile słusznie) ateista, postkomuch i liberał obyczajowy (róbta, co chceta). Ukradł im show.
U Gadowskiego:
“Jeśli pamiętanie prawdy nie ma sensu, to co ma sens? Prawda czasu, etapu, ekranu?”
Mem z Barei w taaakim tekście!
Napiszesz coś o pucharowym meczu?
Bloger GPS.65 vs. Somalia:
http://ponowoczesny.salon24.pl/381749,a-ja-tam-lubie-byc-bydlem#comment_5583195
Może po prostu pogadamy w komciach? Jak obstawiasz?
Zaraz poczytam. Ale ja mam na pewno lepsze. Przeczytajcie zwłaszcza przedostatni komentarz;)
http://niepoprawni.pl/blog/1670/rozbroic-tomasza-lisa-czesc-iii-ostatnia#comment-251530
@Anonimowy Lurker
Hehe, sprywatyzowana policja “rządzi” w tym komentarzu. :) Ciekawe czy ten facet wie, że w takiej sytuacji aż prosi się o to, aby przynykała oczy na przestępstwa bogatych obywateli. :)
Poza tym w USA libertarianizm ma drugie dno: chodzi o to, aby wredne państwo nie wtryniało się w wewnetrzne sprawy posiadaczy niewolników. :P
Re: Bloger GPS.65
Ten facet już zgoła od 15 lat zadaje to samo pytanie, test na “wolonościowca” – “czy wolisz być niewidzialny, czy wolisz latać?”
W latach dziewiędziesiątych kiedy Wołodźko był jeszcze księdzem wywalono go z czegoś takiego jak lista dyskusyjna Ciemnogród.
Ciągle te same typy.
Przepraszam, ale akurat mam okazję zweryfikować. Na 46 pietrze Trump International w Las Vegas najbardziej wypasiona suita ma (w przeliczeniu ze stóp kwadratowych) 84 metry (z wszystkim: kuchenką, łazienką i dodatkowym kibelkiem). I kosztuje od 90 dolarów za dobę (plus podatek). Większe – ale też nie aż tak duże – są od 60 piętra wzwyż. Ilości i rodzaju stacji dokujących nie sprawdzalem.
Tyle apropos hajlajferstwa.